Tag Archives: Donald Tusk

Ziobry, Kaczyńskiego i ich ludzików zabawy w krasnoludków

3 Wrz

„W związku z nieprawdziwymi informacjami na temat rzekomego zaginięcia korespondencji hejterki Emilii Sz. sugerującymi, że miałyby one zaginąć w prokuraturze, wobec onet.pl i adwokata, który tego rodzaju insynuacje przekazuje – zostanie wytoczony pozew” – napisał na Twitterze Jan Kanthak, rzecznik Zbigniewa Ziobry.

O sprawie w artykule „Ważne pliki, mające związek z aferą hejterską w resorcie Ziobry, „wyparowały” w prokuraturze?”. – „Pozew się składa, wytacza się proces. PS Porada gratis…” – podsumował Borys Budka, były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL.

„Kanthaku, ja nie sądziłem, że waść taki interdyscyplinarny jest. Przedwczoraj o ściekach, wczoraj o IIWŚ, dzisiaj o papierach Emi. Fiu, fiu. Jeśli pozew będzie, proszę go pokazać. Macierewicz Piątka też miał pozywać i finał wszyscy znamy”; – „Prom, elektryczne auta, mierzeja przekopana i miliard pozwów. A wszystko „zostanie wytoczone”;

„Borze zielony… Wytoczyć można proces. Pozew się wnosi. Na podstawie wniesionego pozwu, zostanie wytoczony proces, o ile prokuratura uzna pozew za zasadny. To są elementarne wiadomości z dziedziny prawa, panie niedoszły asystencie. I pan się dziwi, że pana na uczelni nie chcieli?” – komentowali internauci. A wspomniana uczelnia to Uniwersytet Gdański, gdzie „Rzecznik Ziobry „dostał linijką po magisterskich łapkach od profesora Zajadło”.

Zdumienia wpisem Kanthaka nie kryli też dziennikarze: – „Nie bardzo rozumiem – rzecznik ministra sprawiedliwości zapowiada pozew, który ma wytoczyć prokuratura?” – Patryk Słowik z „DGP”. – „Zazwyczaj, jak się pyta pana rzecznika o sprawy związane z prokuraturą, to pan rzecznik odsyła do prokuratury, bo jest rzecznikiem ministerstwa. Coś się zmieniło?” – Patryk Michalski z RMF FM.

 „Jest liderem większości parlamentarnej, miał prawo tam siedzieć. Nie jest żadnym szeregowym posłem, tylko liderem większości” – tak o usadzeniu Jarosława Kaczyńskiego na uroczystościach 1 września wypowiedział się wicepremier rządu PiS Jacek Sasin w TVN24. O tym w artykule „Złamano protokół, żeby prezes PiS siedział w pierwszym rzędzie na obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej?”. Z takiego rozumowania można wysnuć tylko jeden wniosek – to miejsce się Kaczyńskiemu… po prostu należało.

Na tym Sasin nie poprzestał. Odniósł się także do nieobecności podczas tych uroczystości przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

Przypomnijmy, że zaproszenie dotarło do niego trzy dni przed obchodami. Sasin upierał się, że Tusk dostał je wcześniej. – „Może nie chciał go zauważyć, być może go ta rocznica nie interesuje” – tokował Sasin. Poza tym – zgodnie z pisowskim przekazem – stwierdził, że Tusk był „niemieckim kandydatem” do RE.

„Taśma ocaliła produkt stoczni, ścieki popłynęły na południe, a po awarii prawie czarnobylskiej zaczęły zdychać szczury, w prokuraturze ponoć giną dowody, a Tusk to kandydat niemiecki, a Sasin zapewne jest z Marsa. I Wy się potem dziwicie, że bijemy polskie rekordy w piciu alkoholu?” – podsumował Janusz Piechociński z PSL.

Rafał Wojaczek to jeden z najważniejszych polskich poetów powojennych – poeta buntu, wyobcowania. Porównuje się go do wielkich francuskich twórców: Charlesa Baudelaire’a i Arthura Rimbauda. Ale dla radnej PiS Stanisławy Hajduk-Bies to przede wszystkim alkoholik, narkoman i samobójca.

„Uważam, że każdy myślący musi mieć zastrzeżenia do tego poety. A teraz jeszcze Instytut Mikołowski chce się nazywać jego imieniem! Jak można być bohaterem z takim życiorysem?” – stwierdziła radna PiS.

Wojaczek urodził się właśnie w Mikołowie na Górnym Śląsku. Istniejący w mieście Instytut zajmuje się m.in. promowaniem twórczości Wojaczka, wydaje zbiory jego poezji, ale także prozy.

Dyrektor Instytutu Mikołowskiego Maciej Melecki w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” nie krył zdziwienia wypowiedzią radnej PiS. – „Ostatnio z takimi argumentami spotkałem się w latach 90., gdy zaczynaliśmy działalność. Od 20 lat zajmujemy się Wojaczkiem, ale nie grzebiemy w jego biografii. Skupiamy się na twórczości. Byłem pewien, że większość mikołowian wie, jaką wartość mają jego dzieła. Wydaje mi się, że wypowiedź radnej jest emanacją polityki uprawianej przez PiS. To drobnomieszczańskie postrzeganie ludzi poprzez stereotypy” – stwierdził Melecki.

Reklamy

Polska pisowska posklejana taśmą przylepną. Oto ojczyzna nam się rozpada

31 Sier

Prezydent Andrzej Duda rozmawiał z niemieckim dziennikiem “Bild”. Stwierdził, że Polska i Niemcy są “wzorem pojednania”. Mimo tego, prezydent wciąż przywołuje kwestie reparacji, czy w zasadzie przeczy wcześniejszemu twierdzeniu.

– “Reparacje to kwestia odpowiedzialności i moralności. Wojna, o której dziś mówimy, spowodowała w Polsce ogromne straty” – powiedział prezydent RP w rozmowie z dziennikarzem najpoczytniejszego niemieckiego dziennika. Duda dodał, że już Lech Kaczyński zlecił “opracowanie raportu, z którego jasno wynika, że straty te nie zostały nigdy wyrównane”.

Skutki wojny

Prezydent Duda uważa, że na pewno uda się znaleźć rozwiązanie problemu reparacji. Jego zdaniem skutki II wojny światowej skończyły się dla Polski tak naprawdę dopiero w 1989 roku. – “Dziś mogę całym sercem powiedzieć: Polska jest wolna. Nigdy nie zapomnieliśmy historii. Ale Polska i Niemcy całkowicie się pojednały. Jesteśmy przykładem dla innych narodów. Powstało partnerstwo i przyjaźń, która nie ma sobie równych” – uważa.

Podkreślił, że powyższe jest zasługą Kościoła katolickiego, polityki Willego Brandta, Helmuta Schmidta i Helmuta Kohla, ale też zaangażowanie zwykłych Niemców, którzy popierali “Solidarność”. Mimo wszystko dodał, że II wojna światowa była dla Polski katastrofą. – “Staliśmy się państwem satelickim sowieckiego imperium – jeńcami komunizmu. Chociaż zawsze odważnie walczyliśmy po dobrej stronie. Podczas wojny ani rząd, ani polska elita nie kolaborowała. Ani z Hitlerem, ani ze Stalinem. A mimo to zostaliśmy gorzko ukarani. Członkowie armii państwa podziemnego, którzy walczyli o prawdziwie wolną Polskę, aż do lat 60. byli prześladowani, więzieni i mordowani przez reżim komunistyczny” – mówi Duda.

“Fort Merkel”

Andrzej Duda ma wobec Niemiec określone oczekiwania. Wymienił wśród nich np. rezygnację z budowy gazociągu Nord Stream 2 i więcej zrozumienia dla reformy wymiaru sprawiedliwości. – “Co Niemcy by zrobiły, gdyby w Trybunale Konstytucyjnym wciąż siedzieli wysoko postawieni sędziowie z NRD, którzy orzekali przeciwko działaczom na rzecz praw obywatelskich? Ci starzy komuniści nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Chcemy to zmienić – tłumaczy Andrzej Duda.

Nasz prezydent zachęca też do budowy „Fortu Merkel: – Nie mielibyśmy nic przeciwko rozszerzeniu niemieckiej obecności w ramach NATO. Ale jedno jest pewne: armia amerykańska jest najsilniejsza na świecie. Stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce przyczyniłaby się do zwiększenia bezpieczeństwa całej Europy, w tym Niemiec” – mówił. W to wszystko wpisał polskie doświadczenia z lat 30. XX w. – “gdyby Anglia i Francja zaatakowały Niemcy we wrześniu 1939 r. (…) wojna skończyłaby się w ciągu kilku tygodni. One jednak pozwoliły Polsce się wykrwawiać. Dlatego życzymy sobie dzisiaj poważnych sojuszników, którzy dotrzymają słowa i nie uciekają” – spuentował.

Czy to ma sens?

Czy domaganie się przez rząd PiS reparacji wojennych od Niemiec ma sens? W istocie to tylko gra obliczona pod kampanię wyborczą, która ma pokazać, że „wstaliśmy z kolan”. Tego typu reparacje są nierealne w obecnych warunkach i w oczach trzeźwo myślących osób Duda raczej się kompromituje.

– To zaproszenie się pojawiło wczoraj (29 sierpnia) na moim biurku. Pewne reguły, standardy, obowiązują. Jeśli kogoś chce się traktować jak gościa, to powinno się go traktować poważnie. (…) Nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości postępują w taki sposób, by dać mi do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć. A ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, gdy wiem, że nie jestem mile widziany – powiedział w „Faktach po Faktach” przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Komentując sposób, w jaki został potraktowany przez PiS-owskich organizatorów uroczystości 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej, Donald Tuska zwrócił uwagę, że przyjętym standardem jest wysyłanie zaproszeń wcześniej. – Zaproszenie na uroczystości narodowe Francji 14 lipca wysyła się do mnie i do kolegów, z którymi współpracuję, prezydentów, premierów, na trzy miesiące przed takimi uroczystościami. Na uroczystości do Izraela prezydent Izraela wysyłał z rocznym wyprzedzeniem i to są pewne standardy – zaznaczył.

Tusk przypomniał również, że gdy 2009 roku organizował obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej to na Westerplatte pierwszy przemawiał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. – Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło, żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji.

Zamieszanie wokół zaproszenia Donalda Tuska

– Donald Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa – mówił w środę Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta. Tłumaczył, że na uroczystości „zostali zaproszeni przywódcy państw”, a „Tusk nie jest przywódcą żadnego państwa”. – Klucz zaproszeń był prosty, zapraszani byli przywódcy państw Unii Europejskiej, NATO i Partnerstwa Wschodniego – stwierdził w rozmowie z gazeta.pl.

Już po rozmowie z Gazeta.pl, Spychalski na Twitterze sprostował swoją wypowiedź: W związku z licznymi pytaniami informuję, że zawsze na ważne uroczystości państwowe zapraszamy wszystkich byłych Prezydentów i Premierów. Tak jest i tym razem – na uroczystości 1.09 do Warszawy zaprosiliśmy wszystkich byłych Prezydentów RP i Premierów RP. – napisał.

„Tymczasem w Szczecinie super komedia, czyli „stępka do kwadratu”. Min. Gróbarczyk odbierał przed wyborami kadłub lodołamacza, miał być zwodowany – nie zdążyli. Ale żeby było widać, że skończony – pokleili go papierową taśmą i pomalowali” – napisał na Twitterze Łukasz zach-pom. Dołączył do wpisu zdjęcia opublikowane na Facebooku przez Rafała Zahorskiego.

Internauci kpili z poczynań rządzących: – „Taśma klejąca wytrzymała! A tak serio. Jakby żył Bareja, byłby z was strasznie dumny”; – „Po co prezesowi lodołamacz?”;

„Pamiętacie model dostawczaka elektrycznego Ursusa, wydrukowany drukarką 3D? To tu mamy kolejny hit: statek z tektury. To lepsze, niż Monty Python”; – „Czy nadano także imiona kołom ratunkowym? No chyba, że nie ma kół, bo już wiecie, że ta skorupa nigdzie nie popłynie???”.

