Tag Archives: Sławoj Leszek Głódź

Bydlaki z PiS

10 List

Znalezione w sieci……!!!!

Upadek Ursusa Bus może spowodować konieczność szukania od początku wykonawcy zapowiadanego przez premiera Morawieckiego tysiąca bezemisyjnych autobusów dla polskich miast.

Więcej >>>

„To się musi skończyć dramatem” – w ten sposób Donald Tusk opisuje rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad szefa Rady Europejskiej dla francuskiego dziennika „Le Soir” opublikowała sobotnia „Gazeta Wyborcza”.

Według Tuska pilniejszym pytaniem od tego, jaką postawę powinien przyjąć nowy prezydent, jest kwestia jaki powinien być kandydat, żeby wygrać. „Kryzys wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności” – powiedział Tusk w wywiadzie.

Kandydatem – uważa Tusk – „powinien więc być ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem będzie budował poparcie ponad połowy Polaków”. „Ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy. Ale one nie są poglądami większościowymi w Polsce” – podkreślił b. polski premier.

Więcej >>>

Więcej >>>

Noworodek z zębami. Dobrze, że białych myszek nie ma. Może już i zarost ma. Krystyna musi pić coś naprawdę dobrego.

Prymas Polski abp. Wojciech Polak skomentował sprawę abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing przez 16 księży, którzy byli jego podwładnymi. Duchowny stwiedził, że choć „porusza go świadectwo tych księży”, decyzja w sprawie abp. Głódzia należy do papieża.

– Porusza mnie świadectwo tych księży, natomiast nie znam ich nazwisk. Zna je nuncjusz apostolski, ojciec święty. Jeżeli to są sprawy wiarygodne, to zostaną one kompetentnie zbadane i papież podejmie kompetentne decyzje – mówił abp Polak w rozmowie z Onetem. – Ja znam te świadectwa nie z podpisów, które widziałem, bo ich nie widziałem. Widziałem zakryte twarze, zmienione głosy, które mówiły – dodał.

Oskarżenia o mobbing pod adresem abp. Głódzia

Przypomnijmy: 16 kapłanów posądziło abp. Głódzia o mobbing. Potwierdzili tym samym doniesienia dziennikarzy TVN24. W programie stacji „Czarno na białym”, przedstawiono świadectwa anonimowych księży, którzy opowiadali, że doświadczyli poniżania i przemocy psychicznej ze strony metropolity gdańskiego. – Ksiądz arcybiskup któregoś dnia przyniósł wagę, „(…) po czym powiedział: ‚Jak przytyjesz kilogram, wypi…lę cię po roku’” – mówił jeden z poszkodowanych księży.

W przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu szesnastu kapłanów z archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że informacje o tym, jak Głódź traktuje podwładnych, są prawdziwe. Zadeklarowali, że są gotowi do powtórzenia zarzutów wobec Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce (od trzech lat jest nim abp Salvatore Pennacchio).

Głodzia zdegradować do grabarza

3 List

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania Głódzia: – „Przede wszystkim Arcybiskup przez wiele lat ewidentnie działał na rzecz oskarżonych o pedofilię duchownych, co do których winy nie ma wątpliwości. Między innymi chronił ks. Mirosława Bużana, skazanego za molestowanie 15-letniej dziewczynki, awansował go, a o wyroku nie zawiadamiał odpowiednich władz w Watykanie. Nie reagował na doniesienia o czynach pedofilskich księdza Franciszka Cybuli, byłego kapelana Lecha Wałęsy, a także w sprawie dowodów na molestowanie dzieci przez księdza Henryka Jankowskiego”.

Kolejnym powodem – ich zdaniem – jest angażowanie „autorytetu biskupa Kościoła dla poparcia jednej partii politycznej, propagując jej program w czasie licznych wystąpień publicznych i homilii wygłaszanych w czasie uroczystości religijnych i mszy świętych”. Wierni przypominają o wystawnym stylu życia Głódzia, jego zamiłowaniu do przepychu oraz skandalicznym traktowaniu podwładnych: – Ma m.in. do swojej dyspozycji dwa pałace – letnią rezydencję na terenie 20-hektarowej posiadłości we wsi Bobrówka oraz stałą rezydencję w zabytkowym pałacu w Gdańsku. Upokarza podlegających księży, o czym mówili oni w programie TVN24 Czarno na białym z 24.10.2019 r., odnosi się obraźliwie do katolików świeckich, m.indo dziennikarzy i wiernych. Wielokrotnie wypowiada się w sposób dyskryminujący osoby nieheteroseksualne”.

Swój list do papieża wierni kończą stwierdzeniem: – „Wierzymy, że zmiana Pasterza Kościoła Gdańskiego stanie się ważnym impulsem do jego odnowy i wzmocnienia, a wątpiącym i skrzywdzonym przywróci nadzieję wiary”. List trafi do wiadomości nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio, prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka oraz samego Głódzia.

A w najbliższą niedzielę 3 listopada wierni z archidiecezji gdańskiej planują protest przed gdańską kurią pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”.

Nowi wiceministrowie finansów Piotr Dziedzic i Tadeusz Kościński pracują w resorcie finansów od 1 lipca tego roku. Wprawdzie w resorcie nie ma już Mariana Banasia, ale wychodzi na to, że podążają jego śladami.

Według wp.pl, ci dwaj wysocy rangą urzędnicy nie zgodzili się na ujawnienie swoich oświadczeń majątkowych. Podobnie zachował się Marian Banaś, który nie podał swojego stanu posiadania za 2017 rok.

Zarówno Dziedzicowi, jak Kościńskiemu nominacje na stanowiska wręczał Banaś, który wtedy był jeszcze szefem resortu finansów. Obydwaj mogli zastrzec informacje o swoim majątku, ale powinni podać powody takich decyzji.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów poinformowało wp.pl., że ci wiceministrowie „nie wyrazili zgody na publikację oświadczeń o stanie majątkowym”. Czym argumentowali ten brak zgody, nie wiadomo…

Większość pozostałych wiceministrów oraz obecny szef resortu Jerzy Kwieciński jakoś nie mieli problemu z ujawnieniem swoich oświadczeń.

Klasyka polskiej prawicy to stadka efebów noszących teczki za Jarosławem Kaczyńskim i Markiem Jurkiem w korytarzach Nowogrodzkiej czy Sejmu. Wszyscy traktujący politykę w demokratycznym kraju jak zabawę w wojnę, zabawę w heroizm. Do tego podkreślanie swego uwielbienia dla „heroicznych militarnych cnót” przez ludzi, którzy nie weszliby bez windy na drugie piętro – pisze Cezary Michalski. Otóż jest się czego bać. Wszystkie autorytarne dyktatury nowoczesności były właśnie dyktaturami niedojrzałych chłopców, były „rewolucjami młodych”, „pokoleniowymi buntami” skierowanymi przeciwko „nudnym elitom dojrzałych mieszczan, którym wystarcza codzienność i praca”.

Cały tekst tutaj >>>

W sprawie aborcji PiS próbuje zwodzić religijnych fanatyków zapowiedziami i deklaracjami. Ale Konfederacja tylko czeka, żeby go z tych deklaracji rozliczyć.

 – „Gdybym dostał na biurko ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, podpisałbym ją” – deklaruje Andrzej Duda. Oczywiście, mówiąc „aborcja eugeniczna”, celowo wprowadza w błąd opinię publiczną. Chodzi mu bowiem o to, by w Polsce nie można było przerywać ciąży nawet wtedy, gdy embrion jest zdeformowany, chory czy wręcz niezdolny do samodzielnego życia. Zdaniem religijnych fanatyków kobiety mają obowiązek wydawać na świat każdy płód, nawet taki.

Oczywiście, doskonale wiemy, że to stanowisko jest absolutnie nierealistyczne i że zdecydowana większość kobiet, gdyby spotkało je takie nieszczęście, nie podporządkowałaby się katolickim talibom. Wystarczy przecież pojechać do gabinetu ginekologicznego w czeskim Cieszynie, Frankfurcie nad Odrą czy we Lwowie, by przeprowadzić zabieg – konkretne adresy i telefony są dostępne w internecie od ręki.

Pytanie brzmi: dlaczego Duda mówi to właśnie teraz, gdy rozkręca się kampania prezydencka? Przecież wprowadzenie takich przepisów najprawdopodobniej doprowadziłoby do jego klęski w wyborach. Przy poprzedniej próbie zaostrzenia restrykcji antyaborcyjnych na ulice polskich miast i miasteczek wyległy setki tysięcy demonstrantów i PiS musiał się cofnąć. Czy coś się od tamtej pory zmieniło w nastawieniu większości obywateli?

Dominika Wielowieyska na łamach „Gazety Wyborczej” postawiła tezę, że deklaracja prezydenta zapowiada, w jakim kierunku pójdzie kampania wyborcza – PiS będzie w niej forsować twardą linię ideologiczną, licząc na zdecydowane poparcie Kościoła.

Szczerze mówiąc, wątpię. Po wyborach parlamentarnych, które w gruncie rzeczy zakończyły się remisem, partia Kaczyńskiego nie ma dość sił na taką ofensywę. Liderzy PiS doskonale wiedzą, że na opozycję głosowało więcej wyborców niż na „dobrą zmianę” i tylko ordynacji d’Hondta zawdzięczają to, że w Sejmie (ale już nie w Senacie) mają ponad połowę mandatów. W tej sytuacji narażenie się milionom polskich kobiet i członkom ich rodzin byłoby politycznym samobójstwem.

Bardziej prawdopodobne wydaje się, że PiS będzie raczej próbował udobruchać krytycznie nastawionych obywateli. Wskazują na to choćby nieoficjalne przecieki, że w kręgach władzy rozważane jest poluzowanie zakazu handlu w niedziele, który uderzył m.in. w emerytów i studentów dorabiających sobie w charakterze ekspedientów. Partia Kaczyńskiego z jednej strony jest pod naciskiem liderów „Solidarności”, którzy domagają się uszczelnienia zakazu i zamknięcia w niedziele sklepów sieci Żabka, funkcjonujących jako „poczty”, z drugiej jednak zdaje sobie sprawę, że niedzielny szlaban handlowy uderza w bezpośrednie interesy wielu obywateli. Kombinuje więc, jak by tu sprawić, by wilk był syty i owca cała – np. odebrać Żabkom status placówek pocztowych, ale pozwolić na handel w niedziele wszystkim, jeśli za ladą staną dorywczo zatrudnieni studenci czy emeryci.

Myślę, że w sprawie aborcji władza kombinuje podobnie: jak by tu usatysfakcjonować talibów i biskupów, a jednocześnie nie rozjuszyć milionów kobiet? Może uda się sprawę załatwić samymi tylko oświadczeniami – Duda mówi, że podpisałby ustawę, ale na razie nie ma na biurku żadnego projektu, więc jego słowa są pustą deklaracją, z której nic konkretnego nie wynika.

Jeszcze kilka miesięcy temu taka taktyka polegająca na zwodzeniu religijnych fanatyków miałaby szanse powodzenia. Sęk w tym, że w obecnej kadencji sytuacja w Sejmie zmieniła się – poprzednio na prawo od PiS była już tylko ściana. Po ostatnich wyborach pojawiła się tu jednak Konfederacja, która zapewne zgłosi projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, jeśli nie zrobi tego partia Kaczyńskiego.

Ciekawe, jak sobie „dobra zmiana” poradzi z tym wyzwaniem. Zapowiada się niezłe widowisko, więc obserwujmy je uważnie. I oczywiście bądźmy gotowi, by znów wyjść na ulice, gdyby projekt ustawy miał rzeczywiście trafić pod obrady Sejmu.

To ostatnie wezwanie kieruję nie tylko do potencjalnych demonstrantów, ale także do liderów partii opozycyjnych, które tym razem powinny stanąć na czele protestu, organizując go, zapewniając mu infrastrukturę i logistykę, zwożąc uczestników autokarami do Warszawy, a jeśli okaże się to konieczne – wznosząc tu miasto namiotowe dla dziesiątków tysięcy protestujących.

Głódź, Ordo Iuris, Jacek Kurski

30 Paźdź

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z wewnątrz KK nie ma co liczyć, nawet na samego papieża Franciszka”; – „W wojsku jest fala, ale to, co wyprawiał Leszek to było tsunami”; – „Im się wydaje, że są niezatapialni. Przykład Irlandii wskazuje, że są w błędzie” – komentowali internauci.

– „W 2013 roku mówił, że zapłodnienie in vitro grozi autyzmem i upośledzeniami, a „z punktu widzenia genetyki zapłodnienie pozaustrojowe może stanowić zagrożenie dla człowieka” – tak o prof. Andrzeju Kochańskim – nowym krajowym konsultancie ds. genetyki klinicznej – pisze na Facebooku posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek. Został on właśnie powołany na to stanowisko przez ministra zdrowia i będzie zajmował się m.in. programami leczenia niepłodności.

Kochański związany jest z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest także ekspertem zasiadającym w Radzie Naukowej Ordo Iuris oraz Zespołu ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski.

W Ordo Iuris Kochański zajmował się m.in. sporządzaniem opinii na temat aborcji, badań prenatalnych i tabletek „dzień po”. Twierdził, że nierzadko badania prenatalne stanowią pretekst do późniejszego „zabicia dziecka”.

Polska Akademia Nauk miała odcinać się od jego poglądów i wypowiedzi.  Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO-PSL był ministrem zdrowia, domagał się, aby antynaukowe wypowiedzi Kochańskiego zbadała komisja etyki PAN.

Nominacją Kochańskiego jest zaskoczona prof. Olga Haus, prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka. – Niestety, nikt nie konsultował z nami kwestii zmiany konsultanta, co było dotychczas dobrym obyczajem w relacjach naszego Towarzystwa z Ministerstwem Zdrowia. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, dowiedziałam się – tak jak cały zarząd – w dniu, w którym zmiana nastąpiła. Odwołanie poprzedniej konsultant prof. Marii Sąsiadek uważam za dużą stratę dla całego środowiska, a moment został wybrany wyjątkowo niefortunnie – tuż przed egzaminami specjalizacyjnymi, nie wspominając o tym, że również przed końcem kadencji” – powiedziała prof. Haus w rozmowie z tygodnikiem „Polityka”.

Jest wicedyrektorem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, wicedyrektorem TVP ds. korporacyjnych i na dodatek podczas ostatnich wyborów pełnił funkcję pełnomocnika zarządu TVP ds. wyborów. Wszystkie te stanowiska piastuje Paweł Gajewski, a ma zaledwie 26 lat…

Jest też… świeżo upieczonym maturzystą. Według informatorów tygodnika „Polityka” Gajewski niedawno zdał ją eksternistycznie.

Jest uważany w TVP za prawą rękę Jacka Kurskiego. Nazywany jest „parasolem” – ponoć tak zwracał się do niego prezes TVP. „Ksywka” pojawiła się po opublikowaniu zdjęcia, zrobionego podczas festiwalu w Opolu. Na fotografii Gajewski trzyma rzeczony parasol nad Jackiem Kurskim i jego żoną.

Z danych – na podstawie sprawozdań finansowych TVP – opublikowanych przez portal Wirtualne Media wynika, że dyrektorzy i ich zastępcy zarabiają ok. 22 tys. zł miesięcznie brutto. Gajewski ma także do dyspozycji służbowy samochód.

Jego znajomość z Jackiem Kurski zaczęła się, kiedy obecny prezes TVP i Zbigniew Ziobro powołali do istnienia Solidarną Polskę. Gajewski został szefem młodzieżówki tej partii. Teraz – według rozmówców „Polityki” – jako wiceszef TAI Gajewski „dba, by ludzie Ziobry i on sam mieli zarezerwowany odpowiedni czas antenowy”.

Dziennikarce „Polityki” nie udało się skontaktować ze świeżo upieczonym maturzystą. Paweł Gajewski nie odbierał telefonu i nie odpowiedział na SMS.

Oskarżenie polityków PiS i Kościoła kat.

27 Paźdź

Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego duchowieństwa. Hierarcha, który co miesiąc otrzymuje od 10 do 17 tysięcy złotych emerytury, jest właścicielem 20-hektarowego rancza we wsi Bobrówka na Podlasiu.

Tam też znajduje się pałac arcybiskupa. „To odnowiony budynek starej szkoły, który duchowny odkupił od gminy za 60 tys. zł. Teraz jest warty kilka razy więcej.” Na co dzień duchowny mieszka i urzęduje w rezydencji w Gdańsku.

Od lat krążą legendy o wydawanych przez niego biesiadach, podczas których alkohol leje się strumieniami. „On ma taka głowę, że nigdy nie potrafiliśmy się zorientować, jak dużo wypił. Nic po nim nie widać. Picie przerywał tylko po to, by rzucić niewybrednym żartem o polityku, którego nie lubił, albo żeby kogoś skląć” – komentują współpracownicy arcybiskupa w artykule na portalu wp.pl.

To również oni zwrócili uwagę na zachowanie przełożonego. Przemoc, publiczne poniżanie, znęcanie się, ubliżanie – to tylko część zarzutów pod adresem metropolity, które znalazły się w listach księży do watykańskiego nuncjusza w Polsce. O sprawie informowali również dziennikarze TVN24. „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

Będący w bliskim otoczeniu Głodzia księża wolą pozostać anonimowi. Przełożony nie raz miał grozić im zniszczeniem kariery. „On ma takie wpływy, że zesłaliby mnie do jakiejś wiejskiej parafii. Po co mi to? Mogę tylko powiedzieć, że wszystko, co o nim piszą, to tylko część prawdy. Reszta jest jeszcze gorsza. Wszyscy jednak wiemy, że nic mu nie grozi. Będzie żył w luksusie tak jak do tej pory” – wyznaje na łamach wp.pl, jeden z księży bywający w rezydencji arcybiskupa.

To nie pierwsze oskarżenia wobec metropolity gdańskiego. Podobne pojawiły się już sześć lat temu na łamach tygodnika „Wprost”. Czy nieprawdopodobna buta i chamstwo zostaną ukarane, czy hierarcha nadal będzie pokrzykiwał na podwładnych: „Co ty, k…, nawet nalać nie potrafisz!”.

Akt oskarżenia

Oskarżam

Andrzeja Sebastiana Dudę, urodzonego 16 maja 1972 w Krakowie, o to, że, pełniąc funkcję Prezydenta RP, dopuścił się bezprawnej zmiany konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podważając zasadę podziału i równoważenia władz (Konstytucja RP Art. 10 ust. 1), a w szczególności podpisując liczne ustawy zmieniające ustrój państwa w drodze niekonstytucyjnej, m.in. ustawę o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa, czym popełnił delikt konstytucyjny, a także naruszył art. 127 kodeksu karnego (zamach stanu), a ponadto dopuścił się licznych przestępstw przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego m.in. usiłując ułaskawić osoby przed wydaniem wobec nich prawomocnego wyroku, a także przestępstw niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, m.in. przez uporczywą odmowę odebrania przyrzeczenia od prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, czym popełnił delikt konstytucyjny i przestępstwo z art. 231 kodeksu karnego (przekroczenie uprawni eń przez funkcjonariusza);.

Beatę Marię Szydło, urodzoną 15 kwietnia 1963 roku w Oświęcimiu, o to, że pełniąc funkcję Prezesa Rady Ministrów wstrzymała publikację powszechnie obowiązujących orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o sygnaturach K 47/15, K 39/16 i K 44/16, a następie uporczywie wstrzymywała się od decyzji o opublikowaniu tych orzeczeń, czym popełniła delikt konstytucyjny z Art. 190 ust. 2 Konstytucji RP, a także nie wypełniła ciążących na sobie obowiązków, popełniając przestępstwo z art. 231 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza);

Mateusza Jakuba Morawieckiego, urodzonego 20 czerwca 1968 roku we Wrocławiu, o to, że pełniąc funkcję Prezesa Rady Ministrów, nie doprowadził do natychmiastowej publikacji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o sygnaturach K 47/15, K 39/16 i K 44/16, czym popełnił przestępstwo z art. 231 kk niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego; ponadto o to, że w trakcie kampanii wyborczej poprzedzającej wybory samorządowe w dniu 21.10.2018, wielokrotnie obiecywał preferencje rządowe w rozdziale środków publicznych dla tych samorządów, w których większość zdobędzie partia pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość”, czym dopuścił się przestępstwa czynnego łapownictwa wyborczego, zatem czynu zabronionego przez art. 250a par. 2 k.k.

 

Zbigniewa Tadeusza Ziobrę, urodzonego 18 sierpnia 1970 roku w Krakowie, o to, że pełniąc funkcję Ministra Sprawiedliwości, działając w porozumieniu z podległymi sobie funkcjonariuszami publicznymi, wpływał bezprawnie na sposób funkcjonowania i obsadę Krajowej Rady Sądownictwa, Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i sądów powszechnych, co stanowi przestępstwo przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, o którym mowa w art. 231 kodeksu karnego; także o to, że wielokrotnie, samodzielnie lub za pośrednictwem podporządkowanych sobie prezesów sądów powszechnych, wpływał przy pomocy groźby bezprawnej na czynności urzędowe sądów, czym dopuścił się przekroczenia art. 232 kk (wpływanie na czynności sądu w drodze zastosowania przemocy lub groźby bezprawnej); także o to, że dopuścił się fałszywych publicznych oskarżeń innych osób o popełnienie przestępstwa, w tym w trakcie wykonywania przez te osoby czynności medycznych, czym popełnił przestępstwo z art. 238 kk (fałszywe zawiadomienie o przestępstwie); także o utrudnianie lub udaremnianie postępowania karnego, a zatem o przestępstwa z art. 239 kk (poplecznictwo) przez to, że pełniąc funkcję Prokuratora Generalnego wywarł presję nad podporządkowanych sobie prokuratorów by zakończyli dochodzenie w sprawie przemocy bezprawnej dokonanej w dniu 10 listopada 2017 przez grupę uczestników tzw. Marszu Niepodległości w stosunku do pokojowo protestujących kobiet;

Julię Annę Przyłębską, urodzoną 16 listopada 1959 roku w Bydgoszczy, o to, że mimo zawinionych przez siebie nieprawidłowości w tzw. „wyborze” na stanowisko Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, polegających m.in. na celowo spowodowanej przez siebie nieobecności niektórych sędziów TK w posiedzeniu Zgromadzenia Sędziów TK, a także braku formalnej rezolucji w sprawie przedstawienia kandydatów na to stanowisko Prezydentowi RP, w sposób uporczywy i w trybie ciągłym podawała się za Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, czyli podawała się za funkcjonariusza publicznego o uprawnieniach, których nie ma, czym naruszyła art. 227 kk (oszukańcze podanie się za funkcjonariusza publicznego); ponadto o to, że wielokrotnie zmieniała bezprawnie już wcześniej ustalone składy sędziowskie orzekające w TK, czym popełniła przestępstwo z art. 231 kk. (niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego); ponadto w trybie pomocnictwa przestępczego opisanego w art. 18 par. 3 kk umożliwiała udział w orzekaniu w TK osobom do tego nieuprawnionym, czym pomogła w popełnieniu przestępstwa ciągłego z art. 227 kk (podanie się za funkcjonariusza publicznego);

Jarosława Aleksandra Kaczyńskiego, urodzonego 18 czerwca 1949 w Warszawie, o to, że kierując wykonaniem czynów zabronionych przez inne osoby, w szczególności pełniące funkcje Prezydenta RP, Premiera, ministrów, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego oraz posłów i senatorów wybranych z list partii pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość”, dopuścił się sprawstwa kierowniczego nakierunkowanego na zmianę ustroju konstytucyjnego RP przez obalenie zasad demokratycznego państwa prawnego (Art.2 Konstytucji RP) i podziału i równoważenia się władz (Art. 10 ust. 1 Konstytucji), skupiając całą władzę publiczną w swoich rękach, a zatem sprawstwa kierowniczego dotyczącego zbrodni zamachu stanu, o której mowa w art. 127 kodeksu karnego, w powiązaniu z kierownictwem zorganizowaną grupą przestępczą mającą na celu zamach stanu, a zatem przestępstwem z art. 258 kk (kierowanie lub branie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej); ponadto o publiczne znieważenie grupy ludzi przez ogłoszenie, że potencjalni imigranci są nosicielami groźnych zarazków, czym popełnił przestępstwo z art. 257 kk (publiczne znieważenie grupy ludzi).

Wobec wszystkich tych osób domagam się sprawiedliwej kary, zgodnej z obowiązującym prawem, choć w przypadku Julii Marii Przyłębskiej będę wnioskował o nadzwyczajne złagodzenie kary ze względu na uprawdopodobnione niskie rozpoznanie znaczenia i szkodliwości popełnionych przez siebie czynów.

Suweren
(Żądania Suwerena spisał i własnoręcznym podpisem poświadczył: Wojciech Sadurski)

Fałszywe konta na Twitterze i Facebooku czyszczą wizerunek prezesa TVP, prowadzą kampanie wyborcze politykom, lobbują na rzecz firm zbrojeniowych. Docierają do milionów odbiorców. Współfinansuje ten biznes państwowy fundusz. Tropy z farmy trolli prowadzą do podejrzanego o korupcję Bartłomieja Misiewicza

Publicysta oraz były minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego – Waldemar Kuczyński wypowiedział się na temat bieżących tematów politycznych.

O protestach wyborczych PiS-u: Izba pisowskich mianowańców, którzy togi zamienili na liberie rozstrzygnie o ważności wyborów. Nie mamy rodacy wyborów wolnych, lecz koncesjonowane, regulowane przez hołotę, której oddaliście Ojczyznę w pacht. Już po raz drugi. Dla PiS głównym dowodem, że wybory mogły być sfałszowane jest to, że nie wygrał ich kandydat. W wolnych bowiem wyborach, wedle PiS, działa wręcz biologiczne prawo, że PiS jest w nich zawsze wygranym.”.

Kaczyński. Tylko ślepy lub zakochany w PiS może nie widzieć, że Polska pogrąża się w dyktaturę, w nie kontrolowane rządy stojącego ponad prawem szaleńca, paranoika władzy i dominacji. Jeśli kiedyś straci władzę, to nie w wyniku wyborów, bo ma pachołków, którzy zdecydują o ich wyniku. Kaczor, przez lata ty i twoi lokaje wrzeszczeliście, że PO ukradła miliardy. Piąty rok twe psy gończe, w które zmieniłeś służby RP tropią złodziei z PO. A kogo znajdą to Twój. Jedyna mafia VAT to jak się okazuje od Ciebie. To co, przeprosisz PO czy podwiniesz ogon? Jest jeden człowiek w Polsce, którego żaden prokurator nie odważy się wezwać na przesłuchanie bez jego zgody. To jest dziś największa u nas patologia. Tą patologią jest Kaczyński. Dopóki ta patologia nie zniknie od władzy Polska nie wróci do normalności”.

O Adamie Bielanie. Jak słucham Bielana, to zastanawiam się, jak czułbym się w jego roli. Czy mógłbym szczerze przyznać, że jestem takim zafałszowanym wobec samego siebie badziewiem? Chyba bym od siebie zwiał jak cień od czarnego Piotrusia Pana”.

Służba zdrowia. To, co dzieje się ze służbą zdrowia, to drastyczny skutek podporządkowania całej polityki finansowej 4 lat rządu PiS kupieniu, za bezprecedensowe rozdawnictwo o cechach politycznej korupcji, głosów dla utrzymania samowładztwa Kaczyńskiego. To społeczny koszt jego paranoi władzy”.

Tęczowy Piątek. W krajowej akcji zastraszania nauczycieli, rodziców i dzieci przed tęczowym piątkiem, kler i organy państwa ujawnili pokazowo jeden z filarów pisowskiej i kościelnej władzy, zastraszanie, mikro-terror. Panuje dziś wszędzie, gdzie sięga ręka państwa i proboszcza”.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski podczas jednej z wrześniowych konferencji w Gnieźnie oświadczył, że dobrze zna skompromitowanego szefa NIK Mariana Banasia od wielu lat, często się z nim spotyka i rozmawia. Jest człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem” – zapewniał.

„Coś” jednak musiało się wydarzyć, skoro marszałek nagle zmienił zdanie i w programie „Gość Wydarzeń” telewizji Polsat News wycofał się z niedawnej jeszcze opinii.

Oświadczył terazNa pewno bym nie użył takiego określenia, tłumacząc swoje wcześniejsze stanowisko dodał: „Wiem, że on pracował po kilkanaście, po 20 godzin na dobę. Byłem pełen podziwu dla niego. I w tamtym momencie, kiedy dla takiego człowieka niezwykle poświęconego sprawom Polski – bo słyszałem, że są tego typu zarzuty – to tak zareagowałem” – wyjaśniał i stwierdził, że zarzuty wobec szefa Najwyższej Izby Kontroli budzą jego bardzo duże wątpliwości. „One muszą być wszystkie wyjaśnione” – zaznaczył podkreślając, że cała ta sprawa jest niemałym obciążeniem dla całej partii rządzącej.

„Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział: „nie, no banalna sprawa, nic się nie stało”.

Marszałek skomentował też ostatnie doniesienia „Rzeczpospolitej” w publikacji „Przestępczy skandal w resorcie finansów”, ujawniającej że jeden z najbliższych współpracowników Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów miał kierować mafią VAT-owską, i pod takim zarzutem siedzi w areszcie:

„Tutaj służby zadziałały. Idealnie zadziałały, bardzo szybko, sprawnie, i one – te osoby są aresztowane” – powiedział z satysfakcją Karczewski.

Przypomnijmy: TVN we wrześniowej edycji „Superwizjera” ujawnił, że były minister finansów i szef Służby Celnej Marian Banaś zaniżył w oświadczeniach majątkowych dochody z wynajmu kamienicy, zarzucił mu też powiązania ze światem przestępczym.

W odpowiedzi Banaś zaprzeczył treściom przekazanym przez „Superwizjera” komentując je „jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia”. Pozwał TVN SA i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

16 października CBA poinformowało, że zakończyło trwającą od kwietnia kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia, lecz nie ujawniło jakiego rodzaju zastrzeżenia sformułowało. Jak informuje RMF FM kontrola CBA miała wykazać co najmniej dwie nieprawidłowości związane z kwestiami skarbowymi i niejasnym sposobem rozliczania podatków przez obecnego szefa NIK.

Podziękujmy działaczom Ordo Iuris, biskupom, politykom PiS. Osiągnęli to, co przez lata nie udawało się tysiącom innych: poruszyli i zaktywizowali młodzież.

Chyba możemy pogratulować i podziękować biskupom oraz politykom „dobrej zmiany” – wspólnymi siłami wypromowali temat, który wreszcie poruszył apolityczną i obojętną wcześniej młodzież. Nagonka na środowiska LGBT, której ukoronowaniem był oficjalny zakaz organizowania Tęczowego Piątku w szkołach, doprowadziła do przebudzenia i aktywizacji tłumów młodych ludzi w szkołach, jak Polska długa i szeroka.

„Kuratorium przysłało do szkoły list, że nie wolno organizować Tęczowego Piątku” – zakomunikowała mi kilka dni wcześniej córka licealistka. Gdy w odpowiedzi poinformowałem ją, gdzie kuratorium może ją i jej kolegów pocałować (tutaj tego nie powtórzę, bo nie każde słowo użyte w prywatnej rozmowie nadaje się do publicznego użycia), okazało się, że oni sami o tym doskonale wiedzą i nie potrzebują moich rad. „Ludzie robią konspiracyjny Tęczowy Piątek” – odpowiedziała mi córka. Wprawdzie w szkole nie odbyły się oficjalne lekcje ani spotkania dyskusyjne, ale wielu uczniów demonstracyjnie nosiło tęczowe elementy garderoby i znaczki.

Ten ruch ogarnął szkoły w całej Polsce, zwłaszcza w dużych miastach, które w takich sprawach zawsze są pionierami i wyznaczają trendy – po jakimś czasie standard przyjęty w dużych ośrodkach ogarnia też mniejsze miasteczka, a w końcu i wieś. Z różnych zakątków kraju napłynęły informacje o tym, że młodzież nosi tęczowe znaczki, wiesza w szkołach plakaty, organizuje wspólne wyjścia z budynków w czasie przerw. W Warszawie grupa młodych ludzi poszła demonstrować pod ministerstwo edukacji.

Napływały też krzepiące informacje, że na szczęście wśród księży katechetów i ludzi „dobrej zmiany” znaleźli się tacy, którzy postanowili wzmocnić ten trend, wywierając na młodzież naciski czy przeciwstawiając się jej. Pojawiły się więc doniesienia o zdejmowaniu powieszonych przez uczniów tęczowych plakatów czy o „lotnych brygadach” z kuratoriów, które kontrolowały szkoły i kazały uczniom zdejmować tęczowe przypinki.

Super! Nic lepszego nie mogło się zdarzyć. Nic tak nie ożywia wyobraźni młodych ludzi, jak konspiracja i świadomość, że uczestniczą w masowym, oddolnym ruchu pokoleniowym, który buntuje się przeciw władzy zgredów i jest przez nich zwalczany. To ekscytuje młodych ludzi, daje im poczucie misji, nasyca ich ruch szczyptą rewolucyjnego romantyzmu i powoduje, że sprawa, o którą walczą, jest „sexy”.

W dekadach po upadku komunizmu tylko raz mieliśmy do czynienia z takim pokoleniowym zrywem, gdy młodzi ludzie w całym kraju protestowali przeciw planom przyjęcia ustawy ACTA. Ruch ten jednak wygasł, bo władza (najpierw polska, a potem także w innych krajach UE) ustąpiła pod naciskiem demonstrujących i wycofała się z wcześniejszych planów. Na szczęście władza PiS jest zbyt głupia, by to zrozumieć, i zamiast rozładować napięcie tylko je podsyca. Dolewa oliwy do ognia, w którym sama spłonie.

Podziękujmy więc działaczom Ordo Iuris, biskupom, politykom i urzędnikom PiS w rodzaju małopolskiej kuratorki oświaty Barbary Nowak, osobom o ograniczonych horyzontach umysłowych i zaczadzonym prostacką ideologią, którzy mimo tych intelektualnych ograniczeń (a może właśnie dzięki nim) osiągnęli to, co przez lata nie udawało się tysiącom innych: poruszyli i zaktywizowali młodzież. Młodzi ludzie, którzy obojętnie przechodzili obok naruszania konstytucji, niszczenia niezawisłych sądów, łamania praw opozycji, wprowadzania w mediach cenzury, nagle się ocknęli i założyli tęczowe przypinki. Teraz już tak łatwo ich nie zdejmą.

TVP łże

26 Paźdź

Metro, Warszawa 2019.

Więcej >>>

Folwark zwierząt – to hołd in spe złożony PiS przez Orwella.

Xerofas

Cała pierwsza kadencja rządów PiS, a szczególnie okres poprzedzający ostatnią kampanię wyborczą, upływał pod znakiem nowego „panświnizmu”. Przekaz prawicowych polityków, publicystów, nawet niektórych ludzi Kościoła do socjalnego elektoratu był prosty. Wszyscy polscy politycy to „świnie” (kradną, przyznają sobie nagrody, nadużywają przywilejów władzy), jednak PiS-owskie „świnie” są lepsze od „świń” z PO, bo dały ludziom 500 plus – pisze Cezary Michalski

“Panświnizmem” polska prawica – kiedy jeszcze sama nie rządziła państwem – nazwała polityczną i propagandową strategię użytą przez Jerzego Urbana (i jego tygodnik “Nie”) przeciwko nowej postsolidarnościowej elicie władzy na początku lat 90. Ponieważ tuż po upadku PRL-u trudno było bronić biografii ludzi kojarzonych z dawnym systemem, postsolidarnościowa klasa polityczna przez jakiś czas (raczej bardzo krótko) dysponowała przewagą moralną i estetyczną nad politykami postkomunistycznymi.

Strategia Urbana polegała więc na tym, aby ludziom dawnej opozycji i “Solidarności” tę przewagę odebrać. Argumentów dostarczali mu ci spośród członków nowej postsolidarnościowej elity, których faktycznie świeżo zdobyta władza bardzo szybko zepsuła, uwikłała w afery korupcyjne lub obyczajowe.

ARGUMENT URBANA BRZMIAŁ: WSZYSCY POLITYCY, A JUŻ SZCZEGÓLNIE WSZYSCY POLITYCY…

View original post 2 299 słów więcej

 

Katolicko-pisowskie przekręty

26 Paźdź

Reportaż TVN24 wystawia świadectwo nie tylko metropolicie, ale przede wszystkim Kościołowi jako instytucji, która wyniosła abp. Głódzia na szczyty.

Telewizja TVN24 poświęciła reportaż w magazynie „Czarno na białym” nieprawościom arcybiskupa gdańskiego. Dużo było o hołdowaniu przez niego materialistycznym wartościom. Przejawiają się one zarówno w wystawnym stylu życia (rezydencja, bez której obywali się wszyscy dotychczasowi biskupi gdańscy, specjalne wymagania kulinarne), jak i w pazerności na pieniądze (wymuszanie wysokich danin na proboszczach, powiązanie awansów z wysokością przekazywanych hierarsze kwot). Było też o dogadzaniu sobie, przedkładaniu własnych potrzeb i odsuwaniu na plan dalszy tych dotyczących diecezji oraz jej duchowieństwa (miał powstać dom emerytów dla księży, ale ważniejszy był arcybiskupi pałac w Gdańsku-Oruni).

Wreszcie o stosowaniu przemocy w stosunku do podwładnych, zwłaszcza młodych, z samego dołu kościelnej hierarchii. O upokarzaniu, publicznym poniżaniu, ubliżaniu podwładnym wulgarnymi słowami. O łamaniu charakterów, niszczeniu zdrowia tym mniej odpornym psychicznie. Słowem: o stosunkach folwarcznych wprowadzonych przez abp. Głódzia.

Ikona Kościoła oderwanego od współczesnego świata

Podwładni oskarżają Głódzia

Mówili o tym wszystkim duchowni, których tożsamość została przez dziennikarzy starannie ukryta (zaciemniona twarz, zniekształcony głos). Z otwartą przyłbicą wystąpił tylko jeden śmiałek – ks. prof. Adam Świeżyński, filozof pracujący na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nie pierwszy raz zabrał głos. Kilka lat temu stanął w obronie młodego księdza skierowanego do posługi w rezydencji arcybiskupiej i tam poniżanego. Pojechał wtedy do stolicy przekazać swoje świadectwo ówczesnemu nuncjuszowi apostolskiemu. To samo mieli zrobić inni duchowni. Ale chyba zabrakło odwagi. I tak, sądząc po najnowszym reportażu, pozostało do dziś. A rezultat wizyty ks. Świeżyńskiego u nuncjusza okazał się żaden.

Prawdę mówiąc, w reportażu TVN24 nie było wiele nowego. Chyba tylko to, że duchowni przedstawili niedawno swoje zarzuty pod adresem metropolity w listach do obecnego nuncjusza watykańskiego w Polsce. Ale czy pod nazwiskiem, czy też anonimowo? Cała reszta jest znana od lat. Fragmentarycznie i całościowo złe zachowania abp. Głódzia prezentowały różne media (z „Polityką” włącznie). Może tylko w tej najnowszej odsłonie materia zła była szczególnie skoncentrowana.

Głódź ubliża, Watykan milczy

Właśnie to, że o stylu bycia, życia, zarządzania diecezją przez abp. Głódzia wiadomo nie od dziś i nie od wczoraj, można uznać za sprawę kluczową. Coś, co najbardziej porusza w całej tej historii. Wystawia świadectwo nie tylko metropolicie, ale przede wszystkim Kościołowi jako instytucji, która wyniosła go na szczyty. Nie da się powiedzieć, że nikt niczego nie wiedział, skoro abp Tadeusz Gocłowski, człowiek zupełnie innego pokroju niż Głódź, usłyszawszy, kto ma zostać jego następcą, pisał do kard. Tarcisio Bertone, ówczesnego sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, o przemyślenie tej decyzji. Krok niesłychany, niemniej bezskuteczny. Dlaczego? Zaważyły kościelne gry kadrowe w kraju? A może znajomości, relacje, jakie abp Głódź (dusza towarzystwa wobec ludzi równych sobie albo tych, którzy od niego nie zależą) zdołał nawiązać podczas wieloletniego pobytu w Rzymie?

Późniejsze informacje o tym, co się działo i dzieje w archidiecezji gdańskiej, też pozostawały bez echa. Ot, kolejny „pancerny” bohater, tyle że nie świata polityki. Raz jeden przeprosił – za to, że film braci Sekielskich o pedofilii duchownych skomentował słowami „nie oglądam byle czego”. I tak jak pancerność nowego prezesa NIK źle świadczy o rządzących, tak pancerność abp. Głódzia stawia w złym świetle Kościół.

Metropolita Gdański znany jest jako skuteczny administrator, który potrafi zadbać nie tylko o siebie, ale także o dobra doczesne Kościoła. A to, jak widać, jest dla tej instytucji ważniejsze niż jej autorytet moralny, niż piękne słowa i gesty wykonywane przez papieża Franciszka.

Kościół nie reaguje na własne zło

Ks. prof. Świeżyński mówił o tym, że biskup to dla księży ktoś taki jak dla rodziny ojciec. Odwołując się do tego porównania, można przyjąć, że diecezja gdańska ma przemocowego ojca. Współczesne społeczeństwo, nawet to nasze, bardzo katolickie, jakoś sobie radzi z przemocą w rodzinie. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale reaguje. Gdy zwleka, zdarzają się dramaty, ze śmiercią włącznie. Kościół w Polsce (generalnie, nie licząc wyjątków) sprawia wrażenie niezdolnego do reakcji na zło w swoich szeregach. Ciekawe, ilu wiernych musi odpłynąć w siną dal, ile seminariów musi opustoszeć, żeby cokolwiek w tej materii się zmieniło.

PiS nie może się pogodzić z wynikiem wyborów i próbuje ukraść Senat.

Nie mogę wyjść z zadumy, patrząc na zadymę, którą robi PiS. Partia rządząca nie chce pogodzić się z senacką porażką. Przypomina mi to historię sprzed pięciu lat, kiedy po wyborach samorządowych PiS ustami Jarosława Kaczyńskiego zakrzyknął, że wybory zostały sfałszowane. W Radiu Maryja szef PiS powiedział: „Wybory zostały sfałszowane, a państwo, w którym fałszuje się wybory, nie jest państwem demokratycznym”. Dodał, że „widać to gołym okiem, tylko trzeba ustalić, kto to zrobił”.

Europosłowie popędzili na skargę do Brukseli, gdzie załamywali ręce nad demokracją w Polsce, wśród nich obecny minister prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski i Zdzisław Krasnodębski. Z kolei nieoceniony Ryszard Czarnecki powiedział w 2014 r., że wybory w Polsce są coraz mniej transparentne i uczciwe.

Od tamtej pory minęło pięć lat, w tym cztery lata rządów PiS, w czasie których prokuratura znalazła się w ręku władzy i – jak widać – nie znaleziono złoczyńcy, który ośmielił się dać wielką wygraną PSL.

PiS tworzył nowe państwo przez cztery lata. Minister spraw wewnętrznych wybrał komisarzy wyborczych, jest nowa PKW. I co? I znowu ci sami ludzie nie wierzą w prawdziwość ogłoszonych wyników. Tym razem nie padło słowo o fałszowaniu, ale – jak mówi wicemarszałek Terlecki – „chcemy sprawdzić z ciekawości, no i warto przeliczyć te głosy”.

Zaspokajaniem ciekawości PiS ma się zająć nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Sędziowie będą się musieli pochylić nad sześcioma wnioskami PiS i trzema PO, z tym że we wnioskach PiS nie ma żadnych konkretów. Przykładem jest sprawa Stanisława Gawłowskiego, który 320 głosami pokonał konkurenta z PiS. We wniosku czytamy: „10 proc. głosów zostało uznanych za nieważne. Zaś w rzeczywistości powinny być uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW PiS”. Dziwi mnie skromność wnioskodawcy – dlaczego tylko 10 proc. należy się PiS? A może 80 proc. się należy?

We wniosku jest również mowa o interesie społecznym, który nakazuje przeliczenie głosów, bo przecież w interesie społecznym jest, żeby Senat dalej był maszynką do głosowania, żeby jacyś zadymiarze nie utrudniali pracy PiS, bo – jak mówi w RMF marszałek Karczewski – z izby zadumy zrobią izbę zadymy.

Jak można podważać coś, co się wydarzyło? Jak można podważać fundamenty demokracji? Doszło do tego, że zastanawiamy się, czy sędziowie nowej izby będą uczciwi.

Panowie i panie, warto się pogodzić z porażką, a nie na siłę chcieć ukraść Senat.

Niezadowolony z wyniku wyborów PiS obawia się trudności w rządzeniu i przegranej w 2023 r. Dlatego zastanawia się, co zrobić, by władzy raz wziętej nie oddać.

Walka o przyszłość Polski nie została jednak na dłużej rozstrzygnięta – stwierdza we wstępniaku „Sieci”, trybuny nowogrodzkiej, Michał Karnowski. W publicystyce obozu dobrej zmiany czuć pewne rozczarowanie, współbrzmiące z tonem wypowiedzi wodza z wieczoru wyborczego. Począwszy od zdania: „Poważna część społeczeństwa uznała, że nie należy nas popierać, mimo ewidentnych osiągnięć”, po pełne goryczy zdanie: „Otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej”. Te cytaty z prezesa krążą po wielu tekstach w „Sieci”  i „Do Rzeczy” podsumowujących wybory.

Ocena wyborów dokonana przez publicystów dobrej zmiany sprowadza się do tego, co możemy zobaczyć na okładce „Sieci”. Główny tytuł to „Triumf i ostrzeżenie”, a podtytuł wyjaśnia, o co chodzi: „Rekordowe poparcie dla PiS i władza na kolejne cztery lata! Ale bitwa o Polskę nie została ostatecznie rozstrzygnięta. Przed nami decydujące starcie o prezydenturę”.

Kaczyński był przekonany – jak wynika z analiz powyborczych publicystów obozu władzy – że zdobędzie co najmniej 45 proc., a tu nie dość, że to się nie udało, to i d’Hondt był w tych wyborach nieżyczliwy, i mandatów w Sejmie jest tylko 235 – a to nie daje możliwości PiS-owi wetowania decyzji ewentualnego prezydenta nie-Dudy. No i w dodatku opozycja odbiła Senat.

Te wybory miały być definitywnym dobiciem wroga i wzięciem całej puli, stąd nastrój nie jest triumfalistyczny. Wydaje się, że niedosyt w obozie zwycięzców powoduje, że po krótkim nasładzaniu się zdobytymi głosami (8 051 935) jego publicyści wypatrują nowych trudności, szukają błędów i proponują różne korekty, aby nie stracić prezydenckiego fotela. Oto przykłady.

Błędy przedwyborcze i wyborcze

„Brak było wystarczającej troski o tę otoczkę społeczną i gospodarczą, która buduje soft power każdej formacji. Już po roku widać było, że można grać na nosie na uczelniach, w szkołach, w kulturze w samorządach” (Michał Karnowski, „Sieci”).

Jedyne pozytywne przykłady budowania tej otoczki Karnowski znajduje w działaniach resortu Piotra Glińskiego i Zbigniewa Ziobry. To oznacza, że spustoszenia, czystki i marnacja publicznego grosza, która dokonywała się przez cztery lata w kulturze i sprawiedliwości, zasługuje na naśladownictwo w innych obszarach. To jest ten właściwy kierunek wskazany przez Karnowskiego. Złowrogo brzmi jego opinia: „jednego zrozumieć się nie da: finansowania z zasobów obozu władzy radykalnych, ewidentnych jego wrogów”. Czyli państwowa kasa ma być tylko dla swoich.

  • „Partia Jarosława Kaczyńskiego cierpi na problem, który narasta od lat. To zmniejszenie się medialno-polityczno-intelektualnej otuliny wokół tej partii – intelektualistów, liderów tweeterowej opinii, publicystów” (Piotr Semka, „Do Rzeczy”). Skąd się to bierze? Komentator widzi to m.in. w stosunku partii do mediów publicznych: „Sposób i obcesowość wpływania przez PiS na media publiczne zraziły do tej partii wiele autorytetów”.
  • „Nietrafionym pomysłem była zapowiedź tak znaczącego i szybkiego podniesienia płacy minimalnej – odstraszyło to od PiS szczególnie drobnych przedsiębiorców” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”).
  • „To nie pierwsza kampania, w której zapowiedzi dotyczące biznesu [podwyższenia płacy minimalnej] wpędzają PiS w kłopoty” (Jacek Karnowski, „Sieci”).
  • „W miarę upływu czasu można było odnieść wrażenie, że PiS traci swoją dawną ideową wyrazistość, że niechętnie bierze udział w wojnie cywilizacyjnej” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”).
  • Problemem kampanii PiS była „swego rodzaju rutyna, powtarzalność i formy, i treści przekazu w ostatnich tygodniach i dniach. (…) PiS wpadło w pułapkę kampanii dobrej, nawet bardzo dobrej, ale jednocześnie w jakiś sposób płaskiej, przewidywalnej. (…) przyniosła ona efekt w postaci znudzenia wyborców, także gorących sympatyków. Ile razy można bowiem wysłuchiwać tych samych przemówień” (Jacek Karnowski, „Sieci”).
  • „Najbardziej dotkliwe jest nadwerężenie PiS jako partii ludzi o czystych rękach” (Piotr Semka, „Do Rzeczy”). Publicysta wymienia: „zachowanie szefa KNF Marka Chrzanowskiego”, „zignorowano zarzuty o nieprawidłowościach w Polskiej Fundacji Narodowej”, „niewyjaśniona do końca sprawa używania systemu inwigilacji Pegasus” i „najgorsza dla prestiżu PiS afera szefa NIK Mariana Banasia”.

Efekty powyborcze

  • „Wybory wzmocniły, a nie osłabiły dwa sojusznicze ugrupowania Zjednoczonej Prawicy – Porozumienie Jarosława Gowina i Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry. (…) nie ułatwia to prezesowi Kaczyńskiemu zarządzania partią” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”).
  • Przegrana w Senacie: „Nie wiadomo, czy opozycji uda się z niego zrobić swoją twierdzę. Gdyby się tak stało, wojna polityczna się zaostrzy. Senat nie tylko będzie maksymalnie przeciągał prace legislacyjne (…) senatorowie zastosują wszelkie możliwe triki i kruczki, byle tylko utrudnić życie rządzącym” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”).
  • Trudniej w Sejmie: „Pojawiła się grupa radykalnych lewicowych posłów i posłanek (…) będą starali się wprowadzić »postępowe« rozwiązania ideologiczne i obyczajowe”. Ale też „pierwszy raz od lat PiS będzie musiało się zmierzyć z konkurencją po prawej stronie” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”).

Co robić dalej?

  • „Teraz PiS musi szybko ruszyć do przodu, pokazując, że mimo utraty Senatu – również być może tymczasowej – może nie tylko skutecznie rządzić, ale również zmieniać Polskę, także tam, gdzie napotka silny opór”(Sygnalista nadaje, „Sieci”). Ale Sygnalista nie wskazuje kierunku szybkiego marszu do przodu. Chyba że jest to zwycięstwo Dudy, bo pisze: „Jeśli prezydent wygra, to opozycję czeka marny los”.
  • „Dla dalszego rozwoju sytuacji politycznej kluczowe znaczenie będzie miała kampania prezydencka” (Paweł Lisicki, „Do Rzeczy”). „Teraz walka o prezydenturę stanie się walką o śmierć i życie – opozycyjny prezydent, mając poparcie większości senackiej, byłby dla niewielkiej większości sejmowej niezwykle groźnym przeciwnikiem”.
  • „W przyszłości tę właśnie dziedzinę [biznes] należy potraktować jako szczególnie niebezpieczną, wymagającą wyjątkowej staranności i precyzji” (Jacek Karnowski, „Sieci”).
  • „Co PiS chce zrobić ze swym oddziaływaniem na wielkie miasta?” (Piotr Semka, „Do Rzeczy”).

Jak zły omen wraca do PiS pytanie, czy skupiać się na małych miastach i wsi, czy też zmierzać ku centrum z powolnym zdobywaniem dużych miast jako bonusem.

  • „Przed PiS stoją teraz do wyboru trzy drogi. Pierwsza to kontynuacja tego, co w pierwszej kadencji: głębokich, ale najczęściej punktowych reform, duża ostrożność, pozostawienie całych obszarów w stanie nienaruszonym (…). Druga droga to reformy znacznie głębsze i szersze, przeprowadzane ze świadomością, że można się wywrócić nawet przed końcem kadencji. (…) Wreszcie opcja trzecia: polityka jeszcze spokojniejsza niż dotychczas, skupiona na łagodzeniu emocji i zamazywaniu najostrzejszych podziałów, zmierzająca faktycznie do pozyskania jakiegoś istotnego koalicjanta” (Jacek Karnowski, „Sieci”). Ale Karnowski ucieka od wskazania, która droga wydaje mu się najlepsza, pisze: „Wszystko dopiero przed nami”, co należy czytać, prezes nie podjął jeszcze decyzji.
  • „Przed Zjednoczoną Prawicą stoi wybór: albo dotychczasowymi metodami zapewni sobie poparcie na poziomie 9 mln głosów, co wydaje się bardzo trudne, albo utrzymując poparcie na poziomie ok. 8 mln głosów, stworzy możliwość zawarcia jakiejś koalicji, a co za tym idzie, doprowadzi do zburzenia jednolitego opozycyjnego frontu” (Stanisław Janecki, „Sieci”). Komentator rozwija tę myśl: „Realnie istnieje jakaś możliwość współpracy z PSL oraz Konfederacją, gdyż nie ma tu wyraźnych podziałów ani w kwestiach ideowych, ani dotyczących modelu funkcjonowania państwa”. Dodatkowo wzmacnia to „tajemną wiedzą” z Nowogrodzkiej: w kierownictwie Zjednoczonej Prawicy „całkiem poważnie jest też analizowana kwestia posiadania partnera po opozycyjnej stronie, nawet gdyby nie było konieczności podzielenia się z nim władzą przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r.”.

„Dobra zmiana” zaostrzy kurs?

Te analizy pokazują, że lęk przed utratą władzy kieruje myśleniem taktycznym i strategicznym PiS. Stąd nadzieja na odzyskanie Senatu – jeśli nie od razu, to za jakiś czas – i jawne deklaracje polityków i publicystów obozu władzy, że może uda się przeciągnąć jednego czy dwóch senatorów na swoją stronę. Stąd składane protesty wyborcze, bo a nuż się gdzieś uda. Stąd wreszcie natychmiastowy remanent powyborczy, aby naprawić błędy i znaleźć pomysł nie tylko na kampanię prezydencką, ale też strategię na wybory 2023.

„Dobrozmianowi” publicyści już szukają nowego paliwa wyborczego: „Dla rządzącego obozu wydaje się całkiem jasne, że dotychczasowa polityka socjalna (wielomiliardowe transfery) praktycznie wyczerpała swoje możliwości. To, co rozpoczęto, musi być zrealizowane, ale poza polskim modelem państwa dobrobytu powinien być jeszcze tworzony i wzmacniany ideowy kościec tego państwa w ogóle” – pisze w „Sieciach” Stanisław Janecki. I wskazuje kierunek działań, przywołując wypowiedź Patryka Jakiego, który postawił parę dni po wyborach twarde pytanie: „Dlaczego mimo obiektywnych sukcesów (…) dalej większość osób wybiera partie opozycyjne? A wzmocniona lewica wraca do Sejmu?”. Jaki zna odpowiedź, dostrzega tego przyczynę w wartościach III RP, które trzeba wykarczować: „nie sięgamy do fundamentów III RP, np. tego, że trwa proces wrogiej socjalizacji społeczeństwa – zamiany flagi biało-czerwonej na »tęczową«, społeczeństwa wolnościowo-konserwatywnego na lewackie”.

A więc kierunek rządzenia, który ma wzmocnić władzę, to wypalenie „wrogiej socjalizacji”. Gdy to czytam, to ciarki chodzą mi po plecach, bo już widzę tę świętą wojnę prowadzoną przez państwo PiS.

Dlatego najwyższy czas, by opozycja przetrawiła swoje błędy i bez krwawych rozliczeń wypracowała swoją długotrwałą strategię działania w obronie państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego. Ale dziś najważniejsze są wybory prezydenckie i porozumienie sił demokratycznych w sprawie mocnego kandydata. Bez tego zwycięstwa trudno będzie zatrzymać pisowski czołg – z powiewającą biało-czerwoną flagą – rozjeżdżający „wrogo zsocjalizowane społeczeństwo”.

Drżyj młodzieży, bo PiS z Kościołem tak was wyedukują seksualnie, że… klękajcie narody.

W dzisiejszej Polsce nie można się nudzić. Afera goni aferę. Prezes PiS nie będzie rozliczony za kopertę z łapówką, współpracownicy Banasia zamieszani w VAT-owską mafię, „rozlatany” Kuchciński, KNF pod lupą, zadłużenie, deficyt, ale… to wszystko nic.

Tematem numer jeden jest seks, a konkretnie to, co z tym seksem wyprawia partia rządząca i wspomagający ją Kościół. W ramach walki z pedofilią rządzący wraz z panami w sukienkach chcą przejąć całkowicie pieczę nad edukacją seksualną dzieci i młodzieży, by chronić niewinne dusze i wbić im do głowy, że seks nie ma być przyjemnością, ale służyć tylko prokreacji i być podwaliną rodziny, w której tatuś to władca, a mamusia ma zasuwać, by tatusiowi dogodzić.

Warto więc przyjrzeć się, jak za kilka lat młodzi ludzie będą wyedukowani seksualnie, z jaką wiedzą wkroczą w dorosłe życie.

Po pierwsze – seks. Uczeń ma wiedzieć, że „seks jest zły, bo nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą. Seks powinien dotyczyć małżeństw. Łączyć się z miłością”. Mało tego, jeśli człowiek za bardzo skupia się na swojej cielesności to łatwo nim manipulować. Należy więc walczyć z tą nieszczęsną seksualnością, bo tu chodzi o przyszłość naszej cywilizacji (konia z rzędem temu, kto wyjaśni, co miał na myśli prezes Kaczyński, wrzucając taki tekst). Ten, kto myśli o seksie i obraca się w „brudach erotycznych” to idiota i matołek. Każdy, komu zamarzy się odrobina seksu musi wiedzieć, że „rozkosz erotyczna trwa krótko, lecz wprowadza nerwy w stan wysokiego napięcia, wskutek czego organizm wyczerpuje się szybko, a gruntownie. Przede wszystkim zużywa się rdzeń pacierzowy, najbardziej zainteresowany w przeżyciach erotycznych, wiotczeją mięśnie, umysł traci swą świeżość”. No i najważniejsze. Dziecko ma się uczyć ku chwale wodza i partii, a nie demoralizować się jakimś seksem. Fujjjj…

Po drugie – swoboda seksualna. Absolutnie nie wolno rozpoczynać współżycia zbyt wcześnie, to znaczy przed ślubem. To nic innego jak narażanie się na „negatywne skutki psychiczne i fizyczne, od rozczarowania, zawodu przez uzależniania, antykoncepcję (!) i aborcję po załamanie psychiczne, korzystanie z pomocy społecznej, niemożność stworzenia rodziny i zaburzone odróżnianie dobra od zła”. Jak twierdzi Władysław B. Skrzydlewski, u mężczyzny, który ulega żądzom, rozwija się niezaspokojenie, zanika ofiarność i drastycznie wzrasta egoizm, a rozwiązłe kobiety doznają wstrząsu i tracą zdolność oddania się całkowicie ukochanemu mężczyźnie, rozumienia innych oraz chęci pełnienia roli opiekuńczych, do których z racji płci są zobowiązane. W jednym z podręczników religii do klasy VII („Błogosławieni, którzy szukają Jezusa”) znajduje się niezwykle sugestywny przekaz, co się dzieje z młodym człowiekiem, gdy seks mu w głowie zakręci. Trzynastolatkowie dowiadują się z biblijnego cytatu, że „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe oko twe jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła”. Nie ma co, aż strach się bać.

Po trzecie – antykoncepcja, która jest złem sama w sobie. Prowadzi ona do depresji, chorób wątroby, nadmiernego owłosienia, nowotworów złośliwych, wylewów krwi, choroby wieńcowej, zawałów serca i nawet zgonów. Prezerwatywy nic nie dają, bo mają tzw. mikropory, przez które plemniki z łatwością się przedostają, podobnie jak i choroby zakaźne. Dziateczki muszą zapamiętać, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, a to nic innego jak zwykłe morderstwo milionów wręcz tycich maluszków. Uczniowie muszą też wiedzieć, że jedynym dobrym i skutecznym środkiem antykoncepcyjnym jest metoda naturalna – objawowo-termiczna Rötzera.

Po czwarte – zapamiętanie, jaka jest rola dziewczynek, a jaka chłopców w dorosłym życiu. Od najmłodszych lat trzeba wbić dzieciaczkom do głów, że różnica miedzy kobietą i mężczyzną polega na tym, iż faceci umieją oddzielić myślenie od emocji, a kobiety nie. Tak więc dziewczynki nie muszą być mądre. Wystarczy, że są ładne. Jeśli wydarzy się coś, co można nazwać molestowaniem, a nawet gwałtem, to jest to wina właśnie dziewczynek, bo prowokują ubiorem i zachowaniem chłopców, którym czasami jest trudno zapanować nad pożądaniem bliźniej swojej i… nieszczęście gotowe. Dziewczynki muszą pamiętać, że ich rolą jest przede wszystkim rodzić. Jak tłumaczył ksiądz Marcin Różański w audycji w Radiu Maryja pt. „Jak być dobrą żoną w sypialni”, mają rodzić z uśmiechem, bo każde dziecko to dar boży. Mają też podporządkować się mężowi, a gdy ten dopuści się na niej gwałtu, to trzeba to zaakceptować, bo przecież „nie może on być przez żonę traktowany jak oprawca, gdyż powinnością kobiety jest udostępnianie swojego ciała mężczyźnie”. Oczywiście, kobieta może powiedzieć mężowi, że dzisiaj nie ma ochoty na seks, ale to będzie oznaczać, że „jest egoistką i myśli o własnym dyskomforcie, zamiast o potrzebach małżonka”.

Tak drodzy Państwo. To nie konfabulacja z mojej strony, ale fakty. Tak prezes ze swoimi kumplami z partii i Kościoła widzi edukację seksualną w szkołach. Edukację, która ma cofnąć dzieciaki w mroczne czasy średniowiecza, stojącą w całkowitej sprzeczności nie tylko z nauką XXI wieku, ale i z zupełnie inną rolą kobiet we współczesnym świecie. Kobiet, które kształcą się, pracują zawodowo, są coraz bardziej aktywną częścią życia publicznego. Jak widać, marzeniem sfrustrowanych facetów, niezaspokojonych seksualnie, jest sprowadzenie ich do roli darmowych gospodyń domowych, biegnących na każde skinienie swego pana i władcy.

Mało tego, ci szaleni panowie, wspierani przez nieliczne grono pań, mających wielki problem z oceną rzeczywistości, zapragnęli, by polska młodzież rosła w duchu czystości, takiej w ich rozumieniu, by ze wstrętem odwracała się od własnego ciała, była znerwicowana, depresyjna i pełna poczucia winy, jeśli tylko nieopatrznie uległaby tej strasznej „żądzy”, jaką jest seks. Młodzież bojąca się dotyku, odrzucająca wszelkie przejawy zbytniego zbliżenia. Młodzież rodząca gdzieś w krzakach niechciane dzieci, wyśmiewana i szykanowana z powodu przypadkowej ciąży. Młodzież popełniająca samobójstwa, przerażona tym, co się zadziało, próbująca na własną rękę usunąć owoc miłości fizycznej. Młodzież okaleczoną emocjonalnie przez te wbijane jej do głowy bzdury.

Jestem ciekawa, dlaczego prezes i całą reszta są głusi na słowa papieża Franciszka, który tak pięknie mówi, że „seks jest darem od Boga, nie potworem, miłość jest darem od Boga. Inną kwestią jest to, że niektórzy używają go, by zarabiać pieniądze i wykorzystywać innych. Ale musimy zapewnić rzeczową, nienacechowaną ideologicznie edukację seksualną. (…) Trzeba nauczać o seksie jako o darze od Boga. Wychowywać to nauczać tak, by wyciągać z ludzi to, co w nich najlepsze i po drodze im pomagać” i jednocześnie zwraca uwagę na dobór odpowiednich podręczników do edukacji seksualnej, bo przecież „są rzeczy, które pomagają dojrzeć, ale też takie, które szkodzą”?

Głódź, przyjaciel pedofilów w sukienkach. Z życia pasqud 24

19 Lip

„Politycy PiS stawiają się ponad prawem, nie udostępniając opinii publicznej dostępu do informacji, jaką jest to, kto poparł obecnych nominatów PiS w Krajowej Radzie Sądownictwa” – powiedziała Kamila Gasiuk-Pihowicz z PO. Wymieniła marszałka Sejmu i urzędników Kancelarii Sejmu, którzy nie wywiązali się z prawomocnego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego i nadal nie opublikowali list poparcia nominatów w nowej KRS.

Gasiuk-Pihowicz poinformowała, że do prokuratury trafi zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na nieudostępnieniu, wbrew obowiązkowi wynikającemu z dostępu do informacji publicznej, zgłoszeń do upolitycznionej KRS. – „Listy poparcia dla członów KRS to najwyraźniej lista wstydu dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, skoro tak wielkim problemem jest jej ujawnienie. Ludzie mają prawo wiedzieć, kto podpisał się pod listami poparcia dla nominatów polityków PiS-u w KRS i zrobimy wszystko, żeby ta informacja stała się znana opinii publicznej” – stwierdziła posłanka PO. Za niewywiązanie się z tego obowiązku grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności lub kara pozbawienia wolności do jednego roku.

Wiceszef klubu PO Borys Budka powiedział, że przed prawem nie ma „równych i równiejszych”. – „Marszałek Sejmu ma obowiązek wykonać prawomocny wyrok. Należy zadać pytanie: dlaczego z uporem maniaka usiłuje ukryć, kto podpisał listy poparcia dla kandydatów do neoKRS? Dlaczego PiS tak bardzo chroni tę informację? Może się okazać, że te osoby są podległe ministrowi sprawiedliwości. Zadajemy publiczne pytanie: czy minister sprawiedliwości – polityk i poseł – wpływał, naciskał na sędziów zatrudnionych w ministerstwie sprawiedliwości, by podpisywali tego typu listy?” – stwierdził Budka. Jego zdaniem, w nowej KRS są osoby, które zawdzięczają karierę politykom PiS, co sprawia, że obecna KRS „została pobawiona konstytucyjnego przymiotu niezależności, a osoby, które się w KRS znalazły nie mogą być uznawane za niezawisłych sędziów”.

W odpowiedzi Kancelaria Sejmu podała, że trwa „gromadzenie materiałów, co ma potrwać co najmniej do 28 sierpnia. – „Listy [poparcia do nowej KRS] zawierają zarówno PESEL, jak i wzory podpisów i w związku z tym muszą być zanonimizowane” – tak tłumaczy się Kancelaria Sejmu. Przecież to jest 30 minut pracy! Nie ma żadnych powodów, by przedłużać obywatelom ten termin do końca sierpnia” – poinformował na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR. A Michał Wawrykiewicz z Inicjatywy Wolne Sądy dodał: – „Zobaczycie Państwo, że nie pokażą tych list. Na pewno nie przed wyborami. Mogę przyjąć każdy zakład. Okaże się, że „służby prawne Kancelarii” odkryły jakieś nieprawidłowości bądź niejasności interpretacyjne wyroku, albo że listy zaginęły, zalały się kawą czy coś takiego. Na bank”.

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku już po raz drugi odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie tuszowania pedofilii księży przez hierarchów Archidiecezji Gdańskiej. Zawiadomienie złożyła Beata Maciejewska z partii Wiosna, która napisała, że abp Sławoj Leszek Głódź oraz bp Ryszard Kasyna mogli dopuścić się przestępstwa z art. 200 kk, polegającego na tym, że nie zawiadomili organów ścigania, mając wiarygodną wiadomość o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich.

Wcześniej z podobnym zawiadomieniem do prokuratury wystąpiła Anna Górska z partii Razem. Zostało ono oddalone, o tym w artykule „Abp Głódź nie będzie musiał wyjaśniać, czy w jego diecezji kryto księży pedofilów”.

Maciejewska złożyła swoje zawiadomienie 21 maja. Decyzję o odmowie śledztwa otrzymała kilka dni temu.

„Bardzo mnie zdziwiła ta odmowa, bo inne prokuratury w kraju podjęły czynności po podobnych zawiadomieniach w podobnych sprawach. Dziwi mnie także zachowanie prokuratury w kontekście zapowiedzi Zbigniewa Ziobry, który jako prokurator generalny mówił, że przypadki pedofilii będą bezwzględnie ścigane” – skomentowała w rozmowie z „GW” Maciejewska.

Droga młodzieży, może w tej chwili marzy się Wam renomowane liceum, a potem akces do lewackich elit, ale władza PiS ma dla Was swoje pomysły.

Kolejne podejście? To naprawdę nic złego. Wręcz przeciwnie. Kolejne podejście dowodzi determinacji, siły woli i odporności na przeciwności losu. Tak więc, droga młodzieży, nawet jeśli któreś z Was wciąż nie odnalazło swojego nazwiska na liście do żadnej z wybranych szkół średnich, nie ustawajcie w wysiłkach. Jak to mawiali starożytni – per aspera ad astra, czyli przez trudy do gwiazd. Im sroższe ciernie, głogi, tym milsze jest zwycięstwo w postaci oślej ławki w branżowej szkole gastronomicznej. Albo budowlanej.

Siedząc już w ławach budowlanki, ostatecznie będziecie wygrani. Bo nie ma to, jak mieć porządny fach w ręku. Może w tej chwili marzy się Wam renomowane liceum, a potem akces do lewackich elit, ale mądra władza pomyślała o Was zawczasu, bowiem nic nie leży jej na sercu tak, jak młodzieży chowanie. Przygotowała dla Was fantastyczną reformę oświaty. Może i perspektywa studiowania medycyny, prawa, a nawet filozofii w tej chwili wydaje się Wam kusząca, ale uwierzcie byłej minister Zalewskiej oraz stojącym za nią anonimowym reformatorom polskiej oświaty. Ten brak miejsc w liceach to tylko dla Waszego dobra przecież.

Po pierwsze – szukanie wolnej ławki w szkole ogólnokształcącej to będzie dla Was pierwsza prawdziwa próba charakteru oraz wiary (proście, a będzie Wam dane, szukajcie, a znajdziecie). Po drugie zaś, nawet jeśli będziecie pukać wytrwale, ale drzwi „Staszica” jednak się dla Was nie otworzą, to – jak to pięknie i mądrze podsumował pan senator Bonkowski (zapamiętajcie dobrze to szlachetne nazwisko) – niejeden dzisiejszy parlamentarzysta, wicewojewoda, a nawet prezes w spółce skarbu państwa jest absolwentem takiej sobie podstawówki na Podlasiu. Mało to wysokich stanowisk zajmują teraz ludzie po zawodówkach? A przecież „dają radę”. No, a poza tym uczyć się można wszędzie. No i w każdym wieku. Nawet pan prezydent zapewnia przy każdej okazji, że „ciągle się uczy”, o ministrach aktualnego rządu i nowych europosłach nie wspominając.

Wy też powinniście się byli – swoja drogą – bardziej do książek przyłożyć, skoro miejsca dla Was nie starczyło, a inni się jednak dostali. Więc może byli lepsi?  Weźcie przykład z pani Beaty. Też się ciągle uczy. Jeszcze niedawno witała amerykańskich żołnierzy kultowym „welcome in Poland”, a teraz – proszę – zamierzała szefować komisji w Europarlamencie, a mówiło się przecież o jeszcze wyższych stanowiskach dla niej. To się nazywa zdrowa ambicja. Wprawdzie dwa razy przegrała sama ze sobą, bo nie miała kontrkandydata, ale co z tego. Taki Grzegorz Schetyna to przegrał i to nawet nie z sobą, ale z Nie Wiadomo Kim. Respondenci pytani, kogo wybraliby na lidera opozycji częściej niż na Schetynę wskazywali przecież na Kogoś Innego!

Ale – wracając do brakujących miejsc w liceach – nie przejmujcie się. Ministerstwo Edukacji zapewnia, że w szkołach ogólnokształcących ciągle czeka na was ileś tam tysięcy wolnych ławek. A że akurat nie w Warszawie, tylko w Augustowie albo Cisnej? To szczegół. Pomyślcie sobie, że tacy – na przykład – chorzy na cukrzycę lub tarczycę mają jeszcze gorzej. No, bo są chorzy, a po leki muszą jechać z Krakowa na Pomorze albo z Podkarpacia gdzieś pod Szczecin. Tymczasem wiele pociągów Intercity wciąż nie ma klimatyzacji, a i tak przejazd nimi kosztuje majątek.

Natomiast Was, inaczej niż emerytów, którym w kryzysie służby zdrowia nawet „trzynastka” niewiele pomoże, od września będzie bez problemu stać na bilet. Nie bez powodu państwo zapewniło Pięćset Plus na każde dziecko przecież. Ostatecznie starczy Wam nawet na samolot, kiedy – korzystając ze światłej rady wiceministra nauki – wybierzecie liceum za granicą. Ów nie wspomniał wprawdzie, czy budżet zwróci Wam za czesne i utrzymanie w Eaton czy innym Oxfordzie, ale to chyba oczywiste. Wszak zwraca koszty pacjentom, którzy wyjeżdżają z kraju na pilne operacje, więc czemu państwo miałoby traktować swoją młodzież gorzej niż seniora z zaćmą czy niewydolnością tarczycy.

Zatem głowa do góry i szukacie swojej szansy w kolejnym podejściu. Przypadek Anny Zalewskiej i jej awansu do Brukseli w nagrodę za reformę edukacji dowodzi, że zmiany w oświacie wyjdą Wam tylko na dobre. Może Wy, Wasi rodzice i nauczyciele, jeszcze tego nie dostrzegacie, ale skoro była minister została wybrana w wyborach powszechnych, inni musieli dostrzec to za Was. I odpowiednio docenić. Pewnie właśnie dlatego wysłali Was do szkół, które w przeszłości pokończyli sami. No, żebyście wreszcie przejrzeli na oczy i wyszli na ludzi. Wtedy Waszej przyszłości już nic nie zagrozi. Trzeba tylko trochę wytrwałości, uporu i wiary (w prezesa), a jeszcze porobicie kariery jak gwiazdy PiS – Beata Szydło i jej brukselskie koleżanki. Welcome in Poland!

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>