Tag Archives: SKOK Wołomin

Pisowski festiwal afer Rok 2018

29 Gru

Jak rządzi PiS? Afera za aferą, pazurki i inne szumidła

W 2018 r. pozycja obozu PiS w oczach opinii publicznej dwa–trzy razy się zachwiała w wyniku afer. Zaczęło się w marcu, kiedy poseł PO Krzysztof Brejza dostał w końcu odpowiedź na pytanie o zarobki premier Beaty Szydło i jej ekipy w 2017 r. Okazało się, że ministrowie dostawali w premiach drugą pensję. W sumie bonusy kosztowały prawie 2 mln zł, rekordzista Mariusz Błaszczak zebrał ponad 80 tys. zł, sama premier 60 tys., a najniższe premie wynosiły po 50 tys. zł na osobę.

Wybuchła afera. Jarosław Kaczyński, jak sam przyznał, powiedział wtedy Szydło, żeby „pokazała pazurki” i – była już wówczas – premier poszła na całość. „Te nagrody nam się po prostu należą” – te słowa z sejmowej mównicy musiały nieźle wkurzyć wyborców, bo PiS zaczął tracić poparcie. Wyborcom nie podobała się pazerność władzy, która obiecywała przecież służyć skromnie Polakom. Kryzys musiał przeciąć sam Kaczyński, który ogłosił, że jak suweren chce taniego państwa, to je dostanie. I obiecał obciąć pensje nie tylko ministrom, ale też posłom, samorządowcom oraz szefom państwowych i samorządowych firm. Członkowie rządu mieli zaś oddać pieniądze z nagród na Caritas. Kryzys wygasł, choć do dziś nie wiemy, czy wszyscy ministrowie pieniądze rzeczywiście oddali, a ograniczyć pensji prezesom za bardzo się nie udało.

Kolejne problemy przyszły na początku października, kiedy okazało się, że w trakcie afery podsłuchowej nagrano też Mateusza Morawieckiego, wtedy prezesa banku BZ WBK. W opublikowanej przez Onet rozmowie z marca 2013 r. późniejszy premier szczycił się świetnymi kontaktami z ludźmi Donalda Tuska, naśmiewał z wypadku Roberta Kubicy i opowiadał niejasne historie o „pracy za miskę ryżu” czy „odpychaniu, strzelaniu do” imigrantów.

Morawiecki miał też oferować „pięć dych czy siedem, czy stówkę” dla Aleksandra Grada, byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL, i interweniować w sprawie pracy dla syna Ryszarda Czarneckiego, pisowskiego europosła. PiS nie do końca wiedział, jak reagować. Z jednej strony oficjalny przekaz dnia brzmiał, iż nagrania to „odgrzany kotlet”, z drugiej rzecznik PiS Beata Mazurek mówiła o „skoordynowanym ataku” na premiera i że „dobrze wiadomo, jaki nadawca” za tym stoi (czyli „niemieckie media polskojęzyczne”).

Największa afera przyszła w połowie listopada. Bankowiec Leszek Czarnecki ujawnił nagranie rozmowy z marca 2018 r. z szefem Komisji Nadzoru Finansowego Markiem Chrzanowskim. Urzędnik próbował ją zagłuszyć za pomocą urządzenia nazwanego „szumidłem”. Miał ku temu zapewne powody, bo prawdopodobnie zażądał od finansisty łapówki (mowa o 40 mln zł) za zostawienie w spokoju jego banków. W każdym razie postawiono mu zarzut korupcji.

PiS wciąż próbuje wygasić aferę, zaufany człowiek prezesa NBP Adama Glapińskiego, znany odtąd jako Marek Ch., został aresztowany. Przykryć całą sprawę miało zatrzymanie siedmiu osób z poprzedniej ekipy w KNF, z czasów PO, za rzekome niedopatrzenia w sprawie SKOK Wołomin. Problem w tym, że to PiS przez lata wspierał Kasy.

Przy okazji Zbigniew Ziobro spostponował jednego z urzędników Wojciecha Kwaśniaka, który został przed laty ciężko pobity przez wynajętego bandytę właśnie za dociekliwość w sprawie SKOK Wołomin. W efekcie pod koniec roku PiS znowu zaczął słabnąć w sondażach. I wciąż nie wiadomo, czy i tym razem ekipie rządzącej uda się wykaraskać z kryzysu.

Życie partyjne. Raz na wodzie, raz pod wodą

Jan Kaczmarek z kabaretu Elita śpiewał o jeziorach, które na powierzchni „są takie cudowne”, a w głębi „śmiertelna wre walka”. Jak w życiu partyjnym.

Na powierzchni widać stabilne sondaże i wciąż te same partie na najwyższych pozycjach. Jeśli jednak zajrzeć głębiej, to w 2018 r. działo się całkiem sporo i trwała ostra rywalizacja

Lewicowo-liberalna część wyborców czekała na to, co im zaproponuje Robert Biedroń, który pod koniec roku wyruszył w trasę po kraju. Po serii mityngów jego ugrupowanie pod roboczą, enigmatyczną nazwą Kocham Polskę w szczegółach ma się pokazać dopiero w lutym przyszłego roku.

Z drugiej strony sceny z politycznej piany zaczął się wyłaniać Ruch Prawdziwej Europy, zarejestrowany przez związanego z Tadeuszem Rydzykiem posła Mirosława Piotrowskiego. Czy oznacza to, że redemptorysta z Torunia na serio będzie chciał rzucić wyzwanie Jarosławowi Kaczyńskiemu, czy to tylko straszak, który ma pomóc w zdobyciu funduszy na projekty przedsiębiorczego księdza z Torunia?

Nową partię można dość łatwo stworzyć, ale trudniej utrzymać, co pokazują losy dwóch najmłodszych ugrupowań w Sejmie: Kukiz ’15 i Nowoczesnej. Oba traciły w ciągu roku pozycję polityczną i posłów, w obu kłopoty przeżywali ich założyciele – Paweł Kukiz i Ryszard Petru. Ten ostatni zdążył zresztą z założonej rok wcześniej partii wyjść i założyć nową – pod nazwą Teraz!

Trudno przesądzić, czy Nowoczesna i Kukiz ’15 przetrwają do przyszłorocznych wyborów do Sejmu, obie wciąż trzymają głowę nad wodą. Dla Partii Razem to też nie był dobry rok, w wyborach samorządowych osiągnęła śladowe poparcie. Na dalszej prawicy trwały z kolei przepychanki przed wyborami europejskimi, narodowcy łączą się i dzielą, licząc na sukces w wyborach europejskich, a przywódcze aspiracje zgłasza uciekinier z Kukiz ’15, do niedawna piwowar Marek Jakubiak.

Swoje pięć minut miała Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, która wraz z Katarzyną Lubnauer z Nowoczesnej dała trochę świeżości kampanii samorządowej Koalicji Obywatelskiej. Koalicja pod koniec roku stanęła jednak pod znakiem zapytania po transferze Kamili Gasiuk-Pihowicz z grupą posłów z Nowoczesnej do PO, co złośliwi określili jako pożeranie przystawki przez Grzegorza Schetynę.

Najspokojniej, przynajmniej na powierzchni, było w PiS. W obozie prawicy wciąż mówi się o ostrych wewnętrznych sporach, zwłaszcza między Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobrą, ale na razie niewiele z nich w sensie politycznym wynika.

Wielka improwizacja, czyli świętujemy 100-lecie niepodległości

Państwowe obchody 100-lecia odzyskania niepodległości miały przyćmić wszystkie dotychczasowe święta i być triumfem „biało-czerwonej drużyny” PiS. Miały, ale nie przyćmiły, tylko ugrzęzły w organizacyjnym chaosie. Dwóch pełnomocników ds. organizacji obchodów – po stronie prezydenta i rządu – nie dało rady. Z budżetu na obchody przeznaczono 240 mln zł, ale nie wiadomo, na co dokładnie je wydano.

Warszawski marsz, a właściwie dwa – jeden z władzami na czele oddzielony od drugiego, w którym maszerowali też narodowcy – był masowy i bardziej spokojny niż te z lat ubiegłych. Choć oczywiście nie obyło się bez incydentów, faszystowskich znaków, rac. Święto 100-lecia niepodległości uratowały dziesiątkach lokalnych pikników, festynów, parad, biegów organizowanych w całym kraju przez władze samorządowe. Były też akcje międzynarodowe, jak podświetlenie na biało-czerwono kilkudziesięciu słynnych światowych zabytków, w tym wieży Eiffla. Antoni Macierewicz jako minister obrony narodowej chciał stawiać na 100-lecie „kolumny niepodległości”, ale został odwołany. A jego następca sfinalizował inny projekt – „ławki niepodległości”. Można się na nich rozsiąść od kilku dni, a każda kosztuje 30 tys zł.

Niestety nie przyjechali na polskie obchody światowi liderzy, a jedyny, który przyjechał, czyli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, został przez władze państwowe zignorowany. Wygłaszając w Łodzi swoje przemówienie, w którym zachęcał do „pokonania współczesnych bolszewików”, potwierdził, że po stronie antyPiSu wciąż jest jedynym politykiem zdolnym przeciwstawić obozowi władzy kompletnie odmienną i spójną wizję polityczną.

Niestety również opozycyjne partie oddały Dzień Niepodległościwalkowerem. Kiedy z dnia na dzień coraz bardziej okazywało się, że władza prawie niczego nie przygotowała, większość polityków opozycyjnych deklarowała, że 11 listopada spędzą prywatnie.

Nie otwarto żadnego spektakularnego obiektu, aby uczcić tę naszą niepodległość. Ale za to odsłonięto pomnik Lecha Kaczyńskiego na pl. Piłsudskiego. Padły też zapowiedzi odbudowy Pałacu Saskiego oraz stworzenia muzeum Lecha Kaczyńskiego. Trudno było się oprzeć wrażeniu, że na 100-lecie mieliśmy do czynienia z naszą polską improwizacją i „jakoś to będzie”. Niestety nie było.

Protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców

Przez 40 dni (18 kwietnia–27 maja) na sejmowej posadzce mieszkało najpierw 16, a potem 9 osób. Karol, Wiktoria, Katarzyna i Magda Milewiczowie, Iwona i Jakub Hartwichowie, Marzena Stanewicz, Anna i Adrian Glinka – oni zostali do końca.

Postulaty były dwa. Pierwszy, dotyczący zrównania renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy, został spełniony, a renta wzrosła z 865,03 zł do 1029,80 zł. Drugi – wprowadzenia dodatku „na życie”, zwanego też „rehabilitacyjnym” – już nie. Zamiast niego rząd zaproponował dodatek rzeczowy, którego wartość wycenił na 520 zł. Nie przyjął żadnej z kompromisowych propozycji protestujących rozłożenia wypłaty tego dodatku na kilka lat (od września 2018 r. – 250 zł, od stycznia 2019 – dodatkowo 125 zł i od stycznia 2020 r. – kolejne 125 zł).

Z protestującymi rozmawiali premier Mateusz Morawiecki, prezydent Andrzej Duda, pierwsza dama, Rzecznik Praw Obywatelskich i jego zastępczyni Sylwia Spurek, minister Elżbieta Rafalska. To na początku. Później budynek Sejmu został otoczony barierkami, a wejścia do niego pilnowała policja. Kamery stacji telewizyjnych i radiowych usunięto z Sejmu. Dziennikarze bez stałych przepustek nie mogli wejść do parlamentu. Podobnie jak Wanda Traczyk-Stawska, uczestniczka powstania warszawskiego, czy Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. Odwołano obrady Sejmu Dzieci i Młodzieży i Noc Muzeów w Sejmie. Polski parlament został zabarykadowany.

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński konsekwentnie odcinał protestujących od świata.Wprowadzał (i odwieszał) zakaz wychodzenia na spacery, zakaz odwiedzin, zakaz otwierania okien, zakaz dostarczania poczty. 24 maja, kiedy w Sejmie odbywały się obrady Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, nie pozwolił na wywieszenie transparentu „Polish Disabled Children Beg for a Decent Life” („Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o godne życie”). Straż Marszałkowska użyła wówczas wobec protestujących siły.

Wychodząc z Sejmu 27 maja, Iwona Hartwich, nieformalna liderka protestu, mówiła: „udało nam się sprawić, że problem niepełnosprawności stał się w Polsce tematem numer jeden”. Adrian Glinka i Jakub Hartwich, którzy należeli do najbardziej rozpoznawalnych uczestników sejmowego protestu, wystartowali w wyborach samorządowych z list Koalicji Obywatelskiej. Jakub Hartwich z powodzeniem od listopada jest radnym w Toruniu. Jest się więc z czego cieszyć, choć rząd niewiele nauczył się z protestu. Dowodem jedna z ostatnich decyzji kierownictwa resortu rodziny: po trwających rok przygotowaniach i konsultacjach 18 grudnia zdecydowano o tym, że środowiskowe domy samopomocy dla dorosłych niepełnosprawnych jednak nie powstaną.

Symbolem prezydentury Andrzeja Dudy w 2017 r. były weta do ustaw sądowych, symbolem 2018 r. – selfie z koniem

W zeszłym roku wydawało się, że prezydent na poważnie próbuje się wybić na niepodległość i zdobyć samodzielną pozycję w obozie władzy. Ten rok przyniósł w tej dziedzinie regres, choć warto odnotować dwa prezydenckie weta. Pierwsze – do tzw. ustawy degradacyjnej, która taśmowo odbierała stopnie wojskowym z czasów PRL. Drugie – do ordynacji do wyborów europejskich, mającej de facto ograniczyć naszą reprezentację w Brukseli i Strasburgu do dwóch partii.

Poza tym to był rok słabnącej pozycji Dudy, czego dobitnym przykładem był los jego sztandarowego projektu – referendum konstytucyjnego planowanego na stulecie odzyskania niepodległości. PiS dystansował się od tego pomysłu, ostatecznie utopili go senatorzy tej partii, wstrzymując się od głosu (i próbując nieudolnie zwalić winę na PO).

O słabnięciu prezydenta świadczyły też dymisje jego współpracowników, porzucił go m.in. rzecznik Krzysztof Łapiński, który wybrał karierę w PR. Prezydent poza dwoma wymienionymi wyjątkami grzecznie podpisywał pisowskie ustawy, w tym te najbardziej szkodliwe, jak nowelizacja ustawy o IPN, która wpędziła nas w konflikt z USA i Izraelem, czy kolejne nowelizacje ustaw sądowych kontestowane przez środowiska prawnicze, organizacje pozarządowe i Brukselę.

Brak sukcesów w kraju Andrzej Duda próbował rekompensować sobie za granicą, ale tam też średnio mu szło. W samolocie do Australii dowiedział się, że rząd pozbawił jego wizytę na antypodach jakiegokolwiek znaczenia, kasując zakup fregat od rządu w Canberze. Z wizyty w Waszyngtonie wszyscy zapamiętali lizusowski „Fort Trump” i zdjęcie z podpisywania umowy przy biurku prezydenta USA, ale na stojąco, wbrew jakiemukolwiek protokołowi.

Prezydentowi zebrało się też sporo innych gaf, wpadek czy po prostu wypowiedzianych bzdur. Pamiętne były słowa o UE jako „wyimaginowanej wspólnocie, która nic nam nie daje”, czy o energooszczędnych żarówkach. Pod koniec roku media społecznościowe obiegło zaś zdjęcie prezydenta, który robi sobie zdjęcie z koniem. Nic dodać, nic ująć.

Wybory samorządowe: wszyscy przegrali, wszyscy zwyciężyli

Po wyborach samorządowych i PiS, i opozycja ogłosiły swoje zwycięstwa. Ale to częściowe wygrane: opozycji w dużych miastach, a PiS-u w sejmikach (jednego w poprzedniej kadencji zmienił na osiem w nowej).

Jednym z największych przegranych okazał się Patryk Jaki, który oddał Rafałowi Trzaskowskiemu stolicę już w pierwszej turze (56 proc. vs 28 proc.). Drugiej tury nie trzeba było organizować też w Łodzi (Hanna Zdanowska 70 proc. vs Waldemar Buda z PiS 23 proc.); w Białymstoku (Tadeusz Truskolaski, KO, 56 proc. vs Jacek Żalek, PiS, 20 proc.); we Wrocławiu (Jacek Sutryk, KO, 50,2 proc. vs Mirosława Stachowiak-Różecka, PiS, 27 proc.); w Lublinie (Krzysztof Żuk 62 proc. vs Sylwester Tułajew, PiS, 31 proc.), a także w Gdyni (wygrał Wojciech Szczurek – 70 proc.) iSopocie (Jacek Karnowski – 59 proc.). Kandydaci PiS przegrali II tury w Gdańsku, Kielcach, Krakowie, a także w Radomiu i Nowym Sączu.

Jeśli chodzi o sejmiki, to dobre nastroje opozycji z wieczoru wyborczego szybko opadły wraz z podaniem przez PKW oficjalnych wyników wyborów. W całym kraju do obsadzenia było 552 foteli w 16 sejmikach, z czego najwięcej otrzymał PiS – 254, Koalicja Obywatelska – 194, PSL – 70, Bezpartyjni Samorządowcy – 15, SLD – Lewica – razem 11 mandatów. Swoich ludzi wprowadzili też: Mniejszość Niemiecka – 5, komitety Dutkiewicza dla Dolnego Śląska – 2 oraz Bogdana Wenty dla świętokrzyskiego – 1. Dla partii Kaczyńskiego to rekordowy wynik, bo wygrała w 9 sejmikach (województw lubelskiego, łódzkiego, małopolskiego, podkarpackiego, podlaskiego, świętokrzyskiego, dolnośląskiego, mazowieckiego i śląskiego). W dolnośląskim Kaczyński wywalczył sobie koalicjanta – Bezpartyjnych Samorządowców, a w śląskim wyłowił z KO radnego Kałużę i też ma większość.

Wygrali przede wszystkim głosujący, którzy ustanowili rekord frekwencji – 54,96 proc. Z 30 115 896 osób uprawnionych do głosowania z tego prawa skorzystało 16 552 627, o blisko 2 mln więcej niż w poprzednich wyborach. Najbardziej wyborami zainteresowani byli mieszkańcy woj. mazowieckiego – 61,02 proc., z czego największe kolejki ustawiały się w stolicy (66,81 proc. frekwencji), a najmniej w województwie opolskim – 48,72 proc.

Wybory samorządowe nie przyniosły politycznego przełomu. Pokazały, że jest jakiś potencjał do zmiany władzy, choć bardzo chwiejny. Koalicja demokratyczna powinna przyjrzeć się symulacji, którą przeprowadził dr Tomasz Jurkiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego. Wynika z niej, że gdyby Polacy zagłosowali w wyborach do Sejmu tak samo jak w tych do sejmików, to PiS straci władzę. Jest jeden warunek: biorąc pod uwagę mechanizm d’Hondta, KO musi poszerzyć się o minimum jeszcze jedną partię. Jurkiewicz wyliczył, że KO wspólnie z PSL i SLD zdobyłaby 243 mandaty. Jest i drugi mechanizm, czyli myślenie życzeniowe polityków oraz przekonanie o własnej sile i że tym razem się uda. Na razie udało się, ale Jarosławowi Kaczyńskiemu.

To był pod wieloma względami rekordowy rok dla polskiej gospodarki

Bezrobocie utrzymuje się poniżej 6 proc., a wynagrodzenia rosną. Boom na rynku nieruchomości napędza wzrost gospodarczy i pozwala bankom zarabiać na kredytach. Oczekiwane w połowie roku spowolnienie gospodarcze nie nadeszło. Wydatki socjalne rosną, a finanse publiczne nigdy nie były w tak dobrej formie – tegoroczny deficyt budżetowy może spaść poniżej 1 proc. PKB. W październiku agencja S&P podniosła rating Polski do poziomu A-, tym samym przyznając, że kryzys praworządności nie odbił się na polskiej gospodarce.

Nad tym optymistycznym obrazkiem wiszą jednak czarne chmury: przedsiębiorcy skarżą się na brak pracowników i rosnące koszty pracy, rosnące zatory płatnicze zaczynają doprowadzać do upadłości najmniej płynnych graczy, a rynek kapitałowy jest w najgorszej formie od czasu kryzysu.

Spadek bezrobocia cieszy zarówno społeczeństwo, jak i rząd, który dzięki temu dostaje więcej podatków i składek, a wypłaca mniej świadczeń socjalnych. Wciąż mamy jednak jeden z niższych wskaźników aktywności zawodowej w Europie, a to dzięki wczesnym emeryturom i polityce społecznej, od lat systemowo nastawionej na świadczenia, a nie aktywizację, i dotyczy to zarówno rodziców małych dzieci, osób z niepełnosprawnościami, osób starszych, jak i opiekunów.

Niski deficyt cieszy tak długo, jak długo nie rozejrzymy się wokoło. Mimo niższej dynamiki wzrostu nadwyżki budżetowe notują nie tylko Niemcy, ale też Bułgarzy, Czesi czy Litwini. Wkrótce trzeba też będzie porównać koszty i korzyści z uszczelnienia podatkowego. Tylko w tym roku uchwalono dwie nowelizacje VAT, trzy CIT i dwie ordynacji podatkowej. Z roku na rok firmy potrzebują więcej czasu na nadążanie ze zmianami w prawie i rozliczanie podatków, a podzielona płatność VAT obniża płynność firm.

To był zły rok dla rynku kapitałowego. Główne indeksy na GPW straciły od kilku do 25 proc. Giełda w zadyszce: brak kapitału odstrasza debiutantów i zachęca do schodzenia z parkietu (zdecydowały się na to 22 spółki, najwięcej w historii warszawskiej giełdy), brak debiutów zniechęca inwestorów. Tych, którzy liczyli na Pracownicze Programy Kapitałowe, czeka rozczarowanie. Nowe fundusze będą kupować akcje głównie na WIG20, gdzie królują spółki Skarbu Państwa. Nie wiadomo też, ile osób skusi się na dodatkowe oszczędności emerytalne – rząd najpierw mówił o 80, a teraz już o 50 proc. uprawnionych. W rynek uderzyły też dwie głośne afery: GetBacku i KNF.

Przyszły rok może być trudny dla polskiej gospodarki. Nie wykorzystaliśmy koniunktury do budowy rezerw na gorsze czasy. Przedsiębiorcy mają długi, ale nie mają inwestycji. Rynek pracy, a razem z nim system ubezpieczeń społecznych, opiera się na niestałych migrantach. Biznesowi życie skomplikują kolejne nowe regulacje i wyższe koszty napędzane drożejącą energią, a wkrótce też dodatkowymi składkami na PPK. Nie jesteśmy gotowi na światowe spowolnienie ani na kolejny kryzys w Europie.

Reklamy

Brudziński i afery PiS

21 Gru

Podczas wczorajszej rozmowy ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego w Polsat News dało się gołym okiem zauważyć, jak duże znaczenie dla nieskazitelności przekazu serwowanego przez polityków obozu władzy ma dobór prowadzącego rozmowę. Nie ma żadnego przypadku w tym, że najważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości zaczęli pojawiać się w telewizji Zygmunta Solorza dopiero wtedy, gdy antenę przejęli sympatyzujący z tą partią dziennikarze. Jako ewidentny przykład takiej manipulacji można wskazać wczorajsze pytanie Bogdana Rymanowskiego o “wyczyny” wiceministra Zielińskiego na jego lokalnym podwórku. Uwagę na ordynarne zakłamywanie rzeczywistości zwrócił Jacek Nizinkiewicz z “Rzeczpospolitej” na Twitterze.

Brudziński zaprzeczył, bowiem pytanie redaktora Rymanowskiego miało dotyczyć policjantów przebranych za funkcjonariuszy BOR/SOP, choć akurat tak sformułowane zarzuty nigdy się przecież w przestrzeni publicznej nie pojawiły.

Kolejne pytania prowadzącego “Wydarzenia i Opinie” również nastawione były przede wszystkim na wykreowanie pozytywnego przekazu, zgodnego z linią partii rządzącej. Rozmowa dotyczyła pogłosek, że Prawo i Sprawiedliwość może zdecydować się na przyspieszone wybory parlamentarne z obawy przed rosnącymi notowaniami opozycji. Wówczas Joachim Brudziński stwierdził:

– Obawiam się tylko i wyłącznie jednego: żeby, nie daj Boże, nasza arogancja, czy oderwanie się od rzeczywistości, czy od spraw zwykłych Polaków, wpędziły nas w takie przekonanie, że już wszystko mamy załatwione, posprzątane. Na pewno nie obawiamy się ani Grzegorza Schetyny, ani Katarzyny Lubnauer, ani Fransa Timmermansa. Obawiamy się tylko i wyłącznie Polaków, bo wobec nich zaciągnęliśmy zobowiązania i tylko oni mogą nas przy urnie wyborczej rozliczyć – powiedział szef MSWiA.

Takie buńczuczne zapowiedzi miały z pewnością pokazać siłę obozu rządzącego, jednak zostało w bardzo precyzyjny sposób skontrowane przez byłego wicepremiera i ministra obrony narodowej, a obecnie posła Platformy Obywatelskiej Tomasza Siemoniaka. W kwestii obaw polityków PiS przed Polakami przyznał mu rację, zauważając, że w najnowszej historii Polski nie było jeszcze władzy, która do tego stopnia odgrodziłaby się od obywateli.

Gdy do tego dodamy nieustanne przedstawianie otaczającej nas rzeczywistości, tak jakby wierzyli w propagandę sukcesu uprawianą przez Jacka Kurskiego i jego TVP, to powinno dziwić, że to właśnie Polaków politycy PiS obawiają się najbardziej. Czas pokaże, czy mają ku temu powody.

Artykuł p. Wielowieyskiej „To może Kaczyńskiemu się udać” („Gazeta Wyborcza” z dn. 17. 12. 2018 r.) powinien ukazać się w jednej z licznych gazet reżimowych, do których „GW” na szczęście nie należy. Jego teza, że genialny Kaczyński po raz kolejny przy pomocy tych samych oszukańczych zabiegów, schowania największych czubów, odwołania się do Europy i pokazywania „łagodnego oblicza” oszuka wyborców i wygra wybory, świadczy o przekonaniu autorki, że mamy naród idiotów i to dementywnych.

Plucie w twarz obelgi (złodzieje, mordercy, targowica, zdradzieckie mordy), reżimowe załgane media, pieniądze dla swoich, występy Biereckiego, Glapińskiego (plus jego gracje), Kaczyńskiego, Ziobry, parodia TK, korupcja polityczna KNF, stek nieustających kłamstw Morawieckiego mają zostać przekreślone, bo p. Szydło wystąpiła na tle unijnej flagi. To ma być zapomniane, bo rządy pisowskiej kliki są stabilne.

To prawda – każda dyktatura jest stabilna. P. Wielowieyska rozumuje tak: ludzie w Polsce wolą te wszystkie łajdactwa niż siłą rzeczy mniej stabilną od staczających Kaczyńskiego lizusów, demokratyczną ekipę; szerzej – lepsza dyktatura niż demokracja.

To w ogóle po co wychodziliśmy z PRLu? Po co była Solidarność, 4. Czerwca i odbudowanie demokracji skoro wystarczy prymitywne kłamstwo, aby dyktatura zwyciężyła.

Nie rozumiem, czego broni i co chce czołowa symetrystka, a raczej kryptopisówa.

Przez takie „analizy”, przez wyhodowanie Zandberga w 2015 r., przez zapraszanie do wolnych mediów „geniuszy” jak Gryglas, Jackowski, Kukiz. Przez brednie – nie wystarczy być antypisem – a wystarczyło być antynazistą lub antykomunistą w czasach dyktatur. Mamy teraz koszmarny reżim, z którym trzeba walczyć, a nie pisać brednie, jaki jest mądry, przebiegły i jak nieuchronnie wygra.

Mnożą się pytania dotyczące SKOK-ów i roli senatora PiS Grzegorza Biereckiego, a na światło dzienne wychodzą nowe niepokojące fakty dotyczące senatora. – Dziś dowiadujemy się z mediów, że fundacja powiązana z senatorem PiS, przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych Grzegorzem Biereckim, próbowała ulokować 70 mln zł w Getin Banku. Pieniądze niewiadomego pochodzenia, które nie zostały przyjęte, bo bank podejrzewał, że mogą pochodzić w przestępstwa, że to może być próba prania brudnych pieniędzy – mówi Marta Golbik z PO. Posłowie opozycji ponawiają wniosek o powołanie komisji śledczej.

Próba wyprania 70 mln?

Dwie fundacje powiązane z Grzegorzem Biereckim chciały założyć lokaty w Getin Banku Leszka Czarneckiego w czasie, gdy prokuratura zajmowała się sprawą wyprowadzenia pieniędzy z systemu SKOK – podała „Gazeta Wyborcza”, która dotarła m.in. do maili w tej sprawie. Do próby ulokowania w banku Leszka Czarneckiego 70 mln zł miało dojść w 2015 roku. Maile miała wysłać księgowa kasy SKOK. Fundacje, o których mowa, to „Kocham Podlasie” i „Fundacja Edukacji Spółdzielczej”.

– Pieniądze niewiadomego pochodzenia, które nie zostały przyjęte, bo bank podejrzewał, że mogą pochodzić w przestępstwa, że to może być próba prania brudnych pieniędzy – tłumaczyła w Sejmie Marta Golbik z PO.

Pytany o próbę ulokowania 70 mln zł w banku Leszka Czarneckiego senator Grzegorz Bierecki stwierdził, że nie miał wiedzy, że fundacje chcą otworzyć lokaty w Getin Noble Banku.

Jaka jest rola prokuratury?

Posłowie opozycji zadają pytania nie tylko o senatora Biereckiego, ale i o rolę ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, ponieważ śledztwo dotyczące wyprowadzana pieniędzy z systemu SKOK zostało umorzone, gdy prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro.

– To rodzi pytanie o wiarygodność PiS i senatora Biereckiego, o to, że sprawy są umarzane, a minister Ziobro nie chce tego badać. Czy wobec tego senator Bierecki może pełnić funkcję przewodniczącego komisji finansów? – pytała Marta Golbik. – Wnioskowaliśmy już o odwołanie senatora Biereckiego, bez rezultatu – dodała.

Gdzie jest premier?

Zdaniem posłów PO afera SKOK-ów to także pytanie o wiarygodność premiera Morawieckiego, bo to jego minister, według posłów opozycji, roztoczył parasol ochronny nad Grzegorzem Biereckim i SKOK-ami.

A zarzutów do ministra Ziobry i premiera Morawieckiego mają wiele:

  • Umorzono śledztwo w sprawie holdingu w Luksemburgu i wyprowadzonych tam aktywów.
  • Nie wdrożono żadnego śledztwa w sprawie takiej, że senator Bierecki razem z bratem byli wspólnikami w spółce Arenda, która wynajmowała lokale SKOK-om, które nadzorował Bierecki.
  • Nie wdrożono śledztwa w sprawie doniesienia jednego z oskarżonych SKOK Wołomin, że przekazywał pieniądze na kampanię wyborcza posłom PiS-u.
  • Postawiono zarzuty szefom KNF, którzy skierowali sprawę do prokuratury i wykryli sprawę SKOK Wołomin. To zemsta senatora Biereckiego rękami ministra Ziobry.

– To wszystko wskazuje na parasol ochronny rozpostarty przez Prokuratora Generalnego nad SKOK-ami i senatorem Biereckim – tłumaczył Marcin Święcicki, który wysłał pismo do premiera w tej sprawie.

Upolityczniona prokuratura

Posłowie opozycji podkreślają, że te argumenty są najlepszym dowodem na to, że połączenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości było błędem. – Prokuratura nie spełnia swojej roli, bo nie jest zdolna do wyjaśniania afer. Zatrzymując pana Jakubiaka czy Kwaśniaka, starają się maskować prawdę. Prokuratura sobie nie radzi – uważa Robert Kropiwnicki.

Posłowie Platformy po raz kolejny zaapelowali o powołanie komisji śledczej, która niezależnie od upolitycznionej prokuratury będzie zdolna wyjaśnić sprawę.

Do czasu przekazania nadzoru z Kasy Krajowej do KNF nad SKOK-ami wyprowadzono ze SKOK-u Wołomin ponad 1 mld zł. – Gang działał w najlepsze – podsumowuje Marcin Święcicki.

SKOK Wołomin to skok pisowców na kasę

20 Gru

Piotr Kaczorek w 2013 r. pożyczył w SKOK Wołomin 160 tys. zł, ale przez kolejne co najmniej cztery lata nie spłacał zaciągniętego kredytu. Według raportu przygotowanego przez biegłego, który wyceniał majątek SKOK Wołomin, do 1 lipca 2017 r. Kaczorek zalegał – łącznie z odsetkami karnymi – na kwotę ponad 200 tys. zł. Dziś pracuje w CBA, które bada nieprawidłowości w SKOK-u.

Więcej >>>

Wojciech Mazowiecki, syn byłego premiera, złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie podpalenia przez Jacka Międlara fotografii Tadeusza Mazowieckiego.

Były ksiądz obrażał także polityka w wulgarny sposób, o czym pisaliśmy w artykule Międlar spalił zdjęcie premiera Mazowieckiego, nazywając go „komunistycznym parchem”.

„Jestem oburzony, że państwo nie reaguje i dopuszcza do tego, że ktoś popełnia przestępstwo. Na miejscu była policja, która nic nie zrobiła, mimo antysemickich haseł, mimo nienawistnych okrzyków, podpalania zdjęć. To smuci mnie bardziej niż występ człowieka, który podszywał się pod księdza, a teraz, moim zdaniem, wymaga terapii – powiedział „GW” Wojciech Mazowiecki. Jego zawiadomienie nie jest jedynym, które w sprawie skandalicznego zachowania Międlara trafiło do prokuratury.

Złożyli je m.in. posłowie z PSL-UED, w tym Stefan Niesiołowski, który po wprowadzeniu stanu wojennego razem z Tadeuszem Mazowieckim był internowany w Jaworzu i Darłówku (więcej w artykule „Nazywanie Mazowieckiego „komunistycznym parchem” jest wyjątkowo plugawe”). Prokuraturę w sprawie Międlara zawiadomili także prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i poseł Nowoczesnej z Wrocławia Krzysztof Mieszkowski.

>>>

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk umieścił w internecie świąteczne życzenia. Krótkie nagranie zaczyna się przypomnieniem śpiewanej przez niego 22 lata temu w telewizyjnym programie kolędy „Wśród nocnej ciszy”. Były premier już współcześnie po dokończeniu pierwszej zwrotki obiecuje, że więcej już śpiewać nie będzie.

Złożył za to wszystkim życzenia świąteczne. – „Abyśmy wśród tej nocnej ciszy usłyszeli siebie nawzajem  siebie nawzajem. Swoje głosy miłości i nadziei. Nadziei na lepsze jutro, na tylko dobre zmiany” – powiedział Donald Tusk.

Większość internautów odwzajemniała życzenia. Pojawiły się także komentarze: – Pan to umie popsuć Święta Prezesowi… Najlepszego!”; – „A może by tak Pasterz wrócił jak najprędzej do naszej polskiej Stajenki i przepędził grasujące wilki, przebrane za Świętych Mikołajów, rozdających na prawo i lewo nie swoją kasę, tucząc się jednak niemiłosiernie, na nie swoim?” – „Bo trzeba mieć dystans do siebie, luz i poczucie humoru. A nie zawiść, nienawiść i nadęcie”.

Złodzieje PiS ścigają świadków swoich przestępstw

17 Gru

W marcu 2015 r. „Wyborcza”, „Wprost” i „Polityka” ujawniły pismo szefa Komisji Nadzoru Finansowego, Andrzeja Jakubiaka, o wyprowadzeniu ze SKOK-ów 65 mln zł. do spółki Grzegorza Biereckiego. Sprawą zajęła się podkomisja sejmowa. Mimo że politycy PiS usiłowali zablokować jej działania i utajnić obrady, udało się podkomisji sporządzić raport, w którym zarzucono Biereckiemu wykorzystanie Kas do wzbogacenia się, działanie na ich szkodę i wyraźny konflikt interesów. Sprawa była na tyle głośna i bulwersująca, że PiS wycofał wówczas swoje rekomendacje, a Bierecki wystartował w wyborach do Senatu jako kandydat niezależny.

Po wyborach 2015 roku, PiS biegiem umorzyło sprawę, rozpoczynając jednocześnie śledztwo, dotyczące wykrycia „sprawcy” przecieku. Bierecki zaś wrócił do łask. Jest członkiem klubu PiS oraz szefem senackiej komisji finansów. Wydawało się więc, że sprawa SKOK-ów została zamieciona pod dywan, w postępowaniu wyjaśniającym nic ciekawego się nie dzieje, a tu, dzięki nieprzemyślanej do końca, decyzji prokuratury pana Ziobry, sprawa wraca na tapetę. Rozpaczliwa próba przykrycia afery KNF, czyli aresztowanie byłych urzędników tej instytucji i postawienie im dość absurdalnego zarzutu„niewłaściwego nadzoru nad SKOK Wołomin”, przyniosła odwrotny od zamierzonego, skutek. SKOK-i znowu wróciły na pierwsze strony gazet.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że ostrego tempa znowu nabrało śledztwo z 2015 roku. W końcu PiS potrzebuje tematu zastępczego jak „kania dżdżu”. Już jutro, 18 grudnia, zostanie w tej sprawie przesłuchany były szef CBA Paweł Wojtunik i jego zastępca Maciej Klepacz Podstawą działań prokuratury jest Art. 266 par. 1 („Kto, wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu, ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, działalnością publiczną, społeczną, gospodarczą lub naukową, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”). Wojtunik, pytany o komentarz, odpowiedział krótko – „Imperium kontratakuje”.

Internauci nie mają litości i piszą – „‚Imperium Kontratakuje” – najlepszy komentarz! SKOK i Bierecki to faktyczne imperium! Ale mamy ich kilka – Imperium Rydzyka, KK, Solidarność, IPN, TVPiS PIS, itd. A to wszystko za nasze pieniądze” „Na co dzień nie zna języków, ale lubi wielkie analogie i tego dnia przemówił Jarosław słowami Roosevelta o Somozie:“He may be a son of a bitch, but he’s our son of a bitch.” Co skromny umysł pana Zbiszka przełożył:”Znajdżcie mi tego skoorwysyna, który doniósł na naszego Grzegorza”, czy też „Wedlug Prawa Kulawego,nie nalezy scigac zlodzieja,lecz tego, co  ujawnil kradziez”.

PiS swoich specjalistów od szmat i matołków chowa głęboko, bo jeszcze raz chce orżnąć publikę

16 Gru

PiS chowa swoich matołków, bo idą wybory.

>>>

Kamil Durczok na silesion.pl odniósł się do ostatniego wystąpienia Mateusza Morawieckiego w Sejmie.

Leszczyna: Wszyscy, którzy pozostaną poza strefą euro, są skazani na porażkę i słabszy rozwój

– Takie hasło [dot. strefy euro] oczywiście zapowiedział Grzegorz Schetyna. Powiedział, że Polska zrobi wszystko, żeby jak najszybciej, w jak najbliższej perspektywie być gotowa do wejścia do strefy euro. Żeby chcieć wejść, trzeba być najpierw gotowym. Zobaczymy jaki będzie stan finansów po tym, jak PiS przegra jesienne wybory i zrobimy wszystko, żeby był w miarę szybko na tyle dobry, żebyśmy do strefy euro, bo wszyscy, którzy pozostaną poza nią, są skazani na porażkę i słabszy rozwój – stwierdziła Izabela Leszczyna w „Kawie na ławę” TVN24.

Kierwiński: SKOK-i zbyt dużo zainwestowały w szeroko rozumiane środowisko dziś związane z PiS-em, żeby nie czuć teraz ochrony

– Jeżeli chodzi o te słowa [o pobiciu Wojciecha Kwaśniaka], skandaliczne słowa, one pokazują tak naprawdę z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy staną po stronie bandytów tylko dlatego, aby bronić interesów własnego środowiska politycznego. Bo SKOK-i zbyt dużo zainwestowały w szeroko rozumiane środowisko dziś związane z PiS-em, żeby nie czuć teraz ochrony – stwierdził Marcin Kierwiński w „Śniadaniu w Polsat News” Dariusza Ociepy.

Kierwiński o decyzji Pawłowicz: To chyba kolejna odsłona tego powrotu miłości PiS-u do UE

– To chyba kolejna odsłona tego powrotu miłości PiS-u do Unii Europejskiej. Jeżeli wczoraj na konwencji PISu przez wszystkie przypadki odmieniano Europę, po tych trzech latach demontowania polskiej pozycji w Europie, po trzech latach wojny z Europą i jeszcze wieczorem dowiadujemy się, że osoba, która była zawsze krytyczna wobec UE, była takim najbardziej antyeuropejskim członkiem PISu, wycofuje się z polityki, to to jest zabieg – stwierdził Marcin Kierwiński w „Śniadaniu w Polsat News”.

Wotum nieufności dla Morawieckiego pokazało jak marną władzą jest PiS, realizują tylko Koryto+

15 Gru

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na temat podatków. Według szacunków sporządzonych przez pana własnych ekspertów z podwyżek podatków i nowych podatków, które wprowadziliście, wydrenujecie z kieszeni Polaków o ponad 20 mld więcej, niż oddacie im w obniżkach, którymi tak się chwalicie – wyliczał.

Schetyna wypomniał, że pod względem łatwości prowadzenia biznesu Polska zamiast piąć się w górę spadła z 24 na 33 miejsce, a zakres wolności gospodarczej spadł poniżej unijnej średniej. – Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił lider PO.

Mówił też o sądach. Przypomniał obietnice PiS-u jeszcze z kampanii. – W środę usłyszeliśmy nowe obietnice premiera, a jutro usłyszymy kolejne na konwencji PiS – mówił Grzegorz Schetyna.

PiS dąży do Polexitu

Zdaniem przewodniczego PO rząd dąży do Polexitu, a polska dyplomacja jest nieudolna. – Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest oficjalnym kwestionowaniem naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej – mówił Schetyna. – Oszukujecie nas, że chcecie Polski w UE, ale systematycznie realizujecie pełzający Polexit – dodał i wytknął wszczęcie wobec Polski procedury art. 7 przez KE. – Odebraliście Polakom szacunek, jakim cieszyli się za granicą – mówił.

Lider PO pytał też, dlaczego – skoro mamy taką doskonałą sytuację gospodarczą – rząd nie daje podwyżek w sektorze budżetowym. – Skoro jest tak dobrze w budżetówce, to czemu jej pracownicy nie otrzymują podwyżek? Dlaczego nie chcecie dać podwyżek nauczycielom, policjantom, pracownikom sądów? – mówił.

Układ PiS

Schetyna przypomniał też premierowi aferę KNF. – Próbowaliście wmówić Polakom, że wszyscy oprócz was są złodziejami, a okazuje się, że to wy jesteście patronami afer. Po to zawłaszczaliście służby i prokuraturę? By chronić układ? – pytał retorycznie przewodniczący PO i dodał: – Mijają 3 lata waszych rządów. Gdzie wasze śledztwo smoleńskie? Gdzie jest wrak? Nawet już sami o tym nie mówicie.

Konstruktywny plan opozycji

W drugiej części Grzegorz Schetyna przedstawił projekt PO, który zostanie wdrożony, gdy opozycja wygra wybory. -Po pierwsze, zatrzymamy pełzający Polexit, ale to za mało, wprowadzimy Polskę znowu do twardego jądra Europy, tam gdzie nasze miejsce – mówił.

Przypomniał, że za czasów rządów PO-PSL Polska była liderem w pozyskiwaniu funduszy unijnych. – Odzyskamy fundusze, a nawet pozyskamy ich więcej – zapewniał.

Po drugie, edukacja. – Posprzątamy PiS-owski bałagan, wprowadzimy elementarny ład. Przywrócimy prawdziwą historię i kanon lektur – mówił. Obiecał też podwyżki nauczycielom.

Jedyny resort, o którym wspomniał w swoim przemówieniu Schetyna, to Ministerstwo Obrony Narodowej. – Polska będzie miała prawdziwego ministra obrony, który nie będzie żartem, jak ten i poprzedni – przekonywał.

Akt Odnowy Rzeczypospolitej

Przewodniczący PO zapowiedział pakiet ustaw naprawczych, które przywrócą w Polsce praworządność. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – tłumaczył.

Schetyna podał też konkretne rozwiązania, które wprowadzi Platforma, gdy stworzy rząd. Będą to: wsparcie w wysokości 500 zł miesięcznie dla osób zarabiających najniższą krajową, do 30 proc. spaść mają wszelkie obciążenia podatkowe.

– Skarżył się pan, że opozycja nie przedstawia konstruktywnych propozycji. Skoro nie macie własnych pomysłów, wystarczy że zaczniecie przyjmować nasze projekty zamiast je hurtem odrzucać –  mówił Schetyna. I wyliczał dalej: – Stawkę VAT na żywność obniżymy do 5 proc., to złagodzi problem drogiej żywności. Złożyliśmy projekt obniżenia akcyzy na prąd. Nie chcecie ustąpić, nie macie własnych pomysłów, weźcie nasze, to pomoże Polakom.

Na koniec swojego wystąpienia przewodniczący Platformy obiecał. – Rozliczymy was. Rozliczymy z każdej złotówki, z każdego przestępstwa i niegodziwości. Nie upiecze się żadnemu z was. Ale na razie wnoszę o podanie się do dymisji premiera Morawieckiego. Gdyby miał cień honoru, zrobiłby to od razu – konkludował Grzegorz Schetyna.

PiS broni, Kukiz się wstrzymuje

Po wystąpieniu Grzegorza Schetyny przyszedł czas na 5-minutowe oświadczenia klubów.

Jako pierwszy na mównicę wyszedł Marcin Horała z PiS, który bronił rządu i atakował PO. – Czy chcemy, żeby miejsce osób, na których ciążą poważne zarzuty korupcyjne, było w areszcie, przed prokuratorem, czy we władzach partii, tak jak to jest w PO? – pytał i chwalił premiera za doskonałą politykę.

– Ten rząd to jedna wielka piramida finansowa. PiS z gromadą krewnych i pociotków wyciągnie z niej zyski i zostawi na lodzie – mówiła Ewa Kopacz.

Wyliczała błędy rządu: kolejki do szpitali, kłamstwa, podwyżki. – Niech pan zapyta Polaków, ile kosztowały ich święta. Ta fala podwyżek, która zalewa Polskę, już za chwilę uzmysłowi każdemu, kto wybierze się na zakupy, że wasza troska o ich los to tylko kampanijny slogan – mówi Ewa Kopacz.

– Z tego popiołu, który po sobie pozostawicie, jak Feniks z popiołów odrodzi się Polska, nowa, przyjazna, sprawiedliwa, prawdziwie zjednoczona. Nowa, lepsza Polska zwycięży! – konkludował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Głosowanie

Po zakończeniu wystąpień przedstawicieli klubów i kół poselskich głos zabrał premier, który podobnie jak w środowym wystąpieniu nad wotum zaufania, chwalił rząd i krytykował opozycję. – Wyższe wynagrodzenia, wyższe płace to jest program PiS i ten program zrealizujemy – grzmiał z mównicy.

Po wystąpieniu premiera marszałek Ryszard Terlecki ogłosił przerwę. O 22.45 na sali zjawił się Jarosław Kaczyński. Wtedy rząd w głosowaniu odrzucił wniosek o konstruktywne wotum nieufności złożony przez opozycje większością 233 głosów – za wnioskiem głosowało 163 posłów, wstrzymało się 20.

– Niespodzianek nie było. Głosowało 416 posłów. Za odwołaniem było 163, przeciw 233, wstrzymało się 20.

– W swym przemówieniu premier zapowiedział dalszą reformę wymiaru sprawiedliwości.

– Opozycja punktowała rzad za aferę KNF, chaos polityki zagranicznej, łamanie wyborczych obietnic.

– PiS i premier atakowali opozycję za to, że nie ma programu.

– Obie strony przypisywały konkurentom kłamstwa i inwektywy.

.– Znakiem Waszych rządów jest Kłamstwo manipulcja obłuda i nepotyzm

Co obiecał Schetyna?

Schetyna podczas wystąpienia zapewnił, że kiedy PO dojdzie do władzy to przebuduje system podatkowy tak, by podatki oraz składki na ZUS i NFZ nie przekroczyły łącznie 35 proc. zarobków Polaków. „Po drugie każdy, kto pracuje i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej, otrzyma dodatkowe wsparcie, w przypadku osób zarabiających minimalne wynagrodzenie ta pomoc wyniesie 500 złotych miesięcznie, do kieszeni ciężko pracujących obywateli trafi blisko 300 miliardów złotych, o 1/3 więcej, niż z programu 500 plus – mówił Schetyna.

Zdaniem lidera PO, jego ugrupowanie w każdym obszarze państwa, w każdym elemencie życia Polaków, ma plany naprawy i rozwoju. – Gotowi jesteśmy, aby z pokorą wziąć się do ciężkiej pracy dla Polski, bo wierzymy, że Polska ma przyszłość – podkreślił Schetyna.

– Oprócz tego wszystkiego co zrobimy dla Polski, dla Polek i Polaków rozliczymy was, rozliczymy PiS z każdej złotówki, z każdego przestępstwa, z każdej niegodziwości. Nie upiecze się każdemu z was, ale na razie wnoszę o dymisje prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, gdyby miał cień honoru podałby się do dymisji od razu – oświadczył lider PO.

Mateusz Morawiecki. Polityczny kameleon

PiS realizuje pełzający Polexit

We wcześniejszej częsci przemówienia lider PO twierdził, że rzad systematycznie realizuje pełzający Polexit. Przypomniał, że Polska jako pierwszy kraj w historii Unii Europejskiej objęta została procedurą z art. 7. Europejski Trybunał Sprawiedliwości musi dziś zajmować się naruszaniem przez was unijnym traktatów i to w sprawach o fundamentalnym znaczeniu. Najlepszym dowodem waszych prawdziwych intencji w tej kwestii jest zaskarżenie przez (ministra sprawiedliwości) Zbigniewa Ziobro unijnych traktów do Trybunału Konstytucyjnego” – dodał. „Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest kwestionowaniem naszego członkostwa w Unii Europejskiej – podkreślił z sejmowej trybuny.

Po czym ostro zaatakował dyplomatyczne działania PiS. – Trudno nawet powiedzieć, że wasza polityka zagraniczna jest nieudolna, chaotyczna czy szkodliwa, czy pozbawiona wizji, ponieważ trudno ocenić coś, czego po prostu nie ma. Polityka zagraniczna nie istnieje” – mówił. Dodał, że rząd PiS zastąpił politykę zagraniczną „knuciem”. MSZ sprowadziliście do roli partyjnej przybudówki – mówił.

Czego PiS nie zrealizował

Szef PO zarzucił rządowi, że nie potrafi realizować swoich sztandarowych projektów. W tym kontekście wymienił m.in. Mieszkanie Plus czy modernizację armii. „Zanim zaczniemy słuchać nowych fantazji, to chcielibyśmy przy okazji posłuchać, co ma pan do powiedzenia w sprawie polskich samochodów elektrycznych, jak wygląda ten pański program” – mówił Schetyna.

Musi pan zamilknąć i odejść

Do ostrej krytyki rządu przyłaczył się też lider PSL. Przez ostatni rok potykał się pan o prawdę, szedł dalej jakby nic się nie stało i cały czas kłamał; dzisiaj Polacy nie oczekują od pana mówienia prawdy, tylko milczenia. Musi pan zamilknąć i odejść – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz zwracając się do premiera Morawieckiego.

Według niego gorsze od kłamstw premiera są dla Polaków niespełnione obietnice. Mówiąc o służbie zdrowia Kosiniak-Kamysz podkreślił, że są olbrzymie kolejki do specjalistów. – Do endokrynologa 23 miesiące, do ortodonty 11, do immunologa 9 miesięcy. Co z dentobusami? Gdzie jeżdżą po Polsce? Ze świecą szukać – wyliczał lider PSL.

Mówiąc o rolnictwie Kosiniak-Kamysz podkreślił, że 1/4 gospodarstw jest zlikwidowana. – Ponad 200 ognisk ASF u świń, ponad 3 tys. u dzików. Co z podwojonymi dopłatami? Gdzie są sprawy związane z odszkodowaniami za szkody łowieckie, co z wypłatami za suszę, co z narodowym holdingiem? Nie ma, jest narodowy holding, ale dla Chińczyków, a nie dla Polaków – punktował lider PSL.

PiS o trabancie i ferrari

W imieniu klubu parlamentarnego PiS premiera bronił poseł Marcin Horała. Obrona polegała głownie na atakowaniu PO, sugerując kryminalne powiązania jej polityków. ( I nic to, że postawione prez kontrolowanych przez Zbigniewa Ziobrę śledczych, i takie którymi nie zajmowały się sądy). – Spójrzmy na gabinet cieni, przyszły gabinet niedoszłego premiera Schetyny. Tam jest pan Stanisław Gawłowski jako szef Komitetu Stałego (Rady Ministrów); tam jest pan Sławomir Neumann; to osoby, na których ciążą poważne zarzuty prokuratorskie. Przecież gdyby ten rząd powstał, to jego posiedzenia musiałyby odbywać się w izbie wizyt zakładu karnego – ironizował Horała.

Polityk PiS mówił też, że o polityce PO świadczą podwyżki różnych opłat, do jakich dochodzi w miastach rządzonych przez polityków PO. Przekonywał, że np. w Łodzi rosną opłaty za śmieci, za bilety i parkowanie. – To jest jedyny prawdziwy program PO, który realizuje zawsze i wszędzie, kiedy dorwie się do władzy: podwyższać ludziom podatki, podwyższać opłaty, zabierać ulgi i świadczenia. Jakoś trzeba zebrać miliardy, by je potem wypłacać mafiom reprywatyzacyjnej czy VAT-owskiej. PiS zabiera mafiom i wypłaca ludziom, a PO odwrotnie: zabiera Polakom, by wypłacać mafiom – reprywatyzacyjnej i VAT-owskiej – mówił Horała.

Morawiecki: Będziemy dalej reformować wymiar sprawiedliwości

Premier jako ostatni zabrał głos podczas debaty sejmowej nad wotum nieufności wobec jego gabinetu. Opozycji zarzucił, ze potrafi jedynie rzucać inwektywami i kłamstwami. Dodał, że opozycja jest niewiarygodna. Morawiecki podziękował też za wotum zaufania, którego Sejm udzielił jego rządowi w środę. – Jest to dla mnie bardzo ważny, budujący mandat na to, żeby dalej reformować Polskę (…). To jest też rękojmia tego, że nasze reformy, nasze zmiany będą kontynuowane- powiedział premier. Dodał, ze wśród owych reform są dalsze zmiany w systemie sprawiedliwości. – Jestem dumny z tego, że potrafiliśmy odbudować elementarną sprawczość, sprawność instytucji państwa, które wcześniej, w waszych czasach, nie działały – powiedział do posłów opozycji Morawiecki. – Wspólnym mianownikiem naszych wszystkich działań jest wiarygodność; obiecaliśmy niższy wiek emerytalny i program 500 plus – dotrzymaliśmy słowa; podobnie dotrzymujemy słowa w naszych innych działaniach – dodał.

Skąd to wotum nieufności

PO złożyła swój wniosek w Sejmie pod koniec listopada, Wówczas był on m.in. reakcją na przegrany przez premiera Morawieckiego proces w trybie wyborczym, który wytoczyła mu PO (chodziło o inwestycje infrastrukturalne w czasach rządów PO-PSL). Jednak w ostatnich dniach w jego uzasadnieniu nawiązano też do „afery KNF”. „To jest największa afera ostatnich lat, to afera PiS-u; afera, która pokazywała w jaki sposób można doprowadzać do upadku bank” – podkreślał Schetyna.

Zgodnie z konstytucją Sejm wyraża Radzie Ministrów wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów (co najmniej 231) na wniosek zgłoszony przez co najmniej 46 posłów i wskazujący imiennie kandydata na premiera. PiS ma w sejmie ponad 237 posłów. Kilka dni temu ich głosy sprawiłym, że Sejm udzielił premierowi wotum zafania.

Wystąpienie Kaczyńskiego sugeruje, że w PiS jest naprawdę źle

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach – pisze wicenaczelna OKO.press Bianka Mikołajewska

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością. 

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację w Kasach i faktycznie uchronili setki tysięcy ludzi przed stratą oszczędności.

Więcej na ten temat >>>

„Starzy” sędziowie Trybunału Konstytucyjnego – Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka, Stanisław Rymar, Piotr Tuleja, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i Marek Zubik, a także wybrany przez PiS Piotr Pszczółkowski – upublicznili swoje uwagi na temat manipulowania składami sądzącymi w TK. Uwagi te złożyli na ręce pełniącej funkcję prezesa Julii Przyłębskiej, by dołączyła je do rocznego sprawozdania z działalności tej instytucji. Przyłębska odmówiła. Mimo że manipulowanie składami to fakt, a jako pierwszy ujawnił go w maju tego roku p.o. wiceprezesa dubler sędziego Mariusz Muszyński. Zrobił to z własnej woli, niepytany, w zdaniu odrębnym do postanowienia TK – co samo w sobie było kuriozum. W czerwcu „starzy” sędziowie TK i Piotr Pszczółkowski też napisali w sprawie manipulowania składami do Julii Przyłębskiej i upublicznili ten list.

Julia Przyłębska: wszystko zgodnie z przepisami

W dniu gdy media podały informację o drugim liście, Julia Przyłębska wystąpiła jako gość wieczornych „Wiadomości” TVP. Zapewniła, że „wszystko dzieje się zgodnie z obowiązującymi przepisami”, bo ona – jako prezes – ma prawo wyznaczać składy i może się przy tym kierować nie tylko kolejnością alfabetyczną, ale też innymi względami. Zaatakowała byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, że zamiast pełnych składów wyznaczał składy pięcioosobowe. Nie dodała, że robił tak, gdy chodziło o osądzenie kolejnych pisowskich ustaw o TK, i że brakowało sędziów do pełnego składu, bo dublerzy nie byli dopuszczeni do orzekania, a niektóre ustawy dotyczyły nowych sędziów od PiS. To, że w tej wyjątkowej sytuacji prezes TK miał prawo tak zrobić, potwierdziła w kwietniu 2016 r. w swoim raporcie Komisja Wenecka.

Zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji

Z kolei Mariusz Muszyński tłumaczył w maju, że składy są zmieniane, by sprawy toczyły się sprawniej. I że robi się to wtedy, gdy sędziowie nie mogą się porozumieć co do wyroku. Tymczasem zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji. Art. 45. gwarantuje prawo do rozpatrzenia sprawy przez „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Sytuacje, w których skład można zmienić, muszą być ściśle opisane. W ustawie o trybie działania TK w art. 38 jest zaś napisane: „Sędziów Trybunału do składu orzekającego, w tym przewodniczącego składu i sędziego sprawozdawcę, wyznacza Prezes Trybunału według kolejności alfabetycznej, uwzględniając przy tym rodzaje, liczbę oraz kolejność wpływu spraw do Trybunału. Prezes Trybunału w uzasadnionych przypadkach, zwłaszcza ze względu na przedmiot rozpoznawanej sprawy, może wyznaczyć sędziego sprawozdawcę, odstępując od kryteriów wymienionych [wyżej]”.

Orzekanie „sprawniejsze”, czyli zgodne z wolą prezesa

A więc nie ma mowy o zmianie składów dla sprawności orzekania. Sam pomysł, że aby orzekać sprawniej, należy dobrać skład, który się ze sobą zgodzi, jest sprzeczny nie tylko z zasadą „właściwego”, ale też bezstronnego i niezależnego sądu. I sędziowskiej niezawisłości. By go zrealizować, prezes musiałby zapytać sędziów, jakie mają zdanie, i dobrać tych, którzy mają podobne.

Przez poprzednie 30 lat działania Trybunału Konstytucyjnego, gdy sędziowie nie mogli się porozumieć co do wyroku, sprawę – na wniosek składu sądzącego – prezes kierował na poszerzony skład i wyznaczał drugiego sprawozdawcę, tak aby oba stanowiska były reprezentowane. Sprawę osądzano, a o wyroku decydowało głosowanie. Teraz, jak pośrednio przyznał Mariusz Muszyński, o wyroku decyduje wola prezesa, który dobiera sędziów o odpowiednich poglądach.

Jaka jest skala „dobierania” składów?

Jaka jest skala manipulacji – nie wiadomo, bo Trybunał odmawia podania danych o tym, ile razy składy zmieniano. Na moje pytanie w tej sprawie zadane w maju Biuro Prasowe TK stwierdziło, że żądam „informacji przetworzonej”, a to znaczy, że muszę udowodnić, że udzielenie mi odpowiedzi jest „szczególnie istotne dla interesu publicznego”. Odpowiedziałam: „Kwestia poszerzającej interpretacji prawa tam, gdzie chodzi o konstytucyjne prawo do bezstronnego sądu, jest »szczególnie istotna dla interesu publicznego«. Taka poszerzająca interpretacja narusza gwarancję bezstronnego sądu. Dlatego w interesie publicznym jest poznanie skali tego zjawiska i publiczna dyskusja nad nim”. Biuro odpisało, że go nie przekonałam.

To, że składy są dobierane, widać gołym okiem. Na przykład za trzy tygodnie wniosek nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która zakwestionowała konstytucyjność trybu jej powołania, rozpatrzy skład pięcioosobowy, gdzie większość stanowią sędziowie, którzy już w zeszłym roku orzekli, że sędziów do KRS mogą wybierać posłowie.

Ważne dla PiS sprawy sądzą sędziowie z partyjnym namaszczeniem

Wszystkie ważne dla PiS sprawy sądzą składy z przewagą lub złożone wyłącznie z sędziów wybranych przez PiS. Do przykładów należą: zeszłoroczny wyrok w sprawie KRS, sprawa dotycząca granic prezydenckiej łaski (w tle ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym skazaniem), sprawa trybu wyboru pierwszego prezesa SN, która otworzyła drogę do usunięcia z urzędu Małgorzaty Gersdorf (PiS koniec końców się na to nie zdecydował, bo musiałby uznać też nielegalność powołania poprzednich pierwszych prezesów), czy konstytucyjności „zgromadzeń cyklicznych” uchwalonych dla uniemożliwienia protestów przeciw miesięcznicom smoleńskim. Zmiany dokonywane są też w sprawach niepolitycznych: czterokrotnie zmieniano skład sądzący w sprawie pytania prawnego o tzw. służebność gruntową, pięciokrotnie w sprawie odszkodowania za szkody łowieckie.

Wiadomo też – nieoficjalnie – że każdy wyznaczony alfabetycznie skład trafia na biurko Julii Przyłębskiej, która go zmienia lub nie. Jeśli zmieni – ta zmiana w ogóle nie jest odnotowywana, bo zmieniony skład liczy się jako pierwotny.

Sędziowie odsuwani od orzekania

W liście z 5 grudnia siódemka sędziów wymienia 19 sygnatur spraw, w których usunięto ich ze składu. Piszą o zjawisku odsuwania ich od orzekania: „O tym, że naruszona została zasada alfabetycznego przydziału spraw, świadczy rażąca dysproporcja, jeśli chodzi o ilość rozpatrywanych spraw przez poszczególnych sędziów”. Wykazują, że sędziowie Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka i Piotr Tuleja orzekali tylko raz, sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz dwa razy, a sędziowie Piotr Pszczółkowski, Stanisław Rymar i Marek Zubik nie dostali ani jednej sprawy. Natomiast sędziowie mianowani przez PiS są w składach po sześć do 12 razy.

Sędziowie pokazują, że dysproporcje są szczególnie rażące w sprawach z sygnaturą „K”, czyli wniosków grupy posłów, prokuratora generalnego, KRS, RPO czy innych uprawnionych instytucji, czyli spraw najsilniej politycznie naznaczonych. Sędziowie wyliczają: „Sędziowie Piotr Tuleja i Marek Zubik byli wyznaczani do składów orzekających w sprawach »K« z 2017 i 2018 r. zaledwie pięć razy, Piotr Pszczółkowski sześć. Natomiast sędzia Andrzej Zielonacki orzekał aż 17 razy, Jędrzejewski – 16 razy, Jędrejek – 14″.

Poza tym sędziowie przypominają m.in., że wciąż nie jest rozpatrzona wniesiona na początku 2017 r. skarga prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry na tryb wyboru w 2010 r. trzech sędziów, co daje pretekst do ich wyłączania od sądzenia. A także że praktycznie wyeliminowano ich od uchwalenia regulaminu TK, uniemożliwiając zgłaszanie uwag.

Te wszystkie uwagi nie znajdą się w dorocznym sprawozdaniu z działalności Trybunału Konstytucyjnego. Ale dzięki upublicznieniu listu sędziów wiedza o działalności Trybunału Julii Przyłębskiej i Mariusza Muszyńskiego będzie pełniejsza. Ma to znaczenie nie tylko historyczne, ale też praktyczne: może w przyszłości pozwolić na formalne zakwestionowanie orzeczeń, w których skład był ustawiony.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kicie PiS.

Za nami trzy lata obietnic PiS, które padły w zderzeniu z realiami.

Sama nie wiem, czy to tylko moje pobożne życzenie czy też rzeczywiście ostatnio PiS straciło jakoś rozpęd i zapał. Tak jakby wiatr boży przestał wiać w pisowskie żagle, partia wpłynęła na mieliznę i utknęła, bo sztil ich dopadł. Hm…

Można powiedzieć, że „Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: Tłusta oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha”, ale już żar z jej rozgrzanego brzucha nie bucha, no i palacz sił nie ma, by węgiel w nią sypać. Wyraźnie pokazuje to ostatnie przemówienie prezesa Kaczyńskiego.

Przemówienie mdłe, bezbarwne, nie mówiące niczego, czym Polacy nie byliby karmieni od trzech lat. Zdrada Tuska, afery PO, opozycja łamiąca Konstytucję i na tym tle PiS jako strażnik ustawy zasadniczej, obietnice rozliczenia, nazwanie deform reformami, dbałość o biednego obywatela, miłość do Unii Europejskiej itp. itd. Sam Kaczyński nie wyglądał na człowieka, który wierzyłby we własne słowa. Bez ikry, bez energii, ot, mocno już starszy pan, który w znacznym stopniu stracił panowanie nad swoimi pisowskimi młodymi wilczkami.

Mówi się, że kłamstwa wciąż powtarzane stają się prawdą. Warto też zauważyć, że kit wciskany na okrągło traci na swej atrakcyjności i przestaje być skuteczną bronią w walce o wyborcę. I tak było w tym przypadku. Prezes gadał sobie i gadał, ale przekaz pozbawiony był już tej mocy rażenia, którą znaliśmy z wcześniejszych wystąpień szarej eminencji. Był nudny, mocno przewidywalny i nawet zakamuflowane w przemówieniu groźby nie robiły większego wrażenia.  Miało być mocno, dobitnie, aktywizująco swoich, a wyszło po prostu słabo.

Lud czeka na więcej. Czeka na płomienne deklaracje. Wyciąga rękę po nowe obietnice, a tu…klapa. Wydaje się, że PiS już nie ma pomysłu, co dalej zaproponować, by kupić kolejne dusze. Tym bardziej, że ich sztandarowe obietnice nie do końca okazały się sukcesem.

Hitem miał być program 500 Plus, a jednak 46,2% dzieci, czyli 3,2 mln nie jest nim objętych. Wynika to m.in. z wyznaczenia sztywnej granicy kryterium dochodowego czy też obowiązku ustalonych sądownie świadczeń alimentacyjnych. Program ten nie zachęcił specjalnie kobiet do rodzenia dzieci. Jak podaje GUS, od stycznia do września w Polsce urodziło się o ok. 10 tysięcy dzieci mniej niż w analogicznym okresie 2017 roku. Tak więc kryzys demograficzny rozwija się w najlepsze, a do tego pojawił się nowy problem, czyli większa bierność zawodowa. Oj, będzie płacz mamusiek za kilka lat, gdy dzieciaczki będą już podchowane i kasa przestanie spływać. Wprawdzie rząd chce matkom, które urodzą więcej niż czwórkę dzieci i z tego powodu nigdy nie podjęły pracy zawodowej, przyznać z marszu emeryturę, która dzisiaj wynosi 878,12 zł na rękę miesięcznie, ale za to nie będzie im wolno podjąć legalnie żadnej pracy, by mogły sobie dorobić. Tak więc przed paniami roztacza się wizja niezłej biedy.

Hitem miał być program Mieszkanie Plus, który też okazał się klapą. Do tej pory postawiono ok. 480 mieszkań, których stan często woła o pomstę do nieba. Fatalne położenie, prowizorka budowlana i wysokie czynsze. Morawiecki jest przekonany, że to nie wina genialnego projektu, ale najzwyklejszy sabotaż.

Hitami miały być pomoc dla frankowiczów, darmowe leki dla seniorów, wsparcie dla rolników, reforma służby zdrowia, dobra zmiana w edukacji, uproszczenie podatków, pomoc dla rozwoju małych przedsiębiorstw, podniesienie kwoty wolnej od podatków czy inwestowanie w wojsko. Miało tak być, a jak wygląda rzeczywistość? Szkoda słów.

Wydaje się, że teraz PiS już samo nie wie, co jeszcze obiecać Polakom, by przekonać ich do głosowania na siebie. Chwilowo jedyne, na co wpadli politycy tej partii to ulgi dla kolejnych grup społecznych, oczywiście tych najbiedniejszych. Coś tam przebąkiwał o tym premier Morawiecki podczas wystąpienia w Sejmie w sprawie wniosku o wotum zaufania, ale nie padły żadne konkrety. Brakuje już pomysłów? Partia się wypaliła? A lud czeka…

Na pewno nie pomaga prezesowi i jego partyjnej ekipie stosowany powszechnie mechanizm wyparcia, czyli jak coś jest nie tak, to nie oni są winni, to nie ich dotyczy, to próba zmasowanego ataku na praworządność i sprawiedliwość. Już nie da się słuchać, że Tusk to czy tamto, że PO zapłaci za wszystko, że prawdziwa Polska rozpoczęła się dopiero po wygranych przez PiS wyborach w 2015 roku. Słowa, słowa, słowa, tylko że nic za nimi nie idzie.

Ileż można odwracać kota ogonem? Próbują przekonać naród, że  to tylko jakiś przypadkowy Chrzanowski narozrabiał, a wszyscy pozostali są święci. Mało tego Ziobro ściga byłych urzędników KNF, którzy za poprzedniego rządu zajmowali się sprawą SKOK-u Wołomin, a jeden z nich został nawet za to skatowany i postawił im zarzut jakiegoś niedopatrzenia czy opóźnienia. Broniąc „swoich”, trzeba było czymś przykryć pisowską aferę KNF.

To stała taktyka PiS-u – afera KNF nie ich, afera wiatrakowa nie ich, afera z ogromną kasą na nagrody i premie to pikuś i czysta powinność w nagrodzeniu ciężko pracujących, swoich urzędników i kolesi. Afera nawałnicowa to nie ich wina, tylko regulacji określonych przez to wredne PO. Misiewicze to tylko wypadek przy pracy. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to była kwestia zwykłej przyzwoitości. Opóźnienia w wypłatach dla rolników to tylko nic nie znaczący poślizg. Wycinka Puszczy Białowieskiej to wyraz miłości do przyrody. Jak podaje portal wiesci24.pl, tych aferek PiS zgromadziło przez minione trzy lata już 113.

Czy można więc dziwić się, że już im sił nie starcza, weny twórczej brakuje, że ledwo już dyszą? Trzy lata kotłowania się w obietnicach, które padły w zderzeniu z realiami, wmawiania ludziom jak jest cudownie, wymyślania, by te nieszczęsne gruszki spadły z wierzby, to naprawdę może wykończyć.

Ależ chciałabym być dobrym prorokiem i obwieścić, że PiS zjeżdża już popisowo po równi pochyłej. Chciałabym, ale… niedocenianie przeciwnika może okazać się jednak nieco na wyrost. Może uda im się zebrać w sobie i wykrzesać jeszcze trochę energii. Może jeszcze coś wymyślą, by powalczyć o koryto. Może… czego sobie i Polsce nie życzę.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o posle Kaczyńskim.

Zwierzęta swój teren oznaczają uryną. Ludzie różnie, choć patrioci najchętniej przelaną krwią. Elity wolą symbole. Przez 3 lata władzy politycy pisowscy wpadli w takie zasiedzenie, że teren Sejmu i Senatu uważają za swój. Czym oznaczają?

Marek Kuchciński znany jest z tego, że odzywa się tylko wtedy, gdy na kartce ma napisane, co ma powiedzieć. Ale wpadł na pomysł, aby każdy poseł na koniec kadencji dostał odznakę z napisem prawo (lex). Odznaka jest wzorowana na tej z Sejmu Ustawodawczego II Rzeczpospolitej z lat 1919-22. Opozycja mogłaby wyprodukować odznakę, która zdecydowanie więcej mówiłaby o Sejmie obecnej kadencji, mianowicie przedstawiać Salę Kolumnową z napisem: bezprawie.

Stanisław Karczewski przebił marszałka Sejmu. Umieścił w Senacie swój portret za pieniądze z kieszeni podatnika, lecz nie uzyskany aparatem fotograficznym, ale pędzlem zawodowego malarza. Karczewski myśli jednak kilka lat naprzód, mianowicie jego wizerunek może znaleźć się w Pałacu Saskim, który ma być odbudowany z przeznaczeniem na funkcjonowanie w nim Senatu. Karczewskiemu marzy się prowadzić obrady pod własnym portretem, jak na pisowskiego sarmatę przystało.

Wzmiankowani politycy  PiS są puści jak dzwony. Nie znam żadnych ich osiągnięć godnych zapamiętania, oprócz ich pomocniczości w demolowaniu instytucji demokratycznych i zaprowadzania państwa bezprawia.

W Sejmie doszło do spektakularnej sceny z udziałem szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, który wszedł na trybunę i zażądał wycofania nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Prace nad nią dobiegały końca, była już po poprawkach, miało dojść do ostatecznego głosowania. Prezes pstryknął i ten punkt obrad został wykreślony z porządku. Taka jest wola prezesa i ona jest prawem.

Mateusz Morawiecki miał okazję zobaczyć w Brukseli, jak Polska została zmarginalizowana w Unii Europejskiej za władzy PiS dwóch lat rządu Beaty Szydło i rok jego. Szczyt państw strefy euro podjął decyzję, iż strefa euro będzie miała swój budżet. A zatem Europa dwóch prędkości staje się ciałem, a Polska nawet nie zmieści się w tej drugiej prędkości, bo jest hamulcowym standardów, jakie obowiązują w UE.

Morawiecki ponadto ma kłopoty w kraju. Niedawne wotum zaufania to było teatrum dla twardego elektoratu PiS, aby pokazać, jak skonsolidowana jest władza zjednoczonej prawicy. Farbę jednak puścił tatuś premiera Kornel Morawiecki, który stwierdził w Radiu Plus, że kłody pod nogi jego syna Mateusza (Kornel nazywa go kuriozalnie nawet jak na sferę publiczną: panem) rzuca Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaostrza aferę KNF, aresztując byłych jej członków, w tym Wojciecha Kwaśniaka, a także sprzeciwia się wycofaniu PiS z ustaw sądowniczych, które zostały zaskarżone przez Komisję Europejską w Trybunale Sprawiedliwości UE.

>>>

Karczewski chciałby zasiąść w Pałacu Saskim pod własnym portretem

14 Gru

Jak podaje „Super Express”, Kancelaria Senatu wzbogaciła się o nowy nabytek czyli portret marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Jest to już pewną tradycją, że podobizna każdego z byłych marszałków zostaje umieszczona w galerii portretów. Nikt tego nie neguje, jednak zastanawia cena tego „dzieła”. Kwota 7.700 wydaje się być mocno zawyżona. Piotr Apel z Kukiz’15 nie ukrywa, iż „ponad 7 tys. za portret to jednak dużo. Pytanie, po co on, skoro PiS liczy, że przyszłej kadencji też będzie mieć marszałka. A jeżeli pan marszałek tak bardzo chciał mieć portret, może powinien zapłacić z własnej kieszeni”.

Internauci są bezlitośni. „I pomyśleć, że ta ekipa miała czelność mówić o bizancjum i wypominać ośmiorniczki. Banda megalomanów i pazernych łotrów. Łatwo się wydaje cudze pieniądze na własne zachcianki panie Karczewski? Następny obrazek do kolekcji powinien nosić tytuł „Karczewski w Poroninie” (Artur Kurkiewicz).

Po tych trzech latach sprawowania władzy śmiało można powiedzieć, że PiS niczego sobie nie żałuje. Czerpie z kasy państwa, ile tylko się da, na nagrody dla siebie, premie, ochronę ważniejszych i mniej ważnych swoich polityków, spełnianie mniejszych i większych kaprysów. Ciekawe, jak długo jeszcze państwo wytrzyma to szastanie naszymi pieniędzmi. Ciekawe, jak mocno dokręcą nam śrubę, by móc zachować „odpowiedni poziom finansowy” swoich rządów i odpowiednio nakarmić swoją megalomanię?

Mucha: Nie zgadzamy się na to w jaki sposób został potraktowany Kwaśniak. Jako ósemka posłów jesteśmy gotowi wystawić poręczenie osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane

– Dzisiaj mamy do czynienia z taką sytuacją, kiedy w iście putinowskim stylu rząd Prawa i Sprawiedliwości próbuje zamienić hasło afery KNF, hasłem powracającym do sprawy SKOK-ów i hasłem powracającym do sprawy działania pana Jakubiaka i pana Kwaśniaka i współpracowników, którzy zostali zatrzymani 6 grudnia. W związku z tym zdecydowaliśmy się wydać wspólne oświadczenie. Mówimy w tym oświadczeniu o tym, że nie zgadzamy się na to i jesteśmy w najwyższym stopniu oburzeni tym, w jaki sposób został potraktowany pan Kwaśniak – mówiła Joanna Mucha w Sejmie.

– Jako ósemka posłów podpisujemy się pod oświadczeniem, że jeśli będzie potrzebne osobiste poręczenie z naszej strony, to jesteśmy gotowi takie poręczenie wystawić tym osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane. Poza mną pod tym oświadczeniem podpisali się Janusz Cichoń, Izabela Leszczyna, Jarosław Urbaniak, Marcin Święcicki, Marta Golbik, Krzysztof Brejza i Zofia Czernow – dodała Mucha.

K.Morawiecki: Boję się, że w rządzenie nie wszyscy grają do jednej bramki. Pewien konflikt z Ziobrą jest

Boję się, że nie [wszyscy grają w rządzie do jednej bramki], że tam jest jednak duża rozbieżność. To jest też słabość pana premiera i rządu. Myślę, że te konflikty widać trochę społecznie. Nie jestem wewnątrz i tych konfliktów wewnętrznych nie widzę, ale cały ten okres rocznego rządu pana premiera był usiany rafami, nawet ta sprawa aresztowania byłych szefów KNF. To jest trochę nieodpowiedzialne działanie. Pewien konflikt [ze Zbigniewem Ziobrą] jest co do sposobu procedowania reformy sądownictwa” – mówił w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w Radiu Plus Kornel Morawiecki.