Tag Archives: Waldemar Kuczyński

Kaczyński straszy, aby PiS w drugiej kadencji mógł zaprowadzić katolicki szariat

18 Maj

„Ładnie się musi palić, żeby iść już w takie bzdury totalne… To już jest walenie na oślep. Raz weszło straszenie uchodźcami, to pójdziemy jeszcze raz. Mam złą wiadomość: ten temat już wygasł” – skomentował jeden z internatów powrót prezesa PiS do retoryki sprzed prawie czterech lat. Na konwencji w Łodzi Kaczyński znowu wywołał temat zagrożeń, które stanowią uchodźcy.

„Co się dzieje na zachód od naszych granic, to państwo wiecie. Nie chcę tego opowiadać, bo znów będą mówili, że mam jakieś uprzedzenia. A ja mówię po prostu o faktach. Faktach, którym się nie da zaprzeczyć” – twierdził Kaczyński. Jak zwykle – nie przytoczył ani jednego rzekomego faktu. Zapytał działaczy PiS zebranych w sali 4-gwiazdkowego hotelu w Łodzi: – „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Oczywiście, usłyszał chóralnie „Nie”.

Przypomnijmy – w 2015 r. Kaczyński w Sejmie podczas debaty na temat uchodźców stwierdził, że „W Szwecji są 54 strefy, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa”. Tę wypowiedź prostował ambasador tego kraju w Polsce, podkreślając na Twitterze: – „W Szwecji obowiązuje szwedzkie prawo”.

„Im się już naprawdę tematy do straszenia innych skończyły”; – „Znowu ta zdarta płyta… zieeeeew…. Ale swoją drogą to te sondaże na Nowogrodzkiej muszą być naprawdę dramatyczne”; – „Pan Jarek brzmi jak stara, zdarta płyta. Po raz kolejny usiłuje uczynić Polskę zakładnikiem swoich strachów i lęków. Ale to już nie działa:)”; – „Ten znowu ze swoimi wariactwami? Póki co nie grozi nam szariat, tylko mamy coraz bardziej katolickie państwo wyznaniowe” – komentowali internauci.

„Kaczyński ucieka od problemu kościelnej pedofili i straszy „strefami, gdzie rządzi szariat”! Panie Prezesie, w strefie bezkarności dla co najmniej 380 kościelnych pedofili rządzicie Wy. Macie ich na tacy! Są wymienieni w raporcie! Trzymacie nad nimi i ich szefami parasol ochronny!” – podsumował na Twitterze Michał Szczerba z PO.

Hierarchowie Kościoła katolickiego tuszowali przestępstwa pedofilii wśród księży. Jedną z postaci, która musi mierzyć się z takimi oskarżeniami, jest kardynał Stanisław Dziwisz. Duchowny do tej pory nie zabrał głosu w sprawie.

>>>

Waldemar Kuczyński wypowiedział się na temat pedofilii w Kościele katolickim w kontekście zbliżających się wyborów.

Z takim hasłem absolwenci I LO im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przywitali dziś abpa Matka Jędraszewskiego przed kościołem św. Michała Archanioła. Zapowiadany protest w artykule „Nauczyciele i absolwenci nie chcą, by abp Jędraszewski odprawił mszę z okazji 100-lecia szkoły”. Metropolita krakowski także uczył się w tym liceum.

Przemówienia protestujących słychać było w kościele. – „Wstydzimy się za Jędraszewskiego i za jego wypowiedzi: o konwencji antyprzemocowej, o in vitro, o raporcie fundacji „Nie lękajcie się”, o skazaniu George Pelle’a, o miłosierdziu wobec sprawców i zadośćuczynieniu ofiarom pedofilów w sułtanach. Powinien podać się do dymisji” – powiedziała jedna z organizatorek pikiety Maria Bąk-Ziółkowska.

„Oficjalne wypowiedzi abp Jędraszewskiego są bardzo krzywdzące dla wielu osób i grup społecznych, ale przede wszystkim stoją w sprzeczności z tymi wartościami, który wynieśliśmy z naszej szkoły. Nam, absolwentom, jest z tego powodu po prostu przykro” – stwierdziła absolwentka poznańskiego liceum Joanna Lorenz. – „Jako absolwentka „Marcinka” nie chcę, aby abp Jędraszewski mnie reprezentował. Razi mnie jego hipokryzja. Ale nie chcę o tym mówić. Myślę, że ostatni film braci Sekielskich mówi na ten temat wszystko” – dodała w rozmowie z onet.pl Jolanta Danielewicz.

Drzwi kościoła zostały zamknięte. Podczas kazania abp Jędraszewski nie odniósł się do trwającego przed świątynią protestu.

PiS liczy na dozgonną wdzięczność i zapewne jeszcze większe zaangażowanie duchownych w ich obie kampanie wyborcze, co przynieść powinno wymierny efekt po wyborach.

Miniony tydzień został zdominowany w Polsce przez film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Do chwili obecnej miał on 18 508 456 wyświetleń na youtube, jest newsem numer jeden we wszystkich mediach. Trudno się po nim otrząsnąć, trudno przejść obok, a jednak odnoszę wrażenie, że politycy PiS starają się ugrać na nim jak najwięcej. Starają się wykorzystać ogólnonarodowy szok, by rozegrać własną gierkę, odwrócić ten koszmar na swoją stronę.

Swoją reakcją wyraźnie przekazują kościołowi, że nie dadzą skrzywdzić tej instytucji. Zrobią wszystko, by odwrócić kota ogonem i wyciszyć emocje. Przekaz jest wyraźny i mówi „Bracie w sutannie! Głowa do góry. PiS nie zostawi ciebie w potrzebie. Nie da na pożarcie”. Przypominają więc na prawo i lewo o wprowadzonym przez siebie rejestrze osób, skazanych za przestępstwa seksualne, w tym i pedofilię. O tym, że obejmuje przestępstwa dokonane po 1 października 2017 roku, że dzieli się na część jawną i tajną, a w tej jawnej księży pedofilii brak, to już nawet nie wspominają. Marek Lisiński z Fundacji „Nie lękajcie się” jest przekonany, że ministerstwo „dzieli pedofilów na złych i dobrych, na równych i równiejszych”. Na pytanie, ilu księży zostało skazanych za gwałty lub molestowanie seksualne, odpowiedź pada krótka „Ustawa o z dnia 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (Dz. U. poz. 862 i 1948), na mocy, której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, nie przewiduje kategoryzowania sprawców według zawodu, czy wykonywanego zajęcia” i koniec tematu. Ważne, że jest rejestr, że można nim pomachać obywatelom przed oczami i pokazać dbałość PiS o ofiary tych przestępstw. A że w niczym on nie pomaga, to już mało istotne.

Jednocześnie, biegusiem politycy PiS wzięli się za poprawkę w prawie karnym, zaostrzając ostro kary za pedofilię. Co niektórzy dają się na to nabrać, ale wielu pyta, po co nowe prawo, jak stare nie było egzekwowane? Co w ogóle da podniesienie kary do 30 lat więzienia? Czy rzeczywiście księża pedofile mogą bać się najwyższego wyroku? PiS nie zamierza odpowiadać na te pytania, bo liczy się sam fakt. Zaostrzone prawo to kolejny wielki plus dla partii rządzącej, tak troskliwej, tak dbającej o dobro obywateli. O tym prezes i jego ludzie są przekonani i święcie wierzą, że ta inicjatywa poniesie ich do zwycięstwa w wyborach do europarlamentu i potem, naszych krajowych.

Warto też zwrócić uwagę na retorykę PiS w tej sprawie. Rzadko który z polityków tej partii odniesie się do księdza pedofila. Jeśli w ogóle zabierają głos to mówią o pedofilii bardzo ogólnie, wskazują na środowiska „pedofilolubne” czyli np. nauczycieli, a ksiądz pedofil ginie w gąszczu informacji. Staje się malutki i prawie niezauważalny. Ot, taki tam tyci wypadek przy pracy i nic więcej.

Oczywiście to podejście do pedofilii w kościele jest bardzo czytelne. PiS liczy na dozgonną wdzięczność i zapewne jeszcze większe zaangażowanie duchownych w ich obie kampanie wyborcze, co przynieść powinno wymierny efekt po wyborach. Można rozgrywać tragedię dzieci na swoją korzyść? Jak widać, można.

Ogólnopolska debata nad pedofilią w kościele ma jeszcze jeden plus dla PiS. To zasłona dymna, temat wiodący, który fantastycznie zakrywa to, czym Polacy powinni być szczególnie mocno zainteresowani. Gdzieś tam rozgrywa się los nauczycieli, których rządzący zamierzają wrzucić do korpusu służb cywilnych, co odbierze im prawo do strajku. Prawie nikt nie zwrócił uwagi na inicjatywę wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka, który z okazji Międzynarodowego Dnia Rodziny, przyznał medale i dyplomy osobom, podejmującym działania na rzecz walki z ideologią LGBT. Niewiele mówi się o najpoważniejszym kandydacie na nowego ministra MEN, Dariuszu Piontkowskim, który z ogromnym zapałem chroni dzieci przed ideologią homoseksualną. Ginie gdzieś temat Srebrnej, o SKOK-ach nawet nie wspomnę. Prawie niezauważalnie przeszło odwołanie przez stronę polską spotkania z urzędnikami Izraela, co zapewne pogorszy i tak już nie najlepsze stosunki między nami. Podobnie jak nie komentuje się kolejnej dotacji dla Telewizji Trwam w wysokości 1,5 mln zł, oczekiwania na wyrok TSUE w sprawie uchodźców, przyjacielskich relacji wodza narodu z panią prezes TK, obrona KRS przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i opowieści o „złodziejach w togach”, głodowe emerytury dla Polaków czy też wspólny marsz narodowców i rolników pod hasłem „Nie dla roszczeń żydowskich”.

Czy PiS-owi rzeczywiście uda się odwrócić uwagę obywateli od tego, co wyprawia? Czy rzeczywiście zasłona z filmu braci Sekielskich jest na tyle szczelna, że ukryje wszystko, o czym PiS głośno mówić nie chce? Przekonamy się już w następną niedzielę.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Reklamy

Prawo PiS wzmacnia ochronę pedofilów w Kościele katolickim

16 Maj

Prawniczka prof. Monika Płatek wypowiedziała się na temat zaostrzenia – przez polityków Prawa i Spraeidliwości – prawa karnego ws. przestępstw na tle seksualnym.

Duchowni Kościoła katolickiego są niemal bezkarni ws. przestępstw na tle seksualnym. Dobitnie lekceważące podejście instytucji państwa do przestępstw księży-pedofilów obrazują statystyki.

 „Czytam projekt zmian kk druk 3451. To jest oszustwo! To nie jest o pedofilii! Jest m.in. o kradzieży tablic sam., przestępstwach przeciw mieniu, bankowych, zmowach przetargowych, kradzieżach paliw, terroryzmie. Ziobro wykorzystuje sytuację. PiS nie czyta, co uchwala” – napisał na Twitterze Sławomir Nitras. Rzeczony druk sejmowy to zgłoszony przez PiS projekt zmian w Kodeksie karnym.

Wcześniej problem, o którym pisze poseł PO, sygnalizował też jeden z internautów: – Pilny projekt zmian w prawie karnym w zakresie pedofilii stwarza okazję do zmiany szeregu innych przepisów, które zostaną przepchnięte „przy okazji”. Ofc wiecie, że czekali z tym projektem akurat na taką chwilę, w której nikt nie będzie zwracał uwagi na pozostałe zmiany”.

„To jest bat na opozycję. Jeżeli są tam niekorzystne zmiany prawa, które nie mają związku z pedofilią i nie zagłosujecie za nimi, to jeszcze przed 26.05. mogą sprzedać narrację, że KE jest przeciw karaniu pedofilii” – „Proste, jak ktoś zaprotestuje, to przypiszą mu obronę pedofilów” – komentowali internauci.

W kolejnym wpisie poseł Nitras dodał: – „Marek Kuchciński łamie Regulamin Sejmu: – Zmiany kodeksów można procedować 14 dni po przedstawieniu posłom projektu. Dzisiaj przedstawiono projekt, który zmienia ponad 100 art. kodeksu karnego. Jutro Sejm go uchwali. Dostałem karę, gdy próbowałem marszałkowi to przypomnieć”.  – „To się w pale nie mieści – kara dla posła za to, że wskazuje na przepisy, które marszałek ordynarnie łamie! Już nie można mówić, że Polska to „państwo prawa”. Co najwyżej to „państwo Prawa i Sprawiedliwości. Prywatne”!” – podsumował jeden z internautów.

„Mieliśmy już maczugę antysemityzmu, nazizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, teraz wyciągnięto maczugę pedofilii” – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. T. Rydzyk, dyrektor Radia Maryja – komentując dokument braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Redemptorysta uważa, że mamy teraz do czynienia ze zorganizowanymi działaniami wcześniej przetestowanymi już za granicą.

Stwierdził jednocześnie, że co prawda to nie usprawiedliwia niczego, ale odsetek księży wśród pedofilów „jest nikły”.

Tymczasem – jego zdaniem – z dramatu pokrzywdzonych przez księży zrobiono „przemysł pedofilii, a osoby w ten rzekomy proceder zaangażowane chcą nie tylko zarabiać na oskarżeniach o pedofilię, ale też zniszczyć Kościół”.

Toruński duchowny – wbrew oficjalnym danym – oświadczył, że przez 30 lat znaleziono tylko kilka przypadków przestępstw seksualnych wśród księży, a nikt nie mówi o tym, ile dobra dokonali ludzie Kościoła.

„To jest walka z Kościołem, obliczona na jego zniszczenie. Grzech należy wyrywać, ale nie niszczyć człowieka, nie niszczyć Kościoła” – ocenił dyrektor Radia Maryja.

Tadeusz Rydzyk nie przestaje szokować. W czasie, gdy Kościół przeprasza za akty pedofilii, on nadal atakuje.

– Pedofilia jest czymś obrzydliwym, nie ma na to słów. Zauważmy jednak, że najpierw ktoś współczesny świat od lat seksualizuje. Gdzie są głosy oburzenia przeciwko deprawacji dzieci? – przekazał za pośrednictwem „Naszego Dziennika” twórca Radia Maryja.

Dodaje, że problem pedofilii “nie może nam zasłaniać tego wszystkiego, co Kościół robi dobrego”.

– To, co dzieje się dziś, nie może nam przyćmić wielkiego dobra, które przez dwadzieścia wieków działo się za sprawą Kościoła – podkreśla o. Rydzyk.

Pycha i brak refleksji?

Z jego słowami można się zgodzić, ale jeśli mielibyśmy analizować całą historię Kościoła, można w niej znaleźć sporo innych ciemnych plam.

Na potrzeby tego tekstu darujmy sobie jednak wyciąganie wszelkich brudów kapłanów. Film „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich ponownie wywołał jednak w Polsce dyskusję na temat pedofilii w Kościele. Co zaskakujące, hierarchowie postanowili tym razem szybko posypać głowy popiołem i przeprosić za owe patologie.

Rydzyk przyjął jednak inną strategię. Pełny pychy rozpoczął wręcz atak. Twierdzi, że obecna rzeczywistość “epatuje dzieci i młodych obrzydliwościami”.

– Nie ma sztuki, ale antysztuka, nie ma pedagogiki, ale antypedagogika. Dlaczego nad tym się nie ubolewa? – uważa.

– Gdyby za tym, co dziś się dzieje, stała troska o dobro i rzeczywista chęć walki z pedofilią, pokazywano by to zjawisko w innych stanach i zawodach, mówiono, jaki procent osób w innych grupach społecznych dopuszcza się tej zbrodni. Nie usprawiedliwiamy niczego, ale trzeba mówić prawdę, że odsetek księży jest nikły – twierdzi dyrektor Radia Maryja.

“Przemysł pedofilii”

Dalsze jego słowa dotyczą już “przemysłu pedofilii” i są szczególnie skandaliczne.

– To są zorganizowane działania, które już przetestowano za granicą. Mieliśmy już maczugę antysemityzmu, nazizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, teraz wyciągnięto maczugę pedofilii. Za tym wszystkim stoi nienawiść – dodaje.

Cios w PiS?

Rydzyk od lat jest nieoficjalnym sojusznikiem PiS. Tym razem – może nieświadomie – chyba zaszkodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ostatnimi wypowiedziami duchowny staje się bowiem obciążeniem tej wagi co odsunięty Antoni Macierewicz. Czy to świadome działania i mobilizowanie ekstremalnego elektoratu. Czy może pierwsze oznaki tracenia kontaktu z rzeczywistością?

„To największa afera finansowa ostatnich lat, która kosztowała nas wszystkich wiele miliardów złotych. Myślę, że film dokumentalny pokazujący mechanizmy i ludzi, którzy stali za tą aferą spotka się z uznaniem widzów. Tym bardziej, że tam mieszają się wpływy służb specjalnych, polityki, biznesu i mafii. Afera wciąż jest niewyjaśniona i wiele rzeczy jest jeszcze do ujawnienia” – powiedział Tomasz Sekielski w TOK FM.

„To, co ludzie PiS-u wyczyniają wokół sprawy SKOK-ów, to inżynieria kłamstwa”.

Pieniądze na dokument o SKOK-ach bracia Sekielscy chcą zebrać dzięki zbiórce publicznej. Podobnie sfinansowany został ich film „Tylko nie mów nikomu” o pedofilii w polskim Kościele.

Komentarz i grafika Andrzeja Pągowskiego. Teraz już wszystko będzie inne,ale by udało się zmienić KK potrzeba odwagi i determinacji tych wszystkich ,którzy doświadczyli podobnych sytuacji…

PiS nie wprowadziłby Polski do Unii Europejskiej, a w drugiej kadencji rządów PiS – jeżeli taka by się zdarzyła – zostaniemy z niej wykopani

2 Maj

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski (dawniej PO, obecnie pupilek prezesa) przyznał niedawno, że to bracia Kaczyńscy wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej. Teraz twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane przez „Rzeczpospolitą”.

(…) również bracia Kaczyńscy, jako architekci naszej drogi do niepodległości, wprowadzali Polskę do UE, będąc aktywnymi uczestnikami tego długiego procesu, od NSZZ Solidarność poczynając. Już w 1991 roku ówczesne PC (Porozumienie Centrum) poprzednie wcielenie dzisiejszego PiS, jako pierwsza partia deklarowało wejście Polski do struktur NATO i EWG, jako priorytet w swoich postulatach politycznych, w przeciwieństwie do wielu polityków dzisiejszej Koalicji Europejskiej, optujących wówczas za zakonserwowaniem starego porządku geopolitycznego w postaci NATO-bis i EWG-bis” – mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Saryusz-Wolski.

Teraz europoseł twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane. W rzeczywistości – jak twierdzi Saryusz-Wolski – treść niektórych pytań została zmieniona.

Było 12 pisemnych pytań i odpowiedzi. Zamiast: 1/3 wywiadu, dot.4 oryg pytań > teraz 7 pytań 1,2,4,5 zmienione, 6,7 dodane, co zmienia sens wypowiedzi” – dowodził na Twitterze polityk. „Tytuł też zmanipulowany. Kolejne ich tweety brną jeszcze bardziej w manipulację tytułem. Chodzi o spowodowanie hejtu? To już nie jest dziennikarstwo” – polityk miał nawet pretensje do autora tytułu, pod jakim ukazał się wywiad.

Na wpisy Saryusza-Wolskiego szybko zareagował dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz. „Panie Pośle, z przykrością muszę przyznać, że po raz kolejny oszczędnie gospodaruje Pan prawdą. Proszę wziąć odpowiedzialność za własne słowa, a nie obarczać za nie innych odpowiedzialnością” – napisał redaktor.

Także użytkownicy Twittera nie zostawili na Saryuszu-Wolskim suchej nitki. „Bardzo ostrożnie formułuje Pan swoje oceny. Nie lepiej jest napisać wprost? Wolski to taki Gryglas, tyle tylko, że razy dziesięć większy i oślizły” – odpisał Nizinkiewiczowi jeden z internautów.

Proszę następnym razem oszczędzić nam tej żenady i nie sądzić, że ktoś chciałby o przemyśleniach, takich czy owych, Wolskiego czytać. Do TVPis niech Wolski idzie. Tam jego odbiorcy” – napisała inna użytkowniczka serwisu.

Jakim trzeba być człowiekiem, by zostać w rządzie pisowskim „ministrem kultury”? Znany muzyk Zbigniew Hołdys uważa, że po prostu chamem.

Śmierć wybitnego Polaka, Profesora Karola Modzelewskiego, historyka mediewisty, dysydenta, więźnia politycznego, jednego z liderów opozycji demokratycznej w okresie PRL, twórcy nazwy „Solidarność”, wstrząsnęła opinią publiczną. Nie całą oczywiście. Działacze PiSu postanowili tej śmierci nie zauważyć. Odezwał się tylko jeden, co mieni się ministrem od kultury, Piotr Gliński, który napisał na Twitterze:

„Komunista, rewizjonista, opozycjonista, więzień PRL-u (łącznie 8 lat!), „Solidarnościowiec”, mój starszy kolega z PAN, adwersarz polityczny”.

Internauci zareagowali błyskawicznie. Wśród nich Zbigniew Hołdys:

„Minister Chamstwa Gliński miał 8 lat, gdy Karol Modzelewski został skazany na 3,5 roku więzienia za walkę z komunizmem. W 1968 minister chamstwa kończył podstawówkę, gdy Modzelewski dostał kolejne 4 lata za udział w Marcu 1968. I dziś minister chamstwa mówi o KM komunista”.

Wpis Glińskiego ocenił również dziennikarz magazynu „Liberté” Aleksander Twardowski: „Trudno mi sobie wyobrazić większe prostactwo – zacząć to epitafium od „KOMUNISTA”. Jesteś, Gliński, idealnym reprezentantem tej podłej i szkodliwej władzy. Następcy powinni zadbać, aby w podręcznikach do historii pisać o was tylko źle i z należytą pogardą, dranie”.

„Nic dodać, nic ująć”?  …dodać jak najbardziej!

Mimo braku czołgów na ulicach prowadzone są przeciwko Polsce regularne działania wojenne

PiS posłał nas, Polaków, na wojnę. Krwawą, brutalną i bezwzględną. Część z nas tego nie widzi, bo „nie ma czołgów na ulicach” – nie jest w stanie ujrzeć zagrożenia, nie mając przed oczami jego najbardziej wyrazistych symboli. Żeby uśpić ich czujność, wystarczy po prostu je schować, nie wykładać kawy na ławę, zabierać wszystko co kochają kawałek po kawałku, nie nazywając tego zabieraniem i szepcąc uspokajające słowa.

Jest też część Polaków, która wojnę widzi, ale ma ją gdzieś, bo ich drużyna wygrywa, bo ich będzie na wierzchu. Nie pojmują, że właśnie ustanawiane są uniwersalne, bezwzględne i okrutne zasady walki, które ich także będą dotyczyć, których i oni padną ofiarami, bo przecież żadne zwycięstwo nie trwa wiecznie i to także przeminie.

Kolejna część ludzi sądzi, że „ich to nie dotyczy”, „to nie ich wojna”. Patrzą na politykę jak na grę komputerową, bez zrozumienia, że coś nie musi nas bezpośrednio dotyczyć, żeby nas dotknąć i na zawsze zmienić nasze życie.
Że jeśli nasz dom nie runie, ale runą wszystkie domy dookoła, to i tak nasz świat zmieni się bezpowrotnie, bynajmniej nie na lepsze.

I tak, od zwycięstwa wyborczego PiS, toczy się ta nigdy oficjalnie nie wypowiedziana bratobójcza walka, rzeź, o której mówi się, że jej nie ma, choć straty i ofiary widzimy codziennie.

Nienawidzimy się. Gardzimy sobą. Krzyczymy na siebie. Boimy się siebie. Rywalizujemy. Udowadniamy swoje racje. Zadajemy sobie głębokie i bolesne ciosy siekierą, które nie zagoją się przez wiele lat. Duma i to, kto wygra, jest ważniejsze niż rozsądek, solidarność, dobrobyt, radość, marzenia i plany, które kiedyś przecież jako społeczeństwo mieliśmy. Taka jest rzeczywistość. I jeśli te rządy potrwają dłużej, to tak już zostanie. Kolejne zwycięstwo PiS będzie celnym i ogromnym ciosem w nasz rdzeń kręgowy, w społeczną tkankę i materię, zaufanie, kapitał społeczny, wiarę w dobrze pojmowaną siłę instytucji państwa, ustrój jaki znamy, i w którym wielu z nas wychowało się i wzrastało – demokrację.

I bardzo ciężko będzie się z niego podźwignąć, ponieważ każdy dzień obecnych rządów to postępujący chaos, straty, zagarnianie kolejnych uprawnień, które się tej władzy nie należą i prób złamania ducha kolejnych grup społecznych.
Pisałam w poprzednim felietonie o tym, że wielu z nas czuje wszystkie symptomy stresu pourazowego, beznadzieję i nierealność tej sytuacji.

PiS to wie i po to zrobił. Posłał nas na tę wojnę celowo. Wiedział, że w umiejętnie już wcześniej skłóconym przezeń Smoleńskiem społeczeństwie już ujawniły się podziały, pokazały delikatne pęknięcia i rysy.

Wiedział, że teraz już wystarczy iskra, zagranie na kilku najniższych instynktach, żeby ludzie zaczęli bratobójczą walkę.
Przez którą, mimo wspólnej historii, bolesnych przeżyć i doświadczeń komunizmu, my Polacy, jesteśmy sobie po prostu obcy i tak wobec siebie okrutni i nieczuli. Samolubni i dziecinni.

Dlaczego PiS chce, żeby wojna i okopy były naszą rzeczywistością? Dlaczego z rozmysłem do tego doprowadził i podtrzymuje ten stan?

To akurat dość proste. Bo kiedy nie znasz dnia ani godziny, nie wiesz, czy przeżyjesz kolejny nalot, wybuch bomby, ani czy za chwilę nie rozerwie Cię granat myślisz tylko o przetrwaniu. Nie analizujesz. Nie zatrzymujesz się, nie bierzesz oddechu. Nie zadajesz sobie pytań, czy czegoś tak naprawdę chcesz i czy to sprawia ci radość, czy ufasz komuś, kto mówi różne dziwne rzeczy. Nie rozmyślasz zbyt wiele, nie filozofujesz, przestaje cię obchodzić, co dzieje się z innymi, bo skupiasz się na przetrwaniu własnym i swojej rodziny. Uczucia wyższe, plany i aspiracje sprzed wojny wydają się teraz małe i nieważne, wszystko schodzi na dalszy plan.

Nie ma na to miejsca, gdy jest ciągły stres, nieufność, patrzenie przez ramię, wyszczerzone zęby, kły i pazury. Spięcie i gotowość do wybuchu pod byle pretekstem. Nerwy napięte do granic możliwości czekające tylko na powód do wybuchu. Góra dół. Adrenalina. Walka od rana do wieczora. Wojna, do której pretekstem jest słowo za dużo, krzywy uśmiech, zła mina, wszystko. Nienawiść. Obcość. W takich warunkach człowiek nie może się rozluźnić, kochać, żyć, czuć spokoju i czułości. Rozwijać się – jako jednostka i w społeczeństwie. To nie są warunki do doskonalenia się, zdobywania wiedzy, planowania przyszłości, racjonalnego myślenia o gospodarce, prawie, sprawach ustrojowych, edukacji. Do tego potrzebny jest spokój i racjonalność, powolność, namysł, rozluźnienie, zaufanie, inteligencja, dyskusja, konsekwentne, planowe działanie. Dlatego do takiego stanu PiS nie może dopuścić.

