Tag Archives: Platforma Obywatelska

PiS od 5 lat szykuje katastrofę

26 Sty

Wbrew pozorom mediów obiektywnych mamy, jak na lekarstwo. Mediów takich, do których sięgasz po informację, aby wiedzieć, co się dzieje i nie sprawdzać, co kryje się pod powierzchnią.

Sprawdzać, kto im płaci? Jak niedawno przekonaliśmy się z Wirtualną Polską, która miliony czerpała z resortu Ziobry.

Tak zwani symetryści stosują metodę „rżnięcia w krocze”, siadają na mniemanej barykadzie i relacjonują w stylu: PiS jest faktycznie złe, ale Platforma była nie lepsza.

Takie jaja, takie zbuki stosują dziennikarze z „Rzeczpospolitej”, szczególnie beztalencie Michał Szułdrzyński, a czasami naczelny Bogusław Chrabota.

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka, a nie tylko jedna. To swoisty rekord świata godny Księgi Guinnessa. Przypomnijmy sobie PO: zegarek Nowaka warty 30 tys. zł, który kupił za swoje, ale nie ujął w zeznaniu majątkowym.

Symetryzm to choroba, która nazywa się dupizm. Daję PiS-owi dupy, który dyma, ale udaję, że nie jestem dymany.

Symetryzm świetnie ujmuje Przemysław Szubartowicz, który ustosunkowuje się do wyborów w Platformie relacjonowanych przez „Rzepę”:

– „Rzepowcy” szukają przegranych i wygranych w PO. To polski kryzys: politykę opisuje się infantylnie jako konkursy piękności lub starcia frakcji, jakby nie było pisowskiego bezprawia, ani wyzwania, jakim dla naszego pokolenia jest ocalenie Polski w UE. Wszystkie ręce na pokład!

Zamiast walczyć z uchwałą SN i decyzją TSUE, polskie władze powinny je wykorzystać dla naprawy tego, co zostało zepsute. Siłę polityczną naprawdę można pokazać w inny sposób niż poprzez krzyczenie, że ma się w nosie 60 sędziów SN – pisze prof. Marcin Matczak.

Naprawdę warto przeczytać prof. Matczaka – Czas się cofnąć – tutaj >>>

„Sędziowie nie mają prawa badać powołań innych sędziów”, „to chaos i wzruszanie dziesiątek tysięcy wyroków”, „trwa spór kompetencyjny”, „uchwała jest bezprawna”, „delikt dyscyplinarny”… OKO.press weryfikuje przekaz władzy podważający historyczną uchwałę Sądu Najwyższego z 23 października.

Jak Ziobro i jego funfle rżną publikę ws. sądownictwa tutaj >>>

Bielan wychwala znajomość angielskiego Dudy, by umocnić wizerunek nowoczesnego prezydenta, który przynosi Polsce dumę także swobodą w kontaktach z przywódcami świata. Nagranie z Forum Ekonomicznego w Davos, które krąży po internecie, pokazuje, że prezydencki English napotyka na barierę tzw. swobodnej wypowiedzi.

Angielski Dudy kulawy na obie nogi. Czytaj tutaj >>>

A teraz Go @bbudka go.

Platforma Obywatelska wybrała Borysa Budkę na swojego przewodniczącego – wygrał ogromną większością głosów już w pierwszej turze partyjnych wyborów. To sygnał, że partia chce się skupić na przygotowaniu kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i ewidentna zmiana pokoleniowa w partii.

O sytuacji w Platformie czytaj tutaj >>>

Więcej o sypaniu przez agenta Tomka tutaj >>>

To już jest koniec mydlenia oczu. Pisowskie bezprawie i naga przemoc wyszły na światło dzienne, zrzuciły maskę i ujawniły się w swej pełnej krasie.

To już nie jest polityka. To jest wojna domowa. Na szczęście zimna, choć Piotr Szczęsny, który już w 2017 r. wiedział, do czego to prowadzi, i by nas obudzić, dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury w Warszawie, był jej ofiarą śmiertelną. Dziś widzimy jasno, że przeczucie go nie myliło, a jego dramatyczny gest nie był na wyrost. Starcie między pisowską władzą a sądami nie jest zwykłym w demokracjach parlamentarnych sporem pomiędzy rywalami, którzy trzymają się jakichś pisanych i niepisanych reguł. Tu już nie ma żadnych reguł. Wszystkie chwyty są dozwolone i wszystkie prawa, z Konstytucją włącznie, są podeptane.

(…)

Oni naprawdę mają w nosie Sąd Najwyższy, Konstytucję, prawa krajowe i europejskie. Dotąd wstydzili się do tego przyznać, ale dłużej już nie mogą się z tym kryć. Są jak smok opisany przez Ursulę Le Guin w opowiadaniu „Prawo imion”: nazwany swym prawdziwym imieniem musi porzucić przybraną postać, pod którą się ukrywa, i ujawnić światu prawdziwą naturę.

Sędziowie właśnie zawołali na pisowskiego smoka po imieniu.

Cały felieton Wojciech Maziarskiego tutaj >>>

Rządzi nami mafia. Niestety Polska to coraz mniej demokratyczny kraj

26 Sty

Czy Polacy pozbywają się złudzeń i odkrywają, że rządzi w kraju mafia?

Że już niedługo ten kraj będzie dysfunkcjonalny z pokraką rządzącym zza kordonu ochroniarzy za pomocą ancymonków typu Mateusz Morawiecki?

Materiał TVN o agencie Tomku świadczy, iż staliśmy się republiką bananową i Unia Europejska taki twór musi wydalić, bo jest zbiorem państw demokratycznych.

Czy jest dla nas nadzieja? Wydaje się, że tak. I jedyna formacja, która może wykopać PiS od koryta to Platforma Obywatelska, która właśnie mieniła szefa. Nielubiany Grzegorz Schetyna został zastąpiony przez Borysa Budkę.

Kaczyński nauczył się, jak opozycję szczuć samą na siebie. I tutaj może być problem, iż zaraz przy nogawce Budki znajdzie się zaraz szczekający piesek pieprzący od rzeczy, w czym ostatnio specjalizuje się Zandberg.

Polska nie jest skazana na klęskę, lecz historia pokazuje, że nie potrafimy się bronić przed wrogami wewnętrznymi. Kiedyś była to Targowica, formacja toczka w toczkę podobna do dzisiejszego PiS, wówczas wspierał ją kler (podczas Insurekcji niektórzy z biskupów zawiśli na latarniach), dzisiaj jest podobnie – sukienkowi biskupi i ich „papież” Rydzyk są do dyspozycji Kaczyńskiego.

Znajdujemy się na równi pochyłej, trzeba nieuniknioną podróż do utraty niepodległości wstrzymać. Nie jakąś złudną nadzieją, ale realnymi krokami. Czy potrafimy?

Oglądam Superwizjer z agentem Tomkiem. Dla mnie jego relacja jest odważna i wiarygodna. Nigdy nie miałem wątpliwości, jakim mentalnym i moralnym patologiem jest Mariusz Kamiński. Jestem pewien, że pod formacją pisowską jest fundament kanalii. Inaczej tego nie można nazwać.

Tak pisze Waldemar Kuczyński.

– Pod naciskiem przełożonych kłamałem w sprawie przeciwko Jolancie i Aleksandrowi Kwaśniewskim. Przepraszam za to – mówi Tomasz Kaczmarek, były poseł PiS i najbardziej znany agent CBA. Jego zeznania obciążają obecne kierownictwo służb specjalnych.

O rozmowie prezes TK i prezesa PiS w jej mieszkaniu informuje nieoficjalnie Andrzej Stankiewicz. Dziennikarz Onetu wspólnie z Agnieszką Burzyńską z „Faktu” rozmawiają też o tym, dlaczego PiS w konflikcie o sądy zaostrza retorykę antyunijną, a momentami nawet antyzachodnią.

Więcej >>>

O wywiadzie z Kaczyński w „Bildzie” więcej tutaj >>>

– Każdy obywatel może mieć sprawę i może się okazać, nawet po latach, że skład sądu był niewłaściwy. I dojdzie do wznowienia postępowania i do zmiany wyroku – powiedział Zbigniew Ćwiąkalski. Były minister sprawiedliwości stwierdził, że rządzący będą pracować nad „groźniejszą ustawą”, ponieważ chcą spacyfikować sądy.

Więcej o zamordyzmie, który nas czeka, mówi Ćwiąkalski tutaj >>>

Morawiecki postanowił zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego przełomową uchwałę Sądu Najwyższego z 23 stycznia. Zdaniem ekspertów prawnych jego wniosek jest bezpodstawny, bo nie tak powinna działać kontrola TK. „Ta praktyka pojawiła się tylko dlatego, że rządzący uzyskali pełną kontrolę polityczną nad Trybunałem” – mówi OKO.press prof. Marcin Matczak

Więcej o Morawieckim, pachołku Kaczyńskiego, spełniającym rolę deprawatora prawa tutaj >>>

Helsińska Fundacja Praw Człowieka reakcje rządu na uchwałę połączonych Izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia uznaje za „rażący przejaw instrumentalizacji prawa dla realizacji interesów partyjnych” i „niezrozumienie zasady trójpodziału władzy”. Fundacja wskazuje, że uchwała SN może być szansą dla rządu na wycofanie się z przynajmniej części wprowadzonych zmian.

Czy PiS jest w stanie się wycofać z ustaw antykonstytucyjnych czytaj tutaj >>>

Aż 26 spraw, w których mieli sądzić sędziowie wybrani przez nową KRS, odwołano w piątek w Sądzie Najwyższym. Z tego powodu odwołano też trzy sprawy w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach. To jednak dopiero pierwszy dzień obowiązywania uchwały SN, więcej odroczonych spraw może być w kolejnych dniach.

Więcej o bałaganie w sądach tutaj >>>

Sędziowie z Krakowa są ścigani za akcję protestacyjną w ramach której rozwiesili w sądzie plakaty z postulatami odpolitycznienia wymiaru sprawiedliwości. Nie spodobało się to władzom sądu z nadania ministra Zbigniewa Ziobry. Plakaty „zaaresztowano”, a sędziom grożą teraz co najmniej dyscyplinarki.

O pisowskim zamordyzmie w stosunku do sędziów tutaj >>>

In vitro ratuje płodność całego społeczeństwa. Gdy Francja debatuje nad przyjęciem ustawy, która otworzy zabiegi samotnym kobietom i parom lesbijek, polski rząd krzyczy o nieetycznym „mrożeniu dzieci” i inwestuje w naprotechnologię. Metodę, która nigdzie na świecie nie jest uznawana za alternatywę dla in vitro.

O in vitro w Polsce tutaj >>>

Oświecenie jest atakowane zarówno przez dziczejącą populistyczną prawicę, jak też przez młodą „antykolonialną” lewicę uważającą zachodnie instytucje, prawa czy normy za najgorsze twory ludzkości, od których lepszy jest każdy peryferyjny zamordyzm – pisze Cezary Michalski. A najskuteczniejszą bronią Jarosława Kaczyńskiego jest zwyczajny ludzki oportunizm, którym prezes PiS będzie się posługiwał coraz skuteczniej, jeśli zachowa władzę przez całą kadencję.

Kapitalny esej Cezarego Morawskiego tutaj >>>

Wszelkie granice zostały dawno poprzekraczane, łącznie z granicą przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Został już tylko w argument nagiej siły, my kontrolujemy Trybunał i Kancelarię Sejmu, a nasi ludzie, których tam wysłaliśmy, będą robić to, co im partia rządząca powie. To pokazuje, jak głęboko zaszło przejmowanie państwa przez „grupę trzymającą władzę” – mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. – Dopiero wymeldowanie się obecnego notariusza rządów PiS-u, pana Dudy, z Pałacu Prezydenckiego zmieni fundamentalnie układ sił w Polsce – podkreśla.

Wywiad z Kucharczykiem o zagrożeniach władzą pisowską tutaj >>>

O listach poparcia KRS:

Jeśli miałoby się sprawdzać powiedzenie, że pycha kroczy przed upadkiem, to może to być dla nas dobra prognoza – mówi Hanna Gronkiewicz Waltz w rozmowie z Magdą Jethon

Podczas ostatnich obrad PE świat zobaczył prawdziwe oblicze Polski? Czy Panią zaskoczyło zachowanie europarlamentarzystów PiS?

Niespecjalnie, oni się tak samo zachowują w Polsce, choć sądziłam, że poza granicami kraju powinno się bardziej starać. Myślę, że oni są przekonani, że to wzbudzi szacunek do Polski, a to raczej pali mosty. Ja mam spore doświadczenie z pracy w EBOR (Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju). Jeżeli ktoś tam był bardzo roszczeniowy, tupał bez powodu, to nikt się go nie bał, tylko sobie myślał, że ciężko będzie z nim współpracować, więc lepiej dajmy sobie z nim spokój. Taka postawa nie budzi ani szacunku, ani lęku czy respektu i prowadzi do izolacji.

Wywiad Magdy Jethon z Hanną Gronkiewicz-Waltz tutaj >>>

O wyborach w Platformie Obywatelskiej i nowym szefie Borysie Budce tutaj >>>

Nowotwór Kaczyńskich

5 Sty

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku zaktywizowało tkwiące w umysłach wielu Polaków mentalne relikty sarmatyzmu, które wcześniej nie mogły szerzej zaistnieć pod rządami sił liberalnych czy socjalliberalnych. Wiele zachowań przedstawicieli i zwolenników obozu rządzącego, zwłaszcza demonstrowane przez nich przejawy megalomanii narodowej i ksenofobii, jako żywo przypominają szlacheckich panów braci w czasach schyłku litewsko-polskiego państwa.

Więcej o sarmackości i małości polskiej tutaj >>>

TOMASZ SIEMONIAK: To nie jest łatwa decyzja, bo zdaję sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaką biorę na siebie kandydując. Miałem okazję z bliska obserwować innych przewodniczących PO i współpracować z nimi blisko – z premierem Donaldem Tuskiem, z premier Ewą Kopacz, z przewodniczącym Schetyną – i wiem, jak duża to odpowiedzialność.

Więcej Siemoniaka tutaj >>>

Pierwsza lekcja ze śmierci Sulejmaniego? USA są nieobliczalne, a więc budowanie hipotez na temat ich prawdopodobnych reakcji na takie czy inne okoliczności i wydarzenia jest stratą czasu. To nie zwiększa wpływu Ameryki na sytuację w świecie, lecz wydatnie go zmniejsza.

O nieobliczalnym Trumpie >>>

PiS zachowuje się jak pani Dulska, która chciałaby swoje brudy prać w domu, aby nikt o nich nie wiedział.

(…)

Historia lubi się powtarzać. Przypominam sobie, jak w PRL komunistyczna sitwa atakowała działaczy opozycji, którzy informowali opinię publiczną świata o łamaniu praw człowieka w Polsce. Ówcześni władcy sięgali dokładnie po te same argumenty i epitety, którymi dziś PiS obrzuca swoich krytyków – że to donosiciele, sługusi niemieckich rewanżystów, zdrajcy szkalujący swój kraj itp. Przez całe lata musieliśmy znosić takie opluwanie przez ludzi będących ówczesnymi odpowiednikami Jacka Kurskiego, Krzysztofa Szczerskiego czy Zbigniewa Ziobry.

Więcej Maziarskiego >>>

PiS powstrzymać może już tylko ulica

15 Gru

Tusk: Kidawa-Błońska jest najlepszą kandydatką do konkurowania z Dudą

W trakcie konferencji Tusk odniósł się również do wyboru Kidawy-Błońskiej na kandydatkę PO w wyścigu o prezydenturę w Polsce. – Trzymałem kciuki za obu kandydatów (Jaśkowiaka i Kidawę Błońską – red.), ale serce mi bije mocniej, że jest to Małgorzata Kidawa-Błońska – stwierdził Tusk. W jego ocenie to kandydatka „najlepsza z możliwych” do konfrontacji z Andrzejem Dudą.

– Nie zgadzam się fundamentalnie z argumentami, że jest za mało bojowa lub mało charyzmatyczna – dodał. – Kidawa-Błońska prezentuje ciepło, a nie chłód. Synonimem charyzmy nie jest bycie twardzielem. Polska polityka potrzebuje ludzi gotowych do robienia dobra i działania nie przeciwko ludziom – ocenił Tusk.

O konwencji Platformy Obywatelskiej tutaj czytaj >>>

Napisać, że ten wywiad przeprowadzono – nomen omen – na kolanach, to mało. To właściwie monolog Jarosława Kaczyńskiego, z włożonymi w niektórych miejscach pytaniami, które pasują prezesowi PiS.

Wywiad, którego udzielił Polskiej Agencji Prasowej, zaczyna się od pytań o zdrowie Kaczyńskiego po operacji kolana. Żeby nie być gołosłownym, przytoczmy jedno z nich w jego pełnym brzmieniu: – „Kiedy spodziewa się Pan, że wróci do pełni sił i zacznie pojawiać w siedzibie partii na Nowogrodzkiej oraz na posiedzeniach Sejmu?”. – „Jak to po tego rodzaju operacji – trochę boli. Powoli będę dochodził do sił, w tym sensie, żeby już móc normalnie chodzić, a potem normalnie funkcjonować” – odpowiada Kaczyński. Dowiadujemy się także, że prezes ma sześć tygodni zwolnienia.

W dalszej części przekonujemy się, że prezes – mimo to – czuwa, a chore kolano nie przeszkadza mu, żeby bezpardonowo zaatakować niezależnych sędziów. – „Po tym, co się zaczęło dziać w ostatnich tygodniach to już właściwie jest anarchia. Mam nadzieję, że tym projektem powstrzymamy wysadzenie w powietrze wymiaru sprawiedliwości. W Polsce chce się stworzyć coś w rodzaju systemu trybunalskiego, bo on najlepiej służy tym interesom, które zostały ostatnio tak bardzo zagrożone. Ale to są interesy patologiczne, to jest wynik zdominowania polskiego życia publicznego i gospodarczego przez grupę, która ma bardzo wiele cech negatywnych” – stwierdził.

A oto pytanie dotyczące szefa NIK, które usłyszał prezes PiS: „Wbrew pana apelowi, nadal nie złożył dymisji. Nadal podtrzymuje Pan stanowisko, że Marian Banaś powinien złożyć dymisję?”. – „Oczywiście, to byłoby najprostsze wyjście. Proszę pamiętać, że pan Banaś nie jest członkiem naszej partii i nigdy nie był, w związku z tym nasze możliwości oddziaływania perswazyjnego się wyczerpały. Teraz to już są tylko możliwości związane z działaniem wymiaru sprawiedliwości. Tutaj liczę na to, że pan Banaś nie będzie się zasłaniał immunitetem” – odpowiedział Kaczyński.

„Ciągle liczymy, że zdrowy rozsądek prezesa NIK zwycięży. Przede wszystkim liczymy też, że pewne zarzuty, które zostały mu postawione, zostaną ostatecznie wyjaśnione. One muszą być wyjaśnione albo w postępowaniu prokuratorskim – to jest optymistyczny scenariusz z punktu widzenia pana Banasia, kiedy prokuratura uznałaby, że jednak nie ma deliktu karnego. Drugi scenariusz – który wydaje mi się bardziej realistyczny – to będzie decyzja sądu i wtedy zobaczymy” – dodał prezes PiS. O roli służb specjalnych, kierowanych przez Mariusza Kamińskiego, których zadaniem było skontrolowanie Banasia przed jego wyborem, oczywiście nie było mowy. O posłach opozycji, których marszałek Elżbieta Witek nie dopuściła do głosu, żeby powiedzieli o niejasnościach w oświadczeniach majątkowych Banasia, też nie.

Kampania prezydencka Małgorzaty Kidawy-Błońskiej będzie początkowo upływać (co najmniej do stycznia, ale być może także po styczniu) w cieniu wyborów lidera PO na następne lata. A także w cieniu ulubionej zabawy mediów i celebrytów, czyli „przede wszystkim trzeba zniszczyć Grzegorza Schetynę, potem się zobaczy” – pisze Cezary Michalski i przedstawia parę banalnych rad dla kandydatki PO. „Pierwszy z pozytywnych warunków, które musi spełnić Małgorzata Kidawa-Błońska, to utwardzenie nie tylko własnego wizerunku (na razie jest ona przez lewicowych i prawicowych populistycznych żuli rozpruwana jako „polska Maria Antonina”), ale także wykształcenie w sobie realnego „killer-instynktu”. Zdolności przeżycia w najbardziej brutalnych i pozbawionych reguł zapasach w błocie, bo tym właśnie będzie kampania prezydencka z udziałem prawicowych i lewicowych populistów” – podkreśla

Jak się wydostać z populistycznej ustawki „elity” kontra „lud”

Dla Platformy Obywatelskiej skończyły się prawybory, zaczęła się kampania prezydencka. Prezydenckie prawybory Platformy Anno Domini 2019 nie były tak nagłośnione, jak prawybory PO sprzed dziewięciu lat. Wtedy jednak Platforma była partią władzy, dziś nie jest, więc nie tylko państwowe media przejęte przez PiS, ale także najbardziej oportunistyczna część niepisowskich celebrytów i mediów nie postrzega dzisiaj PO jako dysponenta fruktów i kar. Stąd nieporównanie większy krytycyzm.

CI SAMI NIERAZ LUDZIE, KTÓRZY PRZED DZIESIĘCIU LATY WYCHWALALI POJEDYNEK POMIĘDZY SIKORSKIM I KOMOROWSKIM, DZIŚ „MIAŻDŻYLI” POJEDYNEK JAŚKOWIAKA I KIDAWY-BŁOŃSKIEJ, MIMO ŻE WÓWCZAS KOMOROWSKI I SIKORSKI TEŻ BYLI PRZEDE WSZYSTKIM LOJALNI WOBEC SWOJEJ POLITYCZNEJ FORMACJI, A WOBEC SIEBIE NAWZAJEM RÓWNIEŻ POZOSTAWALI NIEPORÓWNANIE MNIEJ „BOJOWI” I „ZACZEPNI”, NIŻ OBAJ POTRAFILI BYĆ WCZEŚNIEJ I PÓŹNIEJ W KONTEKSTACH ZEWNĘTRZNYCH.

Te prawybory przebiegły jak mogły najlepiej w sytuacji, kiedy za dobre słowo na temat Platformy nie dostawało się nagrody ani od władzy, ani od opozycyjnego salonu, a na samego pomysłodawcę prawyborów, Grzegorza Schetynę, lał się medialny hejt.

Jaśkowiakowi nikt nie oberwał skrzydełka czy nóżki, pozostanie ważnym personalnym zasobem Platformy Obywatelskiej. Nie tylko w lokalnej skali Poznania, bardziej rozpoznawalnym w polityce ogólnopolskiej, właśnie dzięki prawyborom.

Małgorzata Kidawa-Błońska wyleczyła się z traumy, jaką był dla niej trudny początek kampanii (kontrkandydat zgłoszony w ostatniej chwili, nakładanie się sporów wewnętrznych w PO na spór między kandydatami), a skala jej zwycięstwa na konwencji (345 do 125) pokazała jej samej, że we właściwej kampanii prezydenckiej będzie miała polityczne zaplecze.

Również sama Platforma pokazała jedność – co jest kluczowe w sytuacji, kiedy PiS rusza do kolejnej autorytarnej ofensywy, a PO jest dla niej praktycznie jedyną istotną polityczną przeszkodą.

MIMO ŻE ZNACZNA CZĘŚĆ PARTII MIAŁA – WEDLE MEDIÓW – KONTESTOWAĆ SAMĄ IDEĘ PRAWYBORÓW (BO BYŁA AUTORSTWA SCHETYNY), W DECYDUJĄCYM GŁOSOWANIU ODDANO TYLKO 5 GŁOSÓW NIEWAŻNYCH.

Sojusz populistów

Właściwa kampania prezydencka Małgorzaty Kidawy-Błońskiej będzie jednak początkowo upływać (co najmniej do stycznia, ale być może także po styczniu) w cieniu wyborów lidera PO na następne lata. A także w cieniu ulubionej zabawy mediów i celebrytów, czyli „przede wszystkim trzeba zniszczyć Grzegorza Schetynę, potem się zobaczy”.

PiS złożyło właśnie w Sejmie projekt ustawy mającej definitywnie zniszczyć resztki praworządności w Polsce. W tej sytuacji mówienie, że walka Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z Andrzejem Dudą o prezydenturę jest wojną o wszystko, to nie żadne odkrycie, lecz banał. Ma tę świadomość także Jarosław Kaczyński, dlatego stara się wyposażyć do tej walki Andrzeja Dudę w kolejne pieniądze, przywileje, „dary” wypychające z rynku pracy kolejne grupy Polaków (w tym obietnice dalszego obniżania wieku emerytalnego, za cenę jeszcze głębszego rozregulowania systemu ubezpieczeń społecznych).

Na to wszystko PiS będzie potrzebowało pieniędzy i będzie te pieniądze zabierać obywatelom. Zarówno grupom, które na PiS raczej nie głosują, jak też wszystkim Polakom po prostu (jak to pokazuje skokowe podniesienie akcyzy na alkohol i papierosy, w czym PiS-owi pomógł Adrian Zandberg i jego dziesięcioro posłów reprezentujących lewicowy populizm, więc chętnie przykładających rękę do niszczenia „liberalnej Polski”).

ŻEBY MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA WYGRAŁA TĘ WOJNĘ O WSZYSTKO, POTRZEBNE JEST SPEŁNIENIE PRZEZ NIĄ (I PRZEZ CAŁE JEJ POLITYCZNE ZAPLECZE) PARU WARUNKÓW, KTÓRE NIE SĄ ŁATWE.

Na pewno pułapką byłoby skupienie się wyłącznie na odpieraniu kolejnych PiS-owskich ofensyw – przeciwko sędziom, przeciwko unijnej polityce klimatycznej. Jak pokazały poprzednie cztery lata, tego typu wojny obronne pozwalają mobilizować mniejszość (czasami nawet – jak pokazały wybory do Senatu – jest to nawet większość, tyle że w każdych innych wyborach, łącznie z prezydenckimi, większość podzielona i wcale nie łatwa do zmobilizowania).

Pierwszy z pozytywnych warunków, które musi spełnić Małgorzata Kidawa-Błońska, to utwardzenie nie tylko własnego wizerunku (na razie jest ona przez lewicowych i prawicowych populistycznych żuli rozpruwana jako „polska Maria Antonina”), ale także wykształcenie w sobie realnego „killer-instynktu”. Zdolności przeżycia w najbardziej brutalnych i pozbawionych reguł zapasach w błocie, bo tym właśnie będzie kampania prezydencka z udziałem prawicowych i lewicowych populistów.

WYZNAWCY OBU POPULIZMÓW BĘDĄ RZUCAĆ SIĘ NA KANDYDATKĘ PO ZA KAŻDYM RAZEM, KIEDY SKRYTYKUJE JAKIŚ KOLEJNY GEST KORUPCJI POLITYCZNEJ PIS-U, A TAKŻE SZYDZIĆ Z NIEJ JAKO Z „ARYSTOKRATKI”, MIMO ŻE ONA SAMA REPREZENTUJE NAJBARDZIEJ POTRZEBNY DZIŚ POLSCE SOJUSZ MIESZCZAŃSTWA I INTELIGENCJI.

Sztandar uczciwego społecznego awansu

Na wszystkie te zaczepki kandydatka Platformy musi odpowiadać mocno i wyraźnie. Nie tylko punktując jałowość i toksyczność populizmu, ale także przedstawiając dla niego centrową i liberalną alternatywą. Konkretną, precyzyjną, na poziomie politycznym, społecznym, ekonomicznym. Tę alternatywę dla populizmu musi uwiarygadniać i wzmacniać całe zaplecze polityczne Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, czyli Platforma Obywatelska, KO, a w drugiej turze – mam nadzieję – także PSL i ta część lewicy, która pozostaje odporna na populizm Adriana Zandberga.

TO PRZEDSTAWIENIE I UWIARYGODNIENIE ALTERNATYWY WOBEC POPULIZMU MUSI PRZYJĄĆ KSZTAŁT PAKIETU USTAW I ROZWIĄZAŃ ZGŁOSZONYCH W SENACIE, A NASTĘPNIE DYSKUTOWANYCH W POLSKIM PARLAMENCIE PRZEZ CAŁY OKRES KAMPANII PREZYDENCKIEJ.

Wobec kolejnych „darów” Kaczyńskiego i Dudy kandydatka Platformy musi przedstawić zupełnie inne, ale równie konkretne „dary” – rozwiązania prawne, podatkowe, instytucjonalne motywujące do pracy, do kształcenia się, do podejmowania ryzyka wszędzie tam, gdzie populiści prawicowi proponują pieniądze za wyjście z rynku pracy. I wszędzie tam, gdzie do populistów prawicy dołączają się populiści lewicowi głoszący, że praca to przeżytek, praca to przywilej, za który pracujący powinni być finansowo karani, „praca przyspiesza katastrofę klimatyczną” itp.

Rozwiązania zaproponowane przez kandydatkę PO i całą jej formację muszą też wspierać i chronić polskich przedsiębiorców wszędzie tam, gdzie populiści prawicy i lewicy widzą w nich wyłącznie wrogów, „miliarderów”, skarbonki do wytrząsania pieniędzy na polityczne „dary”.

Kandydatka PO, właśnie po to, by uniemożliwić ustawienie jej przez prawicowych i lewicowych populistów jako „arystokratkę”, musi z determinacją i dumą zaproponować mechanizmy ułatwiające w Polsce awans społeczny w oparciu o wykształcenie, pracę i biznesowe ryzyko. Wszędzie tam, gdzie populiści z PiS proponują awans społeczny za cenę partyjnej legitymacji, a populiści lewicowi głoszą, że awans społeczny to najgorsze zło – powoduje rozwarstwienie, wykluczenie, a poza tym w liberalnej demokracji nie jest w ogóle możliwy.

ŻEBY WYGRAĆ WYBORY W ROZBITYM PRZEZ POPULIZM SPOŁECZEŃSTWIE, MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA MUSI UMIEĆ SAMA PRZEKROCZYĆ GRANICĘ (I ZAPROPONOWAĆ MECHANIZMY, KTÓRE TĘ GRANICĘ UCZYNIĄ ŁATWIEJSZĄ DO PRZEKROCZENIA DLA WSZYSTKICH) POMIĘDZY „ELITAMI” I „LUDEM”. JEDYNYM SPOSOBEM PRZEKROCZENIA TEJ GRANICY, BEZ KREOWANIA POGARDY ELIT DLA LUDU I RESENTYMENTU LUDU WOBEC ELIT, JEST WŁAŚNIE MERYTOKRATYCZNY, UCZCIWY, JAK NAJSZERSZY SPOŁECZNY AWANS.

Broniąc społecznego awansu Małgorzata Kidawa-Błońska będzie miała przeciwko sobie cały snobizm i cały resentyment naszego głęboko rozwarstwionego społeczeństwa. Jeśli jednak merytokratyczny awans społeczny nie stanie się sztandarem jej prezydenckiej kampanii, snobizm i resentyment szybko ją zabiją. Właśnie ich użyją bowiem przeciwko kandydatce Platformy prawicowi i lewicowi populiści.

Jeśli Parlament uchwali, a prezydent podpisze projekt ustawy „kagańcowej” wymierzonej w sędziów, prokuratorów i adwokatów, Polska znajdzie się poza granicami unijnej kultury prawnej. To droga do Polexitu – ostrzegają prawnicy oraz obrońcy praw człowieka.

Projekt ustawy „dyscyplinującej”, zwanej też „kagańcową” pojawił się na stronach Sejmu w nocy z 12 na 13 grudnia, w przeddzień 38. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Zakłada nowelizację „prawa o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw”, która ma doprowadzić do ograniczenia możliwości obrony swojej niezależności, państwa prawa oraz praw i wolności obywateli przez sędziówadwokatów i prokuratorów.

(Na zdjęciu: Sędziowie przed Sądem Okręgowym w Krakowie protestują przeciwko odbieraniu im prawa do stosowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE)

Przeczytaj pełną treść projektu

Firmują go posłowie PiS i Solidarnej Polski, związani ze Zbigniewem Ziobrą – Jacek Ozdoba (ur. 1991), Jan Kanthak (ur. 1991) i Sebastian Kaleta (ur. 1989). Młodzi politycy stan wojenny znają z lekcji historii, ale pamiętają zapewne moment wejścia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku.

Teraz projekt, który wnieśli do Sejmu, może doprowadzić do faktycznego wyprowadzenia Polski z przestrzeni prawnej Unii Europejskiej.

Przestrzegają przed tym prawnicy z Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego, którzy wyrażają „swój sprzeciw wobec podejmowanych przez rządzącą większość prób naruszania konstytucyjnego ładu w Polsce. Działania te stawiają nasz kraj poza europejskim kręgiem kultury prawnej i w realny sposób wykluczają ze wspólnoty prawa, jaką jest Unia Europejska”.

Członkowie Komitetu Helsińskiego, m.in. prof. Ewa Łętowska, prof. Mirosław Wyrzykowski, prof. Andrzej Rzepliński ostrzegają, że „przyjęcie tej ustawy cofnęłoby Polskę poza granice europejskiej cywilizacji, praw człowieka, rządów prawa, godności każdego człowieka  i podziału władz. Byłoby wstępem do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej.”

Publikujemy pełne treści oświadczeń.

Oświadczenie Komitetu Helsińskiego ws. projektu ustawy dyscyplinującej sędziów

My, członkowie Komitetu Helsińskiego w Polsce wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec wymierzonego wprost w konstytucję projektu ustawowego zniesienia niezawisłości i godności urzędu sędziego zgłoszonego przez posłów PiS dokładnie w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i wpisującego się w jego retorykę.

Przyjęcie tej ustawy cofnęłoby Polskę poza granice europejskiej cywilizacji, praw człowieka, rządów prawa, godności każdego człowieka  i podziału władz. Byłoby wstępem do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej.

Warszawa 13 grudnia 2019 roku

Podpisali: Halina Bortnowska Dąbrowska, Teresa Bogucka, Janusz Grzelak, Jacek Kurczewski, Ewa Łętowska, Wojciech Maziarski, Danuta Przywara, Andrzej Rzepliński, Mirosław Wyrzykowski.

Stanowisko Zarządu Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego z dnia 13 grudnia 2019 roku 

Działając jako Zarząd Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego zrzeszającego konstytucjonalistów reprezentujących wszystkie ośrodki naukowe oraz realizując zobowiązania, które przyjęliśmy stając się członkami społeczności akademickiej składając przysięgę doktorską, uważamy za swój obowiązek zabranie głosu w sytuacji, gdy naruszane są podstawowe zasady konstytucyjne, na których opiera się ustrój Rzeczypospolitej Polskiej.

Wyrażamy swój sprzeciw wobec podejmowanych przez rządzącą większość prób naruszania konstytucyjnego ładu w Polsce. Działania te stawiają nasz kraj poza europejskim kręgiem kultury prawnej i w realny sposób wykluczają ze wspólnoty prawa, jaką jest Unia Europejska.

Nasz szczególny niepokój budzi przedłożony w nocy 12 grudnia 2019 roku projekt nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw. Projekt ten wprowadza niekonstytucyjne i niedemokratyczne rozwiązania godzące w niezależność wymiaru sprawiedliwości i niezawisłość sędziów oraz wprowadza system kar – do wydalenia z zawodu włącznie – w celu zastraszenia sędziów. Działania takie, podejmowane przez jedną z władz przeciwko innej, również konstytucyjnie umocowanej, są niedopuszczalne w państwie chcącym pozostać demokratycznym państwem prawnym.

Z rosnącym niepokojem przyjmujemy także informacje o kolejnych postępowaniach dyscyplinarnych wszczynanych przeciwko sędziom i prokuratorom realizującym swoje konstytucyjne i ustawowe obowiązki. Proces zastraszania sędziów jest przy tym realizowany z wykorzystaniem instytucji o wątpliwym statusie konstytucyjnym, takich jak organ wykonujący obecnie zadania Krajowej Rady Sądownictwa oraz niespełniająca wymogów sądu europejskiego Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego.

W związku z powyższym, zwracamy uwagę na konieczność podjęcie niezwłocznych działań mających na celu przywrócenie stanu zgodnego z Konstytucją RP dla uniknięcia potęgującego się stanu anarchii prawnej. Podjęte w tym celu prace legislacyjne powinny być prowadzone z udziałem organów wymiaru sprawiedliwości i przedstawicieli środowiska sędziowskiego, a także z poszanowaniem ustrojowych zasad, na których opiera się Konstytucja RP z 1997 roku.

Zarząd Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego

Kaczyński powtarza drogę Jaruzelskiego, który użył siły przeciw społeczeństwu, ale ostatecznie został obalony po niecałych 8 latach. Teraz pójdzie to szybciej.

Rocznicę stanu wojennego władza postanowiła uczcić wprowadzeniem stanu wojennego. Na początek tylko w sądach, ale w ślad za tym zamordyzm obejmie inne sfery życia. Wszak niezawisłe sądownictwo jest bezpiecznikiem i gwarantem wszystkich swobód obywatelskich, politycznych, praw pracowniczych itd.

Podobnie więc jak cztery dekady temu mamy dyktatorską i przestraszoną władzę, która wie, że dalsze tolerowanie niesubordynacji i fermentu społecznego jest dla niej groźne. Coś z tym musi zrobić, bo w przeciwnym wypadku sytuacja wymknie się jej spod kontroli.

Pancerne wozy komuny i pancerne łby PiS-u

13 grudnia 1981 r. reżim komunistyczny zmobilizował i wyprowadził z koszar wojsko, by rozprawić się ze społeczeństwem obywatelskim, które zabarykadowało się w kopalniach i fabrykach. Dziś reżim pisowski mobilizuje swoich żołnierzy w Sejmie, by rozprawili się ze społeczeństwem obywatelskim zabarykadowanym w sądach.

A nad tym wszystkim słychać złowieszczy chichot historii.

Czołgi komunistycznej junty w 1981 r. staranowały bramy zakładów pracy, wjechały do środka i zdławiły opór strajkujących robotników. Czy czterdzieści lat później zakute, pancerne łby pisowskich parlamentarzystów rozbiją bramy budynków sądowych i zdławią opór broniących się sędziów?

Rządowa propaganda nazywa przeciwników „kastą” i twierdzi, że to reżim występuje w obronie demokracji i praworządności. Doprawdy, wyjątkowej bezczelności trzeba, by tak odwracać znaczenia. To przecież ferajna Jarosława Kaczyńskiego tworzy nietykalną, stojącą ponad prawem kastę. To jej członkowie nawzajem się ułaskawiają, odmawiają wszczęcia śledztw w swoich sprawach, uznają się za niewinnych i godnych sprawowania najwyższych urzędów. Kaczyński namaszcza Dudę, Duda ułaskawia Kamińskiego, a Kamiński wystawia glejt Banasiowi. Ręka rękę myje.

40 lat temu junta też twierdziła, że to ona broni w Polsce porządku i demokracji, zagrożonych przez knowania wrogów pragnących doprowadzić do wojny domowej, by dorwać się do władzy.

Znów rozlega się chichot. Słyszycie?

Za plecami Kaczyńskiego nie ma Wielkiego Brata

Jest jednak istotna różnica między rokiem 1981 a 2019. Gdy wozy bojowe Jaruzelskiego wyjeżdżały na ulice, w odwodzie czekały czołgi radzieckie. Pozostawały w swoich bazach, ale grzały silniki, w każdej chwili gotowe wesprzeć sojuszników. Dziś natomiast to nie banda Kaczyńskiego może liczyć na wsparcie z zewnątrz, lecz obrońcy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Drugą linią obrony polskiej demokracji jest Unia Europejska. Za polskimi sędziami murem stoją sądy europejskie z Trybunałem Sprawiedliwości na czele.

Ciekawe, jaki byłby wynik starcia w 1981 r., gdyby w perspektywie nie majaczyła groźba sowieckiej inwazji. Świadomość, że krajowego reżimu nie można obalić, nie narażając się na to, co spotkało Węgrów w 1956 roku i Czechów oraz Słowaków w roku 1968, osłabiała siłę oporu, podkopywała morale obrońców demokracji i skłaniała do wycofywania się z sytuacji konfrontacyjnych.

Dziś jednak obrońcy państwa prawa w Polsce nie mają powodu do takich obaw. Viktor Orbán nie przyśle tu swoich czołgów, by bronić władzy polskiego kuzyna. Natomiast Unia Europejska jak najbardziej stanie w obronie polskich demokratów.

Pod warunkiem wszakże, że demokraci ci będą aktywni i sami staną w obronie swojego państwa, tak jak w grudniu 2016 r. pod Sejmem. Byli wówczas w gorszej nawet sytuacji niż dziś – władza PiS była mocniejsza, mniej zużyta, opozycję paraliżowało doświadczenie niedawnej klęski wyborczej, a reżim kontrolował obie izby parlamentu. Dziś psychologicznie to PiS jest w defensywie, a opozycja po odbiciu Senatu odzyskała pewność siebie. I powinna te sytuację wykorzystać organizując opór społeczny. Stając na czele protestów.

Już dziś postawmy pięć pytań niewygodnych dla władzy

Władza wpadła w panikę, gdy sędziowie zaczęli kierować do TSUE i Sądu Najwyższego pytania niewygodne dla reżimu. Parę równie niewygodnych dla władzy pytań trzeba też skierować do innych adresatów. Może jeszcze jest na te pytania odrobinę za wcześnie. Może jeszcze władza się cofnie i nie uchwali sprzecznej z konstytucją ustawy o sądach, której przyjęcie oznaczałoby w gruncie rzeczy wykluczenie Polski z UE. Jednak lepiej być przygotowanym na najgorsze i już dziś zacząć o tym myśleć. Pytajmy więc.

Pytanie pierwsze, do obywateli: czy gotowi jesteście, tak samo jak w grudniu 2016 r., tylko jeszcze liczniej, stawić się na ulicach, by bronić polskiej demokracji i wolności?

Pytanie drugie, do liderów opozycji: czy gotowi jesteście stanąć na czele tych protestów i organizacyjnie wesprzeć obywateli w walce? Czy już zaczęliście się do tego przygotowywać? Czy na przykład na wszelki wypadek rozmawiacie już teraz z firmami przewozowymi, by zaklepać autokary, którymi ludzie będą mogli przyjechać do Warszawy?

Pytanie trzecie, do Rafała Trzaskowskiego: czy jest pan przygotowany na wielodniowe (a może i wielotygodniowe – to będzie zależeć od postawy Kaczyńskiego) stacjonarne demonstracje w centrum Warszawy? Potrzebne będą toi-toie, miejsca noclegowe, punkty żywienia, opieka medyczna, straż miejska etc. Może będzie mróz, więc trzeba będzie ludziom zapewnić możliwość ogrzania się. Na pańskim miejscu już dziś nawiązałbym kontakt z organizatorami dawnego Majdanu w Kijowie i wykorzystał ich jako ekspertów i doradców.

Pytanie czwarte, do policjantów, a zwłaszcza do liderów związku zawodowego policji: co zrobicie, gdy zagrożony reżim będzie chciał was użyć przeciw demonstrującym obrońcom państwa prawa i demokracji? Myślicie już o tym?

Pytanie piąte, do Jarosława Gowina: czy zdaje pan sobie sprawę, że od postawy pańskich parlamentarzystów może zależeć, czy władza popchnie Polskę na skraj konfrontacji? I że dla pana to zapewne ostatnia szansa na uniknięcie losu Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry, Beaty Szydło, Andrzeja Dudy i innych ludzi reżimu, których trzeba będzie pociągnąć do odpowiedzialności za zbrodnie przeciw Rzeczypospolitej i jej konstytucji?

PiS nie ma się z czego cieszyć, Polacy za demokracją

8 Gru

Cały wykład noblowski Olgi Tokarczuk tutaj >>>

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów; pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii. Polakom po październikowych wyborach przygląda się psycholożka prof. Krystyna Skarżyńska

Jak wprost powiedział Jarosław Kaczyński, jeszcze nie wszyscy Polacy zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość, ale „mimo wszystko jest się z czego cieszyć”. Ta wypowiedź wiele mówi o tej partii i jej oczekiwaniach. Chcą mieć pełnię władzy, myślą, że na większe poparcie zasłużyli, a tu społeczeństwo okazało się nie całkiem wdzięczne.

Jest też zawód po stronie obywateli, wspierających zarówno Koalicję Obywatelską, jak i Lewicę, którzy myśleli, że opozycja zdobędzie zdecydowanie więcej głosów.

W przeprowadzanych rozmowach (w kilku badaniach focusowych) wśród różnych grup respondentów, a także w wypowiedziach medialnych osób z różnych stron politycznej sceny, zauważam nastrój zawiedzenia oczekiwań po wyborach parlamentarnych 2019.

Tymczasem cała opozycja zdobyła więcej głosów niż Zjednoczona Prawica, choć nie przełożyło się to na większość mandatów. O tym za mało się mówi.

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów;  pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii.

Koalicja Obywatelska musi się jasno określić

Zauważono też liczne przemieszczenia między elektoratami, wiele osób odeszło z KO i to w różne strony: na lewo, ale i w kierunku PSL z Kukizem, zdecydowanie mniej do PiS.

Przepływy te są – moim zdaniem – dowodem na to, że ludzie już nie bardzo chcą głosować na partię, która oferuje mało wyrazistą ofertę dla wszystkich (nawet jak jest anty-PiS-em), tylko głosują na taką, która wydaje się bliższa ich światopoglądowi.

Jeżeli tak jest, to KO ma przed sobą poważną pracę, której efektem powinna być jasna, klarownie i atrakcyjnie opowiedziana koncepcja tego, czym jest dla niej  demokratyczne centrum, jakie państwo i społeczeństwo chce rozwijać, ile ma być w tym państwie liberalizmu, ile  (i jakiej) solidarności. Bez tego prawdopodobnie rozpadnie się na jakieś dwie mniejsze partie.

PiS „pasuje” wielu ludziom

Co do wyborców PiS (czy Zjednoczonej Prawicy) to nie jest tak, że większość z nich wybiera tę partię jedynie ze względu  na transfery materialne. Z danych, jakie zbieramy od lat, wynika, że polskie społeczeństwo jest w dużej mierze konserwatywne, więc deklarowane przez rządzącą prawicę wartości „pasują” wielu ludziom (zwłaszcza starszym, gorzej wykształconym, ale i młodym mężczyznom).

Dwa mechanizmy głosowania zadziałały w tę samą stronę: i portfel (transfery finansowe), i różaniec (podobne wizje roli Kościoła, tradycyjno-narodowe wartości).

Oba te mechanizmy (czy motywy poparcia wyborczego) współpracują ze sobą.

Wiadomo, że jeżeli oddaliśmy na kogoś swój głos (np. bo wzmocnił naszą pozycję finansową, zauważył nasze potrzeby), to mamy tendencję przypisywać mu /jej pewne ważne podobieństwo (np. w sferze wartości), żeby dodatkowo wzmocnić, uzasadnić (czy „uszlachetnić”) swój wybór.

Mniej ważne są wtedy obserwowane zachowania konserwatywnego (z deklaracji) polityka, odbiegające od jego deklaracji ideowych (oszukuje na podatkach, bije żonę, rozwodzi się trzeci raz) niż chęć dostrzegania wspólnych wartości.

Wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić

Dla badaczy społeczeństwa jest wiele wyzwań, związanych z próbami jego lokalizacji na wymiarach sekularyzacji i wartości europejskich. Jest wiele niespójnych danych.

Na przykład, prof. Mirosława Marody w książce „Społeczeństwo na zakręcie” (2019), bazując na badaniach EVS (European Voluntary Service – Wolonatriatu Europejskiego) sprzed paru lat dowodzi „postępującego procesu sekularyzacji”: od roku 1990 do 2017 stopniowo spada procent respondentów deklarujących ważność Boga i religii w ich życiu oraz częstość udziału w mszy.

Ale inne dane dowodzą, że między rokiem 1998 a 2017 nastąpił wyraźny

wzrost „katolickiego fundamentalizmu”

(określenie Bogdana Wojciszke  i jego współpracowników, „Psychologia Społeczna” 2017, nr 2), np.:

• w roku 2016 z opinią „wartości chrześcijańskie w Polsce powinny być szczególnie chronione” zgadzało się 68,5 proc., podczas gdy w 1998 – 46,5 proc.;

• „Życie poczęte powinno podlegać bezwzględnej ochronie prawnej”: 51,9 proc. w roku 2016, 45,3 proc. –  w 1998;

• „Polska powinna być krajem bardziej katolickim”: 36,3 proc. w roku 2016, 25,8 proc. – w 1998.

Jeszcze wyraźniejszy jest

wzrost ksenofobii

Oto przykłady:

• „Polska powinna być przede wszystkim dla Polaków” – 72,6 proc. wobec 56,7 proc.- w roku 1998;

• „Polska powinna bronić się przed zalewem wzorców obcych naszej kulturze narodowej”  – 77,5 proc. wobec . 60,6 proc. w roku 1998;

• „Polska powinna wprowadzić ograniczenia dla obcokrajowców przybywających z Zachodu: 56,6 proc. wobec 34,9 proc. w roku 1998.

Moje dane z lat 2014-2018 są podobne. Ale gdy do pytań światopoglądowych dodano w roku 2016 pytanie o prawo do procedury in vitro – ponad 90 proc. ogólnopolskiej próby odpowiedziało „zdecydowanie tak” i „raczej tak”.

Jesteśmy znacząco bardziej narodowo-katoliccy i ksenofobiczni  (w tym sensie – bardziej konserwatywni) niż byliśmy 20 lat temu i niż byliśmy w roku 2014. Ale „wybiórczo”.

Co to znaczy? Co wybieramy z naszej tradycji, a co odrzucamy? Co jest wynikiem autentycznej, głębokiej zmiany świadomości, co konformizmem czy efektem retoryki rządzących?  To są wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić.

Co się wylęgnie z lewicy

Część społeczeństwa myśląca prospektywnie, czyli bardziej lewicowo-liberalnie, odeszła od Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej w kierunku Lewicy.

Platforma Obywatelska w jakimś sensie zmroziła sporo swojego elektoratu różnymi działaniami, raz w prawo  – na przykład wystawiając w wyborach dawnych członków PiS-u lub PZPR, a innym razem w lewo – przyjmują pewne prospektywne postulaty Lewicy.

Lewica też nie jest jednorodna i ciekawe, co się z tego dalej wylęgnie. I tu też potrzeba poważniejszej refleksji nad mechanizmami i związaną z nimi stabilnością prospektywnych preferencji.

Dziś nie wiem,

ile w tym poparciu dla Lewicy jest przejawem głębszej refleksji, znajomości programów lewicowych partii i zgodności własnych wartości z tymi programami, a ile osób wybrało te partie, bo miało dużą niechęć do innych partii

czy „obraziło się” na tę, którą przedtem popierało.

Zjawisko negatywnego elektoratu

Zjawisko „negatywnego elektoratu” staje się coraz bardziej wyraźne w rożnych spolaryzowanych społeczeństwach; w analizach psychologiczno-społecznych poświęca się mu coraz więcej uwagi (por. Alan I. Abramowitz, Steven W. Webster, Negative Partisanship: Why Americans Dislike Parties But Behave Like Rabid Partisans, “Advances in Political Psychology”, vol. 39, 2018).

Demokracja PiS-u i opozycji

Nasze społeczeństwo jest zróżnicowane, jeśli chodzi o stosunek do demokracji. Można przywołać rysunki i komentarze Krzysztofa Pacewicza („Wyborcza”) do odpowiedzi, jakich udzielają Polacy pytani o stosunek do demokracji.

Rzeczywiście, większość – również zwolennicy PiS-u – jest za demokracją, zresztą liderzy PiS powtarzają, że jest to partia najbardziej demokratyczna. Ale ta demokracja znaczy zupełnie co innego w zależności od tego, którą stronę politycznego sporu pytamy.

Dla zwolenników PiS-u demokracja jest oparta głównie na tym, że są wolne wybory i w ogóle jest dużo wolności (w rozumieniu: robimy, co chcemy).

Większość nas wybrała, nie mamy żadnych ograniczeń, państwo jest suwerenne, to jest demokracja. Natomiast nieobecne w tym myśleniu są prawa i wolności człowieka, rola opozycji, wielopartyjność.

Tym zaś, co łączy elektoraty opozycyjne, jest określona wizja społeczeństwa i państwa, zawierająca szacunek dla indywidualnych praw i wartości jednostek oraz różnych stylów życia, ale i poczucie związku z szerszą wspólnotą

(por. Krystyna Skarżyńska, Freedom, freedom… but what freedom? Intrinsic and extrinsi sense of freedom as predictors of preferences for political community and attitudes towards democracy, Social Psychological Bulletin, v. 14, 2019).

Zadajemy sobie pytanie, dlaczego ewidentne dla demokratów naruszenia zasad demokracji przez rządzącą partię nie spowodowały przesunięcia elektoratów, tylko nawet ją wzmocniły.

Autorytaryzm odrzucany

Z moich badań wynika, że kiedy się pyta Polaków wprost nie o demokrację, ale o przejawy autorytaryzmu władzy, nie używając jednak słowa „autorytaryzm”, to respondenci w większości zdecydowanie lub raczej uważają je za niedopuszczalne: czyli deklarują, że nie godzą się na używanie siły wobec opozycji, naruszanie trójpodziału władzy i niechlujne, prowadzone bez konsultacji społecznych, ustawodawstwo, niszczenie opozycji i niesprawiedliwe traktowanie jej w sądach.

Kiedy się pyta o poziom akceptacji dla tych poczynań władzy – ostatnie takie badania przeprowadzałam w końcu 2018 roku – to okazuje się, że raczej popiera je około 18 proc. respondentów, oczywiście więcej w elektoratach partii prawicowych niż w elektoratach partii lewicowych i liberalnych.

Wymiary prawicowości a autorytaryzm

Najważniejsze jest głębsze zrozumienie społeczeństwa, bo na nim można budować oczekiwania  i plan co robić dalej.

Właściwie dzisiaj jesteśmy w systemie autorytarnym. Wybory są fasadą.

Ostatnie wybory nie były zupełnie uczciwe w tym sensie, że przewaga jednej ze stron, jeśli chodzi o propagandę i użyte środki, była zastraszająca.

Wiadomo, co się dzieje z sądami, z Trybunałem Konstytucyjnym, jakie są zapowiedzi co do mediów i samorządów. Niewielka przewaga opozycji w Senacie jest jednak wskazówką, że gdy dobrze obmyśli się dobór kandydatów, dotrzyma się ustaleń międzypartyjnych w ramach opozycji, wybory – nawet przy tak nierównych siłach państwowego wsparcia dla rządzących i opozycji, jak to było w październiku  – może wygrać opozycja.

Ale starania Zjednoczonej Prawicy [PiS plus Gowin + Ziobro], by demokratyczny werdykt wyborczy zmienić, kusząc opozycyjnych senatorów stanowiskami, demaskują kolejny raz niedemokratyczny charakter rządzących dziś Polską.

Paradoksem jest wysokie poparcie wyborcze sił autorytarnych – przy jednocześnie stwierdzanym stosunkowo niewielkim procencie Polaków dopuszczających autorytarne rządzenie.

W kilku moich badaniach stwierdziłam, że

poziom deklarowanej akceptacji różnych przejawów autorytarnego rządzenia jest wyraźnie związany z prawicowością oraz z akceptacją agresji w życiu politycznym.

W badaniach używałam różnych miar prawicowości – lewicowości respondentów. Pytałam o autoidentyfikację na skali lewica-prawica, o siłę postaw prawicowo-autorytarnych (tzw. right-wing authoritarianism), na które składają się: uległość wobec uznanego autorytetu, autorytarna agresja wobec inaczej myślących oraz konwencjonalizm, czyli podporządkowanie się tradycyjnym normom i wartościom.

Trzecią miarą lewicowości-prawicowości był stosunek do konserwatyzmu światopoglądowego (do twierdzeń takich, jak: więcej Kościoła w państwie, kobieta bez wolności wyboru, Polska tylko dla Polaków).

W roku 2016 i kolejnym wszystkie trzy miary poziomu prawicowości dodatnio istotnie korelowały z uproszczonym rozumieniem demokracji (jako rządów wybranej większości) oraz z większą akceptacją dla agresji w polityce.

Te trzy zmienne: prawicowość, proste rozumienie demokracji i akceptacja agresji w polityce – pozwalały przewidzieć wyższy poziom poparcia autorytaryzmu władzy (w tzw. analizach ścieżkowych).

Można więc zasadnie powiedzieć, że konserwatywny, narodowo-katolicki fundamentalizm (wyraźnie obecny w polskim społeczeństwie) jest istotnym czynnikiem, sprzyjającym poparciu dla autorytarnej władzy.

Zrozumienie powodów, dla których w ostatnich 20 latach wzrosła liczba osób przyjmujących taki światopogląd i jednocześnie akceptujących agresję w polityce, pozwoli sformułować takie projekty społeczne, które nie pozwolą na to, by anty-demokratyczne partie zdobywały w Polsce realną władzę.

Psychologowie od lat wskazują, że ważnym czynnikiem wzmacniającym konserwatyzm jest poczucie zagrożenia. A co jeszcze?

Przewietrzony parlament, to dobrze dla demokracji

Wybory parlamentarne pokazały że społeczeństwo potrafi się mobilizować i więcej głosowało „za demokracją” niż „za autorytaryzmem”.

Aktywistki i aktywiści społeczni dostrzegli, że trzeba współdziałać z partiami, chociaż niektóre przeżywają kryzys. Przed nami są zmiany myślenia o polityce. Wydaje się, że nie musi być ona przeciwstawiana społecznym ruchom obywatelskim.

Co jest jeszcze optymistyczne? Jednak to, że przyszła do Sejmu młoda lewica, że zmienia się auto-wizerunek i zewnętrzny odbiór PSL,  jest czymś dobrym dla demokracji.

Po prostu, dzięki tym zmianom, różne segmenty społeczeństwa zyskały swoją wyraźniejszą reprezentację w parlamencie. Teraz będą sprawdzać, czy warto się wiązać z tymi partiami na dłużej. Tym sposobem staną się bardziej aktywnymi obywatelami i docenią (mam nadzieję) rolę mniejszości w demokracji parlamentarnej.

To mówicie, że jak to było z tą Targowicą? Kto jest zdrajcą ojczyzny?

Za nami debata prawyborcza kandydatów PO na urząd prezydenta. W szranki stanęli wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

Kidawa-Błońska mówiła, że kandyduje, bo nie zgadza się na „kolejnych Banasiów czy Misiewiczów”. – „Państwo musi się przed tym bronić. A prezydent jako strażnik Konstytucji ma tu dużo do zrobienia. Kandyduję, dlatego, że chcę, aby prezydent łączył Polaków, a nie dzielił. Kandyduję, bo wierzę, że łączy nas więcej niż antyPiS” – stwierdziła.

Jacek Jaśkowiak powiedział, że atmosfera na sali jest „jak na meczu Lecha z Legią”. Powoływał się na swoje doświadczenia jak prezydenta Poznania. – „Obiecuję, że zawsze będę stał po stronie poniżanych i słabszych. Kierujmy się tym, co jest ważne dla Polski – te wybory będą kluczowe, niech wygra ten, kto ma większe szanse wygrać z Andrzej Dudą” – mówił Jaśkowiak. Zaprezentował swoje hasło: „Prawdziwy prezydent, silna Polska”.

Kandydaci mówili, jak zamierzają rozliczyć rządy PiS i Andrzeja Dudę. – „Każda osoba, która łamie prawo, narusza Konstytucję, powinna być osądzona. Nie może być tak, że politycy są dziś bezkarni, bezkarnie niszczą Polskę. Musimy pokazać do jakiej sytuacji doszło, jaka to jest demoralizacja” – uważa Kidawa-Błońska.

„Nie mam żadnych wątpliwości, że należy postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta Andrzeja Dudę za łamanie Konstytucji. Należy również postawić do odpowiedzialności karnej tych wszystkich, którzy łamali Konstytucję, prawo i nawet w elektoracie PiS-u, powiedziałbym więcej, nawet wśród rządzących nie ma już w tej chwili wątpliwości, że należy postawić akt oskarżenia Marianowi Banasiowi” – powiedział Jaśkowiak.

Kandydat na prezydenta zostanie wyłoniony 14 grudnia podczas konwencji PO.

Ofensywa „dobrej zmiany” załamała się. Teraz władza ma do wyboru dwie możliwości: albo ustąpić, albo pójść w zaparte, narażając się na odpowiedzialność karną w przyszłości.

Wyrok Sądu Najwyższego, delegalizujący Izbę Dyscyplinarną SN oraz Krajową Radę Sądownictwa, to Stalingrad Zbigniewa Ziobry. „Dobra zmiana” próbuje jeszcze robić dobrą minę do złej gry, głośno krzyczy „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!” – ale sama wie, że jest w tym zaklinaniu rzeczywistości całkiem nieprzekonująca.

Bo oczywiście stało się – i to nie tylko w sferze symbolicznej. Reżim całkiem praktycznie stracił możliwość legalnego represjonowania niezawisłych sędziów. Owszem, może ich nadal szykanować i niszczyć, ale w tym celu musi zrzucić maskę i zademonstrować światu swą prawdziwą twarz. Musi przyznać: tak, jesteśmy gangsterami i pełniąc funkcje państwowe, stosujemy gangsterskie metody.

Wyrok SN zwolnił sędziów z obowiązku stawiania się przed Izbą Dyscyplinarną SN, która została uznana za organ nielegalny. I nie ulega wątpliwości, że oskarżani sędziowie wykażą dość determinacji i konsekwencji, by z tego zwolnienia skorzystać – akurat ci, którym władza wytacza postępowania dyscyplinarne należą do elity najodważniejszych i najbardziej świadomych swej niezawisłości. Nie będą się wahać ani ustępować pod presją. Izba Dyscyplinarna będzie się więc zbierać i obradować pod nieobecność podsądnych, może nawet będzie wydawać jakieś „wyroki” – ale nikogo nie będzie to obchodzić. Poza władzą.

Reżim poprzez swych mianowanych namiestników będzie chciał nadać moc tym rzekomym „wyrokom”. Niepokornych sędziów spotkają więc represje takie, jak np. sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna, którego minister odwołał z sądu okręgowego, a „dobrozmianowy” szef sądu rejonowego zawiesił w orzekaniu. Tyle tylko, że próbując w ten sposób sterroryzować środowisko, władza odrzuci ostatnie już pozory praworządności i w pełni ujawni przestępczy charakter.

Jak na to zareaguje środowisko sędziowskie i cała opinia publiczna? Próbkę już mieliśmy: w całym kraju odbyły się protesty, a sędziowie z Olsztyna starali się zorganizować zebranie, by zażądać dymisji szefa sądu rejonowego Macieja Nawackiego. Ten zaś zakazał im tego, co już było ostatnim gwoździem do trumny i dopełniło jego wizerunku.

Po wyroku Sądu Najwyższego władza stoi więc przed wyborem: albo ustąpić, ale w praktyce będzie to polityczna kapitulacja, zwiastująca rychły koniec rządów ferajny Kaczyńskiego, albo pójść w zaparte i sięgnąć po represje jak w Olsztynie. Prawdopodobieństwo, że wybierze to drugie, wydaje się znacznie większe.

Na krótką metę będzie to bardziej bolesne dla środowiska sędziowskiego i całego społeczeństwa obywatelskiego, ale w dalszej perspektywie pożałują tego sami „dobrozmianowcy”. Gdyby podporządkowali się wyrokowi SN, staliby tylko w obliczu groźby utraty władzy. Wypowiadając posłuszeństwo prawu, narażają się na znacznie poważniejsze konsekwencje – od wydalenia z zawodu po karę więzienia.

Sugerowałbym Zbigniewowi Ziobrze, żeby starannie sobie przekalkulował, czy mu się to opłaca.

TVP nie pokazała wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. W czasie, gdy najmłodsza polska noblistka przemawiała w Sztokholmie, na antenie TVP Info pokazano m.in. materiał „Miliony z warszawskiego ratusza dla organizacji promujących dewiacje seksualne, narkotyki i prostytucje”. Odczytu nie pokazano też w kolejnych godzinach i nie informowano o nim na portalu tvp.info.

Wizje Kaczyńskiego i jego SKOK-i

24 List

Pięć bitew o SKOK. Jak Bierecki, Kaczyński, Duda i politycy PiS blokowali nadzór nad Kasami

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach.

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością.

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację w Kasach i faktycznie uchronili setki tysięcy ludzi przed stratą oszczędności.

To także próba rozmycia afery związanej z korupcyjną propozycją złożoną Leszkowi Czarneckiemu przez Marka Ch., szefa KNF powołanego za rządów PiS. Rządzący chcą pokazać, że wprawdzie w ich obozie zdarzają się czarne owce, ale za rządów poprzedników, było ich jeszcze więcej (w KNF – siedem razy więcej!).

Ale nie damy PiS-owi, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach.

Przypominamy, jak Bierecki i sprzyjający mu politycy – głównie z PiS – doprowadzili do tego, że przed laty SKOK-i zostały objęte wyłącznie nadzorem Krajowej SKOK (na której czele stał Bierecki) i jak przez kilkanaście lat blokowali wprowadzenie zewnętrznego, państwowego nadzoru nad kasami.

Prokuratura i Ziobro: nadzór KNF był spóźniony

6 grudnia 2018 roku szczecińska prokuratura wysłała funkcjonariuszy Centralnego Biuro Antykorupcyjnego, by o 06.00 rano zatrzymali siedmioro urzędników, którzy za rządów PO-PSL nadzorowali SKOK-i w Komisji Nadzoru Finansowego. Wśród nich – byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka i jego byłego zastępcę Wojciecha Kwaśniaka.

Śledczy zarzucili im, że zbyt późno podjęli działania nadzorcze w sprawie SKOK Wołomin i przez spóźnione wprowadzenie w tej Kasie zarządu komisarycznego doprowadzili do szkody przekraczającej 1,5 mld złotych.

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, na konferencji dotyczącej zatrzymań, powtarzał, że „to jest prawdziwa afera KNF” (w odróżnieniu od sprawy Marka Ch., byłego szefa KNF, powołanego za rządów PiS).

Cały tekst o SKOK-ach tutaj >>>

Kiedy Andrzej Duda wznosił podczas inauguracji Sejmu IX kadencji akty strzeliste do demokracji i dialogu, za fasadą szła ta sama destrukcyjna robota.

Próba zniesienia trzydziestokrotności, drastyczne podwyżki akcyzy na alkohol i papierosy, zrujnowanie Funduszu Rezerwy Demograficznej w związku z kiełbasą wyborczą dla emerytów, milczenie o sprawie Banasia.

Zadowolony z siebie premier dywagował o państwie dobrobytu, gdy nad gospodarką europejską znów gromadzą się chmury, a poważne inwestycje w Polsce stoją w miejscu. No ale od czasów rzecznika Jerzego Urbana wiadomo, że rząd się sam wyżywi, zwłaszcza że konfiturami ma teraz zarządzać pan Sasin.

O tym, że „wersal” – czyli szacunek dla przeciwników politycznych i dla prawa – w polityce polskiej się skończył, usłyszeliśmy już dawno temu od Andrzeja Leppera. Niszczenie demokracji zaczyna się od niszczenia praworządności i debaty politycznej, którą zastępuje słowotok i hejt.

Więcej >>>

Podczas kiedy premier Morawiecki wygłaszał triumfalne orędzie w Sejmie, wzrok mój padł na ogromny, sześcioszpaltowy tytuł w „Rzeczpospolitej”: „Czy powstanie Agencji Uzbrojenia opanuje CHAOS W ZBROJENIÓWCE” (podkreślenie – Pass.). Chaos w zbrojeniówce? Pierwsze słyszę. Przecież przemysł zbrojeniowy należy do najważniejszych gospodarczo i politycznie, to oczko w głowie każdego rządu. Jak to jest możliwe, że tam, gdzie wszystko jest pod kontrolą władzy, panuje chaos? Czy to wina Tuska?

Jak informuje poważna przecież gazeta, nie tak dawno utworzona Polska Grupa Zbrojeniowa wraz z Inspektoratem Uzbrojenia MON mają utworzyć nową Agencję Uzbrojenia. Kolejna reorganizacja na wielką skalę. Po co? Dlaczego? Czyżby zbrojeniówka dotychczas nie powstała z kolan? Dziennikarze Zbigniew Lentowicz i Marcin Piasecki wyjaśniają, że politycy związani z  szefem MON Mariuszem Błaszczakiem „nie chcą dopuścić do tego, by zbrojeniowy potentat był nadzorowany przez Ministerstwo Aktywów Państwowych kierowane przez wicepremiera Jacka Sasina”. Nowa agencja będzie mogła zlecać produkcję na rzecz wojska bez przetargu.

Więcej >>>

W największej opozycyjnej partii rozpoczęła się procedura prezydenckich prawyborów, w których zmierzą się Małgorzata Kidawa-Błońska i Jacek Jaśkowiak. Ale nie tylko oni szykują się do walki o pozycję w partii.

Rozpoczynamy nowy etap polityki, który zakończy się zwycięstwem w wyborach – powiedział po piątkowym posiedzeniu zarządu PO Grzegorz Schetyna, ogłaszając jednocześnie, że w partii zaczyna się procedura prezydenckich prawyborów. Zarząd Platformy zatwierdził kandydatów: Małgorzatę Kidawę-Błońską i Jacka Jaśkowiaka.

Prawybory, czyli wreszcie emocje w PO

Los prawyborów wisiał na włosku do ostatniej chwili. Termin zgłoszeń kandydatów minął we wtorek o północy i do tego momentu jedyną oficjalnie zgłoszoną kandydatką była Kidawa-Błońska. Dopiero następnego dnia okazało się, że korespondencyjnie wpłynęło jeszcze zgłoszenie drugiego kandydata – prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka.

– Grzegorz Schetyna włożył w ostatnich dniach mnóstwo energii, żeby znaleźć kogoś, kto stanie do prawyborów. Długo namawiał Tomasza Grodzkiego, posłów, europosłów, a nawet kilku samorządowców – mówi „Polityce” poseł PO. – Te prawybory to był dla niego punkt honoru, wiedział, że jeśli się nie odbędą, to zostanie to uznane za jego osobistą porażkę – dodaje nasz rozmówca.

Start Jaśkowiaka był zaskoczeniem dla prawie wszystkich. Na pierwszym miejscu – dla Kidawy-Błońskiej, która wyraźnie niezadowolona komentowała, że wolałaby się o tym dowiedzieć od samego kandydata. Ale zdziwieni byli też inni, zwłaszcza przeciwnicy Schetyny, którzy mieli nadzieję szybko zacząć kampanię prezydencką i przeprowadzić jak najsprawniej wybory na przewodniczącego PO. Według relacji naszych rozmówców Kidawa-Błońska była tak zła na Schetynę, że rozważała wycofanie się ze startu. Nie zdecydowała się jednak na to, a zamiast tego postanowiła podobno walczyć z jeszcze większą determinacją.

Więcej >>>

Nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie? – zdawał się pytać prezes. Jednak tym razem ta buta to pozór. Kamuflaż. Wódz słabnie i wie o tym.

Wiele osób sądziło, że po porażce, jaką w gruncie rzeczy był dla PiS wynik wyborów, Jarosław Kaczyński złagodzi kurs. Po doświadczeniach nocy z czwartku na piątek są mocno zaskoczeni: jak to?!

Znów zobaczyli to samo szyderczo wykrzywione oblicze „dobrej zmiany”, które tak dobrze znają z minionej kadencji. Znów byli świadkami, jak zgraja kreatur prezesa bezceremonialnie przepycha na eksponowane stanowiska w państwie najgorsze szumowiny, pozbawiając oponentów jakiegokolwiek wpływu na sprawy publiczne.

W głosowaniu coś „nie stykło”? Moglibyśmy je przegrać? A cóż za problem, zagłosujemy jeszcze raz… Dobrze zapamiętajmy twarz Jarosława Kaczyńskiego, ten jego szyderczy uśmieszek szatniarza: nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie?

Pozornie uśmieszek i bezczelność była taka sama, jak w minionych czterech latach, kiedy „dobra zmiana” prezentowała butę i ignorowała każdy głos sprzeciwu. To była metoda Kaczyńskiego na radzenie sobie z oponentami.

W państwach praworządnych i demokratycznych władza musi się liczyć z opiniami opozycji i społeczeństwa, uwzględniając je w swoich działaniach. A Kaczyński demonstracyjnie się z nimi nie liczył. Przetrzymał falę wielkich demonstracji, przetrzymał oblężenie parlamentu, przetrzymał strajki niepełnosprawnych, nauczycieli i innych grup społecznych. Wyrobił w obywatelach przekonanie, że władza nie reaguje na nic, więc nie ma sensu protestować, bo to i tak nic nie da.

Na pierwszy rzut oka czwartkowa noc była ciągiem dalszym tego samego spektaklu. A jednak coś się zmieniło.

Kilka dni wcześniej uformowało się zdominowane przez opozycję prezydium Senatu, które już zapowiada powołanie komisji, mającej zbadać sprawki pisowskiego szefa NIK. Na początku tygodnia PiS musiał jak niepyszny wycofać się z planu zniesienia tzw. limitu 30-krotności w składkach ZUS. Expose premiera spotkało się z miażdżącą krytyką ze wszystkich stron. Koalicjanci się burzą i żądają większego udziału we władzy, biskupi domagają się zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. I nawet Jacek Kurski musiał się wycofać z sylwestrowych planów TVP.

Wszystko to razem stwarza wrażenie słabości. Widać wyraźnie, że władza straciła pełną kontrolę nad sytuacją i w wielu kwestiach znalazła się w defensywie. I właśnie taki jest kontekst czwartkowego spektaklu w Sejmie.

W poprzednich czterech latach PiS demonstrował siłę, którą rzeczywiście posiadał. Teraz jednak demonstracja siły była kamuflażem, zasłoną dymną, mającą ukryć erozję władzy Kaczyńskiego. Prezes pilnie potrzebował takiego spektaklu, by podtrzymać entuzjazm i zmotywować swych żołnierzy. Autorytet, jakim się cieszy, jest bowiem pochodną przekonania jego wyznawców, że wódz nigdy się nie myli, nigdy nie przegrywa i prowadzi swój lud od jednego chwalebnego triumfu  do następnego. Tę wiarę trzeba w ludzie pisowskim podtrzymywać – i temu właśnie służył czwartkowy pokaz buty i szyderczy uśmieszek na twarzy wodza: nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie?

Otóż, zrobimy, panie prezesie. Wkrótce się pan przekona.

Mordeczki Kaczyńskiego w Trybunale Konstytucyjnym

21 List

Europa doceniła Donalda Tuska. Stając do wyborów na szefa europejskiej Partii Ludowej, jako jedyny kandydat, mówił: „Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”

20 listopada 2019 w Zagrzebiu Donald Tusk został wybrany szefem Europejskiej Partii Ludowej. 491 osób było za, 37 – przeciw. Zastąpił na stanowisku Francuza Joseph Daula. Były polski premier jest pierwszym przedstawicielem Europy Wschodniej na czele największej partii politycznej w Unii Europejskiej.

„Stańmy razem na tym najważniejszym polu politycznej bitwy, przeciwstawiając się nieodpowiedzialnym populistom, będąc partią odpowiedzialną i popularną.

Po pięciu latach mam dość bycia głównym europejskim biurokratą. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”,

mówił Tusk podczas przemówienia przed głosowaniem.

„Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Pod żadnym pozorem nie wolno nam rezygnować z bezpieczeństwa i porządku na rzecz populistów, manipulatorów i autokratów, którzy przekonują ludzi, że wolności nie można pogodzić z bezpieczeństwem. Że obrona naszych granic nie da się pogodzić z liberalna demokracją, a efektywne rządzenie z praworządnością”.

Nie poświęcimy takich wartości jak wolności obywatelskie, praworządność i przyzwoitość w życiu publicznym dla bezpieczeństwa i porządku, bo nie ma takiej potrzeby. Bo one się nie wykluczają”.

„Wszystko, co napisałam, podtrzymuję. Nic nie cofam” – odpowiedziała Krystyna Pawłowicz, kandydatka do TK, na zarzuty o używanie mowy nienawiści. Drugi kandydat Stanisław Piotrowicz w ogóle nie musiał odpowiadać na pytania o karierę w PZPR i obronę księdza-pedofila z Tylawy, bo przewodniczący komisji przyspieszył głosowanie. Komisja poparła oboje kandydatów

W środę 20 listopada wieczorem sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zaopiniowała kandydatury na nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dwie, nie trzy, bo w ostatniej chwili posłowie PiS wycofali swoje poparcie dla Roberta Jastrzębskiego, którego niespodziewanie zgłosili w piątek.

„Procedura zgłoszenia kandydata na to stanowisko zostanie ponowiona, termin zgłoszeń najpewniej w tym tygodniu przedstawi marszałek Sejmu” – poinformował PAP dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Pod obrady komisji w środę trafili więc tylko Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz, oddani żołnierze rządu PiS.

„Będziemy opiniowali dwie czy trzy kandydatury? W stabilnych demokracjach nie wprowadza się zmian na ostatnią chwilę” – ubolewała na początku posiedzenia posłanka PO Kamila Gasiuk-Pihowicz, wiceprzewodnicząca Komisji.

Po dwóch i pół godzinie wojny na argumenty – formalne, merytoryczne i prawne – przewodniczący komisji Marek Ast z PiS postanowił skrócić obrady i przejść do głosowania. Jeszcze zanim Stanisław Piotrowicz zdołał odnieść się do któregokolwiek z pytań opozycji.

Komisja sprawiedliwości, w której przewagę mają posłowie Prawa i Sprawiedliwości, zgodnie z przewidywaniami poparła obie kandydatury. Opozycja głosowała przeciw, ale była w mniejszości.

Już w czwartek 21 listopada po południu Sejm będzie głosował nad ich przyjęciem. W Sejmie większość ma PiS, więc Pawłowicz i Piotrowicz są o włos od zajęcia zwalniających się w grudniu posad w TK.

Opozycja: „Pokażcie ekspertyzy!”

Zanim posiedzenie Komisji zaczęło się na dobre, posłowie opozycji zgłosili do przewodniczącego Asta szereg wniosków formalnych. Chcieli, by zarządził przerwę, bo nie zdążyli zapoznać się z treścią ekspertyz prawnych przygotowanych na wniosek wicemarszałków Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Piotra Zgorzelskiego.

Opinie te przygotowali uznani eksperci prawni – profesorowie Marek Chmaj i Marcin Matczak.

„Te opinie zostały przygotowane na koszt Kancelarii Sejmu. Nie możemy zadawać pytań kandydatom, jeżeli nie ustalimy, co zawierają”

– apelował poseł PO Michał Szczerba.

Ekspertyzy Matczaka i Chmaja dotyczyły spełniania przez kandydatów wymogów formalnych. Jak pisaliśmy w OKO.press, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz przekroczyli 65. rok życia. W efekcie „reform” sądowniczych PiS mogą być… za starzy, by zasiadać w TK.

„Czy osoba, która skończyła 65 lat, wypełnia kryteria konieczne do pełnienia urzędu? Skoro w tym wieku nie można być czynnym sędzią SN?” – pytała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Posłowie PiS odrzucili jednak wnioski o przerwę i zgodnie twierdzili, że przy kandydowaniu do TK wiek Piotrowicza i Pawłowicz nie ma znaczenia.

„Głosy w doktrynie są podzielone” – stwierdził Marek Ast. „Nie ma tu żadnej kwestii związanej z cenzusem wieku” – komentował Piotr Sak. „Profesorowie, którzy sporządzili te analizy, nie są bezstronni, zwłaszcza prof. Matczak” – grzmiał Przemysław Sobolewski, wicedyrektor Biura Analiz Sejmowych.

Przypudrowane życiorysy

Wkrótce potem posłanka PiS i wiceprzewodnicząca komisji Anna Milczanowska przeszła do przedstawienia kandydatur Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Usłyszeliśmy obszerne fragmenty życiorysów tej przebojowej dwójki. Jak zauważyli posłowie opozycji – mocno przypudrowane.

Jako pierwszy swoje wątpliwości przedstawił w pytaniach poseł PO Michał Szczerba. Odniósł się do opinii prawników i zwrócił uwagę na potencjalnie dyskwalifikujący wiek Piotrowicza i Pawłowicz. Ale nie tylko.

„Jest też kryterium nieskazitelnego charakteru. W ostatnich latach do Komisji Etyki Poselskiej wielokrotnie wpływały wnioski dotyczące wypowiedzi pani poseł Pawłowicz.

Czy pani podtrzymuje te wypowiedzi? Czy jest pani gotowa przeprosić posłankę Gasiuk za obrażanie jej? Za używanie języka poniżającego i nienawistnego, m.in. wobec Donalda Tuska? Czy z czystej krwi polityczki może pani stać się niezawisłym sędzią TK?”

– pytał Szczerba.

Poseł punktował też przemilczane fragmenty CV Stanisława Piotrowicza.

„Jakie ma pan odczucia wobec postawy, którą prezentował pan, gdy jako prokurator umorzył sprawę księdza z Tylawy? Czy nie wstydzi się pan, że publicznie oczyszczał go pan z zarzutów?” – pytał.

Przewodniczący Ast kilkakrotnie próbował odebrać głos Szczerbie. Ostatecznie, ku oburzeniu opozycji, posłowie PiS przegłosowali pomysł, by skrócić czas na zadawanie pytań do jednej minuty na każdego kandydata.

Ekspresowe pytania

Na szybko swoje pytania musieli zadać m.in. polityk Wiosny Krzysztof Śmiszek, Katarzyna Piekarska i Anna Maria Żukowska z SLD, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Krzystof Paszyk z PSL, Magdalena Filiks z KO i Barbara Dolniak z Nowoczesnej.

Mimo niesprzyjających warunków opozycja z ogromnym wysiłkiem przypominała wady obydwojga kandydatów.

„Czy podtrzymuje pani swoją opinię, że sędziowie po 65 roku życia nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji? Po co kandyduje pani do TK, skoro mówiła Pani, że Trybunał narusza zasadę demokratyzmu? Czy prawo unijne ma prymat nad prawem krajowym?” – wyliczał Śmiszek.

„Za co dostał pan brązowy krzyż zasługi w 1984 roku, bo chyba nie za działalność opozycyjną?” – pytała Piotrowicza Katarzyna Piekarska.

„Stanowiliście państwo prawo, teraz będziecie wyłączeni ze spraw, które dotyczą ustaw, przy których pracowaliście – czy ma to sens? Czy pan Piotrowicz może stać się apolityczny miesiąc po wyborach, w których kandydował? Czy jest dobrym kandydatem do TK, skoro nie dostał nawet wystarczająco głosów, by zostać posłem?” – argumentowała Magdalena Filiks.

„Czy to prawda, że razem z marszałkiem Kuchcińskim łamał pan instrukcję HEAD? Pani profesor Pawłowicz, czy podtrzymuje pani opinię w sprawie flagi UE? Nadal nazwałaby ją pani szmatą?” – dopytywał Krzysztof Paszyk.

„Czy będą państwo niezależni i niezawiśli? Nie było tego symptomów w ostatnich czterech latach. Oboje jesteście prawnikami, a mimo swojej wiedzy podejmowaliście decyzje, które są sprzeczne z konstytucją. Jak chcą nas państwo do siebie przekonać?” – mówiła Barbara Dolniak.

Laurkę dla Pawłowicz wygłosił poseł PiS Bartosz Kownacki.

„Znam panią profesor jako wykładowcę na UW. To były jedne z najlepszych zajęć. Te wcześniejsze wypowiedzi to ataki ludzi, którzy zostali beneficjentami złodziejstwa, które przeprowadzono po 89 roku” – stwierdził.

Pawłowicz: „Wszystko podtrzymuję”

Po skończonej rundzie pytań głos zabrała Krystyna Pawłowicz.

„To wasza zasługa, że tutaj siedzimy. PiS chciało ograniczyć wiek emerytalny sędziów TK, ale państwo protestowaliście. Dzięki państwu jesteśmy na tej sali jako kandydaci” – zaczęła posłanka.

„Komisja Etyki Poselskiej jest reliktem czasów PRL, kiedy była jedność moralno-polityczna wszystkich posłów.[…] Przewagę mają w niej zawsze posłowie opozycji i wykorzystują jako pałkę do cenzurowania wolnych wypowiedzi politycznych, do których posłowie są upoważnieni” – przekonywała.

„Zacytował pan moje wypowiedzi. Wszystko, co napisałam, podtrzymuję. Nic nie cofam, proszę pana” – odpowiedziała Pawłowicz Michałowi Szczerbie i Krzysztofowi Śmiszkowi.

„Morda to jest morda, to nie jest żadne słowo wulgarne” – stwierdziła.

„W razie konfliktu polskiego prawa z prawem UE, odsyłam do art. 8 i 91 konstytucji, które mówią, że prymat ma polska konstytucja. Jest najwyższym prawem RP” – podkreśliła Pawłowicz.

Posłanka przyznała, że zdarzyło jej się głosować za przepisami, które uznała za niekonstytucyjne, bo tak nakazywała jej partyjna dyscyplina.

„To była moja prywatna opinia, o konstytucyjności decyduje Trybunał Konstytucyjny. Poseł ma swoje obowiązki” – ucięła.

Na sali rozgorzała dyskusja. Wkrótce potem przewodniczący Ast postanowił zakończyć debatę i przejść do głosowania, zanim jeszcze na którekolwiek z pytań odpowiedział Stanisław Piotrowicz.

Gdy posłowie PiS poparli kandydaturę Krystyny Pawłowicz, część posłów opozycji zamierzała opuścić salę. Zostali jednak na głosowaniu nad kandydaturą Piotrowicza. Także i on otrzymał zielone światło dzięki głosom PiS.

„Posadzilibyście córki na kolanach księdza z Tylawy? Tak traktujecie TK?” – ubolewała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Jastrzębski w odstawkę

Posłowie i posłanki nie mieli okazji przepytać sędziego Roberta Jastrzębskiego, bo PiS tuż przed posiedzeniem komisji wycofało dla niego poparcie.

„To prawda, ale nie wiem, skąd taka decyzja” – mówił Onetowi w środę Marek Ast.

Posłowie PiS zgłosili Jastrzębskiego na ostatnią chwilę, w piątek 15 listopada, wycofując zarazem zaproponowaną wcześniej Elżbietę Chojnę-Duch.

Chojna-Duch miała dowiedzieć się o tym z publikacji Onetu. „Były wcześniej rozmowy, że rozważają taką możliwość. Ale odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego” – komentowała prawniczka.

Jak pisaliśmy w OKO.press Jastrzębski jest jednym z „ośmiu wybitnych konstytucjonalistów” Zbigniewa Ziobry. Gdy Trybunał Konstytucyjny w marciu 2016 roku orzekł, że nowelizacja ustawy o TK przeprowadzona przez PiS była niekonstytucyjna, Ziobro powoływał się m.in. na ekspertyzę Jastrzębskiego, który „podzielał zdanie rządu”.

Media spekulują, że PiS musiało wycofać jednego z kandydatów ze względu na toczące się w obozie Zjednoczonej Prawicy rozmowy koalicyjne. Naciskać mieli koalicjanci partii Kaczyńskiego, którzy też chcą mieć w TK swoich przedstawicieli.

„Jedną z trzech osób zastąpi kandydat naszych koalicjantów. Swojego reprezentanta zgłoszą też w styczniu, gdy skończy się kadencja kolejnego sędziego TK” – powiedział „Gazecie Wyborczej” anonimowy rozmówca z kręgów władzy.

>>>

„Potrzebuję tego boksu, tego wysiłku, ciosów i bólu, żeby zejść na ziemię. Inaczej nie zachowam dystansu do samego siebie” – opowiadał w 2017 roku. „Od dłuższego czasu widać było, że ma większe ambicje niż samorząd. To nie jest zając ustawiony, by prawybory się odbyły. Czekał na właściwy moment” – mówi OKO.press polityczka KO

„Polska potrzebuje silnej prezydentury, która zatrzyma łamanie praworządności, wydobędzie kraj z chaosu partyjniactwa i przywróci wszystkim obywatelom prawdziwe poczucie wspólnoty. Podjąłem się tego wyzwania. Dlatego zgłosiłem swoją kandydaturę w prawyborach” – napisał na Twitterze w środę 20 listopada 2019, tuż przed godz. 18.

Człowiek w kopercie

We wtorek o północy minął termin zgłaszania kandydatów i kandydatek w prawyborach prezydenckich Koalicji Obywatelskiej, planowanych na 14 grudnia. Zanosiło się na to, że prawyborów nie będzie, bo zgłosiła się tylko Małgorzata Kidawa-Błońska, była marszałkini Sejmu, zgłoszona jako kandydatka KO na premiera w czasie kampanii przed wyborami 2019. Zebrała 150 głosów poparcia.

W środę w południe pojawiły się pogłoski, że jest jeszcze czyjeś zgłoszenie. O 17.30 Grzegorz Schetyna potwierdził (z Zagrzebia, gdzie pojechał na spotkanie EPL i wybory Tuska), że jest jeszcze jedno zgłoszenie, w zamkniętej kopercie.

Gdy nazwisko Jacka Jaśkowiaka (rocznik 1964) zaczęło się powtarzać, potwierdził na Twitterze.

W 2010 roku kandydował na prezydenta Poznania z listy ruchów miejskich Porozumienie My-Poznaniacy – i przegrał, zdobywając 7,16 proc. głosów. W 2013 wstąpił do Platformy Obywatelskiej i ponownie wystartował w wyborach – jako kandydat PO i sensacyjnie wygrał z Ryszardem Grobelnym, który rządził Poznaniem przez 16 lat. Jaśkowiak zdobył w drugiej turze 59,09 proc.

Był pierwszym polskim prezydentem miasta, który wziął udział w Marszu Równości – w 2015 roku. Robił to również w kolejnych latach, w końcu organizatorzy poprosili Jaśkowiaka o honorowy patronat nad Marszem – zgodził się. W 2018 roku Poznański Marsz Równości przeszedł pod patronatem Prezydenta Poznania.

Był biznesmenem. W latach 90. pracował w firmie Jana Kulczyka, potem założył własną, która zajmowała się doradztwem i obsługą księgową. Był też menedżerem barda opozycji Jacka Kaczmarskiego. Angażował się w organizację imprez sportowych – Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie.

„Od dłuższego czasu widać było że ma większe ambicje niż samorząd, więc moim zdaniem to nie jest zając ustawiony tylko by prawybory się odbyły.
Po prostu czekał na właściwy moment” – mówi OKO.press polityczka KO.

OKO.press przedstawia wybór wypowiedzi Jaśkowiaka, w większości z wywiadu-rzeki Violetty Szostak i Włodzimierza Nowaka. „Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem Prezydentem Poznania” wydanej w 2017 roku, Wydawnictwo Poznańskie.

O kandydowaniu na prezydenta (2017)

Violetta Szostak i Włodzimierz Nowak: Namawiają cię?

No tak… Idę na jakieś przyjęcie, podchodzi do mnie właściciel firmy wartej pięćset milionów i mówi: „Jestem zaszczycony, że mogę przywitać przyszłego prezydenta Polski”.

O! I co?

Nie mam takich ambicji (…)

Ciekawi jesteśmy spotkania z tobą za jakiś czas, gdy okaże się na przykład, że Jaśkowiak jednak kandyduje na prezydenta Polski.

Dajcie spokój! Dziesięć razy więcej mogę zrobić jako prezydent Poznania – mam dziesięć razy większy budżet. Prezydent Polski to funkcja czysto reprezentacyjna. Nie mówiąc już o tej patologii, jaką mamy teraz, gdy Duda pełni funkcję długopisu. Po co mi to? Mam swoje ego huśtać? Jaki to jestem wspaniały i tak dalej? (…) Pisałem się na Poznań. Co zacząłem, to skończę.

O kandydowaniu na prezydenta (2018)

Nie za bardzo wydaje mi się, żeby było to możliwe ze strony jakiegokolwiek samorządowca. Bo ta kampania wymaga dużego zaangażowania czasowego, a każdy z nas ma tutaj ciężką pracę do wykonania. Jestem przekonany, że opozycja będzie w stanie wystawić dobrego kandydata (Onet, 15 października 2018).

O uchodźcach i PiS

Stanowisko Kościoła jest w sprawie uchodźców jednoznaczne: należy pomagać. A skoro PiS tak bardzo identyfikuje się z Kościołem, że aż rząd jedzie na mszę prymicyjną syna Beaty Szydło na Jasną Górę, to niech sięgną również do Pisma Świętego. Niech naprawdę posłuchają głosu tego Kościoła! Bo klęczą na procesjach, swoją wiarę manifestują politycznie, a potem robią coś zupełnie innego.

O konserwatyzmie

Czy Merkel z CDU jest konserwatywna? Jeżeli o takim konserwatyzmie mówimy, to ja się z nim absolutnie identyfikuję.

O Schetynie

Grzegorz wyraźnie dał do zrozumienia, kto jest dla niego partnerem.

Jaśkowiak?

Jaśkowiak. Jestem członkiem rady programowej, na konwencjach Grzegorz trzyma mnie blisko, gdy jest w Poznaniu, siadamy przy jednym stoliku. Pokazuje, na kogo liczy.

(…) Spotykam się ze Schetyną regularnie, wspieram go, jak umiem. Pamiętam, kiedy PO miała strasznie słabe sondaże, w mediach opinie, że Schetyna jest do niczego, a w partii panuje warcholstwo, bo każdy pieprzył, co mu ślina na język przyniesie. Przed jakąś konwencją powiedziałem Grzegorzowi: wypnij klatę, nie garb się, olej te komentarze, musisz iść z powerem. Potem mi dziękował, bo dałem mu zastrzyk energii. Podziwiam go, że to wszystko wytrzymał i wyprowadził Platformę z dołka.

O tym, jak wygrać z PiS? Razem

Dla mnie są w tej chwili ważne dwa elementy. Pierwszy: jak wygrać z PiS-em, jak wygrać Polskę dla wartości europejskich. Drugi: jak to potem poskładać – jeżeli teraz nie będziemy w stanie dogadać się jako demokratyczna opozycja, to jak chcemy się dogadać później, po obaleniu PiS?

(…) PiS-owi możemy wgrzać tylko wtedy, jak się zjednoczymy. Bo wyglądanie rycerza na białym koniu to dziecinada. To pokazuje, że – jako społeczeństwo – mamy jeszcze dużo do zrobienia, by dorosnąć.

O współpracy opozycji

Już teraz musimy pokazać, że potrafimy współpracować. Tak jak dziś w Poznaniu – prezydent jest z Platformy, jeden zastępca z ruchów miejskich, drugi z lewicy. Mamy porozumienie programowe Platformy i lewicy. To najlepszy model dla Polski.

O Poznaniu, który jest trendy

To, czego najbardziej brakowało poznaniakom, to poczucia dumy. Mam nadzieję, że im to dałem, że poczuli: nie jesteśmy obciachowi. W tej chwili Poznań jest trendy. Być symbolem anty-PiS-u, bastionem wolności – niezłe. Poznań wydawał się konserwatywny, ale wcale taki nie jest.

Byłem na wszystkich wyborach prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych, również w tych pierwszych częściowo wolnych. Nie opuściłem żadnych wyborów. Na jakie partie głosowałeś? Najpierw na Unię Wolności. Ale zagłosowałem też później na Kwaśniewskiego i SLD. Potem głosowałem na PO. A w wyborach samorządowych głosowałem na Grobelnego w pierwszych dwóch kadencjach. Mam szacunek do wszystkich dawnych opozycjonistów, którzy tyle zrobili dla Polski. Do Macierewicza też miałem. Ale teraz on zachowuje się jak radziecki dygnitarz czy PRL-u.

O tym, na kogo głosował od 1989 roku

Najpierw na Unię Wolności. Ale zagłosowałem też później na Kwaśniewskiego i SLD. Potem głosowałem na PO. A w wyborach samorządowych głosowałem na Grobelnego w pierwszych dwóch kadencjach.

O kobietach

Wolałbym oczywiście spędzić życie w zgodzie z jedną kobietą, być jej wiernym, mieć z nią więcej niż jedno dziecko, ale z Joanną nam się to nie udało. Nie uważam jednak, by mój stosunek do kobiet był niewłaściwy. Nie traktuję kobiet przedmiotowo. Przeżyłem z nimi i dzięki nim najważniejsze chwile w moim życiu.

O boksie

Chodzę na treningi z wyczynowymi bokserami! Z Saszą, który ma gabaryty prawie jak Kliczko: waga sto dwa kilogramy, sto dziewięćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu. Szybki jak cholera – pięć lat trenuje boks, a wcześniej trójbój siłowy. Ciężko się z nim ćwiczy w parze… Jest też Rusłan, z Ukrainy. Trenuje z nami chłopak, który właśnie wyszedł z poprawczaka. Był też student farmacji z Arabii Saudyjskiej. Dopytywał, kim jestem. Myślał, że ten siwy to pomocnik trenera. Jak mu powiedzieli, że to „mayor of the city”, nie uwierzył: „I on tak tu przychodzi? Bez ochrony?!”. No to ktoś mu powiedział: „Popatrz na niego, on nie potrzebuje ochrony” ( śmiech ). Wiecie, jaką mam frajdę z tych treningów? Jak to mnie teraz niesie?

Staram się tak z osiem godzin tygodniowo. I raz w tygodniu mam sparing z zawodowym bokserem. Czasami wstaję o piątej rano, by potrenować przed pracą.

Potrzebuję tego boksu, tych sparingów, tego wysiłku, ciosów i bólu, żeby zejść na ziemię. Muszę iść na ten ring i tę presję z siebie zrzucić. Inaczej nie zachowam dystansu do samego siebie.

O przegrywaniu

Przegrany polityk jest jak przegrany bokser – nikt go już nie potrzebuje. Polityk jest potrzebny wtedy, gdy ludzie go kochają, kochają media. Przegranego nikt nie kocha. I wtedy wrócę po prostu do tego, co robiłem wcześniej. To kusząca perspektywa, żeby razem z synami poprowadzić firmę Jaśkowiak. Sprawdzę, czy jeszcze umiem zarabiać pieniądze.

Już teraz wiem, co powiem, odchodząc z polityki. Mam nadzieję, że będę odchodził z podniesionym czołem. Że mnie nie zniosą z ringu, wmanewrują w jakieś aresztowanie

czy podobne rzeczy… ale przed tym też nie ma we mnie strachu. Co powiesz? Z „Boba Dylana” Kaczmarskiego:

Oddaj komuś rząd dusz
I na własny szlak rusz
Tam gdzie żadne nie zdarzą się porty
Mówić będą żeś zbiegł
Ale wyjdą na brzeg
I zdradzieckie ci lampy zapalą
Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą

O przypadku

Tak sobie dzisiaj myślę, że granica między byciem prezydentem a byciem takim człowiekiem w miejskim kontenerze jest bardzo cienka. Przecież ja też jako młody chłopak mogłem sięgnąć po alkohol, narkotyki. To akurat mnie nie kręciło, ale mam świadomość, że scenariusz mógł być inny.

O bogactwie

Długo oglądałem świat za szybą i chciałem się do niego przebić. Nawet ta fascynacja Joanną – córką dyrektora szpitala i nauczycielki, z willą, jak się wtedy mówiło – było aktem tego przebijania się. Jej życie było dla mnie egzotycznym światem. Nasz związek był przez jej otoczenie postrzegany jako mezalians – półsierota żeni się z księżniczką.

Myślę też o bogactwie – to znaczy o świecie biznesu i wielkich pieniędzy. Ten świat też był dla mnie za szybą, potem tam wszedłem, pomacałem to wszystko. Wystarczyło. Poczułem smak całkiem dużych pieniędzy i przywilejów, jakie dają. Fajnie smakują. Ale nie stałem się ich niewolnikiem.

 

O zabójstwie Adamowicza (i odpowiedzialności Jarosława Kaczyńskiego)

Paweł Adamowicz padł ofiarą goebbelsowskich metod propagandy. Uruchomiono pokłady nienawiści, zbudzono demony nacjonalizmu, straszono uchodźcami. To wszystko cynicznie wykorzystano do wygrania wyborów. Dano przyzwolenie na agresję i język nienawiści, a mediom publicznym – wręcz nakaz szkalowania politycznych oponentów. Paweł Adamowicz i Jacek Karnowski padli ofiarą goebbelsowskich wręcz metod propagandy. Kłamstwo smoleńskie, wykorzystanie służb i mediów do celów politycznych, demontowanie demokratycznego modelu państwa. Za to wszystko i za doprowadzenie do wczorajszej tragedii w mojej ocenie odpowiada Jarosław Kaczyński.

O nacjonalizmie

Nacjonalizm wzrasta nie tylko w Polsce, jest widoczny również np. we Włoszech. Warto sięgnąć do tego, co było fundamentem powstania Unii Europejskiej, czyli zbudowania wspólnoty, by uniknąć wojen w Europie. Musimy przestać przedstawiać wojnę jako coś honorowego i chwalebnego, a wrócić do działania, aby więcej do niej nie doszło.

PAP: Czy również w drugiej kadencji nie pominie pan żadnej okazji, żeby dopiec PiS?

Są pewne wartości i elementy dla mnie kluczowe, ważne w dyskursie politycznym, a jednocześnie istotne dla Poznania i Wielkopolski. Nie widzę powodów, by o tych kwestiach nie mówić wprost.

O Tusku

Żeby naprawić ten bałagan, który zafundował nam PiS na poziomie międzynarodowym, potrzebujemy kogoś z pierwszej ligi. Tusk jest jeszcze młody, zna ważne osobistości, nie tylko w Europie. Prezydent Stanów Zjednoczonych czy Chin będzie z nim rozmawiał zupełnie inaczej. Pytanie tylko, czy Tusk będzie chciał z pozycji jednego z najważniejszych polityków w Europie wracać na arenę krajową. Ja bardzo bym sobie życzył, by wrócił do Polski.

O supporcie Jażdżewskiego

Prezydent Poznania w TOK FM komentował między innymi wystąpienie Leszka Jażdżewskiego przed wykładem Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim. – Nie jestem zbulwersowany wypowiedzią Leszka Jażdżewskiego. Jednak patrzymy na kościół z perspektywy hierarchów. Jak patrzymy na abp Głódzia czy o. rydzyka, to trudno się dziwić słowom Leszka Jażdżewskiego. One są bardzo trafne – stwierdził Jacek Jaśkowiak. I dodał: – Dla osób takich jak Donald Tusk, które patrzą na Polskę z dystansu, takie wypowiedzi, jak Leszka Jażdżewskiego, mniej szokują (TOK FM, 5 września 2019)

O aktach zgonu

Paweł Jaśkowiak był jednym z 11 prezydentów polskich metropolii, którzy dostali od Młodzieży Wszechpolskiej „polityczne akty zgonu”; , po ich stanowisku w sprawie przyjmowania imigrantów (tu czytaj o spocie wyborczym PiS z atakiem na nich)

My już wcześniej  składaliśmy różnego rodzaju doniesienia, gdy grożono mnie i moim zastępcom. Utraciliśmy wiarę w działanie organów państwa. W przypadku mojego zastępcy prokurator uzasadnił umorzenie tym, że osoby grożącej nie stać na wynajęcie zabójców z Ukrainy. To ośmieszanie organów państwa. Nie wierzę, że organy państwa będą mnie chronić.

Z Pawłem [Adamowiczem – przyp. red.] rozmawialiśmy na ten temat i byliśmy zbulwersowani tym, że te organy zamiast chronić obywatela, to go nękają, nawet wtedy, gdy jest samorządowcem. To, co dzieje się w Polsce jest straszne (Fakty po faktach, 20 stycznia 2019)

O Dudzie i Kaczyńskim (Lechu)

Nie wyobrażam sobie, żeby prawica wystawiła tego ośmieszonego i skompromitowanego prezydenta Dudę. Kaczyński go wykorzystał tak, jak trzeba było. No ale on już się zużył i teraz trzeba wystawić kogoś, kto nie będzie ośmieszał nam kraju, tylko będzie go godnie reprezentował (15 października 2019, Onet)

PAP: Jak w tym kontekście należy rozumieć pańską decyzję o zaproszeniu byłych prezydentów Polski na obchody 11 listopada 2018 bez zaproszenia obecnej głowy państwa?

Zaprosiłem prezydentów Wałęsę i Komorowskiego, którzy – walcząc o naszą wolność i demokrację – mieli bardzo duży udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Zaproszenie wysłałem też do prezydenta Kwaśniewskiego, który przyczynił się do naszej obecności w NATO i Unii Europejskiej. Natomiast prezydent Duda, będąc strażnikiem konstytucji, wielokrotnie ją złamał. Tak naprawdę jest prezydentem nie tyle Polaków, co Prawa i Sprawiedliwości. Swoją postawą wielokrotnie dowiódł, że odbiega od standardów wyznaczonych przez poprzednich prezydentów, także Lecha Kaczyńskiego. Gdyby żył – jego też bym zaprosił.

Rządy PiS znalazły się w oblężeniu, w sytuacji, w której nie mogą liczyć nawet na siebie. To rodzi obawy nie tylko o skuteczność rządzenia, przede wszystkim powoduje chaos – zarówno w sferze publicznej, jak i gospodarczej.

Każdy dzień dla PiS wydaje się być krytyczny, permanentny stan załamania, dołowanie za dołowaniem. Publiczność jest zaskakiwana nowymi aktami korupcji, dewastacji demokracji, a następnego dnia nie ma szans na sensowne rozliczenie ostatniego kryzysu, bo zostały ujawnione nowe kompromitujące fakty.

Więcej >>>

Zachwyt, jakim darzymy każdego polityka, który normalnie się wypowiada i który potrafi sprawnie przemawiać pokazuje, gdzie jesteśmy jako społeczeństwo obywatelskie i demokracja – bardzo blisko standardów rosyjskich i białoruskich.

Z pewnym gorzkim rozbawieniem obserwuję zachwyt nad profesorem Grodzkim, a ostatnio Adrianem Zandbergiem. Pierwszy to marszałek Senatu, który zachowuje się jak marszałek Senatu i senator zachowywać się powinien, czyli normalnie i godnie. Dyskutuje argumentując, bez obrażania ludzi i wyzwisk. Do polityki nie przyszedł znikąd, jest lekarzem, chirurgiem, w dodatku cenionym i z dobrą opinią (pomijam paszkwile na jego temat w TVP, bo nie traktuję tej partyjnej stacji jako wiarygodnego źródła informacji). Prof. Grodzki (no właśnie, profesor!) jest zatem wykształconym, poukładanym zawodowo człowiekiem, który, jak twierdzi i na razie nie ma nic, co by temu przeczyło, jest w polityce nie, żeby się wzbogacić czy obłowić, ale żeby coś zrobić.

Potrafi w dodatku – i to już prawdziwa wisienka na torcie – wygłosić takie orędzie telewizyjne, które będzie mądre, złożone ze zdań mających podmiot, orzeczenie, dopełnienie i przydawkę, mające sensowny wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ciąg logiczny, pozbawione natomiast obelg i wykrzykników (sic!), nawet wobec ludzi, których poglądów prof. Grodzki nie podziela.

Adrian Zandberg natomiast potrafi – i to wiadomo nie od dziś – wejść na sejmową mównicę albo do studia telewizyjnego i zwyciężyć w debacie, przemawiając inteligentnie, rzeczowo, konkretnie, a przy tym z pewną dozą brytyjskiej ironii i sarkazmu i niepozbawionej uroku złośliwości. Potrafi dopiec premierowi Morawieckiemu po jego expose, ale go nie obrazić, wyzłośliwić się, ale nie poniżyć, wskazać błędy w rozumowaniu, ale posługując się danymi, a nie przymiotnikami. Jednym słowem – tak się wysłowić, że nawet jeśli się poglądów pana Zandberga nie podziela, słuchanie go sprawia przyjemność.

I wszystko super i bardzo mi się to podoba, ale – i tu nie zrozumcie mnie źle – niczego panom Grodzkiemu i Zandbergowi nie ujmując – takie cechy i zachowania powinny być i w wielu krajach są normą, a nie wyczynem, za który powinno się wręczać medale i opiewać w sonetach.

Niebywały zachwyt wielu obywateli i dziennikarzy tym kawałkiem upragnionej normalności, który odsłania się przed nami gdzieniegdzie i od czasu do czasu w sposobie bycia niektórych polityków, pokazuje, jak daleko od niej odeszliśmy. I to, że w ciągu zaledwie jednej kadencji rządów PIS, przez szereg putinowsko – białoruskich zachowań tej władzy, jak brak konsultacji społecznych, używanie siły bezpośredniej i instytucjonalnej wobec obywateli protestujących przeciw rządowi i posłom opozycji, upartyjnienie publicznych mediów, sianie topornej propagandy, przyzwyczailiśmy się do życia w nienormalności i przemocy.

Cieszy mnie, że to się zaczyna powolutku zmieniać, ale zawsze miejmy świadomość – że to, co prezentują posłowie i senatorowie, których podziwiamy za „ogromną kulturę”, to nie jest nic ekstra, tylko coś, co nam się po prostu należy i czego musimy nauczyć się wymagać na co dzień.