Archiwum | Grudzień, 2018

Morawiecki przypomni sobie krętactwa na przesłuchaniu za rok

31 Gru

Trzeba serdecznie współczuć szefowi rządu poziomu „sekretariatu”. Urzędnicy najwyraźniej pogubili kalendarze jego spotkań, a w KPRM zawodzi system elektronicznych przepustek. Jednym słowem jest tam bałagan i bezkrólewie. Do takich wniosków upoważnia  informacja, jaka dotarła z tej instytucji do Krzysztofa Brejzy.

Poseł Platformy Obywatelskiej, po wybuchu afery KNF zwrócił się do premiera z pytaniem czy i jak często spotykał się z aresztowanym dziś, byłym szefem tej instytucji – Markiem Chrzanowskim.

Co na to Mateusz Morawiecki?

Poseł Brejza publikuje na Twitterze odpowiedź nadesłaną przez KPRM z której, wynika ze premier nie nadzorował KNF i nie jest w stanie  ujawnić częstotliwości, a nawet samego faktu spotkań z Chrzanowskim i w zadziwiający sposób to uzasadnia. Po prostu : „nie prowadzi ewidencji spotkań”… Tu chciałoby się zapytać: a inne spotkania pan Morawiecki czy ktokolwiek tam ewidencjonuje? Jak to tam jest w tym urzędzie?

„To jest chyba żart. Niemożliwe, żeby tak odpisali”– ze zdumieniem, informację posła skwitował Piotr Leski.

Pod wpisem Brejzy zaroiło się od komentarzy. Ich autorzy wyśmiewają urząd i szefa rządu:

Gó…o prawda: Jeżeli miał stałą przepustkę, to ewidencja elektroniczna pokazuje jakie strefy i kiedy w #KPRM przemierzał. Jeżeli nie miał przepustki, to jest ewidencja wydanych przepustek. Poza tym sądy już potwierdziły, że kalendarz spotkań urzędników jest informacją publiczną”- podsumował sytuację jeden z internautów.

Na pociechę dodał inny: „Przypomni sobie za rok, na przesłuchaniu”.

>>>

Reklamy

Aniołki Glapy i jego dwór kosztują nas pół miliarda rocznie

31 Gru

Bankowcy niechętnie chwalą się swoimi dochodami. Według szacunków wynikających z rozporządzeń i ustaw, dyrektorskie pensje w bankowości systematycznie rosną i  sięgają obecnie około 21902,49 zł brutto. Oficjalne sprawozdanie roczne NBP – w przeciwieństwie do praktyki banków komercyjnych – przemilcza jednak informacje o  premiach i dodatkach.

Tajemnicą owiana jest również kwota wydana na wynagrodzenia poszczególnych członków zarządu, w tym prezesa Glapińskiego.

Jeśli zestawić „gołą” pensję prezesa z płacami zwykłych pracowników, to ponieważ od lat jest niezmienna, przybliża się coraz bardziej do średnich zarobków w banku – podaje Money.pl. Na wynagrodzenia NBP wydał w 2017 roku 487 mln zł, z czego rezerwy na przyszłe zobowiązania to 12 mln zł, a pracowniczy program emerytalny 25 mln zł. Same pensje to 450 mln zł – informuje portal.

Kwoty są podobne do tych z 2014 roku, ale obecnie dzielą się na mniejszą liczbę pracowników. Na koniec ubiegłego roku w NBP zatrudniano 3281 osób, czyli o 341 mniej niż trzy lata wcześniej. Przeciętne zarobki według  szacunków portalu wynoszą 11,4 tys. zł kosztu pracodawcy, 9,5 tys. zł brutto i 6,7 tys. zł netto.

Porównując zarobki prezesa NBP z średnią płacą w banku, widać malejące dysproporcje. O ile w 2014 była to 2,6-krotność przeciętnych poborów brutto (21,9 tys. zł w zestawieniu z 8,5 tys. zł pracowników), to w 2017 już tylko 2,3-krotność (21,9 tys. zł w zestawieniu z 9,5 tys. zł pracowników).

Money.pl zwraca uwagę, iż zarobki szefa polskiej bankowości i tak pozostają w dużej dysproporcji  z zarobkami szefów banków komercyjnych w Polsce.

W ubiegłym roku prezes Banku Millennium, Portugalczyk Joao Bras Jorge zarabiał z wszystkimi dodatkami średnio 418 tys. zł miesięcznie, a prezes Banku Handlowego Sławomir Sikora – 390 tys. zł.

Andrzej Duda zdeprecjonował urząd prezydenta

31 Gru

W niedzielę o godzinie 21 Andrzej Duda był gościem „W pełnym świetle” w TVP Info. W rozmowie z Ewą Bugałą odniósł się do tematów, które dzisiaj nie schodzą z pierwszych stron gazet.

Pytany o dalsze losy reformy sądownictwa w kontekście ustępstwa wobec Komisji Europejskiej prezydent podkreślił, że żadnego ustępstwa nie było. Tak naprawdę zmiany zaproponował nasz Sejm, a że szły one w tym samym kierunku, co sugestie KE to je zaakceptował i podpisał. Nie omieszkał jednak podkreślić, co sądzi o środowisku sędziowskim i uważa, że „zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości są nie tylko potrzebne, ale niezbędne, dlatego że ocena wymiaru sprawiedliwości jest zła. Poza tym to, co obserwujemy w ostatnim czasie, te niezwykłe demonstracje polityczne środowisk sędziowskich pokazują, że środowiska sędziowskie są zepsute”.

Nie mogło zabraknąć pytania o Donalda Tuska. Na zarzut, jakoby Tusk, będąc przewodniczącym Rady Europejskiej nie realizuje interesu Polski, odpowiedział dyplomatycznie, że z własnego doświadczenia może powiedzieć „tyle, że w zasadzie nie zdarzało mi się spotkać na forach europejskich polityków, którzy nawet będąc w instytucjach europejskich politykami teoretycznie apolitycznymi, w sposób ewidentny jednak bardziej sprzyjali interesom swoich czy zaprzyjaźnionych państw. Taka jest natura i tak naprawdę w Europie nikogo to nie dziwi”. Jednocześnie podkreślił, że  ewentualną kandydaturę Tuska w wyborach prezydenckich 2020 roku ocenia tak jak każdą inną.

Kiedy dziennikarka zapytała go, dokąd zmierza Europa, odpowiedział to, co partia rządząca mówi cały czas czyli „Ja uważam, że Europa ma cały czas jeszcze możliwość ocknięcia się i podjęcia pewnych rozsądnych działań. Na przestrzeni ostatnich lat zostało podjętych wiele niepotrzebnych, pochopnych decyzji(…) Walka z terrorem jest obowiązkiem nas wszystkich – dodał. – Polska także uczestniczy w koalicji antyterrorystycznej, bo staramy się wywiązywać z naszych zobowiązań sojuszniczych. Natomiast uważam, że trzeba prowadzić przede wszystkim mądrą politykę, jeżeli chodzi o migrację. My cały czas o tej mądrej polityce mówimy, a mądra polityka oznacza wspieranie uchodźców i migrantów jak najbliżej ich miejsc zamieszkania. Tworzenie im tam warunków do tego, by mogli przeczekać sytuację wojenną”.

Przekaz tej rozmowy jest jasny i pokazuje, że prezydent Duda twardo trwa przy swoich racjach i wciąż jest pełen buty. Sędziowie są źli, bo nie podporządkowują się wspaniałej reformie sądownictwa, Tusk jest zły, bo nie walczy o interes Polski na arenie europejskiej, Europa powinna wziąć z nas przykład, bo my najlepiej wiemy, jak prowadzić mądrą i skuteczną politykę wobec uchodźców i problemu migracji. Jeden z internautów napisał – „Trochę skromności maliniak!!! Do pięt nie dorastasz sędziom i Panu Tuskowi. Za służalczość wobec pisu, i łamanie konstytucji (i nie mów, że 98% krytyków ciebie się myli) nie jesteś godzien by nazywać cię prezydentem!!!!!”. Nic dodać nic ująć…

>>>

Niesiołowski o głupcach i szkodnikach

31 Gru

Po trzech koszmarnych latach pisowskiego reżimu najważniejszym pytaniem jest oczywiście – czy nowy nadchodzący rok będzie tego reżimu rokiem ostatnim?

Wiele na to wskazuje, ale niestety nic nie jest przesądzone. Tym razem sytuacja jest całkowicie inna niż we wszystkich wyborach po 1989 roku.

Oczywiście Polska przetrwała rozbiory, zabory i okupacje i przetrwa z pewnością jeszcze kolejne cztery lata makabrycznych rządów ograniczonych nacjonalistów, przy których Gomułka, Gierek czy Kania byli tuzami intelektu, uczciwości, patriotyzmu i tego co nazywa się klasą. Tylko jak w znanej piosence obrońców Lwowa – tylko mi Polski żal.

Do władzy dorwali się niewyobrażalni prostacy, których jedynym celem jest wzbogacenie się, nagromadzenie jak największych łupów dla siebie i swoich rodzin. Kolejny etap tej dyktatury to będzie jak trafnie przepowiedział Donald Tusk – już tylko kradzież i próba uniknięcia odpowiedzialności. Cała odrażająca nacjonalistyczna ideologia przykryta religijnym płaszczem dewocji i obłudy ma służyć bogaceniu się.

Znane słowa dobrotliwego króla mieszczan Ludwika Filipa wypowiedziane do Francuzów, którzy mieli szczęcie przeżyć szaleństwa terroru jakobinów i mordercze wojny napoleońskie bogaćcie się – devenir riche!, nie pasują do aferzystów z KNF, SKOK-ów, obsiadujących spółki skarbu państwa nieuków i karierowiczów, różnego rodzaju asystentów, lub asystentek o kwalifikacjach między innymi reklamowania rajstop i wstrzykiwania botoksu, doradców, różnego autoramentu dygnitarzy itp. Ludwik Filip miał klasę – jaką klasę ma poseł Sasin?

Tu już nie chodzi nawet o łupienie kraju i przepompowywania gigantycznych pieniędzy do osobników w rodzaju Rydzyka na jego „dzieła”, na katopisowskie fundacje mające propagować idee niepodległej Polski, a propagujące nacjonalizm, krypto rasizm i pogardę dla inaczej myślących i inaczej wyglądających. Polska przetrwała nie takie łupiestwo. Tu chodzi o skrajną niemoralność tego reżimu. O pogardę dla przyzwoitości i generalnie dla ludzi walczących w przeszłości o Polskę, o pogardę dla honoru, godności, teorii ewolucji, której efektem jest Homo sapiens.

Skoro Szydło może być premierem, Kaczyński wygłasza frazesy o jedności, patriotyzmie, ojczyźnie, Morawiecki ma czelność objawiać się jako przywódca narodu, a nadaje się mniej więcej na kasjera to dla mnie walka w nadchodzącym roku to nie tylko walka o władzę o obalenie reżimu i ukaranie winnych zniszczenia demokracji, ale walka o obecność moralności w polityce, o godność narodu.

Każdy dzień, w którym panowie (pierwsi z brzegu: Horała, Buda, Dworczyk, Mucha, Kaczyński, Godzilla, Gowin, Jackowski, Kukiz, Gliński itp. ) reprezentują mój kraj jest dniem hańby i poniżenia Polski. I o to, aby zajęli wreszcie miejsce, w którym od dawna powinni się znajdować będzie toczyła się walka w nadchodzącym Nowym Roku.

Dlatego w najmniejszym stopniu nie można dać się nabrać na brednie i kłamstwa o wspólnej Polsce, o jedności, zakończeniu waśni. To warte tyle samo ile prośby Bieruta aby wracali żołnierze Andersa, albo wychodzili z lasów uczestnicy WiN-u, a nawet mniej. Bo Bierut czasami dotrzymywał słowa, Kaczyński nigdy. Oni rozumieją tylko siłę.

Bardzo proszę nie słuchać przemądrzałych symetrystów, którzy z grubsza mówią, że zawsze będzie tak jak jest i że PiS jest niezwyciężony. To głupcy i szkodnicy. Dziś na ulice wychodzą Węgrzy i krzyczą – Orban idź do diabła. Być może to koniec ich okupantów? Ale cokolwiek się wydarzy nie wolno dać się nabrać na nowy język, na oszustwa o tanim prądzie, brak polexitu i flagi unijne w pisowskich gabinetach. Nie wolno się nabrać na pustą nie wyrażającą nic po za troską o łaskę Kaczyńskiego twarz Morawieckiego i na jego orędzia, których będzie w miarę słabnięcia dobrej zmiany coraz więcej i będą coraz bardziej „otwarte”, „braterskie i patriotyczne”.

I jeszcze jedno. My zwolennicy Polski demokratycznej nie mamy sił porównywalnych do ich pieniędzy, policji, hełmów i tarcz, nawet operetkowego leśnego wojska WOT, ale możemy stosować broń dla dyktatur groźną i często skuteczną – bojkot. Bojkotować należy wszystko. Nie rozumiem po co łazić do ich telewizji i załganych radiostacji. Po co siedzieć w ławach poselskich podczas kłamstw Morawieckiego i niegramatycznych fraz broszki? To, że telewizje bardzo opozycyjne zapraszają np. posła Gryglasa, lub Kukiza, których poziom intelektu i oczytania równa się moim zdaniem oczytaniu wypławka białego, a nawet traszki zwyczajnej (to w piątek wieczorem), to ich sprawa, ale niech oni chodzą na wszystkie swoje zakłamane rocznice i niech księża zapisujący haniebny rozdział Kościoła popierającego dyktaturę jak kiedyś Targowicę doprowadzą do pustych kościołów i seminariów.

Będzie nad czym pracować. To nie może być dla pisowców spokojny rok oni muszą zobaczyć, że dyktatury nie mają w Polsce łatwo.

Abp. Głódź powoduje obrzydzenie

31 Gru

Słowa arcybiskupa Głódzia, jakie wypowiedział podczas pasterki w Oliwie, wzbudziły wielki niesmak i oburzenie wielu Polaków. Wśród nich również Adama Mazguły, pułkownika dyplomowanego rezerwy Wojska Polskiego, harcmistrza, działacza społecznego i politycznego. Napisał on list otwarty do Głodzia, który zamieścił na Facebooku.

Przypomniał arcybiskupowi, że znają się już od lat i nie była to znajomość łatwa ani miła. Arcybiskup odmówił poświecenia sztandaru jednostki, którą dowodził Mazguła, ale za to bez oporów korzystał z gościnności i zapasów piwniczki ośrodka Szkolenia Piechoty Górskiej w „Jodła” na Jamrozowej Polanie. Spotkali się też na Monte Cassino, gdzie pułkownik przyjechał na własny koszt, bo zabrakło dla niego miejsca w oficjalnej, kilkuset osobowej, delegacji. A przecież był dowódcą jednostki karpackiej, więc miał pełne prawo pokłonić się bohaterskim Karpatczykom, którzy tam właśnie zginęli.

W Iraku panowie również się spięli. Głódź miał pretensje, że żołnierze nie uczestniczą tłumnie we mszy polowej, nie dostrzegając zapewne, że celem ich misji była nie modlitwa, ale realizacja zadań bojowych. Arcybiskup nie darował Mazgule reakcji na jego apel, by nie zdejmować „krzyża ze ściany naszej ojczyzny, to znak zbawienia. To znak naszej ojczyzny”. Pułkownik odpowiedział mu wówczas, że „symbolem mojej ojczyzny jest Orzeł Biały, a biskup jest symbolem pychy, kasy i flachy” i zapłacił za te słowa wysoką cenę. Głódź nakazał „dyżurnym propagandzistom PiS-u, Goebbelsom naszych czasów zniszczyć mnie wszystkimi możliwymi sposobami, przede wszystkim propagandowym kłamstwem i oskarżyć o wszystkie plagi tego kraju, tworząc mi nowy życiorys na potrzeby Pańskiej zemsty”.

W swoim liście Mazguła pisze też o współpracy arcybiskupa ze służbami bezpieczeństwa PRL-u, zdradzie watykańskiej, w której on uczestniczył, okolicznościach powołania na biskupa polowego, „dziwnym” awansie z cywila na generała czy też wykorzystywanie swojej pozycji do powiększania swego stanu posiadania i bogacenia się.

Pułkownik nie ukrywa, że dla niego arcybiskup Głódź to kanalia „o której wspominał wiadomy prezes z trybuny sejmowej i człowiekiem, którego dopadły wszystkie plagi grzechów głównych. Jest Pan przykładem zakłamania i pazerności. Człowiekiem, bo nigdy mi nie przejdzie przez usta, że generałem, bez honoru”. Już dawno powinien znaleźć się pod lupą prokuratury, bo „ubliża Pan ludziom, szczuje, usprawiedliwia pedofilię w Kościele, gromadzi pałace i złote obrazy, z których kapie paragrafami karnymi, krwią i potem ofiar. Chce Pan narzucić swoje wymyślone prawo dla wszystkich Polaków, tylko nie dla siebie, bo tak Panu smakuje władza bez odpowiedzialności. Pan poucza innych, jak mają żyć? Co za podłość?”.

List do arcybiskupa kończy słowami – „Panie Arcybiskupie Sławoju Leszku Głodziu, brzydzę się Panem i mam nadzieję, że i po Pana przyjdzie prawo i sprawiedliwość. Nie ta obiecana, święta, po śmierci, ale ta ziemska, normalna, dla ludzi”.

Bardzo mocny list, bardzo mocne słowa, podobnie jak i komentarze pod nim. Jeden z internautów przypomina, jak „będąc na misji w Libanie odwiedził nas biskup polowy gen. Leszek Głódź . Jedyne co go interesowało to zakup alkoholu i transport do kraju . Alkohol zakupiono i wysłano pocztą lotniczą na adres kurii. Alkohol przechwyciła służba celna . Kuria wydała wówczas komunikat że alkohol nadali żołnierze bez wiedzy biskupa i mieli go odebrać żołnierze którzy przebywali wówczas na urlopie . Był to rok 97”, inny pisze, że „Miałem okazję usługiwać temu świętojebliwemu. W 1994 roku było wyświęcenie kościoła garnizonowego w Gubinie. Po mszy była impreza której kelnerowałem. Delikwent napierdolił się jak szmata… A jego bogaty język często zdobiły nasze narodowe przerywniki”.

Tak sobie myślę, że pułkownik Mazguła zapłaci słono za ten list, bo ech…to dzisiejsza Polska właśnie…

Pomnik pedofila Jankowskiego – zburzyć!

31 Gru

Michał Wojciechowicz, dziś pisarz, jako 17-latek strajkujący w Stoczni Gdańskiej, a jednocześnie jedna z ofiar oskarżonego o molestowanie nieletnich ks. Henryka Jankowskiego opublikował na Facebooku post, w którym domaga się usunięcia pomnika duchownego. „Weźcie ten apel do serca, bo będzie dym!!!” – napisał.

Wpis pojawił się w mediach społecznościowych 28 grudnia. O sprawie poinformował m.in. Polsat News.

Michał Wojciechowicz obiecał w nim, że były kapelan Solidarności „spadnie z cokołu”. „Mija prawie miesiąc od pojawienia się doniesień o pedofilskiej jeździe księdza, prałata Henryka Jankowskiego, proboszcza Kościoła Św. Brygidy w Gdańsku, kapelana Solidarności i niby to bohatera walki z komunizmem” – zaznaczył pisarz na Facebooku. W ironiczny sposób przywołał niejasności, które wiązały się z życiorysem duchownego, m.in. fakt, że miał współpracować ze Służbami Bezpieczeństwa PRL. Przypomniał również, że o jego skłonnościach seksualnych wiedziało wiele osób, ale nikt nie reagował.

„Jak do tej pory, nikt z rządzących miastem [Gdańskiem – przyp. red.], ani nikt z Kościoła, nie odezwał się ani do pani Borowieckiej – bohaterki, ona pierwsza dała świadectwo o księdzu pedofilu Jankowskim – ani do mnie, ani do Marka Lisińskiego, szefa fundacji Nie lękajcie się, do którego zgłosiły się kolejne ofiary molestowane przez prałata” – informuje we wpisie Michał Wojciechowicz. Zarzucił politykom, urzędnikom miejskim i przedstawicielom Kościoła bierność, a nawet zaprzeczanie oskarżeniom wobec ks. Jankowskiego. „Najbardziej podłym przykładem było wystąpienie biskupa Głodzia w Wigilię” – stwierdził.

„A więc hej, możni mojego miasta! Zwracam się do macherów miejskiej polityki, do bogatych i wpływowych oraz do partyjnych bonzów. (…) Zwracam się także do tych pomniejszych działaczy (…) co to na bankietach organizowanych przez Kurię i biskupów bywają. Zwracam się także do moich byłych przyjaciół z podziemia, Solidarności i Ruchu Młodej Polski – którzy dalej mają w moim mieście wpływy:

ALBO USUNIECIE TEN POMNIK HAŃBY, ALBO GO PO PROSTU ZBURZĘ. I WEŹCIE TEN APEL DO SERCA, BO BĘDZIE DYM !!!” – napisał.

Ks. Jankowski został oskarżony o molestowanie

Były kapelan Solidarności zmarł w 2010 roku w Gdańsku. Falę oskarżeń o czyny pedofilskiew jego kierunku rozpoczął listopadowy reportaż w „Dużym Formacie”, z którego wynikało, że duchowny miał wykorzystywać seksualnie dzieci i młodzież. Szybko pojawiły się głosy, że pomnik ks. Jankowskiego, który postawiono w Gdańsku dwa lata po jego śmierci, powinien zostać natychmiast usunięty.

Walory estetyczne „ławek niepodległości” wzbudzają kontrowersje, niektórzy twierdzą, że są zwyczajnie szpetne. Okazały się też niezbyt nietrwałe i odchodzi z nich farba. MON twierdzi jednak, że o gustach się nie dyskutuje.

Ministerstwo Obrony Narodowej przeznaczy łącznie 4 mln 200 tys. zł na multimedialne „ławki niepodległości”, które już pojawiają się w polskich miastach. MON finansuje projekt w 80 procentach, resztę dopłaca samorząd. Każda ławka kosztuje około 30 tysięcy złotych. Instalacja jest wyposażona m.in. w WiFi, głośnik, z którego posłuchać będzie można m.in. fragmentu Marszu I Brygady i gniazda USB.

Komentarze są bezlitosne dla projektu. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze poinformowało, że jedna z ławek „stoi i szpeci Łazienki Królewskie”. Z kolei Fundacja Wzornictwo i Ład podkreślała, że w Sądzie Konkursowym nie było żadnego architekta ani żadnego projektanta z dziedziny wzornictwa przemysłowego. Z kolei grafik Andrzej Pągowski stwierdził, że przypomina mu to bardziej „trumnę niepodległości”.

Okazuje się, że ławki są nie tylko niezbyt estetyczne, ale też nietrwałe. Marek Świerczyński z „Polityki Insight” zamieścił na Twitterze zdjęcie, na którym widać, że z instalacji odchodzi biała farba.

Ministerstwo ma jednak komunikat do krytykujących, czy – jak napisano na Twitterze MON – „wszystkich, którzy hejtują”.

De gustibus non est disputandum [o gustach się nie dyskutuje]. Ten projekt trwale upamiętni #PL100 i ma walory edukacyjne. Przypominamy też, że o ich budowę wnioskowało ponad 200 samorządów (różnej opcji politycznej) z całej Polski – często na prośby mieszkańców

– czytamy. W sobotę ministerstwo odpowiadało na wiele wpisów na temat ławek. W wielu odpowiedziach podkreślano, że o gustach się nie dyskutuje.

Nie da się wyprodukować patriotów.  Wyhodować można tylko cynicznych piewców własnej odmiany polskości i nawiedzonych nacjonalistów.

Skończył się rok jubileuszu odzyskania państwa i niepodległości.  Miało być hucznie, radośnie i na bogato. A jak było? Na stronie ministerstwa Kultury… itd. przeczytać można podsumowanie obchodów Święta Niepodległości.  Projekty rządowe i ministerialne, 60 przedsięwzięć wojewodów, 441 akcji samorządowych, 300 programów zagranicznych. Koncerty, wystawy, prezentacje. Polska miała być na ustach świata. I była, niestety.

PiS wydał miliony z naszej wspólnej kasy, by ukazać światu atrakcyjne oblicze zasobnej, cywilizowanej i kulturalnej Polski.  Równocześnie niemiłościwie nam panujący obrażali przywódców krajów sojuszniczych, deptali po odciskach unijnym liderom, przypisywali mroczne intencje Trybunałowi Europejskiemu i odmawiali wiedzy prawniczej sędziom TSUE. Pan premier, na wyścigi z panem prezydentem, domagał się od świata szacunku i uznania dla demokratycznej i praworządnej Polski, a równocześnie obydwaj nie ustawali w wysiłkach, by obrzydzić swoją ojczyznę i zepchnąć ją w strefę cienia, gdzie demolowanie struktur demokratycznych nie rzuca się tak w oczy. Świat zapamiętał zarówno brednie Mateusza Morawieckiego w Gazecie Polskiej o jakichś zorganizowanych grupach przestępczych w sądach, jak i jego wypowiedź w Washington Examiner, gdzie twierdził, że w Polsce niczego nie da się załatwić bez łapówki.

Międzynarodowa opinia publiczna miała zobaczyć wielki skok cywilizacyjny Polski. W rzeczywistości zobaczyła fałsz, pychę i butę władzy, a zapamiętała przede wszystkim jej wspólny marsz z faszystami i zaściankowe obrzędy pod nadzorem dostojników kościelnych. Polakom natomiast pozostaną w pamięci głównie 143 ławeczki – samograjki x 30 tys. zł , które nawet w zamierzeniu nie są funkcjonalnym miejscem wypoczynku i refleksji, bo jak wynika z opisu na stronie MON są to tylko „pamiątki dla przyszłych pokoleń”.

Co w nas pozostanie po obchodach jubileuszu odzyskania wolności? Moje dzieci zapamiętały, jak przez godzinę marzły przed szkołą, blokując ruch na przelotowej arterii, bo nakazano im stworzyć biało-czerwony chór i dokładnie o 11.11 odśpiewać hymn narodowy.  Mojemu emerytowanemu teściowi oraz jego licznym znajomym lokalne imprezy „niepodległościowe” nieodparcie kojarzyły się z fetowaniem 1 maja za pomocą akademii z częścią artystyczną, a cały projekt z obchodami Roku Leninowskiego w PRL-u. Przyjaciel z Hamburga zdiagnozował patriotyczne wzmożenia narodowców „zanieczyszczeniem miłego klimatu podwyższonym stężeniem głupoty”. A bardzo wielu moich bliższych i dalszych sąsiadów z Wielkopolski serdecznie wkurzyło, że PiS podłączył się w tym roku pod tradycyjne w Poznaniu obchody rocznicy powstania wielkopolskiego.

W Poznaniu od lat wjeżdża na stację zabytkowy pociąg, z którego wysiada Paderewski i wygłasza swoją porywającą mowę. Od lat na placu Wolności rekonstruktorzy odgrywają sceny rozbrajania żołnierzy niemieckich. Tym razem władza PiS postanowiła uatrakcyjnić uroczystość swoją obecnością i na ścianie budynku Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego odsłonięto „tablicę wdzięczności”.  Przemawiający z tej okazji premier wymachiwał rękami w przekonaniu, że robienie wiatraka zastępuje sensowną składnię i przyzwoitą treść przemowy. – Wszyscy jesteśmy powstańcami wielkopolskimi! – drażnił poznaniaków Mateusz Morawiecki, by ostatecznie doprowadzić ich do szewskiej pasji wręczając wymyślone naprędce Medale Stulecia Odzyskanej Niepodległości swoim znajomym, a wśród nich mgr prawa Julii Przyłębskiej za to, że przypadkiem jest poznanianką – bo przecież nie za upowszechnianie wiedzy o Powstaniu.

Wykwity wyobraźni PiS, ujawnione w programie obchodów, spora część społeczeństwa odebrała jak nieudolne próby indoktrynacji.  Bo też od chwili przejęcia władzy przez Kaczyńskiego z ekipą trwa proces, czy raczej proceder, konstruowania nowego modelu Polaka.  Właśnie minął rok, w którym rządzący ze szczególną mocą zawiadamiali nas, że patriotami możemy być tylko wtedy, gdy popieramy ich „dobrą zmianę”, bo to jedyna dobra droga dla Polski.  Dowiedzieliśmy się, że nie jest patriotą ten, kto chodzi do kina na „Kler” zamiast do kościoła, gdzie w kazaniach słychać pogróżki pod adresem myślących samodzielnie. Nie może być patriotą również ten, kto krytykuje polski rząd wybrany przez polskiego suwerena, który rzekomo wyposażył swoich wybrańców w prawo obsadzenia wszystkich intratnych stanowisk przez swoich wyznawców, a dla utrzymania i umocnienia władzy dał placet na zmiany wszystkiego. Wszystkiego, włącznie z konstytucją i międzynarodowymi umowami.

Po 100 latach od powrotu państwowości powinniśmy być dumni z sukcesów i pozycji Polski. Powinniśmy, ale nie jesteśmy . Bo Polskę zawłaszcza partia, która zachowuje się tak, jakby PiS nie miał terminu przydatności, jakby jej okres ważności dla Polaków nigdy się nie kończył.  Do Kaczyńskiego słabo dociera oczywista oczywistość, że nawet najbardziej zmasowaną propagandą nie stworzy wzorcowego Polaka.  Nie da się wyprodukować patriotów.  Wyhodować można tylko cynicznych piewców własnej odmiany polskości i nawiedzonych nacjonalistów – co właśnie następuje.

Wskutek obłędnej propagandy, pompującej poczucie narodowej godności i odrębności, niepostrzeżenie przybywa nam ludzi tak kochających Polskę, że gotowych udusić ją z miłości. Nie zraża ich buta, chamstwo, ani pazerność rządzących.  „Prawdziwi patrioci” nie widzą lasu, bo drzewa im zasłaniają. Oglądają każde z osobna – i owszem, widzą w nich ubytki, uszkodzenia, spróchniałe konary, ale przecież to nadal są drzewa, bo mają pnie, gałęzie i kilka zielonych liści. Nawet jeśli czasem ogarną sumę zniszczeń, to wierzą, że dobra zmiana „da radę”, wytnie chore drzewa i zasadzi nowe, zdrowe i bez skazy…

Ostatnio często przywoływany jest cytat z Michaiła Sałtykowa Szczedrina, XIX-wiecznego pisarza rosyjskiego, który napisał : „kiedy zaczynają dużo mówić o patriotyzmie, Bogu, honorze i ojczyźnie, to na pewno znowu coś ukradli”. Po 100 latach odzyskania wolności Prawo i Sprawiedliwość najbezczelniej okrada nas z tej wywalczonej wolności.

Waldemar Mystkowski o pierwszym prawie PiS.

Oczywiście, że będą podwyżki za prąd. Nie będzie ich jakiś czas na rachunkach gospodarstw domowych, które wystawiają dystrybutorzy. Sejm nagle po trzech latach rządów PiS uchwalił ustawę, która przesuwa pieniądze z budżetu państwa na konta spółek energetycznych, aby te wykupiły prawa do emisji CO2. Bynajmniej nie wykupią tych praw od polskich podmiotów.

To znaczy, że wszyscy zapłacimy za prąd wytwarzany z brudnych surowców (węgiel i pochodne kopaliny). Zapłacimy podatkami, które mogłyby być zainwestowane w naszą przyszłość, a są zainwestowane w utrzymanie władzy PiS. Zapłacimy przede wszystkim swoim zdrowiem, a to jest cenniejsze niż wszelki szmal.

Powinny być tego świadome elity – i pewnie są – ale gorzej z niewyedukowanym ludem głosującym, na którym zawsze żerują autokraci i takie podmioty polityczne, jak partia Jarosława Kaczyńskiego.

Do poprzednich rządów można mieć wszelkie pretensje, włącznie z takimi, iż nie dogoniły najbardziej rozwinięte kraje świata (co jest samo w sobie absurdem), lecz PiS cofa nas z tego, co nam już udało się osiągnąć. PiS na nas żeruje i jest – jak ktoś dobrze nazwał – szarańczą.

Zatem pytanie: jak Unia Europejska ustosunkuje się do wsparcia spółek energetycznych z budżetu państwa? Zwykle takie przesunięcie środków publicznych jest postponowane, bo powoduje uprzywilejowanie dofinansowanych podmiotów, co jest niszczące dla konkurencji.

A PiS spodziewa się, że Komisja Europejska zareaguje negatywnie na tę ustawę, która zuboży budżet o kilka miliardów złotych, bo oto słyszymy, surrealne wypowiedzi polityków PiS, jak Bartosza Kownackiego: „Jak nie będzie donosu na Polskę, to nic się nie stanie”.

A zatem mają gotowe zrzucenie odpowiedzialności za swoje nieudolne rządzenie na opozycję – na „totalną opozycję”, bo zniewolone umysły lubią posługiwać się językowymi sztancami, jak „zaplutymi karłami reakcji”. I taki też jest przekaz dnia PiS, który powtarzają politycy tej partii: „jak totalna opozycja nie doniesie do Komisji Europejskiej, to się nie dowie o ich ustawie o obniżce akcyzy za prąd”.

Czyżby PiS obawiał się reakcji KE, bo musiałby w związku z podwyżkami cen za prąd wylecieć w powietrze, a może szykuje jeszcze inny przekaz, który będzie tłumaczyć „suwerenowi”, że „wszystko robimy, co możemy dla waszego dobra, ale zła, antypolska Unia chce zniszczyć Polaków”.

PiS przez 3 lata wykuł swoje podstawowe prawo polityczne: „Im dłużej rządzą, tym bardziej winne są PO, totalna opozycja i Unia Europejska”.

Skrajna prawica w rządzie Mateusza Morawieckiego. Andruszkiewicz

31 Gru

„Polityka Insight” podaje nieoficjalnie, że Adam Andruszkiewicz zostanie wiceministrem cyfryzacji. Poseł zasłynął tym, że wydał na paliwo 28 tys. zł, choć nie ma prawa jazdy.

Adam Andruszkiewicz jest (lub też do niedawna był) posłem klubu Wolni i Solidarni, który założył ojciec premiera Kornel Morawiecki. Koło ma zaledwie pięciu reprezentantów, ale widocznie na tyle znaczących, że – jak nieoficjalnie podała „Polityka Insight” – Andruszkiewicz ma zostać wiceministrem cyfryzacji.

Wirtualna Polska informuje, że potwierdziła doniesienia, a Andruszkiewicz prawdopodobnie propozycję przyjmie. Portal twierdzi, że poseł wystąpił z Wolnych i Solidarnych w miniony piątek. W tym miesiącu Andruszkiewicz pisał na Facebooku, że będzie dążył do „zjednoczenia sił patriotycznych”. „Tylko wielki obóz na prawicy jest w stanie zatrzymać powrót Tuska do władzy w Polsce za rok. Do budowy takiej wielkiej siły patriotycznej będę dążył. Nie oddamy Polski w ręce PO!” – napisał.

Rekordzista kilometrówek

Andruszkiewicz do sejmu wszedł z list Kukiz’15. W latach 2015-2016 był prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, jest też członkiem Ruchu Narodowego.

O pośle zrobiło się głośno latem, gdy „Super Express” ujawnił, że Andruszkiewicz otrzymał z Kancelarii Sejmu 28 tys. zł. zwrotu za paliwo, choć nie posiada samochodu i nie ma prawa jazdy. W rozmowie z mediami tłumaczył, że zawarł umowę na użyczenie samochodu, a wożą go współpracownicy. Paweł Kukiz, choć już były szef Andruszkiewicza, przepraszał, że wpisał go na listy Kukiz’15.

Doszukiwał się antypolskości w filmach i komunizmu w pociągach

Poseł Andruszkiewicz słynie z interpelacji dotyczących „ważnych” kwestii politycznych i społecznych. Już kilka miesięcy po wejściu do Sejmu pytał ministra kultury o dotacje PISF dla filmów takich „Ida”, „Pokłosie” czy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, które „wpisują się w antypolską politykę historyczną”. „Przykłady te świadczą o tym, że w Polsce nadal panuje swego rodzaju cenzura, gdzie niektóre ważne tematy (…) są spychane na dalszy plan” – pisał wtedy poseł Kukiz’15.

Wniósł też interpelację do ministra infrastruktury i budownictwa ws. „nazewnictwa pociągów PKP”. Poseł oburzał się choćby na nazwę „Aurora”, która jego zdaniem promuje komunizm. Zauważa również, że wśród nowego nazewnictwa PKP pojawiły się określenia „promujące pogańskie i mityczne bóstwa: Sedina, Świętopełka, Czcibóra, Dionizosa, Światowida”. Dostało się również nazwom obcojęzycznym, m.in. „Galaxis”, „Jupiter” czy „Prometeo”.