Paetz, 18.05.2019

 

Jak kończą księża ujawniający skandale seksualne w Kościele?

Anna Kiedrzynek

ANNA KIEDRZYNEK

Historię księdza, który próbował nagłośnić sprawę arcybiskupa Paetza, opisuje na swoim profilu na Facebooku dziennikarz Stefan Sękowski. Duchowny, który próbował zaalarmować w tej sprawie biskupów, został zwolniony ze stanowiska, wysłany na misję do Zambii oraz zmuszony do opublikowania przeprosin za „działanie na szkodę Kościoła”.

– Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego film o pedofilii w Kościele muszą robić bracia Sekielscy i dlaczego demaskatorskich materiałów na ten temat nie piszą np. dziennikarze „Gościa Niedzielnego” lub „Niedzieli”, opowiem Wam historię ks. Jacka Stępczaka – zaczyna swój wpis Sękowski, który obecnie jest zastępcą redaktora naczelnego Nowej Konfederacji i współpracownikiem tygodnika „Do Rzeczy”, a wcześniej pracował m.in. w „Gościu Niedzielnym”.

Opisywany przez Sękowskiego ks. Stępczak był redaktorem naczelnym „Przewodnika Katolickiego” wydawanego przez archidiecezję poznańską. Jak pisze dziennikarz, Stępczak w 2001 r. razem z kilkoma innymi księżmi wystosował list do delegatów episkopatu na Synod w Rzymie, w którym informował, że abp Juliusz Paetz molestuje kleryków. – Biskupi sprawę olali a informację o aferze musiała do Jana Pawła II przemycić Wanda Półtawska. Gdy mleko się rozlało i o sprawie napisała „Wyborcza”, ks. Stępczak odmówił publikacji na łamach „PK” listu w obronie abp Paetza (sic!) – relacjonuje Sękowski. – Wtedy został przezeń zwolniony ze stanowiska, zakazano mu posługi na terenie diecezji i wysłano na misje do Zambii gdzie zaraził się malarią. Wyjeżdżając na misje „skruszony” ks. Stępczak opublikował samokrytykę, w której pisał: „popełniłem bardo poważny błąd działając na szkodę Kościoła, a zwłaszcza burząc dobre imię ks. abpa Juliusza Paetza, ówczesnego Metropolity Poznańskiego”. Diabli wiedzą, jak go do tego nakłoniono. No więc tak to wygląda – konkluduje dziennikarz.

Odstrzeliwanie odważnych

Przypomnijmy: w sobotę 23 lutego 2012 r. „Rzeczpospolita” opublikowała wstrząsający tekst o tym, jak poznański arcybiskup Juliusz Paetz seksualnie molestował kleryków. Dwa dni później „Gazeta Wyborcza” opisała, jak arcybiskup Paetz wzywa do swojego pałacu przyszłych księży z pobliskiego seminarium, obiecuje im wsparcie na studiach, a potem obejmuje, dotyka genitaliów. Ale też o tym, jak podrywa kelnerów oraz studentów archeologii, którzy obok kurii prowadzą wykopaliska.

Paetz usilnie bronił się przed tymi zarzutami. „Zaprzeczam wszystkim faktom podawanym w mediach i jednocześnie zapewniam Was, że jest to nadinterpretacja moich słów i zachowań” – napisał w liście pasterskim. Po miesiącu złożył wymuszoną rezygnację. Watykan zakazał mu posługi biskupiej, co oznacza, że Paetz nie może bierzmować, wyświęcać kapłanów ani konsekrować kościołów. Może za to dalej odprawiać msze święte i nabożeństwa oraz brać udział w procesjach.

Reperkusje sprawy Paetza oraz nielicznych, odważnych duchownych, którzy jeszcze przed publikacjami w mediach próbowali informować Episkopat o jego skłonnościach, w 2016 r. w „Newsweeku” obszernie opisał Wojciech Cieśla. Pisał wtedy: „Odważnych w tej sprawie jest garstka. To głównie duchowni, którzy znają relacje molestowanych kleryków. Najpierw we wrześniu 2001 r. piszą list do polskich biskupów delegatów episkopatu na sesję synodu w Rzymie. W liście mowa jest o działaniach Paetza, <które przez osoby bezpośrednio nimi dotknięte, w tym przez kleryków Arcybiskupiego Seminarium w Poznaniu, odbierane są jako homoseksualne>.

– Dla ludzi spoza Kościoła to może brzmieć miękko, ale w języku hierarchii to postawienie sprawy na ostrzu noża. Krzyk: nasz biskup jest grzesznikiem! – tłumaczył wtedy „Newsweekowi” ksiądz, mieszkaniec Ostrowa. – Tymczasem Kościół zadziałał schematycznie: najpierw milczenie, potem załatwianie sprawy po cichu i odstrzeliwanie odważnych.

Postać tragiczna

Poza Stępczakiem konsekwencje ujawnienia informacji o Paetzu dotknęły też ks. prof. Tomasza Węcławskiego, który po otrzymaniu nagany kanonicznej oraz innych przykrościach ze strony Kościoła, ostatecznie wystąpił ze stanu kapłańskiego i związał się z kobietą – oraz zmienił nazwisko.

O księdzu Stępczaku pisaliśmy w Newsweeku tak: „Postać tragiczna. Dziesięć lat temu za swój podpis pod listem w sprawie Paetza zwolniony z funkcji redaktora naczelnego „Przewodnika Katolickiego”. Po aferze wyjeżdża na zaplanowaną misję do Zambii. Stamtąd przysyła iście stalinowską samokrytykę: odwołuje wszystko, co pisał o Paetzu. Mówi jeden ze znajomych księdza: – Nie miał lekko. Przeszedł w Afryce ciężką malarię. Nigdy nie rozmawialiśmy o powodach tej samokrytyki, ale i tak za ten podpis z 2001 roku mam dla niego ogromny szacunek”.

O dalszych jego losach wiemy tyle, że jeszcze w 2016 r. był proboszczem parafii gdzieś w Wielkopolsce.

Sprawa abp. Paetza została definitywnie rozwiązana przez Stolicę Apostolską. Najpierw przez przyjęcie rezygnacji, potem przez zakaz wykonywania funkcji duszpasterskich na terenie archidiecezji poznańskiej.

newsweek.pl

%d blogerów lubi to: