Archiwum | Społeczeństwo RSS feed for this section

Ratowanie demokracji w Polsce przez sędziów i społeczeństwo obywatelskie

12 Sty

Chciałoby się napisać, iż Marsz Tysiąca Tóg to sukces. Sukces w walce z bezprawiem PiS.

Ale… Kontekst jest przerażający, walczymy z własnym rządem, walczymy o standardy demokracji.

Zatem, czym jest rząd PiS? Najeźdźca, sowieci, naziści? Mając o czynienia z propagandą tej władzy, oglądając telewizję – dawniej publiczną – można mniemać, iż wrogiem są Polacy, którzy z tą władzą się nie godzą, czyli nie chcą kolaborować.

A więc TVP to zwykła gadzinówka, która szczuje. Rok temu z tej gadziej propagandy wykluł się Eligiusz Niewiadomski, który zabił prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

Obecnie TVP szczuje na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego, można się zastanawiać, kiedy kolejny Eligiusz Niewiadomski jego zabije.

Co to za organizacja PiS, która rządzi, która niszczy urządzenia demokratycznego państwa – Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo?

Wywiad z Mateuszem Morawieckim dla niemieckiego „Die Welt” kompromituje go jako człowieka i jako Polaka. napisałem Polaka, a powinienem napisać „Polaka”, bo Polak nie może niszczyć Polski, tylko wróg Polski.

Społeczeństwo obywatelskie ratuje co może z wolności obywatelskich, sędziowie walczą o standard demokratyczny, niezależność orzekania.

PiS prędzej czy później będzie zabijać, bo taka jest logika najeźdźcy, wroga, który wie, że po straceniu władzy będzie sądzony za swoje przestępstwa. A tych ma bez liku, codziennie dowiadujemy się o aferze. Polska to republika bananowa, państwo aferalne, ośmieszane przez Kaczyńskiego i jego ferajnę.

W Marszu Tysiąca Tóg, według wyliczeń stołecznego ratusza, udział wzięło nawet 30 tys. osób. W demonstracji uczestniczyli m.in. przedstawiciele środowisk sędziów z Belgii czy Niemiec. – To bezprecedensowa sytuacja. To pokazuje, jak ważne dla UE jest to, czy będziemy mieli niezawisłe sądy – mówił w TOK FM sędzia Bartłomiej Przymusiński.

Więcej >>>

„Szliśmy w togach, żeby wszyscy Polacy mogli nas zobaczyć. Zobaczyć, że nie jesteśmy jakimiś kosmitami, kastą, komuchami, zdrajcami, złodziejami. Jesteśmy Polakami, którzy mają zawód, który polega na ważnej misji” – mówił pod Sejmem do tysięcy manifestantów Krystian Markiewicz, szef stowarzyszenia sędziów Iustitia.

Więcej >>>

„Jesteśmy europejskimi sędziami. W Europie musimy ufać sobie nawzajem. Dlatego stoimy razem z polskimi sędziami” – mówili sędziowie m.in. z Francji, Irlandii, Austrii na niezwykłej konferencji prasowej. Sędzia z Turcji ostrzegał: „U nas praworządność została kompletnie zniszczona. Pewnej nocy poszedłem spać jako sędzia, obudziłem się jako terrorysta”.

Więcej o sędziach z UE uczestniczących w Marszu Tysiąca Tóg >>>

– Chcielibyśmy tylko zreformować nasz system sądownictwa. Nadrabiamy przy tym to, co gdzie indziej już się stało. U was w Niemczech około 30 procent sędziów, którzy pracowali w NRD, nie mogło po zjednoczeniu wykonywać swojej pracy, bo byli zbyt blisko totalitarnego reżimu. To było słuszne. W Polsce nic takiego nie miało miejsca. Teraz podejmujemy konieczne decyzje personalne – powiedział Morawiecki.

Na uwagę dziennikarki, że średni wiek polskich sędziów to 40 lat, co oznacza, że w czasie transformacji byli jeszcze nastolatkami, polski premier odparł, że „w latach 90. komunistyczni sędziowie wyszkolili swoich następców i ich w ten sposób ukształtowali”. – Poza tym polski system sądownictwa nie jest dość wydajny. Postępowania trwają zbyt długo. Nie dziwi, że wielu polskich obywateli domaga się poprawy – powiedział premier.

Gersdorf odpowiada premierowi. „Może jest wychowany przez komunistyczne przedszkolanki?”

Do tych słów odniosła się I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, która w sobotę brała udział w „Marszu Tysiąca Tóg” przeciwko tzw. ustawie kagańcowej wymierzonej w sędziów. Pytana przez TVN24 o wypowiedzi premiera Morawieckiego odparła:

Ja się zastanawiam, czy on [premier] chodził do przedszkola, może też jest wychowany przez komunistyczne przedszkolanki?

Więcej o Morawieckim w „Die Welt” >>>

Kwaśniewski o tym, jak pokonać Dudę – czytaj tutaj >>>

Próby dopadnięcia Grodzkiego to już nawet nie polowanie z nagonką, ale zwykłe kłusownictwo z użyciem wnyków i broni maszynowej.

Trudno pojąć, co dzieje się w głowach polityków władzy i funkcjonariuszy organizujących polowanie na marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. Co np. myśli szef Wydziału Komunikacji Społecznej CBA, który ponosi formalną odpowiedzialność za opublikowanie komunikatu, zachęcającego do składania donosów, dotyczących rzekomego „przyjęcia korzyści majątkowej przez osobę pełniącą funkcję publiczną odpowiedzialną za leczenie pacjentów na Oddziale Klinicznym Chirurgii Klatki Piersiowej PAM, Specjalistycznego Szpitala im. Prof. A. Sokołowskiego Szczecin Zdunowo”.

(…)

Na szczęście mamy za sobą doświadczenia opozycji demokratycznej z czasów PRL, które pokazują, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Róbmy więc swoje, jak postulował Młynarski, i nie zapominajmy starannie dokumentować wszystkich przestępczych działań rządzących, by w odpowiednim momencie móc ich z tego rozliczyć.

Cały esej Maziarskiego tutaj >>>

PiS organizuje seanse nienawiści w stosunku do Tomasza Grodzkiego, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego

7 Sty

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”; – „Sakiewicz potrzebuje lekarza lub pozwu”; – „Ciekawe, jakie koperty w sądzie pokażecie. Jak będziecie płakać, gdy przyjdzie zapłacić odszkodowanie za pomówienie w wysokości 1.000.000 zł!”;

– „Gazeto rosyjska, inaczej Was nie można nazwać, bo swym przekazem wpisujecie się w putinowski ton! Jak śmiecie szykanować porządnego człowieka! Z naszych podatków żyjecie, z naszych pieniędzy wydalacie nienawiść! Już niedługo Wasz byt skończy się spektakularnym krachem! To pewne!”; – „Jak Gazeta mająca w nazwie Polska może pisać takie oszczerstwa i głupoty? Czy waszym celem jest jedynie obrażanie wartościowych ludzi i hejtowanie?” – pisali internauci.

Przypominają też Sakiewiczowi pisowskie afery: – „Koperta z nazwiskiem córki leśniczego? Koperta księdza Sawicza? Koperta od pewnego Austriaka? Czy może koperta z zaległymi pensjami dla pana pracowników? Chłopie, ty się na ZPTy zapisz no widzę chorowałeś w szkole i ci prac ręcznych brakuje”.

Zgłosili też wpisy „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika administratorom Tweetera jako nękanie marszałka Senatu: – „Mam nadzieję, że Pan Grodzki z mec. Dubois puści was w skarpetkach. Zgłaszam was za nękanie”. Jedna z internautek postanowiła rów

Instytut Ordo Iuris w 2019 roku wnikał coraz głębiej w struktury władzy w Polsce. Widać, że jego celem jest stworzenie szerokiego środowiska, które będzie miało wpływ na polityczne decyzje i kształt polskiego prawa – oczywiście zgodnego z linią ideologiczną religijnych fundamentalistów.

Ordo Iuris dąży do wpływu na obecną władze z rozmachem. Z jego środowiska wywodzi się już dziś:

  • dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego,
  • wiceminister spraw zagranicznych,
  • krajowy konsultant ds. genetyki,
  • członek Rady Narodowego Instytutu Wolności
  • i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

O Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

To już nawet nie jest walka o rząd dusz. Ta została przegrana. To walka o etaty, statystyki, ideologiczny wpływ na szkołę. Jeśli MEN posłucha abp. Skworca, można składać serdeczne wyrazy współczucia katechetom.

Jak młodzież zareagowałaby na przymusową katechezę? Nietrudno się domyślić. Już od lat słychać pojedyncze głosy hierarchów, że z katechezą coś poszło nie tak. Wprowadzenie religii do szkół odarło ją z wymiaru duchowego, doprowadziło do zerwania związku młodych ze swoimi parafiami, w żadnym wymiarze nie wpłynęło na wyznawane wartości ani też nie zwiększyło poziomu wiedzy religijnej. Jednak twarde jądro episkopatu mówi „nie” wszelkim propozycjom zmian.

O młodzieży, która odrzuca katechezę >>>

„Domagamy się uchwalenia przez spółki medialne deklaracji rzetelnego informowania o zmianach klimatu” – czytamy we wspólnym liście środowisk naukowych i organizacji oraz ruchów ekologicznych do mediów. Media liberalne tę misję realizują już całkiem nieźle. Ostoją denializmu jest dziś prasa prawicowa i media prorządowe.

Więcej o apelu do prawicowych mediów w sprawie klimatu >>>

Technologia rozpoznawania twarzy stała się źródłem wielu obaw dotyczących ochrony prywatności. Używane do tego celu oprogramowanie pojawia się w coraz częściej w codziennym życiu: na przejściach granicznych, w samochodach policyjnych, na stadionach, lotniskach, uczelniach. I po prostu na ulicach. Jednak dążenia do kontroli tego zjawiska spotykają się ze stanowczym oporem rządów po obu stronach Atlantyku – piszą Janosch Delcker i Cristiano Lima z POLITICO.

O niebezpieczeństwie technologii „rozpoznawania twarzy” czytaj tutaj >>>

Trzej Królowie z wizytą w Pałacu N.

Role główne:
Kacper – hinduski zwolennik hindutwy
Melchior – irański członek strażników rewolucji
Baltazar – indyferentny światopoglądowo Arab w drodze do Europy
Andrzej – Polak katolik

Statyści:
Agata – żona Andrzeja

Rozmowa odbywa się w Pałacu N., w którym Andrzej podejmuje swoich gości udających się do stajenki. Rozmowa trwa już chwilę, więc mamy za sobą nudne konwenanse powitań.

– „Jakże się cieszę, że Panowie zechcieli odwiedzić przedmurze chrześcijaństwa i kolebkę najwyższych galaktycznych wartości” – Andrzej uśmiecha się trochę, jakby myślami był gdzie indziej, bo pewno jest. – „A jak trafiliście do nas, do serca Europy, w pępek świata?”

– „Nie wiem jak koledzy, ale ja osobiście, jechałem do Niemiec” – Baltazar zerka na pozostałych. – „Wystąpiły chwilowe trudności… musiałem się zatrzymać na kilka dni”.

– „A czemu do Niemiec?” – dziwi się Andrzej. – „Do germańskiego najeźdźcy? Stajenka jest przecież w drugą stronę”. Andrzej odpala Google mapę, żeby się upewnić.

– „Bo w Niemczech dobrze płacą i poza tym jakoś tak mniej obco” – Baltazar orientuje się, że popełnił być może delikatne faux pas, więc dodaje: – „To znaczy nie żeby tu jakoś było coś nie tego, ale jednak oni euro mają i w ogóle, wie Pan”.

– „Euro, euro” – do rozmowy włącza się Melchior strażnik rewolucji islamskiej. – „Wam tylko to w głowie. A gdzie idee, gdzie fundamentalizm, religia i w ogóle duchowość?”

– „No właśnie, gdzie?” – przytakuje Andrzej, po czym dodaje, bo akurat namierzył stajenkę w Google mapach. – „O, mam. Do Betlejemki pięć godzin dziewięć minut, na Kraków trzeba jechać, potem Zakopane, no i trzeba dojść kawałek niestety pod górę…”.

– „Ale po co mamy tam iść?” – pyta nagle Kacper, który do tej pory wydawał się przysypiać.

– „Jak to po co?” – dziwi się Andrzej. – „Po epifanię, po objawienie”.

– „A daj pan spokój z tą epifanią, co ja z niej będę miał?” – Baltazar zaczyna się chichrać.

– „A do Mekki, to po co chodzicie niby?” – Andrzej ciśnie swoje.

– „Ja tam do żadnej Mekki nie chodzę, do Niemiec jadę i nie będę się uganiać za jakimiś marami” – kontruje Baltazar.

– „I dlatego tylko Iran może ocalić świat” – Melchior wstaje gwałtownie jakby szykował się do przemowy, ale nie przemawia.

– „Jaki świat, jaki Iran?” – teraz Kacper dziwi się nie na żarty. – „Kolebka świata jest u źródeł Gangesu”.

– „A nigdy w życiu panie, co pan opowiada?” – Melchior z Iranu jest wyraźnie poddenerwowany. – „Z Gangesu pan do Dżanny nie trafisz”.

– „Do kogo?” – Andrzej sięga po telefon, żeby sprawdzić, ale akurat pisze do niego Leśne ruchadełko na Tweeterze, więc znów gubi wątek.

– „Nie do kogo, a do czego. Do raju oczywiście, między wiecznie młode hurysy” – Melchior zerka na Baltazara i pyta z przekąsem. – „Pan wie, mam nadzieję, o czym mówię?”

– „Wiem, wiem, ale ja na razie do Bremen jadę, miasto portowe, tam też są wie pan te…” – Baltazar uśmiecha się porozumiewawczo do kolegi z Iranu.

– „To oburzające” – Pers traci kompletnie dystans. – „Widzę, że my sami będziemy musieli zaprowadzić mahometański ład na świecie. Cały ten Wasz dżihad to kiszka z wodą jest. Tylko szyici”.

– „Tylko hinduizm” – Kacper przerywa czytanie wedy na FB. – „Nas jest, proszę pana, już tyle w tej chwili, że was czapkami nakryjemy”.

– „Panowie, panowie” – Andrzej odkłada komórkę, bo weszła właśnie Agata, która skarciła go wzrokiem, bo zrobiło się za głośno i nie mogła już oglądać swojego ulubionego programu kulinarnego. – „Przecież do stajenki mieliście iść, do Jezusa, wszyscy poganie muszą się w końcu nawrócić”.

– „A weź pan przestań z tym Jezusem Waszym, przecież to niemowlę jest” – Melchior śmieje się trochę na siłę.

– „Może i niemowlę, ale starsze od Waszego Mahometa o sześćset lat, zresztą przypominam, że jesteście w sercu, w kolebce, w pępku” – Andrzej, najwyraźniej też zaczyna tracić nerwy.

– „A od naszego też niby starsze? Mahabharatę, proszę Pana, zaczęli pisać trzysta lat przed Waszym niemowlakiem, zresztą z mapy widać, że to my jesteśmy pępkiem, a nie Wy, w końcu to u nas ten Wasz cały Eden leżał” – Kacper z Bombaju wyraźnie staje się prowokacyjny.

– „Przepraszam bardzo, ale może i niemowlę mamy młodsze od tej całej Waszej księgi, ale zapowiadał je już Stary Testament, który, jak sama nazwa wskazuje, jest stary” – Andrzej nie daje za wygraną. – „Więc zapraszam do Betlejemki. Tam zrozumiecie, dlaczego my mamy rację”.

– „A stamtąd bliżej do Niemiec będę miał?” – Baltazar najwyraźniej skupiony jest tylko na jednym.

– „Panie Baltazarze, weź pan no się trochę skup” – Melchior z Iranu gani swojego kolegę w wierze, po czym zerka na Andrzeja podejrzliwie. – „Sercem świata to my jesteśmy wedle mojej wiedzy. A swoją drogą to Wasze niemowlę to Żyd jest chyba, o ile mnie pamięć nie myli?”

– „Jak Żyd? Z Zakopanego, z Wiktorówek Żyd, coś pan na głowę upadł?” – obrusza się Andrzej. – „Poza tym jak Żyd, skoro Polska jest Chrystusem narodów”.

– „On był u nas” – ni stąd, ni zowąd do rozmowy powraca Kacper, który wcześniej sprawdzał w specjalnej aplikacji, który z rozlicznych bogów Wisznu ma dziś swoje święto.

– „Kto?” – pyta zdziwiony Andrzej.

– „No ten Wasz cały Jezus, a kto?” – Kacper odpowiada ze złośliwą satysfakcją.

– „Jak był, kiedy?” – Andrzej nie może uwierzyć w taką zuchwałość.

– „No przez te trzydzieści lat, co go nie było, co to niby zbiegł do Egiptu i nikt go nie widział, a on u nas był, nauki pobierał od naszych” – Kacper z sarkazmem wykłada swoją hipotezę.

– „A to ja chyba akurat przez Egipt jechałem” – ciszę przerywa Baltazar, który sprawdzał w telefonie, jak z Zakopanego przejechać do Niemiec. – „Ładny kraj, piramidy, trochę sucho”.

– „No zaraz, ale to co wy w ogóle tu robicie Panowie?” – Andrzej próbuje przypomnieć im cel wizyty.

– „Ja przejazdem jestem” – najszybszy z odpowiedzią jest Baltazar. – „Zresztą już mówiłem. Swoją drogą, może by mi kolega pomógł jakoś przyspieszyć sprawy z tymi Niemcami” – zwraca się do Andrzeja. – „Słyszałem, że ma kolega tu pewne – powiedzmy – wpływy”.

– „Na kierunku niemieckim to akurat najsłabsze” – kręci głową Andrzej.

– „Ja z odzieżą przyjechałem” – przyznaje się hinduski Kacper. – „Mamy tu z żoną kilka sklepów”.

– „Ja, jako strażnik rewolucji mam tu swoje punkty kontaktowe, przyjechałem na spotkanie z kolegami z Hezbollahu” – uśmiecha się Melchior. – „Tak się złożyło”.

– „A gwiazda?” – Andrzej melancholijnie zerka za okno.

– „Gwiazda czego?” – zaciekawia się Kacper, bo jego żona występuje w większości produkcji w Bollywoodzie.

– „Gwiazda na niebie, betlejemska” – Andrzej ciśnie swoje. – „To ona Was tu przecież doprowadziła”.

– „To kwiat taki, dobrze mówię?” – uśmiecha się Kacper, który z racji posiadania sklepów z odzieżą jest najbardziej oblatany.

Andrzej nie może uwierzyć. Przygląda się tamtym, jakby byli z innej planety. Właściwie nie wie, co ma dalej zrobić. W tym momencie do salonu wchodzi Agata.

– „Jadę do Arkadii” – stwierdza bez ogródek. – „Kluczyki to gdzie są?”

– „Jakie kluczyki? Przecież kierowców mamy” – Andrzej czuje się coraz bardziej zagubiony. – „Zawiozą Cię”.

– „Nie, to już wolę sama, jeszcze mi życie miłe” – Agata podchodzi do komody i wyciąga z niej kluczyki do prezydenckiej limuzyny.

– „A do jakiej pani arkadii jedzie, jeśli można wiedzieć?” – pyta nieśmiało Baltazar. – „Do tej słynnej krainy wiecznej szczęśliwości?”

– „Czy ja wiem?” – zastanawia się Agata. – „Wiecznej to może przesada, ale promocje są, więc do końca tygodnia powinno starczyć”.

– „No to ja bym się chętnie zabrał” – wstaje arabski Baltazar, który chce do Niemiec.

– „A to i ja dołączę” – uśmiecha się Kacper, Hindus pachnący kadzidłem. – „Obiecałem mamie buty kupić”.

– „Jak wszyscy, to wszyscy” – dodaje bojownik strażników rewolucji Melchior z Iranu.

– „Ale jak panowie, a Betlejemka, a stajenka, mirra, kadzidło, złoto?” – denerwuje się Andrzej, który dostał wyraźne wytyczne od pewnego księdza z Torunia.

Po chwili w salonie nie ma już jednak nikogo. Wszyscy wyszli, więc Andrzej nie bacząc dłużej na wytyczne, zzuwa kapcie, zakłada buty, porywa pugilares leżący na komodzie i biegiem rusza za nimi.

W końcu Jezus nie zając, a promocje zaraz się kończą.

PiS: Zwalić na Brukselę, aby naród chwycić za mordę

2 Sty

Polska przez PiS została zdegradowana w Unii Europejskiej, to B klasa, podrzędność. Jest w tym zamysł Jarosława Kaczyńskiego, wymiksować kraj z Europy, zwalić na innych: na Brukselę, Berlin, Paryż, aby chwycić naród za mordę.

Damy się?

Rok 2020 będzie ciężki dla Europy, przewidują dziennikarze POLITICO. Wśród przykładów podają możliwy kryzys finansowy, zaostrzającą się globalną wojnę handlową i coraz gwałtowniejszy konflikt w Iranie. Ale zapowiadają też ostrą walkę o wdrożenie unijnej agendy w obronie klimatu, w której Polska wskazana jest jako główny hamulcowy oraz ostrzegają, że stosunki Warszawy z Brukselą znalazły się „w punkcie zwrotnym”.

(…)

Pomimo wygranej w wyborach parlamentarnych w ubiegłym roku, PiS czeka walka o polityczne być albo nie być w tegorocznych wyborach prezydenckich. Prezydent Andrzej Duda, sprzymierzeniec PiS, prowadzi w sondażach opinii publicznej, ale polskie prezydenckie rywalizacje już zaskakiwały w przeszłości.

Jeśli Duda przegra, to radykalne zmiany wprowadzane przez lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego zostaną zablokowane, niwecząc jego rewolucyjne działania na rzecz przebudowy kraju.

Ta perspektywa skłoniła rząd do przyspieszenia zdecydowanych działań w celu wzmocnienia kontroli politycznej nad sądownictwem. Bruksela ostrzega jednak, że takie podważające niezawisłość sądownictwa kroki, mogą naruszać unijne traktaty.

Tylko, że Warszawa nie słucha.

Cały tekst czytaj tutaj >>>

„Nieliberalne demokracje w Europie Środkowo-Wschodniej, głównie Węgry i Polska, wdrażają nacjonalistyczny model polityki” – ocenia we wtorek szef najbardziej opiniotwórczego niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung”.

„Państwa, w których panuje nieliberalna demokracja, coraz bardziej podważają system wartości Zachodu, zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych. Być może Unia Europejska, taka, jaką znamy dziś, za kilka lat przestanie istnieć” – przekonuje w swoim wtorkowym felietonie Kurt Kister, redaktor naczelny „SZ”. Publicysta podkreśla, że w minionej dekadzie część państw europejskich zawróciło z drogi ku liberalnej demokracji, opierającej się na dogmatach rewolucji francuskiej i amerykańskiej z końca XVIII wieku.

„W latach 90-tych ubiegłego stulecia, gdy uważano, że globalny rozwój nieuchronnie zmierza w kierunku zachodniego modelu społeczeństwa (…), kraje Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej dążyły do UE. Dziś liczne kraje, najdobitniej Węgry i Polska, wybrały nacjonalistyczny model, w którym wartości zachodnie jak emancypacja, aspekty podziału władz, solidarność z migrantami, wolność sztuki i prasy i wiele innych uważane są za szkodliwe” – stwierdza Kister. „Powstanie tych nieliberalnych demokracji – politycy, którzy zachowują się w sposób półautorytarny, są wybierani przez większość – jest największą porażką wspólnej Europy” – ocenia redaktor naczelny niemieckiego dziennika.

Dalej publicysta zwraca uwagę na to, jakie zagrożenia niesie ze sobą nacjonalizm.

„XXI stulecie jest naznaczone powrotem nacjonalizmu, który nie jest liberalny, a więc nie może zapewnić wszystkim wolności. Nacjonalizm jest ideologią kolektywną, ponieważ nie chodzi w nim o jednostkę, lecz o »mityczną wspólnotę – naród, kraj«. Antyliberałom chodzi o permanentny spór, o korzyści kosztem innych. Hasło Trumpa »America first« jest współczesnym tłumaczeniem niemieckiego »Niemcy ponad wszystko«” – czytamy.

Według Kistera obecne stulecie będzie „należało” do Chin. Europa „rozbijana tendencjami odśrodkowymi” nie będzie w stanie konkurować z Chinami, przewiduje „SZ”.

30 lat od startu reform @LBalcerowicz – wiele mówiąca grafika i ciekawy tekst Marcina Zielińskiego z FOR wyborcza.pl/7,75968,255593

Już ponad 40 sędziów jest ściganych przez ludzi ministra Zbigniewa Ziobry za wydawane orzeczenia, obronę wolnych sądów, spotkania z obywatelami, krytykę „dobrej zmiany”, czy wykonywanie wyroku TSUE. Rok 2019 był dla sędziów trudny, władza PiS chciała złamać ich represjami. OKO.press publikuje listę ściganych sędziów.

Obszerny materiał o zabijaniu sądownictwa przez Ziobrę czytaj tutaj >>>

„Imponował mi spokój i ciepło, z jakim dr Haidar opiekował się swoimi małymi podopiecznymi i przyjazność, z jaką traktował rodziców” – mówi OKO.press rodzic wcześniaka, którego leczył dr Riad Haidar. Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje i pyta dyrektora szpitala w Białej Podlaskiej, dlaczego nie przedłuża mu kontraktu ordynatorskiego

„Doktora Riada Haidara poznałem w momencie narodzin mojego syna, w 2016 roku. Jeszcze przed przyjściem na świat Jasia, było wiadomo, że urodzi się jako wcześniak, z bardzo niską masą urodzeniową i właściwie od momentu narodzin będzie wymagał intensywnej opieki medycznej. W tak bardzo stresującym i niepewnym momencie mojego życia, syn otrzymał kompleksową opiekę na oddziale kierowanym przez Dr Haidara.

Od początku imponował mi spokój i ciepło, z jakim Dr Haidar opiekował się swoimi małymi podopiecznymi i przyjazność, z jaką traktował rodziców. Mimo że mój syn jako wcześniak wymagał przez długi czas po opuszczeniu oddziału dr. Haidara, rutynowych kontroli przez pierwszy rok swojego życia w różnych szpitalach i poradniach, do tej pory nie spotkałem lekarza, który był tak bardzo oddany swojej pracy. Jego gabinet zawsze był otwarty. Cierpliwie tłumaczył kolejne etapy leczenia i opieki nad naszym maluchem, a zdjęcia małych pacjentów w jego gabinecie, które rodzice przysyłają jako podziękowania, dodawały otuchy w tym trudnym czasie.

Więcej o dr. Haidarze tutaj >>>

Otóż jestem głęboko przekonana, że sytuacja w Polsce dojrzała do tego, żeby zrozumieć, że prawa i swobody i wolność nie obronią się same, nie obronią ich też obywatele na ulicach ani Trybunał Sprawiedliwości UE. Los sądów leży w rękach sędziów, wolności mediów w rękach dziennikarzy, nauczycieli w rękach nauczycieli i tak dalej….

Tak to już jest, że odpowiadamy za siebie i jeśli ktoś zabiera nam nasze prawa, to my sami, nikt inny, mamy ich skutecznie bronić. To trzeba przyjąć do wiadomości.

Więcej Elizy Michalik tutaj >>>

Konstytucja nie jest świąteczna

26 Gru

Wybitny konstytucjonalista prof. Tomasz Tadeusz Koncewicz pisze o zaletach obowiązującej konstytucji, gdyby ją zmieniono, to tylko na gorsze w obecnej sytuacji politycznej.

Za Konstytucją z 1997 roku warto codziennie oddawać swój głos i ją praktykować. Musimy pamiętać, że ta Konstytucja nam Polakom się po prostu udała. Nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej.

Cały tekst prof. Koncewicza tutaj >>>

Kapitalny esej Piotra Gajdzińskiego o politycznym gangsterze, o tym jak w Polsce instalowany jest zamordyzm.

Im większy polityczny gangster, tym głośniej krzyczy o patriotyzmie, godności, narodowych krzywdach i wrogach ojczyzny, próbujących za zagraniczne srebrniki zatrzymać marsz ku świetlanej przyszłości. Ta retoryka w sprzyjających okolicznościach jest skuteczna, bo duże grupy społeczne zawsze czują się obdarte z godności, zlekceważone i skrzywdzone. Wystarczy tylko podpalić ogień

Esej Gajdzińskiego tutaj >>>

Politycy niemal wszystkich niemieckich partii krytycznie oceniają przyjętą w Polsce nową ustawę dyscyplinującą sędziów i domagają się od Brukseli wyciągnięcia konsekwencji.

Cały news o izolowaniu Polski pisowskiej od unijnych pieniędzy. Nie tylko Niemcy, ale i inne kraje zachodnie chcą PL eliminować. Czytaj tutaj >>>

Eliza Michalik pisze o przebaczeniu.

Przebaczenie ma moc i razem z wymienionymi przeze mnie na początku, miłością, czułością, ciepłem i radością, jest nie do pokonania. Ale tylko wtedy, gdy jest dobre i prawdziwe. Tandetne podróbki, o które w Święta tak łatwo, to tylko bezwartościowy tombak, nie złoto.

Tekst Elizy Michalik Tutaj >>>

W ciągu mijającego roku spotykałem się dość często z sytuacją odchodzenia wiernych z Kościoła, bo nie znajdują dla siebie miejsca w Kościele upolitycznionym, angażującym się w wojny kulturowe, bezdusznym wobec ofiar pedofilii.

Tekst prof. ks. Alfreda Wierzbickiego tutaj >>>

Kler i politycy. Pisowskie osiągi i zaprzańcy typu Morawiecki, Jędraszewski

25 Gru

– Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko pod postacią nastolatki, to coś co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych – uważa abp Marek Jędraszewski.

O ekologizmie, który stoi w sprzeczności z nauką Kościoła Katolickiego mówił w rozmowie z Telewizją Republika abp Marek Jędraszewski.

– Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my – Europejczycy nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci. To się kwestionuje przez różne nowe ruchy, a także próbuje się narzucać jako obowiązującą doktrynę – powiedział duchowny.

Więcej >>>

Jako nauczyciel jestem przerażony. Wychodzę do uczniów z Herbertem, Miłoszem i Szymborską a oni do mnie z przekazem TVP. Ja o wartościach a uczniowie o urojonych zagrożeniach lub nieistniejących sukcesach.

Robert Kasiak – nauczyciel języka polskiego z Radomia

„Słyszał Pan, że trwa ofensywa LGBT?” – pyta mnie Daniel.

„A gdzie widziałeś tę ofensywę?” – odpowiadam pytaniem.

On: „Na Żeromskiego (głównej ulicy Radomia) widziałem trzech LGBT!”

Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że znajdujemy się w stanie wojny. Gdyby nie Daniel, którego próbuję uczyć w jednej z radomskich szkół, być może nie wiedziałbym nadal.  Tak, trzeba przyznać, że wykreowanie przeciwnika w postaci LGBT to największe osiągnięcie TVP i środowisk zbliżonych do złotoustych, zatroskanych inkwizytorów z gustownymi flagami w klapach marynarek.

To niezaprzeczalny sukces, który można porównać tylko ze znanym słuchowiskiem Orsona Wellesa na podstawie „Wojny światów”. Powołanie do życia nieistniejącego wroga i wywołanie paniki w takiej skali to propagandowy majstersztyk.

Duża część młodzieży naprawdę obawia się LGBT, chociaż do końca nie wie, co to takiego.

Więcej >>>

W centrum Warszawy grupa neonazistów szarpała i zaatakowała gazem aktywistów rozdających jedzenie bezdomnym. „Ataku w biały dzień, w samym centrum miasta, tuż pod komisariatem policji nikt z nas się chyba nie spodziewał. Nie ma już takiego miejsca w przestrzeni publicznej, gdzie mogę czuć się bezpiecznie”

Więcej >>>

O zawodowym zaprzańcu Morawieckim więcej tutaj >>>

Pawłowicz hipokryzja postępująca i inne pisizmy

16 List

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Walczę o państwo prawa, wolności obywatelskie, w tym wolność od pełnego zła Kościoła. A kaczyści precz!

Krystyna Pawłowicz, która obiecywała zawiesić działalność na Twitterze, właśnie opublikowała kolejne już – po złożeniu tej obietnicy – wpisy. „Tłumaczy” w nich, jak to jest możliwe, że mimo swojego wieku może kandydować do Trybunału Konstytucyjnego. Była posłanka PiS ma 67 lat.

– „ŻADNE przepisy, ani art.3 ustawy o TK, ani art.30 ustawy o SN określający „wymogi” dla bycia sędzią SN – JEDYNY do którego w sprawie „wymogów” odsyła art.3 ustawy o sędziach TK – NIE określają „końcowego” wieku dla kandydowania do SN/TK” – napisała Pawłowicz.

W następnym wpisie dodała: – „Przepis o 65 latach, po osiągnięciu których sędzia SN przechodzi z ustawy w stan spoczynku NIE MA przy tym jednak charakteru bezwzględnego, bo na wniosek tego sędziego można mu PRZEDŁUŻYĆ jeszcze o kilka lat czas wykonyw. funkcji sędziowskiej. Takie wnioski do KRS są dość częste”.

– „Art. 3 ustawy o statusie sędziego TK odsyła do „wymagań stawianych sędziemu SN lub NSA”. A do nich pośrednio należy też górna granica wieku sędziego SN lub NSA czyli 65 lat (art. 37 ustawy o SN). Ergo: dotyczy też górnej granicy wieku, do którego można zostać sędzią TK. Inaczej można by powołać do TK staruszka w wieku 90 lat na 9 letnią kadencję. Co zdaje się, że bardzo Pani Profesor podkreślała, gdy były procedowanie zmiany w SN, że powinno dać się szanse młodszym, bo ci bardziej wiekowi to nazbyt geriatryczni umysłowo” – odpisał Pawłowicz prawnik Tomasz Krawczyk.

Dominika Długosz z „Newsweeka” przypomniała wypowiedzi Pawłowicz sprzed dwóch lat: – „Za starzy sędziowie są niebezpieczni dla systemu prawnego. To nie jest już wiek… cierpi się na różnego rodzaju żylaki, choroby, zaburzenia krążenia, jakieś zmiany charakterologiczne… To wymaga już odpoczynku, wzięcia się za ogródek… Krystyna Pawłowicz, 2017”.

– „Hipokryzja postępująca”; – Łoj-tam, łoj-tam! Przecież poprawki do ustaw to dla was pikuś. Nie tylko ten przepis „nie ma CHARAKTERU”; – „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy.” Tyle warte te pani wyjaśnienia, co deklaracja o zawieszeniu konta”; – „Punkt widzenia od punktu siedzenia… Szczyt hipokryzji w pani wykonaniu” – komentowali wpisy Pawłowicz internauci.

Pacjenci, umierajcie! Rzecze PiS i jego guru Kaczyński

OKO.press

Więcej >>>

Operacja „Grodzki”, czyli 500 plus (dolarów) i inne hejty. „Szczecińska Pawłowicz” sfałszowana przez TVP

Wbrew propagandzie TVP szczecińska biolożka prof. Popiela nie twierdziła na FB, że w 1998 roku dała łapówkę prof. Grodzkiemu. Co więcej, szybko łagodziła swoje wpisy. Ale Radio Publiczne robi fejkową infografikę, a „Wiadomości” TVP orwellowski materiał. Czemu ten Grodzki taki groźny? OKO.press analizuje, co zostało w sieci i to, co z niej zniknęło

Więcej >>>

Po zapowiedzi ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, że złoży zawiadomienie na Lotną Brygadę Opozycji po happpeningu z tekturowym czołgiem, działacze postanowili mu „pomóc”. Stawili się więc w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gotowi do odbycia „kary”.

Ubrani w pasiaki przynieśli „dowody zbrodni”. – „Tu jest corpus, a tu jest delicti” – powiedział jeden z brygadzistów, pokazując korpus czołgu i jego lufę. – „Proszę wyjść z tym przedmiotem!” – zakrzyknął strażnik.

Niewiele zdziałali w prokuraturze, choć prosili: – „Pan dzwoni do Błaszczaka” i „Przykujcie nas chociaż do stojaków na rowery na 5 minut”.

Poszli więc do Kancelarii Prezydenta, która mieści się nieopodal Sejmu przy Wiejskiej. Uznali, że skoro Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, zanim zapadł prawomocny wyrok sądu, to może zrobić to samo w ich przypadku. Tutaj jednak nie znaleźli „Duda pomocy”…

Znaleźli za to uznanie w sieci. – „Uśmiech i humor to oznaka zwycięstwa na głupotą polityków. W tekturowym państwie, to i corpus delicti z tektury”; – „Biedne ciecie, pewnie się modlą, abyście na ich zmianie nie wpadli”; – „Dawno się tak nie uśmiałem, mój typ poczucia humoru, delikatnie absurdalny i cholernie inteligentny. Szacunek, szkoda tylko, że Mariusz do usranej śmierci tego nie zrozumie” – komentowali internauci.

Depeszę o tym, jak Telewizja Polska zrelacjonowała wizytę „pierwszego Polaka w USA bez wizy” nadała czołowa agencja informacyjna Associated Press, a podały ją dalej m.in. „The Washington Post”, czy „The New York Times”. AP odnotowała, że materiał został wyśmiany. O sprawie pisze Gazeta.pl.

AP zauważa, że relacja w Polsce została wyśmiania, gdy widzowie zorientowali się, że podróżnym był pracownik stacji oraz były polityk PiS. Agencja pisała także, że TVP jest wykorzystywana przez partię rządzącą do „trąbienia o sukcesach”.

Materiał „Wiadomości” TVP1. Dziennikarze zarzucają ustawkę

Dziennikarze i użytkownicy Twittera po emisji materiału w „Wiadomościach” zarzucili TVP ustawkę. Dyrektor TAI Jarosław Olechowski zapewniał w tym serwisie społecznościowym, że lot pierwszego Polaka bez wizy do Stanów Zjednoczonych pokazany w „Wiadomościach” nią nie był. „Red. Bakalarski przeszedł standardową procedurę ESTA jak każdy podróżny. Materiał miał charakter poradnikowy, pokazujący co należy zrobić, żeby polecieć do USA bez wizy” – poinformował Olechowski.

Czytaj więcej o całej sprawie

Pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała.

Ależ gorący tydzień za nami. Zaprzysiężenie nowych posłów, lekki demakijaż rządu, rozpaczliwe poszukiwanie kasy, co już owocuje nowymi pomysłami, ile i jak ją z nas wyciągnąć. Dla mnie jednak „bohaterem” ostatnich dni jest Stanisław Karczewski i jego walka o jego Senat. To najbardziej tragiczna postać, pełna smutku i rozżalenia. Biedaczek, który zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowych realiach.

Zacznijmy jednak od początku. 13 października odbyły się wybory do parlamentu. Oczywiście Zjednoczona Prawica wygrała Sejm, co nie było żadnym zaskoczeniem. Wprawdzie okazało się, że PiS jest teraz bardziej uzależnione od swoich sojuszników, bo bez nich nie ma większości, że ogólnie na partie opozycyjne głosowało w sumie więcej Polaków niż Zjednoczoną Prawicę, że prezes nie krył rozczarowania, bo miał nadzieję, że zwycięstwo to będzie druzgoczące i opozycja na wieki wieków zostanie wyeliminowana, ale co tam. Wygrana to wygrana. Gorzej, gdy doszło do podsumowania wyników głosowania na senatorów i tutaj PiS poległo. To było jak uderzenie w policzek, zniewaga, nad którą ciężko przejść do porządku dziennego.

Najpierw zapadła cisza. Trzeba było ogarnąć temat i zastanowić się, co dalej. Najlepszym pomysłem okazał się ten, który już niejeden raz wspomógł prezesa i jego kolesi, czyli… przekupstwo. Sam Karczewski nie krył, że wszystko możliwe, bo przecież „nigdy nie było takiej sytuacji, że senatorowie, którzy rozpoczęli kadencję, w takich samych konfiguracjach politycznych tę kadencję kończyli”.

Ruszyła więc pisowska brać do boju, wierząc, że znajdzie kilku senatorów, którzy przejdą na ich stronę mocy, a tu klapa. Nie pomogły obietnice świetlanej przyszłości, nie pomogło zastraszanie. Senatorowie opozycyjni i niezależni zaparli się i koniec. Dla PiS-u to sytuacja nie do ogarnięcia, bo jak to. Przecież ta partia jest mistrzem w kupowaniu poparcia, a tu taka porażka. Ciężko to było przegryźć, tym bardziej, że zgłoszone protesty wyborcze, dotyczące nieprawidłowości w wyborze senatorów, też zostały odrzucone.

Fakt stał się faktem. PiS stracił Senat i choć na uszach stawał, nie udało się tego zmienić. No i tu wyskakuje nam ten biedak, pan Karczewski. Do końca, do ostatniej chwili był przekonany, że uda mu się zatrzymać stanowisko marszałka Senatu, bo przecież był takim wspaniałym marszałkiem. Jak mówił, „debaty wokół spraw nawet najbardziej dyskusyjnych, problematycznych, kontrowersyjnych, toczyły się do późnych godzin nocnych, nigdy nie ograniczałem możliwości wypowiadania się senatorów opozycji, mieli sytuację wręcz komfortową w Senacie. Moje drzwi były, są i będą otwarte dla wszystkich senatorów”, a tak w ogóle jego kadencja „była udaną kadencją. Myślę, że panowałem nad emocjami senatorów, potrafiłem prowadzić obrady, ale przede wszystkim prowadzić sprawy, za które odpowiedzialny jest Senat”.

Naprawdę nie wiem, czy to zaklinanie rzeczywistości czy też początki demencji, bo zupełnie inaczej pamiętam rządy marszałka Karczewskiego. Wyrzucenie flagi unijnej, skracanie czasu wypowiedzi, wyłączanie mikrofonów, nocne obrady, bezkrytyczne przyjmowanie każdej ustawy Zjednoczonej Prawicy, nawet tej, pełnej błędów i potem wielokrotnie poprawianej. Zapomniał o tym?

Teraz pan były marszałek czuje się bardzo rozgoryczony, wręcz skrzywdzony tą wielką niesprawiedliwością, jaka go spotkała. Walkę o fotel marszałka Senatu przegrał z profesorem Grodzkim i ależ ta porażka boli. Żegnaj luksusowy apartamencie w jednej z willi rządowych. Żegnaj cateringu i usługi prania oraz sprzątania w gratisie. Żegnajcie loty z rodzinką… I co teraz z tym pięknym portretem Karczewskiego, który był niezbędny „dla dobrego funkcjonowania państwa”? Pewnie zabierze do domu, powiesi w salonie i będzie się przed nim modlił o rychły upadek Senatu, który w obecnym składzie do niczego prezesowi i partii się nie przyda.

Jestem jednak przekonana, że nieraz usłyszymy jeszcze o panu Karczewskim. Już dzisiaj wieszczy on, że Senat nowej kadencji zamieni się w „izbę politycznych awantur”, bo przecież inaczej być nie może, a on sam będzie krytycznie patrzył na ręce nowego marszałka i ostro go punktował. Upokorzony i nieszczęśliwy pan Karczewski dzisiaj przywdziewa zbroję don Kichota i rusza na samotną walkę. On kontra senatorowie, którzy nie dali się przekupić. On i jego wiara, że wszystko jeszcze może się zmienić i powróci do koryta w blasku chwały i sławy. On silny, niezłomny, oddany prezesowi i pisowskiej Polsce nie odpuści. Jeszcze pokaże wszystkim, kto tu rządzi…

– Musimy teraz wybrać kandydata na prezydenta, potem czekają nas wybory szefa partii, a na końcu – wybory szefów regionów – mówił w sobotę w Swarzędzu przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Na spotkanie z działaczami przyjechał z prawdopodobną kandydatką partii na prezydenta RP Małgorzatą Kidawą-Błońską.

Więcej >>>

 

Duda jest do ogrania przez opozycję, a PiS do odsunięcia od koryta

2 List

Aż dwie trzecie wyborców KO chciałoby jednego opozycyjnego kandydata w I turze wyborów prezydenckich. Lewica i PSL niewiele ustępują w tym entuzjazmie. Analiza wyników wyborczych wskazuje, że to wariant raczej nieracjonalny, ale wyraża marzenie, byśmy „wszyscy razem” odsunęli Dudę od prezydenckiej godności [SONDAŻ OKO.PRESS]

W październikowym sondażu Ipsos badaliśmy pojedynek kilku kandydatów opozycji z Andrzejem Dudą w I turze. Sprawdzaliśmy, kto na opozycji ma największy negatywny elektorat,  co może decydować o wyniku II tury. Ale zapytaliśmy też o inny wariant wyborczy:

Czy wolał(a)by Pan/Pani, żeby opozycja: Koalicja Obywatelska, Lewica oraz Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiły w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2020 r. jednego wspólnego kandydata czy też każde z ugrupowań własnego?

Okazało się, że:

  • 44 proc. badanych opowiedziało się za wspólnym kandydatem;
  • 44 proc. stwierdziło, że każde z trzech ugrupowań powinno wystawić swojego kandydata;
  • 12 proc. nie miało zdania.

Wśród kobiet wyraźnie wygrywa koncepcja jednego kandydata/kandydatki w pierwszej turze (50 proc.), mężczyźni opowiadają się raczej za trzema kandydatami (49 proc.).

Czy wolał(a)by Pan/Pani, żeby opozycja: Koalicja Obywatelska, Lewica oraz Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiły w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2020r. jednego wspólnego kandydata czy też każde z ugrupowań własnego?

Oczywiście pytanie o jednego kandydata ma zupełnie inny sens dla zwolenników i dla przeciwników PiS.

Wyborcy opozycji myślą o opozycji

W elektoracie KO zwolennicy jednego kandydata stanowią aż 66 proc. wyborców, w Lewicy – 55 proc., w PSL – 52 proc. Postawa wyborców KO jest zrozumiała, w końcu to ten komitet ma najsilniejszą pozycję i przekonanie, że wspólny kandydat byłby tak naprawdę „nasz” jest uzasadnione. Poparcie na Lewicy i PSL może dziwić, wszak oznaczałoby to zapewne niewystawienie „swojego” kandydata, co osłabia pozycję partii.

Podobną postawę odkryliśmy jednak już wcześniej, analizując wyniki pytania naszego sondażu o zadowolenie z wyników wyborów do Sejmu i Senatu.

Satysfakcję z (minimalnego) zwycięstwa w Senacie podzielało aż 77 proc. wyborców PSL i Koalicji Obywatelskiej i 79 proc. wyborców Lewicy (niezadowolonych w tych trzech elektoratach było po 19-20 proc.). Odczucia wyborców trzech partii są identyczne, choć partyjne zyski były tak różne: Koalicja Obywatelska zdobyła 43 senatorskie mandaty, PSL – 3 mandaty, Lewica – 2 mandaty.

Jak widać, duża część wyborców, choć ma swoje preferencje partyjne, myśli w kategoriach „zjednoczonej opozycji”. I marzenie o sukcesie „opozycji” jest silniejsze, niż pragnienie wygranej „mojej partii”.

Podobnie może być tutaj. Jeden wspólny kandydat może być postrzegany jako sygnał jedności i siły opozycji jako całości.

Wszyscy razem, pięści w górę, obalimy dyktaturę

Nie bez znaczenia jest również efekt psychologiczny. Wyborcom partii opozycyjnych Prawo i Sprawiedliwość jawi się jako kolos i monolit. W obliczu tak wielkiego zagrożenia oczekują stworzenia wielkiego bloku, który dorównałby rozmiarami partii rządzącej. Trzy mniejsze zdają się bez szans.

Odpowiedzi wyborców PiS kształtują się dokładnie odwrotnie. Reagują na sygnał wspólnego kandydata opozycji jak na zagrożenie dla „naszego Dudy”, bo „większy” po stronie opozycji wydaje się groźniejszy. Wyborcy PiS mogą też liczyć na to, że opozycja podzielona pogrąży się we wzajemnej rywalizacji, oddając łatwo zwycięstwo obecnemu prezydentowi.

Głosy zwolenników Konfederacji wyglądają podobnie jak głosy PiS. Ale stać może za nimi inna kalkulacja. W przypadku zjednoczenia opozycji jest oczywiste, że do drugiej tury przechodzi kandydat opozycyjny i Andrzej Duda (jeśli oczywiście wybory nie kończą się na jednej turze). Konfederaci mogą liczyć na to, że rozbicie głosów na kilku kandydatów nieco wyrówna szanse kandydata Konfederacji, który dodatkowo może robić sobie nadzieję na przejęcie wyborców Pawła Kukiza z 2015 roku (a to ok. 20 proc.).

Czy w ogóle warto rozpatrywać wspólnego kandydata? Warto, bo…

Założeniem pomysłu jest oczywiście zwycięstwo w pierwszej turze.

Skumulowane głosy elektoratów partii prodemokratycznej opozycji miałyby wygrać z Andrzejem Dudą, dodatkowo osłabionym o głosy kandydata Konfederacji. W II turze te głosy zasilą raczej puszczającego oko do skrajnej prawicy Dudę, choć trudno to dziś przewidzieć z większą pewnością.

Żeby to osiągnąć trzeba zdobyć jednak aż 50 proc. wszystkich głosów. Nie udało się to ani w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ani w wyborach do Sejmu, a nawet w wyborach do Senatu (opozycja wygrała na mandaty, remisując w liczbie głosów). Z drugiej strony, notowania PiS zachwiały się po wyborach…

W rozważaniach nad strategią na I turę chodzi też o ekonomię mobilizacji. Zwolennicy jednego kandydata podkreślają, że wspólne prowadzenie kilkumiesięcznej kampanii przyniesie lepszy efekt, niż wsparcie udzielone jednemu kandydatowi opozycji dopiero w drugiej turze.

Dodatkowo rozdrobnienie w I turze może działać demobilizująco na elektoraty partii, której kandydaci odpadną. Argumentem za formułą „jeden wspólny kandydat” jest  uniknięcie miesięcy kampanii, podczas której między kandydatami opozycji dochodziłoby do bratobójczej walki.

Ta obawa artykułowana była także przy okazji kampanii do Sejmu i Senatu. Ostatecznie jednak ugrupowania demokratyczne wypracowały formułę rywalizacji, w której jest miejsce na krytykę, nawet spięcia, ale nie są wytaczane najcięższe działa.

Nie warto, bo…

Najpoważniejszym argumentem przeciwko jednej kandydaturze jest fakt, że elektoraty tak łatwo się nie sumują, a raczej nieco się „odejmują”. Oparcie całej, wielomiesięcznej kampanii na jednym kandydacie z KO z przekazem „musimy odsunąć od PiS od władzy” mogłoby skutecznie zniechęcić do udziału w głosowaniu wyborców dwóch pozostałych komitetów.

Z takich zapewne powodów wynik „paktu senackiego” opozycji do Senatu był gorszy od sumy wyników trzech partii osobno do Sejmu (w powyborczym sondażu OKO.press ta przewaga urosła z 5 do 7 pkt proc.):

Poparcie dla PiS i partii opozycji w wyborach do Sejmu i Senatu 2019 (w proc.)

Dane PKW

Uwaga! Do wyniku PiS do Senatu (44,56 proc.) doliczamy poparcie niezależnej Lidii Staroń (0,58 proc.), a do wyniku opozycji (KO + PSL + SLD = 43,66 proc.) trzech niezależnych senatorów: Stanisława Gawłowskiego, Krzysztofa Kwiatkowskiego i Wadima Tyszkiewicza (razem 1,04 proc.). Gdy policzyć też poparcie kandydatów, którzy nie weszli do Senatu  (jak zrobiła Dominika Wielowieyska w „Wyborczej”) okaże się, że opozycja miała minimalną przewagę.

Dopuszczenie realnej rywalizacji w pierwszej turze, a następnie oficjalne udzielenie poparcia przeciwnikowi Andrzeja Dudy może mieć większy mobilizacyjny potencjał. Przy założeniu, że „ujemna premia za zjednoczenie” będzie mniejsza niż w wyborach do Senatu.

Mało realny scenariusz

Władysław Kosiniak-Kamysz w połowie października snuł rozważania na temat wyłonienia wspólnego kandydata opozycji w prawyborach opartych na debatach i spotkaniach. Nadal opowiada o tej koncepcji w mediach, ostatnio w TVN24. Kosiniak-Kamysz był bardzo długo liderem w rankingach zaufania wśród polityków opozycji (obecnie dogoniła go Małgorzata Kidawa-Błońska), ale jest jednak liderem najmniejszego z trzech ugrupowań. Można to czytać jako kalkulację: jestem na tyle popularny, by stawić czoła Andrzejowi Dudzie, ale jednocześnie mając konkurentów w postaci liderów dwóch większych ugrupowań, mogę nie dostać się do drugiej tury.

Lider PSL jest jednak odosobniony. Politycy KO i Lewicy jednoznacznie odrzucają formułę „jednego kandydata”. Grzegorz Schetyna określił pomysł jako mało realny, a I turę nazwał „pewnego rodzaju prawyborami”. KO liczy na to, że jako opozycyjne ugrupowanie z największym poparciem wprowadzi swoją kandydatkę (Kidawę-Błońską) lub kandydata (Donalda Tuska?) do drugiej tury, nie ryzykując ewentualnej przegranej w prawyborach.

Ale pomysł jednego kandydata odrzucają też politycy Lewicy (m.in. Krzysztof GawkowskiRobert Kwiatkowski), a start lewicowego kandydata ogłosił Włodzimierz Czarzasty. Wszystkie partie lewicowe chcą natomiast wspólnego kandydata lewicy. Dotychczas mówiło się, że ma to być Robert Biedroń, choć jak wskazuje sondaż OKO.press, Adrian Zandberg, jeden z liderów Razem, niewiele mu ustępuje w poparciu wśród elektoratu lewicy.

Tu motywacją jest zachowanie podmiotowości własnego obozu, który rośnie po wyborach w siłę.

O Trybunale Konstytucyjnym tutaj >>>

Duszno jest w te Zaduszki. Rodziny dzielą się wzdłuż i w poprzek. Na groby chodzą oddzielnie. Nawet zmarłych dzielą na lepszych i gorszych. Ciała na cmentarzu, kości i popioły w urnach są też lepsze i gorsze. To zależy od tego, kto na kogo głosował, jaki wrzucał głos do urny. Dziwna jest ta zbieżność urny z prochami z urną z głosami. W te dni warto pamiętać, że papierowe głosy w proch się obrócą, jak ci co głosowali i ci, na których głosowano.

Zaduszki jako „przypomnienie wszystkich wiernych zmarłych” wprowadził opat z Burgundii w 993 roku. Zagospodarowanie symboli jest podstawą działania w polityce i kościele. Zalecił to ów opat zamiast pogańskiego obyczaju oddawania czci zmarłym. Uwaga: my jako kraj nie byliśmy jeszcze nawet ochrzczeni i obchodziliśmy ciągle nasze swojskie Dziady. Teraz królują dynie z otworami, czaszki, kościotrupy, amerykańskie święto dzieciaków i wesołych przebierańców. Uchodzi za grzech i jest potępiane przez Kościół bardziej niż pedofilia w jego, za przeproszeniem, łonie…

Meksykańskie przysłowie mówi, że życie jest snem, a śmierć jest przebudzeniem. Mało kto chce się jednak przebudzić z życiowego snu. Raczej boimy się kościstej Madame. Staramy się jak najdłużej zostać na tym „padole płaczu”, wspominając zmarłych i ich ostatnie słowa, ostatnie życzenie. Tata prosił, żeby dać mu kopsnąć szluga i setkę, a ty mu nie dałaś, mówi brat do siostry, a ona, że nie chciała, żeby się uzależnił…

Ostatnie słowa wielkich wchodzą do literatury czy historii. Goethe, umierając zawołał: „Więcej światła!”. Co się rozumie, że pragnął oświecenia dla społeczeństwa i tak dalej. Prawda jest taka, że trzymano go w „choralni”, czyli ciemnym pokoju. Zasłonięte kotary tłumiły światło, biedny poeta pragnął słońca.

Gdy pewnego francuskiego polityka prowadzono na gilotynę, ktoś z orszaku powiedział do niego: „Ty drżysz”, a on odpowiedział: „To z przeziębienia!’. Zastanawiam się, czy jest u nas wśród rządzących ktoś obdarzony takim dowcipem? Eee nie, oni mówią to, co przyniesie przekaz dnia.

Sokrates natomiast czując, że koniec jest bliski nakazał swemu służącemu, by zapłacił za koguta. Jako filozof wiedział, że całun nie ma kieszeni, a trumna portfela, o czym zapominają pazerni świeccy i duchowni. Neron, któremu się wydawało, że jest wspaniałym wokalistą, biadolił: „Jakiż artysta ginie we mnie!”. Cezar, jak to władca oderwany od rzeczywistości, zdziwił się: „I ty Brutusie?”, zanim otrzymał cios. To nauka dla każdego wielkiego dyktatora oraz małego dyktatorka. Każdy ma obok siebie kogoś, kto czyha na jego stanowisko. Nawet jeśli ma tylko 18%.

Bardzo brakuje nam ludzi, którzy odeszli. Niezwykłych, dowcipnych. Odczuwamy brak Marii Czubaszek, mówiącej: „To było w czasach, kiedy Ibisz był jeszcze stary”. Nawiązywała do jego coraz młodszego wyglądu. Zaatakowana przez kogoś ekobio, kto jej zarzucił, że tak kocha zwierzęta, a odżywia się parówkami, wypaliła: „Każde dziecko wie, że w parówkach nie ma mięsa”. Żal, żal, że jej nie usłyszymy.

Janusz Głowacki mawiał „Szanuję nagrody, które dostaję, gardzę tymi, których mi nie dano”. A na pogrzebie Głowackiego Kazimierz Kutz mówił: „Są wszyscy, tylko Głowy nie ma”. Gdy wybuchła afera MeToo Kutz samokrytycznie stwierdził, że gdyby to się wydarzyło w jego czasach, nie nakręciłby żadnego filmu. Chyba zabrakło mu Głowy, przyjaciela, bo zawinął się szybko po nim, spakował manatki i odjechał w ostatnią podróż.

Jacek Kurski odmówił emisji spotu kampanii, przygotowanej przez lekarzy „Polska to chory kraj”. Według niego, był „niezgodny z linią programową TVP”!

Co to takiego „eufemistyczny wulgaryzm”? Coś, co z pewnością nie jest wulgaryzmem nieeufemistycznym. Bo kiedy na przykład naczelny satyryk prawicy Jan Pietrzak mówi o Klaudii Jachirze, że to „wynajęta zdzira”, to jest to wulgaryzm bezprzymiotnikowy, inaczej mówiąc – zwyczajny.

Z podobnym, swojskim, by nie rzec „narodowo-katolickim” wulgaryzmem mamy do czynienia, gdy poseł Tarczyński (z PiS, gdyby ktoś miał ewentualne wątpliwości) wyraża się o zwolennikach „damskich końcówek” per „dewianci”. Jaka prawica, takie jej wulgaryzmy…

Co innego wykształciuchy. Wulgarne są i agresywne jak wszyscy, ale perfidne zarazem. Nie nazywają rzeczy po imieniu, tylko – nawet przeklinając – pragną się wywyższyć ponad zwyczajnego suwerena. Elity gorszego sortu nie powiedzą więc, że to, co się dzieje w służbie zdrowia to „burdel, granda i skandal”. Skądże znowu…

Żeby chociaż zacytowali klasyka, nazywając problem „dżumą” lub – swojsko – „cholerą”, co bierze zwykłych ludzi po dobie na SOR-ze. Ale nie. Mówią o „chorobie”. A po cichu życzą sobie, by zainfekowała architektów „dobrej zmiany”. Żeby dramatyczne sceny z przychodni i szpitali przełożyły się na krytykę rządu i jego zwolenników. I w ten sposób, w ustach autorów spotu, którego emisji odmówiła TVP, określenie „chory” zmienia się w „eufemistyczny wulgaryzm”. I staje się narzędziem agresji.

Tak przynajmniej uzasadnił cenzurę inkryminowanego materiału szef publicznej telewizji Jacek Kurski, w ten sposób stając do rywalizacji z samym panem prezesem o status Największego Językoznawcy „dobrej zmiany”.

I miał rację, że zakazał emisji. Nie ma powodu rozpowszechniać eufemistycznych wulgaryzmów, skoro śmigają one teraz w powietrzu nawet częściej, niż te swojskie i zwyczajne. Pewnie wszyscy pamiętają jeszcze, jak już dawno temu poseł Szczerba wygłosił swoje słynne „panie marszałku kochany!” Jaki „panie”? Jaki „kochany”? I co to w ogóle były za ukryte sugestie? Chamstwo, prowokacja i wezwanie do puczu, po prostu…

Co innego „mordy zdradzieckie”. Takich właśnie prostych i z sercach płynących wulgaryzmów oczekuje naród od swojego przywódcy. I za to – między innymi – pan prezes jest kochany wśród swojskiego elektoratu kto wie, czy nie bardziej niż za liczne Plusy i trzynastą emeryturę. Bo i suweren w co drugim zdaniu zwykł – w miejsce kreślenia: „niewiasta lekkich obyczajów” — używać słowa na „ka”, jakże niesłusznie uchodząc w związku z tym za prostaka. Ale teraz – dzięki posłom, kierownikom i prezesom od pana prezesa – już nie musi się wstydzić. A zresztą co niby miałby mówić w zamian? „O, pani… jak – nie przymierzając – mops w reklamie Voltarenu”?

Toteż jest pełna zgoda, że – jak sugeruje prezes TVP – mówienie o „chorobie” tam, gdzie bardziej stosowna byłaby swojska (i też medyczna) „kiła i mogiła”, a w ostateczności „zaraza” (ta od „tęczowej zarazy”), to „naruszanie dobrych obyczajów”, które „stoi w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego”.

Jasne, że narusza i że stoi, skoro normalny wyborca obu panów prezesów wyraża się całkiem inaczej. Toteż takie językowe ewolucje „godzą w jego wrażliwość”, czemu Jacek Kurski powiedział – cenzurując spot o służbie zdrowia – swoje stanowcze „nie”. Znaczy – spełnił misję kulturową i stanął na straży dobrych obyczajów. Brawo ten pan!

Natomiast wracając do stanu służby zdrowia po czterech latach rządów PiS, to należało raczej odwołać się do narodowej tradycji i posłużyć cytatem z Sienkiewicza: „ch..j, d..a i kamieni kupa”. Każdy by zrozumiał. Sienkiewicz wprawdzie nie ten, ale wrażliwość stosowna, no i wzmiankowaną frazę trudno posądzać o eufemizm.

Czy naprawdę trzeba robić aż tyle hałasu o święto, która jest sposobem na oswojenie strachów?

1 listopada, dzień zadumy, refleksji, wspomnień. Lubię te leniwie płynące godziny pełne wyciszenia i nostalgii. Pomaga mi to nabrać dystansu do dość ponurej rzeczywistości, uspokoić emocje, zamknąć swój świat w dobrych myślach i przywołać do siebie tych, którzy bardzo byli mi bliscy, ale i tych, których mądrość, życzliwość, inteligencja, system wartości, odłożyły się we mnie, budując moje człowieczeństwo.

Żeby jednak nie było tak sielsko, anielsko i różowo, to warto zwrócić uwagę, że spotkania rodzinne przy grobach to też okazja, do wspólnego biesiadowania, wielokrotnie zakrapianego alkoholem, a potem powroty do domu i może znowu pobity rekord wypadków drogowych i niepotrzebnej śmierci. To przed nami, a za nami… dni poprzedzające uroczystości Wszystkich Świętych, zdominowane przez coroczną walkę o sens i rację bytu Halloween i na tym właśnie chciałabym się dzisiaj skupić.  Nie ma co, jak każdego roku, Polskę ogarnia istne szaleństwo. Nic nie jest tak ważne jak to, czy obchodzić Halloween czy też bronić się przed nim rękami i nogami.

Kościół ostrzega przed tym świętem, bo „to niebezpieczny festiwal brzydoty dla ludzkiej duszy” i apeluje do rodziców, „byli czujni. Diabeł nie żartuje. Pielęgnujmy u dzieci katolickie wychowanie”. Rodzic chrześcijanin musi wiedzieć, że dynia z zapaloną w niej świecą to symbol dusz błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci)to nic innego jak próba nawiązania kontaktu człowieka z duchami, a wróżby, których celem zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości, to grzech śmiertelny „przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów”. Rodzic musi mieć też świadomość, że słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły to nic innego jak prosta droga do opętania i chorób psychicznych. Ponoć po Halloween wzrasta liczba właśnie opętań wśród dzieci, dacie temu wiarę?

Do tego kościelnego chóru ochoczo włączają się politycy PiS i sympatycy partii rządzącej. Posłanka Masłowska zamierza nawet wystąpić do MEN, by zablokować „tę głupotę”. Wspiera ją z całych sił minister edukacji, Dariusz Piontkowski, dla którego to święto „jest makabryczne i angażowanie w to dzieci nie jest dobre. Dziwię się nauczycielom, którzy chcą to organizować. To jest chore, że dzieciom organizuje się Halloween. Na siłę się nas zmusza, byśmy ten zwyczaj obchodzili. Idiotyczne. Ten zwyczaj kojarzy się z horrorem. Nie można tak narażać dzieci, zwłaszcza najmłodszych”. Biedne dzieci są straszone przez swoich katechetów, którzy w bardzo obrazowy sposób mówią o uleganiu szatanowi i innych okropieństwach, jakie spotkają te dzieciaczki, gdy wezmą udział w Halloween.

Swoją cegiełkę do walki z tym niecnym świętem dokładają kuratorzy oświaty. Małopolska kurator oświaty chwali szkołę w Poroninie, gdzie odbył się dzień Dyni, niby podobny w założeniach do Halloween, a jednak taki nasz, chrześcijański. Do podobnej imprezy zachęcał szkoły bydgoskie kurator Marek Gralik, do którego zwrócili się ponoć „nauczyciele i rodzice uczniów, którzy poinformowali mnie o drastycznych wydarzeniach, w tym o zmuszaniu niepełnosprawnych intelektualnie dzieci do udziału w halloweenowych zabawach”. Za zdecydowaną reakcję pan kurator otrzymał serdeczne podziękowania od pupilki Rydzyka, Anny Sobeckiej. Również i w Wielkopolsce szkoły dostały zakaz organizowania Halloween, choć rzeczniczka tłumaczy, że to nie tak, że to tylko wyjaśnienie, co dyrektorom wolno, a co nie.

Przyznam szczerze, że zupełnie mi to święto nie przeszkadza. Nie przeszkadza mi jego „pogańskość”, bo przecież większość świąt kościelnych opartych jest na przedchrześcijańskich wzorach. Czy naprawdę trzeba robić aż tyle hałasu o święto, która jest sposobem na oswojenie strachów? Fakt, przekaz jest może nieco przejaskrawiony, ale najmłodsze pokolenie, wychowywane na grach komputerowych, gdzie krew sika na okrągło, bohaterowie leją się równo, jest ileś tam żyć do wykorzystania, okrucieństwo leci z każdej możliwej strony, postrzega go już zupełnie inaczej. Liczy się pomysłowość, ilość zebranych słodyczy i przede wszystkim zabawa.

To też otwartość na inną kulturę. To święto ma już ponad 2000 lat, a jego kolebką była Anglia, Irlandia, Szkocja, Walia i Francja. Celtowie obchodzili ten dzień właśnie 31 października, uważając go za święto zbiorów oraz koniec lata i początek zimy. Kapłani celtyccy uważali, że tego właśnie dnia demony i upiory wracają z zaświatów, dlatego przesądny lud przebierał się, dzięki czemu mógł zapewnić sobie bezpieczeństwo i przypodobać duchom. Ot, jedna z wielu legend, która jest wciąż żywa i może tak właśnie należy Halloween traktować? Nie jako zło, ale sięganie do korzeni?

Oczywiście, każdy ma prawo mieć własne zdanie w tej sprawie, może jednak warto wziąć przykład z tych, którzy postanowili nieco ten dzień ucywilizować i zabezpieczyć się przed sąsiedzkimi kłótniami. W skrzynkach pocztowych mieszkańców ul. Namysłowskiej w Warszawie znalazły się karteczki z wydrukowaną dynią i informacją, że „W dniu 31.10.2019 r. dzieci z pobliskich bloków będą chodziły i zbierały słodycze. Wiemy, że nie każdy z Państwa toleruje powyższą zabawę, w związku z powyższym do każdej skrzynki wrzucono karteczkę z obrazkiem dyni. Ci z Państwa, którzy zgadzają się na odwiedziny dzieci w celu podarowania im cukierka, proszone są o przyklejenie karteczki do drzwi mieszkania. Dzieci nie chcą niepokoić tych z Państwa, którzy nie życzą sobie ich odwiedzin. Proszę potraktować to jako zabawę”. Świetny pomysł na pogodzenie miłośników Halloween z ich przeciwnikami, prawda?

Dzisiaj mamy głowy zajęte już czymś innym. Odwiedzamy groby, palimy znicze, oddajemy się pamięci. Jednak może warto w kolejnym roku nieco spasować, dostrzec, że każdy może po swojemu podchodzić do tych dni zadusznych i nie robić z tego wielkiego problemu, bo, po co ….