Tusk, 05.11.2019

 

Abdykacja. Dlaczego Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich [ANALIZA]

Ma rację Donald Tusk przekonując, że jego start w wyborach prezydenckich mógłby się stać obciążeniem dla opozycji. Ale nie dodaje, że jest asekurantem i po prostu obawiał się przegranej. A zwycięstwa w starciu z Andrzejem Dudą, za którym stoi cała machina PiS, nikt Tuskowi zagwarantować nie mógł.
Donald Tusk nie będzie kandydatem na prezydenta. Dlaczego? [ANALIZA]Foto: Maciej Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Donald Tusk
  • Donald Tusk ogłosił, że nie będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach prezydenckich
  • Większość polityków PO spodziewała się takiej decyzji, ale zaskoczył ich moment ogłoszenia przez Tuska rezygnacji ze startu
  • Decyzja Tuska przyspieszy wybór kandydata na prezydenta przez Platformę
  • Nie będzie jednak na pewno jednego, wspólnego kandydata całej opozycji anty-pisowskiej

— Nie będę kandydował w zbliżających się wyborach prezydenckich — oświadczył we wtorek były premier Donald Tusk. — Ogłaszam tę decyzję dzisiaj, bo czas nagli, a nie chciałbym w żaden sposób utrudniać opozycji procesu wyłaniania kandydatur. Uważam, że możemy te wybory wygrać, ale do tego potrzebna jest kandydatura, która nie jest obciążana bagażem trudnych, niepopularnych decyzji, a ja takim bagażem jestem obciążony od czasów, kiedy byłem premierem.

I zapowiedział, że będzie wspierał kandydata opozycji w wyborach prezydenckich.

Dlaczego Tusk podjął taką decyzję?

Nie dopadli Tuska

Z kilku powodów. Choć ani kierowana przez PiS prokuratura, ani sejmowe komisje śledcze nie zdołały znaleźć żadnych dowodów na naruszanie prawa przez Tuska, to przez całą kadencję obóz władzy obsadził go w roli naczelnego Schwarzcharakteru polskiej polityki. Kontrolowane przez PiS media, w tym przede wszystkim TVP, były w tej kampanii chętnym narzędziem.

Biorąc pod uwagę, że PiS utrzymało władzę i wykorzysta media publiczne do przedwyborczej rozgrywki, Tusk zdawał sobie sprawę, że kampania w takich warunkach byłaby niebywale trudna.

Strach przed porażką

A — co trzeba podkreślić — Tusk obawiał się ryzyka porażki. Kolejne wybory po 2015 r. pokazują, że PiS — mimo wahań poparcia — nie traci popularności. W tej sytuacji Tusk podejmując decyzję o starcie, musiałby bardzo poważnie zakładać przegraną. A Tusk nie chce przegrywać. Podwójną porażkę z 2005 r. — prezydencką i parlamentarną — pamięta do dziś. Tamtem moment zdefiniował go zresztą jako polityka. Przegrana doprowadziła do całkowitej zmiany wizerunku i stylu uprawiania przez niego polityki. Z luzaka, brata łaty stał się politycznym terminatorem, który w latach 2006-2014 pobił PiS siedmiokrotnie.

Woli karierę zagraniczną

Dziś jednak Tusk jest innym politykiem. Nie jest gotowy ryzykować porażki, bo ma za dużo do stracenia. Sama decyzja o starcie mogłaby zagrozić jego karierze międzynarodowej — za miesiąc zostanie szefem formacji EPP, zrzeszającej chadeckie partie z całej Europy. To największa europejska międzynarodówka.

Przegrana byłaby też końcem mitu Tuska jako pogromcy PiS, którym żyje spora część elektoratu liberalnego. A Tusk woli z polskiej polityki odejść jako zwycięzca.

Wahania przewodniczącego

Już po wyborach europejskich — w których PiS zmiotło opozycje — stronnicy Tuska byli pewni, że zrezygnuje on z zaangażowania w polską politykę. Wyglądało na to, że Jarosław Kaczyński jest wszechmocny. Po wyborach sejmowych Tusk poczuł się nieco pewniej. Choć wygrało PiS, to wyniki są niekorzystne dla Kaczyńskiego — ma kruchą większość, rozbrykanych koalicjantów, stracił monopol na prawicy, nie ma też większości w Senacie (a to Tusk był pomysłodawcą koalicji opozycji w wyborach senackich). Dlatego też w ostatnich tygodniach pojawiały się plotki, że może jednak Tusk zmieni zdanie i wystartuje. Wszak po wyborach parlamentarnych spotkał się z Grzegorzem Schetyną i — wiele na to wskazuje — wybił mu z głowy szybkie ogłoszenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej kandydatką PO w wyborach prezydenckich.

Ale jednak Tusk zdania nie zmienił.

Rodzina była przeciw

Jest w tym wszystkim także wątek rodzinny. Politycy PiS intensywnie interesowali się pracą syna Donalda Tuska w liniach lotniczych kontrolowanych przez Amber Gold — Michał Tusk zeznawał nawet przed komisją śledczą. Nieoficjalnie wiadomo, że rodzina Tuska — zwłaszcza córka i żona — była przeciwna jego powrotowi do polskiej polityki. Nie chciały, by znów czynnie zaangażował się w brutalną wojnę z PiS.

Niech PiS się nie cieszy

Ale — wbrew twierdzeniom Tuska — jego rezygnacja ze startu wcale nie pomaga Platformie. Partia nie jest zupełnie gotowa do wyłonienia kandydata na prezydenta — i to z winy Tuska.

To on przez całe rządy PiS będąc w Brukseli, jedną nogą tkwił wciąż w Polsce i w Platformie, wywołując wrażenie, że po zakończeniu misji szefa Rady Europejskiej, wróci na krajowe boisko i jego prezydencki kandydat opozycji stanie w szranki z Dudą. A teraz, za pięć dwunasta, zostawił Platformę na lodzie.

Inna rzecz, że nawet nie startując na prezydenta, Tusk i tak będzie chciał się stać głównym strategiem opozycji anty-pisowskiej. Czyli, tak czy inaczej, wróci. Dlatego politycy PiS nie powinni się przedwcześnie cieszyć.

 

onet.pl

 

Koniec mitu Donalda Tuska. Nie wróci na „białym koniu” [OPINIA]

ANDRZEJ GAJCY,  05.11.2019
Marzenia o powrocie Donalda Tuska na białym koniu dziś należy uznać za jedynie nic nieznaczący sen. Niektórzy politycy opozycji muszą się wreszcie obudzić. Nie oznacza to jednak, że Donalda Tuska więcej nie zobaczymy w polskiej polityce.
Marzenia o powrocie Donalda Tuska na białym koniu dziś należy uznać za jedynie nic nieznaczący sen. Niektórzy politycy opozycji muszą się wreszcie obudzić. Nie oznacza to jednak, że Donalda Tuska więcej nie zobaczymy w polskiej polityce.Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Donald Tusk
  • Wielu w Platformie Obywatelskiej do dziś żyło złudzeniami, że Donald Tusk powróci niczym wybawiciel na białym koniu i wyciągnie ich partię z politycznej zapaści
  • Tusk wolał wycofać się z boju o urząd prezydenta niż w imię walki o demokrację gryźć ziemię i wylewać siódme poty, by ostatecznie polec na wyborczym placu boju
  • Jeśli ktokolwiek, czy to z Platformy, czy z PiS myśli, że to koniec politycznej kariery Tuska to jest zwyczajnie naiwny

Były premier Donald Tusk, ogłaszając w zaprzyjaźnionych mediach swoją decyzję o rezygnacji w najbliższych wyborach z wyścigu o urząd prezydenta ostatecznie zakończył przeciągnięty i coraz bardziej przewidywalny serial. Wielu zapewne odetchnęło z ulgą, inni żałują, a jeszcze inni przeklinają pod nosem, bo teraz absolutnie nikt już nie wie, co w kwestii wyborów prezydenckich wydarzy się w najbliższych miesiącach w polskiej polityce. Donald Tusk, jak na niego przystało, tygodniami stosował subtelne aluzje, podsycając skutecznie oczekiwania co do swojego powrotu do polskiej polityki.

Takiego scenariusza najbardziej bał się obecny lider PO Grzegorz Schetyna, który zdawał sobie doskonale sprawę, że jeśli Tusk zdecydowałby się kandydować w wyborach prezydenckich, byłby dla niego nie lada problemem, a wręcz śmiertelnym zagrożeniem. Mówiąc wprost, byłby to polityczny koniec Grzegorza Schetyny, który musiałby oddać partyjną buławę w ręce byłego premiera. Wielu w Platformie Obywatelskiej do dziś żyło złudzeniami, że Donald Tusk powróci niczym wybawiciel na białym koniu i wyciągnie ich partię z politycznej zapaści. Nic jednak takiego nie nastąpi. Przynajmniej na razie.

Niekorzystny dla Tuska sondaż

Powód? Mówi o nim pośrednio sam Tusk, który tłumaczy swoją decyzję tym, że jego kandydatura byłaby „obciążona bagażem trudnych, niepopularnych decyzji” z czasów, kiedy był szefem polskiego rządu. – Nie zamierzam się tych trudnych decyzji wypierać – powiedział Donald Tusk, dodając, że nie chciałby utrudniać opozycji procesu wyłaniania kandydatów. – Będę wspierał mocno opozycję i w wykorzystam każdą możliwość, aby wzmacniać pozycję Polski na świecie – zaznaczył były premier.

Nie można wykluczyć, że bezpośredni wpływ na decyzję Tuska miały zamówione ostatnio przez niego badania wizerunkowe. Miały one wykazać, że choć może liczyć na największe poparcie wśród polityków opozycji, to w ostatecznym rozrachunku nie ma szans na pokonanie obecnego prezydenta Andrzeja Dudy, wspieranego przez obecny obóz rządzący. Tusk wolał zatem wycofać się z boju o urząd prezydenta, niż w imię walki o demokrację gryźć ziemię i wylewać siódme poty, by ostatecznie polec na wyborczym placu boju. Wówczas jego mit prysłby raz na zawsze. Błędem byłoby jednak myślenie, że to koniec przygody Donalda Tuska z polską polityką. Jeśli ktokolwiek, czy to z Platformy, czy z PiS tak myśli jest zwyczajnie naiwny. Zapewne jeden z ojców założycieli Platformy Obywatelskiej ma swój plan B, który właśnie zaczął realizować.

 

onet.pl

 

Donald Tusk od dawna nie wierzył już w swoje zwycięstwo w wyborach prezydenckich [ANALIZA]

Jasna deklaracja Donalda Tuska, że nie będzie kandydował na prezydenta Polski, kończy wlekący się niemiłosiernie suspens. Szef Rady Europejskiej już wcześniej dawał sygnały, że rezygnuje z walki o prezydenturę. Patrząc chłodno, Tusk potrzebowałby cudu, aby wygrać walkę z Andrzejem Dudą.

Tusk przyspieszył ogłoszenie swojej decyzji. Pierwotnie miał to zrobić 2 grudnia – w dzień po zakończeniu swojego urzędowania w fotelu szefa Rady Europejskiej. Zrobił to dość niespodziewanie już we wtorek.

Ta decyzja jednak zapadła sporo wcześniej. Kiedy? Po wyborach europejskich, w których Donald Tusk stanął po stronie opozycji. Do 26 maja tego roku Tusk autentycznie jeszcze wierzył w wygraną opozycji. Były to przecież wybory dla opozycji najłatwiejsze i nawet minimalne pokonanie PiS-u dawało nadzieję, na zmianę dynamiki i w efekcie na pozbawienie PiS-u samodzielnej większości w wyborach parlamentarnych sprzed paru tygodni.

Tusk wierzył w taki scenariusz, zwłaszcza, że cały antyPiS zjednoczył się – zgodnie z jego zamysłem – w wielką Koalicję Europejską. Ten wielki blok z PiS-em przegrał w wyborach europejskich. Po tej porażce zapał Tuska do wspierana opozycji, a już zwłaszcza tej pod wodzą Grzegorza Schetyny stojącego na czele Platformy Obywatelskiej, wyparował. W kampanię do polskiego Sejmu Tusk już się nie zaangażował. Wspierał pakt senacki i przyjął w gabinecie Małgorzatę Kidawę-Błońską, którą osobiście lubi. Ale na tym koniec. Na żadnym wiecu już nie wystąpił. Po prostu: nie chciał brać udziału w porażce.

Przez ostatnie miesiące Donald Tusk z rozbawieniem przyjmował hołdy i nawoływania, że musi dosiąść białego konia. Sam doskonale znał swój malejący potencjał w krajowej polityce. Zaczął za to inwestować w relacje z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. To prezesa PSL nie wprost, ale między wierszami, poparł kilka dni temu, mówiąc, że opozycja potrzebuje kandydata, który zabierze wyborców PiS-owi. Sam nie ma na to najmniejszych szans, a Kosiniak-Kamysz pasuje do tego modelu jak ulał.

Dziś Tusk stwierdził klarownie: – Po głębokim namyśle podjąłem decyzję, że nie będę kandydował w zbliżających się wyborach prezydenckich. Ogłaszam tę decyzję dzisiaj, bo czas nagli, a nie chciałbym w żaden sposób utrudniać opozycji procesu wyłaniania kandydata. Uważam, że możemy te wybory wygrać, ale do tego potrzebna jest kandydatura, która nie jest obciążona bagażem trudnych, niepopularnych decyzji, a ja takim bagażem jestem obciążony od czasów, kiedy byłem premierem. Tym bardziej, że nie zamierzam się tych trudnych decyzji wypierać. Chcę też podkreślić, że będę bardzo mocno wspierał opozycję w tych wyborach i że wykorzystam każdą możliwość, aby nadal wzmacniać pozycję Polski w Europie i na świecie.

W słowach Tuska jest paradoks, bo przecież nie ma w łonie PO i PSL znanego polityka, który nie byłby obciążony niepopularnymi decyzjami z czasów rządów tej partii. Hipotekę ma i Władysław Kosiniak-Kamysz, któremu Tusk kibicuje, i Małgorzata Kidawa-Błońska. Wszyscy byli twarzami choćby podwyższania wieku emerytalnego. Sam Tusk ma ją jednak obciążoną najbardziej. Podjął więc racjonalną decyzję.

Kwestią otwartą jest, jak będzie wyglądać „mocne wsparcie dla opozycji”, które dziś obiecał. W PSL-u liczą, że będzie to namaszczenie Władysława Kosiniaka-Kamysza, co zwiększyłoby jego szanse na wejście do II tury wyborów prezydenckich. W Platformie rośnie w siłę fronda przeciwko Grzegorzowi Schetynie, która liczy na Tuska, bo chce usunąć Schetynę z fotela szefa PO.

Dziś dla opozycji – tak PSL-u, jak i samej Platformy – Tusk w aktywnej i bieżącej polityce nie jest nikomu potrzebny. Ani jako kandydat na prezydenta, bo zamknąłby drogę do budowania własnej pozycji Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Ani dla PSL-u, bo jego start oznaczałby rywalizację z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Ani Schetynie, bo powrót Tuska oznaczałby rychły koniec dzisiejszego szefa PO. Ani frondystom w Platformie, bo zamknąłby im drogę do nowego otwarcie w partii. Wszyscy oni przyjmą od Tuska poparcie, ale nikt miejsca mu ustąpić – wbrew publicznym deklaracjom – nie chciał.

 

gazeta.pl

 

 

>>>

Donald Tusk nie będzie kandydował na prezydenta Polski. – Będę mocno wspierał opozycję w tych wyborach. Te wybory można wygrać, a ja byłbym obciążeniem – ocenił były premier w rozmowie z TVN24 i Polsat News. Donald Tusk dodał, że potrzebna jest kandydatura, która „nie jest obciążona bagażem niepopularnych decyzji”.

– Do tego potrzebna jest kandydatura, która nie jest obciążona bagażem trudnych, niepopularnych decyzji, a ja takim bagażem jestem obciążony od czasów, kiedy byłem premierem. Nie zamierzam się tych trudnych decyzji wypierać – powiedział Donald Tusk.

– Nie chciałbym utrudniać opozycji procesu wyłaniania kandydatów. Będę wspierał mocno opozycję i w wykorzystam każdą możliwość, aby wzmacniać pozycję Polski na świecie – powiedział Donald Tusk.

W sierpniowym wywiadzie dla TVN24, Tusk zapowiadała, że 2 grudnia będzie mógł powiedzieć, jak widzi przyszłość polityczną Polski i swoją. Dodał, że jest kilka propozycji, i będzie je poważnie rozważał, także o charakterze bardziej międzynarodowym. Ale serce zawsze wyrywa się gdzieś tam nad Wisłę – mówił. 1 grudnia kończy się kadencja Tuska na funkcji szefa Rady Europejskiej.

Tusk jest kandydatem na szefa Europejskiej Partii Ludowej; nowy lider EPL ma być wybrany 20 listopada na kongresie w Zagrzebiu.

Donald Tusk zamówił prywatny sondaż

Wczoraj Wirtualna Polska informowała, że Donald Tusk zamówił prywatny sondaż, aby sprawdzić, jakie szanse miałby w wyborach prezydenckich w 2020 r. Według portalu badanie miało zostać przeprowadzone po wyborach parlamentarnych. „Sondaż miał pokazać, że dla szefa Rady Europejskiej ogromnym ryzykiem byłoby kandydowanie w elekcji prezydenckiej” – czytamy.

Zdaniem znającego byłego premiera rozmówcy wp.pl badania prezydenckie pokazują, że były premier ma zbyt duży elektorat negatywny, co ma być jednym z najważniejszych czynników w tych wyborach. – Dlatego Tusk po wyborach mówił, że opozycja musi postawić na kandydata, który ma szanse zebrać elektorat szerszy niż tylko Platformy, a nawet podebrać głosy Andrzejowi Dudzie. Donald wie, że on sam takich szans nie ma – mówi.

Grzegorz Schetyna postawił warunek Donaldowi Tuskowi

– Z Donaldem Tuskiem jesteśmy w Zagrzebiu 20 i 21 listopada. Decyzja o jego starcie w wyborach prezydenckich musi zapaść wcześniej – mówił w ubiegłą środę Grzegorz Schetyna w Polsat News.

Polityk był pytany, czy Platforma Obywatelska jest obecnie „zakładnikiem” Donalda Tuska. – Rządzi zarząd partii. Jest tak, że rzeczywiście rozmawiamy o konstrukcji dojścia do wyboru kandydata – odparł Schetyna.

 

%d blogerów lubi to: