Morawiecki, 11.12.2018

 

Rok rządów Morawieckiego. 10 najważniejszych momentów

11.12.2018
11 grudnia 2017 roku prezydent Andrzej Duda powołał rząd pod kierownictwem Mateusza Morawieckiego, który na stanowisku premiera zastąpił Beatę Szydło. Oto 10 najważniejszych wydarzeń mijającego roku, związanych z nową Radą Ministrów.

onet.pl

 

Rok Morawieckiego: dryfowanie zamiast zmiany [OPINIA]

Mateusz Morawiecki przejmując rok temu stery rządu po Beacie Szydło miał poprowadzić kraj do wielkiego modernizacyjnego skoku, z którego pozostały głównie płomienne przemówienia pełne samochwalstwa, gry liczbami i obietnic bez pokrycia.
Mateusz MorawieckiFoto: Jacek Turczyk / PAP
Mateusz Morawiecki
  • Przez blisko rok premier Morawiecki wracał do pomysłów już wcześniej podjętych przez gabinet Beaty Szydło oraz powtarzał, jak zdartą płytę osiągnięcia PiS w uszczelnianiu VAT-u, czy w ramach programu 500 plus
  • Własnych innowacyjnych pomysłów jednak często brakowało, a jak się już pojawiały to nie znajdywały odzwierciedlenia w dotychczasowym dorobku rządu
  • Mateusz Morawiecki dał się poznać jako polityk, który spełnia się w płonnych przemówieniach, dbający przede wszystkim o swój wizerunek dobrodzieja i wizjonera
  • Pierwszy rok premierostwa Morawieckiego naznaczony był jednak przede wszystkim gaszeniem pożarów wywołanych głównie przez krótkowzroczność partyjnej polityki
  • Zamiast wielkiego skoku czeka nas dryfowanie i odejścia od najbardziej modernizacyjnych ambicji wygłoszonych w expose, czy w tzw. planie Morawieckiego

11 grudnia mija dokładnie rok od objęcia przez Morawieckiego funkcji Prezesa Rady Ministrów. W swoim expose Morawiecki, żonglując cytatami z Wyspiańskiego, Piłsudskiego, czy Kaczmarskiego zapewniał, że chce, aby Polska pod jego rządami stała się krajem solidarnym, sprawiedliwym, „na pożytek nam i przyszłym pokoleniom, na chwałę Bogu”. – Nie ma dla mnie ważniejszej sprawy niż odbudowanie tego, co straciliśmy w wyniku zaborów, w wyniku wojen, w wyniku komunizmu – zapewniał, podkreślając, że „teraz mamy w rękach unikalną szansę i nie możemy jej zmarnować”. – Dlatego właśnie polska polityka musi być ambitna. Dryfowanie, czy płynięcie z prądem to nie jest nasze DNA – przekonywał z mównicy sejmowej.

Miał być to rząd zmiany

Rząd Morawieckiego miał być „rządem kontynuacji”, jeśli chodzi o wartości i kierunek nakreślony przez gabinet Beaty Szydło, lecz także i „rządem zmiany”, który zapewni Polkom i Polakom cywilizacyjny oraz modernizacyjny skok niemal w każdej dziedzinie życia. Jednak wraz z upływem kolejnych miesięcy coraz trudniej jest go dostrzec, by nie powiedzieć, że mamy do czynienia ze zjawiskiem wręcz przeciwnym tj. z wyhamowywaniem i odwrotem.

Kolejki do lekarzy wciąż trapią pacjentów

Wśród najważniejszych obietnic wygłoszonych w expose dwanaście miesięcy temu „arcyważnym zadaniem”, jakie przed swoim rządem postawił Morawiecki, była poprawa sytuacji w ochronie zdrowia. Stwierdził wręcz, że „nie ma godnego życia bez sprawnej służby zdrowia”, zapowiadając przy tym m.in przeznaczenie już w 2018 roku 4 miliardów złotych na zlikwidowanie kolejek do lekarzy specjalistów i wykup zobowiązań szpitali z ostatnich 10 lat, a także zwiększenie w ciągu kilku lat finansowania do 6 proc. PKB, co miało być odpowiedzią na głosy środowiska lekarskiego i pielęgniarek. Wystarczy zostać pacjentem, aby stwierdzić, że kolejki do gabinetów wcale nie zniknęły, a na niektóre badania specjalistyczne czeka się wciąż miesiącami. Ponadto szef rządu zapowiedział budowę Narodowego Instytutu Onkologii, którego koncepcja w ciągu minionego roku w zasadzie upadła.

Zwrot ws. węgla

Jeszcze rok temu Morawiecki przekonywał, że rząd „nie może i nie chce” rezygnować z węgla. – To ważne dla Śląska, Zagłębia, ale również dla całej Polski – mówił szef rządu, zapowiadając długofalowe reformy oraz rozwój alternatywnych źródeł energii. Rzeczywiście w ciągu ostatnich miesięcy największe przedsięwzięcia resortu energii dotyczyły właśnie sektora węglowego lecz zapowiedź podczas szczytu klimatycznego COP24 o odchodzeniu od węgla musiała wielu wprawić w osłupienie. Tym bardziej, że zupełnie przeciwne słowa o przyszłości polskiej energetyki węglowej wygłosili w tych samych dniach zarówno prezydent Andrzej Duda i wicepremier Beata Szydło. Ponadto trudno zrozumieć, dlaczego rząd nie skupia się na promocji energii ze źródeł odnawialnych, gdy za chwilę do drzwi gospodarstw domowych i firm zapukają podwyżki energii nawet do 30 proc.

Budowa dróg opóźniona

Ważnym akcentem w expose Morawieckiego była wizja rozwoju infrastruktury, którego kluczowym elementem miał być Centralny Port Komunikacyjny. Premier przekonywał, że chce, by Polska była centrum logistycznym Europy. Obiecywał m.in. kontynuację budowy dróg ekspresowych i autostrad, przypomniał o projekcie Via Carpatia oraz zapowiedział przeznaczenie więcej środków na budowę komunikacji gminnej i powiatowej. Obecnie jednak, z racji spiętrzenia zamówień i poważnego kryzysu na rynku budowlanym, wiele projektów drogowych i kolejowych jest mocno opóźnionych. A projekt CPK wciąż jest tak odległy, jak był rok temu.

„Mieszkanie plus” na minus

Rządowi przez miniony rok nie udało się także rozkręcić sztandarowego programu „Mieszkania plus”, dzięki któremu Morawiecki niczym jego poprzedniczka chciał sobie zapewnić miejsce w historii polskiej polityki socjalnej. Mimo szumnych zapowiedzi premiera Morawieckiego, który mówił, że „w ramach programu będzie powstawać nawet sto tysięcy lokali rocznie” rewolucja na rynku mieszkaniowym jest wciąż daleka. Wkrótce miną trzy lata od ogłoszenia założeń programu, a jak na razie w całym kraju powstało tylko kilkanaście osiedli w ramach tego programu.

Mistrz obietnic, reformatorskiej retoryki i lania wody

Premier Morawiecki przez dwanaście miesięcy dał się poznać jako polityk, który spełnia się w płomiennych przemówieniach, często manipulując faktami i liczbami. Przez blisko rok wracał do pomysłów już wcześniej podjętych przez rząd Beaty Szydło oraz powtarzał, jak zdartą płytę osiągnięcia PiS w uszczelnianiu VAT-u, czy w ramach programu 500 plus. Własnych innowacyjnych pomysłów jednak często brakowało, a jak się już pojawiały, to nie znajdywały odzwierciedlenia w dotychczasowym dorobku rządu.

Za to kontynuowane były projekty wcześniej rozpoczęte, które ubrano w różnego rodzaju konstytucje, czy to dla biznesu (pakiet zmian dla przedsiębiorców), czy dla nauki (reforma szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina). Podobnie rzecz ma się ze sławnymi już „piątkami Morawieckiego”, czyli średnio atrakcyjnymi propozycjami dla samorządów, które same w sobie raczej nie wzbudziłyby zainteresowania, lecz po okraszeniu ich odpowiednim sosem, przybrały wizerunek wręcz pomysłów reformatorskich.

Przez mijający rok powołano także różnego rodzaju państwowe nowe instytucje i fundusze, a także stworzono kilka długofalowych strategii. Na plus należy zapisać postępującą cyfryzację (e-dowody, e-recepty), prorodzinne programy („Mama plus”), dość stabilną politykę fiskalną, niskie bezrobocie, a także przełamanie impasu w wykorzystaniu funduszy unijnych.

Priorytetem gaszenie pożarów i zarządzanie odwrotu

Pierwszy rok premierostwa Morawieckiego naznaczony był jednak przede wszystkim gaszeniem pożarów wywołanych głównie przez krótkowzroczność partyjnej polityki „dobrej zmiany”. Tak było choćby z nowelizacją ustawy o IPN, z której obóz władzy musiał się wycofać pod naciskiem USA i Izraela. Kolejny sygnał do odwrotu Morawiecki musiał ogłosić w związku z naciskiem Brukseli na czystki, jakie PiS przeprowadził w Sądzie Najwyższym. Ostatnio na jego barki spadło gaszenie pożaru po tzw. aferze KNF, gdzie jednego dnia wymusił na byłym już szefem tej instytucji rezygnację ze stanowiska. Za każdym razem o Morawieckim pisano, że stanął na wysokości zadania lub, że jest głosem rozsądku w obozie władzy.

Właśnie w budowie wizerunku i w autopromocji Morawiecki odniósł swój największy sukces, co pozwoliło zbudować mu wizerunek dobrodzieja i wizjonera, nadszarpnięty mocno ujawnionymi przez Onet tzw. „taśmy Morawieckiego”, które pokazały milionom Polaków zupełnie inną twarz obecnego premiera. Ta wiara w wykreowany własny wizerunek, być może większa niż niegdyś u Donalda Tuska, sprawiła, że mimo wszystkich niedociągnięć Morawiecki przed tygodniem z dumą ogłosił, że praktycznie wszystko co PiS obiecało Polakom, to już zrobiło.

POLECAMY: Taśmy osłabią Morawieckiego [ANALIZA]

Zamiast wielkiego skoku czeka nas zatem rok dryfowania i odejścia od najbardziej modernizacyjnych ambicji wygłoszonych w expose, czy w tzw. „planie Morawieckiego”. W końcu już za niecały rok wybory parlamentarne, a wcześniej europejskie. Zapewne rząd sypnie znowu groszem, obiecując za sprawą premiera Morawieckiego kolejne socjalne przywileje. Pytanie tylko, czy wyborcy ponownie dadzą się kupić „dobrej zmianie”, która jak się okazało niewiele różni się od swych poprzedników, a nawet w niektórych kwestiach jak choćby w skali nepotyzmu i upartyjniania państwa, bije rządy Platformy o dwie długości.

onet.pl

 

Andrzej Stankiewicz: Mateusz Morawiecki, polityczny syn prezesa [OPINIA]

Gdy zdrowie szwankuje i słabną witalne siły, to w Mateuszu Morawieckim lider PiS pokłada swe strategiczne nadzieje. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Jarosław Kaczyński zdecydował, iż to Morawiecki zastąpi go na czele PiS.
Mateusz MorawieckiFoto: Radek Pietruszka / PAP
Mateusz Morawiecki
  • Mija rok premierostwa Mateusza Morawieckiego
  • Przez ten czas premier nie stał się politykiem w pełni samodzielnym. Wciąż jego pozycja zależy w zasadniczej mierze od Jarosława Kaczyńskiego
  • Rok Morawieckiego to czas najpoważniejszych kryzysów politycznych, od objęcia władzy przez PiS. Chodzi o burzę wokół nowelizacji ustawy o IPN, nagrania Morawieckiego z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, wycofanie się ze zmian w sądach, a także aferę KNF
  • Mimo tych tąpnięć i słabszego od oczekiwań wyniku PiS w wyborach samorządowych, Kaczyński niezmiennie stawia na Morawieckiego jako przyszłego lidera PiS. Ich relacje to fenomen, którego nie pojmuje wielu ludzi w partii
  • Taki wybór prezesa budzi kontrowersje w PiS i podsyca konflikty, zwłaszcza między Morawieckim a Zbigniewem Ziobrą

 To był groteskowy moment w polskiej polityce. Rano 7 grudnia 2017 r. w Sejmie trwała debata nad wnioskiem Platformy Obywatelskiej o odwołanie premier Beaty Szydło. Szefowa rządu broniła się jak lwica, choć PiS ma większość i opozycja nie mogła jej odwołać. — Za co chcecie mnie odwołać? Za to, że Polacy dzisiaj godnie żyją? To was boli? To wam przeszkadza? — grzmiała.

Tak naprawdę jednak Szydło broniła się nie przed liderem PO Grzegorzem Schetyną, tylko przed swym szefem Jarosławem Kaczyńskim. Tamtego właśnie poranka ważyły się jej losy — ostatecznie wieczorem podczas posiedzenia władz PiS, prezes skierował kciuk do dołu. Szydło irytowała go od dłuższego czasu, za to urzekał wicepremier Mateusz Morawiecki. Prezes nakazał więc obojgu zamienić się miejscami. W ten sposób Szydło została wicepremierem w swym własnym rządzie, na którego czele stanął jej podwładny. Początkowo nawet ministrowie się nie zmienili.

Zobacz także: Rok Morawieckiego: dryfowanie zamiast zmiany

Pod dyktando młokosa

Morawiecki został premierem dokładnie rok temu — 11 grudnia 2017 r. A po Nowym Roku gruntownie przebudował gabinet. Wówczas po raz pierwszy można było się przekonać, jak silne są jego notowania u Kaczyńskiego.

Nie było wielką sztuką usunąć z rządu ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła czy szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego — oni nie mieli silnej pozycji politycznej w partii. Sztuką było wyrzucić takich ministrów jak szef MON Antoni Macierewicz czy Jan Szyszko od ochrony środowiska, którzy stali przy Kaczyńskim od dawna i cieszyli się wsparciem Radia Maryja.

Morawiecki tego dokonał, czy też — by być precyzyjnym — wymógł to na Kaczyńskim. Usuwając wieloletnich, partyjnych druhów pod dyktando politycznego młokosa, Kaczyński pokazał, że Morawiecki jest czymś więcej, niż tylko kolejnym premierem, który wyszedł spod jego ręki. Od tego momentu w partii zapanowało przekonanie graniczące z pewnością, że to polityczny syn prezesa – wybrany, by przejąć po nim stery prawicy.

Wyjątkowe zaufanie Kaczyńskiego

Jeśli coś pokazał ten mijający rok, to właśnie nade wszystko ogromny wpływ, jaki na Kaczyńskiego ma dziś Morawiecki. Bez cienia przesady można powiedzieć, że jeszcze nikt nigdy — poza bratem, rzecz jasna — nie miał takiego politycznego wpływu na Kaczyńskiego. Biorąc pod uwagę, że Kaczyński ufa tylko sprawdzonym, wieloletnim, najczęściej już sędziwym druhom, Morawiecki jest fenomenem. Bodaj nikt nigdy — a na pewno nikt w ostatnich latach — nie zyskał zaufania prezesa tak szybko.

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, słuszne urodzenie — Kaczyński pamięta zasługi jego ojca Kornela Morawieckiego w opozycji antykomunistycznej, a także jego krytykę prezydentury Lecha Wałęsy. Po wtóre, docenia jego zagraniczne wykształcenie i obycie w świecie — czym na głowę Morawiecki bije Szydło. Po trzecie, docenia karierę z biznesie bankowym i finansową niezależność.

Zobacz także: Tandem przejmie partię

Najtrudniejszy czas dla PiS

Entuzjazmu Kaczyńskiego nie osłabiło nawet to, że — patrząc na chłodno — rządy Morawieckiego to najtrudniejszy politycznie czas dla PiS. Zaraz po tym, jak Morawiecki umeblował swój gabinet, wybuchła potężna awantura z USA i Izraelem.

Poszło o głośną nowelizację ustawy o IPN z początku roku. Miała służyć walce z używanym czasem w Zachodzie określeniem „polskie obozy koncentracyjne”, tyle, że jej zapisy zostały drastycznie oprotestowane przez Izrael i USA. Władze obu państw uznały, że to przepisy naruszające wolność słowa, a nawet wymierzone w ocalonych z Zagłady, z których niektórzy obwiniają za swój los nie tylko Niemców, ale i Polaków.

W atmosferze ogromnego politycznego napięcia, dolał oliwy do ognia swym lutowym wystąpieniem w Monachium, gdzie mówił o „żydowskich sprawcach Holokaustu”.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu się wściekł, w rozmowach telefonicznych z Morawieckim zarzucał mu chęć ukrycia współodpowiedzialności Polaków za Holokaust.

Pierwszym poważnym sukcesem Morawieckiego jest to, że w tej wyjątkowo trudnej i delikatnej sytuacji nie dał się pogrzebać. Przekonał Kaczyńskiego, że ustawę o IPN należy wyrzucić do kosza i przeprowadził to w ciągu jednego dnia, uzyskując w zamian od Netanjahu wspólną deklarację historyczną, korzystną dla PiS z politycznego punktu widzenia.

Nagrany przez kelnerów

Kiedy ten skandal został zażegnany, przyszły następne. Na początku października Onet ujawnił materiały ze śledztwa dotyczącego afery taśmowej, czyli nagrywania przez kelnerów z restauracji „Sowa i Przyjaciele” oraz Amber Room ich gości — polityków i biznesmenów. Do materiałów zyskaliśmy legalny dostęp dzięki decyzji Sądu Najwyższego. W aktach śledztwa znajdują się zeznania kelnerów obciążające Morawieckiego — w momencie nagrania w 2013 r. prezesa banku BZ WBK. Kelnerzy twierdzili, że nagrali Morawieckiego podczas spotkania, na którym miał mówić o kupowaniu nieruchomości na podstawione osoby. Ujawniliśmy też znajdujące się w aktach nagranie jednej z biesiad Morawieckiego, na której mówił rzeczy w dużej mierze sprzeczne z tym, co twierdzi dziś jako polityk PiS. To uderzyło bezpośrednio w starannie pielęgnowany przez PiS wizerunek Morawieckiego. I — jak twierdzą niektórzy przedstawiciele PiS, choćby Patryk Jaki — miało negatywny wpływ na wynik wyborczy obozu władzy, demobilizując twardy elektorat.

Co prawda PiS wybory samorządowe na poziomie sejmików wygrało, ale osiągnęło rozczarowujące dla liderów 34 proc. W wyborach parlamentarnych w 2015 r. PiS zdobyło prawie 38 proc. głosów. I właśnie ten wynik był dla PiS punktem odniesienia. Ostra, konfrontacyjna polityka okraszona solidnym socjałem, który trafia do wyborców od niemal 3 lat, miały być receptą na zdemolowanie opozycji w samorządzie.

Nie udało się. A Morawiecki stał się twarzą tej zwycięskiej porażki.

Nawet to nie zachwiało polityczną miłością prezesa do premiera — i to mimo, że Kaczyński zawsze znajdował i publicznie ścinał winnych wyników wyborczych słabszych od oczekiwań. Dwukrotnie wystąpił w telewizji, by przekonywać, że Morawiecki z taśm jest nieprawdziwy, a prawdziwy jest taki, jak on mówi.

Zobacz także: Nowe otwarcie Morawieckiego. PiS zmieni kurs na „ciepłą wodę w kranie” [ANALIZA]

PiS może stracić władzę

I wtedy wybuchła afera KNF. Skandal ów sam w sobie nie uderza bezpośrednio w Morawieckiego. Paradoksalnie, to dla niego dar od niebios. Do tej pory największy wpływ na obsadę instytucji finansowych w państwie miała tzw. „spółdzielnia”, czyli sojusz prezesa NBP Adama Glapińskiego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz polityków PiS związanych z kasami SKOK. Premier nie był w stanie z nimi wygrać. Narzędziem tej grupy był prezes KNF Marek Chrzanowski, czyli bohater najnowszej afery korupcyjnej. Po wymuszeniu jego dymisji, Morawiecki powołał do KNF swojego człowieka, marginalizując w ten sposób „spółdzielców”. Teraz to on poprzez KNF będzie obsadzał stanowiska w finansach.

Jednak nawet jeśli afera KNF buduje Morawieckiego wewnątrz obozu władzy, to nie można zapominać, że PiS jako formacja traci.

Na posiedzeniu klubu PiS kilka dni temu Jarosław Kaczyński — po raz pierwszy od objęcia rządów w 2015 r. — zasugerował wręcz, że partia może stracić władzę. W ciągu tego roku, po serii wpadek i skandali, po słabszych od oczekiwań wyborach, bezpowrotnie zniknął tak powszechny w wierchuszce PiS polityczny hurraoptymizm.

A jeszcze wiosną minionego roku Kaczyński mówił tak w rozmowie z Onetem: — Będziemy rządzić długo. Mateusz Morawiecki mówi, że do 2031 r. Ale to defetysta.

Premier na czele radykałów

Jakim premierem okazał się po roku Morawiecki? Nawet odkładając na bok tarapaty PiS — z których część wszak nie jest winą Morawieckiego — i tak widać, że premier nie stał się nową polityczną jakością. O ile Beata Szydło do końca swej kariery politycznej będzie mówić o tym, że wprowadziła 500 Plus i obniżyła wiek emerytalny, to Morawiecki takich widowiskowych, uchwytnych dla wyborców osiągnięć nie ma.

Co więcej — Morawiecki nie przysporzył PiS żadnego nowego elektoratu. Gdy zostawał premierem, wyglądało to na mistrzowski ruch prezesa PiS. Po zamknięciu kontrowersyjnych politycznych frontów, rozpętanych za rządów swej poprzedniczki, Morawiecki — spekulowano — stanie się uśmiechniętą twarzą PiS. Łagodząc politykę, miał przyciągnąć wyborców środka. No i Morawiecki — władający angielskim, wykształcony za granicą — miał zakończyć spór z Brukselą, zarzucającą PiS naruszanie praworządności.

Albo Kaczyński miał zupełnie inny plan, albo też Morawiecki swej roli nie podołał. Za jego rządów PiS nie złagodniał, wręcz przeciwnie — stał się jeszcze radykalniejszy. Zaś konflikt z Brukselą nie tylko nie wyhamował, ale wręcz wszedł w nową, ostrzejszą fazę. Po decyzji unijnego Trybunału Sprawiedliwości PiS z podkulonym ogonem musiało się wycofać z próby zmian w sądownictwie.

Widać gołym okiem, że to PiS zmieniło Morawieckiego, nie zaś Morawiecki zmienił PiS. Co prawda są symptomy tego, że Morawiecki wyłamuje się z niektórych, co bardziej kontrowersyjnych działań PiS — choćby właśnie w sprawie sądów. Wszak to on spotykał się z nieuznawaną przez PiS szefową Sądu Najwyższego Małgorzatą Gersdorf, próbując z nią negocjować kompromis.

Z drugiej jednak strony, Morawiecki nigdy publicznie nie zdystansował się ani od tej reformy, ani od żadnego innego ważnego dla PiS projektu. Nigdy nie odszedł na krok od ewangelii politycznej PiS, wszystkie jego wypowiedzi co najmniej mieszą się w ostrej retoryce obozu władzy, a czasem są wręcz najbrutalniejsze.

W kręgu Platformy

Stawianie na radykalizm to dla Morawieckiego próba uwiarygodnienia się w twardym elektoracie PiS. Choć jako bankier znany był z konserwatywnych poglądów, to twardym w deklaracjach pisowcem stał się wtedy, gdy Kaczyński objął władzę i pozwolił mu wejść do polityki od razu na sam szczyt.

Wcześniej był blisko związany z Platformą, zasiadał w Radzie Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. Ba, dał się nagrać na taśmach kelnerów w knajpie u „Sowy” dlatego właśnie, że obracał się w kręgu nagrywanych ludzi z wierchuszki Platformy.

Tak, Morawiecki jest pisowskim neofitą. Ciągle uwiarygodnianie się, stałe pilnowanie twardości partyjnej linii, uniemożliwia mu marsz ku centrum. Premier będzie najtwardszym z twardych tak długo, jak będzie się czuł niepewnie w swej adoptowanej polityczne rodzinie.

onet.pl

 

Siedlecka: PiS i mafia. Jak daleko, jak blisko

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. PiS nie chce być kojarzony z mafią, w tym z aferą KNF (prawdziwą, nie tą, dla przykrywki wykreowaną przez PiS). Ale robi to, co jest istotą mafii, która przejmując mechanizmy kontrolne państwa staje się bezkarna i nietykalna. Tak działa PiS, przejmując wszystkie instytucje państwa i używając ich do obrony swoich interesów

Rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość właśnie skierowała pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” Wojciechowi Czuchnowskiemu i przeciw PO. Chodzi o użyte przez nich we wpisach w mediach społecznościowych sformułowania, m.in. o „układzie mafijnym PiS”.

Reakcja PiS-u na krytykę jest nadużyciem i działaniem antydemokratycznym. Pokazuje też, że skończyły się mu argumenty słowne dla dezawuowania politycznej konkurencji i niezależnych mediów.

Istota działania mafii

Istotą działania mafii jest to, że zapewnia sobie wpływ na mechanizmy kontrolne, które mają zapobiegać nadużyciom, łamaniu prawa czy innym patologiom służącym interesom konkretnej grupy i naruszającym dobro wspólne.

Kontrolując mechanizmy kontrolne mafia staje się bezkarna i nietykalna. To właśnie robi PiS, przejmując wszystkie instytucje państwa i używając ich potem do swoich celów.

Najpierw zrobił to z prokuraturą, potem – z Trybunałem Konstytucyjnym, Krajową Radą Sądownictwa, dwiema Izbami Sądu Najwyższego: Dyscyplinarną, odpowiedzialną za dyscyplinowanie sędziów, i Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – odpowiedzialną za kontrolę wyborów.

Robił to za pomocą zmiany prawa, a więc w sposób nieco bardziej wyrafinowany, niż mafia klasyczna. Ale to PiS-owskie prawo jest bezprawne, bo sprzeczne z konstytucją i międzynarodowymi umowami, których Polska zobowiązała się przestrzegać.

Kupowanie zwolenników

Do tego – wzorem mafii – kupuje ludzi stanowiskami i apanażami. Świetnym przykładem jest sądownictwo, gdzie ci sędziowie, którzy zgodzili się zająć miejsca bezprawnie opróżnione przerwaniem kadencji prezesów sądów, czy sędziów – członków Krajowej Rady Sądownictwa, są awansowani, zajmują nieraz po kilka stanowisk ze stosownymi apanażami.

Nie mówiąc o Spółkach Skarbu Państwa i w ogóle: o posłusznych „misiewiczach”, obsadzanych na synekurach. A do tego szantaż szefa KNF wobec bankiera Czarneckiego i realizacja groźby w postaci uchwalenia przepisu o „banku za złotówkę” jest klasycznym przykładem działania mafijnego układu.

I jeszcze: nakazanie ZUS-owi wycofania z Sądu Najwyższego skargi kasacyjnej, na bazie której sędziowie SN zadali Trybunałowi Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne o „wycinkę” sędziów SN.

Zatem określenie sposobu działania PiS-u „mafijnym” opisuje mechanizmy jego działania.

„Ludzka twarz” PiS

Można powiedzieć: PiS – łaskawy pan, bo mógł przecież ścigać Czuchnowskiego i polityków PO za pomocą prokuratury za zniesławienie. I tak mogło być, gdyby nie newralgiczny okres przedwyborczy, w którym PiS ma zwyczaj pokazywać „ludzką twarz”.

A także gdyby nie wpadka z zatrzymaniem b. szefów KNF, z Wojciechem Kwaśniakiem, który próbując bronić „pieniędzy Polaków” przed defraudacją w SKOK-ach, omal nie stracił życia.

Mamy więc wersję soft – postępowanie cywilne. Też ma wywołać efekt mrożący.

Wcześniej zresztą był pozew przeciwko prof. Wojciechowi Sadurskiemu za wpis na Twitterze, że PiS jest „zorganizowaną grupą przestępczą”. I wniosek NBP o „aresztowanie” tekstów „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka” łączących Adama Glapińskiego z aferą KNF (to on wylansował Marka Chrzanowskiego na szefa KNF i jest jego wieloletnim mentorem).

Sąd ustali czy PiS działa metodami mafijnymi

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: już można się cieszyć na proces, w trakcie którego sądy ustalą, czy władza PiS działa metodami mafijnymi. Bo w procesie o ochronę dóbr osobistych należy zbadać, czy zarzut był prawdziwy. PiS nie chce się zgodzić na komisję śledczą w sprawie KNF – będziemy więc mieli proces (ciekawe, czy PiS wystąpi o wyłączenie jawności rozpraw).

Ale warto przy tej okazji zauważyć, że już samo wytoczenie procesu dziennikarzowi i konkurencyjnej partii przez rządzącą partię jest – według standardów wynikających z orzecznictwa Trybunału Praw Człowieka – patologią.

Politycy powinni mieć bowiem „gruszą skórę”, krytyka władzy – także ostra, a nawet nadmiarowa, jest niezbędnym elementem demokracji, krytyka partii rządzącej przez partię konkurencyjną jest normą, krytyka przez dziennikarzy – wypełnianiem fundamentalnej, kontrolnej roli mediów.

A tłumienie krytyki przez władzę jest cechą władzy autorytarnej i grzechem śmiertelnym władzy w demokracji (wie to nawet Donald Trump, puszczając płazem wszelkie obrazy pod swoim adresem).

Władza ma inne możliwości

Wreszcie: władza i jej funkcjonariusze mają aż nadto możliwości publicznego, maksymalnie nagłaśnianego odpierania krytyki czy potwarzy. Władza PiS dysponuje w tym celu nie tylko mediami społecznościowymi i swoimi rzecznikami, ale też przejętymi mediami publicznymi i zaprzyjaźnionymi prywatnymi, które dbają od odpowiednią „narrację”.

Propaganda o „opozycji totalnej” i „niemieckich” czy finansowanych przez „miliardera żydowskiego pochodzenia” mediach się wyczerpała. Czas sięgnąć po przemoc prawną i spróbować pociągnąć umieszczone w sądownictwie sznurki.

Zobaczymy czy się uda.

Ewa Siedlecka jest publicystką „Polityki”. Ten tekst ukazał się na jej Blogu Konserwatywnym.

oko.press

 

PiS złożyło pozwy przeciw PO i dziennikarzowi „GW” o ochronę dóbr osobistych

10.12.2018
PiS pozwało PO oraz dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego; chodzi o użyte przez nich we wpisach w mediach społecznościowych sformułowania m. in. o „układzie mafijnym PiS” – dowiedziała się PAP ze źródeł w Prawie i Sprawiedliwości.
Przedstawiciele PiS domagają się przeprosin od polityków POFoto: Supernak Paweł / PAP
Przedstawiciele PiS domagają się przeprosin od polityków PO
  • Wcześniej PiS złożyło wezwania przedsądowe wobec PO i dziennikarza „GW” i zapowiedziało – w razie ich braku reakcji – złożenie pozwów
  • W pozwie Prawa i Sprawiedliwości, do którego dotarła PAP, przedstawiciele partii domagają się przeprosin od polityków PO
  • PiS domaga się także przeprosin od dziennikarza „Gazety Wyborczej”

Wcześniej PiS złożyło wezwania przedsądowe wobec PO i dziennikarza „GW” i zapowiedziało – w razie ich braku reakcji – złożenie pozwów. Ostatecznie pozwy o ochronę dóbr osobistych zostały złożone w piątek.

15 listopada na oficjalnym profilu PO na Facebooku opublikowano wpis: „To najważniejsi politycy PiS odpowiadają za zatrudnienie i nadzór pracy Marka Ch. jako szefa KNF – organu administracji rządowej sprawującego nadzór nad rynkiem finansowym w Polsce! To od KNF zależy bezpieczeństwo finansowe Polaków”. „Jak mogą dzisiaj skutecznie rozliczyć aferę KNF, jeśli sami są zamieszani w tę bankową aferę stulecia z 40-milionową łapówką w tle?” – podkreślono we wpisie PO.

CZYTAJ WIĘCEJ:  Grzegorz Schetyna: jeśli PiS chce procesu – proszę bardzo

Do wpisu dołączona była grafika z wizerunkami: premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremier Beaty Szydło, b. szefa KNF Marka Ch. i ministra sprawiedliwości, prokuratura generalnego Zbigniewa Ziobry. Na grafice zamieszczono podpis: „Mafijny układ PiS nie dopuści do ujawnienia prawdy! Domagamy się komisji śledczej w sprawie afery KNF!”.

POLECAMY: Politico.eu komentuje COP24 w Katowicach – tekst oryginalny

Co znalazło się w pozwie PiS?

W pozwie Prawa i Sprawiedliwości przedstawiciele partii domagają się przeprosin od polityków PO.

„W imieniu Platformy Obywatelskiej RP, przepraszam partię Prawo i Sprawiedliwość za to, że w dniu 15 listopada 2018 r., na portalu Facebook, Platforma Obywatelska RP bezprawnie stwierdziła, że w partii Prawo i Sprawiedliwość istnieje mafijny układ. Oświadczam, że brak było podstaw do sformułowania takich twierdzeń i sugestii. Ubolewam, że w wyniku tych bezprawnych działań bezpodstawnie naruszono dobre imię partii Prawo i Sprawiedliwość” – oświadczenia o takiej treści domaga się PiS od PO.

PiS chce, żeby PO umieściła przeprosiny za sformułowanie, że „afera KNF sięgała szczytów władzy partii Prawa i Sprawiedliwości, zaś wysocy urzędnicy partii Prawo i Sprawiedliwość domagali się łapówek”.

Pierwsze z oświadczeń miałoby zostać opublikowane na profilu na Facebooku, a drugie na Twitterze. Ponadto PiS domaga się od PO wpłaty 30 000 zł na hospicjum im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie będzie śledztwa ws. spotu PiS o uchodźcach

PiS domaga się także przeprosin od dziennikarza

PiS domaga się także przeprosin od dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego i wobec niego również skierowała pozew o ochronę dóbr osobistych.

PiS domaga się od Wojciecha Czuchnowskiego przeprosin za wpis zamieszczony przez niego na Twitterze 18 listopada o treści: „Właśnie się dowiedziałem od prezesa Glapińskiego, że razem z Kublik zachwiałem systemem finansowym w Polsce. Jeśli tak to przepraszam. Już więcej nie będę opisywał mafii z PiS…”.

PiS domaga się od Czuchnowskiego opublikowania na własnym profilu na Twitterze oświadczenia o treści: „Przepraszam partię Prawo i Sprawiedliwość za to, że w dniu 18 listopada 2018 r., na portalu Twitter bezprawnie nazwałem partię Prawo i Sprawiedliwość +mafią+. Oświadczam, że brak było podstaw do sformułowania takich twierdzeń i sugestii. Ubolewam, że w wyniku moich bezprawnych działań bezpodstawnie naruszyłem dobre imię partii Prawo i Sprawiedliwość”.

Ponadto PiS domaga się od Czuchnowskiego wpłaty 15 000 zł na hospicjum im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Tekst „Gazety Wyborczej”

„Gazeta Wyborcza” napisała 13 listopada, że w marcu 2018 roku ówczesny przewodniczący KNF Marek Ch. zaoferował właścicielowi m.in. Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Czarnecki nagrał rozmowę, jednak w nagraniu nie znalazła się wypowiedź Ch. o tej kwocie. Według biznesmena, szef KNF miał mu pokazać kartkę, na której zapisał 1 proc., co według „Wyborczej” miało stanowić część wartości Getin Noble Banku „powiązaną z wynikiem banku”.

Adwokat Czarneckiego mec. Roman Giertych przyznał, że słynnej kartki z jednym procentem nie ma, ale – jak przekonywał – jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała. Oświadczył, że jego klient jest gotowy poddać się badaniu wariograficznemu.

Po artykule „GW” Marek Ch. złożył dymisję, a premier ją przyjął. O wszczęciu śledztwa informował prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w Warszawie Marka Ch. . Jest on podejrzany o przekroczenie uprawnień i został aresztowany na dwa miesiące. W najbliższy piątek – jak dowiedziała się PAP – Sąd Okręgowy w Katowicach rozpozna zażalenie na aresztowanie byłego szefa KNF Marka Ch.

onet.pl

 

— WKK O TYM, ŻE PSL NIE PRZYSTĄPI DO KO, ALE NIE WYKLUCZA WSPÓLNEGO STARTU DO PE: http://300polityka.pl/live/2018/12/11/

— 37 PiS, 34 KO, Biedroń 7, SLD 5, Kukiz 5, PSL 4 – W SONDAŻU RZ, WARIANT Z LISTĄ O. RYDZYKA: PiS i KO po 34, Biedroń 8, SLD 5, Kukiz 5, PSL 4, partia o. Rydzyka 2
https://www.rp.pl/Polityka/312109905-PiS-musi-sie-sluchac-o-Rydzyka.html&cid=44&template=restricted

— PREZES CZUWAŁ PRZY NIEJ DO KOŃCA – jedynka SE: “- Była bardzo schorowana, potwornie cierpiąca i samotna. Nie miała rodziny, ale to nie znaczy, że była sama… Byłam przy niej przez ostatnie trzy miesiące, cały czas. Także w godzinie śmierci – mówi w rozmowie z SE Elżbieta Witek (61 l.), przyjaciółka zmarłej w sobotę posłanki PiS Jolanty Szczypińskiej (+61 l.). – Był przy niej także prezes Jarosław Kaczyński (69 l.), który regularnie Jolę odwiedzał – wspomina była rzeczniczka rządu”.
https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kulisy-smierci-jolanty-szczypinskiej-kaczynski-czuwal-przy-niej-do-ostatniej-chwili-aa-N5bu-TetK-s9YU.html

— ZAKAZ HANDLU SIĘ PIS OPŁACA – PIOTR MIĄCZYŃSKI W GW CYTUJE SONDAŻ ZPP: “Właśnie upubliczniono pierwsze takie głębsze badanie firmy Maison & Partners przeprowadzone na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jak jest oceniane ograniczenie handlu w niedziele na tle innych działań rządu PiS? Zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków ocenia pozytywnie 65 proc. osób. Program 500 plus ma 61 proc. pozytywnych opinii. Ograniczenie handlu w niedzielę? Aż 52 proc. badanych ocenia je dobrze. Dla porównania – reformę sądownictwa tylko 38 proc. Z tej wyliczanki widać wyraźnie, że PiS zakaz zwyczajnie się opłaca”.
http://wyborcza.pl/7,155287,24256701,solidarnosc-pracodawcy-i-rzad-graja-w-zabke-dlaczego-pis-oplaca.html

— MATEUSZ MORAWIECKI, SYN PREZESA – ANDRZEJ STANKIEWICZ: “Gdy zdrowie szwankuje i słabną witalne siły, to w Mateuszu Morawieckim lider PiS pokłada swe strategiczne nadzieje. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Jarosław Kaczyński zdecydował, iż to Morawiecki zastąpi go na czele PiS. Jeśli coś pokazał ten mijający rok, to właśnie nade wszystko ogromny wpływ, jaki na Kaczyńskiego ma dziś Morawiecki. Bez cienia przesady można powiedzieć, że jeszcze nikt nigdy — poza bratem, rzecz jasna — nie miał takiego politycznego wpływu na Kaczyńskiego. Biorąc pod uwagę, że Kaczyński ufa tylko sprawdzonym, wieloletnim, najczęściej już sędziwym druhom, Morawiecki jest fenomenem. Bodaj nikt nigdy — a na pewno nikt w ostatnich latach — nie zyskał zaufania prezesa tak szybko”.

— STANKIEWICZ O POTRZEBIE UWIARYGODNIANIA SIĘ W ELEKTORACIE PIS: “Tak, Morawiecki jest pisowskim neofitą. Ciągle uwiarygodnianie się, stałe pilnowanie twardości partyjnej linii, uniemożliwia mu marsz ku centrum. Premier będzie najtwardszym z twardych tak długo, jak będzie się czuł niepewnie w swej adoptowanej polityczne rodzinie”.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mateusz-morawiecki-polityczny-syn-prezesa/3z9sml1

— ROBERT BIEDROŃ O TYM, ŻE POPROWADZI LISTĘ DO PE (za Interią): “Zobaczymy. Głównym moim celem jest bycie premierem. Po to się robi ruch polityczny, żeby wziąć odpowiedzialność za kraj i żeby w końcu coś się zmieniło. Taki jest mój cel. A jeśli tak, to muszę mieć pewność, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego będę liderem drużyny i wprowadzę ludzi o podobnych wartościach. Byłoby głupotą, gdybym nie wystartował i nie poprowadził tej listy. I tak zrobię: wystartuję do europarlamentu, a później wystartuję do polskiego parlamentu i wprowadzę znów silną drużynę – tak jak zrobiłem to w Słupsku”.

— PIS NIE DO ZAAKCEPTOWANIA DLA DEMOKRATY – DALEJ BIEDROŃ: “Byłem od początku rzecznikiem 500 plus i uważałem, że to jest dobre rozwiązanie, widziałem, jak zmieniło moje miasto. Ale z całą pewnością brakuje fundamentu dla jakiegokolwiek porozumienia. Nie będę podsycał konfliktu, nie będę nazywał ich „gorszym sortem”, „współczesnymi bolszewikami”, ale uważam, że w takiej w formule, w jakiej funkcjonują, nie są do zaakceptowania dla kogokolwiek, kto się nazywa demokratą”.
https://fakty.interia.pl/polska/news-robert-biedron-chce-byc-premierem,nId,2722677?fbclid=IwAR2VDWGbybxEabc9sjOQWfY3Pj_ZxY3o6tjaTrUy7pYjkfHt2FZgjcNdAPY

— PIS W GŁĘBOKIM DOŁKU – ŁUKASZ PAWŁOWSKI W KULTURZE LIBERALNEJ: “Jeśli przemówienie Jarosława Kaczyńskiego – wygłoszone podczas weekendowego zjazdu Zjednoczonej Prawicy w Jachrance – nie było głęboko przemyślanym blefem, mającym jedynie symulować słabość partii, to jedno wiemy na pewno: rząd jest w głębokim dołku. PiS znalazło się na zakręcie, a w takich warunkach wystąpienia prezesa powinny nie tylko wyjaśniać świat i pokazywać świetlaną przyszłość, lecz także „ładować baterię” polityczną energią. Na wszystkich tych frontach Kaczyński poległ. Publiczność czekała na krwisty stek, a prezes zaserwował rozgotowaną, ziemniaczaną pulpę. Zamiast odbiorców zelektryzować, prezes ich znudził.”

— ŻEBY PRZEGRAĆ, KACZYŃSKI NIE POTRZEBUJE DO TEGO OPOZYCJI – KONKLUZJA PAWŁOWSKIEGO: “Ekipa Kaczyńskiego jest jak drużyna piłkarska, która po serii sukcesów zaczyna przegrywać. Nie dlatego jednak, że w lidze pojawił się godny przeciwnik, ale dlatego, że piłkarzom woda sodowa uderzyła do głowy i kolejne spotkania „kładą”, zanim w ogóle wyjdą na boisko. A mianowany przez prezesa trener wciąż nie może zbudować sobie wśród graczy autorytetu. Nie wróży to najlepiej na przyszłość, zaś wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Jachrance pokazuje, że jak na razie pomysłu na powstrzymanie rozkładu Zjednoczonej Prawicy nie ma nawet sam prezes. Tymczasem właśnie się okazało, że PiS ma już z kim przegrać. I chyba nie potrzebuje do tego opozycji”.
https://kulturaliberalna.pl/2018/12/11/pawlowski-pis-jachranka-jaroslaw-kaczynski/#

— MARCIN FIJOŁEK O PISOWSKIEJ CIEPŁEJ WODZIE W KRANIE: “Piłkarskim kibicom nie trzeba przesadnie długo tłumaczyć, czym jest catenaccio. Tym jednak, którym na bakier z futbolem wyjaśnijmy w kilku słowach: to system taktyczny zakładający położenie szczególnego nacisku na grze defensywnej, skupiający się raczej na murowaniu własnej bramki i bronieniu korzystnego rezultatu – celem uniknięcia popełnienia błędów przy próbie otwarcia się. Catenaccio Prawa i Sprawiedliwości ktoś mógłby określić mianem „pisowskiej ciepłej wody w kranie” – to próba wyciszania konfliktów (zwłaszcza zejścia ze sporu ws. Sądu Najwyższego), skonsolidowanie szeregów (w tym utemperowanie politycznych harcowników), wreszcie – próba obrony wyniku, czyli niezłych sondaży, dobrych rezultatów ekonomicznych i konieczność odparcia próby utożsamienia PiS z zużytą partią władzy, w zasadzie podobną do Platformy Obywatelskiej. To ostatnie nieźle zresztą wyczuł Jarosław Kaczyński, który w swoim ostatnim przemówieniu zaznaczył, że jedną z najbardziej niebezpiecznych dla PiS narracji (prezes określił to mianem socjotechniki) jest zestawienie PiS i PO w jednym szeregu”.

— TRZEBA UMIEĆ PRZEPROWADZAĆ ZABÓJCZE KONTRATAKI I MIEĆ DO NICH WYKONAWCÓW – DALEJ FIJOŁEK: “Zakładając jednak, że do głębokiego taktycznego resetu i przegrupowania sił nie dojdzie, trzeba pamiętać, że do pewnego czasu, przy odpowiednich wykonawcach, catenaccio może być skuteczne. Warunek jest jeden – trzeba umieć przeprowadzić zabójcze kontrataki i mieć do nich wykonawców. No i liczyć się z tym, że większość publiczności często psioczy na taką rozgrywkę. Koniec końców jednak najważniejsza jest skuteczność, a nie noty za styl. Przynajmniej w futbolu, polityka ma jednak czasem inne reguły gry”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/424943-polityczne-catenaccio-pis-czy-ta-strategia-moze-zadzialac

— SPRAWA KWAŚNIAKA POGRZEBIE PIS – EWA SIEDLECKA: “Opinią publiczną kierują emocje. A w przypadku tego, co PiS robi z byłym wiceszefem KNF Wojciechem Kwaśniakiem, emocja jest jedna: krzywda i niesprawiedliwość. I to niezależnie od tego, czy się wierzy w opowieść PiS, że KNF za czasów Kwaśniaka był opieszały wobec SKOK Wołomin. (…) Ziobro jest panem każdego, kim zainteresuje się prokuratura. A prokuratura zainteresuje się tym, kogo wskaże Ziobro. Teraz wskazał byłych szefów i funkcjonariuszy KNF, w tym Wojciecha Kwaśniaka, który z pewnością stanie się dla „prawa i sprawiedliwości” à la PiS postacią symboliczną. Nawet jeśli – widząc, co narobił – PiS wyciszy sprawę przed wyborami, to ludzie o niej nie zapomną. Tak jak nie zapomną o innym dziele Ziobry – wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, który prowadzi do polexitu. Nawet jeśli Trybunał go nie tknie”.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1774892,1,sprawa-kwasniaka-pogrzebie-pis.read?src=mt

— ZAPOMINAJĄCY MINISTER – RZ O ROSTOWSKIM – jak pisze Przemysław Wojtasik: “Minister nie pamiętał, czy państwo polskie zrobiło coś, gdy inne kraje Unii Europejskiej wprowadzały przepisy zapobiegające oszustwom na telefonach komórkowych. Nie pamiętał, czy go ostrzegano przed tym, że przestępcy mogą się teraz przenieść do Polski. Nie pamiętał, po co wprowadzono przepis o rozliczeniach zagranicznych podmiotów (zdaniem pytających członków komisji pozwalający na oszustwa) i dlaczego go likwidowano”.
https://www.rp.pl/Opinie/312109901-Zapominajacy-minister—komentuje-Przemyslaw-Wojtasik.html

— TO MIAŁO BYĆ NAJWAŻNIEJSZE PRZESŁUCHANIE, ZEZNANIA ROSTOWSKIEGO MIAŁY POGRĄŻYĆ PO, ALE TO SIĘ NIE UDAŁO – Piotr Mączyński w GW.

— KOŚCIÓŁ PRZERYWA MILCZENIE – jedynka GW: “Archidiecezja gdańska, powołując się na tekst „Wyborczej”, zapowiedziała „próbę zbadania wszystkich możliwych aspektów sprawy” prałata Jankowskiego. Eksperci mają jednak wątpliwości: dla ofiar wejście na teren kościelny może być traumą, potrzebna jest komisja niezależna od kurii”.
http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,24263743,co-dalej-ze-sprawa-ks-jankowskiego-kosciol-przerywa-mileczenie.html

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA O SPRAWIE KS. JANKOWSKIEGO – KOMISJA ALE BEZ ABP. GŁODZIA: “Kierujący archidiecezją gdańską abp Sławoj Leszek Głódź był już w przeszłości krytykowany za pobłażliwość wobec pedofilów. Media pisały np. o księdzu Mirosławie, który został prawomocnie skazany za molestowanie nastoletniej parafianki, ale nadal pozostawał członkiem elitarnej Kapituły Kolegiaty Staroszkockiej. Dlatego arcybiskup powinien być odsunięty od jakiegokolwiek wpływu na przyszłą komisję. Byłoby nawet lepiej, aby ta komisja działała poza archidiecezją abp. Głódzia.

— WIELOWIEYSKA O STAWIANIU POMNIKÓW PEDOFILOM: “Opinii publicznej należy się wyjaśnienie tej sprawy, bo pomnik ks. Jankowskiego w Gdańsku już stoi. Stawianie pomników pedofilom byłoby – użyję sformułowania chętnie powtarzanego w Kościele – sianiem zgorszenia. I nie jest to problem tylko jednej archidiecezji”.
http://wyborcza.pl/7,160131,24263612,sprawa-ks-jankowskiego-komisja-potrzebna-ale-bez-abp-glodzia.html

— MAGDALENA ŚRODA O POMNIKACH – pisze w GW: “A co robić, gdy po latach od wystawienia pomnika dowiadujemy się o przestępczym życiu bohatera? Jeśli go zburzymy, zniknie ślad i po człowieku, i po jego przewinieniach. Pomnik księdza Jankowskiego ma wiele znaczeń: jest wyrazem jego zasług zarówno historycznych, jak i politycznych, choć były to raczej zasługi instytucji, do której przynależał i która kierowała jego losem. Jest to więc również wyraz władzy i pychy Kościoła. Ksiądz Jankowski był człowiekiem bogatym, ale i wielkodusznym. Sławnym, lecz małym. Był ważną postacią w Gdańsku i w Polsce, a zarazem kryminalistą. Pełną prawdę o nim trzeba ujawnić i uwiecznić. „Prałat Jankowski, spowiednik ‚Solidarności’, społecznik, przestępca seksualny”. To, w pewnym sensie również prawda o nas. O naszej ślepocie, obojętności, przyzwoleniu na zło”.
http://wyborcza.pl/7,75968,24263020,wojna-o-symbole-i-pomniki-czy-czeka-nas-depisizacja.html

— ZDEZUBEKIZOWANI ZA POMOC KOŚCIOŁOWI – Leszek Kostrzewski w GW: “Rząd PiS obniżył emerytury trzem byłym agentom SB, którzy przekazywali opozycji i Kościołowi tajemnice bezpieki. Ukarani odwołali się do IPN. Ten przyznał, że ma dokumenty świadczące o współpracy funkcjonariuszy z opozycją, ale nie pomoże”.
http://wyborcza.pl/7,75398,24263421,zdezubekizowani-za-pomoc-kosciolowi-ipn-im-nie-pomoze.html

— DZIURAWA KONTROLA KNF – Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka na jedynce RZ: “Tylko w działaniach NBP nie stwierdzono nieprawidłowości. Najwięcej zastrzeżeń NIK miała do KNF. Główne zarzuty to brak skutecznego nadzoru w przypadku nieprawidłowo realizowanych przez banki spółdzielcze programów naprawczych i wobec banków nierzetelnie prezentujących dane w tzw. formularzach samooceny. Okazało się też, że kandydaci na kuratorów i zarządców komisarycznych z listy KNF nie mieli minimalnych kwalifikacji w zakresie doświadczenia zawodowego i wykształcenia, niezbędnych do pełnienia tej funkcji. To politolodzy, historycy, pracownicy administracji, inżynierowie organizacji przemysłu spożywczego, bez doświadczenia bankowego – wytyka NIK”.
https://www.rp.pl/Polityka/312109900-Dziurawa-kontrola-KNF.html

— NIEMCY WCIĄŻ NIE WIEDZĄ CZEGO CHCĄ, ALE SPÓJRZMY NA WŁOCHY ALBO FRANCJĘ – SŁAWOMIR SIERAKOWSKI BYŁ NA KONGRESIE CDU: “Trudno powiedzieć, czy Kongres zrealizował oczekiwania większości i przesunął CDU choć trochę w prawo. W tej sprawie chadecy do końca nie wiedzą, czego chcą. Z jednej strony zmusili Angelę Merkel do odejścia, z drugiej wciąż 57 proc. z nich chce Merkel na stanowisku kanclerza Niemiec. Z jednej strony chcą zmian, ale wybrali kandydatkę kontynuacji. Bez przerwy mówili o Europie i o tym, że bez Niemiec rządzenie nią jest niemożliwe, ale z drugiej wstrzymywali się od jakichkolwiek deklaracji kierunku, w którym powinna pójść Europa. Nazwisko Macrona, który proponował Niemcom wspólną reformę Unii, prawie nie padało, jakby francuski prezydent był ich wyrzutem sumienia. (…) Niemcy z CDU nie tylko nie wiedzą dziś, czego chcą w sprawie Nord Stream II, ale także w sprawie własnej partii, własnego kraju i Europy. Ktokolwiek miałby się z tego powodu poczuć rozczarowany niech spojrzy na to, co się dzieje we Francji, Włoszech albo Wielkiej Brytanii”.
http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/sierakowski-niemcy-wciaz-nie-wiedza-czego-chca/

— URODZINY: Dominika Maria Wielowieyska-Ganew, Sławomir Nowak, Paweł Olszewski, Janusz Dzięcioł, Aleksander Siemaszko, Eleonora Zielińska.

%d blogerów lubi to: