Michalski, 17.11.2019

 

Michalski: Czy Lewica pomoże Kaczyńskiemu

Kiedy Małgorzata Kidawa-Błońska skrytykowała niektórych polityków parlamentarnej lewicy za to, że zaoferowali Kaczyńskiemu pomocną dłoń w sprawie gigantycznego podniesienia składek na ZUS, aby PiS mogło mieć finansowe rezerwy na dalszą polityczną korupcję w roku wyborów prezydenckich, Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza i cała reszta zrewitalizowanych przez Włodzimierza Czarzastego zombies po partii Razem zastosowali wobec niej praktykę Rydzyka i Jędraszewskiego – pisze Cezary Michalski

Ci ostatni, zawsze kiedy krytykowano pedofilię niektórych księży i krycie ich przez niektórych biskupów, grzmieli w odpowiedzi: „Obrażacie miliony wierzących Polek i Polaków! Przeproście! Na kolana!”. Dziś Zandberg, Zawisza i ich internetowi trolle zagrzmieli: Małgorzata Kidawa-Błońska obraziła dwa miliony Polek i Polaków głosujących na lewicę w Polsce! Niech przeprosi! Niech klęka!

Otóż nie, Małgorzata Kidawa-Błońska – mówiąc: „Jeśli poprą projekt PiS, to znaczy, że są nic niewarci” – skrytykowała konkretnie Zandberga i Zawiszę. A jeśli Zandberg i Zawisza nadal nie rozumieją, że krytyka dotyczy ich, a nie ich wyborców, to powtórzę myśl Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w wersji może nieco bardziej bezpośredniej.

TO ZANDBERG I ZAWISZA POMAGAJĄC DZIŚ KACZYŃSKIEMU EFEKTYWNIE NISZCZYĆ W POLSCE ZARÓWNO LEWICĘ, JAK TEŻ DEMOKRACJĘ W OGÓLE, ZDRADZAJĄ ELEKTORAT LEWICY I SĄ „NIC NIEWARCI”. TO ONI SĄ NAJBARDZIEJ FATALNYMI REPREZENTANTAMI WSZYSTKIEGO, CO POWINNO BYĆ W POLSCE WARTOŚCIAMI LEWICY – A WIĘC OBRONY KOBIET, OBRONY MNIEJSZOŚCI, OBRONY DEMOKRACJI, OBRONY PRAWORZĄDNOŚCI.

Pomysł Zandberga, by przylepiając się do prawicowych populistów „uzupełnić” PiS-owski projekt realnego gigantycznego podniesienia ZUS-owskiej daniny „gwarancją”, że te pieniądze – rzekomo pobierane na emeryturę – nie wrócą nigdy w formie emerytury do ludzi, którym je zabrano, jest oczywiście odarciem PiS-owskiego pomysłu z typowej dla Kaczyńskiego hipokryzji.

PiS też nie zamierza tych pieniędzy składkowiczom zwracać. Chce z nich zrobić krótkoterminową rezerwę do wydania na swoją korupcję wyborczą. W konsekwencji wypchnięcia przez PiS z rynku pracy, zdemotywowania milionów Polaków i Polek do dłuższej pracy albo do pracy w ogóle, zadłużenie ZUS będzie rosnąć. A PiS wiedząc, że katastrofy powszechnego systemu emerytalnego nie da się uniknąć, będzie się na tych dodatkowo zabranych Polakom pieniądzach uwłaszczało, ewentualnie będzie jakąś ich część „darowało” wybranym przez siebie grupom społecznym, żeby kupić ich głosy w kolejnych wyborach (ot, zwyczajna Wenezuela, Zandberg i Zawisza to lubią, a ja wręcz przeciwnie).

Ale Kaczyński (który nie jest ani lewicowcem, ani prawicowcem, ale nihilistą dobrze znającym swój społeczny „target”) przynajmniej udaje, że podniesienie składek od wyższych pensji zaowocuje podniesieniem wyższych emerytur.

ADRIAN ZANDBERG I MARCELINA ZAWISZA Z PROSTOTĄ CECHUJĄCĄ WSZYSTKICH FANATYKÓW OŚWIADCZAJĄ, ŻE POPRĄ PIS, JEŚLI ZAGWARANTUJE, ŻE PODNIESIONA SKŁADKA ZUS-OWSKA BĘDZIE JUŻ BEZ ŻADNYCH DWUZNACZNOŚCI PO PROSTU KOLEJNYM GIGANTYCZNYM PODATKIEM OD WYNAGRODZEŃ.

Adrian Zandberg nie jest socjaldemokratą. Jeśli chodzi o poglądy społeczno-ekonomiczne jest bliżej Warufakisa, Die Linke i różnych innych populistycznych lub neokomunistycznych ugrupowań z Europy Zachodniej i Południowej. W przeciwieństwie do socjaldemokracji lewica populistyczna jest toksyczna nawet w krajach bogatych, czasem byłych imperiów, które przez wieki gromadziły swoje finansowe rezerwy, więc teraz mogą je wydawać i dzielić. Polska przez ostatnie kilkaset lat nie była jednak imperium, ale łupem imperiów (Kaczyński przynajmniej to wie, więc kłamie świadomie, Zandberg może tego nawet nie wiedzieć, tak dalece jest w polskiej rzeczywistości kosmitą). Zatem nie mamy rezerw, jesteśmy wciąż krajem na dorobku.

Stary dogmat bolszewickiej ekonomii „grab nagrabione” gospodarkę każdego kraju po jakimś czasie doprowadziłby do upadku. Jednak w takim kraju jak nasz jest pomysłem gwarantującym samobójstwo szybkie i bolesne.

DLACZEGO JEDNAK DO TEGO CYRKU WŁĄCZYŁ SIĘ – CHOĆ BEZ ENTUZJAZMU – WŁODZIMIERZ CZARZASTY? ON SAM JEST RACZEJ SPADKOBIERCĄ „TRZECIEJ DROGI” – NA ZACHODZIE BLAIRA I SCHROEDERA

(obaj ci politycy wcale nie byli „czarnymi ludami”, nawet Schroeder, zanim został lobbystą Putina, zreformował rynek pracy w Niemczech tak efektywnie, że Merkel korzystała z tego przez parę kadencji). W Polsce „trzecią drogę” reprezentowali Leszek Miller (obniżający CIT) i Aleksander Kwaśniewski. Czarzasty ich wspierał, a później kontynuował ich „trzecią drogę” zarówno jako polityk, jak też jako przedsiębiorca prywatny.

Czemu zatem dziś Czarzasty udaje populistę, jakby miał rzeczywiście poglądy Zandberga? Wydaje się, że on raczej próbuje w ten sposób przypomnieć o sobie Grzegorzowi Schetynie. I o tym, że jego zdaniem Schetyna popełnił błąd, nie zabierając go na pokład częściowo choćby zjednoczonej opozycji. Dla Czarzastego projekt Lewicy Razem nie jest jednak, jak dla Zandberga, projektem ideologicznego fanatyka, ale pomysłem z poziomu politycznego pragmatyzmu.

ON DAJE DO ZROZUMIENIA, ŻE TRZEBA Z NIM ROZMAWIAĆ. I SĄDZĘ, ŻE ROZMAWIAĆ Z NIM RZECZYWIŚCIE NALEŻY – W SENACIE I W SEJMIE.

Wchłanianie Wiosny przez SLD jest najlepszą informacją, jaka dociera z wnętrza parlamentarnej lewicy. Czarzasty w realnym boju o panowanie nad polityczną instytucją wygrywa z Zandbergiem przez nokaut. Tym bardziej błędem jest pozwalanie, żeby język całej formacji był przejmowany przez Adriana Zandberga czy Marcelinę Zawiszę. To definitywnie odpiłuje lewicę od klasy średniej, a do wsi czy do narodowej młodzieży chodzącej w Marszu Niepodległości lewica w Polsce przez długie jeszcze lata nie ma żadnej szansy chociażby się zbliżyć (chyba że na odległość rzutu kamieniem, i to raczej w stronę zwolenników lewicy).

Sądzę, że Włodzimierz Czarzasty wie to wszystko lepiej ode mnie. Dlatego bardzo mnie ciekawi, na jakie jeszcze szaleństwa pozwoli Zandbergowi z sferze ideologicznej „nadbudowy”, żeby w tym samym czasie wybrać mu instytucjonalną partyjną „bazę” do ostatniego człowieka.

 

wiadomo.co

 

Prof. Flis: PO musiałaby wystawić Ogórek, by nie wejść do II tury

Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu – wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej – mówi nam prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmawiamy o rządzie, o roli Senatu, nowym marszałku i o wyborach prezydenckich. – Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np. PO musiałaby wystawić Magdalenę Ogórek, żeby nie wejść do II tury. Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: W piątek prezydent zaprzysiągł nowy stary rząd Mateusza Morawieckiego. Co ciekawe, premier pełni też funkcję tymczasowego ministra sportu. Dziwne?

JAROSŁAW FLIS: Nie ma rzeczywiście żadnego zaskoczenia, przetasowania są chyba nawet mniejsze, niż przy powoływaniu drugiego rządu Donalda Tuska. Sprawa ministra sportu jest dość kuriozalna. Powszechnie wiadomo, jeżeli wierzyć, że minister Paruch jest osobą dobrze poinformowaną, a trudno to podważać, że

FUNKCJA MINISTRA SPORTU BYŁA ELEMENTEM ROZGRYWEK O SENAT I TO NIEUDANYCH. JUŻ SAMO PODEJMOWANIE TAKICH ROZGRYWEK NIE JEST POWODEM DO CHWAŁY, A JEŻELI JESZCZE NIE WYCHODZĄ, TO JUŻ W OGÓLE JAKIEŚ KURIOZUM. TO OCZYWIŚCIE NIE WYWRÓCI RZĄDU, ALE JEST NA PEWNO DODATKOWYM OBCIĄŻENIEM DO OGÓLNEGO BILANSU OSTATNICH WYDARZEŃ.

Widać też, że entuzjazm, gdy po raz pierwszy zdobędzie się władzę, jest dużo większy, niż gdy robi się to po raz drugi. Teoretycznie jest to trudniejsze, także patrząc na ostatnie ćwierćwiecze, gdzie przypadków oddawania władzy było znacznie więcej, niż jej zachowania. Chociażby z tego względu premier powinien bardziej się cieszyć, a przynajmniej to pokazywać.

Może rząd ma zbyt dużo zmartwień? Jeszcze kilka dni temu premier mówił w Sejmie: „Skarbiec jest pełny, ludzie mają pracę, granicę są bezpieczne”. Tak długo się chwalił, że aż marszałek Witek musiała mu przerywać. Teraz okazuje się, że skarbiec nie jest wcale pełen. Pomysł zniesienia limitu składek, podniesienie akcyzy do 10 proc. na alkohol i papierosy, 13. emerytura z funduszu niepełnosprawnych. Te ruchy pokazują prawdziwe kłopoty władzy?
Mamy pierwsze kłopoty rządzących i to też nie jest nowość. Znamy to z przeszłości. PO podwyższała wiek emerytalny, choć w kampanii zastrzegała się, że tego nie zrobi. Potem tłumaczyła, że to konieczne, ale koniec końców za to zapłaciła.

Teraz też PiS w kampanii opowiadał, że na wszystko jest, a jednak po wyborach okazało się, że niekoniecznie. Widać, że kampanię prowadzi się dużo łatwiej, niż później zarządza się państwem. Kampania wszystko przyjmie, a teraz trzeba się z tym naprawdę mierzyć.

JAK PATRZYMY NA DOŚWIADCZENIA PO, TO WŁAŚNIE TUŻ PO DRUGIM ZWYCIĘSTWIE TEFLON ZACZĄŁ SIĘ RYSOWAĆ. PIS POWINIEN WYCIĄGNĄĆ Z TEGO WNIOSKI. LECZ – JAK WIDAĆ – SŁODKI JEST TEN MIÓD I TA MUCHOŁAPKA DZIAŁA NA WSZYSTKICH. TRUDNO SIĘ OPRZEĆ POKUSIE, ŻEBY JESZCZE TROCHĘ OBIECAĆ, A POTEM SIĘ ZOBACZY. TYLKO ŻE POTEM TO JUŻ TAK ŁATWO NIE WYGLĄDA.

Mam jednak wrażenie, że w takiej skali takiej bezczelności jeszcze nie było. Ledwo co nowy Sejm się zebrał, a już mamy poselski projekt dotyczący zniesienia limitu składek. Pęka teflon?
Tu wszystko dzieje się bardziej. Jakiś czas temu sformułowałem tezę, że Jarosław Kaczyński buduje IX RP, czyli III RP do kwadratu, czyli wszystko będzie tak samo jak do tej pory, tylko bardziej, oczywiście po za tym, że teraz to „my” będziemy u władzy, a „wy” na aucie. To też jest jeden z elementów: większe kombinatorstwo i kombinacje z instytucjami, większe obietnice i kto wie, może i szybsze zwroty akcji. Widać, że od wiosny, kiedy PiS uzyskał świetny wynik, partii rządzącej nie idzie coraz lepiej.

Czy sprzeciw Jarosława Gowina może zachwiać rządem Morawieckiego?
Do tego jeszcze daleka droga, chociaż widać, że łatwo to już było. Teraz będzie już tylko trudniej.

Na ile istotny stał się teraz Senat?
To rzeczywiście nowość w polskiej polityce. Do tej pory Senat był na trzecim, jeżeli nie dalszym miejscu, bo chyba nawet samorządy wzbudzały większe zainteresowanie, niż wydarzenia w Senacie. Oczywiście te emocje, które wywoływały spekulacje, czy ktoś przejdzie na drugą stronę, też wzmogły to zainteresowanie. Ciekawe, że sondowany był sam senator Grodzki, aby przeszedł na stronę PiS za posadę ministra zdrowia. Spekulacje w sprawie podkupywania senatorów trafiły na istotną barierę i to najlepiej widać właśnie na przykładzie nowego marszałka.

PRZEJŚCIE NA DRUGĄ STRONĘ OZNACZAŁOBY, ŻE W PRZYSZŁOŚCI MUSIAŁBY SIĘ ON POŻEGNAĆ Z MANDATEM SENATORSKIM, BO PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE KANDYDAT PIS ZDOBĘDZIE MANDAT W SZCZECINIE SĄ TAKIE, JAK SZANSE, ŻE KANDYDAT KO ZDOBĘDZIE MANDAT NA PODHALU CZY PODKARPACIU.

Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, ale raczej nikt na takim założeniu nie będzie budować swojej kariery politycznej. Tym bardziej, że lepiej być senatorem, który nagle zyskuje wielką wagę, bo Senat staje się ważny, niż kimś, kto powtarza przekazy dnia i klepie ustawy w środku nocy.

Jak bardzo Senat napsuje krwi PS-owi? Nie pytam tylko o spowolnienie procesu legislacyjnego, ale też np. o wezwanie szefa NIK-u Mariana Banasia przed komisję.
Tu wiele zależy od pomysłowości. Sam Banaś dostarcza powodów do tego, ale ważne jest jeszcze, jak zareagują na to media. I to nie media jednoznacznie opowiadające się po jednej czy drugiej stronie, ale te próbujące zachować dystans. Na przykładzie telewizji możemy powiedzieć, że nie to, jak zareaguje TVP Info czy TVN24, ale to, jak to będzie przedstawiał Polsat.

Potrzeba pomysłów, aby pozycję instytucji budować. Wiemy, że to takie proste nie jest, wystarczy spojrzeć na samorządy, które są jeszcze ważniejszą instytucją, niż Senat – tam są realne pieniądze i władza. Ale od czasu zeszłorocznych wyborów do mediów przebiło się niewiele spraw, a tak naprawdę to tylko awaria Czajki w Warszawie.

PROF. JAN ZIELONKA PRZYPOMNIAŁ OSTATNIO PORZEKADŁO TENISISTÓW: NIE MA TAKIEJ PIŁKI, KTÓREJ SIĘ NIE DA ZEPSUĆ. SENAT TO JEST BARDZO WYGODNA I DOBRA PIŁKA, KTÓRĄ OPOZYCJA DOSTAŁA, ALE TO NIE OZNACZA, ŻE NIE MOŻE JEJ ZEPSUĆ.

Jak ocenia pan pomysł, aby Tomasz Grodzki był kandydatem na prezydenta?
Wydaje mi się, że to nie jest realny pomysł, choć dobrze pokazuje przy okazji posuchę po stronie opozycji, więc i taki wariant można rozważyć. Jednak marszałek Grodzki to nie jest jakieś wunderwaffe, choć z drugiej strony innego nie widać. To jest ciężki temat dla PO i na pewno musi się tam rozstrzygnąć i to w najbliższym czasie.

Czyli pana zdaniem Małgorzata Kidawa-Błońska nie jest wunderwaffe?
Jej wynik w Warszawie, którym wszyscy się zachwycają, nie jest wcale taki spektakularny. W procentach głosów – nie jest to oczywiście najlepszy wskaźnik – zdobyła 71 proc. w obrębie listy PO. To jest mniej, niż Ewa Kopacz zdobyła 4 lata temu – 76 proc. Zatem jest porównywalną wunderwaffe do Ewy Kopacz, ale zobaczymy, co się zdarzy. Andrzej Duda też nie był zwalającym z nóg kandydatem, a jednak Bronisława Komorowskiego pokonał. Gdy teraz spojrzymy na wpadki prezydenta, chociażby z referendum, to wiadomo, że nie trzeba być jakimś super geniuszem, aby go pokonać, bo ma rozliczne słabości.

A Szymon Hołownia na prezydenta?
Jak wystartowałby w prawyborach i je wygrał, to byłoby to duże zaskoczenie.  To jest jednak mało prawdopodobne. Oczywiście takie rzeczy się zdarzały – na przykład na Słowacji z prezydentem Andrejem Kiską. Jednak przyczyną było to, że tam scena polityczna poszła w kompletne drzazgi. Nasza scena polityczna akurat się pięknie poukładała.

Na dziś wygląda to tak, że kandydat PO zdobędzie najwięcej głosów, bo to partia, która istnieje 18 lat, zawsze była pierwsza albo druga. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę nieprawdopodobnego, np.

PO MUSIAŁABY WYSTAWIĆ MAGDALENĘ OGÓREK, ŻEBY NIE WEJŚĆ DO II TURY.

Chociaż oczywiście w polskiej polityce wszystko się może zdarzyć. Leszek Miller forsując nikomu nieznaną kandydatkę też zrobił coś, co wszystkich zaskoczyło. Nie sądzę jednak, by ktoś chciał spróbować zrobić coś podobnego raz jeszcze.

 

wiadomo.co

 

300 ON AIR: Bodnar: Obawiam się o Olgę Tokarczuk. Mężyk: A ja o Jana Śpiewaka. Bodnar: Będę podejmował określone decyzje procesowe w jego sprawach

–  Jeżeli słyszymy wypowiedzi o odkryciu towarzyskim w Trybunale, to powinny być od razu dementowane. Żaden prezes sądu nie może sobie pozwolić na tego typu relacje z politykami. To jakby o mnie jakiś polityk powiedział, że jestem jego odkryciem towarzyskim, musiałbym się schować do mysiej dziury. To dla mnie niewyobrażalne, podczas całej kadencji nie spotkałem się z żadnym politykiem, to w ogóle nie wchodzi w grę – mówi Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich w rozmowie z 300POLITYKĄ, która została wyemitowana także w Polskim Radiu Koszalin.

*****

– Możemy być aktywistą czy działaczem państwowym, który jest atakowany niekoniecznie przez państwo, ale przez współobywateli. Nie mowię o ataku fizycznym, tylko o regularnym hejcie. I ta osoba próbuje się bronić i niekoniecznie może liczyć na wsparcie ze strony prokuratury. Nawet jeśli podejmie postępowanie, to może je prowadzić w sposób, by niespecjalnie dążyć do jego zakończenia. I tego doświadczył chociażby Ś.P. prezydent Paweł Adamowicz, który składał zawiadomienie w sprawie aktu zgonu wystawionego przez Młodzież Wszechpolską i się nie doczekał sprawy. Teraz, powiem szczerze, najbardziej, jeśli chodzi o osoby publiczne, które są „na świeczniku” i mogą budzić zainteresowanie, ja się najbardziej osobiście obawiam o Olgę Tokarczuk. Przypominam sobie jaka była fala hejtu pod jej adresem we wrześniu i październiku 2015 roku, kiedy miała mocny komentarz dotyczący polskiej historii,  w kontekście opublikowania “Ksiąg Jakubowych” i kilku wywiadów, jakich udzieliła, o tym, że nasza historia nie jest jednobarwna, tylko ma wiele różnych odcieni szarości i wiele cieni, o których warto dyskutować. Użyła być może mocniejszego języka niż ja teraz. I na nią się wylała absolutna fala hejtu. Nawet wtedy z tego powodu zorganizowałem w biurze takie spotkanie, które nazwaliśmy „okrągłym stołem do sprawy walki z mową nienawiści”. Mam wrażenie, że teraz, po nagrodzie Nobla zaczyna się coś podobnego, w stosunku do niej, że stała się tak symboliczną osobą,ze względu na swoje znaczenie krajowe i międzynarodowe, że wcale się zdziwię, jeśli będzie po raz kolejny ofiarą gdzieś tam szykan w internecie.

– A ja się bardziej boję o Jana Śpiewaka, bo ja się spodziewam, że bardziej on jest zagrożony ze względu na interesy jakie narusza… 

– Jan Śpiewak ma sporo różnych spraw, które się toczą i w których uczestniczy i dla mnie jest trochę trudno się wypowiadać na temat jego spraw bo ja będę musiał podejmować określone decyzje procesowe w jego sprawach i uważam, że to nie jest kwestia publicznego komentowania w sytuacji, kiedy prawdopodobnie będę musiał rozpatrzyć jego wnioski o kasacje w niektórych z jego spraw. 

– Ale pan będzie musiał czy pan chce?

– Kasacja to jest bardzo poważne uprawnienie RPO, polega na tym, że trzeba wykazać bezprawność, albo rażące naruszenie prawa materialnego albo procedury i bez kompleksowej lektury akt sprawy ja się nie mogę określi czy ja czegoś chcę czy ja czegoś nie chcę. To jakbym się określił po którejś stronie. Zanim poejmę decyzję, muszę mieć jasność czy mam argumenty, które by wskazywały na to, czy doszło do rażącego naruszenia prawa materialnego bądź procedury i wcześniej wręcz nie wypada mi się wypowiadać. 

– Zastanawiałem się czy po wyroku ws Nabielaka i skazaniu Śpiewaka za używanie zwrotu „dzika reprywatyzacja”, czy w takiej sytuacji w ogóle warto bronić sądów?

– Po pierwsze absolutnie można używać zwrotu dzika reprywatyzacja. Jeśli dobrze pamiętam sprawę w jakiej występował pan Śpiewak to chodziło o ocenę działan jednego z adwokatów. Ale to trzeba by było znać to co było w pozwie i wyroku. 

*****

Co jeszcze mówi dr Adam Bodnar w rozmowie z 300POLITYKĄ:

* Standard państwa prawa w ostatnich latach uległ obniżeniu, co nie oznacza ze ta zasada nie jest respektowane w każdym orzeczeniu sądu
* Styk naszego życia z polityką staje coraz większy, polityka coraz bardziej na nas promieniuje
* Nową rzeczą są szykany wobec dziennikarzy czy organizacji pozarządowych – to jest nowa rzecz
* Skąd mamy wiedzieć jak działają służby specjalne skoro nie ma żadnego organu kontrolnego nad nimi?
* Wprowadzenie zgromadzeń cyklicznych to poważna wyrwa jeśli chodzi o standard wolności obywatelskich
* Mieliśmy do czynienia z szykanowaniem demonstrujących
* W przypadku marszu równości w Białymstoku może minister Witek nie miała takiego oddziaływania na policję jak jej poprzednik – min. Brudziński
* Niektórzy prezydenci z PO w sprawie marszów równości zachowują się niezgodnie z głoszonymi poglądami
* Legalizm dyskryminacyjny polega na szczególnym zainteresowaniu państwa protestującymi przeciw władzy albo prawa nie stosuje się wobec sojuszników władzy
* Osobiście obawiam się o Olgę Tokarczuk, pamiętam falę hejtu pod jej adresem
* Jan Śpiewak ma sporo różnych spraw, które się toczą i w których uczestniczy i dla mnie jest trochę trudno się wypowiadać na temat jego spraw bo ja będę musiał podejmować określone decyzje procesowe w jego sprawach i uważam, że to nie jest kwestia publicznego komentowania
* Projekt ustawy reprywatyzacyjnej przedstawiony przez Patryka jakiego nie był taki zły, choć miałem kilka uwag, szczególnie do uzależniania prawa do uzyskiwania majątku od obywatelstwa
* Ustawa reprywatyzacyjna dałaby np. przestrzeń do rozwoju budownictwa socjalnego
* Szkoda, że nie potoczyła się dalej praca nad projektem min. Jakiego
* Krytykujemy sądy a nie krytykujemy polityków, którzy się nie wzięli za ten stan rzeczy
* Trudno żebym był zachwycony kandydaturą pani prof. Pawłowicz czy pana Piotrowicza, który mi odmówił na posiedzeniu komisji możliwości odpowiedzi na pytania posłów
* W TK zasiadają osoby nieuprawnione do orzekania i to wpływa na pozycję Trybunału
* Jeżeli słyszymy wypwoiedzi o odkryciu towarzyskim, to powinny być od razu dementowane, żaden prezes sądu nie może sobie pozwolić na tego typu relacje z politykami, to jakby o mnie jakiś polityk powiedział, że jestem jego odkryciem towarzyskim, musiałbym się schować do mysiej dziury
* To dla mnie niewyobrażalne, podczas całej kadencji nie spotkałem się z żadnym politykiem, to w ogóle nie wchodzi w grę
* TK nie pełni funkcji strażnika Konstytucji, największego kontrolera władzy ustawodawczej

 

300polityka.pl

 

16.11.2019

Robert Jastrzębski, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz. PiS zgłosił kandydatów do TK

– Zgłoszone zostały trzy kandydatury: p. Robert Jastrzębski, p. Krystyna Pawłowicz, p. Stanisław Piotrowicz. Wszystkie przez KP PiS. Teraz wnioski trafią do Komisji Sprawiedliwości w celu zaopiniowania – poinformował 300POLITYKĘ dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka. Jak pisaliśmy, do wyboru przez Sejm dojdzie w czwartek wieczorem między 21:00 a 23:00. Tym samym kandydatura Elżbiety Chojny-Duch nie została zgłoszona ponownie.

Trzaskowski: Gdybym się zdecydował, żeby w wyborach uczestniczyć i potem nawet udałoby mi się wygrać, to niestety moje ukochane miasto trafiłoby w ręce komisarza z PiS-u

– Ja sobie nie wyobrażam jednej sytuacji. Właściwie to jest chyba taki argument najbardziej istotny, że w związku z tym, że jednak opozycja nie wygrała tych wyborów, gdybym ja się zdecydował, żeby w tych wyborach uczestniczyć i potem nawet udałoby mi się je wygrać, to potem niestety moje ukochane miasto trafiłoby w ręce komisarza z PiS-u, a na to nie można pozwolić – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

Trzaskowski: Rząd zabiera nam pieniądze, próbuje ograniczać prerogatywy samorządów. Twardzi gracze, którzy są prezydentami, burmistrzami, muszą pozostać na polu boju

– Rząd zabiera nam pieniądze, rząd próbuje ograniczać prerogatywy samorządów. W związku z tym ci twardzi gracze muszą pozostać na polu boju. Twardzi gracze, którzy są prezydentami, burmistrzami wielu miast. No i razem ze swoimi koleżankami i kolegami z samorządów, zostajemy na tym placu boju – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

Trzaskowski o wyborach w PO: Być może Schetyna będzie w stanie obronić swoją pozycję

– To jest też naturalne, że demokratycznej partii po przegranych wyborach parlamentarnych, bo jednak wybory lokalne czy wybory do PE mają trochę inną dynamikę, przychodzi ten czas podsumowania. Będą na pewno kontrkandydaci, odbędą się wolne wybory, no i będziemy mieli przewodniczącego. Być może Grzegorz Schetyna będzie w stanie obronić swoją pozycję – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

Trzaskowski: Nie będę startował na kandydata opozycji w wyborach prezydenckich. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska

– Ja się koncentruję na Warszawie od wielu, wielu miesięcy. O tym mówiłem. W związku z tym ja nie będę startował na kandydata opozycji w tych wyborach [prezydenckich] – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

– My musimy te wybory wygrać. Rzeczywiście jest parę osób po stronie opozycyjnej, które mają na to szansę. Myślę, że największe szanse ma Kidawa-Błońska – dodał prezydent Warszawy.

 

300polityka.pl

 

%d blogerów lubi to: