Tag Archives: Jacek Liberski

Chamska hołota Kaczyńskiego

5 Czer

Jarosław Kaczyński kolejny raz wpisuje się do annałów chamstwa politycznego.

Ten cham i prostak psim swędem sięgnął po niemal dyktatorską władzę, mimo nienawiści do rodaków, Polski i przeciwników politycznych.

Napisałem „mimo”, ale tak jest w wypadku podobnych zakompleksiałych ludzi. Władza wpada im w ręce w wyniki splotu okoliczności.

Kaczyński tym razem popisał się „chamską hołotą”, tak nazywając opozycję w trakcie wystąpienia Barbary Nowackiej, gdy doszło do rytualnej debaty nad odwołaniem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

No, cóż, „chamska hołota” może być gwoździem do trumny Kaczyńskiego. Trumny politycznej, lecz z takim obciążeniem (alegoria: wieka trumny) nie zawsze można żyć i ostatecznie zostać przytrzaśniętym dosłownie.

Ile zła uczynił Kaczyński, nikomu po 89 roku nie udało się.

To miała być rytualna debata nad wotum nieufności wobec ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Rytualna, bo PiS ma większość, żeby wniosek odrzucić. Zostało już tylko głosowanie, gdy prezes PiS Jarosław Kaczyński zaczął wyzywać posłów opozycji.

Wydawało się, że wszystkie sejmowe emocje 4 czerwca 2020 wyczerpała popołudniowa debata nad wotum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego. Złożony nagle przez premiera wniosek o wotum stał się de facto wiecem wyborczym Andrzeja Dudy: szef rządu zachwalał prezydenta i gromił z mównicy opozycję, zarzucając jej „jątrzenie”, „judzenie” i „pieniactwo”.

Wydawało się, że wszystkie sejmowe emocje 4 czerwca 2020 wyczerpała popołudniowa debata nad wotum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego. Złożony nagle przez premiera wniosek o wotum stał się de facto wiecem wyborczym Andrzeja Dudy: szef rządu zachwalał prezydenta i gromił z mównicy opozycję, zarzucając jej „jątrzenie”, „judzenie” i „pieniactwo”.

Nowacka: Jak on śmie mnie wyzywać

Wicemarszałek Terlecki zarządził pięć minut przerwy. Kiedy obrady wznowiono, na mównicę znów weszła Barbara Nowacka, wciąż wyraźnie poruszona słowami Kaczyńskiego. Wykazała się jednak politycznym refleksem umieszczając wybuch pogardy Kaczyńskiemu w szerszym kontekście:

„Panie marszałku, lepsizm pana prezesa słyszałam już parę razy, wtedy, kiedy wchodził na ten cmentarz, na który ja wejść nie mogłam, bo wtedy jego ból był lepszy od mojego.

Na ten sam cmentarz, na którym leży moja matka, ofiara katastrofy smoleńskiej. Ale on wszedł, składać kwiaty swojej matce i swojemu bratu, a inni nie mogli. I teraz, dzisiaj, śmie mnie wyzywać!

Po raz kolejny widzimy, czym jest PiS. Nowa solidarność buduje się wśród ludzi, tych którzy wspierali chorych, tych, którzy szyli maseczki, a PiS zaprezentował nam po raz kolejny swoją dojną zmianę.

Arogancja, którą widzieliśmy tutaj na sali, korupcja, nepotyzm, to są wasze imiona, nowa elito z PiS!”.

W tym momencie Terlecki wyłączył Nowackiej mikrofon.

Więcej o „wystąpieniu” Kaczyńskiego >>>

Premier Morawiecki wystąpił o wotum zaufania dla rządu. W Sejmie krzyczał na opozycję, obrażał mniejszości, mijał się z prawdą. Jego wystąpienie z loży prezydenckiej oglądał rozbawiony prezydent Duda. Rząd wotum uzyskał.

W czwartek 4 czerwca 2020 wszystko zdarzyło się w trybie, który przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu jako „tryb Prawa i Sprawiedliwości”: z zaskoczenia, w błyskawicznym tempie uniemożliwiającym racjonalną dyskusję i sprowadzającym Sejm do dekoracji dla poczynań władzy.

Na godzinę 11:00 prezydent Andrzej Duda zaprosił do siebie premiera Mateusza Morawieckiego, a po kilkunastu minutach pojawiła się informacja, że szef rządu złożył wniosek o wotum zaufania. Następnie obaj panowie pojechali do Sejmu, a już za chwilę Morawiecki oklaskiwany przez Dudę wchodził na mównicę, by zachwalać swój rząd, gromić opozycję i wzywać Polaków do poparcia Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich.

O godz. 16:04 odbyło się głosowanie nad wotum zaufania, które było czystą formalnością. 235 posłów było za udzieleniem wotum, 219 przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu. Po udzieleniu wotum PiS-owska większość skandowała „Mateusz, Mateusz”, a premier otrzymał bukiet kwiatów.

(…)

Przede wszystkim chodzi o stworzenie wrażenia, że wotum zaufania dla rządu to przede wszystkim… sukces prezydenta Andrzeja Dudy. To próba wykreowania – dość karkołomna i desperacka, biorąc pod uwagę aktywność Dudy przez ostatnie pięć lat – wizerunku prezydenta jako rzeczywistego lidera „dobrej zmiany” i gwaranta spokoju społecznego”

Koncert największych przebojów

Morawiecki posługiwał się bardzo ostrym językiem: mówił, że trzeba wyplenić zło, a opozycji zarzucił, że „jątrzy” oraz „judzi”. To – mamy małą nadzieję, że nieświadome – nawiązanie do propagandy PRL: to wówczas opozycja nigdy nie krytykowała władzy, nie miała postulatów i pomysłów, tylko własnie jątrzyła i judziła, burząc spokój społeczny. „Jak długo ręka wyciągnięta do zgody ma się spotykać z zaciśniętą pięścią?” – gdyby to pytanie Wojciecha Jaruzelskiego znalazło się w sejmowym przemówieniu premiera, pasowałoby jak ulał.

Więcej o inscenizacji Morawieckiego, bo wali się kampania Dudy >>>

To nie było tak, że „weszła do mieszkania i z rozpaczy pękło jej serce”. Ona nam zmarła tuż przed kamerą. Chcieliśmy, żeby były emocje i żeby były łzy. No i przegięliśmy.

Docieramy do osób, które w ostatnich latach przyglądały się pracy bliskich współpracowników Andrzeja Dudy: Piotra Matczuka i Anny Plakwicz z firmy Solvere. To PR-owcy odpowiedzialni za obecną kampanię prezydenta, a wcześniej autorzy serii kampanijnych sukcesów Prawa i Sprawiedliwości. Oboje od lat blisko współpracują z innym marketingowcem: Michałem Lorencem, synem znanego kompozytora. Razem tworzą grupę odpowiedzialną za niemal cały marketingowy przekaz PiS.

Porażający tekst o śmierci na planie spotu politycznego PiS >>>>

Premier próbował przemycić ludziom bajkę, której już nie chcą słuchać. Po 5 latach opowieści o milionie elektrycznych samochodów, 100 tysiącach mieszkań itd. ludzie zaczynają rozliczać PiS, Andrzeja Dudę i domagają się konkretów – mówi prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Mam wrażenie, że Andrzej Duda wszedł w te same koleiny co Bronisław Komorowski, że cokolwiek zrobi, staje się śmieszne. Nawet gdy Andrzej Duda zwraca uwagę na problem retencyjny i suszę, to robi to w tak nieporadny sposób, że wychodzi, że dba o oczka wodne w ogrodach, co nie buduje go jako prezydenta Rzeczpospolite – dodaje.

Wywiad z Migalskim >>>

W staraniach, by Polska rosła w siłę, a ludzie przy władzy żyli dostatniej, „dobra zmiana” wyprzedza komunistycznych sekretarzy o dobrych kilka długości.

Co, jak co, ale susza nam w tym roku raczej nie grozi. Nie, żeby IMiGW zapowiadał falę opadów. Wręcz przeciwnie, już za chwilę rozpoczną się nad Wisłą i Odrą afrykańskie upały. No, ale od czego mamy polityków i to jeszcze polityków w szczycie formy i kampanii wyborczej.

Felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Morawiecki z socrealistycznego teatrzyku Żdanowa

14 Kwi

PiS to gorsza wersja PRL. To, co wyczynia Morawiecki, to ośmieszanie godności Polaków i Polski. On pluje ojczyźnie w twarz.

Inaczej nie można nazwać sprowadzenia z Chin maseczek, które zmieszczą się w dwóch TIR-ach.

Dwa TiR-y. A ten zaprzaniec urządza teatr komuszy wg socrealistycznych zaleceń Żdanowa.

Maseczek sprowadzonych miało być 400 ton, a przyleciało 80 ton (jako się rzekło – 2 TIR-y). Więcej sprowadzają prywatne osoby, ponadto miały być już wcześniej, bo „jesteśmy przygotowani na walkę z epidemią” (śmiech na sali).

To Burkina Faso. Do tego sprowadzili Polskę, do republiki bananowej.

Taki motłoch rządzi Polską, takie amoralne postaci, jak Morawiecki, Kaczyński, Duda. A wszystko to gra pod wybory.

Do Polski dotarł samolot Antonow An-225 Mrija. Maszyna z Chin przywiozła sprzęt do walki z koronawirusem.

Blisko dobę trwała podróż największego samolotu na świecie – jakim jest Antonow An-225 Mrija – z Chin do Polski. Transport został zorganizowany przez spółki skarbu państwa; KGHM Polska Miedź i Lotos.

Na pokładzie znalazło się; ponad milion maseczek typu FFP2, ponad dwieście tysięcy kombinezonów ochronnych oraz około 250 tysięcy przyłbic.

– Spółki Skarbu Państwa po raz kolejny udowadniają, że w tym trudnym okresie stają na wysokości zadania i zdają egzamin z bycia społecznie odpowiedzialnymi podmiotami biznesowymi – mówił na płycie lotniska minister Jacek Sasin.

Obecny na uroczystości był także premier Mateusz Morawiecki:

– Największy samolot świata był potrzebny, by przywieźć kolejne partie środków medycznych, by jak najlepiej zabezpieczyć nasze służby medyczne. O taki transport starało się kilka państw, u nas to były długie dni negocjacji. To bezprecedensowy transport – deklarował szef rządu PiS.

– Przepalając miliony wynajęli najdroższy transportowy samolot świata po to, żeby przewieźć ledwie 100 ton na 250 ton ładowności. Ładunku, który zmieściłby się do 1 mniejszego samolotu cargo lub do 3 nieużywanych 787 LOT-u. Kampania wyborcza za środki państwowej spółki – krytykuje rządzących aktywista społeczny Kamil Heyka.

Krytycznie na temat zachowania władzy wypowiada się także dziennikarka Renata GrochalNewsweek”.

– Premier i minister Sasin uroczyście powitali na lotnisku maseczki, które przyleciały do Polski. Dodam, że przyleciało 7 mln, a w Polsce jest 38 mln obywateli. Co z resztą, mają nosić wiosną szaliki? Pokazówka w stylu PRL.

Internauci do PiS-u:

Uroczystości? Jakiej uroczystości?? Wstydzilibyście się robić teatrzyk à la wczesny Gierek”.

Bez góralskiej orkiestry się nie liczy”.

Nawet nie wiedziałam, że jak targam zakupy z samochodu do domu, to jest to uroczystość… Będę teraz sąsiadów zapraszać (śmiech)”.

Czy Pan Minister już wie gdzie zniknęło 320 ton towarów niezbędnych do walki z koronawirusem?

Szymon Hołownia chce wygrać i zaskarżyć wybory. Małgorzata Kidawa-Błońska kandyduje i jednocześnie nawołuje do bojkotu. Robert Biedroń i Władysław Kosiniak-Kamysz powtarzają: my się nie wycofamy.
A może wszyscy się dogadają i wystawią jednego kandydata? „Wszystkie scenariusze są na stole”

Więcej o pseudowyborach >>>

W samochodach, na rowerach, a czasem pieszo, ale z zachowaniem bezpiecznego dystansu – zobacz jak Warszawianki i Warszawiacy podczas epidemii protestowali przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej i kryminalizacji edukacji seksualnej.

O proteście kobiet >>>

 

To zamach na prawa wyborcze obywateli, które mają podstawowe znaczenie w ustroju demokratycznym. Obywatele zostają wyzuci ze swojego prawa do dokonania wyboru prezydenta w taki sposób, jak określono to w Konstytucji. I to podstępnie wyzuci, bo w majestacie Rzeczypospolitej – mówi prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Swego rodzaju orwellizacja naszego życia objawia się również w tym, że wybory mają się odbywać teraz, w czasie epidemii, który jest tożsamy ze stanem klęski żywiołowej, czyli stanem nadzwyczajnym, w którym to nie wolno organizować wyborów – dodaje.

Rozmowa z prof. Ryszardem Piotrowskim >>>

Czy fuererek Kaczyński zniszczy nasz świat?

13 Kwi

Czy koronawirus zniszczy nasz świat? Czy mamy ogłaszać koniec naszego świata, bo do władzy dojdą małe fuererki Kaczyńskie?

Jest źle.

Niejasne przepisy i dowolność ich interpretacji dały policji ogromną władzę w stanie pandemii. Funkcjonariusze wykorzystują ją w sposób dyskusyjny, używając nowych uprawnień do karania, a nawet upokarzania obywateli. Wyjątkiem są Jarosław Kaczyński i jego kuzyn, którzy otrzymali przyzwolenie na łamanie restrykcji.

Więcej >>>

Od kilku tygodni pisowscy funkcjonariusze nie zajmują się niczym innym, jak parciem za wszelką cenę do farsy wyborczej, którą zamierzają zorganizować 10 maja. Stosują przy tym stałe swoje metody: wszechobecne kłamstwo, straszenie, że opozycja chce złamać Konstytucję, przesuwając termin, mówią, że to pseudo głosowanie, które ma się odbyć korespondencyjnie jest całkowicie bezpieczne, podając przykład Bawarii, gdzie było zaledwie nieco ponad milion uprawnionych do głosowania, ale nie dodając, że „dziwnym trafem” po tym głosowaniu gwałtownie wzrosła ilość zainfekowanych koronawirusem. W kraju manipulują w sposób oczywisty statystykami zgonów z powodu epidemii, jak chociażby w Warszawie, której prezydent podał ich liczbę jako 32, a Ministerstwo Zdrowia uznało… osiem, ze względu „na inną metodę raportowania”.

Przerażająca jest podłość i pogarda pisowskich funkcjonariuszy dla społeczeństwa. Dążą za wszelką cenę do „głosowania korespondencyjnego”, które przez lata uważali za absolutnie niedopuszczalne ze względu na możliwość fałszerstw, narażają miliony ludzi na zarażenie wirusem, które nawet przy takim głosowaniu jest bardzo prawdopodobne. Trudno oczywiście powiedzieć coś konkretnego na temat ilości nowych zakażeń, ale można na podstawie chociażby obserwacji z innych krajów przyjąć, że będą ich tysiące, co niestety, pociągnie za sobą wiele zgonów, zwłaszcza że w tych „wyborach” weźmie udział dużo ludzi starszych, szczególnie narażonych na infekcję.

Więcej >>>

„Przez pierwsze dni w szpitalu byłem w stanie jeść. Wmuszałem w siebie kromkę chleba, żeby zrobić podkład pod leki. Rano dwanaście tabletek, po południu osiem. I antybiotyki dożylnie.” Do tej pory w Polsce z COVID-19 oficjalnie wyleczono ok. 375 osób. OKO.press wysłuchało historii jednej z nich.

Jak wychodzi się z koronawirusa >>>

Trochę nie rozumiem oburzenia z powodu tego, że prezes Kaczyński w tłumie swoich wyznawców złożył kwiaty pod pomnikiem Czarnych Schodów (nieudolnie symbolizujących katastrofę smoleńską) a potem pojechał wypasioną limuzyną, w towarzystwie obstawy, na zamknięte dla ludu Powązki, by złożyć kwiaty na grobie swojej drogiej matki.

Wódz wszystko może! Putin też może, Stalin też mógł, Łukaszenko w ogóle nie potrafi sobie wyobrazić, że czegoś nie może, a taki Kim Dzong Un jest wszędzie panem. A przecież Kaczyński jest dużo lepszy niż Putin czy Łukaszenko…. No może daleko mu jeszcze do Kim Dzong Una, ale z tymi dwoma miliardami na propagandę szybko może mu dorównać. Nie ma co się wściekać na nierówności i niesprawiedliwość, na hucpę, cynizm, hipokryzję i pogardę dla stanowionego prawa – na tym polega autorytaryzm! I jedna trzecie naszego społeczeństwa to naprawdę lubi.

Cały felieton Magdaleny Środy >>>

Mit VI. Prezes.

Mit prezesa wiąże się częściowo z mitem premiera. Oczywiście tylko w warstwie pracy dla idei. W micie na temat prezesa fundamentem jest jego brak osobistego majątku, życie w podupadającym domu i całkowite oddanie się Polsce. I tak już od czterdziestu lat.

W rzeczywistości taśmy ujawnione przez Gazetę Wyborczą, na których utrwalono rozmowy Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem, który miał zbudować dla prezesa dwie smukłe wieże w samym sercu Warszawy, pokazały, że Kaczyński nie jest dobrotliwym, ubogim ojcem narodu, tylko zwykłym, łasym na szmal kombinatorem, który świetnie porusza się w szarej strefie, a ten jego brak prawa jazdy, konta w banku i problemy z podłączeniem słuchawek do telefonu, to zwykła ściema dla gawiedzi.

Taśmy Birgfellnera pokazały też, że znoszony, stary garnitur, obsypany od czasu do czasu białym pyłem z siwych włosów oraz znoszone, często brudne buty, to tylko kamuflaż na wzór mundurków noszonych przez różnych satrapów. W micie prezesa zawsze też znajdzie się jakiś poseł Krasulski, który z atencją należną geniuszowi strzepnie z ramion ów księżycowy pył.

W micie tym mieści się też opowieść o nadprzyrodzonych zdolnościach prezesa, umożliwiających mu przewidywanie jedenastu ruchów przeciwnika w przód. Tymczasem prawda jest dużo bardziej prozaiczna i zamyka się w stwierdzeniu, że prezes nieziemsko wręcz potrafi dzielić ludzi, co pozwala mu tyle lat zasiadać na stolcu władzy i to niezależnie czy w danej chwili PiS jest w opozycji, czy rządzi. Zawsze jest przy nim grupa ochroniarzy, ma służbowe auto i dyrektorów szpitali pod ręką, którzy na skinienie donoszą mu kule, gdy zajdzie potrzeba.

Zaiste, jak można zbudować taki mit i przez dziesiątki lat żyć na koszt społeczeństwa, nie parając się przy tym żadną pożyteczną pracą jak miliony Polaków każdego dnia.

Tak, to jest “genialne”.

15 mitów PiS kapitalnie opisanych przez Jacka Liberskiego >>>

Po katastrofie smoleńskiej zahamowaniu uległ proces poszukiwania przez Polaków nowej tożsamości. PiS wskrzesiło mit o bohaterach i ofiarach, z Rosją i Niemcami w roli odwiecznych wrogów – pisze TAZ.

Więcej >>>

Hiszpania i Włochy spierają się z Holandią i Niemcami. W ostatnim możliwym terminie wyznaczonym przez Radę Europejską ministrowie finansów strefy euro przedstawili zarys działań ratunkowych w czasach wirusowego kryzysu. Kością niezgody była emisja wspólnego długu, której w oświadczeniu eurogrupy zabrakło.

Więcej >>>

W Polsce przyrost zachorowań dużo mniejszy niż można się było spodziewać. Fakt, że administracja Trumpa zignorowała styczniowe ostrzeżenia ekspertów, niespodzianką już nie jest. Na Wyspach Boris Johnson po chorobie pokochał publiczny system ochrony zdrowia.

Więcej >>>

Na żyznej glebie agresywnego populizmu wyrosła nam nowa odmiana szczwanych prymitywów

Zdumiewające. Niby dorośli ludzie, na ważnych stanowiskach, często po studiach, czasem i z doktoratami, a potrafią wygadywać takie głupoty, że pojąć trudno. Tacy są, czy tylko udają? Czy funkcjonariusze PiS, podobnie jak notable w PRL, są po prostu kastą ograniczonych buców, czy to jednak cwani cyniczni gracze? Wierzą w patriotyczno-narodowy bełkot Kaczyńskiego, czy raczej traktują tę narrację jak mgłę smoleńską, skrywającą ich rzeczywiste intencje, pazerność i żądzę władzy?

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Cynizm Kaczyńskiego ws. wyborów, zagrożenie śmiercią nic nie znaczy dla tego tchórza

21 Mar

Aż Jarosław Kaczyński dał głos w RMF FM, tylko dlatego, że upychają kolanem datę wyborów majowych na prezydenta.

Teraz wszystko będzie z tym związane. Aby wytrwać do 10 maja. Nawet liczba zakażonych i ofiar koronawirusa będzie zaniżana, a może nawet nie podawana, jak już stało się w jednym województwie.

W Polsce nie jest zdecydowanie mniej zakażonych wirusem niż w Niemczech, u naszych sąsiadów testy na koronawirusa są powszechne, a u nas bardzo, bardzo niewiele dla nielicznych. Stąd tak mało u nas zakażonych, a zmarłych wpisuje się po inną przyczynę zejścia.

Na pewno idzie kryzys gospodarczy, upadną przedsiębiorstwa i nawet całe branże. Na pewno zmienią się zachowania społeczne, takie doświadczenie zarazy dostaje trwały stempel zachowań.

PiS zostanie wywieziony z pałaców władzy taczkami, bo sobie nie poradzą ze strachem ludzi i zarazą. Kaczyński na taczce wywijający nóżkami jak żuczek przewrócony na grzbiet (obrazek prima sort), Morawieckiemu nie pomogą miliony skręcone z Kościołem i bankami, nie spieprzy do jakiegoś raju podatkowego, tylko taczka i tabliczka na szyi: „Mitoman”.

Czy tak będzie? To możliwy scenariusz.

Premier Morawiecki i minister Szumowski proklamowali w Polsce stan epidemii. Daje on władzom centralnym nowe uprawnienia w walce z pandemią koronawirusa. To kolejny krok w stronę rzeczywistości stanu nadzwyczajnego bez jego formalnego wprowadzenia: teoretycznie rząd może ogłosić Warszawę zamkniętą „strefą zero”, a wybory 10 maja i tak się odbędą.

Więcej o stanie epidemii >>>

Duńczycy pokrywają 75 proc. pensji pracownikom, Brytyjczycy – 80 proc. Francja i Hiszpania zwalnia z opłat za prąd i gaz. Szwedzi odraczają spłatę podatków dla firm o rok, co będzie ich kosztować 6 proc. PKB. Na tle innych krajów polskie recepty dla firm i pracowników to mało. Co nie przeszkadza rządowemu samochwalstwu.

Zamrożenie kontaktów to jedno, a ratowanie gospodarki to zupełnie inna sprawa. Tymczasem premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że:

Więcej o mitomaństwie Morawieckiego >>>

„Mimo tego, że nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyliśmy, musimy pokazać, że umiemy działać z sercem i racjonalnie, a tym samym ratować życia. Zależy to od absolutnie każdego z nas, bez wyjątków” – mówiła w orędziu kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Angela Merkel: Ludzie muszą rozumieć, co robi władza

Drodzy współobywatele,

Koronawirus dramatycznie zmienia teraz życie codzienne w naszym kraju. Nasze ideały normalności, życia publicznego, wspólnoty społecznej, przechodzą próbę jak nigdy dotąd.

Miliony z was nie mogą chodzić do pracy, wasze dzieci nie mogą chodzić do szkół czy przedszkoli; teatry, kina i sklepy są zamknięte. A co być może najtrudniejsze, brakuje nam wszystkim interakcji społecznych, które do tej pory traktowaliśmy jako rzecz oczywistą. Zrozumiałym jest, że każdy z nas ma w takiej sytuacji wiele pytań i niepokojów na temat nadchodzących dni.

Pełne orędzie męża stanu Angeli Merkel >>>

Koronawirus atakuje nie tylko układ oddechowy, ale całą tkankę społeczną. Prowokuje rozmaitych polityków do snucia wizji o państwie nieustannego stanu wyjątkowego, gdzie kontroli poddaje się wszystkich pod pretekstem zapewnienia im bezpieczeństwa – mówi Donald Tusk, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, były szef Rady Europejskiej i premier Polski.

Wywiad z Donaldem Tuskiem >>>

Wywiad z Kaczyńskim >>>

Tadeusz Rydzyk zaapelował o pomoc finansową dla założonych przez niego mediów, zwłaszcza Radia Maryja i Telewizji Trwam. Duchowny podkreśla, że coraz trudniej jest im przetrwać, zwłaszcza w czasie epidemii koronawirusa.

Tutaj definicja skurwysyna >>>

Dziś ktoś, kto robi skrajne pod względem prymitywizmu maseczki za 25 złotych, zarobi majątek. Przyjdą tacy ludzie. W Polsce nie ma starych pieniędzy, ale w Ameryce są. Stare pieniądze padną, nowe pieniądze przyjdą. To jest właśnie wielka zmiana społeczna. A nowi ludzie to są jednak zawsze trochę barbarzyńcy – mówi w rozmowie z Przemysławem Szubartowiczem prof. Marcin Król, filozof, historyk idei, publicysta. – Ujawni się pewien stopień ukrytego barbarzyństwa. Będą więc nowi barbarzyńcy i ludzie niepotrzebni, którzy nie znajdą nowej pracy, nawet gdy minie zaraza – dodaje

Wywiad z prof. Marcinem Królem >>>

Prawdopodobnie w Polsce wzrost PKB spadnie w okolice zera, ale nie będzie to długotrwała recesja. Nastąpi potężny wzrost zadłużenia publicznego i oczywiście kompletny rozpad fikcji, jaką jest stwierdzenie, że finanse publiczne w Polsce były w bardzo dobrym stanie – mówi ekonomista, prof. Witold Orłowski. Pytamy też o tarczę antykryzysową rządu. – Kluczowa jest szybkość działania. Kilka tygodni zajęło rządowi opracowanie pakietu, ma być wdrożony za kolejne 2 tygodnie, pytanie, ile czasu minie zanim do przedsiębiorstw dotrą pierwsze pieniądze. Jeśli mówimy o zagrożeniu bankructwem, to szybkość działania jest często ważniejsza, niż skala tego działania – podkreśla. I dodaje: – Przez ostatnie lata zostały przejedzone wszystkie rezerwy, które były w finansach publicznych, i w związku z tym dzisiaj finansowanie walki z epidemią może się odbywać tylko w drodze zaciągania długów.

Wywiad z prof. Witoldem Orłowskim >>>

Duda nie dość, że lansuje się na epidemii w sensie nadchodzących wyborów, to także naraża siebie i otoczenie.

Kiedy wszyscy siedzą w domu i słuchają komunikatów o testach, co to ich u nas dostatek, ale na razie starcza dla zaledwie 16 procent potencjalnie zarażonych, pan prezydent peregrynuje po kraju. A to wstąpi przejazdem do szpitala Garwolinie. A to znów odwiedzi z gospodarską wizytą zakład Orlenu w Jedliczach.

Cały felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Rząd PiS bawi się z nami w ciuciubabkę i funduje pokaz pozoranctwa na najwyższym, partyjnym szczeblu.

Mija już kilka dni od konferencji panów Morawieckiego i Dudy, na której zaprezentowali oni z dumą tzw. tarczę antykryzysową, która ma nam pomóc przejść przez gospodarkę ostro nadgryzioną koronawirusem. Nie ukrywam, że wciąż pozostaję w szoku i nie rozumiem, jak rząd może tak bawić się z nami w ciuciubabkę. Padło tyle pięknych słów, tyle obietnic, ale pod nimi niewiele się kryje. Czy naprawdę ci panowie uważają, że te ogólniki, które nam przedstawili wystarczą, by uwierzyć, że wreszcie wymyślili coś sensownego i rzeczywiście dobrego?

Felieton Tamary Olszewskiej >>>

Morawiecki, Szumowski i pozostali pisowcy mają Polskę głęboko w de. Święta z tymi postaciami to spieprzone święta

24 Gru

Czym może zajmować się premier Polski, gdy w kraju prezydent obraża Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego? Gdy partia rządząca usiłuje zakneblować usta niepokornym sędziom? Gdy prezes NIK Marian Banaś spokojnie – mimo poważnych zarzutów – urzęduje sobie na stanowisku? Gdy w przyszłym roku rząd PiS zafunduje nam podwyżki m.in. prądu czy paliwa?

Otóż Mateusz Morawiecki uważa, że – jak sam obwieścił na swoim Facebooku – „najgorętszy spór ostatnich dni wcale nie dotyczy polityki czy sportu, ale stosunku Polaków do… majonezu”.

W dalszej części wpisu rozwodzi się nad zaletami i wadami różnych produkowanych w naszym kraju majonezów oraz musztardy. – „I mnie próbowano wciągnąć w ten gorący spór, ale mam w tej sprawie stanowisko odrębne” – napisał (w jego mniemaniu żartem) Morawiecki. Boki zrywać, prawda?

A to odrębne stanowisko brzmi: – „Otóż od lat robimy majonez własnoręcznie i przyznam, że w naszej rodzinie jest bardzo ceniony” – pochwalił się premier.

Internauci kpili i oburzali się: – „Wreszcie Morawiecki zajął się kluczową kwestią z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski!”; – „Myślę, że na rodzinnej produkcji majonezu i pan, i cały naród zyskałby znacznie więcej niż na pańskim premierostwie”; – „Jak tam obniżka podatków idzie, panie premierze? Inflacja w górę, akcyza w górę, podatek od cukru… Degresja podatkowa zamiast regresji, a liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła mimo ogromnych programów socjalnych”; – „Panu premierowi idzie dobrze, szczególnie jak się spojrzy na jego i przepisany małżonki majątek… Reszta niech zap***la za michę ryżu”.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski uważa, że liczba lekarzy w Polsce w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest na poziomie średniej europejskiej. To nieprawda. Szumowski wziął liczbę Naczelnej Izby Lekarskiej, która stosuje inne definicje i porównał je z europejskimi danymi. Tymczasem Polska jest w europejskim ogonie

Minister zdrowia mówi: jest super, więc o co chodzi. W niedzielę 22 grudnia w rozmowie w radiu Zet powiedział, że problem liczby lekarzy w Polsce istnieje, ale źle nie jest:

„Diagnoza do niedawna oparta była na przeświadczeniach, że mamy dramatycznie niską liczbę lekarzy, że masowo wyjeżdżają, a to mit. A problemem nie jest ich mała liczba, lecz rozproszenie.

Niestety minister Szumowski mówi tutaj podwójną nieprawdę: po pierwsze zawyża liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców o 50 proc. Po drugie, Polska jest w tej klasyfikacji na szarym końcu Europy.

Więcej o manipulacjach katolickiego ministra w istocie od śmierci Polaków Szumowskiego tutaj >>>

„Czas skończyć z narracją, że w tym całym sporze sędziowie walczą o swój status, że są niechętni zmianom i występują przeciw władzy.” A „Prezydent jak każdy organ władzy publicznej, musi działać »na podstawie i w granicach prawa«” – dobitnie przypomniała Andrzejowi Dudzie I Prezes SN Małgorzata Gersdorf. Duda obraził i prowokował Gersdorf w TVP Info

Gersdorf przypomina Dudzie, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej

W swoim oświadczeniu prof. Gersdorf wzniosła się ponad inwektywy, manipulacje i kłamstwa przedstawiane przez głowę państwa w TVP Info. Odpowiedziała chłodno i merytorycznie – przypominając, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej.

Podstawowym problemem jest fakt powołania i funkcjonowanie nowej KRS

Pierwsza Prezes SN zaczęła od uwagi, że gdyby nie doszło do niezgodnego z Konstytucją RP wygaszenia kadencji członków KRS i powołania w ich miejsce nowych członków przez Sejm, nie pojawiłby się w ogóle problem wykładni art. 179  – mówiącego o tym, że sędziowie są powoływani na wniosek KRS przez Prezydenta RP na czas nieokreślony – oraz znaczenia ważności uchwał KRS.

Więcej o odpowiedzi I prezes SN prof. Gersdorf tutaj >>>

Głodzia zdegradować do grabarza

3 List

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania Głódzia: – „Przede wszystkim Arcybiskup przez wiele lat ewidentnie działał na rzecz oskarżonych o pedofilię duchownych, co do których winy nie ma wątpliwości. Między innymi chronił ks. Mirosława Bużana, skazanego za molestowanie 15-letniej dziewczynki, awansował go, a o wyroku nie zawiadamiał odpowiednich władz w Watykanie. Nie reagował na doniesienia o czynach pedofilskich księdza Franciszka Cybuli, byłego kapelana Lecha Wałęsy, a także w sprawie dowodów na molestowanie dzieci przez księdza Henryka Jankowskiego”.

Kolejnym powodem – ich zdaniem – jest angażowanie „autorytetu biskupa Kościoła dla poparcia jednej partii politycznej, propagując jej program w czasie licznych wystąpień publicznych i homilii wygłaszanych w czasie uroczystości religijnych i mszy świętych”. Wierni przypominają o wystawnym stylu życia Głódzia, jego zamiłowaniu do przepychu oraz skandalicznym traktowaniu podwładnych: – Ma m.in. do swojej dyspozycji dwa pałace – letnią rezydencję na terenie 20-hektarowej posiadłości we wsi Bobrówka oraz stałą rezydencję w zabytkowym pałacu w Gdańsku. Upokarza podlegających księży, o czym mówili oni w programie TVN24 Czarno na białym z 24.10.2019 r., odnosi się obraźliwie do katolików świeckich, m.indo dziennikarzy i wiernych. Wielokrotnie wypowiada się w sposób dyskryminujący osoby nieheteroseksualne”.

Swój list do papieża wierni kończą stwierdzeniem: – „Wierzymy, że zmiana Pasterza Kościoła Gdańskiego stanie się ważnym impulsem do jego odnowy i wzmocnienia, a wątpiącym i skrzywdzonym przywróci nadzieję wiary”. List trafi do wiadomości nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio, prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka oraz samego Głódzia.

A w najbliższą niedzielę 3 listopada wierni z archidiecezji gdańskiej planują protest przed gdańską kurią pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”.

Nowi wiceministrowie finansów Piotr Dziedzic i Tadeusz Kościński pracują w resorcie finansów od 1 lipca tego roku. Wprawdzie w resorcie nie ma już Mariana Banasia, ale wychodzi na to, że podążają jego śladami.

Według wp.pl, ci dwaj wysocy rangą urzędnicy nie zgodzili się na ujawnienie swoich oświadczeń majątkowych. Podobnie zachował się Marian Banaś, który nie podał swojego stanu posiadania za 2017 rok.

Zarówno Dziedzicowi, jak Kościńskiemu nominacje na stanowiska wręczał Banaś, który wtedy był jeszcze szefem resortu finansów. Obydwaj mogli zastrzec informacje o swoim majątku, ale powinni podać powody takich decyzji.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów poinformowało wp.pl., że ci wiceministrowie „nie wyrazili zgody na publikację oświadczeń o stanie majątkowym”. Czym argumentowali ten brak zgody, nie wiadomo…

Większość pozostałych wiceministrów oraz obecny szef resortu Jerzy Kwieciński jakoś nie mieli problemu z ujawnieniem swoich oświadczeń.

Klasyka polskiej prawicy to stadka efebów noszących teczki za Jarosławem Kaczyńskim i Markiem Jurkiem w korytarzach Nowogrodzkiej czy Sejmu. Wszyscy traktujący politykę w demokratycznym kraju jak zabawę w wojnę, zabawę w heroizm. Do tego podkreślanie swego uwielbienia dla „heroicznych militarnych cnót” przez ludzi, którzy nie weszliby bez windy na drugie piętro – pisze Cezary Michalski. Otóż jest się czego bać. Wszystkie autorytarne dyktatury nowoczesności były właśnie dyktaturami niedojrzałych chłopców, były „rewolucjami młodych”, „pokoleniowymi buntami” skierowanymi przeciwko „nudnym elitom dojrzałych mieszczan, którym wystarcza codzienność i praca”.

Cały tekst tutaj >>>

W sprawie aborcji PiS próbuje zwodzić religijnych fanatyków zapowiedziami i deklaracjami. Ale Konfederacja tylko czeka, żeby go z tych deklaracji rozliczyć.

 – „Gdybym dostał na biurko ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, podpisałbym ją” – deklaruje Andrzej Duda. Oczywiście, mówiąc „aborcja eugeniczna”, celowo wprowadza w błąd opinię publiczną. Chodzi mu bowiem o to, by w Polsce nie można było przerywać ciąży nawet wtedy, gdy embrion jest zdeformowany, chory czy wręcz niezdolny do samodzielnego życia. Zdaniem religijnych fanatyków kobiety mają obowiązek wydawać na świat każdy płód, nawet taki.

Oczywiście, doskonale wiemy, że to stanowisko jest absolutnie nierealistyczne i że zdecydowana większość kobiet, gdyby spotkało je takie nieszczęście, nie podporządkowałaby się katolickim talibom. Wystarczy przecież pojechać do gabinetu ginekologicznego w czeskim Cieszynie, Frankfurcie nad Odrą czy we Lwowie, by przeprowadzić zabieg – konkretne adresy i telefony są dostępne w internecie od ręki.

Pytanie brzmi: dlaczego Duda mówi to właśnie teraz, gdy rozkręca się kampania prezydencka? Przecież wprowadzenie takich przepisów najprawdopodobniej doprowadziłoby do jego klęski w wyborach. Przy poprzedniej próbie zaostrzenia restrykcji antyaborcyjnych na ulice polskich miast i miasteczek wyległy setki tysięcy demonstrantów i PiS musiał się cofnąć. Czy coś się od tamtej pory zmieniło w nastawieniu większości obywateli?

Dominika Wielowieyska na łamach „Gazety Wyborczej” postawiła tezę, że deklaracja prezydenta zapowiada, w jakim kierunku pójdzie kampania wyborcza – PiS będzie w niej forsować twardą linię ideologiczną, licząc na zdecydowane poparcie Kościoła.

Szczerze mówiąc, wątpię. Po wyborach parlamentarnych, które w gruncie rzeczy zakończyły się remisem, partia Kaczyńskiego nie ma dość sił na taką ofensywę. Liderzy PiS doskonale wiedzą, że na opozycję głosowało więcej wyborców niż na „dobrą zmianę” i tylko ordynacji d’Hondta zawdzięczają to, że w Sejmie (ale już nie w Senacie) mają ponad połowę mandatów. W tej sytuacji narażenie się milionom polskich kobiet i członkom ich rodzin byłoby politycznym samobójstwem.

Bardziej prawdopodobne wydaje się, że PiS będzie raczej próbował udobruchać krytycznie nastawionych obywateli. Wskazują na to choćby nieoficjalne przecieki, że w kręgach władzy rozważane jest poluzowanie zakazu handlu w niedziele, który uderzył m.in. w emerytów i studentów dorabiających sobie w charakterze ekspedientów. Partia Kaczyńskiego z jednej strony jest pod naciskiem liderów „Solidarności”, którzy domagają się uszczelnienia zakazu i zamknięcia w niedziele sklepów sieci Żabka, funkcjonujących jako „poczty”, z drugiej jednak zdaje sobie sprawę, że niedzielny szlaban handlowy uderza w bezpośrednie interesy wielu obywateli. Kombinuje więc, jak by tu sprawić, by wilk był syty i owca cała – np. odebrać Żabkom status placówek pocztowych, ale pozwolić na handel w niedziele wszystkim, jeśli za ladą staną dorywczo zatrudnieni studenci czy emeryci.

Myślę, że w sprawie aborcji władza kombinuje podobnie: jak by tu usatysfakcjonować talibów i biskupów, a jednocześnie nie rozjuszyć milionów kobiet? Może uda się sprawę załatwić samymi tylko oświadczeniami – Duda mówi, że podpisałby ustawę, ale na razie nie ma na biurku żadnego projektu, więc jego słowa są pustą deklaracją, z której nic konkretnego nie wynika.

Jeszcze kilka miesięcy temu taka taktyka polegająca na zwodzeniu religijnych fanatyków miałaby szanse powodzenia. Sęk w tym, że w obecnej kadencji sytuacja w Sejmie zmieniła się – poprzednio na prawo od PiS była już tylko ściana. Po ostatnich wyborach pojawiła się tu jednak Konfederacja, która zapewne zgłosi projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, jeśli nie zrobi tego partia Kaczyńskiego.

Ciekawe, jak sobie „dobra zmiana” poradzi z tym wyzwaniem. Zapowiada się niezłe widowisko, więc obserwujmy je uważnie. I oczywiście bądźmy gotowi, by znów wyjść na ulice, gdyby projekt ustawy miał rzeczywiście trafić pod obrady Sejmu.

To ostatnie wezwanie kieruję nie tylko do potencjalnych demonstrantów, ale także do liderów partii opozycyjnych, które tym razem powinny stanąć na czele protestu, organizując go, zapewniając mu infrastrukturę i logistykę, zwożąc uczestników autokarami do Warszawy, a jeśli okaże się to konieczne – wznosząc tu miasto namiotowe dla dziesiątków tysięcy protestujących.

Kaczyński ze schizofrenią, Pawłowicz z paranoją. Tworki PiS

11 Wrz

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake newsów”, które wymierzone są w reformę i – rzekomo – napędzane przez osoby broniące swoich interesów. Reforma – zdaniem J. Kaczyńskiego – nie zaszkodzi małym i średnim przedsiębiorcom. „Małe firmy nie będą bankrutować, jeżeli nauczą się funkcjonować w tej nowej rzeczywistości. Będzie rósł popyt, więc będzie możliwość utrzymania się na rynku” – podsumował to prezes PiS.

Polityk w wywiadzie przyznał, że celem reformy, jest skłonienie Polaków do… powrotu z emigracji. Reforma – jego zdaniem – doprowadzi do powrotu do RP rzesz pracowników, którzy opuścili nasz kraj w poprzednich latach. „Robimy dużo, aby populacja Polski była liczniejsza” – nie zabrakło również starej śpiewki, która wiąże się z kwestiami demograficznymi. Wiele wskazuje na to, że doktor J. Kaczyński, żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Lider populistów odniósł się również do jednej ze swoich wcześniejszych wypowiedzi, a mianowicie tej z konwencji PiS w Lublinie; szeregowy poseł mówił wtedy o tym, że „rodzinę widzimy tak, jak tutaj, jedna kobieta, jeden mężczyzna w stałym związku i ich dzieci”. Wypowiedź spotkała się z krytyką ze strony tysięcy Polaków; wskazywali oni na to, że rodzinę stanowić może np. matka wychowująca samotnie swoje dzieci.

Kaczyński stwierdził, że jego wypowiedź nie miała na celu dyskryminacji kobiet. „My, oczywiście, jesteśmy w pełni za szacunkiem dla kobiet – bo to są zwykle kobiety, ale zdarzają się i mężczyźni – którzy dzieci wychowują samotnie (…). Natomiast uważamy, że to, co jest fundamentem naszej cywilizacji, czyli ten trwały związek między mężczyzną a kobietą i dziećmi, które przychodzą z tego związku na świat, jest czymś niezwykle cennym i to właśnie w tym wymiarze cywilizacyjnym” – stwierdził.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, człowiek, który od 1997 r. nieprzerwanie zasiada w Sejmie, a i wcześniej zajmował się głównie polityką, ponad dwa lata temu postanowił dać lekcję przedsiębiorcom, jak prowadzi się firmę. Dziś wypominają mu to internauci.

Niespodziewanie krótki film video, w którym Kaczyński mówi przedsiębiorcom, co to znaczy prowadzić biznes, zyskuje od wczoraj wielką popularność. Każdy chce chyba spić choć trochę mądrości z ust prezesa.

Kaczyński – dobra rada

Słynny już fragment przemówienia Kaczyńskiego pochodzi z 4 lutego 2017 r. i zawiera trochę ponad minutę zarejestrowanej wtedy wypowiedzi, którą wygłoszono w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej podczas konferencji gospodarczej zatytułowanej „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę”. Całość transmitowała Telewizja Trwam.

Jak więc powinno prowadzić się firmę? Należy spełniać pewne „wymogi”! Wiem, co teraz pomyśleliście: trzeba być osobą zaradną, przedsiębiorczą, pracowitą, kreatywną, wstawać rano przed innymi. „Bla, bla, bla” – odpowiada wam lider PiS. Najważniejszą cechą przedsiębiorcy jest pamiętanie o państwie i innych. Jeśli nie spełniasz tego wymogu… Cóż, po prostu nie nadajesz się na biznesmena i idź na etat.

Skąd jednak Kaczyński wie o powyższym? Otóż, spotykał się z „tymi środowiskami” i w czasie tych rozmów nasłuchał się – jego zdaniem – straszliwych bzdur. Przedsiębiorcy sugerowali prezesowi, że aby rozwinąć przedsiębiorczość Polaków, trzeba rozluźnić odpowiedzialność na linii pracodawca – pracownik. Możemy tylko domyślać się o co chodziło – możliwe, że o stale podnoszony ZUS i wysokie opodatkowanie pracy.

Prezes #Kaczyński z pogardą do polskich przedsiębiorców. „Jak nie potraficie działać i płacić #ZUS, na naszych warunkach, zajmijcie się czymś innym” Nie nadajecie się po prostu do biznesu”

Dojna zmiana

„Dobra zmiana” dziś pozytywnie kojarzy się zapewne beneficjentom programów z dopiskiem „plus”. Niekoniecznie przedsiębiorcom, którym nie tylko podnosi się składki ZUS, ale wkrótce – jeśli spełnią się zapowiedzi PiS – będą oni musieli wziąć na swoje barki wyższą płacę minimalną i wszystkie tego typu konsekwencje. Gdy dodamy do tego rosnącą inflację – którą napędzi z pewnością planowana obniżka stóp procentowych przez NBP – zapewne niejednemu rozumiejącemu, jak działa rynek, robi się gorąco.

Sam Kaczyński „cieszy się” zaś opinią człowieka, którego gospodarka wręcz nudzi i który jej nie rozumie. Obecnie popularny klip dobitnie to podkreśla…

Decyzja o przerwaniu trzydniowych obrad Sejmu i przesunięciu dwóch z nich   na „po wyborach” jest całkowicie zgodna z regulaminem – przekonywała podczas konferencji prasowej marszałkini Elżbieta Witek. „15-16 października to będzie ten sam parlament, który zgodnie z regulaminem może się zbierać do ostatniego dnia przed nowym posiedzeniem nowego parlamentu” – mówiła.

Kampania wyborcza jest krótka, posłowie chcą być pomiędzy swoimi wyborcami” – uzasadniła te słowa i podkreślała, że z taką prośbą wyszedł nie tylko klub PiS, ale nawet kilkunastu posłów opozycji.

Nie będę ujawniać [kto], bo nie jestem do tego upoważniona. Ten temat jest zakończony. Prezydium Sejmu zakończyło, przegłosowało i sprawa jest dla mnie zakończona” – oznajmiła.

Witek zarzekała się, że partia rządząca nie ma w tym żadnego interesu i wbrew zarzutowi – jak podkreślała – że nie łamie regulaminu, lecz uczciwie trzyma się harmonogramu.

Na „po wyborach” przesunięte zostało m.in. rozpatrzenie sprawozdania Prezesa Sądu Najwyższego którego termin mija 17 października.

W odpowiedzi na wczorajszy skandaliczny atak PiSowskiej funkcjonariuszki Pawłowicz na Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara – którego nazwała „wyjątkowym szkodnikiem” – opozycja zapowiedziała, iż składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia RPO.

„Ta sytuacja pokazuje główną zasadę PiS – walka z każdą niezależną osobą i instytucją w państwie. Najpierw RPO obcinano budżet na działalność, potem grożono bezprawnie odwołaniem, czy teraz hejt siany przez opłacanych trolli, a nawet polityków stał się jednym z narzędzi PiS?” – mówiła podczas briefingu Gasiuk-Pihowicz. „Krystyna Pawłowicz zmienia się w Małą Emi” – zauważył poseł Szczerba z KO.

Podczas obrad sejmowej komisja sprawiedliwości i praw człowieka, Adam Bodnar przedstawił informację o działalności RPO oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w 2018 r. Przy okazji wymienił 15 najważniejszych problemów z zakresu wolności i praw obywatelskich, które jego zdaniem wymagają pilnego rozwiązania.

Ośmiesza się w tej swojej nienawiści. Wrzuca pan nieczystości w swoje gniazdo. W sposób skandaliczny obraża pan sędziów legalnie wybranych” – gestykulując wykrzykiwała Pawłowicz, przy całkowitym braku reakcji szefa komisji Stanisław Piotrowicza.

Kaczyńskiego sraka i padaka. Z życia pasqud 30

25 Lip

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano powtórne postanowienie o zwolnieniu jej z tajemnicy. Chodzi o zeznania w śledztwie dot. Tzw zdrady dyplomatycznej. O zdradę @donaldtusk oskarżany jest przez @Macierewicz_A

Rzekoma zdrada dyplomatyczna Tuska

Tłumaczka miałaby zeznawać w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej, o którą Donalda Tuska oskarża Antoni Macierewicz. Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej twierdzi, że w trakcie rozmowy ówczesnego premiera Polski z Putinem 10 kwietnia 2010 roku padły istotne słowa, które miałyby pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy prezydenckiego Tupolewa.

Wbrew dobrej zmianie

W wywiadzie z marca tego roku Fitas – Dukaczewska przyznała, że zrezygnowała z pracy dla najwyższej rangi urzędników państwowych zaraz przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy. “Nie chciałam mieć nic wspólnego z obecną władzą (…) Nawet gdybym nie miała żadnego klienta do tłumaczenia, to wolałabym dawać korepetycje, niż pracować na rzecz >>dobrej zmiany<<“ – mówiła. Teraz prokuratura pod przywództwem Zbigniewa Ziobro chce, by zeznawała w sprawie Tuska. Skoro odmawia to władza przez choćby media narodowe może obwieścić wszem i wobec, że z pewnością coś ukrywa, coś soczystego, co z pewnością wyjaśniłoby, że za tragedią w Smoleńsku stoi wielki spisek, o którym nigdy przecież się nie dowiemy…

O tym, że w poprzednią sobotę podczas marszu równości, który odbywał się w Białymstoku, kibole i narodowcy zakłócili manifestację, wiele już napisano. Doszło do starć z policją, zaś w kierunku maszerujących poleciały kamienie, butelki i race. Część uczestników parady zostało rannych, a Komendant Główny Policji publicznie zapowiedział, że nikt w tej sprawie nie pozostanie bezkarny.

Z tej okazji Roman Giertych postanowił zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, a mianowicie na to, że dobra zmiana po raz kolejny skutecznie odwraca uwagę Polaków od stosu piętrzących się problemów, których władza nie potrafi lub nie chce rozwiązać. 

Jak wylicza Giertych:

Kolejny dzień PR-owcy PiS zaliczają sukces, bo nie mówimy o: aferach PiS, rosnących cenach, katastrofie w służbie zdrowia i edukacji, malejącej produkcji, zerowej pozycji Polski w UE. Ci którzy w dobrej (lub nie) wierze poruszają jakikolwiek inny temat są przyjaciółmi PiS“.

Pomijając fakt, że dla funkcjonowania demokracji poszanowanie praw mniejszości jest zagadnieniem fundamentalnym, które w Polsce PiS jest non stop łamane, to trudno się z Giertychem nie zgodzić.

Dobra zmiana non stop w sprytny sposób obraca kota ogonem, odwracając przy tym uwagę Polaków od takich katastrof jak zapaść służby zdrowia, drożyna w sklepach, czy nieudana reforma edukacji…

Może warto przypomnieć, że w faszystowskich Niemczech w 1937 roku powstała „Narodowa Centrala do Walki z Homoseksualizmem i Aborcją”. Uroda nazewnictwa bardzo przypomina instytucje, które teraz powstają w Polsce.

Faszystowskie Niemcy, tak jak chce tego naczelny „Gazety Polskiej” i paru biskupów, po kilku latach rządów Hitlera a pod szczególną pieczą Himmlera, były rzeczywiście „wolne od LGBT”. Co prawda trzeba było w tym celu użyć obozów koncentracyjnych, ale dziś można prościej: można zgnoić, zastraszyć, pobić, ocenzurować, nie pozwolić żyć. Z błogosławieństwem władzy i Kościoła.

W którą to stronę zmierzasz Polsko PiS? Jak daleko oddalisz się od demokracji i chrześcijaństwa?

Prof. Magdalena Środa zareagowała na decyzję sklepu Empik i stacji paliw BP ws. nierozpowszechnia propisowskiej Gazety Polskiej z naklejką strefa wolna od lgbt.

Są tacy, którzy twierdzą, że Witold Gombrowicz tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

Dziś 50. rocznica śmierci Witolda Gombrowicza. Można ją obchodzić 24 i 25 lipca, bo różne źródła różnie podają, a to dlatego, że jak pisze w biografii Klementyna Suchanow, Gombrowicz zmarł przed północą, ale śmierć stwierdzono po północy. Są i tacy, którzy twierdzą, że tak naprawdę nigdy nie umarł. Skoro tak, to możemy z nim porozmawiać – choćby o tym, jak widzi naszą rzeczywistość.

***

Ciągle słychać, jacy to my, Polacy, jesteśmy wielcy, potężni i że najbardziej na świecie cierpieliśmy.
Kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w jednym z tych zebrań poświęconych wzajemnemu polskiemu krzepieniu się i dodawaniu ducha… gdzie odśpiewawszy „Rotę” i odtańczywszy krakowiaka, przystąpiono do wysłuchiwania mówcy, który wysławiał naród, albowiem „wydaliśmy Szopena”, albowiem „mamy Curie-Skłodowską” i Wawel, oraz Słowackiego i Mickiewicza, i poza tym byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Ale ja odczuwałem ten obrządek jak z piekła rodem, ta msza narodowa stawała się czymś szatańsko szyderczym i złośliwie groteskowym. Gdyż oni, wywyższając Mickiewicza, poniżali siebie – i takim wychwalaniem Szopena wykazywali to właśnie, że nie dorośli do Szopena, a lubując się własną kulturą, obnażali swój prymitywizm. Geniusze! Do cholery z tymi geniuszami!

Dążyłem do tego, żeby Polak mógł z dumą powiedzieć: należę do narodu podrzędnego. Z dumą. Albowiem, jak łacno zauważycie, takie powiedzenie tyleż poniża, co wywyższa.

Zaraz ktoś powie, że nie jest pan patriotą.
Czy ja, broniąc Polaków przed Polską, jestem czy nie jestem patriotą? Gdyż przecie Polska składa się z Polaków. Im silniejszy, im zdolniejszy do życia i rozwoju będzie Polak, tym żywotniejsza, silniejsza stanie się Polska. Mnie nie idzie o to, aby zniszczyć nasze poczucie wspólności z narodem, tylko o to, aby Polak przestał na kolana padać przed Polską – aby potraktował ją „z góry”, twórczo, jako coś, co przez niego musi być stwarzane. Jako dzieło swoje, nie jako Boga swojego.

Polski katolicyzm tak nas ukształtował, że na kolana padamy?
Katolicyzm taki, jaki urobił się historycznie w Polsce, rozumiem jako przerzucenie na kogoś innego ciężarów nad siły. Jest to zupełnie jak stosunek dzieci do ojca. Dziecko jest pod opieką ojca. Ma go słuchać, szanować i kochać. Wypełniać jego przykazania. Więc dziecko może pozostać dzieckiem, ponieważ wszystka „ostateczność” przekazana jest Bogu Ojcu i jego ziemskiej ambasadzie, Kościołowi. Polak uzyskał w ten sposób świat zielony – zielony, gdyż niedojrzały, ale zielony także dlatego, że w nim łąki, drzewa są kwitnące, nie zaś czarne i metafizyczne.

