Kostecki, 22.09.2019

 

Grażyna Zawadka, 22.09.2019

Zmarły bokser mógł się narazić służbom i wpływowym ludziom, wynika z materiałów do których dotarliśmy.

Bokser Dawid Kostecki już w 2012 r. „wsypał” korupcyjny układ policjantów z rzeszowskiego CBŚ z ukraińskimi sutenerami. Zeznania obciążające Aleksieja i Jewgenija R. złożył już w 2012 r. i już wtedy opowiedział o rzekomych podsłuchach i monitoringu w agencjach towarzyskich braci R. Ale służby weszły do nich dopiero… cztery lata później.

Choć Kostecki przerwał zmowę milczenia, zostawiono go samego sobie. Nie dostał ochrony po złożeniu zeznań. A od niego zaczęło się śledztwo, które dziś objęło wiele wpływowych osób.

O parasolu ochronnym roztaczanym nad seksbiznesem braci R. z Ukrainy, którzy na Podkarpaciu od 16 lat prowadzili sieć agencji towarzyskich pod przykrywką restauracji, hoteli i rewii, pisaliśmy wielokrotnie. W Polsce dorobili się dwóch wyroków, w tym za udział w zorganizowanych międzynarodowych grupach przestępczych handlujących kobietami. Dobrowolnie poddali się karze, dostali niskie wyroki i do więzienia nigdy nie trafili.

„Rzeczpospolita” za zgodą prezesa Sądu Okręgowego w Tarnowie zapoznała się z jawną częścią akt sprawy karnej braci R. Jasno z nich wynika, że śledztwo przeciwko R. zainicjował Dawid Kostecki, który w sierpniu miał się powiesić w celi.

Kostecki w lipcu 2012 r. złożył zawiadomienie o przestępstwie, a potem był trzykrotnie przesłuchiwany przez prokuraturę (okręgową w Krakowie). Bokser zeznał, że wysoki rangą rzeszowski policjant Daniel Ś. „miał mieć na wszystkich haki”. „Nie chodzi tu wyłącznie o przestępców, ale również o osoby wywodzące się z kręgów polityki, biznesu, władzy lokalnej” – zeznawał bokser, przyznając, że nie wie, o jakie konkretnie osoby chodzi. Grzegorz Jeleń, prokurator prowadzący wówczas to śledztwo, był zainteresowany wątkiem nielegalnych podsłuchów, o których informował Kostecki – dociskał go w tym temacie, pytając, gdzie mogą być zainstalowane i na kogo. Bokser wskazał, że wie o podsłuchach w lokalu Bara Bara w Budziwoju i na tzw. domówkach u Pauli, prostytutki będącej blisko z Danielem Ś.

Kostecki jedno z zeznań kończy tak: „Wiem, że mam bardzo dużo do stracenia, ale musiał się w tej sprawie ktoś przełamać, ktoś, kto przerwie w tej sprawie milczenie”. Bokser odsiadywał wtedy wyrok za sutenerstwo i miał pretensje do Daniela Ś., że wsadził go „za coś, czego nie zrobił”.

Po zeznaniach boksera wszczęto śledztwo, ale – nie wiadomo dlaczego – dopiero w 2016 r. zatrzymano sutenerów i grupę policjantów rzeszowskiego CBŚ. Sutenerzy dostali wyrok (w 2018 r., sprawa policjantów jest w toku).

Z sądowych akt wynika, że prokuratura na poważnie zajęła się wyłącznie korupcyjnym układem Daniela Ś. z sutenerami, ale zostawiła sprawę podsłuchów służących za „haki”. Prokuratura Krajowa dziś dementuje informacje o sekstaśmach, twierdząc, że skoro ich po czterech latach od zeznań Kosteckiego nie znalazła w agencjach braci R., to znaczy, że ich nie ma i ich nigdy nie było.

Tymczasem w aktach w sądzie znajdujemy ślad „taśm” – jest o nich w zawiadomieniu, jakie złożył w listopadzie 2011 r. adwokat braci R. (czyli kilka miesięcy przed zeznaniami Kosteckiego), dotyczące „szpiegostwa przeciwko Polsce”.

R. twierdzą w piśmie, że w latach 2007–2011 przekazali oficerom Służby Bezpieczeństwa Ukrainy poprzez swojego kolegę z podstawówki – Ukraińca, który chciał ich zwerbować – 172 tys. dol. i 85 tys. euro, czyli blisko milion zł. R. utrzymują, że oparli się werbunkowi obcych służb. W zawiadomieniu nadmieniają, że ich ojciec jest emerytowanym pułkownikiem wojska w służbach rakietowych, którego nachodzi SBU, pytając o to, czy synowie nie przesyłają mu „CD-romów i pendrivów”. „Posiadamy kluby nocne, które zawsze skupiają osoby z różnych środowisk. To moim zdaniem czyni nas atrakcyjnymi dla obcych służb specjalnych” – zeznaje Aleksiej R. w ABW.

Bracia R. mówią wtedy też, że ich ukraińskie tancerki (twierdzą, że prowadzą w Polsce legalny biznes rozrywkowo-gastronomiczno-hotelarski) są „wzywane na nieformalne rozmowy do SBU” w ich sprawach. „Oni (czyli SBU – red.) pytali, jaką działalność prowadzimy, ile mamy klubów, kogo zatrudniamy, jakie mamy powiązania biznesowe i polityczne. Pytają, jacy konkretni politycy i biznesmeni bywają w naszych lokalach” – zezna Jewgienij R. w krakowskiej ABW. Potwierdza, że są w zainteresowaniu SBU „z uwagi na fakt, że klientelą naszych poprzednich i obecnych placówek hotelowych, gastronomicznych i rozrywkowych, są przedstawiciele świata polityki, biznesu, którym przy „alkoholu rozwiązują się języki”.

Dlaczego nagle bracia R. szukali pomocy w polskiej ABW? Bo grunt usuwał im się spod nóg – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Ukrainy przesłało do polskiej prokuratury w Tarnowie materiały o tym, że R. są zamieszani w handel ludźmi – Aleksiej przyznał, że we wrześniu 2011 r. powiedział mu o tym znajomy Ukrainiec. Informacja przesłana z Ukrainy do polskich śledczych była prawdziwa – bracia od kilkunastu lat działali w międzynarodowym gangu, do czego się później przyznali w polskiej prokuraturze.

Zawiadomienie braci R. złożone w 2011 r. w polskiej ABW wygląda więc, jak ich „ucieczka do przodu” – by się zabezpieczyć, bo sypie się wieloletni układ ochronny z CBŚ, a ukraińska prokuratura ściga ich listem gończym za handel kobietami z Ukrainy (które rzekome długi musiały odpracowywać w ich agencjach). Czy zawiadomieniem o rzekomym szpiegostwie, opłacaniu oficerów SBU i rzekomej próbie werbunku ich przez „obce służby” chcieli wejść pod parasol polskich służb? I czy to im się udało?

Nie wiemy, jak potraktowano doniesienie braci R. i czy dano wiarę ich relacji. Być może odpowiedź jest w uzasadnieniu ostatniego wyroku, ale jest tajne, a jego część stanowią informacje z obcych (prawdopodobnie ukraińskich) służb.

Wiadomo, że bracia R. spotykali się z przedstawicielami ukraińskich służb w Polsce, twierdzili, że jako skoczkowie spadochronowi znają wojskowych i funkcjonariuszy GROM – kreowali się na ludzi mających znajomości w kręgach służb.

Jak kilka miesięcy temu pisała „Rzeczpospolita”, to z podkarpackich agencji towarzyskich braci R. miało pochodzić według nieoficjalnych informacji 4 tys. nagrań, na których utrwalono wizyty w tych lokalach m.in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa komendy policji. Taśmy miały trafić na Ukrainę, a do jednej z nich dotarł były agent CBA Wojciech J. (co ujawniło Radio Zet). Dziś, dzięki materiałom, które są w aktach sprawy w sądzie w Tarnowie, można założyć, że wersja o sekstaśmach zdeponowanych na Ukrainie jest prawdopodobna.

Sutenerzy w 2018 r. zostali skazani na półtora roku, ale policjanci (już byli) dotąd nie stanęli przed sądem, choć zarzuty korupcji ciążą na nich od 2016 r. Śledztwo przeciwko Danielowi Ś. prowadzi małopolski wydział Prokuratury Krajowej. Dlaczego przez trzy lata od zarzutów nie ma finału – mimo wielu pytań nie mamy odpowiedzi.

 

msn.pl

%d blogerów lubi to: