Narutowicz, 20.01.2019

 

20.01.2019

PMM: Niech to, co się stało, będzie momentem przełomu. Apeluję do wszystkich polityków, liderów opinii, ludzi mediów, kultury: uczyńmy nasze życie publiczne lepszym

– Bardzo potrzebujemy tego narodowego pojednania i zgody. Podobnie jak wszyscy Polacy, jestem wstrząśnięty zabójstwem śp. prezydenta Pawła Adamowicza. Przez recydywistę, szaleńca, człowieka ponad wszelką wątpliwość chorego, psychicznego, zginął prezydent Gdańska, człowiek będący na służbie. Zginął podczas wydarzenia, które miało łączyć w dzieleniu się dobrem. Stało się wielkie zło. Ale spróbujmy przekuć je w dobro. Niech to, co się stało, będzie momentem przełomu. Apeluję dlatego do wszystkich polityków, do liderów opinii, ludzi mediów, ludzi kultury: uczyńmy nasze życie publiczne lepszym, a debatę publiczną uczyńmy spokojniejszą, mądrzejszą i pełną należytego szacunku do siebie nawzajem. Tak zresztą też rozumiem słowa rodziny sp. prezydenta Adamowicza, wzywające do obniżenia temperatury sporu, do pozbycia się, do niekarmienia agresji różnymi słowami czy czynami – stwierdził premier Mateusz Morawiecki na konferencji z okazji 145. rocznicy urodzin Wincentego Witosa w Wierzchosławicach. Jak dodał:

„Bądźmy ludźmi, którzy nie tylko mówią, ale też rozmawiają. Bądźmy ludźmi, którzy nie tylko słyszą, a i słuchają. Spierajmy się, ale też wspierajmy się. Dziś to ważny dzień, żebyśmy wyciągnęli z tego lekcje, żebyśmy te krzywdzące oskarżenia, które padają niekiedy, odstawili. Żeby to, co się stało, nie był kolejnym rozdziałem wojny polsko-polskiej, tylko żeby pomogło nam wypracować dobro. To tak ważne dla naszego narodu. Te cechy pojednania i zgody są kluczowe dla rozwoju całego naszego narodu, społeczeństwa, gospodarki w XXI wieku. Do wykorzystania szans, o które walczyli ojcowie naszej niepodległości, o które walczył Wincenty Witos. Mniej walki, więcej solidarności – to słowa naszego papieża Jana Pawła II, które padły w Gdańsku ponad 30 lat temu. Niech one zapadną nam głęboko w nasze serca i nasze umysły. Walka nie może być ważniejsza od solidarności – tak mówił nasz papież. I dlatego niech te wydarzenia będą takim momentem, który pozwoli nam w sposób ogólnonarodowy pozbyć się tych największych animozji  niechęci, wzajemnych sporów. Niech ten moment będzie momentem przełomowym, z którego obudzimy się w lepszej Polsce. Chciałbym poprosić, żebyśmy przeciwstawiali się wszelkiej agresji, w internecie, debacie publicznej, na ulicach, w języku mediów, w różnych miejscach. Nauczmy się wreszcie odpowiedzialności, większej odpowiedzialności, za nasze słowa, nasze czyny, nasze gesty. Niech też wszystko to, co robimy, będzie robione z myślą o lepszej Polsce, o pojednaniu, o zgodzie narodowej. Bo nie ma ważniejszej sprawy niż Polska i rzeczywiście jestem przekonany i chciałbym, podobnie jak wierzę, że chcieliby tego wszyscy Polacy, żebyśmy z tej lekcji wyciągnęli wnioski. Nauczmy się rozmawiać językiem godnym debaty publicznej i szanujmy się. Szanujmy się, bo szanując siebie, szanujemy Polskę”

 

Bieńkowska: To był mord polityczny i mord absolutnie spowodowany tym, co jedna strona w Polsce robi

– Wie pan, ja w to cały czas nie wierzę, od tej niedzieli. Z różnych powodów, dlatego że znałam Pawła. Teraz wszyscy są jego przyjaciółmi, ale ja byłam jego bardzo dobrą znajomą, bardzo dobrze go znalałam. Przyjaciółką nie byłam – stwierdził Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z Oko.press. Jak dodała:

„Mówiłam moim kolegom w Brukseli, że coś się w Polsce stanie, że jakaś straszna rzecz się stanie. Przecież wisi nad nami chmura nienawiści. Przecież wiemy, co się dzieje od trzech lat. Od trzech lat. Więcej jeszcze, ale od trzech lat rzeczywiście osobiście to odczuwałam, przecież wszyscy to wiemy. Wielokrotnie to mówiłam. Natomiast nikt nigdy nie przypuszczał, że to doprowadzi do takiego aktu, jak tutaj się stało”

– To był mord polityczny i mord absolutnie spowodowany tym, co jedna strona w Polsce robi – dodała.

300polityka.pl

 

Prezydent Sopotu o Pawle Adamowiczu: Politycznie został sam, bo Platforma zrobiła głupstwo po prostu

Paweł został w pewnym momencie sam politycznie; PO zrobiła głupstwo, nie umiała odczytać, kogo traci – powiedział w niedzielę prezydent Sopotu Jacek Karnowski, wspominając zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Karnowski, który wziął udział w wieczorze wspomnień, poświęconemu tragicznie zmarłemu prezydentowi Gdańska, zorganizowanym w Europejskim Centrum Solidarności, zauważył w swoim wystąpieniu, że Paweł został w pewnym momencie sam, sam politycznie. Jego pierwszy raz atakowano przecież w 2001 r. bardzo mocno prokuraturą, mnie potem – wskazał. Nawiązał też do późniejszego rozstania Pawła Adamowicza z PO, z którą związany był w latach 2001-2015. Paweł został sam, bo Platforma zrobiła głupstwo po prostu, nie umiała odczytać, kogo traci; myślę, że do dzisiaj nie bardzo to wszystko umie sobie poukładać – ocenił Karnowski. Jak dodał, mimo to, Adamowicz – m.in. za namową Olka (Aleksandra Halla – PAP) – zdecydował, że będzie (ponownie – PAP) kandydował na prezydenta miasta Gdańska. Karnowski podkreślił jednocześnie, że w obliczu ataków obaj z Adamowiczem zawsze mogli liczyć na siebie nawzajem, a także na Olka, na młodych konserwatystów, na naszych przyjaciół.

Prezydent Sopotu przekonywał ponadto, że zmarły miał jedną wyższość zdecydowaną nad innymi prezydentami miast: umiał sobie wychować następców. Doprecyzował, że ma na myśli m.in. pierwszą zastępczynię Adamowicza, obecnie p.o. prezydenta Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz. To jest coś naprawdę niesamowitego, że on potrafił ich sobie wychować i będą potrafili kontynuować jego dzieło obojętnie, czy to się komuś będzie podobało, czy nie, czy ich ktoś poprze, czy nie (…); jak ktoś nie poprze, to straci, tak jak (ten, kto) nie poparł jego w wyborach – mówił Karnowski.

dziennik.pl

 

19.01.2019

Gdańsk. Wolność, solidarność, samorządność

Coś ważnego wydarzyło się w Gdańsku. Pogrzeb Pawła Adamowiczaz pożegnania zamordowanego prezydenta miasta już w trakcie ceremonii zaczął przekształcać się w mit założycielski odnowionej polis, obywatelskiej wspólnoty Polek i Polaków spojonej ideami wolności, solidarności i samorządności.

Emocje chwili karmione zarówno okolicznościami śmierci Pawła Adamowicza, jak i dramaturgią trwającej trzy godziny uroczystości pogrzebowej zapewne szybko stracą temperaturę. Czy pozostanie cokolwiek poza pamięcią tych kilku dni, jakie upłynęły od tragicznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w niedzielę 13 stycznia do soboty 19 stycznia, gdy prochy prezydenta Gdańska zostały złożone w kaplicy św. Marcina w gdańskiej Bazylice Mariackiej?

Polis

Oczywiście wiele osób, nie tylko rodzina, przyjaciele, mieszkańcy i mieszkanki Gdańska, pamiętać będą Pawła Adamowicza, a z czasem pamięć ta będzie zarówno idealizować jego postać, jak i różnicować oceny dokonań, wyborów i decyzji. To normalne i tak być powinno – wszak miasto to przestrzeń polityczna, przestrzeń sporu toczonego jednak w ramach polis – wspólnoty mieszkanek i mieszkańców, ludzi różnych i równych zarazem.

Dobra polis to ta, w której spór jest źródłem twórczej energii zasilającej rozwój miasta. I taką wspólnotą stał się Gdańsk dzięki jego mieszkankom i mieszkańcom, którzy z kolei od dwóch dekad w demokratycznych wyborach powierzali mandat prezydenta Pawłowi Adamowiczowi.

19 stycznia gdańszczanki i gdańszczanie wraz ze swymi gośćmi nie żegnali świętego, wodza, charyzmatycznego przywódcy czy naczelnika, tylko obywatela miasta, z ich wyboru pierwszego spośród równych. Pogrzeb zamordowanego prezydenta okazał się świętem wspólnoty boleśnie ugodzonej przez zamachowca, lecz silnej i zjednoczonej mimo straty. Wyrazem tej siły, dumy i autonomii był nie tylko pogrzeb, ale i wcześniejsze dni żałobnych uroczystości, podczas których Gdańsk odkrywał sam siebie na nowo i na nowo potwierdzał swą tożsamość. Tożsamość miejskiej republiki – rzeczypospolitej opartej na afirmacji takich wartości jak wolność, solidarność, samorządność.

Samorządna Rzeczpospolita

Ale przecież nie było to jedynie święto Gdańska, lecz także innych polskich miast, które przeszły po 1989 r. podobną drogę jak Gdańsk, stając się samorządnymi wspólnotami zdolnymi do samodzielnego programowania swojego rozwoju i zaspokajania potrzeb swych mieszkańców. Ich przedstawiciele, prezydenci i burmistrzowie byli licznie obecni na pożegnaniu kolegi, deklarując, że wyrażał wartości także bliskie im, a jego tragiczna ofiara tylko moc tych wartości potwierdziła i stawia zobowiązanie, by nadal były podstawą rozwoju archipelagu wolnych, solidarnych i samorządnych wspólnot składających się na większą całość – Samorządną Rzeczpospolitą.

Idea Samorządnej Rzeczpospolitej narodziła się przed ponad stu laty w myśli Edwarda Abramowskiego, w Gdańsku została przywołana w programie przyjętym przez I Zjazd NSZZ Solidarność w 1981 r. 4 czerwca 1989 r. umożliwił realizację tego programu przynajmniej w wymiarze terytorialnym, o czym przypomnieliśmy 4 czerwca 2016 r. podczas spotkania w Lublinie „Samorządna Rzeczpospolita – demokracja, partycypacja, współrządzenie”. 19 stycznia 2019 r. przekonaliśmy się w Gdańsku, że Samorządna Rzeczpospolita jest faktem i w niej jest nadzieja na rekonstrukcję społeczną w wymiarze narodowym.

Rekonstrukcja

Warunkiem jest zaniechanie języka pogardy, nienawiści, wykluczenia. Potrzebne jest wytłumienie złych emocji i cisza, która nie będzie jednak oznaczać milczenia, bo milczenie jest przyzwoleniem na zło. Pawła Adamowicza zabiła nienawiść, która nie miała bezosobowego charakteru tylko płynęła z konkretnych źródeł. Wypisywane, nieważne z jakich powodów – mówił podczas pogrzebu Piotr Adamowicz, brat zmarłego – „polityczne akty zgonu” dla prezydentów, którzy postanowili otworzyć swoje miasta dla uchodźców i imigrantów, zyskały moc performatywną i jeden z nich przekształcił się w prawdziwy akt zgonu.

Nieodpowiedzialna, cyniczna zabawa z przemocą skończyła się wymykając spod kontroli. Na szczęście w sytuacji, gdy władze centralne nie są rozwiązaniem, a źródłem problemów, odpowiedzialność postanowili wziąć na siebie samorządowcy, deklarując w Gdańsku, że podejmą testament Pawła Adamowicza.

Upadek i narodziny mitu

Projekt nowej Rzeczypospolitej Jarosława Kaczyńskiego budowanej na micie smoleńskim i kulcie Lecha Kaczyńskiego sypie się w gruzy, jeśli kiedykolwiek miał szansę powodzenia. Stracił jakąkolwiek legitymację moralną, wyczerpuje się symbolicznie wraz z każdym koślawym i karykaturalnym pomnikiem, trzyma go jeszcze siła polityki napędzanej żądzą władzy dla samej władzy.

Nie będę prorokował, że rozpoczął się początek końca obecnego reżimu. Po 19 stycznia 2019 r. mam jednak przekonanie, że nowa Rzeczpospolita nie będzie państwem Jarosława Kaczyńskiego, tylko Samorządną Rzeczpospolitą jej obywatelek i obywateli.

antymatrix.blog.polityka.pl

 

SUTOWSKI: CZEGO POWINNA NAS NAUCZYĆ ŚMIERĆ NARUTOWICZA?

15 grudnia 2015

Pogarda dla narodu to najkrótsza droga do kompromitacji nawet szczytnych ideałów.

93 lata temu zginął w zamachu pierwszy prezydent niepodległej Polski, Gabriel Narutowicz. Wybrany głosami politycznej lewicy i centrum – od bloku mniejszości narodowych, przez socjalistów aż po ludowców obu odcieni – kandydat ówczesnego Naczelnika Państwa został zamordowany po bezprecedensowej nagonce ze strony nacjonalistycznej prawicy. Głosem jej autorytetów (generał Haller określił fakt jego wyboru jako „sponiewieranie Polski”, profesor Stroński nazwał go lapidarnie „ich prezydentem”) i głosem ówczesnej ulicy Prezydenta poniewierano: przy bierności policji fizycznie atakowano go już w dniu zaprzysiężenia, a jego zwolennika – robotnika-socjalistę Jana Kałuszewskiego – zabito w czasie manifestacji. Prawicowy fanatyk Eligiusz Niewiadomski zastrzelił Narutowicza w Galerii Zachęta w tydzień po wyborze. Skazany na karę śmierci i stracony miesiąc później na stokach Cytadeli, zabójca stał się obiektem nieformalnego kultu części zwolenników endecji i antysemickiej frakcji ówczesnego Kościoła; Sejm z wielkimi oporami i niewielką tylko większością głosów zdołał przyjąć uchwałę potępiającą gloryfikatorów zamachu.

Czego z tej historii dowiedzieliśmy się o ówczesnej Polsce? I nowoczesnej polityce w ogóle? Po pierwsze, wiadomo już było, jak mocnym paliwem wspólnoty politycznej jest radykalny etno-nacjonalizm – Narutowicza potępiano i w końcu zamordowano jako agenta światowego żydostwa, wtykę liberalnej masonerii i kryptobolszewika. Po drugie, że radykalizm ulicy narastał w ciągłym sprzężeniu zwrotnym z cynizmem, a później też hipokryzją endeckich elit – arcymistrzem tego gatunku okazał się wspomniany już subtelny romanista Stroński, który najpierw zainicjowawszy śmiertelną w skutkach nagonkę („usunąć tę zawadę”, pisał), już po zamachu popisał się skrzydlatą frazą: „ciszej nad tą trumną”. Po trzecie, że polska prawica wykazała niebywałą zdolność świadomego kreowania nastrojów mas społecznych – zbierała w ten sposób plon całych dekad edukacyjnej „pracy organicznej”, ale ujawniła też świetne rozumienie mechanizmów nowoczesnej propagandy, zwłaszcza prasowej. Na jej tle lewicowi weterani podziemnej „bibuły” okazali się frustrująco anachroniczni.

Wspomnienie tamtego zamachu skłania wielu do wskazywania analogii, nie zawsze pochopnych, lecz upraszczających. A jeszcze częściej: rytualnych, ahistorycznych, reprodukujących retoryczne klisze o odwiecznym konflikcie jednej Polski z drugą. I choć teza, że nasz naród dzieli się na dwa obozy – obóz Narutowicza i obóz zabójców Narutowicza – bywa niekiedy pociągająca, a nawet sama się narzuca, szczególnie po lekturze niejednego forum internetowego czy walla na Facebooku, warto czasem wyjść poza rytuał. I poza spór stronnictwa kochających Polskę „mocniej” ze stronnictwem kochających „mądrzej”. Najciekawsze w historii zamachu na prezydenta Narutowicza i jego konsekwencji jest bowiem to, co stało się później ze stronnictwem jego zwolenników, a zwłaszcza z jego najbardziej zdeterminowaną i sprawną politycznie częścią.

Bezpośrednio po zamachu udało się zawrzeć polityczny kompromis, swoisty pakt na rzecz stabilności i przetrwania. Kolejne rządy reformatorskie – Sikorskiego i Grabskiego – przeprowadziły Polskę przez kryzys hiperinflacji, zreformowały skarb państwa, rozpoczęły realne ściąganie podatków i doprowadziły do usankcjonowania przez społeczność międzynarodową polskiej granicy wschodniej. Rozsądek polityczny Macieja Rataja (PSL „Piast”) i Ignacego Daszyńskiego (PPS) powstrzymały falę odwetu na prawicy, do którego przymierzali się co bardziej temperamentni piłsudczycy. Socjaliści uznali zaś, że jedną z przyczyn tragedii była niska kultura polityczna społecznych mas – stąd pomysł utworzenia Towarzystw Uniwersytetu Robotniczego. Chodziło o to, by nie tylko „robić w dyskursie” (czyli po ówczesnemu: uprawiać polityczną propagandę), ale i „robić w ludziach”, czyli wychodzić z przekazem i z czynem bezpośrednio do mas, w modelu zbliżonym do niemieckiej socjaldemokracji; starsza siostra PPS jeszcze pod koniec XIX wieku równolegle do niemieckiego państwa stworzyła całą sieć szkół i uniwersytetów ludowych, ale też instytucji organizujących rozrywki i czas wolny setkom tysięcy robotników.

Ta „siła spokoju”, długi marsz i praca organiczna to jednak tylko jedna strona medalu. I niestety ta mniej znacząca. O losach polityki wewnętrznej międzywojennej Polski zadecydowało co innego, a mianowicie mentalny wstrząs, który dotknął najbardziej zdeterminowaną i utalentowaną politycznie frakcję „obozu Narutowicza”. U niektórych jej członków zamach wytworzył, a u innych już tylko wzmógł (bo „jebał was pies” Polakom śpiewali już dobrych parę lat wcześniej) poczucie, że dla tego narodu wszystko, ale z tym narodem nic. W ówczesnych warunkach znaczyć to mogło tylko jedno: przekonanie o niemożności utrzymania demokracji parlamentarnej w Polsce.

Na planie intelektualnym u postszlacheckich socjalistów od Komendanta nastąpiło dość gwałtowne uproszczenie wizji świata: od inspirowanych lekturami Brzozowskiego i Żeromskiego wizji romantycznej modernizacji ludzie Piłsudskiego przeszli do wniosku, że Polsce grozi głównie partyjniactwo, terror prywaty i jałowe swary ideologiczne, które przeciąć należy prostym hasłem: „bić kurwy i złodziei”.

Na planie estetycznym oznaczało to pogardę wobec prymitywnego motłochu – dyskutować, a nawet „różnić się ładnie”, można było przy wódce w Ziemiańskiej, ale już niekoniecznie przy urnie wyborczej.

Wreszcie, na planie politycznym, autorytaryzm i rządy silnej ręki elity w sojuszu z częścią sił zachowawczych wydały się ówczesnej polskiej antyprawicy jedyną dostępną opcją – stabilizującą porządek społeczny (bo już niekoniecznie gwarantującą reformy i modernizację) i blokującą dojście radykalnej prawicy do władzy.

Nie zapominając nigdy o międzywojennej hańbie tych, którzy „krzyż mieli na piersi, a brauning w kieszeni”, którzy „z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie”, lewica (antyprawica?) III RP we własnym interesie powinna pamiętać o losie swych ideowych poprzedników. A zwłaszcza – tej ich części, której starczało idei, woli, siły i talentów do walki o realną władzę. Pośrednio bowiem autorytarny zwrot Piłsudczyków zaważył na losie całej anty-prawicy, względnie anty-endecji II RP. Nastąpił jej niezwykle dysfunkcjonalny podział na, po pierwsze, pełne dystynkcji i resentymentu autorytarne centrum, po drugie, do bólu słuszną, ale bezradną wobec starcia endecji z sanacją lewicę społeczną i wreszcie, po trzecie, cały szereg błyskotliwych katastrofistów – od „Buntu młodych” aż po dandysów z „Wiadomości Literackich”. Tej ostatniej frakcji, ówczesnej „klasie dyskutującej” starczyło wprawdzie rozumu, by nadchodzącą katastrofę przewidzieć i obwieścić, zazwyczaj starczało też kapitału społecznego, by się personalnie spod apokalipsy ewakuować, ale wyraźnie zabrakło siły, by wnikliwe analizy geopolityczne, zaangażowane reportaże i błyskotliwe felietony przełożyć na jakąkolwiek realność społeczną.

Co w dzisiejszych czasach, w dzisiejszych warunkach grozi (technokratycznemu raczej, niż autorytarnemu) centrum, co grozi do bólu słusznej lewicy społecznej i błyskotliwym intelektualistom? Najbardziej chyba to, że zostaną zamknięci w komfortowym getcie resentymentu wobec narodu, który „nadaje się tylko do wymiany”, na wyspie niezależności od jakichkolwiek realnych sił społecznych, na swych strzeżonych osiedlach (ta mniejszość, którą stać), w teatrach i galeriach sztuki współczesnej (tych, w których PiS nie wymieni dyrektorów), w biurach światłych organizacji pozarządowych (jeśli im PiS-owski adminresurs nie obrzydzi życia do reszty) czy na kolejnych sentymentalnych wódkach u zasłużonych rewolucjonistów – tych z Marca, z Sierpnia, z NZS i z Okrągłego Stołu.

Pogarda wobec narodu, co „Konstytucję sprzedał za 500 złotych”, wiara, że jakaś technokratyczna siła musi go zawsze trzymać za mordę, redukcja politycznych wyzwań do pogonienia w cholerę Kaczora – uczyniłyby ludzi przyznających się do tradycji „obozu Narutowicza” jedynie sitwą zadowolonych z siebie beneficjentów „odzyskanego (po 1989) śmietnika”.

Do tego sitwą bezradną wobec realiów.

Gabriel Narutowicz w 1922 roku podjął się niemal beznadziejnego wyzwania; na złożone mu gratulacje tuż przed śmiercią zasugerował swej rozmówczyni – żonie brytyjskiego ambasadora – złożenie mu raczej kondolencji.

Pamięć o jego heroicznym wysiłku nakazuje, by przynajmniej uczyć się na błędach jego stronników.

krytykapolityczna.pl

 

STAN GRY: Stankiewicz: Kaczyński nie uwierzył Platformie, Tusk prawdziwym liderem opozycji, Zaremba o hejcie: Sztaby złożone z piromanów debatują na temat szkodliwości pożarów

— ABP GŁÓDŹ NA MSZY ŻAŁOBNEJ W GDAŃSKU: Dźwięk dzwonu wzywa nas do odbudowy polskiej wspólnoty. Do definitywnego zakończenia recydywy walki klas w nowym przebraniu, z nowym instrumentarium, pamiętanym dobrze przez starsze pokolenie.

— KACZYŃSKI MIAŁ NIE UWIERZYĆ W ZAPEWNIENIA PLATFORMY – ANDRZEJ STANKIEWICZ: “W najwyższych kręgach Platformy usłyszałem opowieść, która tłumaczy czemu lider PiS Jarosław Kaczyński nie wziął udziału w sejmowym upamiętnieniu Pawła Adamowicza i modlitwie w jego intencji. Otóż Kaczyński miał się obawiać, że występujący ze wspomnieniową przemową lider PO Grzegorz Schetyna oskarży go o polityczną odpowiedzialność za śmierć prezydenta Gdańska. Na nic się zdały nieformalne rozmowy liderów PO z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, sejmowym ordynansem Kaczyńskiego. Politycy Platformy zapewniali Kuchcińskiego, że Schetyna nie chce awantury, a jego wystąpienie będzie stonowane i pozbawione akcentów partyjnych. Kaczyński miał w to nie uwierzyć. W tej wersji wydarzeń lidera PiS od żałobnego hołdu i modlitwy powstrzymała wcale nie niechęć do Adamowicza — jak do tej pory sądzono — tylko całkowity brak zaufania do Platformy. W sumie nie ma się co dziwić. Wojna polsko-polska już od dawna obejmuje zmarłych”.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/newsletter-onetu-andrzej-stankiewicz-wojna-polsko-polska-od-dawna-obejmuje-zmarlych/8dyj7rt

— TO TUSK JEST PRAWDZIWYM LIDEREM OPOZYCJI – STANKIEWICZ W ROZMOWIE Z PORTALEM DO RZECZY: “Widzimy, kto jest dziś prawdziwym liderem opozycji. I nie jest nim Grzegorz Schetyna, ale były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Przed tragedią rozważał on powrót do polskiej polityki, ale się wahał. Były poważne argumenty przeciw, głównie rodzinne. Teraz wahał się nie będzie. Widać, że ta tragedia dotknęła go osobiście. Był prywatnie zaprzyjaźniony z rodziną Adamowiczów. Wiemy, że pod tragedią i Donald i Małgorzata Tuskowie byli w kontakcie z rodziną prezydenta Gdańska. To to samo środowisko”.

— TUSK TERAZ NA PEWNO WRÓCI DO POLSKIEJ POLITYKI – DALEJ STANKIEWICZ: “Tak, ale to nie był spór z Donaldem Tuskiem, ale przewodniczącym Grzegorzem Schetyną. Dziś widzimy, że to Tusk będzie prawdziwym liderem opozycji. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Platforma będzie miała na sztandarach Pawła Adamowicza. A Donald Tusk zaangażuje się w polską politykę. I to nie w wyborach prezydenckich, ale znacznie wcześniej – już w wyborach parlamentarnych. Po prostu ta tragedia wstrząsnęła nim osobiście”.
https://dorzeczy.pl/kraj/90632/Stankiewicz-Po-tragedii-to-juz-pewne-Tusk-wroci-do-polskiej-polityki.html

— CZY MILCZENIE NIE OTWIERA POLA DO DZIAŁANIA INNYM OPOWIEŚCIOM – MARCIN FIJOŁEK – POWRÓCIĆ DO PAKIETU DEMOKRATYCZNEGO: “Nie jestem pewien, czy tak wyraźne milczenie nie otwiera zbyt zachęcająco pola do działania innym opowieściom. A te, jak widać po przekazach – na razie medialnych, wkrótce zapewne i politycznych – mają się dobrze. Ale może faktycznie suche fakty potrafią się same obronić. Nowe otwarcie, niechby na razie na poziomie retorycznym i deklaratywnym, mogłoby zostać oparte o powrót do rozwiązań tzw. pakietu demokratycznego. To pomysł, który podrzucił senator PO Jan Rulewski (na antenie wPolsce.pl), ale obóz rządowy mógłby go spokojnie przejąć, tym bardziej, że sama idea co do pakietu pochodzi przecież z PiS”.

— UCHWALIĆ PAKIET DEMOKRATYCZNY Z VACATIO LEGIS DO NASTĘPNEJ KADENCJI – DALEJ FIJOŁEK: “Wspomnianego pakietu demokratycznego nie trzeba byłoby nawet przyjmować już w tej kadencji; w roku podwójnie wyborczym byłoby to oddawaniem walkowerem pola walki, bez cienia nadziei na przyjęcie tego gestu z dobrą wolą przez drugą stronę. Ale uchwalenie go ze sporym vacatio legis, by zaczął działać od początku kolejnej kadencji (a więc jesienią) – dlaczego nie? Nie wiemy na dziś, kto będzie w ławach rządowych, a kto opozycyjnych, trudno o kalkulacje wyborcze, a gest zostałby przyjęty przez wyborców dobrze i był ładnym rozpoczęciem na rzecz „nowego otwarcia”. W tak ustawionym scenariuszu opozycja nie mogłaby być przeciw. Trzeba tylko odrobiny finezji”.
https://wpolityce.pl/polityka/430140-nowe-otwarcie-czyli-powrot-do-pakietu-demokratycznego

— WYKRZYKIWANA PRZEZ MORDERCĘ PLATFORMA SYMBOLIZOWAŁA DLA NIEGO PAŃSTWO – PIOTR ZAREMBA W RZ: “Stefan W. wykrzykiwał nazwę „Platforma Obywatelska”. Ale traktował ją chyba, jeśli nie dowiemy się czegoś nowego, jako sprawcę swoich, przedstawianych na paranoiczną modłę, krzywd. PO symbolizowała dla niego państwo. Czy gdyby wsadzono go do więzienia za rządów PiS, nie szukałby pomsty na kimś innym? Czy człowiek, który wyszedł w grudniu na wolność, jest typowym produktem patologii polskiej debaty publicznej? Wychowankiem Jacka Kurskiego i Krystyny Pawłowicz?”

— PRZECIEŻ KTOŚ WYBRYKI PAWŁOWICZ TOLEROWAŁ – DALEJ ZAREMBA: “Jeśli jedna z twarzy PiS posłanka Krystyna Pawłowicz już po zamachu wdaje się w obrzydliwe połajanki, usiłując uczynić winnym Owsiaka, to trudno udawać, że problemu nie ma. Przecież ktoś ją tą twarzą partii zrobił. Ktoś przez lata tolerował jej wybryki. Jej koledzy apelowali o ciszę, o modlitwę. Ale pojawia się pytanie, co jest to warte, jeśli godzą się na taki dwugłos? W partii znanej z żelaznych zasad wewnętrznej dyscypliny…”

— NAPRAWDĘ WIERZYCIE, ŻE GANGSTER PRZYSTĘPOWAŁ DO MORDERCZEJ MISJI Z KRZYŻEM NA PIERSI? – DALEJ ZAREMBA W RZ: “Masowe wieszanie na swoich profilach wiersza Juliana Tuwima wymierzonego w mordercę prezydenta Narutowicza i jego polityczne zaplecze to symbol schizofrenicznej histerii. Naprawdę wierzycie, że mający psychiczne kłopoty gangster przystępował do morderczej misji „z krzyżem na piersi”? O czym wy piszecie? O realnym zdarzeniu czy jego projekcji?”

— OPOZYCJA MA MĘCZENNIKA, RZĄDZĄCY ZOSTAJĄ Z PAWŁOWICZ I TVP – ZAREMBA O WYBORACH: “Na razie w zapomnienie idzie pomysł przyspieszenia wyborów. Tak naprawdę Kaczyński zrezygnował z niego już przed zamachem na Adamowicza. Ale teraz to podwójnie nie miałoby sensu. Opozycja ma męczennika, ma lampki żałobne i łzy. Rządzący zostają z posłanką Pawłowicz i dziennikarzami TVP”.

— NIE POTRAFIMY NAWET NARYSOWAĆ BOISKA ANI OPISAĆ ZASAD MECZU – KONKLUZJA ZAREMBY O STANIE DEBATY: “Nie potrafimy nawet narysować boiska ani opisać zasad meczu. Pozostaje szlochanie, po ludzku naturalne, ale co będzie, kiedy łzy wyschną?”

— SZTABY ZŁOŻONE Z PIROMANÓW DEBATUJĄ – WARTE ZAPAMIĘTANIA ZDANIE Z TEKSTU ZAREMBY W RZ: “Sztaby złożone z piromanów debatują na temat szkodliwości pożarów…”
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301189969-Piotr-Zaremba-Podzieleni-po-tragedii-Reakcje-straszniejsze-niz-przyczyny.html&template=restricted

— BOGUSŁAW CHRABOTA W RZ O TYM, DLACZEGO WŁADZA PRÓBUJE ZDEPOLITYZOWAĆ ZBRODNIĘ: “Charakterystyczne, że rządząca partia próbuje zdepolityzować tę zbrodnię. Odciąć ją od polityki, robiąc – przed jakimkolwiek zresztą orzeczeniem lekarzy – ze sprawcy człowieka niezrównoważonego, wariata. O niewykorzystywanie tego dramatu w polityce apeluje prezydent, ministrowie, a nawet „neutralna” nagle politycznie telewizja Jacka Kurskiego. Intencja jest oczywista. Rząd Prawa i Sprawiedliwości jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo kraju. Obiecywał spokój i bezpieczeństwo publiczne, rządy szeryfów i skuteczną prewencję. A tu nagle coś nie zagrało.

— JEŚLI KTOŚ NIE DOSTRZEGA POLITYCZNEGO MOTYWU, TO MUSI BYĆ ZAISTE NA POZIOMIE IQ EUGENY ZIELONEJ – DALEJ NACZELNY RZ: “Jeśli ktoś tu nie dostrzega politycznego motywu, okoliczności i skutków, musi być zaiste na poziomie IQ eugleny zielonej”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301189998-Boguslaw-Chrabota-Jednak-zbrodnia-polityczna.html

— GAZETA, KTÓRA OBWINIAŁA MILLERA ZA SAMOBÓJSTWO SYNA MA TO WIDAĆ W GENACH – ROBERT MAZUREK W RZ: „W przeciwieństwie do dziennikarzy, którym od początku puściły wszelkie hamulce. Z hejtem w telewizji tak publicznej jak pewne domy walczy Towarzystwo Dziennikarskie i jego gwiazdy, Jan Hartman czy Wojciech Czuchnowski. Cóż, aż chciałoby się zakrzyknąć: Medice, cura te ipsum! Ale to jeszcze nic, oto brukowiec grozi: „Politycy! Nie darujemy wam tej śmierci!”. Gazeta, która obwiniała Leszka Millera o samobójstwo syna, ma to, jak widać, w genach, i teraz oskarża wszystkich o zamordowanie Adamowicza. „Politycy, to przez was hejterzy i bandyci są bezkarni!” – krzyczy na pierwszej stronie. No, ale cóż mieliby ci politycy zrobić? Zdelegalizować „Fakt”?”
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301189999-Robert-Mazurek-Walka-z-hejtem-Cudzym.html&template=restricted

— SZYMON HOŁOWNIA O CUDACH W GDAŃSKU: “Zobaczcie, co się w tym Gdańsku w ostatnich dniach dzieje. Arcybiskup Głódź w środku nocy jedzie do szpitala. Przestaje być politykiem, znów staje się dobrym księdzem. Lech Wałęsa daje nam korki z eschatologii. Wiceprezydent miasta, przez nikogo nieproszony, robi czystą Ewangelię – jedzie do matki zabójcy”.

— POLSKA WYMĘCZONA WOJNĄ NA GÓRZE – DALEJ HOŁOWNIA: “Rzecz tylko w tym, że Polska jest już tak wymęczona tą plemienną wojną na górze, że nie potrzebuje dziś walki na plemienne pomniki. Potrzebuje aliansu gdańszczan. A w tej kategorii – czy to nie bez znaczenia – mieszczą się przecież obaj prezydenci, i Adamowicz, i Kaczyński! Doskonale wiemy już, do wyrzygania to wiemy, co nas różni. Różni nas państwo. Więc niech połączy nas miasto, coś bliższego ciału, codzienności, zwykłe życie. Krajowe spory przeniesione na poziom miasta – sparaliżują je natychmiast, odwróćmy więc proces: zacznijmy myśleć o państwie jak o mieście. W którym wszyscy musimy jakoś razem żyć. W którym jeśli smarujesz g…nem drzwi sąsiadowi, to sam będziesz musiał żyć ze smrodem rozchodzącym się po klatce. W którym możesz ad mortem defecatam toczyć wojnę o pomniki, ale w końcu i tak będziesz musiał zadbać o park, bo i PiS-owcy, i PO-wcy muszą gdzieś chodzić z dziećmi na spacery. Polska musi więc dziś stać się – i tu wracamy do punktu pierwszego – Białymstokiem, Krakowem, Olsztynem, Rzeszowem, a nawet Tomaszowem Mazowieckim, jeśli ma nadal być Polską, jeśli w ogóle ma nadal być. Wymiar makro uratujemy, przerabiając go znów na mikro, uświadamiając napuchły z dumy „naród”, że wciąż składa się z sąsiadów z osiedla, nie ma innej drogi”.
http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,24376047,bez-zuchwalosci-i-bez-leku-szymon-holownia-o-tym-dlaczego.html

— JAKUB MAJMUREK W KRYTYCE O TYM CZY ŚMIERĆ PRZYNIESIE OPAMIĘTANIE: “Czy śmierć Adamowicza przyniesie opamiętanie w polskim sporze? Zmusi jego aktorów do zrobienia kroku wstecz? Przykłady historyczne znów nie napawają optymizmem. W 2016 roku zamordowana została brytyjska posłanka Laburzystów Jo Cox. W kraju trwała kampania przed referendum w sprawie Brexitu. Cox była za pozostaniem w UE, zamordował ją zwolennik skrajnej prawicy. Śmierć uspokoiła kampanię tylko na chwilę. Ostatecznie w niczym nie zmieniła opartego na słownej agresji, kłamstwie, manipulacji i szczuciu na przeciwników języka brexitowców. Po śmierci Narutowicza narodowa prawica na chwilę zamilkła. Szybko jednak w narodowej prasie Niewiadomski zaczął być kreowany niemalże na bohatera. Zasada „polskiej większości” w Sejmie – w imieniu której zamordowano Narutowicza – pozostała na sztandarach narodowej demokracji. Śmierć Narutowicza nikogo niczego nie nauczyła. Chciałbym być złym prorokiem, ale obawiam się, że dokładnie tak samo będzie z tragedią gdańską”.
http://krytykapolityczna.pl/kraj/majmurek-zabojstwo-polityka/?fbclid=IwAR2tre-dHEWmI4LHNPC89O5QJtom-WMktHh17MIt7XtZ-h6gksfETQHMbHo

— KURSKI MOŻE CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE – W WP MARCIN MAKOWSKI O KULISACH NOWOGRODZKIEJ: “Jeszcze inni informatorzy, których wypytywałem o genezę plotki o dymisji twierdzili, że ona sama jest w najlepszym wypadku niedorzeczna. – Kurski robi to, czego oczekuje od niego centrala. A ta wyraża zadowolenie z jego pracy, bo bez ”Wiadomości” trudno byłoby utrzymać wysokie poparcie prowincji w wyborach samorządowych. Poza tym chaos, który powstałby po jego odwołaniu przewyższa wielokrotnie straty, które może generować jego trwanie na stołku – mówi mi jeden z doradców ważnego członka rządu. Waha się on jednak i po chwili dodaje, że ”z drugiej strony tutaj nigdy nic nie wiadomo bo w polityce kredyty zaufania mogą się urywać bez zapowiedzi”. Jak ustaliłem, do niektórych pracowników TVP dzwoniono również z centrali z prośbą o wsparcie Jacka Kurskiego oraz telewizji we własnych mediach społecznościowych. – Gdyby coś nie było na rzeczy, to by tego nie robiono – usłyszałem od jednego z byłych dziennikarzy Telewizji Polskiej. W tej chwili, pomimo sprzecznych sygnałów dotyczących losów Kurskiego i genezy plotki o jego odwołaniu, ta sama rzecz co zwykle przemawia za utrzymaniem przez niego pozycji. Bezalternatywność. – Ta funkcja chwilę przed wyborami to gorący kartofel. Nikt nie chce się go tykać – puentuje poseł Prawa i Sprawiedliwości”.
https://opinie.wp.pl/makowski-jacek-kurski-moze-czuc-sie-bezpiecznie-kolejny-raz-wygral-wewnetrzne-przepychanki-opinia-6339219047536257a

— PROF. WALDEMAR PARUCH O PORAŻCE W WARSZAWIE I JEJ PRZYCZYNACH – W ROZMOWIE Z PIOTREM WITWICKIM: “Układ socjopolityczny w Warszawie jest dość niekorzystny dla Prawa i Sprawiedliwości. Stolica jest symbolem wielkiego awansu. Tu mieszkańcy mają świadomość, że odnieśli wielki sukces na tle Polski. Jednocześnie przez takie emocje ogólnopaństwowe, jak sugerowanie polexitu, można osiągnąć mobilizację w Warszawie i uzyskać olbrzymią frekwencję”.

— TUSK NIEWIARYGODNY BO JEST SYMBOLEM RESETU Z MOSKWĄ – DALEJ PARUCH: “To są bajkowe opowieści, bo Polską rządzi partia eurorealistyczna. Donald Tusk jest w tym niewiarygodny, bo w Polsce jest postrzegany jako synonim resetu w relacjach z Rosją”.

— TO KACZYŃSKI JEST SYMBOLEM UCZCIWOŚCI – DALEJ PARUCH: “To duży cios. Miałby pan rację, gdyby liderzy drugiej strony mogli z tego skorzystać, a oni sami są obciążeni aferami. Jarosław Kaczyński jest w Polsce symbolem uczciwości. To jest wartość, której nie posiada opozycja”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/301189974-Prof-Waldemar-Paruch-Polska-rzadzi-partia-eurorealistyczna.html&cid=44&template=restricted

— PIOTR GUZIAŁ MÓWI ELIZIE OLCZYK W RZ, ŻE WĄTPI W ZDROWY ROZSĄDEK WARSZAWIAKÓW: “ Przyznam, że po tym wszystkim zacząłem wątpić w zdrowy rozsądek warszawiaków. Za to, co się działo z reprywatyzacją, warszawiacy powinni byli zmienić partię rządzącą choć na jedną kadencję, po to żeby politycy wiedzieli, iż pewnych rzeczy nie wolno robić. Warszawiacy udowodnili, że są bezkształtną masą, którą zręczni PR-owcy PO mogą lepić, jak chcą. Uważam, że Patryk Jaki byłby lepszym prezydentem Warszawy, niż będzie Rafał Trzaskowski. Mimo że jest o dekadę młodszy od Rafała Trzaskowskiego, to ma o wiele większe dokonania na koncie”.

— URODZINY :Leszek Balcerowicz, Magdalena Gawin, Łukasz Konarski, Elżbieta Kisil, Łukasz Kurtz, Andrzej Szlachta, Waldemar Skrzypczak, NIEDZIELA: Henryk Goryszewski.

300polityka.pl

Reklamy
%d blogerów lubi to: