Kora, 12.10.2019

 

Mural Kory na warszawskim Nowym Świecie padł ofiarą wandali

Mural z podobizną Kory, który zdobi tylną ścianę pałacu Branickich przy ulicy Nowy Świat 18/20 w Warszawie, został zdewastowany przez wandali. Nieznani sprawcy dodali do wizerunku nieodżałowanej artystki „coś od siebie”.

W styczniu 2019 roku na tyłach pałacu Branickich na warszawskim Nowym Świecie odsłonięto zachwycający mural autorstwa Bruno Althamera z podobizną Kory Sipowicz. Twarz artystki namalowano tak, aby okalały ją gałęzie kasztanowca, dzięki czemu o każdej porze roku Kora wygląda zupełnie inaczej. Kilka dni temu doszło do haniebnego incydentu – na powierzchni muralu pojawił się namalowany sprayem napis.

Zobacz też„Olga, tobie się należy Nobel”. Kora przed dwoma laty „zapowiedziała” nagrodę dla Tokarczuk >>

Wyjątkowy mural z podobizną Kory naruszony przez nieznanych sprawców

Wizerunek Kory został „przyozdobiony” trudnym do odczytania mazidłem z ciemnego sprayu. Na Instagramie użytkownik marcpst udostępnił fotografię zdewastowanego muralu:

zdewastowany mural Koryzdewastowany mural Kory marcpst/Instagram

Mural Kory powstał w ramach inicjatywy „Wysokich Obcasów”, dzięki której w Polsce powstaje szlak murali z wizerunkami kobiet istotnych dla historii regionu, kraju czy wręcz całego świata. Barwna podobizna to hołd dla artystki, która zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiej muzyki rozrywkowej.

Kora podbiła serca całych pokoleń słuchaczy jako niezwykle charyzmatyczna wokalistka i autorka tekstów piosenek zespołu Manaam oraz w wydaniu solowym. Wylansowała takie przeboje jak „Boskie Buenos”, „Krakowski spleen”, „Kocham cię, kochanie moje”, „Cykady na cykladach” czy „Szare miraże” – te tytuły to i tak jedynie cząstka muzycznego dorobku Kory. Sipowicz była również poetką i wziętą malarką.

Telewidzowie doskonale pamiętają ją z programu „Must Be The Music”, gdzie dała się poznać jako nieprzejednana jurorka. Kora kilkakrotnie romansowała też z filmem – wraz z Manaamem wystąpiła w kultowej produkcji „Wielka majówka”, a fanom Disneya bez wątpienia nie umknęła jej przygoda z dubbingiem w serii „Iniemamocni” – wcieliła się tam w postać Edny Mode.

Kora Sipowicz zmarła 28 lipca 2018 roku po długiej, ale nieustraszonej walce z rakiem. Miała 67 lat.

Zobacz teżKamil Sipowicz potwierdza: Będzie film o Korze. Nieoficjalnie: Do roli typowane są dwie aktorki >>

gazeta.pl

 

Terapie biologiczne nie dla polskiego pacjenta? Mamy najgorszy dostęp w UE

Dopisanie konkretnego leku biologicznego do listy refundacyjnej nie oznacza, że staje się on dostępny dla pacjenta. Bariery to nie tylko pieniądze, lecz także sposób kwalifikacji chorych. Październikowy Raport Modern Healthcare Institute pokazuje, gdzie są systemowe dziury i podsuwa rządzącym konkretne rozwiązania.

Terapia biologiczna polega na leczeniu schorzeń przy pomocy leków biologicznych, czyli wyprodukowanych przez organizmy żywe, a nie na drodze syntezy chemicznej, jak leki konwencjonalne. To nie żadna futurologia, a jedna z najnowocześniejszych metod farmakoterapii stosowanych na świecie, o dowiedzionej skuteczności – choćby w reumatologii, dermatologii i onkologii. Łuszczyca, RZS, choroby zapalne jelit, niektóre nowotwory – leki biologiczne pozwalają nie tylko złagodzić uciążliwe dolegliwości. Niejednokrotnie ratują życie, hamują rozwój procesu chorobowego, usuwają objawy na lata. Niestety, w Polsce stosowane są rzadko, a jeśli nawet: leczenie jest obligatoryjnie przerywane, także wtedy, gdy leki działają.

Terapie biologiczne: decyduje kalendarz, a nie dobro pacjenta

Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym skuteczne leczenie biologiczne jest przerywane po wyznaczonym w programie czasie i wznawiane dopiero po nawrocie choroby. Jest to nie tylko nieetyczne, lecz także, paradoksalnie, skutkuje większymi kosztami, bo efektywność leków po ponownym ich włączeniu może być mniejsza i prowadzi, w wielu przypadkach, do zmiany terapii na droższą.

– podkreśla Izabela Obarska, ekspert ochrony zdrowia, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia w latach 2016-17, współautorka raportu „Dostęp do leczenia biologicznego w Polsce”(1).

W innych krajach leczenia nikt nie przerywa, póki działa. U nas, np. w przypadku chorób zapalnych jelit, czas refundacji wynosi maksymalnie 24 miesiące dla infiliksymabu oraz 12 miesięcy dla adalimumabu. Dla chorych na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) czas leczenia jest ograniczony do 18 miesięcy, a na łuszczycę, w zależności od leku, od 24 do 96 tygodni. Tymczasem po odstawieniu leków objawy wracają.

Zobacz:

Tak działa leczenie biologiczne w łuszczycy – zdjęcia przed i po zastosowaniu lekó

Szokujące różnice w dostępie do leczenia

Cytowany raport został przygotowany przez ekspertów, którzy na co dzień zderzają się się z systemem, walcząc o możliwość leczenia swoich pacjentów. Przykładowo: część poświęconą dermatologii opracował prof. Witold Owczarek(2), wybitny ekspert w leczeniu łuszczycy i zaawansowanego raka podstawnokomórkowego skóry(2), gastroenterologii – prof. Jarosław Kierkuś(3), gastroenterolog z Centrum Zdrowia Dziecka, w Warszawie, a hematologii – prof. Wojciech Jurczak(4), ekspert hematologii i onkologii klinicznej. Z jak ciężką materią przychodzi im się mierzyć, najlepiej mówią liczby:

  • W 2018 r. terapią biologiczną w leczeniu łuszczycy w Polsce objętych było około 0,5 proc. cierpiących na nią pacjentów. W Europie Zachodniej z różnych form terapii biologicznej korzysta natomiast ok. 20 proc. chorych.
  • Obecnie w programach lekowych w Polsce leczy się zaledwie 1,5 proc. chorych na RZS. W krajach Europy Zachodniej odsetek ten waha się od 15 proc. w Wielkiej Brytanii do 75 proc. w Irlandii. Skąd tak szokujące różnice? U nas do programu włączani są wyłącznie pacjenci z dużą aktywnością choroby albo dopiero wówczas, gdy grozi im kalectwo lub zagrożone jest ich życie.
  • W przypadku chorób zapalnych jelit często nawet dzieci z ciężką postacią choroby nie są włączane do programu. W 2018 r. leczonych z powodu choroby Leśniowskiego-Crohna było w Polsce zaledwie 9,5 proc. pacjentów. Tymczasem na Węgrzech to 19,1 proc., a we Francji ponad 30 proc.

Dostępność do leków biologicznych w Polsce jest najgorsza w UE. Tymczasem są one dla wielu chorych jedyną szansą na normalne życie.

100 milionów euro do wzięcia

W przeszłości niską dostępność leczenia biologicznego w Polsce tłumaczono wysokimi cenami leków biologicznych. I w znacznej mierze było to uzasadnione. W programach lekowych przyjęto bardzo restrykcyjne kryteria kwalifikacji do leczenia, często odbiegające od rekomendacji polskich i europejskich towarzystw naukowych. Wydawało się, że taka jest potrzeba chwili. Tymczasem: świat idzie do przodu i pora zauważyć, że już można inaczej.

Wygasanie patentów na leki biologiczne i pojawienie się na rynku konkurencji spowodowało, że ich ceny znacząco spadły. Pojawiła się więc szansa na poprawę sytuacji chorych w Polsce.

Gdy wygasa ochrona patentowa leku biologicznego, jego produkcję rozpoczyna wielu innych producentów. Aby zarejestrować leki generyczne, muszą – na podstawie badań klinicznych – wykazać, że działają one tak, jak preparat już obecny na rynku (w tym, że są równie skuteczne i bezpieczne). Jeśli badania wykazują ich równoważność do obecnego już na rynku leku, Europejska Agencja Leków dopuszcza je do leczenia. W stosunku do tych nowych leków stosuje się różne nazwy: ang. biosimilars (leki biologiczne biopodobne) lub bardziej precyzyjnie – leki biologiczne równoważne. Ich pojawianie się na rynku wymusza konkurencję i obniża ceny. Jak pokazuje raport, obecna cena leków jest niższa od tej z końca grudnia 2013 r. o:

  • 62 proc. dla infliksymabu,
  • 43 proc. dla etanerceptu,
  • 50 proc. dla trastuzumabu,
  • 53 proc. dla adalimumabu,
  • oraz o 53 proc. dla rytuksymabu.

Trudności w dostępie dla pacjentów? Niemal bez zmian.

Szacunki IQVIA Institute(5) dowodzą, że niższe ceny leków powinny pozwolić tylko do końca 2020 r. zaoszczędzić polskiemu systemowi ochrony zdrowia ponad 100 mln euro. Na co je wydać? Są sensowne propozycje.

Leki biologiczne równoważne mogą w istotny sposób wpłynąć na rokowania obecnych i przyszłych pokoleń pacjentów, dając im szansę na normalne życie w pełnej sprawności bez objawów choroby. Osiągnięcie przełomu będzie możliwe, jeśli dostęp do leczenia zapewnimy wszystkim pacjentom, którzy tego potrzebują na wczesnym etapie choroby

– mówi współautor raportu dr Marcin Stajszczyk, kierownik Oddziału Reumatologii i Chorób Autoimmunologicznych Śląskiego Centrum Reumatologii, Rehabilitacji i Zapobiegania Niepełnosprawności w Ustroniu.

Najpilniej oczekiwaną zmianą byłoby umożliwienie kwalifikacji do terapii pacjentów z RZS z umiarkowaną, a nie tylko dużą aktywnością choroby. Należy również znieść ograniczenie czasu terapii w programach lekowych.

Generalnie, programy lekowe wymagają odświeżenia. Nie ma powodu, by dobrze poznane już leki nie mogłyby być po prostu wypisywane na receptę i kupowane w aptece. Takie rozwiązania obowiązują w większości krajów UE, nawet w Bułgarii czy Rumunii, więc: DA SIĘ. Przynajmniej teoretycznie.

Przypisy:

  1. Raport Modern Healthcare Institute: „Dostęp do leczenia biologicznego w Polsce”, został zaprezentowany podczas konferencji pt. „Kliniczne i ekonomiczne aspekty leczenia biologicznego w Polsce” (8 października br., w Warszawie), której patronował  Rzecznika Praw Pacjenta. Na spotkaniu onad stu ekspertów z Polski i z zagranicy zastanawiało się, jak poprawić sytuację chorych w Polsce.
  2. Prof. nadzw. WIM, dr hab. n.med. Witold Owczarek, jest specjalistą w dziedzinie dermatologii
    i wenerologii, kierownikiem Kliniki Dermatologicznej WIM, przewodniczącym zespołów koordynacyjnych: ds. leczenia biologicznego ciężkiej postaci łuszczycy plackowatej, ds. leczenia chorych na zaawansowanego raka podstawnokomórkowego skóry oraz członkiem zespołu koordynacyjnego ds. leczenia biologicznego w chorobach reumatycznych.
  3. Prof. dr hab. n. med. Jarosław Kierkuś, specjalista w zakresie gastroenterologii, gastroenterologii dziecięcej i pediatrii. Zastępca kierownika Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii, Zaburzeń Odżywiania i Pediatrii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. Członek grupy pediatrycznej ECCO (European Crohn’s and Colitis Organisation), przewodniczący sekcji NCHZJ (Nieswoiste zapalenie jelit jako stan przedrakowy) Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci.
  4. Prof. dr hab. n.med. Wojciech Jurczak, hematolog. W Instytucie Onkologii w Krakowie tworzy drugi w Polsce pododdział dedykowany wyłącznie nowotworom układu chłonnego. Członek zarządu i kierujący sekcją ds. badań klinicznych w Polskiej Grupie Badawczej Chłoniaków, działa w Polskim Towarzystwie Hematologów i Transfuzjologów, Amerykańskim Towarzystwie Hematologicznym, Europejskim Towarzystwie. Hematologicznym, Amerykańskim Towarzystwie Onkologii Klinicznej.
  5. IQVIA jest światowym liderem w zakresie korzystania z danych, technologii, zaawansowanych analiz i wiedzy specjalistycznej w szeroko pojętej opiece zdrowotnej. Tworzy dla firm komercyjnych i publicznych nowoczesne, wydajniejsze systemy i rozwiązania w służbie zdrowia. Działa także w Polsce.

 

gazeta.pl

 

Jane Fonda aresztowana podczas protestu klimatycznego w Waszyngtonie

Jane Fonda została aresztowana w trakcie protestu klimatycznego, który miał miejsce przed siedzibą amerykańskiego Kongresu w Waszyngtonie. 81-letniej aktorce wraz z 15 innymi osobami zarzucono branie udziału w nielegalnej demonstracji. Sieć obiegły nagrania z interwencji policji.

Zobacz teżLeonardo DiCaprio chce ratować „płuca Ziemi”. Aktor przekazał pokaźną sumę na walkę z pożarami lasów Amazonii >>

Jane Fonda zabrana przez policję podczas protestu na rzecz klimatu

11 października Jane Fonda zasiliła protest Oil Change International, organizacji walczącej o zmniejszenie użycia paliw kopalnych i ułatwienie powszechnego dostępu do odnawialnych źródeł energii. Demonstracja miała miejsce na schodach waszyngtońskiego Kapitolu. Na miejscu pojawili się policjanci.

Portal Variety powołuje się na rzeczniczkę prasową policji w Kapitolu, Evę Malecki, która powiedziała, że demonstracja odbywała się nielegalnie, a wszystkim biorącym w niej udział postawiono zarzuty bezprawnego gromadzenia się i zakłócania porządku publicznego. „New York Times” nadmienia, że Jane Fonda wyszła z aresztu w zamian za zobowiązanie się do stawiennictwa przed sądem.

Jane Fonda: Będę demonstrować przed Kapitolem w każdy piątek

Jane Fonda poprzez uczestnictwo w wydarzeniu zainicjowała akcję „Fire Drill Fridays”. Tłumaczy na swojej stronie internetowej, że ma zamiar pojawiać się przed Kapitolem co tydzień:

Będę na Kapitolu w każdy piątek, w deszczu czy w słońcu, zainspirowana niesamowitym ruchem, który stworzyła nasza młodzież. Nie mogę dłużej stać i pozwalać wybranym przez nas urzędnikom ignorować i, co gorsza, wzmacniać gałęzi przemysłu, które niszczą naszą planetę dla zysku.

Fonda w tekście wspomina, że przeprowadziła się do stolicy USA, aby być bliżej wydarzeń i działań związanych z walką o poprawę stanu klimatu naszej planety. Aktorka jest bardzo zdeterminowana – stwierdziła nawet:

Będziemy się angażować w obywatelskie nieposłuszeństwo i trafiać do aresztu choćby w każdy piątek.

 

gazeta.pl

 

Dostał Nobla z fizyki. Teraz tłumaczy: nigdy nie skolonizujemy planet pozasłonecznych

Bartłomiej Pawlak
Michel Mayor, który w tym tygodniu otrzymał Nagrodę Nobla tłumaczy, że nie ma szans na wyemigrowanie ludzkości poza Układ Słoneczny. Zamieszkiwanie obcych planet przewija się w kulturze od lat, jednak Mayor stawia sprawę jasno. To się nie uda, bo przeszkodą są odległości.

Michel Mayor to jeden z trzech naukowców, którzy w tym tygodniu otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Łącznie Noblistów było trzech – Kanadyjczyk James Peebles, który pracował nad modelami Wszechświata po Wielkim Wybuchu oraz dwóch Szwajcarów – wspomniany Mayor i Didier Queloz.

Za co Szwajcarzy dostali Nobla?

Obaj szwajcarscy naukowcy zostali nagrodzeni za jedno z przełomowych odkryć w dziedzinie astronomii. W 1995 roku Mayor wraz z Quelozem okryli planetę pozasłoneczną obiegająca gwiazdę podobną do Słońca. Co prawda, pierwsze (dwie) egzoplanety w ogóle odkryli Aleksander Wolszczan i Dale Frail, jednak obiegały one Lich – pulsara milisekundowego, czyli jeden z typów gwiazdy neutronowej.

Mayor i Queloz, dzięki zastosowaniu nowatorskich wówczas technik byli w stanie dostrzec planetę obiegającą 51 Pegasi. Nie dość, że jest to gwiazda ciągu głównego to jeszcze bardzo przypomina nasze Słońce. Podobnie, jak nasza gwiazda, 51 Pegasi jest żółtym karłem.

Odkryta planeta jest niezwykle gorącym olbrzymem

51 Pegasi b (inaczej Dimidium), bo tak nazywa się odkryta planeta jest typowym gorącym jowiszem. Ma połowę masy „naszego” Jowisza i obiega swą gwiazdę po niemal idealnie okrągłej orbicie w odległości zaledwie 0,052 jednostki astronomicznej (równej odległości Ziemi od Słońca). Tak wąska orbita sprawia, że rok trwa na Dimidium nieco ponad 4 ziemskie doby, a temperatura jej powierzchni prawdopodobnie przekracza 1300 stopni C.

Odkrycie pokazało, że planety słoneczne nie są wyjątkiem we wszechświecie. I choć 51 Pegasi b w żadnym wypadku nie nadaje się do życia (zwłaszcza, że to gazowy olbrzym), odkrycie dało nadzieje, że w końcu znalezione zostaną kolejne takie obiekty w kosmosie, a być może również planety typu ziemskiego.

Tak też się stało – od tamtej pory astronomowie z całego świata dostrzegli ponad 4000 egzoplanet.

Spain Nobel PhysicsSpain Nobel Physics Fot. Manu Fernandez / AP Photo

Michel Mayor ostrzega – i tak nie opuścimy Układu Słonecznego

Teraz, po kilku dniach od przyznania Nagrody Nobla, Michel Mayor w wypowiedzi dla Agence France Presse (AFP) powiedział, że nie ma szans na to, aby ludzie opuścili Układ Słoneczny i dotarli do egoplanet. Takie scenariusze, które pojawiały się licznych książkach lub filmach science fiction są po prostu niemożliwe.

Jeśli mówimy o egzoplanetach, wszystko powinno być jasne: nie będziemy się tam migrować

– oświadczył Michel Mayor.

Oczywiście problemem są olbrzymie odległości, które dzielą nas od najbliższych egzoplanet. Nawet gdyby znaleźli właściwą planetę oddaloną o kilkadziesiąt lat świetnych od Ziemi podróż zajęłaby wiele lat.

Najbliższa nam gwiazda (Proxima Centauri) jest oddalona o zaledwie nieco ponad 4 lata świetlne od Słońca. Światło pokonuje tą odległość w 4,22 lata, co oznacza, że nawet bardzo szybki statek kosmiczny potrzebowałaby na lot kilku tysięcy lat. Promem Apollo 11 Ziemianie dotarliby do Proxima Centauri w ok. 120 tys. lat.

Te planety są o wiele, wiele za daleko. Nawet w bardzo optymistycznym przypadku możliwej do życia planety, która nie jest zbyt daleko – powiedzmy, że kilkadziesiąt lat świetlnych, co nie jest dużą odległością – czas potrzebny, aby tam dotrzeć jest znaczny

– tłumaczy Mayor.

Musimy dbać o Ziemię, bo wciąż nadaje się do życia

Mayor wyklucza pojawiające się czasem scenariusze kolonizacji egzoplanet, w sytuacji, gdy Ziemia będzie już niezdatna do zamieszkania. Ludzkość po prostu nie przetrwałaby tak długiej podróży międzygwiezdnej. Zdaniem Noblisty pomysły takie są wręcz niedorzeczne – „to kompletnie szalone” – twierdzi Mayor.

Mówimy o setkach milionów dni przy użyciu środków, które mamy dzisiaj dostępne. Musimy dbać o naszą planetę, jest ona bardzo piękna i wciąż zupełnie nadająca się życia

– dodaje Mayor.

 

next.gazeta.pl

%d blogerów lubi to: