Archiwum | Listopad, 2018

Kaczyńskiemu na imię Przekręt

30 List

Poważne kłopoty Jarosława Kaczyńskiego. Janusz Iwanowski-Pineiro potwierdził podczas zeznań w sądzie, że że na początku lat dziewięćdziesiątych przekazywał Jarosławowi Kaczyńskiemu i Adamowi Glapińskiemu pieniądze pochodzące z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Pieniądze miały pochodzić od Jose Moralesa, który miał przekazać milion dolarów, które miały pomóc w utworzeniu banku związanego z Porozumieniem Centrum.

Kaczyński zaprzecza tym oskarżeniom. Nie istnieje dokumentacja, która by potwierdzała przekazywanie środków, mamy więc do czynienia ze słowem przeciwko słowu.

W 2018 roku krewni Anatola Lawiny z FOZZ, opublikowali list otwarty, w którym powtórzyli zarzuty wobec Kaczyńskiego:

„Protestujemy przeciwko temu, by nasz ojciec, który walczył o demokrację w Polsce, stawał się narzędziem propagandy partii PiS, która niszczy demokrację i konstytucję. W ostatnich tygodniach media, podporządkowane Prawu i Sprawiedliwości przypominają aferę FOZZ, którą nasz ojciec Anatol Lawina badał, będąc dyrektorem Zespołu Analiz Systemowych w Najwyższej Izbie Kontroli. Przy tej okazji politycy PiS manipulują opinią publiczną, przywołując tylko fragmentarycznie ustalenia naszego ojca, nie wspominając o tym, że za jednych z wielu beneficjentów FOZZ wymieniał on braci Kaczyńskich i ich ugrupowanie polityczne.

Nasz ojciec Anatol Lawina był w okresie PRL działaczem opozycji, wielokrotnie aresztowanym i więzionym. W wyborach w czerwcu 1989 roku był z ramienia „Solidarności” członkiem Komisji Wyborczej. Doceniając jego zasługi dla wolnej Polski, prezydent Bronisław Komorowski w 2011 roku pośmiertnie odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Nasz ojciec zmarł 16 września 2006 roku w wyniku komplikacji zdrowotnych po kolejnym pobiciu przez nieznanych sprawców. W tym czasie Lech Kaczyński był prezydentem Polski, a premierem był Jarosław Kaczyński. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa na Żoliborzu, a Prokuratorem Generalnym był Zbigniew Ziobro. Umorzyła sprawę, uznając pobicie za czyn przypadkowego kryminalisty wbrew przedstawionym oczywistym faktom. Wcześniej ojciec otrzymywał liczne pogróżki, w tym telefoniczne od anonimowych osób, żądających, by przestał zajmować się aferą FOZZ.

W 2003 roku nasz ojciec Anatol Lawina składał prokuratorowi przez kilkadziesiąt godzin zeznania w sprawie afery FOZZ. Przed sądem, którego przewodniczącym był powiązany ze Zbigniewem Ziobrą Andrzej Kryże, zeznawał, że pieniądze FOZZ zasilały między innymi Porozumienie Centrum – ówczesną partię braci Kaczyńskich. Zeznania te nie zostały przez sędziego uwzględnione. W przeciwieństwie do naszego ojca żadnemu ugrupowaniu politycznemu nie zależało i nie zależy na wyjaśnieniu do końca sprawy FOZZ.”

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) był to fundusz celowy powołany na mocy ustawy z 15 lutego 1989 przez Sejm PRL IX kadencji, jako jeden z państwowych funduszy celowych, którego oficjalnym celem była spłata polskiego zadłużenia zagranicznego oraz gromadzenie i gospodarowanie środkami finansowymi przeznaczonymi na ten cel. Rzeczywistym zadaniem funduszu było skupowanie na wtórnym rynku zagranicznych długów PRL po znacznie obniżonych cenach, wynikających z niskich notowań długu.

Pisowskie dynastie i oligarchie właśnie zaczynają swoje żywoty. Polacy, zasłużyliście na taką operetkową republikę bananową. Tak wybieraliście

30 List

„Pisowski serial „Dynastia”. Syn przejmuje stanowisko po ojcu w KPRM, syn ministra w Banku Światowym, syn prezes „TK” i ambasadora w PZU…” – skomentował Tomasz Siemoniak z PO najnowsze ruchy personalne w Kancelarii Premiera. Mateusz Morawiecki mianował bowiem posła PiS Łukasza Schreibera sekretarzem stanu w swojej kancelarii. Wcześniej to stanowisko zajmował ojciec posła Grzegorz Schreiber. Niedawno jednak został marszałkiem województwa łódzkiego.

„Czy Pan poseł Łukasz Schreiber ma syna? By miał kto przejąć Pana stanowisko w KPRM? Czy dalsza rodzina też wchodzi w grę?” – ironizował jeden z internautów. Inni komentowali w podobnym tonie: – Coś dla żony w spółce skarbu państwa?”; – „Rodzina na swoim… PiSowska rodzina znaczy”; – „Mamy monarchię…”; – Czy pan poseł Łukasz Schreiber wraz z małżonką byłby uprzejmy mnie adoptować? Chętnie odziedziczę schedę”.

„Nagroda za extra zachowanie żony?” – zastanawiała się internautka.

To nawiązanie do wpisu na Twitterze Marianny Schreiber: – „Won z Mojego Miasta” – napisała pod zdjęciem dziewczyny w autobusie, trzymającej na kolanach tęczową torebkę. O sprawie w artykule „Dwie twarze państwa Schreiberów. Mąż piętnuje mowę nienawiści. Małżonka z powodzeniem ją stosuje”.

Od czego biorą się odjazdy Dudy?

30 List

Schetyna do PAD: Proszę oszczędniej gospodarować nieprawdą. Antyeuropejską partią jest PiS, a łamanie przez pana konstytucji przyczynia się do wypychania Polski z Europy

Lider Platformy odpowiada na dzisiejszy tweet Andrzeja Dudy.

Prezydent Andrzej Duda nie od dziś zaskakuje swoją aktywnością na Twitterze. Zdarzają się wpisy, co do których wielu ma wątpliwości, że zostały napisane przez głowę państwa. Tym razem Duda, który mienił się „prezydentem wszystkich Polaków”, wdał się na Twitterze w polemikę, w której ewidentnie opowiedział się po stronie partii rządzącej.

Andrzej Duda odniósł się do słów Sławomira Neumanna z PO, który w rozmowie z onet.pl stwierdził, że „ścieżka do Polexitu jest faktem, niezależnie od zaklęć Kaczyńskiego czy Morawieckiego”, a polityka PiS przypomina działania w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu. – „Polexit staje się chyba jedynym znanym elementem programu PO. Powtarzają to jak mantrę i wyraźnie prą w tym kierunku. PO chce wypchnąć Polskę z UE?” – skomentował Andrzej Duda.

Zareagował na te słowa Kamil Sikora z wp.pl. – „Oczywiście „apolityczna prezydentura” to mit. Ale apartyjna to chyba nie są zbyt wygórowane oczekiwania? Tymczasem pan prezydent włącza się w międzypartyjne pyskówki” – napisał dziennikarz. Duda „nie odpuścił” i odpowiedział: – „Bo już mnie męczy ta wasza natrętna propaganda i odwracanie kota ogonem. Zniesmaczony jestem, a i Święty by nie wytrzymał… więc sorry” – napisał Andrzej Duda.

„Nie PO. Pan i pana dysponent z Żoliborza. Unia jemu przeszkadza. Pan to pionek do posłusznego przesuwania, ale On chce rządzić samowładnie i samowolnie. Panem już tak rządzi, Polakami jeszcze nie. I przeszkodę, Unię chce rozwalić, albo z niej wyjść. I Polacy powinni to wiedzieć” – skomentował na Twitterze Waldemar Kuczyński. Inni internauci też nie kryli oburzenia wpisem prezydenta.

„Przypominam, że to Pan podpisał SIEDEM nowelizacji Ustawy o SN, które są kwestionowane przez KE i kto tu pomaga w „polexicie”. Chyba jednak lepszą strategią byłoby milczenie na Pana miejscu!”; – „PO nie łamie Konstytucji. To pańska partia robi wszystko, żeby Polska opuściła UE. Rozumiem, że ten wpis jest do waszego elektoratu. To nie PO podpisało ustawy niezgodne z prawem, tylko Pan, dr prawa”; – „Tzw. prezydent Duda nie po raz pierwszy zachowuje się jak dziecko z ADHD…”; – „Pan Prezydent w Andrzejki chyba stracił kontrolę nad kontem Twittera”.

>>>

Grupa trzymająca władzę i kasę robi się nerwowa. Próbuje nas straszyć, co tylko potwierdza słuszność naszych zarzutów.

Sypią się pozwy i pogróżki. Jest tego tyle, że sprawia to wrażenie skoordynowanej akcji. Politycy obozu rządzącego i kontrolowane przez nich instytucje najwyraźniej usiłują zastraszyć i ocenzurować „Gazetę Wyborczą” oraz inne niezależne media.

Senator Grzegorz Bierecki grozi i żąda usunięcia z serwisu Wyborcza.pl fragmentu stenogramu rozmowy Leszka Czarneckiego z ówczesnym przewodniczącym KNF Markiem Ch., dotyczącego nieudanej próby ulokowania wielomilionowej kwoty w banku Czarneckiego.

PiS w „ostatecznym przedsądowym wezwaniu”, sformułowanym przez obsługującą tę partię kancelarię adwokacką Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński, grozi Wojciechowi Czuchnowskiemu za wpis na Twitterze, w którym mój redakcyjny kolega mówił o mafii z PiS.

A mnie usiłuje zastraszyć Polski Fundusz Rozwoju, w którego imieniu ta sama kancelaria przysłała mi podobne „ostateczne przedsądowe wezwanie”, domagając się przeprosin i wycofania ze strony Wyborcza.pl mojego artykułu „Jak PiS wjechał na Kasprowy Wierch”.

Jak się okazuje, zadziwiające wpisy na portalu społecznościowym to nie jedyna dzisiejsza aktywność Andrzeja Dudy. Prezydent postanowił właśnie podpisać – eufemistycznie mówiąc – kontrowersyjną ustawę o Komisji Nadzoru Finansowego. Znajduje się w niej przepis umożliwiający przejmowanie banków, znajdujących się w złej kondycji finansowej, przez inne banki „za złotówkę”.

Tenże przepis ma związek z aferą korupcyjną w KNF, ujawnioną przez „Gazetę Wyborczą”. Dziennik opublikował nagranie z rozmów między byłym już szefem KNF Markiem Ch. a właścicielem Getin Noble Bank Leszkiem Czarneckim. Bankier usłyszał, że jego zagrożony kłopotami finansowymi bank może zostać doprowadzony do upadku i przejęty („za złotówkę) przez inny bank, chyba że zatrudni u siebie prawnika Grzegorza Kowalczyka i da mu wynagrodzenie 40 mln zł.

Kontrowersje budziły także prace nad tą ustawą. Przebiegały w ekspresowym tempie – posłowie PiS przegłosowali ją 9 listopada, a senatorowie tej partii – 23 listopada. Parlamentarzyści partii rządzącej nie wzięli pod uwagę zastrzeżeń sejmowych i senackich prawników.

A i tryb wniesienia przepisu, umożliwiającego przejmowanie banków będących w kłopotach oprawki, budzi daleko idące wątpliwości. Poseł PiS Kazimierz Smoliński (na polecenie swego klubu parlamentarnego) wniósł ją dwa dni po tym, gdy właściciel Leszek Czarnecki zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Marka Ch. – szefa KNF.

Posłowie opozycji alarmują, że na mocy ustawy, która właśnie weszła w życie, można będzie przejąć każdy bank i wywłaszczyć każdego właściciela-bankowca.

Duda coś musi brać, bo takich odjazdów normalnie się nie ma.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

To nie ambasador USA Georgette Mosbacher upokorzyła PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego padła przed nią na twarz. Ale jak ktoś nie zna najważniejszej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która ma obszerną literaturę przedmiotu i niejedno hasło w Wikipedii jako „1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”, to musi tak dołować ze swoją facjatą.

Ambasador Mosbacher sprowadziła PiS do właściwej tej partii pozycji – bicia przed nią czołem. Rzecznik Joanna Kopcińska opublikowała w imieniu rządu Mateusza Morawieckiego oświadczenie, które jest mentalnym dla tej formacji świadectwem upadku, bo nie dość, że zaznali upokorzenia, to znowu pojawiła się mantra nieodpowiedzialności: „nasi poprzednicy”.

Otóż „wasi poprzednicy”, czyli koalicja PO-PSL i wcześniej, nie mieli żadnych zatargów z sojusznikiem zza Oceanu, a nawet służyli przykładem jako kraj wolności, aspiracji, jako prymus demokracji, któremu się udało. A jednak przyszedł PiS do władzy i diabli wzięli wcześniejsze osiągnięcia.

Mosbacher po upokorzeniu PiS znowu się odezwała i docisnęła…

View original post 1 177 słów więcej

Zybertowicz – mistrz bełkotu

30 List

Andrzej Zybertowicz (doradca prezydent Andrzeja Dudy) był dzisiaj gościem radia TOK FM.

Polityka PiS: zabić wesz na własnym łonie

30 List

Protesty społeczne zadziałały i resort finansów wycofał się nieludzkiej decyzji. Nie będzie podwyżki VAT na leki weterynaryjne –  poinformował na Twitterze rzecznik ministerstwa finansów Paweł Jurek. O tym w artykule „Podniesienie stawki VAT – z 8 na 23% na weterynaryjne lekarstwa dobije schroniska dla zwierząt„- sprawę podwyżki nagłośniło Polskie Stowarzyszenie Producentów i Importerów Leków Weterynaryjnych – Polprowet, leki miały zdrożeć, ale usługa weterynaryjna byłaby opodatkowana 8 proc. VAT. Czyli jeśli weterynarz sprzedawałby lek z usługą stawka pozostałaby 8 proc.

Jak podaje wyborcza.pl, stawki VAT mają się w ogóle zmienić najprawdopodobniej od pierwszego kwietnia i to na wiele produktów.

W imię uproszczenia systemu podatkowego resort finansów na nowo je przypisze do towarów i usług. W niektórych przypadkach – jak homary i ośmiornice – podatek wzrośnie. W innych – jak ebooki, tampony czy pieczywo – spadnie. Leki weterynaryjne znalazły się w jednak tej pierwszej grupie.

Projekt ustawy w tej sprawie pokazano na początku listopada. Stawki VAT mają być zmienione, bo jest tam wielki bałagan. Obecnie na przykład na żywność mamy dwie stawki VAT: 5 i 8 proc. Czasami jest też stawka 23 proc. Przykładowo: chipsy kukurydziane – 23 proc., chipsy ziemniaczane – 8 proc., musztarda – 23 proc., sos musztardowy – 8 proc. VAT. Kawa zbożowa 8 proc., kakao 23 proc. VAT.

>>>

Pan Jarek dawkuje aferę KNF

30 List

Reportaż TVN o neonazistach, sprawa powieszenia portretów europosłów PO na szubienicach, kwestia rzekomych szwajcarskich kont polityków lewicy i wiele innych, politycznie „gorących” śledztw – takimi sprawami zajmuje się prokuratura w Katowicach. To tam lata temu aplikację robił Zbigniew Ziobro, a dziś jest „kuźnią kadr” Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Prokuratury Generalnej. W niej badana jest afera KNF, która w ostatnich tygodniach wstrząsnęła polską polityką. – Każde słowo, jakie pada w tym śledztwie, jest znane partyjnej centrali. I to, co gorsza, zgodnie z prawem – mówi Onetowi anonimowo prokurator z Katowic.

  • Katowicka prokuratura już za poprzednich rządów PiS była szczególnie preferowana przez władzę – to tam trafiała większość śledztw politycznych
  • Ze Śląska wywodzą się najważniejsi ludzie z otoczenia Zbigniewa Ziobry – to stąd pochodzą Bogdan Święczkowski, Marek Pasionek, Robert Hernand czy Krzysztof Sierak
  • Także na Śląsku, po tym jak PiS stracił w 2007 roku władzę, powstało stowarzyszenie prokuratorów „Ad Vocem”, które miało chronić prokuratorów związanych z Ziobrą. Założyła je prok. Małgorzata Bednarek – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
  • Katowicka prokuratura ma zbadać m.in. aferę KNF oraz sprawę reportażu wcieleniowego TVN o „urodzinach Hitlera”
  •  – To ośrodek bardzo specyficzny i trudno mówić o jego niezależności – tak o wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej w Katowicach mówi prok. Iwona Palka, była szefowa katowickiej „apelacji”, dziś w stanie spoczynku
  • Szef Stowarzyszenia „Lex Super Omnia”, prok. Krzysztof Parchimowicz dodaje, że decyzja o badaniu sprawy KNF w Katowicach jest „co najmniej dziwna”. – Sprawa jest typowo warszawska, więc przekazanie jej do Katowic jest niezrozumiałe. Chyba że stoją za tym jakieś inne względy – mówi

Gdy „Gazeta Wyborcza” napisała o sprawie byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego i jego propozycji dla Leszka Czarneckiego, właściciela Getin Noble Banku, minister sprawiedliwości zareagował „niemal” natychmiast.

Zapowiedział, że sprawa zostanie zbadana „do gruntu”. – Prokuratura na moje polecenie wszczęła śledztwo, jest ono już intensywnie prowadzone wspólnie z CBA – mówił 13 listopada Zbigniew Ziobro. – Będziemy domagać się postępów tego śledztwa od prowadzących je prokuratorów – podkreślał.

Zbigniew Ziobro nie wyjaśnił jednak, jak doszło do tego, że wszczęcie śledztwa polecił dopiero po publikacji informacji o aferze w prasie – podczas gdy zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie trafiło już 7 listopada, czyli sześć dni wcześniej.

Co działo się w tym czasie? Nie wiadomo. Gorączkowe działania wymusiła dopiero publikacja w „Gazecie Wyborczej”. – W odróżnieniu od tych przedstawicieli klasy politycznej, którzy chcą stosować taryfę skrupulatności śledztwa tylko do pewnej części osób, nie patrzymy na polityczne legitymacje, ale będziemy tak samo konsekwentni zawsze – mówił 13 listopada Ziobro. – Kogokolwiek to będzie dotyczyć, czy ludzi z nominacji poprzedniej władzy, członków poprzedniego rządu, czy członków aktualnego rządu – deklarował.

– To jest ta fundamentalna różnica, którą państwu gwarantuję – kwitował szef resortu sprawiedliwości. Zaznaczył przy tym, że wyjaśnianiem afery KNF zajmie się wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Prokuratura pod specjalnym nadzorem. „Każde słowo ze śledztwa trafi prosto na Nowogrodzką”

Wydział, który zbadać ma aferę KNF, tworzyła bliska współpracownica Zbigniewa Ziobry – dziś sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – Małgorzata Bednarek. Zasłynęła tym, że w 2006 roku, jako prezes Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej podczas konferencji prasowej oświadczyła, że lokalni sędziowie i prokuratorzy tworzyli „zorganizowaną grupę przestępczą”.

Nad tym śledztwem prok. Bednarek objęła nadzór osobiście. Tezy ze śledztwa upadły, dochodzenia umorzono, a oskarżeni sędziowie otrzymali odszkodowania – po 50 tysięcy złotych – oraz przeprosiny na pierwszych stronach lokalnych gazet.

Gdy PiS stracił władzę, prok. Bednarek w 2008 roku założyła Stowarzyszenie „Ad Vocem”, skupiające prokuratorów „od Ziobry”, których po utracie przez PiS władzy mogły dotknąć jakieś represje.

Dziś to „zaplecze” Ziobry sprawuje najważniejsze funkcje w ministerstwie i w Prokuraturze Generalnej. Należą do niego prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, odpowiedzialny za śledztwo smoleńskie Marek Pasionek, Krzysztof Sierak czy wiceszef PG Robert Hernand.

Wszyscy „korzenie” mają właśnie w Katowicach. – Dziś, zupełnie „przez przypadek”, właśnie do Katowic trafia sprawa afery KNF. Po prostu śmiech na sali – mówi nam jeden ze śląskich prokuratorów, chcący zachować anonimowość.

– Jestem przekonany, że każdy protokół z czynności w śledztwie jest przekazywany do Zbigniewa Ziobry, który to śledztwo osobiście nadzoruje. Ma takie prawo, może zapoznawać się z wszelkimi czynnościami, jakie są wykonywane w toku śledztwa. Co jest absolutnie przerażające, dzieje się to zgodnie z prawem – wyjaśnia śląski prokurator.

– Taką zmianę ustawy o prokuraturze przeforsował obecny Prokurator Generalny. Wszystko po to, by nigdy więcej nie być zagrożonym ewentualnym wnioskiem o odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, co groziło mu po tym, jak informacje ze śledztwa w sprawie mafii węglowej ujawnić miał prezesowi PiS – mówi. – Teraz więc mamy sytuację taką, że każde słowo, które pada w tym śledztwie, może być natychmiast znane na Nowogrodzkiej, w partyjnej centrali – podkreśla prokurator z Katowic.

Była szefowa katowickiej „apelacji”: prokuratura absolutnie nie jest niezależna

Decyzję o przekazaniu do Katowic śledztwa ws. KNF krytycznie ocenia prok. Iwona Palka, członkini zarządu Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” i była szefowa katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, obecnie w stanie spoczynku. – To w żadnym wypadku nie jest właściwość katowicka, śledztwo powinno toczyć się w Warszawie, dla każdego jest to oczywiste – mówi Onetowi prok. Palka.

– Przekazanie śledztwa w tak kluczowej sprawie do tej właśnie jednostki musi budzić szereg pytań. Tym bardziej że w mojej ocenie trudno dziś mówić o niezależności którejkolwiek prokuratury. Absolutnie nie można tak twierdzić – mówi.

– Nowa ustawa Prawo o prokuraturze, wprowadzona przez obecną władzę, pozwala na mocy art. 12 par. 1 przekazywać nadzorującemu śledztwo informacje do dowolnie wybranych osób. Bez konsekwencji i wyłącznie uznaniowo – wyjaśnia. – Ograniczenie, jakie jest zawarte w ustawie, to „istotność dla bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego funkcjonowania” – mówi prok. Palka. – A to jest kategoria absolutnie dowolna i uznaniowa. W tej sytuacji prokurator nadzorujący śledztwo – czyli w przypadku sprawy KNF Zbigniew Ziobro – może dowolnie transferować informacje ze śledztwa i przekazywać je dalej. Pytanie, czy z tego uprawnienia korzysta? – pyta prok. Palka.

Kto w tym śledztwie rządzi? „Nie daje rękojmi, że nie straci twarzy”

Naczelnikiem wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Katowicach jest Tomasz Tadla, wieloletni zastępca rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Dziś odpowiada za śledztwo ws. KNF. – Zawsze mówił, że funkcje go nie interesują, że chce działać „w linii”. Cóż, najwyraźniej coś się zmieniło – mówi nam anonimowo jeden ze śląskich śledczych. – Opinia środowiska o nim jest taka, że to dobry prokurator, „ogarnięty”, tyle że czuły na awanse i gratyfikacje, jakie się z tym wiążą – mówi.

A czy daje gwarancje niezależności? – pytamy naszego rozmówcę.

– Nie dam rękojmi, że przy tej sprawie nie straci twarzy – mówi. – Już teraz wiele decyzji związanych z aferą KNF może dziwić. Choćby żądanie dwóch miesięcy aresztu dla Marka Chrzanowskiego. To jest niestandardowe, bo normalnie przy takiej sprawie „z automatu” żąda się maksymalnego wymiaru aresztu, czyli trzech miesięcy – mówi nam śląski prokurator.

– Do tego – co bardzo istotne – co najmniej dziwna jest kwalifikacja prawna czynu. Uznanie, że Chrzanowski popełnił jedynie przestępstwo urzędnicze, czyli czyn z art. 231 kodeksu karnego – przekroczenia przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią – jest, mówiąc najprościej, dziwnie łagodny – podkreśla nasz rozmówca. – Zwłaszcza jak na Katowice, które są bardzo rygorystyczne. Bo normalnie byłoby „na grubo” i to byłoby zakwalifikowane jako zwykła łapówa – kwituje śląski prokurator.

Prok. Parchimowicz: Katowice to ośrodek bardzo specyficzny

Krzysztof Parchimowicz, zdegradowany przez Zbigniewa Ziobrę prokurator w stanie spoczynku oraz szef i założyciel Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” w rozmowie z Onetem podkreśla, że Katowice są dla Zbigniewa Ziobry miejscem szczególnym.

– Przecież tu właśnie robił aplikację, stąd wywodzą się ludzie mu najbliżsi – mówi. – Dla mnie niezrozumiała jest jednak inna kwestia. Mogę zrozumieć osobisty sentyment ministra, ale nie zmienia to faktu, że przenosząc śledztwo w sprawie KNF do Katowic, naraża skarb państwa na gigantyczne koszty – podkreśla. – To są zwroty za podróż wszystkich świadków itd. Przecież przy śledztwie tej rangi, śledztwie „najważniejszym z ważnych”, wszystkim powinno zależeć, by kontakt prokuratora z CBA był jak najłatwiejszy. Tymczasem CBA jest w stolicy, a prokurator na Śląsku. Powiedzieć, że to dziwne, to mało – podkreśla.

Przypomnijmy, to prokuratura w Katowicach – za poprzednich rządów PiS – prowadziła sprawę Barbary Blidy. Zajmowali się też rzekomymi szwajcarskimi kontami polityków lewicy, czy sprawą tzw. willi Kwaśniewskich.

Także Katowice badać mają sprawę sędzi, która uniewinniła lekarzy oskarżonych o doprowadzenie do śmierci ojca Zbigniewa Ziobry. Ten sam ośrodek stawiał zarzuty Cezaremu Grabarczykowi z PO, który był podejrzany o poświadczenie nieprawdy w dokumentach podczas starania się o pozwolenie na broń.

Dziś Katowice badają aferę KNF. Także ta prokuratura zajmuje się sprawą neonazistowskiej imprezy w Wodzisławiu Śląskim – czyli tzw. urodzin Hitlera. Po tym, jak śledczy z Gliwic najpierw próbowali postawić operatorowi TVN zarzuty propagowania faszyzmu – bo podczas reportażu wcieleniowego udawał, że „hailuje” – po wycofaniu zarzutów śledztwo przekazano właśnie do Katowic.

— GAZETA STOŁECZNA O TŁUMACH NA WARSZAWSKIEJ BURZY MÓZGÓW BIEDRONIA – jak pisze Wojciech Karpieszuk: “Do kina Palladium przyszli młodzi i starsi, było bardzo dużo młodzieży licealnej. Nie wszyscy się zmieścili, część osób relację ze spotkania oglądała na telebimie w pobliskim klubie Hybrydy. Biedroń szybko oddał głos zebranym, krążył po sali z mikrofonem, ludzie zgłaszali postulaty, odbywała się nad nimi szybka dyskusja i głosowanie. – Będziemy głosowali jak w Sejmie, ekspresowo i w nocy, takie standardy, sorry – zażartował Biedroń. Podczas głosowania wskakiwał na scenę, zebrani podnosili ręce, a on oceniał, czy większość jest za, czy przeciwko. Był jedynie moderatorem debaty, starał się wyciągnąć konkretne postulaty. Mówił: – Wiem, że to trudne, wy myślicie, że to politycy mają podawać pomysły, a ja myślę, że wy macie lepsze”.
warszawa.wyborcza.pl

— POLICJA WEZWAŁA WOJCIECHA CIEŚLĘ ZA TEKST O MUSZYŃSKIM: “- Brak mi słów – mówi Wojciech Cieśla, dziennikarz „Newsweeka” wezwany na policję za publikację artykułu „bez zgody osoby zainteresowanej”, czyli wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego. Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśla, że to pierwszy taki przypadek w Polsce”.
wyborcza.pl

— PROFESOR ANTONI DUDEK O TYM DLACZEGO REAKCJA AMERYKANÓW WS TVN BYŁA TAK MOCNA: “TVN nie jest „jakąś” amerykańską inwestycją – w sensie finansowym jest największą amerykańską inwestycją w Polsce. Z naturalnych względów jeśli „coś” jest największą inwestycją w obcym państwie, to ambasador powinien się nią interesować. Zupełnie nie akceptując formy jakiej dopuściła się pani ambasador przy tej interwencji – mogło się to odbyć w formie ustnej rozmowy na przykład z premierem Morawieckim – zwracam uwagę na fakt jakie standardy obowiązują w Stanach Zjednoczonych. Nie jest przyjęte w amerykańskiej kulturze politycznej aby członkowie rządu piętnowali media. Tutaj pojawia się wątek, czy strona rządowa nie posunęła się zbyt daleko w krytyce TVNu. TVN jest głównym ośrodkiem (w mediach elektronicznych) oporu wobec PiSu. Pytanie co dalej. Jeśli prawdą są informacje krążące w opinii publicznej – których nie potrafię zweryfikować – że usiłowano odkupić TVN od Amerykanów i że pewne rządowe kręgi usiłowały zaangażować spółki skarbu państwa, by te odkupiły TVN, po to, by zmienić jego profil ideowy, to pokazałoby dno reakcji pani Mosbacher.  Jeżeli fakt ten byłby prawdą – a nie słyszeliśmy żadnego dementi w tej sprawie ze strony rządu – to rzeczywiście mogłoby się to bardzo nie podobać Amerykanom, gdyż byłaby to próba zmonopolizowania przekazu medialnego”.

— DUDEK UWAŻA, ŻE POWINNO BYĆ ŚLEDZTWO WS WYCIEKU LISTU MOSBACHER: “Gigantycznym skandalem jest fakt, że ten nieotwarty list wyciekł do opinii publicznej, stąd moim zdaniem powinno zostać w tej sprawie uruchomione śledztwo. Wyszedł tu kompletny brak profesjonalizmu pewnych urzędników, bądź jest to element gry politycznej w obozie władzy, który postawił ten rząd w bardzo kłopotliwej sytuacji”.
m.fronda.pl

— JACEK NIZINKIEWICZ W RZ O PODWAŻANIU WIARYGODNOŚCI MEDIÓW PRZEZ PIS – pisze w RZ: “Trwa podważanie wiarygodności mediów, w myśl zasady: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Teraz media wspierające rząd chcą kupić jedną z największych stacji radiowych dzięki państwowym pożyczkom. W obozie władzy pokutuje przekonanie, że dzięki pokornym dziennikarzom jego rządy nie będą zagrożone. Na Węgrzech Viktorowi Orbanowi udało się podporządkować lub doprowadzić do upadku wolne media. O podobnym scenariuszu marzy PiS. Pytanie, czy Polacy chcą mediów przytakujących politykom?”
rp.pl

— GW O MARKU CH.  – jak piszą Agata Kondzińska i Iwona Szpala: “Dla publicznej kariery Ch. kluczowy jest rok 2016. To wtedy nieznany opinii publicznej pracownik naukowy SGH wchodzi do Rady Polityki Pieniężnej. Rekomendują go senatorowie PiS: twórca SKOK Grzegorz Bierecki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Michał Seweryński, Marek Martynowski zwany w parlamencie „żołnierzem Nowogrodzkiej”, Marek Pęk, Aleksander Szwed, Stanisław Gogacz. Gogacz i Szwed mówią „Wyborczej”, że nie pamiętają, dlaczego postawili na Marka Ch. (…) Grono ludzi wokół Ch. się kurczy. Dawni znajomi nie chcą o nim rozmawiać. A PiS, przy którym zrobił błyskotliwą karierę, twierdzi teraz, że właściwie go nie zna”.
wyborcza.pl

— EWA IVANOVA O ŚLEDZTWIE WS KNF – TU NIE MA PRZYPADKÓW – pisze w GW: “Czego nie powiedział polityk kierujący prokuraturą? Tego, dlaczego śledztwo rusza dopiero po publikacji „Wyborczej”. Co się działo z pismem mecenasa Giertycha i dlaczego nie trafiło w PK do komórki ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji, ale do wydziału skarg i wniosków. Nie powiedział także, że prokurator PK został za to ukarany zesłaniem do prokuratury rejonowej. Bez orzeczenia dyscyplinarnego i bez sądu. Nie wiemy, czy faktycznie popełnił wielki błąd, czy został kozłem ofiarnym, bo wykonywał cudze polecenia. Prokuratura nie odpowiada na pytania w tej sprawie od wielu dni”.
wyborcza.pl

— RZ NA JEDYNCE O RAPORCIE MIAŻDŻĄCYM DOTYCHCZASOWE EFEKTY MIESZKANIA PLUS: “Pierwsze dwa lata realizacji programu Mieszkanie+ można uznać za stracone – to wnioski z raportu, który powstał na potrzeby rządu. Dokument trafił już na biurko premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. Od momentu inauguracji programu w czerwcu 2016 r. popełniono wiele błędów – twierdzą autorzy raportu. Wskazują częste zmiany koncepcji i źle przygotowane przez Ministerstwo Infrastruktury akty prawne. Ich zdaniem najpoważniejszą szkodą jest stworzenie u wyborców „całkowicie nierealnych oczekiwań”.
rp.pl

— W SZKOŁACH CHAOS A ZALEWSKA ZACHWYCONA REFORMĄ – jedynka GW: “Minister edukacji Anna Zalewska podsumowała drugi rok reformy edukacji. – Mam dobre wiadomości dla nauczycieli, uczniów i rodziców – mówiła. Rodzice poszkodowanych roczników pomstują, a nauczyciele szykują się do strajku”.
wyborcza.pl

>>>

PiS podnosi VAT na leki weterynaryjne

30 List

Media podały ostatnio informację, że Ministerstwo Finansów chce podnieść VAT na leki weterynaryjne z 7 do 23%. Jeśli tak się stanie to będzie to istna katastrofa dla lecznic weterynaryjnych, schronisk i posiadaczy zwierząt. Wprawdzie MF mówi, że to na razie tylko projekt, ale oburzenie Polaków jest ogromne.

Jako pierwszy, zareagował na tę wiadomość Marcin Dorociński, który od lat pomaga instytucjom, zajmującym się zwierzętami. Zwrócił się na Facebooku do ludzi, by ostro zareagowali na ten pomysł, bo „niezamożni ludzie nie będą w stanie leczyć swoich zwierząt (a i tak leczenie, szczepienia, kastracje w Polsce są bardzo drogie, a co dopiero będzie po podwyższeniu podatku), że fundacje i stowarzyszenia pomagające zwierzętom w większości upadną, schroniska nie będą mogły prowadzić szpitali i ich utrzymać. Zdrożeje wszystko – bez wyjątku- nie tylko towary i leki przeznaczone dla zwierząt, ale również towary odzwierzęce m.in. żywność”. Prosi też, by skontaktować się „ze swoimi radnymi, posłami oraz z Kancelarią Sejmu oraz Prezydenta. Pokażmy, że los zwierząt nie jest nam obojętny”. W ciągu doby jego tekst udostępniło niemal 40 tys. internautów.

>>>

Do Dorocińskiego dołączyła Karolina Korwin Piotrowska, apelując o podpisywanie petycji w tej sprawie

Irena Kowalczyk ze Schroniska w Korabiewicach, nie ukrywa swoich obaw. „Zwierzęta są dzisiaj „łatwo dostępnym towarem”, a to się odbija na ich warunkach bytu. Przeciętny Kowalski, mając zapłacić więcej niż dotychczas za szczepienie, może tego nie zrobić. Nie wykluczam, że ludzie nie będą chcieli chodzić do weterynarza, część z nich może swoje zwierzęta zwyczajnie porzucić”. Już dzisiaj koszty weterynaryjne to ok. 30 tys. zł miesięcznie, a po podwyżce VAT znacząco one wzrosną, co odbije się na poziomie opieki nad zwierzętami i ograniczy liczbę przyjęć do schroniska.

Jest pewne, że podwyższenie podatku na leki weterynaryjne to więcej bezdomnych zwierząt na ulicach. Więcej porzuconych, starych i chorych. Więcej aktów bestialstwa. Jedna z internautek pisze, że ten wyższy VAT – z 8 na 23% na weterynaryjne lekarstwa dobije schroniska dla zwierząt, fundacje zajmujące się np sterylką bezdomniaków, domy tymczasowe. Dobije to też emerytów, dla których zwierzę to czasem jedyna radość i przyjaciel. Kuźwa „dobra zmiana””.

A ja zastanawiam się, jak to możliwe, gdy z jednej strony słyszę od polityków partii rządzącej, w jak świetnym stanie jest polska gospodarka, jak bardzo Polska jest już krainą mlekiem i miodem płynącą, jak dobrze stoją nasze finanse, a z drugiej dociska się śrubę, chcąc wycisnąć z narodu coraz więcej pieniędzy. Narastająca drożyzna, podwyżka składek zusowskich, prąd, gaz i teraz uderzenie w nasze domowe zwierzaki. Ktoś tu chyba nas okłamuje i wcale nie jest aż tak różowo, jak próbuje nam się wmówić.

Wojciech Cieśla z tygodnika „Newsweek Polska” dostał wczoraj wezwanie do stawienia się dziś na przesłuchanie do Wydziału do walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Rejonowej Policji. Chodzi o artykuł o Mariuszu Muszyńskim, wiceprezesie Trybunału Konstytucyjnego.

Artykuł pt. „Dubler” ukazał się w „Newsweeku” 13 sierpnia. Jest to sylwetka Mariusza Muszyńskiego, który w 2015 roku dzięki PiS został sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Jak napisano w wezwaniu dostarczonym Cieśli, dochodzenie policji, prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dotyczy publikacji artykułu „bez zgody osoby zainteresowanej”.

– Brak mi słów – komentuje Wojciech Cieśla. – Obóz władzy nie po raz pierwszy wykorzystuje przeciwko dziennikarzom aparat władzy: policję, prokuraturę, ABW. Nie było ze strony Muszyńskiego żadnych innych prób porozumienia się, nie było kontaktów, próśb o sprostowanie itp. Od razu policja. A więc praca dziennikarska została potraktowana jak przestępstwo – mówi.

Policja nie udziela szczegółowych informacji na temat tego wezwania. – Redakcja wysłała maila z informacją o tym, że wezwany nie stawi się na przesłuchanie z uwagi na obowiązki. Poproszono o wyznaczenie kolejnego terminu. Policjant prowadzący sprawę będzie musiał się do tego ustosunkować – informuje jedynie Karol Cebula z Komendy Rejonowej Policji przy ul. Opaczewskiej w Warszawie.

– Wezwanie dostałem 29 listopada, stawić się miałam 30 listopada. W tym czasie mam w Krakowie zajęcia ze studentami zaplanowane dwa miesiące temu. Tryb wezwania jest niedopuszczalny – mówi Cieśla. – Owszem, spodziewam się, że jak się w piątek nie stawię, to w sobotę ABW wyłamie mi drzwi w mieszkaniu i doprowadzi mnie siłą. Mam tylko nadzieję, że nie zrobią tego o trzeciej w nocy, a chociaż poczekają do rana – ironizuje. I dodaje: – To ewidentne nadużycie władzy i korzystanie z pozycji siły. Nie powinno na to być naszej zgody.

Dominika Bychawska-Siniarska z zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla, że nigdy nie spotkała się z tak kuriozalnym wezwaniem. – Nie ma do niego żadnych podstaw prawnych – mówi. – Dziennikarze mają nie tylko prawo, ale i obowiązek pisania o osobach publicznych, nie potrzebują na to żadnej zgody. Stawianie dziennikarzowi takiego zarzutu jest absurdalne. To nieuzasadnione uruchamianie aparatu prawa i wygląda na próbę tłumienia krytyki prasowej – podkreśla Bychawska-Siniarska.

Kolejny poziom pakietu demokratycznego

Krystyna Pawłowicz versus Jerzy Owsiak. Jak manipuluje się składem sędziowskim

30 List

Wczoraj sąd nakazał Jurkowi Owsiakowi przeprosić Krystynę Pawłowicz za „bezpodstawną sugestię dotyczącą stanu normalności naruszającej jej dobra osobiste w postaci czci i godności w filmie z dnia 2 czerwca 2014 roku. Na odpowiedź Owsiaka nie trzeba było długo czekać. Na Facebooku udostępniany jest jego komentarz do wyroku, jaki zapadł i kilka słów do sędziego, który tą sprawą się zajmował.

>>>

Przede wszystkim Jurek Owsiak nie czuje się odpowiedzialny za akcję „Ruch Wy….a Krystyny Pawłowicz W Kosmos”. Owszem, podszedł do niej z humorem, jednak mocno wulgarne słowo „wyp…lić” zamienił na „wysłać”. Sędzia uznał jednak, że wpisał się Owsiak w pierwotną retorykę i stąd nakaz przeproszenia posłanki.

Wyrok wydał sędzia Krzysztof Świderski, który zajmował się też kolejną sprawą z powództwa Pawłowicz, skierowaną przeciwko niemu i oczywiście, wydał wyrok korzystny dla posłanki. Owsiak zwraca się więc do sędziego pisząc, że jeśli „o czym często mówili przecież politycy zapowiadający zmiany w działaniach sądów, było to losowanie, to mogę tylko radzić, Panie Sędzio, aby z tym szczęściem brał Pan udział we wszelkich grach liczbowych, loteriach i konkursach. Ma Pan po prostu niesamowite szczęście losując dwa razy pod rząd tę samą powódkę i powoda.”

Niebawem ruszy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, wraz ze 120 000 wolontariuszy w Polsce i na całym świecie, by walczyć o pomoc dla najmłodszych. Za kilka tygodni finał, dlatego też Owsiak nie ukrywa, że są sprawy dla niego ważniejsze i pisze, że „może jeszcze nie czas na ustalanie standardu zachowań i prowadzenia debaty publicznej, który zdecydowanie sprzeciwiłby się językowi nienawiści. Moim zdaniem Pan tego kroku w kierunku lepszego standardu nie uczynił. W żaden sposób mnie Pan jednak nie zatrzyma. Kiedy chodzi o zdrowie i życie Polaków – stawiamy to absolutnie na pierwszym miejscu. Pierdoły odpuszczamy”.

List Owsiaka wywołał burzę w internecie. Jeden z komentatorów napisał – Stworzono system, w którym szlachetny człowiek porywający tłumy do radosnej akcji i wyzwalający w ludziach najlepsze emocje od wielu lat, ulega prymitywnej, chamskiej i nierozgarniętej kobiecie, siejącej zło, nienawiść i wzbudzającej obrzydzenie w każdym myślącym stworzeniu; przegrywa z nią absurdalny i komi-tragiczny proces o wydumane głupstwa przed oficjalnym organem władzy sądowniczej. To jest barwa upadku ludzkich wartości, ludzkiej godności i wszelkiej sprawiedliwości.

– Media w ogromnej większości są zagraniczne, starają się kłamliwie przedstawiać rzeczywistość, oszukiwać wyborców. Jest to po prostu bardzo często propaganda, jakiej by się nie powstydził Jerzy Urban – mówił podczas kampanii samorządowej Mateusz Morawiecki. Kilkanaście dni wcześniej, po decyzji sądu apelacyjnego, to premier musiał sprostować publicznie swoją niezgodną z prawdą wypowiedź dotyczącą tego, że koalicja PO–PSL „nie budowała dróg i mostów”. W następnym miesiącu szef rządu musiał ponownie przeprosić za swoją wypowiedź dotyczącą smogu w Krakowie. Wpadki premiera były szeroko komentowane przez media, podobnie jak błędy całego obozu władzy. Taka jest prawidłowość w wolnych i demokratycznych państwach, że niezależne media patrzą politykom na ręce. Oczywiste jest, że rządzącym taka sytuacja nigdy się nie podoba.

Mosbacher pisze do premiera: rząd walczy z niezależnymi mediami

Partii Jarosława Kaczyńskiego przeszkadzają nie tylko dziennikarze w parlamencie, w którym mają ograniczoną możliwość poruszania się i skąd z gmachu głównego mieli zostać przeniesieni do jednej z bocznych salek, ale również wszystkie media patrzące władzy na ręce. Najważniejsze osoby w państwie nie udzielają wywiadów dziennikarzom, którzy mogą zadawać trudne pytania. Strumień pieniędzy z reklam państwowych został skierowany do mediów wspierających władzę. W publicznych mediach dokonano czystki niespotykanej dotąd w historii demokratycznej Polski. Rządzący zapowiadali nie tylko ustawę repolonizacyjną, żeby doprowadzić do tego, iż kapitał zagraniczny nie będzie mógł być właścicielem zagranicznych mediów, ale również ustawę dekoncentracyjną, z których do wyborów wycofali się taktycznie.

Kiedy TVN 24 opublikował materiał śledczych, rządzący przystąpili do krytyki stacji za metody wcieleniowe, którymi dziennikarze się posłużyli. Prokuratura nie tylko chciała postawić operatorowi stacji zarzuty karne, ale też Marcin Horała, poseł PiS, szef sejmowej komisji VAT-owskiej, stwierdził publicznie: „Na mieście się mówi, że TVN jest kapitałem rosyjskim”.

Trwa podważanie wiarygodności mediów, w myśl zasady: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Teraz media wspierające rząd chcą kupić jedną z największych stacji radiowych dzięki państwowym pożyczkom. W obozie władzy pokutuje przekonanie, że dzięki pokornym dziennikarzom jego rządy nie będą zagrożone. Na Węgrzech Viktorowi Orbanowi udało się podporządkować lub doprowadzić do upadku wolne media. O podobnym scenariuszu marzy PiS. Pytanie, czy Polacy chcą mediów przytakujących politykom?

Pomnik Lecha Kaczyńskiego przenieść na cmentarz

30 List

Nie wyklucza tego nowy wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. – „Wiem, że wielu radnych jest wzburzonych sposobem, w jaki ten pomnik i pomnik Lecha Kaczyńskiego na placu Piłsudskiego powstał. Prawo do takiego referendum ma Rada Miasta Warszawy – nie należy wykluczać, że znajdą się radni, którzy z taką inicjatywą wyjdą. Mogą wyjść także mieszkańcy. Będziemy przyglądali się emocjom ludzi wokół tego tematu” – powiedział Rabiej w RMF FM.

Odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2018 r. na pl. Piłsudskiego budziło i budzi kontrowersje. Z sondażu zleconego przez warszawski ratusz, zanim oba pomniki (pytano też o monument upamiętniający Lecha Kaczyńskiego) stanęły, wynikało, że 71 proc. warszawiaków było temu przeciwnych.

Władze miasta zarzucały też pisowskiemu wojewodzie, że z naruszeniem prawa przejął tereny wokół Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie stanął pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Rabiej odniósł się także do zapowiedzianej przez Andrzeja Dudę odbudowy Pałacu Saskiego. – „Na razie mamy do czynienia z pomysłem odbudowy Pałacu Saskiego tak, jak mieliśmy do czynienia z pomysłem pana prezydenta na temat referendum konstytucyjnego 11 listopada. Pamiętamy, jak skończył się ten pomysł” – stwierdził Rabiej. A tym, którzy nie pamiętają, przypominamy, że jego przeprowadzenia nie chcieli nawet senatorowie z PiS i przegłosowali odrzucenie wniosku Dudy.

Z niejasnych dla mnie powodów w Platformie panują znakomite nastroje. Coraz rzadziej słychać o Koalicji Obywatelskiej jako federacji opartej na plus minus partnerstwie kilku partii, a coraz częściej – o formule przejmowania aktywów mniejszych ugrupowań i wyraźnej dominacji PO.

Politycy PO teoretycznie przejmują się sytuacją w SLD, gdzie swoje kłopoty ma Włodzimierz Czarzasty, niby się martwią osłabieniem PSL po wyborach samorządowych oraz degrengoladą Nowoczesnej, ale więcej jest w tym Schadenfreude i poczucia wyższości niż rzeczywistej troski.

Byłoby to jakoś zrozumiałe, gdyby notowania PiS pikowały, ale na razie tego nie obserwujemy. Wybory samorządowe – nawet mimo wyniku w miastach – powinny skłaniać raczej do pesymizmu obecną opozycję. PiS wzmocnił się wyraźnie na poziomie sejmików, powiatów i gmin. Gdyby wybory do Sejmu odbyły się w najbliższą niedzielę, z łatwością pokonałby Platformę i utrzymał władzę, być może z koalicjantem.

Warto bowiem dodać, że niepisowska prawica – od Kukiz ’15 przez Bezpartyjnych Samorządowców, korwinistów aż po narodowców – zdobyła ok. 2 mln głosów w wyborach do sejmików, sporo więcej niż lewica z SLD, Razem czy Zielonych.

Druga sprawa, też platformerska. Z równie niejasnych dla mnie powodów Jan Grabiec pozostaje rzecznikiem partii mimo dwóch poważnych wpadek. Najpierw w Legionowie w kampanii samorządowej nie zareagował na chamską przemowę prezydenta miasta, a teraz w wywiadzie przebąknął o likwidacji programu 500+ dla bezrobotnych, co ułatwi PiS straszenie Platformą. Jak ktoś się nie nadaje na rzecznika prasowego, to nie powinien być rzecznikiem prasowym (to uwaga także pod adresem władz PiS, które – znów z niejasnych dla mnie powodów – uważają, że partię powinna reprezentować Beata Mazurek).

Słowa Grabca o 500+ mają zresztą szerszy kontekst. PO w ogóle nie powinna mówić o pisowskim 500+, powinna mieć jakieś własne 500+. Do wyborów zostało niecałe 11 miesięcy, a programu nie ma. Polacy są szczęśliwi, żyje im się lepiej niż kiedykolwiek, PiS ma stabilne poparcie, a jedyne co mówi PO, to „Odsuniemy PiS”. Nie jestem gołosłowny, oto świeży tweet europosła Dariusza Rosatiego:

„Jesteśmy anty-PiSem. Dlatego, że gdy ktoś podpala nasz wspólny dom, trzeba najpierw obezwładnić podpalacza, a dopiero potem przystąpić – wspólnie – do odbudowy domu. Dlatego odsunięcie PiS od jest zadaniem na dziś najważniejszym”.

Otóż jeśli w 2019 r. głównym punktem programu PO będzie odsunięcie od władzy PiS, to głównym punktem programu opozycji w 2023 r. także będzie odsunięcie od władzy PiS.

Komisja Europejska przyspieszyła w przedbiegach do Szczytu Klimatycznego ONZ, który rozpocznie się 3 grudnia w Katowicach. Jej głównym argumentem podczas negocjacji będzie ogłoszony 28 listopada 2018 r. dokument „Czysta Planeta dla wszystkich. Europejska długoterminowa wizja strategiczna prosperującej, nowoczesnej, konkurencyjnej i neutralnej dla klimatu gospodarki”.

Raport na temat zmian klimatycznych: 12 lat do katastrofy

Europejska gospodarka neutralna dla klimatu

Prościej – Komisja Europejska przedstawiła propozycję nowej strategii rozwojowej, której celem jest transformacja europejskiej gospodarki, tak by w 2050 r. stała się neutralna dla klimatu, czyli przestała dokładać do atmosfery gazy cieplarniane. Realizacja takiego programu to jedyny sposób, by ustabilizować średni wzrost temperatury atmosfery na poziomie 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego – jak przekonują naukowcy, tylko zahamowanie wzrostu temperatury na takim poziomie daje szansę ma uniknięcie niebezpiecznych konsekwencji ocieplenia.

Donalda Trumpa niebezpieczna wojna z klimatem

Stanie się tak oczywiście tylko wówczas, jeśli podobnie ambitne plany podejmą inne państwa. Unia Europejska jest odpowiedzialna za ok. 10 proc. globalnych emisji, więc samodzielnie nie zbawi świata. To argument często podnoszony przez sceptyków przekonujących, że proklimatyczne ambicje Brukseli niewiele pomagają klimatowi, szkodzą natomiast konkurencyjności europejskich gospodarek, bo obciążają je nadmiernymi kosztami.

Modernizacja gospodarki ma pobudzić jej dynamikę

Nowa strategia jest odpowiedzią na te zarzuty – w istocie przedstawia wielki projekt modernizacyjny dla krajów Unii Europejskiej, którego celem jest przebudowa gospodarki i pobudzenie jej dynamizmu w oparciu o nową logikę funkcjonowania. Składać się na nią mają nie tylko nowe, bezemisyjne technologie wytwarzania energii, ale także finansowanie, organizacja produkcji w modelu gospodarki okrężnej, wzrost nacisku na efektywność, system podatkowy, wspólny rynek cyfrowy. Efekt proklimatyczny ma być niejako dodatkowym pozytywnym skutkiem transformacji, której celem jest zapewnienie trwałego rozwoju społeczno-gospodarczego w szybko starzejącym się społeczeństwom europejskim.

Węgiel coraz mniej się światu opłaca. Ale Polska wciąż inwestuje

Autorzy strategii podkreślają, że dowodem sensowności takiego podejścia są dotychczasowe wysiłki Unii Europejskiej, w wyniku których kraje UE zmniejszyły w okresie od 1990 do 2016 r. zużycie energii o 2 proc., emisję gazów cieplarnianych o 22 proc., zwiększając przy tym swoje PKB o 54 proc. Co ważniejsze, Unia Europejska stała się liderem rozwoju wielu „zielonych” technologii, powstały 4 miliony „zielonych” miejsc pracy (pozytywny efekt zatrudnieniowy szacuje się na 1–1,5 proc.), a europejskie ekoprzedsiębiorstwa wyrosły na globalnych graczy.

Koniec paliw kopalnych i inwestycje w nową infrastrukturę

Nowa strategia ma się po prostu opłacać, bo stymulując rozwój gospodarczy w oparciu o nową podstawę technologiczną i nową infrastrukturę, pozwoli jednocześnie zmniejszyć koszty negatywnych skutków zmian klimatycznych. W nagrodę za swój wysiłek Europejczycy powinni cieszyć się w 2050 neutralną klimatycznie, bezwęglową gospodarką i dwukrotnie większą zamożnością niż w 1990 r. Żeby tak się stało, potrzebne jest zwiększenie inwestycji w nową infrastrukturę od 175 do 290 mld euro rocznie.

W przełożeniu na język konkretów – nowa europejska strategia oznacza koniec palenia paliw kopalnych, które dziś są głównym źródłem energii, i zastępowanie ich energią pochodzącą z odnawialnych źródeł, które mają zapewniać w 2050 r. ponad 80 proc. prądu elektrycznego, pozostałe ok. 15 proc. pochodzić będzie z energetyki jądrowej. W rezultacie zmniejszy się radykalnie uzależnienie krajów UE od importu paliw, który teraz zaspokaja 55 proc. potrzeb energetycznych.

Polska obsesja węglowa wyklucza z wyścigu technologicznego

Europejski dokument to rzeczywiście kompleksowa wizja, której realizacja, niezależnie od przyjętego scenariusza, dotknie wszystkich aspektów życia. Dla Polski, kraju ciągle obsesyjnie uzależnionego od węgla jako podstawowego nośnika energii, europejska strategia jest nie lada wyzwaniem. Upierając się, jak proponuje to zaprezentowana niedawno Polityka Energetyczna Państwa, przy jak najdłuższym trwaniu przy węglu, stracimy szansę na pełne wykorzystanie efektów modernizacyjnych, jakie przyniesie nowy plan. Zwlekając z transformacją i trwoniąc środki na wspieranie i ochronę przestarzałego systemu energetycznego, stracimy możliwość włączenia się do wyścigu technologicznego, skazując się w przyszłości na zakup technologii opracowanych przez innych.

Węgiel i ropa – paliwa dla biednych

Nie ma odwrotu od zielonej transformacji, bo jest jedynym sposobem na połączenie celów sprzecznych w dzisiejszym modelu gospodarowania: rozwoju i ochrony środowiska. Zwlekając z przyjęciem tego do wiadomości, skazujemy się na wysoki rachunek, jaki płacimy już dziś, akceptując choćby przedwczesną śmierć dziesiątków tysięcy ludzi oddychających powietrzem zanieczyszczonym na skutek spalania węgla.

Waldemar Mystkowski pisze o szczycie klimatycznym w Kastowicach.

Kolejny spektakularny blamaż szykuje pisowska władza na szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach. Już zdążyliśmy się przyzwyczaić, iż staliśmy się pośmiewiskiem w Europie, teraz klownada zostanie przeniesiona na najwyższy diapazon – globalny.

Obraz Polski pod rządami PiS jest katastrofalny, pozycja taka sama. Można nawet przeprowadzać seminaria studyjne: „Kiedy Polska osiągnie stadium kraju upadłego?”. Czy PiS robi to z rozmysłem? Raczej nie, w tej partii kumulują się takie katastrofalne przypadki ludzkie i ich stany umysłu. Czego się nie dotkną, sknocą. Główna przyczyna leży ponadto w tym, że sięgają tylko do własnych zasobów, do swoich, którzy są mało profesjonalni albo wcale. W Polsce przedwojennej ten stan ksenofobii był określany: „Swój do swego po swoje”.

W takim wypadku musi dojść do katastrofy. W poniedziałek zaczyna się w Katowicach dwutygodniowy szczyt klimatyczny COP24, zjedzie na niego 195 delegacji. Uczestnicy zajmą się najważniejszym tematem dla świata – wzrostem temperatury Ziemi oraz konsekwencji z tym związanych. Ocieplenie globalne trzeba wszelkimi sposobami powstrzymać, to „być, albo nie być” dla ludzkości.

Odpowiedzialności w tej kwestii nie można zrzucić na innego. Ba, nie można wycofać się z pomyłki, bo drugiego razu już może nie być. A Polska (należy dodawać pisowska) jakby robiła światu na przekór. A co? Grozi wszystkim katastrofa, to ją przyspieszymy – zdaje się mówić obecna władza, która jako strategicznych partnerów szczytu w Katowicach wystawia największych w Polsce emitentów dwutlenku węgla, metanu, tlenków siarki, azotu i rakotwórczego benzenu – Jastrzębską Spółkę Węglową, Tauron, Polską Grupę Energetyczną oraz PGNiG.

To tak jakby Mateusz Morawiecki na sympozjum bankowców świata delegował jako polskiego reprezentanta Marka Ch., który obecnie jest zatrzymany w areszcie. W ten to sposób PiS zamierza ukręcić łeb swojej korupcyjnej hydrze – aferze KNF.

Zanieczyszczenie powietrza w Polsce jest rekordowe, choć obecna władza deklaruje walkę ze smogiem. Otóż wg klasyfikacji trzech tysięcy miast na świecie, opublikowanej przez Światową Organizację Zdrowia, w których dokonano pomiarów zanieczyszczeń, czterdzieści pięć polskich miast jest w pierwszej setce najbardziej zanieczyszczonych.

Mamy problem cywilizacyjny, zaś PiS nic z tym nie robi, a nawet zajmuje stanowisko, że świat nie ma racji, dlatego tacy, a nie inni zostali wystawieni jako strategiczni partnerzy szczytu. No i pójdzie w świat kolejna zła fama o Polsce. W Katowicach mają być obecne takie tuzy świata politycznego, jak Emmanuel Macron i Angela Merkel, będą też gwiazdy świata kultury największego formatu, jak Leonardo di Caprio i Bono.

Szczyt w Katowicach to nie będzie jakaś kolejna wtopa PiS, to będzie potwierdzenie, że Polska wypisuje się ze świata, że jest niewarta zainteresowania. Coraz bardziej wpadamy w model, jaki kiedyś w historii nam się już zdarzył: kraj wsobny, zapyziały, ksenofobiczny, sarmacki, który skończył swój byt utratą suwerenności.

>>>

PiS przykrywa swoją aferę KNF

30 List

Dwa miesiące aresztu dla Marka Chrzanowskiego, byłego szefa KNF. Zdaniem prokuratury jest obawa matactwa ze względu na zagrożenie wysoką karą. Były szef KNF nie przyznaje się do winy, zapowiedział też, że odwoła się od decyzji sądu o areszcie. Tymczasem PiS zapowiada złożenie zawiadomienia do prokuratury na byłego wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego. Zdaniem Zbigniewa Konwińskiego z PO to kuriozalna sytuacja, iż PiS składa wniosek do prokuratury i skarży się na to, że w 2008 roku w Sejmie zostały przegłosowane rozwiązania, o które PiS sam wnioskował.

Areszt dla byłego szefa KNF

Marek Chrzanowski, były szef Komisji Nadzoru Finansowego, został aresztowany na dwa miesiące. Zdecydował o tym w nocy katowicki sąd, który uzasadnia decyzję obawą matactwa i grożącą Chrzanowskiemu karą do 10 lat więzienia.

Obrońcy Chrzanowskiego zapowiedzieli zaskarżenie decyzji o areszcie.

Prokuratura postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę.

Zdaniem Prokuratury Marek Chrzanowski zaproponował Leszkowi Czarneckiemu zatrudnienie Grzegorza Kowalczyka w charakterze prawnika w Getin Noble Bank S.A. na okres 3 lat oraz przekazał Leszkowi Czarneckiemu informację, że zatrudnienie to będzie skutkować przychylnością Komisji Nadzoru Finansowego w czasie realizacji programu naprawczego Getin Noble Bank S.A.

KNF kontra VAT

PiS, w który afera KNF bezpośrednio uderza, najwyraźniej znalazł sposób, aby przykryć kłopoty, w które wpędził go Marek Chrzanowski, którego na to stanowisko mianowała premier Beata Szydło.

Posłowie PiS zapowiedzieli złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego wicepremiera Jacka Rostowskiego. Jak tłumaczył przewodniczący komisji śledczej ds. VAT Marcin Horała z PiS, chodzi o możliwość przekroczenia uprawnień przez ministra.

Sprawę skomentował Jacek Rostowski

PO: Porozmawiajmy o faktach

Z oskarżeniami komisji VAT-owskiej i oskarżeniami posła PiS Marka Horały rozprawia się Izabela Leszczyna z PO.

Opozycja: To propagandowa akcja

Zdaniem opozycji to działanie propagandowe, mające przykryć aferę KNF, a formułowanie tak poważnych zarzutów na tym etapie jest kuriozalne.

– Formułuje się ten wniosek w momencie, kiedy zaplanowane są przesłuchania zarówno ministra Rostowskiego, jak i ministra Nowaka. Rodzi się teraz pytanie o status prawny tychże świadków w momencie przesłuchania – uważa poseł Mirosław Pampuch z Nowoczesnej.

– Według naszej oceny to jest działanie czysto propagandowe – uważa Genowefa Tokarska z PSL – dlatego że chociażby moglibyśmy zrobić konfrontację w ramach komisji śledczej między Elżbietą Chojną-Duch a panem ministrem Jackiem Rostowskim, ale nie mamy takiej możliwości. Wniosek już zaistniał dzisiaj, a minister Rostowski ma gdzieś w pierwszych dniach grudniach stanąć przed komisją – tłumaczyła Tokarska.

Zdaniem Zbigniewa Konwińskiego z PO to kuriozalna sytuacja, iż PiS składa wniosek do prokuratury i skarży się na to, że w 2008 roku w Sejmie zostały przegłosowane rozwiązania, o które PiS sam wnioskował.

– PiS złożył projekt ustawy w Sejmie w 2008 roku, likwidujący sankcję 30 procent. Mało tego, posłowie PiS występowali z interpelacjami, żeby tę sankcję zlikwidować. W 2006 roku rząd PiS również przyjął projekt likwidacji sankcji 30 procent, po czym dziś PiS składa zawiadomienie do prokuratury, że ta sankcja została zlikwidowana – podkreślił Konwiński.

PiS domaga się przeprosin i straszy sądem dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego za jego wpis na Twitterze zawierający sformułowanie „mafia z PiS”. Wezwanie oraz związane z nim roszczenie są tak absurdalne, że nie można już nawet określać go w kategoriach „tłumienia krytyki” czy „zamykania ust dziennikarzom” – mówi Czuchnowski.

Chodzi o wpis Czuchnowskiego z 18 listopada: „Właśnie się dowiedziałem od prezesa Glapińskiego, że razem z Kublik zachwiałem systemem finansowym w Polsce. Jeśli tak to przepraszam. Już więcej nie będę opisywał mafii z PiS…”.

Dziennikarz „GW” otrzymał wezwanie przedsądowe ze strony PiS. W razie braku przeprosin PiS – jak poinformował PAP jeden z polityków partii – wystąpi na drogę sądową.

– Kiedy dowiedziałem się od dziennikarza PAP o tym wezwaniu PiS, myślałem, że to jakiś żart lub pomyłka – komentuje Czuchnowski. – Uważam, że wezwanie oraz związane z nim roszczenie jest tak absurdalne, że nie można już nawet określać go w kategoriach „tłumienia krytyki” czy „zamykania ust dziennikarzom”. Obrażanie się poważnej partii za żartobliwy wpis na Twitterze, nie nadaje się do poważnego skomentowania – dodaje.

Dziennikarz „GW” zapowiada, że nie wycofa się z tych twierdzeń tak samo jak nie zaprzestanie opisywania nieprawidłowości w działaniach władzy.

PiS domaga się również, by Czuchnowski opublikował na własnym profilu na Twitterze oświadczenia o treści: „Przepraszam partię Prawo i Sprawiedliwość za to, że w dniu 18 listopada 2018 r., na portalu Twitter bezprawnie nazwałem partię Prawo i Sprawiedliwość mafią. Oświadczam, że brak było podstaw do sformułowania takich twierdzeń i sugestii. Ubolewam, że w wyniku moich bezprawnych działań bezpodstawnie naruszyłem dobre imię partii Prawo i Sprawiedliwość”. Ponadto PiS domaga się od Czuchnowskiego wpłaty 15 tys. zł na na hospicjum.

Rząd wpadł na nowy genialny pomysł. Władza zgodnie z retoryką wstawania z kolan zacznie bowiem reprezentować (po trzech latach rządów) interesy polskiego biznesu w Brukseli. Jednak jest jeden haczyk, dyplomacja PiS spojrzy łaskawie tylko na tych, którzy za to zapłacą. Losu licznych, którzy się na to nie zdecydują, można się zaś łatwo domyślić.

Resort przedsiębiorczości postanowił bowiem znacjonalizować kolejny sektor życia gospodarczego. Tym razem przyszedł czas na przejęcie przez rząd samorządu przedsiębiorców. Jakkolwiek absurdalnie powyższe brzmi, to jednak staje się faktem. Resort przedsiębiorczości buduje bowiem organizację, która ma w zamyśle ułatwić polskim pracodawcom lobbowanie w Brukseli. Organizacja ma działać jako podmiot od władzy niezależny, jednak to urzędnicy rozsyłają maile zachęcające do dołączenia do Business Poland House, którego warunki działania rozsierdziły wielu przedsiębiorców. Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, wsparcie rządu obłożone jest absurdalnie wysokim haraczem. Firmy o rocznych przychodach powyżej 1 mln zł miałyby płacić od 83 do 180 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że niektóre na roczną składkę musiałyby wydać więcej, niż zarabiają.

Możemy mieć do czynienia z poważnym skandalem, ponieważ w ofercie skierowanej do firm, do której dotarł DGP, mówi się o prezentacji swojego stanowiska i uczestnictwie w unijnym procesie legislacyjnym. Dodatkowo wskazuje się, że “budowana będzie sieć relacji z decydentami” i “stałej współpracy z ministerstwami“. Innymi słowy, rząd wysłał do firm ofertę o charakterze cennika usług polskiej dyplomacji. Nie interes narodowy i analizy rozwoju gospodarki, ale pokaźne sumy pieniędzy będą decydowały o tym, co i jak będzie wspierać rząd w Brukseli. Zakrawa to wręcz na korupcję w biały dzień. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy urzędnicy uzależniają realizację obowiązków ustawowych od wpłaty określonej sumy na konto. Lobbing na rzecz polskich firm jest zaś nie przysługą, ale obowiązkiem rządu, na który to cel są przeznaczone w budżecie państwa konkretne środki.

Nieodpłatne wsparcie firm ma podstawowy cel mający zagwarantować przejrzystość motywów działania polityków. Wprowadzając barierę wejścia na poziomie setek tysięcy złotych, PiS wyklucza z reprezentacji większość polskich firm, a zamiast nich promuje nową oligarchię, rodem z Ukrainy i Rosji.

Jest to kolejny przykład dążenia władz do ręcznego sterowania każdą dziedziną życia. Przedsiębiorcy mają bowiem własne organizacje, a działania PiS mają na celu tylko ich marginalizację na rzecz struktury będącej jego polityczna pacynką.

Resort w tym aspekcie można niemal podejrzewać o złe intencje, ponieważ nie jest to pierwszy tego typu manewr, ale utarty schemat, którym upolityczniono m.in. system finansowania organizacji pozarządowych w Polsce. W wyborach samorządowych Polacy usłyszeli narrację, “wybierzcie PiS – dostaniecie środki z budżetu na inwestycje, nie posłuchacie – będziecie mieli problem”. Zakładana przez polityków organizacja przedsiębiorców jest kolejną odsłoną tej skandalicznej zagrywki.

W całej sytuacji poza olbrzymią arogancją władzy zadziwia jednak także nie mniejsza jej naiwność. Zagrywki, które rząd stosuje z powodzeniem nad Wisłą, są całkowicie nieskuteczne w Europie. PiS nie kontroluje europejskiej prokuratury, sądów i mediów, przez co nie może uczynić instytucji i obywateli ślepymi na łamanie podstawowych zasad. Tak toporna metoda nie ma szans przynieść oczekiwanych rezultatów. Rząd pokazał już dobitnie, że na dyplomacji europejskiej zupełnie się nie zna. Tymczasem skuteczny lobbing wymaga sprawiania choćby pozorów wspólnotowego interesu, o co PiS nigdy się nawet nie starał. Wróży to inicjatywie rządu poważne ryzyko dołożenia kolejnej do i tak pokaźnej liczby afer polskiej dyplomacji ostatnich trzech lat.

Panie Tchórzewski.! Taka jest prawdziwa pańska obietnica, że nie będzie podwyżek prądu, jak to, żeś święty i robisz razem z Piotrowiczem za kombatanta walki z komuną.?/!