Przypomnijmy, słynną stępkę pod prom samochodowo-pasażerski uroczyście położył Mateusz Morawiecki w czerwcu 2017 r. „Miało być pięknie, a jest jak zwykle. Po dwóch latach od położenia stępki kupujemy gotowy projekt”.

Przepraszam, że nie wpadam w dziki zachwyt nad umiejętnością zamiatania afer pod dywan i wciąż żądam wyjaśnienia sprawy Srebrnej, dwóch wież, SKOK-ów, afery w KNF czy hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński zawitał wczoraj na konwencję Zjednoczonej Prawicy do Poznania. Okrzykom „Jarosław! Jarosław!” nie było końca. Kółeczko wzajemnej adoracji aż puchło z podziwu nad sobą, a samozadowolenie aż biło po oczach. No i oczywiście padło wiele wielkich słów. O drodze do zwycięstwa, która jeszcze trochę musi potrwać, o szkołach wolnych od eksperymentów, bo muszą wychowywać młode pokolenie w duchu chrześcijańskim, o sukcesach, prawdzie, ble ble ble… Biedny prezes przyznał też, że ma z nami, poznaniakami i Wielkopolanami problem, bo „znaczna część społeczeństwa w tej części Polski jeszcze nie do końca zrozumiała nasz program i nasze idee”.

I teraz nie wiem, mam się kajać, że zbyt głupia jestem, bo nie załapałam wielkości partii rządzącej? Mam się ukorzyć, błagać o wybaczenie i biegiem zrozumieć, że bez PiS-u czeka nas kanał, że tylko PiS uchroni nas… chwilowo nie wiem, przed czym, ale na bank, uchroni?

Jako że jestem zawsze pełna pokory i umiem przyznać się do popełnionych błędów, przepraszam więc. Przepraszam zawiedzionego mną prezesa, że czepiam się, zamiast uznać, iż prawdziwa Polska to taka, klerykalizująca się na potęgę. Polska, w której nagłaśnianie pedofilii wśród duchownych, piętnowanie Jędraszewskiego za haniebne słowa o zarazie LGBT, zniesmaczenie spowodowane ostrym upolitycznieniem hierarchów, potraktowanie ambony jako miejsca propagandy politycznej, narzucanie ideologii kościelnej, nie mającej nic wspólnego z zasadami wiary, wzrastająca dominacja prawa katolickiego nad prawem stanowionym, nazywa się atakiem na Kościół. Przepraszam, że nie rozumiem, jak można ładować miliony w nienażartych kleryków, gdy zamyka się szpitale, emeryci ledwo przędą, drożyzna szaleje.

Błagam o wybaczenie, że nie mogę pojąć, dlaczego partia rządząca stawia na kłamstwo i manipulowanie ludźmi. Dlaczego – patrząc mi w oczy – wciska kit o coraz mocniejszej pozycji Polski w świecie, kwitnącej gospodarce. Dlaczego opiera swoje rządy na dyletantach, którzy nie mają pojęcia, co mówią i co czynią, czego dowodem rozwalona edukacja, wojsko oparte na antykach z epoki Układu Warszawskiego, kolejne wpadki, pokazujące niewiedzę z zakresu podstawowych nauk, takich jak historia, ekonomia, geografia czy prawo.

Proszę mi wybaczyć, że wkurzam się, gdy słyszę o potędze polskich stoczni, wreszcie odzyskanych przez państwo, włączeniu się w walkę o zatrzymanie umierania ziemi, dbałości o klimat, wykorzystywaniu zasady „Bóg Honor Ojczyzna”, by robić ludziom wodę z mózgu, wspieraniu ideologii rodem z faszystowskich Włoch i nazistowskich Niemiec, sprowadzeniu pojęcia „patriotyzm” tylko do umierania za Polskę i poszatkowaniu historii tak, by wyciągnąć z niej tylko to, co staje się świetnym narzędziem do utrzymania obywateli w ryzach.

Przepraszam, że nie wpadam w dziki zachwyt nad umiejętnością zamiatania afer pod dywan i wciąż żądam wyjaśnienia sprawy Srebrnej, dwóch wież, SKOK-ów, afery w KNF czy też ostatniej, hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Że nie podziwiam Kuchcińskiego za loty rodzinne, obrzydza mnie język i agresja, tak ochoczo wprowadzone przez polityków PiS do przestrzeni publicznej, a które wcześniej czy później doprowadzą do rozlewu krwi. Że ze wstrętem słucham wypowiedzi, w których partyjni kolesie Kaczyńskiego pokazują, za jakich idiotów mają naród.

Przepraszam, że nie pozostaję bierna, widząc, jak wyciągają z mojej kieszeni każdy grosz, byle tylko zapewnić sobie poparcie tej grupy społeczeństwa, której nic więcej poza darmówką w łapie nie trzeba, by kochać wielbić i pozostać wiernym do końca. Widząc, jak władza szczodrze rozdziela między sobą pieniądze, które ciężko zarobiłam, a do tego jest przekonana, że tak ma być, bo przecież „te pieniądze jej się należą”.

Przepraszam, że w ogóle jestem jak taki wrzód na zdrowym, pisowskim organizmie społecznym. Nie podporządkowuję się, nie wierzę w te gruszki na wierzbie, nie przymykam oczu na łamanie prawa w imię pisowskiego prawa, nie wyrażam zgody na bezprawne działania policji, na rządy miernot, które mają o sobie znacznie większe mniemanie niż jest naprawdę. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

I cóż teraz prezes zrobi z takimi jak ja? Co się stanie, gdy jednak nadal nie zrozumiemy, czym jest program i idee PiS-u? Odbierze nam prawa obywatelskie, stłamsi poczucie wolności na maksa czy też podda długoletniej resocjalizacji? No cóż, panie prezesie, czarno to widzę. Choćby na uszach pan stanął, nie ma pan szans. Tak długo, jak uda się panu utrzymać przy władzy, ja i mnie podobni nie odpuszczą. Dlaczego? Bo „Polak to brzmi dumnie”. Przepraszam więc bardzo, że nie poddaję się indoktrynacji, populizmowi. Przepraszam, że jestem i będę. Przepraszam…

Czy wybory będą sfałszowane?

29 Sier

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik, KIEDY będzie wszczęte postępowanie przeciwko kastusiom?”; – „Kiedy będzie Pan wszczynał postępowanie przeciwko Kaście? Ale zapomniałem „za dobre uczynki nie wsadzamy”; – „Powiedziałbym, co sądzę o Pana działaniach, ale połowa jest niecenzuralna, a za drugą będziecie grozić procesami” – komentowali internauci.

A skąd pani wie, że wybory nie będą fałszowane? Proszę zwrócić uwagę, co się wydarzyło w ostatnich wyborach. Nagle polski chłop ruszył do urn między 19.00 a 21.00. Mam tu wielkie podejrzenia, że coś jest nie tak. Moim zdaniem afera w Ministerstwie Sprawiedliwości jest czubkiem góry lodowej i w każdym ministerstwie prawdopodobnie są podobne komórki jak ta Piebiaka. Jedni zajmują się nauką, inni policjantami, jeszcze inni żołnierzami, nauczyciele mieliby wiele do powiedzenia, jak się z nimi rozmawia politycznie itd. Niektórzy doświadczają licznych kontroli swych prac niemal permanentnie, urzędy czepiają się drobiazgów, selektywnie, a systematycznie nachodzeni są ludzi i firmy krytyczne wobec budowanej nowej klientelistyczno-autorytarnej rzeczywistości – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. – Być może po prostu te 30 lat – “Solidarność”, Okrągły Stół, jakościowa demokracja lat 1990-2015 – były historycznie tylko krótkim dewiacyjnym wyskokiem, a tak naprawdę teraz wracamy do niedemokratycznej normalności. Do naszej katolicko-autorytarnej, nacjonalistycznej atmosfery, która przez większą część naszej historii unosiła się nad nami – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Czy afera hejtu w Ministerstwie Sprawiedliwości z udziałem wiceministra jeszcze pana zaskoczyła?

RADOSŁAW MARKOWSKI: W ogóle nie jestem zaskoczony. Od lat staram się przekonywać rodaków, że mamy do czynienia z zamysłem systemowym, a nie z niedoskonałościami poszczególnych ludzi. To nie jest afera Piebiaka, tak jak nie było afery Chrzanowskiego i innych podobnych przypadków. To są przejawy cynicznie zaplanowanego systemu. Jeszcze dwa, trzy lata temu można było domniemywać, że odkrywając przypadki łamania prawa czy obyczaju politycznego przez rządzących mamy do czynienia  po prostu – co się zdarza w wielu krajach – z “normalną patologią”. Obecnie nie powinniśmy mieć złudzeń, że żyjemy w “patologicznej normalności”. To, co dzieje się w polityce, to nie są wybryki, czyjeś uchybienia, w polityce, która w gruncie rzeczy funkcjonuje zgodnie z normami i procedurami, a tylko czasami zdarza się, jak wszędzie od Skandynawii po Chile, że władza wykonawcza próbuje naginać prawo.

TO JEST REALIZACJA PLANU BUDOWY ALTERNATYWNEGO ŁADU POLITYCZNEGO WZGLĘDEM KRĘGU KULTUROWEGO, DO KTÓREGO WIĘKSZOŚĆ Z NAS ASPIRUJE.

Wróćmy do obserwacji poczynionej prawie pół wieku temu przez mojego nauczyciela akademickiego, prof. Adama Podgóreckiego, który był wybitnym, światowej klasy socjologiem prawa: upraszczając jego teorie trójstopniowego działania prawa – zawsze kiedy ocenia się działania ludzi, trzeba się wznieść o jeden poziom i zapytać, czy system, w którym ludzie działają, jest patologiczny, czy nie (tzw. dewianci w patologicznym systemie nie są dewiantami, lecz – zazwyczaj – przyzwoitymi obywatelami).

NIEMAL WSZYSCY SOCJALDEMOKRACI CZY SOCJALIŚCI W FASZYSTOWSKICH NIEMCZECH BYLI ZDEFINIOWANI PRZEZ SYSTEM JAKO DEWIANCI, A BYLI NORMALNYMI LUDŹMI.

Brzmi, jakby nie było dla nas ratunku…
Tak źle nie jest, ale trzeba przede wszystkim pilnować, jak opowiadamy o tych patologicznych zachowaniach przedstawicieli władzy (nie powielać narracji relatywizujących czy “symetrycznych” – jaki ten Piebiak to był dobry człowiek, sędzia i coś z biedakiem złego się stało etc.). Także dlatego, że to po prostu nieprawda. Wystarczy zrobić analizę socjologiczno-profesjonalną, kto jest zatrudniony na świeczniku w tym ministerstwie. Na czele z ministrem to – nie wszyscy, ale w większości – profesjonalni nieudacznicy; w przeszłości dyscyplinarnie karani, o nikłych osiągnięciach zawodowych, bez powodzenia próbowali awansować, na egzaminach mieli ledwo tróje. W normalnej rzeczywistości, gdzie merytoryczne kryteria są brane pod uwagę, nigdy by takiego awansu nie osiągnęli. Taka zawodowa frustracja się kumuluje i gotowość do tego, żeby za wszelką cenę utrzymać się u władzy, eliminując merytorycznie przygotowaną konkurencję, broniącej wartości zapisanej w konstytucji, skłania do korzystania z nielegalnych środków, łamania prawa i – tak po ludzku – etycznie obrzydliwego zachowania względem własnej grupy zawodowej.

NASZĄ NARRACJĘ TRZEBA DOSTOSOWAĆ DO TEJ RZECZYWISTOŚCI, WŁAŚNIE DO TEGO, CO NAZYWAM “PATOLOGICZNĄ NORMALNOŚCIĄ”, A NIE ZACHOWYWAĆ SIĘ, JAKBYŚMY MIELI DO CZYNIENIA Z ODOSOBNIONYMI PRZYPADKAMI “NORMALNEJ PATOLOGII”.

Czy to, co się dzieje, jest zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego?
Musze przyznać, że owa “patologiczna normalność” nie jest możliwa bez – choćby biernego – przyzwolenia (części) owych Kowalskich, którzy chcieliby być nazywani obywatelami, choć nie spełniają wielu konstytutywnych cech takowych. W tym miejscu mówię nawet nie tyle o tych 5-6 milionach, którzy dali się uwieść konfabulacjami tej władzy, częściowo przekupić, częściowo zradykalizować względem iluzorycznych zagrożeń (migranci, gender, LGBT) – ich w większości trudno winić, znając ich cechy, zarówno te społeczno-demograficzne, jak i kulturowe orientacje, słabe zakorzenienie w faktach, oświeceniowych wartościach, rzetelnej wiedzy o rzeczywistości, poziomie ich czytelnictwa etc. (służę danymi empirycznymi).

JEDNAK TO, CO JEST NIEPOKOJĄCE, TO ZADOWOLONA KLASA ŚREDNIA. SĄDZĘ, ŻE GDYBY W NIEMIECKIM, SZWEDZKIM CZY HOLENDERSKIM MINISTERSTWIE SPRAWIEDLIWOŚCI WYKRYTO SZAJKĘ HEJTERSKĄ, KTÓRA NA ZLECENIE ALBO ZA PRZYZWOLENIEM MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI NARUSZA SZEREG PRZEPISÓW OD KODEKSU KARNEGO POPRZEZ CYWILNY PO NARUSZENIE REGULACJI ODNOSZĄCYCH SIĘ DO DANYCH OSOBOWYCH, TO OPINIA PUBLICZNA BY ZAREAGOWAŁA CAŁKIEM INACZEJ.

Nie 20-30 osób, jak to widzimy, tylko setki tysięcy wyszłoby na ulice. Wymieniłem kraje, do których warto się porównywać, ale nie dalej jak parę miesięcy temu wielka afera korupcyjna i próba zmiany prawa pojawiła się w Rumunii i społeczeństwo wyszło na ulice w liczbie setek tysięcy i protestowało. Coś zatem u nas jest nie tak. Oczywiście, gdyby sprawa pozostawała tylko w sferze podejrzeń i domniemań, to można by zrozumieć tę bierność, ale w tym przypadku niemalże za rękę zostali złapani ci, co to robili. Tym bardziej, że akurat hejtowanie jest zrozumiałe, bo każdy przeciętny użytkownik Internetu tego doświadcza.

Próbowałem tłumaczyć na świecie tę sprawę. Przyznam, że pomimo względnej sprawności językowej trudno mi było się dokładnie wysłowić, bo brakuje słów; na marginesie, nawet po polsku mam problem, żeby dokładnie opowiedzieć, co tu się stało. Za granicą ludzie często myślą, że zmyślam, że to po prosu nie jest możliwe. To jest pytanie, które często w odniesieniu do tej patologicznej normalności Polski od 2015 roku zadają mi koledzy na Zachodzie. “Przecież jest konstytucja, jak premier mogła nie opublikować orzeczenia TK, jak to możliwe, że podejmuje się próbę usunięcia Pierwszego Sędziego Sądu Najwyższego, skoro nie byle gdzie, bo w Konstytucji, jest zapisane, że kadencja ta jest nienaruszalna?”.

ONI KOMPLETNIE TEGO NIE ROZUMIEJĄ, JAK MOŻNA WBREW KONSTYTUCYJNEMU ZAPISOWI DZIAŁAĆ I CHCIEĆ POZOSTAĆ WE WSPÓLNOCIE POLITYCZNEJ PAŃSTW EUROPEJSKICH. W KAŻDYM INNYM KRAJU EUROPEJSKIM TA AFERA ZGROMADZIŁABY SETKI TYSIĘCY LUDZI NA ULICACH.

Dlaczego? Co jest z nami nie tak? Mówi się, że to lata komuny…
Proszę pani, zwalanie niedemokratycznego rozwoju Polski na to, że pozostał w nas homo sovieticus, jest nieprawdziwe. Jeżeli w czymś możemy upatrywać niskich kwalifikacji polskiego obywatela, jego słabego kapitału społecznego, to w specyficznym typie katolicyzmu; w tradycji, w której się wyrasta: zdrowaśkach, odpuszczaniu win, spowiedzi i korupcjogennym dawaniu na tacę za wszystkie grzechy, połączonym z przekonaniem, że to załatwia sprawę. Mówiłem wielokrotnie i pisałem, głównie na podstawie badań, że

NAJBARDZIEJ ODPOWIEDZIALNY ZA TEN STAN RZECZY JEST WŁAŚNIE BRAK TRADYCJI OŚWIECENIOWEJ I PURYTAŃSKIEJ, PROTESTANCKIEJ, GDZIE GRZECH JEST GRZECHEM, A ODPOWIADA SIĘ ZA NIEGO BEZPOŚREDNIO PRZED BOGIEM.

To ten kulturowy sos, w którym wrastamy w życie, sprawia, że mamy ułomne kwalifikacje demokratyczne. Podobnie jest na południu Włoch – to ten sam produkt socjalizacji do niemoralnego familiaryzmu, nepotycznych związków, nierozumienia, czym jest dobro publiczne, czym kultura kontraktu, kultura respektowania formalnych instytucji, bo większość spraw załatwia się między parafią a rozszerzoną rodziną – kuzyni, różni pociotkowie, siostry cioteczne. To jest ta familijna społeczność, która zazwyczaj akceptuje i wybacza zło, no bo w niedzielę idzie się do kościoła, spowiada z grzechów i jest się czystym. To jest klimat, w którym rodzi się i kwitnie brak poszanowania dla demokracji i jakości życia publicznego.

Oczywiście z drugiej strony mamy rozwój gospodarczy; w ostatnim 30-leciu Polska dokonała ogromnego skoku cywilizacyjnego i ekonomicznego, jak żaden inny kraj regionu.

NADAL JESTEŚMY BIEDNYM KRAJEM, ALE TO ZAMAZUJE OBRAZ RZECZYWISTOŚCI TEJ ZADOWOLONEJ Z SIEBIE KLASIE ŚREDNIEJ, SIEDZĄCEJ W PÓŁCIĘŻARÓWKACH, CO PALĄ KILKANAŚCIE LITRÓW. TO PIERWSZE POKOLENIE NUWORYSZY, KTÓRYM SIĘ UDAŁO I KTÓRYM SIĘ WYDAJE, ŻE DOBROSTAN I ZAGRANICZNE WYCIECZKI NA KUBĘ CZY MALEDIWY WYSTARCZĄ.

Wydaje im się, że to wszystko może funkcjonować w tym quasi-autorytarnym sosie i niedemokratycznym kontekście. Niech nie mają złudzeń – nie będzie funkcjonować, choć niektórym z nich “się uda”. Ci, co chcą, widzą już początki zapaści – umiera nas znacznie więcej, niż w latach poprzednich, do lekarza dostać się nie można, apteki nie mają leków, przestępczość rośnie, podobnie zatrważająco szybko samobójstwa młodzieży, a co najważniejsze – wbrew tezom Pinokia – nierówności społeczne, zwłaszcza zaś skrajne ubóstwo w latach 2015-2018 rośnie, a nie maleje. O modernizacji przemysłu, budowie infrastruktury nie wspomnę… Ale dla niecałych 20 proc. jest OK, bo do osobistej kieszeni wpływają pieniądze…

I jeszcze jedno, chyba najgorsze w tym wszystkim, a w każdym razie to, co przyczyniło się moim zdaniem do potężnej demobilizacji obozu demokratycznego – symetryzm. Liczna kasta strojących się w piórka publicznych intelektualistów osób, która przez 4 lata codziennie – najgorsze w tym, że względem części obywateli skutecznie – uprawiała propagandę równych win – “tamci też tak robili”.

Ta władza nie publikuje orzeczeń TK, ale tamci też przecież przy Trybunale majstrowali. I fakt, że “tamci” natychmiast po orzeczeniach przepraszali, posypywali głowy popiołem, mówiąc wprost uznawali orzeczenia TK za ostateczne, w niczym im nie przeszkadza, by zrównywać te czyny z niepublikowaniem orzeczeń TK czy atakiem na kadencyjność sędziów oraz rozmontowywaniem trójpodziału władz.

UWAŻAM SYMETRYZM ZA FELER INTELEKTUALNY I PRZYZNAM, ŻE OSTATNIO NAWET ODMÓWIŁEM UDZIAŁU W KONFERENCJI, KTÓRĄ MIAŁO PROWADZIĆ DWÓCH SYMETRYSTÓW, BO NIE MAM CZASU NA NIEEKWIWALENTNĄ WYMIANĘ MYŚLI.

Zło w ten sposób czynione po stronie obozu liberalno-demokratycznego zniechęca i demobilizuje elektorat, który powinien stać na straży konstytucyjnego porządku kraju, ale został zneutralizowany, zagadany przez wpływowe, finansowane z budżetu państwa ośrodki, przez Ministerstwo Kultury, które nie ma wątpliwości, komu obiektywnie służy (część) ich działalności. To ważny, a najczęściej pomijany aspekt tej układanki.

Jesteśmy przed wyborami. Czy możemy mówić, że będą one w pełni demokratyczne? Nie mówię o fałszerstwach, ale np. o równym dostępie do mediów.
A skąd pani wie, że nie będą fałszowane? Proszę zwrócić uwagę, co się wydarzyło w ostatnich wyborach. Nagle polski chłop ruszył do urn między 19.00 a 21.00. Mam tu wielkie podejrzenia, że coś jest nie tak. Moim zdaniem afera w Ministerstwie Sprawiedliwości jest czubkiem góry lodowej i w każdym ministerstwie prawdopodobnie są podobne komórki jak ta Piebiaka. Jedni zajmują się nauką, inni policjantami, jeszcze inni żołnierzami, nauczyciele mieliby wiele do powiedzenia, jak się z nimi rozmawia politycznie itd. Niektórzy doświadczają licznych kontroli swych prac niemal permanentnie, urzędy czepiają się drobiazgów, selektywnie, a systematycznie nachodzeni są ludzi i firmy krytyczne wobec budowanej nowej klientelistyczno-autorytarnej rzeczywistości.

Stąd ta desperacka chęć przejęcia i ustawienia PKW czy nowe rozwiązanie dotyczące organu orzekającego o formalnej poprawności przeprowadzonych wyborów. Między innymi po to, aby mieć możliwość kwestionowania ich wyników. Zatem

KAŻDY, KTO DZIŚ MÓWI, ŻE NADCHODZĄCE WYBORY NA PEWNO BĘDĄ RÓWNE I UCZCIWE, JEST NAIWNY. POWIEDZIAŁBYM TAK – ZAPEWNE BĘDĄ RÓWNE. TU NIKT NIKOGO NIE BĘDZIE USTAWIAŁ W CZWÓRKI, ŻEBY MASZEROWAŁY GŁOSOWAĆ, ALE ŻE UCZCIWE NIE BĘDĄ – TO JEST PEWNE.

Żadna agenda oceniająca uczciwość wyborów, jak Freedom House czy Bertelsmann Index, w sytuacji takiej monopolizacji i upartyjnienia propagandowego telewizji publicznej nie uzna ich za uczciwe. I ten jeden fakt wystarczy. Wszystko zatem w rękach opozycji, która powinna mieć mnóstwo mężów zaufania, którzy będą patrzeć na ręce liczących w komisjach oraz pilnować, co się będzie działo z kartami do głosowania. Należy zapewnić liczną obecność międzynarodowych obserwatorów. Niestety, takich czasów doczekaliśmy.

Opozycja złożyła wniosek do NIK w sprawie afery w MS. Czy w dzisiejszej rzeczywistości ta sprawa może być wyjaśniona?
Niestety nie. Przecież nie po to minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. Nie po to wprowadzono rozwiązania, które są zamachem na instytucjonalne podziały, które w demokracjach służą niezależności. W każdym demokratycznym kraju pan Ziobro podałby się do dymisji lub został zdymisjonowany. To dotyczy także np. Słowacji. Tam premier zrezygnował, bo mafia zastrzeliła dziennikarza, w Rumunii podobnie. Jest wiele krajów, na które patrzymy z góry, gdzie pewne standardy są wciąż utrzymywane. Jeśli było to za jego przyzwoleniem, a wiele na to wskazuje, to powinien zostać zdymisjonowany. W drugiej wersji – że nie wiedział – także powinien zostać zdymisjonowany, bo nie może być tak, że pod nosem ministra takie rzeczy się dzieją.

JEDYNYM SPOSOBEM, ABY TĘ KWESTIĘ I DZIESIĄTKI INNYCH, O KTÓRYCH JESZCZE SIĘ NIE DOWIEDZIELIŚMY, WYJAŚNIĆ, CO SIĘ W TEJ “PATOLOGICZNEJ NORMALNOŚCI” DZIEJE, TO NOWE WYBORY, NIEZALEŻNY PROKURATOR, MOŻE KOMISJA SEJMOWA.

Pytanie, czy po wyborach ten układ się zmieni.
Do wyborów chodzi połowa Polaków. Jeżeli rodacy uznają, że to jest coś, co im się nie podoba, to zdmuchną te 5-6 mln, które popiera PiS. Może się też stać tak, że rodacy nie podzielają mojego zdania na temat tej “patologicznej normalności” i podoba im się to, co się dzieje. Wtedy wracamy do niezbyt przyzwoitego, ale politologicznie zdroworozsądkowego powiedzenia, że każdy naród ma taką władzę, na jaką sobie zasłużył. Widocznie ten styl uprawiania polityki im nie przeszkadza.

Być może po prostu te 30 lat – “Solidarność”, Okrągły Stół, jakościowa demokracja lat 1990-2015 – było historycznie tylko krótkim dewiacyjnym wyskokiem, a tak naprawdę teraz wracamy do niedemokratycznej normalności. Do naszej katolicko-autorytarnej, nacjonalistycznej atmosfery, która przez większą część naszej historii unosiła się nad nami.

W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM TYLKO PARĘ LAT WYTRZYMALIŚMY W DEMOKRATYCZNYCH RYZACH. MOŻE TAK JEST TEŻ I TERAZ. MOŻE NASTĘPNE POKOLENIA MUSZĄ SIĘ PRZYGOTOWAĆ, ŻE ZAWSZE BĘDĄ ŻYĆ W NIEDEMOKRATYCZNYM USTROJU. PEWNIE NIE BĘDZIE TO REŻIM MASOWYCH REPRESJI CZY MORDERSTW POLITYCZNYCH, ALE BĘDZIE MNIEJ LUB BARDZIEJ SELEKTYWNIE OPRESYJNY.

Może odpowiada nam życie w państwie scentralizowanym, odgórnie sterowanym przez uzurpatora rodem z XIX wieku, który chce rządzić krajem w XXI wieku. Kolejna wersja ucieczki od wolności? W każdym razie faza akceptacji i/lub obojętności względem owej “patologicznej normalności” to niezbędna podstawa, swoista trampolina zachęcająca politycznych złoczyńców do eskalacji autorytarnych zapędów.

Ludzie starzy i młodzi, różnej orientacji seksualnej, i hetero, i homo, LGBT i heilujący, kibice różnych drużyn, sportowych i politycznych. Każdego dnia, 3 miliony Polek i Polaków jednoczy się ponad podziałami.

Małpka, czyli „Atka” to @, „a” z długim zakręconym ogonkiem. Codziennie wpisujesz małpkę w adres mailowy wysyłając pocztę. W firmie załatwiasz korespondencję służbową. I prywatną, jeśli szef nie ustawił w twoim laptopie blokady, jak surowy rodzic dzieciom na porno. Modne wśród urzędników funkcyjnych stało się rozsyłanie aktów! Ujawniają osobom wynajętym do hejtowania nie tylko dane wrażliwe kolegów sędziów, lecz także własne organy wrażliwe. Niektórzy nie tylko mailują, ale i hejtują. Bo lubią. Za darmo albo za pieniądze. Wysocy urzędnicy, nawet sędziowie z Ministerstwa Sprawiedliwości zauroczeni Małą Emi toną w bagnie hejtowania. Hejtują osoby płci obojga, Polki i Polacy. Politycy przyzwyczaili się do tej zbitki. Zwłaszcza przed wyborami przypominają sobie, że Polki też mają prawo głosu a także startu w wyborach. Jak się Polka uprze to może nawet dostać się na partyjną listę. OK., jest super. Skończyłaś studia, masz doktorat. Jednak startując na dobrze płatne stanowisko mniej kumatego kolesia nie przeskoczysz. Kwestia płci. Kłania się „hierarchia dziobania u kur”, badana w kurniku przez norweskiego zoologa. Musisz czekać, aż kogucik się nasyci, wtedy sobie podziobiesz.

A jeśli już dojdziesz do władzy, to zaczyna cię obowiązywać „prawo wrony”, to nowa, stworzona przeze mnie kategoria. Znamy przysłowie: „Jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i ony”. Jest stare, wskazuje na to forma „ony”. A więc wchodzisz i kraczesz jak „i  ony”, czyli faceci, którzy nadają ton krakania. A Mała Emi wykonuje zadanie. Do czasu. Gdy psuje się małżeństwo lub romans, potrafi nieźle się zemścić. Upubliczni wizerunek genitaliów na fejsie, a stamtąd krok do publikacji w gazetach. Zraniona kobieta, Mała Emi zatrzęsła państwem Prawa i Sprawiedliwości. Jej „mentorzy” doznają ataku paniki. Lądują w szpitalach, ukrywają się. Chcą się bronić, chcą mówić, Zamienić się w świadków koronnych. To nie jest łatwe, gdy na czele stoi wszechwładca Ziobro. Jak bóstwo albo bóg jeden w trzech osobach

Elektorat tym politycznym krakaniem się nie przejmuje. Z badań wynika, że połowa ludzi nie zna sprawy, mają te walki głęboko w czarnej dziurze. To woda na młyn rządzących. Nie wiedzą, czy nie chcą wiedzieć, będą na nas głosować! Trzeba tylko zapchać im dzioby! Wrzucimy od czasu do czasu zastrzyk hajsu, różne 500+ oraz inne donacje. Trzeba dawać dużym grupom chodzącym do urn. Małe, jak niepełnosprawni, w krakaniu wron się nie liczą, w domach siedzą, do urny nic nie wrzucą. Zdrowy elektorat od czasu do czasu wspomoże jakieś chore dziecko pokazane w telewizji, raz do roku da kasę na WOŚP i jest spoko. Na kłopoty, chandrę, chorobę czy zawiść jaką odczuwa, gdy widzi, że ktoś jest od niego lepszy i ma więcej dóbr, suweren znajduje pociechę w małpkach. Innych niż @.

Wiadomo, że naszym problemem jest pęknięcie kraju na pół. Połowa ludności woli władzę prawicową z autorytarną włącznie, połowa zaś liberalną z lewicową. Wydawałoby się, że nie ma nic co jednoczy te dwa obozy. A jednak okazuje się, że jest! To małpka!

Otóż każdego dnia, 3 miliony Polek i Polaków jednoczy się ponad podziałami. Są różnej płci, w różnym wieku, mogą być innego wyznania, katolicy od Rydzyka, chrześcijanie ekumeniczni oraz wszelkie inne wiary. Ludzie starzy i młodzi, różnej orientacji seksualnej, i hetero, i homo, LGBT i heilujący, kibice różnych drużyn, sportowych i politycznych. Trzy miliony ludzi codziennie udaje do monopolowego sklepu lub mieszczących się w baraczku, delikatesów czynnych 24 g/dobę, żeby nabyć małpkę.

Tam czekają na nich buteleczki wódki czystej lub kolorowej. 200 ml to małpka, 100 ml – małpeczka. Producenci zacierają ręce i sprawdzają konta. Buteleczki małe, kasa wielka! Liczy się w miliardach. Małpki stały się rynkowym hitem. Badacze z firmy Synergion ręce załamują, bo z tych 3 milionów, milion kupuje małpki RANO! Garniturowiec jedzie taxi, podaje adres wielkiej korporacji. Po drodze prosi kierowcę, żeby zatrzymał się na chwilę. Biegnie do monopolowego. – Nie będzie panu przeszkadzało? – pyta i nie czekając na odpowiedź przechyla buteleczkę, słychać gul, gul, gul. Ten przynajmniej sam nie prowadzi, chwali go taksówkarz. Często widzi łykających małpki na światłach. Kobiety? Nie, one piją w ukryciu. Małpkę łatwo schować w torebce. Słodka małpeczka przyjęła się też w damskich kręgach. Piją młode ambitne i starsze. Jest ich jednak jeszcze ciągle mniej niż facetów.

Badanie „Dokąd płynie mała wódka” przeprowadzono na zlecenie przemysłu piwowarskiego, pewnie dlatego, że odbiera im klientów. Bada się paragony w różnych sklepach. Klientki i klienci, Polki i Polacy, fizyczni i umysłowi, alkoholicy i pijacy. Szacuje się, że kilkaset tysięcy odwiedza sklep więcej niż raz. Kupują tylko małpkę, czasem jakiś sok. Pierwsza tura kupujących zjawia się rano, druga po południu, trzecia po 18.00. A teraz jeszcze dodatkowo wchodzi ustawowe przyzwolenie na produkcję bimbru, no bo może na wsiach małpki się nie przyjęły. Naród pijany łatwiejszy do prowadzenia jest.

Czy może dziwić nas to, że Polki i Polacy odurzeni od rana do wieczora, nie interesują się polityką, niszczeniem państwa prawa, walką między Morawieckim a Ziobrą? Nie wiedzą nic o dziwnych „samobójstwach”. Nie obchodzi ich traktowanie państwa jak feudalnego majątku, szczucie na różne grupy. Nie dziwi nas także to, że Polki i Polacy przodują w Europie w przejeżdżaniu Polek i Polaków oraz ich dzieci na pasach. Straszne to żniwo! A posłanki i posłowie od lat nie mogą wprowadzić przepisu zatrzymywania się auta przed pasami. Pewnie też serwują sobie małpkę albo i dwie.

Wszyscy razem nakopiemy PiS-owi w żyć

2 Sier

Xerofas

OGŁOSZONE PRZED PAROMA DNIAMI JEDYNKI I WYŁANIAJĄCY SIĘ POWOLI KSZTAŁT LIST KOALICJI OBYWATELSKIEJ NA JESIENNE WYBORY – WSZYSTKO TO PRECYZYJNIE POKAZUJE STRATEGIĘ GRZEGORZA SCHETYNY. WOBEC NIEMOŻNOŚCI ZBUDOWANIA KOALICJI WSZYSTKICH OPOZYCYJNYCH PARTII SZEF PO POSTANOWIŁ ZBUDOWAĆ KOALICJĘ WSZYSTKICH DOJRZAŁYCH POLITYKÓW I POLITYCZEK ROZUMIEJĄCYCH, ŻE W JESIENNYCH WYBORACH ZETRĄ SIĘ ZE SOBĄ DWA OBOZY, WALCZĄCE O WYRAŹNIE RÓŻNE OD SIEBIE, PRZECIWSTAWNE WIZJE POLSKI, POLSKIEGO PAŃSTWA, POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA, NASZEJ POZYCJI GEOPOLITYCZNEJ MIĘDZY LIBERALNYM I DEMOKRATYCZNYM ZACHODEM I ANTYLIBERALNYM, REZYGNUJĄCYM Z KOLEJNYCH DEMOKRATYCZNYCH INSTYTUCJI I PROCEDUR WSCHODEM – PISZE CEZARY MICHALSKI

Idea koalicji wszystkich opozycyjnych partii skończyła się po faktycznym „spenetrowaniu” (kupieniu, zastraszeniu, rozbiciu) PSL-u przez PiS. Ten proces zaczął się już w 2015 roku, kiedy setkom terenowych działaczy PSL zatrudnionych w instytucjach zależnych od państwa (agencje, banki, terenowa administracja) nowi PiS-owscy panowie postawili bardzo proste ultimatum: albo ty, twoi krewni, powinowaci, znajomi i polityczni klienci przechodzicie pod naszą kontrolę, albo zostajecie wyrzuceni z pracy, odcięci od pieniędzy, spauperyzowani i zmarginalizowani.

CZĘŚĆ LUDOWCÓW JUŻ WÓWCZAS PRZYJĘŁA OFERTĘ PIS-U, CZEGO KONSEKWENCJĄ BYŁ FATALNY WYNIK PSL W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH 2018 ROKU.

Wielu lokalnych działaczy…

View original post 790 słów więcej

 

Kaczyńskiego sraka i padaka. Z życia pasqud 30

25 Lip

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano powtórne postanowienie o zwolnieniu jej z tajemnicy. Chodzi o zeznania w śledztwie dot. Tzw zdrady dyplomatycznej. O zdradę @donaldtusk oskarżany jest przez @Macierewicz_A

Rzekoma zdrada dyplomatyczna Tuska

Tłumaczka miałaby zeznawać w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej, o którą Donalda Tuska oskarża Antoni Macierewicz. Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej twierdzi, że w trakcie rozmowy ówczesnego premiera Polski z Putinem 10 kwietnia 2010 roku padły istotne słowa, które miałyby pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy prezydenckiego Tupolewa.

Wbrew dobrej zmianie

W wywiadzie z marca tego roku Fitas – Dukaczewska przyznała, że zrezygnowała z pracy dla najwyższej rangi urzędników państwowych zaraz przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy. “Nie chciałam mieć nic wspólnego z obecną władzą (…) Nawet gdybym nie miała żadnego klienta do tłumaczenia, to wolałabym dawać korepetycje, niż pracować na rzecz >>dobrej zmiany<<“ – mówiła. Teraz prokuratura pod przywództwem Zbigniewa Ziobro chce, by zeznawała w sprawie Tuska. Skoro odmawia to władza przez choćby media narodowe może obwieścić wszem i wobec, że z pewnością coś ukrywa, coś soczystego, co z pewnością wyjaśniłoby, że za tragedią w Smoleńsku stoi wielki spisek, o którym nigdy przecież się nie dowiemy…

O tym, że w poprzednią sobotę podczas marszu równości, który odbywał się w Białymstoku, kibole i narodowcy zakłócili manifestację, wiele już napisano. Doszło do starć z policją, zaś w kierunku maszerujących poleciały kamienie, butelki i race. Część uczestników parady zostało rannych, a Komendant Główny Policji publicznie zapowiedział, że nikt w tej sprawie nie pozostanie bezkarny.

Z tej okazji Roman Giertych postanowił zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, a mianowicie na to, że dobra zmiana po raz kolejny skutecznie odwraca uwagę Polaków od stosu piętrzących się problemów, których władza nie potrafi lub nie chce rozwiązać. 

Jak wylicza Giertych:

Kolejny dzień PR-owcy PiS zaliczają sukces, bo nie mówimy o: aferach PiS, rosnących cenach, katastrofie w służbie zdrowia i edukacji, malejącej produkcji, zerowej pozycji Polski w UE. Ci którzy w dobrej (lub nie) wierze poruszają jakikolwiek inny temat są przyjaciółmi PiS“.

Pomijając fakt, że dla funkcjonowania demokracji poszanowanie praw mniejszości jest zagadnieniem fundamentalnym, które w Polsce PiS jest non stop łamane, to trudno się z Giertychem nie zgodzić.

Dobra zmiana non stop w sprytny sposób obraca kota ogonem, odwracając przy tym uwagę Polaków od takich katastrof jak zapaść służby zdrowia, drożyna w sklepach, czy nieudana reforma edukacji…

Może warto przypomnieć, że w faszystowskich Niemczech w 1937 roku powstała „Narodowa Centrala do Walki z Homoseksualizmem i Aborcją”. Uroda nazewnictwa bardzo przypomina instytucje, które teraz powstają w Polsce.

Faszystowskie Niemcy, tak jak chce tego naczelny „Gazety Polskiej” i paru biskupów, po kilku latach rządów Hitlera a pod szczególną pieczą Himmlera, były rzeczywiście „wolne od LGBT”. Co prawda trzeba było w tym celu użyć obozów koncentracyjnych, ale dziś można prościej: można zgnoić, zastraszyć, pobić, ocenzurować, nie pozwolić żyć. Z błogosławieństwem władzy i Kościoła.

W którą to stronę zmierzasz Polsko PiS? Jak daleko oddalisz się od demokracji i chrześcijaństwa?

Prof. Magdalena Środa zareagowała na decyzję sklepu Empik i stacji paliw BP ws. nierozpowszechnia propisowskiej Gazety Polskiej z naklejką strefa wolna od lgbt.

Są tacy, którzy twierdzą, że Witold Gombrowicz tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

Dziś 50. rocznica śmierci Witolda Gombrowicza. Można ją obchodzić 24 i 25 lipca, bo różne źródła różnie podają, a to dlatego, że jak pisze w biografii Klementyna Suchanow, Gombrowicz zmarł przed północą, ale śmierć stwierdzono po północy. Są i tacy, którzy twierdzą, że tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

***

Ciągle słychać, jacy to my, Polacy, jesteśmy wielcy, potężni i że najbardziej na świecie cierpieliśmy.
Kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w jednym z tych zebrań poświęconych wzajemnemu polskiemu krzepieniu się i dodawaniu ducha… gdzie odśpiewawszy „Rotę” i odtańczywszy krakowiaka, przystąpiono do wysłuchiwania mówcy, który wysławiał naród, albowiem „wydaliśmy Szopena”, albowiem „mamy Curie-Skłodowską” i Wawel, oraz Słowackiego i Mickiewicza, i poza tym byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Ale ja odczuwałem ten obrządek jak z piekła rodem, ta msza narodowa stawała się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni, wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie – i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena, a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm. Geniusze! Do cholery z tymi geniuszami!

Dążyłem do tego, żeby Polak mógł z dumą powiedzieć: należę do narodu podrzędnego. Z dumą. Albowiem, jak łacno zauważycie, takie powiedzenie tyleż poniża, co wywyższa.

Zaraz ktoś powie, że nie jest pan patriotą.
Czy ja, broniąc Polaków przed Polską, jestem czy nie jestem patriotą? Gdyż przecie Polska składa się z Polaków. Im silniejszy, im zdolniejszy do życia i rozwoju będzie Polak, tym żywotniejsza, silniejsza stanie się Polska. Mnie nie idzie o to, aby zniszczyć nasze poczucie wspólności z narodem, tylko o to, aby Polak przestał na kolana padać przed Polską – aby potraktował ją „z góry”, twórczo, jako coś, co przez niego musi być stwarzane. Jako dzieło swoje, nie jako Boga swojego.

Polski katolicyzm tak nas ukształtował, że na kolana padamy?
Katolicyzm taki, jaki urobił się historycznie w Polsce, rozumiem jako przerzucenie na kogoś innego ciężarów nad siły. Jest to zupełnie jak stosunek dzieci do ojca. Dziecko jest pod opieką ojca. Ma go słuchać, szanować i kochać. Wypełniać jego przykazania. Więc dziecko może pozostać dzieckiem, ponieważ wszystka „ostateczność” przekazana jest Bogu Ojcu i jego ziemskiej ambasadzie, Kościołowi. Polak uzyskał w ten sposób świat zielony – zielony, gdyż niedojrzały, ale zielony także dlatego, że w nim łąki, drzewa są kwitnące, nie zaś czarne i metafizyczne.

Mnie, który jestem okropnie polski i okropnie przeciw Polsce zbuntowany, zawsze drażnił polski światek dziecinny, wtórny, uładzony i pobożny. Polską nieruchomość w historii temu przypisywałem. Polską impotencję w kulturze – gdyż nas Bóg prowadził za rączkę. To grzeczne polskie dzieciństwo przeciwstawiałem dorosłej samodzielności innych kultur. Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę poczciwą i „zacną”, rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów… Mojej działalności literackiej przyświeca idea, żeby wydobyć człowieka polskiego ze wszystkich rzeczywistości wtórnych.

Jak to zrobić?
Dojrzewamy pomimo wszystko, gdzieś na samym spodzie. Jeżeli katolicyzm wyrządził, w moim pojęciu, wielkie szkody polskiemu rozwojowi, to ponieważ spłycił się w nas do wymiaru zbyt łatwej i zbyt pogodnej filozofii, będącej na usługach życia i jego bezpośrednich potrzeb. Z katolicyzmem głębokim, tragicznym nietrudno porozumieć się dzisiaj literaturze, albowiem zawiera on tę treść emocjonalną, która i w nas rośnie, gdy spoglądamy na rozwydrzenie świata.

Odwrót! Odwrót! Odwrót! Z chwilą gdy pojmiemy, żeśmy daleko zabrnęli, gdy zechcemy wycofać się z siebie, genialny Chrystus poda nam rękę: ta dusza jak żadna inna poznała sekret odwrotu. Nauka, która rozwaliła państwo rzymskie, jest sprzymierzeńcem naszym w walce o zburzenie wszystkich zbyt wyniosłych gmachów, jakie dzisiaj budujemy, o dotarcie do nagości i prostoty, do zwykłej, elementarnej cnoty.

Co kryją w sobie prywatne zapiski polskich pisarzy

A wie pan, że podczas Marszu Równości w Białymstoku pewna kobieta powiedziała właśnie, że Jezus nie szedłby z tymi, którzy rzucają kamieniami w ludzi różnych od siebie? Możliwy jest odwrót? Powrót do elementarnych cnót?
Już pisałem w innym miejscu o tym naszym alter ego, które na gwałt domaga się głosu. Historia zmusiła nas do hodowania w sobie pewnych tylko cech naszej natury i jesteśmy nadmiernie tym, czym jesteśmy – jesteśmy przestylizowani. A to tym bardziej iż, wyczuwając w sobie obecność tamtych innych możliwości, pragniemy je gwałtem unicestwić.

Jak na przykład przedstawia się sprawa naszej męskości? Polakowi (w przeciwieństwie do rasy łacińskiej) nie wystarcza, iż do pewnego stopnia jest mężczyzną, chce on być mężczyzną bardziej, niż jest, rzec można: narzuca sobie mężczyznę, jest tępicielem własnej kobiecości. I jeśli się zważy, że historia zmuszała nas zawsze do życia wojskowego i wojowniczego, ów gwałt psychiczny staje się zrozumiały. Tak to lęk przed kobiecością sprawia, iż decyzje nasze stają się sztywne i zwracają się przeciw nam, zaznacza się niezręczność osób, które obawiają się, iż nie będą na wysokości swego postulatu, zanadto „chcemy być” tacy, a nie inni, wskutek czego za mało „jesteśmy”.

Jeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor…), to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia.

Tak to chyba działa z podsycaniem strachu przed tym szatańskim LGBT, czyli innością.
Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment, aby uruchomić tę drugą naszą osobowość – dzisiaj, nie tylko dlatego, że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata, także dlatego, że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa, ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.

Odkryjemy tego drugiego Polaka, gdy zwrócimy się przeciwko sobie. A zatem przekora powinna stać się dominantą naszego rozwoju. Będziemy musieli na długie lata oddać się przekorze, szukając w sobie tego właśnie, czego nie chcemy, przed czym się wzdragamy.

Literatura też powinna stać się przekorna?
Literaturę powinniśmy mieć akurat przeciwną tej, która dotąd się nam pisała, musimy szukać nowej drogi w opozycji do Mickiewicza i wszystkich królów duchów. Literatura owa nie powinna utwierdzać Polaka w jego dotychczasowym pojęciu o sobie, lecz właśnie wyłamywać go z tej klatki, ukazywać, czym dotąd nie ośmielił się być. Historia? Trzeba, abyśmy się stali burzycielami własnej historii, opierając się tylko na naszej teraźniejszości – gdyż właśnie historia stanowi nasze dziedziczne obciążenie, narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, zmusza, abyśmy upodabniali się do historycznej dedukcji, zamiast żyć własną rzeczywistością.

Ale najdotkliwsze będzie: zaatakować w sobie polski styl, polską piękność, stworzyć nową mitologię i nowy obyczaj z drugiej naszej półkuli, z tamtego bieguna – rozszerzyć i wzbogacić naszą piękność w ten sposób, aby Polak mógł podobać się sobie w dwóch sprzecznych ze sobą postaciach – jako ten, kim jest w tej chwili, i jako ten, który burzy w sobie tego, kim jest.

Po co Gombrowiczowi ten „Kronos”

Historia narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, a w dodatku mamy poczucie zalewu głupoty.
Kryzys intelektualny, jaki przeżywamy, nie tyle może należy przypisać zwątpieniu w siłę rozumu, ile temu, że jego zasięg jest tak nieznaczny. Z przerażeniem ujrzeliśmy, że otacza nas milionowy bezmiar umysłów ciemnych, które porywają nam prawdy nasze, aby je paczyć, pomniejszać, przerabiać na narzędzie swoich namiętności; i odkryliśmy, że ilość ludzi jest bardziej decydująca niż jakość prawd.

Był pan, co tu kryć, kiepskim uczniem i ledwo przemykał z klasy do klasy. Ale pana biografka Klementyna Suchanow uważa, że byłby pan dobrym ministrem edukacji, bo pisał pan o akceptacji kompleksów.
W dniu, w którym ujawni się cała prawda o tym nauczaniu szkolnym – dzień ten jest jeszcze bardzo odległy – ludzkość znajdzie się w obliczu wielkiej mistyfikacji i monstrualnego oszustwa. Wyjdzie na jaw wtedy, że nauczyciel ględzi, uczeń nie słucha; że nikt nic nie robi; że uczeń oszukuje, nauczyciel daje się oszukiwać; że gdyby ścisnąć 30 godzin intensywnej nauki, starczyłyby ze trzy kwartały obecnej szkoły.

I na koniec wróćmy do literatury. Ostrzegał pan przed szczerością.
Niczego nie lękam się bardziej jako pisarz. Naiwna prostolinijna szczerość w literaturze jest do niczego. I oto znów jedna z dynamicznych antynomii sztuki: im bardziej jest się sztucznym, tym bardziej można być szczerym, sztuczność pozwala artyście na zbliżenie się do prawd wstydliwych.

Bardzo lubię pana wykład o szczęściu wygłoszony Ricie na 30. urodziny. Brzmiał on tak: „Szukanie szczęścia i duchowego komfortu to życiowa tandeta. Trzeba umieć bawić się drobiazgami i wkładać możliwie najwięcej z siebie w to, co się robi. Masz 30 lat. Starzejąc się, człowiek staje się podmiotem, a przestaje być przedmiotem. Przez to świat staje się o wiele bardziej interesujący. Dopiero stając się podmiotem, kobieta zaczyna żyć naprawdę i może znieść starzenie się. Tylu ciekawych rzeczy się nie zauważa, jeśli myśli się tylko o tym, żeby się podobać. A samotność? Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedyś, żeby psy spacerowały pod rękę?”.
Podobno są tacy, którzy widzieli.

***

Odpowiedzi pochodzą z książek: „Dziennik”, „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie”, „Testament. Rozmowy z Dominique de Roux”, „Publicystyka, wywiady, teksty różne” oraz „Gombrowicz w Argentynie” (ostatnia autorstwa Rity Gombrowicz).

Sekretne dzienniki Gombrowicza

Donald Tusk prętem po pisowskiej kracie. Z życia pasqud 27

22 Lip

Nie milkną echa tego, co wydarzyło się podczas sobotniej Parady Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani próbowali blokować jej przemarsz, rzucali kamieniami i butelkami, doszło do bijatyk i przepychanek. – Kibole, antysemici, homofobia – nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy”– skomentował na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

A co mówi jeden z przedstawicieli obecnej władzy, czyli obecny szef resortu edukacji Dariusz Piontkowski? Zamiast ostro potępić zachowanie kiboli, wygłosił kuriozalny komentarz. – „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane” – stwierdził w TVN 24. Tylko tyle miał do powiedzenia w tej sprawie Piontkowski…

A na stronie internetowej parafii św. Jadwigi Królowej w Białymstoku czytamy: – „Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją”.

Ta władza ośmiela różnych ludzi do różnych zachowań. Widzimy się w lepszej Polsce na jesieni?” – zapytał jeden z internautów.

Cala Polska wciąż żyje wydarzeniami, które miały miejsce w sobotę, w Białymstoku. Bezpardonowy atak na uczestników Marszu Równości wywołał szok, złość i wielu oczekuje teraz na zdecydowane działania władzy, by nigdy więcej taka sytuacja się nie wydarzyła. Jednak nie wszyscy chyba rozumieją, co się stało i interpretują wydarzenia po swojemu.  Szef MEN uważa, że tego typu marsze nie powinny być w przyszłości organizowane, bo budzą powszechny opór. Parafia św. Jadwigi Królowej dziękowała agresorom za obronę miasta, choć teraz temu zaprzecza.

Daniel Liszkiewicz, wiceszef publicystyki TVP Info, też ma swoją teorię na ten temat. Uważnie przejrzał cały materiał, przeanalizował nagrania, na których widać atak „prawdziwych patriotów” na uczestników marszu i stwierdził, że …. to zwykła ustawka. Dowody na potwierdzenie swojej tezy zamieścił na Twitterze i tak, „sek.14- rozluźnienie pięści kończące się klepnięciem w ramię otwartą dłonią. sek. 20 cios kolanem obok ofiary sek. 26 – symulowany cios kolanem sek 31- symulowany cios butem”.

Na reakcję internautów nie musiał długo czekać.  Paweł Biedrowski już wszystko rozumie – „Aha, czyli to geje wynajęli kilku osiłków, dali im po 25 zł na flaszkę by dostać od nich wpierdol. No tak, to brzmi logicznie. Jak by kogoś zabili to pewnie też pan pisał, że to było zaaranżowane w celach czarnego PR-u dla środowisk narodowych”,

Radosława zauważa, że „słychać strzały. Trzeba to potwierdzić eksperymentem z parówkami”, a Loki stwierdza krótko – „Boże, gdyby głupota miała skrzydła, to by pan latał jak gołębica”.

Jestem ciekawa, co by musiało się wydarzyć, by osoby związane z partią rządzącą dostrzegły zło, zrozumiały, że coraz większa samowolka środowisk narodowych jest efektem „polityki miłości”, jaką od lat uskutecznia polski kościół i PiS. Czy dopiero krwawa jatka otworzy im oczy na tego potwora, którego z taką lubością hodują?

Od wielu lat partia Kaczyńskiego gra na niskich instynktach: nietolerancji, chciwości czy szowinizmie narodowym, a także na strachu

Głupotę nie zawsze rozpoznać można na pierwszy rzut oka, bo rzadko ma głupią minę. Częściej przybiera oblicza skrywające rzeczywistą postać i używa słów maskujących bezsensowną treść. W zakamuflowanej postaci głupota potrafi jednych zbić z tropu i obezwładnić, a innych zmylić, omamić albo nawet uwieść. Bywa narzędziem polityki, reklamy i nawiedzonych mediów. W dawkach rozproszonych często usprawiedliwia kłamstwa i przekręty. Aplikowana w dużym stężeniu może stać się ideą.

W polskiej rzeczywistości ostatnich lat głupota święci wyjątkowe tryumfy.  Żaden z moich zagranicznych znajomych nie potrafi zrozumieć, jak to możliwe, by przez całe lata w przestrzeni publicznej sporego kraju funkcjonowały akceptowane przez dużą część społeczeństwa absurdalne idiotyzmy czyniące z tragicznej katastrofy komunikacyjnej zamach bombowy. Nie pojmują mechanizmu który wypadek lotniczy przekształcił w spisek z udziałem głów państw i akt odwetu krajowych konkurentów politycznych, z zemsty uśmiercających także własnych przyjaciół. Ludzie z krajów bardziej cywilizowanych nie rozumieją, dlaczego dziwni i niebezpieczni ludzie opowiadający na przekór faktom o sztucznych mgłach, wybuchach i dobijaniu rannych, nie są jeszcze izolowani i leczeni.

Głupota miewa rozmaite twarze. Widzę ją na marsowym obliczu europosła, który z niejednego pieca ośmiorniczki jadał, a teraz, powołując się na zasady przyzwoitości i lojalności, wykrzykuje pretensje do opozycji, że nie poparła ani Zdzisława Krasnodębskiego ani Beaty Szydło w wyborach na wysokie unijne stołki. Zdaniem tego pana z oczywistego poczucia patriotyzmu należy popierać dowolnego Polaka, nawet tego, kto nie kryje, że zamierza sypać piasek w unijne tryby. Nie rozumie (albo tylko udaje głupiego), że szkodząc Unii szkodzimy Polsce. Europoseł PiS zdaje się mówić: choćbyśmy zdemolowali do końca polską demokrację, choćbyśmy ze szczętem skompromitowali Polskę w oczach świata, to musicie nas popierać, bo my, to my, a oni to obcy, wrogowie, a przede wszystkim koszmarni egoiści.  Ale gdyby go spytać o definicję egoisty, to pewnie powiedziałby: – Egoista to jest taki facet, który bardziej troszczy się o siebie, niż o mnie!

Głupota wyziera ciekawie z twarzy faceta, który – korzystając prawdopodobnie z urlopu głównego machera propagandy PiS – dorwał się do produkcji „przekazów dnia”.  Efekty widać, słychać i czuć. Beaty Szydło nie wybrano w odwecie za to, że ona nie wybrała Timmermansa, chociaż wybrano Słowaczkę, która też na Timmermansa nie głosowała. PiS podejmuje w Unii znakomite decyzje kadrowe, bo katolicka do bólu partia, która właśnie uwalnia Polskę z niewoli niemieckiego kondominium, partia strasząca niegdyś dziadkiem z Wehrmachtu , wolała niemiecką minister obrony i luterankę od Holendra katolika. Kompromitująca klęska polskiego kandydata na wiceszefa NATO jest dla rodaków wiadomością radosną, więc kiedy funkcję tę otrzymał mało znany polityk z Rumunii, Mircea Geoana, rzecznik prezydenta ucieszył się, że taki świetny polityk jak Krzysztof Szczerski „zostanie z nami”. A tak w ogóle – w partyjnym przekazie propagandowym PiS główną przyczyną licznych klęsk PiS na międzynarodowym forum, oprócz nieustannych knowań Donalda Tuska, jest obecność w Parlamencie Europejskim dużej grupy posłów „alergicznie reagujących na polityków, których programy zbudowane są w oparciu o fundament wartości chrześcijańskich” – jak wyjaśnił szef KPRM Michał Dworczyk.

Durnie od propagandy dzielą się z Polakami swoim głębokim zdumieniem. Czemu Europa nie dostrzega pełnego poparcia PiS dla wszelkich reguł traktatu unijnego, ani entuzjazmu dla projektu wzmacniania Unii, ani szacunku dla jej symboli – flagi i hymnu?  Dlaczego w Unii nie chcą zauważyć, że Polska jest wyspą wolności, wzorem demokracji i ostoją praworządności? Czemu nie doceniają naszej wzorowej tolerancji dla innych poglądów i postaw? Dlaczego nie widzą życzliwych i koncyliacyjnych wypowiedzi władz Polski i ich gotowości do wszelkich kompromisów?

Głupota polska ma nienawistną twarz narodowców i kiboli atakujących w Białymstoku pokojową demonstrację przeciwników homofobii.  Ma również tępą minę jakiegoś policmajstra wysyłającego zbrojne oddziały w celu spacyfikowania legalnej pokojowej demonstracji ekologów z „obozu dla klimatu” w pobliżu Konina. Miewa też kamienną twarz ministra, gdy zapewnia, że reforma oświatowa przebiega bez zakłóceń, a całe zamieszanie to skutek fałszywych informacji rozsiewanych przez opozycję i wrogie media.  Nieskrywana głupota wyziera z twarzy urzędników, którzy nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że tysiące dzieci zamiast cieszyć się wakacjami po traumie kwalifikacji do nowych szkół, całymi dniami, często od czwartej nad ranem, stoją w ogromnych kolejkach do nielicznych lekarzy medycyny pracy po świadectwa zdrowia, bez których nie rozpoczną nauki w technikach i szkołach branżowych.

Oprócz głupoty nakładającej dla kamuflażu rozmaite maski , w przyrodzie polskiej występuje też głupota bezczelna, demonstracyjna i cyniczna.  W pełnej krasie objawiła się właśnie wśród ludzi, którzy wymyślili hasło przewodnie obecnej kampanii wyborczej PiS. Hasło, które brzmi: ALBO MY, ALBO LGBT. Od wielu lat partia Kaczyńskiego gra na niskich instynktach: nietolerancji, chciwości, czy szowinizmie narodowym, a także na strachu. Sama produkuje zagrożenie, ogłaszając potem, że jest jedynym remedium i wyłącznym obrońcą przed wymyślonym niebezpieczeństwem. PiS straszył nas już Niemcami i Rosją, wrogą Unią, uchodźcami, terrorystami, przekupnymi sędziami czy lekarzami, przez których już nikt „pozbawiony życia nie będzie”. Teraz padło na gejów i lesbijki.

Kaczyński chce za wszelką cenę uzyskać większość konstytucyjną, ale wie, że jego kiełbasa wyborcza się kończy. Coraz więcej Polaków dostrzega groźne symptomy finału eldorado: wzrost cen, zwiększającą się inflację, ogromne zadłużenie, spadek produkcji i coraz groźniejszy dla polskich kieszeni ostracyzm Unii, gotowej obcinać dotacje w odpowiedzi na bezprawie rządzących.  W normalnej konfrontacji wyborczej Kaczyński może więc wygrać, ale nie osiągnąć swojego celu. Dlatego nie zamierza z PO, PSL, Nowoczesną ani lewicą prowadzić normalnej walki wyborczej na projekty. Jego wrogiem będzie LGBT, które – jak ogłosił Kaczyński – opanowało opozycję, gotową seksualizować nawet małe dzieci. Partnerem w tej wojnie jest już Ordo Iuris, które zażądało od organizacji pozarządowych, zajmujących się tolerancją i równouprawnieniem, dostarczenia „informacji publicznej” w postaci dokumentacji i wszelkich umów. Do pomocy zgłosiły się też lizusowskie media na czele z gazetą, która upowszechnia naklejkę z napisem „Strefa wolna od LGBT”.

***

Głupich może i nie sieją, ale głupota rozsiewana jest u nas z wielkim upodobaniem. Obficie użyźniana i codziennie podlewana cuchnącym nawozem przynosi durniom obfite plony. Pleniąc się dzisiaj na każdym niemal poletku, zagłusza zdrowe uprawy, niezbędne ludziom do przyzwoitego życia.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Władza w rękach prostaka. Z życia pasqud 25

20 Lip

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia Fabryka Równości z Łodzi. O wspomnianej akcji w artykule „Tygodnik Sakiewicza z homofobiczną naklejką – „Jakie to uczucie nawiązywać do spuścizny nazistów?”.

Pismo ultrakatolickiej organizacji trafiło także do Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet BABA z Zielonej Góry. – Jeżeli Ordo Iuris chce wiedzieć o nas wszystko i musimy udostępnić im więcej informacji niż prokuraturze, ministerstwom, kontrolerom ZUS, NIK i kto nas tam jeszcze sprawdzał ostatnimi laty, to znaczy, że jesteśmy w ścisłej czołówce ogólnopolskich organizacji pozarządowych broniących praw człowieka i praworządności w Polsce” – czytamy na Facebooku Stowarzyszenia.

W rozmowie z „GW” prezes BABY Anita Kucharska-Dziedzic dodała: – „My nie mamy nic do ukrycia. Wszystkie sprawozdania publikujemy regularnie na naszych stronach. Będziemy dopytywać, co chcą wiedzieć konkretnie, bo pismo jest dość niejasno sformułowane. Materiałów, o jakie wnioskują jest tak dużo, że chyba prościej będzie zaprosić ich do nas, by na miejscu przejrzeli sobie wszystkie segregatory”.

>>>

Jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek – mówi Tomasz Siemoniak, wiceszef Platformy Obywatelskiej, były minister obrony narodowej. – Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim – dodaje

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od najtrudniejszego pytania: dlaczego nie udało się znowu zjednoczyć opozycji? Co poszło nie tak?

TOMASZ SIEMONIAK: Duże znaczenie miała decyzja PSL-u, aby opuścić Koalicję Europejską. Tym samym szeroki blok stworzony na wybory europejskie przestał istnieć. Po rozmowach i próbach stworzenia go na nowo uznaliśmy, że jest to sytuacja, w której pewne sprawy trzeba przeciąć. Zdecydowaliśmy się nie kontynuować formuły partyjnej, która najwidoczniej się nie sprawdza, i zmienić formułę na obywatelskie listy ze społecznikami, członkami organizacji pozarządowych, samorządowcami. Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim. Chcemy, aby nasze listy przyciągnęły jak najwięcej wyborców, dały powiew świeżości i obywatelskiej energii.

ODWOŁUJEMY SIĘ NIE TYLKO DO KONKRETNYCH ŚRODOWISK, ALE TEŻ DO TYCH, KTÓRZY PRZEZ 4 LATA PROTESTOWALI W OBRONIE DEMOKRACJI. LICZYMY, ŻE TU JEST OGROMNY POTENCJAŁ, BO TO SĄ LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ ZMIANY.

Dlaczego politycy PO nagle stwierdzili, że formuła partyjna się nie sprawdza? Wcześniej słyszeliśmy, że to najlepsze rozwiązanie.
Ta formuła pokazała jednak swoje ograniczenie, bo nie wygraliśmy w maju. Przyniosła co prawda dobry wynik i współpracę różnych środowisk politycznych, które wcześniej były podzielone, ale widać, że do zwycięstwa z PiS-em potrzeba czegoś więcej. Mamy swój program i nie chcemy, żeby teraz wszystko skupiło się na negocjacjach międzypartyjnych. Na posiedzeniu zarządu partii poczuliśmy, że dalsze negocjacje byłyby jałowe. W życiu i w polityce czasami tak bywa, że przychodzi moment, w którym trzeba zrobić śmiały krok do przodu.

PAROKROTNIE POKAZALIŚMY, ŻE POTRAFIMY PRZYCIĄGNĄĆ RÓŻNE ŚRODOWISKA. ZNOWU POKAZUJEMY, ŻE JESTEŚMY GOTOWI ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNEGO SZYLDU DLA DOBRA WIĘKSZEGO PROJEKTU.

To nie jest jednak krok do tyłu? Włodzimierz Czarzasty, komentując decyzję PO, mówi, że “ze zdziwieniem patrzy, jak został rozwalony największy i najlepszy projekt po transformacji”.
To są emocjonalne oceny. Bywały jednak projekty, które miały wyższe wyniki wyborcze, niż ten wynik Koalicji Europejskiej.

Ale była to jednak najszersza koalicja, jaką udało się stworzyć.
Szerokość koalicji wyznacza wynik wyborczy. Tak naprawdę przesądza nie liczba partii, tylko liczba głosów i zdolność do zwycięstwa. Broniliśmy idei Koalicji Europejskiej i szerokiego bloku, ale w momencie, kiedy zdecydowanie wyszedł z niego PSL, sytuacja się zmieniła.

WYDAJE MI SIĘ, ŻE ANI PSL, ANI SLD NIE PÓJDĄ DO WYBORÓW JAKO KOALICJE, TYLKO POD WŁASNYMI SZYLDAMI.

Powstanie przecież lewicowa koalicja SLD, Wiosna i Razem.
Skończy się tak, że na listach SLD pojawią się działacze Wiosny i Partii Razem. Przecież Włodzimierz Czarzasty nie zaryzykuje po raz drugi tego, aby nie przekroczyć progu wyborczego. A PSL nawet nie ma z kim zawrzeć takiej koalicji. PiS też idzie do wyborów jako partia, biorąc na listy przedstawicieli dwóch innych partii. Więc jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek.

W takiej konfiguracji przecież trudniej będzie wygrać z PiS-em.
Wierzyliśmy w szeroki blok i walczyliśmy o to do końca, ale nikogo nie można do niczego zmusić.

LICZYLIŚMY, ŻE KOLEDZY I KOLEŻANKI Z PSL-U, BIORĄC POD UWAGĘ INTERES POLSKI, ZDECYDUJĄ SIĘ JEDNAK DO NAS PRZYŁĄCZYĆ. OSTATECZNIE STAŁO SIĘ, JAK SIĘ STAŁO. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO BIERZE PSL. MÓWIĘ TO NIE PO RAZ PIERWSZY – TAKA DECYZJA LUDOWCÓW TO OGROMNY BŁĄD.

Od dzisiaj mamy nową sytuację i skupiamy się na pracy jako Koalicja Obywatelska. Za tydzień chcemy pokazać dużą część list.

Może trzeba było przyjąć pod skrzydła KO chociaż polityków lewicy?
Uważaliśmy, że to nie jest dobry pomysł, bo szeroki blok ma sens tylko wtedy, kiedy znajdą się w nim wszystkie podmioty, które były w KE. Przyjęliśmy według nas najlepsze i optymalne rozwiązanie. Decyzja zarządu partii była jednomyślna. Współpraca w przyszłości jest jednak zawsze możliwa.

W NASZYM PRZEKONANIU WYBRALIŚMY ROZWIĄZANIE, KTÓRE DAJE NAJWIĘKSZĄ SZANSĘ NA WYGRANĄ Z PIS-EM.

Jest to skutek pewnej sekwencji zdarzeń, ale także przekonania, w którym miejscu na scenie politycznej jest PO i KO.

To jest ostateczna decyzja?
Tak. Nie ma czasu na zmiany. W sensie konstrukcji koalicji decyzja jest ostateczna, ale jesteśmy otwarci na współpracę z demokratami i patriotami, ze wszystkimi, którym dobro Polski leży na sercu. Będziemy pracować jeszcze nad konkretnym kształtem list wyborczych.

Zgłasza się na nie dużo osób spoza polityki?
Z tego, co wiem, to tak. Rozmowy na razie toczą się na poziomie regionalnym. Ale do mnie czy przewodniczącego PO też zgłaszają się osoby, które chcą do nas dołączyć. Czasami są to znane nazwiska, ale czasami po prostu obywatele, którzy nie godzą się na to, co się w Polsce dzieje. Pełny obraz będziemy mieli w ciągu najbliższych dni.

MAM POCZUCIE, ŻE NOWY PROJEKT KOALICJI OBYWATELSKIEJ JEST CIEKAWY I PRZYCIĄGAJĄCY LUDZI.

Politycy będą w stanie oddać dobre miejsca takim bezpartyjnym kandydatom?
Oczywiście. Tak było już w wyborach europejskich. Na przykład jedynkę w ważnym okręgu dolnośląsko-opolskim dostała pani Janina Ochojska, a w okręgu podlaskim Tomasz Frankowski. Mamy świadomość, że w polityce warto otwierać się na nowe osoby i obdarzać je zaufaniem. Potrzeba reagowania i szukania nowych twarzy, a nie obracania się w tym samym gronie, bo tylko wtedy można coś osiągnąć.

Pan będzie kandydował?
Zamierzam kandydować.

Wiadomo z którego miejsca i gdzie?
To okaże się w przyszłym tygodniu. Musimy jeszcze wszystko dopracować, tak aby listy były jak najbardziej optymalne.

PATRZĄC NA JEDYNKI PIS-U, WIEM, ŻE NASZE LISTY BĘDĄ SILNIEJSZE W SENSIE JAKOŚCI PERSONALNEJ.

Wierzy pan, że uda się opozycji wystawić wspólnych kandydatów do Senatu?
Mam nadzieję, że bez względu na wszystko zobowiązują nas wcześniejsze ustalenia. W okręgach jednomandatowych jest tak, że jeżeli kandydaci opozycyjni będą między sobą konkurować,to przyniesie jeden skutek – wygra kandydat PiS-u. A poparty przez wszystkich kandydat opozycji ma szansę w wielu miejscach wygrać. Pokazały to już wybory w 2015 roku. Jednomandatowe okręgi po prostu wymuszają współpracę. Chcemy zresztą oddać duże pole samorządowcom, aby proponowali kandydatów do Senatu. To ma być też wyjście naprzeciw ich postulatowi, aby Senat stał się izbą samorządową.

Pytanie, czy inni się na to zgodzą.
Od dawna zapowiadaliśmy to publicznie. Myślę, że się dogadamy.

SAMORZĄDOWCY ZGODZĄ SIĘ NA DOBREGO OBECNEGO SENATORA, A MY NA ŚWIETNEGO SAMORZĄDOWCA.

Nie boi się pan, że kłótnia i podział po stornie opozycji zamiast zmobilizować wyborców przyniesie odwrotny skutek? Ludzie chyba mają już dość politycznych sporów i wierzyli w zjednoczenie.
Wyborcy byli już zniecierpliwieni tym, że mijają tygodnie, a cały czas nie wiadomo, w jakim kształcie opozycja idzie do wyborów. Te decyzje kończą dyskusje i niepewność. Wiemy już, co dalej. Za parę dni te spory będą już odległą historią. Zaczynamy walkę o głosy Polaków.

Problem zacznie się wtedy, jak opozycja będzie o te głosy walczyć między sobą.
Jest takie ryzyko, ale mam nadzieję, że kapitał wypracowany w KE pozwoli nam się pięknie różnić. Będziemy rywalizować w wyborach, ale wierzę, że nie będziemy się jednocześnie atakować i używać języka agresji. Ze strony Koalicji Obywatelskiej jest taka wola, bo wiemy, że mamy wspólny cel – odsunąć PiS od władzy.

MUSIMY TEŻ MYŚLEĆ O PRZYSZŁOŚCI.

Po wyborach świat się nie kończy. Wierzę, że po pierwszych emocjach zwycięży jednak zdrowy rozsądek i poczucie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

Sejmowa komisja śledcza ds. VAT miała w planach ponownie przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Wielu spodziewało się zatem, że niedługo po raz kolejny może dojść do żenującego widowiska kompromitacji nieprzygotowywanych polityków PiS, tak jak miało to miejsce podczas poprzedniego starcia 17 czerwca, czy głośnego przesłuchania szefa Rady Europejskiej przez komisję ds. afery Amber Gold. Do takiego wydarzenia ku zaskoczeniu dziennikarzy jednak nie dojdzie, ponieważprzewodniczący komisji poseł Marcin Horała niespodziewanie oświadczył, że rezygnuje z planów przesłuchania byłego premiera.

Polityk stwierdził, że “Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk nie będzie już przesłuchiwany”Powodem takiej decyzji ma być unikanie przez szefa Rady Europejskiej stawienia się przed komisją. Marcin Horała konkluduje, że Tusk “ma pewne narzędzia, żeby to zrobić do pewnego czasu skutecznie”.

Chodzi przede wszystkim o fakt, że komisja śledcza planowała przesłuchać przewodniczącego Rady Europejskiej we wtorek 16 lipca, jednak mecenas Roman Giertych w imieniu Donalda Tuska złożył wniosek o usprawiedliwienie jego “nieobecności na posiedzeniu komisji ds. VAT” w oparciu o natłok obowiązków na końcu kadencji szefa Rady Europejskiej. W oparciu o powyższe przewodniczący komisji wysunął wniosek:
“Było jedno przesłuchanie, wiele najistotniejszych pytań padło.Uznaliśmy, że nie będziemy się bawić w króliczka, to jest niepoważne. Musielibyśmy wygenerować kilka terminów, a każdy co mniej więcej trzy tygodnie, tak żeby dotrzymać terminów doręczeń”.

Powyższe tłumaczenia zastanawiają jednak w świetle tego, jak bardzo zdeterminowany jest PiS w doprowadzaniu do końca spraw, które są mu politycznie na rękę. Taki ruch wskazuje bowiem jasno, że przesłuchanie Tuska nie jest dla rządzących dłużej priorytetowe. Powodów ku temu jest zaś co najmniej kilka. Pierwszym oczywistym jest to, że były premier nie jest łatwą ofiarą i próby zastawienia na niego zasadzki już parę razy skończyły się większymi szkodami dla samych przesłuchujących. Drugim równie ważnym elementem jest dążenie PiS, aby komisja złożyła raport przed jesiennymi wyborami. Poseł Horała przekazał, że dokument już powstaje teraz, aby zostać zaprezentowanym w sierpniu, co pokazuje, że członkowie komisji już stworzyli wizję, którą chcą przedstawić opinii publicznej, a co za tym idzie potrzeby zdobycia nowych faktów w komisji nie ma. Również warto mieć na uwadze, że Tusk nie otwierając ruchu politycznego po eurowyborach przestał być dla władzy tak palącym zagrożeniem, przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy.

W świetle powyższych kolejne przesłuchanie nie dawało PiS większych korzyści, a wiązało się z politycznym ryzykiem, stąd decyzja Marcina Horały z tego punktu widzenia wpisuje się w strategię obozu władzy.

Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem samorządów.

Tydzień temu przyznałam się, że życie w kraju nad Wisłą przestało być moim szczęściem, a stało się pechem. Bycie teraz polskim obywatelem niesie ze sobą spore wyzwanie, bo prawo, jakie znamy faktycznie nie obowiązuje, a na dodatek partia rządząca bardzo dba, by zapewnić nam takie rozrywki, które podkopują nasze poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i spokoju społecznego. Nie ma takiego obszaru życia publicznego, w którym by nie namieszała, nie skłóciła ludzi, nie zepsuła relacji obywatelskich.

Spójrzmy na samorządy – jednostki terytorialne, niesamowicie ważne dla dobrego funkcjonowania regionów, czyli nas, mieszkańców. I cóż się dzieje? PiS, realizując własne, autorytarne cele, sprowadza władzę samorządową do podłogi, mając w nosie jej rolę w rozwoju państwa i obrzucając winą za każde własne, fatalne posunięcie. Obniża podatek z 18% do 17%, ludzie wariują ze szczęścia, a przecież oznacza to stratę dużych pieniędzy. Tych pieniędzy, które samorządowcy ładowali w szpitale, oświatę, kulturę, infrastrukturę i wiele takich inwestycji, dzięki którym ich mieszkańcom powinno żyć się lepiej. Jak obliczono, obniżenie podatku oznacza 6,2 mld zł mniej w przyszłym roku, co spowoduje regres w finansach samorządowych i jednocześnie wpłynie na pogorszenie jakości życia w regionach. Może dojść nawet do takiej sytuacji, że nie uda się spiąć budżetu i… klapa. Kto za to odpowie? Oczywiście samorząd, bo przecież PiS wie, co robi, wszystko skalkulował i wiadomo, że jeśli coś pójdzie nie tak, to dlatego, że w regionach kiepsko rządzi wroga opcja.

Podobnie jest z zerowym PIT-em dla młodych do 26 roku życia. Ci się cieszą, bo więcej będą mieli w kieszeni, ale dla samorządowców to kolejny cios w plecy – to ok. 1 mld złotych mniej w budżetach. To strata kolejnych pieniędzy, które są niezbędne, by poziom życia mieszkańców rósł. Kto będzie odpowiedzialny za spadek inwestycji, niemożność przeprowadzania wszystkich, niezbędnych prac remontowo-naprawczych itp., itd.? Oczywiście wredne samorządy…

Co więc przyjdzie ludziom z obniżonego podatku lub „zerówki dla młodych”, gdy koszty życia w ich regionie znacznie wzrosną, zabraknie inwestycji, a to, co już zrobiono, będzie sobie niszczało z braku kasy, zamiast służyć mieszkańcom?

Nie zapominajmy też o tym, czym przez ostatnie tygodnie żyje cała Polska, czyli kumulacją roczników w szkołach ponadpodstawowych. To, co władza zafundowała młodym ludziom woła o pomstę do nieba. Tysiące dzieciaków nie dostało się do wybranych szkół i mogą być skazani na takie, które zupełnie nie odpowiadają ich planom na przyszłość czy oczekiwanemu poziomowi nauczania.

Kto winny tej sytuacji? Oczywiście samorządy. Krąży już nawet teoria spiskowa, którą politycy PiS ochoczo rozpowszechniają, jakoby z naborem absolwentów było wszystko w porządku, a tylko samorządowcy, będący przeciwnikami partii rządzącej, próbują rozegrać sprawę politycznie i dowalić PiS-owi. Jarosław Gowin np. piętnuje postawę samorządowców, podając przykład genialnego potomka swoich przyjaciół, który bez problemu dostał się tam, gdzie chciał i przy okazji z obrzydzeniem piętnując młodych ludzi za zrobienie sztucznego tłumu, bo złożyli papiery do wielu szkół i klas. Cóż, pan Gowin kłamie, bo nie wie lub nie chce wiedzieć, jakie były zasady rekrutacji do szkół i nie ma opcji, by jeden uczeń przyblokował ileś tam miejsc.

Wszyscy pamiętamy, jak w trakcie kampanii samorządowej politycy PiS wręcz straszyli wyborców, usiłując ich przekonać, że głosowanie na gospodarzy miasta, gminy czy powiatu spoza partii rządzącej, odbije się wielką czkawką. Widać wyraźnie, że to nie były puste słowa. Już teraz wiadomo, czym dla samorządów skończy się polityka władzy, która skupiona jest na grze tylko do swojej bramki. Władzy, która zapewne znajdzie sposób, by „swoje” samorządy dopieścić kasą, mając pozostałe głęboko gdzieś.

Już wiadomo, że zmniejszenie podatków płynących do samorządów, podwyżki cen prądu, niedofinansowanie zadań zleconych przez władze centralne to gwóźdź do trumny i kilkaset samorządów stanie u progu bankructwa. Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem rozwoju lokalnego.

Jeszcze trochę, a wszyscy na własnej skórze odczują to, co funduje im partia prezesa. Dzisiaj jeszcze się cieszą, chwalą, wspierają, ale bliski ten czas, gdy nie będą mogli dostać się do szpitala w swoim mieście, bo będzie on zamknięty z powodu braku kasy na niezbędny remont. Gdy nie będą mogli nigdzie dojechać, bo nieremontowana droga będzie straszyła dziurami. Gdy deszcze podniosą stan wód, a samorządy niewiele będą mogły zrobić, bo nie będą miały pieniędzy na zabezpieczenie przed powodziami. Gdy ich dziecko nie załapie się do przedszkola, bo samorządu nie będzie stać na utrzymywanie tych placówek. Pojawią się problemy z dostępem do kultury czy dobrych szkół. Marzenia o nowym mieszkanku staną się fikcją, bo nie będzie miał kto dofinansować budowy, a w krajobrazie zaczną straszyć stare, niewyremontowane budynki, bo nie będzie jak przywrócić ich do świetności. O nowej kanalizacji i innych udogodnieniach, ułatwiających życie też trzeba będzie zapomnieć, podobnie jak o pomocy osobom chorym, zniedołężniałym, starym.

Jestem przekonana, że w tym szaleństwie jest metoda. W końcu politycy PiS to mistrzowie manipulacji i zapewne uda im przekonać swój elektorat, że partia jest super, tak bardzo „proobywatelska”, a całą winą za gorsze życie ponoszą tylko samorządy, które udają, że niczego nie rozumieją i prowadzą swoją wydumaną wojenkę z prawdziwymi wartościami i fantastycznym zarządzaniem prezesa i jego ludzi. Samorządom na pohybel, nawet kosztem swoich ukochanych obywateli… to jedno z haseł PiS, które idzie po władzę autorytarną, a nam funduje coraz większą huśtawkę społeczną.

Ciąg dalszy za tydzień.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>