Tag Archives: Grzegorz Schetyna

PiS skręci wybory. Z życia pasqud 23

18 Lip

Krystyna Pawłowicz po raz kolejny zadziwiła obserwatorów życia politycznego. Kiedy PiS dokonuje kolejnego skoku na Sąd Najwyższy, tym razem za pomocą fasadowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, posłanka PiS ogłasza wszem i wobec tezę, że to sędziowie wykorzystują politycznie sądy do… nękania obozu władzy. Co jeszcze bardziej absurdalne, ta niecodzienna teza jest poparta argumentami w postaci przegranych procesów przez polityków PiS. Pawłowicz utrzymuje bowiem wypowiedzi w tonie, jakby każdy wyrok nie na rękę władzy był działaniem “stronniczym”. W myśl polityk Prawo i Sprawiedliwość, niczym niegdyś władza ludowa, jest nieomylne, a decyzje niekwestionowalne. W oczach posłanki sądy działają w celu “ochrony agresorów” – sił, jak mamy się domyślać, nękających obóz władzy – czyli “obrońców demokracji”. Obywatelski sprzeciw wobec skandalicznego skoku na instytucje wymiaru sprawiedliwości jest zatem dziś wyrazem nękania. Choć wśród protestujących znajdują się też postawy co najmniej etycznie wątpliwe, to jednak posłanka Pawłowicz jest ostatnią osoba, która może wytykać tego typu przykłady. Niewielu jest bowiem w obecnej kadencji posłów, którzy z taką chęcią i łatwością obrażają wszystkich naokoło. Poniekąd polityk w kategoriach używanego języka może uchodzić za polskiego Donalda Trumpa.

Ujęcie sprawy w powyższy sposób jest trudnym do uwierzenia postawieniem rzeczywistości na głowie. Faktem jest przecież to, że PiS wymienia prezesów sądów, upolitycznia KRS, przejął Trybunał Konstytucyjny i zaczął wybierać posłusznych sobie sędziów, szykanując krytyków reform Ziobry. To w końcu PiS już wielokrotnie próbował majstrować przy ustawie o Sądzie Najwyższym, aby pozbawić stanowisk ludzi od władzy niezależnych, czemu towarzyszyło oczernianie polskiego wymiaru sprawiedliwości, a tym samym i samego państwa polskiego za granicą przez “patriotów” z PiS. Powyższe nie są kwestią interpretacji czy sympatii politycznych, ale rzeczywistością. Polacy mogą debatować zatem długo o sensowności i celu działań rządzących, jednak ich metody nie podlegają większej wątpliwości. PiS jednak nie od dziś stosuje strategie zamieniania kata z ofiarą.

Co jednak najbardziej zaskakujące, posłanka z lubością wykorzystuje jako przykład upolitycznienia sądów swoje potyczki z Jurkiem Owsiakiem. Przypomnijmy zatem, że tak upolityczniony warszawski sąd w październiku zeszłego roku uznał, że to lider WOŚP musi przeprosić posłankę PiS za słowa “niech pani spróbuje seksu” oraz zapłacić 10 tys. zadośćuczynienia. Niedługo potem Owsiak przegrał drugą sprawę, kiedy także musiał przeprosić posłankę. Z racji apelacji i toczących się spraw karnych spór między wspomnianymi nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięty, jednak beneficjentkę dwóch korzystnych wyroków ciężko nazwać ofiarą zmowy upolityczniony sądów. Posłanka natomiast wyprawia zwyczajną oderwaną od faktów demagogię.

W systemie ochrony zdrowia narasta kryzys, który staje się coraz trudniejszy do zatuszowania. Braki kadrowe nie są bowiem niczym nowym w naszych realiach, jednak obecnie ich skala przybrała taki rozmiar, że z zatrważającą wręcz regularnością zamykane są w Polsce kolejne oddziały szpitalne, a pacjenci są kierowani do przepełnionych placówek. To ostatnie zaś dokłada kolejną cegiełkę do i tak niełatwych warunków pracy tamtejszych kadr, co tylko napędza spiralę zwolnień lekarzy i kolejnych zamknięć. Jak donosi tygodnik “Polityka”, w samym województwie zachodniopomorskim w ciągu ostatniego pół roku liczba łóżek w placówkach zmniejszyła się już o ponad 10% (827 szt.). Scenariusz w całym kraju jest podobny, liczba specjalistów w placówkach spada, do tego stopnia, że w momencie pozostania tylko jednego z nich nie jest możliwe dalsze funkcjonowanie placówki z powodu problemów w unormowaniu czasu pracy, urlopów i obsady dyżurów. Taki los spotkał m.in, oddział hematologii i onkologii dziecięcej w Chorzowie, którego działalność została zawieszona na początku wakacji. O skali problemu świadczy fakt, że w samym tylko województwie śląskim w ciągu roku zamknięto w sumie 17 oddziałów szpitali. Na horyzoncie jednak są zwolnienia w kolejnych placówkach, min. wojewódzkim szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku, co może sparaliżować i ten podmiot.

Powody są tutaj oczywiste. Lekarze nie chcą pracować w ciężkich warunkach polskich szpitali i nawet jeśli nie emigrują, to decydują się na pracę wyłącznie w poradniach, przychodniach czy prywatnych praktykach, co sprawia, że obsada oddziałów szpitalnych staje się dramatycznie niska, a ich reputacja zniechęcająca do pracy absolwentów kierunku lekarskiego. Ten stan rzeczy nie dziwi jednak w świetle raportu “Health at a Glance 2018” OECD i Komisji Europejskiej, który mówi, że w Polsce brakuje około 30 tys. lekarzy.

Lekarze jednak nie chcą czekać na zawalenie się systemy z powodu bierności polityków i postanowili działać. Członkowie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Porozumienia Rezydentów wznowili bowiem swój protest w postaci wypowiadania klauzuli umożliwiających wykonywanie obowiązków w nienormowanym czasie pracy. Spełnienie idei “jeden lekarz – jeden etat” nieuchronnie pokaże braki i logistyczną zapaść, co zmusi władze do działań.

Kiedy bowiem rząd oszukał młodych lekarzy i dzięki sztuczkom księgowym zabrał z budżetu NFZ 7 mld zł na swoje populistyczne obietnice, to w tym samym czasie rosły kolejki do lekarzy. Jeszcze sześć lat temu na wizytę u specjalisty czekaliśmy ok. 60 dni, a dziś niemal dwa razy dłużej.Tymczasem rząd obiecywał, że skróci kolejki, w tym do końca 2018 r. na badania w trybie pilnym, na których realizację przewidywano maksymalnie do 30 dni. W przypadku badań obrazowych takich jak rezonans magnetyczny czas ten wynosi jednak czasem aż ponad trzy miesiące. Takie oczekiwanie opóźnia postawienie diagnozy i zmniejsza niestety skuteczność leczenia.

Widać zatem wyraźnie, że zdrowie jest obszarem, który wymaga pilnej uwagi opinii publicznej. Bez priorytetu na ochronę zdrowia opieka nad polskim pacjentem będzie coraz bardziej teoretyczna i nawet dobra wola personelu medycznego niewiele pomoże na tę sytuację.

Politycy PiS chcą zmian w kodeksie wyborczym. W tym celu rozpoczęli proces w Sejmie zmiany sposobu zatwierdzania wyborów.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Reklamy

Kaczyński robi z Polaków idiotów. Z życia pasqud 22

17 Lip

„Podobno prezes zapowiada pojednanie z opozycją, czyli pakiet demokratyczny 2.0. Super. Pewnie teraz poseł Nitras nie będzie płacił kary na każdym posiedzeniu tylko co drugim, a posłowie opozycji dostaną tyle czasu na wypowiedź, że zdążą dojść na mównicę, zanim im mikrofon wyłączą” – tak skomentował jeden z internautów kolejną już Jarosława Kaczyńskiego zapowiedź łagodzenia nastrojów przed wyborami. O tej wcześniejszej pisaliśmy w artykule „Kaczyński zapowiada koniec z agresywnym językiem. Słyszycie mordy zdradzieckie i kanalie?”.

Prezes PiS w dzisiejszym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej zapowiedział, że „do wyborów przedstawimy propozycję porozumienia, które miałoby zakończyć wojnę na polskiej scenie politycznej”. Swoim zwyczajem, szczegółów nie podał…

Internauci nie uwierzyli w te zapewnienia: – „Będziecie pisać u Przyłębskiej na obiedzie? To zaproście jeszcze Piotrowicza i Ziobrę”; – „I to się nazywa wiarygodność? Przed wyborami obiecać łagodny język, pakiet demokratyczny, a po wyborach wyzywać od kanalii zdradzieckich mord! Jak można tak traktować Polaków?”;

„To tylko cykliczny żart prezesa”. Przypominali też słowa Kaczyńskiego z 2015 r., który mówił, że trzeba zapomnieć o urazach. Zapowiadał wprowadzenie pakietu demokratycznego, który miał dać opozycji więcej uprawnień. Wszyscy pamiętamy, że w krótkim czasie okazało się, że żadnego pakietu nie będzie.

Parlament Europejski wybrał przewodniczącą Komisji Europejskiej. Za jej kandydaturą zagłosowało 383 deputowanych.

Więcej >>>

Niektórzy z nas, dopóki będą żyć i oddychać, zawsze będą mówić, że ludzie są równi wobec prawa, a Episkopat powinien być traktowany jak każda inna organizacja i szanować przepisy.

Zrobiłam to! Czyli dwie rzeczy. Po pierwsze – razem z kilkorgiem przyjaciół nagraliśmy teledysk #MyWolniLudzie (do obejrzenia na moim kanale YouTube tutaj https://www.youtube.com/watch?v=OI5J6vl1lts). Nagraliśmy go jako ludzie mediów, kultury, prawa i liderów opinii (w klipie wystąpili m.in: Zbigniew Hołdys, Władysław Frasyniuk, Piotr Schramm, Renata Kim, Krzysztof Skiba) zupełnie apolitycznie, po to, żeby przypomnieć o tym, że ludzi nie dzieli się na lepszych i gorszych, nie ma Polski ani ludzi klasy B i klasy A, a my mamy prawo dokonywać własnych wyborów, nie będąc z tego powodu obiektem wulgarnych i agresywnych ataków i nagonki medialnej.

To proste stwierdzenie jeszcze prostszego faktu wzbudziło histerię i prawdziwe szaleństwo fake newsowych portali typu wpolityce.pl, o których nie pisałabym w ogóle, bo nie warto, gdyby nie to, że mają poparcie rządu, od którego dostają reklamy spółek skarbu państwa. No bo jak można – zgorszyli się prawicowi propagandyści – mówić głośno o demokracji? O potrzebie wolności? O miłości do Polski realizowanej normalnie i na luzie, a nie z obłąkanym fanatycznym religijno- niedouczonym zacięciem? Bez opluwania i szczucia na interlokutorów? I w dodatku robią to ludzie znani? Głośne nazwiska, które znamy z mediów? Skandal! Wiadomo przecież, że jak ktoś coś osiągnął i ma jakiś dorobek, powinien siedzieć cicho i się nie wychylać.

Ludzie zresztą w ogóle powinni siedzieć cicho i się nie wychylać, a już – Boże Broń! – nie krytykować chorej na autorytaryzm władzy. Najlepiej wcale nie mieć politycznych poglądów, a jeśli już się ma, to zakopać się z nimi pod kołdrą, w domu, po kryjomu.

Druga „straszna” rzecz, którą zrobiłam, dotyczy tekstu. Napisałam felieton, w którym wyraziłam opinię, że niektóre rzeczy, które mówią biskupi nie kwalifikują się do tego, żeby z nimi polemizować i niesłusznie są traktowane jak żenujące co prawda intelektualnie, ale jednak publicystyczne tezy, kwalifikują się natomiast, żeby pozywać Episkopat do sądu. Że homoseksualizm, zgodnie z polskim prawem jest normalną orientacją seksualną, taką samą jak heteroseksualna, w związku z tym nazywanie publicznie gejów, lesbijek i osób transpłciowych, jak to czyni nagminnie część polskiego kleru „dewiantami”, „wykolejeńcami” czy „zboczeńcami” jest nie tylko opinią, ale zwyczajnie – złamaniem prawa. Z tym się nie polemizuje, za to się powinno karać.

Na marginesie: zwracam Państwu uwagę, że Polska przestała być państwem, którego obywatele są równi wobec prawa, bo księżom i prawicy wolno zdecydowanie więcej. Nie wierzycie? Spróbujcie publicznie nazwać biskupów „dewiantami”, „zboczeńcami” czy „wykolejeńcami”, a uczestnikom procesji Bożego Ciała powiedzcie, że nie życzycie sobie, żeby obnosili się ze swoją wiarą – mogą być katolikami, ale tylko u siebie w domu, bo nie macie życzenia oglądać publicznych przemarszów dziwnych facetów w białych sukienkach, okadzających się kadzidłem. I zaczekajcie na to, co się stanie.

A przecież te same „argumenty” (biorę w cudzysłów, bo to nie żadne argumenty, tylko poniżanie) słyszą od lat choćby uczestnicy parad równości, choć nie tylko, bo w podobny sposób są traktowania uczestnicy marszów KOD czy Obywateli RP, do których kierowany jest jasny przekaz: miejcie sobie swoje poglądy, ale ich nam nie pokazujcie, nie chcemy na to patrzeć, gardzimy wami, samo wasze istnienie obraża nasze uczucia.

Cóż… jak już Państwu powiedziałam, zrobiłam to. Powiedziałam, że ludzie są równi wobec prawa i że Episkopat należy pozywać do sądu, tak jak każdą inną organizację, a księży traktować tak, jak wszystkich innych ludzi. Od prawicowych portali usłyszałam, że nawołuję do „ataku” na Kościół i że działam na zlecenie opozycji. Czyli insynuacje, wypaczenie moich słów, sugerowanie, że działam z niskich pobudek i personalny atak zamiast uczciwej kontrargumentacji.

I tak jest i będzie traktowany każdy, kto podniesie rękę na przywileje Kościoła, szczególnie zaś na prawo jego ludzi oraz polityków PiS do stania ponad prawem. Będą krzyczeć, zastraszać, obrażać, atakować, zniesławiać, pomawiać o złe intencje i nasyłać hejterów. Mam to jednak gdzieś i Państwu radzę to samo, a wiecie, dlaczego? Bo mamy rację.

I niektórzy z nas, dopóki będą żyć i oddychać, zawsze będą mówić, że ludzie są równi wobec prawa, a Episkopat powinien być traktowany jak każda inna organizacja i szanować przepisy. I że nie ma normalności bez wolności i szacunku dla kogoś (przede wszystkim dla kogoś!), kto ma inne zdanie i zastąpienia przemocy dyskusją. Howgh!

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Szydło w ruinie. Z życia pasqud 21

16 Lip

Lech Wałęsa skomentował kolejną porażkę Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim. Europosłanka PiS kolejny raz została odrzucona przez polityków unijnych i nie zajmie stanowiska szefowej komisji ds. zatrudnienia.

„W świetle (nie ukrywajmy tego) totalnej klęski (19:34) ostatni wynik (21:27) był niewiarygodnym sukcesem. Podsuwam Pani jednak pomysł jak uzasadnić tę katastrofę” – napisał na Facebooku Roman Giertych w kolejnym liście do Beaty Szydło. Po poprzednim głosowaniu też się do niej odezwał („Wałęsa i Giertych podsumowali kolejny „sukces” PiS 21:27 w PE”).

Jak więc – zdaniem Giertycha – była premier powinna uzasadnić tę katastrofę? – „Otóż odpowiedź jest prosta: to była germańska zemsta. Na zimno i z premedytacją zaplanowana i wykonana właśnie w rocznicę Grunwaldu. 609 lat czekali, aby odpowiedzieć na cios zadany przez Jagiełłę. Czekali, czekali i się doczekali. I tak jak my wycięliśmy wówczas kwiat teutońskiego rycerstwa, tak oni Panią-kwiat obozu rządzącego wycięli z tej ważnej i należnej Pani funkcji i rzucili jak zeschłą słomę na żer bezczelnych szyderców. Oj, nie zabraknie ich teraz! Będą uważać, że brak Pani sukcesu źle wróży negocjacjom w sprawach budżetu. Ale cóż tam budżet na drogi, gdy dziś opłakujemy zamach na wzrost Pani budżetu!” – proponuje Giertych.

Cały wpis >>>

Jak zwykle, ma też „radę” dla Szydło: – „Głowa do góry! Do trzech razy sztuka. Przy następnym głosowaniu proszę po prostu spróbować ich od serca, osobiście przekonać. Najlepiej wystąpieniem bezpośrednim, bez udziału tłumaczy, którzy głębię Pani myśli mogliby przekręcić i wypaczyć”.

Do kolejnego „sukcesu” byłej polskiej premier odniósł się także mec. Jacek Dubois. – „Wygląda na to, że Beata Szydło jest jedną z najdroższych kobiet współczesnej Polski. Najpierw ponosiliśmy koszty rozbitych przez jej ochronę limuzyn, potem rozdawanych przez nią nagród. Obecnie przegrywając z samą sobą tym razem z jeszcze gorszym wynikiem kolejne głosowanie na szefową komisji zatrudnienia i spraw społecznych PE naraziła na straty wizerunkowe samego Prezesa, który w jej sprawie rozmawiał osobiście z Niemcem i wyszło mu tak jak zazwyczaj” – napisał Dubois na Facebooku.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Nikt nie powinien się nabrać na pustosłowie, iż „jesteśmy wyspą wolności w Europie” i „chcemy być wyspą szybkiego rozwoju”. Otóż demokratyczne narzędzia wolności zostały w dużej części zniszczone i zastąpione autokratycznymi. Zaś szybki rozwój to następstwo koniunktury gospodarczej i tak jesteśmy w tej szybkości maruderem rozwoju, a będziemy się cofać, bo za populistyczne rozdawnictwo zapłacimy regresem gospodarczym, inflacją, czyli wzrostem cen towarów i usług, który to proces się rozpoczął, jest nieubłagany w postaci zubożenia społeczeństwa.

Inne zapewnienia Kaczyńskiego są nienowoczesne, by nie napisać, iż pochodzą wprost z Ciemnogrodu, „nie musimy upodabniać się do Zachodu, nie musimy stać pod tęczową flagą”.

To jest wizja Polski Kaczyńskiego. Niezachodnia, niecywilizacyjna, zacofana, wsobna, spychana przez Zachód na margines, skazana na wypchnięcie z Unii Europejskiej (Polexit). Powraca idiom polityczny, iż Polska nie nadaje się do wolności, bo takie wstecznictwo w niesprzyjających okolicznościach międzynarodowych może doprowadzić do całkowitej izolacji kraju, a tym samym oddaniu na pastwę silniejszych, np. Rosji.

I mamy drugą Polskę, którą w pigułce „szóstki Schetyny” podał szef Platformy Obywatelskiej, lider opozycji Grzegorz Schetyna. Po pierwsze przywrócić standardy demokratyczne, „odnowić demokrację”, bez których życie publiczne buksuje. Lider PO nie zapomniał o tym, iż rozwój kraju powinien być odczuwany w naszych kieszeniach, a nie w portfelach polityków („nam się należy”), należy zatem „podwyższyć płace”. Kolejne części szóstki Schetyny dotyczą coraz silniej odczuwanych zaniedbań pisowskiego rządzenia, mianowicie „służba zdrowia się sypie”, stworzyć godny „program dla seniorów”, uczynić „przyjazną szkołę” po deformie edukacji autorstwa Anny Zalewskiej. Ostatni element szóstki Schetyny dotyczy czystego powietrza i wody.

Schetyna jednak planuje coś ekstra, bez mała rewolucyjnego. Mianowicie w wyborach parlamentarnych wystartuje z Warszawy, spotka się zatem na tym samym gruncie z Jarosławem Kaczyńskim. Czy prezes PiS będzie w stanie odmówić debaty ze swoim przeciwnikiem?

Nie powinien, a wiemy, że nie przystąpi do żadnej publicznej dyskusji. Nie tylko z tego powodu, że ma w tyle głowy sromotę poniesioną w debacie z Donaldem Tuskiem. Przede wszystkim w starciu ze Schetyną Polacy usłyszeliby, jaką wsteczną wizję Polski reprezentuje PiS, jak kłamliwie przedstawia swoje „osiągnięcia”, które w istocie są zaprzepaszczeniem osiągnięć wszystkich Polaków po 1989 roku. No i Kaczyński jest psychicznie nie za bardzo dysponowany, mówi niewyraźnie, niespecjalnie składnie i sensownie.

Nawet gdyby Kaczyński był w pełni dysponowany, nie bałbym się o Schetynę, bo tak zawsze układa się w debatach, iż wygrywają w nich ci, za którymi stoją rzeczywiste potrzeby, aspiracje, a nie zakłamanie, domena Kaczyńskiego i jego marionetki Mateusza Morawieckiego.

Mazurek i Macierewicz. Z życia pasqud 20

15 Lip

W ten weekend Koalicja Obywatelska przedstawiła zręby swojego programu gospodarczego. Wart 30 mld zł projekt obniżki podatków, szczególnie dla najmniej zarabiających (zysk dla zarabiających najniższą krajową w granicach 600 zł netto miesięcznie) stanowi pierwszy krok, aby rzucić wyzwanie wizji państwa zaproponowanej przez PiS.

Jak się można było spodziewać, rządzący postanowili zrobić co w ich mocy, aby uniemożliwić wyjście opozycji z ofensywą. O ile jednak sam merytoryczny zrąb propozycji konkurentów okazał się dla PiS medialnie nie do ruszenia, to ci postanowili użyć innej starej sztuczki, czyli oddalić argument poprzez pozbawienie wiarygodności jego autora. Stąd rząd ruszył ze specjalną stroną internetową prezentującą alternatywny “program” opozycji z wyborem cytatów polityków PO z przestrzeni ostatnich lat. Na Twitterze uaktywnili się politycy obozu władzy zarzucając KO brak wiarygodności i odpowiedzialności. Te próby uderzenia były mniej lub bardziej trafne, jednak zdarzały się przypadki niesamowicie niefortunne, jak atak w wykonaniu byłej rzeczniki PiS, dziś europoseł, Beaty Mazurek. Polityk na Twitterze napisała: “zadaję KE i Schetynie pytanie-ile dziesiątek mld złotych będą kosztowały PL wasze populistyczne obietnice?”

Powyższe słowa są ze strony PiS niesamowicie nieprzemyślane, ponieważ Beata Mazurek użyła argumentu ze słynnego i tak lubianego przez rząd cytatu Jacka Rostowskiego, że pieniędzy na 500+ “nie ma i nie będzie”. Przecież sam sztandarowy program 500+ to teraz rocznie koszt ponad 40 mld zł, czyli niemal 1,5 krotność kosztu wszystkich obietnic z programu “Wyższa Płaca”. Jeśli ten drugi jest niegospodarnością, to jak nazwać ten pierwszy?

Przypomnijmy przy tym, że dzięki propozycji KO praca zacznie bardziej się opłacać. Jeśli zarobki najmniej zarabiający wzrosną o 38%, to zwyczajnie podjęcie aktywności zawodowej stanie się bardziej atrakcyjne, a warunki życia bardziej godne, bez podwyższania kosztów pracy i opieki społecznej. Przypomnijmy, że mówimy o kraju, gdzie pracuje zaledwie 56% osób w wieku produkcyjnym. Innymi słowy program PO generować będzie nie tylko koszty ale i zyski wynikające ze wzrostu zatrudnienia i podatków z dodatkowych etatów i godzin pracy. Nie można tego samego powiedzieć o 500+, ponieważ jego błogosławiony wpływ na wzrost gospodarczy jest jednym z najbardziej szkodliwych mitów gospodarczych. W myśl tego ostatniego bowiem to nie praca, a kredyt rozwija gospodarkę narodową. Pożyczać nie można jednak w nieskończoność.

Słowa Beaty Mazurek pokazują, że wielką obłudą władzy były twierdzenia, że Polskę stać na wielkie programy redystrybucyjne. Cała “Piątka Kaczyńskiego” ma kosztować przyszłoroczny budżet 42 mld zł, do których dochodzi ponad 20 mld zł z programu 500+ na drugie i kolejne dziecko, a trzeba jeszcze uwzględnić kolejne środki na wyprawkę 300+. Do tego 13-sta emerytura ma być najprawdopodobniej utrzymana, zatem kiedy niegospodarna opozycja chce wydać 30 mld zł, to odpowiedzialni gospodarze z PiS wydadzą prawie 70 mld zł. Do tego trzeba doliczyć nawet do 15 mld zł kosztów obniżenia wieku emerytalnego, czyli jeszcze kilka nawet małych programów “Plus” i zbliżamy się do 100 mld zł rocznie, czyli równowartości całych wydatków państwa na ochronę zdrowia. Proszę sobie teraz wyobrazić jak mogłaby wyglądać opieka nad pacjentem, gdybyśmy wydawali dwa razy więcej środków na zdrowie. To jest właśnie cicha cena za politykę PiS, którą dziś wszyscy musimy zapłacić.

Słowa Beaty Mazurek są wyżynami hipokryzji politycznej, która dobitnie obnaża jak bardzo dziś okłamuje się wyborców w Polsce. Rząd marnuje na potrzeby swojego populizmu kolejne szanse rozwojowe naszego kraju, a rozwiązania, które pozwolą cieszyć się ciężko pracującym ludziom godniejsza płacą uważa za szkodliwe. W myśl ostatnich awantur zadajmy sobie ponownie pytanie, kto pała zatem większą pogardą dla zwykłego człowieka?

Grzegorz Schetyna ogłosił sześć kluczowych punktów nowego programu wyborczego opozycji. – Nie wystarczy być jedynie anty-PiS-em, bo bycie anty-PiS-em nie odzwierciedla tak naprawdę tego, kim jesteśmy i za czym się opowiadamy – mówił podczas drugiego dnia Forum Programowego Koalicji Obywatelskiej pod hasłem “Uzdrowić Polskę”. Wśród zaprezentowanych punktów są m.in. wzrost płac, poprawa jakości służby zdrowia, wprowadzenie programu ochrony środowiska i związki partnerskie.

Sześć głównych zmian, których potrzebuje Polska

  1. Akt odnowy demokracji
    – Jednym zbiorem ustaw usuniemy cały śmietnik bezprawia – mówił Grzegorz Schetyna. Chce też wprowadzenia obligatoryjnych referendów po zebraniu miliona podpisów, głosowania przez Internet, praw dla kobiet i związków partnerskich.
  2. Podwyżki płac
    – To jest ten moment, w którym powinny urosnąć pensje. Dorabiają się partyjni działacze, pompują pieniądze ze spółek, tylko wypłata uczciwego człowieka nie rośnie. Ci, którzy zarabiają mniej niż 4500 złotych brutto, dostaną dodatkową premię za aktywność i pracę – zapowiedział lider PO.Wprowadzony ma zostać niższy PIT i ZUS dla wszystkich pracujących; przygotowany specjalny program startowy dla młodych; równe płace dla kobiet i mężczyzn, a także zniesienie zakazu handlu w niedziele.
  3. Europejska Ochrona Zdrowia
    – Ludzie widzą, że służba zdrowia się sypie i zwyczajnie zaczynają się bać. Na chorowanie mogą sobie dziś pozwolić jedynie najbogatsi albo związani z władzą. Nasz projekt europejskiej ochrony zdrowia pozostaje w mocy. Czekanie miesiącami, latami na poradę musi się skończyć – mówił Grzegorz Schetyna.Termin oczekiwania do specjalisty ma nie być dłuższy niż 21 dni, a oczekiwanie na SOR-ach nie może trwać dłużej niż 60 minut. Poza tym wprowadzony ma zostać program walki z rakiem; pełen bilans zdrowotny dla osób 50+; wprowadzone szczepienia dla dzieci; pakietu dla osób niepełnosprawnych oraz przywrócenie i rozszerzenie programu in vitro.
  4. Program dla seniorów
    – Trzynastą emeryturę trzeba utrzymać na stałe i oderwać od kaprysów władzy. Skoro można ją wypłacać, to ma być i już, a nie „może będzie, może nie będzie”. To nie jest kaprys władzy. To jest nasz obowiązek – mówił.Poza tym powstać mają centra rehabilitacji i domy dziennego pobytu; a pakiet dla seniora ma obejmować m.in. darmowe przejazdy taksówką do przychodni czy pomoc przy drobnych pracach domowych.
  5. Przyjazna szkoła
    – Nie będziemy do tego zamieszania dokładali kolejnej reformy. Najpierw musimy posprzątać i uspokoić sytuację. Naszymi sojusznikami będą samorządy i nauczyciele. I jednym, i drugim trzeba zaufać. Nauczycielom damy obiecane podwyżki (czyli 1000 złotych) i więcej autonomii – zapowiedział lider PO.Chce też, aby dom stał się “domem bez tornistra i prac domowych”, tak aby dzieci w szkole po lekcjach odrabiali zadania pod opieką nauczycieli.
  6. Czyste powietrze i woda
    – Jeśli nie dokonamy radykalnej zmiany, nasze dzieci nie zobaczą już świata, jaki my znaliśmy. Już teraz choroby wywoływane przez smog zagrażają prawidłowemu rozwojowi najmłodszych. Świeże powietrze już tylko z nazwy jest świeże, a znalezienie czystego wymaga wypraw i poszukiwań. Ogromne obszary Polski zagrożone są pustynnieniem – mówił Schetyna.Co KO chce zrobić? W ciągu 8 lat zredukować zanieczyszczenie powietrza w Polsce do poziomu “w pełni bezpiecznego dla zdrowia”, do 2030 roku wyeliminować węgiel w ogrzewaniu domów i mieszkań, do 2035 roku w ogrzewaniu systemowym, a do 2040 roku w energetyce. Poza tym ograniczyć zużycie plastiku oraz wprowadzić program „Dzika rzeka”, który ma uratować i wrócić naturze najcenniejsze duże i małe rzeki.

Antoni Macierewicz w ramach swoistego uaktywniania „reanimował” swoją podkomisję smoleńską, o której słuch zaginął. Ostatnio więc były szef MON wezwał do stawienia się przed nią, choć jak się okazało tylko on „przesłuchiwał”, dwóch posłów PO Cezarego Tomczyka i Pawła Suskiego:„Powiedzieć o tej podkomisji [smoleńskiej], że to parodia państwa to nie powiedzieć nic”.

Do tego grona dołączył także długoletni reporter Radia Zet Jacek Czarnecki. I tak jak w przypadku posłów, którzy opisywali spotkanie z Macierewiczem jako kuriozalne, podobny wniosek płynie z relacji Czarneckiego. Pierwotnie miał się stawić na przesłuchanie w miniony poniedziałek, ale zbyt późno dostarczono mu wezwanie. W efekcie spotkał się z Antonim Macierewiczem w ubiegły piątek

Rozmowa przebiegała w cztery oczy. – „Na koniec pan przewodniczący poinformował mnie, że spotkanie miało charakter niejawny. Powiedziałem, że muszę zaprotestować, bo o niejawnym charakterze powinienem zostać poinformowany na wstępie, a nie na końcu i według mnie nie można teraz stwierdzić, że spotkanie miało charakter niejawny. Pan Macierewicz poinformował mnie, że nie mogę ujawniać tego, co poruszał w zadawanych mi pytaniach, natomiast mogę mówić o samym fakcie i okolicznościach przesłuchania. Powiedziałem, że się nie zgadzam, na co pan przewodniczący odpowiedział: jeśli się pan nie zgadza, to możemy skasować nagranie” – opowiedział w onet.pl. Jacek Czarnecki.

A na Twitterze dodał: – „Jak można skasować nagranie z oficjalnego przesłuchania świadka? Przecież to jest rodzaj dokumentu. Tym bardziej że byliśmy z AM sam na sam, żadnego protokołu, ani nic z tych rzeczy. Wezwanie zachowałem, gdyby nagle miało się okazać, że to przesłuchanie „nigdy nie było aktualne”.

„W jakim kraju my żyjemy ? Wyobraźcie sobie, co robią z nagraniami, które obciążają kogoś z PiS. Po prostu je kasują…”; – „Bezcenne doświadczenie, a do tego dowiedziałeś się jak niektórzy bezgranicznie potrafią być kreatywni… i z każdej sytuacji znajdą wyjście” – komentowali internauci. – „Wiceprezes PiS Macierewicz proponuje skasowanie „przesłuchania” dziennikarza, które sam przeprowadzał. Wcześniej sam sobie wypisał legitymację, żeby „przesłuchiwać” posła opozycji. Wystawianie Macierewicza jako lidera listy w wyborach do Sejmu to kompromitacja PiS” – podsumował na Twitterze były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Ostatnimi bastionami demokracji pozostały tylko sądy, oblegane przez hufce najemników Zbigniewa Ziobry, oraz wolne media, opluwane przez wynajętych propagandystów udających dziennikarzy

W programie przedwyborczym PiS nie ma projektu zmiany konstytucji, ale nikt rozsądny nie zaprzeczy, że Kaczyńskiemu marzy się Polska w pełni autokratyczna, gdzie wszelkie instytucje państwa karnie podporządkują się jednemu ośrodkowi władzy. Ośrodkowi skupionemu wokół osoby Prezesa RP. A niewiele mu już brakuje do osiągnięcia celu. Ostatnimi bastionami demokracji pozostały tylko sądy, oblegane przez hufce najemników Zbigniewa Ziobry, oraz wolne media, opluwane przez wynajętych propagandystów udających dziennikarzy.

Dzięki desperacji przedstawicieli władzy sądowniczej broniących swojej niezależności oraz wsparciu instytucji unijnych polskie sądy trzymają się nieźle. Nie da się tego powiedzieć o wolnych (jeszcze) mediach, które czują się niezagrożone i za dobrą monetę przyjmują zapewnienia, że władza nie ma w planach wrogiego przejęcia zwanego „repolonizacją”.  Jakby zapominali, że ich redakcja czy rozgłośnia to zwykłe przedsiębiorstwo podlegające normalnym prawom rynku, a dla PiS żadna kwota (z budżetu państwa) nie jest zbyt duża, by wykupić „z obcych rąk” udziały wrażej firmy. Rządzącym, którzy dysponują ogromną pulą reklam spółek skarbu państwa, koncesjami, dyspozycyjnymi organami kontrolnymi oraz zbójeckim prawem do natychmiastowej zmiany regulacji i przepisów, udało się już osłabić wolę walki i siłę rażenia niektórych stacji, rozgłośni i tytułów. Ale są i takie wciąż przyzwoite media, gdzie przyzwoici ludzie, prawdziwi dziennikarze, nawet ci nagradzani i zasłużeni w obronie demokracji i zdrowego rozsądku, nie wykorzystują swego potencjału intelektualnego, refleksu i zawodowego doświadczenia, albo wykorzystują go jedynie dla własnej promocji. Niektórzy zdają się mieć dosyć uciążliwej i nieefektywnej walki o normalność. Inni zaczynają płynąć z prądem „demokratycznych przemian”.

Wiceminister Edukacji Marzena Machałek na pytanie o przyczyny bałaganu oświatowego idzie w zaparte. Wszystko jest w porządku, bo ona otrzymuje wiele podziękowań od szkół z całej Polski. Zasłużona dziennikarka nie pyta, które konkretnie szkoły są zachwycone reformą i wdzięczne ministerstwu, więc pani Machałek kontynuuje, że samorządy przygotowały miejsca w liceach dla wszystkich uczniów i prosi by nie nakręcać niepokojów, bo „pani jest doświadczonym dziennikarzem i wie jakie to stresujące dla uczniów i rodziców”.  Doświadczona dziennikarka chyba to wie, bo zmienia temat.

W innym programie bulwersujący temat kontynuuje minister edukacji Dariusz Piątkowski. Obliczył, że w skali kraju miejsc w szkołach średnich jest tyle, że z naddatkiem wystarczy dla wszystkich chętnych. Dziennikarka nie pyta, czy wobec tego uczeń z czerwonym paskiem o zdolnościach humanistycznych, dla którego zabrakło miejsca w liceum, powinien pójść do odzieżówki lub technikum mechanicznego.  Nie pyta też, czy wolne miejsca w Stalowej Woli zapełnić mają kandydaci z Warszawy i Wrocławia. A gdy minister twierdzi, że również poprzednio wielu uczniów dysponujących świadectwami z czerwonym paskiem nie dostawało się do liceów, dziennikarka nie stara się dowiedzieć, kiedy „poprzednio”, gdzie to było i z czyjego kapelusza pochodzą te dane.

Kiedy minister oświaty zapewnił, że reforma oświaty nie ma nic wspólnego z polityką, bo gdyby miała, to przeprowadzona zostałaby po wyborach, to dziennikarka nie spytała, z czym w takim razie ta reforma ma coś wspólnego, po co ją wymyślono i czemu uchwalono ją w ekspresowym tempie bez prawdziwych konsultacji. A gdy minister zrobił odkrycie, że jeśli brakuje miejsc w klasach, to przecież można utworzyć kolejne, dziennikarka nie dopytała, gdzie jeszcze można je tworzyć, skoro w sale lekcyjne przekształca się już korytarze, pokoje nauczycielskie, sekretariaty i szatnie. Gdy minister plecie coś o samorządach, opanowanych przez PO, które wyłącznie odpowiadają za bałagan w oświacie, to dziennikarce nie przyjdzie do głowy, że wszelkie zmiany kosztują, więc nie pyta, dlaczego ministerstwo zwraca samorządom jedynie kilka procent ich rzeczywistych wydatków, skoro dziesiątki razy słyszeli od minister Zalewskiej, że reforma jest policzona, a wydatki będą w pełni refundowane? A tak w ogóle to w żadnym wywiadzie nie usłyszałem najważniejszego pytania: Jaką korzyść z tej „reformy” odniosą mieszkańcy, którym trzeba będzie obciąć budżetowe fundusze na rozwój infrastruktury, komunikację, kulturę, zdrowie czy wydatki socjalne dla pokrycia kosztów fanaberii jednej pani wykonującej polecenia starszego faceta, któremu zamarzyło się, żeby szkoły były takie jak dawniej.

Główny macher od propagandy PiS Adam Bielan uznał, że warto powrócić do retoryki „dziadka z Wehrmachtu”, zarzucając Platformie jakieś faszystowskie resentymenty.  W wywiadzie prowadzonym przez znanego i przyzwoitego skądinąd dziennikarza ogłosił, że PO nawiązuje do symboliki Wolnego Miasta Gdańska, które przecież było siedliskiem niemieckiego nazizmu. Redaktorowi zabrakło wiedzy, a może tylko refleksu, by wyjaśnić widzom, że po przegranej wojnie Gdańsk odebrano Rzeszy i przekształcono w Wolne Miasto pod zarządem Ligi Narodów, że nie rządzili tam Niemcy, tylko Brytyjczyk, niejaki Reginald Tower, a porządku strzegły francuskie i angielskie wojska Ententy. Dla ludzi myślących Wolne Miasto Gdańsk może być zatem symbolem wolności i pokoju, a nazistowskie skojarzenia z obecną władzą polskiego Gdańska i chamskie dolepianie „frau” do nazwiska prezydent Dulkiewicz trafiają się tym, którzy incydentalne zwarcia w synapsach nazywają myśleniem.

Marcin Horała, poproszony o ocenę ogłoszonego właśnie programu Platformy, ochoczo wyjaśnił, że w odróżnieniu od programu PiS jest on niepoliczalny, niewykonalny, księżycowy, niewiarygodny i niekonkretny.  Znany dziennikarz nie zwrócił mu uwagi, że ta ocena wypisz – wymaluj przystaje do wypowiedzi pana Horały pozbawionej argumentów i dowodów oraz nie zasugerował, by PiS lepiej nie stawał w szranki z PO w konkurencji „wiarygodność”. A gdy pan Horała oświadczył, że związki jednopłciowe są nie do przyjęcia jako niekonstytucyjne, bo ustawa mówi tylko o związkach kobiety i mężczyzny, to doświadczony redaktor nie zwrócił mu uwagi, że pytanie nie dotyczyło małżeństwa, tylko związku partnerskiego, którego Konstytucja nie zabrania, bo wcale o nim nie mówi.

Kiedy marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział dziennikarzom, że dla świętego spokoju Rzecznik Praw Obywatelskich „powinien wreszcie podać się do dymisji”, nikt jakoś nie zapytał dlaczego jeden z najwyższych rangą urzędników państwowych wywiera nacisk na inny organ konstytucyjny, na jakiej podstawie oferuje mu łaskawie spokój w zamian za wyczekiwaną dymisję i tym samym daje do zrozumienia, że festiwal nienawiści wobec Adama Bodnara i jego rodziny, który zainaugurowała TVP, może się skończyć wraz z położeniem na biurku dymisji RPO. Przy okazji: nikt nie zauważył, że Karczewski ujawnił ośrodek nagonki, bo w jego wypowiedzi: „mielibyśmy lepszego rzecznika” podmiotem nie są wszyscy Polacy, tylko partia, ludzie podzielający zdanie PiS o RPO.

***

Rośnie poparcie dla partii, która za nic ma demokrację, wolność, równość, prawo i sprawiedliwość. Czego domagać się od zwyczajnych Kowalskich, skoro bezczelna hucpa oszałamia nawet wytrawnych dziennikarzy, którzy nie radzą sobie z wyuczoną w PiS metodą zakrzykiwania niewygodnych pytań i ucieczki na manowce. Za dobra monetę przyjmują wyjaśnienie, że w istocie PiS zrobił to, ale poprzednicy zrobili owo, więc nie ma powodu się czepiać. Czy chociaż jeden prowadzący jakiś wywiad zareagował na masowe groźby kierowane do elektoratu: „jak nie wybierzecie naszych, to rząd nie da wam kasy”? Nie słyszałem, by ktoś przekazał widzom informację, że nakłanianie do zachowań wyborczych pod groźbą jest przestępstwem. Tylko raz usłyszałem ripostę dziennikarki na wypowiedź prominenta, który straszył apokalipsą napływu terrorystów w przypadku wygranej konkurentów w wyborach samorządowych: – Zgodę na pobyt wydaje rząd, a nie samorządy! Szkoda, że nie dodała, że rząd PO-PSL zobowiązał się do przyjęcia 7 tys. uciekinierów z bombardowanych miast Syrii, natomiast rząd PiS tylko w ubiegłym roku wydał zgodę na pobyt w Polsce ponad 25 tys. imigrantów z Azji i ponad 10 tys. obywateli krajów muzułmańskich. I pięknie, tylko po co było straszyć?

Może się czepiam. Może mam przesadne wymagania. Jednak uważam, że w sytuacji, gdy lansady opozycji wokół tworzenia wspólnego frontu zdolnego skutecznie przeciwstawić się nawale PiS, nie napawają optymizmem, wolne media pozostają niemal ostatnią fortecą broniącą Polaków przed wyborczym kłamstwem, manipulacją i oszczerstwami. Marzą mi się dziennikarze, którzy nie odpowiadają sami na swoje pytania i nie przerywają rozsądnym interlokutorom, natomiast potrafią zatrzymać słowotok rozmówców uciekających od rzeczowej wypowiedzi. Marzą mi się dziennikarze, którzy na bieżąco identyfikują kłamstwa i nie pozwalają na upowszechnianie wśród odbiorców swojej stacji fałszywej rzeczywistości. Chciałbym usłyszeć skierowany do widzów komunikat prowadzącego, że wątpliwe argumenty, którymi posługuje się jego rozmówca, pochodzą z produkowanego przez partyjnych propagandystów „przekazu dnia”, a agresywna forma narracji, przekrzykiwanie oponentów i galeria min towarzyszących wypowiedziom krytycznym to wyuczone reakcje, ćwiczone pod okiem fachowców od agitacji.

Z przyjemnością obejrzałbym wywiad z prominentem PiS, poprzedzony wypowiedzią prowadzącego: – Umówmy się, że Polska była w ruinie, cokolwiek złego dzieje się w kraju ma swoją praprzyczynę w rządach PO-PSL, a za wszystko odpowiedzialny jest Donald Tusk. Ustalmy, że błędów obecnej władzy nie będziemy usprawiedliwiać błędami poprzedników. Czyli w moim programie wykluczamy te argumenty z wypowiedzi. To by dopiero była ciekawa rozmowa!

Sprzątanie Polski po PiS wcale nie będzie łatwe, ani przyjemne. Z życia pasqud 19

14 Lip

„Zaczniemy od aktu odnowy demokracji; jednym zbiorem ustaw usuniemy cały śmietnik bezprawia, wszystko to, co niekonstytucyjne, co łamie wolność, co jest niepraworządne” – zapowiedział Grzegorz Schetyna. Lider PO przedstawił dziś 6 punktów programu Koalicji Obywatelskiej. – „Stawiamy na samorząd i decentralizację, referenda po zebraniu 1 mln zł podpisów będą obligatoryjne, głosować będzie można także przez internet” – stwierdził Schetyna.

Skupił się przede wszystkim na sytuacji w służbie zdrowia. – „Ludzie widzą, że służba zdrowia się sypie. Nasz projekt europejskiej ochrony zdrowia pozostaje w mocy. Termin oczekiwania do specjalisty nie będzie dłuższy niż 21 dni. Oczekiwanie na SOR nie może trwać dłużej niż 60 minut. Program walki z rakiem będzie według europejskich standardów. To jest nasza twarda obietnica – podkreślił Schetyna. PO chce przywrócić program in vitro i pełną dostępność badań prenatalnych. Przygotowany jest także specjalny pakiet dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów.

Lider PO powiedział, że nauczyciele dostaną podwyżki, których domagali się podczas niedawnego strajku. Nie będzie jednak żadnej nowej reformy. – „Szkoła nie kojarzy się dziś z szóstkami, a koszmarnym bałaganem i tysiącami dzieci, które wpadły w pułapkę Zalewskiej. Nie będziemy do tego zamieszania dokładali nowej reformy, trzeba posprzątać i uspokoić sytuację” – stwierdził lider PO.

„Wzrost pensji Polaków będzie naszym oczkiem w głowie. Będziemy na to wpływać w pośredni sposób, choćby poprzez likwidację barier gospodarczych. Zniesiemy absurdalny zakaz handlu w niedziele. Stworzymy ramy, w których i pracodawca i pracownik będą zadowoleni. Polska znajdzie się w „dwudziestce” krajów najbardziej przyjaznych przedsiębiorczości na świecie. Będziemy wspierać rozwój firm” – mówił podczas Forum Programowego Koalicji Obywatelskiej Schetyna. Ci, którzy zarabiają mniej niż 4,5 tys. zł brutto dostaną dodatkową premię, a dochód na rękę tych, którzy otrzymują płacę minimalną ma wzrosnąć o 600 zł.

Zapowiedział wprowadzenie związków partnerskich: – „Czas najwyższy, żeby każdy mógł mieć dostęp do informacji o najbliższej mu osobie, w szpitalu o stanie jej zdrowia i po niej dziedziczyć”. W programie PO przewidziano także szczegółowe rozwiązania dla osób starszych, w tym utrzymanie na stałe trzynastej emerytury. – „Zbudujemy centra rehabilitacji i domy pobytu. Program dla seniora dostępny będzie w całej Polsce – darmowe drobne prace domowe, taksówka do przychodni. Trzeba uwolnić tzw. więźniów czwartego piętra” – ogłosił lider PO.

W programie PO jest także mowa o ekologii. – „Jeśli nie dokonamy radykalnej zmiany, nasze dzieci nie zobaczą już świata, jaki znaliśmy. Zobowiązujemy się, że do 2030 r. wyeliminujemy węgiel w ogrzewaniu domów i mieszkań, do 2035 r. – w ogrzewaniu systemowym, a do 2040 r. – w energetyce” – stwierdził Schetyna. Zapowiedział wprowadzenie zakazu sprowadzania śmieci do Polski oraz ograniczenie zużycia plastiku.

Wielkich niespodzianek nie ma po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego tzw. jedynek PiS w nadchodzących wyborach parlamentarnych, może poza jedną, o czym za chwilę. Sam prezes oczywiście kandyduje z pierwszego miejsca w Warszawie, a jego „delfin”, czyli Mateusz Morawiecki został liderem katowickiej listy PiS.

Na ogłoszonej liście zabrakło nazwiska wicepremiera i przewodniczącego sojuszniczej z PiS partyjki Jarosława Gowina. – „Właśnie przed chwilą klapsa od Prezesa dostał imć Gowin. Za mało się cieszył, żeby dostać jedynkę na jakiejś liście” – skomentował jeden z internautów. Drugi szef partii sprzymierzonej z PiS Zbigniew Ziobro jest jedynką w Kielcach.

Tak na marginesie, prezes miał niejakie trudności z odczytywaniem listy 41 nazwisk. Kilkakrotnie się przejęzyczył. Obecnego ministra obrony narodowej przedstawił jako Mirosława Błaszczaka, a okręg mylił mu się z ojcem.

Pojawiły się pierwsze komentarze dziennikarzy. – „Ponad połowa jedynek na listach wyborczych PiS to drugi lub trzeci garnitur partyjnych działaczy, którzy nigdy wcześniej nie byli lokomotywami partii w okręgach. Odważne posunięcie w wyborach, w których stawka jest b. duża. Ale co zrobić, jak stara gwardia wysłana do Brukseli” – Andrzej Gajcy z onet.pl. – Wielkich zaskoczeń to „jedynki” PiS jednak nie przyniosły. Ciekawa decyzja o PMM na Śląsku. To nie jest okręg gdzie da się zbudować wielki komin poparcia” – Konrad Piasecki z TVN 24.

Legnica: Adam Lipiński
Wałbrzych: Michał Dworczyk
Wrocław: Mirosława Stachowiak-Różecka
Bydgoszcz: Tomasz Latos
Toruń: Jan Krzysztof Ardanowski
Lublin: Sylwester Tułajew
Chełm: Jacek Sasin
Zielona Góra: Marek Ast
Łódź: Piotr Gliński
Piotrków Trybunalskich: Antoni Macierewicz
Sieradz: Joanna Lichocka
Chrzanów: Rafał Bochenek
Kraków: Małgorzata Wasserman
Nowy Sącz: Arkadiusz Mularczyk
Tarnów: Anna Pieczarka
Płock: Łukasz Szumowski
Radom: Marek Suski
Siedlce: Krzysztof Tchórzewski
Warszawa: Jarosław Kaczyński
Warszawa II: Mariusz Błaszczak
Opole: Violetta Porowska
Krosno: Marek Kuchciński
Rzeszów: Krzysztof Sobolewski
Białystok: Dariusz Piontkowski
Gdańsk: Jarosław Sellin
Gdynia: Marcin Horała
Bielsko-Biała: Stanisław Szwed
Częstochowa: Szymon Giżyński
Gliwice: Bożena Borys-Szopa
Rybnik: Bolesław Piecha
Katowice: Mateusz Morawiecki
Sosnowiec: Ewa Michalik
Kielce: Zbigniew Ziobro
Elbląg: Leonard Krasulski
Olsztyn: Wojciech Maksymowicz
Kalisz: Jan Dziedziczak
Konin: Zbigniew Hofman
Piła: Krzysztof Czarnecki
Poznań: Jadwiga Emilewicz
Koszalin: Paweł Szefernaker
Szczecin: Marek Gróbarczyk

Dorota Brejza, żona posła PO i szefa sztabu wyborczego partii, w wywiadzie dla „Dużego Formatu” opowiedziała, jak wygląda życie jednego z bardziej atakowanych przez partię rządzącą polityków. – „Chcą go zniszczyć, osłabić, tak długo na niego pluć, aż odpuści. Propaganda w mediach publicznych ma ogromną siłę rażenia – wiemy, jak skończyło się to dla Pawła Adamowicza. Przed wyborami samorządowymi ordynarnie atakowano mojego teścia, prezydenta Inowrocławia. Bez skutku, teść został wybrany na kolejną kadencję w pierwszej turze. Żyjemy ze świadomością, jaką pewnie miało wielu ludzi walczących z władzą w PRL – propaganda nas nie oszczędzi, ale musimy robić swoje”.

„Nie wiem, czy on jeszcze ma co sobie wypruwać przy jego trybie pracy. Gra toczy się o ogromną stawkę, przyszłość Polski, o jej demokratyczną albo autorytarną wizję. Po kampanii każdy powinien mieć czyste sumienie, że zrobił wszystko, by odsunąć PiS od władzy” – podkreśliła Dorota Brejza. Powiedziała, że najbardziej obawia się, że w Polsce powtórzy się „scenariusz węgierski”: – „To oczywiste, że PiS zamierza kontynuować antypaństwową politykę, a po wyborach zawłaszczyć media i do końca opanować sądy. Trudno konkurować z rozdawnictwem pieniędzy, ale musimy mieć na to odpowiedź i umieć ją przedstawić. Pokazać, że PiS kompletnie nie potrafi rządzić, bo nie potrafi. Transfery socjalne to nie jest rządzenie. Który problem cywilizacyjny udało się rządowi PiS rozwiązać? Edukacja – leży, proszę spojrzeć, co się dzieje w sprawie rekrutacji. Służba zdrowia – leży, po leki ludzie jeżdżą 100 km, bo w aptekach brakuje pół tysiąca preparatów. Budownictwo mieszkaniowe – zna któryś jednego lokatora okrzyczanego sukcesem „Mieszkania plus”? Miało być 100 tys. mieszkań, a jest raptem kilka tysięcy, nawet nie 10 proc. planu wykonali. I mogłabym wymieniać dalej – zero kilometrów autostrad, zero pomysłów na innowacje, zero planu dla młodych, zero za walkę z ociepleniem klimatu”.

Dorota Brejza, która prowadzi własną kancelarię adwokacką, nie ukrywa, że wspiera męża. – „Mąż przygląda się temu, co robi PiS, i prześwietla tematy, które budzą jego wątpliwości. Wspólnie zastanawiamy się, jak najlepiej coś ująć. Omawiamy zagadnienia prawnicze”. Jednym z przykładów takiej współpracy była pisowska ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. – „PiS próbował po cichu, w swoim stylu, ją zmienić. Skutkiem byłoby drastyczne pogorszenie się sytuacji prawnej ofiar. Pojawił się chory pomysł, żeby Niebieska Karta była prowadzona tylko za zgodą osoby dotkniętej przemocą. To oczywiste, że kobieta, zwykle ofiara przemocy, odmówi zgody na wszczęcie procedury ze strachu przed katem, z którym mieszka. Za projektem stali adwokaci Ordo Iuris, dla nich skrajnie konserwatywna, patriarchalna wizja świata i integralność rodziny jest wartością ważniejszą niż godność człowieka i wzajemny szacunek. zmienić ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. (…) Krzyś napisał interwencję, ujawnił skandal na Twitterze. Problem dostrzegli inni politycy, dziennikarze, internauci. Rząd wycofał się ze zmian” – opowiada Dorota Brejza.

Przypomniała też jedną z najgłośniejszych afer w PiS, czyli sprawę premii przyznanych sobie i członkom rządu przez ówczesną premier Beatę Szydło – „To nie były żadne nagrody, bo nagroda jest za coś, tylko mechanizm wypłacania drugich, niesłusznych pensji. Największa do tej pory afera rządu PiS. W lutym ub.r. z KPRM przyszła odpowiedź na pytanie Krzysia o wysokość premii. Powiedziałam mężowi: „Zobacz, stworzyli sobie system drugich wypłat”. Krzysiu w debacie publicznej zaczął używać tego określenia. Zwróciłam też uwagę, że zwroty tych nienależnych pensji nie powinny być kierowane do Caritasu, ale do skarbu państwa. Pisowscy politycy niech uprawiają filantropię z własnej kieszeni, a nie z publicznych pieniędzy” – stwierdziła prawniczka.

Klęska PiS musi być totalna. Z życia paskud 18

13 Lip

Zanim poczołgamy się wszyscy na kolanach Krakowskim Przedmieściem w przebłagalnej procesji za to, że kiedykolwiek przyśniło nam się w Polsce nowoczesne społeczeństwo i praworządne państwo, że kiedykolwiek zamarzyliśmy o gospodarce rynkowej, emancypacji, twardym i nieodwracalnym zakotwiczeniu Polski w centrum liberalnego Zachodu, zanim zaczniemy za to wszystko przepraszać zastanówmy się na moment nad tym, gdzie Platforma Obywatelska, Koalicja Obywatelska, Koalicja Europejska wygrały, a Jarosław Kaczyński przegrał politycznie i kulturowo. I jak tę jego klęskę na zawsze utrwalić.

Cały koszmarny i skrofuliczny sojusz tronu Jarosława Kaczyńskiego z ołtarzem Tadeusza Rydzyka przegrał w polskich miastach. I to polskie miasta trzeba będzie przed Kaczyńskim i Rydzykiem obronić, aby prędzej czy później odzyskać całą Polskę.

W wyborach samorządowych do roku 2014 włącznie (czyli także wówczas, kiedy rządziły koalicje SLD-PSL czy PO-PSL) wielu kandydatów PiS dostawało się do drugiej tury nawet w największych polskich metropoliach, takich jak Warszawa, Wrocław czy Kraków. Tymczasem w 2018 roku – po trzech latach rządów PiS używających wszystkich możliwych metod karania, zastraszania, korupcji i propagandy – poparcie dla autorytarnej prawicy w miastach zmalało, a kandydaci PiS zostali znokautowani już w pierwszej turze. Właśnie

TEN WYBÓR POLSKICH MIAST POKAZUJE, ŻE MODERNIZACJI W POLSCE NIE DA SIĘ ZATRZYMAĆ, A DEMOKRACJI ZNISZCZYĆ.

W dodatku Polska nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie – potwierdza globalną regułę. Od Hongkongu po Stambuł, od Teheranu po Warszawę, od Caracas po Poznań, Trójmiasto czy Łódź – w każdym państwie i regionie świata, bez względu na dominującą religię, ustrój, a nawet etap społeczno-cywilizacyjnego rozwoju, to mieszkańcy metropolii i miast przeciwstawiają się autorytaryzmowi. Wszędzie są też podobnie znienawidzeni przez autorytarną władzę i jej ideologów. Epitet „lemingi”, który pod adresem liberalnych mieszczan wypromowała polska prawica, ma bowiem swoje bardzo dokładne odpowiedniki w antymieszczańskiej propagandzie Erdogana, Maduro czy ajatollahów.

Nowoczesność narodziła się w miastach

Dlaczego liberalne miasta buntują się pierwsze i dają się spacyfikować ostatnie – prawicowemu czy lewicowemu autorytaryzmowi? Otóż liberalna nowoczesność narodziła się w miastach. Przesądziły o tym związane z nimi nierozerwalnie awans społeczny, mobilność, własność, naturalne „wykorzenienie” (ucieczka z domu, zerwanie lub głębokie przenegocjowanie dawnej wiejskiej tradycji i tożsamości). Do tego dochodziły ponadnarodowe kontakty i naturalna międzykulturowość wielkich metropolii, będących często miastami portowymi.

To w miastach wybuchały wszystkie rewolucje, które zniszczyły feudalny porządek. W Londynie rozpoczęła się rewolucja Cromwella, w Paryżu rewolucja 1789 roku, a w Petersburgu rewolucja lutowa 1917 roku, parę miesięcy później spacyfikowana przez bolszewicki pucz.

DLACZEGO ZATEM NIE TYLKO NAJBARDZIEJ AUTORYTARNA PRAWICA, ALE RÓWNIEŻ ANTYLIBERALNA, TOTALITARNA LEWICA NIENAWIDZI MIAST? OTÓŻ REWOLUCJE, KTÓRE ROZPOCZYNAŁY SIĘ W MIASTACH, BYŁY REWOLUCJAMI MIESZCZAŃSKIMI, A NIE KOMUNISTYCZNYMI.

Wybuchały w imię awansu społecznego, wyzwolenia skrępowanych feudalnymi więzami ambicji „trzeciego, mieszczańskiego stanu”, a nie w imię „równości żołądków”.

Ideolodzy totalitarnej lewicy i prawicy nienawidzą miast, bo miasta i mieszczaństwo niszczą wszystkie ich założycielskie mity. W zderzeniu z bogactwem, rozwojem i wolnością miast nie ostaje się ani prawicowy mit idealnego feudalnego współżycia arystokracji i szlachty z ludem (nie mogło być „społecznej harmonii” tyłka i bata), ani lewicowy (dziś podzielany także przez radykalnych ekologów) mit wsi jako miejsca „komunizmu pierwotnego”, gdzie nie istniał „wyzysk człowieka przez człowieka”, a gospodarka nie zagrażała środowisku, bo była „reprodukcyjna, a nie eksploatacyjna”.

W dodatku zawsze okazywało się, że wieś nie jest wroga miastu, ale mu raczej zazdrości. Najbardziej ambitna młodzież wiejska masowo uciekała do miast w poszukiwaniu awansu, kariery, wolności. A później urabiała swoich rówieśników, a czasami nawet rodziców. W ten sposób

WIELKIE LIBERALNE METROPOLIE POTRAFIŁY ZMIENIAĆ TOŻSAMOŚĆ CAŁYCH OTACZAJĄCYCH JE REGIONÓW.

Także dziś miasta spędzają sen z oczu wszystkim antyliberalnym tyranom. Kilka dekad po zwycięstwie islamistów w Iranie Teheran oraz Isfahan stały się widownią najbardziej masowych wystąpień przeciwko władzy ajatollahów. W czasie krwawo stłumionych zamieszek z 2009 i 2018 roku żądania poprawy warunków życia mieszały się z żądaniami przywrócenia podstawowych obywatelskich i obyczajowych swobód. Także w Turcji po blisko dwóch dekadach niezagrożonej władzy Erdogana twierdzami opozycji pozostają największe i najbardziej zokcydentalizowane metropolie Turcji – Ankara, Stambuł i Izmir. Nawet w Wenezueli pierwszym liderem antychavezowskiej opozycji stał się Antonio Jose Ledezma Diaz, wybrany w 2008 roku na burmistrza Caracas, co było pierwszym zwycięstwem wenezuelskich demokratów nad populistyczną dyktaturą. Później został on aresztowany i zmuszony do opuszczenia kraju, jednak to miasta pozostają twierdzami oporu wenezuelskiej opozycji.

Polscy łowcy „lemingów”

Polska ma swoją własną odsłonę autorytarnej antymieszczańskiej rewolty. Politycznie zarządza nią lokalna odmiana sojuszu tronu z ołtarzem, czyli Jarosław Kaczyński i Tadeusz Rydzyk, którzy od kilku lat próbują pacyfikować polskie miasta jako „stolice liberalnego grzechu”. Jednak język i hasła tej antymieszczańskiej rewolty przygotowali prawicowi publicyści.

Krótko po katastrofie smoleńskiej w prawicowym Internecie pojawiło się pogardliwe określenie liberalnych mieszczan jako „lemingów”. W 2012 roku Piotr Zaremba zdefiniował „lemingi” jako „bezrefleksyjnych przeżuwaczy medialnych mądrości”, a Robert Mazurek opublikował „Alfabet leminga”, w którym posługując się jeszcze prostszymi epitetami przedstawiał polskich mieszczan jako warstwę społeczną całkowicie wyzutą z tradycji i tożsamości. Obu publicystom chodziło oczywiście o to, że większość polskiego mieszczaństwa nie załapała się ani na nacjonalizm, ani na upolityczniony katolicyzm, ani na posmoleńską martyrologię prawicy – skupioną wcale nie na cierpieniu bliskich ofiar, ale na budowaniu politycznego mitu, który Jarosławowi Kaczyńskiemu miał zapewnić władzę, a jego politycznym żołnierzom pieniądze i stanowiska.

W tym samym czasie Jarosław Marek Rymkiewicz przeciwstawiał współczesnej Warszawie – jako miastu zamieszanemu przez „słoiki”, „lemingi”, „ludzi bez tożsamości” – „prawdziwą Warszawę”, miasto cieni zmasakrowane w Powstaniu.

AUTORYTARNY KULT ŚMIERCI STAŁ SIĘ KOLEJNYM NARZĘDZIEM MAJĄCYM UPOKORZYĆ ŻYJĄCE LIBERALNE MIESZCZAŃSTWO.

To było oczywiste kłamstwo, bowiem zarówno „starzy warszawiacy”, jak też warszawskie „słoiki” chodziły na Powązki w rocznicę wybuchu Postania Warszawskiego. Jednocześnie jednak „Marsze Niepodległości” organizowane przez narodowców czy „miesięcznice smoleńskie” organizowane przez PiS nie stały się nigdy świętami starego ani nowego warszawskiego mieszczaństwa. Bardziej odnajdywało się ono w ekumenicznych uroczystościach organizowanych 11 listopada przez Bronisława Komorowskiego, czyli w gromadzących dziesiątki tysięcy warszawiaków spacerach pomiędzy pomnikami Daszyńskiego, Piłsudskiego, Witosa, Dmowskiego.

Skoro nie podziałał ideowy szantaż, polityczni liderzy prawicy postanowili złamać polskich mieszczan i miasta w sposób bardziej praktyczny. Po zdobyciu władzy przez PiS w 2015 roku do urzędów miejskich największych polskich metropolii ruszyli agenci CBA i prokuratorzy. Pod hasłami „audytu” i „ścigania gigantycznych nadużyć” na ponad dwa lata sparaliżowano miejskie inwestycje, zablokowano wykorzystanie środków unijnych przeznaczonych na rozwój polskich miast. Jednocześnie ustawy uchwalane przez PiS przesuwały na władze miast kolejne obowiązki w zakresie edukacji, ochrony zdrowia, walki ze smogiem, a nawet gospodarki odpadami i recyklingu śmieci. Jednocześnie nie przyznając na ich realizację nowych funduszy, a nawet ograniczając dotychczasowe źródła finansowania.

MA TO DOPROWADZIĆ POLSKIE MIASTA DO BANKRUCTWA, POKAZAĆ, ŻE WŁADZE „WYBRANE PRZEZ LEMINGI” NIE RADZĄ SOBIE I MUSZĄ BYĆ ZASTĄPIONE PRZEZ PISOWSKICH KOMISARZY.

Podobny sens ma próba przejęcie przez rząd Mateusza Morawieckiego kontroli nad wszystkimi unijnymi środkami, także tymi adresowanymi do metropolii i miast. Doprowadziło to do zablokowania ośmiu miliardów euro przeznaczonych w obecnym budżecie UE na walkę ze smogiem.

Miasta nie obronią się same

Miasta nie obronią się same, z tego punktu wiedzenia dzisiejszy przedwyborczy sojusz samorządowców i prezydentów największych polskich metropolii z partyjną opozycją wydaje się czymś naturalnym. Platforma Obywatelska musi bronić miast i ma ku temu bardzo ważne narzędzie, którym jest pozycja tej partii i wysłanych przez nią do Brukseli reprezentantów w różnych instytucjach Unii Europejskiej – w najsilniejszej w Europie politycznej frakcji chadeckiej, w Parlamencie Europejskim, wśród ludzi broniących demokracji i praworządności w Komisji Europejskiej czy Radzie Europejskiej.

JUŻ TYLKO SPÓR O PIENIĄDZE NA WALKĘ ZE SMOGIEM POKAZAŁ, ŻE BRUKSELA NIE POZWOLI RZĄDOWI PIS PRZECHWYCIĆ WSZYSTKICH UNIJNYCH ŚRODKÓW, ŻEBY TUCZYŁ SIĘ NA NICH TADEUSZ RYDZYK I DZIAŁACZE PARTYJNI RÓŻNYCH NURTÓW „ZJEDNOCZONEJ PRAWICY”.

Aby jednak Polska nie traciła unijnych środków w sposób nieodwracalny, trzeba rozpocząć konsekwentną kampanią na rzecz przekazania choćby części pieniędzy traconych przez PiS-wski rząd bezpośrednio do budżetów polskich samorządów i miast. To nie jest walka łatwa i prosta, choćby dlatego, że Czechy, Słowacja, Grecja, Włochy… już zgłosiły się po unijne pieniądze, które rząd PiS uznał za niepotrzebne. Jednak politycy tacy jak Róża Thun, Jan Olbrycht, Danuta Huebner, Janusz Lewandowski, Radosław Sikorski są do takiej walki przygotowani i powinni ją rozpocząć już dzisiaj. Mają rozpoznawalność, kontakty, kompetencje.

PIS BĘDZIE DALEJ ZARZYNAŁ POLSKIE SAMORZĄDY I MIASTA, WYNIKA TO Z JEDYNEJ ZAUWAŻALNEJ DOKTRYNY KACZYŃSKIEGO, KTÓRA JEST DOKTRYNĄ ABSOLUTNEJ CENTRALIZACJI WŁADZY.

Ale jeśli walka o unijne pieniądze dla samorządów i miast zostanie choć w części przez polityków PO w Brukseli wygrana, jeśli przez to polskie miasta nie zbankrutują, wówczas Kaczyński połamie sobie zęby na Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku. A połamawszy sobie zęby na polskich miastach, PiS prędzej czy później straci władzę w całej Polsce.

„Człowiek wolności” z Żoliborza wyraził ochotę premierowania Polsce. Popuścił przy okazji jakiegoś wywiadu. Nie wytrzymał.

Zniszczył polskie państwo prawa, a teraz chce stanąć na zgliszczach demokracji i stworzyć wieczną dyktaturę w stylu Orbana. Co za przekleństwo dla Polski.

Prezes może sobie pozwolić na taki nonchalant. Teren został odpowiednio zabezpieczony. Opozycja jest częściowo sparaliżowana. Sędziów się dyscyplinuje. Trochę protestują, ale zaraz zmiękną. Trzeba tylko powtarzać, że to „mafia”. Lud to kupi, bo „mafia” działa na wyobraźnię. Schetyna miota się i nie ma spójnego programu wyborczego. Media za chwilę się przykróci. Teraz więc jest czas na Kaczyńskiego.

Jeszcze kolano pociągnie kilka lat. Zresztą, nie będzie dużo chodził. Teraz, kurwa, ja. Nawet nie jako premier, ale jako król i zbawca. Ludzie będą mu dziękować, dzieci rzucać kwiaty. Wszyscy będą płakać ze szczęścia. Może dojdzie do koronacji? On tylko powie, że się poświęcił dla Polski. Nie chciał, bo jest raczej skromny, ale to było wezwanie od ojczyzny. Musiał więc na nie odpowiedzieć. Tak, tak – pokiwa smutno głową. Wawel ma murowany, zaraz obok Leszka.

Wcześniej unikał odpowiedzialności. Ale teraz jest mniejsze ryzyko. Są poprzednicy, na których można to i owo zwalić. Konflikt z Unią, przykładowo. Jeżeli zacznie eskalować, to on – „człowiek wolności”, jest nowy. Owszem, słyszał coś o tym, że zarzucają nam łamanie praworządności, ale on w tym w ogóle nie brał udziału. Był zwykłym posłem. Oglądał rodeo w telewizji i głaskał kota.

Teraz czuje się znacznie pewniej. Poparcie jest stałe. Opowieść o zamachu w Smoleńsku została podmieniona na zagrożenie homoseksualistami. I to poszło. Lud jest wzburzony, ale posłuszny. Jeżeli trzeba, to się go nakarmi jakąś opowieścią o pedofilach z LGBTQ, którzy gwałcą 3 -letnie dzieci. „To może być twoje dziecko!” Kurski pokaże takie hasło kilka razy u siebie. Lud jest czuły na takie opowieści. Jak łatwo być premierem w Polsce!

Premier 1000-lecia, człowiek wolności oraz największy strateg i myśliciel! Ach! Ach! Ach! Oczywiście tylko wtedy, jeżeli PIS wygra jesienią wybory. Morawiecki zostaje. Będzie listkiem figowym, czy raczej krawatem i białą koszulą na zewnątrz Polski. Taki bufor. Jak coś, to będzie świecił za niego. Niech on użera się z Unią i różnymi komisjami. I z tą Niemką, co ją wybrali. Niech rozmawia z kim chce. Tymczasem prezes zajmie się Polską – swoim królestwem. Po co mu „Srebrna”? Tutaj jest wszystko. Tylko brać.

Jego kot aż parsknął z uciechy.

Spółki Skarbu Państwa od zawsze były uważane przez polityków za łatwy łup, aby ustawić swoich ludzi, którzy wzbogacali się na wysokopłatnych stanowiskach i często bardzo wysokich odprawach. Skala i koszty tego zjawiska urosły jednak za rządów Prawa i Sprawiedliwości do nieznanych wcześniej rozmiarów. Stało się tak wbrew deklaracjom rządzących o walce z układami, ponieważ jak wynika z raportu NIK, ten ma się w najlepsze. Kontrolerzy wykazali bowiem, że od czasu objęcia rządów przez PiS koszty odpraw i odszkodowań m.in. za zakaz konkurencji dla odchodzących managerów osiągnęły rekordowe rozmiary. Dla przykładu w badanych spółkach w latach 2011-17 same tylko odprawy dla odwołanych członków kadry kierowniczej kosztowały niemal 73 mln zł. Ponad jedna trzecia omawianych kosztów to rok 2016 – ponad 25 mln zł. Drugi w kolejności był rok 2015 – ponad 15 mln zł i rok 2017 – kolejne 9,27 mln zł. W sumie omawiane trzy roczniki to ponad 50 z 73 mln zł odpraw, w wyniku czego PiS odpowiada za 69,5 proc. wypłaconych świadczeń.

Równocześnie odszkodowania z tytułu zakazu konkurencji osiągnęły za rządów PiS także nieznane w historii rozmiary. Przez cały badany okres takie świadczenia dostało 547 osób, a łączna ich suma wyniosła ponad 147 mln. Najwięcej z tej kwoty również wypłacono już po przejęciu władzy przez PiS – 67% całej sumy.

Kluczem do zrozumienia opisanej sytuacji jest “układ”, jaki PiS zaczęło po przejęciu rządów budować w spółkach. Rządzący potrzebowali pozbyć się dotychczasowych kadr, nie bacząc na ich kompetencje czy warunki umów. Stąd zdecydowano się na ekonomicznie niekorzystne dla państwowych firm decyzje, aby “kupić” sobie natychmiastowe odejście niechcianych ludzi. W raporcie bowiem NIK “uznała za niegospodarną praktykę polegającą na zawieraniu porozumień z członkami kadry kierowniczej, w ramach których, w zamian za zgodę na natychmiastowe odejście z pracy wypłacano im wyższe odprawy i odszkodowania, a także ekwiwalenty z tytułu niewykorzystanych urlopów – przy równoczesnym zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia.”NIK wskazał przy tym, że częstą praktyką było kierowanie niechcianych ludzi na wysoko płatne urlopy, marnując posiadane przez nich kwalifikacje:

“Takie wielomiesięczne urlopy osób wykształconych, z dużym doświadczeniem zawodowym (zwłaszcza menedżerskim) jest także niekorzystne z punktu widzenia rozwoju gospodarki narodowej.”

Widać zatem wyraźnie, że dobro publiczne nie stało wówczas dla PiS na pierwszym miejscu.

Kontrolerzy obnażyli także skalę karuzeli stanowisk. W jednej z dużych Spółek Skarbu państwa wykazano bowiem, że “Spośród 88 dyrektorów, zwolniono 72. Wśród nich 41 osób zajmowało swoje stanowiska krócej niż dwa lata, 12 osób mniej niż rok. NIK uznała taką politykę kadrową za niewłaściwą, ponieważ zbyt częste zmiany na stanowiskach kierowniczych nie mogą pozytywnie wpływać na jakość zarządzania”.

Opisany dokument jest doskonałym studium o tym, jak rządzący zbudowali swój, obecnie bardzo potężny, układ w spółkach Skarbu Państwa. Kolejne doniesienia o “Misiewiczach”, wojnach partyjnych frakcji o spółki, czy “dobrowolne” wpłaty osób pełniących funkcje kierownicze w państwach gigantach na partyjne fundusze wyborcze pokazują, że majątek publiczny stał się jednym z filarów obecnej władzy. Jest to potężne zaplecze, które daje władzy olbrzymie możliwości, co pokazała choćby Polska Fundacja Narodowa. Jednak im dalej idą tego typu praktyki, tym większa jest hipokryzja władzy wobec jej własnych wyborców, a równocześnie rosną szkody gospodarcze wynikające z nieodpowiedzialności zarządzania opartego nie na ekonomicznych, ale politycznych przesłankach.

W Koalicji Obywatelskiej jest miejsce dla konserwatystów i lewicy, wierzących i niewierzących, z miasta i ze wsi. Ale nie ma miejsca na politykę transakcyjną. Jeśli dla kogoś różnica między Koalicją a PiS jest tylko w tym, ile gdzie można dostać stołków – droga wolna – mówił przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, otwierając Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej. Przez dwa dni eksperci razem z politykami Koalicji mają rozmawiać o programie wyborczym na jesienne wybory parlamentarne.

Rozmowy o programie

Przez dwa dni w trakcie  Forum Programowego Koalicji Obywatelskiej odbywać się będą dyskusje dotyczące najbardziej istotnych kwestii, m.in. edukacji, polityki społecznej, służby zdrowia, gospodarki i praworządności. Na Forum nie zabraknie też takich tematów jak opieka nad seniorami, sprawy kobiet i młodzieży, cyfryzacja, sport czy budownictwo.

Rozmowy odbywają się na 50 panelach w Pałacu Kultury i Nauki, biorą w nich udział nie tylko politycy opozycji, ale też przedstawiciele nauki, organizacji pozarządowych, publicyści, samorządowcy. Przed Pałacem stanął specjalny namiot społeczny.

Schetyna: W KO jest miejsce dla wszystkich

– Czas partyjnych gier już minął. Prawda musi pokonać bezprawie, miłość pokona nienawiść, a rozsądek pokona agresję – zaczął Grzegorz Schetyna. – W Koalicji Obywatelskiej jest miejsce dla konserwatystów i lewicy, wierzących i niewierzących, ludzi z miasta i wsi! Ale nie zgodzę się na wprowadzanie do koalicji polityki transakcyjnej. Jeśli ktoś rozumuje jedynie na zasadzie: kto da więcej, to do nas nie pasuje – podkreślał.

Schetyna przekonywał, że celem Koalicji Obywatelskiej jest godzenie Polaków i tworzenie prawdziwej wspólnoty: – Polski nie można sobie wyszarpywać – trzeba ją wspólnie budować, razem urządzać i zgodnie w niej żyć. To jest cel Koalicji Obywatelskiej!

Przekonywał, że opozycja po wygranych wyborach wróci do polityki opartej na konsensusie. – Proponujemy zupełnie inną politykę. Musi być ona oparta na stałym dialogu i szczerości. To nas musi odróżniać od obecnej, dzisiejszej władzy. Nawet jeśli ma to oznaczać przyznanie się do błędu – podkreślił.

500 Plus zostanie

Zdaniem lidera PO obecny rząd zapomina o pracujących i płacących podatki Polkach i Polakach, dla których KO będzie miała ofertę. Jednocześnie podkreślił, że programy socjalne, jak 500 Plus czy obniżenie wieku emerytalnego, nie zostaną zabrane.

– Jeśli pada pytanie o wiek emerytalny, o słynne 67 lat, to przyznajemy: to był błąd, można to było przeprowadzić na zasadzie dobrowolności i zachęt, a nie przymusu – powiedział Grzegorz Schetyna.

Służba zdrowia i edukacja wymagają natychmiastowej naprawy

Grzegorz Schetyna podkreślał też w swoim wystąpieniu obecną sytuację w szkołach. Ze względu na kumulację rocznika przy rekrutacji do liceum, spowodowaną reformą edukacji PiS-u, w szkołach trwa chaos, a wielu uczniów nie dostało się do wymarzonych szkół, często nawet mając świadectwo z czerwonym paskiem.

– Czy to nie chore, że tysiące zdolnych uczniów nie dostało się w tym roku do liceum? Przedstawicielka władzy odpowiedzialnej za bałagan śmiała im nawet powiedzieć, że “marzenia nie zawsze się spełniają” – mówił lider PO.

– W Polsce zaczyna brakować lekarstw. Smog przekracza dopuszczalne granice. Ludzie chorują, zdrowy rozwój dzieci jest zagrożony. A co robi ta władza? Sprowadza bez opamiętania rosyjski węgiel i tony śmieci! – mówił Grzegorz Schetyna.

Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej ma być ostatnim etapem tworzenia programu wyborczego. Wcześniej w ramach akcji #POrozmawiajmy politycy opozycji jeździli po kraju, aby poznać opinię ludzi.

Grzegorz Schetyna zapowiedział, że w sobotę Koalicja Obywatelska przedstawi główne kierunki nowego programu wyborczego.

Czym dzisiaj jest prawo? To tylko narzędzie, z którego PiS korzysta bardzo wybiórczo, by realizować własne cele.

Niestety, nie mogę powtórzyć za Marylą Rodowicz, że „ja to mam szczęście/Że w tym momencie/Żyć mi przyszło/ W kraju nad Wisłą/ Ja to mam szczęście”. To nie szczęście, tylko najzwyczajniejszy pech. Najpierw zaliczyłam PRL, a teraz los obdarował mnie rządami partii, która poza populizmem, dyletanctwem, manipulacją i arogancją, niczego dobrego w rozwój mojej Polski nie wnosi.

A jeszcze niedawno, trzydzieści lat temu, wydawało się, że najgorsze mamy z głowy. Wreszcie wolność odmieniana na wszelkie możliwe sposoby. Wreszcie świat stanął otworem, przestała nas dusić ta szarość i marazm, a prawa człowieka wreszcie zaczęły coś znaczyć. Fakt, demokracja w pampersach wciąż raczkowała, popełniono wiele błędów, było sporo wykluczonych społecznych, korupcja i nepotyzm miały się nieźle, jednak…  nic i nikt nie przeskoczył tego, czym od 4 lat katuje nas PiS. Ani się człowiek obejrzał, a już wrócił PRL w swojej najgorszej postaci, przekroczono granicę, za którą już tylko bylejakość, totalna samowolka i zupełnie niezrozumiałe przez normalnie myślących działania, niszczące nas jako naród i Państwo.

W pisowskiej Polsce prawo przestało być prawem. Łamanie Konstytucji, odejście od trójpodziału władzy, sposób procedowania i wprowadzania ustaw, dzielenie Polaków na tych, co to prawo ich chroni i tych, którym dowala, przekracza wszelkie normy obywatelskiego rozumienia. Mówiąc krótko, to jeden wielki chaos i wręcz anarchia, zafundowana nam w imię… no właśnie, w imię czego? Leczenia własnych kompleksów i niedowartościowania, żądzy władzy ponad wszystko, rozdmuchanego ego?

Taka jest właśnie ta „władza ludu”, co usiłuje nam prezes wbić do głów i przekonać, że o niczym innym nie marzyliśmy. I tenże właśnie „lud”, czyli politycy PiS i zjednoczone z nimi partyjki Ziobry i Gowina, karmią takimi głodnymi kawałkami, przekonani, że dajemy się na to nabrać i jak bezwolne owieczki pójdziemy za guru Kaczyńskim nawet na samo dno.

Czym dzisiaj jest prawo? To tylko narzędzie, z którego PiS korzysta bardzo wybiórczo, by realizować własne cele. Przeinacza się to prawo, wprowadza jakieś debilne poprawki, manipuluje nim na wszystkie strony, a wszystko to w jednym celu – by pod płaszczykiem reformy prawa, walki z sędziami komunistami, usuwać tych, którzy nie chcą iść na smyczy, zarzucać sądy sprawami wrednej opozycji, co to śmiała zablokować marsz polskich faszystów, powiedziała coś nie tak, ośmieszyła wybrańca narodu i żądać przykładnego ukarania.

Zupełnie inne prawo stosowane jest do „swoich”. Nikt nie odważy się przesłuchać prezesa Kaczyńskiego w sprawie łapówki, dwóch wież i Srebrnej. Nikt nie odważy się zanegować decyzji Dudy, który przed uprawomocnieniem wyroku, objął amnestią swego kumpla Mariusza Kamińskiego. Pan Chrzanowski, zamieszany w aferę korupcyjną w KNF spokojnie bryluje na wolności. Nikt nic nie mówi o aferze we wrocławskim oddziale PCK, które wspomagało kampanię kolesi prezesa, „święte krowy” z PiS-u nie płacą mandatów i wiadomo, że nikt im nie podskoczy. Zgodne z pisowskim rozumieniem prawa jest skazanie Arabskiego za złą organizację lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska, ale nikt nie ruszy Sasina, który z ramienia kancelarii prezydenckiej ten lot przygotowywał od A – Z i o tym wiedzą wszyscy. Jego już prawo nie obowiązuje. Sędzia Izby Cywilnej SN, kumpel Ziobry, Zaradkiewicz wydaje zakaz wykonywania czynności kierowniczych prezesowi tejże izby w SN. A co, wolno mu przecież…

Prokuratorzy stają na uszach, by bronić naziolków, sądy np. w Białymstoku umarzają sprawy agresji i rozpowszechniania postaw niezgodnych z prawem. Nazywają marsze narodowców niewinną zabawą chłopców i dziewczynek, czczenie urodzin Hitlera prywatną imprezką, rzucanie racami i obraźliwe okrzyki prowokacją ze strony opozycji. Wieszanie na szubienicach zdjęć europosłów z PiS to dla nich żaden powód do wszczęcia postępowania karnego, a tylko niewinny wybryk. Atak osiłków na mizernej postury działacza KOD to tylko przepychanka i to ów koder ponosi winę, bo się na nich rzucił. Za to władza udaje ślepą i głuchą, gdy atakowani są politycy partii opozycyjnych, najczęściej zasłaniając się „niewykryciem sprawców” jak w przypadku oblania wolontariuszy Róży Thun fekaliami.

Przykładów mogłabym mnożyć i mnożyć, ale jedno jest pewne. Dzisiaj obowiązuje tylko to prawo, które wyznacza partia rządząca, więc drżyj narodzie, bo nie znasz dnia ani godziny, gdy wejdą do ciebie o świcie i zaskoczony dowiesz się, że jesteś przestępcą.

Morawiecki z Polski zrobił Zadupie, a dumnych Polaków przemianował na Zadupczyków. Z życia pasqud 9

4 Lip

„Pani prezes TK Julia Przyłębska jest wybitną postacią świata prawniczego. Absolutnie niezależnie podejmuje swoje decyzje” – tak obwieścił narodowi Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla Polsat News. Ta wypowiedź nie mogła przejść bez echa.

Internauci przypominali prawnicze „sukcesy” Przyłębskiej. – „Wybitną…. na jej koncie sędziego ma wybitnie dużo błędów przy wydawaniu orzeczeń, wybitnie dużo uchylanych wyroków i wybitnie wysoką absencję w pracy. Samodzielnych wyroków TK zero”;

„Mgr Przyłębska zdała egzamin sędziowski na ocenę dostateczną. Sędzia wizytator A. Rusek w 2001 wskazała, że w/w często miała uchylane wyroki, bo nie przeprowadziła postępowania dowodowego, nie ustaliła istotnych faktów i pisała błędne uzasadnienia. Zaiste, wybitna postać. Szacun”; – „Przyłębska i wybitna postać świata prawniczego. Nie…nie…nie… te dwa sformułowania się wykluczają”.

Pozostali kpili ze słów Morawieckiego i zarzucali mu mówienie nieprawdy. – „Taaa… a Ryszard Czarnecki jest wybitnym sportowcem!!!”; – „Tak samo można powiedzieć, że pan Morawiecki nigdy nie został przez Sąd uznany kłamcą i nigdy nie prostował publicznie swoich słów, a Kaczyński Jarek ma żonę, trójkę dzieci i jest wysokim, przystojnym facetem”; – „Niech pan nie obraża prawników.

„Niezależne” decyzje tej komunistki z przybudówki PZPR z opinią z sądu „nieprzydatna do zawodu” wykuwają się przy gotowaniu pulpetów Kaczyńskiemu. Z szamba pan nie zrobi perfumerii”; – „Wybitny magister z korzeniami w komunistycznej młodzieżówce… a Kaczyński to wysoki brunet”. „Odkrycie towarzyskie prezesa PiS Julia Przyłębska działała w młodzieżówce komunistów”.

Jeszcze nigdy wyrażenie “dyplomatołki” nie opisywało w tak dużym stopniu poziomu polskiej dyplomacji, jak miało to miejsce w trakcie zakończonego wczoraj szczytu Rady Europejskiej, podczas którego podjęto decyzję o obsadzie najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej. Wbrew temu, co wytresowani i bezrefleksyjnie przyjmujący każde tłumaczenie wyborcy PiS usłyszą dziś w TVP, nie ma większego przegranego tych dni, niż polski premier Mateusz Morawiecki. Nie wygrał absolutnie nic dla naszego kraju, nie potwierdził roli Polski jako lidera regionu (chyba, że jako głównego hamulcowego), a na dodatek przez upór europosłów z jego ugrupowania wzmocniona została pozycja Niemiec i Francji oraz strategia Europy dwóch prędkości, co dla Polski jest fatalnym prognostykiem.

Dziś, gdy opada już kurz batalii o stanowiska szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, rąbka tajemnicy na temat postawy polskiego rządu uchylił Donald Tusk. W radiu RMF FM powiedział:

Ze strony Grupy Wyszehradzkiej i także ze strony Polski nie było żadnych kandydatur na te czołowe pozycje. Może to kogoś zdziwić, ale z drugiej strony to bardzo ułatwiło wszystkim procedowanie, no bo kandydatów było bardzo wielu na różne stanowiska, łatwiej się pracuje, kiedy ta pula jest trochę mniejsza. Spotykałem się z całą czwórką Wyszehradzką kilka razy, byłem w stałym kontakcie właściwie z każdym z członków Grupy Wyszehradzkiej i uważam, że ich podejście było – szczególnie w finale – konstruktywne. Ja nie miałem poczucia, że są w grupie tych, którzy chcą coś zepsuć, czy coś utrupić. Muszę powiedzieć, że zachowanie wszystkich właściwie przy tym stole było bardziej konstruktywne niż kiedykolwiek wcześniej przy takich sytuacjach.

Te słowa pod adresem polskiego rządu to tylko pozornie pochwała, zwłaszcza w kontekście podnoszonego od lat postulatu środowiska Zjednoczonej Prawicy, że należy wzmocnić w UE pozycję krajów naszego regionu. Z sobie tylko znanych powodów polski premier postanowił zrobić absolutnie wszystko, byle tylko nie dopuścić do wyboru na szefa KE Fransa Timmermansa, jedynego kandydata zachodniej części Europy, który nasz kraj zna, uwielbia i którego państwowym orderem odznaczył Lech Kaczyński. Zamiast tego rząd poparł Niemkę, Ursulę von der Leyen, reprezentującą przecież niemal wszystko, co PiS dziś krytykuje w UE. Oficjalne tłumaczenie jest takie, że zgadzają się oddać pełnię władzy Niemcom i Francuzom, by zakończyć zarządzanie wspólnotą z tylnego fotela bez odpowiedzialności (zabawne, że nie czują takiej potrzeby w Polsce).

Następcą Donalda Tuska będzie z kolei Belg Charles Michel, który również nie jest z bajki PiSu i z pewnością nie będzie hamował dążeń do powiązania kwestii praworządności z unijnym budżetem. Tą pierwszą natomiast nadal zajmować się będzie Timmermans, co stanowi dodatkowy pstryczek w nos Morawieckiego. Mówiąc zatem ogólnie, polska delegacja przegrała wszystko, co można było na tym szczycie przegrać, nie ugrywając przy tym absolutnie niczego. Ot, potwierdziliśmy pozycję czarnej owcy w unijnej układance, z której istnieniem i tupaniem nóżką wszyscy się już pogodzili.

Jeśli ktoś miał nadzieję, że wybór inny niż Fransa Timmermansa na szefa Komisji osłabi wolę czy determinację UE, aby wszędzie przestrzegano prawa i żeby rządy prawa były regułą obowiązującą w całej Europie, to jest w błędzie, bo moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – podsumował w rozmowie w RMF FM Donald Tusk.

Dziwne, że w PiS nie chcą tego zrozumieć. Wolą cieszyć się urojonymi sukcesami w stylu 27:1. Mateusz Morawiecki może zatem zameldować: “Panie prezesie, zadanie wykonane – jesteśmy w dupie i zaczynamy się tam urządzać”.

Działacz pierwszej Solidarności Henryk Sikora odniósł się do słów ministra Jarosław Gowina po posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli.

– Skończyły się czasy, kiedy w UE można podejmować kluczowe decyzje z pominięciem Polski. Życzę następnym premierom – z jakichkolwiek będą obozów politycznych – by utrzymali skuteczność Mateusza Morawieckiego – napisał Gowin w mediach społecznościowych.

Wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej zostanie znienawidzony przez PiS Frans Timmermans, który dalej będzie pytał o praworządność i o to, co dzieje się w Polsce, zatem bilans tej potyczki jest dla PiS-u katastrofalny. Jest nawet większą porażką niż słynne 27:1 – komentuje efekt negocjacji na szczycie Rady Europejskiej dr hab. Marek Migalski. – To, że jak pelikany łyka to elektorat PiS-u i PiS-olubne media, dodaje sprawie tylko komediowego charakteru – dodaje. Rozmawiamy też o zjednoczeniu opozycji i możliwych scenariuszach na jesienne wybory, pytamy też o ocenę zachowania posłów PiS-u na inauguracji nowej kadencji PE.

JUSTYNA KOĆ: Efekty szczytu Rady Europejskiej to sukces polskiego rządu czy porażka?

MAREK MIGALSKI: To pełna klęska, bo albo cele były minimalne i głównie chodziło o niedopuszczenie do wyboru Timmermansa na szefa Komisji; wówczas to tragedia, bo nie było jeszcze tak minimalistycznego celu w polityce zagranicznej chyba żadnego rządu. To by oznaczało, że ambicją było to, aby jakiś polityk nie został szefem, a jest już zgoda, aby został wiceszefem. Albo zabrakło siły na to, aby przeforsować jakikolwiek własne pomysły. Zatem to albo brak jakichkolwiek ambicji politycznych, albo brak możliwości ich realizacji. Jeśli spojrzeć na bilans tego starcia brukselskiego, to tak naprawdę jest to układ między socjalistami, chadekami a liberałami, w którym kompletnie nie liczy się ECR, czyli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, w której to frakcji jest PiS.

RÓWNIEŻ GEOGRAFICZNIE TO JEST KATASTROFA DLA NASZEJ CZĘŚCI EUROPY, PONIEWAŻ NIKT Z PAŃSTW EUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ NIE ZNALAZŁ SIĘ WŚRÓD CZTERECH NAJWAŻNIEJSZYCH POLITYKÓW UNIJNYCH.

Dla partii, mówię tu o PiS-ie, która ma czwartą największą reprezentację w PE, bo 27 europosłów PiS-u to czwarta najliczniejsza frakcja partyjna, to jest tragedia i porażka. Oni w tej rozgrywce stali z boku i byli biernymi widzami, a dziś robią dobrą minę do złej gry.

A może premier Morawiecki został ograny przez starych europejskich lisów, jak Merkel czy Tusk? Kandydatura Holendra miała oczyścić pole przed prawdziwą rozgrywką?
Jakiekolwiek były kalkulacje graczy, to efekt gry jest taki, że szefową KE zostaje niemiecka minister obrony, która przez ostatnie lata krytykowała rządu PiS-u i, jak sądzę, nie przestanie tego robić, tym bardziej, że teraz będzie ją do tego uprawniać stanowisko. To KE jest strażnikiem traktatów i jej szef musi się wypowiadać na ten temat. Wiceprzewodniczącym KE zostanie znienawidzony przez PiS Frans Timmermans, który dalej będzie pytał o praworządność i o to, co dzieje się w Polsce, zatem bilans tej potyczki jest dla PiS-u katastrofalny. Jest nawet większą porażką niż słynne 27:1.

Teraz

RZĄD POLSKI ZOSTAŁ PO PROSTU POMINIĘTY. PODCZAS GŁOSOWANIA 27:1 BEATA SZYDŁO MOGŁA PRZYNAJMNIEJ COŚ POWIEDZIEĆ, ZAPREZENTOWAĆ, BYĆ MOŻE SKOMPROMITOWAĆ SIĘ, ALE PRZYNAJMNIEJ ZAZNACZYĆ SWOJĄ OBECNOŚĆ. TUTAJ POLSKA DYPLOMACJA BYŁA BIERNYM WIDZEM TEGO, CO SIĘ DZIAŁO, NIKT NIC Z NIĄ NIE KONSULTOWAŁ.

PiS-olubne media donosiły, że jest tłoczno w polskich gabinetach w Brukseli, ale to było absolutne kłamstwo i nikt z nimi nic nie konsultował. Wielcy i sprytni przyjęli do wiadomości, że Polska nie chce Timmermansa, zrobili hokus-pokus i Timmermns został wiceprzewodniczącym, natomiast niemiecka minister obrony zostanie szefowa KE. Co więcej, układ sił w niedzielę był już wystarczający, aby przegłosować kraje Grupy Wyszehradzkiej, dlatego że te 21 państw, które są do tego potrzebne, które zamieszkuje 65 proc. ludności, bo takie są wymogi, było już uzyskane wtedy, tylko Angela Merkel i inni wielcy nie chcieli robić tego na siłę. Wtedy państwa naszej części Europy, przede wszystkim Polska i Węgry, mogłyby mówić, że zostało im to narzucone siłą. Majstersztykiem tych silnych jest to, że dwa dni później zaproponowali kandydata jeszcze gorszego dla partii rządzących Polski i Węgier, a oni temu przyklasnęli. Dziś politycy PiS-u mówią, że to jest bardzo dobry układ, gdy z punktu widzenia interesu PiS-u jest jeszcze gorszy, niż to, co było poprzednio; za poparcie Timmermansa można było negocjować coś dla naszej części państw Europy, tymczasem okazało się, że w 48 godzin liczące się duże państwa europejskie zaproponowały coś gorszego dla Fideszu i dla PiS-u, a ci robią dobra minę do złej gry i mówią, że to ich sukces.

To, że jak pelikany łyknie to elektorat PiS-u i PiS-olubne media, dodaje sprawie tylko komediowego charakteru.

W końcu przyjdzie taki moment, że nowa szefowa KE skrytykuje rządy PiS-u w sprawie praworządności. Wtedy premier będzie musiał zjeść tę żabę w postaci wyboru Ursuli von der Leyen.
Podzielam pani opinię, że tak w końcu się stanie, bo

VON DER LEYEN NIE BĘDZIE MOGŁA UDAWAĆ, ŻE NIE WIDZI, CO DZIEJE SIĘ W NASZYCH KRAJACH I NA PEWNO BĘDZIE POPIERAĆ DZIAŁANIA TIMMERMANSA W DALSZYCH STARANIACH O PRZESTRZEGANIE PRAWORZĄDNOŚCI W POLSCE.

Wówczas prawdopodobnie obóz rządzący nagle sobie przypomni, że jest ona Niemką i że była kiedyś ministrem obrony i zostanie ogłoszona zdrada: zdrada elit europejskich, zdrada “brukselczyków”, i będzie wielki lament, że oto zostaliśmy oszukani. Niestety, już nic innego tej ekipie nie zostało, jak takie magiczne sztuczki, które mają zaczarować ich elektorat.

Jak ocenia pan debiut europosłów z PiS-u? Byli ministrowie Zalewska i Waszczykowski nie wstali podczas “Ody do radości”, Beata Szydło schowała unijną flagę, która została postawiona na jej miejscu w PE.
Jeśli chodzi o flagę unijną, to europoseł Wiosny Łukasz Kohut umieścił tę flagę, przynajmniej tak poinformował na jednym z portali społecznościowych. Moim zdaniem to są takie dziecięce zagrywki. Każdy ma prawo mieć swój pogląd na UE i

TAK JAK BEATA SZYDŁO MOŻE SOBIE NIE ŻYCZYĆ FLAGI UNIJNEJ NA SWOIM BIURKU, TAK ŁUKASZ KOHUT MOŻE SOBIE NIE ŻYCZYĆ JAKIEJŚ INNEJ FLAGI. TO JEST DZIECINNE I TAK NIE ZACHOWUJE SIĘ W PARLAMENCIE.

Co do zachowania minister Zalewskiej i ministra Waszczykowskiego, musimy pamiętać, że na podstawie artykułu 52. traktatu lizbońskiego zarówno muzyka, jak i 12 gwiazd na niebieskim tle nie są hymnem UE i flagą UE. To są symbole. Polska się pod tym nie podpisała.

Moim zdaniem ci, którzy są krytyczni co do UE, mogą nie wstawać podczas grania tego “hymnu”, bo w ten sposób manifestują, że nie widzą UE jako państwa i mają do tego prawo. Natomiast czymś innym jest odwracanie się tyłem, co zrobili brexitowcy. To już jest nieakceptowalne. Można to przyrównać do osoby niewierzącej, ale uczestniczącej z jakichś powodów w mszy. Zrozumiałe i akceptowalne jest, jeśli ona nie klęka, ale już nie będzie akceptowane gdy np. odwróci się tyłem podczas podnoszenia Eucharystii.

Jak w takim razie mają się do tego wypowiedzi posłów PiS-u w polskim parlamencie, którzy tłumaczyli, że może dlatego siedzieli, bo nie wiedzieli, jak się zachować, są nowi?
To już jest głupota, bo mieć poglądy eurosceptyczne to coś innego, niż mówić, że się nie zorientowali, podczas gdy 80 proc. sali wstało, a 10 proc. się odwróciło. To jednak ośmiesza takich polityków.

Biedroń chce rozmawiać z PO o przystąpieniu do koalicji. Jak pan to ocenia?
Powtarzam od 26 maja, że

OPOZYCJA MOŻE NIE DOPUŚCIĆ PIS-U DO WŁADZY, ALE MUSI PÓJŚĆ KILKOMA BLOKAMI. BIEDROŃ NA LIŚCIE KE TO JEST ZWYCIĘSTWO PIS-U.

W interesie Grzegorza Schetyny, jeśli nie chce spędzić następnych 4 lat w ławach opozycji, jest pozwolenie PSL-owi na budowanie własnego prawicowego, konserwatywnego bloku, który będzie kradł głosy PiS-owi, ale też wypchnięcie SLD z koalicji i zmuszenie Czarzastego do zrobienia koalicji z Biedroniem, Zandbergiem i innymi ugrupowaniami lewicowymi. Tylko w trzech blokach opozycja ma szanse pójść po każdego wyborcę nie-PiS-owego. To jest niezbędne, żeby obniżyć notowania PiS-u na tyle, aby nie wziął 231 mandatów. Czarzastemu i SLD jest dziś wygodnie, aby iść z koalicją, bo to im gwarantuje wejście do Sejmu i stworzenie własnego klubu. O wiele bardziej ryzykowne i wymagające więcej pracy byłoby zmuszenie ich do walki w ramach koalicji lewicowej. Jeżeli Grzegorz Schetyna chce tę rozgrywkę z PiS-em wygrać, musi pozwolić pójść Kosiniakowi-Kamyszowi na swoje, a Czarzastego wypchnąć z koalicji i zmusić do utworzenia koalicji lewicowej.

Biedroń w tej rozgrywce jest już graczem drugorzędnym.

To z kim według pana scenariusza powinna iść PO?
Praktycznie samodzielnie, może z Nowoczesną, z Zielonymi, z samorządowcami.

PO MA FUNDUSZE I TYSIĄCE DZIAŁACZY I JEST TO DZIŚ GŁÓWNA ANTY-PIS-OWSKA SIŁA.

Każdy, kto nie znajdzie się w centro-prawicowym bloku PSL i bloku lewicowym, po prostu zagłosuje na Platformę, ponieważ będzie ona głównym anty-PiS-em. Pamiętajmy, że PO jest już marką na polskiej scenie politycznej. Istnieje już prawie 20 lat i jest grupa wyborców, która zagłosuje niezależnie od tego, czy jest tam Kosiniak-Kamysz, czy Czarzasty.

To porażka nie tylko polskiego rządu, ale filozofii szukania przeciwników, dążenia do starcia, a nie budowy pozytywnej konstrukcji, gdzie można szukając mocnych partnerów, zbudować mocną polską pozycję – komentował wyniki szczytu Rady Europejskiej Grzegorz Schetyna. – 10 lat temu premier Jerzy Buzek został szefem PE w 2009, w 2014 premier Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej. 2019, gdzie jesteśmy dzisiaj? – pytał.

Nie milkną echa po zakończonym szczycie Rady Europejskiej, na którym została wybrana kandydatka na przewodniczącą Komisji Europejskiej.

– To porażka nie tylko polskiego rządu, ale filozofii szukania przeciwników, dążenia do starcia, a nie budowy pozytywnej konstrukcji, gdzie można szukając mocnych partnerów, zbudować mocną polską pozycję – ocenił efekt działań polskiej delegacji lider PO Grzegorz Schetyna.

Ograny premier?

Premier Morawiecki i media publiczne przedstawiają wybór Ursuli von der Leyen na szefową KE zamiast Fransa Timmermansa jako sukces polskiej delegacji i grupy V4. – Cele, które zakładaliśmy, jadąc na szczyt, zostały zrealizowane – mówił na konferencji po szczycie premier Mateusz Morawiecki, nazywając wcześniej Timmermansa “kandydaturą radykalnej lewicy”.

– Pokazaliśmy, że eskalowanie konfliktu z Polską i atakowanie jej jest drogą donikąd. Polska nie jest państwem, które daje się postawić w kącie. Jesteśmy poważnym partnerem. Daliśmy do zrozumienia, jakie są nasze priorytety – mówił Morawiecki.

Najwyraźniej wśród tych priorytetów rządu Mateusza Morawieckiego nie było żadnego wysokiego stanowiska dla Polaka, ani dla przedstawiciela regionu Europy Środkowej.

– To jest porażka, przypomnę, że 10 lat temu premier Jerzy Buzek został szefem PE w 2009, w 2014 premier Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej. 2019, gdzie jesteśmy dzisiaj? – pytał retorycznie Grzegorz Schetyna.

– Polska jest poza mainstreamem, poza najważniejszymi stanowiskami, poza wpływem na politykę i to jest obraz aktywności polskiego rządu i delegacji, której przewodniczył premier Morawiecki – wytykał lider PO.

Stanowiska dla Polski bez udziału premiera

– Oceniamy decyzje wyboru Ursuli von der Leyen na szefową KE jako dobrą dla naszej politycznej rodziny – skomentował Schetyna. Nowa przewodnicząca KE jest z tej samej politycznej rodziny, co Platforma Obywatelska, czyli EPP.

Grzegorz Schetyna uczestniczył w niedzielę w spotkaniu EPP, gdzie m.in. ustalono kandydatów na stanowiska przynależne partii ludowców. W efekcie Ewa Kopacz ma zostać wiceprzewodniczącą PE, Radosław Sikorski ma koordynować aktywności między PE a USA. Stanowiska wiceprzewodniczących kluczowych komisji mają także objąć Janusz Lewandowski i Róża Thun.

– Krok po kroku, budując dobre relacje z partnerami wewnątrz EPP, ale też z tymi, którzy współpracują z Polską, można wiele osiągnąć, ale nie jest to udziałem polskiego rządu i premiera Morawieckiego – mówił Grzegorz Schetyna

– Prosiłbym, żeby ci, którzy tworzą polityczną propagandę i prężą muskuły, się nie kompromitowali, bo to jest dziś Polsce niepotrzebne. Wystarczy wynik negocjacji, który jest zerowy – podsumował lider PO.