Tag Archives: Lech Wałęsa

Pedofilia w Kościele, dalszy ciąg seksafery na Podkarpaciu oraz Ziobro, pokraka w życiu publicznym. Polska zidiociała

4 Kwi

Po fali ujawnień pedofilii w kościele można odnieść wrażenie, że odsetek zbrodniczych czynów w całej populacji ludzkiej jest mniejszy, niż w samym kościele. Może to tylko mylne wrażenie wynikające ze zbyt długo trwającej bezkarności księży, niemniej niezwykle szokująca jest liczba już ujawnionych księży dewiantów.

Kolejnym przypadkiem jest wikary z Wielączy koło Zamościa, Łukasz P, który, jak się okazało, ma słabość do nagich dziewczynek. Nie tylko kolekcjonował treści pornograficzne z udziałem małoletnich, ale także sam fotografował z ukrycia dziecięce nagości. Robił to ukrytą kamerą w przymierzalniach i toaletach. I właśnie taką ukrytą kamerą, będąc w Chorwacji latem 2017 roku, nagrywał w przebieralni na plaży małoletnią dziewczynkę. Szczęśliwie został przyłapany i zatrzymany. Chorwacka prokuratura zabezpieczyła telefon i komputer księdza, a zebrany materiał przekazała prokuraturze w Zamościu.

Księdzu przedstawiono siedem zarzutów. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Artur Szykuła „obejmują one wiele zachowań podejrzanego polegających na posiadaniu treści pornograficznych z udziałem małoletnich, a także utrwalaniu nagich wizerunków różnych osób w wieku od 13. roku życia do 26 lat”.

Działalność księdza była nieźle zorganizowana. Jak informuje rzecznik prokuratury w Zamościu dokonywał on nagrań w różnych miejscach publicznych, gdzie „montował kamery niewielkich rozmiarów, by utrwalać nagie wizerunki różnych osób”. W sprawie pokrzywdzonych jest 30 osób.

Ksiądz przyznał się do winy i wyraził skruchę. Nawet chciał dobrowolnie poddać się karze. Jednak prokuratura , na wniosek ojca poszkodowanej – nie zgodziła się, ponieważ uznała, że księdzu należy się proces i surowsza kara. Grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Ksiądz został zawieszony w wykonywaniu czynności kapłańskich. Jak wynika z informacji TVN24, biskup polecił również wszczęcie dochodzenia kanonicznego.

Nasuwa się pytanie, którego kościół głośno zadać nie chce: Czy istnieje jakaś zależność między celibatem a dewiacyjnym zachowaniem księży? Może warto się nad tym zastanowić?

Sprawa tzw. seks-afery na Podkarpaciu, w której tuszowanie mieli być zaangażowani szefowie Centralnego Biura Antykorupcyjnego nabiera rumieńców. W odpowiedzi na zawiadomienie w tej sprawie, jakie przeciwko m.in. szefowi CBA Ernestowi Bejdzie złożył były agent Wojciech J., doniesienie kontrujące zarzuty złożyło również biuro. Nie ma znaczenia, że z dotychczas opublikowanych przez Radio Zet i dziennik “Fakt” dokumentów wynika, że Wojciech J. był jednym z najbardziej zaufanych agentów szefa CBA, z bardzo obszernymi uprawnieniami przeznaczonymi do wykonywania zadań specjalnych.

Wygląda na to, że szukając haków na przeciwników politycznych i byłego szefa CBA Pawła Wojtunika trafił na coś, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego i teraz staje się kozłem ofiarnym w walce pomiędzy służbami. O tym, jak absurdalna jest ta sprawa świadczyć może chociażby ostatnia informacja rządowego portalu tvp.info, że były agent przed 2015 rokiem miał problemy psychiczne w wojsku, co przecież w zasadzie tylko pogrąża Ernesta Bejdę, który w 2016 roku, po tym jak przyjął go do służby w niestandardowym trybie, dał mu bardzo obszerne uprawnienia. Mimo wielu starań strony rządowej, w sprawie wciąż więcej jest twardych dowodów i dokumentów potwierdzających wiarygodność agenta, niż słów ją podważających.

Pewnie dlatego, po wielkiej burzy w mediach, czy tygodnik “NIE” nie posunął się zbyt daleko publikując fragment zawiadomienia Wojciecha J., w którym jako polityka nagranego na seksualnych igraszkach ze zmuszaną do prostytucji 15-letnią Ukrainką wskazał marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, dziś ustalenia Andrzeja Rozenka w dużej mierze potwierdził Sylwester Ruszkiewicz z Wirtualnej Polski. Opublikował kolejne fragmenty z zawiadomienia, które trafiło do prokuratury regionalnej w Rzeszowie.

Mając szerokie uprawnienia Wojciech J. w okresie od stycznia do sierpnia 2017 roku, intensywnie realizował czynności operacyjne związane z tzw. aferą podkarpacką. W sierpniu 2017 r. otrzymał od swojego Osobowego Źródła Informacji (OZI) informację, iż w jednym z trzech podkarpackich domów publicznych ochranianych przez byłego funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego Policji Daniela Ś. Została w 2014 roku zarejestrowana wizyta jednego z najwyższych polityków PiS. Polityk ten miał dopuszczać się czynności seksualnych z nieletnią prostytutką narodowości ukraińskiej o imieniu Rusłana. Nagranie to zostało przekazane z domu publicznego przez OZI Wojciechowi J. – cytuje treść dokumentu “WP”.

Najciekawiej robi się jednak później, gdy mowa jest o innych nagraniach oraz o tym, gdzie mogą się one znajdować.

– W trakcie prowadzonych czynności operacyjnych Wojciech J. uzyskał dodatkowe informacje, iżnagrań tego typu jest dużo więcej, a zarejestrowani na nich są przede wszystkim politycy PiS oraz powiązani z nimi biznesmeni z Podkarpacia. Według informacji operacyjnych uzyskanych przez Wojciecha J., Daniel Ś, który poza ochroną agencji towarzyskich miał zajmować się sprowadzaniem prostytutek (głównie z Ukrainy), zabezpieczył kopię wszystkich kompromitujących nagrań i zdeponował w nieznanym miejscu na terenie Ukrainy – możemy przeczytać w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury.

CBA konsekwentnie zaprzecza i przekonuje, że dowodów na podniesione przez byłego agenta zarzuty nie ma. To jednak dziwić nie powinno, bowiem w świetle relacji Wojciecha J. właśnie te dowody zostały mu podstępem odebrane z jego szafy pancernej, a dowody na to, że się w nim znajdowały również publikowały już media. O tym, że CBA powinna zostać wyłączona z dalszego badania tej sprawy świadczyć może także informacja z ostatnich dni, którą opublikował na Twitterze Mariusz Gierszewski z Radia Zet. Okazuje się bowiem, że mimo zachowania drogi służbowej, raport Wojciecha J. skierowany do premiera Morawieckiego, w którym ten informuje o ewentualnych przewinach swoich przełożonych nigdy do KPRM nie trafił. To, że Ernest Bejda uzurpował sobie prawo “cenzury” korespondencji dotyczącej m.in. jego osoby i nie przekazał dokumentu szefowi rządu nie działa dziś na jego korzyść. Sprawa z pewnością będzie miała ciąg dalszy.

Do prawdziwej pasji doprowadziła ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę decyzja Komisji Europejskiej, która wszczęła postępowanie przeciwko Polsce za system odpowiedzialności dyscyplinarnej wobec sędziów. Komisja uważa, że narusza on niezawisłość sędziowską i nie chroni sędziów przed kontrolą polityczną.

Ponieważ Ziobro jest przekonany o słuszności powołania nowej izby w Sądzie Najwyższym, ruszył do ataku na najgłośniej kwestionującego zmiany w polskim sądownictwie, Fransa Timmermansa – wiceszefa KE.

„Jeśli pan Timmermans reaguje na tego rodzaju sytuacje, gdzie Sąd Najwyższy w trakcie trwania sporu o sądownictwo uniewinnia złodzieja-sędziego i stwierdza, że ten złodziej-sędzia może dalej być nieskazitelnym sędzią i karać złodziei, jeśli tacy ukradną na przykład wiertarkę w hipermarkecie, to ja rozumiem oburzenie pana Timmermansa” – oświadczył dziennikarzom Zbigniew Ziobro.

Minister jest poirytowany i nie przebiera w słowach, bo jeśli polski rząd nie przekona Brukseli do swoich racji, to po upływie najbliższych dwóch miesięcy sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE.

„Chętnie zadałbym pytanie panu Timmermansowi, czy w standardzie, o jaki mu chodzi, jakiego broni, jaki chciałby przywrócić, jest to, by dotychczasowa procedura chroniła sędziów złodziei, przestępców?” – w typowej dla siebie formie pytał Ziobro.

Waldemar Mystkowski pisze o rozpoczęciu Polexitu.

Czarne chmury nad władzą PiS już jej nie opuszczą, a to znaczy, iż utrzymując się u władzy, te czarne chmury będą dotyczyć Polski, czyli nas wszystkich. Nieformalne procedury Polexitu zostały uruchomione, wszystko zmierza w tym jednym kierunku. Pozostaje tajemnicą, jaką strategię przyjmie PiS, aby obrzydzić rodakom Unię Europejską.

Tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa. Pytanie prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczy tego, czy nowa KRS jest w stanie stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

W zasadzie to retoryka prawa rzymskiego, bowiem jak niezależna od polityków może być instytucja, gdy do jej składu powołane są osoby przez polityków. Sędziowie KRS w tym wypadku są zależni od posłów PiS, którzy ich powołują.

TSUE zatem wyda orzeczenie tuż przed eurowyborami, a więc nie będzie miał on wpływu na to, kogo Polacy wybiorą do Brukseli, bo za mało zostanie czasu, aby dotarła ta wieść do elektoratu.

Dalej niż TSUE idzie w zapasy z bezprawiem PiS Komisja Europejska, która wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie prawa unijnego. A to znaczy, iż nie podporządkowując się administracyjnym orzeczeniom KE, czekają nasz kraj sankcje, a następnie – jeżeli te nie będą skuteczne – wykluczenie. Polexit wcale nie musi być powtórzeniem procedur brexitu, Bruksela sama może nas wypchnąć.

