Cisza, 11.10.2019

 

Teksty sprzed ciszy wyborczej.

Prof. Zbigniew Mikołejko: System moralnej anarchii

To gra cywilizacyjna: o to, w którą stronę pójdzie Polska. Czy w stronę mieszanego reżimu półautorytarnego, czy też ku demokracji liberalnej, osadzonej w politycznej kulturze Zachodu i jego systemie wartości. Zresztą żadnej innej formuły demokratycznej nie ma – mówi nam prof. Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Rozmawiamy o wyborach, frekwencji i odpowiedzialności za państwo. Pytamy o społeczeństwo obywatelskie i przyszłość Polski. – Mentalność Kaczyńskiego wynika nie tyle z tradycji piłsudczykowskiej, co gomułkowskiej – z wizji zgrzebnego i prostackiego komunizmu podszytego nacjonalistycznymi emocjami. Słuchając więc Kaczyńskiego, często słyszę Władysława Gomułkę, łącznie z typowymi dlań groźbami, ze straszeniem, z szowinistycznymi podnietami – mówi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Co nas czeka w niedzielę

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Z niejaką ostrożnością powiem, że – owszem – PiS otrzyma największą liczbę głosów. Sadzę jednak, że będzie musiał mimo to oddać władzę. Jest bowiem duża płynność w postawach wyborców, a sondaże to tylko gorsze albo lepsze prognostyki zachowań, nie rzeczywiste zachowania. Sądzę więc, że PiS „nagrabił sobie” już tak mocno, że pewna cześć ich wyborców – oczywiście ta mądrzejsza, ta mniej wyrachowana – nie będzie mogła na nich zagłosować. Dla zdrowszego ich odłamu amoralność PiS-u może być więc nie do zaakceptowania i zaczną tu w końcu przeważać postawy odpowiedzialności i prospołeczne decyzje. To dotyczy marginesu, ale tych kilka procent jest ważne, bo to one rozstrzygną o wyniku. Reszta oczywiście pewnie nie zmieni zdania, z uporem maniaka, często wbrew własnym interesom, obstając przy „dobrej zmianie”.

OCZYWIŚCIE, KAŻDA PARTIA MA SWOICH IDIOTÓW, WŁASNYCH CYNIKÓW TAKŻE. ALE W OKOLICACH PIS-U JEST ICH JAK GDYBY WIĘCEJ.

Jest pan optymistą?
Z reguły nie, chociaż nie jestem też radykalnym pesymistą. Mój optymizm w sprawie wyborów jest więc zaprawiony pewnym poczuciem niepewności i jestem gotów jakoś na rozczarowanie, chociaż będzie ono bolesne i nie chciałbym go znowu przeżyć. Mam zarazem wrażenie, że zbyt wiele osób pracowało w Polsce na samopotwierdzającą się hipotezę – niby to to w imię pesymistycznego realizmu, a tak naprawdę dlatego, by uniknąć goryczy rozczarowania. To czysto ludzkie, rzecz jasna. Nie wywołujmy jednak wilka z lasu, bo on i tak wyjdzie, jak będzie chciał i mógł – miejmy natomiast świadomość, że czasem uda się go pogonić, a czasem nie. Jestem też zwolennikiem tezy, że nawet jak on z tego lasu już „wylizie”, to należy utrudniać mu życie i utrudniać radosne polowanie. Ale nazbyt często różni komentatorzy poddają się z góry „wilkowi”, ślepo urzeczeni słupkami sondaży, choć nierzadko są one mylne, a zawsze – nieprecyzyjne. Myślę, że zwłaszcza w tej chwili, kiedy jesteśmy na pewnej granicy – granicy względnej i chwiejnej równowagi między władzą a opozycją (jeśli zsumować jej potencjalne głosy) – idzie więc o jakieś 2-3 proc. Ciekawe, że to tak mało – w grze, która toczy się o wszystko.

Dlaczego to gra o wszystko?
To gra cywilizacyjna: o to, w którą stronę pójdzie Polska. Czy w stronę mieszanego reżimu półautorytarnego, czy też ku demokracji liberalnej, osadzonej w politycznej kulturze Zachodu i jego systemie wartości. Zresztą żadnej innej formuły demokratycznej nie ma.

Jarosław Kaczyński twierdzi, że jest demokracja narodowa.
Pseudodemokracje lubią ubierać w różne przymiotniki swoje wynaturzenia.

NIE MA WIĘC ŻADNEJ „DEMOKRACJI NARODOWEJ” – TAK JAK NIE BYŁO WCZEŚNIEJ ŻADNEJ „DEMOKRACJI SOCJALISTYCZNEJ” (O KTÓREJ SKĄDINĄD SŁUSZNIE MÓWIONO, ŻE JEST JAK ŚWINKA MORSKA: ANI ŚWINKA, ANI MORSKA).

Sama nazwa zresztą nieładnie pachnie, nieładnie skrzeczy – ciągle siedzącą w polskich umysłach endecją z jej całym balastem, z brudnym i pałkarskim szowinizmem narodowym. Pokutuje tu widmo Dmowskiego, o którym mówił nieżyjący już Jerzy Giedroyc (notabene, nie chciał on przyjechać do wolnej już Polski, bo uważał, że rządzą tu ciągle dwa widma: Piłsudskiego właśnie i Dmowskiego).

Jarosław Kaczyński całe życie miał się za piłsudczyka, a teraz na sztandary wziął Dmowskiego.
To ładnie brać na sztandary Piłsudskiego z jego wyzwoleńczym i heroicznym mitem. Ale tak naprawdę sztandar Kaczyńskiego jest bardziej kolorowy. To piłsudczyzna w wersji późnej, tej po zamachu stanu. Tej sanacyjnej, tej, która uległa już nacjonalistycznemu znieprawieniu lat 30. Po drugie natomiast, mentalność Kaczyńskiego wynika nie tyle z tradycji piłsudczykowskiej, co gomułkowskiej – z wizji zgrzebnego i prostackiego komunizmu podszytego nacjonalistycznymi emocjami. Słuchając więc Kaczyńskiego, często słyszę Władysława Gomułkę, łącznie z typowymi dlań groźbami, ze straszeniem, z szowinistycznymi podnietami.

GDY PRZYPOMINAM SOBIE SŁYNNE CZTEROGODZINNE WYSTĄPIENIE GOMUŁKI Z 68 ROKU, W KTÓRYM GROZIŁ ZAPIEKLE, W KTÓRYM STRASZYŁ I STYGMATYZOWAŁ, W KTÓRYM NAZNACZYŁ MASĘ RÓŻNYCH KOZŁÓW OFIARNYCH, TO JAKBYM – WYPISZ, WYMALUJ – SŁYSZAŁ KACZYŃSKIEGO, KTÓRY W PODOBNY SPOSÓB PIĘTNUJE I STRASZY: UCHODŹCAMI, GEJAMI, LGBT, GENDER, ŁŻE-ELITAMI.

To stała praktyka, ale nic dziwnego, skoro Kaczyński wyrasta z seminarium marksistowskiej filozofii prawa, prowadzonego przez prof. Stanisława Ehrlicha, gdzie twierdzono, że wola jest ważniejsza niż prawo. Przy okazji: ten, kto straszy, sam przeszyty jest strachem dogłębnie.

Prof. Król w ostatnim wywiadzie dla nas powiedział, że co pewien czas cywilizacje padały pod naciskiem barbarzyńców. Teraz ci barbarzyńcy są wśród nas. Zgadza się pan z tym?
Prof. Król powtarza – i słusznie – to samo, co przed wojną mówił liberalny konserwatysta Marian Zdziechowski, który pisał o „wewnętrznych barbarzyńcach”, między innymi w takiej gorzkiej, pesymistycznej i proroczej książce jak „Widmo przyszłości” z 1938 roku. Który widział w nich zapowiedź nadciągającej oto i przerażającej katastrofy. Zdziechowski był zresztą zwolennikiem liberalnej demokracji, dostrzegając jednak z bólem jej okrutny paradoks, polegający na tym, że

GŁOS CZŁOWIEKA GŁUPIEGO, NIEODPOWIEDZIALNEGO, NIEROZUMNEGO CZY SZALONEGO JEST WART TYLE SAMO, CO GŁOS CZŁOWIEKA ROZUMNEGO I ODPOWIEDZIALNEGO. W TAKIEJ SYTUACJI DECYDUJE TYLKO ILOŚĆ.

Nie ma jednak lepszego ustroju niż demokracja (i z szacunku dla demokracji odmówił Piłsudskiemu – po długiej, nocnej rozmowie na dworcu w Wilnie – kiedy ten namawiał go, by po zamachu majowym został prezydentem).

Chyba nie mylił się, skoro dziś wychodzi Zbigniew Ziobro i nie wstydzi się powiedzieć, że prof. Strzembosz nie ma racji w kwestii reformy sądów, a celebrytka – trenerka fitness – recenzuje filmy na swoim vlogu…
I staje się wzorem w każdej kwestii. To niestety wina rządzących nami elit, które zaniedbały paideie, prawdziwe wykształcenie społeczeństwa w duchu demokratycznym, w kulturze pracy i odpowiedzialności, w przywiązaniu do norm jako kośćca naszych wolności. Dziś zatem każdy może mieć „papier” świadczący o wyższym wykształceniu… Tymczasem z badań na przykład wynika, że 30 proc. polskich absolwentów uczelni w trakcie nauki nawet nie przeczytało – nawet w Internecie – tekstu dłuższego niż trzy strony. Pomijam tu już kwestię tego czegoś, co nazywa się moralnością – i myślę o kompetencjach. To jedno ze świadectw tego, że

PRZESZLIŚMY BARDZO PROSTO OD SYSTEMU KOMUNISTYCZNEJ REPRESJI, KTÓRA MIAŁA WIELE OGRANICZEŃ, KU SYSTEMOWI MORALNEJ ANARCHII.

I jedno też ze świadectw obrazu społeczeństwa, które uważa, że dozwolone jest wszystko.

A może musimy po prostu przez to przejść?
Wolałbym przez to nie przechodzić. Niestety, jest już za późno. Jesteśmy na środku wzburzonego morza i wcale nie widać żadnego Jahwe, który by to morze cudownie rozsunął, abyśmy mogli suchą nogą przejść na drugą, bezpieczną stronę. Ci barbarzyńcy spośród nas już się rozpanoszyli na dobre. Zresztą tu nie chodzi tylko o barbarzyńców w kontekście wyborów. Każde społeczeństwo ma bowiem w sobie element destrukcyjny, anarchiczny, ale niektóre tylko społeczeństwa pozwalają tej anarchii na wszystko. A w Polsce jest w zasadzie wszystko dziś dozwolone. To bierze się również z niewiedzy. No bo skoro 3 proc. uważa, że PiS ma własne pieniądze i je rozdaje… A to jeszcze nic, bo 25 proc. uważa, że rząd ma własne pieniądze i je rozdaje – szokujące, bo chodzi o 7,5 mln potencjalnych wyborców. Jasne, że oni są we wszystkich partiach, ale jednak wśród wyborców PiS-u jest ich najwięcej. Przecież wszyscy przechodzimy ponoć przez jakąś szkołę, choćby elementarną, a mimo wszystko część nie wie tak podstawowych rzeczy jak ta, że rząd nie ma własnych pieniędzy. Gorzej zresztą: nie chce wiedzieć.

wiadomo.co

 

Kidawa-Błońska: Chcemy Polski otwartej, tolerancyjnej i bogatej

Powiedzcie “dość” dyktaturze jednego, nieszczęśliwego człowieka. Powiedzcie “dość”. Wykorzystajcie tę szansę. My chcemy Polski otwartej, tolerancyjnej, bogatej, wykształconej i przedsiębiorczej – mówiła na ostatniej konwencji wyborczej Koalicji Obywatelskiej w Łodzi Małgorzata Kidawa-Błońska

Ostatni dzień kampanii

Na ostatnią, finałową konwencję wyborczą przed niedzielnym głosowaniem KO wybrała Łódź. W patio Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej liderzy koalicji apelowali o udział w wyborach. W konwencji udział wzięli kandydatka koalicji na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska, przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer, Barbara Nowacka – liderka Inicjatywy Polskiej, liderka Zielonych Małgorzata Tracz oraz prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Całość prowadził Tomasz Zimoch, startujący z list KO w Łodzi.

Na konwencję przyjechali też politycy KO i samorządowcy. Byli m.in. prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i Poznania Jacek Jaśkowiak.

Słuchajcie głosu serca

– Słuchajcie własnego serca, bo to, co dzieje się teraz w Polsce, wymyka się logice i rozsądkowi. Wymyka się też zwykłej ludzkiej przyzwoitości. I to wszystko dzieje się tu i teraz na naszych oczach. Po 89 roku nie było w Polsce tak pazernej władzy jak ta teraz. Władzy tak pozbawionej skrupułów i tak pogardzającej tymi, którzy mają inne zdanie. Słowo “pogarda” to klucz do niedzielnych wyborów, które najlepiej opisuje obecną władzę –  mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Kandydatka na premiera przypomniała też pokrótce, co proponuje Koalicja Obywatelska. – My chcemy Polski otwartej, tolerancyjnej, bogatej, wykształconej i przedsiębiorczej. Dlatego gwarantujemy wam program “Wyższe płace”, niższy ZUS dla młodych przedsiębiorców, służbę zdrowia na europejskim poziomie, czyste powietrze bez smogu i walkę z plastikiem. Proponujemy wam darmowy Internet i także łatwiejszy dostęp do własnego mieszkania – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

– Możemy mieć i Polskę, i Europę albo zostać z niczym, jeżeli nie dokonamy właściwego wyboru. W tę niedzielę – niech każdy głosuje, odróżniając prawdę od kłamstwa – mówiła wicemarszałek Sejmu.

Wybory już w niedzielę

W piątek o północy zaczyna się cisza wyborcza i potrwa do niedzieli do czasu zamknięcia lokali wyborczych. Jeżeli nie dojdzie do żadnych incydentów o 21 poznamy sondażowe wyniki. Głosować będzie można od 7.00 do 21.00.

wiadomo.co

 

Piszę ten tekst w piątkowy wieczór na kilka godzin przed rozpoczęciem ciszy wyborczej.

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule jest prosta: PiS kupiło Polaków, kupiło wyborców. Ale nie jest to odpowiedź wystarczająca: prawica zagospodarowała te obszary, które lewica i centrum pozostawiły odłogiem: politykę socjalną, politykę historyczną, politykę dumy i godności narodowej, posuniętej do wymiarów megalomanii, a także kupiło Kościół. Ten ostatni przez instruowanie wiernych, jak mają w niedzielę zagłosować będzie odpowiedzialny za wszystko to, co będzie się odtąd działo w latach 2019-2023.

Nie patrzmy w przeszłość. Rzecz jasna kryzys ekonomiczny zawsze napędza populistów, wpędza rzesze w nędzę, co sprawia, że sprytnie wykorzystuje niszę, jaka powstaje w wyniku postępującej pauperyzacji i rozwarstwienia.

PiS wie, jak grać – tego nie można mu odmówić. Prawica w naturalny sposób przyszła po nieudanych projektach liberalnych. Demokracja się zużyła i ludzie są zmęczeni pracą, rodzinami, biedą. Wolą, aby ktoś mocny i z autorytetem przejął władzę, pokazał im nowe horyzonty, dał forsę, zagrał na resentymentach i pokazał, że demokracja to w istocie przegrany, stary numer, który się nie sprawdził.

Wygrana PiS to zwycięstwo autorytaryzmu rodem z czasów sanacji z II RP nad projektem liberalnego parlamentaryzmu. To zwycięstwo konstytucji kwietniowej z 1935 roku nad konstytucją marcową z 1921. Jak pamiętamy, dyktator Piłsudski chciał wzmocnić w czasach szalejącej hiperinflacji i Wielkiego Krachu ’29 swoją władzę. Zaraz po tym zmarł w dziwnych okolicznościach.

Sytuacja z Kaczyńskim jest podobna – w miarę jak druga fala kryzysu wita nad Wisłę, potrzeba mu więcej władzy, choć jest zwykłym posłem. Nie jest
to sytuacja normalna, a jeśli jeszcze dodamy, że każda decyzja czy to personalna, czy polityczna, czy nawet ekonomiczna jest konsultowana na czerwonej linii z Toruniem, to obraz nam się całkuje w zupełności.

PiS wygrał, bo ludzie mają wbrew pozorom dobrą pamięć i pamiętają niespełniane obietnice liberalnych polityków, afery i mafijne układy władzy. To, że wygrywa PiS świadczy też o kondycji tak materialnej, jak i psychospołecznej Polek i Polaków. Coraz więcej osób wpada w biedę. I coraz więcej ludzi wydeptuje ścieżki w kolejkach do psychologa – szerzą się nerwice, depresje, melancholia i zaburzenia osobowości. Ludzie coraz gorzej się czują, łatwo więc ich ubezwłasnowolnić.

Aby przejść do prognozy politycznej na kolejne cztery lata, konieczne będzie przypomnienie kilku faktów. W Polsce nikt jeszcze nie wygrał z uczuciami religijnymi Polaków, które nie mają nic wspólnego z prawdziwą Ewangelią i opartą na niej wiarą. Religia ludzi w Polsce to
szukanie pociechy za darmo. To religia skrojona na potrzeby sąsiadów, znajomych i pracodawców.

Krytykuję taką religię, nie chcę takiego Kościoła, jaki mamy obecnie. Postępuję jak wielcy reformatorzy chrześcijaństwa, jak sam Chrystus, który de facto rozłożył swoją macierzystą religię, czyli judaizm od środka. Gdyby nie pojawił się Jezus, do dziś mielibyśmy tylko Stary Testament. Projekt Nowego Przymierza, nowych przykazań miłości, nie udał się. Po odejściu Jezusa na powrót zapanowały mroki judaizmu.

Dygresja ta tylko na pozór jest nie na temat: cała polityka to przecież promowanie określonego światopoglądu, czyli de facto wiary religijnej. Sprowadzona do etyki nakazów i zakazów pod najsurowszymi sankcjami, z utratą życia wiecznego włącznie, religia dożywa swych dni. Pewnym być należy, że mariaż polityki i religii nie wyjdzie na dobre ani neutralnemu państwu, ani Kościołowi. Opustoszenie polskich świątyń już jest faktem, a będzie tylko gorzej. Gorzej dla hierarchii, lepiej dla świeckiego państwa. Spór światopoglądowy leży u korzeni obecnego zamieszania.

Dlaczego dzieje się tak, że chcemy narzucać swoją wiarę, swoją religię i poglądy innym? Odpowiedź przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. Nie do końca jasne są źródła każdej religii. Oficjalnie judaizm stanowił religię objawioną prosto od Boga, który przekazał ludziom podstawowy zestaw zasad, uczących jak żyć. Każdy, kto próbuje wyjaśnić religię od razu w sposób nadnaturalny, popełnia błąd nierespektowania zasady wyjaśnienia najprostszego i wystarczającego. Nie potrzeba żadnego objawienia, aby powstała religia. Może ona stanowić produkt uboczny
ewolucji.

Pomyślmy przez chwilę, jakie profity przyszły do Izraela razem z wiarą w jednego i jedynego Boga? Bóg ten wybrał naród żydowski. Jakie z tego korzyści? Nie muszę wyjaśniać, jakie musieli psychicznie czuć się wybrańcy Jahwe, który nie był jeszcze jednym bogiem pogańskim albo politeistycznym bóstwem, ale jedynym rzeczywistym Panem Wszechświata. O tym, ile energii złapali w żagle i o tym, jak podniosło się ich poczucie narodowej dumy. To czyste atawizmy plemienne i rodowe, które miały przesłaniać prawdopodobny fakt, że wszystkie religie zostały wymyślone przez ludzi, co prawda wybitnych, ale tylko ludzi. Jeżeli tak się sprawa ma w istocie, stosujemy zasadę racji dostatecznej, która zamyka dalsze wyjaśnienie.

Hipoteza kontaktu ojca Abrahama z rzeczywistym Bogiem nie jest ani „weryfikowalna” ani „obalalna”. Ktoś, kto uznaje wszystko, co jest na planecie wraz z religiami za konstrukty mentalne zbiorowej jaźni archetypicznej nie jest w stanie tego udowodnić. W identycznej sytuacji jest ten, kto wyprowadza wiarę z pradoświadczenia egzystencjalnego wielkich patriarchów i proroków biblijnych.

Jak to się ma do wyborów, w których wygrywa prawica? Otóż całkiem
podobnie – prawica to pewien stan umysłu, pewna matryca egzystencjalna. Prawica to pewien światopogląd, niemal quasi-religia. Jakie są elementy dzisiejszego faworyta wyborów ’19? W zakresie bazy silna polityka socjalna, skopiowana niemal metodą „kopiuj-wklej” z programów socjaldemokratycznych państw skandynawskich z lokalną korektą. W zakresie nadbudowy, czyli ideologii, to prymat tradycji nad
postępem, dominacja przeszłości i historii, skrojonej na potrzeby ludu nad programami przyszłościowymi, to lustracja i dekomunizacja, to czerpanie pełnymi garściami z projektu II RP i „sanacji”, czyli uzdrowienia, ale i oczyszczenia, to szukanie wroga i wszystkich winnych stanu, w jakim są umysły i serca polskie.

PiS dobrze wie, że zajmowanie się przyszłością nie ma sensu, stąd nieustanna ucieczka wstecz, w „dawne, dobre czasy”, to całkowite podporządkowanie dobra jednostki dobru ogółu.

PiS przez kolejne cztery lata nadal będzie szastał publicznymi, czyli także twoimi i moimi pieniędzmi, nadal będzie przeorywał polski ustrój, nadal będzie szukał wrogów i „zdrajców”, nadal patrzył na wschód, a nie na „zgniły Zachód”.

Wzorce z PRL są uderzające, włącznie z najściami o bladym świcie obywateli przez służby specjalne, pokazowe i pozorne działania antykorupcyjne, propagandą ziejącą jadem z ekranów telewizorni. Nadal będzie walczył z postępami w nauce, w medycynie, w edukacji i w biznesie. Będzie uciskał i szukał pieniędzy na realizację niemożliwych do spełnienia obietnic, jak płaca minimalna na poziomie 4 tysięcy złotych i inne pakiety socjalne. Mentalnie cofa nas przed epokę Oświecenia, a nawet złote czasy renesansu. Nadal będzie propagował nierealne normy etyczne rodem ze średniowiecza, cenzurował polską kulturę i sztukę, a propaganda sięgnie apogeum około 2021 roku, by potem stopniowo opadać. Nadal każdy i każda będzie potencjalnym przestępcą, wrogiem narodu, zdrajcą i sprzedawczykiem. Strojąc się w obłudne piórka zbawcy ludu, szare eminencje będą ludziom „podawać do wierzenia” treści i formy umysłowe, relacyjne czy społeczne. Nadal będzie szukał zagrożenia wszędzie, gdzie się da – na stos ofiarny pójdą wszystkie mniejszości, głównie seksualne (PiS ma w ogóle jakiś problem z libido), ale także rasowe, poglądowe czy inne. Będzie budować pseudo-patriarchalny
ustrój niemal feudalny, z silną pozycją białego, heteroseksualnego i posiadającego pełną, wielodzietną rodzinę mężczyznę, takiego Polaka-katolika.

Oczywiście to się kiedyś skończy, ale wtedy prawdopodobnie nie będzie już czego naprawiać. Pozostaniemy w tyle za postępem nawet najbiedniejszych krajów UE, krajem montowni i źródła taniej siły roboczej. Europa i świat pójdą mocno w technologie, także kosmiczne. Nam pozostaną tylko pąki białych róż…

thefad.pl

 

Czy możemy wygrać? Tak. Wystarczy, że PiS weźmie mniej niż 45%, a wszystkie opozycyjne komitety przekroczą 7.5%.

PiS może te wybory wygrać, może dostać największą liczbę głosów w swojej historii, może pobić rekord wszystkich partii w historii III RP, a jednak może to być największa klęska Kaczyńskiego w jego życiu. Wystarczy, że będzie miał ok.220 mandatów (a na to wskazują ostatnie sondaże w połączeniu z trendem na rzecz Konfederacji).

Dlaczego ten trend jest taki ważny? Bo 90% głosów padających na Konfederację, to głosy które przechodzą od PiS. Dzisiaj nawet CBOS (który haniebnie pomylił się w wyborach do PE jeżeli chodzi o wynik opozycji) dał Konfederacji 6%. Oznacza to trend, który po dniu ciszy wyborczej zwykle przeradza się w dwa punkty procentowe więcej. Te punkty mogą być tylko z PiS. Tak więc PiS raczej otrzyma bliżej 40%, a przy przejściu innych komitetów bariery 7.5% nie ma możliwości, aby uzyskał większość w Sejmie

Czy jest możliwa koalicja Konfederacji w PiS po wyborach? Oczywiście, że tak, ale tylko wtedy jeżeli liderzy tego ugrupowania chcą wylądować w więzieniach. Nawet jednak taki rząd będzie o niebo słabszy, niż obecny i pewnie oznaczać to będzie wybory w ciągu dwóch lat. Wszystkie inne warianty rządowe w sytuacji w której PiS dostaje ok. 220 mandatów oznaczają wybory w przyszłym roku. Albo będzie rząd mniejszościowy PiS z poparciem prezydenta i ukradzionych głosów, albo powstanie rząd mniejszościowy opozycji z poparciem np. Gowina, albo powstanie rząd techniczny z poparciem całej opozycji, w tym Konfederacji. Wszystkie jednak te warianty oznaczają ze względu na słabość takiego rządu starcie wyborcze w przyszłym roku.

Brak samodzielnej większości osłabi PiS nieprawdopodobnie i doprowadzi do erozji władzy na poziomie praktycznym: prokuratorzy zaczną realizować prawo, dziennikarze mniej się przypochlebiać itd. itp.

Pamiętajmy, że my jesteśmy zmobilizowani, gdyż wiemy, że to historyczne wybory. Dla elektoratu PiS to wybory jak każde inne. Nie ma czynnika moblizującego ideologicznie, który przesądził o wynikach A. Dudy (ustawa o zmianie płci i konwencja antyprzemocowa) i o wyborach w 2015 (uchodźcy), a także o wynikach wyborów do PE w tym roku (LGBT).

Jeżeli wszyscy pójdziemy. Jeżeli zmobilizujemy nasze dorosłe dzieci, czy wnuki. Jeżeli powiemy znajomym: albo idziecie na wybory albo nie chcemy was znać, to Jarosław Kaczyński poniesie klęskę.
Co daj Panie Boże, amen.

Roman Giertych

PS W okręgu, w którym mieszkam (podwarszawskim) dostałem w wyborach do Senatu w roku 2015 ponad 50 tysięcy głosów. Wszystkich tych, którzy na mnie głosowali proszę o poparcie w tym okręgu jedynego kandydata opozycji: Michała Kamińskiego, który startuje z komitetu PSL. Jestem pewien, że Michał będzie świetnym senatorem.

 

thefad.pl

%d blogerów lubi to: