Tag Archives: Lech Wałęsa

Czy Kaczyński wyśle Brudzińskiego, aby swoim chamskim stylu popluł na Małgorzatę Kidawę-Błońską?

10 Wrz

W zeszły wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna podczas prezentacji podkreślał, że potrzebny jest ktoś, przed kim nawet najwięksi szczekacze muszą się zacząć miarkować. Stwierdził także, że ludzie chcą nowej jakości, kogoś kto nie będzie się zajmował polityczną wojną, tylko wytrwałą pracą – “Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem w filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku” – tłumaczył przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Pierwszą próbą ogniową była wczorajsza wizyta u Moniki Olejnik w “Kropce nad I”, którą Małgorzata Kidawa-Błońska zadała koncertowo. Miałem obawy przed programem, że coś pójdzie nie tak, że zostanie zaskoczona, że dojdzie do jakiejś pomyłki, ale po zakończeniu programu okazało się, że strach był na wyrost. Wczoraj zobaczyliśmy osobę kompetentną, spokojną , logicznie argumentującą oraz merytoryczną, a gdy zaszła taka potrzeba, stanowczą. I co chyba najważniejsze, nie było żadnej agresji, brudnych ataków czy pomówień. Na tle całej klasy politycznej objawiła się kobieta zdolna do zasypywania podziałów w społeczeństwie.

Potrzebę budowania zgody podkreśliła już na samym początku programu – “Podziały w Polsce są tak wielkie, że boję się, że już za parę lat w ogóle nikt ze sobą przy stole wigilijnym nie usiądzie: albo ludzie będą wygłaszali sobie jakieś prztyczki, albo będą się wzajemnie obrażali. Kiedy patrzę, jak wygląda polska polityka, to jest ostatni moment na to, żeby to zatrzymać” – zwróciła uwagę. Przyznała także, że były popełnione błędy, które polegały na zaniedbaniu kontaktów ze zwykłymi ludźmi, ale zostały z tego wyciągnięte daleko idące wnioski – “Przez całą kadencję, kiedy jesteśmy w opozycji, tych kontaktów było mnóstwo” – powiedziała.

Wicemarszałkini powiedziała również, że jest gotowa do debaty z Jarosławem Kaczyńskim – “On jest jedynką w Warszawie i to my powinniśmy tutaj w Warszawie ze sobą rozmawiać, nie szukać jakichś innych zastępczych rozwiązań. Jako jedynki z jednego miasta powinniśmy ze sobą rozmawiać. Zawsze w tradycji było, że jedynki z jednego miasta ze sobą debatują, żeby ludzie mogli poznać ich poglądy i zobaczyć, jak się zachowują” – wyjaśniła. Pół godziny wcześniej poseł Prawa i Sprawiedliwości, Łukasz Schreiber był pytany, czy premier Mateusz Morawiecki stanąłby do debaty z Kidawą-Błońską i wyraźnie było widać, że kluczy w tej sprawie. Nie padło stanowcze “tak, jest gotowy i będzie debatował”, tylko zaczął mydlić oczy sprawami związanymi z programem wyborczym.

Lawirowanie Schreibera potwierdza tylko doniesienia medialne o tym, że obóz rządzący został zaskoczony Małgorzatą Kidawą-Błońską, a chyba już w szczególności przekazem o zatrzymaniu postępujących podziałów. Wskazywanie, kto jest dobry, a kto zły, kto się nadaje na prawdziwego Polaka, a kto nie, jest zapisane w DNA Prawa i Sprawiedliwości. Było to widać nawet podczas sobotniej konwencji, gdy Kaczyński mówił, że poza Kościołem jest tylko nihilizm, a modelowa polska rodzina to jedna kobieta, jeden mężczyzna, stały związek i dzieci, odrzucając tym samym np. matki samotnie wychowujące dzieci.

Dodatkowym smaczkiem w budowie wizerunku Kidawy-Błońskiej jest przejęcie sztandarowego hasła Roberta Biedronia. To dzisiejszy eurodeputowany powtarzał cały czas w trakcie ostatniej kampanii wyborczej, że Polacy są bardzo podzieleni i należy to zacząć niwelować. Zresztą lewica ma podobny problem z wicemarszałkinią co Zjednoczona Prawica. Po lewej stronie sceny politycznej ton nadają trzej mężczyźni, którzy już się ochrzcili mianem trzech tenorów i na próżno można szukać tam kobiet, które powinny być znakiem rozpoznawczym ugrupowań sytuujących się na lewo od Koalicji Obywatelskiej. Z szumnych zapowiedzi o dominacji kobiet na pierwszym miejscu list wyborczych lewicy też niewiele zostało i nawet nikt do tego nie chce wracać. Na jedynkach Koalicji Obywatelskiej jest tyle samo kobiet, co na listach lewicy.

Należy przyznać rację komentatorom i publicystom, że jest za mało czasu na dogonienie Prawa i Sprawiedliwości. Ale już jak się spojrzy na to z perspektywy roku i wyborów prezydenckich, to ten wyścig jest wielką niewiadomą. Wczorajsze badanie zaufania do polityków w którym debiutowała Małgorzata Kidawa-Błońska uplasowało ją na bardzo dobrym piątym miejscu z trzydziestoprocentowym wynikiem. W tym sondażu na szczególną uwagę zasługuje fakt, że 24 proc. respondentów nie kojarzy kandydatki na premiera, a to oznacza, że badanym trzeba Kidawę-Błońską przedstawić i tu otwiera się szerokie pole do popisu, ponieważ różnica w zaufaniu do Andrzeja Dudy to tylko 14 proc., więc poduszka do budowania wizerunku jest bardzo duża i spokojnie można w ciągu roku dosięgnąć urzędującą głowę państwa. Uzyskanie przez Kidawę-Błońską bardzo dobrego wyniku w Warszawie sprawi, że będzie realna szansa na pokonanie Andrzeja Dudy, ale też na pierwszą panią prezydent w najnowszej historii Polski. I nie będzie to kobieta związana z lewicą.

Nasz program jest lepszy i Polacy zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL. – PiS jak Zagłoba w “Potopie” rozdaje Niderlandy. Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas konwencji partii w Lublinie zapowiedział podwyższenie płacy minimalnej z obecnych 2250 złotych do 3 tysięcy złotych pod koniec 2020 roku, później do 4 tysięcy na koniec 2023 roku. Jak to możliwe i czym to grozi?

IZABELA LESZCZYNA: Zacznijmy od tego, że Polacy są mądrzy i potrafią liczyć. Ponieważ nasz program jest dla nich lepszy i zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie, to jestem przekonana, że wybiorą Koalicję Obywatelską. Może więc szkoda czasu na mówienie o gorszym programie, gdy na stole leży lepszy: przemyślany, prorozwojowy i niedrenujący kieszeni pracodawców nasz program. Ale niech będzie, powiedzmy o zagrożeniach, jakie niesie program PiS. Otóż

KACZYŃSKI CHCE ZAFUNDOWAĆ PRACODAWCOM DRASTYCZNY WZROST KOSZTÓW.

To negatywnie wpłynie przede wszystkim na małe przedsiębiorstwa i te z mniejszych miejscowości, gdzie wynagrodzenia są niższe. Wydaje się też, że lepszy czas w gospodarce właśnie się kończy, a wzrost obciążeń pracodawców w przeddzień spowolnienia nie służy ani firmom, ani pracownikom. To jest zagrożenie dla gospodarki, tym bardziej, że PiS chce rzucić przedsiębiorcom jeszcze kilka kłód pod nogi.

PiS obiecał “drugą” trzynastą emeryturę w 2021 r. i pełne dopłaty do hektara dla rolników. Czy budżet to wytrzyma?
Kaczyński na konwencji w Lublinie przyznał, że w projekcie budżetu na 2020 rok nie przewidziano środków na 13. emeryturę. A przecież zarzekali się, że to nie jest jednorazowy deal przed wyborami do PE. Można by spytać: ile jeszcze kłamstw ukrywa PiS?

A wyższe dopłaty dla rolników to już prawdziwy samobój prezesa, bo póki co, po wielu miesiącach kuluarowych rozmów i nieformalnych dyskusji szefów rządów,

MAMY PROJEKT BUDŻETU, W KTÓRYM NA POLSKIE ROLNICTWO JEST O JEDNĄ CZWARTĄ ŚRODKÓW MNIEJ, NIŻ WYNEGOCJOWAŁA PLATFORMA OBYWATELSKA W OBECNEJ PERSPEKTYWIE!

To Koalicja Obywatelska jest gwarantem wysokich dopłat z Unii Europejskiej dla rolników. Natomiast rządy PiS to groźba zawieszenia funduszy unijnych dla Polski, bo z powodu PiS-owskiej szarży na demokrację zmieniono nawet nazwę polityki spójności. Dzisiaj nazywa się Spójność i Wartości.

Joachim Brudziński, szef sztabu wyborczego PiS, oświadczył, że będzie nowelizacja budżetu i trzynasta emerytura będzie zachowana. Wcześniej PiS zapomniał?
Jeśli PiS zapominał o 9 milionach emerytów, to nie zasługuje na to, żeby na niego głosować. A jeśli nie zapomniał, to znaczy, że kłamie. Obietnice PiS-u w ogóle są wyborczą ściemą, bo:

– albo nie ma na nie środków, jak na 13. emeryturę,

– albo obietnice finansują samorządy, bo za obniżenie PIT nie dostaną żadnej rekompensaty, a przecież ok. 50 proc. wpływów z PIT to dochody własne samorządu,

– albo obietnice są finansowane wprost z kieszeni przedsiębiorców, jak wyższa płaca minimalna.

PIS JAK ZAGŁOBA W “POTOPIE” ROZDAJE NIDERLANDY.

Po wprowadzeniu małej działalności gospodarczej, czyli od przychodu, idziemy w kierunku liczenia ZUS-u od dochodu i takiego zagwarantowania, żeby było łatwiej tym, którzy mają niższe dochody, którzy się rozkręcają, inwestują – zapowiedział premier podczas konwencji.

Plany PiS-u uderzą w przedsiębiorców?
Koalicja Obywatelska proponuje, żeby podstawą wymiaru ZUS dla przedsiębiorców była pensja minimalna. Dzięki temu ich obciążenie ZUS-em spadnie o ponad 200 zł miesięcznie, prawie 2,5 tys. zł w skali roku. Dlaczego pensja minimalna ma być podstawą wymiaru ZUS? Bo chcemy, żeby przedsiębiorcy mieli zagwarantowane zabezpieczenie społeczne na minimalnym poziomie.

Natomiast

PIS CHCE Z PRZEDSIĘBIORCÓW WYDUSIĆ DUŻO WIĘCEJ, NIŻ DOTYCHCZAS.

Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Co to znaczy w wymiarze finansowym? Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł.

PiS mówi, że zapłacą przede wszystkim ci z wyższymi dochodami, ale to nieprawda. Czy dochód wyższy niż 60 proc. średniego wynagrodzenia czyni z przedsiębiorcy krezusa? Chyba nie. Jedno jest pewne,

POLITYKA GOSPODARCZA PIS DOPROWADZI DO TEGO, ŻE GDY SKOŃCZY SIĘ KONIUNKTURA, BĘDZIEMY DZIELIĆ SIĘ NIE DOBROBYTEM, A BIEDĄ.

“Niższe podatki, wyższe płace. To fundament naszego programu” – mówiła pani na konwencji KO. Plan zakłada m.in. obniżenie dla wszystkich pracujących obciążeń podatkowych i składkowych z dzisiejszych średnio 50 do 35 proc. Jak to zrobić, żeby nie zrujnować finansów państwa?
To nie tylko niższe podatki dla wszystkich pracujących, czyli wyższe pensje dla każdego, ale też premia za aktywność, czyli dodatkowe pieniądze dla tych, którzy zarabiają mniej, niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. W sumie osoba, która zarabia minimalną pensję, zyska ponad 600 zł!

Program „Niższe podatki, wyższa płaca” to rzeczywiście koszt dla finansów publicznych. Ma on wynieść około 30 mld zł i będzie finansowany z 3 głównych źródeł. Pierwszym z nich są oszczędności budżetowe – zwłaszcza na aparacie władzy i propagandzie. Koalicja Obywatelska do ustawy budżetowej na 2019 r. zgłosiła poprawki ograniczające wydatki o 6 mld zł. Drugim źródłem jest wzrost tych dochodów budżetu, które PiS zaniedbuje. Są to dochody z dywidend, które w przyszłym roku mają wynieść 1,5 mld zł, a w 2015 roku było to 6 mld zł. Trzecim źródłem jest wzrost gospodarki.

Nasz program podniesie opłacalność pracy.

DUŻO WYŻSZE ZAROBKI NA RĘKĘ ZACHĘCĄ LUDZI DO WIĘKSZEJ AKTYWNOŚCI, A POD TYM WZGLĘDEM JESTEŚMY W OGONIE EUROPY.

Jeśli firmom łatwiej będzie znaleźć pracowników, to chętniej będą inwestować, a to przekłada się na trwały i długoterminowy wzrost gospodarczy, który z kolei przekłada się na wyższe dochody budżetowe.

Eksperci pytają, czy KO nie przesadziła z obietnicami wyborczymi – poprawa w służbie zdrowia, darmowy Internet, bony dla emerytów… Skąd na to finansowanie?
Bony dla emerytów to akcje spółek Skarbu Państwa, więc nie będzie to wprost obciążało budżetu, darmowy Internet dla młodych to konieczna inwestycja w ich edukację, szczególnie ważna po deformie minister Zalewskiej, która zabrała młodym ludziom szanse na równy start. Ten wydatek będzie można sfinansować ze sprzedaży pasma częstotliwości dla sieci 5G. A zdrowie? Tu nie ma wyjścia i każdy odpowiedzialny rząd wie, że więcej pieniędzy na ochronę zdrowia musi się znaleźć, bo państwo ma obowiązek zapewnić obywatelom podstawowe usługi publiczne, takie jak ochrona zdrowia i edukacja. Tylko rządzący dzisiaj zapomnieli o tym, uważając, że 500+ załatwi wszystko. Nie, nie załatwi.

Sympozjum Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologów Politycznych stało się miejscem wygłoszenia referatu, który może się okazać bardzo złą wróżbą dla świata. 68-letni profesor Shawn Rosenberg z Uniwersytetu Kalifornijskiego stwierdził bowiem, że… demokracja sama się niszczy i ostatecznie upadnie.

Jeśli jednak myślicie, że oberwało się Trumpowi, Kaczyńskiemu czy Orbanowi, jesteście w błędzie. Winni jesteśmy MY WSZYSCY. Zawodzą elity, eksperci i osoby publiczne. Sami „zwykli” obywatele okazują się być źle przygotowani, zarówno poznawczo jak i emocjonalnie, do kierowania dobrze funkcjonującą demokracją, twierdzi psycholog.

Gdy większość jest wkurzona…

W konsekwencji owego upadku elit miliony poirytowanych wyborców zaczynają głosować na populistów.

– W utrwalonych demokracjach takich jak Stany Zjednoczone, demokratyczna rządność będzie w nieunikniony sposób więdnąć, aż w końcu upadnie – wnioskuje Rosenberg.

Jak to możliwe? – pomyśli ktoś, kto jeszcze trochę ponad dekadę temu zaczytywał się w książkach mędrców, którzy uważali, że historia już się skończyła i to właśnie wraz z sukcesem  demokracji.

Teraz psycholog uważa, że w ciągu najbliższych paru dekad liczne duże demokracje w stylu zachodnim zaczną obumierać. Te które zostaną, będą w istocie wydmuszkami, fasadowymi republikami, którymi będą rządzić subtelni dyktatorzy.

Główny problem demokracji? Jest to… ciężka praca. Stoi ona jednak w sprzeczności z tym, czego nauczyła nas ewolucja. Rosenberg przypomina, że istoty ludzkie nie myślą w sposób uporządkowany. Uprzedzenia różnego rodzaju wypaczają nasze mózgi na najbardziej fundamentalnym poziomie. Mówić prościej: demokracja nie działa, bo nie jest dostosowana do działania naszych mózgów.

Internet dobije demokrację?

Tym, co ma dobić „władzę ludu”, jest narzędzie, które teoretycznie miało ją wzmocnić. Chodzi o Internet. Dzięki mediom społecznościowym już każdy może prowadzić bloga, promować sprawę, w którą wierzy, ale jednocześnie może generować fake newsy, w które – o zgrozo – jakaś część wyborców wierzy. Przed nastaniem ery Internetu elity potrafiły (i mogły) demaskować takie fałszywe doniesienia. Mogły tłamsić je nieraz w zarodku. Dziś staje się to nierealne.

Aż 10 milionów ludzi widziało na Facebooku fake newsa o tym, że papież Franciszek poparł Trumpa w wyborach w 2016 r. Choć sieć miała otworzyć nas na świat, zbudowała – a konkretnie sprawiły to algorytmy firm technologicznych – inną, więlką bańkę informacyjną. Z tego faktu korzystają dziś populiści.

Nie, historia się nie skończyła. Możliwe, że kończy się demokracja i świat, który dotąd znaliśmy.

Ja, Lech Wałęsa

jako współtwórca i były Przewodniczący „Solidarności” największego związku zawodowego w Europie, który zmienił oblicze Polski i sąsiednich krajów 30 lat temu.

– laureat pokojowej Nagrody Nobla
– były Prezydent Polski

Zwracam się do Was:

1. Ludzi polskiej wsi, z której się wywodzę, polskich chłopów i ich rodzin, którzy byli przez wielki solą tej ziemi. Nie pozwólcie obecnemu rządowi odwrócić naszego kraju od Unii Europejskiej, do której tak nas namawiał Papież Polak — skłócenie z Unią najbardziej ujemnie odbije się na polskim rolnictwie

2. Polskich robotników — to Wam Polska zawdzięcza najlepsze 25 lat w swej tysiącletniej historii. Nie pozwólcie zmarnować Waszego osiągnięcia, które podziwiał cały świat.

3. Mieszkańców mniejszych i większych miast, których oblicze zmieniło się w tym czasie całkowicie w stosunku do poprzednich dziesięcioleci.

4. Milionów młodych ludzi w Polsce, którzy po raz pierwszy mogą i chcą głosować, aby wpłynąć na swoją przyszłość i tego kraju. Dzięki Solidarności staliście się Europejczykami nieodgrodzonymi „żelazną kurtyną” od możliwości i osiągnięć świata Zachodu. Wy młodzi, możecie dokonać kolejnej pokojowej rewolucji. Uwierzcie w siebie, nie siedźcie „na kanapie”, weźcie sprawy w swoje ręce, abyście byli w przyszłości dumni z tego, że wpłynęliście na bieg historii.

GŁOSUJCIE NA PRZEDSTAWICIELI OPOZYCJI TEGO SKORUMPOWANEGO RZĄDU LUDZI NIEKOMPETENTNYCH, NIEMORALNYCH, ŻĄDNYCH WŁADZY I PIENIĘDZY, DĄŻĄCYCH DO REALIZACJI WŁASNYCH INTERESÓW KOSZTEM PRZYSZŁOŚCI MIESZKAŃCÓW I OBYWATELI NASZEGO KRAJU.

Reklamy

Szydło w ruinie. Z życia pasqud 21

16 Lip

Lech Wałęsa skomentował kolejną porażkę Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim. Europosłanka PiS kolejny raz została odrzucona przez polityków unijnych i nie zajmie stanowiska szefowej komisji ds. zatrudnienia.

„W świetle (nie ukrywajmy tego) totalnej klęski (19:34) ostatni wynik (21:27) był niewiarygodnym sukcesem. Podsuwam Pani jednak pomysł jak uzasadnić tę katastrofę” – napisał na Facebooku Roman Giertych w kolejnym liście do Beaty Szydło. Po poprzednim głosowaniu też się do niej odezwał („Wałęsa i Giertych podsumowali kolejny „sukces” PiS 21:27 w PE”).

Jak więc – zdaniem Giertycha – była premier powinna uzasadnić tę katastrofę? – „Otóż odpowiedź jest prosta: to była germańska zemsta. Na zimno i z premedytacją zaplanowana i wykonana właśnie w rocznicę Grunwaldu. 609 lat czekali, aby odpowiedzieć na cios zadany przez Jagiełłę. Czekali, czekali i się doczekali. I tak jak my wycięliśmy wówczas kwiat teutońskiego rycerstwa, tak oni Panią-kwiat obozu rządzącego wycięli z tej ważnej i należnej Pani funkcji i rzucili jak zeschłą słomę na żer bezczelnych szyderców. Oj, nie zabraknie ich teraz! Będą uważać, że brak Pani sukcesu źle wróży negocjacjom w sprawach budżetu. Ale cóż tam budżet na drogi, gdy dziś opłakujemy zamach na wzrost Pani budżetu!” – proponuje Giertych.

Cały wpis >>>

Jak zwykle, ma też „radę” dla Szydło: – „Głowa do góry! Do trzech razy sztuka. Przy następnym głosowaniu proszę po prostu spróbować ich od serca, osobiście przekonać. Najlepiej wystąpieniem bezpośrednim, bez udziału tłumaczy, którzy głębię Pani myśli mogliby przekręcić i wypaczyć”.

Do kolejnego „sukcesu” byłej polskiej premier odniósł się także mec. Jacek Dubois. – „Wygląda na to, że Beata Szydło jest jedną z najdroższych kobiet współczesnej Polski. Najpierw ponosiliśmy koszty rozbitych przez jej ochronę limuzyn, potem rozdawanych przez nią nagród. Obecnie przegrywając z samą sobą tym razem z jeszcze gorszym wynikiem kolejne głosowanie na szefową komisji zatrudnienia i spraw społecznych PE naraziła na straty wizerunkowe samego Prezesa, który w jej sprawie rozmawiał osobiście z Niemcem i wyszło mu tak jak zazwyczaj” – napisał Dubois na Facebooku.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Nikt nie powinien się nabrać na pustosłowie, iż „jesteśmy wyspą wolności w Europie” i „chcemy być wyspą szybkiego rozwoju”. Otóż demokratyczne narzędzia wolności zostały w dużej części zniszczone i zastąpione autokratycznymi. Zaś szybki rozwój to następstwo koniunktury gospodarczej i tak jesteśmy w tej szybkości maruderem rozwoju, a będziemy się cofać, bo za populistyczne rozdawnictwo zapłacimy regresem gospodarczym, inflacją, czyli wzrostem cen towarów i usług, który to proces się rozpoczął, jest nieubłagany w postaci zubożenia społeczeństwa.

Inne zapewnienia Kaczyńskiego są nienowoczesne, by nie napisać, iż pochodzą wprost z Ciemnogrodu, „nie musimy upodabniać się do Zachodu, nie musimy stać pod tęczową flagą”.

To jest wizja Polski Kaczyńskiego. Niezachodnia, niecywilizacyjna, zacofana, wsobna, spychana przez Zachód na margines, skazana na wypchnięcie z Unii Europejskiej (Polexit). Powraca idiom polityczny, iż Polska nie nadaje się do wolności, bo takie wstecznictwo w niesprzyjających okolicznościach międzynarodowych może doprowadzić do całkowitej izolacji kraju, a tym samym oddaniu na pastwę silniejszych, np. Rosji.

I mamy drugą Polskę, którą w pigułce „szóstki Schetyny” podał szef Platformy Obywatelskiej, lider opozycji Grzegorz Schetyna. Po pierwsze przywrócić standardy demokratyczne, „odnowić demokrację”, bez których życie publiczne buksuje. Lider PO nie zapomniał o tym, iż rozwój kraju powinien być odczuwany w naszych kieszeniach, a nie w portfelach polityków („nam się należy”), należy zatem „podwyższyć płace”. Kolejne części szóstki Schetyny dotyczą coraz silniej odczuwanych zaniedbań pisowskiego rządzenia, mianowicie „służba zdrowia się sypie”, stworzyć godny „program dla seniorów”, uczynić „przyjazną szkołę” po deformie edukacji autorstwa Anny Zalewskiej. Ostatni element szóstki Schetyny dotyczy czystego powietrza i wody.

Schetyna jednak planuje coś ekstra, bez mała rewolucyjnego. Mianowicie w wyborach parlamentarnych wystartuje z Warszawy, spotka się zatem na tym samym gruncie z Jarosławem Kaczyńskim. Czy prezes PiS będzie w stanie odmówić debaty ze swoim przeciwnikiem?

Nie powinien, a wiemy, że nie przystąpi do żadnej publicznej dyskusji. Nie tylko z tego powodu, że ma w tyle głowy sromotę poniesioną w debacie z Donaldem Tuskiem. Przede wszystkim w starciu ze Schetyną Polacy usłyszeliby, jaką wsteczną wizję Polski reprezentuje PiS, jak kłamliwie przedstawia swoje „osiągnięcia”, które w istocie są zaprzepaszczeniem osiągnięć wszystkich Polaków po 1989 roku. No i Kaczyński jest psychicznie nie za bardzo dysponowany, mówi niewyraźnie, niespecjalnie składnie i sensownie.

Nawet gdyby Kaczyński był w pełni dysponowany, nie bałbym się o Schetynę, bo tak zawsze układa się w debatach, iż wygrywają w nich ci, za którymi stoją rzeczywiste potrzeby, aspiracje, a nie zakłamanie, domena Kaczyńskiego i jego marionetki Mateusza Morawieckiego.

Z życia pasqud: Pislam

27 Czer

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej ustanowionych prawem Unii – głosi opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Opinia rzecznika generalnego unijnego Trybunału Sprawiedliwości jest odpowiedzią na pytania Sądu Najwyższego, który wyrażał wątpliwości co do niezależności KRS i wyłonionej przez nią Izby Dyscyplinarnej.

Analiza prawna rzecznika generalnego to tylko sugestia dla Wielkiej Izby Trybunału. Może ona wziąć ją pod uwagę, ale nie musi. W większości przypadków sędziowie posiłkują się opiniami przygotowując werdykty. Orzeczenia w tej konkretnej sprawie należy się spodziewać za kilka, kilkanaście tygodni.

Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej

„Istnieją uzasadnione podstawy do tego, by obiektywnie wątpić w niezależność Izby Dyscyplinarnej” – napisał rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W jego opinii czytamy, że Izba nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej, ponieważ organ ją powołujący, czyli Krajowa Rada Sądownicza, jest w całości uzależniony od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Takie argumenty podnosiła podczas dwóch rozpraw w Trybunale także Komisja Europejska, oraz adwokaci inicjatywy „Wolne Sądy”, pełnomocnicy sędziów Sądu Najwyższego, negatywnie zaopiniowanych przez Izbę Dyscyplinarną.

Argumentowali oni, że Krajowa Rada Sądownictwa jest wybierana przez większość sejmową, a nie przez środowiska sędziowskie, co nie gwarantuje niezależności. Z tymi zarzutami nie zgadzali się pełnomocnicy polskiego rządu, przedstawiciele Krajowej Rady Sądownictwa i Prokuratury Krajowej. Nazwali je kuriozalnymi i podkreślali, że KRS została wybrana zgodnie z prawem, że nie ma wątpliwości co do legalności, czy niezawisłości i to samo dotyczy Izby Dyscyplinarnej.

Falę gniewnych komentarzy wywołał poranny wpis Lecha Wałęsy na Facebooku. Były prezydent RP opublikował zdjęcie zniszczonej szyby w jego biurze, komentując krótko: „poranek z kamieniem”.

Lech Wałęsa ma swoje biuro na drugim piętrze Europejskiego Centrum Solidarności. Szyba została zniszczona w pomieszczeniu, zajmowanym zwykle przez pracowników jego biura. Były prezydent przyjmuje gości w sąsiednim pomieszczeniu.

„Prowadzone są czynności wyjaśniające m.in. z ochroną budynku” – powiedział Onetowi – Marek Kaczmar z Instytutu Lecha Wałęsy.

„Takie klimaty są teraz w Polsce, brak szacunku do wszystkich którzy inaczej myślą”; „Panie Prezydencie. To znaczy że nadal jest Pan ważną figurą której trzeba sie bać” – piszą m.in. użytkownicy Facebooka.

Niektórzy zastanawiają się: „Ciekawe czy na Żoliborzu też latają kamienie? Ale podejrzewam, że nim taki kamień doleci, to już leci grupa policjantów i kilkunastu ochroniarzy”.

Filmy Patryka Vegi słyną z brutalnego języka i wstrząsających scen. Jego nowy film „Polityka” – co chętnie sam sugeruje poprzez stopniowe ujawnianie ściśle strzeżonych informacji – może przekroczyć wszelkie granice, bo pokazuje postacie wzorowane na politykach z pierwszych stron gazet. Jak ujawnił portal Fakt24, reżyser sugeruje np. erotyczne fascynacje postaci wzorowanych na Antonim Macierewiczu i szefie jego gabinetu Bartłomieju M. Premiera filmu planowana jest na 6 września. Postać wzorowaną na Macierewiczu zagra Janusz Chabior, Bartłomieja M. natomiast Antek Królikowski.

Wielką zażyłość filmowego szefa MON ze swym podwładnym, pokazaną w filmie, Vega opiera na rzetelnym riserczu. – Przez 18 miesięcy prowadziłem dokumentację, rozmawiałem z wieloma politykami. Oni opowiedzieli mi o kulisach tej relacji. Dlatego pokażę w filmie fascynację między ministrem a jego podwładnym – mówi reżyser. Jak pamiętamy, relacja Bartłomieja M. i Macierewicza od początku wywoływała wiele plotek. Młodzieniec z podwarszawskiej apteki stał się nagle jedną z najważniejszych postaci w polskiej polityce. Do czasu. Ostatecznie został wyrzucony z PiS, potem stanowisko stracił jego promotor, a w końcu Misiewicz trafił do aresztu, podejrzany o przestępstwa korupcyjne.

Tadeusz Cymański, poseł klubu PiS z przecieków wysnuwa wniosek, że film Vegi to „przekroczenie pewnego Rubikonu”. Jak deklaruje, sfera intymna ludzi polityki nie powinna być przedmiotem takich filmowych działań i broniłby w tej sprawie dobra polityka, niezależnie od przynależności partyjnej. Aneta Wrona, specjalistka do spraw wizerunku, pytana przez portal Fakt24 nie ma wątpliwości, że taktyka, przyjęta przez reżysera jest genialna. Oto dzięki niej o filmie pisze się i mówi, choć ten jeszcze nie powstał. Jej zdaniem wcale nie jest oczywiste, jaki będzie wpływ filmu na życie polityczne kraju.

Jarosław Kaczyński jest natomiast przekonany, że film został zaplanowany jako cios w jego partię. – Mamy do czynienia z przygotowaniem do wielkiego hejtu. Ma nas pokazać jako złych. W nieoficjalnych rozmowach politycy PiS nie krył przekonania, że „ktoś Vegę kupił”.

„Idziemy w zupełnie innym kierunku niż reszta państwa europejskich. Co to jest, jak nie Polexit w faktach czy zachowaniach? Do takich myśli skłania mnie to orzeczenie” – tak postanowienie Trybunału Konstytucyjnego ws. drukarza, który odmówił wydrukowania plakatów fundacji LGBT, skomentowała w TOK FM prof. Ewa Łętowska. Trybunał orzekł, że „karanie za odmowę świadczenia usług umyślnie bez uzasadnionej przyczyny stanowi ingerencję w wolność podmiotu świadczącego usługi, w szczególności w prawo do postępowania zgodnie z własnym sumieniem”. TK uwzględnił tym samym wniosek złożony przez Zbigniewa Ziobrę.

Była Rzecznik Praw Obywatelskich i sędzia Trybunału Konstytucyjnego stwierdziła, że jest „zasmucona takim rozstrzygnięciem TK”. – „W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że przyznaliśmy klauzule sumienia wszystkim usługodawcom. Boję się, że za chwilę powstaną apteki tylko dla katolików czy hotele tylko dla ludzi rasy białej. Bo każdy usługodawca powie, że nie będzie obsługiwać tych, którzy mu się nie podobają, mają inny kolor skóry, inaczej mówią” – podkreślała w TOK FM.

Według prof. Łętowskiej, „mamy do czynienia z obniżeniem standardów walki z dyskryminacją”. – „Takie orzeczenie TK może doprowadzić do tego, że osoby nietolerowane czy społecznie nielubiane, będą spotykały się odmową udzielenia świadczeń, których inne osoby nie miałyby problemy uzyskać. Ubolewam nad tym, bo prawo powinno minimalizować liczbę tego typu konfliktów, a takie rozstrzygnięcie tylko je zwiększy. Więcej spraw będzie trafiać do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu” – podsumowała była sędzia TK.

Kilka dni temu Waldemar Mystkowski pisał o wyroku TSUE.

Polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom.

Władze PiS przegrały i to dubeltowo sprawę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rzecz dotyczy Sądu Najwyższego, obniżenia wieku emerytalnego sędziów SN. TSUE uznał, iż obniżenie wieku emerytalnego i przyznanie prawa arbitralnego decydowania przez prezydenta RP w sprawie przedłużenia urzędowania sędziów jest sprzeczne z prawem unijnym, stanowi uchybienie artykułu 19, ustęp 1 Traktatu o UE.

PiS argumentował, że organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji krajów unijnych. Owszem, twierdzi TSUE, ale musi być zachowane dotrzymanie zobowiązania wynikające z prawa unijnego, mianowicie prawo do skutecznej ochrony sądowej, czyli niezależności sądownictwa. TSUE rozumie nieusuwalność sędziów jako gwarant ich niezawisłości.

Zauważmy, że TSUE wydał wyrok po skardze wniesionej przez Komisję Europejską, która dotyczy polskiej ustawy z lipca 2017. PiS z części zarzutów KE się wycofał, zmienił przepisy, ale mimo to wyrok TSUE podtrzymuje zarzuty KE, bo nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

Dlaczego TSUE wydaje taki wyrok? Po pierwsze, to bojaźń, iż dojdzie do recydywy i ponownego złamania prawa unijnego w kwestii niezależności sędziów w Polsce, a po wtóre opinia TSUE o władzy PiS jest fatalna. Można to porównać z wyrokiem dla recydywisty, któremu odwiesza się wyrok za poprzednie przestępstwo.

Ważny jest inny kontekst tego wyroku, mianowicie za trzy dni wydana zostanie opinia przez rzecznika generalnego TSUE w sprawie neo-KRS, która w obecnym kształcie jest batem na sędziowską niezależność.

Można zatem stwierdzić, iż polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom. Wiemy jednak, że Jarosław Kaczyński chce je podporządkować sobie. Jakie zatem ma wyjście? Jeżeli prezes PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE i będzie postępował z ustawami tak, jak dotychczas, stanowiąc prawo wbrew unijnym standardom, zapisanym w Traktacie o UE, to będzie oznaczało faktyczny Polexit.

A może jest tak, iż Kaczyński już zadecydował o Polexicie? Kwestią pozostaje jego forma i za pomocą jakiej argumentacji Polska ma być wyprowadzona z UE.

PiS powtarza PRL w kwestii cen żywności

6 Czer

Media informują o wzroście cen produktów w sklepach, które są coraz bardziej odczuwalne dla portfeli Polaków.

Wojciech Mann może mieć problemy w pracy po tym, jak subtelnie skrytykował na antenie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Złożymy pozew o ochronę dóbr osobistych wraz z zapłatą zadośćuczynienia na rzecz organizacji dobroczynnej, np. WOŚP” – zapowiedział Jarosław Marciniak, sekretarz zarządu KOD. To reakcja na wypowiedź Marka Suskiego, szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego.

Suski w TVP Info komentował przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku podczas obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca. – Mówił do ludzi pod sztandarami KOD-u, że to wy jesteście ci dobrzy, uwierzcie w to. A tam wielu ludzi w KOD-zie to są osoby, które służyły obcemu mocarstwu i jeszcze mają przeszłość różnych służb PRL-owskich. Do takich ludzi, którzy tworzyli ścieżki zdrowia, bili robotników i byli po tamtej stronie okrągłego stołu, mówi, że to wy jesteście ci dobrzy i obalcie władzę, sugerując, że jest to władza dyktatorska” – stwierdził polityk PiS.

Jarosław Marciniak z KOD w rozmowie z wp.pl określił słowa Suskiego jako „oburzające i bulwersujące”. – „Na święcie wolności i solidarności spotkało się wielu zasłużonych działaczy pierwszej Solidarności oraz osób zaangażowanych w budowę demokratycznej Polski. Niegodziwością jest zarzucać im udział w organizacji ścieżek zdrowia czy budowy systemu komunistycznego w Polsce. Jest to tym bardziej oburzające, że członkami partii pana Suskiego są m.in. panowie Piotrowicz, Kryże, którzy pracowali dla komunistów. (…) Ta obłuda jest znakiem firmowym formacji rządzącej” – powiedział Marciniak.

Przypomnijmy, że całkiem niedawno Suski „zasłynął” wpisem na Twitterze, o czym pisaliśmy w artykule „Homofobia króluje w gabinecie szefa PiSowskiego rządu”. Suski „tłumaczył”, że to jeden z jego asystentów rzekomo przez pomyłkę umieścił kompromitujący wpis.

30 lat po 4 czerwca 1989 roku tamtejsze wydarzenia dzielą, a nie jednoczą Polaków. Czy to Pana nie boli?

Dziś mamy nową epokę. Tamte boje i zwycięstwa to rozdział zakończony. Mamy epokę słowa i dobrze, że w tej epoce są skrajności. Dobrze, że istnieje Jarosław Kaczyński. I dobrze, że istnieje Donald Trump. Tacy jak oni zmuszają nas do poszukiwań. Skoro oni postępują źle, to my musimy postępować dobrze. A jak znajdziemy lepsze rozwiązania, to jeszcze im pomniki będziemy stawiać za to, że nas zmusili.

A czy wiadomo, dokąd zmierza dziś Jarosław Kaczyński?

Kaczyński to klasyczny dyktator. Jak tylko mu coś nie wychodzi, to od razu zabiera, rozwiązuje, likwiduje. Ja to rozumiem, też mi różne rzeczy przeszkadzały, gdy byłem prezydentem. Ale to nie znaczy, że trzeba od razu likwidować. Trump postępuje tak samo.

Z dyktatorami jest tak, że oni najpierw chcą dobrze, ale z czasem sami wciągani są przez machinę, w której funkcjonują. Dziś są inne czasy i może dyktator w stylu Kaczyńskiego nie zajdzie zbyt daleko, choć z drugiej strony przykład Węgier pokazuje jednak coś innego. Jeśli Polska podążać będzie tym tropem, to wraz z Węgrami rozsadzą Europę.

I co wtedy będzie z Europą?

Wtedy wielkie zadanie stanie przed Niemcami. My nie mamy takiej siły, ale Niemcy są tym krajem, który pełni przywódczą rolę w Europie. Niemcy muszą mieć plan. Kiedyś zniszczyli Europę, to teraz mogą budować. Są najlepiej zorganizowani i mają środki. Niech zorganizują Europę tak dobrze, jak to zrobili w swoim kraju.

Jeśli Polacy i Węgry rozwalą Unię Europejską, to od razu trzeba będzie trzeba stworzyć jakąś nową UE i zaprosić do niej wszystkie kraje. Każdy, kto będzie chciał przystąpić, powinien dostać listę piętnastu praw i piętnastu obowiązków, których bezwzględnie trzeba będzie przestrzegać.

Czym dla Pana jest dzisiejsza Solidarność i jak odbiera Pan fakt, że stoi po stronie rządu?

Zarzucano mi kiedyś, że postanowiłem zwinąć sztandary Solidarności. Okrzyknięto mnie zdrajcą. Ale co ja miałem robić? Miałem zostać związkowcem, nie iść do władzy? Mówiłem wtedy: zwińmy sztandary, bo kiedyś będziemy ich potrzebować. Ja miałem wtedy 10 milionów ludzi, dzisiejsza Solidarność ma 500 tysięcy, a zawłaszczyła sobie nasze sztandary i nasze zwycięstwo. Z naszą dawną Solidarnością czegoś byśmy dziś dokonali, gdyby tylko ta druga nam nie przeszkadzała.

Jak przyjął Pan zwycięstwo PiS w wyborach europejskich?

Na razie PiS wygrywa, bo oddaliśmy mu pole. Ich nacjonalizm i populizm to demony ze starej epoki. Dlatego powtarzam: organizujcie społeczeństwo. Ja jestem fanatykiem przekroju społecznego. Jaki przekrój, taka powinna być reprezentacja polityczna. Dotyczy to także mniejszych grup jak na przykład LGBT. Poza tym potrzeba w polityce uczciwej gry. A gdzie dziś u nas uczciwość? Jest pomieszanie pojęć. Prawica jest dziś bardziej lewicowa niż lewica i odwrotnie.

Liczy Pan na powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?

Tusk to wybitna indywidualność i świetny teoretyk. Z praktyką u niego już jest nieco gorzej. Parę dobrych lat nie ma go w Polsce, pytanie, jak poradziłby sobie w tych wewnętrznych walkach polskich, czy nie straci na popularności. W każdym razie, jeśli wróci, to ja na niego zagłosuję.

Jakie są dziś największe wyzwania dla Europy i dla Polski?

Dziś sytuacja wygląda tak, jakby z ulic pousuwano wszystkie znaki ruchu drogowego. Trzeba z powrotem poustawiać znaki, ale nie tak, by to było odczuwane jako odbieranie wolności. Niedługo trzeba będzie koniecznie uporządkować na przykład wolność słowa. Dajemy wolność, ale dajemy też odpowiedzialność. Ludzie tego nie rozumieją.

To tak jak z przykręcaniem i odkręcaniem śrubek. Gdy pracowałem jako robotnik, to podczas przykręcania zepsułem może dwie, trzy śrubki. Ale przy odkręcaniu to były już setki. Dziś świat wymaga świadomego porządkowania.

Trzeba też korzystać z istniejących już dobrych rozwiązań. W Polsce mamy na przykład problemy ze strajkiem nauczycieli. Tymczasem wystarczy zajrzeć, jak funkcjonują systemy edukacji w innych krajach i skopiować dobre wzory do Polski. Ile jeszcze guzów sobie musimy nabić, by pójść do przodu?

Stare instytucje trzeba zmieniać. Na przykład NATO powstało jako odpowiedź na Układ Warszawski. Układu dawno nie ma, a NATO czuje się dobrze. Nie należy niszczyć, ale zmieniać trzeba.

Ma Pan na sobie koszulkę z napisem „konstytucja”. Dlaczego?

Nie protestuję tylko w Polsce, ale sygnalizuję także światu: nie lekceważcie demokracji, bo w Polsce to zrobiliśmy i do władzy doszli populiści i demagodzy. Łamana jest konstytucja i trójpodział władzy. Do wyborów już teraz chodzi w Polsce poniżej 50 procent wyborców, a może być jeszcze mniej i wtedy już nie będzie mowy o demokracji. Demokracja jest wtedy, gdy po którejś stronie jest większość. Nie zdejmę tej koszulki, dopóki w Polsce i na świecie nie zmieni się istniejący układ. Prawdopodobnie pochowacie mnie w tej koszulce.

Tzw. rekonstrukcja rządu służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności 4 czerwca 1989 roku.

Więcej >>>

Pedofilia w Kościele, dalszy ciąg seksafery na Podkarpaciu oraz Ziobro, pokraka w życiu publicznym. Polska zidiociała

4 Kwi

Po fali ujawnień pedofilii w kościele można odnieść wrażenie, że odsetek zbrodniczych czynów w całej populacji ludzkiej jest mniejszy, niż w samym kościele. Może to tylko mylne wrażenie wynikające ze zbyt długo trwającej bezkarności księży, niemniej niezwykle szokująca jest liczba już ujawnionych księży dewiantów.

Kolejnym przypadkiem jest wikary z Wielączy koło Zamościa, Łukasz P, który, jak się okazało, ma słabość do nagich dziewczynek. Nie tylko kolekcjonował treści pornograficzne z udziałem małoletnich, ale także sam fotografował z ukrycia dziecięce nagości. Robił to ukrytą kamerą w przymierzalniach i toaletach. I właśnie taką ukrytą kamerą, będąc w Chorwacji latem 2017 roku, nagrywał w przebieralni na plaży małoletnią dziewczynkę. Szczęśliwie został przyłapany i zatrzymany. Chorwacka prokuratura zabezpieczyła telefon i komputer księdza, a zebrany materiał przekazała prokuraturze w Zamościu.

Księdzu przedstawiono siedem zarzutów. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Artur Szykuła „obejmują one wiele zachowań podejrzanego polegających na posiadaniu treści pornograficznych z udziałem małoletnich, a także utrwalaniu nagich wizerunków różnych osób w wieku od 13. roku życia do 26 lat”.

Działalność księdza była nieźle zorganizowana. Jak informuje rzecznik prokuratury w Zamościu dokonywał on nagrań w różnych miejscach publicznych, gdzie „montował kamery niewielkich rozmiarów, by utrwalać nagie wizerunki różnych osób”. W sprawie pokrzywdzonych jest 30 osób.

Ksiądz przyznał się do winy i wyraził skruchę. Nawet chciał dobrowolnie poddać się karze. Jednak prokuratura , na wniosek ojca poszkodowanej – nie zgodziła się, ponieważ uznała, że księdzu należy się proces i surowsza kara. Grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Ksiądz został zawieszony w wykonywaniu czynności kapłańskich. Jak wynika z informacji TVN24, biskup polecił również wszczęcie dochodzenia kanonicznego.

Nasuwa się pytanie, którego kościół głośno zadać nie chce: Czy istnieje jakaś zależność między celibatem a dewiacyjnym zachowaniem księży? Może warto się nad tym zastanowić?

Sprawa tzw. seks-afery na Podkarpaciu, w której tuszowanie mieli być zaangażowani szefowie Centralnego Biura Antykorupcyjnego nabiera rumieńców. W odpowiedzi na zawiadomienie w tej sprawie, jakie przeciwko m.in. szefowi CBA Ernestowi Bejdzie złożył były agent Wojciech J., doniesienie kontrujące zarzuty złożyło również biuro. Nie ma znaczenia, że z dotychczas opublikowanych przez Radio Zet i dziennik “Fakt” dokumentów wynika, że Wojciech J. był jednym z najbardziej zaufanych agentów szefa CBA, z bardzo obszernymi uprawnieniami przeznaczonymi do wykonywania zadań specjalnych.

Wygląda na to, że szukając haków na przeciwników politycznych i byłego szefa CBA Pawła Wojtunika trafił na coś, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego i teraz staje się kozłem ofiarnym w walce pomiędzy służbami. O tym, jak absurdalna jest ta sprawa świadczyć może chociażby ostatnia informacja rządowego portalu tvp.info, że były agent przed 2015 rokiem miał problemy psychiczne w wojsku, co przecież w zasadzie tylko pogrąża Ernesta Bejdę, który w 2016 roku, po tym jak przyjął go do służby w niestandardowym trybie, dał mu bardzo obszerne uprawnienia. Mimo wielu starań strony rządowej, w sprawie wciąż więcej jest twardych dowodów i dokumentów potwierdzających wiarygodność agenta, niż słów ją podważających.

Pewnie dlatego, po wielkiej burzy w mediach, czy tygodnik “NIE” nie posunął się zbyt daleko publikując fragment zawiadomienia Wojciecha J., w którym jako polityka nagranego na seksualnych igraszkach ze zmuszaną do prostytucji 15-letnią Ukrainką wskazał marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, dziś ustalenia Andrzeja Rozenka w dużej mierze potwierdził Sylwester Ruszkiewicz z Wirtualnej Polski. Opublikował kolejne fragmenty z zawiadomienia, które trafiło do prokuratury regionalnej w Rzeszowie.

Mając szerokie uprawnienia Wojciech J. w okresie od stycznia do sierpnia 2017 roku, intensywnie realizował czynności operacyjne związane z tzw. aferą podkarpacką. W sierpniu 2017 r. otrzymał od swojego Osobowego Źródła Informacji (OZI) informację, iż w jednym z trzech podkarpackich domów publicznych ochranianych przez byłego funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego Policji Daniela Ś. Została w 2014 roku zarejestrowana wizyta jednego z najwyższych polityków PiS. Polityk ten miał dopuszczać się czynności seksualnych z nieletnią prostytutką narodowości ukraińskiej o imieniu Rusłana. Nagranie to zostało przekazane z domu publicznego przez OZI Wojciechowi J. – cytuje treść dokumentu “WP”.

Najciekawiej robi się jednak później, gdy mowa jest o innych nagraniach oraz o tym, gdzie mogą się one znajdować.

– W trakcie prowadzonych czynności operacyjnych Wojciech J. uzyskał dodatkowe informacje, iżnagrań tego typu jest dużo więcej, a zarejestrowani na nich są przede wszystkim politycy PiS oraz powiązani z nimi biznesmeni z Podkarpacia. Według informacji operacyjnych uzyskanych przez Wojciecha J., Daniel Ś, który poza ochroną agencji towarzyskich miał zajmować się sprowadzaniem prostytutek (głównie z Ukrainy), zabezpieczył kopię wszystkich kompromitujących nagrań i zdeponował w nieznanym miejscu na terenie Ukrainy – możemy przeczytać w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury.

CBA konsekwentnie zaprzecza i przekonuje, że dowodów na podniesione przez byłego agenta zarzuty nie ma. To jednak dziwić nie powinno, bowiem w świetle relacji Wojciecha J. właśnie te dowody zostały mu podstępem odebrane z jego szafy pancernej, a dowody na to, że się w nim znajdowały również publikowały już media. O tym, że CBA powinna zostać wyłączona z dalszego badania tej sprawy świadczyć może także informacja z ostatnich dni, którą opublikował na Twitterze Mariusz Gierszewski z Radia Zet. Okazuje się bowiem, że mimo zachowania drogi służbowej, raport Wojciecha J. skierowany do premiera Morawieckiego, w którym ten informuje o ewentualnych przewinach swoich przełożonych nigdy do KPRM nie trafił. To, że Ernest Bejda uzurpował sobie prawo “cenzury” korespondencji dotyczącej m.in. jego osoby i nie przekazał dokumentu szefowi rządu nie działa dziś na jego korzyść. Sprawa z pewnością będzie miała ciąg dalszy.

Do prawdziwej pasji doprowadziła ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę decyzja Komisji Europejskiej, która wszczęła postępowanie przeciwko Polsce za system odpowiedzialności dyscyplinarnej wobec sędziów. Komisja uważa, że narusza on niezawisłość sędziowską i nie chroni sędziów przed kontrolą polityczną.

Ponieważ Ziobro jest przekonany o słuszności powołania nowej izby w Sądzie Najwyższym, ruszył do ataku na najgłośniej kwestionującego zmiany w polskim sądownictwie, Fransa Timmermansa – wiceszefa KE.

„Jeśli pan Timmermans reaguje na tego rodzaju sytuacje, gdzie Sąd Najwyższy w trakcie trwania sporu o sądownictwo uniewinnia złodzieja-sędziego i stwierdza, że ten złodziej-sędzia może dalej być nieskazitelnym sędzią i karać złodziei, jeśli tacy ukradną na przykład wiertarkę w hipermarkecie, to ja rozumiem oburzenie pana Timmermansa” – oświadczył dziennikarzom Zbigniew Ziobro.

Minister jest poirytowany i nie przebiera w słowach, bo jeśli polski rząd nie przekona Brukseli do swoich racji, to po upływie najbliższych dwóch miesięcy sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE.

„Chętnie zadałbym pytanie panu Timmermansowi, czy w standardzie, o jaki mu chodzi, jakiego broni, jaki chciałby przywrócić, jest to, by dotychczasowa procedura chroniła sędziów złodziei, przestępców?” – w typowej dla siebie formie pytał Ziobro.

Waldemar Mystkowski pisze o rozpoczęciu Polexitu.

Czarne chmury nad władzą PiS już jej nie opuszczą, a to znaczy, iż utrzymując się u władzy, te czarne chmury będą dotyczyć Polski, czyli nas wszystkich. Nieformalne procedury Polexitu zostały uruchomione, wszystko zmierza w tym jednym kierunku. Pozostaje tajemnicą, jaką strategię przyjmie PiS, aby obrzydzić rodakom Unię Europejską.

Tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa. Pytanie prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczy tego, czy nowa KRS jest w stanie stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

W zasadzie to retoryka prawa rzymskiego, bowiem jak niezależna od polityków może być instytucja, gdy do jej składu powołane są osoby przez polityków. Sędziowie KRS w tym wypadku są zależni od posłów PiS, którzy ich powołują.

TSUE zatem wyda orzeczenie tuż przed eurowyborami, a więc nie będzie miał on wpływu na to, kogo Polacy wybiorą do Brukseli, bo za mało zostanie czasu, aby dotarła ta wieść do elektoratu.

Dalej niż TSUE idzie w zapasy z bezprawiem PiS Komisja Europejska, która wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie prawa unijnego. A to znaczy, iż nie podporządkowując się administracyjnym orzeczeniom KE, czekają nasz kraj sankcje, a następnie – jeżeli te nie będą skuteczne – wykluczenie. Polexit wcale nie musi być powtórzeniem procedur brexitu, Bruksela sama może nas wypchnąć.

I bodaj taka pochodna strategia PiS znajdzie zastosowanie, gdyby partia Kaczyńskiego miała utrzymać się u władzy – „Unia nas gnębi, nie pozwala wstać z kolan, etc.”

Komisja Europejska nie daje się nabrać na piętrowe kłamstwa PiS, uznając, iż Polska narusza prawo unijne, sądy nie są niezależne, a sędziowie są zastraszani, szykanowani poprzez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

Piętrowość kłamstw PiS jest jak umysł Jarosława Kaczyńskiego i sięga tylko pierwszego piętra, wyżej on nie podskoczy. Na parterze znajduje się KRS, której skład wybierają parlamentarzyści, zaś sędziowie są dyscyplinowani (czyli zastraszani, szykanowani, wydalani) przez Izbę Dyscyplinarną SN (pierwsze piętro), której skład powołuje KRS.

Polski rząd dostał dwa miesiące na odpowiedź ustosunkowania się do postępowania Komisji Europejskiej, dostał więc szanse, aby zmienić stanowisko. Czy Kaczyński jest w stanie zejść z pierwszego piętra swoich kłamstw i powrócić do przestrzegania prawa unijnego, tj. do standardów demokracji?

Polexit jest głównym celem polityki zagranicznej PiS

1 Kwi

Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.

Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.

PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.

PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali pouczani przez nacjonalistyczne centrale.

Fiaskiem zakończyła się poniedziałkowa rozmowa „ostatniej szansy” przedstawicieli związków nauczycielskich z członkami rządu.

„Do 8 kwietnia mamy tydzień. Tydzień na negocjacje. Jeżeli będziemy obserwowali taką postawę ze strony rządu, to nie pozostaje nam nic innego, niż zamknąć placówki oświatowe i rozpocząć strajk” – zapowiada Sławomir Broniarz.

„Wysłuchaliśmy propozycji premier Beaty Szydło. To powtórzenie tego, co już zanegowaliśmy” – ocenił deklaracje strony rządowej szef ZNP.

Wszystko wskazuje na to, że PiS nie zamierza się uginać przed żądaniami związkowców, a premier Mateusz Morawiecki nie spotka się z szefem ZNP Sławomirem Broniarzem – pisze Money.pl

W cieniu tych negocjacji pozostaje minister edukacji Anna Zalewska – odpowiedzialna za chaos w szkolnictwie i obecne perturbacje.

Działa dziś na nauczycieli jak przysłowiowa „płachta na byka”, ale – jak mówią dobrze zorientowani – „coś za coś”.

Ponoć we wcześniejszych negocjacjach z Kaczyńskim zgodziła się być twarzą PiSowskiej reformy oświaty w zamian za „biorącą” pozycję listy dolnośląsko-opolskiej do Parlamentu Europejskiego.

Z informacji radia RMF FM wynika, że to taki „element porozumienia” z liderem partii rządzącej.

Zalewska jest dziś „potężnym wizerunkowym obciążeniem” dla PiS – mówią w rozmowie z radiem politycy partii rządzącej. „Jeden z bliskich współpracowników premiera w nieoficjalnej rozmowie powiedział dziennikarzowi RMF FM, że z chęcią – już teraz – pomógłby minister spakować walizki do Brukseli”.

Więcej >>>

Waldemar Mystkowski pisze o przywłaszczaniu przez PiS obchpodów 4 czerwca.

Dlaczego PiS chce przywłaszczyć obchody rocznicy 4 czerwca 1989 roku, pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych? Przecież narracja partii Kaczyńskiego o Okrągłym Stole jest mało pozytywna, a 4 czerwca to pierwszy i najważniejszy owoc kompromisu strony solidarnościowej z komuszą.

Potem przechodziliśmy transformację ustrojową zwaną reformami Balcerowicza, te okazały się wzorem dla innych państw naszego regionu, przede wszystkim są jednym z największych naszych sukcesów cywilizacyjnych w historii. Polska wreszcie stała się pełnoprawnym członkiem Zachodu poprzez przynależność do NATO i Unii Europejskiej.

Obok transformacji ustrojowej zachodziła dłuższa „transformacja” mentalna, którą swego czasu w lapsusie freudystycznym Jarosław Kaczyński wyłożył, jako „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” W tej „transformacji” kłamstwo ma wartość prawdy, byle było głoszone z determinacją Goebbelsa.

4 czerwca ma wpisać w „transformację” mentalną PiS ich wersję historii, nie mającą wiele wspólnego z faktami, ale z kompleksami prezesa. Gdyby to odbywało się na płaszczyźnie osobistej, byłby to kłopot psychiatry z pacjentem, ale pacjent Jarosław Kaczyński funduje swoje kompleksy w polityce i to będąc u władzy.

Jak trafnie ujął taką wersję życia Szekspir, jest to „opowieść idioty pełna wrzasku i wściekłości”. Narracja Kaczyńskiego o współczesności nie trzyma się kupy ani tym bardziej narracja o niedalekiej przeszłości, w której on i jego brat Lech nie odgrywali szczególnie ważnych ról, byli tylko kamerdynerami Lecha Wałęsy. Rola służby boli, stąd mamy u prezesa przypadłości wściekłości i wrzasku o gorszym sorcie, ZOMO, gestapo, kanaliach, zdradzieckich mordach, etc.

Jeżeli 4 czerwca 2019 PiS będzie po wygranych do Parlamentu Europejskiego rozszerzona zostanie „opowieść idioty” o kolejne wściekłe kłamstwa i wrzaskliwe opluwanie prawdy. Lech Wałęsa chciałby częściowo przerwać tę narrację idiotów poprzez pozbawienie „NSZZ Solidarność” możliwości posługiwania się nazwą.

Miejmy nadzieję, że 4 czerwca będziemy świętować dwa zwycięstwa – 4 czerwca 1989 roku Komitetu Obywatelskiego i 26 maja 2019 – Koalicji Europejskiej. Wystarczy wściekłości i wrzasku z opowieści zakompleksiałego prezesa.

Brunatny Kościół, Brexit i pisowskie pacyfikowanie strajku nauczycieli

31 Mar

Krzysztof Pieczyński (Polska Laicka) w swoim najnowszym felietonie na temat Kościoła katolickiego w kontekście krytykowania karty LGBT oraz wspierania polskich neofaszystów. przez instytucję z Watykanu.

„Kościół w imię ewangelizacji mordował i torturował z zimną krwią. Dzisiaj w imię ewangelizacji gwałci, kradnie, kłamie i znów, jak to było w przeszłości, brata się z faszystami. W przeszłości papieże potępiali każdy zryw wolnościowy Polaków bredząc o ewangelii, tak jak to robią dzisiaj. Łamią strajk nauczycieli i protestują przeciwko karcie LGBT, ponieważ jest im odbierana przyjemność wprowadzania dzieci do ich pedofilskiego rzemiosła. Powołują się przy tym na ewangelie.

Wszystkie cierpienia, które przez osiemnaście wieków Kościół Katolicki  zadał ludzkości były i są przedmiotem czerpania z nich przyjemności. Gdyby ludzie kościoła nie czerpali przyjemności z mordów, tortur i gwałtów, to by tego nie robili. Świat jest pełen nienawiści i przemocy z powodu religii. Religie kształtują świat od tysięcy lat i dopóki będą miały wyznawców, ludzkość nie pozna swojej dobrej strony, a każda próba humanizacji zostanie stłumiona. Jeżeli religie różnych maści zaczną ze sobą współpracować to będzie koniec wolności, matrix. To, że się nawzajem tępią walcząc o wpływy, chroni nas przed zamienieniem świata w jeden wielki zakon, w którym ludzie nie mają żadnych praw, giną w tysiącach i są przedmiotem handlu, jak w czasach niewolnictwa. Oficjalnie są wysyłani na pogłębioną ewangelizację i mają wolny wybór zgodny ze swoim sumieniem. Takie brednie głoszą od wieków. To jest jedyna niewolnicza organizacja działającą jawnie. Kościół jest obozem, w którym kobiety, dzieci, młodzi ludzie są przedmiotami seksualnych korzyści dla wyżej stojących w hierarchii. Jak to jest możliwe, żeby niewolnictwo nie było karane? Jak to jest możliwe, żeby taka potworna sekta utrzymywała stosunki dyplomatyczne z rządami wszystkich krajów?

Dlatego tak jest, że ta sekta stworzyła taki świat. Stworzyła go dla siebie. Wystarczy powołać się na ewangelie i wszystko staje się możliwe. Każda zbrodnia, każde łajdactwo i kolaboracja z każdą władzą. Jeśli kk sam ustanawia prawa, wówczas kolaboracja po prostu staje się rządzeniem. Kościół w jakimś stopniu sprzeciwiał się komunie, bo ta nie dawała mu władzy i przywilejów, a tylko o to mu chodziło. Odzyskać wszystko z nawiązką. I odzyskał. Czemu? Bo jesteśmy słabi, głupi, zniewoleni, leniwi. Bo ewangelizacja uczyniła z Polaków naród nietwórczy, zawistny, małostkowy. Potencjał odbicia się od dna wciąż istnieje. Potencjał, by piękni ludzie, szlachetni dawali przykład do naśladowania, a nie zakłamana, pedofilska sekta złodziei uczyła Polaków moralności tylko dlatego, że powołuje się na ewangelie.

Tak jak kiedyś kk został zmuszony przez postępową ludzkość do zaprzestania tortur i holokaustu na rdzennych ludach, tak samo dzisiaj został zmuszony do zajęcia się sprawą pedofilii. To nie od ludzi kościoła wypłynęła zmiana, to myśmy ich do tego zmusili. Żadna zmiana w działaniach kk nie miała i nie będzie miała miejsca, gdyż oni wciąż uważają, że ludzie są ich trzodą, ich własnością” – pisze aktor i aktywista obywatelski Krzysztof Pieczyński. 

No i doczekaliśmy się brunatnego kościoła katolickiego. Nie wiem jak państwo katolicy, ale ja bym, w tym momencie najpóźniej, z tej organizacji wystąpiła – komentuje publicystka Eliza Michalik.

Od lat alarmuję, że Polska brunatnieje. To kolejny dowód. Skrajna prawica stosuje „marsz przez instytucję”, jest osłaniana przez PiSowski aparat państwa, powoli opanowuje pozycje w Kościele. Skutki będą dla Polski opłakane – mówi były szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz.

Dlaczego Wielka Brytania nie potrafi wyjść z Unii Europejskiej?

Więcej >>>

Więcej >>>

Mamy nagrania z tajnego spotkania władz PiS!

Z dwóch niezależnych źródeł otrzymaliśmy taśmy z nagraniem nocnej partyjno-rządowej narady najważniejszych funkcjonariuszy PiS. Głównym tematem tajnego spotkania na Nowogrodzkiej była sytuacja w oświacie.  Niestety otrzymane nagrania wymagają czasochłonnej obróbki, ponieważ w sali konferencyjnej panował nieopisany zamęt i trudno jest zidentyfikować autorów poszczególnych wypowiedzi. Uznaliśmy jednak, że ze względu na ważką treść nie powinniśmy zwlekać do czasu uporządkowania zapisu i przydzielenia wypowiedzi odpowiednim dyskutantom. Nie czekając również na wyczyszczenia taśm z onomatopeicznych dźwięków i usunięcie niecenzuralnych słów, już dziś publikujemy najistotniejsze naszym zdaniem opinie, wygłoszone podczas tej narady. Wypowiedzi te zmuszeni byliśmy poddać niewielkim skrótom i pewnej obróbce stylistycznej, zbliżając je do wymogów języka polskiego.

– Ja się pytam dlaczego znowu nie ma pani minister? Już i tak wierszyki o niej układają, że się nie pokazuje, bo się już pakuje.  A ja chciałbym się dowiedzieć, dlaczego nie poszła do głodujących z „Solidarności”, żeby się z nimi dogadać.  Czy to nie ona wymyśliła, żeby rozkręcić tę całą akcję? Miało być tak, że „S” wcina się nagle między ZNP a rząd, wali pięścią w stół, załatwia nauczycielom parę stów na raty i Duda wychodzi na gieroja, a Broniarz na wroga dzieci i rodziców. A co wyszło? Kapiszon! Zaczęliśmy dobrze, ale znowu nie było komu skończyć…

– A ja nie rozumiem, o co to całe zamieszanie. Przecież mamy pieniądze. Mamy całą kasę. Mamy swój budżet i pełny bank. Jaki problem jeszcze trochę zwiększyć zadłużenie? Przecież wszyscy wiedzą, że budżet jest gumowy. Wolicie mniejszy deficyt i przegrane wybory?

– Ale tu wcale nie chodzi o kasę, tylko o zasadę. Nauczyciele chcą tysiąca, a ja się pytam – za co? Co nadzwyczajnego zrobili ostatnio nauczyciele, że zasługują na tak dużą podwyżkę? Uważam, że wielu z nich powinno mieć nawet obniżone zarobki!  Za sabotaż reformy, za protesty, za koszulki z konstytucją, za skłócanie rządu z rodzicami. Nasz rząd wciąż im podnosi pensję, a oni zamiast podziękować, to naśmiewają się, że zarobki w oświacie rosną tylko dlatego, że średnią nabijają pracownicy MEN, i że sama pani minister też ciągle dostaje podwyżki.  A to przecież gruba bezczelność! Ja sprawdziłam i okazało się, że wynagrodzenie zasadnicze pracowników Ministerstwa Edukacji Narodowej w 2018 roku wyniosło średnio 4 881,32 zł. Nie liczę premii, bo one są za konkretne zasługi. A jeśli chodzi o Anię, to razem z dietą poselską zarabia rocznie tylko 280 tysięcy. To prawda, że od 2015 r. jej wynagrodzenie urosło ponaddwukrotnie, ale pamiętajmy ile w tym czasie zrobiła dla Polski!

– Ja jeszcze w sprawie tego tysiąca. Sasin powiedział w TVN, że nauczycielom chodzi o dodatkowy tysiąc netto, a zaraz potem Broniarz zaczął wykrzykiwać, że to nieprawda, bo brutto. Uważam, że powinniśmy się trzymać przekazu Jacka. No bo kto jest bardziej wiarygodny: przedstawiciel PiS, czy ZNP? A najlepiej mówić, że nauczyciele żądają tysiąca złotych „do kieszeni”. Broniarz będzie prostował, ale niech to wygląda, jakby nagle zmienił zdanie i teraz się tłumaczy. Trzeba mówić, że niedługo w ZNP będą wybory i tak naprawdę, to nie obchodzą go pensje nauczycieli, tylko chce, żeby znowu go wybrali na przewodniczącego.

– Ja nie rozumiem, czemu cackamy się z tym facetem. Przecież to pezetpeerowski aparatczyk, komuch, który teraz spiknął się z totalną opozycją, chodzi z nimi na wszystkie zadymy i na zdjęciach staje obok Schetyny. A jego ZNP to tak naprawdę komunistyczna organizacja. To jeszcze jedna kasta. Też ich przyjmują na salonach i certolą się z nimi jak z kim dobrym. A przecież wszyscy wiedzą, że strajk to uderzenie w PiS, czyli w demokratyczną władzę. ZNP po prostu szkodzi Polsce. A jeśli szkodzi Polsce, to czemu Ziobro ich jeszcze nie zdelegalizował?

– Z nimi to w ogóle jakaś dziwna sprawa. Żeby tylko chcieli kasy dla siebie, to bym zrozumiał, ale oni jeszcze pokrzykują żeby zwiększyć nakłady na oświatę! O co im chodzi? Przecież wiadomo, że to platformerska hołota i na pewno ot tak nie rezygnowaliby z zarobków, bo przecież nikt im nie zapłaci za czas strajku. Ciekawe, kto ich opłaca, kto za nimi stoi? Również tą sprawa powinien się Zbyszek zająć. Tym bardziej, że ich żądania eskalują. W łódzkich liceach na przykład chcą, żeby było mniej religii, bo niby sal im brakuje dla podwójnego rocznika. To przecież atak na Kościół! Jeszcze trochę i zaczną tam ganiać po szkołach jakieś oszalałe Biedronie!

– Mam taki pomysł: obiecajmy im ten tysiąc, ale po wyborach. Na pewno się zgodzą i zakończą strajk. Jeśli przegramy wybory, to niech się totalni martwią. A jak wygramy, to mamy dwie opcje. Albo ogłosimy, że jedyną możliwością realizacji tego zobowiązania jest rozłożenie go na długoletnie raty, albo damy im ten tysiąc, ale jednocześnie zabierzemy wszystkie dodatki, rozmaite funkcyjne, motywacyjne, rozłąkowe, premie, urlopy zdrowotne i wszystko, czego nie mają inne grupy zawodowe.  Będziemy czyści, bo nie naruszymy porozumienia z ZNP i nauczyciele dostaną swój tysiąc, a w sprawie dodatków przecież się nie umawialiśmy. Wyborcy nas zrozumieją, bo nie lubią, jak inni mają jakieś bonusy, których oni nie mają. A co do nauczycieli, też nie musimy się bać , że skoczą nam do gardeł. Wiecie dlaczego? Bo kiedy teraz zakończą strajk, to od razu zarządzimy przedłużenie roku szkolnego o tyle dni, ile trwał strajk. I wyjdzie na to, że my troszczymy się o wykształcenie i pilnujemy, żeby dzieci nic nie straciły na strajku, a winni zamieszania są nauczyciele. Kiedy szlag trafi rodzinne plany wakacyjne, to rodzice się wściekną i już nigdy nie poprą żadnego protestu ZNP!

– Musimy wytrzymać. Nie wolno poddać się szantażowi. Straszą, ze matur nie będzie. No i co z tego? Wiecie, ilu naszych ludzi nie ma matury, a jak świetnie sobie radzą na ważnych stanowiskach? Straszą, że nie będzie egzaminu ósmoklasisty? No to co? Ogłośmy nabór do liceów na podstawie świadectw. Przecież świadectwa musza wydać, bo rodzice ich zjedzą. Zobaczycie, że w końcu ludzie nas poprą, dotrze do nich, że dajemy nauczycielom, ile tylko możemy. Zrozumieją, że jak ktoś chce zarabiać więcej, niż rząd może mu zapłacić, to powinien zmienić pracę, a nie rozwalać państwo!

– Egzaminy to jednak poważniejszy problem. Uważam, ze musimy je przeprowadzić, choćby nie wiem co. Trzeba coś zdecydować. Zastanawiam się, czy nie dałoby się jakoś zmilitaryzować oświaty na postrach, wziąć choćby tylko część nauczycieli w kamasze. A jednocześnie już myśleć o zastąpieniu nauczycieli. Może zwrócić się do wykładowców z Akademickiego Klubu Obywatelskiego, którzy robią dla nas potrzebne ekspertyzy? Może po cichu ogłosić nabór wśród katechetów i wykładowców na wydziałach teologicznych? Pewnie i wielu studentów dałoby się skusić, jak im dobrze zapłacimy. Co z tego, że nie mają kwalifikacji do egzaminowania na maturze? A nowi sędziowie mają? A nasi członkowie rad nadzorczych, co wiedzą o gospodarce? A Jan Nowak nie nadaje się na prezesa urzędu od danych osobowych? Przecież oni wszyscy wcale nie są fachowcami, a radzą sobie. Z egzaminami też sobie poradzą. Musimy Polakom pokazać siłę, bo jak raz nas złamią, to po kasę przyjdą inni. I ci następni mogą już mieć ze sobą nie tylko plakaty i chorągiewki…

Wynotował: Andrzej Karmiński
 1.04.2019

PS. Poprzedniego dnia na konwencji PiS we Wrocławiu Jarosław Kaczyński objawił się zebranym jako obrońca wszelakich wolności oraz ujawnił, że jego partia to w istocie związek bojowników o wolność i demokrację w kraju i za granicą. Czuję się w obowiązku ostrzec przed próbami zrozumienia, co prezes miał na myśli. Osoby, które w przeszłości próbowały tego dociec, po wyleczeniu musiały się poddać długotrwałej publicznej rehabilitacji.

Dopisek z 2.04.2019

Artykuł pod tytułem „Jak spacyfikować strajk oświatowy” był oczywiście primaaprilisowym żartem.

Co prawda, ten tekst ukazał się na łamach koduj24.pl w przeddzień 1 kwietnia wieczorem (zgodnie z redakcyjnym harmonogramem udostępniania gazety autorom według ustalonej kolejności), ale uważni Czytelnicy mogli w nim dostrzec datę 1.04.2019. Mniej uważni Czytelnicy podzielili się w komentarzach, uznając ten artykuł bądź za relację prawdziwą lub wielce prawdopodobną, bądź za paskudny fake news.

Obie te opinie są uprawnione, bo prawie wszystkie wypowiedzi rzekomych uczestników tajnej narady w siedzibie PiS to autentyczne, trochę tylko skrócone i uładzone stylistycznie wypowiedzi prawdziwych funkcjonariuszy PiS, wygłoszone w rozmaitych okolicznościach i w różnym czasie. Zebrane w jednym miejscu stały się jednak swoistym świadectwem degrengolady naszej obecnej władzy.

W moim zamierzeniu ten primaaprilisowy żart nie miał być zabawny. Był smutny jak nasza polska rzeczywistość. Ale jeśli poruszył Czytelników, jeśli skłonił kogoś do refleksji, jeżeli sprowokował irytację tych, których dotychczas omijały opresje państwa zawłaszczonego przez partię Kaczyńskiego, to myślę, że ta publikacja spełniła swoje zadanie.

 

>>>