I bodaj taka pochodna strategia PiS znajdzie zastosowanie, gdyby partia Kaczyńskiego miała utrzymać się u władzy – „Unia nas gnębi, nie pozwala wstać z kolan, etc.”

Komisja Europejska nie daje się nabrać na piętrowe kłamstwa PiS, uznając, iż Polska narusza prawo unijne, sądy nie są niezależne, a sędziowie są zastraszani, szykanowani poprzez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

Piętrowość kłamstw PiS jest jak umysł Jarosława Kaczyńskiego i sięga tylko pierwszego piętra, wyżej on nie podskoczy. Na parterze znajduje się KRS, której skład wybierają parlamentarzyści, zaś sędziowie są dyscyplinowani (czyli zastraszani, szykanowani, wydalani) przez Izbę Dyscyplinarną SN (pierwsze piętro), której skład powołuje KRS.

Polski rząd dostał dwa miesiące na odpowiedź ustosunkowania się do postępowania Komisji Europejskiej, dostał więc szanse, aby zmienić stanowisko. Czy Kaczyński jest w stanie zejść z pierwszego piętra swoich kłamstw i powrócić do przestrzegania prawa unijnego, tj. do standardów demokracji?

Reklamy

Polexit jest głównym celem polityki zagranicznej PiS

1 Kwi

Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.

Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.

PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.

PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali pouczani przez nacjonalistyczne centrale.

Fiaskiem zakończyła się poniedziałkowa rozmowa „ostatniej szansy” przedstawicieli związków nauczycielskich z członkami rządu.

„Do 8 kwietnia mamy tydzień. Tydzień na negocjacje. Jeżeli będziemy obserwowali taką postawę ze strony rządu, to nie pozostaje nam nic innego, niż zamknąć placówki oświatowe i rozpocząć strajk” – zapowiada Sławomir Broniarz.

„Wysłuchaliśmy propozycji premier Beaty Szydło. To powtórzenie tego, co już zanegowaliśmy” – ocenił deklaracje strony rządowej szef ZNP.

Wszystko wskazuje na to, że PiS nie zamierza się uginać przed żądaniami związkowców, a premier Mateusz Morawiecki nie spotka się z szefem ZNP Sławomirem Broniarzem – pisze Money.pl

W cieniu tych negocjacji pozostaje minister edukacji Anna Zalewska – odpowiedzialna za chaos w szkolnictwie i obecne perturbacje.

Działa dziś na nauczycieli jak przysłowiowa „płachta na byka”, ale – jak mówią dobrze zorientowani – „coś za coś”.

Ponoć we wcześniejszych negocjacjach z Kaczyńskim zgodziła się być twarzą PiSowskiej reformy oświaty w zamian za „biorącą” pozycję listy dolnośląsko-opolskiej do Parlamentu Europejskiego.

Z informacji radia RMF FM wynika, że to taki „element porozumienia” z liderem partii rządzącej.

Zalewska jest dziś „potężnym wizerunkowym obciążeniem” dla PiS – mówią w rozmowie z radiem politycy partii rządzącej. „Jeden z bliskich współpracowników premiera w nieoficjalnej rozmowie powiedział dziennikarzowi RMF FM, że z chęcią – już teraz – pomógłby minister spakować walizki do Brukseli”.

Więcej >>>

Waldemar Mystkowski pisze o przywłaszczaniu przez PiS obchpodów 4 czerwca.

Dlaczego PiS chce przywłaszczyć obchody rocznicy 4 czerwca 1989 roku, pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych? Przecież narracja partii Kaczyńskiego o Okrągłym Stole jest mało pozytywna, a 4 czerwca to pierwszy i najważniejszy owoc kompromisu strony solidarnościowej z komuszą.

Potem przechodziliśmy transformację ustrojową zwaną reformami Balcerowicza, te okazały się wzorem dla innych państw naszego regionu, przede wszystkim są jednym z największych naszych sukcesów cywilizacyjnych w historii. Polska wreszcie stała się pełnoprawnym członkiem Zachodu poprzez przynależność do NATO i Unii Europejskiej.

Obok transformacji ustrojowej zachodziła dłuższa „transformacja” mentalna, którą swego czasu w lapsusie freudystycznym Jarosław Kaczyński wyłożył, jako „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” W tej „transformacji” kłamstwo ma wartość prawdy, byle było głoszone z determinacją Goebbelsa.

4 czerwca ma wpisać w „transformację” mentalną PiS ich wersję historii, nie mającą wiele wspólnego z faktami, ale z kompleksami prezesa. Gdyby to odbywało się na płaszczyźnie osobistej, byłby to kłopot psychiatry z pacjentem, ale pacjent Jarosław Kaczyński funduje swoje kompleksy w polityce i to będąc u władzy.

Jak trafnie ujął taką wersję życia Szekspir, jest to „opowieść idioty pełna wrzasku i wściekłości”. Narracja Kaczyńskiego o współczesności nie trzyma się kupy ani tym bardziej narracja o niedalekiej przeszłości, w której on i jego brat Lech nie odgrywali szczególnie ważnych ról, byli tylko kamerdynerami Lecha Wałęsy. Rola służby boli, stąd mamy u prezesa przypadłości wściekłości i wrzasku o gorszym sorcie, ZOMO, gestapo, kanaliach, zdradzieckich mordach, etc.

Jeżeli 4 czerwca 2019 PiS będzie po wygranych do Parlamentu Europejskiego rozszerzona zostanie „opowieść idioty” o kolejne wściekłe kłamstwa i wrzaskliwe opluwanie prawdy. Lech Wałęsa chciałby częściowo przerwać tę narrację idiotów poprzez pozbawienie „NSZZ Solidarność” możliwości posługiwania się nazwą.

Miejmy nadzieję, że 4 czerwca będziemy świętować dwa zwycięstwa – 4 czerwca 1989 roku Komitetu Obywatelskiego i 26 maja 2019 – Koalicji Europejskiej. Wystarczy wściekłości i wrzasku z opowieści zakompleksiałego prezesa.

Brunatny Kościół, Brexit i pisowskie pacyfikowanie strajku nauczycieli

31 Mar

Krzysztof Pieczyński (Polska Laicka) w swoim najnowszym felietonie na temat Kościoła katolickiego w kontekście krytykowania karty LGBT oraz wspierania polskich neofaszystów. przez instytucję z Watykanu.

„Kościół w imię ewangelizacji mordował i torturował z zimną krwią. Dzisiaj w imię ewangelizacji gwałci, kradnie, kłamie i znów, jak to było w przeszłości, brata się z faszystami. W przeszłości papieże potępiali każdy zryw wolnościowy Polaków bredząc o ewangelii, tak jak to robią dzisiaj. Łamią strajk nauczycieli i protestują przeciwko karcie LGBT, ponieważ jest im odbierana przyjemność wprowadzania dzieci do ich pedofilskiego rzemiosła. Powołują się przy tym na ewangelie.

Wszystkie cierpienia, które przez osiemnaście wieków Kościół Katolicki  zadał ludzkości były i są przedmiotem czerpania z nich przyjemności. Gdyby ludzie kościoła nie czerpali przyjemności z mordów, tortur i gwałtów, to by tego nie robili. Świat jest pełen nienawiści i przemocy z powodu religii. Religie kształtują świat od tysięcy lat i dopóki będą miały wyznawców, ludzkość nie pozna swojej dobrej strony, a każda próba humanizacji zostanie stłumiona. Jeżeli religie różnych maści zaczną ze sobą współpracować to będzie koniec wolności, matrix. To, że się nawzajem tępią walcząc o wpływy, chroni nas przed zamienieniem świata w jeden wielki zakon, w którym ludzie nie mają żadnych praw, giną w tysiącach i są przedmiotem handlu, jak w czasach niewolnictwa. Oficjalnie są wysyłani na pogłębioną ewangelizację i mają wolny wybór zgodny ze swoim sumieniem. Takie brednie głoszą od wieków. To jest jedyna niewolnicza organizacja działającą jawnie. Kościół jest obozem, w którym kobiety, dzieci, młodzi ludzie są przedmiotami seksualnych korzyści dla wyżej stojących w hierarchii. Jak to jest możliwe, żeby niewolnictwo nie było karane? Jak to jest możliwe, żeby taka potworna sekta utrzymywała stosunki dyplomatyczne z rządami wszystkich krajów?

Dlatego tak jest, że ta sekta stworzyła taki świat. Stworzyła go dla siebie. Wystarczy powołać się na ewangelie i wszystko staje się możliwe. Każda zbrodnia, każde łajdactwo i kolaboracja z każdą władzą. Jeśli kk sam ustanawia prawa, wówczas kolaboracja po prostu staje się rządzeniem. Kościół w jakimś stopniu sprzeciwiał się komunie, bo ta nie dawała mu władzy i przywilejów, a tylko o to mu chodziło. Odzyskać wszystko z nawiązką. I odzyskał. Czemu? Bo jesteśmy słabi, głupi, zniewoleni, leniwi. Bo ewangelizacja uczyniła z Polaków naród nietwórczy, zawistny, małostkowy. Potencjał odbicia się od dna wciąż istnieje. Potencjał, by piękni ludzie, szlachetni dawali przykład do naśladowania, a nie zakłamana, pedofilska sekta złodziei uczyła Polaków moralności tylko dlatego, że powołuje się na ewangelie.

Tak jak kiedyś kk został zmuszony przez postępową ludzkość do zaprzestania tortur i holokaustu na rdzennych ludach, tak samo dzisiaj został zmuszony do zajęcia się sprawą pedofilii. To nie od ludzi kościoła wypłynęła zmiana, to myśmy ich do tego zmusili. Żadna zmiana w działaniach kk nie miała i nie będzie miała miejsca, gdyż oni wciąż uważają, że ludzie są ich trzodą, ich własnością” – pisze aktor i aktywista obywatelski Krzysztof Pieczyński. 

No i doczekaliśmy się brunatnego kościoła katolickiego. Nie wiem jak państwo katolicy, ale ja bym, w tym momencie najpóźniej, z tej organizacji wystąpiła – komentuje publicystka Eliza Michalik.

Od lat alarmuję, że Polska brunatnieje. To kolejny dowód. Skrajna prawica stosuje „marsz przez instytucję”, jest osłaniana przez PiSowski aparat państwa, powoli opanowuje pozycje w Kościele. Skutki będą dla Polski opłakane – mówi były szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz.

Dlaczego Wielka Brytania nie potrafi wyjść z Unii Europejskiej?

Więcej >>>

Więcej >>>

Mamy nagrania z tajnego spotkania władz PiS!

Z dwóch niezależnych źródeł otrzymaliśmy taśmy z nagraniem nocnej partyjno-rządowej narady najważniejszych funkcjonariuszy PiS. Głównym tematem tajnego spotkania na Nowogrodzkiej była sytuacja w oświacie.  Niestety otrzymane nagrania wymagają czasochłonnej obróbki, ponieważ w sali konferencyjnej panował nieopisany zamęt i trudno jest zidentyfikować autorów poszczególnych wypowiedzi. Uznaliśmy jednak, że ze względu na ważką treść nie powinniśmy zwlekać do czasu uporządkowania zapisu i przydzielenia wypowiedzi odpowiednim dyskutantom. Nie czekając również na wyczyszczenia taśm z onomatopeicznych dźwięków i usunięcie niecenzuralnych słów, już dziś publikujemy najistotniejsze naszym zdaniem opinie, wygłoszone podczas tej narady. Wypowiedzi te zmuszeni byliśmy poddać niewielkim skrótom i pewnej obróbce stylistycznej, zbliżając je do wymogów języka polskiego.

– Ja się pytam dlaczego znowu nie ma pani minister? Już i tak wierszyki o niej układają, że się nie pokazuje, bo się już pakuje.  A ja chciałbym się dowiedzieć, dlaczego nie poszła do głodujących z „Solidarności”, żeby się z nimi dogadać.  Czy to nie ona wymyśliła, żeby rozkręcić tę całą akcję? Miało być tak, że „S” wcina się nagle między ZNP a rząd, wali pięścią w stół, załatwia nauczycielom parę stów na raty i Duda wychodzi na gieroja, a Broniarz na wroga dzieci i rodziców. A co wyszło? Kapiszon! Zaczęliśmy dobrze, ale znowu nie było komu skończyć…

– A ja nie rozumiem, o co to całe zamieszanie. Przecież mamy pieniądze. Mamy całą kasę. Mamy swój budżet i pełny bank. Jaki problem jeszcze trochę zwiększyć zadłużenie? Przecież wszyscy wiedzą, że budżet jest gumowy. Wolicie mniejszy deficyt i przegrane wybory?

– Ale tu wcale nie chodzi o kasę, tylko o zasadę. Nauczyciele chcą tysiąca, a ja się pytam – za co? Co nadzwyczajnego zrobili ostatnio nauczyciele, że zasługują na tak dużą podwyżkę? Uważam, że wielu z nich powinno mieć nawet obniżone zarobki!  Za sabotaż reformy, za protesty, za koszulki z konstytucją, za skłócanie rządu z rodzicami. Nasz rząd wciąż im podnosi pensję, a oni zamiast podziękować, to naśmiewają się, że zarobki w oświacie rosną tylko dlatego, że średnią nabijają pracownicy MEN, i że sama pani minister też ciągle dostaje podwyżki.  A to przecież gruba bezczelność! Ja sprawdziłam i okazało się, że wynagrodzenie zasadnicze pracowników Ministerstwa Edukacji Narodowej w 2018 roku wyniosło średnio 4 881,32 zł. Nie liczę premii, bo one są za konkretne zasługi. A jeśli chodzi o Anię, to razem z dietą poselską zarabia rocznie tylko 280 tysięcy. To prawda, że od 2015 r. jej wynagrodzenie urosło ponaddwukrotnie, ale pamiętajmy ile w tym czasie zrobiła dla Polski!

– Ja jeszcze w sprawie tego tysiąca. Sasin powiedział w TVN, że nauczycielom chodzi o dodatkowy tysiąc netto, a zaraz potem Broniarz zaczął wykrzykiwać, że to nieprawda, bo brutto. Uważam, że powinniśmy się trzymać przekazu Jacka. No bo kto jest bardziej wiarygodny: przedstawiciel PiS, czy ZNP? A najlepiej mówić, że nauczyciele żądają tysiąca złotych „do kieszeni”. Broniarz będzie prostował, ale niech to wygląda, jakby nagle zmienił zdanie i teraz się tłumaczy. Trzeba mówić, że niedługo w ZNP będą wybory i tak naprawdę, to nie obchodzą go pensje nauczycieli, tylko chce, żeby znowu go wybrali na przewodniczącego.

– Ja nie rozumiem, czemu cackamy się z tym facetem. Przecież to pezetpeerowski aparatczyk, komuch, który teraz spiknął się z totalną opozycją, chodzi z nimi na wszystkie zadymy i na zdjęciach staje obok Schetyny. A jego ZNP to tak naprawdę komunistyczna organizacja. To jeszcze jedna kasta. Też ich przyjmują na salonach i certolą się z nimi jak z kim dobrym. A przecież wszyscy wiedzą, że strajk to uderzenie w PiS, czyli w demokratyczną władzę. ZNP po prostu szkodzi Polsce. A jeśli szkodzi Polsce, to czemu Ziobro ich jeszcze nie zdelegalizował?

– Z nimi to w ogóle jakaś dziwna sprawa. Żeby tylko chcieli kasy dla siebie, to bym zrozumiał, ale oni jeszcze pokrzykują żeby zwiększyć nakłady na oświatę! O co im chodzi? Przecież wiadomo, że to platformerska hołota i na pewno ot tak nie rezygnowaliby z zarobków, bo przecież nikt im nie zapłaci za czas strajku. Ciekawe, kto ich opłaca, kto za nimi stoi? Również tą sprawa powinien się Zbyszek zająć. Tym bardziej, że ich żądania eskalują. W łódzkich liceach na przykład chcą, żeby było mniej religii, bo niby sal im brakuje dla podwójnego rocznika. To przecież atak na Kościół! Jeszcze trochę i zaczną tam ganiać po szkołach jakieś oszalałe Biedronie!

– Mam taki pomysł: obiecajmy im ten tysiąc, ale po wyborach. Na pewno się zgodzą i zakończą strajk. Jeśli przegramy wybory, to niech się totalni martwią. A jak wygramy, to mamy dwie opcje. Albo ogłosimy, że jedyną możliwością realizacji tego zobowiązania jest rozłożenie go na długoletnie raty, albo damy im ten tysiąc, ale jednocześnie zabierzemy wszystkie dodatki, rozmaite funkcyjne, motywacyjne, rozłąkowe, premie, urlopy zdrowotne i wszystko, czego nie mają inne grupy zawodowe.  Będziemy czyści, bo nie naruszymy porozumienia z ZNP i nauczyciele dostaną swój tysiąc, a w sprawie dodatków przecież się nie umawialiśmy. Wyborcy nas zrozumieją, bo nie lubią, jak inni mają jakieś bonusy, których oni nie mają. A co do nauczycieli, też nie musimy się bać , że skoczą nam do gardeł. Wiecie dlaczego? Bo kiedy teraz zakończą strajk, to od razu zarządzimy przedłużenie roku szkolnego o tyle dni, ile trwał strajk. I wyjdzie na to, że my troszczymy się o wykształcenie i pilnujemy, żeby dzieci nic nie straciły na strajku, a winni zamieszania są nauczyciele. Kiedy szlag trafi rodzinne plany wakacyjne, to rodzice się wściekną i już nigdy nie poprą żadnego protestu ZNP!

– Musimy wytrzymać. Nie wolno poddać się szantażowi. Straszą, ze matur nie będzie. No i co z tego? Wiecie, ilu naszych ludzi nie ma matury, a jak świetnie sobie radzą na ważnych stanowiskach? Straszą, że nie będzie egzaminu ósmoklasisty? No to co? Ogłośmy nabór do liceów na podstawie świadectw. Przecież świadectwa musza wydać, bo rodzice ich zjedzą. Zobaczycie, że w końcu ludzie nas poprą, dotrze do nich, że dajemy nauczycielom, ile tylko możemy. Zrozumieją, że jak ktoś chce zarabiać więcej, niż rząd może mu zapłacić, to powinien zmienić pracę, a nie rozwalać państwo!

– Egzaminy to jednak poważniejszy problem. Uważam, ze musimy je przeprowadzić, choćby nie wiem co. Trzeba coś zdecydować. Zastanawiam się, czy nie dałoby się jakoś zmilitaryzować oświaty na postrach, wziąć choćby tylko część nauczycieli w kamasze. A jednocześnie już myśleć o zastąpieniu nauczycieli. Może zwrócić się do wykładowców z Akademickiego Klubu Obywatelskiego, którzy robią dla nas potrzebne ekspertyzy? Może po cichu ogłosić nabór wśród katechetów i wykładowców na wydziałach teologicznych? Pewnie i wielu studentów dałoby się skusić, jak im dobrze zapłacimy. Co z tego, że nie mają kwalifikacji do egzaminowania na maturze? A nowi sędziowie mają? A nasi członkowie rad nadzorczych, co wiedzą o gospodarce? A Jan Nowak nie nadaje się na prezesa urzędu od danych osobowych? Przecież oni wszyscy wcale nie są fachowcami, a radzą sobie. Z egzaminami też sobie poradzą. Musimy Polakom pokazać siłę, bo jak raz nas złamią, to po kasę przyjdą inni. I ci następni mogą już mieć ze sobą nie tylko plakaty i chorągiewki…

Wynotował: Andrzej Karmiński
 1.04.2019

PS. Poprzedniego dnia na konwencji PiS we Wrocławiu Jarosław Kaczyński objawił się zebranym jako obrońca wszelakich wolności oraz ujawnił, że jego partia to w istocie związek bojowników o wolność i demokrację w kraju i za granicą. Czuję się w obowiązku ostrzec przed próbami zrozumienia, co prezes miał na myśli. Osoby, które w przeszłości próbowały tego dociec, po wyleczeniu musiały się poddać długotrwałej publicznej rehabilitacji.

Dopisek z 2.04.2019

Artykuł pod tytułem „Jak spacyfikować strajk oświatowy” był oczywiście primaaprilisowym żartem.

Co prawda, ten tekst ukazał się na łamach koduj24.pl w przeddzień 1 kwietnia wieczorem (zgodnie z redakcyjnym harmonogramem udostępniania gazety autorom według ustalonej kolejności), ale uważni Czytelnicy mogli w nim dostrzec datę 1.04.2019. Mniej uważni Czytelnicy podzielili się w komentarzach, uznając ten artykuł bądź za relację prawdziwą lub wielce prawdopodobną, bądź za paskudny fake news.

Obie te opinie są uprawnione, bo prawie wszystkie wypowiedzi rzekomych uczestników tajnej narady w siedzibie PiS to autentyczne, trochę tylko skrócone i uładzone stylistycznie wypowiedzi prawdziwych funkcjonariuszy PiS, wygłoszone w rozmaitych okolicznościach i w różnym czasie. Zebrane w jednym miejscu stały się jednak swoistym świadectwem degrengolady naszej obecnej władzy.

W moim zamierzeniu ten primaaprilisowy żart nie miał być zabawny. Był smutny jak nasza polska rzeczywistość. Ale jeśli poruszył Czytelników, jeśli skłonił kogoś do refleksji, jeżeli sprowokował irytację tych, których dotychczas omijały opresje państwa zawłaszczonego przez partię Kaczyńskiego, to myślę, że ta publikacja spełniła swoje zadanie.

 

>>>

Naziści na Jasnej Górze. Kłopoty Morawieckiego i Kaczyńskiego z rozumem

31 Mar

„Składam najserdeczniejsze podziękowania wam, bracia i siostry ze środowiska narodowego, za to wszystko, co dobrego uczyniliście” – powiedział ks. Henryk Grządko z Gorzowa Wielkopolskiego, główny celebrans uroczystej mszy do przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego i Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych przybyłych tłumnie z kolejną pielgrzymką na Jasną Górę.

Sztandary z nacjonalistycznymi symbolami Szczerbca i falangi powiewały w sobotnie popołudnie nad ich głowami.

„Jesteście środowiskiem bardzo cennym. I dlatego tak atakowanym” – powiedział Grządko i wyliczył zadania jakie teraz stoją przed narodowcami.

Precyzyjnie diagnozując sytuację w dzisiejszej Polsce oznajmił: „Jest napaść cywilizacyjna na Polskę. Ona dzisiaj polega na tym, że pod znakiem tęczowej flagi próbuje się okraść nas z wartości wewnętrznych, takich jak prawda, miłość, życie ludzkie, rodzina oparta na małżeństwie, moralność oparta na Ewangelii i Dekalogu. W zamian proponuje się nie wiadomo co, nie wiadomo w imię czego”.

Po Apelu Jasnogórskim narodowcy zeszli na jasnogórskie błonia, gdzie odpalili race i sztuczne ognie oraz wykrzykiwali hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna, „Prymas, prymas Wyszyński” (na melodię kibolską), „Wielka Polska katolicka, wielka Polska narodowa”, „Młodość, wiara, nacjonalizm”.

„Szambo na Brunatnej Górze znowu wybiło. Bo to z pewnością nie jest już Jasna Góra, a sanktuarium czystego zła” – komentują tymczasem internauci szóstą już z rzędu pielgrzymkę narodowców do Częstochowy.

Według ustaleń dziennikarzy „Newsweeka” odejście minister finansów Teresy Czerwińskiej z rządu zostało już przesądzone. Pani minister choć „wydawała się lojalną, spokojną kobietą”, to jednak ośmieliła się wyrazić wątpliwość czy budżet wytrzyma wszystkie przedwyborcze obietnice PiS, zwane w skrócie „piątką Kaczyńskiego”.

Spór o sfinansowanie obietnic, które pochłoną ok. 40 miliardów złotych nie jest na rękę politykom PiS. Z tego powodu, jeśli Czerwińska „będzie dalej hamletyzować” to najpewniej obejmie ją najbliższa rekonstrukcja rządu. Jak twierdzą dziennikarze „Newsweeka” ma to być „aksamitny rozwód, żeby nie wyglądało to jak rozdzieranie szat przeciw piątce Kaczyńskiego.”

Na panią minister finansów ma czekać stanowisko w jednej z międzynarodowych instytucji. Według informacji resort finansów ma objąć podsekretarz stanu, związany z Instytutem Sobieskiego – Leszek Skiba.

Najprawdopodobniej będzie bardziej spolegliwy niż Czerwińska, która jasno twierdzi, że „prowadzenie odpowiedzialnej polityki budżetowej wymaga przyjęcia perspektywy planowania daleko wykraczającej poza jeden rok budżetowy”.

To wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest dodatkową kpiną – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z UW. Pytamy też o sondaże i kampanię wyborczą, a także spór rządu z nauczycielami i rolę związków zawodowych. – Zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropka kończącą piękna historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie

JUSTYNA KOĆ: Już nie „piątka Kaczyńskiego”, tylko „piątka plus” – prezes PiS-u dołożył do finansowych bonusów „wolność”. Żart czy dobre posunięcie?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: To na pewno taktycznie dobre posunięcie, dlatego że do twardych materialnych obietnic dochodzi – szkoda, że nie jako pierwsza i podstawowa – wolność, czyli wartość. To z politycznego punktu widzenia. Z praktycznego to wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest kpiną. Mówienie tego w Gdańsku, mieście wolności, jest dodatkowo próbą zawłaszczenia tego w sposób przemyślany. Czy to jest potrzebne elektoratowi i czy elektorat PiS-u to kupi, mam wątpliwości.

Przy okazji Jarosław Kaczyński zaatakował Platformę i PE, oskarżając ich o zabieranie wolności poprzez wprowadzanie tzw. ACTA 2.
Nie sądzę, aby to wywołało zamierzony skutek, bo po pierwsze, to zbyt skomplikowana materia i ona nie wywoływała już takich protestów, jak ACTA2, bo i nie mogła. Poza tym

czy ktokolwiek wierzy PiS-owi, że cokolwiek uda mu się osiągnąć w PE po przegraniu 27:1?

Grzegorz Schetyna na konwencji PO we Wrocławiu zapowiedział złożenie wotum nieufności wobec minister edukacji Anny Zalewskiej. Rozumiem, że PO zależy na debacie nad wnioskiem, bo wiadomo, że Zalewska zostanie.
Niestarty tak. Jedna z nielicznych pozostałych funkcji kontrolnych parlamentu odbywa się właśnie przez wotum nieufności. Jeżeli ma odbyć się dyskusja o szkole, nauczycielach, o tym, co nas za chwile czeka, to jest to jedyna ścieżka. Skutek będzie wiadomy, ale z drugiej strony opozycja nie ma innej możliwości doprowadzenia do debaty.

Prawie co tydzień publikowane są nowe sondaże, w których raz prowadzi Koalicja Europejska, a raz Zjednoczona Prawica. Jak to tłumaczyć?
Po pierwsze, można porównywać sondaże tylko z jednej pracowni i w dłuższym cyklu, bo jak wiemy, pracownie stosują różne metodologie, niektóre, mówiąc delikatnie, pozostawiają wiele do życzenia. Po drugie, dziś analizowałabym tylko te sondaże, które badają Zjednoczoną Prawicę, która występuje pod szyldem PiS, oraz Koalicję Europejską. Badanie Zjednoczonej Prawicy i rozproszonych partii po drugiej stronie nie jest dziś badaniem uzasadnionym. Dopiero przy tych dwóch założeniach możemy zastanowić się, co pokazują nam sondaże. To z pewnością mocna polaryzacja, aczkolwiek miesiąc temu można było się zastanawiać, czy języczkiem u wagi nie będzie Biedroń. W zależności od tego, jak intensywnie jedna ze stron prowadzi kampanię, to odbija się to w sondażach. Powiedziałabym, że

ba bloki idą dość wyrównanym krokiem, nie bardzo widać też efekt „piątki Kaczyńskiego”, a kampania tak naprawdę zaczęła się połowicznie.

Rozpoczął ją PiS, ale nie widać tu jakiegoś zdecydowanego wzrostu poparcia, zasoby wydają się już dość wyczerpane, więc dla nich większą wartością jest utrzymanie tego, co mają. Myślę jednak, że „piątka Kaczyńskiego” miała nie tylko utwardzić własnych wyborców, ale trochę też ten elektorat poszerzyć.

Ta tzw. piątka Kaczyńskiego była skierowana do własnego elektoratu?
Ta teza jest prawdziwa w przypadku wyborów do PE, bo w innych wyborach ten elektorat jest zdyscyplinowany. Wynik wyborów europejskich pokaże, kto ma większe szanse na zwycięstwo. To bardziej skomplikowane, bo oczywiście w trudniejszej sytuacji z wynikami wyborczymi jest KE, która liczy na efekt kuli śnieżnej. Tak to zwykle bywa, że jedna wygrana przybliża nas do kolejnej.

Tak było w 2015 roku.
Tak, ale nie tylko. Potwierdzają to badania oraz przykłady z innych krajów. W tym przypadku mamy jednak wiele zmiennych. Co z partiami trzecimi, czy zostaną zmarginalizowane? Czy wejdą na scenę? Jeżeli tak, to czy się utrzymają i z jakim poparciem? Jeżeli mówimy o wyborach jesiennych, to kto je wygra i czy będzie miał możliwość tworzenia koalicji? Z kim tę koalicję stworzy? Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że KE wygrywa wybory w maju, tylko pytanie, czy współkoalicjanci będą na tyle zadowoleni z wyniku, że w koalicji pozostaną. Racjonalnie powinni pozostać, ale ambicje wielu są nieposkromione, stąd pytanie, czy koalicja przetrwa i jakie zasoby ma jeszcze partia rządząca i co jeszcze rzuci na stół.

W ogóle

powinniśmy pamiętać, że te wybory europejskie są ważne nie tylko ze względu na nasze wewnętrzne podwórko jesienią, ale one też są ważne dla przyszłości UE. I to nie są puste słowa.

Przejdźmy do kampanii europejskiej, która na razie wygląda dość niemrawo, ale wyraźnie widać, że po stronie obozu rządzącego wrócono do atakowania Donalda Tuska, który jest oskarżany nawet o brexit. PiS wraca na stare tory?
PiS prowadzi już kampanię, co widać po cotygodniowych konwencjach i objeździe po Polsce. Brexit jest paliwem dla PiS-u i oczywiście wraca tu stwierdzenie „wina Tuska”, bo jakżeby inaczej. Nie wydaje mi się jednak, żeby to była dobra droga. Pewnie w wewnętrznych badaniach potwierdziło im się, że to wrogiem numer jeden jest Donald Tusk, ale na tym koniec. Widać też, że już nie LGBT, ale uchodźcy wrócili w wypowiedziach PiS-u, ale jeżeli w kontrze do tego pani premier Szydło mówi, że głosowanie 27:1 to nie była porażka, tylko sukces, to daje jednocześnie paliwo drugiej stronie. Nie wydaje mi się, żeby długofalowo ataki na Donalda Tuska i brexit były dobrą bronią, bo to ostatecznie zostanie wykorzystywane przeciwko nim. Po drugie, nie jestem przekonana, czy brexit jest zrozumiały dla wyborców PiS-u. Brexit miał być czymś pięknym, wstawaniem z kolan, dumą, a jest inaczej.

Czyli brexit powinna wykorzystywać Koalicja Europejska pokazując, do czego może doprowadzić nieodpowiedzialna polityka?
Tak i KE to mówi. Proszę pamiętać, że zarzucano Platformie, że nie ma pomysłu na inną kampanię, niż mówienie o polexicie w wykonaniu PiS-u. Natomiast KE dopiero zapowiada odpalenie kampanii, Biedroń dopiero powoli zaczyna rozkręcać kampanię. Myślę, że

z czasem zobaczymy tu polaryzację na prodemokratyczną Polskę w Unii Europejskiej versus wstawanie z kolan w wersji PiS, mówiąc w skrócie.

Ani CBA, ani prokuratura nie zamierza podejmować żadnych działań w sprawie tzw. taśm Kaczyńskiego, a sama pani prokurator przesłuchująca Geralda Birgfellnera dostała awans. Czy to są sprawy, które dla wyborcy są w ogóle istotne?
W moim przekonaniu są istotne, oczywiście nie mówimy o wyborcy PiS-u, bo on jest przekonany, że Kaczyński jest niewinny i nie ma o czym mówić. W całej sytuacji najbardziej zaskakujący i niebezpieczny jest jednak ostatni element, o którym pani powiedziała, czyli awans pani prokurator. Oczywiście nie to, że awansuje, ale w jakich okolicznościach i jakiej sytuacji.  Tym bardziej, że wiemy, jaką miała wcześniej ścieżkę kariery. Tu widać jak na dłoni mechanizm upartyjnienia i zależności od ministra Ziobry. To jest bardzo niebezpieczne. Nad pewnymi kwestiami prawnymi można by się zastanawiać, każda ze stron znalazłaby swoje argumenty. Wiemy też, że gdyby sprawa dotyczyła kogo innego, to wyglądałoby to zupełnie

Jak to możliwe, że wyborcy PiS-owskiemu to się składa w całość? Ta partia robi dokładnie to, co zarzucała swoim przeciwnikom jako głęboko niemoralne.
To prawda, ale po pierwsze, ważne jaki przekaz trafia do wyborców PiS-u, a po drugie, ten wyborca też nie jest jednolity. Widać pęknięcia w tym elektoracie. Ponadto warto się zastanowić, ile jest w tym gry samego ministra Ziobry, a ile innych graczy. Wcale bym nie była zaskoczona, gdyby to były jego inicjatywy, nie tylko w obronie prezesa, ale też pokazania swojej siły.

To, co robi minister Ziobro, nie zawsze służy całej partii.

Prawie 80 proc. szkół przystąpi do strajku. W co gra tu rząd w roku wyborczym, na 2 miesiące przed wyborami do PE?
Dziś pojawiła się teza, że partyjne badania wewnętrzne muszą pokazywać, że nauczyciele nie są wielkim zagrożeniem dla elektoratu PiS-u, że jednak obawa rodziców będzie silniejsza, niż inne mechanizmy. Pytanie, czy dla rządu nie jest wręcz korzyścią to całe zamieszanie w szkołach, bo zrzucą winę na nauczycieli za bałagan związany z reformą. Wystawienie Anny Zalewskiej na pierwszym miejscu na listach wyborczych, czyli w nagrodę, aby pomóc jej w tym wyjeździe, jest absolutną kpiną. Mówienie o dbaniu o uczniów i apel do nauczycieli, aby nie zostawiali uczniów podczas egzaminów, jest wręcz abstrakcją.

Wiemy też, co mówiła minister finansów – że budżet nie jest z gumy, wiadomo też, że pewne wydatki zostały źle oszacowane i rosną w zatrważającym tempie. Kolejną sprawą jest kwestia podziału środowiska nauczycielskiego.

Wypowiedzi „Solidarności” centralnej wskazują na ostry konflikt wewnętrzny.

Pytanie, jak z tego konfliktu wyjdzie sama „Solidarność”, bo szeregowi członkowie prowadzą głodówkę w kuratorium, pan Duda, czyli główny przewodniczący, stoi murem za rządem, pan Proksa, czyli szef „Solidarności” oświatowej jest trochę za, a trochę przeciw, jednocześnie sam jest radnym PiS-u. Pojawiają się głosy, że „Solidarność” może na tym sporo stracić.
Też bym tak to oceniała. ZNP i „Solidarność” to dwie najsilniejsze centrale związkowe i zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropką kończącą tę piękną historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie.

Czeka nas zmiana na stanowisku przewodniczącego PKW. Następcę sędziego Hermelińskiego wybierze mgr Przyłębska, pełniąca obowiązki prezesa TK. To może budzić obawy?
Mam mieszane uczucia. Do jesiennych wyborów ostrożnie powiem, że nie, po wyborach to PKW wygasa i zostanie powołana nowa. To pokazuje, po co PiS-owi były sądy, Trybunał Konstytucyjny

Izba SN stwierdzająca legalność wyborców jest już całkowicie obsadzona nominatami PiS-u. To rodzi niebezpieczeństwa, ale mam nadzieję, że to jeszcze nie będzie koniec wolnych wyborów.

Trudno sobie wyobrazić, że w XXI wieku w kraju UE ktoś może myśleć o sfałszowaniu wyborów.
A Węgry? Tam mają to przećwiczone. Poza tym nie trzeba fałszować wyborów, bo można tak uchwalić przepisy, a wiemy, że PiS jest to w stanie zrobić, że prawnymi środkami wybory wygrają. W tej sprawie również Węgry stanowią świetny przykład.

PiS wyhodował tabun Niewiadomskich, jak glisty wychodzą na powierzchnię, to ich pogoda

6 Mar

Przemysław M., 28-latek, zatrzymany przez policję w związku z podejrzeniem, o wysłanie listów z pogróżkami do kilku prezydentów miast oraz byłego prezydenta Lecha Wałęsy, mówił w prokuraturze o planowanym na połowę marca wtargnięciu do Sejmu. Zamierzał mieć ze sobą atrapę broni. Liczył się z tym, że może zostać zabity przez funkcjonariuszy ochraniających budynek.

Do tej pory przeszukano już mieszkanie, które Przemysław M. wynajmował w Warszawie. Okazało się, że mężczyzna kolekcjonował naboje oraz atrapy broni maszynowej i krótkiej. Znaleziono tam także listy zaadresowane do wielu polityków oraz substancję, którą mężczyzna chciał wsypać do kopert. Jak podaje RMF FM, proszek mógł poparzyć adresatów po otworzeniu przesyłki. Obecnie substancja jest badana.

Przypominamy, że w piątek prezydenci Szczecina, Lublina, Łodzi, Rzeszowa, Torunia, Koszalina, Kielc i Krakowa oraz były prezydent Lech Wałęsa otrzymali podejrzane przesyłki. W kopercie znajdowały się łuska z karabinu maszynowego, nabój bez prochu, zdjęcia kilkunastu prezydentów miast oraz list.

Bezrobotny mężczyzna z Krakowa, przesłuchany w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie, usłyszał trzy zarzuty:

– zmuszanie groźbą bezprawną funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia określonego działania – wydania oświadczenia co do zrzeczenia się funkcji prezydenta miasta;

– podejmowanie przygotowań do realizacji zamiaru dotyczącego usunięcia Sejmu RP jako konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, poprzez gromadzenie niebezpiecznych przedmiotów, mogących mieć charakter militariów;

Metody osiągania celów przez polityków PiS nie są metodami akceptowalnymi z punktu widzenia prawa i norm społecznych.

Ze źródeł w PiS wiem, że politycy i działacze tej partii bardzo się boją, że przegrają wybory. Uważają taki wariant za całkowicie realny i prawdopodobny i zupełnie nie są na niego gotowi. Gdzie podzieją się ich rodziny, pozatrudniane po znajomości w spółkach skarbu państwa i państwowych instytucjach? Co z nimi będzie? Co się stanie z partią i jej ważnymi postaciami, jeśli zwycięska Koalicja Obywatelska rzeczywiście zacznie ich rozliczać z łamania prawa?

Politycy PiS są zaniepokojeni, ba, boją się, ale mało który z nich sądzi, że droga do odzyskania społecznego zaufania wiedzie po prostu przez poprawę własnych standardów, zachowań, jakości publicznych wypowiedzi, szacunku do politycznych oponentów. Mało który ma refleksję, że może trzeba było nie łamać prawa i Konstytucji, nie robić kuriozalnych miesięcznic, nie odbierać ludziom pełnej wolności demonstrowania, nie poszerzać zakresu inwigilacji obywateli, nie znosić trójpodziału władzy.

Skąd! Większość uważa, że demokratycznych polityków z opozycji i popierających ich ludzi trzeba trzymać jeszcze bardziej krótko, za pysk!, bo inaczej zacznie im się wydawać, że państwo jest dla nich, że mają jakieś prawa. A od tego, jak wiadomo, już tylko krok do rokoszu i buntu. Jasno wyraził to marszałek Terlecki, nazywając ludzi, którzy nie uważają żołnierzy „wyklętych” za bohaterów – „szmaciarzami”.

„Szmaciarze”, to słowo, które wzbudziło oczywiście oburzenie i niesmak u wyborców liberalnego centrum, ale wyborcom Terleckiego i PiS się spodobało, i to bardzo.
Tak jak spodobało im się, gdy posłanka PiS Bernadetta Krynicka określiła panią profesor Joannę Senyszyn mianem „ruskiej swołoczy”, gdy spoliczkowana została działaczka opozycji, gdy poseł Dominik Tarczyński szarpał posłankę PO Kingę Gajewską – spodobało im się to, ponieważ ludzie PiS utożsamiają agresję z siłą.

To utożsamianie agresji z siłą to zresztą klucz do zrozumienia wielu, na pierwszy rzut oka mało zrozumiałych, posunięć PiS. Kultura panująca w tej partii i wśród jej wyborców jest kopią kultury więziennej, w której kultura osobista, dobre maniery, takt i szacunek dla drugiego człowieka, nawet jeśli ma inne zdanie, oznacza słabość. A bicie, krzyk i „usadzenie” przeciwników – to oznaka siły. I tak jak „słabi” nie przeżyją w więzieniu, tak, zdaniem posłów PiS, nie przeżyją także w polityce. To tłumaczy agresywne słowotoki, krzyki i wyzwiska, przemoc, czasem także, jak w przypadku posła Tarczyńskiego, który odpychał posłankę, także fizyczną.

Otóż politycy PiS są, w swoim mniemaniu, w dżungli i żeby przeżyć – muszą zabijać i nie mogą brać jeńców. Czyli nas – ludzi, którzy się z nimi nie zgadzają i nie zgadzają się z tym, jak traktują Polskę. Kluczem do zrozumienia tego, co będzie się działo w kampanii wyborczej, a moim zdaniem będzie się działo bardzo dużo złych i bezprawnych rzeczy, jest zrozumienie, że Prawo i Sprawiedliwość to nie jest normalna partia polityczna, a metody osiągania celów przez polityków tej partii nie są metodami akceptowalnymi z punktu widzenia prawa i norm społecznych.

Moim zdaniem, i powtarzam to od dawna, Prawo i Sprawiedliwość wypełniło zapisane w ustawie o partiach politycznych przesłanki do delegalizacji partii politycznej. Zgodnie z artykułem 44 tej ustawy Trybunał Konstytucyjny może zdelegalizować partię, której nie tylko program, ale i metody działania są niezgodne z Konstytucją. W tym kontekście staje się jasne po co było PiS opanowanie Trybunału Konstytucyjnego, który zdaniem wielu prawników, nie jest już Trybunałem, tylko jego atrapą i – zresztą – nie do końca legalnie działającym ciałem.

I dlatego właśnie, wracając do tematu, w kampanii wyborczej możemy spodziewać się wszystkiego, od rzeczy strasznych po absurdalne, jak niedawna decyzja sądu, że prokuratura powinna „wnikliwie zbadać” wywiad, jakiego udzielił premier Włodzimierz Cimoszewicz, a w którym skrytykował pomysł, żeby fundacja Tadeusza Rydzyka dostała kolejne publiczne pieniądze na prowadzenie muzeum chrześcijaństwa. Oczywiście – Cimoszewicz ma rację. Oczywiście, nie można robić z Rydzyka złotego cielca i – że względu na wykluczający, dzielący, agresywny i pogardliwy charakter publicznych wypowiedzi redemptorysty i ich antychrześcijański charakter, jest on ostatnią osobą, której fundacja powinna prowadzić muzeum dziejów chrześcijaństwa. Oczywiście – w wolnym, demokratycznym kraju, w którym szanuje się konstytucyjną wolność posiadania i wygłaszania własnych opinii, nikt nie zmuszałby prokuratury do „analizowania wywiadu prasowego” byłego szefa rządu ani kogokolwiek innego. Oczywiście – nikt nie powinien tłumić wolności wypowiedzi, zamykając usta ludziom, którzy mówią prawdę, żeby nie przeszkadzali w głoszeniu kłamstw.

Jednak w tej kampanii wyborczej to nie będzie miało znaczenia, podobnie jak uczciwość, prawda, prawo i swobody obywatelskie. Ta kampania dla ludzi o więziennej mentalności jest grą o wszystko.

PiS chroni tych, którzy grożą mordem na Lechu Wałęsie, Jacku Jaśkowiaku i innych

5 Mar

Panie Jarosławie Kaczyński,

czy podobają się Panu przesłane listy z obiecanką śmierci dla Prezydenta Lecha Wałęsy i prezydentów największych polskich miast, jeśli nie wycofają się w ciągu 7 dni z polskiej polityki?

Jak Pan myśli, dlaczego takie pogróżki otrzymali tylko ci prezydenci, którzy nie należą do Zjednoczonej Prawicy? Czy przesłanie wcześniej wiadomych „wyroków śmierci”, za które nie ścigają organy państwa, albo teraz bojowego naboju naszemu nobliście jest czymś normalnym w kraju rządzonym przez odpowiedzialnych ludzi?

Nie wierzę, ale ludzie mówią, że to Pańskie środowisko stoi za tą prowokacją, aby odwrócić uwagę od Spółki Srebrna i całego wysypu Waszych afer. Dlatego bardzo mnie obchodzi, czy ktoś wie, albo, chociaż próbuje ustalić, kto organizuje te obietnice dalszych morderstw politycznych, już nie tylko w Gdańsku?

Panie J. Kaczyński,

podobnie jak Pan, wszyscy chłopcy chcą być piękni, przystojni, wysocy, silni i budzić westchnienia pięknych kobiet. Każdy chce być odważny, bogaty i posiadać władzę. Jednak ludzi Bóg obdarzył nierówno. Dlatego są też ludzie mali, podli, nienawidzący kobiet i z racji swoich mało akceptowanych cech, ciągle upokarzani przez środowisko. Dorastanie w uprzywilejowanej, bogatej rodzinie, w domu bohatera, bez nadmiaru obowiązków, z załatwianiem nawet promocji do klasy maturalnej, bez odbycia obowiązkowej służby wojskowej, staje się nie do zniesienia, kiedy przyjdzie żyć samodzielnie w normalnym świecie. Tacy ludzie stają się złośliwi, zawiedzeni życiem, ale chowają się za maską normalności. Nie przestają też marzyć o zemście na ludziach, za ich wszystkie cechy, dobre i złe, których nie posiada zazdrośnik.

Panie J. Kaczyński,

czy Pan ma takie cechy, które każą Panu niszczyć ludzi i mścić się za to, że są od Pana inni? Pytam, bo ludzie mówią, że Pan kocha wszystkich, ale tylko ze swojej „rasy panów”. Mówią, że dlatego rozdaje im Pan miliony złotych, bo każdy z nich ma podobny kompleks niedowartościowanego człowieka. Dlatego wspólnie stworzyliście sobie wyspę bezprawia i pazerności. Całą złość kierujecie jednak na tych, którzy nie należą do rasy panów, bo nie należą do ludzi sfrustrowanych i zawiedzionych życiem. Nazwał ich Pan ludźmi gorszego sortu, kanaliami i mordercami, którzy odpowiadają nie tylko za katastrofę smoleńską, ale za całe zło tego świata. Czy dlatego państwo PiS chroni bojówki rasistowskie, aby to one w Waszym imieniu walczyły z tym złem? Czy dlatego, nie ściga się faszystów w Polsce PiS-u, nie delegalizuje ich organizacji, mimo, że nakazuje to zarówno Konstytucja RP jak i Kodeks Karny? Czy dlatego podejmuje Pan współpracę z faszystami i pozwala na terroryzowanie społeczeństwa obywatelskiego?

Panie J. Kaczyński,

widzę, że nie jest Pan człowiekiem szczególnie odważnym, dlatego wychował Pan hydrę, skłócił społeczeństwo, wskazuje wrogów i namawia do represji rękami przestępców, kiboli i narodowców, których nazywa Pan patriotami.

Jak Pan myśl, Kto odpowiada za pokazowe morderstwo polityczne Pawła Adamowicza czy Barbary Blidy? Dlaczego ochraniacie morderców, którzy torturami zamęczyli przypadkowo zatrzymanego Igora Stachowiaka? Jak Pan myśli, kto odpowiada za śmierć 54 byłych pracowników służb państwa polskiego, których fałszywymi oskarżeniami zaszczuli Pańscy posłowie za pomocą ustawy represyjnej?

Panie Jarosławie Kaczyński,

dokąd Pan zmierza? Ilu jeszcze ofiar chce Pan wskazać do represji? Czy dlatego Lech Wałęsa dostaje pogróżki, bo nie jest Pan na jego miejscu, czy kolejni prezydenci miast, bo nie są z „dobrej zmiany”?

Czy dlatego pielęgnuje Pan pamięć o ludobójcach wyklętych, aby wykorzystać dla swoich niecnych celów zagubionych młodych ludzi, którymi Pan manipuluje wmawiając, że są patriotami?

Panie Jarosławie Kaczyński,

kiedy następnym razem policja będzie pacyfikować pokojowe protesty przeciwko odradzającemu się faszyzmowi, kiedy prokuratura nie będzie wszczynać postępowań karnych przeciwko tym, co grożą innym śmiercią, kiedy sam Pan wystrzeli z kapiszona, aby Pańscy zwolennicy mogli zrobić z niego mordercze narzędzie, niech Pan ma odwagę przyznać, że to Pan wyzwala w Polakach nienawiść i buduje faszyzm.

Cechą prawdziwego mężczyzny jest odpowiedzialność. Tymczasem widzę u Pana gen strachu, chęć działania jedynie z ukrycia z wykorzystaniem innych, bez osobistej odpowiedzialności. Jednak każdy, nawet człowiek tchórzliwy odpowiada za swoje czyny.

Tymczasem módl się Pan, aby groźby dla Lecha Wałęsy i prezydentów miast okazały się niegroźne dla ich życia i zdrowia.

Niedługo miną dwa miesiące od tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który na oczach mieszkańców swojego miasta został brutalnie zamordowany przez Stefana W. Zarzutów, że to właśnie szerzenie mowy nienawiści wobec polityków opozycji, bezpodstawne oskarżanie o złodziejstwo czy korupcję, oraz permanentne szczucie na niego w mediach publicznych mogło popchnąć sprawcę do tego tragicznego czynu, pod żadnym pozorem nie chcieli pod swoim adresem słyszeć politycy partii rządzącej.Minister Brudziński, pobudzony atmosferą oburzenia na groźby karalne, jakie kierowane były pod adresem polityków opozycyjnych, występował nawet niemal codziennie w mediach, chwaląc się pracą policji, która każde takie zagrożenie błyskawicznie identyfikowała i likwidowała. W końcu wypadało się wówczas problemem przejąć.

Od wczoraj jesteśmy świadkami ujawniania się kolejnych prezydentów miast i ważnych polityków obozu opozycyjnego, którzy otrzymali w kopercie łuskę z karabinu maszynowego oraz list z groźbą pozbawienia życia. Dowiedzieliśmy się już o Lechu Wałęsie, Hannie Zdanowskiej, Tadeuszu Ferencu i Jacku Majchrowskim, dziś do otrzymania takiego listu przyznał się także prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Postanowił on upublicznić zawartość makabrycznej przesyłki, w tym treść listu oraz zdjęcie 16 zakrwawionych portretów prezydentów miast, w tym Pawła Adamowicza, Rafała Trzaskowskiego, Jacka Sutryka czy Bogdana Wenty. Sam list zawierał zaproszenie do “gry”. “Masz 7 dni na ogłoszenie swojej dymisji. W przeciwnym razie ostatni raz widzisz rodzinę, a to zdjęcie będzie ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz. Co wybierasz? Życie czy śmierć?” – pisał autor.

Zdaniem Jacka Jaśkowiaka, odpowiedzialność za tego typu groźby ponosi partia rządząca, która prowadzi w pełni świadomą narrację przeciwko politykom samorządowym.

“Narracja, którą m.in. za pośrednictwem mediów publicznych prowadzi Prawo i Sprawiedliwość, przedstawiając samorządowców jako zdrajców, malwersantów, kryminalistów, przynosi takie oto efekty. Podobnie jak inni prezydenci polskich miast otrzymałem dziś list z pogróżkami” – napisał nanapisał na Facebooku Jaśkowiak.

Policja na swoich stronach poinformowała, że prawdopodobny nadawca tych przesyłek został ujęty w Warszawie. Jest to 28-letni mieszkaniec Krakowa, który do zarzucanego czynu przed policjantami się przyznał. Wstępne badania kryminalistyczne potwierdziły także fakt, że to on wysyłał listy z pogróżkami. Zebrane dowody wskazują, że zatrzymany prawdopodobnie podejmowałby dalsze kroki w stosunku do włodarzy miast. Jak donoszą reporterzy RMF FM, sprawca planował kolejne wysyłki, które zawierać miały niebezpieczne substancje.

Mężczyzna ten już szykował się do wysłania kolejnych pogróżek, a także do innych kroków nieco groźniejszych. Osoby po otworzeniu takich kopert mogłyby zostać np. poparzone, czy też doszłoby do uszkodzenia ciała– powiedział Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

W PiS Krystyna Pawłowicz robi na drutach, Jarosław Kaczyński sra po butach. Trawestacja popularnego wierszyka

4 Mar

W poniedziałek, od samego rana straż marszałkowska miała pełne ręce roboty. Marszałek Marek Kuchciński kazał bowiem „zaaresztować” ustawioną na sejmowym korytarzu tablicę zatytułowaną „Układ Kaczyńskiego”, która zgromadziła fotki osób związanych interesami prezesa.

Poczynając od „znikającego” ks. Sawicza i najbliższego współpracownika Kaczyńskiego Adama Lipińskiego, z tablicy „patrzą” na nas twarze takich osób jak m.in. wierny brytan Marek Suski, zdradziecki Kazimierz Kujda z małżonką, słynna pani Basia, czyli szefowa kancelarii prezesa Barbara Skrzypek, przyjaciółka Janina Goss, członkowie rodziny prezesa – panowie Tomaszewscy, a także szefowie służb specjalnych z Mariuszem Kamińskim na czele.

 

Centralnie ustawiono na tablicy fotografię Jarosława Kaczyńskiego, nie zapominając o dziełach jego życia, czyli Instytucie Lecha Kaczyńskiego oraz wymarzonych dwóch wieżach, które miały stanąć na Srebrnej.

Długo nie dało się tej „ekspozycji” oglądać, bo szybko musiała zniknąć.

„Co myśleć o władzy, która boi się małej tabliczki pod tytułem „Układ Kaczyńskiego” (…) Pytam retorycznie…” – zapytał Jacek Liberski

„Tak panicznie boją się prawdy, że nawet tablica to zbyt wiele. Niebywałe” – wyjaśnił mu z miejsca Cezary Tomczyk z Platformy.

Adam Jankowski z kpiną tłumaczył, że widocznie jest niezgodna z przepisami dotyczącymi wystaw i zapewne utrudnia ewakuację w razie pożaru. „PiS-owska tablica smoleńska stoi w korytarzu sejmowym już 9 lat” – przypomniał.

Tak bardzo nikt z PIS nie był w stanie wytłumaczyć się z taśmy Kaczyńskiego koperty Kaczyńskiego, że została „zdeponowana”. Jakby układ nie istniał – skomentowała sytuację na Twitterze Monika Wielichowska i podkreśliła: „Ale on istnieje i afera PIS jest!”

„W Sejmie mogą od teraz być pokazywane wyłącznie wiersze sławiące mądrość i przenikliwość Jarosława Kaczyńskiego” – podsumował poniedziałkowe wydarzenie Pablo Morales.

49 – letni Ks. Krzysztof M.  proboszcz parafii we Wleniu na Dolnym Śląsku, po suto zakrapianym spotkaniu stanu kapłańskiego z regionu jeleniogórskiego wsiadł za kółko i… stało się.

Dziennik „Fakt” podaje, że pijany w sztok kapłan miał do przebycia 20 – kilometrowy odcinek z Lwówka Śląskiego – gdzie odbywała się impreza – do miejsca swojego zamieszkania. To nie mogło się udać. Otumaniony alkoholem ruszył w drogę wężykiem. Prawie zaraz na starcie, na ulicy Jaśkiewicza we Lwówku Śląskim, wjechał w przydrożne barierki!

Zamiast zatrzymać się, pojechał dalej. Nie umknęło to jednak uwadze świadków, którzy powiadomili policję. Kilka minut później, w miejscowości Pławna patrol zatrzymał pijanego duchownego. Miał 2 promile w wydychanym powietrzu!

Za pijacki rajd grozi mu więzienie. Nie ominą go również konsekwencje kościelne. „Ksiądz został zawieszony w obowiązkach proboszcza. O dalszych konsekwencjach zdecyduje biskup” – oświadczył Faktowi ks. Waldemar Wesołowski z kurii legnickiej.

Wielebny Krzysztof M. ma wiele do stracenia. Uchodzi za ważnego i wpływowego kapłana w swoim regionie. Mozolnie piął się po szczeblach kościelnej kariery – został nawet wicedziekanem dekanatu lwóweckiego. Nie jest jednak nietykalny.

Wielebny Krzysztof M. ma wiele do stracenia. Uchodzi za ważnego i wpływowego kapłana w swoim regionie. Mozolnie piął się po szczeblach kościelnej kariery – został nawet wicedziekanem dekanatu lwóweckiego. Nie jest jednak nietykalny.

Ten jednak dostrzega prostą analogię z jedną ze scen głośnego filmu Wojciecha Smarzowskiego „Kler”. Tam ksiądz grany przez Roberta Więckiewicza, po suto zakrapianej imprezie z kolegami swego stanu, kompletnie zalany wsiada za kółko i wraca do swojej parafii. Po drodze powoduje wypadek, po czym ucieka z miejsca kolizji. Podobnie było na Dolnym Śląsku – pisze dziennikarz „Faktu”.

Podejrzanym nie jest już ten, kto wykręca się od obiecanej zapłaty, tylko ten, kto się jej domaga

Mimo koszmarnych wpadek i ujawniania kolejnych afer poparcie dla PiS maleje w niewielkim tylko stopniu. To dowód, że „dobra zmiana” głęboko przeorała świadomość Polaków, nie oszczędzając również naszego poczucia przyzwoitości.  Partia Kaczyńskiego systematycznie niszczy dotychczasowe zasady i reguły postępowania w przekonaniu, że skoro ma prawo decydować o tym, co w Polsce jest legalne, to wolno jej również rozstrzygać, co jest etyczne. I tak, jak bezprawnie stanowi prawo, tak i moralne normy ustanawia niemoralnie.

Dobra zmiana jest etyczna, ponieważ to niemożliwe, żeby etyczna nie była. Niemoralni są natomiast ci, co zarzucają rządzącym czyny nieetyczne. Na przykład dziennikarze, których powinien zdyscyplinować sąd. Albo sędziowie, którymi musi się zająć ministerialna izba dyscyplinarna. Lub też prokuratorzy, którymi zainteresować się muszą inni prokuratorzy. I wielu innych, co dotąd jeszcze nie zrozumieli, na czym polega nowa demokracja. A polega ona m.in. na odwróceniu ról. Podejrzanym nie jest już ten, kto wykręca się od obiecanej zapłaty, tylko ten, kto się jej domaga.  Winnym tolerowania bandyckiej mafii w wołomińskim parabanku nie jest człowiek, który tamtejszy SKOK nadzorował i nagradzał kierujących nim mafiosów, tylko ten, który pierwszy stanął przeciw mafii i omal nie stracił życia w tym starciu. Przyzwoitym jest facet, który zapewnia, że spotkał się z prokuratorem wcale nie po to, by zapoznać się z zeznaniami i oskarżeniem we własnej sprawie, tylko dlatego, bo szalenie go interesuje banalna ustawa o lichwie, a jeśli jest w tym coś niemoralnego, to tylko to, że dał się złapać na spotkaniu umówionym w miejscu, gdzie nie powinno być dziennikarzy.

Wzorcami etosu są funkcjonariusze PiS otrzymujący sute profity za wygłaszanie opinii, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, narzucający normy postępowania, których ani myślą przestrzegać.  Wcieleniem przyzwoitości jest premier Morawiecki, który głosi absolutną wiarygodność rządu realizującego w pełni wszelkie obietnice, zapominając o swoich zapewnieniach w sprawie milionów mieszkań, samochodów elektrycznych, dronów, lukstorped i promów, po których została dziś rdzewiejąca stępka.  Wzorem poprawności politycznej jest posłanka opluwająca Unię Europejską i wykrzykująca w Sejmie obraźliwe wyzwiska, a ostatnim chamem ten, kto tej kobiecie ośmieli się przekazać ewangelicznie wezwanie: – „Idź i nie wrzeszcz więcej”…

Nieprzyzwoici są ci, co zarzucają PiS, że chce nas wyprowadzić z Unii. Bo przecież PiS kocha Unię i dlatego chce, żeby była słaba, by dawała się Polsce doić, żeby rządziła niesprawiedliwie – na korzyść Polski kosztem innych krajów – żeby stała się klubem, który nasz kraj zaszczyca swoją obecnością i żeby się nie wtrącała, gdy Polska narusza klubowy regulamin.  Pisowskie przekazy dnia głoszą, że porozumienie partii opozycyjnych i ich wspólny start do parlamentu europejskiego jest nieprzyzwoity, a to dlatego, że kiedy zdobędą mandaty, to rozejdą się do unijnych ugrupowań zgodnie z programami poszczególnych partii. Czyli moralne jest przyłączanie się do ugrupowań o programach sprzecznych z własnym!  To właśnie planuje narodowa i eurosceptyczna Zjednoczona Prawica pod wodzą PiS, które zarzeka się, że w parlamencie unijnym nie zintegruje się z unijnymi ekstremistami narodowymi i eurosceptycznymi. Przy okazji – zdaniem rzeczniczki PiS Beaty Mazurek absolutnie uczciwe jest oszukiwanie wyborców głosujących na człowieka, który potem przekaże mandat komu innemu.

„Dobra zmiana” z łatwością zamieniła europejskie standardy na własne. Polska to jedyny kraj na świecie, gdzie rozważano wprowadzenie przepisu, że jednorazowe pobicie kobiety, to nie jest przemoc. Beata Szydło, wicepremier do spraw społecznych (!), chwali radnych Zakopanego za to, że rządzą jedynym miastem w Polsce, gdzie nie realizuje się programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Policja i prokuratura coraz częściej odmawiają wszczęcia postępowania przeciw autorom i fundatorom billboardów epatujących krwawymi szczątkami ludzkimi , stawianych obok tych nielicznych szpitali, gdzie zgwałcone kobiety mogą jeszcze zrealizować swoje prawo do aborcji. Prezydent lekceważy decyzję NSA zawieszającą procedurę mianowania nowych sędziów Sądu Najwyższego, mianując na to stanowisko założyciela fundamentalistycznej organizacji Ordo Iuris, która sprzeciwia się, by w szkołach organizowano lekcje przeciw nienawiści.

Mianowani przez PiS szefowie państwowych firm płacą ogromne uposażenie przystojnym mężczyznom lub atrakcyjnym kobietom, których główną, czy może nawet jedyną kwalifikacją są, że tak powiem, walory wizerunkowe. Rozczulające były reakcje funkcjonariuszy PiS na wielkopańskie metody sprawowania urzędu przez prezesa NBP. Ich zdaniem nieprzyzwoite zarobki tamtejszych dyrektorów już wcześniej były nieprzyzwoite, choć w rzeczywistości były znacznie niższe. A co do decyzji kadrowych, organizacyjnych i finansowych pana Glapińskiego, to może i są one trudne do zaakceptowania, ale przecież nie da się w tej sprawie nic zrobić, bo konstytucja gwarantuje prezesowi NBP absolutną niezawisłość, pełną niezależność i bezwzględną nieusuwalność ze stanowiska.

Paradne!  Można zaanektować Trybunał Konstytucyjny i zawłaszczyć Krajową Radę Sądownictwa, ale skarbnika prezesa Kaczyńskiego tknąć niesposób… Przecież wystarczyłoby uchwalić obniżenie wieku emerytalnego dla prezesów NBP! A serio – całkiem legalnie oskarżyć można pana Glapińskiego z par. 296 KK o niegospodarność, pozbawić immunitetu, postawić przed sądem i po skazaniu odwołać.  Szkopuł w tym, że sprawa dotyczy skarbnika samego Prezesa. Ale gdyby nawet zdetronizowano Wielkiego Wezyra, to przed wyborami nie wpłynęłoby to mobilizująco na tysiące funkcjonariuszy PiS uczepionych rozmaitych posad i posadek . Bo – jak pisze angielski korespondent Christian Davies – Polacy lubią rozprawiać o tym, jak pięknie jest umierać za ojczyznę, ale mało kto dla dobra kraju zrezygnuje z utraty stanowiska czy choćby części wynagrodzenia.

Z pewnością nie wszyscy głosiciele Nowej Moralności i nie wszyscy, którzy akceptują jej praktyczne przejawy, to zdeklarowani cynicy i zdemoralizowani koniunkturaliści. Jest wśród nich sporo ofiar indoktrynacji pracowicie sączonej przez publiczne niegdyś media. Telewizja Kurskiego codziennie bowiem podsuwa odbiorcom odpowiedź na pytanie – jak poczuć się przyzwoitym będąc niemoralnym?  Na ogół odpowiedź jest ta sama: trzeba głośno, stanowczo i w patriotycznej tonacji zarzucać innym nieprzyzwoitość. Na szczęście – jak wskazują badania opinii – szybciej niż ubywa wyborców PiS przybywa ludzi, którzy traktują telewizję narodową jak nachalnego i kłopotliwego gościa. Gościa, którego czasem trzeba przyjąć w domu, ale prosisz go, żeby nie zdejmował butów, bo masz podświadomą pewność, że mu nogi śmierdzą.

Waldemar Mystkowski pisze, co zostało z zakazu handlu w niedzielę.

Już równo rok Polacy męczą się z zakazem handlu w niedzielę. Jaki cel przyświecał PiS-owi, aby przepchnąć pomysł narzucenia rodakom tego, czego „nie mają robić w wolnym czasie”?

PiS to partia genetycznie związana z PRL-em, wówczas niedziele były wolne od handlu, pozostałe dni tygodnia często też były wolne od handlu, sklepy nie miał czym handlować, choć nie uwarunkowało to czasu wolnego od pracy. To jest podstawowy gen, od którego uzależniona jest partia Kaczyńskiego. To są te wartości, które dzisiaj dla niepoznaki nazywane są np. wartościami chrześcijańskimi.

W niedzielę odbywały się czyny społeczne, PiS zapatrzony w tę narzuconą „bezinteresowność” dla wspólnoty za podszeptem funkcjonariuszy Kościoła katolickiego zakazał handlu dla dobra rodziny. Jakoby rodzina bardziej cementowała się, gdy nie łazi po sklepach.

W głębszym zamyśle duchownych – tych bliskich formatu Rydzyka – zakaz miałby napędzić więcej wiernych do kościołów, a tym samym szczodrzej miało im skapnąć na tacę.

Propagandowo zakaz w niedzielę miał po prostu dać wolne pracującym w handlu, co było pomysłem upadającego związku zawodowego „Solidarność”. A także polepszyć los małych sklepów, które w zderzeniu z wielkimi sieciami handlowymi przegrywały konkurencję. Okazało się, że zakaz tylko przyspieszył agonię sklepikarzy. Zyskały na tym stacje benzynowe, a szczególnie państwowy koncern PKN Orlen.

Do czego PiS się nie zabierze, nie udaje im się. Także nie wyszedł ten eksperyment na Polakach. Tak zresztą, jest z ideologiami, które mają uszczęśliwiać społeczeństwo i naród. Partia Kaczyńskiego nie nadąża za nowoczesnością, wysługuje się zamierzchłym instytucjom i ideom, które niczego nie rozwiązują, a wręcz komplikują, bądź są zawalidrogą w codziennym – a w tym wypadku świątecznym – życiu.

Oczywiście zostanie to kiedyś naprawione, tymczasem męczymy się z uszczęśliwianiem na siłę. Opozycja występuje kolejny raz z rozwiązaniem tego problemu. Platforma Obywatelska apeluje do marszałka Marka Kuchcińskiego, aby wyciągnął z sejmowej zamrażarki projekt zmian w Kodeksie pracy, który został złożony już w listopadzie 2017 roku.

Otóż pracującym w niedzielę w handlu przysługiwały za to, co najmniej dwie wolne niedziele, w przeciągu 4 tygodni. To miałoby zmniejszyć dyskryminację pracowników i zapewnić im takie same prawa.

Czy PiS jest gotowy przyznać się do porażki i wycofać się z kolejnego pomysłu, który jest totalnie ideologiczny, zwłaszcza że większość Polaków zakaz handlu w niedzielę ocenia bardzo krytycznie?

A to wygląda na jakąś zorganizowaną akcję, prez. Majchrowski też dostał taką przesyłkę