Karmiński, 23.12.2019

 

Wszelkie interpretacje prawa odmienne niż Kaczyńskiego są niesłuszne.

Ustawa antysędziowska wpadła w sejmowy wentylator i powiało smrodem, jakiego Polacy od 30 lat nie wąchali. Na forum publicznym krzyżują się teraz pytania oraz liczniejsze od pytań odpowiedzi. Co się dzieje? Dlaczego oni to robią? Jak na to wszystko reagować?  Czy posłuchać polityków przestrzegających przed gwałtownymi prowokacjami i czekać na reakcję Unii, czy rację ma Władek Frasyniuk, który uważa, że trzeba skończyć z poprawnością polityczną, bo nadszedł czas przekształcenia grzecznych pokojowych demonstracji w manifestacje radykalnego sprzeciwu?  Czy w Polsce mamy już do czynienia z dyktaturą – jak twierdzą profesorowie Friszke, Turko, Śpiewak i inni, czy „ależ skąd, daleko nam jeszcze do dyktatury”, jak uważa prof. Dudek, który zdaje się widzieć ogromną różnicę między wydzieraniem z Konstytucji pięciu kartek albo zaledwie czterech?

Jarosław Kaczyński spieszy z wyjaśnieniem, że mamy do czynienia z reakcją obronna państwa, bo „sądownictwo w Polsce wypowiedziało posłuszeństwo obowiązującemu w Polsce prawu”. Opinia ta, podobnie jak jej autor, nie cieszy się jednak przesadną wiarygodnością. Istnieją wyjaśnienia budzące znacznie większe zainteresowanie. Kilku spośród nich warto przyjrzeć się z bliska.

  1. Ustawa „antysądowa” została wymyślona i wprowadzona do dyskursu publicznego dla przykrycia „sprawy Banasia” która może popsuć wyborcze plany pisowskiemu prezydentowi o wiele skuteczniej, niż nawet chamski atak na sądownictwo.

Ale rzecz w tym, że Banaś nie jest samoistnym wypryskiem na obliczu partii rządzącej. To tylko jeden z objawów choroby polskiej demokracji, podobnie jak kilkanaście tegorocznych afer kompromitujących Prawo i Sprawiedliwość. Owszem ta akurat afera ma walory działające na wyobraźnię, bo pokazani w TVN koledzy Banasia wyglądają na takich, którzy za nieduże pieniądze mogą sfotografować twój dom, żeby potem było wiadomo jak wyglądał przed pożarem. Nie sądzę jednak, że ustawa demolująca sądownictwo skutecznie przesłoniła wpadkę z mianowanie lisa kierownikiem kurnika. Badania opinii pokazują, ze rośnie liczba Polaków, którzy przestają wierzyć propagandowej bajce o „dobrej zmianie”, wdrażanej w sądownictwie już od 5 lat.  Bo gołym okiem widać, że procedury które miały być krótsze, są dziś o połowę dłuższe. Zaufanie do sądów miało rosnąć, a zdecydowanie się obniżyło, podobnie jak wiara w niezależność sędziów. Wzrosły koszty uzyskania ostatecznego wyroku. Ludzie ubożsi nie zyskali ułatwień w dostępie do sądów i bezpłatnego wsparcia prawnego. Z raport Court Watch Polska wynika, że żadna z dotychczasowych ustaw „dobrej zmiany” nie wyleczyła żadnej z bolączek wymiaru sprawiedliwości, ani ich nawet nie dotyczyła! Niemal we wszystkich projektach PiS chodziło o nadzór partii rządzącej nad sądami i o obsadzenie najważniejszych stanowisk zaufanymi ludźmi. I coraz więcej Polaków ma tego świadomość.

  1. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Dla siebie i dla rodaków, ale tylko niektórych.

PiS rządzi tak, jakby na publicznych pieniądzach wcale mu nie zależało. Okroją nam unijne fundusze? E, tam, chyba się nie odważą, a jeśli nawet, to nie od razu przecież, zawsze zdążymy wycofać jakiś mało ważny przepis, który im nie pasuje i zagrać na czas. Zabraknie kasy na realizację nowych obietnic wyborczych? A gdzie tam, już wcześniej mówili że zabraknie i co, zabrakło? Nie będzie zrównoważonego budżetu? Otóż będzie, bo mamy swoje księgowe sposoby. No i można też rozmontować regułę wydatkową, którą opozycja nie wiedzieć czemu uważa za świętość. A jakby co, to da się jeszcze wymienić ministra finansów, w końcu od połowy tego roku było ich już czterech …

I tak twarde reguły gospodarki zastępują piar, ekonomia magiczna, księżycowa arytmetyka i cwaniackie pomysły.  To naiwność, beztroska, czy głupota?  W ciągu ostatniego wyborczego roku dług publiczny Polski zwiększył się o 53 miliardy i każdego dnia rośnie o kolejne 146 mln zł. Mimo względnej prosperity na światowych giełdach polski VIG-20 dołuje, bo wielkie państwowe spółki kontrolowane przez obecną władzę zarządzane są przez mianowańców PiS, którzy – jak powiedział były perukarz teatralny i sekretarz stanu Marek Suski – „dają pewność, że będą realizowali program partii”.  A są to często ludzie o kwalifikacjach wójta Pcimia albo pomocnika aptekarza z Łomianek. I wcale nie są ideowcami. W 14 spółkach kontrolowanych przez państwo 74 prominentów PiS zarobiło w tym roku 95 mln zł! Pieniądze „należą się” także nowym wiceministrom i setkom dodatkowym urzędnikom w rządzie, który Morawiecki obiecał odchudzić – a także tysiącom nowych wyznawców kierowniczej roli PiS, którzy zasilili administrację i spółki państwowe, generujące rosnące koszty. Gospodarka kuleje, spółki ponoszą straty, rząd podnosi podatki, rosną ceny żywności, prądu, komunikacji, wywozu śmieci i innych usług lokalnych – a propaganda ogłasza kolejne sukcesy.

  1. To przejaw krańcowej demoralizacji ludzi dotkniętych brakiem wyobraźni i niedorozwojem empatii.

Donald Tusk jest przekonany, że „system zbudowany przez PiS zapadnie się nawet nie ze względu na skuteczność opozycji, ale pod ciężarem łajdactwa, jakie nam fundują”. Podobnej opinii był warszawski Sąd Okręgowy, który w uzasadnieniu wyroku o rzekome zniesławienie uznał, że określenie „mafia z PiS” nie przekracza granic dopuszczalnej krytyki.  Bo rzecz nie tylko w licznych aferach i przekrętach. Wielu spośród rządzących odczuwa sadystyczną przyjemność w poniżaniu innych, w pomiataniu ludźmi, odbieraniu godności lepszym od siebie i frymarczeniu sumieniami statystycznych Polaków. Nie chodzi im tylko o kupowanie głosów za pieniądze tych, którzy swój głos gotowi są sprzedać. Chodzi o to, by proceder ten traktowany był bez etycznych wątpliwości. Chodzi o wszczepienie przekonania, że polityka jest brudna, bo taką być musi, a zwycięzcy politycy mają prawo rządzić bez oglądania się na potrzeby mniejszości, mogą łamać dotychczasowe reguły i wprowadzać dowolne rozwiązania umożliwiające im sprawowanie pełnej władzy. Chodzi też o upowszechnienie przekonania, że wybrani mogą nawet kraść, ale pod warunkiem, że podzielą się z wyborcami.  Włączony został mechanizm postępującej degrengolady społecznej. PiS odkrył, że gdy pozbawi człowieka godności może z nim robić niemal wszystko, a gdy wszczepi mu fałszywą godność, to wtedy on może robić prawie wszystko tym, którzy godności nie pozwalają sobie odebrać. 

  1. To błazeńskie wygłupy grupy ludzi, którzy nigdy nie wyrośli z krótkich spodenek i kiedy zabrakło im żołnierzyków, zaczęli bawić się Polską.

Joanna Scheuring-Wielgus nie bez racji oceniła, że trzej młodzi ludzie otaczający Ziobrę to zwyczajna gówniarzernia bez kwalifikacji merytorycznych i kierowniczych. Dodałbym – także moralnych, bo ci hucpiarze, pokrzykując przed kamerami że ustawa demolująca władzę sądowniczą wzmacnia praworządność i niezależność sędziów, nawet nie potrafią powstrzymać cynicznego uśmieszku.

Sędziom nie wolno krytykować innych sędziów, ani kwestionować ich statusu, ale dzielnym i bojowym chłopcom Ziobry wolno obrażać sędziów i kwestionować ich status, bo kreując prawo sami stają poza prawem. Za przykładem szefa, który obrażał sędziego, wyrokującego nie po myśli Ziobry w sprawie rzekomego przyczynienia się do śmierci jego ojca. Ziobro odmawiał kompetencji i godności sędziemu, który skazał Kamińskiego i Wąsika za oczywiste nadużycia władzy i szkalował prezesa Rzeplińskiego. Ziobro wziął przykład z Kaczyńskiego, który nakazał zakwestionować status prawidłowo wybranych sędziów TK i wielokrotnie naruszać Konstytucję – bo tak.  Bo co tam autorytety, konstytucje, trybunały, unie europejskie, skoro to JA wymyśliłem nową Polskę i JA ją będę urządzał tak, jak JA chcę…  Tak nie myśli i tak nie działa dorosły, myślący i przyzwoity człowiek. Tak myśli i postępuje zachwycony sobą młodziak w dresowych spodenkach rządzący beztroską podwórkową bandą pewną własnej bezkarności, bo „po nas choćby potop”.

  1. To objaw strachu rządzących przed skutkami spowodowanego przez siebie chaosu i przed odpowiedzialnością za wdrażanie bezprawia.

Prawda, że ta władza dała wiele powodów pociągnąć jej funkcjonariuszy do odpowiedzialności karnej i procesowej. Ustawa zastraszająca sędziów może być obroną przez atak, a rozwalanie systemu prawnego „walką o przeżycie”.  Ale czy rzeczywiście zapalnikiem bomby zdetonowanej w Sejmie jest zwyczajny strach? Mogłaby o tym świadczyć pewna słabo zauważalna zmiana ukryta w projekcie ustawy, ułatwiająca prezydentowi wybór „swojego” Prezesa Sądu Najwyższego. Taki prezes sam w sobie nie jest szczególnie cenny, przynajmniej dopóki większość sędziów SN stawiać będzie opór demolce Konstytucji. Bezcenny staje się jednak jako konstytucyjny przewodniczący składu Trybunału Stanu, przed którym stanąć mogą i powinni rządzący. Możliwe więc, że Kaczyński się boi , bo ma świadomość, że tym razem przelicytował. Jeśli to prawda, to czekam na prezentację winnego, bo przecież sam Kaczyński nigdy nie robi błędów. Tym razem oskarżanie opozycji o własne błędy wzbudzi zażenowanie nawet w szeregach PiS. Ktoś jednak musi być odpowiedzialny ten bałagan, więc prezes rozgląda się wokół siebie jak ten dowódca z „Gry o tron”, który po wielkiej bitwie wydziera się do podwładnych: – Który z was, tchórze, narobił w moje gacie?!

Gdy Jarosław Kaczyński doszedł do władzy powiedział, że „sądownictwo ma służyć polskiej racji stanu”. Niedługo potem wyjaśniło się, że gdyby rządził kto inny niż on, racja jego stanu byłaby już niepolska.  I że wszelkie interpretacje prawa odmienne niż Kaczyńskiego są niesłuszne. Tym samym prezes postawił Polaków przed wyborem między opiniami TSUE, SN, światowych autorytetów prawniczych i wszystkich liczących się wydziałów prawa w Polsce – a nie znoszącym sprzeciwu werdyktem „gówniażerii” ministra Ziobry.

 

koduj24.pl

%d blogerów lubi to: