Kaczyński zapowiedział państwo narodowe i wyznaniowe. Albo do ciupy bądź won z kraju

15 Wrz

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Program PiS tutaj czytaj >>>

Podczas kolejnej konwencji PiS w Łodzi Jarosław Kaczyński ponownie nawiązał do tematu rodziny. Zebrani usłyszeli, że „normalną” rodzinę tworzą tylko mężczyzna, kobieta i ich potomstwo. – „Prawo i Sprawiedliwość stoi na straży polskiej rodziny. Stoi też na straży normalności i czegoś, co by można było określić jako zgodność z naturą” – grzmiał w Łodzi Kaczyński.

Oczywiście, w przemówieniu nie mogło zabraknąć nawiązania do chrześcijaństwa. Według prezesa PiS, „rodzina, czy to się komuś podoba czy nie, wyrasta z chrześcijaństwa.”

Na szczególną uwagę zasługuje jednak inne zdanie z wypowiedzi Kaczyńskiego. Otóż stwierdził on ni mniej, ni więcej, że kierowana przez niego partia charakteryzuje się dużą dozą tolerancji. – „My jesteśmy tolerancyjni, to jest cecha naszego narodu. I to jest cecha także naszej formacji, ale mówiłem już: tolerancja tak, ale afirmacja wszystkiego, co każdemu do głowy przyjdzie, nie” – przekonywał Kaczyński. To dość zaskakująca deklaracja szefa partii, dla której członków każda odmienność jest anomalią i patologią, a zapobieganie przemocy w polskiej rodzinie jest atakiem na wartości chrześcijańskiej rodziny.

Wreszcie, na miesiąc przed wyborami, PiS raczyło przedstawić swój program.   Na 232 stronach jest on szczegółowo rozpisany, a główne założenia omówiono na konwencji w Łodzi.

Rozdział 1 czyli „Wartości i zasady” to odwołanie się do Kościoła i jego nauki, który jest jedynym uprawnionym do głoszenia zasad moralnych. Rozdział 2 „Diagnoza. Od postkomunizmu do polskiego modelu nowoczesnego państwa dobrobytu” to nic innego jak obrażanie przeciwników politycznych i określenie rządów PO/PSL „późnym postkomunizmem”, co świetnie spuentował Radosław Sikorski, który chciałby „zobaczyć jak Piotrowicz mówi Borusewiczowi, że PO to postkomuna. Ciekawe, czy Kaczyński wierzy we własne kłamstwa”.

Rozdział 3 „Dokonania i plany”, gdzie zaprezentowano nam zbiór kłamstw, dotyczących niszczeniu mediów publicznych, które teraz PiS ratuje, reformy sądownictwa, bardziej będącą deformą. Nie zapomniano tu obwieścić sukcesu w służbie zdrowia, w której tak polepszono warunki pracy, że pielęgniarki rzucają robotę zagranicą i hurtem wracają czy też sukcesu w postaci 500 Plus dla niepełnosprawnych, czemu zaprzecza nawet Agnieszka Dudzińska, kandydatka PiS na Rzecznika Praw Dziecka, pisząc na Twitterze, że „nie ma żadnego 500 Plus dla niepełnosprawnych! Niepotrzebna manipulacja wyborcza. (…) Po co drażnić najsłabszych?”.

No i ostatni rozdział, numer 4 pod hasłem „Wyzwania”., gdzie PiS zaprezentowało działania, które podejmie jak tylko wygra wybory. Jest więc o powstrzymaniu ideologii gender, obronie Rodziny i dalszej „naprawie” sądownictwa. Wielki niepokój budzi też pomysł wzięcia się za dziennikarzy. PiS-owi zamarzyło się, by „ze względu na odpowiedzialność i szczególne zaufanie, jakim cieszy się profesja dziennikarza, należałoby również stworzyć zupełnie odrębną ustawę regulującą status zawodu (ustawa o statusie zawodowym dziennikarza). Wprowadzałaby ona rozwiązania podobne do tych, jakie mają inne zawody zaufania publicznego, np. prawnicy lub lekarze. Głównym celem zmiany powinno być utworzenie samorządu, który dbałby o standardy etyczne i zawodowe, dokonywał samoregulacji oraz odpowiadał za proces kształtowania adeptów dziennikarstwa”.

Takie postawienie sprawy to nic innego jak przejęcie całkowitej kontroli nad dziennikarzami i słusznie Roman Imielski zwraca uwagę, że „nie lekceważyłbym zapisanej w programie PiS ustawy o zawodzie dziennikarza. Jak nie wyjdzie z repolonizacją czy dekoncentracją, będzie wycinanie ludzi z zawodu albo prześladowanie ich administracyjnymi karami”.

Oj, będzie się działo, a pod płaszczykiem „prawdziwej demokracji” PiS będzie ciężko pracować nad utrwaleniem jednowładztwa. Jak zauważył jeden z internautów ten pakiet programowy to nic innego jak „korea północna coraz bliżej, każdy może mówić i robić co chce tylko żeby było zgodne z ideologią partii /pis/. Niech nam żyje KIM Jarosław słońce narodu i jego marionetki/to haslo przyszłości /”.

Oto nasz program, który opracowali najlepsi eksperci. Żeby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej.

Kochani Polcy i Polaki, obiecujemy wam, że w ramach wstawania z kolan odbudujemy Stocznię Gdańską, w której zlepimy taśmą masowiec SS „Sołdek 2”.

Nie poprzestaniemy na tym. Odbudujemy jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które były źródłem szczęścia i pomyślności naszych ojców, a które zabrała wam Platforma Obywatelska.

W Warszawie odbudujemy Fabrykę Samochodów Osobowych na Żeraniu i natychmiast zaczniemy w niej produkować elektryczne limuzyny Polonez. Już dziś uruchamiamy system przedpłat i talonów, by dać pierwszeństwo w zakupie bojownikom o Dobrą Zmianę i zasłużonym uczestnikom Wielkich Wyjazdów na Węgry.

Odbudujemy PGR-y, Koła Gospodyń Wiejskich, przywrócimy kartki na mięso i co miesiąc damy dodatkowy kilogram woł-ciel z kością na każde dziecko.

W Bielsku-Białej i Łodzi odbudujemy zniszczony przez Tuska przemysł włókienniczy i wznowimy produkcję krempliny tłoczonej w mrozy, z której będziemy szyć garnitury i garsonki, by nasi obywatele wyglądali równie modnie i elegancko, jak pan prezes czy Beata Szydło.

W Chorzowie odbudujemy zlikwidowaną przez PO Hutę Kościuszko i wznowimy w niej produkcję rur żeliwnych.

A w Wałbrzychu znów uruchomimy windy w szybach kopalni Chrobry, którą liberałowie pozbawili złóż. Nasz rząd już zwiększył import węgla, który teraz jedzie do nas pociągami z Rosji i płynie statkami z Afryki. Po przeładowaniu w Gdańsku przewieziemy czarne złoto do Wałbrzycha i wrzucimy je do kopalni Chrobry, skąd wydobędą je nasi górnicy.

Co jeszcze warto odbudować, Drodzy Polcy i Polaki? Co jeszcze chcielibyście wskrzesić spośród rzeczy, których pozbawiła was zdradziecka Platforma Obywatelska? Może audiofilskie magnetofony Kasprzak? Może wodę kwiatową „Być może”? Gospodarskie wizyty I sekretarza Komitetu Centralnego? Festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu? Albo Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk?

W najbliższych tygodniach nasi kandydaci odwiedzą wszystkie gminy, by spotkać się z wami i zapytać, co jeszcze trzeba odbudować. Głęboko wierzymy, że wspólnie zdołamy odbudować drugą Polskę. Pomożecie?

Reklamy

Wrogiem Kaczyńskiego i PiS jest rozum

14 Wrz

PiS po raz kolejny podbija medialnie stawkę tych wyborów. Tym razem Jarosław Kaczyński mając na celu mobilizację wolontariuszy stwierdził, że mają one wręcz historyczną wagę. Jednak ton wypowiedzi prezesa powoli przekracza granicę powagi i zmierza w kierunku śmieszności. – “Stawką wyborów parlamentarnych jest to, czy Polska pójdzie w kierunku państwa dobrobytu, sprawiedliwości i solidarności, czy też zacznie wracać w stronę postkomunizmu” – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Walka do ostatniego dnia?

W miniony piątek w Warszawie odbyło się spotkanie Kaczyńskiego oraz Morawieckiego z wolontariuszami, sympatykami oraz członkami sztabów regionalnych Prawa i Sprawiedliwości. To spotkanie ma być sygnałem do walczenia o wygraną, a motywować zgromadzonych zaczął Joachim Brudziński: – “To, czym możemy się pochwalić, to fakt, że wszyscy młodzi ludzie, którzy tutaj przyjechali nie wstydzą się PiS, swoich przekonań, swojej pracy na rzecz naszych kandydatów. Ponieście dalej tę energię, radość i przekonanie, że warto stać u boku (prezesa PiS) Jarosława Kaczyńskiego, bo (on) jest gwarantem tego, że ta Polska, którą konsekwentnie budujemy od 2015 r., będzie Polską wszystkich Polaków” – podkreślił Brudziński.

Pojawiające się wątpliwości o uzyskanie większości w Sejmie, zachęciły Kaczyńskiego do retoryki postkomunistycznej, co już na wstępie nie budzi powagi. Mówił o Polsce, “czy pójdzie do przodu, ku rozwojowi, ku państwu dobrobytu, polskiej wersji państwa dobrobytu, ku sprawiedliwości, solidarności, czy też pójdzie w tył, zacznie wracać na tej historycznej drodze, zacznie się odwrót, odmarsz w stronę postkomunizmu, w stronę tego wszystkiego, co ograniczało nasze możliwości, co krzywdziło tak wielu ludzi, co doprowadziło do tego, że szanse tych 30 lat, które już za nami, zostały wykorzystane tylko po części” – mówił lider PiS.

W wypowiedzi Kaczyńskiego widać oderwanie w rzeczywistości. Jakby nie zauważył zmian w ostatnich latach, także w odbiorze naszego kraju przez obcokrajowców: -“Podkreślam to, bo to jest naprawdę niesłychanie ważne. Ale jeszcze ważniejsze jest to, bo przecież czasu nie cofniemy, że można bardzo dużo, także w przyszłości. Można zbudować ten kraj, o którym będzie można mówić, że to szczęśliwy kraj. Kraj bez żadnych kompleksów, którego obywatele, kiedy będą jeździć na Zachód, ten mityczny kiedyś Zachód, będą się czuli jak u siebie w domu, w tym sensie, że nie będzie tam lepiej niż tu – dodał Kaczyński.

Historyczna waga wyborów.

Kaczyński porównuje tegoroczne wybory do tych sprzed 30 lat: –To jest dzisiaj kwestia dla naszej przyszłości – naprawdę nie przesadzam – równie ważna, jak to zaangażowanie sprzed 30 lat, przeszło 30 lat, to z końca kwietnia, maja i początku czerwca 1989 r.” – stwierdził. Jak dodał, wtedy decyzja dotyczyła spraw, wydawałoby się jeszcze ważniejszych. “Oczywiście one były superważne i tamte wybory przyniosły Polsce sukces. Ja tego nigdy nie kwestionowałem, sam w tym uczestniczyłem” – zaznaczył lider PiS.

Powracała też kwestia tego, by zwolennicy PiS walczyli do ostatnich godzin. “Chciałbym wam z jednej strony serdecznie podziękować, a z drugiej prosić o to, by to wasze zaangażowanie trwało (…) ale także chciałbym, byście byli żołnierzami Prawa i Sprawiedliwości i później, bo przed nami – jeśli zwyciężymy – wielkie zadania, wielkie zadania zmiany naszego kraju, zmiany naszego kraju pod wieloma względami” – dopingował Kaczyński.

Morawiecki: III RP obrzydziła politykę Polakom

Gdy do głosu doszedł Morawiecki, postanowił wyjaśnić młodym zwolennikom PiS arkana polityki. -“Otóż polityka to jest jeszcze prostsza gra. Możemy tylko albo wygrać albo przegrać. I nic nie jest przesądzone, bo to, żeby zmienić dalej Polskę na lepsze jest w waszych rękach” – mówił Morawiecki.

Jego zdaniem III Rzeczpospolita “starała się do szpiku kości być antypolityczna, apolityczna. Po to, żeby Polakom obrzydzić (politykę), zniechęcić ich do polityki, a młodych ludzi w szczególności” – mówił. “Wasze przekonanie o tym, że poprzez politykę można zmienić rzeczywistość jest piękne i bardzo wam za to dziękuję”.

Decydujące starcie

PiS gra o wszystko – podkreślają to jego liderzy. Partia ma małe zdolności koalicyjne. Jedynie Konfederacja – jeśli w ogóle wejdzie do Sejmu – może stać się naturalnym aliantem PiS. Pozostałe partie i koalicje wyborcze – raczej nie. Stąd zapewne apele Kaczyńskiego i Morawieckiego.

Małgorzata Kidawa-Błońska podczas konwencji KO w Poznaniu podziękowała małym i mikroprzedsiębiorstwom za to, że tworzą w całym kraju ponad 4 miliony miejsc pracy. – „To jest naprawdę potęga, a ludzie pracy muszą być szanowani i doceniani – ci, którzy ją wykonują, ale także ci, którzy ją dają, bo jedni i drudzy są od siebie zależni i muszą współdziałać” – mówiła Kidawa-Błońska.

– „To wy jesteście także sercem gospodarki i siłą polskiej gospodarki – małe przedsiębiorstwa i ludzie, którzy z odwagą i optymizmem podejmują ryzyko, by te firmy założyć i prowadzić. I nie można im mówić, że się do tego nie nadają” – powiedziała Kidawa-Błońska.To oczywiście nawiązanie do słów Jarosława Kaczyńskiego, o tym w artykule „Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach to znaczy, że się do niej nie nadaje”.

A przewodniczący PO Grzegorz Schetyna dodał: – „Ludzie pracy, Polki, Polacy chcę was ostrzec: pan Kaczyński idzie po wasze pieniądze. Dla was propozycje PiS mogą oznaczać dwie rzeczy. Albo zamrożenie pensji na obecnym poziomie, bo pracodawca będzie rozpaczliwie szukał środków na ustawowe podniesienie najniższych wynagrodzeń albo po prostu utratę pracy, jeśli firma splajtuje. To plan wykończenia niezależnej przedsiębiorczości”.

Kidawa-Błońska przedstawiła propozycje KO dla przedsiębiorców. – „Obniżymy składki na ZUS małym firmom, będą liczone od pensji minimalnej. Jeżeli płacicie CIT, a wasze firmy rosną szybciej niż gospodarka, będziecie płacić niższy podatek, będzie mieli pieniądze na inwestycje. Koniec z blokowaniem zwrotu VAT i uciążliwymi kontrolami, tam gdzie to możliwe będą odbywały się elektronicznie i nikt już więcej was nie będzie nękał” – zapowiedziała kandydatka KO na premiera.

– „Dla obecnej władzy szczególnie pracodawcy to najwięksi wrogowie. Czemu akurat na pracujących tak się uwzięli? Bo człowiek, który sam się utrzymuje, czuje się po prostu niezależny. Człowiek, który dobrze pracuje, wymaga też dobrej pracy od rządu. Człowiek, który wie, że sam ciężko zapracował na swój chleb, nie da sobie sobą pomiatać. Bo człowiek ma swoją dumę, swoje prawa, wie co mu się należy. Pielęgniarka, która wiedzę i bezcenne doświadczenie, zna swoją wartość, swojej pracy i po 12 godzinach bez przerwy na nogach nie da się jej wmówić, że jej wyplata to jakaś łaska. Handlowiec, który ma dar przekonywania, nauczyciel który oddaje dzieciom połowę swojego życia, właściciel warsztatu czy sklepu, firmy albo robotnik budowlany, który zna się na swojej robocie. To prawdziwa lista wrogów dzisiejszej władzy. I moglibyśmy wymieniać dużo dłużej. Pracownicy sklepów, magazynów, informatycy, kierowcy. Wszyscy ci, którzy dobrze znają dźwięk budzika o 6 rano, oni są dla tej władzy wrogiem. Bo każdy zna swoją wartość i każdy kto wie, że za jego pracę coś mu się należy, każdy kto wie, że bez codziennego trudu wszystko by się zawaliło, każdy wolny człowiek dla tej władzy jest wrogiem” – powiedział Schetyna.

Za populizm i demolkę gospodarki w imię kupna głosów, przyjdzie zapłacić nam wszystkim.

PiS w tej kampanii wyborczej idzie szlakiem utartym już 4 lata temu. Wówczas, po dogłębnych badaniach nastrojów Polaków, znalezieniu grup docelowych, do których mógł śmiało uderzyć ze swoim populizmem i obietnicami, wygrał i zafundował nam niezłą karuzelę w postaci „dobrej zmiany”, której celem demolka wszystkiego, co się dało. Dzisiaj robi to samo. Znowu szczegółowe badania i pod lupą znaleźli się pracownicy kiepsko zarabiający, emeryci oraz rolnicy. Ogarnijmy więc to jakoś i zobaczmy, kto i dlaczego również w tym roku postawi na prezesa.

Część rodzin z dziećmi udało mu się kupić za 500 Plus. Zwłaszcza te, które poprzednio borykały się z dużymi problemami finansowymi i korzystały z pomocy społecznej oraz te, dla których pieniądze na dzieci stały się podstawowym źródłem utrzymania. Do tego PiS dorzucił wyprawkę szkolną w wysokości 300 zł. Pytanie tylko, jeśli jest tak dobrze, to dlaczego wzrosła liczba rodzin z dziećmi, żyjących w ubóstwie? Jak podaje GUS, w 2018 roku wśród gospodarstw domowych z jednym dzieckiem wzrost ten sięgnął ponad 6 %, a gospodarstwach domowych z co najmniej trójką dzieci ok. 10%. Mało tego, efektem tego programu jest spadek aktywności zawodowej kobiet, co odbije się na nich ostro, gdy dojdą do wieku emerytalnego i znajdą się w finansowej dziurze. No, ale to jakaś tam przyszłość, a przecież żyje się dzisiaj i to dzisiaj właśnie jest ważne.

Prezes nieustannie przypomina, czym dla niego jest Rodzina, jak będzie o nią walczył i dbał. Wytyka poprzedniej władzy, że nie dbała o rodziny, że odbierano kochającym rodzicom dzieci tylko z powodu biedy w domu, a teraz, gdy rządzi jego partia, jest zupełnie inaczej. Fakt, jest, bo nigdy wcześniej nie czytałam tylu newsów o maltretowaniu dzieci, zaniedbaniach prowadzących do kalectwa, a nawet śmierci. Mało tego, jak podaje wp.pl jego partia może chcieć zaostrzyć przepisy aborcji eugenicznej, bo przecież trzeba chronić Rodzinę i związane z nią życie poczęte. Kobieta, w imię tej partyjnej „miłości”, będzie więc rodziła ciężko okaleczone dzieci, skazane z góry na bolesne umieranie, bo jak mówił poseł Żalek „Każda matka wie, że jej dziecko umrze. Tak jest każdy z nas umiera”, więc w czym problem?

To wszystko nieważne. Ważny jest przekaz, który łapią rodziny z wdzięcznością. Prezes im daje, prezes ich kocha, prezes o nich zadba. Nie ma co się nadmiernie aktywizować, nie ma co się przejmować, bo prezes dobry na każdą bolączkę i pomoże…

Kolejna grupa, która zapewne chętnie poleci do urn i odda swój głos Zjednoczonej Prawicy to Młodzi, przed 26 rokiem życia. Dzięki prezesowi mają zerowy podatek, więc chyba wypada mu jakoś za to podziękować. A czy to ważne, że teraz samorządy będą miały mniej kasy na inwestycje? Może dzięki temu posunięciu padną jakieś szpitale, drogi lokalne staną się bardziej wyboiste, nie będzie pieniędzy na rozwój lokalny? Spoko, ich to przecież nie dotyczy. Ważne, że dostali swój kąsek, a reszta niech się wali.

Dalej mamy rolników. Prezes obiecuje im zwiększone dotacje do hektara, dopłatę do każdej krowy i świnki, więc czy to nie powód do euforii? Zapomniał dodać, że te pieniądze nie pójdą z kieszeni partii rządzącej, ale z UE, bo to nieistotny drobiażdżek. Nieważne, kto daje, ważne, że daje. Tak więc rolnicy zapomną o tym bałaganie, jaki opóźniał im kasę, gdy PiS przejęło władzę, bo liczy się to, co teraz. Zapomną o skali pomocy, uzyskanej z powodu suszy. Teraz PiS da coś, to i oni dadzą PiS-owi swoje poparcie.

Górnicy, których prezes tak szanuje, również zagłosują na PiS. W końcu, jak obiecał Morawiecki, mamy węgla na 200 lat i nie zrezygnujemy z jego wydobycia i z jego wykorzystania. A co nas tam obchodzi klimat… Będziemy się truć CO2, będziemy chodzić w maskach, będziemy umierać przez to rosnące zanieczyszczenie środowiska. To wszystko jednak nieistotne. Ważne, by górnik był zadowolony, pewny pracy i postawił w odpowiednim miejscu krzyżyk na karcie do głosowania.

O odwdzięczeniu się prezesowi już myślą pracownicy, zarabiający minimalną pensję. Prezes podniesie im pensje do 3 tys. zł, a później nawet do 4 tys. zł. Ależ im się życiowo polepszy, ale czy rzeczywiście? Wyższe pensje to większe wydatki przedsiębiorców. Trzeba się liczyć z tym, że małe, a nawet i średnie firmy tego nie udźwigną. Jedne padną, inne będą się ratować, zatrudniając na np. pół etatu, a resztę wypłacając pod stolikiem. Tak więc trzeba się liczyć z bankructwem, a co za tym idzie, wzrostem bezrobocia oraz umocnieniem tzw. umów śmieciowych. Ta radość pracowników szybko zamieni się w smutek i rozżalenie, ale co tam. Po co się martwić na zapas. Po co słuchać ekspertów, którzy zapewne tylko tak głupio gadają, bo prezesa nie lubią.

Dla emerytów prezes też przygotował małą niespodziankę. Podwyższenie emerytury, wprowadzenie na stałe trzynastki, a z czasem nawet i czternastki. No po prostu żyć, nie umierać. Radość wielka i warto zapomnieć o nietrafionych listach darmowych leków dla seniora, o coraz większych trudnościach z leczeniem się u specjalistów, o umieraniu na SOR-ach, drożyźnie w sklepach i czekającego wzrostu opłat za prąd.

Za PiS-em twardo będą stali ci sędziowie, prokuratorzy, naukowcy, intelektualiści, aktorzy, dziennikarze, którzy za poprzedniej władzy nie mogli się wybić, bo kompetencje niewielkie i dość słabe umiejętności. Teraz mają to swoje 5 minut i gdyby mogli, to głosowaliby za partią prezesa nawet na dziesięć rąk. Teraz to ich czas na wykarmienie niespełnionych dotąd aspiracji zawodowych, teraz to oni są „pany nad panami” i nie pozwolą sobie tego odebrać.

Tam, gdzie prezes sobie nie poradzi, tam wspomoże go Polska Instytucja Kościelna, która w państwie PiS-u ma się jak pączek w maśle. PIK, urastający do rangi „pierwszej władzy w Polsce”, odwdzięczy się swej partii za płynącą wartkim strumieniem kasę, budowanie społeczeństwa chrześcijańskiego, uznanie prawa kościelnego za ważniejsze od tego stanowionego. Tak więc księdza będą prowadzić agitację na rzecz prezesa z ambony, udostępniać swoje kościoły na spotkania z politykami PiS, mieszać wiernym w głowach, byle tylko nie odważyli się samodzielnie myśleć i zagłosowali tak, jak ksiądz im każe.

Wszystkie te grupy, które prezes uważa za już kupione, łączy jedno. Mają one w nosie przyszłość i nie chcą lub nie potrafią myśleć perspektywicznie. Dzisiaj czują się docenione, hołubione. Dzisiaj jest im bardzo dobrze i co ich obchodzi to, co będzie kiedyś tam. Nie zastanawiają się nad tym, że gospodarka kieruje się pewnymi stałymi zasadami i złamanie choćby jednej z nich, zapowiada niezłą katastrofę. Katastrofę, którą i oni, dzisiejsi wielbiciele PiS, odczują bardzo boleśnie. Nie zastanawiają się, że budżet państwa to nie worek bez dna, że dając jednym, odbiera się innym, że sami zapłacą wysoką cenę za wszystko, za co w październiku podziękują prezesowi swoim wsparciem. Nie wiedzą tego, czy nie chcą wiedzieć? Nie rozumieją, czy nie chcą rozumieć?

Nic nie trwa wiecznie. Za populizm, demolkę gospodarki w imię kupna głosów, przyjdzie nam wszystkim zapłacić, a wtedy płacz i zgrzytanie zębów nie pomoże. Sprzedanie się za lepsze dzisiaj, zbierze swoje gorzkie owoce jutro i tylko pytanie… do kogo wielbiciele PiS będą mieli wówczas pretensje?

 

PiS nie ukrywa tego, chce znieść w Polsce demokrację

13 Wrz

>>>

Nic nie zapowiadało takiego zwrotu akcji w wyborczym wyścigu. Faworyt był jeden, a jego pozycja lidera wydawała się być niezagrożona. Tempo marszu po władzę totalną, najlepiej konstytucyjną miało przyspieszyć ogłoszenie przełomowych propozycji, nazwanych “hattrickiem Kaczyńskiego”. Obejmują one radykalny i skokowy wzrost płacy minimalnej, wprowadzenie 13-stej i 14-stej emerytury na stałe oraz zwiększenie dopłat dla rolników. Jak donosi dziś “Gazeta Wyborcza”, postulaty te są odpowiedzią na wyniki badań elektoratu, jakie partia rządząca przeprowadziła w okresie przedwyborczym. To właśnie przymilenie się do tych trzech grup społecznych – najmniej zarabiających, emerytów oraz rolników, ma dać ekipie Zjednoczonej Prawicy miażdżące zwycięstwo wyborcze. Coś jednak zdecydowanie poszło nie tak i zamiast efektu “WOW”, propozycje wywołały kryzys, z jakim PiS jeszcze w tej kadencji mierzyć się nie musiało.

Tak długo bowiem, jak działania obozu władzy koncentrowały się na uderzeniach w nieco abstrakcyjne dla przeciętnego Polaka kwestie, jak praworządność, mający zła sławę w III RP wymiar sprawiedliwości czy prawa obywatelskie (ograniczane sukcesywnie od 2015 roku), partia Kaczyńskiego pozostawała teflonowa. Po zapowiedzi radykalnego zwiększenia kosztów pracy po stronie przedsiębiorców, wsparta dodatkowo niejasną zapowiedzią premiera o uzależnieniu składek na ZUS od dochodów przedsiębiorcy, wątpliwości nabrali nawet wyborcy w takich bastionach PiS jak Podkarpacie czy Małopolski.

– “To nie jest tak, że ten wyciągnięty nagle z kapelusza pomysł uderzy tylko w przedsiębiorców. On uderzy w całą gospodarkę, a ostatecznie w pracowników. Jedni po prostu stracą robotę, bo ich firmy padną, inni będą płacić dwa razy więcej za towary i usługi, bo efektem skokowej podwyżki musi być wzrost cen. A wszystko przez nieodpowiedzialnych polityków, którzy na pytanie „skąd się biorą pieniądze”, odpowiadają zdziwieni: „Jak to skąd? Z bankomatu!” – skomentował dla dziennika “Polska The Times” Paweł Kukla, prezes Nowosądeckiej Izby Gospodarczej. Bezlitośnie też obnażył patologię polskiego środowiska gospodarczego, do której doprowadziła ekipa “dobrej zmiany”. – “Mamy konkurować z Niemcami? Niemieccy przedsiębiorcy płacą mniej od polskich za: prąd, gaz, wodę, ścieki. Nie są przytłoczeni taką biurokracją. No i nikt ich z dnia na dzień nie zaskakuje decyzjami, przez które z dnia na dzień ich biznesplany i strategie rozwoju nadają się na śmietnik – mówi rozgoryczony.

W sieci pojawia się coraz więcej doniesień, że wielu przedsiębiorców, dotychczas głosujących na Prawo i Sprawiedliwość może w ostatniej chwili zmienić zdanie, bo nic tak mocno nie burzy zaufania do partii politycznej, jak bezpośrednie uderzenie w kieszeń wyborcy, którego przyszłość finansowa może zostać zachwiana jednym nieodpowiedzialnym ruchem. Zdecydowanie nie tak to miało wyglądać i nie taki efekt wywołać. Nieważne, że premier i część ministrów w ostatnich dniach próbowała wyjaśniać, że kwestia zmian w naliczaniu ZUS obejmie tylko najsłabiej zarabiających. Na nic zapewnienia prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego, że podniesienie płacy minimalnej w najmniejszym stopniu nie wpłynie na poziom cen efektów pracy przedsiębiorców. Wiele kłamstw i prób mydlenia oczu można przyjąć, ale akurat liczyć to polscy przedsiębiorcy, także Ci popierający PiS potrafią. Do świadomości społecznej przebił się przekaz, że idą radykalne podwyżki ZUS, drożyzna się pogłębi, a pan z budki z kebabem zarobi więcej, niż jego szef, co raczej nie wróży mu długiego zatrudnienia. W kontekście nadchodzących wyborów, taki samobój może partię rządzącą bardzo słono kosztować.

Dziś w “Rzeczpospolitej” sprawę próbuje ratować jeszcze wicepremier Jarosław Gowin, rzekomo wolnorynkowiec i obrońca interesów klasy średniej. Mówi nawet, że podwyżki ZUS nie obejmą wszystkich przedsiębiorców i on jest gotów postawić na szali swój honor i swoją wiarygodność, z dymisją ze sprawowanej funkcji włącznie. Pytanie jednak, czy osoba całkowicie skompromitowana przez ostatnie 4 lata, nieposiadająca moralnego kręgosłupa i głosująca “za” propozycjami, z którymi rzekomo całym sercem się nie zgadza, ma jeszcze czym szastać.

„PiS nie podniesie składek ZUS dla przedsiębiorców. Ręczę za to swoją wiarygodnością. Jeśli tak się stanie, podam się do dymisji” – zapewniał Jarosław Gowin w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Zakwestionował pomysł zniesienia pułapu 30-krotności w naliczaniu składek: „Porozumienie zajmuje tu inne stanowisko niż PiS. W naszej ocenie likwidacja 30-krotności w oczywisty sposób doprowadzi do spadku wynagrodzeń tych grup zawodowych, które są kluczowe dla rozwoju nowoczesnego państwa: specjalistów, informatyków, kadry kierowniczej średniego szczebla czy wolnych zawodów” – zauważył.

Musimy sobie zadać pytanie, czy zależy nam na skutecznej konkurencji z najbardziej zamożnymi państwami świata. To jest wyścig o talenty, o ludzi szczególnie uzdolnionych. Jako minister współodpowiedzialny za rozwój technologii i innowacyjność jestem rzecznikiem klasy średniej. Bo jej interesy są przecież zbieżne z polską racją stanu” – dodał wicepremier.

Mówiąc o niezachwianej jednomyślności w obozie prawicy odniósł się przy okazji do zapowiedzi wzrostu płacy minimalnej. Zdradził, że decyzja o szybszym wzroście płacy minimalnej zapadła w kilku ostatnich tygodniach.

Wypracowaliśmy wspólne stanowisko. Z jednej strony, zgodnie z propozycją PiS, szybciej niż pierwotnie zakładaliśmy wzrośnie płaca minimalna. Z drugiej, PiS zaakceptowało postulat Porozumienia, aby tak obniżyć ZUS dla małych firm, żeby wzrost płacy minimalnej nie podkopał ich finansowych fundamentów” – powiedział wicepremier i minister szkolnictwa wyższego.

W przyszłej kadencji w dużo większym stopniu położymy nacisk na uruchamianie rezerw rozwojowych. To jest warunek stabilnej realizacji bezprecedensowo szerokich programów społecznych” – zapewnił Jarosław Gowin.

Teraz, jak dojrzewają afery i skandale, zbiera się w sobie pan prezes, po czym wydaje decyzję polityczną.

Wczoraj znowu dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy na temat naszej aktualnej rzeczywistości. Otóż minister Zbigniew Ziobro fantastycznym ministrem jest, a nominowani przez niego sędziowie, którzy zarządzali „farmą trolli”, to – i tu cytat z pana premiera Morawieckiego – „sędziowie, którzy chcieli naprawiać rzeczywistość”. Taka zapadła bowiem „decyzja polityczna”.

Ile ma ona wspólnego z kolekcją zielonych (i nie tylko) teczek, ukrytych gdzieś w zakamarkach ministerstwa, można się jedynie domyślać. Zdaje się jednak, że Archiwum Ziobry jest znacznie zasobniejsze od niesławnej Szafy Kiszczaka.

Wracając zaś do „decyzji politycznej”, to jest to – zdaje się – najważniejszy z czynników kształtujących wizję rzeczywistości w otoczeniu pana prezesa. Kiedyś, w epoce „towarzyszy”, jak dojrzewało żyto i pszenica, to najpierw zbierało się… posiedzenie Komitetu Centralnego. Teraz, jak dojrzewają afery i skandale, zbiera się w sobie pan prezes, po czym wydaje decyzję polityczną.

W ten sposób – jak Napoleon z reklam supermarketu Carrefour – zdecydował, że choć nie ma tego w projektowanym przez jego własną partię budżecie na następny rok, pensja minimalna ma wzrosnąć do trzech tysięcy, a emerycka „trzynastka” stać się świadczeniem stałym. Polska zaś ma być „państwem dobrobytu” – takim miejscem, które rośnie w siłę, a ludzie żyją tu dostatniej. Taka decyzja – jak wykazują badania – całkowicie wystarczy na dobrze ponad 40 procent wyborczego poparcia.

Na wszelki wypadek jednak, w hołdzie „wartościom” i dla poparcia w parafiach, decyzja polityczna prezesa zdecydowała jeszcze, że nasza ojczyzna będzie krajem katolickim, ponieważ poza Kościołem jest tylko „nihilizm”, a nihilizmowi partia aktualnie rządząca mówi swoje stanowcze „nie”! Rodzina natomiast ma się składać z „kobiety, mężczyzny oraz ich dzieci”. Dzięki temu będziemy – od Odry do Bugu – strefą „wolną od ideologii LGBT”!

Gdyby zaś i tego jeszcze było mało, „decyzja” zdecydowała o wznowieniu obrad „starego” Sejmu już po wyborach. I wtedy, jak się domyślamy, w zależności od ich wyniku – będzie ona (decyzja, znaczy) decydować, co dalej.

A na razie decyzją polityczną pana prezesa (bo przecież nie stanem faktycznym, który jaki jest, każdy widzi):
– panowie Kuchciński, Piebiak i inni partyjni bohaterowie serii afer i skandali to ludzie krystalicznej uczciwości,
– „Trzy Beaty” to niedościgłe wzory manier i elegancji na aktualną epokę, choć i tak daleko im pod tym względem do absolutnego ideału – posłanki Krystyny Pawłowicz,
– tylko patrzeć, jak Niemcy wypłacą nam sowite reparacje,
– ściągalność podatku VAT wynosi sto procent,
– budżet nie ma deficytu,
– zagraniczne zadłużenie Polski spada,
– Port Lotniczy Baranów, kanał przez Mierzeję, sto tysięcy mieszkań i drugie tyle elektrycznych samochodów już – odpowiednio – stoi, działa i jeździ po naszych świeżo wybudowanych lokalnych drogach,
– służba zdrowia, edukacja i sądownictwo mają się zdecydowanie lepiej niż przed nastaniem „dobrej zmiany”,
– zdecydowanie poprawił się też klimat – bo to oczywiste, że rządy formacji prezesa natychmiast uzdrowiły polską atmosferę.

Niestety, jak na razie, to pod rządami PiS wzrosła nam – i to po raz pierwszy od transformacji – umieralność. Ale – jak uspokaja Paweł Kukiz – i na to jest rada. Tylko patrzeć, aż pan prezes podejmie decyzję polityczną, że każdy Polak będzie żył minimum 105 lat.

>>>

„Jestem naćpany!” – krzyczał Tomasz Wróblewski, dzwoniąc z hotelu w Ełku na telefon alarmowy. Policjanci powinni byli wezwać pogotowie, ale pojechali do hotelu sami. Według świadka, do którego dotarło OKO.press, zostali sam na sam ze skutym Tomaszem na kilka minut. Gdy wyszli, “miał pobitą twarz”. Zmarł chwilę później. A nagrania interwencji zniknęły

Do redakcji OKO.press zgłosiła się rodzina Tomasza Wróblewskiego (na zdjęciu), 37-latka, który w nocy z 13 na 14 sierpnia zmarł w trakcie interwencji policji z Ełku. Zdaniem najbliższych mężczyzny, przed śmiercią ktoś znęcał się nad nim, a policja próbuje zatrzeć ślady.

Rodzina udostępniła nam jego zdjęcia, zrobione w zakładzie pogrzebowym. Twarz Tomasza jest na nich zmasakrowana.

Kto doprowadził go do takiego stanu? Tego nie wiemy. Okoliczności śmierci wyjaśnia prokuratura, która wciąż czeka na wyniki sekcji zwłok. Już teraz jednak można powiedzieć, że w trakcie interwencji policji doszło do poważnych nieprawidłowości.

  • Dyżurny policjant nie wezwał na miejsce pogotowia, choć – według świadka, do którego dotarliśmy – dzwoniąc na 112 z hotelowego pokoju, Tomasz krzyczał, że “jest naćpany”. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że dyspozytor 112 przekazał informację o narkotykach policji. W takich sytuacjach policja ma obowiązek wezwać karetkę.
  • Pogotowia nie wezwali też interweniujący policjanci, choć Tomasz na ich widok nadal wzywał pomocy policji, wyraźnie nie rozumiejąc, co dzieje się wokół niego. Nie wzywając karetki, funkcjonariusze mogli dopuścić się karalnego niedopełnienia obowiązków.
  • Policjanci użyli wobec Tomasza gazu pieprzowego, przydusili go, zakuli i siłą wyprowadzili z hotelu, choć zgodnie z przepisami mogli jedynie unieruchomić go do przyjazdu pogotowia.
  • Po kilku minutach, przez które policjanci przebywali sam na sam z Tomaszem, według świadka “miał [on] pobitą twarz”. Niedługo po tym zmarł.
  • Z telefonu świadka, który został zabrany przez jednego z policjantów, zniknęły dwa nagrania z interwencji. Jeśli to funkcjonariusz je usunął, może być pociągnięty do odpowiedzialności za przekroczenie uprawnień i utrudnianie śledztwa.

Według mec. Adama Ploszki, okoliczności śmierci Tomasza Wróblewskiego przypominają sprawę Igora Stachowiaka. Ploszka był jednym z pełnomocników jego rodziny. Stachowiak zmarł po interwencji policjantów, którzy razili go paralizatorem w łazience we wrocławskim komisariacie. W tamtej sprawie nie udało się udowodnić, że policjanci przyczynili się do śmierci.

Sąd skazał ich jednak na dwa do dwóch i pół roku bezwzględnego więzienia za przekroczenie uprawnień, bo zamiast wezwać pogotowie, siegnęli po paralizator.

Ciało

15 sierpnia Prokuratura Rejonowa w Ełku wydała rodzinie ciało Tomasza. „Nie mogłem go poznać, a ostatnio widzieliśmy się dwa dni wcześniej” – mówi OKO.press brat zmarłego.

Rodzina Tomasza w mailu przesłanym redakcji OKO.press wyliczyła ślady na jego ciele:

  • zdarta skóra w wielu miejscach twarzy,
  • lewe oko kilkukrotnie powiększone z widocznym zasinieniem dookoła,
  • złamany nos,
  • ślady uderzeń tępym narzędziem w górną część płata czołowego,
  • wgłębienia w czaszce,
  • z tyłu głowy, po lewej stronie odcisk podeszwy buta,
  • ślady duszenia na szyi,
  • sine, wręcz czarne i zniekształcone lewe ucho,
  • wyraźne, krwawe rany w dwóch miejscach w pobliżu skroni, wyglądające jak po użyciu paralizatora,
  • zniekształcony lewy policzek
  • oraz rany i opuchlizna na nadgarstkach od kajdanek.
  • A przy tym wszystkim – brak śladów walki na dłoniach Tomasza.

Dostaliśmy też jedno zdjęcie Tomasza zrobione za życia i 39 szczegółowych zdjęć jego głowy, dłoni i sylwetki z zakładu pogrzebowego (zdecydowaliśmy, że nie będziemy ich publikować).

Na fotografiach Tomasz ma już pośmiertny makijaż. Jak tłumaczą jego najbliżsi, przez silne emocje nie pomyśleli o fotografowaniu ciała wcześniej, w prosektorium. Mimo to można stwierdzić, że w przesłanym nam opisie obrażeń rodzina Tomasza nie przesadziła.

Sądowa biegła, z którą się skontaktowaliśmy, uprzedziła, że żaden szanujący się ekspert nie jest w stanie stwierdzić jedynie na podstawie fotografii, w jaki sposób powstały obrażenia. Porównanie zdjęć zrobionych przez rodzinę z wynikami sekcji zwłok, może jednak wykazać ewentualne braki w opisie z sekcji.

Jak powstały obrażenia na ciele Tomasza Wróblewskiego?

Wezwijcie policję!

Tuż przed północą Bożenę* wyrwał ze snu przeraźliwy krzyk nieznajomego mężczyzny. “Dzwońcie po policję! Policja! Ratunku! Pomocy!”. Po kilku minutach wezwanie powtórzyło się kilkukrotnie: “Pomocy! Policja!”.

“Był tak głośny, jakby dochodził z bardzo bliska” – wspomina pani Bożena. Spotkaliśmy ją przed jej domem, szukając świadków wydarzeń z nocy 13 na 14 sierpnia.

W rzeczywistości krzyk dobiegał z jednopiętrowego hotelu, który stoi kilka domów dalej. Krzyczał Tomasz Wróblewski. To on zarezerwował pokój i przyjechał do Ełku z oddalonego o 50 kilometrów Filipowa. Miał spędzić tę noc z Dianą*, dwudziestoparolatką, którą poznał kilka tygodni wcześniej na portalu randkowym. W trakcie spotkania z jakichś powodów przestał jej jednak ufać.

Kradzież auta?

Minutę po północy Tomasz napisał na Messengerze do przyjaciółki: “Zadzwoń na policjie” [pisownia oryginalna – przyp. red.]. Próbował się z nią połączyć. Wiadomość zauważyła dopiero rano.

Dwie minuty po północy zadzwonił do Pauliny, kolejnej przyjaciółki. Odebrała, ale po drugiej stronie usłyszała tylko pisk. Oddzwoniła, ale bez skutku.

Tomaszowi udało się jednak samemu dodzwonić pod 112. Powiedział, że ktoś próbuje okraść jego samochód, który stał na podjeździe przed hotelem. W środku miał cenny sprzęt stolarski, którym zarabiał na życie, budując drewniane domy w całej Polsce. Był pewien, że Diana jest ze złodziejami w zmowie.

“Był agresywny. Sugerował, że go okradam, a tak nie było” – napisała w odpowiedzi na pytania OKO.press Diana. Udało nam się z nią skontaktować przez Facebooka.

Narkotyki

Dyżurnemu Tomasz miał powiedzieć też, że jest pod wpływem narkotyków. “Mówił, że się naćpał” – relacjonuje nam Diana. I dodaje: ”Sam chciał, abym narkotyki mu ogarnęła”.

W jej wersję nie wierzy rodzina Tomasza. Zapewnia, że narkotyków nie zażywał, miał wstręt do papierosów, a z alkoholi pił co najwyżej jedno piwo.

Diana nie chce nam zdradzić, jakie narkotyki „ogarnęła” i w jakiej ilości. Prokuratura przekazała rodzinie, że znaleziono przy niej zakazane substancje.

Według wstępnych ustaleń śledczych, Tomasz zażył tamtej nocy mieszankę różnych środków psychoaktywnych.

Nie wiemy, czy wziął je z własnej woli, czy ktoś odurzył go podstępem. I czy faktycznie próbowano go okraść, czy to zażyte substancje wywołały takie urojenia. Ale to, że zażył narkotyki i informował o tym policję, jest pewne.

“Jeżeli ktoś dzwoni, w sposób chaotyczny domaga się pomocy i informuje, że »jest naćpany«, to nie jest typowe zachowanie, z którym spotykają się policjanci przy zgłoszeniach. Powinno to skutkować wezwaniem pogotowia ratunkowego. Taki obowiązek wynika z przepisów ustaw o policji i ochronie zdrowia psychicznego” – komentuje dla OKO.press dr Adam Ploszka, prawnik z kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy.

Zignorowanie przez dyżurnego informacji o zażyciu narkotyków przez Tomasza może być więc uznane przez prokuraturę za niedopełnienie obowiązków, za co grozi do trzech lat więzienia.

Tego, że tak powinna wyglądać interwencja wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, policjanci uczą się już w szkole policyjnej. Materiały szkoleniowe dla policjantów nakazują dyżurnym: „Gdy wiarygodność zgłoszenia o stanie psychicznym osoby nie budzi wątpliwości, dążyć do wyposażenia policjantów w siatkowy zestaw obezwładniający, paralizator lub kaftan bezpieczeństwa i wezwać karetkę pogotowia„.

Na sygnale

Pani Bożena pamięta, że wszystko wydarzyło się w ciągu godziny. Jakiś kwadrans po północy przed jej oknem przejechał patrol policji na sygnale. Kilkanaście minut później następny. Około pierwszej zobaczyła karetkę. Sunęła powoli i bez sygnału.

Będziesz już grzeczny?

“Policja! Otwierać!” – dwóch policjantów z prewencji komendy w Ełku stało przed drzwiami pokoju, ale Tomasz nie chciał ich wpuścić. Ze środka usłyszeli krzyk kobiety, wołającej o pomoc. Wyważyli drzwi.

Gdy wdarli się do środka, Tomasz zachowywał się, jakby nie wierzył, że są prawdziwymi funkcjonariuszami. Wciąż krzyczał: “Policja! Ratunku!”, choć mieli na sobie mundury. Zapytaliśmy Dianę, czy zrobił coś, co mogłoby uzasadnić użycie przemocy przez policjantów. Czy uderzył ją albo ich?

“Raczej był agresywny, ale żeby ich uderzyć, to nie” – odpisała.

Choć to on wezwał policję i wciąż wzywał pomocy, potraktowali go jak napastnika. Razili gazem pieprzowym, obezwładnili, przydusili i skuli ręce za plecami. Dianie kazali wyjść z pokoju.

Zeszła po schodach i stanęła przed hotelem. Nie wie, co wtedy działo się w środku, nie słyszała żadnych krzyków. Być może coś zobaczył lokator sąsiedniego pokoju. Przez otwarte drzwi hotelu Diana widziała, jak zajrzał do Tomasza i wrócił do siebie. Prokuratura przesłuchała lokatorów, ale nie udało nam się do nich dotrzeć.

Diana szacuje, że Tomasz był z policjantami sam na sam około pięć minut. Gdy drzwi do pokoju się otworzyły,

usłyszała, jak jeden z nich pyta: “Będziesz już grzeczny?”. “Tak!” – krzyknął Tomasz.

Według Diany dopiero po wyjściu na zewnątrz policjanci wezwali posiłki.

Przekroczenie uprawnień

Materiały szkoleniowe policji podkreślają, że w stosunku do osób, która może mieć zaburzenia świadomości, funkcjonariusze powinni zachować spokój, unikać gwałtownych reakcji, nie prowokować jej groźbami czy szybkimi ruchami.

Jeden z policjantów powinien próbować podjąć z nim spokojną rozmowę, a drugi – skontaktować się z dyżurnym.

“Dostrzegając, że pan Tomasz – o ile relacja świadka jest prawdziwa – zachowuje się w sposób zagrażający jego życiu i zdrowiu czy bezpieczeństwu policjantów, że nadreagowuje na bodźce, dziwnie się zachowuje albo jego zachowanie w inny sposób odbiega od standardu i wymaga pomocy medycznej, policjanci powinni wezwać pogotowie. Nie robiąc tego, mogli dopuścić się niedopełnienia obowiązków” – ocenia mec. Adam Ploszka.

Według Diany policjanci w trakcie interwencji w pokoju z nikim się nie kontaktowali. A po wyważeniu drzwi razili Tomasza gazem pieprzowym.

Użycie w tej sytuacji gazu także mogło być nadużyciem uprawnień. Wobec osoby z zaburzeniami psychicznymi policjanci nie mogą stosować wszystkich środków przymusu bezpośredniego, dozwolonych w innych sytuacjach.

Zgodnie z ustawą o policji i ustawą o ochronie zdrowia psychicznego jeśli taka osoba “dopuszcza się zamachu przeciwko życiu lub zdrowiu własnemu lub innej osoby” lub gwałtownie niszczy przedmioty, policjant może jedynie:

  • przytrzymać ją,
  • unieruchomić lub izolować
  • i podać leki, jeśli nakaże to lekarz.
Jak Igor Stachowiak

Mec. Adam Ploszka zauważa, że śmierć Tomasza Wróblewskiego przypomina sprawę Igora Stachowiaka. W grudniu 2017 roku TVN ujawnił nagranie, dowodzące, że policjanci razili go paralizatorem w toalecie we wrocławskiej komendzie. W I instancji sąd skazał czterech funkcjonariuszy na kary od dwóch do dwóch i pół roku bezwzględnego więzienia. Nie za doprowadzenie Igora Stachowiaka do śmierci, ale za znęcanie się nad nim i przekroczenie uprawnień.

“Sąd stwierdził, że policjanci mieli powody do wątpliwości co do poczytalności Igora Stachowiaka, dlatego powinni ograniczyć używane środki przymusu bezpośredniego i nie powinni sięgać po paralizator” – mówi OKO.press mec. Ploszka.

Policjanci z Wrocławia także nie wezwali pogotowia. Po czym powinni byli poznać, że zatrzymany może być niepoczytalny?

“Sąd oparł się na zeznaniach świadków, którzy wskazywali na trudności w komunikowaniu się z panem Stachowiakiem i brak reakcji na wydawane mu polecenia. W konkluzji sąd stwierdził, że okoliczności, z powodu których nie można było stosować środków przymusu, były obiektywne” – odpowiada mec. Ploszka.

Ślady na twarzy

Ełcka policja i prokuratura rejonowa w Augustowie, która prowadzi sprawę, powołując się na dobro śledztwa, odmówiły nam odpowiedzi na pytania o środki przymusu bezpośredniego, użyte w trakcie interwencji. Tego, co działo się w ciągu tamtych pięciu minut, możemy jedynie domyślać się na podstawie pozostawionych śladów.

Między innymi około “300 śladów obuwia gumowego na ścianie na wysokości metr, może metr trzydzieści”, które naliczył właściciel hotelu, gdy już go wpuszczono do pokoju.

Oraz „śladów pobicia”, które Diana zauważyła na twarzy Tomasza, gdy policjanci wyprowadzali go z pokoju i schodzili z nim w dół hotelowych schodów.

“Przed wejściem policji nie miał żadnych obrażeń na twarzy. Przy mnie go nie bili” – zapewnia Diana.

Dwa usunięte filmy

Na zewnątrz znów docisnęli go do podłoża, czyli do czerwonej kostki brukowej wyłożonej przed hotelem. Diana wyjęła telefon i nagrała dwa filmy “jak na nim siedzieli, przyciskali do ziemi i stali mu na nogach mimo braku odruchów”.

Na podjazd przed hotelem wjechał drugi patrol, policjanci z drogówki. Według Diany dopiero oni zauważyli, że przyciśnięty do ziemi Tomasz już nie oddycha. Zaczęli reanimację i wezwali pogotowie. Przyjechało po jakichś 15-20 minutach.

Jeden z policjantów z prewencji (z pierwszego patrolu) poprosił wtedy Dianę, by dała mu telefon.

Później w ełckiej prokuraturze kobieta zeznała, że powinny na nim być dwa filmy, które nagrała w trakcie policyjnej interwencji. Prokurator włączyła telefon, żeby je obejrzeć. Już ich tam nie było.

Czy policjant miał w tej sytuacji prawo zażądać telefonu? „Tak, ale tylko jeśli miał powody podejrzewać, że został ukradziony” – mówi OKO.press mec. Ploszka. W takiej sytuacji funkcjonariusz powinien zidentyfikować telefon w policyjnej bazie po numerze IMEI, który można sprawdzić w ustawieniach telefonu. W systemie zostaje wtedy zapisana godzina wyszukiwania.

„Żadne przepisy nie pozwalają jednak policjantowi na usuwanie nagrań. Zwłaszcza takich, które mogą być dowodem w sprawie. Jeśli to zrobił – doszło do przekroczenia uprawnień. Należy oczekiwać, że prokuratura zbada, czy takie nagranie istniało i czy może zostać odzyskane przez biegłego informatyka” – komentuje dla OKO.press mec. Ploszka.

Wynik wstępnie znany

Rano, gdy brat Tomasza wraz z kuzynem pojechał na komendę w Ełku, zostali na miejscu przesłuchani. Policjant powiedział im, że Tomasz był agresywny i nie dało się go uspokoić. Przy okazji zapytał Roberta o PIN do komórki brata, chociaż na przeszukanie telefonu powinien mieć zgodę prokuratora. Robert PIN-u nie znał.

Zgodnie z wytycznymi Prokuratora Krajowego z 2014 roku w tego typu sprawach kluczowe czynności, takie jak przesłuchanie, prokurator powinien przeprowadzać osobiście.

W międzyczasie ełcka prokuratura rejonowa już zdążyła wszcząć śledztwo. Ma ono wyjaśnić, czy policjanci zaniedbali obowiązki lub przekroczyli uprawnienia. 26 sierpnia zostało przeniesione do Prokuratury Rejonowej w Augustowie.

Jeszcze przed przenosinami prokurator z Ełku zdążyła zapewnić rodzinę Tomasza, że “obrażenia powstałe w trakcie interwencji nie przyczyniły się do zgonu”.

Osobne postępowanie dyscyplinarne w sprawie wydarzeń nocy z 13 na 14 sierpnia prowadzi ełcka komenda. Jak nas poinformowała, jej wstępne ustalenia “wskazują na prawidłowość działań podjętych podczas interwencji”.

 

Kaczyński i Ziobro uczynili z Polski prywatne państwo

12 Wrz

Tego jeszcze nie było… To, że zwykły poseł w osobie Jarosława Kaczyńskiego zabiera w Sejmie głos, kiedy tylko mu się podoba, czyli jak pamiętamy „bez żadnego trybu” – to jedno, to że przekracza progi Parlamentu tam gdzie chce i jak chce to jeszcze jedno ale, że wprowadza ze sobą uzbrojone indywidua, to już zwykła granda.

Stosowny moment nagrał poseł PO Cezary Tomczyk.

Na filmiku, który wywołał szczere oburzenie w sieci, widać wyraźnie jak lider PiS korzysta z wejścia dla Marszałka Sejmu, a wraz z nim wchodzi do gmachu parlamentu dwóch facetów pod bronią.

Jest to niedopuszczalne. Przepisy kategorycznie zabraniają wnoszenia broni i wszelkiego rodzaju materiałów niebezpiecznych do budynku Sejmu. Mogą ją nosić jedynie dwie służby – funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa oraz Straż Marszałkowska i kropka.  Jak widać są równi i równiejsi, bo nie pierwszy to raz…

Kiedyś poseł PO Sławomir Nitras nagrał telefonem ochroniarza Jarosława Kaczyńskiego, który chodził w kuluarach Sejmu, choć nie mogą się tam znajdować osoby postronne, a prywatna ochrona polityka właśnie do takich należy. A żeby jeszcze z bronią..?

„Gazeta Wyborcza” informuje o nowych kontrowersjach wokół osoby Zbigniewa Ziobry. Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia złożyło zawiadomienie ws. popełnienia przez ministra przestępstwa. Ziobro – zdaniem stowarzyszenia – wydał niezgodne z prawem rozporządzenie; dzięki niemu prokuratorzy z Prokuratury Krajowej pobierali miesięcznie 2,7 tys. zł dodatku do wynagrodzenia.

Prokuratorom chodzi o rozporządzenie „ws. delegowania prokuratorów do Prokuratury Krajowej” z drugiego kwartału 2016 r. Dzięki niemu prokuratorzy pobierali 2,7 tys. zł dodatku mieszkaniowego. Dodatkowe pieniądze otrzymała ścisła wierchuszka Prokuratury Krajowej i wierni stronnicy Zbigniewa Ziobry, w tym Bogdan Święczkowski, Robert Hernand, Marek Pasionek i Krzysztof Sierak. Prokuratorzy – według informacji „Gazety Wyborczej” – otrzymali łącznie 2,3 mln zł.

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia zgłosiło swoje zawiadomienie do Kancelarii Premiera. Dlaczego? Bo „nie potrafili określić właściwego do rozpoznania sprawy prokuratora – to jest prokuratora niezależnego, który mógłby zdecydowanie, szybko i bezstronnie podjąć niezbędne czynności”.

Według grupy prokuratorów Ziobro przekroczył swoje uprawnienia, gdyż naruszył przepisy zawarte w Ustawie Prawo o prokuraturze z marca 2016 r., które definiują zasady wypłacania dodatków mieszkaniowych. Zbigniew Ziobro, wydając rozporządzenie „ws. delegowania prokuratury do Prokuratury Krajowej”, miał przekroczyć uprawnienia prawotwórcze – tak przynajmniej uważają przedstawiciele Lex Super Omnia.

Sprawą kiedyś zajmowały się już organy śledcze. Pomimo tego, w 2017 r. warszawski Prokurator Okręgowy Paweł Blachowski odmówił rozpoczęcia śledztwa.

Sejm, który zbierze się 15 października nie będzie tym wybranym na nową kadencję przez obywateli, ale tym, który odchodzi i właściwie nie powinien już uchwalać żadnego prawa – a jednak uchwali, choć nie wiemy jakie.

PiS chce coś ukryć tak bardzo, że nie zdecydował się przegłosować tego i pokazać opinii publicznej dziś, przed wyborami, chce to zrobić już po, kiedy, jak ma nadzieję, wygraną będzie już miał w kieszeni. Nawet jeśli ta niespodzianka bardzo się ludziom nie spodoba i nawet, jeśli niektórzy po jej ujawnieniu mieliby ochotę cofnąć swoje poparcie dla PiS, nic już nie będą mogli zrobić. Stawiam tezę, że o to właśnie w tej bardzo nieobywatelskiej i niedemokratycznej sztuczce chodzi.

Stała się rzecz bez precedensu – ostatnie posiedzenie Sejmu, które miało odbyć się w piątek, 13 września, przełożono na 15 października, czyli… po wyborach. Marszałkini Sejmu Elżbieta Witek przyznała bez cienia zażenowania, że poprosił o to klub PiS, nie przedstawiając żadnego uzasadnienia, a Prezydium Sejmu rzecz jasna tak po prostu, bez dociekania przyczyn, udzieliło zgody.

Oznacza to, że posłowie obecnego parlamentu, którzy 15 października być może nie będą już posłami (formalnie będą, ale mogą nie zostać ponownie wybrani, niektórzy zresztą w ogóle nie kandydują) i którzy właśnie dlatego nie powinni już podejmować żadnych wiążących dla następców decyzji, takie decyzje podejmować będą.

To brak szacunku dla obywateli i dla własnych następców. To nadużycie społecznego zaufania, złamanie bardzo ważnego, respektowanego w każdym państwie prawa obyczaju, że niczego nie uchwala się w ostatniej chwili.

Nie chodzi o już nawet to, że PiS pokazał, że traktuje Sejm jak urząd obsługi własnej partii, bo takie są standardy tej kadencji i do tego się (wielka szkoda!, ale jednak) już przyzwyczailiśmy. Tym razem chodzi o coś znacznie ważniejszego, a mianowicie o to, co przed wyborcami ukrywa PiS? Ujawnienia czego boi się tak bardzo, że nie chce zaryzykować głosowania tego przed wyborami, bo wie, że mogłoby to zachwiać jego poparciem, a nawet, być może, udaremnić zwycięstwo?

Stawiam tezę, a jeśli się pomylę, z prawdziwą przyjemnością przyznam się do błędu, że Elżbieta Witek skłamała i w październiku posłowie nie będą głosować według dokładnie tego samego co dziś porządku obrad. Idę o zakład, że do tej listy coś zostanie dopisane. Coś, czego pokazanie w tej chwili postawiłoby PiS w trudnej sytuacji, jeśli nie skompromitowało.

Trawestując Jarosława Kaczyńskiego: doświadczenie ostatnich czterech lat uczy, że PiS jeśli coś robi, to po coś to robi. Bo nie było w ostatniej kadencji ani jednego ruchu, głosowania, wypowiedzi, przepisu czy złamania prawa, które by tej partii do czegoś konkretnego nie służyły. Ta precyzja i dalekowzroczność bywa nawet przedmiotem zazdrości posłów i wyborców opozycji, którzy chcieliby, żeby szefowie ich partii tak dobrze wiedzieli, co, jak i po co robią.

PiS ma plan i to jest jasne – dąży do osiągnięcia celu, jakim jest dyktatura wszelkimi możliwymi prawnymi i pozaprawnymi metodami. Udaremnić go można, jak zresztą każdy plan, tylko w jeden sposób: przewidując ruchy PiS, a nawet je wyprzedzając.

Jest kilka możliwości, jeśli chodzi o październikowe głosowanie, ale nie będę zgadywać, to nie moja rola, zresztą, niezależnie od wyniku wyborów przekonamy się już wkrótce. Jak zawsze, na własnej skórze. Jedyne, co w tej sytuacji zależy ode mnie i od Państwa, to zareagować na to, jak jako obywatele jesteśmy traktowani i wyrazić swoją opinię przy urnie wyborczej.

To jednoosobowa maska Jarosława Kaczyńskiego, który ma szalony plan po wyborach – tak opozycja ocenia decyzję prezydium Sejmu o przerwaniu posiedzenia i dokończeniu go dopiero po wyborach w październiku. – Rząd PiS zastanawia się nad tym, jak ukraść Polakom wolne wybory – uważa Cezary Tomczyk

Jak ukraść Polakom wybory

– Dzisiaj trzeba postawić polityczną tezę, że rząd PiS szykuje się na przegraną lub szykuje się na to, że straci samodzielną większość w polskim parlamencie – mówił na konferencji prasowej Cezary Tomczyk z PO-KO, komentując decyzję prezydium.

To sytuacja bez precedensu. We wtorek wieczorem na posiedzeniu prezydium Sejmu podjęto decyzję, że rozpoczęte w środę rano ostatnie posiedzenie Sejmu zostanie przerwane i kontynuowane dopiero po wyborach 13 października.

Stary Sejm ma się zebrać ponownie 15-16 października.

– Rząd PiS zastanawia się nad tym, jak ukraść Polakom wolne wybory – uważa Cezary Tomczyk.

Niedemokratyczne działania

Marszałek Witek tłumaczyła na konferencji prasowej, że decyzja jest podyktowana tym, że posłowie masowo zgłaszali się do niej z prośbą, aby posiedzenie przełożyć. Powodem miałaby być kampania wyborcza.

– Kampania wyborcza jest krótka, posłowie chcą być między swoimi wyborcami, bo im służą, więc być może to jest uzasadnienie – tłumaczyła Witek.

– Wszyscy Polacy muszą mieć świadomość, że dzieją się rzeczy dramatyczne – mówił Sławomir Nitras.

– Na samym końcu jest plan wymyślony w głowie Jarosława Kaczyńskiego, który może się skończyć bardzo źle, który może zakładać niedemokratyczne działania – dodaje Cezary Tomczyk.

Po co stary Sejm po wyborach

– Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostanie podważony wynik demokratycznych wyborów, bo ktoś wpadł na pomysł, żeby w poniedziałek powyborczy odbyło się posiedzenie Sejmu, gdzie będzie stary parlament – uważa Sławomir Nitras i dodaje: – To jednoosobowa maska Jarosława Kaczyńskiego, który ma szalony plan po wyborach.

Zdaniem posłów opozycji powodem przesunięcia posiedzenia mogą być sondaże. Część z nich nie daje PiS-owi samodzielnej większości, którą ma dziś. – Dziś na czele państwa stoi szeregowy poseł, która zarządza prezesem TK, marszałkiem Sejmu, prezydentem i premierem. To sytuacja nie tylko bez precedensu, ale też sytuacja, która stawia nas gdzieś miedzy Mozambikiem a Białorusią – mówił Cezary Tomczyk.

– To nie jest scenariusz demokratyczny, scenariusz, na który zgodził się Sejm. Nikt posłów nie pytał, czy my ten scenariusz akceptujemy. Przyjechaliśmy na posiedzenie Sejmu i dowiadujemy się, że tego posiedzenia nie będzie i odbędzie się po wyborach – dodaje Sławomir Nitras.

Posłowie przypomnieli też w tym kontekście scenariusz turecki, gdzie gdy wybory nie szły po linii władzy, były rozpisywane ponownie.

Ani rząd, ani #CBA nie przecięły jednoznacznie spekulacji na temat obecności systemu #Pegasus w Polsce. Tymczasem pojawia się wiele wypowiedzi, jak choćby posła #PiS Tomasza #Rzymkowski.ego, że ten system w Polsce działa. I to być może działa NIELEGALNIE.

Kaczyński ze schizofrenią, Pawłowicz z paranoją. Tworki PiS

11 Wrz

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake newsów”, które wymierzone są w reformę i – rzekomo – napędzane przez osoby broniące swoich interesów. Reforma – zdaniem J. Kaczyńskiego – nie zaszkodzi małym i średnim przedsiębiorcom. „Małe firmy nie będą bankrutować, jeżeli nauczą się funkcjonować w tej nowej rzeczywistości. Będzie rósł popyt, więc będzie możliwość utrzymania się na rynku” – podsumował to prezes PiS.

Polityk w wywiadzie przyznał, że celem reformy, jest skłonienie Polaków do… powrotu z emigracji. Reforma – jego zdaniem – doprowadzi do powrotu do RP rzesz pracowników, którzy opuścili nasz kraj w poprzednich latach. „Robimy dużo, aby populacja Polski była liczniejsza” – nie zabrakło również starej śpiewki, która wiąże się z kwestiami demograficznymi. Wiele wskazuje na to, że doktor J. Kaczyński, żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Lider populistów odniósł się również do jednej ze swoich wcześniejszych wypowiedzi, a mianowicie tej z konwencji PiS w Lublinie; szeregowy poseł mówił wtedy o tym, że „rodzinę widzimy tak, jak tutaj, jedna kobieta, jeden mężczyzna w stałym związku i ich dzieci”. Wypowiedź spotkała się z krytyką ze strony tysięcy Polaków; wskazywali oni na to, że rodzinę stanowić może np. matka wychowująca samotnie swoje dzieci.

Kaczyński stwierdził, że jego wypowiedź nie miała na celu dyskryminacji kobiet. „My, oczywiście, jesteśmy w pełni za szacunkiem dla kobiet – bo to są zwykle kobiety, ale zdarzają się i mężczyźni – którzy dzieci wychowują samotnie (…). Natomiast uważamy, że to, co jest fundamentem naszej cywilizacji, czyli ten trwały związek między mężczyzną a kobietą i dziećmi, które przychodzą z tego związku na świat, jest czymś niezwykle cennym i to właśnie w tym wymiarze cywilizacyjnym” – stwierdził.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, człowiek, który od 1997 r. nieprzerwanie zasiada w Sejmie, a i wcześniej zajmował się głównie polityką, ponad dwa lata temu postanowił dać lekcję przedsiębiorcom, jak prowadzi się firmę. Dziś wypominają mu to internauci.

Niespodziewanie krótki film video, w którym Kaczyński mówi przedsiębiorcom, co to znaczy prowadzić biznes, zyskuje od wczoraj wielką popularność. Każdy chce chyba spić choć trochę mądrości z ust prezesa.

Kaczyński – dobra rada

Słynny już fragment przemówienia Kaczyńskiego pochodzi z 4 lutego 2017 r. i zawiera trochę ponad minutę zarejestrowanej wtedy wypowiedzi, którą wygłoszono w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej podczas konferencji gospodarczej zatytułowanej „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę”. Całość transmitowała Telewizja Trwam.

Jak więc powinno prowadzić się firmę? Należy spełniać pewne „wymogi”! Wiem, co teraz pomyśleliście: trzeba być osobą zaradną, przedsiębiorczą, pracowitą, kreatywną, wstawać rano przed innymi. „Bla, bla, bla” – odpowiada wam lider PiS. Najważniejszą cechą przedsiębiorcy jest pamiętanie o państwie i innych. Jeśli nie spełniasz tego wymogu… Cóż, po prostu nie nadajesz się na biznesmena i idź na etat.

Skąd jednak Kaczyński wie o powyższym? Otóż, spotykał się z „tymi środowiskami” i w czasie tych rozmów nasłuchał się – jego zdaniem – straszliwych bzdur. Przedsiębiorcy sugerowali prezesowi, że aby rozwinąć przedsiębiorczość Polaków, trzeba rozluźnić odpowiedzialność na linii pracodawca – pracownik. Możemy tylko domyślać się o co chodziło – możliwe, że o stale podnoszony ZUS i wysokie opodatkowanie pracy.

Prezes #Kaczyński z pogardą do polskich przedsiębiorców. „Jak nie potraficie działać i płacić #ZUS, na naszych warunkach, zajmijcie się czymś innym” Nie nadajecie się po prostu do biznesu”

Dojna zmiana

„Dobra zmiana” dziś pozytywnie kojarzy się zapewne beneficjentom programów z dopiskiem „plus”. Niekoniecznie przedsiębiorcom, którym nie tylko podnosi się składki ZUS, ale wkrótce – jeśli spełnią się zapowiedzi PiS – będą oni musieli wziąć na swoje barki wyższą płacę minimalną i wszystkie tego typu konsekwencje. Gdy dodamy do tego rosnącą inflację – którą napędzi z pewnością planowana obniżka stóp procentowych przez NBP – zapewne niejednemu rozumiejącemu, jak działa rynek, robi się gorąco.

Sam Kaczyński „cieszy się” zaś opinią człowieka, którego gospodarka wręcz nudzi i który jej nie rozumie. Obecnie popularny klip dobitnie to podkreśla…

Decyzja o przerwaniu trzydniowych obrad Sejmu i przesunięciu dwóch z nich   na „po wyborach” jest całkowicie zgodna z regulaminem – przekonywała podczas konferencji prasowej marszałkini Elżbieta Witek. „15-16 października to będzie ten sam parlament, który zgodnie z regulaminem może się zbierać do ostatniego dnia przed nowym posiedzeniem nowego parlamentu” – mówiła.

Kampania wyborcza jest krótka, posłowie chcą być pomiędzy swoimi wyborcami” – uzasadniła te słowa i podkreślała, że z taką prośbą wyszedł nie tylko klub PiS, ale nawet kilkunastu posłów opozycji.

Nie będę ujawniać [kto], bo nie jestem do tego upoważniona. Ten temat jest zakończony. Prezydium Sejmu zakończyło, przegłosowało i sprawa jest dla mnie zakończona” – oznajmiła.

Witek zarzekała się, że partia rządząca nie ma w tym żadnego interesu i wbrew zarzutowi – jak podkreślała – że nie łamie regulaminu, lecz uczciwie trzyma się harmonogramu.

Na „po wyborach” przesunięte zostało m.in. rozpatrzenie sprawozdania Prezesa Sądu Najwyższego którego termin mija 17 października.

W odpowiedzi na wczorajszy skandaliczny atak PiSowskiej funkcjonariuszki Pawłowicz na Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara – którego nazwała „wyjątkowym szkodnikiem” – opozycja zapowiedziała, iż składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia RPO.

„Ta sytuacja pokazuje główną zasadę PiS – walka z każdą niezależną osobą i instytucją w państwie. Najpierw RPO obcinano budżet na działalność, potem grożono bezprawnie odwołaniem, czy teraz hejt siany przez opłacanych trolli, a nawet polityków stał się jednym z narzędzi PiS?” – mówiła podczas briefingu Gasiuk-Pihowicz. „Krystyna Pawłowicz zmienia się w Małą Emi” – zauważył poseł Szczerba z KO.

Podczas obrad sejmowej komisja sprawiedliwości i praw człowieka, Adam Bodnar przedstawił informację o działalności RPO oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2018 r. Przy okazji wymienił 15 najważniejszych problemów z zakresu wolności i praw obywatelskich, które jego zdaniem wymagają pilnego rozwiązania.

Ośmiesza się w tej swojej nienawiści. Wrzuca pan nieczystości w swoje gniazdo. W sposób skandaliczny obraża pan sędziów legalnie wybranych” – gestykulując wykrzykiwała Pawłowicz, przy całkowitym braku reakcji szefa komisji Stanisław Piotrowicza.

Czy Kaczyński wyśle Brudzińskiego, aby swoim chamskim stylu popluł na Małgorzatę Kidawę-Błońską?

10 Wrz

W zeszły wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna podczas prezentacji podkreślał, że potrzebny jest ktoś, przed kim nawet najwięksi szczekacze muszą się zacząć miarkować. Stwierdził także, że ludzie chcą nowej jakości, kogoś kto nie będzie się zajmował polityczną wojną, tylko wytrwałą pracą – “Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem w filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku” – tłumaczył przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Pierwszą próbą ogniową była wczorajsza wizyta u Moniki Olejnik w “Kropce nad I”, którą Małgorzata Kidawa-Błońska zadała koncertowo. Miałem obawy przed programem, że coś pójdzie nie tak, że zostanie zaskoczona, że dojdzie do jakiejś pomyłki, ale po zakończeniu programu okazało się, że strach był na wyrost. Wczoraj zobaczyliśmy osobę kompetentną, spokojną , logicznie argumentującą oraz merytoryczną, a gdy zaszła taka potrzeba, stanowczą. I co chyba najważniejsze, nie było żadnej agresji, brudnych ataków czy pomówień. Na tle całej klasy politycznej objawiła się kobieta zdolna do zasypywania podziałów w społeczeństwie.

Potrzebę budowania zgody podkreśliła już na samym początku programu – “Podziały w Polsce są tak wielkie, że boję się, że już za parę lat w ogóle nikt ze sobą przy stole wigilijnym nie usiądzie: albo ludzie będą wygłaszali sobie jakieś prztyczki, albo będą się wzajemnie obrażali. Kiedy patrzę, jak wygląda polska polityka, to jest ostatni moment na to, żeby to zatrzymać” – zwróciła uwagę. Przyznała także, że były popełnione błędy, które polegały na zaniedbaniu kontaktów ze zwykłymi ludźmi, ale zostały z tego wyciągnięte daleko idące wnioski – “Przez całą kadencję, kiedy jesteśmy w opozycji, tych kontaktów było mnóstwo” – powiedziała.

Wicemarszałkini powiedziała również, że jest gotowa do debaty z Jarosławem Kaczyńskim – “On jest jedynką w Warszawie i to my powinniśmy tutaj w Warszawie ze sobą rozmawiać, nie szukać jakichś innych zastępczych rozwiązań. Jako jedynki z jednego miasta powinniśmy ze sobą rozmawiać. Zawsze w tradycji było, że jedynki z jednego miasta ze sobą debatują, żeby ludzie mogli poznać ich poglądy i zobaczyć, jak się zachowują” – wyjaśniła. Pół godziny wcześniej poseł Prawa i Sprawiedliwości, Łukasz Schreiber był pytany, czy premier Mateusz Morawiecki stanąłby do debaty z Kidawą-Błońską i wyraźnie było widać, że kluczy w tej sprawie. Nie padło stanowcze “tak, jest gotowy i będzie debatował”, tylko zaczął mydlić oczy sprawami związanymi z programem wyborczym.

Lawirowanie Schreibera potwierdza tylko doniesienia medialne o tym, że obóz rządzący został zaskoczony Małgorzatą Kidawą-Błońską, a chyba już w szczególności przekazem o zatrzymaniu postępujących podziałów. Wskazywanie, kto jest dobry, a kto zły, kto się nadaje na prawdziwego Polaka, a kto nie, jest zapisane w DNA Prawa i Sprawiedliwości. Było to widać nawet podczas sobotniej konwencji, gdy Kaczyński mówił, że poza Kościołem jest tylko nihilizm, a modelowa polska rodzina to jedna kobieta, jeden mężczyzna, stały związek i dzieci, odrzucając tym samym np. matki samotnie wychowujące dzieci.

Dodatkowym smaczkiem w budowie wizerunku Kidawy-Błońskiej jest przejęcie sztandarowego hasła Roberta Biedronia. To dzisiejszy eurodeputowany powtarzał cały czas w trakcie ostatniej kampanii wyborczej, że Polacy są bardzo podzieleni i należy to zacząć niwelować. Zresztą lewica ma podobny problem z wicemarszałkinią co Zjednoczona Prawica. Po lewej stronie sceny politycznej ton nadają trzej mężczyźni, którzy już się ochrzcili mianem trzech tenorów i na próżno można szukać tam kobiet, które powinny być znakiem rozpoznawczym ugrupowań sytuujących się na lewo od Koalicji Obywatelskiej. Z szumnych zapowiedzi o dominacji kobiet na pierwszym miejscu list wyborczych lewicy też niewiele zostało i nawet nikt do tego nie chce wracać. Na jedynkach Koalicji Obywatelskiej jest tyle samo kobiet, co na listach lewicy.

Należy przyznać rację komentatorom i publicystom, że jest za mało czasu na dogonienie Prawa i Sprawiedliwości. Ale już jak się spojrzy na to z perspektywy roku i wyborów prezydenckich, to ten wyścig jest wielką niewiadomą. Wczorajsze badanie zaufania do polityków w którym debiutowała Małgorzata Kidawa-Błońska uplasowało ją na bardzo dobrym piątym miejscu z trzydziestoprocentowym wynikiem. W tym sondażu na szczególną uwagę zasługuje fakt, że 24 proc. respondentów nie kojarzy kandydatki na premiera, a to oznacza, że badanym trzeba Kidawę-Błońską przedstawić i tu otwiera się szerokie pole do popisu, ponieważ różnica w zaufaniu do Andrzeja Dudy to tylko 14 proc., więc poduszka do budowania wizerunku jest bardzo duża i spokojnie można w ciągu roku dosięgnąć urzędującą głowę państwa. Uzyskanie przez Kidawę-Błońską bardzo dobrego wyniku w Warszawie sprawi, że będzie realna szansa na pokonanie Andrzeja Dudy, ale też na pierwszą panią prezydent w najnowszej historii Polski. I nie będzie to kobieta związana z lewicą.

Nasz program jest lepszy i Polacy zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL. – PiS jak Zagłoba w “Potopie” rozdaje Niderlandy. Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas konwencji partii w Lublinie zapowiedział podwyższenie płacy minimalnej z obecnych 2250 złotych do 3 tysięcy złotych pod koniec 2020 roku, później do 4 tysięcy na koniec 2023 roku. Jak to możliwe i czym to grozi?

IZABELA LESZCZYNA: Zacznijmy od tego, że Polacy są mądrzy i potrafią liczyć. Ponieważ nasz program jest dla nich lepszy i zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie, to jestem przekonana, że wybiorą Koalicję Obywatelską. Może więc szkoda czasu na mówienie o gorszym programie, gdy na stole leży lepszy: przemyślany, prorozwojowy i niedrenujący kieszeni pracodawców nasz program. Ale niech będzie, powiedzmy o zagrożeniach, jakie niesie program PiS. Otóż

KACZYŃSKI CHCE ZAFUNDOWAĆ PRACODAWCOM DRASTYCZNY WZROST KOSZTÓW.

To negatywnie wpłynie przede wszystkim na małe przedsiębiorstwa i te z mniejszych miejscowości, gdzie wynagrodzenia są niższe. Wydaje się też, że lepszy czas w gospodarce właśnie się kończy, a wzrost obciążeń pracodawców w przeddzień spowolnienia nie służy ani firmom, ani pracownikom. To jest zagrożenie dla gospodarki, tym bardziej, że PiS chce rzucić przedsiębiorcom jeszcze kilka kłód pod nogi.

PiS obiecał “drugą” trzynastą emeryturę w 2021 r. i pełne dopłaty do hektara dla rolników. Czy budżet to wytrzyma?
Kaczyński na konwencji w Lublinie przyznał, że w projekcie budżetu na 2020 rok nie przewidziano środków na 13. emeryturę. A przecież zarzekali się, że to nie jest jednorazowy deal przed wyborami do PE. Można by spytać: ile jeszcze kłamstw ukrywa PiS?

A wyższe dopłaty dla rolników to już prawdziwy samobój prezesa, bo póki co, po wielu miesiącach kuluarowych rozmów i nieformalnych dyskusji szefów rządów,

MAMY PROJEKT BUDŻETU, W KTÓRYM NA POLSKIE ROLNICTWO JEST O JEDNĄ CZWARTĄ ŚRODKÓW MNIEJ, NIŻ WYNEGOCJOWAŁA PLATFORMA OBYWATELSKA W OBECNEJ PERSPEKTYWIE!

To Koalicja Obywatelska jest gwarantem wysokich dopłat z Unii Europejskiej dla rolników. Natomiast rządy PiS to groźba zawieszenia funduszy unijnych dla Polski, bo z powodu PiS-owskiej szarży na demokrację zmieniono nawet nazwę polityki spójności. Dzisiaj nazywa się Spójność i Wartości.

Joachim Brudziński, szef sztabu wyborczego PiS, oświadczył, że będzie nowelizacja budżetu i trzynasta emerytura będzie zachowana. Wcześniej PiS zapomniał?
Jeśli PiS zapominał o 9 milionach emerytów, to nie zasługuje na to, żeby na niego głosować. A jeśli nie zapomniał, to znaczy, że kłamie. Obietnice PiS-u w ogóle są wyborczą ściemą, bo:

– albo nie ma na nie środków, jak na 13. emeryturę,

– albo obietnice finansują samorządy, bo za obniżenie PIT nie dostaną żadnej rekompensaty, a przecież ok. 50 proc. wpływów z PIT to dochody własne samorządu,

– albo obietnice są finansowane wprost z kieszeni przedsiębiorców, jak wyższa płaca minimalna.

PIS JAK ZAGŁOBA W “POTOPIE” ROZDAJE NIDERLANDY.

Po wprowadzeniu małej działalności gospodarczej, czyli od przychodu, idziemy w kierunku liczenia ZUS-u od dochodu i takiego zagwarantowania, żeby było łatwiej tym, którzy mają niższe dochody, którzy się rozkręcają, inwestują – zapowiedział premier podczas konwencji.

Plany PiS-u uderzą w przedsiębiorców?
Koalicja Obywatelska proponuje, żeby podstawą wymiaru ZUS dla przedsiębiorców była pensja minimalna. Dzięki temu ich obciążenie ZUS-em spadnie o ponad 200 zł miesięcznie, prawie 2,5 tys. zł w skali roku. Dlaczego pensja minimalna ma być podstawą wymiaru ZUS? Bo chcemy, żeby przedsiębiorcy mieli zagwarantowane zabezpieczenie społeczne na minimalnym poziomie.

Natomiast

PIS CHCE Z PRZEDSIĘBIORCÓW WYDUSIĆ DUŻO WIĘCEJ, NIŻ DOTYCHCZAS.

Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Co to znaczy w wymiarze finansowym? Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł.

PiS mówi, że zapłacą przede wszystkim ci z wyższymi dochodami, ale to nieprawda. Czy dochód wyższy niż 60 proc. średniego wynagrodzenia czyni z przedsiębiorcy krezusa? Chyba nie. Jedno jest pewne,

POLITYKA GOSPODARCZA PIS DOPROWADZI DO TEGO, ŻE GDY SKOŃCZY SIĘ KONIUNKTURA, BĘDZIEMY DZIELIĆ SIĘ NIE DOBROBYTEM, A BIEDĄ.

“Niższe podatki, wyższe płace. To fundament naszego programu” – mówiła pani na konwencji KO. Plan zakłada m.in. obniżenie dla wszystkich pracujących obciążeń podatkowych i składkowych z dzisiejszych średnio 50 do 35 proc. Jak to zrobić, żeby nie zrujnować finansów państwa?
To nie tylko niższe podatki dla wszystkich pracujących, czyli wyższe pensje dla każdego, ale też premia za aktywność, czyli dodatkowe pieniądze dla tych, którzy zarabiają mniej, niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. W sumie osoba, która zarabia minimalną pensję, zyska ponad 600 zł!

Program „Niższe podatki, wyższa płaca” to rzeczywiście koszt dla finansów publicznych. Ma on wynieść około 30 mld zł i będzie finansowany z 3 głównych źródeł. Pierwszym z nich są oszczędności budżetowe – zwłaszcza na aparacie władzy i propagandzie. Koalicja Obywatelska do ustawy budżetowej na 2019 r. zgłosiła poprawki ograniczające wydatki o 6 mld zł. Drugim źródłem jest wzrost tych dochodów budżetu, które PiS zaniedbuje. Są to dochody z dywidend, które w przyszłym roku mają wynieść 1,5 mld zł, a w 2015 roku było to 6 mld zł. Trzecim źródłem jest wzrost gospodarki.

Nasz program podniesie opłacalność pracy.

DUŻO WYŻSZE ZAROBKI NA RĘKĘ ZACHĘCĄ LUDZI DO WIĘKSZEJ AKTYWNOŚCI, A POD TYM WZGLĘDEM JESTEŚMY W OGONIE EUROPY.

Jeśli firmom łatwiej będzie znaleźć pracowników, to chętniej będą inwestować, a to przekłada się na trwały i długoterminowy wzrost gospodarczy, który z kolei przekłada się na wyższe dochody budżetowe.

Eksperci pytają, czy KO nie przesadziła z obietnicami wyborczymi – poprawa w służbie zdrowia, darmowy Internet, bony dla emerytów… Skąd na to finansowanie?
Bony dla emerytów to akcje spółek Skarbu Państwa, więc nie będzie to wprost obciążało budżetu, darmowy Internet dla młodych to konieczna inwestycja w ich edukację, szczególnie ważna po deformie minister Zalewskiej, która zabrała młodym ludziom szanse na równy start. Ten wydatek będzie można sfinansować ze sprzedaży pasma częstotliwości dla sieci 5G. A zdrowie? Tu nie ma wyjścia i każdy odpowiedzialny rząd wie, że więcej pieniędzy na ochronę zdrowia musi się znaleźć, bo państwo ma obowiązek zapewnić obywatelom podstawowe usługi publiczne, takie jak ochrona zdrowia i edukacja. Tylko rządzący dzisiaj zapomnieli o tym, uważając, że 500+ załatwi wszystko. Nie, nie załatwi.

Sympozjum Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologów Politycznych stało się miejscem wygłoszenia referatu, który może się okazać bardzo złą wróżbą dla świata. 68-letni profesor Shawn Rosenberg z Uniwersytetu Kalifornijskiego stwierdził bowiem, że… demokracja sama się niszczy i ostatecznie upadnie.

Jeśli jednak myślicie, że oberwało się Trumpowi, Kaczyńskiemu czy Orbanowi, jesteście w błędzie. Winni jesteśmy MY WSZYSCY. Zawodzą elity, eksperci i osoby publiczne. Sami „zwykli” obywatele okazują się być źle przygotowani, zarówno poznawczo jak i emocjonalnie, do kierowania dobrze funkcjonującą demokracją, twierdzi psycholog.

Gdy większość jest wkurzona…

W konsekwencji owego upadku elit miliony poirytowanych wyborców zaczynają głosować na populistów.

– W utrwalonych demokracjach takich jak Stany Zjednoczone, demokratyczna rządność będzie w nieunikniony sposób więdnąć, aż w końcu upadnie – wnioskuje Rosenberg.

Jak to możliwe? – pomyśli ktoś, kto jeszcze trochę ponad dekadę temu zaczytywał się w książkach mędrców, którzy uważali, że historia już się skończyła i to właśnie wraz z sukcesem  demokracji.

Teraz psycholog uważa, że w ciągu najbliższych paru dekad liczne duże demokracje w stylu zachodnim zaczną obumierać. Te które zostaną, będą w istocie wydmuszkami, fasadowymi republikami, którymi będą rządzić subtelni dyktatorzy.

Główny problem demokracji? Jest to… ciężka praca. Stoi ona jednak w sprzeczności z tym, czego nauczyła nas ewolucja. Rosenberg przypomina, że istoty ludzkie nie myślą w sposób uporządkowany. Uprzedzenia różnego rodzaju wypaczają nasze mózgi na najbardziej fundamentalnym poziomie. Mówić prościej: demokracja nie działa, bo nie jest dostosowana do działania naszych mózgów.

Internet dobije demokrację?

Tym, co ma dobić „władzę ludu”, jest narzędzie, które teoretycznie miało ją wzmocnić. Chodzi o Internet. Dzięki mediom społecznościowym już każdy może prowadzić bloga, promować sprawę, w którą wierzy, ale jednocześnie może generować fake newsy, w które – o zgrozo – jakaś część wyborców wierzy. Przed nastaniem ery Internetu elity potrafiły (i mogły) demaskować takie fałszywe doniesienia. Mogły tłamsić je nieraz w zarodku. Dziś staje się to nierealne.

Aż 10 milionów ludzi widziało na Facebooku fake newsa o tym, że papież Franciszek poparł Trumpa w wyborach w 2016 r. Choć sieć miała otworzyć nas na świat, zbudowała – a konkretnie sprawiły to algorytmy firm technologicznych – inną, więlką bańkę informacyjną. Z tego faktu korzystają dziś populiści.

Nie, historia się nie skończyła. Możliwe, że kończy się demokracja i świat, który dotąd znaliśmy.

Ja, Lech Wałęsa

jako współtwórca i były Przewodniczący „Solidarności” największego związku zawodowego w Europie, który zmienił oblicze Polski i sąsiednich krajów 30 lat temu.

– laureat pokojowej Nagrody Nobla
– były Prezydent Polski

Zwracam się do Was:

1. Ludzi polskiej wsi, z której się wywodzę, polskich chłopów i ich rodzin, którzy byli przez wielki solą tej ziemi. Nie pozwólcie obecnemu rządowi odwrócić naszego kraju od Unii Europejskiej, do której tak nas namawiał Papież Polak — skłócenie z Unią najbardziej ujemnie odbije się na polskim rolnictwie

2. Polskich robotników — to Wam Polska zawdzięcza najlepsze 25 lat w swej tysiącletniej historii. Nie pozwólcie zmarnować Waszego osiągnięcia, które podziwiał cały świat.

3. Mieszkańców mniejszych i większych miast, których oblicze zmieniło się w tym czasie całkowicie w stosunku do poprzednich dziesięcioleci.

4. Milionów młodych ludzi w Polsce, którzy po raz pierwszy mogą i chcą głosować, aby wpłynąć na swoją przyszłość i tego kraju. Dzięki Solidarności staliście się Europejczykami nieodgrodzonymi „żelazną kurtyną” od możliwości i osiągnięć świata Zachodu. Wy młodzi, możecie dokonać kolejnej pokojowej rewolucji. Uwierzcie w siebie, nie siedźcie „na kanapie”, weźcie sprawy w swoje ręce, abyście byli w przyszłości dumni z tego, że wpłynęliście na bieg historii.

GŁOSUJCIE NA PRZEDSTAWICIELI OPOZYCJI TEGO SKORUMPOWANEGO RZĄDU LUDZI NIEKOMPETENTNYCH, NIEMORALNYCH, ŻĄDNYCH WŁADZY I PIENIĘDZY, DĄŻĄCYCH DO REALIZACJI WŁASNYCH INTERESÓW KOSZTEM PRZYSZŁOŚCI MIESZKAŃCÓW I OBYWATELI NASZEGO KRAJU.

Narodowo-katolicką dyktaturę zapowiedział Kaczyński po wygranych wyborach przez PiS

9 Wrz

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w ramach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na to zagwarantowane” – obiecywał.

I tylko PAP, dodał w swoim komunikacie, że żaden z polityków nie wskazał ani który budżet – na rok 2019 czy 2020 – miałby być nowelizowany, ani kiedy może to nastąpić.

Polacy i tak nie dowierzają tym deklaracjom. Według sondażu przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” tylko 20 proc. ankietowanych wierzy w skuteczność tego projektu. Z kolei połowa badanych jest przekonana, że rząd deficyt budżetowy zamierza ukryć.

W „Gazecie Wyborczej” pojawiły się kolejne informacje o „małej Emi”, która zdecydowała się powiedzieć nieco więcej o swojej hejterskiej działalności dotyczącej szkalowania sędziów niewygodnych dla partii rządzącej.

Zapewnia, że nie należała do grupy „Kasta”, ale świetnie wiedziała, o czym piszą jej członkowie, bo i mąż, i jej kochanek, Arkadiusz Cichocki, aktywnie uczestniczyli w działalności tej grupy i chętnie dzielili się z nią wszelkimi informacjami.

Nie ukrywa też, że materiały oraz informacje, mające na celu niszczenie sędziów, przesyłała Wojciechowi Biedroniowi z portalu wPolityce.pl, szefowi programu TVP „Alarm!” Przemysławowi Wenerskiemu i Michałowi Rachoniowi z TVP Info. O tym, którego sędziego miała zaatakować, a którego wychwalać decydował właśnie wiceminister Piebiak i Jakub Iwaniec.

Przyznaje, że początkowo była przekonana, iż postępuje słusznie. Wierzyła w sens tego, co robi i nawet ją to wciągało, bo „zaczyna się od czegoś dobrego, a później się to ciągnie, choć już tak dobre nie jest. Bo dostaje się za to pochwałę. Bo mąż awansuje. Bo sam wiceminister sprawiedliwości chwali”. Jednak w 2018 roku, gdy jej życie osobiste mocno się skomplikowało, zaczęła zastanawiać się nad słusznością własnych działań. Zaczęła się stopniowo wycofywać, licząc jednak na wsparcie i pewnego rodzaju ochronę ministerstwa, gdy jej kochanek założył przeciwko niej sprawę w sądzie. Niestety, przeliczyła się. Dotychczasowi zleceniodawcy i sprzymierzeńcy nie kiwnęli nawet palcem, by jej pomóc. Mało tego, nawet nie zareagowali, gdy śledczy zajęli jej laptopa i telefon.

Dzisiaj czuje się nikim i jak mówi „jestem uczciwsza i świadoma, że ludzie popełniają błędy, a my możemy je oceniać, ale nie oceniać ludzi”.

Internauci nie szczędzą ostrych słów. „Tak to jest jeżeli nie ma się w życiu żadnych zasad. Jeżeli ktoś rozróżnia dobro, od zła, to nigdy przez nikogo nie zostanie wykorzystany. Resztę sobie dośpiewajcie.”, „PIS ją otumanił i porzucił gdy wyssał z niej wszystko co mogła mu dać, typowa dehumanizacja człowieka, wykorzystać i zostawić, Emi robiła to z przekonania i dla pieniędzy to tak jak większość wyborców PIS popiera z przekonania i dla pieniędzy jak Polska zbiednieje to PIS przegra, programem PIS jest rozdawnictwo” czy też „Zła kobieta, cwaniara, która z pełną świadomością niszczyła ludzi a teraz robi z siebie ofiarę! Stopień zepsucia tej pani powinien skazać ją na długą, społeczną banicję…” i trudno się z nimi nie zgodzić.

Jak ustalił „Wprost” Małgorzata Kidawa-Błońska zostanie kandydatką na prezydenta Polski, jeśli tylko osiągnie w Warszawie lepszy wynik wyborczy niż Jarosław Kaczyński. Tygodnik informuje, że wiadomość ta będzie ogłoszona oficjalnie zaraz po wyborach parlamentarnych.

Dla polityków PO nominacja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydatkę na premiera i jedynkę na liście wyborczej w Warszawie była pozytywnym zaskoczeniem. Trudno było o lepszą decyzję – komentują. Grzegorz Schetyna podjął ją w efekcie niekorzystnych dla niego fokusowych badań izraelskiej firmy doradczej. Poradziła ona Schetynie, żeby usunął się w cień w czasie kampanii.

Wcześniej propozycję kandydowania do Pałacu Prezydenckiego lider PO miał składać obecnemu prezydentowi stolicy – Rafałowi Trzaskowskiemu. Ten jednak skutecznie się temu oparł.

Teraz informator „Wprost” zapewnia, że prezydent Warszawy, gdy tylko upora się z problemami ze ściekami, będzie wspierać kandydaturę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na najwyższy urząd w państwie.

Program Koalicji Obywatelskiej tutaj >>>

Za czasów rządów PO-PSL, tzw. ubóstwo relatywne systematycznie malało, natomiast już rok po objęciu władzy przez PiS zaczęło wyraźnie rosnąć

To nie będzie normalna kampania wyborcza. PiS nie chodzi przecież o żadne ideały, ani o „dobrą zmianę”, która okazuje się dobra głównie dla tej partii. Ludzie władzy walczą o przetrwanie, o przedłużenie władzy, o prolongatę wysokich pensji dla swoich i o niebotyczne premie, które „się należą” wykonawcom woli prezesa i ich pomagierom, świadczącym usługi nowym właścicielom Polski. Ludziom, którzy zachowują się jak okupanci, którzy ukradli nam budżet państwa oraz przywłaszczyli sobie państwowe media, państwową administrację i państwowe organy ścigania, chodzi dzisiaj o pełnię władzy. Zniszczyli fundamenty demokratycznego państwa, zastąpili prawo bezprawiem, a teraz walczą o bezkarność – i będą się bić do upadłego, by po przegranych wyborach nie stanąć przed wciąż jeszcze niezawisłym sądem.  Dlatego nie spodziewajmy się po nich uczciwej kampanii. Będą się imać brudnych chwytów, będą nadal szkalować, zniesławiać, pomawiać, szczuć armią swoich trolli, a przede wszystkim kłamać.

Wielu Polaków jest już skażonych toksyczną propagandą. Większość okazała się jednak odporna i wciąż jeszcze wierzy, że polityka nie jest sztuką oszukiwania wyborców. Co z tego, skoro przyzwoici ludzie stają często bezradni wobec zalewu fejkniusów, w obliczu bezczelnej, krzykliwej hucpy.  Wiedzą, że nie wolno zostawiać Prawdy w rękach tych, którzy będą z niej drwić i pomiatać nią tak, jak pomiatają Konstytucją. Nie zawsze jednak wiedzą, że z pisowską propagandą nietrudno walczyć, a i zwyciężyć można. Nie wszyscy wierzą, że pisowską prawdę da się odrzeć z kolorowych fatałaszków i świecidełek, kryjących pokraczne, nieprzyzwoicie gołe kłamstwo. Zadaniem opozycji, misją niezależnych mediów i obowiązkiem każdego przyzwoitego i myślącego człowieka jest zatem dostarczanie rodakom amunicji pozwalającej niszczyć osaczający ich fałsz. Zainfekowanym ludziom trzeba dostarczać odtrutkę – proste argumenty i łatwe do zweryfikowania fakty, którymi pacyfikować można PiS-owskie łgarstwa. Przećwiczmy to na kilku konkretnych przykładach:

PIS POKONAŁ BIEDĘ?

Jednym z sukcesów, o których najdonośniej trąbi PiS w swojej kampanii, jest niemal całkowita likwidacja biedy. Cztery lata temu, gdy Polska była w ruinie, PiS widział nędzarzy na każdym rogu ulicy i biadał nad tym wniebogłosy. Dzisiaj głosi, że polska bieda została pokonana. Podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Bydgoszczy Premier Morawiecki zaliczył ograniczenie ubóstwa do największych osiągnięć rządu PiS. Jednym tchem pochwalił się również zmniejszeniem nierówności między bogatymi i najbiedniejszymi.  W tweecie @pisorgpl opublikowanym trakcie trwania konwencji czytamy: „Premier @MorawieckiM na #KonwencjaPiS w #Bydgoszcz: Zmniejszyliśmy skrajne ubóstwo i nierówności społeczne. Zwiększamy spójność i solidarność. #DobryCzasPL #DobryCzasDlaPolski”.

Na oko wiadomość wydaje się prawdziwa, bo przecież dobra koniunktura światowa skutkowała również w Polsce znacznym zmniejszeniem bezrobocia, a ponadto do ludzi trafiły spore pieniądze, które zasiliły budżety najbiedniejszych dotąd rodzin wielodzietnych oraz (jednorazowo na razie) emerytów.  Według PiS – niedawnym „nędzarzom” żyje się dziś kolorowo, a będzie jeszcze lepiej, bo już w 2021 roku PiS obiecuje zwiększyć płacę minimalną aż o 750 zł. Co więcej – do końca 2024 roku najniższa płaca ma wynosić 4 tys. zł. A więc – żegnaj, polska biedo?

Sprawdźmy w najnowszych opracowaniach GUS. I tu zaskoczenie. Okazuje się, że począwszy od 2008 r., czyli za czasów rządów PO-PSL, tzw. ubóstwo relatywne systematycznie malało, natomiast już rok po objęciu władzy przez PiS zaczęło wyraźnie rosnąć. Odsetek osób ubogich przekroczył obecnie 14 proc. W ciągu ubiegłego roku wzrosła również stopa ubóstwa skrajnego – do 5,4%. GUS informuje też, że „znacząco zwiększyło się ubóstwo wśród gospodarstw domowych utrzymujących się głównie ze świadczeń społecznych” – czyli tych, które PiS otacza rzekomo szczególną troską.

500+ WYCIĄGA RODZINY Z UBÓSTWA?

PiS trąbi, że program 500+ znacząco zmniejszył rozmiary polskiej biedy. To takie samo kłamstwo jak opowieść, że program ten przyczynił się do zwiększenia liczby urodzin (aktualny wskaźnik przyrostu naturalnego na 1000 ludności wynosi w Polsce – minus 0,8). Statystyka dowodzi, że wśród gospodarstw domowych z dziećmi do lat 18 odsetek ludzi ubogich znacząco wzrósł!  Zasięg ubóstwa dzieci i młodzieży rośnie o 1 proc rocznie, przekraczając właśnie 8 proc populacji, a stopa ubóstwa skrajnego wsród dzieci do lat 18 wyniosła w ubiegłym roku aż sześć procent!

Najbardziej wzrosła stopa ubóstwa w gospodarstwach wielodzietnych, z co najmniej trójką dzieci. Takie gospodarstwa to już ponad 10 procent wszystkich rodzin.  Wynika stąd, że 500+ coraz częściej idzie „na przemiał”, a nie na zaspokojenie potrzeb dzieci. Co na to władza? – Wyprawka szkolna 300+ i świadczenie 500+ to najlepsza inwestycja w przyszłość Polski – zapewnił premier Mateusz Morawiecki na spotkaniu wyborczym w Józefowie.

EMERYCI MAJĄ SIĘ CORAZ LEPIEJ?

Funkcjonariusze PiS nie ustają w wysiłkach, by przekonać emerytów, że ich los i dobrobyt jest przedmiotem wyjątkowej troski rządzących. Nic dziwnego, to przecież ogromna rzesza potencjalnych wyborców. Władza wabi ich trzynastą emeryturą. Prezes Kaczyński obiecuje w 2021 roku aż dwie trzynastki.   Premier Morawiecki opowiada o dodatkowych bonusach w postaci obniżenia podatku PIT, które ma dotyczyć szczególnie tej grupy społecznej.  – To już trzeci impuls finansowy w tym roku dla wszystkich emerytów. Pierwszy – przypomnę – to była waloryzacja kwotowa, drugi – emerytura plus, wypłacana w maju dla około 10 milionów emerytów i rencistów…  Na wyborczych spotkaniach upowszechniana jest radosna wiadomość, że emerycka bieda to już przeszłość, bo przeciętna miesięczna emerytura i renta brutto z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych to obecnie aż 2330 zł. Nieważne, że ta średnia jest wypadkową najniższej emerytury, która wynosi… 4 grosze i najwyższej, przekraczającej 20 tys. zł…

Do prawdy zbliżają nas opracowania ZUS, zawierające aktualne informacje, których nie usłyszymy od prawicowych kandydatów do parlamentu. Prominenci PiS nie powiedzą nam, że za emeryturę niższą niż minimalną (888 zł na rękę!) żyć musi dzisiaj aż 234 tys. Polaków. A już na pewno nie usłyszymy, że kiedy PiS sięgnął po władzę, takich bieda emerytur było niespełna 100 tysięcy.  Natomiast prognozy ekspertów przewidujących, że w 2030 roku ponad 700 tys. Polaków pobierać będzie emeryturę mniejszą niż głodowa „minimalna”, to już zapewne pilnie strzeżona tajemnica państwowa.

PIS TROSZCZY SIĘ O NIEPEŁNOSPRAWNYCH?

Po sejmowym proteście matek osób niepełnosprawnych, gdzie funkcjonariusze PiS wykazali się kompromitującym brakiem empatii, przez dłuższy czas można było odnieść wrażenie, że władza obraziła się na tę grupę społeczną. Budżetowe środki przeznaczano na wszystko i wszystkich, tylko nie na wsparcie dla ludzi najbardziej skrzywdzonych przez los. Coś drgnęło dopiero przed rozpoczęciem wyborczego maratonu. Zapewne nie dlatego, że PiS liczy na głosy niepełnosprawnych, a raczej ze względu na negatywny społeczny odbiór demonstracyjnego ostracyzmu władzy wobec ludzi budzących powszechne współczucie. Dziś PiS chwali się zrealizowanym już finansowym wsparciem i licznymi deklaracjami zwiększania tej pomocy.  W wielu wystąpieniach słychać, że za rządów PiS niepełnosprawni mają się dzisiaj całkiem nieźle i że niedługo będzie jeszcze nieźlej.

Łatwo to sprawdzić w aktualnych opracowaniach GUS. Do czynników zwiększających zagrożenie ubóstwem należy także zaliczyć obecność osoby niepełnosprawnej w gospodarstwie domowym. Stopa ubóstwa skrajnego w gospodarstwach domowych z co najmniej jedną osobą niepełnosprawną wyniosła ok. 8%, w tym z przynajmniej 1 dzieckiem do lat 16 posiadającym orzeczenie o niepełnosprawności – ok. 6%.” – czytamy w dokumencie pt. „Zasięg ubóstwa ekonomicznego w Polsce w 2018 r.”.

 PIS LIKWIDUJE NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE?

Na forum ekonomicznym w Davos premier Morawiecki ogłosił, że rząd PiS zmniejszył nierówności społeczne w Polsce. Od tego czasu powtórzył tę tezę wielokrotnie. Niwelowanie różnic między najbogatszymi a najbiedniejszymi Polakami zyskało rangę jednego z najważniejszych sukcesów tej władzy. Informacja, że Polacy są coraz „równiejsi”, a Polska coraz bardziej egalitarna i że pod tym względem plasuje się w ścisłej czołówce europejskiej, głoszona jest na wielu spotkaniach wyborczych prawicy, zjednoczonej wokół Kaczyńskiego. Założę się, że jest to kłamstwo w pełni świadome, bo propagandyści PiS muszą znać aktualny raport francuskich naukowców opisujący rozwarstwienia dochodowe w krajach Europy. Wynika z tego opracowania, że nierówności dochodowe w Polsce są najwyższe w Europie!  Najwyższe – i zbliżają się do poziomu obserwowanego w Stanach Zjednoczonych!

W lipcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 5182,43 zł, ale aż dwie trzecie pracujących Polaków dostaje pensje niższe od średniej krajowej. 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków ma aż 40 proc udział w dochodzie narodowym – największy spośród wszystkich europejskich państw, gdzie średnia to ok. 34 proc. I w tej oto sytuacji 500+ pobiera zarówno rodzina żyjąca z minimalnej pensji czy zasiłków dla niepełnosprawnych, jak i taka, gdzie tato ma milionowe dochody w spółce skarbu państwa, a mama zarabia w NBP kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Tę samą trzynastą emeryturę pobierają zarówno ludzie żyjący za kilkaset złotych, jak i pobierający ponad 20 tysięcy zł emerytury (a są tacy).

Kraj kwitnie, władza nam dogadza, a w kategorii dochodów jesteśmy tak samo równi jak wobec prawa. Czy „ciemny lud” to kupi, zależy od nas. Od każdego przyzwoitego i myślącego człowieka, któremu nie jest wszystko jedn