Jacek Kurski, 17.01.2019

 

„Wiadomości” wywołały kryzys wokół prezesa TVP. Giełda nazwisk ruszyła, ale do dymisji daleko

Jacek Gądek, 16.01.2019

Im ciszej wokół prezesa TVP Jacka Kurskiego, tym większa szansa na jego odwołanie – tym kieruje się frakcja w PiS, która zabiega o dymisję „Kury”. Po napastliwym materiale w „Wiadomościach” dotyczącym mowy nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego ruszyła pielgrzymka osób przekonujących, że PiS w końcu zapłaci za nadgorliwość Kurskiego.

– Jeśli są naciski z zewnątrz, aby „Kura” odszedł, to on zostanie. Im większa ta presja, tym dla Kurskiego lepiej – mówi polityk PiS. W opinii naszych rozmówców prezes TVP teraz nie odejdzie.

Kurski w ogniu krytyki

Ruchy wokół Kurskiego zaczęły się po tym, gdy „Wiadomości” TVP wyemitowały w dniu śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza napastliwy materiał. Jego wymowa była taka, że to opozycja jest winna wywołania fali nienawiści. Pośrednio więc oskarżono przyjaciół Adamowicza, że przyczynili się do jego śmierci. Materiał spotkał się z krytyką także wśród konserwatywnych dziennikarzy (np. Piotra Semki z „Do Rzeczy”).

Ta – niemal powszechna krytyka TVP – i ryzyko, że w PiS zapadnie w końcu decyzja o przeoraniu telewizji publicznej w obecnym kształcie, wywołała w TVP popłoch. Następnego dnia TVP zluzowała swoją narrację i zaczęła mówić o szansach na narodowe pojednanie. Wedle naszych rozmówców może się właśnie skończyć na trwalszym złagodzeniu linii PiS, odsunięciu troublemakerów jak Michał Rachoń, ale nie na dymisji Kurskiego.

Nie taranem, ale mapą drogową

Dymisja Kurskiego, gdy TVP jest przez opozycję i część publicystów oskarżana o przyczynienie się do morderstwa Pawła Adamowicza, byłoby przyznaniem się do winy. Frakcja chcąca dymisji Kurskiego chce więc nie tyle doprowadzić do natychmiastowej dymisji prezesa TVP teraz, co stworzyć plan drogowy dla zmiany przy ul. Woronicza. Chce przy tym być na tyle szczelna, na ile można. Szuka kompromisu wokół dymisji „Kury”, a nie tarana, którym zdobędzie „koloseum” TVP.

Krytyczny wobec TVP jest także spec PiS-u od badań i liczb, prof. Waldemar Paruch, który cieszy się zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego. Ale Paruch nie jest skłonny do raptownych ruchów i nawet jeśli sam – a takie informacje do nas docierają z PiS – przekonuje na Nowogrodzkiej, że linia PiS jest szkodliwa przez swoją nadgorliwość, to publicznie jest „szczelny”.

Sytuacja wokół Kurskiego skomplikowała się, bo scenariusz na wyekspediowanie go do Parlamentu Europejskiego z listy PiS w Gdańsku trudniej byłoby teraz zrealizować. To dlatego, że TVP Kurskiego biła w Pawła Adamowicza bardzo mocno, więc start „Kury” w tym mieście zakrawałby na prowokację.

Kolejna fala

W samym PiS głosy wzywające do dymisji Kurskiego przybierają na sile – dzieje się tak falami, przy okazji kolejnych kryzysów wywoływanych przez TVP.

Presja z zewnątrz tylko Kurskiemu służy. Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wysłał list do Kaczyńskiego z prośbą o dymisję prezesa TVP. Z kolei Paweł Kukiz zażądał od swojego człowieka w Radzie Mediów Narodowych, by ten złożył formalny wniosek o odwołanie „Kury”. Politycy Platformy Obywatelskiej oskarżają TVP Kurskiego o to, że uprawia ona zorganizowany hejt.

Jacek Kurski jednak trwa. I to mimo, że nie ma przyjaciół ani w PiS, ani Solidarnej Polsce Zbigniewa Ziobry, ani Porozumieniu Jarosława Gowina. Jego nominacja w 2016 r. była osobistą decyzją Jarosława Kaczyńskiego. Jego pozostawanie w gabinecie przy ul. Woronicza też jest tylko jego decyzją, a prezes wciąż trzyma kciuk w górze.

Niemoc Rady Mediów Narodowych

Formalnie Kurskiego może odwołać Rada Mediów Narodowych. To pięć osób. Większość mają nominaci PiS: Krzysztof Czabański, Joanna Lichocka i Elżbieta Kruk. Są w niej też Juliusz Braun (nominat PO) i Grzegorz Podżorny (Kukiz’15). Gdyby od trójcy z PiS zależało odwołanie Jacka Kurskiego, to straciłby on stanowisko. Znaczenie Podżornego jest teraz żadne, a w samej RMN jest traktowany z przymrużeniem oka, bo nadzwyczaj często wstrzymuje się od głosu. Braun utrzymuje kulturalne relacje z nominatami PiS, ale jego wpływ na działanie Rady jest równy zeru.

Efekt jest taki, że decyzje zapadają w gabinecie prezesa PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Pokazała to zresztą historia. Członkom RMN pozostaje więc obchodzić rocznice nieudanego „puczu” przeciwko Kurskiemu z sierpnia 2016 r. Wówczas „Kura” popędził do Jarosława Kaczyńskiego, by się ratować – prezes PiS nakazał Radzie odwołać dymisję zarządzoną chwilę wcześniej przez Radę.

Zawieszenie teoretycznie możliwe

Ale nie tylko RMN może doprowadzić do odwołania Kurskiego. Walne zgromadzenie albo rada nadzorcza mogą Jacka Kurskiego zawiesić. Walne zgromadzenie to minister kultury. Z kolei rada nadzorcza TVP to trzy osoby: Maciej Łopiński (przewodniczący), Przemysław Tejkowski (prezes Radia Rzeszów) i Radosław Włoszek (były asystent Beaty Szydło, a dziś prezes Kraków Airport – lotniska na Balicach).

Scenariusz z zawieszeniem prezesów był już testowany – ostatnio rada nadzorcza Polskiego Radia zawiesiła prezesa PR Jacka Sobalę, przez co RMN stanęła przed faktem dokonanym. Waga Polskiego Radia jest jednak przy TVP nikła, ale ten scenariusz teoretycznie można przeprowadzić też wobec Jacka Kurskiego.

Nazwiska na giełdzie

Giełda nazwisk kręci się od dawna, jeśli chodzi o potencjalnych następców Kurskiego. Pisaliśmy już o plotce, jakoby to Daniel Obajtek (prezes PKN Orlen) miał przejąć TVP – ale to, jak podkreślaliśmy, tylko pogłoska, niemniej dobrze oddaje stan niepewności i rozchwiania w TVP.

Wirtualne Media wymieniają nazwiska potencjalnych następców. Marek Lewandowski to formalnie tylko wiceminister kultury, ale w rzeczywistości bardzo wpływowa postać w resorcie – to on odpowiada za „realizację polityki audiowizualnej”.

Z kolei Jarosław Sellin ma doświadczenie w mediach, w rządzie zepchnięty na dalszy  plan. Sellin zajmuje się np. rocznicami i współpracą kulturalną z zagranicą – jego ambicje, słyszymy z otoczeniu wiceministra, są jednak większe.

Joanna Lichocka jest natomiast byłą dziennikarką, a prywatnie ma dobre relacje z prezesem PiS. Dorota Gawryluk – dziś osoba nr 1 w pionie informacyjnym Polsatu – odcinała się od spekulacji, że mogłaby przejąć TVP, co zresztą z punktu widzenia stabilności kariery nie byłoby racjonalne.

Miliard dla TVP

Chłód między Radą Mediów Narodowych a Kurskim widać po szczegółach.

Pół roku temu Kurski ogłosił, że powstanie fundacja TVP dla Rodziny. Na to musi jednak zgodę wydać RMN, a ta dłuży dyskusje. Podobnie też – to symboliczne – pod projektem ustawy dającej TVP 1,26 miliarda złotych rekompensaty z budżetu (to w istocie kroplówka dla TVP) nie podpisał się żaden z trzech PiS-owskich członków RMN. Są podpisy posłów z trzeciego szeregu – z jednym tylko tuzem: szefem klubu PiS prof. Ryszardem Terleckim. Z drugiej jednak strony: fakt, że „Kurski” jest w stanie przeforsować taki zastrzyk państwowych pieniędzy dla TVP świadczy o jego skuteczności.

Kurski najpewniej zostaje

O ile w prezesie PiS Kurski wciąż ma protektora, to już premier Mateusz Morawiecki chciał się prezesa TVP pozbyć.

Morawiecki – słyszymy wśród polityków zajmujących się mediami – miał pomysł, aby wprowadzić trzeciego członka zarządu Telewizji Polskiej. Wskazywano jednego z dyrektorów w ministerstwie kultury – technokratę, który miał temperować Kurskiego. Taki scenariusz nie został jednak zrealizowany. Dziś więc zarząd TVP ma dwóch członków – Jacka Kurskiego i Macieja Staneckiego – co sprawia, że Kurski ma de facto wolną rękę.

Kurski, jak słyszymy z szeregów PiS, ma stałą opowieść, jak to wysokie poparcie w sondażach dla PiS jest dziełem TVP, a on zapewnił na rynku mediów pluralizm. Jego krytycy z kolei podnoszą, że telewizja Kurskiego jest w warstwie informacyjno-publicystycznej toporna, a w rozrywka paździerzowa. Nieco subtelniejsza narracji TVP w ostatnich dwóch dniach wskazuje na to, że póki co misję złagodzenia telewizji publicznej powierzono „bulterierowi”.

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: