Tag Archives: Przemysław Szubartowicz

PiS trzeba pokonać bezwględną większością, bo oni są zdolni dookoptować do władzy faszystowską prawicę

19 Maj

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz Marciniak. Ostatnią wizytą najwyższego szczebla polskiego polityka była wizyta p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego, który uczestniczył w Moskwie w maju 2010 r. w obchodach 65. rocznicy zakończenia wojny.”

Politycy, dziennikarze i internauci zareagowali na wczorajsze wydarzenia w Busku-Zdroju. Prawicowy działacz zaatakował policjantów nożem.

Jarosław Kurski (zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej) na temat afer pedofilskich w strukturach Kościoła katolickiego.

Prezes Jarosław Kaczyński, nie mając dość głosów, by rządzić samodzielnie, gotów jest zaprosić do władzy skrajną prawicę narodową.

Kampania partii rządzącej sprawia wrażenie desperackiego i rozpaczliwego miotania się w poszukiwaniu tematu, który pomógłby jej odzyskać władzę nad wyobraźnią i emocjami milionów wyborców. Nic nie działa – ani dawno już porzucona i zapomniana „piątka Kaczyńskiego”, ani „seksualizacja dzieci”, ani obrona przed wyimaginowanymi hordami muzułmanów. PiS kolejno sięgał po te demagogiczne hasła, a po chwili – widząc, że nie działają – porzucał je i próbował innych. A potem wracał do tych samych – bo wprawdzie poprzednio nie działały, ale a nuż okaże się, że tym razem zadziałają. Pewnie dlatego pan prezes na spotkaniu w Łodzi dopytywał się ostatnio: „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Uczestnicy spotkania, owszem, zgodnie z oczekiwaniami udzielili odpowiedzi przeczącej, ale cała reszta obywateli Polski ziewała z nudów.

PiS kąsany z obu stron

To chaotyczne miotanie się po części wynika z faktu, że PiS został wzięty w dwa ognie i nie bardzo może się zdecydować, które wyzwanie jest poważniejsze. Z którym przeciwnikiem ma walczyć przede wszystkim – z opozycją liberalną i lewicową reprezentowaną przez Koalicję Europejską i Wiosnę Biedronia czy z kąsającą go w prawą łydkę Konfederacją?

Gdyby PiS chciał zneutralizować lub nawet pozyskać jakąś część elektoratu umiarkowanej prawicy i centrum, powinien się odciąć od nacjonalistyczno-prawicowych skrajności, wyciszyć agresywną propagandę w TVP, pozbywając się Jacka Kurskiego, wycofać się z absurdalnych represji w rodzaju ścigania kobiet rozklejających wizerunki tęczowej Madonny (zwłaszcza, że z góry wiadomo, że sąd je uniewinni), pohamować zapał Ziobry niszczącego niezależne sądy. Słowem – powinien zrobić to wszystko, czego nie robi, bo próbuje przekonać wyborców skrajnej prawicy, że lepiej postawić nie na Konfederację, lecz na PiS właśnie.

Skutek łatwo przewidzieć – nacjonalistyczna Konfederacja i tak zapewne przekroczy próg wyborczy (a nawet jeśli nie przekroczy, to podbierze PiS-owi całkiem sporo głosów), zaś radykalizm partii rządzącej tylko podniesie poziom mobilizacji elektoratu liberalnego i centrowego. W efekcie wzięty w dwa ognie PiS dostanie łomot z dwóch stron.

Możliwy sojusz z nacjonalistycznymi radykałami

Politycy obozu władzy chyba wiedzą, że w jesiennych wyborach nie powtórzą wyniku sprzed czterech lat – zdają sobie sprawę, że o samodzielnych rządach nie mają co marzyć. Dlatego już teraz zaczynają mówić o możliwych wspólnych rządach prawicy. Odpowiadając Korwin-Mikkemu, który mówił o możliwej koalicji Konfederacji z PiS-em, poseł partii rządzącej Marek Ast stwierdził jednoznacznie: „Jeśli nie będziemy mieć większości w przyszłym Sejmie, to myślę, że z Konfederacją, z Januszem Korwin-Mikke jest możliwa koalicja”.

Nie wiemy oczywiście na 100 procent, czy wypowiadając na łamach „Super Expressu” tę opinię Ast wyrażał swój prywatny pogląd, czy stanowisko uzgodnione z władzami partii. Znając jednak obyczaje panujące na dworze Jarosława Kaczyńskiego, możemy założyć, że żaden z dworzan raczej nie ośmieliłby powiedzieć czegoś takiego na własną rękę. A więc plan wspólnych rządów prawicy pisowskiej i skrajnej prawicy nacjonalistycznej jest w kuluarach władzy poważnie rozważany jako dopuszczalny scenariusz po jesiennych wyborach.

To powinien być dzwonek alarmowy dla wszystkich środowisk demokratycznych od lewa do prawa. Plan pokonania PiS-u w wyborach parlamentarnych już nie wystarcza. Wprawdzie ten cel wydaje się dziś możliwy do osiągnięcia, ale za horyzontem czai się kolejne niebezpieczeństwo: groźba wspólnych rządów PiS-u i prawicy nacjonalistycznej, częściowo wręcz faszyzującej. Opętany manią wielkości Jarosław Kaczyński, by utrzymać się na tronie, gotów jest zaprosić do władzy Konfederację, w której roi się od wrogów państwa prawa i miłośników strzelnic w rodzaju Grzegorza Brauna.

Celem na jesień powinno być więc pokonanie całego tego obozu i niedopuszczenie go do władzy.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Reklamy

PiS nie wprowadziłby Polski do Unii Europejskiej, a w drugiej kadencji rządów PiS – jeżeli taka by się zdarzyła – zostaniemy z niej wykopani

2 Maj

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski (dawniej PO, obecnie pupilek prezesa) przyznał niedawno, że to bracia Kaczyńscy wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej. Teraz twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane przez „Rzeczpospolitą”.

(…) również bracia Kaczyńscy, jako architekci naszej drogi do niepodległości, wprowadzali Polskę do UE, będąc aktywnymi uczestnikami tego długiego procesu, od NSZZ Solidarność poczynając. Już w 1991 roku ówczesne PC (Porozumienie Centrum) poprzednie wcielenie dzisiejszego PiS, jako pierwsza partia deklarowało wejście Polski do struktur NATO i EWG, jako priorytet w swoich postulatach politycznych, w przeciwieństwie do wielu polityków dzisiejszej Koalicji Europejskiej, optujących wówczas za zakonserwowaniem starego porządku geopolitycznego w postaci NATO-bis i EWG-bis” – mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Saryusz-Wolski.

Teraz europoseł twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane. W rzeczywistości – jak twierdzi Saryusz-Wolski – treść niektórych pytań została zmieniona.

Było 12 pisemnych pytań i odpowiedzi. Zamiast: 1/3 wywiadu, dot.4 oryg pytań > teraz 7 pytań 1,2,4,5 zmienione, 6,7 dodane, co zmienia sens wypowiedzi” – dowodził na Twitterze polityk. „Tytuł też zmanipulowany. Kolejne ich tweety brną jeszcze bardziej w manipulację tytułem. Chodzi o spowodowanie hejtu? To już nie jest dziennikarstwo” – polityk miał nawet pretensje do autora tytułu, pod jakim ukazał się wywiad.

Na wpisy Saryusza-Wolskiego szybko zareagował dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz. „Panie Pośle, z przykrością muszę przyznać, że po raz kolejny oszczędnie gospodaruje Pan prawdą. Proszę wziąć odpowiedzialność za własne słowa, a nie obarczać za nie innych odpowiedzialnością” – napisał redaktor.

Także użytkownicy Twittera nie zostawili na Saryuszu-Wolskim suchej nitki. „Bardzo ostrożnie formułuje Pan swoje oceny. Nie lepiej jest napisać wprost? Wolski to taki Gryglas, tyle tylko, że razy dziesięć większy i oślizły” – odpisał Nizinkiewiczowi jeden z internautów.

Proszę następnym razem oszczędzić nam tej żenady i nie sądzić, że ktoś chciałby o przemyśleniach, takich czy owych, Wolskiego czytać. Do TVPis niech Wolski idzie. Tam jego odbiorcy” – napisała inna użytkowniczka serwisu.

Jakim trzeba być człowiekiem, by zostać w rządzie pisowskim „ministrem kultury”? Znany muzyk Zbigniew Hołdys uważa, że po prostu chamem.

Śmierć wybitnego Polaka, Profesora Karola Modzelewskiego, historyka mediewisty, dysydenta, więźnia politycznego, jednego z liderów opozycji demokratycznej w okresie PRL, twórcy nazwy „Solidarność”, wstrząsnęła opinią publiczną. Nie całą oczywiście. Działacze PiSu postanowili tej śmierci nie zauważyć. Odezwał się tylko jeden, co mieni się ministrem od kultury, Piotr Gliński, który napisał na Twitterze:

„Komunista, rewizjonista, opozycjonista, więzień PRL-u (łącznie 8 lat!), „Solidarnościowiec”, mój starszy kolega z PAN, adwersarz polityczny”.

Internauci zareagowali błyskawicznie. Wśród nich Zbigniew Hołdys:

„Minister Chamstwa Gliński miał 8 lat, gdy Karol Modzelewski został skazany na 3,5 roku więzienia za walkę z komunizmem. W 1968 minister chamstwa kończył podstawówkę, gdy Modzelewski dostał kolejne 4 lata za udział w Marcu 1968. I dziś minister chamstwa mówi o KM komunista”.

Wpis Glińskiego ocenił również dziennikarz magazynu „Liberté” Aleksander Twardowski: „Trudno mi sobie wyobrazić większe prostactwo – zacząć to epitafium od „KOMUNISTA”. Jesteś, Gliński, idealnym reprezentantem tej podłej i szkodliwej władzy. Następcy powinni zadbać, aby w podręcznikach do historii pisać o was tylko źle i z należytą pogardą, dranie”.

„Nic dodać, nic ująć”?  …dodać jak najbardziej!

Mimo braku czołgów na ulicach prowadzone są przeciwko Polsce regularne działania wojenne

PiS posłał nas, Polaków, na wojnę. Krwawą, brutalną i bezwzględną. Część z nas tego nie widzi, bo „nie ma czołgów na ulicach” – nie jest w stanie ujrzeć zagrożenia, nie mając przed oczami jego najbardziej wyrazistych symboli. Żeby uśpić ich czujność, wystarczy po prostu je schować, nie wykładać kawy na ławę, zabierać wszystko co kochają kawałek po kawałku, nie nazywając tego zabieraniem i szepcąc uspokajające słowa.

Jest też część Polaków, która wojnę widzi, ale ma ją gdzieś, bo ich drużyna wygrywa, bo ich będzie na wierzchu. Nie pojmują, że właśnie ustanawiane są uniwersalne, bezwzględne i okrutne zasady walki, które ich także będą dotyczyć, których i oni padną ofiarami, bo przecież żadne zwycięstwo nie trwa wiecznie i to także przeminie.

Kolejna część ludzi sądzi, że „ich to nie dotyczy”, „to nie ich wojna”. Patrzą na politykę jak na grę komputerową, bez zrozumienia, że coś nie musi nas bezpośrednio dotyczyć, żeby nas dotknąć i na zawsze zmienić nasze życie.
Że jeśli nasz dom nie runie, ale runą wszystkie domy dookoła, to i tak nasz świat zmieni się bezpowrotnie, bynajmniej nie na lepsze.

I tak, od zwycięstwa wyborczego PiS, toczy się ta nigdy oficjalnie nie wypowiedziana bratobójcza walka, rzeź, o której mówi się, że jej nie ma, choć straty i ofiary widzimy codziennie.

Nienawidzimy się. Gardzimy sobą. Krzyczymy na siebie. Boimy się siebie. Rywalizujemy. Udowadniamy swoje racje. Zadajemy sobie głębokie i bolesne ciosy siekierą, które nie zagoją się przez wiele lat. Duma i to, kto wygra, jest ważniejsze niż rozsądek, solidarność, dobrobyt, radość, marzenia i plany, które kiedyś przecież jako społeczeństwo mieliśmy. Taka jest rzeczywistość. I jeśli te rządy potrwają dłużej, to tak już zostanie. Kolejne zwycięstwo PiS będzie celnym i ogromnym ciosem w nasz rdzeń kręgowy, w społeczną tkankę i materię, zaufanie, kapitał społeczny, wiarę w dobrze pojmowaną siłę instytucji państwa, ustrój jaki znamy, i w którym wielu z nas wychowało się i wzrastało – demokrację.

I bardzo ciężko będzie się z niego podźwignąć, ponieważ każdy dzień obecnych rządów to postępujący chaos, straty, zagarnianie kolejnych uprawnień, które się tej władzy nie należą i prób złamania ducha kolejnych grup społecznych.
Pisałam w poprzednim felietonie o tym, że wielu z nas czuje wszystkie symptomy stresu pourazowego, beznadzieję i nierealność tej sytuacji.

PiS to wie i po to zrobił. Posłał nas na tę wojnę celowo. Wiedział, że w umiejętnie już wcześniej skłóconym przezeń Smoleńskiem społeczeństwie już ujawniły się podziały, pokazały delikatne pęknięcia i rysy.

Wiedział, że teraz już wystarczy iskra, zagranie na kilku najniższych instynktach, żeby ludzie zaczęli bratobójczą walkę.
Przez którą, mimo wspólnej historii, bolesnych przeżyć i doświadczeń komunizmu, my Polacy, jesteśmy sobie po prostu obcy i tak wobec siebie okrutni i nieczuli. Samolubni i dziecinni.

Dlaczego PiS chce, żeby wojna i okopy były naszą rzeczywistością? Dlaczego z rozmysłem do tego doprowadził i podtrzymuje ten stan?

To akurat dość proste. Bo kiedy nie znasz dnia ani godziny, nie wiesz, czy przeżyjesz kolejny nalot, wybuch bomby, ani czy za chwilę nie rozerwie Cię granat myślisz tylko o przetrwaniu. Nie analizujesz. Nie zatrzymujesz się, nie bierzesz oddechu. Nie zadajesz sobie pytań, czy czegoś tak naprawdę chcesz i czy to sprawia ci radość, czy ufasz komuś, kto mówi różne dziwne rzeczy. Nie rozmyślasz zbyt wiele, nie filozofujesz, przestaje cię obchodzić, co dzieje się z innymi, bo skupiasz się na przetrwaniu własnym i swojej rodziny. Uczucia wyższe, plany i aspiracje sprzed wojny wydają się teraz małe i nieważne, wszystko schodzi na dalszy plan.

Nie ma na to miejsca, gdy jest ciągły stres, nieufność, patrzenie przez ramię, wyszczerzone zęby, kły i pazury. Spięcie i gotowość do wybuchu pod byle pretekstem. Nerwy napięte do granic możliwości czekające tylko na powód do wybuchu. Góra dół. Adrenalina. Walka od rana do wieczora. Wojna, do której pretekstem jest słowo za dużo, krzywy uśmiech, zła mina, wszystko. Nienawiść. Obcość. W takich warunkach człowiek nie może się rozluźnić, kochać, żyć, czuć spokoju i czułości. Rozwijać się – jako jednostka i w społeczeństwie. To nie są warunki do doskonalenia się, zdobywania wiedzy, planowania przyszłości, racjonalnego myślenia o gospodarce, prawie, sprawach ustrojowych, edukacji. Do tego potrzebny jest spokój i racjonalność, powolność, namysł, rozluźnienie, zaufanie, inteligencja, dyskusja, konsekwentne, planowe działanie. Dlatego do takiego stanu PiS nie może dopuścić.

Wie, że jeśli przestanie nas bombardować hakami, aferami, plwocinami, obelgami, wrzaskiem, chamstwem i agresją, przemocą, kiedy wreszcie zapadnie cisza, wszyscy uspokoją się, otrzeźwieją z wojennego szału i odetchną, zobaczą grupkę miernych, prostych, dość głupich w gruncie rzeczy bandziorków drobnego kalibru, a czasem drobnych cwaniaczków, którym paroma spluwami, hukiem i hałasem udało się sterroryzować całe osiedle.

I mądrzy ludzie będą zdumieni: jak u diabła mogło do tego dojść?, nie rozumiejąc, że zadziałała najprostsza psychologia.

PiS zdaje się rozumieć tylko język, chamstwa i przemocy i są tacy, którzy uważają, że tak właśnie należy się z nimi rozprawić. Ja jednak myślę, że znając mechanizm rządzenia przez wywoływanie wojny i utrzymywania ludzi w stanie ciągłego stresu, można go po prostu zablokować.

Wojnie przeciwstawić solidarność, krzykowi spokój, nadużyciom sprawiedliwe lecz surowe sądy i kary, gdy przegrają wybory, propagandzie wyborczą kartkę (nie ma nic ważniejszego niż pójść i zagłosować) i rzetelną informację, nadużyciom – nagłaśnianie, chamstwu klasę, godność i autentyczną prawość i zasady.

I nade wszystko spróbować przekonać jak najwięcej niedowiarków, że mimo braku czołgów na ulicach prowadzone są przeciwko Polsce regularne działania wojenne, najgorsze z możliwych – bo nie na terenie wroga, tylko na naszym własnych.

Aleksander Kwaśniewski był gościem Karoliny Lewickiej w radiu TOK FM. Były prezydent mówił m.in. o 15 latach obecności Polski w Unii Europejskiej.

Hej

mówiliście coś o Unii? Po co startować do Parlementu Europejskiego, którego się nienawidzi? Paradoks polega na tym, że najbardziej za Euro jesteście wy. A dokładnie za pensją w Euro. €€€ #WiekiWybór przed nami. Kompetencje albo 27:1

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

To także zniszczenie demokracji w Polsce i wykopanie nas ze struktur europejskich.

Grzegorz Schetyna ponownie wezwał Jarosława Kaczyńskiego do debaty o pozycji Polski w Europie. Szef Platformy Obywatelskiej podstawę rozmowy zawarł w trzech pytaniach, które definiują dzisiejszą sytuację kraju w Unii Europejskiej. I nie jest to definicja, która musi się prezesowi PiS podobać. Schetyna pyta, czy standardy demokratyczne przestaną być łamane, te są bowiem warunkiem członkostwa w europejskiej wspólnocie. Dwa następne pytania są trudniejsze, ale i one muszą być zadane: czy PiS potrafi odzyskać pieniądze, które zostały przegrane w dotychczasowych negocjacjach nad przyszłym budżetem UE oraz – czy Kaczyński zerwie sojusze z siłami, które dążą do rozbicia Unii od środka.

Nie są to pytania wydumane ani politycznie konfrontacyjne. Wynikają z utraconej przez PiS pozycji Polski w Europie. Stajemy się krajem coraz bardziej marginalnym. I o to może chodzić Kaczyńskiemu – wówczas rządzić autorytarnie jest o…

View original post 1 060 słów więcej

 

Dorwać Tuska, zrobić nauczycieli w bambuko, zaprowadzić państwo katolicko-narodowe. Oto PiS

25 Kwi

Na Nowogrodzkiej odbyła się burza mózgów, w efekcie której prezes zlecił swoim ludziom – odpowiedzialnym za edukację – sformułowanie na piśmie propozycji dla nauczycieli. W największy skrócie oznaczają one powrót do wcześniejszej emerytury i dobrowolnego wyboru czasu pracy. Ma to w efekcie doprowadzić do „bezbolesnego” zwiększenia pensum.

Punktem wyjścia w tym planie jest zwiększenie czasu pracy – nawet do 24 godzin tygodniowo. Jednocześnie, na rok lub dwa, proponuje się przywrócenie w Karcie Nauczyciela przepisu, który pozwoliłby nauczycielom odejść na wcześniejszą emeryturę po 30 latach pracy, w tym 20 lat w oświacie (z tzw. kredą), niezależnie od wieku. Eksperci z PiS szacują, że z takiego rozwiązania mogłoby skorzystać ok. 100 tys. nauczycieli.

Autorzy PiSowskiej oferty, nie są nieświadomi faktu, że jeśli nauczyciele skorzystaliby z niej, to najczęściej odchodziliby ci najbardziej doświadczeni, a więc najlepiej zarabiający. Lukę po nich można by było wypełnić młodymi pedagogami wchodzącymi do zawodu oraz tymi którzy zdecydowaliby się na zwiększenie pensum w zamian za wyższe wynagrodzenie – przekonują. Na dodatek takie rozwiązanie byłoby bezkosztowe dla samorządów.

PiS liczy, że możliwość większych zarobków skusi zwłaszcza młodych, dopiero wchodzących do zawodu pedagogów. Docelowo ma to doprowadzić do wygaszenia 18-godzinnego pensum. Rozwiązania takie miałyby wejść w życie w ciągu najbliższego roku lub dwóch lat.

Sławomir Broniarz, szef ZNP, przestrzega jednak, że dłuższa praca wcale nie oznacza lepszych zarobków. PiS jest innego zdania. Nauczyciele na zasadzie dobrowolności będą więc decydować, jak długo i za ile chcą pracować – uważają rządzący.

ZNP krytykuje zmiany proponowane przez decydentów. Jak przekonuje prezes związku Sławomir Broniarz, nie ma stanu wyjątkowego, który usprawiedliwiałby wprowadzanie zmian w przepisach bez konsultacji społecznych. „Zgodnie z logiką nowego prawa wystawianiem ocen równie dobrze mogłyby się zająć komputery” – ocenił Broniarz.

Szef RE został wezwany na przesłuchanie przed komisję śledczą ds. VAT. Jej przewodniczący Marcin Horała z PiS narzeka jednak na brak osobistego kontaktu z szefem Rady Europejskiej i byłym premierem Polski. – „Zazwyczaj staramy się nawiązać kontakt nieformalny ze świadkami, żeby uzgodnić jakiś termin, w którym świadek zadeklaruje, że będzie. W przypadku pana Donalda Tuska, pomimo kilku prób kontaktu ze strony biura komisji nie udało się, więc w końcu wysłaliśmy wezwanie na 29 maja” – stwierdził poseł. Jak czytamy w portalu NaTemat, podobno przewodniczący Rady Europejskiej korespondencję odebrał.

Potwierdzenie czy Donald Tusk zamierza się stawić przed komisją we wskazanym terminie, jeszcze nie nadeszło. Natomiast Horała zaznaczył, że końcówka maja to specjalnie wybrany termin, który ma wytrącić argument walki wyborczej za pomocą przesłuchania przed komisją śledczą.

Termin terminem, ale komisja raczej sporo ryzykuje zapraszając Donalda Tuska. Dlaczego? Przypomnijmy: jego ostatnie przesłuchanie przed jedną z założonych przez PiS komisji śledczych zakończyło się spektakularnym blamażem Małgorzaty Małgorzata Wassermann, która przesłuchiwała byłego premiera w sprawie afery Amber Gold. – Odradzałbym zapraszanie mnie na komisje. Po co psuć nastrój przesłuchującym? Te komisje są ewidentnie przygotowywane przez PiS dla udowodnienia politycznych tez. Nie wiem, dlaczego PiS chce zaryzykować walkę, nawet nie ze mną, ale z faktami” – mówił wówczas Donald Tusk.

To także zniszczenie demokracji w Polsce i wykopanie nas ze struktur europejskich.

Grzegorz Schetyna ponownie wezwał Jarosława Kaczyńskiego do debaty o pozycji Polski w Europie. Szef Platformy Obywatelskiej podstawę rozmowy zawarł w trzech pytaniach, które definiują dzisiejszą sytuację kraju w Unii Europejskiej. I nie jest to definicja, która musi się prezesowi PiS podobać. Schetyna pyta, czy standardy demokratyczne przestaną być łamane, te są bowiem warunkiem członkostwa w europejskiej wspólnocie. Dwa następne pytania są trudniejsze, ale i one muszą być zadane: czy PiS potrafi odzyskać pieniądze, które zostały przegrane w dotychczasowych negocjacjach nad przyszłym budżetem UE oraz – czy Kaczyński zerwie sojusze z siłami, które dążą do rozbicia Unii od środka.

Nie są to pytania wydumane ani politycznie konfrontacyjne. Wynikają z utraconej przez PiS pozycji Polski w Europie. Stajemy się krajem coraz bardziej marginalnym. I o to może chodzić Kaczyńskiemu – wówczas rządzić autorytarnie jest o wiele łatwiej, gdyż nie ma nacisków zewnętrznych.

Można się spodziewać braku odpowiedzi Kaczyńskiego na debatę. Wszak nie staje do żadnych rozmów tete-a-tete ze swoimi największymi przeciwnikami od 12 lat, kiedy to został zapytany o cenę jabłek – nie wiedział nawet, czy kupuje się je w sklepie.

Ponadto Schetyna jest depozytariuszem opozycji w kraju i to o możliwościach niebagatelnie dużych. Mianowicie szef PO odpowiada za zdecydowaną większość Polaków, za tych, którzy nie głosowali na PiS. Dzisiaj opozycja jest nawet silniejsza, lecz ciągle grozi jej rozproszenie. Warto mieć zanotowane w tyle głowy, że na PiS głosowało tylko 19 procent wszystkich dorosłych Polaków.

O to toczy się ta polityczna gra. Schetynie udało się stworzyć szeroką Koalicję Europejską na eurowybory. Czy ta formuła przetrwa do wyborów krajowych, a może powinna być rozszerzona bądź radykalnie zmodyfikowana? Sondaże dotyczące wyborów do krajowego parlamentu wskazują, że opozycja zjednoczona we wspólnym froncie jest w stanie odsunąć PiS od władzy.

I tak – sondaż z panelu Ariadna wskazuje, że PiS pozostałby u władzy, gdyby obok Koalicji Europejskiej oddzielnie startowała Wiosna Roberta Biedronia. PiS uzyskałby 33 proc. poparcia elektoratu, KO – 29 proc., zaś Wiosna 10 proc. Zupełnie inne nastroje byłyby, gdyby Schetyna wraz z Biedroniem zwarli szyki, uzyskaliby wspólnie 36 proc., a PiS tylko 31.

Wezwanie Schetyny do debaty zawiera jedną ukrytą myśl, która zwraca uwagę na Biedronia – mianowicie szef PO uważa, że „nie potrzeba do (debaty z Kaczyńskim) osób trzecich”. Osoba trzecia – Biedroń – też zgłosiła się do rozmowy z Kaczyńskim. Szef Wiosny uzyskał odpowiedź w tej kwestii od Beaty Mazurek: „no dobra, pośmialiśmy się”.

Kaczyński śmieje się z Biedronia na Nowogrodzkiej albo na Żoliborzu. Do „debat” wysyła swoich sprawdzonych „zwycięzców”, jak Beatę Szydło, która niedawno odniosła „sukces” ze strajkującymi nauczycielami i podpisała porozumienie z nauczycielską Solidarnością w osobie Ryszarda Proksy.

I jako Proksa może być potraktowany Biedroń. Kaczyński na przykład zechce delegować do rozmów z nim Mateusza Morawieckiego, który nie ma żadnych uprzedzeń, aby kłamać w żywe oczy. W rozgrywaniu i szczuciu prezes PiS jest mistrzem. Ale wszystkie atuty są w rękach opozycji. Za PiS stoi tylko 19 proc. wszystkich Polaków.

Oby nie okazało się, że nadal obowiązuje jedno z najbardziej znanych powiedzeń o Polakach, że „i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. Druga kadencja PiS u władzy to zniszczenie demokracji w kraju, zaprowadzenie autorytaryzmu katolicko-

Klechy wychowują polski Ciemnogród, łożymy na to ogromny szmal. Jesteśmy g… warci, fundnęliśmy sobie piekiełko

22 Kwi

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Na słowa premiera Matusza Morawieckiego zareagowała Joanna Senyszyn (SLD).

Dojna zmiana PiS tworzy swoją oligarchię

16 Kwi

Przez ostatnie trzy lata wszyscy już zorientowaliśmy się, że przedwyborcze zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości z 2015 roku o wprowadzeniu nowych standardów w zatrudnianiu w spółkach z udziałem Skarbu Państwa czy zwalczanie kolesiostwa i nepotyzmu były niczym innym, jak perfidnym kłamstwem. Skala skoku na dobrze płatne stanowiska w państwowym dominium osiągnęła poziomy nieznane wcześniej w III RP. Rząd PiS w systemowy sposób zapewnił swoim działaczom trwałe finansowanie, które ci zapewne częściowo muszą oddawać do wspólnej partyjnej kasy ku chwale “dobrej zmiany”.

Portal OKO.press postanowił dokładnie przeanalizować sprawozdania finansowe państwowych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych i sporządził precyzyjny ranking siedemdziesięciu trzech złotych, srebrnych i miedziowych dzieci PiS, które od początku rządów partii Jarosława Kaczyńskiego zarobiły łącznie bagatela 94,5 mln złotych. Osoby to oczywiście nieprzypadkowe – zwykle powiązane w oczywisty sposób z premierem Morawieckim, wicepremier Beatą Szydło, ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą czy jego zastępcą Patrykiem Jakim. 

Jak pisze Bianka Mikołajewska, podzielono ich na kategorie, w których znalazło się:

  • 19 prawdziwie „złotych ludzi” – zarabiających powyżej 2 mln zł. Łącznie wypłacono im 63 mln 271 tys. zł
  • 13 osób z zarobkami od 1 do 2 mln zł (nazwanych w rankingu „srebrnymi”). W sumie zarobiły one 19 mln 356 tys. zł
  • 41 osób, które otrzymały mniej niż milion złotych wynagrodzenia („miedziani”). Łącznie spółki wypłaciły im 11 mln 888 tys zł.

Rekordzistą okazuje się Michał Krupiński, były prezes PZU, obecnie prezes PKO BP. Otrzymał od tych dwóch spółek 6 mln 928 tys. złotych. Nie jest tajemnicą, że Krupiński zawdzięcza swoją pozycję bliskim związkom ze Zbigniewem Ziobrą, którego brat Witold jest doradcą, zarówno w PZU, jak i w PKO BP.

Drugim w rankingu “złotych” jest Wojciech Jasiński, obecnie członek rady nadzorczej w PKO BP, a do lutego 2018 roku prezes PKN Orlen. Dla tego jednego z najbardziej zaufanych towarzyszy Jarosława Kaczyńskiego z tzw. “zakonu PC” zmiana również była dojna. Od początku rządów PiS zarobił 5 mln 313 tys. złotych.

W rankingu znaleźć też możemy inne nazwiska, m.in.:

  • Piotr Woźniak – 4 mln 853 tys. zł
  • Mirosław Kochalski – 4 mln 308 tys. zł
  • Tomasz Karusewicz – 3 mln 924 tys. zł
  • Łukasz Kroplewski – 3 mln 656 tys. zł
  • Kamil Kamiński – 3 mln 469 tys. zł
  • Maks Kraczkowski – 3 mln 009 tys. zł
  • Andrzej Jaworski – 2 mln 211 tys. zł
  • Małgorzata Sadurska – 1 mln 312 tys. zł
  • Stanisław Kluza – 1 mln 088 tys. zł

Oczywiście z ust przedstawicieli władzy zapewne usłyszymy tradycyjnie, że te pieniądze za ciężką pracę w państwowych spółkach im się po prostu należą. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że partia Jarosława Kaczyńskiego traktuje dziś Polskę jak swój łup, z którego trzeba garściami czerpać korzyści, dopóki jest taka możliwość.

Pełny raport dostępny na portalu OKO.press.

3-ego maja szef Rady Europejskiej Donald Tusk wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim. W rozmowie z dziennikarzami w Strasburgu oznajmił, że powie wówczas coś „ważnego i ciekawego”.

Pytany o to czy jego przyjazd do Polski jest związany z kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego powiedział, że święto 3 maja jest dla niego też osobiście bardzo ważnym świętem. „Tak naprawdę całą swoją aktywność publiczną właściwie zaczynałem od nielegalnych manifestacji czczących rocznicę konstytucji” – odpowiedział były premier.

Podkreślił, że „jest to przecież też rocznica przystąpienia do UE i o znaczeniu wolności, i o wolnych wyborach trzeba powiedzieć kilka słów” – stwierdził Donald Tusk.

Dodał, że dostrzega „same dobre powody, aby właśnie tego dnia spotkać się z zainteresowanymi i szczególnie wszystkich zapraszam na Uniwersytet Warszawski” – dodał szef Rady Europejskiej.

Reżyser Andrzej Saramonowicz zareagował na pożar katedry Notre Dame w Paryżu i wpisy z nim związane w mediach społecznościowych.

Diabelstwo. Ginie 800-letnia gotycka Katedra Notre-Dame w Paryżu trawioną potężnym ogniem. We Francji, już niemal co dzień albo burzą kolejne stare katolickie kościoły, albo przekazują je muzułmanom lub na galerie handlowe. Nasza europejska cywilizacja bezpowrotnie ginie – wypowiedziała się na temat pożaru we Francji posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Klubowa koleżanka Pawłowicz Bernadeta Krynicka z kolei obwiniła laicyzację o pożar katedry Notre Dame. – Takie skutki przynosi choralaicyzacja – napisała na Twitterze.

Płonie Katedra Notre Dame, jeden z symboli chrześcijańskiej Europy. Porażające – zareagowała w mediach społecznościowych minister Beata Szydło.

Pisarka Manuela Gretkowska w swoim najnowszym felietonie do pożaru katedry Notre Dame w Paryżu.

Notre Dame to nasza historia, literatura, wyobraźnia. To centrum naszego życia – mówił prezydent Francji Emmanuel Macron i dodał że katedra zostanie odbudowana.

Francuscy strażacy poinformowali, że struktura budowli i fasada zachodnia zostały ocalone.

Pożar Notre Dame to dla polityków partii rządzącej okazja do straszenia rzekomą laicyzacją Zachodu i głoszenia bredni o „znakach”.

Nie śmiejcie się z polityków PiS mówiących, że pożar katedry Notre Dame to znak upadku chrześcijańskiej Europy i że trzeba się nawrócić. Bo jak wam będą wprowadzać państwo policyjne, zabierać wolne media, ograniczać prawa obywatelskie i nękać policją, to zapewniam, wszystko to zrobią w imię przywracania chrześcijańskich wartości i katolickiej Polski i Europy. Temu w istocie te brednie służą. Są alibi.

Bardzo charakterystycznie dla jakości życia publicznego swoich krajów zareagowali na pożar katedry Notre Dame polscy i francuscy politycy. Francuscy zjednoczyli się ponad podziałami, razem z obywatelami opłakali swoją narodową tragedię i zapowiedzieli odbudowę zabytku, czyli sensowne, konstruktywne działania. Politycy PiS i medialni pomagierzy tej partii zaś zaczęli straszyć ludzi i bredzić o „znakach”, usiłując wykorzystać tę tragedię do własnych politycznych celów: przekonania zabobonnej części wyborców, że pożar katedry to kara za laicyzację Francji i że, jak raczył napisać Tomasz Terlikowski, jeśli się nie opamiętamy, wszyscy spłoniemy (dokładnie brzmiało to tak: – „Znaki są do tego, żeby je odczytywać. Płonie katedra Notre Dame w Paryżu. Płonie Kościół, płonie Europa. Czas zmierzchu. Jeśli się nie nawrócimy spłoniemy wszyscy”).

Ja rzekłabym, że Bóg, jeśli ktoś w niego wierzy, nie jest idiotą i z pewnością nie spaliłby swojego własnego domu, żeby ukarać sąsiada. Gdyby jednak tym pożarem chciał swoim wyznawcom coś przekazać, obstawiałabym (ponieważ istniejącego Boga musiałabym uważać za kogoś mądrego, a z pewnością obdarzonego sporą dawką rozumu), że próbuje powiedzieć księżom katolickim, żeby wreszcie rozliczyli się ze strasznej i niewyobrażalnej zbrodni pedofilii i równie strasznej i niewyobrażalnej zbrodni ukrywania pedofilów i przenoszenia ich latami z parafii do parafii lub/i z kraju do kraju, który to przerażający i naganny proceder (nomen omen) pokazała ostatnio w świetnym reportażu jedna z francuskich telewizji.

Ponieważ jednak zabobonna nie jestem, a w normalnym świecie powszechnie wiadomo, że pożary oraz wypadki czasem po prostu się zdarzają i nie mają żadnej metafizycznej przyczyny, muszę wyznać, że zadziwiła mnie ta spójność i niesamowite zgranie średniowiecznego przekazu o pożarze i „znakach” lansowanego przez polityków PiS i tak wielu, nawet tych inteligentnych, klakierów tej partii w mediach.

Dlaczego nie mając raczej skłonności do teorii spiskowych stałam się podejrzliwa? Bo tak się bowiem składa, że większość sił i środków przeznaczonych na kampanię wyborczą PiS idzie na przekierowanie uwagi opinii publicznej z merytorycznych porażających błędów rządu, jego niekompetencji, licznych afer finansowych, politycznych, strajków i niepokojów społecznych na sprawy kompletnie pozbawione realnego znaczenia, za to wykreowane w politycznych laboratoriach na użytek masowej wyobraźni i w niej tylko istniejące, jak wojna cywilizacji śmierci i cywilizacji życia czy wojna obrońców chrześcijańskich wartości ze zlaicyzowanym „Zachodem”.

Pomijam fakt, że obrońcami cywilizacji życia według tej narracji, mają być prawicowi politycy, walczący praktycznie bez przerwy z seksualnymi aferami w swoich szeregach i jak mówił w wywiadzie dla Magdy Rigamonti nieżyjący już prof. Romuald Dębski, zdarza się, że wysyłający swoje ciężarne żony na skrobanki (zawsze z tłumaczeniem, że sytuacja jest wyjątkowa), politycy instrumentalnie i cynicznie używający katolików jako mięsa wyborczego i nagminnie korumpujący instytucję Kościoła oraz idący im w sukurs biskupi chroniący księży pedofilów i tolerujący nacjonalistyczne, agresywne hasła na Jasnej Górze. A zagrożeniem dla owej cywilizacji życia mają być ludzie głoszący wartości prawdy, tolerancji, dobra i traktowania innych tak, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani, czyli z godnością i szacunkiem.

Sam fakt, że tylu wyborców uwierzyło w tak absurdalne wymysły świadczy tylko o sile i sprawności propagandowych mechanizmów po stronie populistów i nieudolności w stosowaniu tychże po stronie rozważnego, umiarkowanego centrum. Jednak rzecz jest o wiele bardziej groźna. Jeśli stanie się tak, że wybory wygrają po raz drugi rządzący obecnie Polską zwolennicy politycznego i mentalnego marszu na wschód, do Putina i Orbana to – jestem o tym przekonana – zawieszą, a później po prostu ograniczą i tym razem już naprawdę bez ceregieli, prawa i swobody obywatelskie, dokończą dzieła zmiany ustroju politycznego kraju i pozbycia się opozycji parlamentarnej, zamkną usta niezależnym mediom i sterroryzują jeszcze bardziej całe grupy zawodowe – wszystkich, którzy będą mogli zagrozić ich totalnej władzy, uniemożliwiając nam normalne życie, jakie dotąd znaliśmy. I musicie mieć świadomość, że zrobią to wszystko właśnie pod hasłem chrystianizacji i przywracania wartości katolickich. Dobrze będzie się miała tylko kasta panów, czyli członków i zwolenników PiS, zaś niechętna i krytyczna wobec władzy reszta nie będzie mogła liczyć na żadne prawa, jak choćby prawo do sprawiedliwego bezstronnego procesu i na żadną sprawiedliwość.

O to właśnie toczy się gra, w której narzędziem jest wszystko, nawet pożar katedry Notre Dame – kolejna okazja, żeby wśród własnych wyznawców zasiać ziarnko strachu i zabobonu, wobec których myślenie zejdzie na drugi plan. Dlatego zamiast skupiać się na pojedynczych wypowiedziach i ruchach polityków oraz propagandystów władzy, radzę zawsze cofnąć się o kilka kroków i zobaczyć pełniejszy obraz, bo wtedy wydarzenia, które wydają się głupie i niezrozumiałe, jak idiotyczne proroctwa zagłady chrześcijańskiej Europy, głoszone w obliczu zwykłego losowego zdarzenia, nabierają zupełnie innego sensu. A co można zbudować na pozornie neutralnych wypadkach i wydarzeniach pokazała już przecież katastrofa lotnicza w Smoleńsku.

Zapamiętajcie: jak będą nas pozbawiać praw, to w imię przywracania wartości chrześcijańskich.

Magdalena Adamowicz (nr 2 na liście Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego) udzieliła wywiadu tygodnikowi Wprost. Zareagowała na niego posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz.

Silna Polska w Europie kontra partyjne państwo PiS

7 Kwi

Przed nami wybór: albo silna Polska w Europie, albo partyjna Polska wychodząca z Unii – tymi słowami Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, rozpoczął konwencję Koalicji Europejskiej w Warszawie. Tym samym kampania KE ruszyła na dobre.

KE startuje z kampanią

W warszawskiej hali Expo na Żeraniu odbyła się pierwsza wspólna konwencja Koalicji Europejskiej, czyli szerokiego porozumienia środowisk prodemokratycznych i prounijnych: Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Nowoczesnej oraz Zielonych.

– Albo silna, dostatnia, demokratyczna Polska w mocnej Europie, albo to, co dziś – państwo partyjne, na drodze do wyjścia z Unii Europejskiej. Albo Polska, jeden z liderów Zachodu, albo Polska dryfująca na Wschód. Albo my Polacy dogonimy poziom i jakość życia zachodnich Europejczyków, albo się na pokolenia od nich oddalimy – rozpoczął Grzegorz Schetyna.

W konwencji wzięli udział wszyscy kandydaci KE z pierwszych miejsc.

Najważniejsze wybory od 89 roku

Lider PO mówił o wadze wyborów w 2019 roku. Jego zdaniem to najważniejsze wybory od 1989 roku. – Wtedy Polacy jasno odrzucili komunizm, a wybrali suwerenność, demokrację, kurs na Zachód i szansę na lepsze życie. Teraz stawka wyborów jest jeszcze wyższa – mówił Schetyna i przypomniał, że do zwycięstwa 30 lat temu także potrzebna była szeroka koalicja prodemokratyczna.

Schetyna odniósł się też do strajku nauczycieli, który prawdopodobnie rozpocznie się w poniedziałek. – Dziś myślami jesteśmy z nauczycielami. Zarzucają im chciwość, opluwają, starają się zaszczuć. Musimy im wszyscy dzisiaj okazać solidarność. Oni zasługują na to, żeby pracować w lepszych warunkach, zasługują na szacunek, zasługują na to, żeby ich wysłuchać, zasługują na wyższe pensje. Niech usłyszą od nas słowa otuchy i solidarności: Trzymajcie się mocno, jesteśmy z wami – dodał przewodniczący PO.

KE vs PiS

Schetyna dużą część swojego przemówienia poświęcił na wskazanie różnic między rządząca partią a Koalicją Europejską.

Zastanówmy się, kto daje szansę na wyższy wzrost płac. Obecna ekipa, która zadłuża kraj, czy też Koalicja Europejska z programem „Wyższa płaca”? Kto spowoduje, że przyszłość naszych dzieci będzie wolna od smogu? Ekipa, która wycina lasy i chce opierać gospodarkę na węglu, czy my? – pytał.

– Oni nie mają strategii, mają pełne kompleksów instynkty. W efekcie są sami. Przegrywają nawet 27:1. Oni twierdzą, że Unia odbiera nam suwerenność, a przecież jest dokładnie odwrotnie. Wspólnie Europa jest potęgą. Potęgą, której Polska może i musi być jednym z liderów – mówił  Schetyna.

Przewodniczący PO dodał, że osoby startujące z list partii rządzącej to zbieranina przeciwników Zjednoczonej Europy, dla których nie powinno być tam miejsca.

Przypomniał też, że gdy Brytyjczycy planowali referendum, nie przypuszczali, że doprowadzi ono do brexitu. – To ideowi partnerzy PiS.  Wszyscy, którzy wątpią w polexit, niech odpowiedzą na pytanie: czy może być członkiem UE kraj z całkowicie upartyjnionym systemem sprawiedliwości? Nie może – podsumował.

Wspólnie możemy więcej

– Dla nas nie ma w Europie ważniejszej sprawy niż Polska – mówił w swoim przemówieniu Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL. – Mamy trzy wielkie cele przed sobą: po pierwsze – wygrać wybory europejskie, po drugie – wygrać wybory parlamentarne i po trzecie – stworzyć demokratyczny, patriotyczny rząd najjaśniejszej Rzeczpospolitej.

Lider PSL dodał, że KE jest pierwszym krokiem do zwycięstwa. – Wspólnie jesteśmy w stanie dokonać cudu, osobno nie jesteśmy do niczego zdolni. Koalicja Europejska to najlepsi kandydaci. Łączy nas jeden wspólny mianownik: silna obecność Polski w Europie.

Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty w swoim wystąpieniu mówił o  równości młodych i starszych Europejczyków w dostępie do edukacji, kultury, służby zdrowia.

– Marzymy, aby nasze dzieci mogły zwiedzać Europę, żeby były wykształcone, rywalizowały o pracę z dziećmi z innych krajów, traktując je z miłością i otwartością. Moim marzeniem jest to, by kiedyś w Europie został stworzony pakiet świadczeń dla każdego dziecka – mówił Czarzasty.

Przewodniczący SLD mówił też o potrzebie wspólnego europejskiego programu dla osób starszych, a także wspólnym systemie wartości: – Pluralizm, poszanowanie praw człowieka, mniejszości narodowych, seksualnych, tolerancja, solidarność, prawa kobiet, prawo nauczycieli do godnego zarobku.

Podkreślił, że dziś jest wybór między tymi, którzy palą książki, a tymi, którzy je czytają.

„Pisologia”

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła o nowej ideologii, która się rozwija – „pisologii”. – Patriotyzm według słownika PiS-u równa się prymitywnemu nacjonalizmowi. Wolność to bezwolne funkcjonowanie pod dyktatem Jarosława Kaczyńskiego, a suwerenność to plucie Europie w twarz – ocenia szefowa Nowoczesnej.

– Koalicja Europejska jest silna siłą swojej różnorodności, jest mocna dzięki odpowiedzialności wszystkich jej członków za Polskę. Koalicja Europejska jest nową jakością w polityce, wynikającą z umiejętności jej liderów do łączenia. Koalicja Europejska jest nadzieją wielu Polaków na lepszą Polskę, na silną pozycję Polski w UE, na pieniądze z UE, ale przede wszystkim na nowoczesne, europejskie wartości – mówiła Lubnauer.

Zieloni: Jesteśmy tam, gdzie trzeba

– 26 maja czeka nas wielki wybór. Niech ten wybór będzie za Polską w Europie ekologicznej, demokratycznej i solidarnej – mówiła liderka Zielonych Małgorzata Tracz i podkreśliła: – Zieloni są zawsze tam, gdzie trzeba. Byliśmy pod Trybunałem Konstytucyjnym, na czarnych protestach, demonstracjach w obronie polskich sądów. Organizowaliśmy demonstracje w obronie polskiej przyrody i za prawami zwierząt, broniliśmy Puszczy Białowieskiej przed wycinką, a teraz bronimy Mierzei Wiślanej przed przekopem. Dziś jesteśmy tam, gdzie powinna być każda proeuropejska partia – w Koalicji Europejskiej – mówi Małgorzata Tracz.

Cały sens polskiej polityki dziś to trzy rzeczy podstawowe. Po pierwsze – uchronić Polskę przed końcem rządów prawa, podziału władz, normalnej demokracji. Kaczyński chce, jak np. Erdogan w Turcji, państwa partyjnego. Po drugie – ocalić miejsce Polski w UE i wywalczyć tam miejsce współlidera. Po trzecie wreszcie – gonić Europę Zachodnią pod względem jakości życia i poziomu dochodów. Tylko tej trzeciej rzeczy nie będzie bez dwóch pierwszych – mówi Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Mówi też m.in. o związkach partnerskich, relacjach państwo-Kościół, programie socjalnym, naprawie mediów publicznych i państwa prawa po rządach PiS, a także o tym, czym jest partia centrowa. – Uważam, że musimy robić swoje, przygotowywać społeczeństwo obywatelskie, wzmacniać samorządy, pokazać ludziom lepszą Polskę. Nie można czekać na Godota. Wierzę w zwycięstwo. Wierzę, że Europa będzie za nas trzymać kciuki, że zmobilizujemy ludzi, że będzie taka mobilizacja jak w Warszawie i innych miastach podczas wyborów samorządowych – mówi Schetyna.

PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ: A co, jeśli się nie uda?

GRZEGORZ SCHETYNA: Już się udało. Ludzie zobaczyli, że opozycja może być razem, że te okrzyki, które słyszałem na demonstracjach, wzywające nas do zjednoczenia, przyniosły realny efekt. Ale udało się także w szerszym wymiarze. Z całej Europy płyną do mnie wyrazy uznania i zarazem pozytywnego zdumienia, że udało się stworzyć tak szeroką antypopulistyczną konstrukcję, która dodatkowo ma w nazwie przymiotnik „europejska”. To jest sygnał wysłany do Europy, że chcemy wrócić i że ten żywioł proeuropejski, demokratyczny, praworządny, konstytucyjny może zdobyć większość.

Sondaże pokazują, że tylko Koalicja Europejska jest w stanie realnie zagrozić PiS-owi.

Pan się chwali zjednoczeniem i mówi o fundamentalnych wartościach, a PiS obiecuje ludziom realne pieniądze, wznieca wojnę ideologiczną, omija narrację o walce dwóch sił – europejskiej i antyeuropejskiej. Chce narzucać inne tematy.
To jest reakcja obronna Kaczyńskiego najpierw na aferę Srebrnej, a potem na Koalicję Europejską. On się boi, że naprawdę może przegrać, choć myślał, że ma władzę na zawsze. Ta nerwowa, chaotyczna kampania PiS jest odpowiedzią na to, że powstaliśmy.

No dobrze, ale jednak 500 Plus na każde dziecko czy trzynasta emerytura to są konkrety. Niektórym wyborcom to wystarczy. Jaka jest odpowiedź zjednoczonej opozycji?
Zacznę od fundamentalnego stwierdzenia: cały sens polskiej polityki dziś to trzy rzeczy podstawowe. Po pierwsze – uchronić Polskę przed końcem rządów prawa, podziału władz, normalnej demokracji. Kaczyński chce, jak np. Erdogan w Turcji, państwa partyjnego. Po drugie – ocalić miejsce Polski w UE i wywalczyć tam miejsce współlidera. Po trzecie wreszcie – gonić Europę Zachodnią pod względem jakości życia i poziomu dochodów. Tylko tej trzeciej rzeczy nie będzie bez dwóch pierwszych.

Nie damy się wciągnąć w wyścig na obietnice socjalne dotyczące wyborów październikowych, ponieważ przed nami wybory europejskie w maju.

Dlatego budujemy minimum programowe, które połączy pięć różnych partii i wiele środowisk pozapartyjnych. Dziś chcemy mówić o tym, co będziemy robić w Parlamencie Europejskim. O naszych tam interesach – o europejskiej perspektywie finansowej, o pieniądzach dla polskich firm, dla samorządów.

Ale chyba jakąś odpowiedź na tak zwaną piątkę Kaczyńskiego macie?
Oczywiście, że mamy. Ale Kaczyński stawia sprawę tak: jak wygra KE, to zabiorą wam to, co my daliśmy. A przecież 500 Plus na pierwsze dziecko i trzynasta emerytura to propozycje Platformy Obywatelskiej.

Dziś widać, że ze strony PiS jest i będzie tylko straszenie. Nie możemy dać się rozgrywać Kaczyńskiemu i dlatego musimy przedstawić spójny i konkretny program na wybory krajowe, bo wtedy będzie to miało sens.

Skoro tak, to dlaczego, gdy PiS te wasze propozycje przywołał, politycy PO zaczęli mówić, że to populizm?
Bo całe wyrachowanie Kaczyńskiego polega na tym, by operować tylko hasłami, za którymi nie stoi dobrze przemyślany program socjalny. On tylko obiecuje, a my mamy realne i dobrze policzone propozycje.

Jeżeli PiS chce płacić pieniądze w połowie maja, dziesięć dni przed wyborami, to wiadomo, że to jest jednorazowe i populistyczne. A w następnym roku już nie będzie pieniędzy. To nie jest trzynasta emerytura, tylko 880 złotych netto, za które seniorzy mają dać się korumpować.

Korumpować?
Tak, bo chodzi tylko o głosy w tych wyborach. Nic innego się dla PiS nie liczy. Tymczasem nam chodzi o to, aby jak najdłużej utrzymać Polaków na rynku pracy, a nie odsyłać ich na bezrobocie lub głodową emeryturę. PiS tak naprawdę nie dba o los ludzi, potrzebuje ich tylko w tych wyborach. My chcemy zbudować dobrze zorganizowany system, a PiS oferuje jedynie transfery socjalne. Przed wyborami krajowymi przedstawimy bardzo precyzyjny i dobrze wyliczony program. Nie mogę wejść z Kaczyńskim w taką licytację: skoro on daje 500, to ja dam 600. To jest droga donikąd. Wyborcy Platformy tego nie oczekują.

A czego oczekują?
Że pokonamy Kaczyńskiego i skonstruujemy sprawiedliwy system, który będzie motywował Polaków do tego, by Polska się rozwijała, goniła Zachód, była częścią cywilizacji europejskiej, a nie krajem, który wyrzuca zarobione pieniądze.

PiS chyba też chce gonić Zachód, skoro zarzeka się, że Polska jest i będzie w Unii Europejskiej i nikt nie chce polexitu.
Nie da się wierzyć PiS-owi. Oni są z Salvinim, z Le Pen, z Orbánem, z Wildersem, z radykałami, a my jesteśmy pośród najważniejszych. Koalicja Europejska jest projektem antypopulistycznym, który także dla Merkel i Macrona jest wzorem tworzenia nowej jakości w polityce europejskiej. Dzięki niej jest szansa na to, aby zdobyć większość w Parlamencie Europejskim.

To jest unikatowe. Mamy Zielonych, chadeków, liberałów, konserwatystów, socjaldemokratów, którzy przecież wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej, więc po 1989 roku byli po dobrej stronie. I wszyscy się w tym mieścimy.

Polaków to może zainteresować bardziej, niż obietnice Kaczyńskiego?
Polacy są mądrzy. Rozumieją, że doraźne wydawanie pieniędzy bez planu na dalsze lata to droga grecka, niechybnie zmierzająca do katastrofy. To już było w Europie, nie trzeba daleko szukać. Tak naprawdę PiS dba tylko o swoich pisiewiczów w spółkach Skarbu Państwa, a nie o dobrobyt Polaków, zajmuje się transferami publicznych pieniędzy do swoich kieszeni. Ludzie rozumieją, że 500 miliardów, które przywieźliśmy z Unii Europejskiej w poprzedniej perspektywie finansowej i zainwestowaliśmy w drogi, infrastrukturę, samorządy, służy portfelom Polaków. I powinno znów, w nowym budżecie, służyć, teraz z nieco zmienionymi priorytetami – na czyste powietrze, zdrowie, badania i rozwój.

To ładnie brzmi, ale PiS – bez względu na afery, łamanie konstytucji, upolitycznienie prokuratury, propagandę, kłamstwa itd. – wciąż ma bardzo duże poparcie. To nie jest tak, że przeciwnika można zlekceważyć.
Nikt nie lekceważy, ale teflon kiedyś się ściera. W Polsce trwa to zwykle dość długo, ale potem wszystko się wywraca. Nie brakuje przykładów z historii. Uważam, że musimy robić swoje, przygotowywać społeczeństwo obywatelskie, wzmacniać samorządy, pokazać ludziom lepszą Polskę.

Nie można czekać na Godota. Wierzę w zwycięstwo. Wierzę, że Europa będzie za nas trzymać kciuki, że zmobilizujemy ludzi, że będzie taka mobilizacja jak w Warszawie i innych miastach podczas wyborów samorządowych.

A Biedroń? Pomaga czy przeszkadza?
Szuka swojego miejsca, chce się jakoś przebić, nie ma, jak my, ważnych dla polityki europejskiej postaci, dlatego nas atakuje. Jeżeli w wyborach do PE będzie miał tyle, ile dają mu obecnie sondaże, to w październiku może być pod progiem wyborczym. I on to wie, ponieważ dziś jest na poziomie 4-6 procent. To jest twarde zderzenie z rzeczywistością. Przyszłościowo jesteśmy skazani na współpracę z tym środowiskiem, ale dziś pozytywnie odbieram sygnały, które mówią, że Biedroń zbiera tych, którzy nigdy nie głosowali nie dlatego, że są młodzi, ale dlatego, że byli poza polityką. Jeżeli uda mu się przejąć tych wyborców i dołożyć ten potencjał do naszego centrowego i antypisowskiego elektoratu, to szanse obozu zachodniego, demokratycznego będą większe.

Wiosna, jak deklarują ciągle jej politycy, chce być poza duopolem.
To jest kompletne niezrozumienie sytuacji, w jakiej znalazła się Polska. Ale nie chcę wchodzić w ten spór, ponieważ uważam, że nie ma wroga po stronie opozycji. Naprawdę zjednoczeni możemy wszystko, możemy na trwałe zakotwiczyć Polskę wśród krajów-przywódców Zachodu i w dekadę, dwie osiągnąć zachodni poziom życia. Jeśli PiS ponownie dostanie władzę, czeka nas państwo partyjne, wariant wschodni, a minimum węgierski.

To jest ten wielki wybór Polaków. Albo-albo.

Wariant węgierski, czyli co?
Sądy całkowicie podporządkowane PiS-owi, media prywatne de facto znacjonalizowane i oddane pod kontrolę władzy, likwidacja niezależnego samorządu. Prokuratura i banki państwowe już są na telefon władzy. To nie jest żadne straszenie, lecz realne zagrożenie dla Polski.

Nie ma tu przesady?
Nie ma. Jeżeli czterdzieści dni jest przesłuchiwany człowiek, który donosi do prokuratury o przestępstwie Jarosława Kaczyńskiego, to oznacza, że partia kontroluje wszystko. To nie jest możliwe w normalnym państwie. Ale dziś to ludziom powoli powszednieje, a to jest najgorsze. Tak właśnie umocnił się Fidesz, bo ludzie się przyzwyczaili, że Fidesz wygrywa, że od Fideszu zależy kariera, że trzeba być przy partii, żeby mieć pracę, a dziecko skończyło dobre studia. Nie ma alternatywy, jak za czasów PZPR-u.

Ale koniunkturalistów nie brakuje. Jacek Saryusz-Wolski jest już bardziej pisowski od Kaczyńskiego.
To są jednak egzotyczne ekscesy. Szkoda na nie słów. Dziś trzeba przypominać Polakom, że po 1989 roku Polska stała się w pełni demokratyczna i że przez PiS możemy to stracić. Dlatego tak ważne są najbliższe wybory.

Po 1989 roku żadna ekipa nie uregulowała takich kwestii jak na przykład związki partnerskie czy prawa osób LGBT. Być może dlatego znów mamy spór światopoglądowy jako temat kampanijny.
PiS wywołał ten temat tylko po to, by skłócić Koalicję Europejską i pokazać, że PSL jest konserwatywne, a SLD nie. Rzeczywiście tak jest, ale to nie ma żadnego znaczenia przy wyborach europejskich.

To nie są wybory ani w sprawie 500 Plus, ani związków partnerskich, a PiS wykorzystuje te tematy cynicznie.

A co pan odpowie tym, którzy czekają na jasną deklarację przewodniczącego PO w sprawie związków partnerskich?
Że to ważny temat, od którego nie da się uciec. Musimy podjąć tę rozmowę, ale nie przy okazji wyborów europejskich. Bo dziś chodzi o to, żeby wrócić do stołu, wpływać na europejską politykę, przywieźć do Polski pieniądze. Jednak powiem zupełnie wprost: jeśli po wyborach parlamentarnych nie będziemy zgodni co do takich kwestii jak związki partnerskie czy rozdział Kościoła od państwa, to nie będzie można zbudować koalicji.

Platforma się zgodzi na związki partnerskie?
Uważam, że na ten temat będzie potrzebna w Polsce bardzo poważna debata. Pewnych procesów nie da się już zatrzymać. Według mnie konieczna będzie też redefinicja stosunków z Kościołem, szczególnie że polscy biskupi nie idą ścieżką wskazywaną przez Franciszka.

Ale czy zdarzy się tak, że Grzegorz Schetyna wyjdzie i powie: tak, popieram związki partnerskie?
Nie ja o tym będę decydował, tylko większość parlamentarna.

Partia centrowa jest od tego, żeby pilnować, aby wahadło nie wychyliło się za bardzo ani lewo, ani w prawo. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny, to wie, że żyjemy w 38-milionowym kraju, w którym są różni ludzie – wierzący, niewierzący, prawicowi, lewicowi, konserwatywni, liberalni – i trzeba dać jakieś gwarancje wszystkim.

Dziś wahadło jest wypchnięte zbyt mocno w obszar, w którym Kościół zaangażował się w politykę; robią ją proboszczowie i biskupi. Niedługo zacznie wracać i rolą partii centrowej jest niedopuszczenie do tego, by przechyliło się radykalnie w przeciwległą skrajność. To byłoby zabójcze, bo zostawia się niezagospodarowaną przestrzeń w środku, a skrajna lewica to z kolei droga Zapatero, wielki konflikt społeczny i podział państwa. Chodzi więc o to, żeby to wahadło wróciło w miejsce, które będzie akceptowane przez większość społeczeństwa.

Z badań wynika, że jedna trzecia naszych wyborców to wierzący i praktykujący regularnie, ponad jedna trzecia – wierzący i praktykujący rzadko, a mniej niż jedna trzecia – niewierzący i twardzi antyklerykałowie. Poważna polityka musi to brać pod uwagę.

Związki partnerskie są akceptowane przez wielu Polaków, pokazują to niektóre sondaże.
Chcę budować państwo dla wszystkich, osadzone w centrum. Wiem, że po tym wszystkim, co zdarzyło się w Kościele, który nie podjął się rozwiązania sprawy pedofilii mimo drogi wskazanej przez papieża Franciszka, nastąpią wielkie zmiany w mentalności. Ale jako polityk muszę być gwarantem tego, że wszystkie decyzje będą uzgodnione przez większość.

Jeśli w parlamencie znajdą się politycy, którzy z poparciem społecznym, po poważnej ogólnopolskiej debacie, znajdą większość dla związków partnerskich, będę głosował za.

Załóżmy, że opozycja przejmuje władzę. Jak naprawiacie państwo prawa? Ostrymi cięciami czy powolnym procesem?
Wszystko będzie zależeć od sytuacji Trybunału Konstytucyjnego i od tego, czy Andrzej Duda będzie współpracował z nową władzą. Osobiście jestem zwolennikiem pakietu 30 ustaw, czyli szybkiej i całościowej naprawy.

Media publiczne do likwidacji i budowy od nowa czy do reformy?
Dzielę to na dwie części. Pierwsza to rok 2020, czyli okres przejściowy, kiedy trzeba będzie szukać normalizacji, wykorzystując obowiązujące prawodawstwo. W tym czasie trzeba będzie odebrać partyjnej jaczejce możliwość instrumentalnej manipulacji opinią publiczną. Ale równolegle trzeba przygotowywać prawodawstwo na 2021 rok, kiedy zmieni się prezydent, żeby zbudować media publiczne z prawdziwego zdarzenia. Nie na rok, ale na 30 lat. Jestem zwolennikiem zagwarantowanych pieniędzy w budżecie, które pozwolą realizować misję dziennikarzom i twórcom, a nie politykom.

Symetrysta powie panu, że Platforma pewnie wejdzie w buty PiS-u i jedną jaczejkę zastąpi inną.
Coraz mniej interesują mnie symetryści.

Ludzie chcą normalności, a normalność to jest Polska bez PiS przy władzy. Nie ma dziś miejsca dla symetryzmu.

Donald Tusk wesprze opozycję, tworząc 4 czerwca ruch obywatelski, czy raczej wybiera się na konfrontację z panem?
Donald Tusk kończy swoją europejską misję w grudniu, w Polsce wszystko będzie już jasne. Ja dziś buduję szeroką koalicję, to jest moja odpowiedzialność. Mamy wspólny cel i dobrą wolę. Uda się.

Wierzę, że Polacy dokonają właściwego wielkiego wyboru. Jak w roku 1989.

Moralność PiS sięga fajfusa Kuchcińskiego

5 Kwi

Jeszcze wczoraj z mównicy sejmowej zastępca ministra koordynatora ds. służb specjalnych Maciej Wąsik mówił wprost: – Moja ocena (sprawy tuszowania afery obyczajowej przez kierownictwo CBA – red.) jest taka, że nigdy nie było żadnego nagrania, zostało ono wymyślone przez Wojciecha J. na użytek tego, żeby nie odejść ze służby, w sposób perfidny, kłamliwy i paskudny. Nie minęły nawet 24 godziny od tego wystąpienia, a Sylwester Ruszkiewicz z Wirtualnej Polski przedstawia nowe, przełomowe informacje w tej sprawie.

Dotarł on bowiem do jednego z oficerów polskich służb, który zna kulisy procederu nagrywania polityków, samorządowców i biznesmenów w podkarpackich “domach uciech”, jaki przez lata kwitł bez żadnych przeszkód. Potwierdził on historię byłego agenta, który dziś jest frontalnie atakowany przez swoich byłych kolegów i przełożonych. Kulisy tej sprawy są jednak wyjątkowo bulwersujące. Okazuje się bowiem, że CBA było świadome tego procederu i Wojciech Janik nie trafił na ten temat przypadkowo tylko zostało mu on wskazane właśnie przez szefa tej służby Ernesta Bejdę jako zadanie specjalne. Po to, by mógł je wykonywać bez przeszkód, Bejda przyznał też Wojciechowi Janikowi bardzo obszerne uprawnienia, o czym przypomniał dziś po raz kolejny Mariusz Gierszewski z Radia Zet.

Bejda miał wiedzieć, że w domach publicznych na Podkarpaciu nagrywani są politycy, ale nie wiedział czy także z Prawa i Sprawiedliwości i właśnie tę kwestię kazał Janikowi sprawdzić. Jak pisze Ruszkiewicz z “WP”, informatorem Wojciecha Janika, a dokładniej Osobowym Źródłem Informacji (OZI) zostaje jeden z funkcjonariuszy służb pracujących na Podkarpaciu. To on udostępnił mu nagranie z prominentnym politykiem PiS. Na nagraniu z 2014 roku miał on uprawiać seks z ukraińską prostytutką. Według zawiadomienia do prokuratury generalnej, które złożyła pełnomocnik Wojciecha J., nagrany miał zostać marszałek Sejmu, a wówczas poseł PiS Marek Kuchciński.

Co więcej, rozmówca reportera Wirtualnej Polski tak opisuje kluczową seks-taśmę: – Nagranie jest dobrej jakości. Prawdopodobnie zostało sporządzone w agencji na tzw. Zameczku pod Rzeszowem. To znany, oddalony kilkadziesiąt kilometrów od miasta zespół pałacowy, z luksusowymi pokojami. Dziewczyna na nagraniu ma blond włosy, mogła nosić perukę z jasnymi włosami. Wygląda co najwyżej na 15 lat. Kamera została sprytnie umieszczona, zamontowana prawdopodobnie w ścianie – na wysokości łóżka. Z takiej perspektywy jest nagranie. Trwa kilkanaście minut – mówi informator. Co więcej, zapowiada on, że na początku przyszłego tygodnia dokument o procederze nagrywania polityków na Podkarpaciu zostanie wyemitowany w jednej ze stacji telewizyjnych, co tylko jeszcze bardziej potwierdzi wersję opisywaną przez Wojciecha Janika, a Centralne Biuro Antykorupcyjne postawi w prawdziwie fatalnym świetle.

Pozostaje pytanie, jak długo jeszcze kierownictwo służb, powiązane dziś z partią rządzącą będzie udawać Greka i odwracać kota ogonem mówiąc, że żadnej afery nie ma. Bo, że ich słowa prawdopodobnie zostaną już wkrótce boleśnie skonfrontowane z prawdą wydaje się już niemal pewne.

„Odwaga staniała, rozum podrożał”. Tak kulturalnie można by określić, cytując Artura Sandauera, zachowanie pseudo dziennikarzy, którzy zaatakowali Adama Michnika, w budynku sądu. Jednak trudno tu o zbytek kultury, bo trudno powstrzymać emocje. Widać to na twitterze:„Obrzydliwe. I takie zera mienią się dziennikarzami…”  „Oni teraz są tam, gdzie kiedyś stało ZOMO…” „Takim jesteśmy narodem, wrednym”, „Brak słów”.

Profesor Marcin Matczak zestawił dwa filmy z Adamem Michnikiem i napisał: „Zestawiam ten film, ukazujący tych podłych ludzi, z innym – w którym młody Adam Michnik wyszarpuje się komunistycznym milicjantom na innym korytarzu. I czuję dwie rzeczy – bezmierny szacunek dla Jego działań i Jego godności, i bezmierną wściekłość, że musi to znowu przeżywać”.

To gorzkie zestawienie wywołało falę komentarzy, wśród których dominują oburzenie, zgorszenie, potępienie i… bezradność.

– „Adam Michnik narażony jest na poniżanie w każdej epoce, jak widać. Zawsze komuś nie w smak jest cudza odwaga. Ja Jego postawę w czasach słusznie minionych będę cenić zawsze, teraz historia pisze się na naszych oczach. Brawo Adam Michnik”.

„Pan Adam to jedna z najważniejszych twarzy naszej wolności i osoba godna najwyższego szacunku! To chichot historii, że takie gnoje mogą się dzisiaj bezkarnie pętać! Pis godnie kontynuuje dzieło komuny, gdyby mogli, bez żadnych skrupułów robili by to samo!”

– „(…) Pis-owska kontrrewolucja próbuje połknąć bohaterów polskiej wolności – Michnika, Kuronia, Wałęsę, Geremka, Mazowieckiego i Bartoszewskiego, zastępując ich gnomami typu Kaczyński, Macierewicz, Gwiazda, Wyszkowski. Nie uda się.”

Filmy skomentował również profesor Wojciech Sadurski: „Straszny filmik. Te zera nie wiedzą, że wolność takiego postępowania zawdzięczają w wielkim stopniu zaszczuwanemu przez nich Michnikowi. Wyrazy wielkiej solidarności z Adamem!”

Zastanawiam się czy to zwykła podłość? Czy deficyt intelektualny?

Jeden z internautów zadał ważne pytanie: „Czy oni to robią dla pieniędzy? Bo (…) jeśli naprawdę tak myślą to ja się pytam, gdzie są szkoły? Gdzie jest edukacja? Skąd bierze się taki debilizm?

Można jeszcze dopytać: kim są ludzie, którzy bez żenady, demonstrują swoją niekompetencję, nieudolność i głupotę? Czy ich tania odwaga jest wynikiem deficytu intelektualnego czy chęci zaistnienia?  Bo gołym okiem widać, że są tak samo anonimowi jak ci milicjanci z PRL.

Szczęśliwie Adam Michnik, dla tych, których pamięć nie zawodzi, albo tych, którzy po prostu znają historię, to „bohater naszych czasów, jeden z nielicznych, który miał odwagę stanąć przeciw komunie i ich okrutnym metodom!” A więc to, co stało się w sądzie „to chichot historii, że w wolnym kraju, doczekaliśmy się godnych kontynuatorów tamtych podłych czasów !!!”

Przykre, że Adam Michnik, narażając zdrowie i życie, walczył między innymi o to, by dziś takie persony mogły go bezkarnie poniżać.