Mnie, który jestem okropnie polski i okropnie przeciw Polsce zbuntowany, zawsze drażnił polski światek dziecinny, wtórny, uładzony i pobożny. Polską nieruchomość w historii temu przypisywałem. Polską impotencję w kulturze – gdyż nas Bóg prowadził za rączkę. To grzeczne polskie dzieciństwo przeciwstawiałem dorosłej samodzielności innych kultur. Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę poczciwą i „zacną”, rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów… Mojej działalności literackiej przyświeca idea, żeby wydobyć człowieka polskiego ze wszystkich rzeczywistości wtórnych.

Jak to zrobić?
Dojrzewamy pomimo wszystko, gdzieś na samym spodzie. Jeżeli katolicyzm wyrządził, w moim pojęciu, wielkie szkody polskiemu rozwojowi, to ponieważ spłycił się w nas do wymiaru zbyt łatwej i zbyt pogodnej filozofii, będącej na usługach życia i jego bezpośrednich potrzeb. Z katolicyzmem głębokim, tragicznym nietrudno porozumieć się dzisiaj literaturze, albowiem zawiera on tę treść emocjonalną, która i w nas rośnie, gdy spoglądamy na rozwydrzenie świata.

Odwrót! Odwrót! Odwrót! Z chwilą gdy pojmiemy, żeśmy daleko zabrnęli, gdy zechcemy wycofać się z siebie, genialny Chrystus poda nam rękę: ta dusza jak żadna inna poznała sekret odwrotu. Nauka, która rozwaliła państwo rzymskie, jest sprzymierzeńcem naszym w walce o zburzenie wszystkich zbyt wyniosłych gmachów, jakie dzisiaj budujemy, o dotarcie do nagości i prostoty, do zwykłej, elementarnej cnoty.

Co kryją w sobie prywatne zapiski polskich pisarzy

A wie pan, że podczas Marszu Równości w Białymstoku pewna kobieta powiedziała właśnie, że Jezus nie szedłby z tymi, którzy rzucają kamieniami w ludzi różnych od siebie? Możliwy jest odwrót? Powrót do elementarnych cnót?
Już pisałem w innym miejscu o tym naszym alter ego, które na gwałt domaga się głosu. Historia zmusiła nas do hodowania w sobie pewnych tylko cech naszej natury i jesteśmy nadmiernie tym, czym jesteśmy – jesteśmy przestylizowani. A to tym bardziej iż, wyczuwając w sobie obecność tamtych innych możliwości, pragniemy je gwałtem unicestwić.

Jak na przykład przedstawia się sprawa naszej męskości? Polakowi (w przeciwieństwie do rasy łacińskiej) nie wystarcza, iż do pewnego stopnia jest mężczyzną, chce on być mężczyzną bardziej, niż jest, rzec można: narzuca sobie mężczyznę, jest tępicielem własnej kobiecości. I jeśli się zważy, że historia zmuszała nas zawsze do życia wojskowego i wojowniczego, ów gwałt psychiczny staje się zrozumiały. Tak to lęk przed kobiecością sprawia, iż decyzje nasze stają się sztywne i zwracają się przeciw nam, zaznacza się niezręczność osób, które obawiają się, iż nie będą na wysokości swego postulatu, zanadto „chcemy być” tacy, a nie inni, wskutek czego za mało „jesteśmy”.

Jeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor…), to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia.

Tak to chyba działa z podsycaniem strachu przed tym szatańskim LGBT, czyli innością.
Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment, aby uruchomić tę drugą naszą osobowość – dzisiaj, nie tylko dlatego, że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata, także dlatego, że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa, ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.

Odkryjemy tego drugiego Polaka, gdy zwrócimy się przeciwko sobie. A zatem przekora powinna stać się dominantą naszego rozwoju. Będziemy musieli na długie lata oddać się przekorze, szukając w sobie tego właśnie, czego nie chcemy, przed czym się wzdragamy.

Literatura też powinna stać się przekorna?
Literaturę powinniśmy mieć akurat przeciwną tej, która dotąd się nam pisała, musimy szukać nowej drogi w opozycji do Mickiewicza i wszystkich królów duchów. Literatura owa nie powinna utwierdzać Polaka w jego dotychczasowym pojęciu o sobie, lecz właśnie wyłamywać go z tej klatki, ukazywać, czym dotąd nie ośmielił się być. Historia? Trzeba, abyśmy się stali burzycielami własnej historii, opierając się tylko na naszej teraźniejszości – gdyż właśnie historia stanowi nasze dziedziczne obciążenie, narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, zmusza, abyśmy upodabniali się do historycznej dedukcji, zamiast żyć własną rzeczywistością.

Ale najdotkliwsze będzie: zaatakować w sobie polski styl, polską piękność, stworzyć nową mitologię i nowy obyczaj z drugiej naszej półkuli, z tamtego bieguna – rozszerzyć i wzbogacić naszą piękność w ten sposób, aby Polak mógł podobać się sobie w dwóch sprzecznych ze sobą postaciach – jako ten, kim jest w tej chwili, i jako ten, który burzy w sobie tego, kim jest.

Po co Gombrowiczowi ten „Kronos”

Historia narzuca nam sztuczne wyobrażenie o sobie, a w dodatku mamy poczucie zalewu głupoty.
Kryzys intelektualny, jaki przeżywamy, nie tyle może należy przypisać zwątpieniu w siłę rozumu, ile temu, że jego zasięg jest tak nieznaczny. Z przerażeniem ujrzeliśmy, że otacza nas milionowy bezmiar umysłów ciemnych, które porywają nam prawdy nasze, aby je paczyć, pomniejszać, przerabiać na narzędzie swoich namiętności; i odkryliśmy, że ilość ludzi jest bardziej decydująca niż jakość prawd.

Był pan, co tu kryć, kiepskim uczniem i ledwo przemykał z klasy do klasy. Ale pana biografka Klementyna Suchanow uważa, że byłby pan dobrym ministrem edukacji, bo pisał pan o akceptacji kompleksów.
W dniu, w którym ujawni się cała prawda o tym nauczaniu szkolnym – dzień ten jest jeszcze bardzo odległy – ludzkość znajdzie się w obliczu wielkiej mistyfikacji i monstrualnego oszustwa. Wyjdzie na jaw wtedy, że nauczyciel ględzi, uczeń nie słucha; że nikt nic nie robi; że uczeń oszukuje, nauczyciel daje się oszukiwać; że gdyby ścisnąć 30 godzin intensywnej nauki, starczyłyby ze trzy kwartały obecnej szkoły.

I na koniec wróćmy do literatury. Ostrzegał pan przed szczerością.
Niczego nie lękam się bardziej jako pisarz. Naiwna prostolinijna szczerość w literaturze jest do niczego. I oto znów jedna z dynamicznych antynomii sztuki: im bardziej jest się sztucznym, tym bardziej można być szczerym, sztuczność pozwala artyście na zbliżenie się do prawd wstydliwych.

Bardzo lubię pana wykład o szczęściu wygłoszony Ricie na 30. urodziny. Brzmiał on tak: „Szukanie szczęścia i duchowego komfortu to życiowa tandeta. Trzeba umieć bawić się drobiazgami i wkładać możliwie najwięcej z siebie w to, co się robi. Masz 30 lat. Starzejąc się, człowiek staje się podmiotem, a przestaje być przedmiotem. Przez to świat staje się o wiele bardziej interesujący. Dopiero stając się podmiotem, kobieta zaczyna żyć naprawdę i może znieść starzenie się. Tylu ciekawych rzeczy się nie zauważa, jeśli myśli się tylko o tym, żeby się podobać. A samotność? Każdy jest samotny. Wszystkie zwierzęta są samotne. Widziałaś kiedyś, żeby psy spacerowały pod rękę?”.
Podobno są tacy, którzy widzieli.

***

Odpowiedzi pochodzą z książek: „Dziennik”, „Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie”, „Testament. Rozmowy z Dominique de Roux”, „Publicystyka, wywiady, teksty różne” oraz „Gombrowicz w Argentynie” (ostatnia autorstwa Rity Gombrowicz).

Sekretne dzienniki Gombrowicza

Polski oksymoron: kompromis

21 Czer

Timothy Garton Ash, wybitny historyk brytyjski, a zarazem bliski Polsce intelektualista, dla którego okres “Solidarności” 1980-89 był “najważniejszym i najpiękniejszym doświadczeniem jego życia”, wygłosił porywający wykład o wyjątkowej rewolucji roku 1989. Poruszony jego treścią i przesłaniem podejmuję próbę nie tyle polemiki z profesorem, na taką bym sobie nie pozwolił, ile niejako uzupełnienia jego myśli o swoje przemyślenia związane z polskim Czerwcem 1989 roku

Polska, a raczej Polacy, nie potrafili do tej pory stworzyć wielkiego mitu założycielskiego polskiego państwa po czerwcu 1989 roku. Prawdopodobnie każdy inny naród potrafiłby taki mit stworzyć, ale nie my. Dlaczego? Przecież bezkrwawe obalenie komunizmu idealnie się do tego nadaje.

Fundamentem Czerwca 1989 był kompromis Okrągłego Stołu, a my nie lubimy kompromisów. Nie lubimy układania się z drugą stroną, bo to dla nas zawsze ma jakiś podtekst. Zawsze szukamy w kompromisie jakiegoś fałszu i nieczystych intencji. Dlaczego ktoś chce się z nami układać? Przecież to takie nienormalne.

Bo w naszej mentalności kompromis to oszustwo. Jako naród mamy we krwi mesjanizm i “chrystusizm” narodów. I wieczną walkę, najlepiej przegraną. Powstanie Wielkopolskie, jedyne w pełni zwycięskie powstanie w historii Polski, w zasadzie celebrowane jest wyłącznie przez Wielkopolan, a ściślej – przez poznaniaków. Bo jego główną siłą było gruntowne przygotowanie, poprzedzone czymś, co Jerzy Sztwiertnia nazwał “Najdłuższą wojną nowoczesnej Europy”. Powstanie Wielkopolskie dlatego się udało, bo oparte było na organicznej pracy u podstaw. Nie na mesjanizmie i “chrystusizmie” narodów.

Być może właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość osiąga w Poznaniu od lat najgorsze w kraju wyniki – w ostatnich wyborach było to mizerne 26 proc. Także dlatego, że wielkopolska walka z germanizacją w zaborze pruskim polegała głównie na rywalizacji gospodarczej. I to zarówno na wsi, jak i w miastach. Wielkopolanie uznali bowiem, że pokonać zaborców można rywalizując z nimi pragmatyką, a nie romantyzmem.

Pragmatyka ta nakazywała budować w Wielkopolsce silne związki gospodarcze, kasy pożyczkowe i wielkie przedsiębiorstwa, czego symbolem byli i są Hipolit Cegielski, Dezydery Chłapowski, Edward Raczyński, Karol Marcinkowski, Emilia Sczaniecka czy księża Piotr Wawrzyniak i Augustyn Szamarzewski. Ale gdy pragmatyka ta nakazała chwycić za broń, nie było i z tym problemu. Nie było go także w Czerwcu 1956 roku, bo to w Poznaniu pierwszy raz powstano przeciwko komunizmowi. Być może dlatego Czerwiec 1989 ma tu swoje właściwe, historyczne miejsce.

Tajemnicą sukcesu Prawa i Sprawiedliwości jest także (oprócz niebotycznych transferów społecznych) coś, co Kaczyński fałszywie i na wyrost nazwał “polityką historyczną”. W gruncie rzeczy jest to nic innego, jak zakłamywanie historii. Dla Kaczyńskiego i wyborców PiS kompromis jest passe. Zarówno ten okrągłostołowy, jak i ten unijny. To dlatego prawie wszyscy najważniejsi politycy PiS pozwalają sobie na deprecjonowanie Czerwca 1989 roku.

Przykłady podał profesor Ash w swoim wykładzie. PiS umiejętnie gra nutą “utraconego romantyzmu”. Trafia tym na bardzo podatny grunt, bo w zasadzie każde pokolenie od 1918 roku miało swoją rewolucję. Od odrodzenia państwa polskiego, poprzez Wrzesień 39, Kolumbów rocznik 20-ty, Czerwiec 56, Marzec 68, Grudzień 70, Sierpień 80, Grudzień 81, po Czerwiec 89. Od trzydziestu lat nic się w Polsce nie dzieje, oczywiście w sensie przesileń.

Ciepła woda w kranie, czyli logiczny i pragmatyczny ciąg zdarzeń związany z pokonywaniem najgłębszego od dziesięcioleci kryzysu finansowego na świecie (kto to dzisiaj pamięta?), okazał się dla głodnych rewolucji Polaków zamachem na odwieczny “chrystusizm” narodów. Dlatego właśnie poparcie dla PiS nie słabnie.

Kompromis Okrągłego Stołu nie pasuje do tak Polakom potrzebnego pragmatyzmu. Polskie gorące głowy i serca nie chcą dogadywania się z komuchami. Pal licho, że znaczna ich część znalazła ciepłe miejsca u boku Kaczyńskiego. I taki “paradoks” historii można wyborcom wyjaśnić. Bardzo przydaje się tu mickiewiczowski Konrad Wallenrod. W Prawie i Sprawiedliwości wszystko można zmanipulować pod wygodną dla siebie narrację.

Zatem pytanie: “czy umiemy żyć tylko w klęsce” jest pytaniem głęboko polskim.

4 czerwca 1989 roku naprawdę skończył się w Polsce komunizm.

Ale czy nie pora najwyższa z tym tak bardzo “polskim” myśleniem skończyć? Niezależnie od PiS-owskiej narracji Polacy w czerwcu 1989 roku naprawdę napisali historię Europy. I obalili komunizm, co słusznie oznajmiła w Dzienniku Telewizyjnym Joanna Szczepkowska.

Można oczywiście na siłę szukać niedostatków, opowiadać o dzieleniu się władzą agentów z agentami i budować tę fałszywą opowieść o Lechu Kaczyńskim, który co prawda brał udział w magdalenkowych konszachtach i co prawda pił nawet tam wódkę, ale się nie fraternizował, lecz nie wytrze się gumką – myszką faktu, że Okrągły Stół i te “niedemokratyczne” wybory 1989 roku były początkiem zmian, o których wówczas żyjący (także do dziś) Polacy, nie śnili nawet w najśmielszych snach. Niezależnie od tego steku bzdur serwowanego nam niemal każdego dnia przez obóz władzy, nie da się wytrzeć gumką faktu, że w Polsce nie było Bukaresztu i nie było też Bałkanów.

Nawet z uporem maniaka powtarzana teza, że jedynymi beneficjentami polskich przemian po roku 1989 byli członkowie PZPR oraz oficerowie SB jest wymyślonym na potrzeby określonej polityki konkretnego człowieka humbugiem. Każdy, kto tylko chciał, miał siłę i wiarę w siebie, mógł skorzystać z szerokich możliwości, jakie stworzył rząd premiera Mazowieckiego.

To, że nie każdemu się udało, to już inna sprawa. I owszem, własne klęski można zawsze tłumaczyć magdalenkową agenturą, ale czy nie popada się wtedy w śmieszność? Być może właśnie dlatego głęboko niesprawiedliwe słowa Andrzeja Gwiazdy mają wśród wyborców PiS takie uznanie.

Profesor Ash kończy swój wielce refleksyjny wykład słowami:
Mit naszej chwalebnej, brytyjskiej rewolucji 1689 roku (która wcale chwalebną nie była, ale dała podwaliny pod liberalną demokrację) stworzył wybitny brytyjski historyk Thomas Babington Macaulay po 160 latach od tamtych wydarzeń. Taki mit mógł powstać dopiero w warunkach stabilnej, kwitnącej, liberalnej demokracji w Wielkiej Brytanii.

Płynie z tego prosta lekcja. Wystarczy, że wy, Polacy, zadbacie o to, by utrzymać liberalną demokrację w Polsce przez następne 130 lat. I w połowie XXII wieku będziecie mieli piękny mit założycielski. Mit 4 Czerwca 1989, mit chwalebnej rewolucji w Polsce. A może wcale nie potrzeba 130 lat? Może po prostu wystarczy uwierzyć w siłę demokracji?

Tekst Thimoty Gartona Asha >>>

 

PiS wrócił do flagi unijnej jako szmaty

4 Czer

„Już po wyborach! Flagi unijne zniknęły z kancelarii prezydenta. Polska sercem Europy!!!” – podsumował jeden z internautów zdjęcia z dzisiejszej konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim. Ministrowie Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i Błażej Spychalski stoją na tle wyłącznie polskich flag.

„Jakież to obrzydliwie przewidywalne…”; – „Polska – trzecia gospodarcza potęga świata, to po co UE-flagi, taki obraz lansuje teraz TVPiS”;

„Kuźwa człowiek myśli, że już niczym mnie nie zaskoczą i jak zawsze się mylę. Żenada to za mało powiedziane. Tak zachowują się tzw. elity PiS, a ich wpatrzony w nich lepszy sort wszystko łyka”; – „Pojawią być może na jesień na polecenie Naczelnika” – komentowali internauci.

A jak było przed wyborami do Europarlamentu? Nawet była premier Beata Szydło usiłowała dziennikarzom wmówić, że nie kazała usunąć flag unijnych z Kancelarii Premiera. Jak twierdziła zniknęły one tylko (!!!) z sali konferencyjnej. Cóż, po wyborach nie ma ich już w Pałacu Prezydenckim, czekamy więc na pierwszą konferencję w Kancelarii Premiera…

Publicysta Andrzej Bober o zachowaniu Mateusza Morawieckiego względem prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz.

4 czerwca 1989 roku, w dniu częściowo wolnych wyborów pełniłem obowiązki dowódcy 25 pułku zmechanizowanego w Opolu. Starsi żołnierze pułku pracowali w okolicach Konina na rzecz gospodarki narodowej, a w jednostce szkoliliśmy wtedy dużą liczbę rekrutów, którzy głosowali w koszarach.

Kiedy w poniedziałkowy poranek połączył się ze mną dowódca dywizji, zameldowałem o spokojnym przebiegu wyborów. Nie o to mu jednak chodziło – „ile głosów dostał minister gen. Florian Siwicki?” Kiedy usłyszał odpowiedź, że 15 % – wpadł w szał. Potem długo tłumaczyłem mu, o nowym duchu solidarności, ale to tylko wzmagało agresję generała. – Ty Mazguła się ubierz na wyjściowo i melduj się do raportu!”

Pod gabinetem generała spędziłem sporo czasu i nasłuchiwałem dochodzące do mnie urwane fragmenty telefonicznych rozmów i konsultacji, po czym adiutant przekazał mi polecenie powrotu do jednostki. Później dowiedziałem się, że F. Siwicki w innych jednostkach dostał 12 %.

Dzisiaj, maszerując po ulicach Gdańska, uczestnicząc w spotkanych wolności, wspominam tamten czas przełomu oraz niespodziewanego zwycięstwa nadziei i solidarności. Wspólnie z przyjaciółmi dumnie wznoszę biało-czerwoną flagę i symbole Unii Europejskiej, bo rozumiem, że tamtego dnia naród ostatecznie opowiedział się przeciwko porządkowi jałtańskiemu, radzieckim wpływom i zacofaniu cywilizacyjnemu. Wyniki tych wyborów wskazały pokojową drogę przemian demokratycznych i proeuropejskich.

Dzisiaj, kiedy polskie miasta wypiękniały, zbudowano autostrady, szlaki kolejowe, a Polacy korzystają z pokoju i nieskrępowanej wymiany technologicznej, pracują i uczą się na całym świecie, podróżują bez granic, znaleźli się ludzie, których boli to narodowe szczęście.

Polacy zachłysnęli się wolnością. Jednak wiedza i wolność wyzwoliła Polaków nie tylko z niewoli, ale i z ciemnoty zabobonów religijnych gloryfikujących śmierć i posłuszeństwo krzyżom.

W Polsce istnieje zbyt wiele organizacji, które żerują na zacofaniu i posłuszeństwie wiernych. Wolność narodu ich nie interesuje, bo niszczy ich porządek wpływów, uprzywilejowaną pozycję opartą na fałszywych tezach. To oni wolą rozdawać nasze wspólne dobra i pieniądze dla zachowania wpływów, niż oddać ślepo poddany naród. To oni dzisiaj wykupują nas z wolności. Zabierają nam złudzenia, prawo do decydowania o sobie, niszczą idee, dzielą Polaków i stawiają naprzeciwko siebie, aby tylko zachować ich w strefie swoich nieograniczonych wpływów.

Wolność jest w nas i my to rozumiemy! Dlaczego jednak nie wszyscy?
Dlaczego część polityków izoluje się od tego epokowego dla Polski wydarzenia? Mało tego, robią wszystko, aby zagłuszyć ten płynący z wybrzeża głos wolności?

Dziś PiS-kościelne państwo nie chce „zarazy” wolności. Jest w stanie zatruć agresywną propagandą każdy oddech świeżego powietrza, każde spojrzenie sięgające dalej, niż na najbliższy krzyż parafialny.

Przyjdzie jednak czas i większość zrozumie, że 4 czerwca skończyła się wygodna dla wielu ślepota społeczna i poddaństwo, a zaczęła się odpowiedzialność Polaków za swój kraj i wszystkich swoich obywateli.

Sojusz biskupów z PiS-em kiedyś się skończy, ale raz zasmakowana wolność i nadzieja na godne świadome życie przetrwa.

Moja wiara w zwycięstwo wolnych myśli jest mocna i tak już zostanie.

Zawsze z wolną myślą,

Tym policjantkom i policjantom, którzy nie ulegną dyktatowi władzy, dedykuję tę książkę – mówi Igor Brejdygant w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Martwisz się o Polskę?

Igor Brejdygant: Bardzo… Żyję tu i ciągle o Polsce myślę.

Jako pisarz i scenarzysta, czyli artysta z wyobraźnią, jesteś podatny na teorie spiskowe?

Czym innym jest wyobraźnia, a czym innym wkręcanie się w chore intrygi. Nie obserwuję u siebie takich skłonności.

Ale w układy wierzysz?

Tak, bo układy są faktem…

„Układ” to określenie, które do polskiej polityki, w pierwszej dekadzie XXI wieku, wprowadził Jarosław Kaczyński…

Prezes Kaczyński „wylansował” słowo układ w pewnym celu. I jak pamiętamy – cel ten osiągnął. Nie ukrywam, że pamiętałem o tym nadając, a właściwie akceptując, tytuł książki. Jest więc przy okazji trochę przekornie.

Twoja najnowsza, czwarta powieść, która właśnie ukazuje się na rynku, jest kontynuacją „Rysy” – kryminału nominowanego do Nagrody Wielkiego Kalibru 2019 i nosi właśnie tytuł „Układ”…

Książka pierwotnie miała się nazywać inaczej, ale w końcu tytuł wymyśliła moja żona. Książka jest po prostu o układzie, a może bardziej o walce jednostki, kobiety z układem, z bardzo mrocznym układem.

Twój „Układ” jest thrillerem politycznym, w którym obnażasz prawdę o tym, co dzieje się na szczytach władzy. To, co opisujesz jest przerażające. Tak widzisz współczesną Polskę?

Pisząc współczesną powieść, historię dziejącą się tutaj, nie mogłem nie zawadzić o pewne realia. Z drugiej strony to jest powieść kryminalna, a nie literatura faktu. A to, że moja wyobraźnia tworzy rzeczy, które mogą się sprawdzić czy spełnić, a może nawet już spełniają się w rzeczywistości, to zupełnie inna sprawa. Szukałem odniesień w Polsce, co nie znaczy, że opisałem dokładnie to, co dzieje się w Rzeczpospolitej anno domini 2019 czy 2018. Jeśli już coś opisałem, to jej przyszłość, może niedaleką, ale jednak przyszłość.

Uważasz, że dziś w Polsce są historie, które nigdy nie ujrzą światła dziennego?

Oczywiście, że tak. Mam wręcz wrażenie, że wszystko rozgrywa się w tej chwili na jakichś dwóch platformach, które są wprawdzie ściśle od siebie zależne, ale widoczna jest tylko jedna z nich. Z tej drugiej czasem coś wycieknie, ale wtedy możemy być pewni, że to „wyciek kontrolowany” – ktoś za kulisami rozgrywa właśnie jakąś swoją partię szachów. Usiłuje się na przykład kogoś skompromitować rzeczami, które albo tak naprawdę są błahe, albo, jak się później okazuje, w ogóle ich nie ma. Tyle że potem w świecie post-prawdy nie ma znaczenia, że kogoś, mówiąc gwarą policyjną, wsadziło się na „lewe sanki”. Potem, kiedy ten ktoś z tych sanek zsiada, to prawda na jego temat już nikogo nie interesuje. Ludzie są tak zamotani nieprawdopodobną ilością informacji, że te w najoczywistszy sposób nieprawdziwe przestają być jako takie rozpoznawane. Jeśli jutro rosyjscy hakerzy rozpowszechnią newsa, że jednak Ziemia jest płaska, to spory odsetek ludzi w to uwierzy i długo trzeba będzie to potem znowu odkręcać. W tym kontekście zbieranie o osobach publicznych informacji z ich życia prywatnego jest dla tych, którzy bełtają opinii społecznej w głowach niezwykle użyteczne. O tym między innymi opowiada „Układ”.

Tomasz Sekielski o Twojej powieści napisał: „Rzeczywistość, którą znamy to jedynie fasada. Za nią skrywa się Układ, przestępczy sojusz ludzi władzy, którym wydaje się, że stoją ponad prawem. Igor Brejdygant stworzył powieść niezwykle aktualną i niepokojąco prawdziwą”. Aby złamać czyjąś karierę i zniszczyć jego życie prywatne, wystarczy zaledwie pomówienie. To zatrważająca refleksja. Czy tak postrzegasz władzę w Polsce 2019?

Nie tylko w Polsce i nie tylko władzę. Nie wiem, czy albo do jakiego stopnia żyjemy już w takim świecie, jaki opisuję w książce, ale wydaje mi się, że nawet jeśli jeszcze w nim nie żyjemy, to zaczniemy w nim egzystować szybciej niż nam się wydaje. Mamy do czynienia z nieprawdopodobnym postępem techniki, która z jednej strony nam służy, a z drugiej może być dla nas gwoździem do trumny. Internet, który łyknie każdą ilość nawet najbardziej absurdalnych informacji, urządzenia do inwigilacji, które mogą się znajdować tak naprawdę wszędzie i we wszystkim, nie wyłączając naszego własnego komputera. No i kolizja światów. Z jednej strony czyste zło, które wykorzysta każdą okazję i możliwość, żeby sięgnąć po władzę, a następnie się przy niej utrzymać, z drugiej miękkie podbrzusze świata, który chce być lepszy. Z jednej strony zbieranie kompromitujących materiałów, a z drugiej świat, który przez swoją doprowadzoną często do absurdu polityczną poprawność stworzył nieograniczone pole do tego, by ludzi można było kompromitować właściwie wszystkim.

Poprawność polityczna doprowadza nas do granic absurdu?

W Wielkiej Brytanii z nadmiernej poprawności politycznej śmieją się od dawna. Może akurat zresztą w tej chwili Wielka Brytania nie jest najlepszym przykładem, bo zmanipulowana przez złe siły sama toczy się w bardzo niebezpiecznym i dość idiotycznym kierunku. Czyżby nabijanie się z politycznej poprawności właśnie doprowadziło ją na krawędź katastrofy? (śmiech) Poprawność polityczna tak naprawdę została wymyślona dla ludzi, którzy nie rozumieją zjawisk dziejących się na świecie, światopoglądowo najczęściej są indyferentni, więc mogliby w swym niezrozumieniu popełniać idiotyczne gafy i na przykład krzywdząco wyrażać się o osobach innych od nich. Kiedy wiedzą już, że to nie przystoi, nie robią tego, żeby nie wypaść poza nawias pewnych sfer społecznych. Poprawność to system zakazów i zaleceń. Jak się lubi innych ludzi i rozumie, o co w świecie chodzi, to ten system nie jest tak naprawdę do niczego potrzebny.

W Twojej powieści giną świadkowie, okazuje się, że układ jest znacznie bardziej skomplikowany niż przypuszczamy, a bycie katem nie wyklucza bycia ofiarą. Czy taka jest właśnie prawda o politycznych i finansowych zależnościach? Czy w ogóle jest szansa na wyjście z matni przez którąkolwiek ze stron?

Myślę, że jedna ze stron wcale nie chce wychodzić z żadnej matni, bo matnia jej służy. Co do drugiej – jest w dużym kłopocie, bo ma bardzo i coraz bardziej ograniczone możliwości, aby się bronić. Fejk newsy, hejt, sfingowane oskarżenia, inwigilacja, szukanie haków, post-prawda, a przede wszystkim żądna igrzysk publiczność, która tylko czeka na czyjeś potknięcie, a wszystko po to, żeby okazało się, że ten, który był fajny, jednak ma coś za uszami. Utrzymanie opinii o własnej uczciwości w tych warunkach jest karkołomnym zadaniem, bo samo bycie uczciwym może się okazać zdecydowanie niewystarczające.

A jeśli chodzi o sytuację, w której  kat jednocześnie jest ofiarą, to najlepszym przykładem są odkrywani teraz księża pedofile, którzy jednocześnie byli informatorami Służby Bezpieczeństwa, z czym, jak sądzę wcale niekoniecznie było im po drodze, ale nie mieli wyjścia, bo milicja miała na nich po prostu haka w postaci ich pedofilii właśnie. To był PRL, możliwości techniczne i inwigilacyjne znacznie mniejsze.  Wyobraźmy sobie, na ilu ludzi mogą być haki dziś i ilu w związku z tym jest u kogoś na krótkiej smyczy.

„Rysa” i „Układ” to jednak przede wszystkim historia o kobiecie. W otaczającej nas rzeczywistości kobiety muszą nadal walczyć o swoją pozycję zawodową i społeczną. Z niekoniecznie dobrym skutkiem…

Z różnym zapewne, ale już sam fakt, że wciąż muszą walczyć, jest niepokojący. W mojej książce kobieta walczy, ale nie tylko po to, żeby się odnaleźć, ale też po to, by ten świat uczynić lepszym, czyli nie o siebie walczy jedynie, a o dobro ogólne. Ja w ogóle uważam, że dobrze by było dla świata, szczególnie teraz, gdyby mężczyzn na jakiś czas pozbawić praw wyborczych. Nie byłaby to jakaś szczególna niesprawiedliwość, bo przecież kobiety nie miały ich przez setki lat, a myślę, że przy okazji uniknęlibyśmy różnych dość poważnych kłopotów.

Jesteś jednym z najzdolniejszych scenarzystów i pisarzy swojego pokolenia.  Piszesz powieści, na których kanwie powstają scenariusze interesujących filmów i seriali. „Rysa” i „Układ” to świetny materiał na film lub serial. Piszesz już scenariusze?

Scenariusze piszę bezustannie (śmiech), ale mam nadzieję, że „Rysa” i „Układ” doczekają się ekranizacji, a są już po temu pewne przesłanki. Więcej powiedzieć nie mogę, bo źli i czujni ludzie z układu wykorzystają to potem przeciwko mnie. ( śmiech)

Książkę dedykujesz polskim policjantkom i policjantom. Dlaczego?

Niestety, w idei państwa, które przyświeca obecnie rządzącym, resorty siłowe znów nabierają nie tego znaczenia, do którego powołuje je definicja. Słowem policja i inne służby zamiast działać na rzecz obywatela i państwa zaczynają coraz częściej działać na rzecz rządzących. To jest zła wiadomość, ale dobra jest taka, że ci ludzie wychowali się już w normalnej, liberalnej demokracji, wychowali się w wolności i do wolności, więc część z nich, mam nadzieję, nie ulegnie presji, nie podda się dyktatowi przełożonych, którzy są funkcjonariuszami partii zamiast służby publicznej. Tym policjantkom i policjantom, którzy nie ulegną, dedykuję tę książkę, a właściwie dedykuję ją wszystkim funkcjonariuszom z cichą prośbą o to, żeby nie ulegli.

Rozmawiamy tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego. W Polsce, ale nie tylko, właściwie w większości krajów europejskich te wybory wygrała prawica, czasem nawet dość skrajna prawica. Jak to się ma do „Układu”?

Ten układ jest prawicowy. Rzekłbym nawet, że z różnych informacji wyraźnie wynika, że na świecie pod auspicjami głównie Rosji, ale też niestety Netanjahu i jego akolitów – nazwy kraju celowo nie wymieniam, żeby ci, którzy zbierają na wszystkich kwity, nie dostali do ręki choćby takiego świstka na mnie (śmiech) – oraz przy wsparciu bardzo wielu, bardzo nieciekawych ludzi na całym globie od Brazylii po Turcję powstaje rodzaj prawicowo – nacjonalistycznej, a często już wręcz po prostu faszystowskiej międzynarodówki. Układ nie zna moralności, jego jedynym celem jest zdobycie i utrzymanie władzy, przy czym, jak sądzę, nie władza w przypadku tych akurat grup jest najważniejsza, a pieniądze, choć to z grubsza zdaje się to samo. Przynajmniej z ich punktu widzenia. Martwi mnie tylko bardzo, że owe nacjonalistyczne organizacje mają tak ogromne wsparcie wśród najmłodszych wyborców, bo po pierwsze – młodzi to siła, a po drugie – przyszłość świata. Według bodaj Ericha Fromma ludzkość przemieszcza się wciąż na swoistym wahadle albo może po sinusoidzie od nudy do rozpaczy i z powrotem. Mam niestety wrażenie, że po osiągnięciu górnej granicy nudy i rozleniwienia, wahadło ruszyło w tę drugą stronę. Teraz będzie nabierało prędkości, a układ po prostu najpierw cynicznie to wesprze, a potem niemniej cynicznie na tym skorzysta. Szkoda tylko tych młodych, bo po tamtej stronie krzywej wahadło przeważnie zamiast się zatrzymywać, powoli wytracając siłę, wali w ścianę z ogromną siłą.

Ks. Stanisław Walczak: Katolicy upadli, plemię żmijowe…