Glapiński, 04.01.2019

 

— TOMASZ BIELECKI O SPOTKANIU KACZYŃSKIEGO Z SALVINIM: “Spotkanie Salvini-Kaczyński miały poprzedzić co najmniej dwie wyprawy emisariuszy Włocha do Warszawy. Ponadto Salvini celuje w sojusz z szefową francuskiego Zjednoczenia Narodowego (dawniej Frontu Narodowego) Marine Le Pen oraz Geertem Wildersem z holenderskiej Partii Wolności – ich ugrupowania już teraz znajdują się w tej samej frakcji w Parlamencie Europejskim”.
http://wyborcza.pl/7,75398,24330713,w-przyszlym-tygodniu-w-warszawie-matto-salvini-spotka-sie-z.html

— KACZYŃSKI BĘDZIE GOŚCIEM NA KONWENCJI GOWINA W KRAKOWIE – 300LIVE: http://300polityka.pl/live/2019/01/04/

— NAWET DLA LEWICOWYCH RZĄDÓW ZWALCZANIE PRZEMOCY NIE BYŁO WYSTARCZAJĄCO WAŻNE – SYLWIA SPUREK, ZASTĘPCZYNI RPO W ROZMOWIE RIGAMONTI X 2 w DGP: “Muszę być uczciwa. Dla żadnego z rządów, których działania miałam okazję obserwować od wewnątrz od 2001 r., przeciwdziałanie przemocy w rodzinie nie było priorytetem. Nawet dla tych lewicowych, SLD-owskich rządów kierowanych przez premiera Millera, a potem premiera Belkę. Przeciwdziałanie przemocy nigdy nie było dla nich wystarczająco ważne. Nie było też ważne dla Ryszarda Kalisza, ministra spraw wewnętrznych i administracji. Bardziej ich interesowało to, gdzie sprawca ma się podziać, jeśli zostałby wydany nakaz opuszczenia przez niego mieszkania, niż to, gdzie podziewa się ofiara, najczęściej z dziećmi, uciekając z rodzinnego domu”.

— RZĄD PO-PSL SWOJĄ SKUTECZNOŚĆ POKAZYWAŁ NA EURO 2012 NIE W SPRAWACH SPOŁECZNYCH- DALEJ SPUREK: “I to nie jest tak, że ja mam jakieś symetrystyczne poglądy, tylko obserwując działania poszczególnych rządów z różnych pozycji, również jako osoba od lat zaangażowana w działalność na rzecz praw człowieka, mam konkretne przemyślenia na temat tego, co zostało zrobione źle, a co dobrze, co zostało zaniedbane. Rząd PO-PSL swoją skuteczność pokazywał na UEFA Euro 2012. Nie był zainteresowany przemocą w rodzinie, kwestią alimentów, systemem wsparcia dla osób starszych, osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. My jesteśmy, jeśli chodzi o realizację praw człowieka tych grup, w latach 80. XX w., a nie w XXI wieku”.

— FRAGMENT ROZMOWY RIGAMONTI ZE SPUREK NA PYTANIE CZY SPUREK WEJDZIE DO POLITYKI: “Wchodzi pani do polityki?

– Nie, nie wchodzę.

– Lista do Parlamentu Europejskiego z ugrupowania Roberta Biedronia to nie o pani?

– Mój konkubent, dr Marcin Anaszewicz, jest szefem sztabu Roberta Biedronia i szefem jego think tanku. Zresztą znamy się z Robertem Biedroniem kilkanaście lat. Przyjaźnimy się. Marcin z nim jest od dawna, towarzyszy mu w różnych kampaniach wyborczych. Restrukturyzował Słupsk dla Roberta. Bardzo blisko współpracują. To tyle.

– I nie jest tak, że za trzy dni pani powie, że jednak pani startuje, że z Brukseli będzie łatwiej walczyć o prawa obywateli?

– Robert Biedroń nie rozmawiał ze mną na ten temat, nie złożył propozycji. Poza tym, jeśli miałabym wejść do polityki, zrezygnować z pracy tutaj, w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, to pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała, byłby mój szef, dr Adam Bodnar.

– W polityce miałaby pani większą sprawczość.

– Pracowałam przy pięciu rządach w Polsce, wiem, że z tą sprawczością nie zawsze jest łatwo. Działamy na styku polityki. W biurze RPO robimy tylko to, albo aż to, co do nas należy. Myślę, że ogromną rolę w działalności Biura Rzecznika Praw Obywatelskich odgrywa zaangażowanie i aktywność Adama Bodnara”.
https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/588426,rigamonti-sylwia-spurek-rpo-przemoc-bicie-ustawa.html

— STRACH POMYŚLEĆ, CO SIĘ DZIEJE Z PROJEKTAMI, KTÓRE NIE CIESZĄ SIĘ TAKIM ZAINTERESOWANIEM OPINII PUBLICZNEJ – TOMASZ PIETRYGA W RZ: “Strach pomyśleć, co się dzieje ze zmianami prawnymi, które nie tylko nie cieszą się zainteresowaniem opinii publicznej, mediów, ale wręcz są zrozumiałe jedynie dla nielicznych. Chodzi np. o różne subtelności w prawie finansowym czy podatkowym. Jeżeli proces legislacyjny jest pozbawiony fachowej analizy zmian i ich celowości, jeżeli nie wiemy nawet, kto jest pomysłodawcą, może się okazać, że przepisy pisane są nie w interesie obywateli, ale ludzi, którzy chcą wykorzystać dziurawy legislacyjny system do własnych celów. To niebezpieczna dla państwa sytuacja”.
https://www.rp.pl/Opinie/301049980-Drugie-dno-ustawy-o-przemocy-w-rodzinie—komentuje-Tomasz-Pietryga.html

— MALEJĄ SZANSE NA SAMODZIELNE RZĄDY PRAWICY, TYLKO WRÓCIMY DO CODZIENNEGO PYTANIA CZY KOALICJA WCIĄŻ ISTNIEJE JEŚLI WYGRA OPOZYCJA – GRZEGORZ OSIECKI W DGP: “Coraz bardziej realny staje się scenariusz, w którym po 8 latach stabilnych rządów PO-PSL i czterech PiS wrócimy do codziennego zastanawiania się, czy koalicja wciąż istnieje. Ostatnie tygodnie wskazują, że maleją szanse na samodzielną władzę PiS (czy szerzej obozu prawicy: PiS, Solidarnej Polski oraz partii Jarosława Gowina) po jesiennych wyborach parlamentarnych. Za to zwyciężyć w nich może wielka koalicja opozycji. Obserwując polityczne zmagania, samo pytanie o stabilność tej czy innej ekipy wydaje się absurdalne. Dla przeciwników Prawa i Sprawiedliwości upadek partii Jarosława Kaczyńskiego jest wymarzonym scenariuszem – najważniejsze, by nastąpił. Gdy rządziła Platforma, o to samo modlili się wyborcy PiS.  – I cóż z tego, że wygramy. Tylko jak potem złożyć rząd? – zastanawia się jednak jeden z czołowych polityków opozycji. W codziennym politycznym rozgardiaszu za rzecz oczywistą uznajemy, iż gabinet dotrwa do kolejnych wyborów. Ale tak naprawdę to dla nas nowe doświadczenie. Taka stabilność zapanowała dopiero w 2007 r.: najpierw na 8 lat rządy przejęła koalicja PO-PSL, potem, od 2015 r., obóz prawicy. Choć zdarzają się wymiany premierów (Ewa Kopacz za Donalda Tuska, Mateusz Morawiecki za Beatę Szydło) czy ministrów, w podświadomości mamy zakodowane, że rząd przetrwa cztery lata”.
https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/588459,osiecki-blaganie-o-porazke-czy-koalicja-wciaz-istnieje.html

— KAROLINA WIGURA W DGP O PYRRUSOWYCH ZWYCIĘSTWACH SYMETRYSTÓW I ALARMISTÓW: “Z dzisiejszego punktu widzenia zarówno symetryści, jak i alarmiści odnieśli pyrrusowe zwycięstwa. Symetryści, bo wydaje się, że dynamika ostatnich wyborów lokalnych sprawiła, że argumenty o wprowadzanej przez Jarosława Kaczyńskiego dyktaturze, o trwałym upadku polskiej demokracji, o niechybnych fałszerstwach wyborczych straciły moc. Rozpowszechniło się natomiast przekonanie, że skoro w wyborach lokalnych Koalicja Obywatelska uzyskała całkiem dobre wyniki, to widocznie należy po prostu pozwolić partiom opozycyjnym stanąć w szranki z PiS. I nawet jeśli w kuluarach pojawia się nadal ostrzeżenie przed fałszerstwami wyborczymi czy gorliwymi aresztowaniami opozycjonistów, to przeważa przekonanie o mocy sprawczej powszechnego głosowania. Scenariusz Orbánowski, choć pozostaje poważnym ryzykiem, przestał wyglądać nad Wisłą na nieuchronny. Najwyraźniej Warszawa to nie Budapeszt”.

— SYMETRYŚCI ZMARGINALIZOWANI PRZEZ OBÓZ TOŻSAMOŚCIOWY – DALEJ WIGURA W DGP: “Ale jednocześnie wydaje się, że tzw. symetryści przegrali. Zostali zmarginalizowani przez przekaz tożsamościowy i alarmistyczny, a nade wszystko przez to, że na razie ad calendas graecas odsunięto głębszy namysł o konieczności głębokich przemian państwa i polityki”.

— DZIĘKI BIEDRONIOWI ODZYSKUJEMY JAKO OBYWATELE MOŻLIWOŚĆ WYBIERANIA Z TRZECH DAŃ A NIE DWÓCH – DALEJ WIGURA W DGP: “Jak słusznie napisał ostatnio Tomasz Sawczuk, nie wiadomo, czy Biedroniowi uda się wygenerować dostateczny popyt na swoje usługi polityczne. Z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się ważne to, że dzięki Biedroniowi odzyskujemy jako obywatele możliwość wybierania nie z dwóch możliwych dań – PiS i PO – ale z trzech. Mamy więc pluralizm w praktyce – tu i teraz, zamiast odsuwania go w czasy po 2019 r., a może jeszcze dalej. Są więc, przynajmniej potencjalnie, trzy różne programy wyborcze, trzy różne wizje Polski. Czy zaś uda się zbudować trochę lepszy kraj dla nas wszystkich – to już zupełnie inna sprawa. Na dziś liberałowie powinni zadać sobie przede wszystkim jedno pytanie: jak nie dopuścić do tego, aby jak Emmanuel Macron we Francji pokonać populistów, a po roku znaleźć się w dramatycznym kryzysie?”
https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/

— JACEK GĄDEK: MIMO KIEPSKIEJ FORMY, DUDA MOŻE WYGRAĆ – pisze w gazeta.pl: “To ostatni dzwonek dla Andrzeja Dudy, by zaczął lepić swój wizerunek na wybory 2020 r., jeśli ma on być wiarygodny, a nie sypki. Prezydent pokazuje jednak, że zamiast wymyślać siebie – tak jak w 2015 r. – jest rozchwiany. Wobec oddalającej się perspektywy startu Donalda Tuska, to i w kiepskiej formie Duda ma dużą szansę na reelekcję”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,24328966,ostatni-dzwonek-dla-andrzeja-dudy-analiza.html

— ŁUKASZ LIPIŃSKI O TYM, ŻE MIMO ANDRUSZKIEWICZA, PIS RADZI SOBIE Z RÓŻNICOWANIEM NARRACJI: “Taki radykał wcale nie musi zaszkodzić generalnemu, centrowemu przekazowi kampanii. PiS od lat umiejętnie różnicował narrację, poszczególni politycy obozu prawicy mówili do odrębnych segmentów wyborców, nie przeszkadzając sobie wzajemnie: Beata Szydło do elektoratu socjalnego, Mateusz Morawiecki do zwolenników modernizacji, Antoni Macierewicz do „ludu toruńskiego” itd.”.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1777226,1,po-co-pis-minister-andruszkiewicz.read

— MICHAŁ SUTOWSKI PISZE W KRYTYCE, ŻE ANDRUSZKIEWICZ BĘDZIE POLITYCZNYM AKTYWEM MORAWIECKIEGO: “Skoro jednak wszedł do rządu, to mu choć na chwilę, czyli do jesieni 2019 roku, podobne pomysły wywietrzeją z głowy. Eliminacja konkurencji przez kooptację to dość oczywista taktyka w stosunku do potencjalnych graczy, których trudniej kupić niż ośrodek toruński, bo bardziej zanarchizowanych i mniej sterownych. Ergo: skoro doktryna „na prawo od nas tylko ściana” obowiązuje, to nominacja byłego lidera Młodzieży Wszechpolskiej jak najbardziej trzyma się kupy. Bo Andruszkiewicz w rządzie PiS to brak Andruszkiewicza np. w partii budowanej za pieniądze Marka Jakubiaka. (…) Czy eksperyment z Andruszkiewiczem się powiedzie? Pokażą wybory, ale ja obstawiam, że poseł będzie raczej aktywem niż pasywem rządu Morawieckiego.
http://krytykapolityczna.pl/felietony/michal-sutowski/andruszkiewicz-robi-sens/

— MARCIN MAKOWSKI O REAKCJACH POLITYKÓW PIS NA ANDRUSZKIEWICZA – pisze w WP: “Gdy pyta się polityków Zjednoczonej Prawicy o opinię na temat nominacji Adama Andruszkiewicza na wiceministra Cyfryzacji, dwie odpowiedzi dominują. Dyplomatyczny unik, albo krytyka połączona z brakiem zrozumienia motywacji premiera. Dopiero po chwili przychodzi racjonalizacja; ”jego ludzie pomogą frekwencyjnie w kampanii, odciąży wpływy Torunia”. Czy to wystarczy?”

— GOWIN BYŁ PRZECIWKO, ALE ANDRUSZKIEWICZ UMIE MOBILIZOWAĆ MŁODYCH – DALEJ MAKOWSKI: “Według informacji Wirtualnej Polski, przeciw zatrudnieniu Adama Andruszkiewicza w Ministerstwie Cyfryzacji z Mateuszem Morawieckim rozmawiał również Jarosław Gowin , przedstawiając swoją dezaprobatę i krytykę tej decyzji. Ostatecznie jednak, pomijając kompetencje resortowe na ocenę których przyjdzie czas, jeden z rozmówców WP, dobrze zorientowany w temacie, wskazuje na bodaj najważniejszy czynnik przemawiający za awansem byłego posła Kukiz’15. – On ma naprawdę spore zaplecze personalne zgromadzone wokół siebie. Mobilizuje wielu młodych, to będzie dla nas kluczowe w dynamice kampanii 2019. W ten sposób będziemy mieć frekwencję w terenie, świeżą krew na wiecach i spotkaniach. Lokalnym działaczom PiS-u często już tego robić po prostu nie chce – twierdzi mój informator”.
https://opinie.wp.pl/marcin-makowski-andruszkiewicz-podzielil-pis-jedni-krytykuja-drudzy-milcza-6334504537597569a

— MARCIN FIJOŁEK O NOMINACJACH DLA “ANDRUSZKIEWICZÓW” – NA KANWIE ODPOWIEDZI PIOTROWI TRUDNOWSKIEMU O NOWYM CENTRUM: “Równie dobrze wszystko to może się skończyć kolejnymi rządowymi nominacjami dla Adamów Andruszkiewiczów i innych polityków z potencjałem rozumianym jako zasięgi na Facebooku czy Twitterze, czy z drugiej strony opowieściami o rozdziale Kościoła od państwa jako lekarstwu na wszystkie bolączki, co trzeba ogłaszać 6 stycznia. Walka o coś więcej zawsze przypomina kopanie się z koniem, ale mamy obowiązek to czynić. Mało optymistycznie? Być może. Ale i taki to będzie, a przynajmniej być może, rok 2019”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/427947-to-pociagajace-ale-nowe-centrum-nie-uzdrowi-polityki

— MARCIN WOJCIECHOWSKI NA STRONACH NEWSWEEKA O NAJWAŻNIEJSZYM ROKU W ŻYCIU SCHETYNY: “To będzie najważniejszy rok w życiu Grzegorza Schetyny. Albo wygra wybory do Sejmu tak, że będzie miał większość, albo okaże się politykiem nieskutecznym i zdolnym jedynie do małych, zakulisowych intryg. Nic mu nie da uzyskanie po prostu „dobrego wyniku”, nawet jeśli ten wynik będzie o 10 punktów procentowych lepszy niż Platforma miała w 2015. Jeżeli PiS otrzyma więcej głosów niż PO i nadal będzie rządził, to Schetyna zostanie wyrzucony ze stanowiska szefa partii i będzie mógł co najwyżej, siedząc w tylnych rzędach sali sejmowej, oglądać jak Kaczyński niszczy Polskę”.

— WOJCIECHOWSKI O TYM, ŻE DLA SCHETYNY WCZEŚNIEJSZE WYBORY BYŁYBY KORZYSTNE I O TYM, ŻE IM PÓŹNIEJ, TYM BARDZIEJ BĘDZIE NA ŁASCE MNIEJSZYCH PARTNERÓW: “Dla Grzegorza Schetyny wcześniejsze wybory też byłyby na rękę. Schetyna jest szefem partii już prawie trzy lata i do tej pory niczego wielkiego nie pokazał. Notowania partii cały czas pozostają na podobnym poziomie i ani razu nie udało się jej wyprzedzić PiS. Wydaje się, że PO osiągnęła swój szklany sufit i więcej głosów już nie zdobędzie, a przynajmniej nie z tym liderem, więc jedynym wyjściem pozostaje dosypanie głosów innych partii, poprzez zawiązanie z nimi koalicji. W ten sposób Schetyna staje się zakładnikiem mniejszych ugrupowań, które w sondażach dysponują zaledwie trzema procentami, ale z jego punktu widzenia to mogą być właśnie te trzy punkty procentowe potrzebne do pokonania PiS. Koszmarnym snem Schetyny musi być sytuacja, w której wielkopańskim gestem odrzuca umizgi karłowatego ugrupowania, a potem okazuje się, że do zwycięstwa nad PiS zabrakło mu dokładnie tych paru procent, którymi przedtem wzgardził”.
https://www.newsweek.pl/opinie/najwazniejszy-rok-w-zyciu-grzegorza-schetyny-jesli-nie-wygra-czeka-go-miejsce-w/vwwlfsc

— WIELKIE ZAMIESZANIE Z PODWYŻKAMI ZA ENERGIĘ – JEDYNKA GW.

— AMBASADOR WTRĄCA SIĘ DO LEKÓW – JUDYTA WATOŁA w GW: “W całej sprawie najbardziej zagadkowe jest to, dlaczego w ogóle Georgette Mosbacher ujmuje się za szwajcarskim koncernem. Roche jako firma prowadząca inwestycje w USA należy wprawdzie do Komitetu Farmaceutycznego AmCham, czyli Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, ale gdy chodzi o zamienniki herceptyny, to ich producentami – a więc konkurencją dla Roche’a – są właśnie koncerny amerykańskie. Zamiennik, który jest refundowany od lipca zeszłego roku, produkuje firma Amgen. Zamiennik koncernu MSD (w USA pod nazwą Merck) czeka na pozytywną decyzję ministra. Wniosek o refundację swojego zamiennika szykuje też Pfizer. Zapytaliśmy, dlaczego pani ambasador zarzuca ministerstwu, że podejmuje decyzje „w sposób, który sprawia wrażenie sprzyjania konkurencji” Roche’a? I dlaczego w ogóle napisała list w sprawie leków tej firmy? Ambasada podziękowała za pytania, ale odpowiedzi odmówiła: „Ambasada Stanów Zjednoczonych w Warszawie nie udziela komentarzy dotyczących domniemanych przecieków korespondencji dyplomatycznej”.
http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/7,137474,24330480,ambasador-usa-wtraca-sie-do-polskich-lekow.html

— PIOTR SKWIECIŃSKI O PRZESŁUCHANIU TŁUMACZKI A PROPOS DYSKUSJI W USA PRZY SPRAWIE CLINTONA: “Otóż usiłujący udowodnić krzywoprzysięstwo prezydenta („nigdy nie uprawiałem seksu z tą kobietą… panią Lewinsky…”) niezależny prokurator Kenneth Starr zdecydował, że chce na okoliczność jego kontaktów z ową damą przesłuchać ochroniarzy Billa Clintona. Szef amerykańskiego BOR-u, czyli Secret Service, był zszokowany tym żądaniem. Najpierw prosił samego prokuratora, by zrezygnował ze swojego zamierzenia. Argumentował tak: między ochroniarzem, którego obowiązkiem jest towarzyszyć osobie ochranianej przez cały czas, a tą osobą musi istnieć pełne zaufanie. Jeśli zostanie stworzony precedens, że agent Secret Service może zostać zmuszony do zeznawania w śledztwie przeciw osobie ochranianej, to w przyszłości takiego zaufania już nie będzie. VIP-y zaczną uciekać własnej ochronie, i w konsekwencji ich bezpieczeństwo, a co za tym idzie bezpieczeństwo państwa, zostanie zagrożone”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/428060-tlumacz-to-jednak-nie-ksiadz-ale-polska-to-nie-ameryka

— WANDA NOWICKA W GW O POTRZEBIE OBYWATELSKIEJ CZUJNOŚCI WS KOBIET: “Ponieważ jednak w PiS-ie dominuje patriarchalne podejście do rodziny, wydaje się, że ten rząd podejmie jeszcze niejedną próbę, by ochronić polską rodzinę przed „progresistami”, czyli by w praktyce osłabić prawo antyprzemocowe. Tym bardziej że fundamentaliści ze strony kościelnej i środowisk skupionych wokół Ordo Iuris, coraz bardziej rozczarowani zaniechaniami PiS w sprawach kobiet, w miarę zbliżania się końca kadencji coraz mocniej naciskają. Dlatego czujność społeczeństwa, mediów i środowisk prawniczych jest tak potrzebna, szczególnie na ostatniej prostej”.
http://wyborcza.pl/7,75968,24330273,kobieta-ma-dzwigac-swoj-krzyz-tak-prawica-porzadkuje-nam-zycie.html

— URODZINY: Stanisław Wądołowski, Marek Borowski, Andrzej Adamczyk, Mariusz Walter, Bartek Węglarczyk, Andrzej Ostrowski.

300polityka.pl

 

Przyboczna szefa NBP ukryła przed opinią publiczną swoje zarobki – kilkadziesiąt tys. zł miesięcznie

artyna Wojciechowska – szefowa departamentu komunikacji i zaufana prezesa NBP Adama Glapińskiego – do wiosny 2018 r. była też radną Mazowsza. Zrezygnowała z mandatu w ostatnim dniu składania oświadczeń majątkowych za 2017 r. Tak uniknęła ujawnienia swych zarobków: miesięcznie nawet kilkadziesiąt tys. zł z NBP i 11 tys. zł z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego

Wojciechowska – rusycystka i promotorka jazzu (sylwetka na końcu tekstu) – jest jedną z najbliższych współpracownic Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Latem 2016 roku, krótko po tym jak sam objął funkcję, Glapiński powołał ją na dyrektorkę Departamentu Komunikacji i Promocji NBP. Rok później delegował ją także, jako przedstawicielkę NBP, do rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG).

  • Według wyliczeń „Gazety Wyborczej” po objęciu funkcji dyrektorki departamentu Wojciechowska mogła (może?) zarabiać w NBP średnio nawet 65 tys. złotych miesięcznie.
  • Jak ustaliło OKO.press, za zasiadanie w radzie BFG otrzymywała w 2017 roku ponad 11 tys. złotych miesięcznie (łącznie przez 6 miesięcy 66.054 złote), a w 2018  roku – prawie 12 tys. złotych miesięcznie (łącznie 142.184 złote).
  • Do wiosny 2018 roku Wojciechowska była też radną mazowieckiego sejmiku – z dietą w wysokości około 2,5 tys. złotych miesięcznie.
  • Do 30 kwietnia 2018 roku powinna ujawnić w oświadczeniu majątkowym wszystkie zarobki z 2017 roku. Ale – jak dowiedziało się OKO.press – zamiast tego przesłała do sejmiku oświadczenie o rezygnacji z bycia radną.
  • Nie złożyła również, wymaganego prawem, oświadczenia majątkowego na koniec okresu sprawowania mandatu radnej.

#samiswoi

O Martynie Wojciechowskiej (wcześniej: Wojciechowskiej-Tsobekhnia) zrobiło się po raz pierwszy głośno wiosną 2018 roku.

14 kwietnia 2018 roku młodzi działacze PSL rozpoczęli w mediach społecznościowych akcję informacyjną #samiswoi. Moment nie był przypadkowy: tego dnia odbywała się konwencja PiS i Zjednoczonej Prawicy, która miała zatrzeć fatalne wrażenie po aferze z nagrodami dla członków rządu Beaty Szydło.

Podczas konwencji Jarosław Kaczyński przekonywał, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. „Nie działamy dla siebie, działamy dla Polaków” – zaklinał rzeczywistość.

W tym czasie młodzi ludowcy publikowali na Twitterze grafiki ze zdjęciami samorządowców PiS, którzy pracują w państwowych instytucjach lub spółkach. Podawali ich zarobki w 2016 roku (nie było jeszcze oświadczeń majątkowych samorządowców za 2017 rok).

„Martyna Wojciechowska radna PiS z Mazowsza przytuliła 392 tys. złotych z Narodowego Banku Polskiego” – pisali.

Rzeczywiście z oświadczenia majątkowego Wojciechowskiej za 2016 rok wynika, że z tytułu „umowy o pracę” zarobiła wówczas 392.390 złotych Do tego 30.071 złotych diety radej.

Oświadczenie nie dawało jednak pełnego obrazu dochodów Wojciechowskiej jako dyrektorki departamentu w NBP i członkini rady BFG (dyrektorką została bowiem w drugiej połowie 2016 roku, a do rady weszła w drugiej połowie 2017 roku).

Dopiero ujawnienie kolejnej deklaracji – za 2017 rok – mogłoby być szokiem dla opinii publicznej. Tego oświadczenia jednak Wojciechowska nie złożyła.

Zamiast tego, 30 kwietnia 2018 roku – ostatniego dnia, w którym radni mieli obowiązek złożyć oświadczenia majątkowe za 2017 rok – przedstawiła przewodniczącemu sejmiku oświadczenie o zrzeczeniu się mandatu radnej.

Jak informuje rzeczniczka prasowa sejmiku Marta Milewska, 7 maja 2018 roku przewodniczący pisemnie wezwał Wojciechowską do złożenia oświadczenia majątkowego. Ale dzień później otrzymał od komisarza wyborczego informację o wygaszeniu mandatu Wojciechowskiej i nie mógł już wyegzekwować złożenia oświadczenia.

Według ustaleń OKO.press, Wojciechowska nie przedstawiła także, wymaganego prawem, oświadczenia o stanie majątkowym na koniec okresu sprawowania funkcji radnej. Ale – co ciekawe, choć złamała prawo – nie grożą jej za to żadne sankcje.

Jak informuje Temistokles Brodowski, rzecznik CBA (które kontroluje oświadczenia majątkowe osób publicznych), zgodnie ustawą o samorządzie województwa, jedyną sankcją za niezłożenie oświadczenia rocznego jest utrata mandatu radnego. A skoro Wojciechowska sama z niego zrezygnowała – nie poniesie żadnych konsekwencji. Za niezłożenie oświadczenia na koniec kadencji prawo w ogóle nie przewiduje żadnych sankcji.

Martyna Wojciechowska nie odpowiedziała nam, dlaczego na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi zrezygnowała z mandatu radnej i dlaczego nie złożyła oświadczeń majątkowych.

Przeczytaj też:

Aż 59 wojewódzkich radnych PiS dostało posady od „dobrej zmiany”. Zarabiają średnio 24 tys. miesięcznie [MAPA]

KONRAD SZCZYGIEŁ  23 CZERWCA 2018

65 tys. złotych miesięcznie?

Wróćmy do wynagrodzenia Wojciechowskiej. Jak już wspomnieliśmy, oświadczenie majątkowe z 2016 nie daje pełnego obrazu jej zarobków jako dyrektorki departamentu NBP. Dlaczego?

Bo Wojciechowska nie zarabiała przez cały 2016 rok tyle samo. Szefową Departamentu Komunikacji i Promocji została w sierpniu 2016 roku i prawdopodobnie dopiero wówczas jej zarobki poszybowały w górę. Jeszcze wiosną 2016 roku była głównym specjalistą w Departamencie Wydawnictw i Edukacji NBP. W 2015 roku zarabiała tam średnio 9,5 tys. złotych miesięcznie.

Zarobki Martyny Wojciechowskiej

Jak wyliczyła „Gazeta Wyborcza”, jeśli tyle samo zarabiała od stycznia do lipca 2016 roku, to po objęciu funkcji dyrektorki departamentu, od sierpnia do grudnia 2016 musiała zarabiać średnio około 65 tys. złotych miesięcznie (wraz ze wszystkimi dodatkami).

Czy wysokie wynagrodzenie Wojciechowskiej w 2016 roku wynikało z jakiś przyznanych jej wówczas nagród lub innych szczególnych okoliczności? Czy podobnie kształtowały się jej zarobki w 2017 i 2018 roku?

Na odpowiedzi NBP w tej sprawie czekaliśmy ponad miesiąc. Gdy dzwoniliśmy do biura prasowego (które podlega departamentowi Wojciechowskiej) od przerażonych pracowników słyszeliśmy tylko, że pamiętają o naszych pytaniach, przypominają przełożonym, ale nic więcej zrobić nie mogą.

Reakcji doczekaliśmy się dopiero, gdy poinformowaliśmy NBP, że zamierzamy złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez osoby odpowiedzialne za udzielanie informacji wykroczenia polegającego na utrudnianiu krytyki prasowej.

Biuro prasowe NBP odpisało nam wówczas, że „informacje dotyczące zatrudnienia w NBP osoby, która nie pełni funkcji publicznej, nie mają charakteru informacji publicznej, a tym samym nie podlegają udostępnieniu.”

Zapewniło jednak, że wynagrodzenie „jest ustalane na podstawie regulaminu wynagradzania obowiązującego pracowników NBP, adekwatnie do zajmowanego stanowiska, z uwzględnieniem poziomu płac w sektorze bankowym”.

Dwie osoby przyklejającą plakaty na tablicy z napisem „NBP. Narodowy Bank Polski”. Hasło na jednym z plakatów brzmi: „Art. 54 Konstytucji: Cenzura prewencyjna jest zakazana. Prawdy nie zakneblujesz”.
Przeczytaj też:

„Precz z cenzurą, Glapiński ustąp!”. Obywatele RP okleili siedzibę NBP, chcą dymisji jego prezesa

MACIEK PIASECKI  7 GRUDNIA 2018

Plus ponad 11 tys. miesięcznie na dokładkę

NBP nie jest jednak jedynym źródłem dochodów Martyny Wojciechowskiej. W połowie 2017 prezes Adam Glapiński delegował ją także jako przedstawicielkę NBP do rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Według sprawozdania BFG, funkcję zaczęła pełnić 26 lipca 2017 roku.

Ile zarabia? „Zasady wynagradzania członków Rady Funduszu reguluje rozporządzenie Ministra Rozwoju i Finansów (…) w sprawie maksymalnej wysokości miesięcznego wynagrodzenia członków Rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego” – informuje nas Krzysztof Nędzyński z biura zarządu BFG.

Zgodnie z tym rozporządzeniem, członkom rady BFG w 2017 roku przysługiwało miesięcznie:

  • stałe wynagrodzenie w wysokości 4.404 złotych
  • i maksymalnie do 6.606 złotych za udział w posiedzeniach (jeśli członek rady nie opuścił żadnego posiedzenia).

Jak informuje BFG, od lipca do grudnia 2017 roku odbyło się osiem posiedzeń rady (co miesiąc jedno; w październiku trzy).  Martyna Wojciechowska uczestniczyła we wszystkich. Co miesiąc otrzymywała więc z Funduszu 11.009 złotych.

W 2018 roku dochody wzrosły

  • wynagrodzenie stałe członków rady wynosiło 4.740 złotych,
  • plus za udział w posiedzeniach – maksymalnie 7.109 złotych.

Według BFG, przez cały rok odbyło się 13 posiedzeń rady (co miesiąc jedno, w listopadzie dwa). I znów Martyna Wojciechowska nie opuściła żadnego. Dostawała więc miesięcznie z Funduszu 11.849 złotych.

To niemałe kwoty, ale w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego powinny zasiadać osoby, które mają wysokie kompetencje i doświadczenie w dziedzinie ekonomii oraz finansów.

BFG to bowiem instytucja o ogromnym znaczeniu dla instytucji finansowych i stabilności polskiego systemu finansowego.

Jest swego rodzaju ubezpieczalnią dla banków i od kilku lat również dla spółdzielczych kas oszczędnościowo – kredytowych (SKOK). Wpłacają one do BFG składki, a w przypadku upadłości któregoś z banków lub SKOKów, Fundusz musi wypłacić ich klientom gwarantowaną sumę oszczędności (obecnie do 100 tys. euro).

W listopadzie 2018 roku portal money.pl i „Gazeta Wyborcza” napisały, że prezes Glapiński chciał powierzyć Martynie Wojciechowskiej jeszcze poważniejszą misję – członka zarządu Narodowego Banku Polskiego. Miał już nawet prowadzić w tej sprawie rozmowy z przedstawicielami władz państwowych.

Przeczytaj też:

Skok do KNF. Filip Czuchwicki całą karierę związał ze SKOK-ami i ludźmi SKOK-ów. Teraz je nadzoruje

BIANKA MIKOŁAJEWSKA  29 LISTOPADA 2018

Rusycystka – jazzmanka z PiS

Czy wykształcenie i doświadczenie zawodowe Wojciechowskiej uzasadniają objęcie przez nią funkcji w radzie BFG i przymierzanie jej do posady członka zarządu NBP?

Wojciechowska ma 38 lat. Ukończyła filologię rosyjsko – ukraińską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i podyplomowe dziennikarstwo.

Od lat związana jest z Prawem i Sprawiedliwością. Zgłosiła się do poznańskiego biura PiS w 2004 roku, gdy partia szukała obserwatorów na wybory prezydenckie na Ukrainie.

W  II turze wyborów, powtórzonej po masowych demonstracjach i wyroku Sądu Najwyższego, walczyli wówczas Wiktor Juszczenko i Wiktor Janukowycz. Pomysłodawcą i koordynatorem akcji był wiceprezes PiS Adam Lipiński.

Wojciechowska musiała się sprawdzić w akcji, bo w 2005 roku była już kandydatką PiS w wyborach do Sejmu (z okręgu kaliskiego). Na stronie internetowej PiS można było wówczas przeczytać, że Wojciechowska jest:

  • koordynatorką Akcji Ukraina w województwach wielkopolskim i lubuskim
  • i „pracownikiem zarządu regionalnego PiS”.

Później dwukrotnie: w 2010 i 2014 roku – kandydując z list wyborczych PiS – została radną sejmiku mazowieckiego.

A jakie jest jej doświadczenie zawodowe?

W 2005 roku Wojciechowska pisała o sobie, że jest dziennikarką czasopisma „Jazz Forum”.

Od 2007 roku do dziś nieprzerwanie kieruje (najpierw jako dyrektorka, później prezeska) Fundacją Jazz Jamboree, która gromadzi pieniądze na organizację i promocję wydarzeń kulturalnych – przede wszystkim festiwali Jazz Jamboree.

Za poprzednich rządów PiS, Wojciechowska została asystentką ówczesnego szefa rady nadzorczej Telewizji Polskiej – Sławomira Skrzypka. W 2007 roku, gdy Skrzypek został prezesem NBP, Wojciechowska przeszła za nim do banku centralnego. Pracowała w gabinecie prezesa.

Jak wynika z oświadczeń majątkowych, które składała jako radna, po śmierci Skrzypka w katastrofie smoleńskiej, była m.in. starszym specjalistą w Departamencie Zagranicznym, a potem starszym i głównym specjalistą w Departamencie Edukacji i Wydawnictw NBP. Jej kariera nabrała rozpędu, gdy latem 2016 roku prezesem NBP został Adam Glapiński.

Jak relacjonowały media, jej działania wykraczają poza obowiązki i kompetencje szefowej Departamentu Komunikacji i Promocji, którą została w sierpniu 2016 roku.

„Żadne spotkanie prezesa, czy to wewnętrzne czy zewnętrzne, nie odbędzie się bez jej udziału. Zdarza się, że członkowie zarządu czekają przed gabinetem, aż ta łaskawie otworzy drzwi” – pisał portal money.pl. I cytował informatora, który pracował z Wojciechowską:

„Zarówno finanse, jak i kadry są w jej rękach. Żadna zmiana nie odbędzie się bez jej wiedzy i zgody”.

Według money.pl i innych mediów, prezes Glapiński „nie rusza się nigdzie” bez swojej „obstawy” czyli właśnie Martyny Wojciechowskiej i szefowej swojego gabinetu – Kamili Sukiennik. Które – zwłaszcza w ostatnim czasie, po wybuchu afery KNF – pilnują go i bronią dziennikarzom dostępu do niego.

Jak relacjonował reporter RMF Patryk Michalski, Wojciechowska towarzyszyła Glapińskiemu nawet podczas opłatkowego spotkania PiS w Sejmie. ”Prezes NBP na spotkaniu wigilijnym PiS-u w towarzystwie popularnej ostatnio swojej asystentki, która jest głosem Adama Glapińskiego: ‚nie odpowiadamy na żadne pytania’” – pisał na Twitterze Michalski.

oko.press

Reklamy
%d blogerów lubi to: