Brexit, 31.03.2019

 

Dlaczego Wielka Brytania nie potrafi wyjść z Unii Europejskiej?

Cezary Michalski

CEZARY MICHALSKI

29 marca 2019, w dniu, który miał być definitywnym terminem wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Zamiast brexitu mieliśmy głosowanie, w którym większość parlamentarzystów po raz trzeci odrzuciła umowę rozstaniową przez dwa lata żmudnie negocjowaną przez rząd premier Theresy May i Unię Europejską. Rozwód z umową to jeden ze scenariuszy brexitu. Drugim jest wyjście bez umowy. Problem w tym, że oba okazały się niemożliwe. Dlaczego?

Teraz nie ma już wątpliwości, że ta umowa jest martwa. Jak powiedziała jedna z jej obdarzonych angielskim poczuciem humoru przeciwniczek, posłanka Angela Smith z grupy posłów niezależnych, „umowa jest martwa jak papuga ze skeczu Monty Python”. A pani premier próbując po raz kolejny wepchnąć ją Anglikom jako żywą jest tak samo przekonująca jak sprzedawca ze sklepu zoologicznego, który o sprzedanej przez siebie naiwnemu klientowi martwej papudze mówił, że „ona tylko śpi zmęczona długim wrzaskiem”. A żeby klient nie zorientował się, że kupił ptasie zwłoki, przybił łapki papugi do żerdzi małymi gwoździami, które niestety odpadły.

Przepraszam za to przydługie cytowanie znanego dowcipu, ale taka jest właśnie dzisiaj atmosfera na Wyspach. Po wielu tygodniach bezsilnej złości na własne polityczne elity pojawił się humor, oczywiście czarny.

Dlaczego jednak Wielka Brytania nie potrafi opuścić UE?Ani z umową, ani bez umowy, bo każde rozwiązanie jest konsekwentnie odrzucane przez tę czy inną większość w Izbie Gmin. Nie można za to zbudować żadnej większości dla jakiegokolwiek rozwiązania pozytywnego, łącznie z brexitem bez umowy, o ile ktoś jest w stanie uznać go za rozwiązanie pozytywne.

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, nawet jeśli zagłusza ją kakofonia odgrywana przez różne lobbystyczne orkiestry na Wyspach. Jeśli chciało się zrealizować wynik referendum z 2016 roku, w którym 51,89 procent Brytyjczyków opowiedziało się za opuszczeniem UE, a 48,11 procent za pozostaniem, można to było zrobić wyłącznie na dwa sposoby. Z umową wynegocjowaną z UE, która pozwalałaby zminimalizować polityczne, społeczne i gospodarcze ryzyka wynikające z brexitu albo bez umowy.

Dlaczego niemożliwy jest brexit z umową?

Theresa May zrobiła wiele, żeby zrealizować pierwszy scenariusz. Udało jej się wynegocjować umowę, którą zatwierdziło wszystkie 27 krajów członkowskich UE. Umowa, gdyby została zaakceptowana przez brytyjski parlament, minimalizowałaby trzy najważniejsze ryzyka związane z Brexitem.

Po pierwsze ryzyko ekonomiczne. Zakładała bowiem pozostanie przez Wielką Brytanię w ścisłych związkach z UE. Zarówno w obszarze regulacji celnych (brytyjska gospodarka przez kilkadziesiąt lat obecności w UE dopasowała się do całej gospodarki unijnej, więc bezcłowa wymiana z innymi krajami Wspólnoty jej nie zagrażała, podczas gdy wprowadzenie ceł może ją zdestabilizować), w obszarze regulacji finansowych (jeśli londyńskie City po brexicie chciałoby obracać miliardami z obszaru UE, musiałoby nadal powstrzymywać się od wielu najbardziej toksycznych operacji i spekulacji), w obszarze regulacji podatkowych (Wielka Brytania w przypadku zaakceptowania umowy zgadzała się nie zostać po brexicie rajem podatkowym, który wysysałby kapitały z kontynentu).

Drugi obszar, w którym umowa Theresy May z UE ograniczała ryzyka wynikające z brexitu to polityka migracyjna. Umowa gwarantowała bowiem dalszą równość praw obywateli krajów UE na Wyspach i Brytyjczyków w UE. Chodziło tu o parę milionów ludzi w każdą stronę. O zagwarantowanie im wszystkim analogicznych praw do pracy oraz do benefitów z pracy wynikających (ubezpieczenia społeczne i zdrowotne), a także utrzymanie w obie strony praktycznie niezakłóconego ruchu granicznego.

Wreszcie trzecia sprawa, którą rozwiązywała umowa wynegocjowana przez Theresę May, to problem granicy pomiędzy Irlandią i Irlandią Północną. Ostatecznym końcem terroru i wojny domowej w Irlandii Północnej było tzw. „Porozumienie Wielkopiątkowe” zawarte 10 kwietnia 1998 roku przez rządy Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale zaakceptowane też przez północnoirlandzkich katolików i protestantów. Było ono możliwe wyłącznie dzięki obecności zarówno Irlandii jak też Wielkiej Brytanii w UE. Zakładało bowiem faktyczne otwarcie granicy pomiędzy Irlandią Północną i Republiką Irlandii (co pozwoliło spacyfikować proirlandzkich katolików), jak też zachowanie otwartej granicy pomiędzy Północną Irlandią a Wielką Brytanią (co uspokajało probrytyjskich protestantów). W momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE jedną z tych granic należałoby zamknąć, co sprawiłoby, że albo katolicy, albo protestanci wykopaliby swoje zapasy broni palnej i semtexu (bardzo efektywnego i trudnego do wykrycia materiału do budowy wygodnych małych bomb świetnie nadających się do detonacji w samolocie czy w metrze, zwanego potocznie „czeskim plastikiem”, bo terrorystom wszystkich krajów dostarczała go przez lata miłująca pokój socjalistyczna Czechosłowacja).

Umowa pani May z Unią Europejską zawierała tzw. backstop pozwalający zachować obie granice otwarte na okres, którego końca na wszelki wypadek nie precyzowała w ogóle. Oczywiście irlandzki backstop był możliwy do wprowadzenia wyłącznie wraz z zachowaniem unii celnej i innych regulacji łączących Wielką Brytanię z UE po brexicie. Inaczej twarda granica celna pomiędzy Wspólnotą i Zjednoczonym Królestwem zawierałaby jedną tylko absurdalną dziurę, przez którą mógłby być prowadzony przemyt na totalną skalę wywracający w ogóle ideę istnienia odrębnej gospodarki brytyjskiej i unijnej.

Umowa – dziś już martwa jak papuga ze skeczu Monty Pythona – była fajna do tego stopnia, że nawet pogodzeni z losem przeciwnicy brexitu (do których zalicza się także autor tego tekstu, ponieważ ma swoje „centra interesów” zarówno w UE, jak też w Wielkiej Brytanii, a mówiąc bardziej zrozumiale, jego żona przez połowę każdego roku pracuje na brytyjskim uniwersytecie), uważali ją za mniejsze zło. Natomiast odkrywała bardzo prostą prawdę, że brexit był błędem, zbrodnią na interesach Wielkiej Brytanii i Europy, a także zbrodnią na dużo skromniejszych i bardziej konkretnych interesach milionów Brytyjczyków i Europejczyków. Był błędem do tego stopnia, że aby zminimalizować jego siłę niszczącą należało podpisać umowę, która właściwie 90-procent efektów brexitu znosi. Już w czasie negocjowania umowy pojawił się dowcip (znów mówimy tu o bardzo intelektualnym i nieco mrocznym humorze angielskim), że Theresa May musi przeprowadzić brexit formalny, ale jednocześnie stara się zrobić wszystko, aby Wielka Brytania faktycznie pozostała w Unii. Tymczasem Jarosław Kaczyński musi zachować formalną przynależność Polski do Unii (bo Polacy, a nawet wyborcy PiS w większości są euroentuzjastami), ale robi wszystko, żeby wyprowadzić Polskę ze Wspólnoty faktycznie – wychodząc z unijnej polityki praworządności, z unijnej polityki klimatycznej, z unijnej polityki obronnej, z unijnej polityki energetycznej itp., itd.

Oczywiście fakt, że aby zminimalizować koszty brexitu trzeba go wydrążyć, wypatroszyć i faktycznie pogrzebać, nie umknął uwadze ludzi, którzy brexit wymyślili, opłacili, zapewnili mu wsparcie na poziomie mediów. Kiedy ujawniono już treść umowy pomiędzy rządem Theresy May i Brukselą, ruszyli do boju zarówno najwięksi brytyjscy oligarchowie, którzy i tak produkcję mają poza Anglią, podatki płacą poza Anglią (jedni w Monako, inni w Azji albo na Karaibach), a Unię Europejską traktują jako jedynego liczącego się wroga, który ich może zmusić do podzielenia się swoimi zyskami, jak też ludzie Putina wciąż mszczącego się na Unii Europejskiej za Majdan, którzy mają w Wielkiej Brytanii sporo mediów i sporo zainwestowanych miliardów, z których część można wydać na lobbying. Nawet wygaszony już totalnie Nigel Farage, którego rosyjscy sponsorzy też uważają za błazna, znowu obudził się z milionami funtów na kampanię medialną i ogłosił, że zakłada „Partię Brexitu”, aby „Brexit nie został Anglikom ukradziony przez elity”.

Dlaczego niemożliwy jest brexit bez umowy

Także jednak brexit bez umowy jest dla Wielkiej Brytanii niemożliwy i trudno znaleźć dla niego większość w Izbie Gmin. Maksymalizuje bowiem te wszystkie ryzyka, przed którymi umowa Theresy May miała Wielką Brytanię obronić. Destabilizuje Zjednoczone Królestwo politycznie, gospodarczo, społecznie, narodowościowo. Na poziomie gospodarczym najlepiej pokazuje to ujawniony przez rząd „plan awaryjny” jednostronnego zniesienia części ceł w przypadku brexitu bez umowy. Zakłada on zachowanie części bezcłowej wymiany z UE w odniesieniu do potrzebnych Brytyjczykom produktów (choć nie wiadomo, z jakiego powodu miałaby się na to zgodzić Unia) oraz likwidację sporej części ceł na produkty spoza Unii, czyli głównie z Afryki i Azji, gdzie swoje fabryki mają także najwięksi sponsorzy brexitu.

Brytyjska Konfederacja Przemysłu (CBI) zrzeszające drobny i średni biznes wciąż jeszcze próbujący utrzymać produkcję na Wyspach, kiedy zobaczyła „plan awaryjny” zawyła. Jej przedstawiciele powiedzieli wprost, że po roku takich stawek celnych brytyjski rynek zostanie zalany przez tanie produkty z Afryki i Azji, a wszelka produkcja krajowa zostanie unicestwiona. Gdyż – jak już mówiliśmy – do otwartej celnej granicy z UE brytyjski biznes dostosowywał się przez blisko pół wieku, a otwarcia granic celnych z Afryką i Azją po prostu nie przeżyje. Brexit bez umowy sprawi też, że brytyjskie firmy lub firmy międzynarodowe produkujące w Wielkiej Brytanii zrealizują swoje „plany B”. Zakładają one przeniesienie produkcji z Wielkiej Brytanii albo na kontynent, albo do Irlandii. Większość z tych firm sprzedaje swoje produkty w dużej części na rynek unijny, więc nie może sobie pozwolić na odcięcie od niego przez cła, które powrócą po brexicie bez umowy.

Kolejną konsekwencją brexitu bez umowy jest oczywiście destabilizacja sytuacji w Irlandii Północnej, według schematu, który już przedstawiłem. Także Szkoci zapowiedzieli kolejne referendum niepodległościowe, kiedy bowiem w poprzednim decydowali się na pozostanie w Wielkiej Brytanii, nie mieli pojęcia, że będzie to oznaczało wyjście Szkocji z UE. Teraz wynik może być inny, gdyż zdecydowana większość Szkotów była i jest za pozostaniem w Unii.

Wszystko to sprawia, że żadna większość w brytyjskim parlamencie nie ośmiela się także otwarcie poprzeć brexitu „twardego”. Jego zwolennicy są tam obecni, ale większość z nich zadowala się torpedowaniem wszystkich innych rozwiązań. Wiedząc, że w przypadku braku jakiejkolwiek decyzji najbardziej prawdopodobny jest właśnie brexit bez umowy. Tyle że także on nie zostanie zrealizowany na zasadzie jakiegokolwiek świadomego wyboru klasy politycznej. Będzie raczej wyglądał jak fatalistyczne uderzenie w górę lodową przez dryfujący transatlantyk, którego załoga jest pijana i pokłócona, a okrętowa orkiestra do samego końca gra prastary imperialny hymn mówiący o „Panowaniu Brytanii nad falami”.

newsweek.pl

 

Minister finansów Teresa Czerwińska odejdzie z rządu. Jest scenariusz

RENATA GROCHAL, RADOSŁAW OMACHEL

Kryzys w resorcie finansów to nie jest zwykły konflikt personalny tylko fundamentalny spór o to, czy Polska wkroczy na drogę grecką. Minister Teresa Czerwińska nie chce być tylko posłuszną księgową i dlatego – jak ustalił „Newsweek” – jednak odejdzie z rządu.

– W PiS wszyscy mają dość Czerwińskiej. Nie znam nikogo, kto by jej bronił. Wydawała się lojalną, spokojną kobietą, dlatego została ministrem, ale dziś tego żałujemy – mówi bez ogródek ważny polityk Zjednoczonej Prawicy. Jak ustalił „Newsweek”, Czerwińska w najbliższych tygodniach pożegna się ze stanowiskiem. Powodem mają być wyborcze obietnice PiS, czyli tzw. piątka Kaczyńskiego, której – zdaniem minister finansów – nie da się sfinansować w przyszłym roku. Spór o wydatki od kilku tygodni toczył się za kulisami rządu, aż w ostatnich dniach prawicowy portal poinformował, że minister już miała się podać do dymisji, ale nie przyjął jej premier. W PiS panuje przekonanie, że to sama Czerwińska stoi za przeciekami do mediów.

– Jeśli Teresa będzie kolejne tygodnie hamletyzować i pokazywać, jak bardzo PiS jej wykręca ręce, to zapłacimy za to cenę w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Trzeba to przeciąć – mówi bliski współpracownik premiera. Według naszych informacji odejście Czerwińskiej to ma być aksamitny rozwód, żeby nie wyglądało to jak rozdzieranie szat przeciwko „piątce Kaczyńskiego”. Czerwińska ma odejść w ramach szerszej rekonstrukcji wraz z ministrami, którzy startują do europarlamentu. I ma być polską kandydatką do jednej z międzynarodowych instytucji.

Najnowszy scenariusz zakłada, że rekonstrukcja odbędzie się jeszcze w kwietniu, by PiS mogło w eurowyborach liczyć na premię „za odświeżenie gabinetu”. Spekulowano, że resort finansów może objąć sam premier, jednak według naszych informacji ministrem zostanie najprawdopodobniej Leszek Skiba, dotychczasowy podsekretarz stanu. Ma on bardzo dobre notowania u Morawieckiego i jest związany z Instytutem Sobieskiego, prawicowym think-tankiem.

Dziewczyna z charakterem

Jest poniedziałkowy poranek w ubiegłym tygodniu. Na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie za chwilę rozpocznie się wykład szefowej resortu finansów na konferencji dotyczącej planowania budżetu państwa, zebrała się spora grupa studentów, naukowców i dziennikarzy. Pani minister idzie spokojnym krokiem w nienagannie skrojonej marynarce i dobranym pod kolor naszyjniku. Na uczelni czuje się jak w domu. Od kilku lat (nawet po wejściu do rządu) prowadzi tu wykłady, seminaria magisterskie i doktorskie. Jest doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych. Specjalizuje się w rynkach finansowych i finansach publicznych.

Profesor Alojzy Z. Nowak, dziekan Wydziału Zarządzania, mówi, że Czerwińska wie, czego chce i do tego dąży. Gdy chciała się przenieść z Uniwersytetu Gdańskiego do Warszawy, sama do niego przyjechała i w ciągu kilku minut – w drodze z wydziału na parking – przekonała, by ją zatrudnił.

– Śmieję się, że to jej zajęło jakieś dwieście metrów. Znałem ją z publikacji. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Przekonała mnie silną osobowością i logiką myślenia, charakteryzującą osoby, które znają swoją wartość, mają pasję i poglądy, których się trzymają. Taka jest Teresa – podkreśla Nowak.

Na pytanie dziennikarzy, czy to prawda, że złożyła dymisję, Czerwińska odpowiada – parafrazując Marka Twaina – że pogłoski o jej dymisji są mocno przesadzone i że premier zabrał głos w tej sprawie, więc temat jest zamknięty. Jednak jej wykład dotyczący konstruowania budżetu państwa trudno odebrać inaczej niż jako krytykę rozdętych obietnic socjalnych PiS i wielkie ostrzeżenie. Czerwińska mówi, że „decyzje budżetowe muszą być wypadkową oczekiwań i możliwości”. „Są wyznaczane nie tylko przez sytuację bieżącą, ale muszą uwzględniać także cykl koniunkturalny, prognozy i ryzyka, które mają wpływ na trendy w gospodarce, a także prawa i dobrobyt przyszłych pokoleń”. Minister podkreśla, iż wszystko na to wskazuje, że szczyt koniunktury gospodarczej przypadł na 2018 rok. W kolejnych miesiącach deficyt budżetowy będzie rosnąć, a wpływy z podatku VAT będą mniejsze. Przestrzega, że „prowadzenie odpowiedzialnej polityki budżetowej wymaga przyjęcia perspektywy planowania daleko wykraczającej poza jeden rok budżetowy”.

To samo mówiła na posiedzeniu rządu kilka tygodni wcześniej – tuż po ogłoszeniu tzw. piątki Kaczyńskiego, czyli m.in. 500 plus już na pierwsze dziecko i trzynastki dla emerytów. W PiS krąży nawet dowcip, że gdy Kaczyński ogłaszał hojne prezenty socjalne, słychać było sygnał karetki. I że ta karetka jechała właśnie po minister Czerwińską, która zasłabła, bo policzyła, jakie będą koszty tych obietnic dla budżetu.

Jak ustalił „Newsweek”, po wystąpieniu Kaczyńskiego, doszło do ostrej rozmowy między minister finansów, a premierem. – Teresa wiedziała, że w roku wyborczym będą jakieś obietnice, ale spodziewała się, że ich koszt sięgnie 20 miliardów złotych, a nie 40 mld. Zagroziła, że albo premier znajdzie na to pieniądze, albo ona podaje się do dymisji. I poszła na zwolnienie lekarskie – opowiada współpracownik premiera.

newsweek.pl

 

STAN GRY: Fijołek: Oba bloki grają na przeczekanie, będzie pewnie remis ze wskazaniem na PiS, Zandberg: PiS rządzi przez Kopacz, Trzaskowski: Episkopat jak PiSowska propaganda

— PLATFORMA PUBLIKUJE SPOT ZDERZAJĄCY ZALEWSKĄ Z OCHOJSKĄ JAKO ILUSTRACJĘ TEZY O WIELKIM WYBORZE POLAKÓWhttp://300polityka.pl/news/2019/03/30/w-najnowszym-spocie-koalicja-europejska-zderza-ochojska-z-zalewska-czy-widzisz-roznice-miedzy-kandydatkami-przed-nami-wielki-wybor/

— POLITYK PIS: TO JEST PRECYZYJNIE PRZEBADANE, KOMENTATORZY POZYTYWNIE O PIĄTCE PLUS PIS WOKÓŁ WOLNOŚCI INTERNETU PRZECIW ACTA2 – SIĘGAJĄ PO MŁODY ELEKTORAT: http://300polityka.pl/live/2019/03/30/sroczynski-obietnica-rozwodnienia-acta2-to-celny-strzal-pis-wigura-pis-skutecznie-zapunktowal-poszukuje-mlodych-wyborcow-polityk-pis-na-offie-z-badan-wynika-ze-temat-tzw-acta2-interesuje-mlody/

— PREMIER DO YOUTUBERÓW, KACZYŃSKI O JAK NAJMNIEJ SZKODLIWEJ IMPLEMENTACJI ACTA2, SCHETYNA O WOTUM NIEUFNOŚCI DLA ZALEWSKIEJ, KOSINIAK O UE W KONSTYTUCJI – POLITYCZNA SOBOTA LIVE: http://300polityka.pl/live/2019/03/30/

— BĘDZIE RACZEJ REMIS ZE WSKAZANIEM NA STRONĘ PIS – DWA BLOKI GRAJĄ NA PRZECZEKANIE – MARCIN FIJOŁEK: “Oba największe bloki grają więc dziś na pewnego rodzaju przeczekanie, nie wychylając się zanadto, nie ryzykując zbyt wiele – pozwoli to zapewne dowieźć do majowych wyborów remis ze wskazaniem (stawiam, że na stronę PiS) i trochę jak przy wyborach samorządowych odtrąbić sukces niemal wszystkim uczestnikom tych wyborów. A później? A później to się zobaczy: czy frekwencja faktycznie będzie wyższa niż zazwyczaj (i jak to się przełoży na wynik), czy Kukiz‘15 i Wiosna są w stanie ugrać coś więcej niż otarcie się o próg wyborczy, czy presja na PSL, by nie szli jesienią samodzielnie będzie udana, czy w PiS wytrzymają napięcie i utrzymają dzisiejszy, stonowany kurs, który Jarosław Kaczyński określił „odrzuceniem zasady >>co w sercu, to na języku<<, bo ona czasem bardzo w polityce przeszkadza”.

— DECYDUJĄCA ROZGRYWKA DOPIERO PO WAKACJACH – DALEJ FIJOŁEK: “Decydująca rozgrywka rozpocznie się więc najpewniej tuż po wakacjach, co nie znaczy, że i dzisiejsze błędy, sukcesy czy wpadki nie będą mieć na nią wpływu. Trochę jak w futbolu; nawet jeśli gra na 0:0 przeciąga się długie minuty, gol czasem wpada i otwiera mecz. Najwyżej spotkanie rozstrzygną niuanse, szczegóły, a może i przypadek – jak w rzutach karnych”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/440222-na-dwa-miesiace-przed-wyborami-do-pe-mamy-gre-na-00

— ADRIAN ZANDBERG O ANACHRONICZNYCH LIBERAŁACH – mówi w rozmowie z Donattą Subbotko w GW: “Mnie dziwi takie myślenie – jakby ciągle był początek lat 90., a Polska była bankrutem. Mamy jedną z najszybciej rosnących gospodarek w UE i stabilną relację między dochodem a długiem publicznym. Jest przestrzeń, żeby budować nowoczesne państwo dobrobytu. Na tym archaicznym myśleniu przejechali się polscy liberałowie. W 2015, kiedy PiS doszedł do władzy, wychodzili Leszek Balcerowicz czy Grzegorz Schetyna i mówili: nie da się. 500 plus się nie da, minimalnej stawki godzinowej się nie da, bo gospodarka się posypie. Na mnie patrzono z niedowierzaniem, gdy mówiłem, że podniesienie płacy minimalnej będzie dobre dla popytu. Jest rok 2019 i jesteśmy na takim etapie, że czas różne sprawy uporządkować. Uruchomić budownictwo komunalne, wprowadzić nowoczesny system bezpieczeństwa socjalnego”.

— POLSKA PRAWICA MÓWI O PATRIOTYZMIE A POLSKĘ BRONILI ROBOTNICY – DALEJ ZANDBERG: “Cóż, polska prawica zwykle jest pierwsza do tego, żeby krzyczeć o patriotyzmie. Natomiast kiedy przychodzi co do czego, jak w 1939, to okazuje się, że Warszawy bronią robotnicze bataliony zorganizowane przez PPS, a ci, którzy mieli usta pełne narodu, uciekają przez Zaleszczyki za granicę”.

— PIS RZĄDZI PRZEZ EWĘ KOPACZ, KTÓRA MÓWIŁA, ŻEBY NIE MARNOWAĆ GŁOSU NA MAŁYCH- dalej Zandberg: “PiS rządzi raczej przez Ewę Kopacz. To ona w ostatnich dniach przed wyborami w 2015 powiedziała, żeby nie marnować głosów na mniejsze partie, które mogą nie wejść do parlamentu, tylko głosować na Platformę, czym zepchnęła SLD pod próg. Te pół procent, które zabrakło SLD, to wyborcy, którzy poszli za PO. Wbrew legendzie mieliśmy niewielu wyborców, którzy przypłynęli do nas z SLD. Myślę też, że trzeba uczciwie patrzeć na bilans rządów PiS. Bo nie wszystko, co stało się pod ich rządami, jest złe”.

— ARŁUKOWICZ I NOWACKA PRZETRAWIENI PRZEZ MACHINĘ – DALEJ ZANDBERG: “Dlaczego uważam, że to jednak blok liberalny? Bo jeśli jedna duża partia podporządkuje sobie mniejsze, rozdaje im miejsca z łaski i niełaski, to ci ludzie nie mają żadnej pozycji negocjacyjnej, żeby cokolwiek wywalczyć. Efekt jest taki, że jeśli dojdą do władzy, to realne rządy będzie sprawowała dokładnie ta formacja co przed 2015 r. Pamiętam Bartka Arłukowicza jako zaangażowanego lewicowego lekarza – dziś został wchłonięty przez tę machinę, przetrawiony. Platforma ma w tym doświadczenie. Baśka Nowacka też już jakoś nie mówi o prawie do przerywania ciąży”.

— ZANDBERG O ALEKSANDRZE MAŁACHOWSKIM, KTÓRY GO UKSZTAŁTOWAŁ I DZIECIŃSTWIE W DANII: “Aleksander Małachowski ma mnie na sumieniu. Po rozwodzie rodziców mieszkałem z mamą i babcią, która lubiła oglądać obrady Sejmu, a ja to chłonąłem przy okazji. Małachowski, Bugaj – to byli świetni mówcy. I cóż, jeżeli chodzi o preferencje wyborcze, nie odbiegłem daleko od tego, w czym wzrastałem. W domu głosowało się na Solidarność Pracy, później Unię Pracy. To pewnie wynik kilkunastu lat przemieszkanych w Danii. Rodzice zobaczyli, że możliwe jest społeczeństwo, w którym da się bogacić i dbać o socjal, nie spychać z łódki najsłabszych. Tata wyjechał w 1969, na początku studiów. Zerwał się, gdy był na wakacjach. Mama w latach 70. Poznali się wcześniej w Polsce, ale tam się zeszli po latach. Mieszkali najpierw na południu, w Nstved na Zelandii, a później w Aalborgu – to port na północy Jutlandii, gdzie się urodziłem”.
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24598193,zandberg-polke-z-dzielami-marksa-stojaca-za-biurkiem-jacka.html

— DZIWISZ W SZAFIE – GW: “Wszystkie informacje o skandalach były kierowane do Jana Pawła II. Jeśli nie docierały, to musiał je blokować ktoś najbliższy”.
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24597907,stanislaw-dziwisz-przekazywal-janowi-pawlowi-ii-to-co.html

— EPISKOPAT WPISUJE SIĘ W TEZY PISOWSKIEJ PROPAGANDY – RAFAŁ TRZASKOWSKI w rozmowie z Andrzejem Gajcym: “Mam duży szacunek dla tradycji i dla Kościoła. Natomiast, gdy widzę, jak Episkopat wpisuje się w tezy pisowskiej propagandy to, jako katolik, odbieram to boleśnie”.

— KARTA TO CZĘŚĆ POMOCY DLA WSZYSTKICH SŁABSZYCH I SPYCHANYCH NA MARGINES – DALEJ TRZASKOWSKI: “Mówiłem hierarchom o tym, że nie zamierzam wprowadzać żadnej rewolucji światopoglądowej, czy seksualnej. Jeszcze raz powtórzę: karta jest elementem szerszego programu, który skupia się na pomaganiu wszystkim tym, którzy są dzisiaj słabsi i spychani na margines państwa. Mówię o osobach z niepełnosprawnościami, seniorach, osobach wychodzących z bezdomności, wszystkich, którzy mają inne poglądy i wyznają inną religię, czy mają inny kolor skóry. Osoby homoseksualne są tylko jedną z mniejszości, której staram się pomóc. W sprawie tych wszystkich grup podjąłem szereg działań. O tym jakoś ani Episkopat, ani PiS ze mną nie chcą rozmawiać. Ubolewam nad tym, bowiem wszyscy wiedzą, że PiS robi to z pobudek czysto politycznych, by ponownie straszyć oraz dzielić Polaków. Co do populistów i cyników nie mam żadnych złudzeń. Od Kościoła katolickiego oczekiwałbym natomiast, aby stał na straży wszystkich mniejszości, wszystkich słabszych i zapomnianych”.

— TRZASKOWSKI USPOKAJA WS PLANU NA BULWARY: “Zapewniam, że ta część bulwarów zachowa swój charakter. Trzeba jednak to robić w porozumieniu z mieszkańcami. Musimy rozmawiać o poziomie hałasu, o sprzątaniu czy bezpieczeństwie. Na razie do właścicieli klubów zostały wysłane założenia do dyskusji. Zawsze byłem zwolennikiem tego by usiąść do stołu i rozmawiać. Właśnie do tego doprowadziliśmy w ubiegłym tygodniu. Natomiast ja nie mogę zagwarantować dzisiejszym ajentom, że będą w tym miejscu po wsze czasy. Musimy zorganizować przejrzyste konkursy. Ci, którzy mają doświadczenie mają szanse by dalej zarządzać tym miejscem. Zapewniam i uspokajam, że zrobimy wszystko, by ta część bulwarów dalej zachowała swój klimat. Dalej to będzie miejsce, gdzie będzie można odpocząć, odprężyć się i bawić. Kilka miesięcy temu osobiście podjąłem decyzje, że ten fragment bulwarów będzie wyglądał tak jak dotychczas”.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rafal-trzaskowski-jestem-katolikiem-a-nie-zadnym-antyklerykalem-wywiad/bdjfknk

— ADAM JARUBAS O STRASZENIU GEJAMI: “Dziwi mnie to o tyle, że geje i lesbijki nie są dziś głównym problemem Europy, ani Polski. To jest socjotechniczna wrzutka, która służy do straszenia Polaków jakąś rewolucją kulturową. PiS od dawna cynicznie stosuje takie zagrywki. Kiedyś straszył uchodźcami, a dziś straszy gejami i lesbijkami. Muszą w warstwie ideowej mieć jakieś straszydło i uznali, że ten temat idealnie im się nadał”.
https://kielce.onet.pl/adam-jarubas-psl-pis-straszy-polakow-gejami-i-lesbijkami-wywiad/eghkcx4

— RAFAŁ DUTKIEWICZ MÓWI ELIZIE OLCZYK O WSPÓŁPRACY Z RZĄDAMI: “Dobrze mi się współpracowało z pierwszym rządem PiS, a z niektórymi ministrami rządu Platformy trudno się było dogadać. Ale co miałem załatwić dla Wrocławia, to zawsze załatwiałem”.
https://www.rp.pl/Plus-Minus/303289919-Rafal-Dutkiewicz-Polityka-samorzadowa-to-czysty-konkret.html&cid=44&template=restricted

— ANDRZEJ KUBLIK SZYDZI Z PROPOZYCJI TCHÓRZEWSKIEGO – w GW: “Takiego eksperymentu, jak szykuje minister Krzysztof Tchórzewski, nie było jeszcze w dziejach światowej motoryzacji. Można mieć tylko nadzieję, że przekona prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, by zobowiązał urzędników i menedżerów awansowanych za rządów tej partii, aby wekslami zobowiązali się do zakupu tych wirtualnych polskich aut na prąd z wirtualnej na razie fabryki. To jedyna szansa na zmniejszenie strat, jakie podatnikom mogą przynieść takie mrzonki, jak po kopnięciu prądem”.
http://wyborcza.pl/7,155290,24597686,elektromobilny-odlot-rzadu-pis.html

— TYTUŁ W SE: CIMOSZEWICZ TŁUMACZY DLACZEGO ZDEWASTOWAŁ LEŚNICZÓWKĘ: https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/wlodzimierz-cimoszewicz-zdewastowal-lesniczowke-super-express-ujawnia-aa-v8ez-AUZ1-p8Bb.html

— SE O TWEECIE SIEDZĘ W SAMOLOCIEhttps://www.se.pl/wiadomosci/polityka/posel-w-samolocie-internauci-turlaja-sie-ze-smiechu-aa-1P5N-5rr6-M3aM.html

— URODZINY: Mieczysław Kasprzak, Artur Zawisza, W NIEDZIELĘ: Tomasz Poręba, Justyna Dobrosz-Oracz, Anna Paluch, Elżbieta Jaworowicz.

300polityka.pl

Reklamy
%d blogerów lubi to: