Tag Archives: katastrofa smoleńska

Zgniły PiS, Macierewicz pozwany

27 Maj

Opozycja dmucha na zimne. Mianowicie nie godzi się na termin wyborów 26 czerwca, gdyż jest niekonstytucyjny.

Gdyby wybory tego dnia wygrał kandydat opozycji Rafał Trzaskowski bądź inny, PiS mógłby podważyć wybór w sądzie i miałby racje.

Ale nie jest winą opozycji, że mamy taki galimatias konstytucyjny, mianowicie: gdyby Kaczyński i jego marionetka Morawiecki ogłosili stan nadzwyczajny, wybory odbywałyby się konstytucyjnie, acz w późniejszym terminie.

Państwo, które zafundowało nam PiS jest nie tylko w ruinie, z kartonu i teoretyczne, jest to zgniła Polska, która wychodzi z Unii Europejskiej.

„Trwa jakiś teatr wokół wyborów prezydenckich” – stwierdziła marszałek Witek i miała rację. Na opozycji nikt bowiem nie zakłada, że poprawka o organizacji wyborów po 6 sierpnia przejdzie. Pytanie, kto na opozycji zyska na kolejnym sezonie debat o tym, kiedy zrobić wybory.

Politycy opozycji przekonywali, że PiS może podważyć wynik wyborów, gdyby wygrał Trzaskowski, Hołownia lub Kosiniak-Kamysz. Sąd Najwyższy miałby wtedy uznać, że ustawa, na podstawie której przeprowadzono wybory, jest niezgodna z Konstytucją. „Nie możemy przyłożyć do tego ręki” – mówi polityk Koalicji Obywatelskiej.

Taka strategia grozi powtórzeniem drogi Małgorzaty Kidawy-Błońskiej: skoro wybory są niekonstytucyjne i powinny się odbyć po 6 sierpnia, to czemu opozycja bierze w nich udział? W ten sposób odbiera się powagę i wiarygodność własnemu zaangażowaniu wyborczemu. W tym przypadku – startowi Rafała Trzaskowskiego.

„Jestem przeciwny ponownemu bojkotowi wyborów” – zapewniał  senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza. Jednocześnie jednak z Senatu idzie przekaz: wybory 28 czerwca są niekonstytucyjne.

Więcej o galimatiasie wokół terminu wyborów prezydenckich >>>

„Ja, Antoni Macierewicz przepraszam panów Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i Tomasza Siemoniaka za […] przypisywanie ukrywania wiedzy o sprawcach katastrofy smoleńskiej. […] Proszę o wybaczenie dokonanego naruszenia dóbr osobistych” – takich przeprosin chce pełnomocnik pozywających mec. Roman Giertych. I pieniędzy na WOŚP.

Więcej o pozwie przeciw Macierewiczowi >>>

Polityka transakcyjna, którą prowadził PiS przez 5 lat, była prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, ale szalenie skuteczna: my wam dajemy pieniądze, ale wy nam poparcie, i to działało. Tylko to jest jak z narkomanem. Dopóki diler dostarcza narkotyki, jest dobry, ale gdy żąda zwiększenia pieniędzy albo przestaje odbierać telefon, to przestaje być dobrym dilerem. Wówczas uzależniony zaczyna szukać innego dilera – mówi prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Wszystko wskazuje na to, że w II turze znajdą się reprezentanci dwóch najsilniejszych partii, chyba że PiS odpali jakąś totalną bombę na Trzaskowskiego, ale wątpię. Trzaskowski jest ciągle w polityce i gdyby coś było, to wyszłoby przy kampanii samorządowej i innych okazjach – podkreśla.

Rozmowa z Markiem Migalskim >>>

Hołownia nie jest przeciwnikiem praw kobiet, o ile nie wkraczają one w domenę Kościoła

Wielu inteligentnych i miłych ludzi zaangażowało się w kampanię Szymona Hołowni. To fakt. Dla mnie niezupełnie zrozumiały. Jak w kraju zagrożonym fundamentalizmem religijnym można być zwolennikiem kogoś, kto deklaruje otwarcie, że jest człowiekiem Kościoła i zagrożenia fundamentalistycznego nie widzi. Jak po Dudzie łapiącym hostię, rozmodlonym i zależnym do biskupów, można chcieć Hołownię, który akurat w kwestiach wiary i zależności od Kościoła w niczym nie ustępuje obecnemu prezydentowi (choć wierzę, że jest niezależny od Kaczyńskiego)?

Cały felieton Magdaleny Środy >>>

Kaczyński i jego folwark

11 Kwi

Świat i Polska po koronawirusie będą zupełnie inne. Jakie? Można odpowiedzieć: na ile nam odbierze się praw, na tyle będzie mniej wolności.

Demokracja liberalna przyjmie postaci przepoczwarzające się z demokracji głosowania korespondencyjnego w podobny absurdalny przymiotnik dodany do demokracji, który będzie służył władzy, a nie społeczeństwu.

Już dzisiaj widzimy, w jakiej pogardzie panujący (może być to: demokracja panująca, albo demokracja z namaszczenia boskiego – taki kierunek ma PiS) mają prawo, które ma obowiązywać motłoch, ale nie ich> Bardzo dokładnie to widać było podczas obchodów 10. rocznicy smoleńskiej, czy też podczas pobytu Kaczyńskiego na Powązkach, wszak cmentarze są zamknięte dla wszystkich pozostałych.

Prawo dla równych i równiejszych opisał Orwell w „Folwarku zwierząt”.

O Kaczyńskim i jego folwarku >>>

PiS nie popuści w niczym, za koryto zapłaci każdą cenę, włącznie z wyrzuceniem Polski z Unii Europejskiej, bądź śmierci Polaków podczas tzw. wyborów.

Państwowa Komisja Wyborcza orzekła, iż wyborów nie będzie w maju.

I czego się spodziewacie? Kaczyński wymieni skład PKW, który orzeknie coś przeciwnego.

O przejęciu władzy w Polsce przez populistyczną prawicę przesądził powrót martyrologicznej tradycji, która przeciwstawiła piękno heroicznej śmierci polskich bohaterów godnemu pogardy zwykłemu życiu „lemingów Tuska” – pisze Cezary Michalski. Jak dekada po katastrofie smoleńskiej zmieniła Polskę?

Czytaj wybitny esej Cezarego Michalskiego >>>

Był materiał wybuchowy, była eksplozja w skrzydle, była eksplozja w centropłacie. Było zniszczenie samolotu na skutek wybuchu” – Antoni Macierewicz w dziesiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej zapowiada nowy raport. Podobno jest już gotowy, ale publikacja będzie „troszeczkę później” – bo Wielkanoc i COVID-19.

Zaskakuje za to odpowiedź Macierewicza na pytanie o, to kiedy ładunki zostały w samolocie zamieszczone:

Więcej o wybuchowym Macierewiczu >>>

 

Policja wlepia mandaty za bieganie i spacer, ale politycy PiS łamią własne rozporządzenie na obchodach rocznicy smoleńskiej. Przerażająca wiadomość dnia: do 30 proc. zakażeń dochodzi w szpitalu lub przychodni. Trzy kraje w Europie szczyt zachorowań mają już za sobą. Ale we Francji i Wlk. Brytanii,umarło po tysiąc osób, w USA – dwa, a zakażonych jest 500 tys.

W sumie od początku epidemii mamy w Polsce 5955 osób zakażonych, z tego:

  • 318 osób wyzdrowiało,
  • 181 umarło (3 proc. wykrytych zakażeń),
  • 5 456 choruje, z tego 160 jest w stanie ciężkim.

Z powodu koronawirusa:

  • 2 409 osób przebywa w szpitalu;
  • 158 663 jest objętych kwarantanną,
  • 33 879 jest objętych nadzorem epidemiologicznym.

Więcej o stanie koronawirusa na 10. kwietnia 2020 >>>

Na Węgrzech przyznano właśnie specjalne i w zasadzie bezterminowe nowe uprawnienia premierowi Orbánowi. Ma on właściwie możliwość pozbycia się opozycji w majestacie prawa, tak samo jak resztek niezależnej prasy. Czy u nas to pójdzie też w tę stronę? Trudno powiedzieć, ale myślenie o stanach nadzwyczajnych jak o wybawieniu jest dziś bardzo nieroztropne. Takie decyzję mają swoją wagę i swoją cenę. Jak mówiłem na początku, wybór jest tu bardzo trudny, niczym w antycznej tragedii – mówi prof. Mikołaj Cześnik, socjolog i politolog, dyrektor Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Rozmowa z prof. Mikołajem Cześnikiem >>>

Premier zapowiedział brak biurokracji plus możliwość otrzymania znacznego wsparcia. To dobrze, tylko że premier jest znany z tego, że czasem mówi rzeczy, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Premier zapewnił też, że uruchomienie linii pomocy zajmie 2-3 tygodnie. My w BCC przygotowaliśmy opinię, gdzie zwracamy uwagę, że ta pomoc jest spóźniona i nawet gdyby była rzeczywiście sprawnie zrealizowana za 2-3 tygodnie, jest spóźniona około miesiąca. W międzyczasie setki tysięcy przedsiębiorstw zbankrutuje i będziemy mieli duże spadki zatrudnienia i aktywności. To pierwszy i duży grzech tego rządu – mówi główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów prof. Stanisław Gomułka. – Premier nie wspomniał o innych środkach finansowania, niż poprzez obligacje gwarantowane przez skarb państwa. Wiadomo, że w budżecie na rok bieżący mamy wiele nadzwyczajnych dochodów, których nie będzie w 2021 roku. W marcu została wypłacona 13. emerytura kosztem 11 mld zł, zapowiedziana jest 14. emerytura. Rząd powinien się z tego wycofać, tak samo jak natychmiast powinien się wycofać z oferty gwałtownego wzrostu płacy minimalnej. Rząd i premier mówi językiem polityki, czyli dwa plus dwa równa się dowolna liczba. To zupełnie inny język, niż język ekspertów i ekonomistów – dodaje

Rozmowa z prof. Stanisławem Gomułką >>>

PiS wykorzystuje pandemię koronawirusa, by wzmocnić własną władzę i załatwić nas Polaków na lata.

Partia rządząca nigdy chyba nie przestanie mnie zadziwiać w swym konsekwentnym dążeniu do celu, którym jest władza, jedyna i niepodzielna, na lata. Każda okazja dobra, byle tylko realizować krok po kroku i pchać się do przodu, do Polski pisowskich pragnień, realizacji pragnień wciąż głodnego piedestału wodza, prezesa.

Cały felieton Tamary Olszewskiej >>>

Duda do olania, Małgorzata do wybrania

1 Mar

Dwie sobotnie konwencje wyborcze opozycji pokazały, jak silnych mają kandydatów na prezydenta.

Jest coraz większa nadzieja, iż Duda w maju przestanie plamić imię Polski. Przeorientowanie go na centrowy elektorat jest coraz trudniejsze.

I to powinno cieszyć. Jeżeli dołożymy fatalny sztab wyborczy z niefortunną szefową Jolantą Turczynowicz-Kieryłło, można zakładać, iż pojawiać się będzie coraz więcej błędów.

Można tylko się zastanawiać, jak ten ancymonek mógł zostać prezydentem. Przestała działać Konstytucja RP, a on sam musi się szybko obracać i szczekać, aby nie było widać nitek, które służą prezesowi do uruchamiania go jako marionetki.

Nawet, gdy wyborcy zadecydują, że Duda ma iść won, wcale nie znaczy, że PiS odda Pałac Prezydencki ot tak, tylko dlatego, że ten dudek przegrał.

Polskę dotknęło nieszczęście – zaraza (koronawirus, że porównam) kaczyzmu, małości metr pięćdziesiąt w kapeluszu.

A opozycja pokazała klasę. W normalnym kraju Małgorzata Kidawa-Błońska nie miałaby problemu, aby zostać prezydentem w I turze.

Sondaż OKO.press. Macierewicz usunął się na bok, ale – tak jak w 2016 i 2017 roku – w smoleński zamach wciąż wierzy jedna czwarta Polaków. Ogromna większość z nich to zwolennicy PiS. Równo 50 proc. elektoratu Dudy twierdzi, że doszło do zamachu, a tylko 27 proc. że to był wypadek. W elektoratach innych kandydatów wyznawców zamachu niemal nie ma.

Więcej  wyborcach, którzy wierzą w zamach smoleński – tutaj >>>

 

>>>

Nowy impuls w kampanii kandydatów opozycji. Prezydenckie konwencje Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Władysława Kosiniaka-Kamysza zostawiły daleko w tyle imprezę, która otworzyła kampanię Andrzeja Dudy dwa tygodnie temu.

Więcej o konwencjach Kidawa 2020 i Kosiniaka-Kamysza >>>

Lista Iustitii. Już ponad 50 sędziów doznało represji i szykan służbowych za obronę wolnych sądów, czy wydawane orzeczenia. Ściganych i szykanowanych jest niemal tyle samo niepokornych prokuratorów. To cena, jaką oba zawody płacą za niezależność od Zbigniewa Ziobry. Ale to dopiero początek represji.

O liście repesjonowanych sędziów czytaj tutaj >>>

„Biskupi zaczynają pielęgnować w sobie jakieś wyimaginowane zagrożenie, zaczynają bronić instytucji wbrew elementarnym racjom rozumu” – mówi prof. Stanisław Obirek o homofobicznych wypowiedziach abp. Marka Jędraszewskiego w książce „Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z Kościoła”.

O homofobii Jędraszewskiego i fragment książki prof. Obirka o antychrześcijańskich wartościach biskupów polskich >>>

Ludzie „dobrej zmiany” zapewne mają w pamięci los, jaki spotkał funkcjonariuszy reżimu komunistycznego po upadku PRL – i łudzą się, że im tak samo się upiecze.

Zupełnie nie wiem, na co liczy niejaki Dariusz Ziomek. Ponieważ osobnik ten jest nieznany, spieszę wyjaśnić: to właśnie ten prokurator, który skierował do tzw. Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sprawę sędziego Igora Tulei.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

Macierewicz wraca, Morawiecki uprawia swoje mitomaństwo, a Duda schował się za Jolantą

22 Lu

Za rządów PiS wszystko się waży. Ważą się losy Polski, niestety Kaczyński i jego ancymonki (mitoman Morawiecki i złamany Duda) działają na szkodę kraju, obywateli.

Nie mają wizji. Pieprzą o niej, bo wizją nie jest przekupswo (rozdawnictwo), niektórzy niedorobieni intelektualnie dziennikarze nazywają to transferem. Nasi durnie nie mają za wiele wiedzy, to typowo polskie niedoróbki, jakich przez dzieje mieliśmy nadto.

PiS to partia koryta i załatwiania kompleksów. Kaczyński zaś mentalny – nie tylko fizyczny – kurdupel. Świetnie te barachło ujął Zbigniew Herbert (Potęga smaku).

Morawiecki – mitoman, jako się rzekło – negocjuje budżet Unii Europejskiej. Ponoć jest w stanie oddać 100 mld za to, aby Bruksela nie przyczepiała się do praworządności ( istocie bezprawie) pisowskiego w Polsce.

Skończy się, jak to ancymonki potrafią: odda 100 mld, a TSUE weźmie się tym kurduplowatym autokratom do dupy.

A tak poza tym PiS czyni swoje idiotyzmy. Chory człowiek Macierewicz wraca na tapetę. Tak jak on przekazuje swoją wodę z mózgu elektoratowi PiS nikt nie potrafi, zbliża się kolejna rocznica katastrofy smoleńskiej, za którą odpowiada Lech Kaczyński, byle jakie xero Jarosława.

Szefowa sztabu Dudy Turczynowicz-Kieryłło to kobieta słup, mentalnie zacofana (inaczej nie może być, aby wdać się w interesy polityczne z Dudą), a przy tym kobieta piękna, przynajmniej jak na mój gust.

Kogoś tam pogryzła ta pani. Mniejsza o zgryz, ale gdy ona się odezwie to gryzie nie tylko demokracje, ale i rozum. Niedokształcona w literaturze i w tym, co czyni nas interesującymi (bądź nie) osobowościowo.

Był palec Lichockiej, jest sobaka Dudy.

OKO.PRESS Z BRUKSELI. W piątek 21 lutego, w drugim dniu negocjacji nowego budżetu Unii Europejskiej, liderzy państw nie zdołali wypracować porozumienia. Po zaledwie 30 minutach rozmów i przy braku szans na konsensus, głowy państw przerwały nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej. Polska w gronie państw sprzeciwiających się budżetowym cięciom.

Więcej jak mitoman Morawiecki walczy w Brukseli >>>

2,75 mln zł – tyle na swoje działania w 2020 roku dostanie podkomisja smoleńska. „Mają rozmach… Pan Antoni zapowiadał koniec, a tu kolejne miliony złotych w błoto” – komentuje dr Maciej Lasek, jeden z autorów raportu Millera, wyjaśniającego przyczyny katastrofy z 10 kwietnia. Zaś Antoni Macierewicz już zapowiada swój kolejny raport i przekręca fakty.

O zbuku Macierewiczu, który znowu żywi się naszymi milionami >>>

Sędziowie z Olsztyna, którzy postawili się nominatowi Ziobry Maciejowi Nawackiemu, dostają listy poparcia od innych sędziów. Wspiera ich Adam Strzembosz z grupą sędziów, którzy założyli „Solidarność” w sądach w PRL-u oraz duża grupa sędziów z Warszawy.

O walce sędziów o praworządność w kraju >>>

Zakrojone na ogromną skalę przeszukania w sprawie majątku Mariana Banasia tylko w drobnej części dotyczą słynnej kamienicy w Krakowie. Z informacji Onetu wynika, że śledczy wiążą sprawę szefa NIK z gigantycznym praniem pieniędzy — chodzi o ponad 5 mln zł.

Więcej o wojnie mafijnej w PiS >>>

Dzisiejsze działania wyglądają z jednej strony jak próba zastraszenia, a z drugiej jak jakiś rodzaj zemsty. Trudno założyć, że Marian Banaś przez tyle miesięcy nie zabezpieczył jakichś dokumentów, które miałyby o nim źle świadczyć, tym bardziej, że kwestia dotyczy nieprawidłowego oświadczenia majątkowego. Oczywiście, że to niedopuszczalne, że prezes NIK-u ma problem ze swoim oświadczeniem, ale środki, które są do tego teraz używane, są niewspółmierne. Prawdziwych przestępców, z twardymi zarzutami nie ściga się w ten sposób, że kilkudziesięciu agentów w tym samym czasie wchodzi do kilku mieszkań, zatrzymuje dzieci itd. To jest bezceremonialne psucie państwa w biały dzień i jestem przekonany, że to dopiero początek, a nie koniec – mówi Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. – To wielka klęska PiS-u, także moralna, bo pokazuje, że nic z tego, co zapowiadali – ani wzmocnienie państwa, ani zasad elementarnej uczciwości – nie zostało wprowadzone. Przypomnę, że okazało się, że politycy PiS-u rabowali kontenery PCK, a pieniądze wykorzystywali na swoje cele lub kampanię wyborczą. To kompletne bankructwo moralne partii, która wyrosła na walce z domniemaną korupcją, a tymczasem wszystko jest na odwrót i to PiS jest korumpującym ugrupowaniem – dodaje.

Wywiad z Tomaszem Siemoniakiem tutaj >>>

Prezydent Duda wielokrotnie okazywał swoją tchórzliwą naturę. W sytuacjach, kiedy naprawdę potrzeba było podejmować decyzję, on uciekał, kierował sprawy do Trybunału Konstytucyjnego. Na marginesie to pokazuje, jaką rolę pełni TK dziś. To organ przyboczny dla PiS-u, dla prezydenta, który wykonuje działania potrzebne władzy w danym momencie – mówi senator Marek Borowski. – Odnoszę wrażenie, że Kaczyński przestaje panować nad tą całą sytuacją. To już nie jest ten wszechmocny wezyr, który wszystkim steruje, a poszczególne części tego aparatu, który budował, zaczynają grać przeciwko sobie. To jest dość typowe dla autorytarnych reżimów, gdzie główny wódz słabnie – dodaje.

Wywiad z Markiem Borowskim tutaj >>>

– Obecny rząd żyje na koszt pierwszych 100 dni gabinetu premier Szydło i pierwszego rządu premiera Morawieckiego. Dokonane wówczas reformy, przyjęte ustawy na długo określiły sposób postrzegania tej władzy, wypracowały pewne stereotypy na jej temat – o 100 dniach drugiego rządu Mateusza Morawieckiego w rozmowie z Gazeta.pl opowiada politolog prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wywiad Łukasza Rogojsza z prof. Chwedorukiem tutaj >>>

O Jolancie Turczynowicz-Kieryłło tutaj >>>

Ich ostatnią szansą na utrzymanie się przy korycie jest kontynuacja prezydentury Dudy. Jeśli Duda wygra, wołami ich się od władzy nie odciągnie.

A miało być tak pięknie. Zjednoczona Prawica wygrywa jedne wybory, potem kolejne. Wreszcie cała władza w ręce prezesa, Ziobry i spółki. Trzeba przyznać, że w 2015 roku byli oni świetnie przygotowani, by dorwać się do koryta i utrzymać się przy nim jak najdłużej

Esej Tamary Olszewskiej tutaj >>>

Wypieprzenie Polski z Unii Europejskiej zbliża się wielkimi krokami

11 Lu

Kto jest największym wrogiem Polski w PiS? Trudno orzec, oni się prześcigają w niszczeni porządku, demokracji i praworządności.

PiS to komuna w czystszej postaci niż komuna. Niedojrzali, popaprani, takie „kadry” dewastują Polskę.

Ziobro sam w sobie jest ohydny. To próbka zła, człowiek aspołeczny, antydemokratyczny, antypolski.

W jego chorym umyśle – acz nie przesadzałbym z tym umysłem i z „jego”, bo wymyślone zło zostało w innym „umyśle” – prezesa Kaczyńskiego – powstał pomysł, jak zniszczyć sądownictwo i uchwały Sądu Najwyższego.

Niewątpliwie z tego powodu zostaniemy wypieprzeni z Unii Europejskiej, jak to zgrabnie – moim zdaniem średnio zgrabnie – nazywa się wypierPol, a trzeba jednak dosadnie to pisać: wypierdol. Polexit.

To czeka Polskę: wypierdol z Unii Europejskiej.

Ustawa kagańcowa wchodzi w życie 14 lutego. Uwaga opinii publicznej skupiona jest na Izbie Dyscyplinarnej, ale zabójcza dla kontroli rekomendowanych przez neo-KRS sędziów będzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej. To ona ma przejąć wszystkie wnioski i będzie je zostawiać bez rozpoznania. Prócz tego jej uchwały będą wiązać cały Sąd Najwyższy.

O zabiciu Sądu Najwyższego przez Ziobrę tutaj >>>

Kariera zawodowa sędziego Macieja Nawackiego jest dobrym przykładem do prześledzenia patologii sędziowskich awansów dokonywanych przez neo-KRS, patologii wyborów do neo-KRS i patologii postępowań dyscyplinarnych za „dobrej zmiany”. A także postawy etycznej sędziego „dobrej zmiany”, który zawdzięcza partii wszystko.

O patologicznym Nawackim tutaj >>>

118. miesięcznica. Jak co miesiąc prezes Kaczyński, w eskorcie osobistych ochroniarzy, funkcjonariuszy SOP, policjantów, pod okiem snajperów usadowionych na okolicznych dachach, wraz z połową rządu na czele z premierem Morawieckim, kładzie kwiaty pod smoleńskimi pomnikami i kłania się stojącemu na cokole bratu.

5 minut później trasę prezesa pokonuje obywatel, który składa wieniec z napisem: „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród polski. Stop kreowaniu fałszywych bohaterów”.

Z kamerą OKO.press na Placu Piłsudskiego był Robert Kowalski.

„Uchwały anty-LGBT napędzają lawinę strachu, niechęci i nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych. Każda osoba zasługuje na spokojne życie bez strachu przed przemocą” — pisze w liście do wojewodów ponad 100 organizacji stojących na straży praw człowieka.

O proteście w pisowskim wydaniu wykluczającym LGBT – tutaj >>>

Bydlaki z PiS

10 List

Znalezione w sieci……!!!!

Upadek Ursusa Bus może spowodować konieczność szukania od początku wykonawcy zapowiadanego przez premiera Morawieckiego tysiąca bezemisyjnych autobusów dla polskich miast.

Więcej >>>

„To się musi skończyć dramatem” – w ten sposób Donald Tusk opisuje rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad szefa Rady Europejskiej dla francuskiego dziennika „Le Soir” opublikowała sobotnia „Gazeta Wyborcza”.

Według Tuska pilniejszym pytaniem od tego, jaką postawę powinien przyjąć nowy prezydent, jest kwestia jaki powinien być kandydat, żeby wygrać. „Kryzys wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności” – powiedział Tusk w wywiadzie.

Kandydatem – uważa Tusk – „powinien więc być ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem będzie budował poparcie ponad połowy Polaków”. „Ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy. Ale one nie są poglądami większościowymi w Polsce” – podkreślił b. polski premier.

Więcej >>>

Więcej >>>

Noworodek z zębami. Dobrze, że białych myszek nie ma. Może już i zarost ma. Krystyna musi pić coś naprawdę dobrego.

Prymas Polski abp. Wojciech Polak skomentował sprawę abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing przez 16 księży, którzy byli jego podwładnymi. Duchowny stwiedził, że choć „porusza go świadectwo tych księży”, decyzja w sprawie abp. Głódzia należy do papieża.

– Porusza mnie świadectwo tych księży, natomiast nie znam ich nazwisk. Zna je nuncjusz apostolski, ojciec święty. Jeżeli to są sprawy wiarygodne, to zostaną one kompetentnie zbadane i papież podejmie kompetentne decyzje – mówił abp Polak w rozmowie z Onetem. – Ja znam te świadectwa nie z podpisów, które widziałem, bo ich nie widziałem. Widziałem zakryte twarze, zmienione głosy, które mówiły – dodał.

Oskarżenia o mobbing pod adresem abp. Głódzia

Przypomnijmy: 16 kapłanów posądziło abp. Głódzia o mobbing. Potwierdzili tym samym doniesienia dziennikarzy TVN24. W programie stacji „Czarno na białym”, przedstawiono świadectwa anonimowych księży, którzy opowiadali, że doświadczyli poniżania i przemocy psychicznej ze strony metropolity gdańskiego. – Ksiądz arcybiskup któregoś dnia przyniósł wagę, „(…) po czym powiedział: ‚Jak przytyjesz kilogram, wypi…lę cię po roku’” – mówił jeden z poszkodowanych księży.

W przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu szesnastu kapłanów z archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że informacje o tym, jak Głódź traktuje podwładnych, są prawdziwe. Zadeklarowali, że są gotowi do powtórzenia zarzutów wobec Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce (od trzech lat jest nim abp Salvatore Pennacchio).

Kaczyńskiego sraka i padaka. Z życia pasqud 30

25 Lip

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano powtórne postanowienie o zwolnieniu jej z tajemnicy. Chodzi o zeznania w śledztwie dot. Tzw zdrady dyplomatycznej. O zdradę @donaldtusk oskarżany jest przez @Macierewicz_A

Rzekoma zdrada dyplomatyczna Tuska

Tłumaczka miałaby zeznawać w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej, o którą Donalda Tuska oskarża Antoni Macierewicz. Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej twierdzi, że w trakcie rozmowy ówczesnego premiera Polski z Putinem 10 kwietnia 2010 roku padły istotne słowa, które miałyby pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy prezydenckiego Tupolewa.

Wbrew dobrej zmianie

W wywiadzie z marca tego roku Fitas – Dukaczewska przyznała, że zrezygnowała z pracy dla najwyższej rangi urzędników państwowych zaraz przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy. “Nie chciałam mieć nic wspólnego z obecną władzą (…) Nawet gdybym nie miała żadnego klienta do tłumaczenia, to wolałabym dawać korepetycje, niż pracować na rzecz >>dobrej zmiany<<“ – mówiła. Teraz prokuratura pod przywództwem Zbigniewa Ziobro chce, by zeznawała w sprawie Tuska. Skoro odmawia to władza przez choćby media narodowe może obwieścić wszem i wobec, że z pewnością coś ukrywa, coś soczystego, co z pewnością wyjaśniłoby, że za tragedią w Smoleńsku stoi wielki spisek, o którym nigdy przecież się nie dowiemy…

O tym, że w poprzednią sobotę podczas marszu równości, który odbywał się w Białymstoku, kibole i narodowcy zakłócili manifestację, wiele już napisano. Doszło do starć z policją, zaś w kierunku maszerujących poleciały kamienie, butelki i race. Część uczestników parady zostało rannych, a Komendant Główny Policji publicznie zapowiedział, że nikt w tej sprawie nie pozostanie bezkarny.

Z tej okazji Roman Giertych postanowił zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, a mianowicie na to, że dobra zmiana po raz kolejny skutecznie odwraca uwagę Polaków od stosu piętrzących się problemów, których władza nie potrafi lub nie chce rozwiązać. 

Jak wylicza Giertych:

Kolejny dzień PR-owcy PiS zaliczają sukces, bo nie mówimy o: aferach PiS, rosnących cenach, katastrofie w służbie zdrowia i edukacji, malejącej produkcji, zerowej pozycji Polski w UE. Ci którzy w dobrej (lub nie) wierze poruszają jakikolwiek inny temat są przyjaciółmi PiS“.

Pomijając fakt, że dla funkcjonowania demokracji poszanowanie praw mniejszości jest zagadnieniem fundamentalnym, które w Polsce PiS jest non stop łamane, to trudno się z Giertychem nie zgodzić.

Dobra zmiana non stop w sprytny sposób obraca kota ogonem, odwracając przy tym uwagę Polaków od takich katastrof jak zapaść służby zdrowia, drożyna w sklepach, czy nieudana reforma edukacji…

Może warto przypomnieć, że w faszystowskich Niemczech w 1937 roku powstała „Narodowa Centrala do Walki z Homoseksualizmem i Aborcją”. Uroda nazewnictwa bardzo przypomina instytucje, które teraz powstają w Polsce.

Faszystowskie Niemcy, tak jak chce tego naczelny „Gazety Polskiej” i paru biskupów, po kilku latach rządów Hitlera a pod szczególną pieczą Himmlera, były rzeczywiście „wolne od LGBT”. Co prawda trzeba było w tym celu użyć obozów koncentracyjnych, ale dziś można prościej: można zgnoić, zastraszyć, pobić, ocenzurować, nie pozwolić żyć. Z błogosławieństwem władzy i Kościoła.

W którą to stronę zmierzasz Polsko PiS? Jak daleko oddalisz się od demokracji i chrześcijaństwa?

Prof. Magdalena Środa zareagowała na decyzję sklepu Empik i stacji paliw BP ws. nierozpowszechnia propisowskiej Gazety Polskiej z naklejką strefa wolna od lgbt.

Są tacy, którzy twierdzą, że Witold Gombrowicz tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

Dziś 50. rocznica śmierci Witolda Gombrowicza. Można ją obchodzić 24 i 25 lipca, bo różne źródła różnie podają, a to dlatego, że jak pisze w biografii Klementyna Suchanow, Gombrowicz zmarł przed północą, ale śmierć stwierdzono po północy. Są i tacy, którzy twierdzą, że tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

***

Ciągle słychać, jacy to my, Polacy, jesteśmy wielcy, potężni i że najbardziej na świecie cierpieliśmy.
Kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w jednym z tych zebrań poświęconych wzajemnemu polskiemu krzepieniu się i dodawaniu ducha… gdzie odśpiewawszy „Rotę” i odtańczywszy krakowiaka, przystąpiono do wysłuchiwania mówcy, który wysławiał naród, albowiem „wydaliśmy Szopena”, albowiem „mamy Curie-Skłodowską” i Wawel, oraz Słowackiego i Mickiewicza, i poza tym byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Ale ja odczuwałem ten obrządek jak z piekła rodem, ta msza narodowa stawała się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni, wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie – i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena, a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm. Geniusze! Do cholery z tymi geniuszami!

Dążyłem do tego, żeby Polak mógł z dumą powiedzieć: należę do narodu podrzędnego. Z dumą. Albowiem, jak łacno zauważycie, takie powiedzenie tyleż poniża, co wywyższa.

Zaraz ktoś powie, że nie jest pan patriotą.
Czy ja, broniąc Polaków przed Polską, jestem czy nie jestem patriotą? Gdyż przecie Polska składa się z Polaków. Im silniejszy, im zdolniejszy do życia i rozwoju będzie Polak, tym żywotniejsza, silniejsza stanie się Polska. Mnie nie idzie o to, aby zniszczyć nasze poczucie wspólności z narodem, tylko o to, aby Polak przestał na kolana padać przed Polską – aby potraktował ją „z góry”, twórczo, jako coś, co przez niego musi być stwarzane. Jako dzieło swoje, nie jako Boga swojego.

Polski katolicyzm tak nas ukształtował, że na kolana padamy?
Katolicyzm taki, jaki urobił się historycznie w Polsce, rozumiem jako przerzucenie na kogoś innego ciężarów nad siły. Jest to zupełnie jak stosunek dzieci do ojca. Dziecko jest pod opieką ojca. Ma go słuchać, szanować i kochać. Wypełniać jego przykazania. Więc dziecko może pozostać dzieckiem, ponieważ wszystka „ostateczność” przekazana jest Bogu Ojcu i jego ziemskiej ambasadzie, Kościołowi. Polak uzyskał w ten sposób świat zielony – zielony, gdyż niedojrzały, ale zielony także dlatego, że w nim łąki, drzewa są kwitnące, nie zaś czarne i metafizyczne.

Mnie, który jestem okropnie polski i okropnie przeciw Polsce zbuntowany, zawsze drażnił polski światek dziecinny, wtórny, uładzony i pobożny. Polską nieruchomość w historii temu przypisywałem. Polską impotencję w kulturze – gdyż nas Bóg prowadził za rączkę. To grzeczne polskie dzieciństwo przeciwstawiałem dorosłej samodzielności innych kultur. Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę poczciwą i „zacną”, rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów… Mojej działalności literackiej przyświeca idea, żeby wydobyć człowieka polskiego ze wszystkich rzeczywistości wtórnych.

Jak to zrobić?
Dojrzewamy pomimo wszystko, gdzieś na samym spodzie. Jeżeli katolicyzm wyrządził, w moim pojęciu, wielkie szkody polskiemu rozwojowi, to ponieważ spłycił się w nas do wymiaru zbyt łatwej i zbyt pogodnej filozofii, będącej na usługach życia i jego bezpośrednich potrzeb. Z katolicyzmem głębokim, tragicznym nietrudno porozumieć się dzisiaj literaturze, albowiem zawiera on tę treść emocjonalną, która i w nas rośnie, gdy spoglądamy na rozwydrzenie świata.

Odwrót! Odwrót! Odwrót! Z chwilą gdy pojmiemy, żeśmy daleko zabrnęli, gdy zechcemy wycofać się z siebie, genialny Chrystus poda nam rękę: ta dusza jak żadna inna poznała sekret odwrotu. Nauka, która rozwaliła państwo rzymskie, jest sprzymierzeńcem naszym w walce o zburzenie wszystkich zbyt wyniosłych gmachów, jakie dzisiaj budujemy, o dotarcie do nagości i prostoty, do zwykłej, elementarnej cnoty.

Co kryją w sobie prywatne zapiski polskich pisarzy

A wie pan, że podczas Marszu Równości w Białymstoku pewna kobieta powiedziała właśnie, że Jezus nie szedłby z tymi, którzy rzucają kamieniami w ludzi różnych od siebie? Możliwy jest odwrót? Powrót do elementarnych cnót?
Już pisałem w innym miejscu o tym naszym alter ego, które na gwałt domaga się głosu. Historia zmusiła nas do hodowania w sobie pewnych tylko cech naszej natury i jesteśmy nadmiernie tym, czym jesteśmy – jesteśmy przestylizowani. A to tym bardziej iż, wyczuwając w sobie obecność tamtych innych możliwości, pragniemy je gwałtem unicestwić.

Jak na przykład przedstawia się sprawa naszej męskości? Polakowi (w przeciwieństwie do rasy łacińskiej) nie wystarcza, iż do pewnego stopnia jest mężczyzną, chce on być mężczyzną bardziej, niż jest, rzec można: narzuca sobie mężczyznę, jest tępicielem własnej kobiecości. I jeśli się zważy, że historia zmuszała nas zawsze do życia wojskowego i wojowniczego, ów gwałt psychiczny staje się zrozumiały. Tak to lęk przed kobiecością sprawia, iż decyzje nasze stają się sztywne i zwracają się przeciw nam, zaznacza się niezręczność osób, które obawiają się, iż nie będą na wysokości swego postulatu, zanadto „chcemy być” tacy, a nie inni, wskutek czego za mało „jesteśmy”.

Jeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor…), to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia.

Tak to chyba działa z podsycaniem strachu przed tym szatańskim LGBT, czyli innością.
Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment, aby uruchomić tę drugą naszą osobowość – dzisiaj, nie tylko dlatego, że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata, także dlatego, że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa, ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.

Odkryjemy tego drugiego Polaka, gdy zwrócimy się przeciwko sobie. A zatem przekora powinna stać się dominantą naszego rozwoju. Będziemy musieli na długie lata oddać się przekorze, szukając w sobie tego właśnie, czego nie chcemy, przed czym się wzdragamy.

Literatura też powinna stać się przekorna?
Literaturę powinniśmy mieć akurat przeciwną tej, która dotąd się nam pisała, musimy szukać nowej drogi w opozycji do Mickiewicza i wszystkich królów duchów. Literatura owa nie powinna utwierdzać Polaka w jego dotychczasowym pojęciu o sobie, lecz właśnie wyłamywać go z tej klatki, ukazywać, czym dotąd nie ośmielił się być. Historia? Trzeba, abyśmy się stali burzycielami własnej historii, opierając się tylko na naszej teraźniejszości – gdyż właśnie historia stanowi nasze dziedziczne obciążenie, narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, zmusza, abyśmy upodabniali się do historycznej dedukcji, zamiast żyć własną rzeczywistością.

Ale najdotkliwsze będzie: zaatakować w sobie polski styl, polską piękność, stworzyć nową mitologię i nowy obyczaj z drugiej naszej półkuli, z tamtego bieguna – rozszerzyć i wzbogacić naszą piękność w ten sposób, aby Polak mógł podobać się sobie w dwóch sprzecznych ze sobą postaciach – jako ten, kim jest w tej chwili, i jako ten, który burzy w sobie tego, kim jest.

Po co Gombrowiczowi ten „Kronos”

Historia narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, a w dodatku mamy poczucie zalewu głupoty.
Kryzys intelektualny, jaki przeżywamy, nie tyle może należy przypisać zwątpieniu w siłę rozumu, ile temu, że jego zasięg jest tak nieznaczny. Z przerażeniem ujrzeliśmy, że otacza nas milionowy bezmiar umysłów ciemnych, które porywają nam prawdy nasze, aby je paczyć, pomniejszać, przerabiać na narzędzie swoich namiętności; i odkryliśmy, że ilość ludzi jest bardziej decydująca niż jakość prawd.

Był pan, co tu kryć, kiepskim uczniem i ledwo przemykał z klasy do klasy. Ale pana biografka Klementyna Suchanow uważa, że byłby pan dobrym ministrem edukacji, bo pisał pan o akceptacji kompleksów.
W dniu, w którym ujawni się cała prawda o tym nauczaniu szkolnym – dzień ten jest jeszcze bardzo odległy – ludzkość znajdzie się w obliczu wielkiej mistyfikacji i monstrualnego oszustwa. Wyjdzie na jaw wtedy, że nauczyciel ględzi, uczeń nie słucha; że nikt nic nie robi; że uczeń oszukuje, nauczyciel daje się oszukiwać; że gdyby ścisnąć 30 godzin intensywnej nauki, starczyłyby ze trzy kwartały obecnej szkoły.

I na koniec wróćmy do literatury. Ostrzegał pan przed szczerością.
Niczego nie lękam się bardziej jako pisarz. Naiwna prostolinijna szczerość w literaturze jest do niczego. I oto znów jedna z dynamicznych antynomii sztuki: im bardziej jest się sztucznym, tym bardziej można być szczerym, sztuczność pozwala artyście na zbliżenie się do prawd wstydliwych.

Bardzo lubię pana wykład o szczęściu wygłoszony Ricie na 30. urodziny. Brzmiał on tak: „Szukanie szczęścia i duchowego komfortu to życiowa tandeta. Trzeba umieć bawić się drobiazgami i wkładać możliwie najwięcej z siebie w to, co się robi. Masz 30 lat. Starzejąc się, człowiek staje się podmiotem, a przestaje być przedmiotem. Przez to świat staje się o wiele bardziej interesujący. Dopiero stając się podmiotem, kobieta zaczyna żyć naprawdę i może znieść starzenie się. Tylu ciekawych rzeczy się nie zauważa, jeśli myśli się tylko o tym, żeby się podobać. A samotność? Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedyś, żeby psy spacerowały pod rękę?”.
Podobno są tacy, którzy widzieli.

***

Odpowiedzi pochodzą z książek: „Dziennik”, „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie”, „Testament. Rozmowy z Dominique de Roux”, „Publicystyka, wywiady, teksty różne” oraz „Gombrowicz w Argentynie” (ostatnia autorstwa Rity Gombrowicz).

Sekretne dzienniki Gombrowicza

Złom smoleński i trup Lecha Kaczyńskiego. Takie szczęście trafiło się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Z życia pasqud 10

5 Lip

„Skarga do Trybunału w Hadze zwrotu wraku Tu 154 miała być złożona w lutym 2017. Tak zapowiadał min. Waszczykowski. Ustaliłem, że skargi nie złożyli mimo, że jest gotowa. MSZ przerzuca decyzję na „Radę Ministrów”. Premier Morawiecki nic nie wie i odmawia odp. pod absurdalnymi powodami” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Poseł PO publikuje pismo, które otrzymał z Kancelarii Premiera.

Brejza domagał się odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wcześniej poseł PO usiłował się dowiedzieć, co dzieje się ze skargą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Resort odpisał, że „trwają analizy” i odesłał Brejzę do Kancelarii Morawieckiego, twierdząc, że decyzja w tej sprawie „należy do Rady Ministrów”. Tomasz Matynia z Centrum Informacyjnego Rządu stwierdził, że KPRM „nie posiada wnioskowanych informacji”.

„Ciekawe, jaki byłby do tego komentarz „szeregowego posła” – czyżby starania o odzyskanie wraku były poza jego punktem zainteresowań?”; – „Stara dobra sowiecka spychologia… od razu widać skąd biorą wzorce”; – „Nigdy im nie zależało na wyjaśnieniu, nie chodzi o to, by złapać króliczka, lecz by go gonić. I podkręcać atmosferę wokół katastrofy” – komentowali internauci. – „Prawdomówni z PiS!” – podsumował prof. Leszek Balcerowicz.

Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera Donalda Tuska, został 13 czerwca skazany na karę 10 miesięcy więzienia za to, że dopuścił do lądowania samolotu rządowego na lotnisku w Smoleńsku. Rozprawa sądowa odbyła się na wniosek części rodzin smoleńskich, które nie przyjęły do wiadomości, że wcześniej Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prawomocnie umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska.

Wątpliwe, aby wyrok sądowy był dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza satysfakcjonujący. Tym bardziej, że i podczas rozprawy, i w ustnym uzasadnieniu wyroku jest mowa o katastrofie, co podważa hipotezę o zamachu. Mało tego. Sąd wskazał również na współwinnych. To Kancelaria Prezydenta, a także 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego.

Przypomnijmy, że był to czas zimnej wojny pomiędzy rządem a prezydentem, który właśnie w Smoleńsku miał zainaugurować swoją kampanię prezydencką. Obie kancelarie nie współpracowały ze sobą i w przypadku wizyty Lecha Kaczyńskiego, jej organizacji podjęli się jego ludzie, a Arabski, jak twierdzi, przystał tylko na prośbę prezydenta i udostępnił tego dnia samolot na wyjazd. Z tego też powodu ani on ani urzędnicy KPRM nie czuli się kompetentni, aby ustalać status lotniska w Smoleńsku, pozostawiając tę kwestię w rękach urzędników Kancelarii Prezydenta i 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Wydaje się pewnym, że w ówczesnych realiach, jakakolwiek ingerencja Arabskiego w organizację tej wizyty, uznana byłaby za niepożądaną.

Podczas procesu okazało się, że ludzie Sasina wiedzieli, w jakim stanie jest lotnisko w Smoleńsku. Maciej J., członek grupy organizującej wizytę prezydenta, wiedział, że lotnisko jest zamknięte, a Rosjanie, idąc na rękę stronie polskiej, zobowiązali się przysłać ludzi do obsługi i sprzęt, by można było jednak z tego lotniska skorzystać. Przyznał przed sądem, że poprosił Dariusza Jankowskiego z Kancelarii Prezydenta o sprawdzenie lotniska, ale nie wie, czy cokolwiek w tej sprawie zrobiono.

Zeznający w procesie inni urzędnicy Kancelarii Prezydenta (Marcin W., Kazimierz K. i Maciej J.) przyznali, że wybrano lotnisko w Smoleńsku, bo było najbliżej, a wcześniej lądowały na nim delegacje polskie, m. in.  z prezydentem Kwaśniewskim na czele, więc logistycznie była to najkorzystniejsza opcja.

Jedyną osobą z otoczenia Lecha Kaczyńskiego, który idzie w zaparte i powtarza wciąż, że nie miał pojęcia, jakie były warunki na nieczynnym od dłuższego czasu lotnisku w Smoleńsku, jest Jacek Sasin. Wydaje się to nieprawdopodobne. Szef Kancelarii Prezydenta nic nie wiedział? Nie wierzę! Wydaje mi się, że jeśli Tomasz Arabski został uznany winnym za niedopełnienie obowiązków, to kto jak kto, ale właśnie Sasin powinien również odpowiedzieć przed sądem i zostać ukarany za niedbalstwo i ignorancję. W czasie, gdy obie kancelarie ze sobą nie współpracowały, to on ponosi winę za niedopatrzenie i fatalną organizację wyjazdu, również i samego lotu do Smoleńska. A tymczasem, jeden ma wyrok, a drugi wciąż siedzi w polityce i nie ma sobie nic do zarzucenia.

Tę szokującą opinię wygłosił warszawski radny PiS Filip Frąckowiak podczas dyskusji nad przyjęciem uchwały w sprawie kryzysu klimatycznego. Napisano w niej m.in.: – „Rada Warszawy wyraża najwyższe zaniepokojenie pogłębiającym się globalnym kryzysem klimatycznym. Apelujemy do Rady Ministrów oraz Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej o przyjęcie uchwał w sprawie ogłoszenia klimatycznego stanu wyjątkowego, a także natychmiastowe podjęcie zdecydowanych działań mających na celu radykalne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych w Polsce”.

A Frąckowiak bagatelizował problem. – „Czy jak ograniczymy emisję dwutlenku węgla, to zrobi się chłodniej? Grad będzie mniejszy? Z mojego punktu widzenia dla Polski jest korzystne, żeby było cieplej. Skoro nie chcemy używać paliw kopalnianych, to należy pomyśleć, że mniej ich będziemy używać, jeśli będzie cieplej” – stwierdził radny PiS.

Oczywiście, nie przekonały go argumenty radnego Koalicji Obywatelskiej Marka Szolca. – „Zmiany spowodowane przez ludzi zagrażają przetrwaniu świata, jaki znamy. Domagam się powagi w podejściu do spraw klimatu od rządu kraju, w którym żyję i płacę podatki. Ja, 27-latek, będę płacił rachunki, które wystawiają mi 50–60-letni urzędnicy z Ministerstwa Energii, podejmujący m.in. decyzję o budowie nierentownego i szkodliwego bloku węglowego w elektrowni w Ostrołęce” – powiedział Szolc.

„To już jest ostatni moment na działanie. Już teraz w czasie upałów śmiertelność w Warszawie zwiększa się o 30 proc. Jeśli nie chcecie słuchać głosu młodych, posłuchajcie naukowców” – dodał Tytus Kiszka z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Rada Warszawy głosami radnych Koalicji Obywatelskiej przyjęła uchwałę. Radni PiS wstrzymali się od głosu.

Frąckowiak w poprzedniej kadencji – przy okazji zmian nazw ulic – „zasłynął” stwierdzeniem, że jeden z najbardziej znanych utworów Johna Lennona „Imagine”… jest manifestem komunistycznym. Według radnego PiS powinno się więc eks-Beatlesa zdekomunizować”.

Dzięki nieustępliwej postawie premiera i PiS w kwestii „klimatycznej neutralności” staliśmy się oto państwem o randze co najmniej… Korei Północnej!

Po gospodarce i polityce historycznej także i polska dyplomacja zrobiła, co pan prezes obiecał. Po trzech dekadach wysługiwania się Brukseli nareszcie wstała z kolan! Po odkryciu San Escobar, po spektakularnym sukcesie negocjacyjnym premier Szydło (27:1) i „uwaleniu” francuskich Caracali, teraz udało się pogrążyć kandydaturę Fransa Timmermansa na szefa KE. I to się nazywa skuteczność!

Po raz kolejny dowiedliśmy w ten sposób, że jesteśmy ważnym graczem w unijnej polityce i wszyscy muszą się z nami liczyć. Już nikt nigdy nie poważy się traktować naszych emisariuszy w Brukseli jak ubogich krewnych, co to powinni wykorzystać swoją szansę, żeby „siedzieć cicho”. Niedoczekanie!

Sukces jest taki trochę połowiczny, bo Timmermans nie został wprawdzie szefem Komisji, ale zachował w niej dotychczasowe stanowisko. Natomiast nominalna przewodnicząca na polityce unijnej zna się słabo, więc – o paradoksie – pozycja największego europejskiego „PiSożercy” jeszcze się umocniła. Niemniej premier Morawiecki dotrzymał słowa.

Ale Timmermans to tylko drobny wątek w paśmie najnowszych sukcesów naszej dyplomacji i – osobiście – premiera. Bo dzięki jego i jego obozu nieustępliwej postawie w kwestii „klimatycznej neutralności” staliśmy się oto państwem o randze co najmniej… Korei Północnej! Teraz wszyscy będą się musieli z nami liczyć, ponieważ… też mamy bombę! Nie atomową wprawdzie, ale jeszcze bardziej zaawansowaną technologicznie, bo pierwszą na świecie bombę klimatyczną – smogową mianowicie. I nie zawahamy się jej użyć. Poza tym nasz arsenał jest jak najbardziej wiarygodny.

Kim Dzong Un może sobie tylko straszyć naciśnięciem atomowego guzika. My natomiast już teraz codziennie demonstrujemy możliwości naszej broni masowego rażenia, a to za sprawą takiej – na przykład – Elektrowni Bełchatów. Teraz szanować nas będą wszyscy, a już zwłaszcza najbliżsi sąsiedzi. Jeśli nie chcą ciężko chorować i przedwcześnie umierać dziesiątkami tysięcy na raka i choroby krążenia, muszą po pierwsze – liczyć się z nami i naszymi opiniami. A po drugie – liczyć kasę na dobrowolną likwidację naszego arsenału.

Już nie będą nam dłużej wygrażać obcięciem dotacji „za praworządność”. I tak muszą zapłacić. Bo jak nie, to… już wkrótce w Berlinie, Paryżu i Brukseli powietrze zrobi się ciężkie jak w Opocznie, Nowej Rudzie, Rybniku, Kościerzynie i innych miastach i gminach z rankingu najbardziej zatrutych okolic Europy. Atmosfera już robi się gęsta, więc nie ma co straszyć nas obcinaniem funduszy. Bo owszem – możemy się zgodzić na tę ich „neutralność klimatyczną”, ale nie za darmo przecież. Będą dotacje, to może zmniejszymy import węgla z Donbasu o parę ton. I zgodzimy się postawić ze trzy wiatraki.

Może Kim łamać wszystkie standardy, mieć za nic oburzenie reszty świata swoją polityką i jeszcze domagać się kasy? Może. Bo ma bombę. Więc może i prezes (a w jego imieniu premier Morawiecki). Że to szantaż? Eeee, zaraz takie nieprzyjemne określenia. To tylko mocny argument w negocjacjach. I silna pozycja przetargowa. Tak się po prostu robi politykę.

Pamiętacie motto pana Wołodyjowskiego? „Jak się nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali”! Pana Michała się bali, choć był małego wzrostu i słabowity, czyli – jak wówczas mawiano – nikczemnej postury. Takie już prawo natury, że „nikczemna postura” wymaga kompensacji. No więc mamy wreszcie tę bombę i teraz wszyscy muszą nas traktować z szacunkiem! Jeśli więc do tej pory świat nie wiedział, Kim jest pan prezes i jego premier Morawiecki, to teraz już wie, że na pewno nie byle Kim.

PiS trzeba pokonać bezwględną większością, bo oni są zdolni dookoptować do władzy faszystowską prawicę

19 Maj

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz Marciniak. Ostatnią wizytą najwyższego szczebla polskiego polityka była wizyta p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego, który uczestniczył w Moskwie w maju 2010 r. w obchodach 65. rocznicy zakończenia wojny.”

Politycy, dziennikarze i internauci zareagowali na wczorajsze wydarzenia w Busku-Zdroju. Prawicowy działacz zaatakował policjantów nożem.

Jarosław Kurski (zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej) na temat afer pedofilskich w strukturach Kościoła katolickiego.

Prezes Jarosław Kaczyński, nie mając dość głosów, by rządzić samodzielnie, gotów jest zaprosić do władzy skrajną prawicę narodową.

Kampania partii rządzącej sprawia wrażenie desperackiego i rozpaczliwego miotania się w poszukiwaniu tematu, który pomógłby jej odzyskać władzę nad wyobraźnią i emocjami milionów wyborców. Nic nie działa – ani dawno już porzucona i zapomniana „piątka Kaczyńskiego”, ani „seksualizacja dzieci”, ani obrona przed wyimaginowanymi hordami muzułmanów. PiS kolejno sięgał po te demagogiczne hasła, a po chwili – widząc, że nie działają – porzucał je i próbował innych. A potem wracał do tych samych – bo wprawdzie poprzednio nie działały, ale a nuż okaże się, że tym razem zadziałają. Pewnie dlatego pan prezes na spotkaniu w Łodzi dopytywał się ostatnio: „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Uczestnicy spotkania, owszem, zgodnie z oczekiwaniami udzielili odpowiedzi przeczącej, ale cała reszta obywateli Polski ziewała z nudów.

PiS kąsany z obu stron

To chaotyczne miotanie się po części wynika z faktu, że PiS został wzięty w dwa ognie i nie bardzo może się zdecydować, które wyzwanie jest poważniejsze. Z którym przeciwnikiem ma walczyć przede wszystkim – z opozycją liberalną i lewicową reprezentowaną przez Koalicję Europejską i Wiosnę Biedronia czy z kąsającą go w prawą łydkę Konfederacją?

Gdyby PiS chciał zneutralizować lub nawet pozyskać jakąś część elektoratu umiarkowanej prawicy i centrum, powinien się odciąć od nacjonalistyczno-prawicowych skrajności, wyciszyć agresywną propagandę w TVP, pozbywając się Jacka Kurskiego, wycofać się z absurdalnych represji w rodzaju ścigania kobiet rozklejających wizerunki tęczowej Madonny (zwłaszcza, że z góry wiadomo, że sąd je uniewinni), pohamować zapał Ziobry niszczącego niezależne sądy. Słowem – powinien zrobić to wszystko, czego nie robi, bo próbuje przekonać wyborców skrajnej prawicy, że lepiej postawić nie na Konfederację, lecz na PiS właśnie.

Skutek łatwo przewidzieć – nacjonalistyczna Konfederacja i tak zapewne przekroczy próg wyborczy (a nawet jeśli nie przekroczy, to podbierze PiS-owi całkiem sporo głosów), zaś radykalizm partii rządzącej tylko podniesie poziom mobilizacji elektoratu liberalnego i centrowego. W efekcie wzięty w dwa ognie PiS dostanie łomot z dwóch stron.

Możliwy sojusz z nacjonalistycznymi radykałami

Politycy obozu władzy chyba wiedzą, że w jesiennych wyborach nie powtórzą wyniku sprzed czterech lat – zdają sobie sprawę, że o samodzielnych rządach nie mają co marzyć. Dlatego już teraz zaczynają mówić o możliwych wspólnych rządach prawicy. Odpowiadając Korwin-Mikkemu, który mówił o możliwej koalicji Konfederacji z PiS-em, poseł partii rządzącej Marek Ast stwierdził jednoznacznie: „Jeśli nie będziemy mieć większości w przyszłym Sejmie, to myślę, że z Konfederacją, z Januszem Korwin-Mikke jest możliwa koalicja”.

Nie wiemy oczywiście na 100 procent, czy wypowiadając na łamach „Super Expressu” tę opinię Ast wyrażał swój prywatny pogląd, czy stanowisko uzgodnione z władzami partii. Znając jednak obyczaje panujące na dworze Jarosława Kaczyńskiego, możemy założyć, że żaden z dworzan raczej nie ośmieliłby powiedzieć czegoś takiego na własną rękę. A więc plan wspólnych rządów prawicy pisowskiej i skrajnej prawicy nacjonalistycznej jest w kuluarach władzy poważnie rozważany jako dopuszczalny scenariusz po jesiennych wyborach.

To powinien być dzwonek alarmowy dla wszystkich środowisk demokratycznych od lewa do prawa. Plan pokonania PiS-u w wyborach parlamentarnych już nie wystarcza. Wprawdzie ten cel wydaje się dziś możliwy do osiągnięcia, ale za horyzontem czai się kolejne niebezpieczeństwo: groźba wspólnych rządów PiS-u i prawicy nacjonalistycznej, częściowo wręcz faszyzującej. Opętany manią wielkości Jarosław Kaczyński, by utrzymać się na tronie, gotów jest zaprosić do władzy Konfederację, w której roi się od wrogów państwa prawa i miłośników strzelnic w rodzaju Grzegorza Brauna.

Celem na jesień powinno być więc pokonanie całego tego obozu i niedopuszczenie go do władzy.

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Więcej >>>

Pisowcy popuszczają po butach, szykuje się wyborczy wpieprz

10 Maj

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże nie są wiarygodne dla Beaty Mazurek. „Ten »wzrost« poparcia dla KE musi mieć mocne podstawy. Prawdopodobnie jest to wynik blamażu Jażdżewskiego i Tuska oraz brutalnego ataku na Kościół i wizerunek Matki Bożej. Pewnie Cimoszewicz odjeżdżając z miejsca wypadku dołożył swoje. Śmieszny sondaż” – napisała w swoim stylu polityczka.

Kontrowersyjny post Mazurek skrytykowany został przez internautów. Rzeczniczce rządu odpisał m.in. Krzysztof Bukiel, lekarz i przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Lekarzy. „A może to, że »polski pacjent« umiera w kolejkach do leczenia, a pieniądze publiczne szerokim strumieniem płyną na wszystko inne, tylko nie na zdrowie?” – napisał pochodzący ze Szczecina doktor.

Dzisiejsza okładka „Super Expressu” wywołała niemałe emocje. Przypomnij, że na okładce tabloidu umieszczono napis „Morawiecki adoptował dwoje dzieci” i zdjęcie przedstawiające premiera wraz z dwójką pociech.

Informacje podane przez dziennik mają pochodzić z książki „Delfin” autorstwa Jakuba i Piotra Gajdzińskich.

„Super Express” został mocno skrytykowany przez przedstawicieli innych mediów oraz polityków wszystkich opcji politycznych. Zdaniem dziennikarzy portalu natemat.pl sprawa może być jednak polityczną ustawką.

Redakcja internetowego portalu miała dotrzeć do jednego z polityków PiS, który stwierdził, że treść okładki dzisiejszego numer „SE” została uzgodniona z głównym zainteresowanym.

Sytuacja wzbudziła również reakcje ze strony innych dziennikarzy. „Pan Dworczyk udaje, że nie wie, iż sprawę rozdmuchał tabloid? Notabene bardzo przychylny obozowi władzy? O adopcji pisała w 2016 »Gazeta Wyborcza«, trudno więc mówić o naruszeniu jakiejś wielkiej tajemnicy. Czy to uprawdopodobnia tezę o PR-owej zagrywce? Jak uważacie?” – zapytała na swoim Twitterze dziennikarka telewizyjna Hanna Lis.

Także publicysta „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński skomentował zamieszanie. „W sierpniu 2016 r. w obszernej sylwetce @MorawieckiM autorstwa Witolda Gadomskiego pisaliśmy o adoptowanym dziecku premiera. Nie przypominam sobie, by zamieszczenie tej informacji wywołało jakąkolwiek negatywną reakcję” – stwierdził Wieliński.

Liczni internauci wskazują, że tabloid częściowo utrzymuje się z reklam Skarbu Państwa i od dłuższego czasu jest powiązany z PiS-em. Krytycy wskazują, że gazeta zwyczajnie nie odważyłaby się na taką publikację bez zezwolenia z góry.

W jutrzejszym numerze „SE” ma ukazać się wywiad z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michałem Dworczykiem. Część wywiadu udostępniona została na Twitterze przez Grzegorza Zasępę, redaktora naczelnego bulwarówki. Dworczyk w swoich wypowiedziach nie zaatakował dziennikarzy odpowiedzialnych za dzisiejsze wydanie „SE”, oberwało się za to autorom książki „Delfin”… Czy ta sprawa faktycznie ma drugie dno?

„Z dużym zaniepokojeniem zauważyliśmy wczoraj na stronach sejmowych projekt ustawy o budowie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. W naszej ocenie, w ocenie władz miasta Gdańska, jest to kolejna próba przejęcia Westerplatte dla celów bardzo jasno określonych, dla celów politycznych” – mówi na filmiku dodanym przez siebie na Twitterze Aleksandra Dulkiewicz.

„Złożyła ten projekt grupa posłów na czele z posłem Kazimierzem Smolińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości z województwa pomorskiego. Nie wiemy oczywiście, jaka będzie droga Sejmowa tego projektu ustawy. Natomiast dzisiaj ja jako prezydent miasta Gdańska mogę wyrazić głębokie zaniepokojone, że tylnymi drzwiami, skróconą ścieżką legislacyjną prowadzoną przez grupę posłów, próbuje się zabrać gdańszczankom, gdańszczanom, Polkom i Polakom Westerplatte pod określone cele polityczne” – kontynuuje prezydent Gdańska.

Inicjatywa posłów PiS to kolejna już próba zmierzająca do zawłaszczenia historii Trójmiasta. Obecne działania partii rządzącej poprzedziły już propagandowe manewry prowadzone wokół Muzeum II Wojny Światowej oraz Placu „Solidarności”.

Opisywany przez Dulkiewicz projekt ma zakończyć się budową na Westerplatte punktu należącego do pisowskiego Muzeum II Wojny Światowej.

„Pomimo 79 lat, jakie upłynęły od pierwszych strzałów oddanych z pokładu niemieckiego okrętu Schleswig-Holstein do polskich żołnierzy stacjonujących w Wojskowej Składnicy Tranzytowej, Westerplatte nie zostało zagospodarowane w sposób adekwatny do swojej ogólnonarodowej rangi oraz międzynarodowego znaczenia” – czytamy na łamach projektu ustawy „O inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku”.

>>>

Po nabożeństwie z okazji kolejnej miesięcznicy smoleńskiej i uroczystym złożeniu kwiatów u stóp pomnika ofiar tej tragedii, na pl. Piłsudskiego w Warszawie, na monument wspiął się mężczyzna pragnący rozwinąć na szczycie transparent i krzyknął w stronę Kaczyńskiego: „Kiedy wreszcie skończysz tę szopkę? Dziewięć lat, kiedy przestaniesz oszukiwać ludzi; gdzie jest wrak?”

Arkadiusz Sz. działacz organizacji Obywatele Solidarni w Akcji (OSA), został zatrzymany przez policję.

Jak ustalił FAKT24 wcześniej organizował on „kontrmiesięcznice” smoleńskie w proteście przeciw wykorzystywaniu katastrofy do celów politycznych.

Przypomnijmy: 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154 wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Filozof prof. Tadeusz Gadacz odniósł się do zatrzymania przez policję Elżbiety Podleśnej za przerobienie obrazu Matki Boskiej (kobieta domalowała tęczową aureolę).