Tag Archives: Cezary Michalski

Opozycja wobec opozycji… Grzegorza Schetyny

9 List

Dlaczego obalenie Schetyny i zniszczenie Platformy Obywatelskiej stało się dla wielu ludzi z szeroko rozumianej metapolitycznej opozycji priorytetem nawet w stosunku do obalenia Kaczyńskiego i zniszczenia PiS-u? Powody są różne – pisze o nich Cezary Michalski. Przeciw trendowi

Z punktu widzenia normalnej polityki ostatnie posiedzenie Zarządu Krajowego PO zakończyło się optymalnie, bowiem nie obaliło Schetyny i nie zniszczyło Platformy. Z punktu widzenia interesów politycznych PiS-u, a także pewnej mody mówienia o polskiej polityce reprezentowanej przez ludzi od PiS-u nieraz bardzo odległych, u których jednak entuzjazm nie zawsze idzie w parze z politycznym rozsądkiem, piątkowe posiedzenia Zarządu Krajowego PO zakończyło się fatalnie, bo nie obaliło Schetyny i nie zniszczyło Platformy.

Zacznijmy jednak od pierwszego kryterium – kryterium normalnej polityki, w której instytucje i liderzy własnego obozu są wartością, a nie czymś, co rozjusza, prowokuje do szydery, sarkazmu, mobilizuje do zniszczenie jedynego politycznego narzędzia, jedynej politycznej broni, jaką mamy dziś przeciwko Kaczyńskiemu. Otóż

SCHETYNA NIE ZOSTAŁ OBALONY ANI NAWET ZDESTABILIZOWANY.

Co w sytuacji, kiedy jest szefem najsilniejszej struktury opozycji i jedynej politycznej reprezentacji mieszczańskiego centrum, a w dodatku kiedy nie ma dla niego żadnego mocnego kontrkandydata – jest wyłącznie wartością. Zarząd PO, czyli reprezentacja partyjnej większości, zgodził się też na proponowane przez Schetynę „skrócone” prawybory, które w najbardziej uporządkowany sposób, przy jak najmniejszym politycznym ryzyku wyłonienia idioty albo agenta, wskażą prezydenckiego kandydata lub kandydatkę PO, a można mieć nadzieję, że także KO, a może nawet prezydenckiego kandydata lub kandydatkę całej opozycji w drugiej turze. Takie rozwiązanie oznacza wzmocnienie, a nie osłabienie pozycji Schetyny, który to rozwiązanie zaproponował, co znowu – kiedy nie ma dla niego ani wyraźnie lepszego, ani w ogóle żadnego wyrazistego kontrkandydata – oznacza stabilizację najsilniejszej partii opozycji.

Druga dobra wiadomość to wskazanie Borysa Budki jako kandydata na przewodniczącego klubu parlamentarnego PO, w dodatku popartego (a chyba nawet zgłoszonego) przez Schetynę, co znów oznacza konsolidację Platformy zamiast jej rozbicia. Jest to w istocie powrót do sytuacji sprzed jakichś dwóch tygodni, kiedy szefem klubu też miał być Budka i też miał go wskazać Schetyna. Później

ZACZĘŁO SIĘ JEDNAK POMPOWANIE BUDKI NA BRUTUSA, KTÓRY JUŻ PRZYGOTOWUJE ZAMACH NA SCHETYNĘ, A NAWET JUŻ TEN ZAMACH PRZECIWKO SCHETYNIE ROZPOCZĄŁ, A MOŻE NAWET JUŻ GO PRZEPROWADZIŁ (TYM GORZEJ DLA FAKTÓW).

A ja – wiedząc, jak potężną siłą są media, choćby te najgłupsze – już zacząłem się bać, że Cezar i Brutus podziabią się widelcami.

Nie dziwił ten fejkowy zamach robiony przez „Wprost”, bo to pismo należy do tego samego właściciela, co „Do Rzeczy”. I podobnie jak „Do Rzeczy” żyje z pieniędzy PiS-owskich, czyli naszych, tyle że pompowanych przez PiS do obu pism za pośrednictwem spółek Skarbu Państwa. Kaczyńskiemu naprawdę zależy na zniszczeniu Platformy, bo wie, że ta partia jest dla niego jedyną przeszkodą na drodze do zbudowania w Polsce Węgier, a może i Turcji.

Bardziej było smutne, że Budkę na Brutusa Platformy (choćby po trupie Platformy) pompowali pożyteczni idioci z mediów niezwiązanych z PiS-em, a nawet zdecydowanie w swoim własnym mniemaniu opozycyjnych. Tym bardziej cieszy, że sam Borys Budka okazał się najmniej entuzjastyczny, jeśli chodzi o przyjęcie roli Brutusa w momencie, kiedy największym problemem Rzymu nie jest Cezar z Platformy, ale biegający po Kapitolu barbarzyńcy z PiS i Konfederacji.

FAKT, ŻE SCHETYNA I BUDKA, ZAMIAST NISZCZYĆ SWOJĄ PARTIĘ I SIEBIE NAWZAJEM, WYSTĄPILI RAZEM, ZNÓW JEST DOBRĄ WIADOMOŚCIĄ, BO ZAPOWIADA, ŻE PLATFORMA POTRAFI ROZEGRAĆ WEWNĘTRZNĄ WALKĘ O WŁADZĘ W SPOSÓB UPORZĄDKOWANY I W RYTMIE KADENCYJNYM, KTÓRY WYZNACZA STYCZEŃ 2020.

Trzecia dobra wiadomość to… (kiedy tak piszę, zaczynam się czuć jak mój ulubiony redaktor Michał Nogaś z “Gazety Wyborczej” rozsyłający regularnie swoje „Newslettery optymisty” pełne „dobrych wiadomości”, z których faktycznie większość jest dobra)… kolejna zatem dobra wiadomość to wyznaczenie – nie tylko przez PO, ale także dogadanie się w tej sprawie przez PO z PSL-em i SLD – kandydata na opozycyjnego marszałka Senatu, a także ustalenie przez opozycję podziału miejsc w senackim prezydium.

Zarówno wskazanie jako potencjalnego marszałka Senatu z PO i KO (podkreślam słowo „potencjalny”, gdyż dopiero w momencie głosowania zobaczymy, jak groźny jest PiS-owski bat i jak wielka PiS-owska marchewka) Tomasza Grodzkiego (świetny lekarz i kompetentny autor wielu punktów w programie opozycji dotyczącym służby zdrowia), jak też porozumienie w sprawie potencjalnych wicemarszałków Senatu z PO, SLD i PSL sugeruje (choć to tylko nadzieja, nie pewność), że opozycja jeszcze nie zwariowała i w przypadku faktycznego zdobycia Senatu (a w przyszłości faktycznego odzyskania od PiS-u państwa) będzie wiedziała, co z tym Senatem (i z tym państwem) zrobić.

TE WSZYSTKIE DOBRE DLA MNIE WIADOMOŚCI WYDAJĄ SIĘ WIADOMOŚCIAMI KATASTROFALNYMI DLA WIELU INNYCH KOMENTATORÓW I KOMENTATOREK Z MEDIÓW NIE TYLKO PIS-OWSKICH. DLA NICH WSZYSTKICH IDEA, ŻE SCHETYNA UTRZYMA SIĘ NA NOGACH JESZCZE JEDEN DZIEŃ, JEST KATASTROFĄ. BUDKA NIE BYŁ DLA NICH ATRAKCYJNY W OGÓLE, KIEDY WSPÓŁPRACOWAŁ ZE SCHETYNĄ. STAŁ SIĘ ATRAKCYJNY NA CHWILĘ, KIEDY MOŻNA GO BYŁO PRZEDSTAWIĆ JAKO WROGA SCHETYNY.

Po ostatnim Zarządzie PO Budka znów odejdzie w cień, bo z ich punktu widzenia nie sprawdził się jako Brutus.

Wcześniej, jak pamiętam, atrakcyjna była dla nich Barbara Nowacka, dopóki nie zaczęła współpracować ze Schetyną, żeby budować sensowną centrową formację. Wtedy stała się „nieinteresująca”, wręcz – jak powiedział mi pewien entuzjasta – „straciła twarz”. Nawet Kosiniak-Kamysz zaczął być ostatnio idolem paru publicystów i publicystek liberalnej prasy, którzy (i które) wcześniej przez długie miesiące skarżyli się (i skarżyły) na „nadmierny konserwatyzm” i „polityczną nieskuteczność” Schetyny. Kosiniak-Kamysz jest bardziej konserwatywny od Schetyny i mniej od niego skuteczny (pod jego władzą PSL straciło w wyborach samorządowych swoje bastiony na Wschodzie, mimo że mogło je zachować, gdyby poszło razem z KO, bo w Lubelskiem czy Świętokrzyskiem na KO, PSL i SLD głosowało więcej ludzi, niż na PiS, resztę dla Kaczyńskiego zrobiła większościowa ordynacja wyborcza).

Po wyborach europejskich Kosiniak-Kamysz rozwalił koalicję, w dodatku nie dlatego, że chciał, ale dlatego, że okazał się za słaby, aby przeciwstawić się Pawlakowi, Sawickiemu i innym ludziom własnego aparatu z dołu i z góry, którzy już zostali przejęci przez PiS. Zatem Kosiniak-Kamysz ani nie jest specjalnie progresywny, ani nie jest politycznie skuteczny, a nagła miłość do niego części publicystów (i publicystek) liberalnej prasy wynika wyłącznie z faktu, że nie jest Schetyną i można go używać do walenia w Schetynę.

BYĆ MOŻE ZRESZTĄ TERAZ KOSINIAK-KAMYSZ ZNÓW STANIE SIĘ DLA TYCH SAMYCH LUDZI „NIEINTERESUJĄCY”, BO JEDNAK ZAWARŁ ZE SCHETYNĄ POROZUMIENIE DOTYCZĄCE WSPÓŁPRACY W SENACIE. JA JEDNAK WŁAŚNIE Z TEGO POWODU CHCIAŁBYM KOSINIAKA-KAMYSZA POCHWALIĆ I W ZASADZIE – JEŚLI PAŃSTWO ZDOŁAJĄ – PROSZĘ O ZAPOMNIENIE TYCH PARU NIEPRZYJEMNYCH UWAG NA JEGO TEMAT, KTÓRE SFORMUŁOWAŁEM DOSŁOWNIE PRZED CHWILĄ.

Dlaczego jest tak jak jest, że obalenie Schetyny i zniszczenie Platformy Obywatelskiej stało się dla wielu ludzi z szeroko rozumianej metapolitycznej opozycji priorytetem nawet w stosunku do obalenia Kaczyńskiego i zniszczenia PiS-u? Otóż powody są różne. Jedni przyłączają się do tego trendu, bo Schetyna i Platforma blokują drogę rozwoju Biedroniowi. Moim zdaniem w prawicowej Polsce Biedroń nie rozwinie się nigdy, jest na to zwyczajnie za słaby (o wiele od niego silniejszemu Palikotowi przeżycie w prawicowej Polsce też się nie udało). Z tego zresztą punktu widzenia wybór przez Biedronia Brukseli zamiast Warszawy był bardzo logiczny.

Inni Schetyny nie lubią, bo uważają, że 20 lat temu zniszczył im Unię Wolności (w dużo większym stopniu odpowiedzialny jest za to Donald Tusk i jemu też swego czasu nie chciano tej zbrodni darować). Jeszcze inni po prostu przyłączają się do trendu, bo są może celebrytami (czyli ludźmi kompetentnymi, ale w innych dziedzinach), lecz z samodzielnym politycznym myśleniem jest u nich dość kiepsko.

CZY DA SIĘ OCALIĆ PLATFORMĘ OBYWATELSKĄ PRZECIWKO TRENDOWI? NIE MAM PEWNOŚCI, ALE WARTO PRÓBOWAĆ. JEST TO BOWIEM OSTATNIA ZORGANIZOWANA SIŁA, KTÓRA BUDOWAŁA III RP I NADAL SIĘ DO NIEJ PRZYZNAJE. JAKIE TO WYTCHNIENIE, KIEDY WOKÓŁ WIDZI SIĘ CORAZ WIĘCEJ OPORTUNISTÓW, KTÓRZY ZAPOMNIELI, KIM BYLI I POD KIM CHODZILI JESZCZE PARĘ LAT TEMU.

Dawni bezwarunkowi wielbiciele (i wielbicielki) Leszka Balcerowicza czy Adama Michnika (z perspektywy czasu, patrząc na dzisiejszych idoli, coraz bardziej się przekonuję, że może nie był to aż tak kiepski wybór) stali się bezwarunkowymi wielbicielami (i wielbicielkami) Kaczyńskiego i Ziobry albo Zandberga i Biedronia. A wszystko po to, żeby – jak mówi poeta – móc w nowy życia strumień wstąpić.

Zbyt stadne wędrówki mamutów doprowadziły do ich wyginięcia. Nie chciałbym, aby podobny los spotkał Polaków.

Głodzia zdegradować do grabarza

3 List

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania Głódzia: – „Przede wszystkim Arcybiskup przez wiele lat ewidentnie działał na rzecz oskarżonych o pedofilię duchownych, co do których winy nie ma wątpliwości. Między innymi chronił ks. Mirosława Bużana, skazanego za molestowanie 15-letniej dziewczynki, awansował go, a o wyroku nie zawiadamiał odpowiednich władz w Watykanie. Nie reagował na doniesienia o czynach pedofilskich księdza Franciszka Cybuli, byłego kapelana Lecha Wałęsy, a także w sprawie dowodów na molestowanie dzieci przez księdza Henryka Jankowskiego”.

Kolejnym powodem – ich zdaniem – jest angażowanie „autorytetu biskupa Kościoła dla poparcia jednej partii politycznej, propagując jej program w czasie licznych wystąpień publicznych i homilii wygłaszanych w czasie uroczystości religijnych i mszy świętych”. Wierni przypominają o wystawnym stylu życia Głódzia, jego zamiłowaniu do przepychu oraz skandalicznym traktowaniu podwładnych: – Ma m.in. do swojej dyspozycji dwa pałace – letnią rezydencję na terenie 20-hektarowej posiadłości we wsi Bobrówka oraz stałą rezydencję w zabytkowym pałacu w Gdańsku. Upokarza podlegających księży, o czym mówili oni w programie TVN24 Czarno na białym z 24.10.2019 r., odnosi się obraźliwie do katolików świeckich, m.indo dziennikarzy i wiernych. Wielokrotnie wypowiada się w sposób dyskryminujący osoby nieheteroseksualne”.

Swój list do papieża wierni kończą stwierdzeniem: – „Wierzymy, że zmiana Pasterza Kościoła Gdańskiego stanie się ważnym impulsem do jego odnowy i wzmocnienia, a wątpiącym i skrzywdzonym przywróci nadzieję wiary”. List trafi do wiadomości nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio, prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka oraz samego Głódzia.

A w najbliższą niedzielę 3 listopada wierni z archidiecezji gdańskiej planują protest przed gdańską kurią pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”.

Nowi wiceministrowie finansów Piotr Dziedzic i Tadeusz Kościński pracują w resorcie finansów od 1 lipca tego roku. Wprawdzie w resorcie nie ma już Mariana Banasia, ale wychodzi na to, że podążają jego śladami.

Według wp.pl, ci dwaj wysocy rangą urzędnicy nie zgodzili się na ujawnienie swoich oświadczeń majątkowych. Podobnie zachował się Marian Banaś, który nie podał swojego stanu posiadania za 2017 rok.

Zarówno Dziedzicowi, jak Kościńskiemu nominacje na stanowiska wręczał Banaś, który wtedy był jeszcze szefem resortu finansów. Obydwaj mogli zastrzec informacje o swoim majątku, ale powinni podać powody takich decyzji.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów poinformowało wp.pl., że ci wiceministrowie „nie wyrazili zgody na publikację oświadczeń o stanie majątkowym”. Czym argumentowali ten brak zgody, nie wiadomo…

Większość pozostałych wiceministrów oraz obecny szef resortu Jerzy Kwieciński jakoś nie mieli problemu z ujawnieniem swoich oświadczeń.

Klasyka polskiej prawicy to stadka efebów noszących teczki za Jarosławem Kaczyńskim i Markiem Jurkiem w korytarzach Nowogrodzkiej czy Sejmu. Wszyscy traktujący politykę w demokratycznym kraju jak zabawę w wojnę, zabawę w heroizm. Do tego podkreślanie swego uwielbienia dla „heroicznych militarnych cnót” przez ludzi, którzy nie weszliby bez windy na drugie piętro – pisze Cezary Michalski. Otóż jest się czego bać. Wszystkie autorytarne dyktatury nowoczesności były właśnie dyktaturami niedojrzałych chłopców, były „rewolucjami młodych”, „pokoleniowymi buntami” skierowanymi przeciwko „nudnym elitom dojrzałych mieszczan, którym wystarcza codzienność i praca”.

Cały tekst tutaj >>>

W sprawie aborcji PiS próbuje zwodzić religijnych fanatyków zapowiedziami i deklaracjami. Ale Konfederacja tylko czeka, żeby go z tych deklaracji rozliczyć.

 – „Gdybym dostał na biurko ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, podpisałbym ją” – deklaruje Andrzej Duda. Oczywiście, mówiąc „aborcja eugeniczna”, celowo wprowadza w błąd opinię publiczną. Chodzi mu bowiem o to, by w Polsce nie można było przerywać ciąży nawet wtedy, gdy embrion jest zdeformowany, chory czy wręcz niezdolny do samodzielnego życia. Zdaniem religijnych fanatyków kobiety mają obowiązek wydawać na świat każdy płód, nawet taki.

Oczywiście, doskonale wiemy, że to stanowisko jest absolutnie nierealistyczne i że zdecydowana większość kobiet, gdyby spotkało je takie nieszczęście, nie podporządkowałaby się katolickim talibom. Wystarczy przecież pojechać do gabinetu ginekologicznego w czeskim Cieszynie, Frankfurcie nad Odrą czy we Lwowie, by przeprowadzić zabieg – konkretne adresy i telefony są dostępne w internecie od ręki.

Pytanie brzmi: dlaczego Duda mówi to właśnie teraz, gdy rozkręca się kampania prezydencka? Przecież wprowadzenie takich przepisów najprawdopodobniej doprowadziłoby do jego klęski w wyborach. Przy poprzedniej próbie zaostrzenia restrykcji antyaborcyjnych na ulice polskich miast i miasteczek wyległy setki tysięcy demonstrantów i PiS musiał się cofnąć. Czy coś się od tamtej pory zmieniło w nastawieniu większości obywateli?

Dominika Wielowieyska na łamach „Gazety Wyborczej” postawiła tezę, że deklaracja prezydenta zapowiada, w jakim kierunku pójdzie kampania wyborcza – PiS będzie w niej forsować twardą linię ideologiczną, licząc na zdecydowane poparcie Kościoła.

Szczerze mówiąc, wątpię. Po wyborach parlamentarnych, które w gruncie rzeczy zakończyły się remisem, partia Kaczyńskiego nie ma dość sił na taką ofensywę. Liderzy PiS doskonale wiedzą, że na opozycję głosowało więcej wyborców niż na „dobrą zmianę” i tylko ordynacji d’Hondta zawdzięczają to, że w Sejmie (ale już nie w Senacie) mają ponad połowę mandatów. W tej sytuacji narażenie się milionom polskich kobiet i członkom ich rodzin byłoby politycznym samobójstwem.

Bardziej prawdopodobne wydaje się, że PiS będzie raczej próbował udobruchać krytycznie nastawionych obywateli. Wskazują na to choćby nieoficjalne przecieki, że w kręgach władzy rozważane jest poluzowanie zakazu handlu w niedziele, który uderzył m.in. w emerytów i studentów dorabiających sobie w charakterze ekspedientów. Partia Kaczyńskiego z jednej strony jest pod naciskiem liderów „Solidarności”, którzy domagają się uszczelnienia zakazu i zamknięcia w niedziele sklepów sieci Żabka, funkcjonujących jako „poczty”, z drugiej jednak zdaje sobie sprawę, że niedzielny szlaban handlowy uderza w bezpośrednie interesy wielu obywateli. Kombinuje więc, jak by tu sprawić, by wilk był syty i owca cała – np. odebrać Żabkom status placówek pocztowych, ale pozwolić na handel w niedziele wszystkim, jeśli za ladą staną dorywczo zatrudnieni studenci czy emeryci.

Myślę, że w sprawie aborcji władza kombinuje podobnie: jak by tu usatysfakcjonować talibów i biskupów, a jednocześnie nie rozjuszyć milionów kobiet? Może uda się sprawę załatwić samymi tylko oświadczeniami – Duda mówi, że podpisałby ustawę, ale na razie nie ma na biurku żadnego projektu, więc jego słowa są pustą deklaracją, z której nic konkretnego nie wynika.

Jeszcze kilka miesięcy temu taka taktyka polegająca na zwodzeniu religijnych fanatyków miałaby szanse powodzenia. Sęk w tym, że w obecnej kadencji sytuacja w Sejmie zmieniła się – poprzednio na prawo od PiS była już tylko ściana. Po ostatnich wyborach pojawiła się tu jednak Konfederacja, która zapewne zgłosi projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, jeśli nie zrobi tego partia Kaczyńskiego.

Ciekawe, jak sobie „dobra zmiana” poradzi z tym wyzwaniem. Zapowiada się niezłe widowisko, więc obserwujmy je uważnie. I oczywiście bądźmy gotowi, by znów wyjść na ulice, gdyby projekt ustawy miał rzeczywiście trafić pod obrady Sejmu.

To ostatnie wezwanie kieruję nie tylko do potencjalnych demonstrantów, ale także do liderów partii opozycyjnych, które tym razem powinny stanąć na czele protestu, organizując go, zapewniając mu infrastrukturę i logistykę, zwożąc uczestników autokarami do Warszawy, a jeśli okaże się to konieczne – wznosząc tu miasto namiotowe dla dziesiątków tysięcy protestujących.

TVP łże

26 Paźdź

Metro, Warszawa 2019.

Więcej >>>

Folwark zwierząt – to hołd in spe złożony PiS przez Orwella.

Xerofas

Cała pierwsza kadencja rządów PiS, a szczególnie okres poprzedzający ostatnią kampanię wyborczą, upływał pod znakiem nowego „panświnizmu”. Przekaz prawicowych polityków, publicystów, nawet niektórych ludzi Kościoła do socjalnego elektoratu był prosty. Wszyscy polscy politycy to „świnie” (kradną, przyznają sobie nagrody, nadużywają przywilejów władzy), jednak PiS-owskie „świnie” są lepsze od „świń” z PO, bo dały ludziom 500 plus – pisze Cezary Michalski

“Panświnizmem” polska prawica – kiedy jeszcze sama nie rządziła państwem – nazwała polityczną i propagandową strategię użytą przez Jerzego Urbana (i jego tygodnik “Nie”) przeciwko nowej postsolidarnościowej elicie władzy na początku lat 90. Ponieważ tuż po upadku PRL-u trudno było bronić biografii ludzi kojarzonych z dawnym systemem, postsolidarnościowa klasa polityczna przez jakiś czas (raczej bardzo krótko) dysponowała przewagą moralną i estetyczną nad politykami postkomunistycznymi.

Strategia Urbana polegała więc na tym, aby ludziom dawnej opozycji i “Solidarności” tę przewagę odebrać. Argumentów dostarczali mu ci spośród członków nowej postsolidarnościowej elity, których faktycznie świeżo zdobyta władza bardzo szybko zepsuła, uwikłała w afery korupcyjne lub obyczajowe.

ARGUMENT URBANA BRZMIAŁ: WSZYSCY POLITYCY, A JUŻ SZCZEGÓLNIE WSZYSCY POLITYCY…

View original post 2 299 słów więcej

 

Kidawa-Błońska o upadku moralnym PiS

30 Wrz

Zaskakujące, że najmniej zdeterminowani są wyborcy PiS. Trzy tygodnie przed wyborami „Rzeczpospolita” postanowiła zbadać, na ile wyborcy poszczególnych komitetów wyborczych czują się zdeterminowani, aby 13 października oddać głos. Sondaż został wykonany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS, w dniach 6-7 września 2019 r. na grupie 1100 osób.

Okazuje się, że najbardziej zdeterminowani czują się wyborcy Lewicy, na którą głos chce oddać 13,1 proc. badanych. W 94 proc. deklarują, że są bardzo, w 6 proc. – raczej zdeterminowani.

Podobnie ma się sytuacja w Koalicji Obywatelskiej. Jej elektorat aż 89 proc. jest bardzo lub raczej zdeterminowanych, 10 proc. – średnio, a tylko 1 proc. czuje się mało zmobilizowany do głosowania. Na KO głos chce oddać 22,7 proc. respondentów.

Dość wysoki poziom determinacji jest wśród wyborców Konfederacji – to aż 84 proc. W 12 proc. określony został on jako średni. Jednak poparcie dla Konfederacji to tylko 3,4 proc.

W sondażu dotyczącym determinacji elektoratu słabo wypada PiS. I choć na partię Kaczyńskiego chce oddać swój głos 42,4 proc. badanych, to zaledwie 39 proc. wyborców czuje się bardzo zdeterminowanych, a 25 proc. – raczej zdeterminowanych. Aż 27 proc. badanych, deklarujących chęć oddania głosu na PiS, twierdzi, że są oni średnio zmobilizowani do wsparcia. A 4 proc. czuje się mało zdeterminowana, by oddać głos, a 5 proc. – wcale.

Najsłabiej zmobilizowany jest elektorat Koalicji Polskiej, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Pawła Kukiza. I chociaż 57 proc. z nich czuje się bardzo lub raczej zdeterminowanych, to aż 43 proc. deklaruje, że są średnio lub wcale (20 proc.) zmobilizowani do oddania głosu.

Co ciekawe, zupełnie inaczej wygląda ocena kampanii wyborczych poszczególnych partii.

Mimo największej determinacji wyborców KO, to właśnie oni najsłabiej oceniają kampanię „swojej” partii. Zaledwie 9 proc. jej wyborców poczuło się bardzo, a 34 proc. – raczej zachęconych kampanią. 28 proc. zadeklarowało, że są zachęceni w średnim, a 4 proc. – w małym stopniu. Aż 26 proc. nie czuje się zachęconych kampanią Koalicji Obywatelskiej.

Równie słabo wypada kampania wyborcza Koalicji Polskiej – PSL i Kukiz ’15. Aż 65 proc. badanych, ocenia ją jako zniechęcającą.

Najlepszy wynik osiąga tu Prawo i Sprawiedliwość. Partia Kaczyńskiego, swoją kampanią zwiększyła mobilizację do głosowania u 67 proc. wyborców. Równie dobrze wypada też

Lewica, której udało się swoją kampanią zachęcić do głosowania aż 65 proc. swoich wyborców.

Protestowaliśmy na ulicach? Zagłosujmy przy urnach – pisze Cezary Michalski. – Sięgające od centrolewicy po liberalnych konserwatystów społeczeństwo obywatelskie musi się skupić na wsparciu opozycji partyjnej, przynajmniej raz na cztery lata, w kampanii wyborczej, w której partia może pokonać partię. Podczas gdy sarmaccy harcownicy z przerostem ambicji czy nowi anarchiści głoszący, że “po co nam politycy i partie, skoro możemy organizować protesty uliczne”, są wyłącznie sojusznikami Kaczyńskiego – podkreśla

Masowe społeczne protesty z początków i z połowy rządów PiS (w obronie Trybunału Konstytucyjnego, w obronie niezawisłych sądów, w ramach Komitetu Obrony Demokracji, inicjatywy Wolne Sądy czy Marszów Wolności) przyniosły skutek wszędzie tam, gdzie były uzupełnieniem i wsparciem dla opozycji parlamentarnej, opozycji zorganizowanej w PO, KE i KO. Nie pomogły, wręcz

ZASZKODZIŁY WSZĘDZIE TAM, GDZIE Z POWODU AMBICJI WŁASNEJ LUB ZWYCZAJNEGO BRAKU MĄDROŚCI ICH LIDERZY ATAKOWALI OPOZYCJĘ PARLAMENTARNĄ, PRÓBUJĄC BYĆ DLA NIEJ KONKURENCJĄ LUB GŁOSZĄC IDIOTYCZNĄ TEZĘ: “PO CO NAM PARTIE, PO CO NAM POLITYCY, SKORO MAMY NASZE PROTESTY ULICZNE”.

Dlaczego ta teza była idiotyczna? Otóż dlatego, że tylko partia polityczna może odsunąć od władzy polityczną partię. Tylko partia polityczna może wygrać z polityczną partią. Oczywiście tak długo, jak długo nie mamy w Polsce pełnego autorytaryzmu czy wręcz totalitaryzmu, ale istnieje jeszcze zarówno pluralizm partyjny, jak też mechanizmy wyborcze, choćby najbardziej ograniczane.

Oczywiście, że obecna kampania wyborcza przebiega w sytuacji totalnego, niedemokratycznego monopolu PiS w mediach państwowych, w sytuacji użycia przez PiS wszystkich zasobów państwa (finansowych, organizacyjnych) w kampanii wyborczej jednej partii. Ale w czerwcu 1989 roku opozycyjna część społeczeństwa wygrała z władzą nawet częściowo wolne wybory.

TAKŻE TE WYBORY MOŻNA WYGRAĆ, O ILE NIE BĘDZIEMY SIĘ DYSTANSOWAĆ WOBEC WŁASNEJ POLITYCZNEJ REPREZENTACJI. O ILE W STOSUNKU DO MAŁGORZATY KIDAWY-BŁOŃSKIEJ, BARBARY NOWACKIEJ, KATARZYNY LUBNAUER, GRZEGORZA SCHETYNY, KRZYSZTOFA BREJZY, KAZIMIERZA MICHAŁA UJAZDOWSKIEGO I INNYCH… BĘDZIEMY PRZESTRZEGALI ZASADY „POPIERAJMY SWEGO SZERYFA”.

Tym bardziej, że prawica popiera swego, w dodatku na zasadzie personalnego kultu, do którego my nie musimy się posuwać – wystarczy szczypta rozumu. Szeryfa można wymienić, jeśli okaże się, że nie obronił miasteczka przed bandą koniokradów czy rozpruwaczy sejfów. Ale w momencie wyborczego starcia trzeba mu w walce z bandziorami pomagać.

Krótka historia społeczeństwa obywatelskiego

Dopóki w Polsce istnieje pluralizm partyjny i proces wyborczy, rola KOD-u, Wolnych Sądów i innych podobnych inicjatyw społecznych nie powinna polegać i nie polegała na zastępowaniu opozycyjnych partii, ale na ich wspieraniu. Wszystkie te inicjatywy były próbą stworzenia społeczeństwa obywatelskiego po stronie liberalnego centrum, tak jak wcześniej prawica stworzyła swoje społeczeństwo obywatelskie w postaci Klubów “Gazety Polskiej, Solidarnych 2010, a później także “tożsamościowych mediów prawicy”, które ostatecznie stały się po prostu narzędziami propagandy PiS.

Przed rokiem 2015 liberalne centrum nie spieszyło się z tworzeniem własnych “tożsamościowych” ruchów społecznych, mediów czy innych sekciarskich inicjatyw na podobieństwo tego, co po Smoleńsku tworzyła prawica. Uważało bowiem – nie bez racji – że całe polskie państwo i całe polskie społeczeństwo, jego najważniejsze instytucje, to państwo, społeczeństwo oraz instytucje wszystkich Polaków, pracujące dla wszystkich Polaków, więc nie trzeba tworzyć sekciarskich struktur równoległych wyłącznie w tym celu, aby to wspólne państwo i społeczeństwo delegitymizować i niszczyć.

RZĄDY PIS PRZETESTOWAŁY I SFALSYFIKOWAŁY TEN OPTYMIZM POLSKICH “NORMALSÓW”. PO ZDOBYCIU WŁADZY PRZEZ PIS, PO ROZPOCZĘCIU BRUTALNEGO PACYFIKOWANIA WYBRANYCH GRUP SPOŁECZNYCH I INSTYTUCJI OBJAWILI SIĘ BOWIEM NAGLE (I TO W SPOREJ LICZBIE) ZARÓWNO UKRYCI WCZEŚNIEJ PRAWICOWI FANATYCY, JAK TEŻ OPORTUNIŚCI.

Ci pierwsi przez blisko trzy dekady III RP wyczekiwali na swój moment, co najwyżej odważnie wypisując w najbardziej ustronnych miejscach “generał Franco wam pokaże” (jak to kiedyś robił Lucuś, bohater niepomiernie śmiesznego, a zarazem tragicznie prawdziwego opowiadania Sławomira Mrożka “Ostatni husarz”).

Jarosław Kaczyński, bardzo świadomie używając brutalności własnej i swoich ludzi, przekonał po roku 2015 “ostatnich husarzy”, że już czas, aby się ujawnili, bo “chodźcie z nami, dziś nie biją”. Nie tylko zresztą “nie biją”, ale rozdają pieniądze i stanowiska.

Po roku 2015 pojawili się także – jak pod każdą bardziej brutalną władzą w historii Polski – zwyczajni oportuniści. Zgodnie z zasadą “wyrzucają? znaczy będą zatrudniać!” (cyt. za Ilia Ehrenburg, “Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca”) skwapliwie zajęli oczyszczone przez PiS miejsca w mediach publicznych, spółkach Skarbu Państwa, prokuraturach i sądach, nawet jeśli nigdy wcześniej nie byli PiS-owcami, nie byli nawet prawicowi.

POD RZĄDAMI PZPR BYLI PZPR-OWCAMI, POD UNIĄ DEMOKRATYCZNĄ BYLI UNITAMI, POD WŁADZĄ SLD – SLD-OWCAMI, POD PLATFORMĄ – PLATFORMERSAMI. DZIŚ WYSŁAWIAJĄ GENIUSZ KACZYŃSKIEGO, JAK PROKURATOR STANISŁAW PIOTROWICZ CZY PROFESOR KAZIMIERZ KIK.

Ujawnienie się ukrytych w głębokim podziemiu prawicowców i przejście na stronę nowej władzy oportunistów doprowadziło do sytuacji, w której wiele kluczowych instytucji liberalnego społeczeństwa i państwa nie obroniło się, a w najlepszym razie stało się “symtrystycznymi”, co w sytuacji bezwzględnego użycia przez PiS do politycznej walki wszystkich przejętych przez siebie instytucji państwa, a także przy wsparciu nowej władzy przez Kościół Rydzyka i Jędraszewskiego, przesunęło układ sił na korzyść prawicy.

Masowe protesty uliczne miały w tej sytuacji pozwolić zbudować liberalne, centrowe, prozachodnie i świeckie (nawet jeśli nie antyreligijne czy antyklerykalne) społeczeństwo obywatelskie. Miały być “tożsamościowymi” inicjatywami tego społeczeństwa. Miały przez to wzmocnić także polityczną reprezentację tego społeczeństwa – opozycję parlamentarną. W części tak się stało. KOD-owcy i działacze Wolnych Sądów znaleźli się na listach wyborczych KO, wielu z nich uczestniczy we wspólnych opozycyjnych inicjatywach kontroli przebiegu wyborów.

Inna część postanowiła jednak rozbijać elektorat, zgłaszając własne kandydatury lub próbując (najczęściej bez skutku) inicjować własne inicjatywy polityczne konkurencyjne dla Koalicji Obywatelskiej. Osobiste ambicje uniemożliwiły im zrozumienie najprostszej w tych wyborach zasady –

KAŻDY GŁOS ROZPROSZONY, STRACONY, JEST GŁOSEM, Z KTÓREGO KORZYSTA KACZYŃSKI.

W połowie drogi z Brukseli do Moskwy

Po czterech latach swoich rządów PiS wyposażyło się już w narzędzia pozwalające “dyscyplinować”, zastraszać, a w ostateczności usuwać z zawodu sędziów i nauczycieli. Po wyborach Kaczyński i jego ludzie zapowiadają stworzenie podobnych narzędzi w odniesieniu do dziennikarzy.

Stosunek PiS do krytyki w Internecie pokazuje afera wokół profilu facebookowego “Sok z buraka”. W interpretacji “Sieci”, prokuratorów Ziobry, polityków PiS wzywanie przez prawicowych hejterów do zabójstwa polityków opozycji lub chwalenie morderstwa prezydenta Gdańska powinno być traktowane “symetrycznie” wobec powątpiewania, a nawet szydzenia w Internecie z tego, że Jarosław Kaczyński jest nowym “geniuszem Karpat” (jedno z imion, które rumuńscy wyznawcy i oportuniści nadawali Nicolae Ceausescu).

PUBLICZNE WĄTPIENIE W NIEOMYLNOŚĆ PIS-WSKIEGO WODZA MA BYĆ SKRYMINALIZOWANE.

Jeśli PiS ponownie zdobędzie samodzielną większość, będziemy mieli w Polsce przyspieszenie procesu demontowania wszelkich ograniczeń władzy, wszelkich bezpieczników czyniących demokrację “liberalną”, czyli ograniczoną wymogami prawa, niezdolną do odbierania praw wskazanym przez władzę grupom czy jednostkom. Kolejna kadencja samodzielnych rządów obozu Jarosława Kaczyńskiego będzie oznaczała przyspieszenie wędrówki Warszawy z okolic Brukseli w okolice Moskwy z przystankiem w Budapeszcie.

Dlatego sięgające od centrolewicy po liberalnych konserwatystów społeczeństwo obywatelskie musi się skupić na wsparciu opozycji partyjnej, przynajmniej raz na cztery lata, w kampanii wyborczej, w której partia może pokonać partię. Podczas gdy sarmaccy harcownicy z przerostem ambicji czy nowi anarchiści głoszący, że “po co nam politycy i partie, skoro możemy organizować protesty uliczne”, są wyłącznie sojusznikami Kaczyńskiego.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

My pragniemy Polski uczciwej, w której uczciwość i prawo są na pierwszym miejscu, a tymczasem mamy podejrzany hotel na godziny, oszustwa podatkowe i bezczelne okradanie państwa. Ja się na taką Polskę nie godzę! Ja chcę Polski uczciwej i dumnej, jak Wawel, a nie kamienica Banasia – mówiła na konwencji Koalicji Obywatelskiej w Krakowie kandydatka na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska. – Różnica pomiędzy Polską naszych marzeń a Polską obecnie rządzących jest taka sama, jak między siedzibą królów polskich a słynną już niestety kamienicą prezesa NIK – dodawała. Z kolei Grzegorz Schetyna prosił o jeszcze o 2 tygodnie ciężkiej pracy.

Upadek moralny PiS-u

Zdaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej sprawa Mariana
Banasia idealnie obrazuje rządy PiS-u, zepsucie tej partii i upadek moralny. – Zawsze na tle wielkości wyraźna jest małość, na tle honoru – bezwstydność, na tle prawdy – kłamstwo. Różnica pomiędzy Polską naszych marzeń a Polską obecnie rządzących jest taka sama, jak między siedzibą królów polskich a słynną już niestety kamienicą prezesa NIK – mówiła kandydatka na premiera.

Jej zdaniem Polska coraz bardziej przypomina kraje Ameryki Łacińskiej, a nie europejską demokrację.

– Widzimy obwieszonych złotem gangsterów, którzy są za pan brat z prezesem NIK, siedzą w domu schadzek, czują się bezkarni, a za chwilę ich kumpel będzie kontrolował Polaków i mówił, czy działają zgodnie z prawem. To jest taka nasza dzisiejsza rzeczywistość – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Nie dajcie się szantażować 500 Plus

Wicemarszałek przypomniała też, że programy socjalne jak 500 Plus zostaną, ale podkreślała, że praca musi się w Polsce opłacać. – Niech nasza praca wreszcie się opłaca. Szanujmy ją. Człowieka pracy i jego zarobki stawiamy na pierwszym miejscu. To będzie nasz priorytet – mówiła.

Zapowiedziała też, że nie zostanie podniesiony wiek emerytalny.

Służba zdrowia do naprawy

Przypomniała też o programie naprawy służby zdrowia. – Wiem, że wielu ludziom, którzy widzą, co dzieje się dzisiaj w służbie zdrowia, trudno jest uwierzyć, że czas oczekiwania na SOR można skrócić do maksymalnie sześćdziesięciu minut! Uwierzcie, to naprawdę jest możliwe – mówiła Kidawa-Błońska.

O służbie zdrowia mówiła też Janina Ochojska, eurodeputowana KO, która zmaga się z rakiem piersi. Ochojska opowiadała, jak wygląda jej leczenie i dostęp do nowoczesnej medycyny. – Do każdego trzeba zapisać się osobno, trzeba pójść do innej kliniki. Jestem trochę uprzywilejowaną pacjentką, ale też siedzę w kolejkach. Patrzę na panie, które siedzą tam całymi dniami, widzę te same twarze, słyszę podobne opowieści – mówiła.

– Polska jest krajem chorym – uniesienie ogromu prac nad służbą zdrowia będzie wymagało od nas ogromnego wysiłku. I przede wszystkim ideowości – mówiła Janina Ochojska i dodała: – Ja swojej walki z chorobą jeszcze nie wygrałam, ale zapewniam państwa, że doprowadzę ją do końca. Wygram także walkę o program walki z rakiem.

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Polska gospodarka jeszcze się trzyma nie wskutek dobrego zarządzania przez nieudaczników z nadania PiS, tylko dzięki pracy ponadmilionowej rzeszy „tanich” robotników – imigrantów ekonomicznych

Już myślałem, że prezes wszystkich prezesów niczym już nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A jednak. Jarosław Kaczyński – niekwestionowany mistrz świata w wywracaniu faktów na lewą stronę i zdobywca czarnego pasa w sztuce naginania rzeczywistości do własnych potrzeb, powiedział na konwencji PiS w Nowym Sączu: „ci, którzy są naszymi konkurentami niezależnie od tego, co mówią, co obiecują, po prostu nie mogą i nie potrafią kontynuować naszego planu. Nie mogą, bo nie umieją, bo na to trzeba mieć kwalifikacje.”

Jarosław Kaczyński nie sprecyzował wyraźnie, który „nasz plan” ma na myśli. Bo projekty są dwa. Jeden zmierza do zagarnięcia mediów, pełnego podporządkowania sądownictwa władzy wykonawczej, zakneblowania opozycji i rozpoczęcia jawnych już rządów autorytarnych. Drugim programem machają na spotkaniach kandydaci PiS, zapewniając, że jest to realny, dokładnie policzony plan zapewnienia Polakom zdrowia, szczęścia, pomyślności w pracy zawodowej i w życiu osobistym. Jeśli Kaczyńskiemu chodziło o ten pierwszy projekt, zmierzający do zawłaszczenia Polski, to jego realizacja nie wiąże się z żadnymi kwalifikacjami, a wymaga jedynie specyficznych cech charakteru, silnego parcia konsumpcyjnego i zaniku hamulców moralnych. Co do drugiego planu natomiast – głoszenie, że zrealizować go mogą jedynie wykształcone i doświadczone kadry PiS, wygląda mi na werbalny przekręt roku.  Wszystkich obietnic zawartych w programie PiS nie jest bowiem w stanie zrealizować nikt na świecie.

Podczas procedowania każdego wotum nieufności funkcjonariusze PiS zapewniają, że minister, którego nierozumna opozycja chce odwołać, jest idealny i wręcz wymarzony, a jeśli potem sami go odwołują, to tylko dlatego, że znaleźli kogoś o jeszcze bardziej wymarzonych kwalifikacjach. – Od 30 lat nie było w Polsce władzy tak przygotowanej do rządzenia, jak obecna! – powiedział Kaczyński i w tej akurat sprawie trzeba się z nim zgodzić. Faktycznie, tak przygotowanej władzy, z takimi kwalifikacjami jak obecnie rządzący, jeszcze nie mieliśmy. W państwie PiS doświadczenie na stanowisku burmistrza prowincjonalnego miasteczka wystarczy, by kierować rządem. Technik ogrodnik to odpowiednie wykształcenie dla marszałka Sejmu. Perukarz teatralny zostaje szefem gabinetu premiera, a dowodzenie armią powierza się absolwentowi historii, autorowi pracy magisterskiej pt: „Hierarchia władzy a struktura własności ziemskiej w Tawantinsuyu (państwo Inków) w pierwszej połowie XVI w.”.

Można zrozumieć (chociaż nie wybaczyć), że w chwili objęcia władzy nowa ekipa nie dysponowała doświadczoną kadrą i musiała obsadzać stanowiska na chybcika, na ochotnika lub z łapanki. Ale nie można pojąć, dlaczego ten stan prowizorki kadrowej trwa już czwarty rok. Nic się nie zmienia od czasów, gdy zrujnowano wielki dorobek polskich hodowli koni arabskich, bo cenionych w całym świecie hodowców zastąpili ludzie bez doświadczenia, z nadania partii rządzącej. Nic się nie poprawiło, odkąd pomocnikowi aptekarza z małego miasteczka salutować musieli oficerowie, a żołnierze krzyczeli „czołem, panie ministrze!”. Nie poprawiło się nawet wtedy, gdy z politycznej areny zniknął autor chorych teorii spiskowych, król mitomanów, który rozbroił polskie wojsko i zniszczył wysoko ceniony przez sojuszników dorobek polskich służb wywiadowczych.

Polską rządzi człowiek, który swoje wizje realizuje wbrew prawu, sprawiedliwości i przyzwoitości, który szczuje Polaków na siebie nawzajem, śmieszy ich, tumani i przestrasza, a z opinią Europy nie liczy się już zupełnie, bo świata nie zna i znać nie chce. Polityka kadrowa Prezesa Wszechczasów to nieustanny ciąg wpadek, kompromitacji i afer. Premierem, czyli zarządcą majątku narodowego, ustanowił człowieka, który z własnego majątku nie potrafi się rozliczyć – notorycznego kłamczucha i konfabulanta, ale za to wiernopoddańczo przytakującego wszelkim pomysłom swego mocodawcy.  Mianowany przez prezesa prezydent kompromituje Polaków błaznując podczas oficjalnych spotkań, pokazując „zajączki” na oficjalnych fotografiach zbiorowych, parskając śmiechem z własnych żałosnych dowcipów, podpisując umowę międzynarodową w przyklęku na skraju biurka, obok rozpartego w fotelu partnera – prezydenta sojuszniczego kraju. Zarządzanie sprawiedliwością powierzył Kaczyński człowiekowi skompromitowanemu w poprzedniej kadencji, oskarżanemu o nadużywanie uprawnień, który tylko przypadkiem uniknął Trybunału Stanu. Ten minister ustanowił swoim zastępcą współautora wrednej zmiany w sądownictwie, który odejść musiał w niesławie, bo w wolnych chwilach kierował zorganizowaną grupą przestępczą, nękającą przyzwoitych sędziów za przestrzeganie zapisów Konstytucji. Jest jeszcze szef policji i specsłużb – skazany i wątpliwym prawem ułaskawiony. Wśród stanowiących prawo jest prokurator stanu wojennego, zatem „wybitnie kwalifikowany” do sterowania naprawą systemu prawa. Ostatnio wśród wykonawców prawa znalazł się człowiek związany z seks biznesem, sam manipulujący oświadczeniami majątkowymi, a wśród uprawnionych do oceny przyzwoitości zawodowej sędziów znaleźli się ludzie z zaplamionymi życiorysami i zwyczajni hejterzy, szczujący na kolegów.

Długa jest lista ludzi sprawujących obecnie ważne funkcje publiczne, których kwalifikacje formalne i moralne kompromitują PiS oraz Jarosława Kaczyńskiego osobiście. To nie tylko prezes NBP płacący horrendalne wynagrodzenie ładnym paniom za niewiadomą pracę, nie tylko prezes funduszu ochrony środowiska, który okazał się agentem SB, i nie tylko szef Komisji Nadzoru Bankowego zamieszany w wielomilionową propozycję korupcyjną. To setki, tysiące przykładów zdumiewających decyzji personalnych z całej Polski – takich jak choćby w Magurskim Parku Narodowym, gdzie na miejsce odwołanego dyrektora – szanowanego ornitologa, naukowca i długoletniego konserwatora przyrody – mianowano zapalonego myśliwego, szefa koła łowieckiego, który fotografuje się z upolowanym głuszcem – ptakiem pod ścisłą ochroną.

Wójt gminy Pcim okazuje się najlepszym kandydatem na szefa wielkiego kombinatu paliwowego. A pan premier zawiadamia radośnie, że „realizację wielkiego projektu dogonienia rozwiniętych państw zachodnich gwarantują świetnie wykształcone kadry”.  – To nowe kadry w gospodarce i administracji przyczyniły się do wielkiego wzrostu gospodarczego w ostatnich czterech latach – głosi propaganda PiS. W sprawie owego „wielkiego wzrostu” szanujący się ekonomiści wskazują, że to jednak nie Kaczyński załatwił dobrą koniunkturę światowej gospodarki. Fachowcy mówią też, że w gospodarce skutki zarządzania widoczne są dopiero po dłuższym czasie i efekty „dobrej zmiany” odczujemy w pełni dopiero za jakieś 2-3 lata. Dzisiaj obserwujemy dopiero pierwsze symptomy woluntarystycznej gospodarki: wzrost cen i inflacji.

Polska gospodarka jakoś się jeszcze trzyma MIMO „strategii odpowiedzialnego rozwoju”, i „piątki Morawieckiego”. Kołem zamachowym naszego rozwoju jest konsumpcja, która jednak wspomagać będzie gospodarkę tylko do wyczerpania zasobów beztrosko pustoszonej kasy państwa. Motorem wzrostu nie są hołubione przez rząd polskie spółki skarbu państwa, tylko znienawidzone przez Kaczyńskiego firmy z kapitałem zachodnim, które najwięcej eksportują i inwestują. Polska gospodarka jeszcze się trzyma nie wskutek dobrego zarządzania przez nieudaczników z nadania PiS, tylko dzięki pracy ponadmilionowej rzeszy „tanich” robotników – imigrantów ekonomicznych, których władza wpuściła po cichu, głośno pokrzykując, że nie wpuści do nas ani jednego, bo pełno wśród nich terrorystów, którzy ponadto roznoszą choroby i zarażają pasożytami.

O dalszych losach Morawieckiej Strategii Krańcowo Nieodpowiedzialnego Rozwoju zadecydują wyborcy, przekonywani usilnie, że wiedzie ona do krainy obowiązkowej szczęśliwości. Powinni jednak mieć świadomość, kto nas tam prowadzi.

Gwałt Ziobry i jego ancymonków na polskich sędziach

24 Sier

Chyba nikt nie spodziewał się, że na mniej niż dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi, mającymi się przecież według planów zakończyć widowiskowym zwycięstwem Zjednoczonej Prawicy nad “totalną opozycją”, partia Jarosława Kaczyńskiego znajdzie się w tak dużym kryzysie.

Niestety dla kierownictwa PiS, fatalne są pierwsze reakcje opinii publicznej na ujawnione przez portal Onet.pl, a później rozszerzane przez “Gazetę Wyborczą” kulisy funkcjonowania specjalnej grupy, złożonej z czołowych postaci “dobrozmianowego” wymiaru sprawiedliwości, która zajmowała się obrzydliwym szkalowaniem osób ze swojego środowiska, w oczywiście politycznym celu.

Wbrew oczekiwaniom premiera Morawieckiego, dymisja wiceministra Piebiaka i jego współpracownika, sędziego Iwańca sprawy zdecydowanie nie zamyka. Wręcz przeciwnie, im więcej dowiadujemy się o prawdziwym charakterze tego procederu i im więcej nazwisk w niego zaangażowanych się pojawia, tym gorzej wygląda cały obóz dobrej zmiany, który za nich przecież ręczył, powierzając im odpowiedzialne funkcje w strukturach rzekomo oczyszczonej trzeciej władzy.

Pojawiają się pogłoski, że prezes Kaczyński tylko dlatego jeszcze nie zabrał w tej sprawie głosu, że od szefa polskich służb specjalnych i od niedawna ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego wie, że wciąż wiele jeszcze obciążających materiałów zostanie lada moment ujawnionych i nie warto gasić pożaru już teraz, gdy lada moment pojawią się kolejne ogniska zapalne.

Tak czy inaczej, lider Zjednoczonej Prawicy ma teraz autentyczny problem ze Zbigniewem Ziobrą, którego pozycja jeszcze nigdy (a przecież wszystkie problemy z Komisją Europejską to też jego “wina”) nie była tak słaba, jak teraz. W partii rządzącej pojawiają się już nawet głosy, że jeśli kilka miesięcy temu, po wyrokach TSUE czy żądaniach KE Ziobrę można było oszczędzić, tak teraz takiej możliwości może nie być. Nie po to przecież co chwila podkreśla się znaczenie “wyższych standardów”, by je w tak elementarny sposób ignorować.

Jeśli ten scenariusz by się potwierdził, to dymisja ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego wywoła prawdziwe trzęsienie ziemi w obozie Zjednoczonej Prawicy i postawi pod znakiem zapytania dalszy sens jej istnienia. Co ciekawe, jak możemy przeczytać w tekście Tomasza Żółciaka z “Dziennika Gazety Prawnej”, politycy PiS bagatelizują to zagrożenie przekonując, że wyborcy i tak wybierają szyld “PiS”, a nie Solidarną Polskę czy Porozumienie.

Wygląda więc na to, że ważą się obecnie losy ministra Ziobry, który może zostać zmuszony przez Jarosława Kaczyńskiego i nieprzepadającego w końcu za nim prezydenta Dudę do ustąpienia ze stanowiska “dla dobra sprawy”. W końcu przecież o “dobrą zmianę” chodzi, a nie o utrzymanie się przy władzy, prawda?

PiS potrafi profesjonalnie uprawiać hejt przeciwko polskim lekarzom, ale nie potrafi naprawić polskiej służby zdrowia. Potrafi uprawiać profesjonalny hejt przeciwko polskim nauczycielom, ale polską szkołę pogrążyło w kompletnym chaosie. Jest mistrzem hejtu przeciw sędziom, ale nie potrafiło zreformować polskiego sądownictwa. Kaczyński i jego ludzie umieją hejtować, ale nie umieją rządzić – pisze Cezary Michalski

Sekwencja znana aż do znudzenia

W aferze spowodowanej ujawnieniem farmy trolli działającej w Ministerstwie Sprawiedliwości, w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa i w Sądzie Najwyższym (wśród jego nowo wybranych PiS-owskich członków, szczególnie w Izbie Dyscyplinarnej SN) nie ma nic nowego czy oryginalnego. Przeciwnie, uderza raczej mechaniczna powtarzalność kryzysów generowanych przez PiS-owską władzę, ich przyczyn, przebiegu i metod radzenia sobie z nimi przez Kaczyńskiego i jego PR-owców.

Najpierw wybucha afera, potem poświęca się kozła ofiarnego, następnie „zakrywa” się aferę uderzeniem prokuratury, służb i prawicowych mediów w opozycję, a także jakimś kolejnym finansowym „darem władzy dla ludu”.

OSTATNIM ETAPEM JEST DECYZJA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO O KONTYNUOWANIU PATOLOGII,

która najczęściej nie jest żadnym „wypadkiem przy pracy”, ale samą „pracą”, wynika z metody politycznej Kaczyńskiego, stoi u samych podstaw PiS-owskiego modelu rządzenia.

Oczywiście decyzja o kontynuowaniu patologii połączona jest z wiarą ludzi obozu władzy, że następnym razem „nic się nie wyda”, ponieważ „przejmiemy do końca sądy”, „przejmiemy Najwyższą Izbę Kontroli”, „przejmiemy już do końca media”. Nie będzie żadnej instancji kontrolnej czy szczeliny, przez którą informacje o patologiach rządzenia dostałyby się do opinii publicznej.

Wcześniejsza afera z uwłaszczaniem się wygłodzonych ludzi PiS na urzędach państwowych (podwyżki, premie, nagrody) i w spółkach Skarbu Państwa (sięgające milionów złotych dochody wynikające z krótkiej nieraz przejażdżki najbliższych współpracowników Kaczyńskiego, Ziobry, Kamińskiego, Lipińskiego, Gowina… na karuzeli zarządów największych i najbardziej „chlebowych” spółek) nie była wypadkiem przy pracy, ale samą pracą.

SAMYM RDZENIEM METODY POLITYCZNEJ KACZYŃSKIEGO, KTÓRY ZAOFEROWAŁ SWOIM LUDZIOM AWANS ZA CENĘ LEGITYMACJI PARTYJNEJ,

chce z nich uczynić całkowicie sobie podporządkowaną „nową elitę społeczną” (także finansową) mającą zastąpić społeczne i zawodowe „łże-elity” III RP.

Afera KNF i Marka Chrzanowskiego była z kolei bezpośrednią konsekwencją „repolonizacji” sektora bankowego i finansowego w Polsce, a mówiąc mniej orwellowskim językiem, upartyjnienia, przejęcia przez PiS jak największej części zasobów finansowych kraju – państwowych, prywatnych. Z tego wzięła się bowiem PiS-owska nowelizacja prawa bankowego mająca ułatwiać zawłaszczenie prywatnych instytucji finansowych przez upartyjnione państwo, z tego wzięła się także praktyka posyłania do prywatnych właścicieli banków PiS-owskich komisarzy, którzy mieli by te instytucje nadzorować, uwłaszczając się przy okazji samemu w nadzorowanych przez siebie instytucji (Zygmunt Solorz to zaakceptował, Leszek Czarnecki to nagrał).

TAKŻE AFERA Z FARMĄ TROLLI W MINISTERSTWIE SPRAWIEDLIWOŚCI NIE JEST WYPADKIEM PRZY PRACY, ALE ISTOTĄ SAMEJ PRACY POLEGAJĄCEJ NA KONSEKWENTNYM NISZCZENIU W POLSCE NIEZAWISŁYCH SĄDÓW I SĘDZIÓW, KTÓRZY SIĘ TEMU PRZECIWSTAWILI.

W tym samym bowiem czasie, kiedy ludzie Ziobry w Ministerstwie Sprawiedliwości, KRS i SN rozkręcali działanie KastaWatch, łamali dobre obyczaje i prawo, dostarczając dziennikarzom TVP i prawicowym hejterom wrażliwych danych mających zniszczyć wizerunek i życie sędziów broniących prawa Polaków do niezawisłego sądu, Jarosław Kaczyński oświadczał podczas oficjalnych imprez Prawa i Sprawiedliwości, że polscy sędziowie są „dotknięci nienawiścią do ojczyzny”, a polskie sądy są „całkowicie pod wpływem ideologii LGBT”.

Polskich sędziów spotwarzał Mateusz Morawiecki, porównując ich w USA do sędziów Vichy kolaborujących z nazistami, a także Andrzej Duda, który w czasie spotkania z Trumpem skłamał, że PiS-owska czystka w Sądzie Najwyższym jest skierowana przeciwko „komunistycznym sędziom skazującym w stanie wojennym” (w rzeczywistości jej głównymi ofiarami mieli być prezes SN Małgorzata Gersdorf, która w stanie wojennym była wykładowcą akademickim, czy sędzia Stanisław Zabłocki, który w stanie wojennym bronił opozycjonistów, a w III RP uczestniczył w procesie rehabilitacyjnym rotmistrza Pileckiego).

Przede wszystkim jednak

PRZEZ CAŁY TEN CZAS KACZYŃSKI, DUDA, SZYDŁO, MORAWIECKI I ZIOBRO PRZYGOTOWYWALI, UCHWALALI I PODPISYWALI KOLEJNE ŁAMIĄCE POLSKĄ KONSTYTUCJĘ USTAWY, KTÓRE NISZCZYŁY NIEZAWISŁOŚĆ SĘDZIOWSKĄ I LIKWIDOWAŁY FUNDAMENTALNĄ DLA ZACHODNIEJ DEMOKRACJI ZASADĘ TRÓJPODZIAŁU WŁADZ.

Dalej mamy poświęcenie pionka, wyrzucenie z sań kozła ofiarnego, aby zadowolić „vox populi, vox Dei” czy też „opinię publiczną” (oba uzasadnienia cytuję za Jarosławem Kaczyńskim). Kolejnym etapem jest „zakrycie” własnej afery działaniami służb przeciwko opozycji, a wreszcie udobruchanie Suwerena kolejnym pieniężnym „darem od władzy”.

W przypadku afery z uwłaszczaniem się ludzi PiS-u na publicznych pieniądzach Kaczyński „poświęcił” interesy posłów, senatorów i samorządowców, obcinając im pensje dla zadowolenia swoich wyborców. W ten sposób za chciwość działaczy własnej partii zachowujący się jak klasyczny nihilista Jarosław Kaczyński zapłacił interesem polskiego państwa, pogrążając je w jeszcze większym „dziadostwie” poprzez obniżenie i tak już niezbyt wygórowanych zarobków najważniejszych wybieralnych przedstawicieli tego państwa.

Obniżka pensji posłów, senatorów i samorządowców uderzała zarówno w ludzi PiS, jak też w ludzi opozycji. Jednak tylko ludzie PiS mogli się przed jej konsekwencjami osłonić. Przede wszystkim dlatego, że ich rodziny i znajomi uwłaszczali się już na innych stanowiskach w PiS-owskim państwie i upartyjnionej gospodarce. A po drugie dlatego, że z jeszcze większym zapałem sięgnęli do innych przywilejów – podróżując i organizując prywatne oraz partyjne imprezy za publiczne pieniądze. Stąd wzięła się jednak kolejna patologia, która wyszła na jaw przy okazji afery Kuchcińskiego.

WSKAZANIE KOZŁA OFIARNEGO NIE BYŁO OCZYWIŚCIE MOŻLIWE W PRZYPADKU AFER, KTÓRYCH BOHATEREM BYŁ SAM JAROSŁAW KACZYŃSKI.

Tak więc w przypadku sprawy powinowatego Kaczyńskiego, który nie otrzymał pieniędzy za zleconą mu pracę przygotowania projektu dwóch wież dla spółki Srebrna, a także został nakłoniony przez Kaczyńskiego do nieformalnego przekazania koperty z 50-tysiącami złotych księdzu związanemu ze spółką Srebrna, sprawa została po prostu zagrzebana w prokuraturze podlegającej Zbigniewowi Ziobrze.

W roli „kozłów ofiarnych” poświęceni zostali Marek Chrzanowski oraz Łukasz Piebiak. Los Zbigniewa Ziobry zależy zarówno od wyników sondaży, jak też od jego własnej siły – od tego, czym on sam dysponuje, nadzorując przesłuchania, świadków, dowody w tak wrażliwych dla władzy aferach, jak afera Kaczyńskiego i Srebrnej, afera Falenty i jego powiązań z PiS, afera gruntowa Morawieckiego itp. itd.

“Zakrywanie” afer

Dalej jest „zakrywanie” afery uderzającej w PiS przez działania prokuratury i służb uderzające w opozycję i dostarczające żeru państwowym i prawicowym mediom. Nazajutrz po tym, jak wybuchła afera z farmą trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości, CBA weszło do mieszkań kilkudziesięciu osób, które przedstawiono jako „powiązane z aferą fikcyjnych faktur w Ratuszu Inowrocławia” (prezydentem tego miasta jest ojciec Krzysztofa Brejzy, szefa sztabu wyborczego PO, przy czym zarzuty w aferze lewych faktur postawiono akurat dwóm byłym działaczkom PiS pracującym w urzędach w Kruszwicy i Inowrocławiu, czego TVP Info już swoim widzom nie powiedziało).

Przy tej okazji CBA wkroczyło też do mieszkania byłej szefowej biura poselskiego Krzysztofa Brejzy, która nigdy nie pracowała w inowrocławskim Ratuszu. Taką metodę „zakrywania” własnych afer PiS regularnie stosuje od czasu pierwszych rządów Jarosława Kaczyńskiego w latach 2006-2007. Nawet wejście służb do Barbary Blidy, zakończone jej tragiczną śmiercią, nastąpiło dokładnie w momencie, kiedy Jarosław Kaczyński pozbywał się Marka Jurka, obóz władzy był pogrążony w kompromitującym kryzysie wewnętrznym i trzeba było dostarczyć jakiegoś „zakrywającego” żeru prawicowym dziennikarzom.

UŻYCIE PROKURATURY I SŁUŻB DO ODWRACANIA UWAGI OD PIS-OWSKICH AFER, W RYTMIE POLITYCZNYCH POTRZEB PARTII RZĄDZĄCEJ, JEST SPRAWĄ, KTÓRA POWINNA BYŁA DOPROWADZIĆ JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO, ZBIGNIEWA ZIOBRĘ, MARIUSZA KAMIŃSKIEGO PRZED TRYBUNAŁ STANU PO ROKU 2007 I POWINNA ICH TAM DOPROWADZIĆ DZIŚ.

Jest wreszcie „zakrywanie” afer PiS kolejnymi obietnicami wypłat pieniężnych dla elektoratu. Po wybuchu afery w Ministerstwie Sprawiedliwości premier Mateusz Morawieckie w specjalnym wystąpieniu „zagwarantował”, że trzynasta emerytura będzie wypłacana co roku.

Profesjonalizm tej władzy w „zakrywaniu” własnych afer, a także w produkowaniu hejtu uderzającego w przeciwników politycznych, środowiska zawodowe, mniejszości, głęboko kontrastuje z jej kompletną nieudolnością w rządzeniu państwem. Podczas prowadzonej już od czterech lat wojny Kaczyńskiego, Ziobry, Morawieckiego i Dudy z polskimi sędziami terminy oczekiwania na rozprawę wydłużyły się, jakość obsługi polskich obywateli w sądach spadła, podstawowe dla demokratycznego Zachodu, a także zagwarantowane w polskiej konstytucji „prawo obywatela do sądu” stało się w pośmiewiskiem. Podobnie jak prawo Polaków do powszechnej, bezpłatnej opieki zdrowotnej czy prawo do nauki w wybranej szkole po „reformie” Anny Zalewskiej.

PiS potrafi profesjonalnie uprawiać hejt przeciwko polskim lekarzom, ale nie potrafi naprawić polskiej służby zdrowia. Potrafi uprawiać profesjonalny hejt przeciwko polskim nauczycielom, ale polską szkołę pogrążyło w kompletnym chaosie. Jest mistrzem hejtu przeciw sędziom, ale nie potrafiło zreformować polskiego sądownictwa. Kaczyński i jego ludzie umieją hejtować, ale nie umieją rządzić.

Wszyscy razem nakopiemy PiS-owi w żyć

2 Sier

Xerofas

OGŁOSZONE PRZED PAROMA DNIAMI JEDYNKI I WYŁANIAJĄCY SIĘ POWOLI KSZTAŁT LIST KOALICJI OBYWATELSKIEJ NA JESIENNE WYBORY – WSZYSTKO TO PRECYZYJNIE POKAZUJE STRATEGIĘ GRZEGORZA SCHETYNY. WOBEC NIEMOŻNOŚCI ZBUDOWANIA KOALICJI WSZYSTKICH OPOZYCYJNYCH PARTII SZEF PO POSTANOWIŁ ZBUDOWAĆ KOALICJĘ WSZYSTKICH DOJRZAŁYCH POLITYKÓW I POLITYCZEK ROZUMIEJĄCYCH, ŻE W JESIENNYCH WYBORACH ZETRĄ SIĘ ZE SOBĄ DWA OBOZY, WALCZĄCE O WYRAŹNIE RÓŻNE OD SIEBIE, PRZECIWSTAWNE WIZJE POLSKI, POLSKIEGO PAŃSTWA, POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA, NASZEJ POZYCJI GEOPOLITYCZNEJ MIĘDZY LIBERALNYM I DEMOKRATYCZNYM ZACHODEM I ANTYLIBERALNYM, REZYGNUJĄCYM Z KOLEJNYCH DEMOKRATYCZNYCH INSTYTUCJI I PROCEDUR WSCHODEM – PISZE CEZARY MICHALSKI

Idea koalicji wszystkich opozycyjnych partii skończyła się po faktycznym „spenetrowaniu” (kupieniu, zastraszeniu, rozbiciu) PSL-u przez PiS. Ten proces zaczął się już w 2015 roku, kiedy setkom terenowych działaczy PSL zatrudnionych w instytucjach zależnych od państwa (agencje, banki, terenowa administracja) nowi PiS-owscy panowie postawili bardzo proste ultimatum: albo ty, twoi krewni, powinowaci, znajomi i polityczni klienci przechodzicie pod naszą kontrolę, albo zostajecie wyrzuceni z pracy, odcięci od pieniędzy, spauperyzowani i zmarginalizowani.

CZĘŚĆ LUDOWCÓW JUŻ WÓWCZAS PRZYJĘŁA OFERTĘ PIS-U, CZEGO KONSEKWENCJĄ BYŁ FATALNY WYNIK PSL W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH 2018 ROKU.

Wielu lokalnych działaczy…

View original post 790 słów więcej

 

Klęska PiS musi być totalna. Z życia paskud 18

13 Lip

Zanim poczołgamy się wszyscy na kolanach Krakowskim Przedmieściem w przebłagalnej procesji za to, że kiedykolwiek przyśniło nam się w Polsce nowoczesne społeczeństwo i praworządne państwo, że kiedykolwiek zamarzyliśmy o gospodarce rynkowej, emancypacji, twardym i nieodwracalnym zakotwiczeniu Polski w centrum liberalnego Zachodu, zanim zaczniemy za to wszystko przepraszać zastanówmy się na moment nad tym, gdzie Platforma Obywatelska, Koalicja Obywatelska, Koalicja Europejska wygrały, a Jarosław Kaczyński przegrał politycznie i kulturowo. I jak tę jego klęskę na zawsze utrwalić.

Cały koszmarny i skrofuliczny sojusz tronu Jarosława Kaczyńskiego z ołtarzem Tadeusza Rydzyka przegrał w polskich miastach. I to polskie miasta trzeba będzie przed Kaczyńskim i Rydzykiem obronić, aby prędzej czy później odzyskać całą Polskę.

W wyborach samorządowych do roku 2014 włącznie (czyli także wówczas, kiedy rządziły koalicje SLD-PSL czy PO-PSL) wielu kandydatów PiS dostawało się do drugiej tury nawet w największych polskich metropoliach, takich jak Warszawa, Wrocław czy Kraków. Tymczasem w 2018 roku – po trzech latach rządów PiS używających wszystkich możliwych metod karania, zastraszania, korupcji i propagandy – poparcie dla autorytarnej prawicy w miastach zmalało, a kandydaci PiS zostali znokautowani już w pierwszej turze. Właśnie

TEN WYBÓR POLSKICH MIAST POKAZUJE, ŻE MODERNIZACJI W POLSCE NIE DA SIĘ ZATRZYMAĆ, A DEMOKRACJI ZNISZCZYĆ.

W dodatku Polska nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie – potwierdza globalną regułę. Od Hongkongu po Stambuł, od Teheranu po Warszawę, od Caracas po Poznań, Trójmiasto czy Łódź – w każdym państwie i regionie świata, bez względu na dominującą religię, ustrój, a nawet etap społeczno-cywilizacyjnego rozwoju, to mieszkańcy metropolii i miast przeciwstawiają się autorytaryzmowi. Wszędzie są też podobnie znienawidzeni przez autorytarną władzę i jej ideologów. Epitet „lemingi”, który pod adresem liberalnych mieszczan wypromowała polska prawica, ma bowiem swoje bardzo dokładne odpowiedniki w antymieszczańskiej propagandzie Erdogana, Maduro czy ajatollahów.

Nowoczesność narodziła się w miastach

Dlaczego liberalne miasta buntują się pierwsze i dają się spacyfikować ostatnie – prawicowemu czy lewicowemu autorytaryzmowi? Otóż liberalna nowoczesność narodziła się w miastach. Przesądziły o tym związane z nimi nierozerwalnie awans społeczny, mobilność, własność, naturalne „wykorzenienie” (ucieczka z domu, zerwanie lub głębokie przenegocjowanie dawnej wiejskiej tradycji i tożsamości). Do tego dochodziły ponadnarodowe kontakty i naturalna międzykulturowość wielkich metropolii, będących często miastami portowymi.

To w miastach wybuchały wszystkie rewolucje, które zniszczyły feudalny porządek. W Londynie rozpoczęła się rewolucja Cromwella, w Paryżu rewolucja 1789 roku, a w Petersburgu rewolucja lutowa 1917 roku, parę miesięcy później spacyfikowana przez bolszewicki pucz.

DLACZEGO ZATEM NIE TYLKO NAJBARDZIEJ AUTORYTARNA PRAWICA, ALE RÓWNIEŻ ANTYLIBERALNA, TOTALITARNA LEWICA NIENAWIDZI MIAST? OTÓŻ REWOLUCJE, KTÓRE ROZPOCZYNAŁY SIĘ W MIASTACH, BYŁY REWOLUCJAMI MIESZCZAŃSKIMI, A NIE KOMUNISTYCZNYMI.

Wybuchały w imię awansu społecznego, wyzwolenia skrępowanych feudalnymi więzami ambicji „trzeciego, mieszczańskiego stanu”, a nie w imię „równości żołądków”.

Ideolodzy totalitarnej lewicy i prawicy nienawidzą miast, bo miasta i mieszczaństwo niszczą wszystkie ich założycielskie mity. W zderzeniu z bogactwem, rozwojem i wolnością miast nie ostaje się ani prawicowy mit idealnego feudalnego współżycia arystokracji i szlachty z ludem (nie mogło być „społecznej harmonii” tyłka i bata), ani lewicowy (dziś podzielany także przez radykalnych ekologów) mit wsi jako miejsca „komunizmu pierwotnego”, gdzie nie istniał „wyzysk człowieka przez człowieka”, a gospodarka nie zagrażała środowisku, bo była „reprodukcyjna, a nie eksploatacyjna”.

W dodatku zawsze okazywało się, że wieś nie jest wroga miastu, ale mu raczej zazdrości. Najbardziej ambitna młodzież wiejska masowo uciekała do miast w poszukiwaniu awansu, kariery, wolności. A później urabiała swoich rówieśników, a czasami nawet rodziców. W ten sposób

WIELKIE LIBERALNE METROPOLIE POTRAFIŁY ZMIENIAĆ TOŻSAMOŚĆ CAŁYCH OTACZAJĄCYCH JE REGIONÓW.

Także dziś miasta spędzają sen z oczu wszystkim antyliberalnym tyranom. Kilka dekad po zwycięstwie islamistów w Iranie Teheran oraz Isfahan stały się widownią najbardziej masowych wystąpień przeciwko władzy ajatollahów. W czasie krwawo stłumionych zamieszek z 2009 i 2018 roku żądania poprawy warunków życia mieszały się z żądaniami przywrócenia podstawowych obywatelskich i obyczajowych swobód. Także w Turcji po blisko dwóch dekadach niezagrożonej władzy Erdogana twierdzami opozycji pozostają największe i najbardziej zokcydentalizowane metropolie Turcji – Ankara, Stambuł i Izmir. Nawet w Wenezueli pierwszym liderem antychavezowskiej opozycji stał się Antonio Jose Ledezma Diaz, wybrany w 2008 roku na burmistrza Caracas, co było pierwszym zwycięstwem wenezuelskich demokratów nad populistyczną dyktaturą. Później został on aresztowany i zmuszony do opuszczenia kraju, jednak to miasta pozostają twierdzami oporu wenezuelskiej opozycji.

Polscy łowcy „lemingów”

Polska ma swoją własną odsłonę autorytarnej antymieszczańskiej rewolty. Politycznie zarządza nią lokalna odmiana sojuszu tronu z ołtarzem, czyli Jarosław Kaczyński i Tadeusz Rydzyk, którzy od kilku lat próbują pacyfikować polskie miasta jako „stolice liberalnego grzechu”. Jednak język i hasła tej antymieszczańskiej rewolty przygotowali prawicowi publicyści.

Krótko po katastrofie smoleńskiej w prawicowym Internecie pojawiło się pogardliwe określenie liberalnych mieszczan jako „lemingów”. W 2012 roku Piotr Zaremba zdefiniował „lemingi” jako „bezrefleksyjnych przeżuwaczy medialnych mądrości”, a Robert Mazurek opublikował „Alfabet leminga”, w którym posługując się jeszcze prostszymi epitetami przedstawiał polskich mieszczan jako warstwę społeczną całkowicie wyzutą z tradycji i tożsamości. Obu publicystom chodziło oczywiście o to, że większość polskiego mieszczaństwa nie załapała się ani na nacjonalizm, ani na upolityczniony katolicyzm, ani na posmoleńską martyrologię prawicy – skupioną wcale nie na cierpieniu bliskich ofiar, ale na budowaniu politycznego mitu, który Jarosławowi Kaczyńskiemu miał zapewnić władzę, a jego politycznym żołnierzom pieniądze i stanowiska.

W tym samym czasie Jarosław Marek Rymkiewicz przeciwstawiał współczesnej Warszawie – jako miastu zamieszanemu przez „słoiki”, „lemingi”, „ludzi bez tożsamości” – „prawdziwą Warszawę”, miasto cieni zmasakrowane w Powstaniu.

AUTORYTARNY KULT ŚMIERCI STAŁ SIĘ KOLEJNYM NARZĘDZIEM MAJĄCYM UPOKORZYĆ ŻYJĄCE LIBERALNE MIESZCZAŃSTWO.

To było oczywiste kłamstwo, bowiem zarówno „starzy warszawiacy”, jak też warszawskie „słoiki” chodziły na Powązki w rocznicę wybuchu Postania Warszawskiego. Jednocześnie jednak „Marsze Niepodległości” organizowane przez narodowców czy „miesięcznice smoleńskie” organizowane przez PiS nie stały się nigdy świętami starego ani nowego warszawskiego mieszczaństwa. Bardziej odnajdywało się ono w ekumenicznych uroczystościach organizowanych 11 listopada przez Bronisława Komorowskiego, czyli w gromadzących dziesiątki tysięcy warszawiaków spacerach pomiędzy pomnikami Daszyńskiego, Piłsudskiego, Witosa, Dmowskiego.

Skoro nie podziałał ideowy szantaż, polityczni liderzy prawicy postanowili złamać polskich mieszczan i miasta w sposób bardziej praktyczny. Po zdobyciu władzy przez PiS w 2015 roku do urzędów miejskich największych polskich metropolii ruszyli agenci CBA i prokuratorzy. Pod hasłami „audytu” i „ścigania gigantycznych nadużyć” na ponad dwa lata sparaliżowano miejskie inwestycje, zablokowano wykorzystanie środków unijnych przeznaczonych na rozwój polskich miast. Jednocześnie ustawy uchwalane przez PiS przesuwały na władze miast kolejne obowiązki w zakresie edukacji, ochrony zdrowia, walki ze smogiem, a nawet gospodarki odpadami i recyklingu śmieci. Jednocześnie nie przyznając na ich realizację nowych funduszy, a nawet ograniczając dotychczasowe źródła finansowania.

MA TO DOPROWADZIĆ POLSKIE MIASTA DO BANKRUCTWA, POKAZAĆ, ŻE WŁADZE „WYBRANE PRZEZ LEMINGI” NIE RADZĄ SOBIE I MUSZĄ BYĆ ZASTĄPIONE PRZEZ PISOWSKICH KOMISARZY.

Podobny sens ma próba przejęcie przez rząd Mateusza Morawieckiego kontroli nad wszystkimi unijnymi środkami, także tymi adresowanymi do metropolii i miast. Doprowadziło to do zablokowania ośmiu miliardów euro przeznaczonych w obecnym budżecie UE na walkę ze smogiem.

Miasta nie obronią się same

Miasta nie obronią się same, z tego punktu wiedzenia dzisiejszy przedwyborczy sojusz samorządowców i prezydentów największych polskich metropolii z partyjną opozycją wydaje się czymś naturalnym. Platforma Obywatelska musi bronić miast i ma ku temu bardzo ważne narzędzie, którym jest pozycja tej partii i wysłanych przez nią do Brukseli reprezentantów w różnych instytucjach Unii Europejskiej – w najsilniejszej w Europie politycznej frakcji chadeckiej, w Parlamencie Europejskim, wśród ludzi broniących demokracji i praworządności w Komisji Europejskiej czy Radzie Europejskiej.

JUŻ TYLKO SPÓR O PIENIĄDZE NA WALKĘ ZE SMOGIEM POKAZAŁ, ŻE BRUKSELA NIE POZWOLI RZĄDOWI PIS PRZECHWYCIĆ WSZYSTKICH UNIJNYCH ŚRODKÓW, ŻEBY TUCZYŁ SIĘ NA NICH TADEUSZ RYDZYK I DZIAŁACZE PARTYJNI RÓŻNYCH NURTÓW „ZJEDNOCZONEJ PRAWICY”.

Aby jednak Polska nie traciła unijnych środków w sposób nieodwracalny, trzeba rozpocząć konsekwentną kampanią na rzecz przekazania choćby części pieniędzy traconych przez PiS-wski rząd bezpośrednio do budżetów polskich samorządów i miast. To nie jest walka łatwa i prosta, choćby dlatego, że Czechy, Słowacja, Grecja, Włochy… już zgłosiły się po unijne pieniądze, które rząd PiS uznał za niepotrzebne. Jednak politycy tacy jak Róża Thun, Jan Olbrycht, Danuta Huebner, Janusz Lewandowski, Radosław Sikorski są do takiej walki przygotowani i powinni ją rozpocząć już dzisiaj. Mają rozpoznawalność, kontakty, kompetencje.

PIS BĘDZIE DALEJ ZARZYNAŁ POLSKIE SAMORZĄDY I MIASTA, WYNIKA TO Z JEDYNEJ ZAUWAŻALNEJ DOKTRYNY KACZYŃSKIEGO, KTÓRA JEST DOKTRYNĄ ABSOLUTNEJ CENTRALIZACJI WŁADZY.

Ale jeśli walka o unijne pieniądze dla samorządów i miast zostanie choć w części przez polityków PO w Brukseli wygrana, jeśli przez to polskie miasta nie zbankrutują, wówczas Kaczyński połamie sobie zęby na Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku. A połamawszy sobie zęby na polskich miastach, PiS prędzej czy później straci władzę w całej Polsce.

„Człowiek wolności” z Żoliborza wyraził ochotę premierowania Polsce. Popuścił przy okazji jakiegoś wywiadu. Nie wytrzymał.

Zniszczył polskie państwo prawa, a teraz chce stanąć na zgliszczach demokracji i stworzyć wieczną dyktaturę w stylu Orbana. Co za przekleństwo dla Polski.

Prezes może sobie pozwolić na taki nonchalant. Teren został odpowiednio zabezpieczony. Opozycja jest częściowo sparaliżowana. Sędziów się dyscyplinuje. Trochę protestują, ale zaraz zmiękną. Trzeba tylko powtarzać, że to „mafia”. Lud to kupi, bo „mafia” działa na wyobraźnię. Schetyna miota się i nie ma spójnego programu wyborczego. Media za chwilę się przykróci. Teraz więc jest czas na Kaczyńskiego.

Jeszcze kolano pociągnie kilka lat. Zresztą, nie będzie dużo chodził. Teraz, kurwa, ja. Nawet nie jako premier, ale jako król i zbawca. Ludzie będą mu dziękować, dzieci rzucać kwiaty. Wszyscy będą płakać ze szczęścia. Może dojdzie do koronacji? On tylko powie, że się poświęcił dla Polski. Nie chciał, bo jest raczej skromny, ale to było wezwanie od ojczyzny. Musiał więc na nie odpowiedzieć. Tak, tak – pokiwa smutno głową. Wawel ma murowany, zaraz obok Leszka.

Wcześniej unikał odpowiedzialności. Ale teraz jest mniejsze ryzyko. Są poprzednicy, na których można to i owo zwalić. Konflikt z Unią, przykładowo. Jeżeli zacznie eskalować, to on – „człowiek wolności”, jest nowy. Owszem, słyszał coś o tym, że zarzucają nam łamanie praworządności, ale on w tym w ogóle nie brał udziału. Był zwykłym posłem. Oglądał rodeo w telewizji i głaskał kota.

Teraz czuje się znacznie pewniej. Poparcie jest stałe. Opowieść o zamachu w Smoleńsku została podmieniona na zagrożenie homoseksualistami. I to poszło. Lud jest wzburzony, ale posłuszny. Jeżeli trzeba, to się go nakarmi jakąś opowieścią o pedofilach z LGBTQ, którzy gwałcą 3 -letnie dzieci. „To może być twoje dziecko!” Kurski pokaże takie hasło kilka razy u siebie. Lud jest czuły na takie opowieści. Jak łatwo być premierem w Polsce!

Premier 1000-lecia, człowiek wolności oraz największy strateg i myśliciel! Ach! Ach! Ach! Oczywiście tylko wtedy, jeżeli PIS wygra jesienią wybory. Morawiecki zostaje. Będzie listkiem figowym, czy raczej krawatem i białą koszulą na zewnątrz Polski. Taki bufor. Jak coś, to będzie świecił za niego. Niech on użera się z Unią i różnymi komisjami. I z tą Niemką, co ją wybrali. Niech rozmawia z kim chce. Tymczasem prezes zajmie się Polską – swoim królestwem. Po co mu „Srebrna”? Tutaj jest wszystko. Tylko brać.

Jego kot aż parsknął z uciechy.

Spółki Skarbu Państwa od zawsze były uważane przez polityków za łatwy łup, aby ustawić swoich ludzi, którzy wzbogacali się na wysokopłatnych stanowiskach i często bardzo wysokich odprawach. Skala i koszty tego zjawiska urosły jednak za rządów Prawa i Sprawiedliwości do nieznanych wcześniej rozmiarów. Stało się tak wbrew deklaracjom rządzących o walce z układami, ponieważ jak wynika z raportu NIK, ten ma się w najlepsze. Kontrolerzy wykazali bowiem, że od czasu objęcia rządów przez PiS koszty odpraw i odszkodowań m.in. za zakaz konkurencji dla odchodzących managerów osiągnęły rekordowe rozmiary. Dla przykładu w badanych spółkach w latach 2011-17 same tylko odprawy dla odwołanych członków kadry kierowniczej kosztowały niemal 73 mln zł. Ponad jedna trzecia omawianych kosztów to rok 2016 – ponad 25 mln zł. Drugi w kolejności był rok 2015 – ponad 15 mln zł i rok 2017 – kolejne 9,27 mln zł. W sumie omawiane trzy roczniki to ponad 50 z 73 mln zł odpraw, w wyniku czego PiS odpowiada za 69,5 proc. wypłaconych świadczeń.

Równocześnie odszkodowania z tytułu zakazu konkurencji osiągnęły za rządów PiS także nieznane w historii rozmiary. Przez cały badany okres takie świadczenia dostało 547 osób, a łączna ich suma wyniosła ponad 147 mln. Najwięcej z tej kwoty również wypłacono już po przejęciu władzy przez PiS – 67% całej sumy.

Kluczem do zrozumienia opisanej sytuacji jest “układ”, jaki PiS zaczęło po przejęciu rządów budować w spółkach. Rządzący potrzebowali pozbyć się dotychczasowych kadr, nie bacząc na ich kompetencje czy warunki umów. Stąd zdecydowano się na ekonomicznie niekorzystne dla państwowych firm decyzje, aby “kupić” sobie natychmiastowe odejście niechcianych ludzi. W raporcie bowiem NIK “uznała za niegospodarną praktykę polegającą na zawieraniu porozumień z członkami kadry kierowniczej, w ramach których, w zamian za zgodę na natychmiastowe odejście z pracy wypłacano im wyższe odprawy i odszkodowania, a także ekwiwalenty z tytułu niewykorzystanych urlopów – przy równoczesnym zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia.”NIK wskazał przy tym, że częstą praktyką było kierowanie niechcianych ludzi na wysoko płatne urlopy, marnując posiadane przez nich kwalifikacje:

“Takie wielomiesięczne urlopy osób wykształconych, z dużym doświadczeniem zawodowym (zwłaszcza menedżerskim) jest także niekorzystne z punktu widzenia rozwoju gospodarki narodowej.”

Widać zatem wyraźnie, że dobro publiczne nie stało wówczas dla PiS na pierwszym miejscu.

Kontrolerzy obnażyli także skalę karuzeli stanowisk. W jednej z dużych Spółek Skarbu państwa wykazano bowiem, że “Spośród 88 dyrektorów, zwolniono 72. Wśród nich 41 osób zajmowało swoje stanowiska krócej niż dwa lata, 12 osób mniej niż rok. NIK uznała taką politykę kadrową za niewłaściwą, ponieważ zbyt częste zmiany na stanowiskach kierowniczych nie mogą pozytywnie wpływać na jakość zarządzania”.

Opisany dokument jest doskonałym studium o tym, jak rządzący zbudowali swój, obecnie bardzo potężny, układ w spółkach Skarbu Państwa. Kolejne doniesienia o “Misiewiczach”, wojnach partyjnych frakcji o spółki, czy “dobrowolne” wpłaty osób pełniących funkcje kierownicze w państwach gigantach na partyjne fundusze wyborcze pokazują, że majątek publiczny stał się jednym z filarów obecnej władzy. Jest to potężne zaplecze, które daje władzy olbrzymie możliwości, co pokazała choćby Polska Fundacja Narodowa. Jednak im dalej idą tego typu praktyki, tym większa jest hipokryzja władzy wobec jej własnych wyborców, a równocześnie rosną szkody gospodarcze wynikające z nieodpowiedzialności zarządzania opartego nie na ekonomicznych, ale politycznych przesłankach.

W Koalicji Obywatelskiej jest miejsce dla konserwatystów i lewicy, wierzących i niewierzących, z miasta i ze wsi. Ale nie ma miejsca na politykę transakcyjną. Jeśli dla kogoś różnica między Koalicją a PiS jest tylko w tym, ile gdzie można dostać stołków – droga wolna – mówił przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, otwierając Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej. Przez dwa dni eksperci razem z politykami Koalicji mają rozmawiać o programie wyborczym na jesienne wybory parlamentarne.

Rozmowy o programie

Przez dwa dni w trakcie  Forum Programowego Koalicji Obywatelskiej odbywać się będą dyskusje dotyczące najbardziej istotnych kwestii, m.in. edukacji, polityki społecznej, służby zdrowia, gospodarki i praworządności. Na Forum nie zabraknie też takich tematów jak opieka nad seniorami, sprawy kobiet i młodzieży, cyfryzacja, sport czy budownictwo.

Rozmowy odbywają się na 50 panelach w Pałacu Kultury i Nauki, biorą w nich udział nie tylko politycy opozycji, ale też przedstawiciele nauki, organizacji pozarządowych, publicyści, samorządowcy. Przed Pałacem stanął specjalny namiot społeczny.

Schetyna: W KO jest miejsce dla wszystkich

– Czas partyjnych gier już minął. Prawda musi pokonać bezprawie, miłość pokona nienawiść, a rozsądek pokona agresję – zaczął Grzegorz Schetyna. – W Koalicji Obywatelskiej jest miejsce dla konserwatystów i lewicy, wierzących i niewierzących, ludzi z miasta i wsi! Ale nie zgodzę się na wprowadzanie do koalicji polityki transakcyjnej. Jeśli ktoś rozumuje jedynie na zasadzie: kto da więcej, to do nas nie pasuje – podkreślał.

Schetyna przekonywał, że celem Koalicji Obywatelskiej jest godzenie Polaków i tworzenie prawdziwej wspólnoty: – Polski nie można sobie wyszarpywać – trzeba ją wspólnie budować, razem urządzać i zgodnie w niej żyć. To jest cel Koalicji Obywatelskiej!

Przekonywał, że opozycja po wygranych wyborach wróci do polityki opartej na konsensusie. – Proponujemy zupełnie inną politykę. Musi być ona oparta na stałym dialogu i szczerości. To nas musi odróżniać od obecnej, dzisiejszej władzy. Nawet jeśli ma to oznaczać przyznanie się do błędu – podkreślił.

500 Plus zostanie

Zdaniem lidera PO obecny rząd zapomina o pracujących i płacących podatki Polkach i Polakach, dla których KO będzie miała ofertę. Jednocześnie podkreślił, że programy socjalne, jak 500 Plus czy obniżenie wieku emerytalnego, nie zostaną zabrane.

– Jeśli pada pytanie o wiek emerytalny, o słynne 67 lat, to przyznajemy: to był błąd, można to było przeprowadzić na zasadzie dobrowolności i zachęt, a nie przymusu – powiedział Grzegorz Schetyna.

Służba zdrowia i edukacja wymagają natychmiastowej naprawy

Grzegorz Schetyna podkreślał też w swoim wystąpieniu obecną sytuację w szkołach. Ze względu na kumulację rocznika przy rekrutacji do liceum, spowodowaną reformą edukacji PiS-u, w szkołach trwa chaos, a wielu uczniów nie dostało się do wymarzonych szkół, często nawet mając świadectwo z czerwonym paskiem.

– Czy to nie chore, że tysiące zdolnych uczniów nie dostało się w tym roku do liceum? Przedstawicielka władzy odpowiedzialnej za bałagan śmiała im nawet powiedzieć, że “marzenia nie zawsze się spełniają” – mówił lider PO.

– W Polsce zaczyna brakować lekarstw. Smog przekracza dopuszczalne granice. Ludzie chorują, zdrowy rozwój dzieci jest zagrożony. A co robi ta władza? Sprowadza bez opamiętania rosyjski węgiel i tony śmieci! – mówił Grzegorz Schetyna.

Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej ma być ostatnim etapem tworzenia programu wyborczego. Wcześniej w ramach akcji #POrozmawiajmy politycy opozycji jeździli po kraju, aby poznać opinię ludzi.

Grzegorz Schetyna zapowiedział, że w sobotę Koalicja Obywatelska przedstawi główne kierunki nowego programu wyborczego.

Czym dzisiaj jest prawo? To tylko narzędzie, z którego PiS korzysta bardzo wybiórczo, by realizować własne cele.

Niestety, nie mogę powtórzyć za Marylą Rodowicz, że „ja to mam szczęście/Że w tym momencie/Żyć mi przyszło/ W kraju nad Wisłą/ Ja to mam szczęście”. To nie szczęście, tylko najzwyczajniejszy pech. Najpierw zaliczyłam PRL, a teraz los obdarował mnie rządami partii, która poza populizmem, dyletanctwem, manipulacją i arogancją, niczego dobrego w rozwój mojej Polski nie wnosi.

A jeszcze niedawno, trzydzieści lat temu, wydawało się, że najgorsze mamy z głowy. Wreszcie wolność odmieniana na wszelkie możliwe sposoby. Wreszcie świat stanął otworem, przestała nas dusić ta szarość i marazm, a prawa człowieka wreszcie zaczęły coś znaczyć. Fakt, demokracja w pampersach wciąż raczkowała, popełniono wiele błędów, było sporo wykluczonych społecznych, korupcja i nepotyzm miały się nieźle, jednak…  nic i nikt nie przeskoczył tego, czym od 4 lat katuje nas PiS. Ani się człowiek obejrzał, a już wrócił PRL w swojej najgorszej postaci, przekroczono granicę, za którą już tylko bylejakość, totalna samowolka i zupełnie niezrozumiałe przez normalnie myślących działania, niszczące nas jako naród i Państwo.

W pisowskiej Polsce prawo przestało być prawem. Łamanie Konstytucji, odejście od trójpodziału władzy, sposób procedowania i wprowadzania ustaw, dzielenie Polaków na tych, co to prawo ich chroni i tych, którym dowala, przekracza wszelkie normy obywatelskiego rozumienia. Mówiąc krótko, to jeden wielki chaos i wręcz anarchia, zafundowana nam w imię… no właśnie, w imię czego? Leczenia własnych kompleksów i niedowartościowania, żądzy władzy ponad wszystko, rozdmuchanego ego?

Taka jest właśnie ta „władza ludu”, co usiłuje nam prezes wbić do głów i przekonać, że o niczym innym nie marzyliśmy. I tenże właśnie „lud”, czyli politycy PiS i zjednoczone z nimi partyjki Ziobry i Gowina, karmią takimi głodnymi kawałkami, przekonani, że dajemy się na to nabrać i jak bezwolne owieczki pójdziemy za guru Kaczyńskim nawet na samo dno.

Czym dzisiaj jest prawo? To tylko narzędzie, z którego PiS korzysta bardzo wybiórczo, by realizować własne cele. Przeinacza się to prawo, wprowadza jakieś debilne poprawki, manipuluje nim na wszystkie strony, a wszystko to w jednym celu – by pod płaszczykiem reformy prawa, walki z sędziami komunistami, usuwać tych, którzy nie chcą iść na smyczy, zarzucać sądy sprawami wrednej opozycji, co to śmiała zablokować marsz polskich faszystów, powiedziała coś nie tak, ośmieszyła wybrańca narodu i żądać przykładnego ukarania.

Zupełnie inne prawo stosowane jest do „swoich”. Nikt nie odważy się przesłuchać prezesa Kaczyńskiego w sprawie łapówki, dwóch wież i Srebrnej. Nikt nie odważy się zanegować decyzji Dudy, który przed uprawomocnieniem wyroku, objął amnestią swego kumpla Mariusza Kamińskiego. Pan Chrzanowski, zamieszany w aferę korupcyjną w KNF spokojnie bryluje na wolności. Nikt nic nie mówi o aferze we wrocławskim oddziale PCK, które wspomagało kampanię kolesi prezesa, „święte krowy” z PiS-u nie płacą mandatów i wiadomo, że nikt im nie podskoczy. Zgodne z pisowskim rozumieniem prawa jest skazanie Arabskiego za złą organizację lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska, ale nikt nie ruszy Sasina, który z ramienia kancelarii prezydenckiej ten lot przygotowywał od A – Z i o tym wiedzą wszyscy. Jego już prawo nie obowiązuje. Sędzia Izby Cywilnej SN, kumpel Ziobry, Zaradkiewicz wydaje zakaz wykonywania czynności kierowniczych prezesowi tejże izby w SN. A co, wolno mu przecież…

Prokuratorzy stają na uszach, by bronić naziolków, sądy np. w Białymstoku umarzają sprawy agresji i rozpowszechniania postaw niezgodnych z prawem. Nazywają marsze narodowców niewinną zabawą chłopców i dziewczynek, czczenie urodzin Hitlera prywatną imprezką, rzucanie racami i obraźliwe okrzyki prowokacją ze strony opozycji. Wieszanie na szubienicach zdjęć europosłów z PiS to dla nich żaden powód do wszczęcia postępowania karnego, a tylko niewinny wybryk. Atak osiłków na mizernej postury działacza KOD to tylko przepychanka i to ów koder ponosi winę, bo się na nich rzucił. Za to władza udaje ślepą i głuchą, gdy atakowani są politycy partii opozycyjnych, najczęściej zasłaniając się „niewykryciem sprawców” jak w przypadku oblania wolontariuszy Róży Thun fekaliami.

Przykładów mogłabym mnożyć i mnożyć, ale jedno jest pewne. Dzisiaj obowiązuje tylko to prawo, które wyznacza partia rządząca, więc drżyj narodzie, bo nie znasz dnia ani godziny, gdy wejdą do ciebie o świcie i zaskoczony dowiesz się, że jesteś przestępcą.