Matczak, 25.03.2019

 

 

TK jako narzędzie mentalnego polexitu

Kilka uwag o dzisiejszym “wyroku” Trybunału Konstytucyjnego:
1. Po raz kolejny wniosek do TK był anomalią na skalę światową – od czasu przejęcia przez PiS kontroli politycznej nad TK ogromna większość wniosków do tego organu to wnioski większości rządzącej, a nie opozycji. Jest to absurdalne, ponieważ większość kwestionuje przed Trybunałem swoje własne ustawy – najpierw je więc uchwala, a potem oskarża o niekonstytucyjność. Po co to robi? Żeby otrzymać od kontrolowanego przez siebie organu potwierdzenie, że działa legalnie. To tak jakby burmistrz, który kontroluje policję w swoim mieście, donosił sam na siebie, że jechał nieprzepisowo, tylko po to, żeby zależny od niego szef policji mógł na konferencji prasowej powiedzieć całem miastu, że burmistrz jeździ przepisowo i generalnie jest wzorem kierowcy.
2. Ten wniosek był szczególnie kuriozalny, bo oprócz złożenia go przez parlamentarzystów PiS, złożyła go sama neoKRS – kolejny organ politycznie kontrolowany przez PiS. Zamiast więc bronić niezależności sądownictwa, neoKRS postanowiła donieść na samą siebie, aby dostać od TK glejt, że wszystko z jej powołaniem było ok. Działanie neoKRS było tak oczywistym nadużyciem prawa, że stwierdził to sam profesor-sprawozdawca (powołany na miejsce jednego z sędziów-dublerów, a więc nieuprawniony do zasiadania w składzie TK). NeoKRS pokazała tym samym, że prawo już nie znaczy prawo – prawo jest wyłącznie instrumentem ochrony własnej pozycji.
3. TK w nielegalnym składzie potwierdził to, czego chcieli politycy. Wybór sędziowskich członków KRS przez polityków jest dla TK całkowicie ok, mimo że jest niezgodny z polską tradycją konstytucyjną oraz zasadą podziału i równowago władz. Od 20 lat było tak, że parlament (władza ustawodawcza) miał swoich przedstawicieli w KRS i ich wybierał, Prezydent (władza wykonawcza) miał swojego przedstawiciela i go/ją wybierał, i władza sądownicza miała swoich przedstawicieli i ich wybierała. Logiczne i sprawiedliwe, prawda? Otóż według PiS i TK nie. Parlament może wybrać swoich przedstawicieli i jeszcze wybrać sędziom ich przedstawicieli, bo przecież oni sami nie potrafią. Kiedyś pisałem, że gdyby w Polsce istniała Rada Równouprawnienia Płci, złożona w połowie z kobiet i w połowie z mężczyzn, to według logiki PiS i TK byłaby wybierana w całości przez mężczyzn. Dokładnie tak – przecież skoro twierdzi się, że politycy lepiej wiedzą, kto powinien reprezentować sędziów, podobnie twierdzono by, że mężczyźni lepiej wiedzą, kto ma reprezentować kobiety. Absurd do kwadratu.
4. Dodatkowym absurdem dzisiejszego “wyroku” jest potwierdzenie, że jeśli ustawa zabrania komuś odwołania od szkodliwej dla niego decyzji, to taka sytuacja jest jak najbardziej zgodna z Konstytucją. Decyzja taka to wstyd na cały cywilizowany świat: nie ma większego zaprzeczenia świętej dla prawa w Polsce, w Europie i na świecie zasadzie PRAWA DO SĄDU. Dzisiejsza absurdalna decyzja jest ewenementem, za który będziemy się jeszcze długo wstydzić. Ale w sensie politycznym nie jest zaskoczeniem. Była ona potrzebna PiS, żeby sabotować sprawę Polski przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Na tle przepisu, który nie pozwalał kandydatom na sędziów do SN odwołać się od negatywnej decyzji neoKRS, złożono pytania prejudycjalne do Trybunału w Luksemburgu. Skoro TK potwierdził, że ten przepis jest ok, będzie można wykorzystać ten argument do walki polskości z europejskością, do urojonej walki naszej Konstytucji z prawem unijnym itd. Oznacza to, że PiS nie tylko wykorzystuje Trybunał Konstytucyjny jako narzędzie walki politycznej w kraju, ale także jako narzędzie walki z Unią Europejską. PiS najwyraźniej uważa, że triki w postaci napakowania  Trybunału swoimi sędziami, a następnie wykorzystania tych sędziów do wydania antyeuropejskich “wyroków”, wzmocnią naszą pozycję w Europie. Tymczasem działania takie przypominają strzelanie z procy w okno sąsiada. Głupie, szkodliwe, dziecinne i do tego nielegalne.
Działanie PiS wespół z TK jest szkodliwe dla Polski, bo jest szkodliwe dla pozycji Polski w Europie. Spowoduje ono dalsze osłabienie naszej pozycji w Unii Europejskiej, zagrozi sprawie funduszy europejskich, które Polska mogłaby otrzymać.  Tym samym w dalekiej perspektywie zniechęci Polaków do Unii Europejskiej, bo umożliwi ulubioną narrację eurosceptyków “po co nam Unia, skoro nic z tego nie mamy”. Oczywiście ci sami eurosceptycy przemilczą, że mamy z Unii coraz mniej, bo sami swoim głupim zachowaniem to spowodowaliśmy. Taki proces nazywam mentalnym polexitem – długofalowym zniechęcaniem Polaków do Unii Europejskiej. Poświęcamy naszą pozycję w Unii dla obrony stołków kilkunastu osób w neoKRS i dla marzeń wąskiej grupy ludzi o władzy absolutnej. Nie ma w tym działania ani kawałka dobra dla Polski i Polaków.

marcinmatczak.pl

 

Trotyl na wraku tupolewa? Dr Maciej Lasek dla WP: „Kompromitacja Macierewicza”

– Tekst „Sieci” o trotylu przedstawia niepełne informacje bez części wnioskowej, które służą budowaniu teorii spiskowych. Stwarza się jakieś wrażenie niepewności. Odbiorca ma mieć ciągłe wątpliwości. Taki jest cel tych, którzy znów „wyciągają z szafy” temat Smoleńska – mówi WP dr Maciej Lasek, który badał okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

Anglicy znaleźli trotyl” – donosi tygodnik „Sieci”. Informuje, że brytyjskie laboratorium znalazło ślady materiałów wybuchowych na szczątkach wraku Tu-154M. Podkreśla jednak, żeby nie wyciągać ostatecznych wniosków. Gazeta szacuje, że śledztwo smoleńskie może potrwać bowiem jeszcze kilka lat.

Tygodnik już w niedzielę zapowiadał materiał dotyczący katastrofy smoleńskiej. Na mrocznej okładce grzmiał: „A jednak był trotyl”.

W tekście czytamy o „sensacyjnym wniosku częściowych badań brytyjskiego laboratorium współpracującego w prokuraturą krajową”. Angielscy eksperci z Forensic Explosives Laboratory, jednostki podległej brytyjskiemu Ministerstwu Obrony, mają potwierdzać obecność środków wybuchowych na szczątkach TU-154M.

Brytyjczycy przebadali kilkadziesiąt z 200 próbek przekazanych do laboratorium przez Prokuraturę Krajową w maju 2017 r. Na zdecydowanej większości znaleziono materiały wybuchowe. „Prokuratura nie chce potwierdzać tych rewelacji” – dodaje tygodnik.

Choć dziennikarze piszą odważnie, że znaleziono trotyl, zaznaczają, że zadaniem laboratorium są badania, a nie ich interpretacja. Z jednej strony czytamy o „kolosalnym znaczeniu tych informacji dla śledztwa i ustalenia przyczyn”, z drugiej – o powstrzymywaniu się od stawiania ostatecznych hipotez.

„Nie ma tam nic nowego”

Zapytaliśmy członków rodzin osób, które zginęły w Smoleńsku, jak odnoszą się do rewelacji „Sieci”. Nikt z naszych rozmówców nie chciał na ten temat rozmawiać – również osoba związana z PiS, która poprosiła o niepodawanie jej nazwiska w naszym tekście.

Wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, Paweł Deresz, odmawia komentarza. Podobnie Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, która mówi tylko: – Nie czytam tych złych, niemądrych rzeczy, które powiela ten tygodnik. To wszystko, nie zamierzam się nawet do tego odnosić.

O komentarz poprosiliśmy dr. Macieja Laska, byłego przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który zajmował się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej. Lasek zasiadał także w Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, której przewodniczył Jerzy Miller, były szef MSWiA.

– Nie zaskakują mnie szczególnie rewelacje tygodnika „Sieci” – mówi WP dr Lasek. – Nie ma tam nic nowego. Jest mowa o produktach, ktore mogą służyć do produkcji środków wybuchowych, w tym trotylu, ale też np. farb czy past do butów – dodaje ekspert.

Jak podkreśla Lasek, „W trakcie badań przeprowadzonych przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, również wskazano na obecność materiałów zawierających cząstki materiałów wysokoenergetycznych”.

– Prokuratura kilka lat temu przyznała, że chce przebadać te same szczątki tupolewa w innych laboratoriach. Powiedziano, że ich interesują badania laboratoryjne, bez części wnioskowej. Jest to powtórzenie badań, które już były przeprowadzone. Poczekajmy na komunikat prokuratury i opinię biegłych – zaznacza w rozmowie z WP Maciej Lasek.

Dziennikarze „Sieci” wskazują jednakże na „rozbieżności między nowymi wynikami a wynikami wcześniejszych badań próbek w Polsce”. – Dużą wagę ma to, że próbki, które wysłano do brytyjskiego DSTL, to te same, którymi w 2013 r. zajmowało się polskie Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Nie odnalazło ono śladów materiałów wybuchowych. Można więc wysnuć jasny wniosek: angielskie badania podważają ekspertyzy prowadzone przed kilkoma laty w CLKP – czytamy w tygodniku.

CZYTAJ TEŻ: Podkomisja smoleńska informuje o materiałach wybuchowych. Maciej Lasek: A kto z tych ludzi cokolwiek badał?

„Kompromitacja Macierewicza”

Dr Maciej Lasek zwraca z kolei uwagę na sprzeczne przekazy.

– Przez ostatnie lata byliśmy bombardowani przekazem grupy Macierewicza o wybuchu termobarycznym, a nie informacjami o trotylu. A dziś znów mamy trotyl. Czyli najmniej efektywny materiał wybuchowy – mówi ekspert.

– Jakikolwiek wybuch zostawia ślady w zapisach w rejestratorach pokładowych, zostawia nadpalenia, nadtopienia. A niczego takiego w przypadku katastrofy tupolewa nie stwierdzono – przypomina rozmówca WP.

Lasek przekonuje, że o okolicznościach tragedii przeważnie wypowiadają się laicy, którzy nie mają na ten temat wiedzy. – W świecie idealnym każdy powinien znać zakres swoich kompetencji. U nas te proporcje są mocno zachwiane, dziś każdy jest specjalistą od wszystkiego. Wyrabiamy sobie zdanie na podstawie niezwerfyfikowanych informacji z social mediów. Niewielu interesują fakty. Ludzie są podatni na fake newsy, niestety – ubolewa ekspert.

Jak dodaje: – Tekst „Sieci” przedstawia niepełne informacje bez części wnioskowej, to służy tylko podtrzymywaniu tematu, w celu budowania teorii spiskowej. Buduje się jakieś wrażenie niepewności. Końcowy odbiorca, nie mając albo mając nawet dostęp do faktów, ma ciągłe wątpliwości. Taki jest cel tych, którzy znów „wyciągają z szafy” ten temat.

– Antoni Macierewicz znów pojawi się w kontekście zbliżającej się rocznicy 10 kwietnia? – pytamy dr. Laska.

– Macierewicz został schowany, przyczyna jest prosta: olbrzymia kompromitacja jego podkomisji. Za czasów szefowania Macierewicza w MON straciliśmy śmigłowce, samoloty. Macierewicz zniszczył system bezpieczeństwa, który buduje się latami – mówi były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Lasek zwraca uwagę, że „nawet eksperci wzięci przez Macierewicza do podkomisji, na przestrzeni ostatnich lat porzucali go”.

– Ta podkomisja powinna być rozliczona. Wydatkuje się ogromne środki publiczne, które nie są weryfikowalne. Powinno się unieważnić działalność tego gremium. Tzw. eksperci Macierewicza sami twierdzili, że nie ma sensu robić już żadnych ekspertyz, bo oni są przekonani, że w Smoleńsku był wybuch. I o czym tu dyskutować? – pyta retorycznie rozmówca WP.

– Pana zdaniem tragedia w Smoleńsku została w pełni wyjaśniona? – pytamy dr. Laska.

– Jeśli chodzi o przyczyny wypadku, katastrofa jest w stuprocentach wyjaśniona – twierdzi ekspert. – Pozostaje otwarta kwestia odpowiedzialności – dodaje.

Jak mówi Lasek: – Zaniedbania zostały wykazane, w procesie szkolenia, w szkoleniu załogi tupolewa, w przygotowaniu lotu. Odpowiadają za to konkretni ludzie. Czekam na to, żeby prokuratura przygotowała wreszcie akty oskarżenia wobec osób, które doprowadziły do tego tragicznego zdarzenia. I postawiła zarzuty.

WP.pl

%d blogerów lubi to: