Tag Archives: Eliza Michalik

Kaczyński zadecydował o Polexicie

23 Sty

O Polexicie zadecydował Jarosław Kaczyński. Będzie.

Pytanie jest: kiedy wyjdziemy z Unii Europejskiej? A może zostaniemy po prostu wypchnięci, zmarginalizowani i skutecznie będą odbierane Polsce nabyte prawa członkowskie, jak choćby Schengen (UE bez granic).

Kaczyński (świadomie pisze jego nazwisko, a nie PiS, bo 99,9% tej partii to złamasy i karierowicze, najczęściej o niskim IQ) ma dwa problemy do rozwiązania.

Pierwszy. Przygotować opinię publiczną, że Bruksela jest zła, czyha na odebranie suwerenności Polski. Nazwijmy: pisowskiej PL.

A drugi. Tak zniszczyć społeczeństwo obywatelskie, aby stało się zmarginalizowane, Polacy zaś traktowali rzeczywistość: jak urządzić się w tej dupie.

Może jest i trzeci problem. Acz uważam, że jest on ukryty, niejawny, zaś Tomasz Piątek twierdzi, że cała pisowska wierchuszka wypełnia polecenia Kremla.

Może nie wypełnia, ale dzieje się tak, jakby życzenia Kremla były spełniane.

Walka PiS z Polakami przebiega wielotorowo: bezprawiem, zastraszaniem, przekupstwem, a czynią to Ziobro, Morawiecki (mitoman i superkłamczuch), Gowin et consortes.

Ministerstwo Ziobry zarzuca potalowi OKO.press, że napisano w nim w artykule coś, czego nie napisano. Twierdzi, że „ewidentnym celem” publikacji „było podważenie zaufania do Ministerstwa Sprawiedliwości”. Bez podstawy prawnej resort Ziobry domaga się „usunięcia nieprawdziwych informacji w terminie 3 godzin od momentu otrzymania niniejszego wezwania”. Dlaczego akurat 3 godziny?

O głupawce prawnej Ziobry i jego ancymonków tutaj >>>

Politycy obozu rządzącego próbują bronić neo-KRS i umniejszać znaczenie wyroku TSUE z 19 listopada 2019. Prof. Bogdanowicz, ekspert prawa unijnego: Z wyroku TSUE jasno wynika, że KRS musi dawać gwarancje niezależności od władzy ustawodawczej i wykonawczej. Sąd Najwyższy 5 grudnia orzekł, że obecna KRS ich nie daje. Dlatego KRS powinna zawiesić działalność.

Więcej o wykładni prawnej, z którą władza PiS walczy i wyprowadza nas z UE tutaj >>>

Rzecznik dyscyplinarny dla prokuratorów wszczął postępowanie wobec Katarzyny Gembalczyk, należącej do władz stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia, krytycznego wobec Zbigniewa Ziobry. chce wiedzieć, dlaczego była ubrana w togę na Marszu Tysiąca Tóg. „Realizowałam obowiązek strzeżenia praworządności”.

O bohaterskiej prokurator Gembalczyk wobec amoralnego Ziobry czytaj tutaj >>>

Więcej o sądnym dniu tutaj >>>

To najważniejsze z pytań politycznych do maja 2020 r. Najważniejsze, bo wygrana opozycyjnego kandydata przesądzi o kształcie Polski i jej marszu z powrotem do UE, do porządku prawnego i europejskich norm lub na wschód do Putina.

Nie ma polityka idealnego i nie ma takiego także w tej kampanii prezydenckiej, ale to przecież kampania wyjątkowa, bo opozycji i jej wyborcom nie idzie w niej o wyłonienie najlepszego z możliwych kandydatów, ale o kandydata, który będzie w stanie wygrać z Andrzejem Dudą i odebrać PiS władzę absolutną.

(…)

Artykuł zatytułowałam „Czy Małgorzata Kidawa-Błońska jest w stanie wygrać wybory”, ponieważ to ona jest teraz kandydatką, która według sondaży ma największe szanse pokonać Andrzeja Dudę, ale tak naprawdę wesprzeć należy najsilniejszego kandydata opozycji – jeśli oczywiście ktoś opowiada za zmianą tego, co jest – na lepsze.

Więcej Elizy Michalik tutaj >>>

Jak wojna – to wojna

16 Sty

Zdaje się, że docieramy do punktu krytycznego, poza którym już nie ma miejsca dla takiej Polski, jaką zgotował PiS.

Wóz, albo przewóz.

Albo jak pisze Eliza Michalik: jak wojna – to wojna.

Innego wyjścia nie ma. Polskę należy ratować, aby Targowica PiS nie sprzedała nam ojczyzny. PiS – partia aferzystów i sprzedawczyków.

W rezolucji stwierdzono, że pomimo procedury z art. 7 Traktatu UE, sytuacja w Polsce i na Węgrzech się pogarsza. Zaproponowano wprowadzenie kolejnych mechanizmów dyscyplinujących. Najpoważniejszy z nich to powiązanie wypłacania środków unijnych z praworządnością

Więcej o groźbie sankcji finansowych czytaj tutaj >>>

„Ustawa wprowadza nowe kategorie przewinień dyscyplinarnych, a wpływ Ministra Sprawiedliwości na postępowania dyscyplinarne zostanie zwiększony” – piszą w pilnej opinii o tzw. ustawie kagańcowej eksperci Komisji Weneckiej, którzy odwiedzili Polskę 9-10 stycznia. Zalecają odrzucenie projektu PiS, bo może on stanowić zagrożenie dla niezależnego sądownictwa.

O groteskowym Ziobrze i komedianctwie jego czytaj tutaj >>>

Parodia i komedia — tak Zbigniew Ziobro określa raport Komisji Weneckiej dotyczący kontrowersyjnej ustawy, którą PiS chce dyscyplinować sędziów. Szkopuł w tym, że największym parodystą i komediantem w tej historii jest sam Ziobro. To on tak zdeformował wybory do Krajowej Rady Sądownictwa, że część sędziów postanowiła sprawdzić legalność KRS. Dlatego Ziobro chce ich uciszyć ustawą. I dlatego wkroczyły instytucje europejskie.

Polska została poniżona przez takich małych ludzi jak Ziobro. Czytaj tutaj >>>

Sąd dyscyplinarny we Wrocławiu w precedensowym orzeczeniu orzekł, że rzecznicy dyscyplinarni Michał Lasota, Piotr Schab i Przemysław Radzik wbrew prawu wytaczają dyscyplinarki sędziom broniącym niezależności sądów. Sąd uznał, że ustawa o sądach nie daje im takiego prawa. A to oznacza, że rzecznicy Ziobry sami mogą mieć teraz problemy.

O przydupasach Ziobry, którzy mogą pocałować go w d…pę, czytaj tutaj >>>

Może zamiast się „oburzać”, co jest kompletnie bezproduktywne – powalczmy u boku prześladowanych. Pomóżmy?

Swoją drogą to niesamowite: w biały dzień, w świetle jupiterów, na oczach wszystkich zabijani są ludzie. Zabijani cywilnie, zawodowo, emocjonalnie, zabijany jest komfort ich rodziny, kariera, wiara, honor, dobra opinia. I co? I nic.

Gdy piszę ten felieton, minister Ziobro w Senacie oczernia z imienia i nazwiska sędziów Żurka, Tuleyę, Łączewskiego, a później, po wygłoszeniu oświadczenia wychodzi z sali, uciekając przed pytaniami senatorów. Przypominam, że chodzi o ustawę ostatecznie likwidującą niezależne sądownictwo w Polsce, sprzeczną z prawem UE, grożącą wyprowadzeniem nas z Unii i nałożeniem na nas wysokich kar finansowych.

(…)

Dla jasności: wojny są zawsze złe, zawsze tracą na nich wszyscy, nawet zwycięzcy (bo i oni ponoszą często w walce dotkliwe straty), zawsze jest niepotrzebna i jest ostatecznością. Niemniej, czasem jest konieczna. Jest czas i okoliczności w życiu każdego człowieka i społeczeństwa, kiedy nic już nie dają wyrazy oburzenia i moralne wzmożenie, gdy po prostu trzeba walczyć o życie.

Ta metafora jest dziś w Polsce bardziej niż dosłowna, bo żyjemy w kraju, gdzie, na co dzień, w praktyce, ludzie walczą o życie. O wszystko, co do czasów rządów PiS ich życiem było. Może zamiast się „oburzać”, co jest kompletnie bezproduktywne – powalczmy u boku prześladowanych. Pomóżmy?

Bo dziś sędziowie, jutro dziennikarze i samorząd, a później każdy obywatel.

Cały felieton Elizy Michalik tutaj >>>

Duda, prezydent wszystkich Zadupian

9 Sty

Polska nie tylko została zdegradowana w Unii Europejskiej, ale stała się śmiesznym groteskowym państwem z armią, która zostałaby w pył rozniesionna, gdyby Putin rozpoczął agresję.

A Putin tylko czeka na okazję, gdy zostaniemy wypchnięci z Unii Europejskiej. PiS to najwierniejszy sojusznik Rosji, lepszy w dziele zdrady niż Targowica, która miała identyczny idiom ideowy: konserwatywny populizm w sojuszu z klerem.

„W 2018 MON dokonał renowacji ponad 15 tysięcy stalowych hełmów (wz. 67/75). Naprawiono „zabytkowe” hełmy stalowe z PRL, bo w opinii MON są tańsze w przechowaniu od nowoczesnych kompozytowych” – napisał na Twitterze senator KO Krzysztof Brejza. Dołączył odpowiedź z resortu obrony na jego wystąpienie.

Z pisma z MON wynika, że renowacji poddano 15 380 hełmów stalowych. – „Średni koszt naprawy jednego egzemplarza wynosi 70 zł” – czytamy w piśmie resortu. Jak łatwo policzyć kosztowało to 1 076 600 zł!

„Proce też są tańsze w przechowywaniu od karabinów, więc wkrótce…”; – „Czyli dowcipy o braku zgody konserwatora zabytków na udział Polski w działaniach wojennych były bardzo realne”; – „Pogrzeb żołnierza z hełmem z kewlaru i stalowym kosztuje tyle samo. Tylko jeśli ma hełm z kevlaru ma większe szanse, że nie będzie konieczny”; – „Chciałem napisać „kapitalne”, ale tak naprawdę chce mi się płakać…” – komentowali internauci.

„Żołnierze czują się bezpieczni, pan mąci i mąci. Zapewne będzie przeciwny modernizacji T-72. Ja, osobiście, na podstawie serialu „Czterej pancerni i pies” stawiam na t-34. Tyle ich stoi bezczynnie na pomnikach w całej Polsce. PS. Czeba postawić na ogólnopolską hodowlę Szarików” – kpił jeden z internautów.

W odpowiedzi senator Brejza w kolejnym wpisie przypomniał o przestarzałych czołgach T-72, które przywrócono do służby. „Prawie 2 mld zł na „pudrowanie gó**a”, czyli PiS modernizuje stare czołgi”.

– Na naszych oczach trochę rozsypuje się ta PiS-owska narracja, że Polska jest ważna. Bo do Polski nie zadzwonił nikt z USA w sprawie Iraku, przynajmniej nic o tym nie wiemy. Andrzej Duda nie został zaproszony do zabrania głosu w Jerozolimie, w związku z czym nie pojedzie na spotkanie przywódców (…). Więc widać jak na dłoni brak siły Polski.

Więcej >>>

Jak ocenia pan działania polskich władz.? Opozycja apeluje o zwołanie RBN, prezydent na razie spotyka się tylko z przedstawicielami rządu.

Prezydent spotyka się dość często z ministrami i przedstawicielami rządu swojej własnej partii, w związku z tym to spotkanie nie wniosło nic nowego. Dodatkowo spowodowało takie samozadowolenie czy wręcz uśpienie, które jest chyba zbyt pochopne. Zwołanie RBN to minimum, które należało zrobić, a i też nie rozwiązałoby wszelkich problemów, ale dałoby chociaż podstawę do twierdzenia, że w tej materii mówimy jednym głosem. Przypomnę, że to kwestia dotycząca bezpieczeństwa całego narodu, a nie tylko wyborców jednej partii. Takie zachowanie jest lekceważące dla sytuacji, w której się znajdujemy.

Więcej >>>

Zbigniew Ziobro i Bogdan Święczkowski byli gośćmi „Rozmów niedokończonych” w Telewizji Trwam. Rozmowa obracała się wokół reformy wymiaru sprawiedliwości. W trakcie dyskusji do studia zadzwonił o. Tadeusz Rydzyk, który zaczął dziękować prokuratorom. Wspomniał też o „haniebnych” groźbach pod adresem Ziobry.

Więcej o Ziobrze u Rydzyka >>>

W pełnych togach i z podpisanymi przez kolegów i koleżanki listami protestacyjnymi w ręku przyjadą do Polski sędziowie z kilkunastu krajów Unii Europejskiej. Wezmą udział w sobotnim Marszu Tysiąca Tóg w Warszawie w obronie niezawisłości sądownictwa w naszym kraju.

Irlandzka gazeta „The Irish Times” pisze dziś, że na czele delegacji z Irlandii stanie sędzia irlandzkiego Sądu Najwyższego John MacMenamin. Sędzia MacMenamin przywiezie z sobą list z poparciem dla niezależności polskich sędziów podpisany przez prezesa irlandzkiego Sądu Najwyższego oraz przez szefostwo Stowarzyszenia Sędziów w Irlandii.

MacMenamin przejdzie w Marszu Tysiąca Tóg ubrany w togę irlandzkiego sędziego. W togach będzie też kilkudziesięciu sędziów z Niemiec, Belgii, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Grecji, Francji, Danii, Holandii, Norwegii, Szwecji, Litwy, Łotwy, Estonii i Portugalii.

Każdy, nawet najbardziej wyrachowany i żądny władzy człowiek, ma jednak zwykle miejsce, w którym się zatrzymuje. Często jest nim krzywda wielu niewinnych ludzi, bezpieczeństwo narodowe, interes Polski. PiS tej granicy nie ma.

Bezradność i infantylizm polskich władz w podejściu do konfliktu irańsko-amerykańskiego poraża. Pytanie jednego z dziennikarzy, co musi się wydarzyć, żeby prezydent zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego, wydaje się bardzo zasadne. Najgorsze jest to, że prawdopodobnie nie ma takiej rzeczy, ponieważ wszystko, ale to dosłownie wszystko, łącznie z największymi i najbardziej przerażającymi tragediami, są przez prezydenta, premiera i rząd wykorzystywane wyłącznie do rozgrywek na wewnętrznej, polskiej scenie politycznej.

(…)

Zagraniczna prasa pisze, że świat stanął w obliczu kryzysu, a my mamy władze zajęte walką o przetrwanie we własnych partyjnym bagienku, skrajnie niekompetentne i zachowujące się w sposób narażający nasze bezpieczeństwo i międzynarodową pozycję Polski. Prezydent, premier i PiS dążą do samounicestwienia, niestety wiele wskazuje na to, że zanim do tego dojdzie, pociągną nas za sobą.

Więcej Elizy Michalik tutaj >>>

Pisowskie trąby w orkiestrze Putina

6 Sty

Polska nie jest pępkiem świata, a PiS uczynił z kraju Zadupie europejskie.

Nasz kraj ma u władzy najgorszy sort polityków, których narzędziem rządzenia jest kłamstwo, rozdawnictwo i złodziejstwo.

Nikt tak w historii nie dymał narodu jak politycy PiS (Duda, Kaczyński, Morawiecki i pozostałe ancymonki), a zatem nietrudno zgadnąć, czym to może się skończyć.

Utratą niepodległości. Zasadne jest pytanie: na czyją korzyść pracują. Wszak nie na naszą.

JEDYNYM POMYSŁEM ANDRZEJA DUDY JEST REELEKCJA, A JEDYNYM CELEM PSYCHOLOGICZNYM JEST AUTOTERAPIA. MY NIE MAMY PREZYDENTA, ZATEM JEGO OBECNOŚĆ LUB JEJ BRAK NIE WPŁYWA NA “DZIANIE SIĘ” POLITYCZNE. ON MOŻE DOPEŁNIAĆ DZIAŁANIA POLITYCZNE.

Więcej Migalskiego >>>

Szczuli na Pawła Adamowicza, Krzysztofa Brejzę z rodziną. Szczuli na każdą grupę, która protestowała i której nie chcieli ustąpić, bo „ani kroku w tył”. Teraz szczują na Tomasza Grodzkiego, bo przegrali Senat. Co za ludzie.

„Świat zrobił się bardzo wielobiegunowy, i zmiana władzy w niewielkim nawet czy odległym kraju często będzie miała konsekwencje także i poza jego granicami” – pisze publicysta Konstanty Gebert, wnikliwy obserwator procesów politycznych i społecznych. I wskazuje na co trzeba będzie uważać w 2020. Słowacja, Bałkany, Bliski Wschód, czyje będzie dno morza?

Więcej – co czeka świat, a my pozostaniemy Zadupiem, czytaj tutaj >>>

Z archiwum, czerwiec 2019

PiS naprawdę zmienił polską politykę. Jedną z przejawów tych zmian jest fakt, że jeśli jesteś z opozycji i nie podoba ci się co robi rząd, to… zaczynasz na to narzekać. Narzekasz i narzekasz tak długo, aż uznasz, że do wszystkich dotarło, jak bardzo ci się to nie podoba. A później idziesz do domu z poczuciem, że tak się nawalczyłeś o Polskę, że już więcej nic nie musisz robić. Dlatego, jeśli czegoś sobie jako obywatelka i dziennikarka życzę w 2020 roku, to tego, żeby życie publiczne znowu zaczęło być prawdziwym starciem: partii, światopoglądów, idei, a nie targowiskiem iluzji, na którym walutą jest jojczenie i marudzenie.

To, co od kilku lat dzieje się w Polsce, bez względu na to, jak kto to ocenia, jest tylko wskazówką, drogowskazem do prawdziwego problemu. Którym moim zdaniem jest fakt, że mamy system, w którym politykom uchodzi na sucho zabieganie, jawne i bezczelne, głównie o swoje interesy i traktowanie partii politycznych jak rodzinnych firm, służących do generowania zysków. Naprawdę niewielu obchodzi Polska, prawo i demokracja, bez względu na to, jak bardzo sobie tymi hasłami wycierają usta. Jest wręcz przeciwnie: jeśli ktoś pokaże, że mniej dba o własne korzyści niż o Polskę, inni zaczynają patrzeć na niego podejrzliwie, mieć go za frajera.

Cały felieton Elizy Michalik tutaj >>>

Katastrofa światowa trwa.

Od września w pożarach w Australii zginęło już niemal pół miliarda bezbronnych zwierząt. To jednak tylko szacunkowe wyliczenia naukowców z uniwersytetu w Sydney. Ogień wciąż szaleje. Istnieje obawa, że kontynent bezpowrotnie stracił co najmniej kilka gatunków flory i fauny. Rzeczywistej liczby zabitych przez ogień zwierząt nie poznamy nigdy.

Więcej o katastrofie w Australii >>>

„Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem”.

Krzysztof Szczerski od lat specjalizuje się w budowaniu wizerunku Polski. Jako profesor i humanista zasłynął w świecie specyficzną obroną pisowskiego bezprawia głosząc, że „nie ma przepisu zakazującego działania poza prawem, bo jest [jedynie] nakaz działania w ramach prawa”. Jako minister wsławił się propozycją wystawiania Polakom katolickich paszportów, zawierających najważniejsze modlitwy i prawdy wiary, niezbędne emigrującym Polakom, by nie ulegli lewackim modom zachodnim.  Jako autor m.in. opasłej rozprawy „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy” ogłosił niechybny rozpad Unii oraz przesłanie, że „Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem”.

O Dudzie grającym w orkiestrze Putina czytaj tutaj >>>

PiS: Zwalić na Brukselę, aby naród chwycić za mordę

2 Sty

Polska przez PiS została zdegradowana w Unii Europejskiej, to B klasa, podrzędność. Jest w tym zamysł Jarosława Kaczyńskiego, wymiksować kraj z Europy, zwalić na innych: na Brukselę, Berlin, Paryż, aby chwycić naród za mordę.

Damy się?

Rok 2020 będzie ciężki dla Europy, przewidują dziennikarze POLITICO. Wśród przykładów podają możliwy kryzys finansowy, zaostrzającą się globalną wojnę handlową i coraz gwałtowniejszy konflikt w Iranie. Ale zapowiadają też ostrą walkę o wdrożenie unijnej agendy w obronie klimatu, w której Polska wskazana jest jako główny hamulcowy oraz ostrzegają, że stosunki Warszawy z Brukselą znalazły się „w punkcie zwrotnym”.

(…)

Pomimo wygranej w wyborach parlamentarnych w ubiegłym roku, PiS czeka walka o polityczne być albo nie być w tegorocznych wyborach prezydenckich. Prezydent Andrzej Duda, sprzymierzeniec PiS, prowadzi w sondażach opinii publicznej, ale polskie prezydenckie rywalizacje już zaskakiwały w przeszłości.

Jeśli Duda przegra, to radykalne zmiany wprowadzane przez lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego zostaną zablokowane, niwecząc jego rewolucyjne działania na rzecz przebudowy kraju.

Ta perspektywa skłoniła rząd do przyspieszenia zdecydowanych działań w celu wzmocnienia kontroli politycznej nad sądownictwem. Bruksela ostrzega jednak, że takie podważające niezawisłość sądownictwa kroki, mogą naruszać unijne traktaty.

Tylko, że Warszawa nie słucha.

Cały tekst czytaj tutaj >>>

„Nieliberalne demokracje w Europie Środkowo-Wschodniej, głównie Węgry i Polska, wdrażają nacjonalistyczny model polityki” – ocenia we wtorek szef najbardziej opiniotwórczego niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

„Państwa, w których panuje nieliberalna demokracja, coraz bardziej podważają system wartości Zachodu, zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych. Być może Unia Europejska, taka, jaką znamy dziś, za kilka lat przestanie istnieć” – przekonuje w swoim wtorkowym felietonie Kurt Kister, redaktor naczelny „SZ”. Publicysta podkreśla, że w minionej dekadzie część państw europejskich zawróciło z drogi ku liberalnej demokracji, opierającej się na dogmatach rewolucji francuskiej i amerykańskiej z końca XVIII wieku.

„W latach 90-tych ubiegłego stulecia, gdy uważano, że globalny rozwój nieuchronnie zmierza w kierunku zachodniego modelu społeczeństwa (…), kraje Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej dążyły do UE. Dziś liczne kraje, najdobitniej Węgry i Polska, wybrały nacjonalistyczny model, w którym wartości zachodnie jak emancypacja, aspekty podziału władz, solidarność z migrantami, wolność sztuki i prasy i wiele innych uważane są za szkodliwe” – stwierdza Kister. „Powstanie tych nieliberalnych demokracji – politycy, którzy zachowują się w sposób półautorytarny, są wybierani przez większość – jest największą porażką wspólnej Europy” – ocenia redaktor naczelny niemieckiego dziennika.

Dalej publicysta zwraca uwagę na to, jakie zagrożenia niesie ze sobą nacjonalizm.

„XXI stulecie jest naznaczone powrotem nacjonalizmu, który nie jest liberalny, a więc nie może zapewnić wszystkim wolności. Nacjonalizm jest ideologią kolektywną, ponieważ nie chodzi w nim o jednostkę, lecz o »mityczną wspólnotę – naród, kraj«. Antyliberałom chodzi o permanentny spór, o korzyści kosztem innych. Hasło Trumpa »America first« jest współczesnym tłumaczeniem niemieckiego »Niemcy ponad wszystko«” – czytamy.

Według Kistera obecne stulecie będzie „należało” do Chin. Europa „rozbijana tendencjami odśrodkowymi” nie będzie w stanie konkurować z Chinami, przewiduje „SZ”.

30 lat od startu reform @LBalcerowicz – wiele mówiąca grafika i ciekawy tekst Marcina Zielińskiego z FOR wyborcza.pl/7,75968,255593

Już ponad 40 sędziów jest ściganych przez ludzi ministra Zbigniewa Ziobry za wydawane orzeczenia, obronę wolnych sądów, spotkania z obywatelami, krytykę „dobrej zmiany”, czy wykonywanie wyroku TSUE. Rok 2019 był dla sędziów trudny, władza PiS chciała złamać ich represjami. OKO.press publikuje listę ściganych sędziów.

Obszerny materiał o zabijaniu sądownictwa przez Ziobrę czytaj tutaj >>>

„Imponował mi spokój i ciepło, z jakim dr Haidar opiekował się swoimi małymi podopiecznymi i przyjazność, z jaką traktował rodziców” – mówi OKO.press rodzic wcześniaka, którego leczył dr Riad Haidar. Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje i pyta dyrektora szpitala w Białej Podlaskiej, dlaczego nie przedłuża mu kontraktu ordynatorskiego

„Doktora Riada Haidara poznałem w momencie narodzin mojego syna, w 2016 roku. Jeszcze przed przyjściem na świat Jasia, było wiadomo, że urodzi się jako wcześniak, z bardzo niską masą urodzeniową i właściwie od momentu narodzin będzie wymagał intensywnej opieki medycznej. W tak bardzo stresującym i niepewnym momencie mojego życia, syn otrzymał kompleksową opiekę na oddziale kierowanym przez Dr Haidara.

Od początku imponował mi spokój i ciepło, z jakim Dr Haidar opiekował się swoimi małymi podopiecznymi i przyjazność, z jaką traktował rodziców. Mimo że mój syn jako wcześniak wymagał przez długi czas po opuszczeniu oddziału dr. Haidara, rutynowych kontroli przez pierwszy rok swojego życia w różnych szpitalach i poradniach, do tej pory nie spotkałem lekarza, który był tak bardzo oddany swojej pracy. Jego gabinet zawsze był otwarty. Cierpliwie tłumaczył kolejne etapy leczenia i opieki nad naszym maluchem, a zdjęcia małych pacjentów w jego gabinecie, które rodzice przysyłają jako podziękowania, dodawały otuchy w tym trudnym czasie.

Więcej o dr. Haidarze tutaj >>>

Otóż jestem głęboko przekonana, że sytuacja w Polsce dojrzała do tego, żeby zrozumieć, że prawa i swobody i wolność nie obronią się same, nie obronią ich też obywatele na ulicach ani Trybunał Sprawiedliwości UE. Los sądów leży w rękach sędziów, wolności mediów w rękach dziennikarzy, nauczycieli w rękach nauczycieli i tak dalej….

Tak to już jest, że odpowiadamy za siebie i jeśli ktoś zabiera nam nasze prawa, to my sami, nikt inny, mamy ich skutecznie bronić. To trzeba przyjąć do wiadomości.

Więcej Elizy Michalik tutaj >>>

Konstytucja nie jest świąteczna

26 Gru

Wybitny konstytucjonalista prof. Tomasz Tadeusz Koncewicz pisze o zaletach obowiązującej konstytucji, gdyby ją zmieniono, to tylko na gorsze w obecnej sytuacji politycznej.

Za Konstytucją z 1997 roku warto codziennie oddawać swój głos i ją praktykować. Musimy pamiętać, że ta Konstytucja nam Polakom się po prostu udała. Nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej.

Cały tekst prof. Koncewicza tutaj >>>

Kapitalny esej Piotra Gajdzińskiego o politycznym gangsterze, o tym jak w Polsce instalowany jest zamordyzm.

Im większy polityczny gangster, tym głośniej krzyczy o patriotyzmie, godności, narodowych krzywdach i wrogach ojczyzny, próbujących za zagraniczne srebrniki zatrzymać marsz ku świetlanej przyszłości. Ta retoryka w sprzyjających okolicznościach jest skuteczna, bo duże grupy społeczne zawsze czują się obdarte z godności, zlekceważone i skrzywdzone. Wystarczy tylko podpalić ogień

Esej Gajdzińskiego tutaj >>>

Politycy niemal wszystkich niemieckich partii krytycznie oceniają przyjętą w Polsce nową ustawę dyscyplinującą sędziów i domagają się od Brukseli wyciągnięcia konsekwencji.

Cały news o izolowaniu Polski pisowskiej od unijnych pieniędzy. Nie tylko Niemcy, ale i inne kraje zachodnie chcą PL eliminować. Czytaj tutaj >>>

Eliza Michalik pisze o przebaczeniu.

Przebaczenie ma moc i razem z wymienionymi przeze mnie na początku, miłością, czułością, ciepłem i radością, jest nie do pokonania. Ale tylko wtedy, gdy jest dobre i prawdziwe. Tandetne podróbki, o które w Święta tak łatwo, to tylko bezwartościowy tombak, nie złoto.

Tekst Elizy Michalik Tutaj >>>

W ciągu mijającego roku spotykałem się dość często z sytuacją odchodzenia wiernych z Kościoła, bo nie znajdują dla siebie miejsca w Kościele upolitycznionym, angażującym się w wojny kulturowe, bezdusznym wobec ofiar pedofilii.

Tekst prof. ks. Alfreda Wierzbickiego tutaj >>>

Polexit

19 Gru

Proponowane przez PiS zmiany w ustawie o sądach powszechnych godzą w podstawy ustroju RP i stanowią próbę obejścia norm zakodowanych w Konstytucji. Dlatego warto rozważyć jakie konsekwencje prawne mogą spotkać tych, którzy przyczynią się do wejścia tej nowelizacji w życie – piszą karniści, adwokaci Jacek Dubois i Michał Zacharski

Wiele już powiedziano i napisano o tym, co oczywiste: projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych oraz o Sądzie Najwyższym – wprowadzający represje dla strzegących praworządności sędziów i uzależniający władzę sądowniczą od legislatywy i egzekutywy, godząc w zasadę trójpodziału władzy – jest niekonstytucyjny i sprzeczny z prawem unijnym.

Mamy do czynienia z ideami, których wdrożenie nie przyszło do głowy architektom PRL, gdyż nawet oni nie ustanowili zakazu rozproszonej kontroli konstytucyjności. Przyjęcie, że deliktem dyscyplinarnym jest, (jako „oczywista i rażąca” obraza przepisów prawa) odmowa stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny,

stanowi punkt wyjścia do popełnienia konstytucyjnej zbrodni doskonałej.

Po zamknięciu sędziom ust, jedynym organem, który będzie mógł stwierdzić zgodność aktów normatywnych z Konstytucją stanie się Trybunał Konstytucyjny. Ten zaś jest całkowicie sparaliżowany i kontrolowany przez władzę.

Jeśli zostaną uchwalone ustawy zmieniające ustrój z pominięciem trybu przewidzianego w art. 235 Konstytucji, nikt tego ruchu nie będzie mógł skutecznie zakwestionować.

To tak, jakby ustalono prawo mówiące: „nie możecie nas sądzić za zło, które czynimy, bo my tak postanowiliśmy”, albo tak, jakby sprawca przestępstwa sam zadecydował, który kolega spod celi będzie go sądził.

Mistrz Stanisław Bareja włożył w usta szatniarza z „Misia” tekst o płaszczu. Wnioskodawcy noweli uderzającej w ustrój RP zdają się mówić podobnie:

„nie mamy waszej konstytucji, i co nam zrobicie?”.

Co grozi za pomoc w nowelizacji ustawy o sądach

Debata w Sejmie nad rzeczonym projektem dopiero przed nami. Mając, zatem na uwadze, że proponowane zmiany godzą w podstawy ustroju Rzeczypospolitej i stanowią próbę obejścia norm zakodowanych w Konstytucji, warto pójść o krok dalej i rozważyć, jakie konsekwencje prawne mogą spotkać tych, którzy przyczynią się do wejścia przepisów tej nowelizacji w życie.

Zakładając, że sytuację tę może na jakimś etapie badać prokuratura, postanowiliśmy jej pomóc w przyszłych decyzjach, i  jako karniści postanowiliśmy przeanalizować z perspektywy prawa karnego sytuację:

  • (1) autorów projektu,
  • (2) posłów, którzy złożyli go w Sejmie,
  • (3) oraz posłów i senatorów, którzy zagłosują za przyjęciem nowelizacji.

Trzeba przyznać, że ustawodawca na etapie tworzenia kodeksu karnego z 1997 roku nie przewidział wprost sytuacji, w której zwycięska partia polityczna będzie usiłowała zlikwidować trójpodział władzy poprzez podporządkowanie sądów władzy ustawodawczej i wykonawczej.

Treść art. 127 § 1 kodeksu karnego – w myśl, którego kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności – dotyczy w interesującym nas zakresie zmiany konstytucyjnego ustroju RP przemocą.

Wydaje się, że zabezpieczeniem prawnokarnym przed obecną sytuacją byłoby zastąpienie słowa „przemocą” wyrażeniem „w sposób bezprawny” lub analogicznym.

Sytuacja posłów i senatorów

Zauważmy jednak, że zarówno posłowie, jak i senatorowie są funkcjonariuszami publicznymi. Zgodnie zaś z art. 231 § 1 kodeksu karnego funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Brak złego zamiaru nie zwalnia od odpowiedzialności, albowiem zgodnie z art. 231 § 3 kodeksu karnego, jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora przed przystąpieniem do wykonywania mandatu poseł składa na posiedzeniu Sejmu ślubowanie następującej treści:

„Ślubuję uroczyście, jako poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Analogiczne ślubowanie składa senator.

Podejmowanie próby zmiany ustroju konstytucyjnego za pomocą ustaw z pominięciem przewidzianego w art. 235 Konstytucji trybu stanowi naruszenie porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Stąd zachowanie się parlamentarzystów, polegające z jednej strony na zgłoszeniu jawnie antykonstytucyjnego projektu, z drugiej zaś na głosowaniu za jego przyjęciem, powinno być poddane analizie pod kątem niedopełnienia obowiązku przy jednoczesnym działaniu na szkodę interesu publicznego, co wyczerpywałoby znamiona przestępstwa z art. 231 § 1 k.k.

W odniesieniu do posłów, którzy wnieśli projekt nowelizacji ustaw sądowych do laski marszałkowskiej (jest ich 32, lista jest w projekcie ustawy), powinna być przeprowadzona analiza, czy takie działanie, jeśli miało na celu naruszenie Konstytucji i było przeprowadzone w ramach grupy wspólnie realizującej niedozwolony cel, wyczerpywało znamiona czynu zabronionego polegającego na udziale w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa (art. 258 kodeksu karnego).

W myśl art. 18 § 2 kodeksu karnego odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego. Jeśli przyjmiemy powyższą perspektywę, naturalnym wyda się konieczność zbadania czy ktoś nakłania posłów lub senatorów do wniesienia omawianego projektu nowelizacji, czy też głosowania za jego przyjęciem, a jeśli tak było, sprawdzenie, czy nie odpowiada za podżeganie do przestępstwa z art. 231 § 1 k.k.

A co z autorami projektu?

Sytuację autorów projektu powinna być przeanalizowana z punktu widzenia art. 18 § 3 kodeksu karnego, zgodnie, z którym odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

Czy tym razem immunitet ochroni posłów i senatorów?

Dostrzegamy, że pewną tamę na drodze pociągania do ewentualnej odpowiedzialności karnej parlamentarzystów, w sytuacji gdyby prokuratura dopatrzyła się naruszenia prawa, stanowi immunitet posła i senatora.

Gdy chodzi o immunitet formalny, polegający na ograniczeniu odpowiedzialności ze względu na pełnioną funkcję na czas jej pełnienia – nic nie trwa wiecznie, nawet mandat parlamentarny.

Z kolei, gdy mowa o immunitecie materialnym, który polega na tym, że poseł lub senator nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu, z zastrzeżeniem art. 6a, warto zwrócić uwagę właśnie na treść art. 6a ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.

Otóż stanowi on, że poseł lub senator, który, podejmując działania wchodzące w zakres sprawowania mandatu, narusza prawa osób trzecich, może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu lub Senatu. Okazuje się, że czyn naruszający jakiekolwiek uprawnienia (prawa) innych osób nie jest chroniony immunitetem materialnym.

A czy trzeba kogokolwiek przekonywać, że po wprowadzeniu proponowanych zmian ustaw sądowych każdy klient wymiaru sprawiedliwości pozbawiony zostanie prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd?

Wszystkim, którzy wezmą udział w debacie sejmowej, a następnie przystąpią do głosowania nad projektem nowelizacji ustaw o sądach, serdecznie życzymy, by nie skończyło się, jak we fraszce prof. Tadeusza Kotarbińskiego:

„Tyranie, lud Twój cierpi, żale jego rozpatrz!

– Kłamiecie! Skarg nie słyszę, karta życzeń pusta. –

Odrzekli: – Jakoż mogła dojść do głosu rozpacz,

Skoroś kazał rzecznikom zakneblować usta…”.

Dlaczego kraj należący do Unii Europejskiej nie może wprowadzać rozwiązań, które planują posłowie PiS? Specjalnie dla OKO.press wyjaśnia to prof. dr hab. Piotr Mikuli z UJ, konstytucjonalista.

Poselski projekt ustawy dyscyplinującej, zwanej też „kagańcową”, który został opublikowany na stronach Sejmu w nocy z 12 na 13 grudnia i jest obecnie procedowany w parlamencie, zakłada między innymi wprowadzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów za dokonywanie samodzielnej  oceny, czy przepisy, na podstawie których orzekają, są zgodne z konstytucją, prawem międzynarodowym i prawem unijnym.

Projekt zakłada, że jeśli  sędziowie orzekną, że przepisy nie są zgodne i odmówią ich stosowania, będą podlegać karze.

Wprowadzenie takich rozwiązań w Polsce to krok do wyjścia z Unii Europejskiej. Przestrzegali przed tym m.in. Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego i Rzecznik Praw Obywatelskich, dziekani wydziałów prawa 13 uniwersytetów w całej Polsce, Komitet Helsiński i Polskie Towarzystwo Prawa Konstytucyjnego.

Opinie prawne przygotowane przez Sąd Najwyższy, Biuro Analiz Sejmowych i RPO również wskazują na niezgodność projektowanych zmian z Konstytucją i podstawowymi zasadami polskiego porządku prawnego, prawem międzynarodowym i prawem unijnym.

Dlaczego kraj należący do Unii Europejskiej nie może wprowadzać rozwiązań, które planują posłowie Solidarnej Polski i PiS?

Te kwestie wyjaśnia dr hab. Piotr Mikuli, profesor UJ*, kierownik Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W wywiadzie dla OKO.press tłumaczy, że:

  • Prawo UE w razie konfliktu z prawem krajowym ma pierwszeństwo;
  • Zasada pierwszeństwa prawa UE ugruntowała się przez lata i jest zasadą kardynalną. Jeśli państwo jej nie przestrzega, nie może należeć do Unii Europejskiej;
  • W żadnym kraju UE trybunał konstytucyjny czy sąd najwyższy nie negował, ani nie ograniczał prawa sędziów krajowych do rozstrzygania na korzyść prawa wspólnotowego czy unijnego w przypadku kolizji krajowych przepisów ustawowych z przepisami prawa UE;
  • Prawo polskich sędziów do dokonania takiej oceny wynika wprost z art. 91 konstytucji;
  • Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego przepisu, który zabrania sędziom stosowania się do zasady pierwszeństwa prawa unijnego jest przesłanką do opuszczenia przez Polskę Unii Europejskiej.

Tłumaczy też, dlaczego sędziów nie wolno karać za dokonywanie oceny, czy ustawa jest sprzeczna z konstytucją – co również jest w planach Solidarnej Polski i PiS.

Ekspert demaskuje również, co kryje się za wypowiedziami polityków, którzy twierdzą, że Polska nie musi przestrzegać prawa unijnego czy wyroków TSUE, ponieważ prymat powinna mieć konstytucja.

Wyjaśnia, że Polska, wstępując do UE, zgodziła się na pierwszeństwo prawa unijnego. I ma na gruncie prawnym wszelkie możliwości – ze zmianą konstytucji włącznie, co już miało miejsce –  żeby zawsze doprowadzić do zgodności prawa krajowego, w tym konstytucji, z prawem UE.

Wniosek? Dla prawników, rozbieżność między prawem krajowym a europejskim jest zawsze do rozwiązania. Za argumentem polityków, że te dwa komplementarne porządki są nie do pogodzenia, stoi polityczna wizja opuszczenia przez Polski Unii Europejskiej.

Odebranie sędziom możliwości poszanowania zasady pierwszeństwa prawa UE to krok do wyjścia z Unii

Anna Wójcik: Czy sędziowie mogą odmówić zastosowania przepisu prawa krajowego, jeśli jest niezgodny z prawem europejskim?

Dr hab. Piotr Mikuli: Oczywiście mogą, to jest podstawowa zasada prawa UE, wynikająca z utrwalonego orzecznictwa najpierw Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), a później po zmianie nazwy tego sądu, Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE).

Prawo UE w razie konfliktu z prawem krajowym ma pierwszeństwo. Ta kardynalna zasada po raz pierwszy została wyraźnie sformułowana w sprawie z 1964 roku Costa przeciwko ENEL, a w kilka lat później, w 1970 roku, rozwinięta w głośnej sprawie Internationale Handelsgesellschaft.

ETS zaznaczył, że żaden kraj nie może powoływać się na niezgodność prawa ówczesnych wspólnot europejskich – Unia Europejska powstała później – z własnym prawem krajowym, w tym z prawem konstytucyjnym.

Wspomniana zasada została zaakceptowana przez orzecznictwo krajów członkowskich UE, w tym również w Wielkiej Brytanii. Ze względu na obowiązującą tam zasadę suwerenności parlamentu i brak konstytucji w znaczeniu formalnym sprawa pierwszeństwa prawa UE była szeroko dyskutowana i przez część doktryny kontestowana. Niemniej, kwestię tę ostatecznie rozstrzygnięto w głośnej sprawie Factortame. Izba Lordów, pod wpływem odpowiedzi na pytanie prejudycjalne zadane ETS, uznała, że w wypadku kolizji prawo wspólnotowe ma pierwszeństwo przed ustawami parlamentu.

W państwach członkowskich trybunały konstytucyjne bądź sądy najwyższe starały się pogodzić zasadę supremacji konstytucji krajowej z zasadą nadrzędności prawa wspólnotowego.

Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął relacje prawa krajowego i wspólnotowego m. in. w sprawach Solange I oraz Solange II. Niemiecki trybunał – a także sądy konstytucyjne w innych krajach – rezerwowały sobie prawo oceny zgodności z konstytucją przepisów wspólnotowych, ale na zasadzie wyjątku: w hipotetycznej sytuacji, gdyby prawo UE nie spełniało podstawowych standardów konstytucyjnych, takich jak ochrona podstawowych praw człowieka.

Natomiast w żadnym kraju UE trybunał konstytucyjny czy sąd najwyższy nie negował, ani nie ograniczał prawa sędziów krajowych do rozstrzygania na korzyść prawa wspólnotowego czy unijnego w przypadku kolizji krajowych przepisów ustawowych z przepisami prawa UE.

Prawo polskich sędziów do dokonania takiej oceny wynika wprost z art. 91 konstytucji.

Czy kraj Unii Europejskiej może zdecydować, że zasada pierwszeństwa prawa unijnego w nim nie obowiązuje?

Zasada pierwszeństwa prawa UE ugruntowała się przez lata i jest zasadą kardynalną. Jeśli państwo jej nie przestrzega, nie może należeć do Unii Europejskiej

W Sejmie złożono projekt ustawy, który zakłada, że sędziowie w Polsce będą odpowiadać dyscyplinarnie za odmowę zastosowania przepisu polskiego prawa, który jest niezgodny z prawem unijnym.

Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego przepisu, który zabrania sędziom stosowania się do zasady pierwszeństwa prawa unijnego, jest przesłanką do opuszczenia przez Polskę Unii Europejskiej. W tym sformułowaniu nie ma cienia przesady.

Projekt nowelizacji zakłada też odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów sądów powszechnych za dokonywanie samodzielnej oceny, czy przepis polskiej ustawy jest zgodny z konstytucją.

Do niedawna znaczna część przedstawicieli nauki prawa konstytucyjnego twierdziła, że Trybunał Konstytucyjny powinien mieć monopol oceniania zgodności przepisów ustaw z konstytucją RP. To znaczy, że w sytuacji, gdy sąd ma wątpliwości, czy ustawa jest zgodna z konstytucją i chciałby odmówić jej zastosowania, to sam nie powinien tego czynić, tylko zwrócić się z pytaniem prawnym do TK. Zadanie takiego pytania prawnego przewiduje art. 193 konstytucji. Sam byłem zwolennikiem tego poglądu.

Natomiast uważam, że w przypadku delegitymizacji TK, gdy dokonuje się manipulacji w zakresie ustalania składów orzekających, gdy zasiadają w nim osoby, które nie są sędziami TK, mamy do czynienia z diametralnie odmienną sytuacją. Twierdzę obecnie zatem, że sądy powinny wziąć na siebie ocenę zgodności przepisów ustaw z konstytucją.

Jeżeli sąd bowiem zadałby pytanie TK, które następnie rozstrzygałby skład, w którym zasiada osoba nieuprawniona do orzekania w TK, to taki wyrok TK mógłby być podważony. Zresztą istnieją wątpliwości, czy to w ogóle byłby wyrok. Jaki byłby zatem dziś sens zadawania TK takiego pytania?

Chciałbym też zaznaczyć, że nawet jeśli nie bylibyśmy w tym wyjątkowym kontekście, w jakim jesteśmy w latach 2015-2019, gdy na niespotykaną skalę atakowana jest niezależność sądów, to przepis ustawy „dyscyplinującej”, który zakłada karanie sędziego za to, że nie zadał pytania TK, a sam rozstrzygnął kwestię zgodności przepisu ustawy z konstytucją, byłby niedopuszczalną ingerencją w niezawisłość sędziowską. Tym bardziej, że nigdy nie było w tej sprawie jednolitego stanowiska w nauce prawa. Wiele prominentnych przedstawicieli doktryny opowiadało się od początku wejścia w życie konstytucji za prawem sądów do takiego jednostkowego kontrolowania przepisów ustawowych tzn. aby w konkretnej sprawie sąd mógł nie zadawać pytania, tylko sam rozstrzygnąć o niekonstytucyjności.

W marcu Trybunał Konstytucyjny orzekł, że procedura wyboru nowej KRS jest zgodna z konstytucją. Natomiast w 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok, w którym oceni status nowej KRS. Zakładając, że TSUE oceni, że neo-KRS nie spełnia standardów niezależności w rozumieniu prawa europejskiego. Jak to będzie rzutować na wyrok TK? 

Trzeba zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, TK stwierdził zgodność z konstytucją sposobu wyboru nowej KRS. Natomiast TSUE – jeżeli zechce ocenić status KRS przy okazji rozpatrywania skargi złożonej przez Komisję Europejską dotyczącej postępowań dyscyplinarnych sędziów – dokona tej oceny z perspektywy prawa UE.

Jeżeli jakieś państwo chce być członkiem UE, to przepisy tam obowiązujące muszą być nie tylko zgodne z konstytucją, ale także i z prawem unijnym. To, że TK wypowiadał się o konstytucyjności przepisów ustawy o KRS, zupełnie nie przeszkadza TSUE w uznaniu, że te przepisy są niezgodne z prawem unijnym.

Druga istotna kwestia: TK w marcu tego roku orzekał w składzie pięcioosobowym, w którym zasiadał m.in. pan dr hab. Justyn Piskorski, który nie jest sędzią TK (tzw. „sędzia dubler”). Wobec tego powstaje pytanie, czy ta decyzja trybunału jest w ogóle wyrokiem. W doktrynie są różne poglądy na ten temat. Jeśli to jest wyrok, to co najmniej wadliwy. Ale nawet, gdybyśmy założyli, że ten wyrok nie jest wadliwy, i tak fakt, że przepis o kreowaniu składu KRS został oceniony jako zgodny z konstytucją, nie przeszkadza, żeby status nowej KRS został oceniony przez TSUE z perspektywy prawa europejskiego.

Czyli w sytuacji, gdyby TSUE orzekł, że nowo utworzona KRS nie spełnia wymogów prawa europejskiego, to ustawodawca powinien doprowadzić do zmiany ustawy o KRS, aby nie było wątpliwości, że powołania sędziowskie, a w rezultacie sądy w Polsce, spełniają standardy unijne.

Czyli TSUE nie odbierze żadnej kompetencji naszemu TK?

Naturalnie. Ten wyrok TK – jeśli w ogóle to jest wyrok – to w tym zakresie wyrok afirmatywny, potwierdzający zgodność z konstytucją. Natomiast funkcjonowanie w obrębie UE wymaga zgodności przepisów z prawem unijnym.

Niektórzy politycy i media często podnoszą argument, że konstytucja stoi lub powinna stać ponad prawem unijnym.

Jeśli chce się być w UE, trzeba respektować wartości i standardy europejskie. Konflikt między konstytucją a prawem europejskim może się oczywiście pojawić. Mówił o tym polski TK w orzeczeniu, w którym oceniał zgodność traktatów z polską konstytucją. Jak stwierdził TK byłby to jednak niezwykle wyjątkowy przypadek, ponieważ oba porządki – polski, konstytucyjny i europejski, są oparte na tych samych wartościach.

Jeśli dojdzie do sytuacji, w której przepis konstytucyjny jest jaskrawo z sprzeczny z prawem unijnym, i nie da się tej niezgodności usunąć w wyniku wykładni, to jeśli państwo chce dalej funkcjonować w ramach UE, musi zmienić konstytucję. Ale to są, jak podkreślam, sytuacje dość rzadkie. Znane są jednak takie przypadki.

W Niemczech konstytucja została zmieniona pod wpływem wyroku ETS w głośnej sprawie Tanji Kreil. W niemieckiej ustawie zasadniczej funkcjonował przepis, który wykluczał możliwość służenia w Bundeswehrze kobietom, gdy w grę wchodziło użycie broni. ETS uznał, że taki przepis narusza prawo UE. I pod wpływem tego wyroku przepis niemieckiej Ustawy Zasadniczej zmieniono.

W Polsce zresztą też raz zmieniliśmy konstytucję pod wpływem prawa UE, żeby móc wprowadzić Europejski Nakaz Aresztowania. TK uznał za niezgodny z konstytucją przepis ustawowy, który włączał do Polski mechanizm europejskiego nakazu aresztowania, ponieważ konstytucja explicite wykluczała ekstradycję obywatela polskiego. Nie było wówczas wątpliwości, żeby zadecydować o stosownej nowelizacji konstytucji.

Czy zatem spór jest do rozwiązania, o ile taka jest wola polityków?

Oczywiście. Jeżeli ktoś się uprze i chce wykazywać wyższość konstytucji nad prawem UE to, oczywiście, jest to możliwe. Ale wtedy trzeba zastosować mechanizm z art. 50 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli rozpocząć procedurę wystąpienia z Unii Europejskiej.

Jeśli się uda zabić niezależny wymiar sprawiedliwości, to kto zabroni PiS napisać identyczną ustawę o zawodzie dziennikarza, lekarza czy nauczyciela i zapisać w niej, że prawo do wykonywania zawodu traci każdy, kto skrytykuje „konstytucyjne organy państwa”?

Tysiące ludzi protestowało przeciw zmianom w prawie o ustroju sądów powszechnych. Zmianom, które, jeśli wejdą w życie, praktycznie zlikwidują niezależne sądownictwo w Polsce, podporządkują sądy, w tym Najwyższy, specjalnym komisjom powoływanym przez polityków i umożliwią prokuratorom ściganie sędziów i „opiniowanie”, czy powinni orzekać.

Umożliwią także podobne uderzenie (w niedalekiej przyszłości) w inne zawody, krytykujące władzę, a nawet strajkujące przeciw niej. Bo jeśli się uda zabić niezależny wymiar sprawiedliwości, to kto zabroni PiS napisać identyczną ustawę o zawodzie dziennikarza, lekarza czy nauczyciela i zapisać w niej, że prawo do wykonywania zawodu traci każdy, kto skrytykuje „konstytucyjne organy państwa”? Czyli rząd?

Wielu krytyków PiS, w tym ja, spodziewało się takiego obrotu sprawy, niektórzy jednak sądzili, że partia Kaczyńskiego wstrzyma się z takimi pomysłami na czas kampanii prezydenckiej, nie chcąc mobilizować elektoratu opozycji. Nie wstrzymała się. To oznacza, że Jarosław Kaczyński jest tak pewny siebie lub tak zdesperowany, że – zupełnie jawnie – ma w nosie obywateli, opinię publiczną, komentatorów, politycznych konkurentów, konstytucję, gremia międzynarodowe, Parlament Europejski, który we wtorek 17 grudnia debatował o praworządności w Polsce.

Uchwalenie tego prawa oznacza wyjście Polski z Unii Europejskiej, ponieważ przewiduje ono ściganie sędziów za wykonywanie wyroku TSUE dotyczącego KRS (każdy, kto zapyta, czy wyrok wydany przez sędziów, w których skład wchodził bezprawnie wybrany sędzia z pisowskiej KRS będzie miał nieprzyjemności – zresztą nie „będzie miał”, tylko „ma”, bo to już się dzieje). A każdy kraj, który nie wykonuje wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, wylatuje z Unii.

Słyszałam dziś komentatorów mówiących, że „jeśli PiS się nie opamięta, wylecimy z Unii”. Zadumałam się nad tą nadzieją niektórych, że „PiS się opamięta” bo ja, w przeciwieństwie do wielu moich kolegów po fachu uważam od jakiegoś czasu, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii i że to jest jego świadomie i konsekwentnie realizowanym celem. Nie nazywa tego tak i nie nazwie, będzie zaprzeczał do końca, że to robi, nie zrobi tego formalnie, jak rząd brytyjski (a więc bez oficjalnego polexitu), ponieważ członkostwo w UE cieszy się dużym poparciem Polaków – niemniej to właśnie zrobi. Nie będzie nas w UE, bez względu na to, czy odbędzie się formalny polexit, czy nie.

To gotowanie żaby znamy przecież od początku rządów PiS, zaczęło się wtedy i trwa – po sędziach, i tego też jestem pewna, przyjdzie kolej na dziennikarzy, a potem na innych.

Celem PiS nie jest Polska w UE, tylko na Wschodzie, w strefie wpływów Rosji. Na to właśnie wskazuje wieloletnie, konsekwentne postępowanie tej partii. Słowa zaprzeczają, ale wobec takich czynów, takich faktów, słowa są bez znaczenia, stanowią tylko zasłonę dymną. To już się dzieje, to już trwa i jeśli pozwolimy PiS zniszczyć sędziów, już po nas.