Wie, że jeśli przestanie nas bombardować hakami, aferami, plwocinami, obelgami, wrzaskiem, chamstwem i agresją, przemocą, kiedy wreszcie zapadnie cisza, wszyscy uspokoją się, otrzeźwieją z wojennego szału i odetchną, zobaczą grupkę miernych, prostych, dość głupich w gruncie rzeczy bandziorków drobnego kalibru, a czasem drobnych cwaniaczków, którym paroma spluwami, hukiem i hałasem udało się sterroryzować całe osiedle.

I mądrzy ludzie będą zdumieni: jak u diabła mogło do tego dojść?, nie rozumiejąc, że zadziałała najprostsza psychologia.

PiS zdaje się rozumieć tylko język, chamstwa i przemocy i są tacy, którzy uważają, że tak właśnie należy się z nimi rozprawić. Ja jednak myślę, że znając mechanizm rządzenia przez wywoływanie wojny i utrzymywania ludzi w stanie ciągłego stresu, można go po prostu zablokować.

Wojnie przeciwstawić solidarność, krzykowi spokój, nadużyciom sprawiedliwe lecz surowe sądy i kary, gdy przegrają wybory, propagandzie wyborczą kartkę (nie ma nic ważniejszego niż pójść i zagłosować) i rzetelną informację, nadużyciom – nagłaśnianie, chamstwu klasę, godność i autentyczną prawość i zasady.

I nade wszystko spróbować przekonać jak najwięcej niedowiarków, że mimo braku czołgów na ulicach prowadzone są przeciwko Polsce regularne działania wojenne, najgorsze z możliwych – bo nie na terenie wroga, tylko na naszym własnych.

Aleksander Kwaśniewski był gościem Karoliny Lewickiej w radiu TOK FM. Były prezydent mówił m.in. o 15 latach obecności Polski w Unii Europejskiej.

Hej

mówiliście coś o Unii? Po co startować do Parlementu Europejskiego, którego się nienawidzi? Paradoks polega na tym, że najbardziej za Euro jesteście wy. A dokładnie za pensją w Euro. €€€ #WiekiWybór przed nami. Kompetencje albo 27:1

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

To także zniszczenie demokracji w Polsce i wykopanie nas ze struktur europejskich.

Grzegorz Schetyna ponownie wezwał Jarosława Kaczyńskiego do debaty o pozycji Polski w Europie. Szef Platformy Obywatelskiej podstawę rozmowy zawarł w trzech pytaniach, które definiują dzisiejszą sytuację kraju w Unii Europejskiej. I nie jest to definicja, która musi się prezesowi PiS podobać. Schetyna pyta, czy standardy demokratyczne przestaną być łamane, te są bowiem warunkiem członkostwa w europejskiej wspólnocie. Dwa następne pytania są trudniejsze, ale i one muszą być zadane: czy PiS potrafi odzyskać pieniądze, które zostały przegrane w dotychczasowych negocjacjach nad przyszłym budżetem UE oraz – czy Kaczyński zerwie sojusze z siłami, które dążą do rozbicia Unii od środka.

Nie są to pytania wydumane ani politycznie konfrontacyjne. Wynikają z utraconej przez PiS pozycji Polski w Europie. Stajemy się krajem coraz bardziej marginalnym. I o to może chodzić Kaczyńskiemu – wówczas rządzić autorytarnie jest o…

View original post 1 060 słów więcej

 

Morawiecki sam siebie ośmiesza, a Błaszczak to czysta groteska. Pisowskie zbaranienie

21 Kwi

Mateusz Morawiecki udał się do Stanów Zjednoczonych na dwudniową wizytę.

Podczas pierwszego dnia wizyty szef rządu wziął udział w Okrągłym Stole z udziałem amerykańskich biznesmenów, którego organizatorem był think tank „The Chicago Council on Global Affairs”. Spotkanie miało na celu nawiązanie kontaktów z amerykańskimi inwestorami i pokazanie Polski, jako potencjału do inwestowania. Premier złożył także kwiaty pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago – informuje Kancelaria Premiera.

W czasie drugiego dnia wizyty premier Mateusz Morawiecki wziął udział w premierze filmu „Poland: The Royal Tour” oraz wystąpił w amerykańskiej telewizji, w której skrytykował polskich sędziów. – Zmiany w polskim sądownictwie są jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami-mówił polityk PiS. Na słowa szefa rządu zareagował na Twitterze mecenas Michał Wawrykiewicz.

Do filmu umieszczonego przez MON odniósł się także pułkownik w stanie spoczynku Adam Mazguła, który zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka.

Panie Mariuszu Błaszczak, zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3 maja i jestem zawiedziony. Nie zobaczyłem tam, tak charakterystycznych dla obecnych rządów wielu grup mundurowych, z których Pan jest tak dumny. Nie usłyszałem o wsparciu duchowym żołnierzy biorących udział w defiladzie. Mam nadzieję, że to tylko przeoczenie i na defiladzie zaprezentują się nie tylko wojska operacyjne, ale również oddziały pielgrzymkowe, z elitą bojowych tragarzy krzyży uzbrojonych w mobilne zestawy mszalne. Już rano w dniu defilady, zapewne zaprezentują się w swoich pięknych mundurach pododdziały służących do mszy i czytaczy pisma świętego, oraz specjaliści najwyższej klasy od noszenia wieńców i pełnienia służby wartowniczej przy PiS-owskich pomnikach.

Nie usłyszałem też o udziale w paradzie uzbrojonych w najnowszą broń piechoty terytorialsów WOT. Wypada ich zaprezentować, jeśli dla ich szkolenia wycofuje się z jednostek najzdolniejszych polskich komandosów, a do tego zadania potrzebny jest zwykły kapral.

Panie Mariuszu Błaszczak, myślę, że defiladę powinien otwierać batalion żandarmerii wojskowej, który zaszczytnie, ale i w warunkach wojennych (pobierają oni przecież dodatki równe komandosom uczestniczącym w misjach wojennych), ochrania Antoniego Macierewicza, wraz z bohaterskim kierowcą jego służbowej limuzyny. Jak słyszę, MON wystawia wszystko, co ma najlepszego. Dlatego nie może zabraknąć maszerującej najbardziej zasłużonej dla ludu smoleńskiego komisji zamachu lotniczego z Antonim na czele. Może uda się ich znaleźć w świecie, bo wypada przecież spojrzeć im w te szczerze oddane partii, patriotyczne oczy. Nie może na pokazie zabraknąć również przenośnej ławeczki niepodległości i kompanii reprezentacyjnej zabezpieczenia ekshumacji. Nie zobaczyłem w tej reklamie o udziale w paradzie umundurowanych polityków PiS-u, którzy nigdy nie służyli w wojsku, kiboli w koszulkach Polski Walczącej, pułków trolli internetowych Jenota, batalionów moherowych Radia Maryja, klubów krzyżowych Gazety Polskiej, maszerującej młodzieży z falangą na flagach i z okrzykiem: „a na drzewach zamiast liści…”. Oni wszyscy przecież są Waszą armią.

Panie Mariuszu Błaszczak, w reklamówce nie zobaczyłem nic o hasłach i zabezpieczeniu medialnym defilady. Myślę, że ponieważ chodzi o pamięć Konstytucji, to nad głowami wiwatujących powinno się powiesić napis „Konstytucja, dość Targowicy”. Z tej okazji może też warto rozważyć zmianę treści przysięgi wojskowej, którą tak widowiskowo mogliby składać wojskowi. Wystarczy tylko zamienić słowa niepasujące do obecnej sytuacji i zamiast słów: „Stać na straży konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego”, wprowadzić przykładowo takie słowa „Stać na straży statutu PiS-owskiego, strzec ich prezesa i siebie samego”.

Można symbolicznie wystawić egzemplarz Konstytucji RP na stole przed trybuną honorową, której towarzyszyłby strażnik konstytucji i generałowie asystujący. Aby podkreślić, że wszyscy oni stoją na straży jej zapisów powinno się ją umieścić za kratą, nie żeby ktoś pomyślał o uwięzieniu konstytucji, ale o jej skutecznym pilnowaniu. Na koniec uroczystości proponuję odśpiewać gremialnie piosenkę „Wolność, kocham i rozumiem”.

Po uwzględnieniu tych moich rad, defilada z pewnością byłaby jedyną w swoim rodzaju, głośną, oglądaną przez masy, historyczną i zwracającą uwagę świata. Wszak o to Panu chodzi.

>>>

Fajfus Kuchcińskiego zatacza szerokie kręgi. Takie pisowskie śmierdzące jaja

12 Kwi

Wszystko zaczęło się w lutym 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze ABW dokonała spektakularnego nalotu na agencje towarzyskie, prowadzone przez dwóch braci Ukraińców.

Panowie zostali zatrzymani, a wraz z nimi dwaj naczelnicy Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym i Daniel Ś., szef wydziału gospodarczego, oskarżony o ochronę biznesu obu braci, czerpanie korzyści majątkowych, pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu.

Sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie taśmy, na których zarejestrowano 4 tysiące nagrań wizyt w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Do jednej z tych taśm dotarł były agent CBA, Wojciech J. i teraz trwa wojna na argumenty między nim a szefami CBA.

Pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Bosak-Kruczek potwierdza, że jej klient „widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji”. To właśnie na tej taśmie widać znanego polityka PiS, który korzysta z usług dziewczynki w wieku może 14 – 15 lat. Wojciech J. uważa, że nagranie zostało skradzione z jego sejfu, ale CBA wszystkiemu zaprzecza. Mało tego, rzecznik CBA odpiera zarzuty, twierdząc, że Wojciech J. „nie informował przełożonych o tym, że wszedł w posiadanie takich informacji, jak i nośników. Nie sporządził także żadnych dokumentów na tę okoliczność. CBA zweryfikowało informacje kolportowane przez J., które okazały się kłamstwem”.

Coś musi być na rzeczy, bo śledztwo zostało błyskawicznie przejęte przez małopolski wydział ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, główny podejrzany, Daniel Ś. Szybko opuścił areszt i dzisiaj pracuje w agencji detektywistycznej, licencjonowanej przez MSWiA, a Ukraińcy zostali skazani tylko na rok więzienia.

Czy będzie to kolejna afera, którą partia rządząca spróbuje zamieść pod dywan?

Mieszkańcy Poznania spotkali się w czwartek na Placu Wolności, aby wyrazić swoją solidarność z ogólnopolskim strajkiem w oświacie. Rząd PiS ma poważny problem wizerunkowy przed nadchodzącymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, a następnie Sejmu.

W wielu miastach Polski w czwartkowy wieczór zorganizowano Łańcuchy Światła będące symbolem poparcia dla strajkujących nauczycieli i pracowników oświaty. W Poznaniu Łańcuch Światła rozbłysł na Placu Wolności.

Kto nie umie po łacinie musi pasać świnie

Strajk w oświacie skończy się najdalej za kilka dni. Na sto procent! Bo przecież partia pana prezesa dotrzymuje zobowiązań! Sama pani premier Szydło przypomniała o tym w minionym tygodniu co najmniej kilka razy.

Tymczasem to właśnie partia pani premier obiecała nauczycielom podwyżkę pensji zasadniczej o dwa i pół tysiąca (brutto), jak tylko wzrost gospodarczy powróci do stanu z roku 2005. Że zaś premier Morawiecki, którego trudno przecież podejrzewać o wprowadzanie w błąd elektoratu, każde wystąpienie zaczyna od góry pieniędzy, które nieprzerwanie płyną do budżetu z kieszeni mafii VAT-owskiej i „złodziei z PO”, to stan finansów państwa niewątpliwie nie tylko dorównuje sytuacji sprzed lat piętnastu, ale zdecydowanie ją przewyższa.

Toteż tylko patrzeć, jak pedagodzy dostaną do ręki po tysiaku, a w zasadzie po drugie tyle i zakończą protest, który rozpoczęli – w zasadzie – tylko przez niedopatrzenie. Państwo z PiS zwyczajnie zapomnieli o swoich obietnicach z kampanii wyborczej, bo trzy lata, to jednak szmat czasu. Teraz zaś znowu trwa kampania, więc trzeba było a to pilnie zorganizować dopłaty do każdej polskiej świni, a to pochylić się nad dziedzictwem kulturowym „polskiego ziemniaka”, który już wkrótce, w przeciwieństwie do niepatriotycznych szarych kartofli unijnych, będzie na straganach występować pod flagą biało-czerwoną.

Roboty jest huk, więc obietnica podwyżki wynagrodzenia nauczycieli o dwa i pół tysiąca (brutto), o której przypomniał wszystkim poseł Brejza, łatwo mogła zatrzeć się w pamięci rządzących. Tym bardziej, że smog nie odpuszcza, tymczasem z badań wiadomo, że wysokie stężania różnych trujących substancji w powietrzu powodują przyspieszoną demencję.

Chociaż, z drugiej strony, z tymi podwyżkami może być niejaki problem. Bo w programie stoi jak – nie przymierzając – krowa, że w państwie PiS na przyzwoity wzrost wynagrodzeń mogą liczyć nauczyciele najlepiej wykształceni i przygotowani. Tymczasem nasze kadry pedagogiczne cóż… nie potrafią nawet czytać ze zrozumieniem, skoro założyły, że ta obietnica była dla wszystkich.

Pracownicy oświaty mają – jak widać – poważne braki w edukacji, i to już na poziomie podstawowym, niestety. Nie potrafią również liczyć. I właśnie dlatego, przez niedouczenie, nie byli w stanie ogarnąć rozumem rachunków minister Zalewskiej, która tłumaczyła im jak – znów nie przymierzając – krowie na rowie, że partia aktualnie rządząca już podniosła im uposażenia o całe 708 złotych netto. To daje niemal tysiąc, czyli, właściwie, główny postulat pedagogów został zrealizowany z wyprzedzeniem, a cała ta awantura ze strajkiem ma podłoże tylko i wyłącznie polityczne. Owszem, mówimy tu o wzrostach statystycznych i do tego od roku…2013, ale tysiąc jest tysiąc, jakby go nie liczyć!

Więc nie dość, że rząd Prawa i Sprawiedliwości sam z siebie podniósł „belfrom” pensje o żądaną przez nich kwotę, to jeszcze wynagrodził ich dosłownie za nic. Bo za hojnym rozdawnictwem tej kasy nie poszły przecież konieczne zmiany systemowe.

Wszyscy ci nauczyciele, którzy uważali na lekcjach, więc teraz popierają partię rządzącą rozumieją bowiem przecież, że w ślad za reformą edukacji musi nastąpić niezbędna restrukturyzacja kadr oświatowych. I tak, owszem, nauczyciel może zarabiać dużo więcej, no ale nie za obijanie się pod tablicą przecież. Teraz, to niejeden „belfer” z Bożej łaski w zasadzie powinien do swojej komfortowej roboty dopłacić. Więc dopiero kiedy pensum wzrośnie do minimum 40 godzin tygodniowo, to i pensja urośnie o – mniej więcej – jedną trzecią. No i trzeba będzie podnieść kwalifikacje do takiego poziomu, żeby ogarnąć powody, dla których każdy belfer powinien głosować na PiS.

Nie zaszkodzi też nauczyć się czytać wyborcze obietnice pana prezesa ze zrozumieniem. To po pierwsze. A po drugie – nie upierać się bez sensu, że 708 to nie 1000, a „prawie” robi wielką różnicę. Przecież pani minister wie lepiej (i właśnie dlatego została ministrem). Poza tym nieźle byłoby wykuć na blachę, że o kwalifikacjach nauczyciela nie decydują teraz żadne tam dyplomy i certyfikaty. O tym, kto się w ogóle nadaje do pracy w szkole i dlaczego głównie katecheci, po wyborach decydować będą już zresztą wyłącznie kuratorzy z nadania minister edukacji. A reszta, jak się im lekka, łatwa i przyjemna praca w oświacie nie podoba, zawsze może zmienić pracę, wziąć kredyt i zająć się czymś pożytecznym. Na przykład hodowlą nierogacizny. Bo kto nie umie po łacinie musi pasać świnie.

PiS podkłada świnię i krowę pod wybory do europarlamentu za pieniądze, których jeszcze nie ma i którym był przeciwny

7 Kwi

>>>

To, ile czasu przeznaczyło Prawo i Sprawiedliwość na konwencję regionalną we Wrocławiu, a ile w Kadzidle k. Ostrołęki na Kurpiach doskonale pokazuje, wśród kogo partia Jarosława Kaczyńskiego będzie szukała swojego elektoratu w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przedstawiciele dobrej zmiany wyraźnie obawiają się swojego głównego konkurenta na wsi – Polskiego Stronnictwa Ludowego, którego szef świetnie zaprezentował swoją formację na wspólnej konwencji Koalicji Europejskiej, dlatego wizerunek w wersji “lite” skierowany do centrowego elektoratu postanowili odłożyć na półkę. Obawy Jarosława Kaczyńskiego odzwierciedlone zostały przez jego przemówienie i dość zdumiewające obietnice, które złożył rolnikom.

Będziemy zabiegać, chcemy walczyć i zabiegać o interesy Polski, w tym przede wszystkim, o interesy polskiej wsi, chcemy większych dopłat dla polskiego rolnictwa – myśleniem życzeniowym trąciła wypowiedź prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, który butnie stwierdził, że PiS jest partią polskiej wsi i to „prawdziwą, nie udawaną”. W swoim przemówieniu, jak zresztą zwykle, operował utartymi sloganami i nie popisał się zorientowaniem w temacie rolnictwa. Obiecał za to walkę o wyższe dopłaty w Unii Europejskiej i nowe „500 plus” … na każdą krowę.

Jak się jednak okazuje, wspomniana dopłata „500 plus” na krowę nie jest niczym innym, jak programem unijnym, do którego Kaczyński nie ma żadnych praw. 

Mateusz Morawiecki oraz prezes Kaczyński dużo uwagi skupili również na wyrównaniu szans małych i średnich gospodarstw rolnych oraz ulgach dla tych dużych, sięgających do 40 tys. złotych w handlu detalicznym, przez nich prowadzonym.

Kaczyński mówił też: „W UE trzeba walczyć, zabiegać o interesy Polski, w tym przede wszystkim interesy polskiej wsi. Jeżeli spojrzeć na dzieje EWG, a później UE, na podział środków, to tutaj pomoc dla wsi jest na pierwszym miejscu. To nie jest żadna łaska, tylko absolutna konieczność. Wyobraźcie sobie państwo, co byłoby, gdyby nie było tych środków dla wsi. Wtedy żywność musiałaby być dużo droższa, a co za tym idzie wszystko musiałoby być droższe. Ci, którzy wymyślili środki dla wsi, dobrze rozumowali. One zapewniały przez dziesięciolecia rozwój Europy, a w ostatnich latach także Polski […] Zwiększenie naszego udziału w tej puli, która jest dzielona co 7 lat dla rolnictwa. W tym, które mija, to było 8 proc. dla polskiego rolnictwa w całej tej puli. Chcę Państwu powiedzieć, iż wywalczymy to, że będzie to więcej! Ale to nie wszystko. Chodzi też, aby nas właściwie potraktowano, jeżeli chodzi o tzw. program rozwoju obszarów wiejskich. My będziemy twardo zabiegać o to, żeby Polska tym razem dostała najwięcej ze wszystkich państw, jeżeli chodzi o ten program”.

Biorąc pod uwagę reputację Polski pod rządami PiS w Unii Europejskiej, zorientowanie polityczne i nawet kompetencje językowe „jedynek” Prawa i Sprawiedliwości w porównaniu do kandydatów KE, to słowa Kaczyńskiego, że będzie twardo zabiegał są bardzo trafne. Może jednak zabiegać daremnie aż do kolejnych wyborów do Europarlamentu, bo to, jak bardzo dobrej zmianie zależy na wyrównywaniu szans w rolnictwie widać gołym okiem. Ba, mówią o tym sami protestujący rolnicy z AGROunii, którzy już od dawna domagają się dymisji ministra rolnictwa. Swój “szacunek” do tej grupy społecznej dobitnie wyraził ten ostatni mówiąc o “intelektualnej pustce” protestujących. Kaczyński boi się wsi postępowej, bo oznacza to topniejący elektorat, ludzi odpornych na miałkie obietnice premiera Morawieckiego, dlatego bez wahania rozrzuca wyborczą kiełbasę. Ale czy naprawdę prezes ma rolników za głupców?

Jeśli Jarosław Kaczyński liczył, że jego przaśna konwencja regionalna na Kurpiach odbije wieś z rąk Polskiego Stronnictwa Ludowego to srogo się na tym zawiedzie. Nie zmienią tego czcze zapewnienia, że jego partia postara się o zwiększenie budżetu przeznaczonego na polską wieś, ani bliżej nieokreślone obietnice, które złożył wraz z premierem Morawieckim. Tematem, który zwrócił największą uwagę komentatorów jest perfidna ściema Kaczyńskiego o nowym programie 500 plus na krowę, który jest teraz żywo komentowany w internecie. Jak nietrudno się spodziewać, w niekoniecznie przychylnym dla prezesa tonie.

W przeddzień strajku nauczycieli sypie pieniędzmi jak z rękawa. O ile „Jarkowe” dla emerytów spełnia wszelkie znamiona politycznej łapówki, to skala i data złożenia obietnicy dopłat na krowy i owce zakrawa o absurd. Jak widać, nietrudno wydawać cudze pieniądze.

Z wyliczeń Dariusza Rosatiego podwyżka dla nauczycieli kosztuje państwo 8 mld złotych, „Trzynastka od Jarka” zaś tylko 11 mld. Kalkulacja tyczy się jednak liczby potencjalnych wyborców. Czym jest spełnienie żądań krnąbrnej rzeszy ledwie pół miliona nauczycieli wobec prawie dwudziestokrotnie większej ilości emerytów, według Prawa i Sprawiedliwości bardziej podatnych na umizgi? Kaczyński jak ognia boi się nie mniej słusznych żądań innych grup zawodowych w razie spełnienia postulatów ZNP. PiS, jak święty Mikołaj z worka sypie prezentami, które wystarczą na pielgrzymkę do Medjugorie, dokąd więc wybierze się świnia, czy prezes po raz pierwszy da jej ujrzeć niebo?

Strajk nauczycieli jest już praktycznie przesądzony. Do tej pory postulaty nauczycieli nie spotkały się z poważnym traktowaniem ze strony rządzących, poczynając od durnej wypowiedzi min. Szczerskiego o braku celibatu dla nauczycieli, nonszalanckiej postawy minister Zalewskiej, przez nienawistną kampanię Wiadomości TVP, a kończąc na misji mediacyjnej minister bez teki i bez kompetencji Beaty Szydło. Dziś groźba paraliżu polskich szkół, który uderzy nie tylko w uczniów, zajrzała rządzącym w oczy. Dlatego zdecydowali się na rozmowy ostatniej szansy  i to dosłownie na ostatnią chwilę.

“Przedstawiciele rządu zaproponowali kolejne spotkanie z centralami związkowymi w celu przedstawienia na piśmie propozycji, która została zaanonsowana w piątek” – powiedział szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. Rozmowy ostatniej szansy mają odbyć się  w niedzielę o 19.00 w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”. Biorąc pod uwagę, że mniej więcej 12 godzin później w polskich szkołach zadzwonią dzwonki rządzący zostawili sobie zaskakująco niewiele czasu na działanie. Uświadomiła to sobie najwyraźniej Beata Szydło, która zadeklarowała, że rozmawiać może nawet wcześniej.

Związek Nauczycielstwa Polskiego i oświatowa „Solidarność” już zadeklarowały swój udział, Forum Związków Zawodowych czeka zaś jeszcze na zaproszenie.

Ostatnia propozycja Beaty Szydło to tzw. nowy kontrakt społeczny dla nauczycieli, który przewiduje zmianę pensum do 22 lub 24 godzin, co skokowo do 2023 roku miałoby pociągnąć za sobą wzrost wynagrodzenia. Kto jednak uwierzy w podwyżki odroczone na cztery lata, kiedy Prawo i Sprawiedliwość co tydzień na konwencjach sypie kolejnymi piątkami?

Do strajku ma przystąpić ponad 15 tys. szkół, najwięcej z nich bo 97 proc. w woj. pomorskim. Dla rządu protest nie będzie więc jedynym zmartwieniem, większym może okazać się wielka porażka wizerunkową tuż przed wyborami do Europarlamentu. Dlatego Beata Szydło postanowiła jeszcze raz odwrócić kota ogonem i spróbowała przedstawić szefa ZNP jako hamulcowego dialogu rządu z nauczycielami. Ludzka pani, chce dialogu, a źli nauczyciele straszą strajkiem.

W ten sposób Prawo i Sprawiedliwość przestrzeli wybory. Przedstawiciele dobrej zmiany wydają się nie być zorientowani w skali społecznego wsparcia dla strajkujących, butnie sądząc, że prymitywna propaganda dostatecznie napuściła obywateli na nauczycieli. PiS już od jakiegoś czasu przedstawia strajk jako motywowany politycznie, a Sławomira Broniarza określa wysłannikiem Schetyny. Taka strategia może jednak zawieść, o czym już wkrótce władza może się boleśnie przekonać.

Strajk szkolny to dzwonek alarmowy dla władzy. Rządy PiS wchodzą w okres schyłkowy i ci, którzy mają na sumieniu łamanie prawa, powinni zacząć gromadzić argumenty na rzecz łagodnego wymiaru kary.

Kilka tygodni temu w publikowanym tu felietonie prognozowałem, że PiS prawdopodobnie potknie się nie o łamanie konstytucji i niszczenie niezależności sądownictwa, lecz o chaos w szkołach, do którego doprowadziły działania niekompetentnej minister Anny Zalewskiej. Widząc rozwój sytuacji, mam gorzką satysfakcję, mogąc wykrzyknąć: „A nie mówiłem?!”.

Piszę to w sobotę 6 kwietnia. W środę 10 kwietnia moja córka ma przystąpić do egzaminu gimnazjalnego. Czy przystąpi? Bóg jeden raczy wiedzieć, ale wiele wskazuje na to, że nie. Jej szkoła pewnie będzie strajkować. Co dalej? Co z rekrutacją do liceum, gdzie jednym z kryteriów są wyniki egzaminu? Nie wiadomo.

Przewidując trudności, wielu rodziców już zawczasu zgłosiło się do liceów niepublicznych, które mają własne kryteria naboru. Tyle tylko, że miejsc dla wszystkich nie starczy, a w dodatku szkoły takie są wyłącznie w wielkich miastach i trzeba za nie płacić – czesne przekracza finansowe możliwości wielu, może nawet większości przeciętnych rodzin. W ten oto sposób chaos spowodowany przez PiS przyczynia się do pogłębienia społecznych nierówności i rozziewu między Polską wielkomiejską a prowincjonalną.

Dla kogo kasa jest, a dla kogo nie ma

Wkurzenie w kręgach nauczycieli i rodziców narasta. Rząd i jego usłużni propagandyści usiłują skierować niechęć rodziców przeciw nauczycielom, sugerując, że to oni odpowiadają za komplikacje, z jakimi będą musieli się mierzyć absolwenci podstawówek i ostatnich klas zlikwidowanych gimnazjów, jednak nie wydaje mi się, by te propagandowe manipulacje mogły liczyć na sukces. Ja sam strajk popieram i wszyscy rodzice, z którymi miałem okazję rozmawiać wyrażają podobne stanowisko.

Chyba nawet rządzący zaczęli sobie z tego zdawać sprawę i w ich wypowiedziach pojawił się ton biadolenia: „Słyszałam w Kielcach, że nauczyciele, którzy nie chcą strajkować są szykanowani i jest na nich wywierana presja” – ubolewa Beata Szydło, sugerując, że gdyby nie ta rzekoma „presja”, poparcie dla strajku byłoby wśród nauczycieli mniejsze. A więc – dedukujmy dalej – jest duże.

A jakie ma być? Zwłaszcza po ostatnich wyczynach PiS-u, który z jednej strony mówi, że pieniędzy na podwyżki nie ma, a z drugiej strony hojnie sypie mamoną, by sfinansować swoje wyborcze potrzeby. Kasa na 500 plus dla pierwszego dziecka i na 13. emeryturę się znalazła. Jest miliard – MILIARD! – dla partyjnej szczujni TVP. Są pieniądze na zakup kolejki linowej na Kasprowy, na propagandowy rejs dookoła świata, na Polską Fundację Narodową, na kompromitujący Polskę w świecie IPN, na pensje zaprzyjaźnionych pań w NBP. Ale dla nauczycieli nie ma. Bo nauczyciele to nie elektorat Kaczyńskiego.

Awantura szkolna najlepiej zdemaskowała charakter tzw. dobrej zmiany i ujawniła istotę tego, co nastąpiło w Polsce po 2015 roku. Otóż, nowa ekipa, która doszła wtedy do władzy, w odróżnieniu od poprzednich, traktuje kraj jak swój prywatny folwark, na którym może „po uważaniu” rozdawać kasę i podejmować decyzje, nie przejmując się żadnymi regułami ani formalnymi wymogami.

Jakaś konstytucja, jakieś prawo, jakiś budżet? Nie będziecie nam tu wyjeżdżać z takimi rzeczami, my jesteśmy suwerenem i robimy, co nam się żywnie podoba. Dajemy premie, bo się nam należą, kupujemy głosy w wyborach, bo możemy to zrobić i nikt nam nie podskoczy, zmieniamy nazwy ulic i stawiamy swoje pomniki, bo tak się nam podoba, budujmy podwójne wieże na naszą chwałę i powołujemy swoich sędziów.

W arsenale PiS nie ma Wunderwaffe

Jednak ta epoka nieodwołalnie się kończy na naszych oczach. Najwyższa pora, by także rządzący zaczęli sobie z tego zdawać sprawę. Gdy tylko uświadomią sobie, że już jesienią stracą władzę i wielu z nich będzie zapewne musiało odpowiadać na pytania prokuratorów, być może zmaleje ich gorliwość w łamaniu zasad państwa prawa. Może nagle ubędzie podstępowań dyscyplinarnych przeciw sędziom broniącym swej niezawisłości i przestaniemy czytać doniesienia o takich incydentach, jak ostatnio w Olsztynie, gdzie sędziowie, radcy prawni i adwokaci stanęli na ulicy do zdjęcia z napisem „Murem za Dorotą” – i za ten gest wsparcia dla sędzi, która ma kłopoty, bo założyła koszulkę z napisem „Konstytucja”, zostali spisani przez policję, bo ponoć uczestniczyli w „nielegalnym zgromadzeniu”.

Skorzystajmy z okazji i podajmy personalia tego, który policję zawiadomił i który po upadku „dobrej zmiany” – miejmy nadzieję – sam stanie przed rzecznikiem dyscyplinarnym, a może nawet prokuratorem i sądem: to sędzia Maciej Nawacki, prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie i członek nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Kiedy wreszcie do takich ludzi jak Nawacki dotrze fakt, że czas ich panowania nieuchronnie się kończy i że pora by już była zatroszczyć się o jakieś alibi i postarać się o argumenty uzasadniające wniosek o niski wymiar kary? Historia uczy, że funkcjonariusze reżimów bardzo często aż do samego końca nie uświadamiają sobie powagi sytuacji, wierząc wbrew oczywistym faktom, że stanie się cud, pojawi się jakaś „wunderwaffe”, która odmieni los wojny.

Wielce znamienny była wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, którą zacytował austriacki biznesmen Gerald Birgfellner w wywiadzie opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”. W trakcie kampanii przed wyborami samorządowymi, kiedy dla wszystkich było oczywiste, że Patryk Jaki nie ma w Warszawie żadnych szans, prezes PiS z pełnym przekonaniem opowiadał swemu austriackiemu rozmówcy, że walka jest wyrównana i Jaki może wygrać.

Wygląda na to, że wbrew faktom Kaczyński rzeczywiście w to wierzył i że podobna wiara jest dziś udziałem wielu polityków i funkcjonariuszy obozu rządzącego. Najwyższa pora, by we własnym dobrze pojętym interesie wrócili z wirtualnej rzeczywistości do realu. Powinni wręcz być wdzięczni nauczycielom, że swoim strajkiem im w tym pomagają, ściągając ich na ziemię.

Kaczyński płaci z naszych pieniędzy za miłość wyborców

31 Mar

Tutaj >>>

Wierzę, że moja 26-letnia praca w pomocy humanitarnej i rozwojowej dała mi doświadczenie, które mogę przenieść na forum PE. Chcę w ten sposób przypomnieć o idei solidarności” – tak uzasadnia swój strat w wyborach do Parlamentu Europejskiego Janina Ochojska. Jest ona liderką Koalicji Europejskiej na Dolnym Śląsku. Jej kontrkandydatką z listy PiS będzie obecna minister edukacji Anna Zalewska.

Najnowszy spot wyborczy Koalicji Obywatelskiej porównuje dokonania obu pań, stawiając pytanie: „Czy widzisz różnicę między kandydatkami? Przed nami wielki wybór”.

W spocie lektor przypomina całą działalność charytatywną Ochojskiej, m.in. budowę studni w Sudanie, akcję dożywiania dzieci – Pajacyk. O Annie Zalewskiej usłyszymy, że „w zaledwie trzy lata zniszczyła system edukacji, a jeden z jej najbliższych współpracowników został oskarżony o wyprowadzenie pieniędzy z PCK.”

Dodać należy, że Grzegorz Schetyna podczas sobotniej konwencji we stolicy Dolnego Śląska zapowiedział złożenie przez PO wniosku o wotum nieufności wobec minister Zalewskiej za „niszczenie polskiej szkoły.” Przy okazji lider PO wytknął partii rządzącej, że wstydzi się własnej kandydatki, nie pozwalając jej wystąpić podczas konwencji PiS.

Niedługo łatwiej będzie napisać o grupach, które nie są w fazie przygotowywania lub zapowiadania akcji protestacyjnych, ponieważ liczba tych gotujących się do wyrażenia dezaprobaty wobec rządu rośnie lawinowo. Niebagatelną rolę we wzniecaniu ludowych powstań odgrywa wielki plan nazywany “piątką Kaczyńskiego”. To zapowiedź kolejnego transferu finansowego – który opiewa w przyszłym roku na kwotę 40 mld zł – przelała czarę goryczy wśród niepełnosprawnych oraz lekarzy, nie wspominając o nauczycielach. Szastanie pieniędzmi oraz narracja wielkiego sukcesu ekonomicznego, jaki miała odnieść Zjednoczona Prawica, powoli zaczyna działać na niekorzyść rządzących.

24 organizacje zrzeszające osoby niepełnosprawne i ich opiekunów zapowiedziały przyjazd do Warszawy na protest, który ma się odbyć trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i ma na niego przybyć około dwóch tysięcy manifestantów. Środowiska osób niepełnosprawnych poczuły się wykluczone po ogłoszeniu partyjnego biuletynu wyborczego ociekającego monstrualnymi pieniędzmi. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy i Naczelna Rada Lekarska domagają się podjęcia natychmiastowych działań naprawczych w służbie zdrowia. W okolicach szpitali w największych miastach pojawiły się billboardy z apelem – “Pacjenci w kolejkach i lekarze na dyżurach umierają. Rządzący opamiętajcie się”. To wstęp do akcji, która może się zakończyć ogólnopolskim protestem.

Do lekarzy i osób niepełnosprawnych dołączają pracownicy cywilni wojska. Wczoraj na stronie internetowej NSZZ Pracowników Wojska pojawił się komunikat mówiący o braku dobrej woli ze strony MON do rozwiązania problemów niskich płac – “(…) Do Zarządu Głównego wciąż napływają żądania zorganizowania akcji protestacyjnej w różnych formach. Wykonując ustawowe i statutowe powinności wobec pracowników i związkowców, w najbliższym tygodniu będzie posiedzenie Zarządu Głównego, na którym zostanie podjęta decyzja o zakresie i formach protestu, informacje przekażemy do 10 kwietnia br”. 

Sekretarz związku Elżbieta Romańska w rozmowie z Polską Agencją Prasową powiedziała, że posiedzenie Zarządu Głównego jest planowane na 3-5 kwietnia i wtedy ma zapaść decyzja dotycząca protestów – “Ludzie są bardzo niezadowoleni, bardzo rozczarowani, całymi dniami odbieram telefony w tej sprawie. Związkowcy na nas wymuszają protest, więc musimy go zorganizować. Protest na pewno będzie” – oznajmiła Romańska. Działacze nie przyjęli propozycji MON, zawierającej podwyżkę 300 zł brutto i domagają się dołożenia do tej kwoty 250 zł.

Miał być przepis na sukces, wyszedł przepis na protesty. Dwa miliony widzów ogląda codziennie flagowe “Wiadomości” TVP, które ociekają miodem, jaki płynie od rządu w stronę społeczeństwa. Nie ma dnia, żeby ktoś z obozu rządzącego nie powiedział o fantastycznym rządzie, z wypchanymi kieszeniami od pieniędzy. Chociaż ostatnio to się zmieniło i Zjednoczona Prawica wysyła sygnały o zadłużeniu się na obietnice wyborcze. Tylko kogo to dzisiaj obchodzi? Przez trzy lata tak rozhuśtano oczekiwania, że nikt nie przyjmuje do wiadomości informacji, że nagle pieniądze się skończyły. Przez trzy lata mordowano systematycznie w społeczeństwie racjonalność i zdroworozsądkowe podejście do publicznego grosza, a “piątka Kaczyńskiego” była śmiertelnym ciosem dla społecznej trzeźwości umysłów, rozpalając do czerwoności ekstrawagancję finansową Polaków. Pretensje o to, że ludzie mają w oczach złotówki, rząd może kierować tylko do siebie.

Prawo i Sprawiedliwość poczuło, że może na fali strachu przed dyrektywą potocznie zwaną “ACTA 2” podnieść swoje słupki poparcia, szczególnie wśród młodych wyborców. Z tego powodu dzisiejsza konwencja PiS odmieniała “wolność” przez wszystkie przypadki, a politycy prawicy grzmieli, że postawią tamę cenzurze i ograniczaniu wolności internetu. Szybko jednak okazało się, że to szczególny wyraz hipokryzji władzy, na co zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. Adam Bodnar przypomniał bowiem premierowi, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość  już trzy lata temu odebrało Polakom prywatność w sieci:

Chodzi o głośne zmiany autorstwa rządu, które dały służbom bezprecedensowy dostęp do danych o obywatelach z pominięciem zgody sądu. Tak podległa Ziobrze prokuratura, jak i policja oraz służby specjalne stały się w zasadzie bezkarne w inwigilowaniu Polaków, co mimo olbrzymiej wagi nie spotkało się jednak z dużym oporem społecznym. Obecnie wbrew obiegowej opinii sądy muszą wyrazić zgodę już tylko na podsłuchy i kontrolę operacyjną, podczas gdy bilingi czy właśnie dane internetowe mogą podlegać tylko raz w miesiącu ewentualnemu następczemu wglądowi ze strony sądów.

Sprawa ta zaniepokoiła wówczas Komisję Wenecką, która skierował do rządu specjalną opinię w tej sprawie. Dokumenty komisji nie są wiążące, a na dodatek od czasu sporu o niezależność Trybunału Konstytucyjnego całkowicie przez polski rząd ignorowane, stąd do dziś nie doczekały się odpowiedzi.

O inwigilacji ze strony podległych rządowi organów internauci się jednak nie dowiedzą, ponieważ taka jest natura przyjętego prawa. Stąd właśnie deklaracje Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego o obronie wolności internetu są szczególnym wymiarem hipokryzji.

Rząd PiS jest bowiem tym, który dąży do absolutnej, quasi autorytarnej kontroli nad obiegiem informacji w Polsce. Upolitycznienie mediów, próba zamykania w sądach ust dziennikarzy to dziś w Polsce codzienność, a żeby sobie to uzmysłowić warto sięgnąć do reakcji obozu władzy na sprawy wynagrodzeń w NBP i taśm prezesa PiS. Z tego punktu widzenia ACTA 2 będzie dla twórców i użytkowników sieci zapewne uciążliwa, to jednak może w ostatecznym rozrachunku okazać się mniej niebezpieczna od zapędów krajowych służb kierowanych interesem politycznym jednego obozu. W niczym nie umniejsza to potrzebie dyskusji o ACTA 2, ale i tu trzeba mieć świadomość, że obecny kształt dyrektywy odbiega daleko od tego, któremu podczas pierwszego głosowania sprzeciwiała się tak dziś krytykowana za hipokryzję Platforma Obywatelska. W celu uzyskania konsensusu w Europarlamencie znaczną część ograniczających wolność internetu zapisów usunięto, choć bez wątpienia część zagrożeń pozostała. Jednak PiS nie jest w stanie obiecać tutaj jakiejkolwiek ochrony wolności słowa ponad tę, którą dopuszcza sama dyrektywa. Jest bowiem kolejnym kłamstwem to, że rząd może sobie wybrać z tego dokumentu tylko to, co mu się podoba. Jednak wcielenie w życie ACTA 2 nastąpi już po maratonie wyborczym i nikogo na Nowogrodzkiej sprawa nie będzie już wtedy specjalnie obchodzić.

Nieatrakcyjny starzejący się prezes z brzuchem próbuje kupić względy wyborców, płacąc im z ich własnych podatków.

Czym by tu Polaków nastraszyć? Seksualizacja dzieci, straszne LGBT, ACTA2, trotyl na tupolewie – Prawo i Sprawiedliwość miota się w panice, próbując znaleźć magiczne zaklęcie otwierające drogę do serc elektoratu. W wyborach parlamentarnych 2015 roku takim cudownym wytrychem była groźba zalewu uchodźców przynoszących na rękach egzotyczne bakterie, dokonujących zamachów i gwałcących polskie kobiety. Rzeczywiście PiS-owi udało się tym wtedy obywateli nastraszyć i nawiązać z nimi emocjonalny kontakt. Tu tkwiła tajemnica znakomitego wyniku wyborczego, nie w programie 500 plus, w którego realizację przed wyborami mało kto wierzył.

Wszystkie straszaki prezesa

Jak daleko sięga nasza pamięć, Jarosław Kaczyński zawsze posługiwał się tą samą metodą: wynajdywał jakiegoś czarnego luda, którego zdemonizowany wizerunek prezentował Polakom, i obiecywał: ja was przed nim obronię. W latach 90. była to uwłaszczona nomenklatura, niezlustrowani konfidenci SB, bezduszni monetaryści, agenci WSI, potem przyszła kolej na brukselskich okupantów i spiskowców, którzy wspólnie z Putinem w gęstych kłębach sztucznej mgły wysadzili w powietrze tupolewa. Dopiero jednak uchodźcy okazali się tym kamieniem filozoficznym polskiej polityki, którego prezes przez całe życie szukał.

Do dziś kamień utracił cudowną moc. Najwyraźniej nie działa też żaden z kolejnych straszaków, po który sięga partia Kaczyńskiego. Propagandyści „dobrej zmiany” skaczą więc od sloganu do sloganu, co tylko pogłębia wrażenie kryzysu i bezsilności.

Zaledwie dwa tygodnie temu cała czołówka partii rządzącej i wszystkie jej media rzuciły się na homoseksualistów, którzy ponoć ostrzą sobie zęby na polską dziatwę. Minęło kilkanaście dni i co? Głucha cisza. Okazało się, że ta broń jest groźna dla samego PiS-u, który pozostaje w symbiozie z katolickim klerem, ostatnio powszechnie postrzeganym (być może chwilami już nawet przesadnie) jako siedlisko seksualnych patologii.

Przez chwilę na horyzoncie mignęła też uchwalona przez europarlament dyrektywa, którą propagandyści „dobrej zmiany” określili mianem ACTA2 – ale i ten temat „nie żre”, na pewno więc szybko zostanie porzucony mimo wysiłków prezesa, który jeszcze w sobotnim wystąpieniu wrócił do tej sprawy.

Zamożny prezes oferuje sponsoring

W tej sytuacji Kaczyński próbuje pozyskać wyborców hojnymi prezentami. Tyle że w ten sposób w gruncie rzeczy obnaża swą słabość i nieatrakcyjność politycznej oferty PiS-u. Wielu zamożnych starszych mężczyzn zna to z własnego doświadczenia: w pewnym wieku fizyczny magnetyzm znika i trzeba zacząć sięgać do portfela. Opieranie więzi pomiędzy partią a wyborcami na chaotycznym i nieumiarkowanym rozdawnictwie przypomina relację między starzejącym się brzuchatym sponsorem a młodą atrakcyjną kobietą, którą ten stara się pozyskać pieniędzmi i prezentami.

Gotów jestem założyć się, że przez sporą część elektoratu jest to odczytywane jako kolejny przejaw słabości PiS. Władza wymyka się prezesowi z rąk – myśli niejeden wyborca – więc coraz głębiej sięga do sakiewki (nie swojej zresztą, lecz publicznej) i sypie pieniędzmi na lewo i prawo. A w tym samym czasie nauczycielom mówi, że na podwyżki dla nich środków nie ma.

Co więc zostaje PiS-owi? Może jeszcze spróbować sięgnąć po metody złośliwego skrzata, który po nocach sika do dzbanka z mlekiem. Właśnie tą drogą poszli Karol Guzikiewicz ze stoczniowej „Solidarności” i wojewoda pomorski. Żeby zrobić kuku samorządowcom i opozycji, zarejestrowali zgromadzenie cykliczne pod pomnikiem poległych stoczniowców 4 czerwca. Właśnie tam planowali się zebrać w tym dniu oponenci PiS-u, broniący zdobyczy polskiej demokracji i państwa prawa przed „dobrą zmianą”.

Ciekawe czy ta metoda walki przysporzy PiS-owi wielu nowych wyborców. Jak myślicie?