Tag Archives: zamach na Adamowicza

Gadzinówka TVP przegrała z prof. Wojciechem Sadurskim

18 Mar

Sąd Rejonowy w Warszawie umorzył sprawę karną z oskarżenia prywatnego o znieważenie, którą TVP wytoczyła prof. Wojciechowi Sadurskiemu. – „Bardzo się cieszę, że sędzia zdecydowała w ten sposób. Jest to potwierdzeniem mojego przekonania, że są jeszcze sądy niezależne w Warszawie. Uważam, że prywatne oskarżenie skierowane przeciwko mnie przez TVP było absolutnie skandaliczne. TVP wydaje publiczne pieniądze dla ochrony samej siebie przed krytykami i na dodatek, zamiast jak każde medium starać się rozszerzać sferę debaty publicznej, próbuje ją zawęzić przez szykanowanie swoich krytyków” – powiedział onet.pl prof. Sadurski po ogłoszeniu wyroku sądu. TVP może wnieść zażalenie na tę decyzję w ciągu siedmiu dni.

A TVP pozwała profesora w związku z jego tweetem, zamieszczonym po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – „Po tym, jak zaszczuty przez rządowe media polityk został zamordowany, żaden demokrata, żaden polityk opozycyjny, nie powinien przekroczyć progu Gebelsowskich mediów. Niech się kiszą we własnym sosie: nieudaczników, arywistów i tow Marka Króla, jak bojkot TV przez artystów po 1981” – napisał prof. Sadurski. Miał on w ten sposób godzić w dobre imię TVP.

TVP podobne pozwy wystosowała do Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara i znanego muzyka Krzysztofa Skiby. – „Najpierw dostałem żądanie przedsądowe od TVP, żebym przeprosił ich w internecie i wpłacił pieniądze na WOŚP, co już jest czystą perfidią, bo jak wiemy, TVP usunęła WOŚP ze swojej anteny, a nawet pikselowała serduszka, jeśli ktoś miał.  A tydzień temu dostałem akt oskarżenia z powództwa prywatnego w trybie karnym. Podstawą aktu oskarżenia miało być zdanie z wypowiedzi dla telewizji Polsat News, której udzieliłem w dniu zabójstwa Pawła Adamowicza. To zdanie brzmiało tak, że TVP szczuła na prezydenta Adamowicza i oto mamy tego efekty. Było jeszcze kolejne zdanie, że Jacek Kurski jest moralnie odpowiedzialny za sianie nienawiści i mam nadzieję, że poniesie konsekwencje i zostanie zdjęty ze stanowiska. Widać, że tym trybem karnym TVP chce osiągnąć efekt zastraszenia” – powiedział onet.pl Krzysztof Skiba.

Pełnomocnik Adama Bodnara mec. Maciej Ślusarek potwierdził, że TVP złożyła pozew, żądając przeprosin i wpłacenia 20 tys. zł na WOŚP. – „W tej sprawie wyznaczone jest posiedzenie sądu na 17 maja. Traktujemy pozew TVP jako próbę wywołania tzw. efektu mrożącego, czyli sprawienia, żeby organ konstytucyjny nie zajmował się więcej telewizją. Zarówno sprawę pana rzecznika, jak i pozostałych panów traktuję jako próbę uciszenia jakiejkolwiek krytyki wobec telewizji publicznej” – stwierdził Ślusarek.

Kaczyńskiego niczego nie nauczyła śmierć Adamowicza

14 Mar

W państwie PiS takie błyskawiczne kariery powoli stają się – niestety – normą. Wszyscy mamy w pamięci choćby Daniela Obajtka, który z wójta Pcimia awansował na szefa państwowego giganta paliwowego PKN Orlen.

Tym razem mamy do czynienia z przeskoczeniem z aplikanta w prokuraturze na stanowisko prezesa Sądu Rejonowego w Działdowie. Na dodatek Marcin Czapski – bo o nim mowa – nominację sędziowską otrzymał zaledwie trzy tygodnie temu.

Zaczynał jako aplikant w prokuraturze w Grudziądzu, potem – był asesorem i prokuratorem w Prokuraturze Rejonowej w Nowym Mieście Lubawskim. Powołanie Czapskiego na prezesa sądu w Działdowie potwierdził onet.pl rzecznik Sądu Okręgowego w Elblągu Tomasz Koronowski. – „Pan sędzia Czapski prezesem mianowany został na cztery lata, czyli na pełną kadencję” – powiedział rzecznik.

„To jest rzecz nie do uwierzenia, kuriozum i kpina. To tak, jakby ośmiornica oplatała wymiar sprawiedliwości. Jak prezesem sądu zostać może osoba kompletnie bez doświadczenia? Niewiarygodne” – stwierdził w rozmowie z onet.pl poseł PO Borys Budka. Minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL uważa, że to mianowanie „pokazuje, o co chodziło w zmianach wdrażanych przez PiS”. – „Stanowiska obejmować mają „bierni, mierni, ale wierni”, tak zwani „BMW”. Taki był plan pana Ziobry, by poprzez usłużną KRS wpychać do sądów ludzi związanych z podległą mu prokuraturą. Tak się tworzy „kadry przyszłości” – podsumował z gorzką ironią poseł Budka.

Rozpętywanie takiej kampanii zawsze kończy się tym, że dochodzi do aktów agresji i przemocy. Mieliśmy przecież wzrost napadów na cudzoziemców, „śniadych”, „ciapatych”, „czarnych”, czyli nie-Polaków. Czy śmierć Pawła Adamowicza nic PiS i Kaczyńskiego nie nauczyła? – mówi senator niezależny Marek Borowski, były marszałek Sejmu. Pytamy o nabierającą tempa kampanię do PE i o strategię PiS-u. Rozmawiamy też o słynnej sejmowej tablicy z tzw. układem Kaczyńskiego. – Ta tablica jest niewątpliwie prowokacyjna i wydaje się, że w takich sprawach raczej należy rozmawiać, tylko że marszałek Kuchciński nie umie rozmawiać, zatem zabrał się siłowo za sprawę. Najpierw tablice zabrała straż marszałkowska, potem pan minister Suski. To pokazuje brak wyczucia polityków ze strony PiS, a jeżeli chodzi o pana Suskiego, to nie pierwszy raz się ośmiesza tym, co mówi i co robi. Sam stał się głównym bohaterem memów jako taki pisowski głuptasek – mówi nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Od kilku dni wszyscy rozmawiają o słowach Kaczyńskiego o seksualizacji dzieci i obronie polskiej rodziny. Jakkolwiek to niemoralne i obrzydliwe, PiS-owi udało się zmienić agendę. Nie słychać o wieżach, Srebrnej czy zarobkach w NBP, zatem to dobry ruch? 

MAREK BOROWSKI: Trudno nie mówić o tym, natomiast nie wydaje mi się, żeby to długo trwało. Jeżeli Kaczyński sądził, że na tym zbuduje narrację i do wyborów będziemy mówić tylko o tym, to się pomylił, bo ta sprawa wygaśnie.

Dodatkowo wszedł, pomijając, jak pani powiedziała, obrzydliwość tej „polityczki”, na bardzo śliski grunt. Opozycja, jeżeli tylko Kaczyński będzie się dalej prosił, to odpłaci mu z nawiązką.

Kaczyński chce się przedstawiać jako obrońca polskiej rodziny i dzieci, co samo w sobie jest zabawne, bo jego doświadczenie w tej kwestii jest raczej nikłe.

Mało tego, jeśli chodzi o rodzinę, to ostatnio ma z nią nie najlepsze doświadczenia, ale pomijając już tę kwestię, to człowiek dbający tak bardzo o dobro dziecka, aby przypadkiem go nie zdeprawować, trzyma w swoich szeregach, i to na prominentnych stanowiskach, pana Piotrowicza, który kilkanaście lat temu jako prokurator nadzorujący sprawę księdza pedofila z Tylawy bronił prokuratora, który umorzył sprawę, i bronił księdza pedofila. Później ten ksiądz został skazany na dwa lata za czyny naprawdę lubieżne i obrzydliwe. Samo śledztwo prowadzone było w sposób skandaliczny i za to odpowiedzialny jest pan Piotrowicz.

Po drugie, to z resortu pani Rafalskiej o mały włos nie wyszedł projekt nowelizujący ustawę antyprzemocową, w której zapisano, że pierwsze pobicie żony nie jest jeszcze przemocą domową. Dopiero protesty organizacji kobiecych i Rzecznika Praw Obywatelskich zmusiły rząd do wycofania tego projektu. Za to odpowiedzialna jest bezpośrednio pani Rafalska, która zresztą swego czasu twierdziła, że trzeba wycofać się z konwencji antyprzemocowej. Jak widać, do tej pory włos jej z głowy nie spadł. Zatem Kaczyński toleruje tego typu wybryki w swoich szeregach, co nie przeszkadza mu prezentować się jako wielki obrońca rodziny.

Wreszcie sprawa in vitro, gdzie PiS robi wszystko, aby je utrudnić, czyli znowu występuje przeciwko rodzinom.

Jeśli Kaczyński będzie kontynuować taką narrację, to myślę, że opozycja rozwiesi billboardy, ruszy nowy „konwój wstydu” z panem Piotrowiczem, fragmentami ustawy antyprzemocowej itd.

Ten sobotni atak na środowiska LGBT  jest też dowodem na to, że PiS jest w desperacji, bo wytoczył najcięższe działa?
Oczywiście, bo przecież zaczął od tzw. piątki Kaczyńskiego, czyli od kolejnych prezentów finansowych. Prawdopodobnie badania pokazały, że wielkiego efektu to nie przyniosło. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że ludzie wezmą, ale zagłosują inaczej, niż chce PiS. Jak powiedziała pani premier Szydło – wzięli, bo im się to słusznie należało.

To skłoniło Kaczyńskiego po sięgnięcie po wypróbowane metody szukania wroga, bo taka jest jego natura. Pewnie ci, którzy wymyślili mu taki ruch, dodatkowo chcieli zablokować prawą stronę, na której PiS-owi wyrastają nowe agresywne w tej retoryce ugrupowania. Ta

narodowo-klerykalna prawica wspierana przez Kościół, a przynajmniej niektórych hierarchów, jest tu bardzo pobudzona i na tym prawdopodobnie będzie chciała oprzeć swoje kampanie, a to może odebrać PiS-owi kilka głosów.

Kaczyński wypuścił też kolejne demony. Po antysemityzmie teraz homofobia?
Rozpętywanie takiej kampanii zawsze kończy się tym, że dochodzi do aktów agresji i przemocy. Mieliśmy przecież wzrost napadów na cudzoziemców, „śniadych”, „ciapatych”, „czarnych”, czyli nie-Polaków. Czy śmierć Pawła Adamowicza niczego PiS i Kaczyńskiego nie nauczyła?

Rozumie pan ten sojusz ołtarza z tronem? Kościół bardzo szybko skrytykował podpisanie deklaracji LGBT, a sam ma ostatnio poważne problemy.
Tu jeszcze bym dodał, że PiS w sprawach pedofilii wśród księży jest dziwnie milczący. To inne ugrupowania opozycyjne domagają się działań ze strony Kościoła. Oczywiście PiS nie chce urazić hierarchów, bo a nuż zajmą pozycję neutralną, czego należy życzyć Kościołowi.

Niestety, nasz Kościół od początku transformacji nie umie się odnaleźć. Prezentuje poglądy zaściankowe, czasem wręcz wsteczne, średniowieczne. W sprawie pedofilii niby Kościół coś próbuje robić, ale gdy dochodzi do takiej sprawy jak prałata Jankowskiego, to okazuje się, że jest dziwna niemoc w Kościele, aby coś zrobić. Politycznie z kolei nasz Kościół jest „rydzykowy”. I dziwi mnie to zaskoczenie później, że Robert Biedroń ze swoimi postulatami świeckiego państwa ma 14 proc. poparcia.

Według najnowszego sondażu Koalicja Europejska wyprzedziła PiS, a właściwie Zjednoczoną Prawicę w wyborach do PE, 35 do 33 proc. Opozycja może się już cieszyć?
Na pewno martwić się już nie ma czym. To premia za jedność. Zresztą ja zawsze podkreślałem, że

to, że PiS prowadzi w sondażach, nie oznacza, że ma poparcie większości Polaków, bo jak się zsumuje poparcie ugrupowań prodemokratycznych, to zawsze było większe niż poparcie PiS-u.

Trzeba pamiętać jeszcze, że trochę wyborców podebrał Koalicji Europejskiej Biedroń. Mimo że sam stara się być symetrystą, to widać gołym okiem, że jego program jest anty-PiS-owski. W tej chwili KE i Biedroń to razem 46 proc. według tego sondażu przy 33 proc. dla PiS. To znaczna różnica. Pamiętać należy jednak, że to badanie dotyczy wyborów europejskich, w których wielu wyborców nie idzie do urn, opozycja nie ma zatem co skakać do góry z radości. W przypadku wyborów do PE mniej liczą się różnice programowe, bo ludzie generalnie uważają jednych za bardziej, innych za mniej europejskich i tyle. Poważniejszą sprawą będzie program na wybory jesienne. Rozumiem, że założeniem było, że dobry wynik KE w wyborach do PE będzie zachętą do tego, aby wspólną listę wystawić na wybory parlamentarne, za czym się opowiadam. Tylko tam Koalicja musi już przedstawić program dla Polski. Myślę, że z pomocą przyjdzie PiS, który obiecał, że jeszcze w tym roku przyjmie pakiet ustaw, które będą te prezenty dla wyborcy gwarantować. Częściowo będą one wypłacone teraz, a w całości w przyszłym roku. To oznacza, jeśli przyjąć kwotę, którą wyliczono, czyli ponad 40 mld zł, że nie będzie już przestrzeni dla dalszego kupowania wyborców. To oznacza, że opozycja nie musi kłócić się między sobą, czy organizować wydatki wokół pomysłu PO czy PSL, Nowoczesnej czy SLD. Opozycja będzie mogła spokojnie zając się tym, co łączy, a mianowicie kwestiami ustrojowymi: TK, sądownictwa, prokuratury, służby cywilnej, spółek Skarbu Państwa, mediów publicznych. Propozycje rozdawnicze PiS-u wystarczy po prostu poprzeć.

W Sejmie mamy spór o tablicę z układem Kaczyńskiego, którą przygotowała PO, a którą PiS zwalcza. Czy pana zdaniem taka tablica może stać w parlamencie?
Ta tablica jest niewątpliwie prowokacyjna i wydaje się, że

w takich sprawach raczej należy rozmawiać, tylko że marszałek Kuchciński nie umie rozmawiać, zatem zabrał się siłowo za sprawę.

Najpierw tablicę zabrała straż marszałkowska, potem pan minister Suski. Ta sytuacja pokazuje, że PiS boi się tej tablicy. Dobrze by było, żeby partie jednak doszły do jakiegoś porozumienia w tej kwestii. Na razie tablica stoi na terytorium Platformy, tylko przy otwartych drzwiach, wszyscy o niej mówią, każdy chce ją zobaczyć. To pokazuje brak wyczucia polityków ze strony PiS, a jeżeli chodzi o pana Suskiego, to nie pierwszy raz się ośmiesza tym, co mówi i co robi. Stał się głównym bohaterem memów jako taki PiS-owski głuptasek.

Wierzy pan w odwołanie szefa straży marszałkowskiej Piotra Rękosiewicza z powodów osobistych?
Nie wierzę. To typowe postępowanie Kuchcińskiego, który dodatkowo jeszcze naciskany jest przez Kaczyńskiego, który wydaje polecenia. Jeżeli ktoś nie chce ich wykonywać, to odchodzi

Pamięta pan, jak wchodziliśmy do NATO 20 lat temu?
Oczywiście, bardzo dobrze!

Minister Błaszczak mówił podczas obchodów, że to rząd Jana Olszewskiego wytyczył tory wejścia Polski do NATO. Jak pan się do tego odniesie?
Olszewski był tym premierem, który mówił o tym otwarcie i bardzo dobrze, ale nie tylko on, mówiła cała opozycja solidarnościowa. Aby podjąć konkretne działania, rozpocząć rozmowy i ustalić, co jest niezbędne – tym zajmowały się już następne rządy. Olszewski był premierem bardzo krótko. Te działania podjęły zarówno rządy Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza, Buzka, jak i prezydenci Kwaśniewski i Wałęsa, który wyprowadził wojska radzieckie z Polski. Zasługi należą się wielu osobom z długiej listy tych, którzy się do wejścia Polski do NATO przyczynili. Także ambasador Koźmiński w Stanach Zjednoczonych wiele zrobił. Powiedzmy sobie szczerze, że

z PiS-u zawsze wychodzi taka „słoma z butów”, taka małostkowość. Nigdy nie pochwalą swoich poprzedników.

Tymczasem opozycja to potrafi. Ja jeżeli wypowiadam się o przeszłości, gdzie zasługi mają moi polityczni oponenci, w stosunku do których byłem w opozycji, to zawsze je wymienię, podobnie dzisiejsza opozycja. Jeżeli Lech Kaczyński miał w czymś zasługi, to ich nie pomijam, natomiast pan Jarosław i jego polityczni bracia i siostry nigdy tego nie robią.

– Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie członków KRS będzie nieważne – ostrzegają politycy opozycji. Powodów jest kilka, m.in. niedochowanie terminów i jeden z sędziów, który znajduje się w składzie orzekającym. – Od początku zwracaliśmy uwagę na to, że tak zwany TK będzie służył partii rządzącej do tego, aby legalizować niezgodne z konstytucja zmiany – mówił na konferencji prasowej były minister sprawiedliwości Borys Budka z PO. Wyrok w tej sprawie TK ma wydać w czwartek.

„Trybunał Konstytucyjny służy partii rządzącej”

Wnioski dotyczące zbadania wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa przez Sejm złożyła sama KRS i grupa senatorów. Trybunał zdecydował, że zajmie się nimi łącznie. Wyrok w tej sprawie ma zostać wydany w czwartek, na niejawnej rozprawie.

Do wydania orzeczenia potrzebne są opinie wszystkich uczestników postępowania. Prokurator Generalny i Sejm zdążyli ustosunkować się tylko do jednego z wniosków. Wątpliwości budzi także planowane rozpatrzenie sprawy za zamkniętymi drzwiami. Według posła PO Borysa Budki „orzeczenie Trybunału nie będzie miało mocy prawnej ze względu na liczne uchybienia”.

– Od początku zwracaliśmy uwagę na to, że tak zwany Trybunał Konstytucyjny będzie służył partii rządzącej do tego, aby legalizować niezgodne z konstytucją zmiany. Julia Przyłębska została wskazana przez prezydenta na prezesa TK na skutek wadliwej uchwały mniejszości sędziowskiej i tak naprawdę nie jest prezesem, tylko uzurpuje sobie prawo do zajmowania tego stanowiska. Nadal wśród osób, które znajdują się w TK, jest trzech sędziów dublerów, którzy nie mają przymiotu sędziego, bo ich miejsca zostały obsadzone – wylicza były minister sprawiedliwości.

Wątpliwości budzi także wyznaczenie do 5-osobowego składu Justyna Piskorskiego, który zastąpił w TK zmarłego w lipcu sędziego dublera Lecha Morawskiego. Przez posłów opozycji uznawany jest więc za nielegalnie wybranego prawnika.

Poza tym to nie przypadek, że Trybunał postanowił zająć się sprawą właśnie teraz.

Kolejny krok do polexitu?

– Tę samą ustawę 19 marca ma zbadać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dzisiaj Trybunał z Warszawy staje w wyścigu prawnym z Trybunałem z Luksemburga. Ale już możemy ocenić, że za metą tego wyścigu znajduje się przepaść, a na jej dnie jest polexit. Do tego w perspektywie kilku lat zmierzają działania obecnej partii rządzącej i przejęte przez pisowskich nominatów kolejne instytucje – tłumaczy posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz, z klubu PO-KO.

Przypomnijmy, Sąd Najwyższy zadał pytania prejudycjalne TSUE co do zdolności nowej KRS do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów. Wyrok ma być ogłoszony dopiero 19 marca 2019 roku, czyli już po ogłoszeniu wyroku TK.

Takim działaniem TK chce uratować rząd przed koniecznością wycofania się ze zmian w SN i KRS. Ale także do wyprowadzenia Polski z UE. – Jeżeli to orzeczenie zapadnie, będzie to kolejny przykład tego, że Polska zmierza do wyjścia z Unii. Rząd teraz usiłuje udaje euroentuzjastów, ale będzie robił to Trybunał Konstytucyjny – ostrzega także Borys Budka.

– Część sędziów TK została zamieniona po 2015 roku w politycznych żołnierzy walczących w wojnie PiS-u z Unią Europejską, a część w zakładników, którzy działają tak jak chce partia rządząca. Ale jedynym poległym będzie polska demokracja – mówi Gasiuk-Pihowicz.

Trybunał ma podjąć decyzję w czwartek.

Według prezesa PiS, „seksualizacja” miałaby skutkować kryzysem rodziny i – jak się domyślamy – zagładą narodu.

Pan prezes powiedział „seksualizacja” i już wiadomo, że tegoroczna kampania wyborcza będzie lingwistyczna. Czeka nas wojna na słowa, a raczej wyrazy. Takie, jak „seksualizacja” właśnie, która na konwencji PiS w Jasionce zadebiutowała jako „wyraz”, że się tak wyrażę. Brzydki wyraz, znaczy.

W ten sposób stosunkowo neutralne socjologiczne określenie, dotyczące – z grubsza biorąc – wpisywania zjawisk i rzeczy w kontekst seksualny, weszło do słownika wyrazów obcych naszej tożsamości narodowej, do której partia aktualnie rządząca już wcześniej zapisała ateizację oraz gender.

Co teraz znaczy ta „seksualizacja”? Z wypowiedzi pana prezesa w Jasionce wynika, że chodzi – generalnie – o obiektywną, wolną od ideologii, zgodną z aktualną wiedzą naukową i standardami Światowej Organizacji Zdrowia edukację seksualną dzieci młodzieży. Co w tym złego? Otóż zdaniem szefa formacji władzy – wszystko. O ile tylko przyjmiemy, że wykłady z prawa karnego to podżeganie do zbrodni, a podręcznik do ginekologii klinicznej to instrukcja, jak mordować dzieci poczęte, to już samo omawianie zagadnień związanych z płciowością prowadzi do seksualizacji właśnie. Czyli – w brawurowej interpretacji pana prezesa – do przedwczesnego zainteresowania najmłodszych pokoleń tą sferą życia, co miałoby z kolei skutkować kryzysem rodziny i – jak się domyślamy – zagładą narodu.

A to ponieważ – idąc dalej tokiem takiego rozumowania – owa rodzina jest zbudowana na fundamencie niewiedzy, a przywiązanie do tego modelu życia społecznego to wynik ignorancji i braku wyboru. Przyrost naturalny zawdzięczamy zaś nad Wisłą wyłącznie wyczerpaniu się ostatniego wydania „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej, bowiem kto potrafi korzystać z antykoncepcji, nie będzie płodzić (ani rodzić) dzieci. Nikt też, nieprzymuszony brakiem innego pomysłu na życie, nie weźmie ślubu ani nie założy rodziny. Zwłaszcza tradycyjnej. Ciekawy pogląd i – jak dowodzą liczne nagłośnione ostatnio w mediach „przypadki” życia rodzinnego w środowisku pana prezesa – być może mający potwierdzenie w faktach.

Prawdą jest również, że statystyki przyrostu naturalnego ratują u nas nastolatki oraz niewiasty, które nie marnowały czasu na długą edukację. Natomiast kobiety z dyplomami nie dość, że jeśli już, to rodzą jedynaka, to jeszcze powszechnie praktykują złowrogi gender i mordercze in vitro.

Poza tym edukacja seksualna zagraża nie tylko Rodzinie, ale także Kościołowi. A to z powodu „epidemii” pedofilii. Wcześniej nikt u nas o żadnym molestowaniu nieletnich nie słyszał. Aż pojawili się edukatorzy tłumaczący, co to „zły dotyk” i przywlekli nad Wisłę tę zachodnią zarazę. Razem z tamponami, które – jak uczą nasze podręczniki pisane przez panie katechetki – powodują sepsę i niepłodność.

Trzeba to sobie wreszcie powiedzieć otwarcie i pan prezes to – poniekąd – w Jasionce uczynił – edukacja szkodzi. Szczególnie na moralność i wyniki wyborów. Taka – na przykład – ekonomizacja uczy, skąd biorą się pieniądze na „prezenty od Jarosława Kaczyńskiego” oraz, co to znaczy „deficyt budżetowy”. Z kolei „prawoizacja” prowadzi wprost do deprawacji i burd ulicznych w obronie Konstytucji, sądów oraz państwa prawa. A filozofizacja – ze wszystkich „-acji” najgorsza – potrafi nawet wmówić niewinnym umysłom że „białe jest białe, a czarne – czarne”. No, naprawdę… Tak dalej być nie mogło, toteż minister Zalewska dokonała „reformy oświaty” i teraz w szkołach już żadnej edukacji nie będzie.

Tusk życzy dobrze Gdańskowi

1 Mar

„Głęboko wierzę, że Gdańsk w tę niedzielę wybierze swoją Panią Prezydent. Gdańszczanki i gdańszczanie wciąż pamiętają, dlaczego są te wybory” – napisał na Twitterze Donald Tusk. Przewodniczący Rady Europejskiej nawiązuje oczywiście do przedterminowych wyborów w Gdańsku, które musiały się odbyć po zamordowaniu w połowie stycznia Pawła Adamowicza.

O prezydenturę Gdańska ubiegają się sprawująca obecnie obowiązki włodarza miasta Aleksandra Dulkiewicz (wcześniej była zastępczynią Pawła Adamowicza), prawicowy dziennikarz i reżyser Grzegorz Braun oraz działacz katolicki i przedsiębiorca budowlany Marek Skiba. Przedterminowe wybory odbędą się 3 marca.

„Nie wyobrażam sobie innego rozstrzygnięcia tych wyborów. Przecież… wszystkie ważne zmiany zaczynały się w Gdańsku…”; – „Oczywiście, że wybiorą Panią Prezydent. Gdańsk pokazał Polsce, co to jest tolerancja i solidarność. Moc jest z Gdańskiem” – komentowali internauci. Cytowali też ostatnie słowa Pawła Adamowicza, wygłoszone tuż przed atakiem na niego, ze sceny finału WOŚP: „Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie!”.

Morawiecki próbuje ograć opozycję

26 Sty

W piątek po południu, po ponad 2 godzinach, zakończyło się spotkanie premiera z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych dotyczące sytuacji po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Oponent polityczny to nie jest wróg. Trzeba umieć rozmawiać zarówno w świecie politycznym, jak i medialnym – mówił po spotkaniu premier Mateusz Morawiecki. Opozycja jest jednak bardziej sceptyczna. – Spotkanie nie zakończyło się przełomem, ani niczym istotnym – komentował szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. W spotkaniu uczestniczyli także m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Katarzyna Lubnauer.

Morawiecki: Spotkanie w dobrej atmosferze

Spotkanie rozpoczęło się o godz. 15.30 i trwało ponad 2 godziny. – Bardzo dobrze, że to spotkanie się odbyło – podsumował Mateusz Morawiecki, dziękując wszystkim za udział.

– Chcę podkreślić dobrą atmosferę tego spotkania i moje zdanie w tej kwestii, które mam przekonanie, że podzielają uczestnicy tego spotkania, że przecież oponent polityczny to nie wróg. Że trzeba umieć rozmawiać, zarówno w tym świecie politycznym, jak również w świecie mediów – mówił na konferencji prasowej premier. Niestety, nie było możliwości zadawania pytań.

Wcześniej Mateusz Morawiecki spotkał się z szefami resortów: zdrowia, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i administracji. Ministrowie uczestniczyli także z w spotkaniu z posłami.

Jakie propozycje znalazły się na stole? M.in. zaostrzenie kar za najcięższe przestępstwa popełniane z nienawiści i zaostrzenie kar za groźby karalne. Chociaż według opozycji nie chodzi o zmianę prawa, ale o jego egzekwowanie. Dużo emocji budzi propozycja opracowana w Ministerstwie Zdrowia dotycząca kwestii zmian w prawie dotyczących recydywistów lub niebezpiecznych chorych psychicznie, którzy opuszczają więzienie.

– Mamy bardzo ważne informacje, stanowiące podstawę do dyskusji. Poprosiliśmy przedstawicieli opozycji, żeby i oni zaproponowali swoich ekspertów. Zaprosimy także organizacje pozarządowe. Mam nadzieję, że wypracujemy z opozycją wspólne rozwiązanie. A to doprowadzi do podniesienia poziomu bezpieczeństwa. Nasi współuczestnicy zaproponowali rozwiązania, nie było tak, że zgodziliśmy się we wszystkim, ale chcę podkreślić, że w spotkaniu towarzyszyła nam dobra atmosfera – mówił Mateusz Morawiecki.

Na najbliższym posiedzeniu Sejmu w przyszłym tygodniu rząd ma przedstawić informację na temat śledztwa dotyczącego zabójstwa prezydenta Gdańska.

Neumann: Różnimy się w ocenie tego, co było przed 13 stycznia

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele klubu PO-KO, PSL-UED, Nowoczesnej, Kukiz ’15 oraz koła Wolni i Solidarni. Nie pojawił się Ryszard Petru.

Przewodniczący klubu PO-KO jest zdecydowanie bardziej sceptyczny niż premier. – Spotkanie nie zakończyło się przełomem, ani niczym istotnym, poza tym, że wszyscy chcemy walczyć o dobre przepisy, które na przyszłość będą chroniły Polaków. Ale różnimy się w ocenie tego, co było przed 13 stycznia i doprowadziło do tej tragedii. Potrzeba dalszych rozmów i przemyślenia. To władza i rząd ponoszą największą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Polaków – komentował podczas spotkania z dziennikarzami poseł Sławomir Neumann. Przyznał, że opozycja zadeklarowała współpracę, jeżeli chodzi o zmiany w prawie, ale ważniejsza jest inna kwestia. – Dzisiaj nie mamy żadnej pewności, że osoba, która dokonała mordu politycznego, jest osobą niezrównoważoną psychicznie – tłumaczył.

Poinformował o ważnej deklaracji premiera oraz Prokuratora Generalnego: – Jeżeli rodzina wystąpi o pełnomocnika w śledztwie, który potem będzie oskarżycielem posiłkowym, to mamy deklaracje, że zostanie podjęta pozytywna decyzja. Bedzie można mieć osobę, która będzie patrzyła na ręce i pomagała w tym śledztwie. Transparentność tego śledztwa i komunikacji z tego śledztwa jest podstawowa w sytuacji, w której sprawa budzi takie emocje.

Nie ma za to zgody na kolejny postulat PO, czyli „wznowienie postępowań na wniosek osób pokrzywdzonych, dotyczących nienawiści, podżegana do łamania prawa i fizycznego uderzania w osoby reprezentujące opozycję czy niezgadzające się z rządem”. – Ta sprawa nie ma jednoznacznego rozstrzygnięcia. Minister Zbigniew Ziobro nie jest chętny do tego, aby wznawiać postępowania. Tu jest wyraźny rozdźwięk między premierem i ministrem sprawiedliwości – mówił Neumann.

I jeszcze jeden postulat, który nie spotkał się z pozytywną reakcją, a wręcz przeciwnie. Politycy PO domagali się odwołania władz TVP. – Obciążamy ją olbrzymią odpowiedzialnością za podnoszenie poziomu agresji w debacie politycznej, który nie jest akceptowany przez większość klasy politycznej poza rządzącymi. Nie ma chęci współpracy, pan premier stanął po stronie TVP – przyznał szef klubu PO-KO.

Kosiniak-Kamysz: Nie ma żadnej refleksji dotyczącej TVP

Prezes ludowców, posobnie jak szef klubu PO-KO, zadeklarował chęć współpracy odnośnie do zmian w prawie. – Są rzeczy, z którymi się zgadzamy. Będziemy współpracować nad ustawami, uregulowaniem przepisów dotyczących osób chorych psychicznie, przebywających w zakładach karnych. To nie jest łatwa sprawa. Tu muszą być poważne, normalne konsultacje i dialog – deklarował po spotkaniu Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dla niego ważne jest to, że na wniosek klubu PSL-UED odbędzie się sejmowa debata „na temat wątpliwości dotyczących śledztwa w sprawie śmierci prezydenta Pawła Adamowicza, działań policji, służby więziennej przed i po tych wydarzeniach”.

Władysław Kosiniak-Kamysz ubolewa także nad „zamknięciem” tematu zmian w TVP. – Kluczowe było zdanie wyrażone przez przewodniczącego Ryszarda Terleckiego. U niego nie widzę żadnej refleksji. Może premier by chciał, tak jak wyczuwam, ale nie ma chyba zgody w obozie PiS-u. Ta walka wewnętrzna powoduje, że dzisiaj wygrywają ci o przekonaniu, że Telewizja Polska nie potrzebuje żadnej naprawy. Ale premier jest premierem i albo udowodni za chwilę, że ma wpływ na to, co się dzieje również w telewizji, albo zmiana debaty się nie odbędzie – mówił lider PSL-u.

Po spotkaniu w szerokim gronie odbyło się jeszcze krótkie spotkanie premiera z prezesem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, czym pochwalił się Mateusz Morawiecki na Twitterze.

Szczegółów tej rozmowy nie poznaliśmy.

Dlaczego partia rządząca usiłuje nam wmówić, że był to tylko zwykły atak szaleńca?

Wydawało się, że ostatnie kilkanaście dni minie nam w zadumie, wyciszeniu i refleksji. Nic bardziej mylnego. Teraz to dopiero mamy jazdę bez trzymanki. Obarczanie się nawzajem winą za język nienawiści, wskazywanie palcem, kto bardziej, a kto mniej się tym językiem posługuje, no i ta niesamowicie „kreatywna twórczość” – od polityków i mediów zaczynając, a kończąc na zwykłym, szarym obywatelu. Mnie jednak zastanawia coś innego – dlaczego politycy PiS i wierne im media usiłują nas przekonać, że morderstwo Pawła Adamowicza nie miało politycznego charakteru?

Dr Daniel Mider z Uniwersytetu Warszawskiego opracował zespół cech, które definiują właśnie morderstwo polityczne. Zgodnie z tym, ofiarą mordu jest jedynowładca lub najwyższy funkcjonariusz publiczny (władzy centralnej), względnie każdy funkcjonariusz publiczny i każda osoba publiczna, która tę rolę sprawowała, sprawuje lub do niej czynnie aspiruje. Motywem zabójstwa politycznego jest motyw wyłącznie polityczny, czyli czyn dokonywany  w celu zmiany władzy bądź wywarcia wpływu na proces polityczny lub też każdy, podjęty ze względu na pełnioną publiczną rolę ofiary: polityczną, ideologiczną, kulturową, etyczną, religijną lub obyczajową.

Przyjmując takie właśnie założenie, nie ma nawet co dyskutować. Zabójstwo prezydenta Gdańska mieści się w szeroko rozumianym pojęciu morderstwa politycznego. Dlaczego więc PiS zapiera się rękami i nogami, usiłując nam wmówić, że to bujda, że to tylko zwykły atak szaleńca? A przecież nie tak dawno, w październiku 2010 roku, gdy zamordowany został łódzki działacz PiS Marek Rosiak, Mariusz Błaszczak mówił: – „To morderstwo na tle politycznym. Morderca okazał się człowiekiem świadomym swoich celów. Został skazany, a w uzasadnieniu sąd napisał, że zamordował działacza PiS; chciał zamordować premiera Jarosława Kaczyńskiego, tylko ochrona uniemożliwiła mu ten atak”.

Mam swoją teorię na ten temat. Może ona mało logiczna, może za bardzo umiejscowiona w mojej paranoi czy teorii spiskowej, ale zamierzam się nią z Państwem podzielić. W końcu, gdy PiS pozwala sobie na totalnie irracjonalną politykę „dobrej zmiany”, która prowadzi Polskę do ruiny, to i ja mogę dać upust mojej nadmiernie wybujałej fantazji.

Otóż… uważam, że PiS nie może strawić, iż traci „wyłączność” na ofiarę mordów na tle politycznym. Wszystko do tej pory było tak dobrze poukładane, np. mit o zbrodni smoleńskiej, który w znacznym stopniu poprowadził prezesa i jego ludzi do władzy. Nic to, że wciąż brak dowodów na zbrodnię. Ważne, że już od kilku lat wydawane są nasze pieniądze na realizacje kolejnych szalonych wizji pana Macierewicza. Lud cierpliwy, więc poczeka. Przekonanie narodu, że morderstwo w Łodzi było wynikiem nienawiści do partii, która jako jedyna, wie, co dla narodu dobre, jako jedyna proponuje praworządność i uczciwość, i to właśnie za to jest tak szykanowana oraz niszczona.

A teraz co? Jak wytłumaczyć swojemu narodowi, że morduje się kogoś, związanego z tymi, których można było z pełną satysfakcją i na okrągło obwiniać o tragedię w Łodzi i Smoleńsku? Wydarzenie w Gdańsku rozwaliło pisowską narrację całkowicie. PiS jeszcze usiłuje trzymać karty w swoim ręku. Prezes ignoruje minutę ciszy w Sejmie, wyrzuca się z uchwały upamiętniającej Pawła Adamowicza niewygodne dla PiS sformułowania. Zakazuje się politykom partii rządzącej komentować wydarzenie w Gdańsku, a Jarosław Kaczyński ostentacyjnie, w przededniu pogrzebu Pawła Adamowicza, jedzie do Krakowa, by pomodlić się nad sarkofagiem brata.  A wszystko po to, by pokazać narodowi, kto jako jedyny zasługuje na tłumne pożegnanie i jeszcze większe wspominanie… Kto jest ofiarą mordu politycznego… Kto wart jest pamięci…

Mało tego – PiS usiłuje rozegrać tragedię, która wydarzyła się w Gdańsku, na swoją korzyść. Przecież przed nami wybory do europarlamentu i naszego parlamentu rodzimego. Może więc uda się coś ugrać i uszczknąć więcej głosów? Stąd, jako ukłon w jedną stronę, pełna troski i łagodności twarz premiera oraz prezydenta. Stąd podejmowane działania, by język nienawiści zniknął z przestrzeni publicznej, zwiększona aktywność policji i prokuratorów, którzy nagle obudzili się i zaczynają ścigać tych, którzy tym językiem – za przyzwoleniem obecnej władzy – posługiwali się na prawo i lewo. Z drugiej zaś strony, dbałość o utrzymanie własnego elektoratu w przekonaniu, że nic się nie zmienia, a telewizja i media reżimowe nie zmieniły swojego propagandowego przekazu.

Nie wolno też zapomnieć o tym, że los sprzyja PiS-owi. Tam, gdzie dla wielu Polaków ból, rozpacz, niedowierzanie, dla tej partii świetna zasłona dymna, pod którą można wreszcie schować SKOK-i, aferę KNF, pana Glapińskiego, nieudolność w zarządzaniu, szastanie naszymi pieniędzmi, taśmy z premierem Morawieckim i wiele jeszcze innych wpadek. PiS ma nadzieję, że naród o rozliczenie się nie upomni, bo ma ważniejszą sprawę na głowie. Może błądzę w oparach fantazji, a może nie…

(fragment)

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

>>>

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Amerykański historyk specjalizujący się w dziejach Europy Środkowej i Wschodniej Timothy Snyder uważa, że do brexitu nie dojdzie. Ponadto brexit pokazuje, że Unia Europejska działa – ocenił Snyder w rozmowie z konserwatywnym dziennikiem „Die Welt”.

Brexit. Jak Polska gra na obie bramki i dlaczego tak się nie da [OPINIA]

Co z brexitem?

– Brexit, do którego nie dojdzie, jest załatwiany przez Unię Europejską w jej typowy nudny sposób, tak że przez dwa lata o tym rozmawia – zauważył profesor. – Brexit niekoniecznie zatem dowodzi tego, że Unia nie działa. Udowadnia wręcz, że potrafi działać w obliczu zagrożenia dla jej istnienia.

Zdaniem Snydera wynika to z niezwykle złożonej zdolności skutecznego radzenia sobie w wewnętrznymi różnicami. Jest to jedna z głównych cech, która odróżnia UE od Chin czy Rosji.

– Europa robi wrażenie chaotycznej i zdezorganizowanej, podczas gdy Chiny i Rosja – z oddali – wyglądają jak dobrze naoliwione maszyny. Co jest jednak ich słabością – uważa historyk. – Unia Europejska jest jedyną organizacją, która ma wolę i jest dość duża, by zająć się prawdziwymi wyzwaniami obecnego stulecia. Ani aneksja Krymu, ani budowa muru na granicy z Meksykiem nie mają nic wspólnego z tymi prawdziwymi wyzwaniami. Europejczycy, jako jedyni, na poważnie próbują kształtować 21. wiek poprzez swoje ideały – prawa człowieka i państwo prawa – wylicza Snyder.

W pogoni za potęgą [WYWIAD]

„Świat byłby zupełnie inny bez takiej Europy”

Jego zdaniem Europa, w której pół miliarda ludzi cieszy się wysokim poziomem życia, poszanowaniem dla prawa, długowiecznością i jest zadowolona, stanowi ważny czynnik wpływający na sytuacje na świecie. – Świat byłby zupełnie inny bez takiej Europy. Dlatego macie też wrogów – przekonuje Snyder.

Mówiąc o dwóch największych przeciwnikach USA i Europy, Snyder zwraca uwagę na różnice w działaniu między Pekinem a Kremlem. – Rosja robi przeciwko nam to, na co Chiny się nie decydują ze względów taktycznych. Rosjanie szukają w polityce zagranicznej natychmiastowego zaspokojenia potrzeb, podczas gdy Chińczycy myślą długofalowo – analizuje historyk. Jednocześnie przestrzega przed bagatelizowaniem Rosji i redukowania jej do „broni nuklearnej i Gazpromu”. – Istnieje związek między Rosją a Chinami. Polityka Kremla ukierunkowana na dezintegrację (Zachodu – red.) służy Chinom – zauważa.

Według Snydera osłabianie Zachodu przez Moskwę paradoksalnie jest szkodliwe dla niej samej. Dużo większym problemem dla Rosji są bowiem właśnie Chiny. Z geopolitycznego punktu widzenia działania największego państwa na świecie nie mają sensu. Naukowiec tłumaczy je w następujący sposób: – Rosjanie dużo mówią o geopolityce, ale zachowują się jak dzieci z eksperymentu Waltera Mischela. Nie mogły one oprzeć się pokusie, by natychmiast nie zjeść zaproponowanych im cukrowych pianek, chociaż dostałyby więcej słodyczy, gdyby zaczekały”. Wśród „pianek” na które Kreml się „skusił” historyk wymienia aneksję Krymu, próby wpływanie na wyniki wyborów w USA czy popieranie europejskich populistów. – To geopolityczny nonsens. Nic to jednak nie zmienia. Nie możemy im tego puścić płazem – przekonuje.

Bezpieczeństwo Polski A.D. 2018

Trump jak narodowi socjaliści?

Timothy Snyder, który wykłada na elitarnym uniwersytecie Yale, wyjątkowo krytycznie ocenia prezydenta Donalda Trumpa w USA, dostrzegając analogie z działaniami narodowych socjalistów w Niemczech.

– Nie jestem jedynym, który próbuje wyciągać wnioski z lat 30. ubiegłego wieku, żeby zrozumieć teraźniejszość. W tym kontekście mówię o niebezpieczeństwie stanu wyjątkowego”, którego wprowadzeniem grozi Trump, jeśli nie dostanie środków na budowę muru na granicy z Meksykiem – tłumaczy. – Przeobrażenie się Republiki Weimarskiej w narodowosocjalistyczną dyktaturę było poprzedzone nieustanną praktyką wydawania nadzwyczajnych rozporządzeń dla ominięcia parlamentu – konkluduje.

Polski rząd chce przygotować się na „twardy brexit”

Apel o prawdę dla Pawła Adamowicza.

TVP to szczujnia, która pomogła podnieść nóż zabójcy na Pawła Adamowicza

25 Sty

>>>

Bojkot TVP? Mój kolega Maciej Kosycarz fotoreporter i wydawca pięknych albumów o Gdańsku, organizator wystaw i konkursów fotograficznych, wybrany swego czasu Gdańszczaninem Roku, zaapelował w Internecie aby ludzie kultury bojkotowali TVP.

Granice wstydu, żenady i manipulacji (widoczne nawet w czasie żałoby po zamordowanym prezydencie Gdańska) zostały jego zdaniem przez tę instytucje przekroczone. Pierwszy poparł akcję gdańszczanin, autor muzyki filmowej Mikołaj Trzaska.

Znany gdański animator kultury i organizator koncertów i festiwali Arek Chronowski, napisał, że już od trzech lat nie komentuje i nie pojawia sie w TVP, ale może nie pojawiać się jeszcze bardziej.

Akcję poparł znany gdański pisarz Mieczysław Abramowicz. Niezależnie od akcji Kosycarza podobne deklaracje wyrazili aktorzy Maciej Stuhr i Maja Ostaszewska.

Ja też jestem za tym aby TVP omijać tak jak ucieka się przed człowiekiem, który nie panuje nad puszczaniem smrodliwych gazów. Aczkolwiek uważam, że pojawienie się w TVP takich ludzi kultury jak Stuhr, Ostaszewska, Abramowicz czy Trzaska, w znaczny sposób podniosłoby poziom przekazu tej stacji.

Niestety nadmierne pojawianie sie tam takich postaci jak Marek Suski, Stanisław Janecki, Beata Mazurek czy Ryszard Terlecki poziom przekazu ściąga mocno poniżej wilczych dołów.

Jest z tym bojkotem jeszcze inny problem. Tacy osobnicy jak np. ja, Tymon Tymański czy Maciej Maleńczuk chętnie byśmy się dołączyli do bojkotu, tyle, że w naszym przypadku, to coś takiego, jak byśmy ogłosili bojkot lotów na księżyc.

Nas już tam dawno nie pokazują, bo my (ze względu na nasze nieprzychylne władzy wypowiedzi) od pewnego czasu okupujemy czołowe miejsca czarnych list z cyklu „Tych panów nie obsługujemy”.

Satyryk Piotr Bałtroczyk wszystkich, którzy pojawiają się w TVP nazywa „kolaborantami”. Moim zdaniem to przesada, bo stanu wojennego i czołgów na ulicach jeszcze nie ma. Rozumiem też tych wszystkich, którzy napisali książki, nakręcili filmy, mają wystawę swoich prac czy wydali płyty i chcą to jakoś zareklamować. Nigdy nie potępiałem kolegów i koleżanek, którzy występowali na sylwestrach prezesa Kurskiego czy na festiwalu w Opolu w czasach PiS.

Sens takiego protestu byłby mocniejszy gdyby dołączyli się do niego Zenek Martyniuk i grupa Boys. Ale na to nie ma szans, bo to wykonawcy, których przez lata nie było w TVP i których dla telewizji publicznej „odkrył” Jacek Kurski.

Rozumiem odruch serca jakim kierował się Maciek Kosycarz. Tu chodzi po prostu o minimum przyzwoitości, które w TVP nie zostało zachowane nawet po tragicznej śmierci Adamowicza.

Gorąco popieram wszystkich, którzy deklarują traktowanie TVP jak powietrza, tak jak popieram tych, którzy pikietują siedziby TVP i domagają się radykalnych zmian personalnych.

Pamiętajmy jednak, że to z nazwy nadal jest PUBLICZNA telewizja i powinna należeć do wszystkich Polaków i wszyscy Polacy powinni tam być reprezentowani.

Niestety władza traktuje TVP jak łup. I niczym zbójnik tego łupu nie odda. A zbliżają się wybory i prominentny przedstawiciel władzy Jacek Sasin potwierdził, iż w lutym rząd z budżetu państwa przeleje na konto TVP sumę… UWAGA…miliarda i dwustu milionów złotych!!!! I tak będą sie bawić i kłamać za nasze pieniądze w czas wyborów.

A bojkot? Skoro telewizja bojkotuje przyzwoitość, to mądrzy ludzie kultury wiedzą co robić.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Bez Rydzyka nie byłoby Kaczyńskiego, bez Kaczyńskiego Morawieckiego. Polskie piekło

25 Sty

W nawiązaniu do zaproszenia na spotkanie szef KPRM Michał Dworczyk rozesłał do klubów informację, czego konkretnie mają dotyczyć te rozmowy. Chodzi o zmiany legislacyjne przygotowane w resortach: zdrowia i sprawiedliwości. Zmiany te mają – jak pisze Dworczyk w liście do szefów klubów – „ograniczyć możliwość powtórzenia się gdańskiej tragedii”.

O czym premier chce rozmawiać z szefami resortów

Szef KPRM referuje w liście, że resort sprawiedliwości zaproponował trzy zmiany:

  1. Chce zaostrzenia odpowiedzialności prawnokarnej w przypadku przestępstw najcięższej kategorii: w stosunku do najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu i wolności seksualnej, w stosunku do zorganizowanych grup przestępczych oraz za przestępstwa popełniane z niskich pobudek, np. nienawiści.
  2. Dodatkowo w przygotowanej przez ministra Ziobrę nowelizacji Kodeksu karnego zaproponowano zmianę dyrektywy sądowego wymiaru kary w taki sposób, aby wskazać w nim wprost okoliczności, które sąd ma wziąć pod uwagę przy wymiarze kary (np. niskie pobudki czynu, nienawiść). Okoliczności te będą miały wpływ na karę wymierzoną przez sąd.
  3. Ziobro proponuje również poszerzenie i zaostrzenie odpowiedzialności karnej za przestępstwo uporczywego nękania (stalking), zaostrzenie odpowiedzialności karnej za przestępstwo groźby karalnej, jeżeli groźba dotyczy popełnienia zabójstwa lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także wzmocnienie możliwości kontroli czy nadzoru osób niebezpiecznych opuszczających więzienie.

Michał Dworczyk informuje też o zmianach przygotowanych przez ministra zdrowia. Jak już ogłosił kilka dni temu sam Łukasz Szumowski, jego resort chce wprowadzenia orzekanego przez sąd obligatoryjnego badania i leczenia osób, u których istnieje podwyższone ryzyko popełnienia przestępstwa po wyjściu na wolność. Procedura ta ma objąć sprawców przestępstw, u których w trakcie wykonywanej kary rozpoznano chorobę psychiczną, zaburzenia osobowości lub uzależnienie od alkoholu, narkotyków lub innych substancji, a także upośledzenie umysłowe.

O czym jeszcze chce rozmawiać premier?

Michał Dworczyk pisze w liście do szefów klubów, że premier chce omówić te propozycje, zanim wpłyną do Sejmu. Według szefa KPRM piątkowe spotkanie „to szansa na szczerą, otwartą rozmowę”. Przy okazji – jak pisze Dworczyk – premier chce porozmawiać o tym, co można „wspólnie zrobić na rzecz poprawy życia publicznego w Polsce”. Jak pisze współpracownik Mateusza Morawieckiego, premier „jest gotowy rozmawiać z Państwem zarówno o ostatnich wydarzeniach, jak też o przyszłości, obejmującej najbliższe miesiące, cały rok, a także następne lata”.

Dworczyk zapewnia, że premier „proponuje nowe otwarcie, nową jakość i nowe zasady w relacjach politycznych”. O przedstawienie przez Mateusza Morawieckiego konkretnych propozycji na piśmie jeszcze przed piątkowym spotkaniem wnioskowała Nowoczesna. Dziś późnym popołudniem Michał Dworczyk rozesłał je do szefów wszystkich klubów parlamentarnych. Wiadomo, że na spotkanie wybiera się szef ludowców, przedstawiciele innych klubów jeszcze nie ogłosili, czy skorzystają z zaproszenia.

PiS chce przejąć inicjatywę

Jak napisał Piotr Zaremba, dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej”, premier Mateusz Morawiecki w Wierzchosławicach w dzień po pogrzebie Pawła Adamowicza miał zamiar wykonać przepraszający gest wobec opozycji za zbyt ostry język. Jednak dla prezesa Kaczyńskiego to byłoby za wiele. Morawiecki ostatecznie nie wykonał tego gestu, bo z Nowogrodzkiej nadszedł sygnał, że PiS i premier mają nikogo za nic nie przepraszać. Jednak widać po tym liście, że PiS, który ostatnio zajmuje się tylko gaszeniem pożarów, chce przejąć inicjatywę i pokazać, że rząd przygotował rozwiązania prawne i chce przeciwdziałać takim tragediom, jaka wydarzyła się w Gdańsku.

Śmierć Pawła Adamowicza obudziła w nas tęsknotę do innej polityki

„W Polsce język nienawiści jest wszechobecny, jego konsekwencje mogą być śmiertelne” — pisze Olga Tokarczuk w felietonie dla „The New York Times”. Laureatka prestiżowej Nagrody Bookera w swoim tekście nawiązuje do śmierci Pawła Adamowicza. Prezydent miasta został zaatakowany nożem podczas 27. Finału WOŚP.

Tokarczuk w swoim felietonie nakreśla sprawę śmierci Pawła Adamowicza. Wspomina, że prezydent Gdańska został zaatakowany nożem podczas 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przez 27-letniego mężczyznę, który kilka miesięcy wcześniej opuścił więzienie. Dodaje, że sprawca później, chodząc po scenie, krzyknął do mikrofonu, że zabił Adamowicza w ramach zemsty na Platformie Obywatelskiej.

Pisarka dodaje, że „aby zrozumieć całą sytuację, trzeba znać kontekst”. Wspomina więc, że WOŚP to największe wydarzenie charytatywne w kraju, które bardzo często spotyka się z krytyką. „Krytycy Orkiestry, w większości z prawej strony sceny politycznej, nie akceptują jej stylu — nieco anarchistycznego, jawnie lewicowego — i nie lubią muzyki, którą prezentuje” — pisze Tokarczuk, oceniając, że „krytyka nasiliła się w ostatnich latach, szczególnie po zwycięstwie prawicowej, nacjonalistycznej partii Prawo i Sprawiedliwość”.

Jednocześnie Tokarczuk zaznacza, że WOŚP „jest symbolem trzech dekadach cywilizacyjnej zmiany i postępu naszego kraju”. „Stała się także znakiem wzajemnego szacunku i wielkoduszności” — pisze Tokarczuk, dodając, że akcje WOŚP „umożliwiły Polakom — dość ponurym ludziom — ogrzanie się w ogniu społeczności”.

Pisarka wspomina też samego Adamowicza. Uważa, że był „nowoczesnym konserwatystą i doskonałym samorządowcem”. „Reprezentował wszystko, czego nie ma Prawo i Sprawiedliwość. Choć był tradycjonalistą, przeciwstawiał się zaściankowości otwartością serca i umysłu” — pisze Tokarczuk.

W jej ocenie, populiści używają języka pełnego nienawiści i bardzo agresywnego, a także szukają kozła ofiarnego. „W Polsce kozłami ofiarnymi są tzw. zwariowani lewicowcy, aktywiści queer, Niemcy, Żydzi, marionetki Unii Europejskiej, feministki, liberałowie i każdy, kto wspiera imigrantów” — czytamy w „NYT”.

Tokarczuk uważa, że głównym celem polskich władz jest „podział Polaków”. „Agresja wisi w powietrzu. Emocje wywołane eskalacją języka debaty politycznej mogą łatwo przerodzić się w działanie, a następnie ta agresja zostanie skierowana na konkretny obiekt” — komentuje Tokarczuk.

„Martwię się o naszą najbliższą przyszłość. Czy wrócimy do tego, co było przed tą bezsensowną śmiercią, czy też to zdarzenie nas jakoś ukształtuje?” — pyta pisarka na koniec.

Olga Tokarczuk jest powieściopisarką, eseistką i scenarzystką. Urodziła się w 1962 roku w Sulechowie. Z wykształcenia jest psychologiem. Jej debiut powieściowy to wydana w 1993 roku książka „Podróż ludzi Księgi”, dwa lata później ukazała się jej kolejna książka – „E.E.”. Ogromny sukces doniosła trzecia powieść Tokarczuk pt. „Prawiek i inne czasy” (1996), za którą pisarka w 1997 roku otrzymała Paszport Polityki. W tym samym roku otrzymała nagrodę Fundacji im. Kościelskich. Rok później w księgarniach pojawił się „Dom dzienny, dom nocny” — książka zainspirowana historią okolicy, gdzie pisarka mieszkała — Sudetami i wsią Nowa Ruda. Inne książki Tokarczuk to m.in. „Gra na wielu bębenkach” (2001), esej „Lalka i perła” (2000) i „Ostatnie historie” (2003), „Prowadź swój pług przez kości umarłych” (2009), „Księgi Jakubowe” (2014).

BEZ OJCA RYDZYKA NIE BYŁOBY KACZYŃSKIEGO, BEZ OJCA RYDZYKA NIE BYŁOBY NIENAWIŚCI

Chciałem zatytułować ten artykuł nieco inaczej. Na początku napisałem „bez Kościoła” – ale to byłoby niesprawiedliwe wobec tej ogromnej rzeszy katolików polskich, duchownych i świeckich, prześladowanych przez ośrodki katolickie pozostające w związku z Ojcem Rydzykiem.

Tendencja szukania jednego tylko sprawcy polskiej nienawiści jest najnormalniejszą próbą zmylenia przeciwnika. Motorem napędowym kłamstw, oszczerstw, potępień i podziałów jest Ojciec Tadeusz Rydzyk.

Prawdę tę potwierdził najpierw pan Jarosław Kaczyński. Na 24 rocznicę sprowadzenia Radia Maryja do Polski i przekształcenia go w polityczną awanturnicę, pan Prezes oświadczył: „Bez ciebie ojcze dyrektorze nie byłoby tego zwycięstwa”. W ten sposób, zawodowy kłamca i zazdrośnik, człowiek chory z nienawiści otrzymał władzę absolutną z rąk delegata Konferencji Episkopatu do spraw niszczenia Polski i Europe, Ojca Tadeusza Rydzyka. Tak więc za wszystkim co jest dzisiaj niszczone w Polsce stoi nasz zatracony Redemptorysta.

Ten chwast w ogrodzie Pana Boga jest mozolnie pielęgnowany przez wielu biskupów. 2 grudnia 2017 r. w następną z kolei rocznicę Radia Maryja włocławski biskup Ordynariusz, Wiesław Mering, odziany w szaty biskupie, z pastorałem w ręku i z mitrą na głowie, podczas głoszenia Słowa Bożego, oświadczył: „ To Radio Maryja nieugięcie piętnowało wszystkie kłamstwa związane z tragedią smoleńską i budziło w tym zakresie sumienia Polaków”. To był sprawdzian, papierek lakmusowy, by odwodnić tragiczną w skutkach zmowę pomiędzy biskupami, o. Rydzykiem i p. Jarosławem Kaczyński. Pamiętać należy, że arcybiskup Metropolita Krakowski tamtych dniach wspierał podkomisję p. Macierewicza dla zafałszowania prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Tak, pan Jarosław Kaczyński manipuluje Kościołem, by obalić praworządność w Polsce oraz pokojowe i jednoczące inicjatywy w Europie. Ale on czyni to nie tylko za zgodą pasterzy i arcypasterzy. Rydzykowo-biskupia część Kościoła ściśle z nim współpracuje. Przytoczyłem tylko jeden przykład – jest ich jednak o wiele więcej.

Obydwie, współpracujące z sobą strony, mają problem z prawdą, sprawiedliwością społeczna oraz wiedzą i doświadczeniem w sprawach politycznych. Strona zaś kościelna ma dodatkowy problem z szacunkiem dla teologii, która nieustannie pogłębia się. Zamiast na Jezusie Chrystusie chce budować Kościół na tradycjach ludzkich minionych stuleci. A przecież nawet prosty neofita wie, że ta droga jest odejściem od źródła, od prawdziwej tradycji, u początków której stoi Jezus Chrystus i Jego Apostołowie.

Cel jest prosty. Powrót do bezwzględnego wpływu biskupów i księży na władze państwowe. Z drugie strony państwo chce mieć przemożny wpływ na obsadzanie stolic biskupich. Zjawisko to jest bezmyślnym małpowaniem najgorszych epok w życie Europy. Ale no to nikt już nie ma wpływu. Zbyt wielu z nich, duchownych i świeckich, wzięło sobie do serca słowa komunistycznej Międzynarodówki, śpiewana w wielu krajach nie tylko przez komunistów, ale także przez socjalistów, socjaldemokratów i anarchistów, wykutej na pamięć w dzieciństwie: „Ruszymy z posad bryłę świata, dziś — niczym, jutro wszystkim my!” To bezwzględne pragnienie władzy przez naszych anarchistów PiS-owskich sprawi, że mimo gomułkowskiego zakazu, raz jeszcze zaśpiewamy: „Z tej biednej ziemi, z tej łez doliny tęskny się w niebo unosi dźwięk”… By ta dziwna, populistyczna koalicja już przemienia świat w biedną ziemi i w dolinę łez.

Rząd ma w rękach wszystkie narzędzia pozwalające natychmiast obniżyć poziom nienawiści w polskiej polityce. Na razie jednak ich nie używa.

Po śmierci Pawła Adamowicza część ludzi władzy (szczególnie Morawiecki i Duda, bo Kaczyński wybrał przemilczenie i nieobecność) wystąpiła z apelami o „przełom”, „porozumienie narodowe” czy choćby „obniżenie temperatury sporu”.

Władza ma wszystkie narzędzia, żeby „temperaturę sporu” obniżyć. Jeśli ich nie użyje, to znaczy, że cały język pisowskiej władzy po zabójstwie prezydenta Gdańska to tylko hipokryzja, a prawdziwa walka polityczna w roku wyborczym będzie przebiegała w atmosferze, jaką od trzech lat znamy z Sejmu, z mediów publicznych, z telewizyjnych „pasków grozy” i „plastusiów”, czy z programów Michała Rachonia oraz publicznych deklaracji Wojciecha Cejrowskiego (w TVP S.A. tylko „zawieszonego” na okres kampanii wyborczej, a w III Programie przejętego przez PiS publicznego radia wciąż mającego stały program, co po jego ostatnich hejterskich wpisach na temat Pawła Adamowicza jest już skandalem – nawet jak na media pisowskie).

Mateusz Morawiecki zgodnie z pomysłem Jarosława Kaczyńskiego na „łagodzenie wizerunku” od paru miesięcy wygłasza deklaracje „porozumienia”, „zgody”, „współpracy”. Nie przeszkadza to oczywiście różnym ministrom jego rządu brutalnie atakować sędziów, zastraszać ich za pomocą pisowskiej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, zaostrzać przekaz propagandowy przeciwko UE i opozycji, prowadzić totalne czystki personalne w kolejnych przejmowanych przez PiS instytucjach (od Muzeum Narodowego w Warszawie po instytucje samorządowe i podlegające samorządowi we wszystkich województwach przejętych przez PiS).

Także po zamordowaniu Pawła Adamowicza to właśnie z ust Mateusza Morawieckiego padły najbardziej wyraziste deklaracje na rzecz „przełomu w polskiej polityce”, „konieczności porozumienia narodowego”, „obniżenia temperatury sporu” itp. Łącznie z najnowszym wystąpieniem Morawieckiego podczas obchodów 145 rocznicy urodzin Wincentego Witosa, gdzie od premiera usłyszeliśmy m.in.: „stało się wielkie zło, ale spróbujmy przekuć je w dobro”, „bądźmy ludźmi, którzy nie tylko mówią, ale też rozmawiają; bądźmy ludźmi, którzy nie tylko słyszą, ale i słuchają; spierajmy się, ale też wspierajmy się…” itp.

Oczywiście można mieć wątpliwości, co do szczerości tego typu deklaracji ze strony człowieka, który wziął hejtera z Młodzieży Wszechpolskiej na wiceministra cyfryzacji, w kampanii samorządowej w sposób najbardziej agresywny i radykalny spośród wszystkich liderów PiS mijał się z prawdą, a wcześniej publicznie złożył hołd Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, jednej z naprawdę nielicznych polskich formacji wojskowych, która jawnie kolaborowała z hitlerowcami. Ale być może tragiczna śmierć Pawła Adamowicza jest ostatnim momentem, aby deklaracje premiera Morawieckiego potraktować poważnie i „złapać go za słowo”.

Wszystkie narzędzia pozwalające na natychmiastowe „obniżenie atmosfery sporu” są w rękach premiera (o ile wykaże minimum podmiotowości wobec Jarosława Kaczyńskiego albo też o ile Jarosław Kaczyński postanowi faktycznie ratować strategię łagodzenia wizerunku PiS przed wyborami).

Minimalnym działaniem uwiarygadniającym wolę „obniżenia temperatury sporu” przez władzę po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza byłoby:

Po pierwsze: natychmiastowe odwołanie obecnych władz telewizji publicznej, która od trzech lat produkuje język nienawiści skierowany m.in. przeciwko WOŚP i zamordowanemu prezydentowi Gdańska. Powołanie władz tymczasowych z udziałem twórców czy autorytetów społecznych nieuwikłanych bezpośrednio w polityczny spór pomiędzy opozycją i władzą, a także rozpoczęcie poważnych rozmów na temat stworzenia obywatelskiej kontroli nad funkcjonowaniem i przekazem mediów publicznych.

Po drugie: natychmiastowe poddanie międzypartyjnej, sejmowej i/lub społecznej kontroli śledztwa w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza. Prowokacją ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości było powierzenie tego śledztwa najbardziej dyspozycyjnemu prokuratorowi Zbigniewa Ziobry, Krzysztofowi Sierakowi, który jest odpowiedzialny m.in. za wycofanie aktu oskarżenia wobec Jacka Międlara, czyli faktyczne chronienie radykalnych narodowców jako potencjalnego sojusznika i kadrowego zaplecza prawicowej władzy. Społeczna i niezależna kontrola nad śledztwem jest ważna o tyle, że w jej trakcie musi zostać wyjaśniona zarówno odpowiedzialność organizatorów, jak też władz państwowych za zabezpieczenie imprezy. Przedstawiciele rządu jeszcze przed rozpoczęciem śledztwa publicznie obciążyli odpowiedzialnością za śmierć Adamowicza WOŚP, co zostało natychmiast podjęte przez prawicową propagandę, łącznie z przekazem TVP S.A. Śledztwo poprowadzone w taki sposób przez Zbigniewa Ziobrę może zatem zostać uczynione przez władzę narzędziem do zniszczenia WOŚP, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami wielu polityków obozu władzy. Jednocześnie pojawiły się również wątpliwości, czy władza – z pobudek ideologicznych lub politycznych – nie zaniechała działań koniecznych dla zabezpieczenia tej imprezy. Poseł Krzysztof Brejza powiedział „Newsweekowi”, że zgodnie z jego wiedzą (uzyskaną od ludzi pracujących w resorcie spraw wewnętrznych), PiS od trzech lat wycofało tzw. operacyjne rozpoznanie przed finałem WOŚP, które wcześniej było realizowane przez polskie służby niezależnie od tego, czy poszczególne imprezy było oficjalnie zgłaszane jako ‘imprezy masowe’”. W tej sytuacji – skoro PiS nie tylko próbuje nadal, tym razem za pomocą śledztwa, zniszczyć WOŚP, ale też być może ukryć własne zaniechania – niezależny nadzór nad śledztwem w sprawie zamordowania Pawła Adamowicza staje się koniecznością.

Po trzecie: choćby zainicjowanie poważnej publicznej debaty z udziałem wszystkich partii oraz środowisk społecznych (sędziów, prawników, konstytucjonalistów…), na temat granic politycznego manipulowania porządkiem ustrojowym i konstytucyjnym w sytuacji, kiedy żadna ze stron politycznego sporu nie posiada większości do zmiany obowiązującej konstytucji, więc powinno się jej przestrzegać.

Cała reszta tematów czysto politycznych – kształt budżetu, kształt polityki zagranicznej, kształt polityki społecznej itp… – mogą i powinny pozostawać przedmiotem politycznego sporu, nawet najbardziej gwałtownego, szczególnie w roku wyborczym. Jednak zdolność podjęcia przez rząd działań w trzech wymienionych powyżej kwestiach – konieczność zmiany sytuacji, w której to media publiczne są najważniejszym w państwie źródłem języka nienawiści; konieczność niezależnego nadzoru nad śledztwem w sprawie zamordowania Pawła Adamowicza; konieczność rozpoczęcia publicznej debaty nad granicami politycznych manipulacji ustrojowym i konstytucyjnym prządkiem polskiego państwa – będzie prawdziwym sprawdzianem tego, czy Mateusz Morawiecki rzeczywiście zrozumiał powagę sytuacji w Polsce po zamordowaniu Pawła Adamowicza, czy też tylko kłamie.

Afera KNF jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego.

PiS w tej chwili powalić może tylko jedna afera, nad którą traci sterowność. Afera, która zaczęła się wraz z ujawnieniem przez właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego rozmowy z ówczesnym szefem Komisji Nadzoru Finansowego Markiem Chrzanowskim.

Podczas rozmowy zawiodły szumidła (urządzenia zakłócające nagrywanie) i treść tej rozmowy dotarła do publiczności. Chrzanowski złożył Czarneckiemu propozycję korupcyjną w zamian za usługi legislacyjne.

Afera KNF w nazbyt wielu miejscach przypomina słynną aferę Rywina, która skończyła karierę Leszka Millera i postkomunistycznego SLD. Dzisiaj raczej nie możemy się spodziewać podobnego losu PiS, bo politycy Kaczyńskiego nie dopuszczą do takiej sytuacji. Niemniej afery KNF nie da się zamieść pod dywan;  kwestią jest, co jeszcze zostanie ujawnione.

Chrzanowski zaliczył areszt i właśnie wyszedł. A to znaczy, że wszystkie nitki aferalne są w rękach Zbigniewa Ziobry. „Gazeta Wyborcza” dotarła do niektórych ustaleń śledczych. Jak można było się spodziewać, Chrzanowski był tylko wysłannikiem, jak Lew Rywin, który w imieniu grupy trzymającej władzę chciał ułatwić Agorze zakup Polsatu poprzez odpowiedni zapis w ustawie medialnej.

Wszystko do tej pory w aferze KNF jest zbieżne z aferą Rywina. Według „Wyborczej”, Chrzanowski miał zeznać, że rozmawiał z bankierem Czarneckim z inspiracji Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Afera Rywina była ostatecznie klęską samego Rywina, SLD i polityków tej partii. Afera KNF jest rozleglejsza – jak rozległa personalnie, nie wiemy – ale przede wszystkim jest groźna dla wiarygodności polskiego systemu bankowego, bo Glapiński to konstytucyjny (nieusuwalny w trakcie kadencji) prezes banku centralnego.

Glapiński sam nie ustąpi. Jeżeli zeznania Chrzanowskiego są prawdą, to Jarosław Kaczyński może uruchomić skuteczne narzędzie, aby Glapiński podał się do dymisji. Może, lecz nie musi. Koszty poniesie PiS w roku wyborczym, czy zatem prezes PiS na to pójdzie? Raczej, a w zasadzie na pewno nie.

Jaka z tego w tej chwili może być sformułowana konkluzja? Otóż SLD miał Rywina i grupę trzymającą władzę, Platforma osławione ośmiorniczki, a PiS ośmiornicę i wszyscy wiemy, kto w niej trzyma wszechwładzę. Ta afera z Chrzanowskim i Glapińskim kiedyś zostanie ujawniona. Oby nie za późno dla Polski.

Paweł Adamowicz nadal dzieli. Senatorzy PiS znowu nie popisali się

24 Sty

Senatorowie PO apelowali podczas debaty w Senacie o przyjęcie uzgodnionego wcześniej, wspólnego projektu uchwały upamiętniającej prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Okazało się bowiem, że senatorowie PiS w ostatniej chwili wycofali się z ustaleń i przedstawili własny projekt.

Wykreślili np. zdanie, że Paweł Adamowicz padł „ofiarą okrutnego mordu w dniu dzielenia się dobrem”, które nawiązuje do ostatnich słów prezydenta wypowiedzianych ze sceny Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zostało ono zastąpione przez stwierdzenie, że „zmarł w wyniku ciężkich ran”, a stało się to na „zgromadzeniu publicznym”. W uchwale PiS nie ma już stwierdzenia, że prezydent Adamowicz „pozostawił miasto nowoczesne, otwarte, tolerancyjne, przyjazne mieszkańcom i przyjezdnym”. Senatorom PiS nie spodobało się też zdanie: – „Był dobrym i wrażliwym człowiekiem z naturalną otwartością na losy innych ludzi i troską o nich, wspaniały mąż, ojciec, syn, brat i przyjaciel”.

„Miałem nadzieję, że ta śmierć doprowadzi do refleksji wszystkich. Miałem tę nadzieję do wczoraj, ale dziś tej nadziei nie ma, bo PiS wycofał się z uzgodnienia co do jednolitego tekstu” – powiedział wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Zaznaczył, że nie występuje jako polityk, ale jako przyjaciel zamordowanego prezydenta Gdańska.

Borusewicz stwierdził, że projekt uchwały nie był skrajny i nikt nie napisał w nim, że Adamowicz zginął w wyniku mordu politycznego, chociaż wicemarszałek Senatu tak uważa. – „W kompromisowym projekcie nie mówi się także o ciąganiu po prokuratorach Pawła Adamowicza i jego rodziny, jakie miało miejsce. Proszę mi wyjaśnić, dlaczego nie chcieliście napisać, że to był okrutny mord, proszę wyjaśnić, czemu nie chcieliście przyjąć sformułowania, że Adamowicz był wzorem samorządowca, dlaczego nie chcecie napisać, że Gdańsk to miasto wolności i solidarności, chociaż tak jest? Dlaczego nie ma protestu wobec mowy nienawiści, choć ona jest powszechną sytuacją, z którą się stykamy” – pytał wicemarszałek.

Senator PO Bogdan Klich był przekonany, że nie będzie sporu co do kształtu tej uchwały. – „Okazało się, że mamy nie tylko różne koncepcje uchwały, ale i różne wrażliwości” – stwierdził. Marek Borowski – senator niezrzeszony – podkreślił, że szacunek należy się tak samo żywym, jak i zmarłym. – „Tymczasem jest on okazywany żywym oszczędnie. Nie przypominam sobie takich czasów, by za człowiekiem – nie tylko za prezydentem miasta – biegał z mikrofonem „dziennikarz” TVP i głośno pytał, dlaczego brał od kogoś pieniądze, bez żadnych dowodów, a takie działanie nie spotkało się z żadną reakcją obozu rządzącego. Tak działo się w przypadku Pawła Adamowicza, a wytwarzanie pewnego klimatu może skończyć się tragedią” – powiedział Borowski. Protesty senatorów tak skwitował pisowski marszałek Senatu Stanisław Karczewski: – „Czepiacie się państwo szczegółów”.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

>>>