Tag Archives: Marek Kuchciński

Mordeczki Kaczyńskiego w Trybunale Konstytucyjnym

21 List

Europa doceniła Donalda Tuska. Stając do wyborów na szefa europejskiej Partii Ludowej, jako jedyny kandydat, mówił: „Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”

20 listopada 2019 w Zagrzebiu Donald Tusk został wybrany szefem Europejskiej Partii Ludowej. 491 osób było za, 37 – przeciw. Zastąpił na stanowisku Francuza Joseph Daula. Były polski premier jest pierwszym przedstawicielem Europy Wschodniej na czele największej partii politycznej w Unii Europejskiej.

„Stańmy razem na tym najważniejszym polu politycznej bitwy, przeciwstawiając się nieodpowiedzialnym populistom, będąc partią odpowiedzialną i popularną.

Po pięciu latach mam dość bycia głównym europejskim biurokratą. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”,

mówił Tusk podczas przemówienia przed głosowaniem.

„Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Pod żadnym pozorem nie wolno nam rezygnować z bezpieczeństwa i porządku na rzecz populistów, manipulatorów i autokratów, którzy przekonują ludzi, że wolności nie można pogodzić z bezpieczeństwem. Że obrona naszych granic nie da się pogodzić z liberalna demokracją, a efektywne rządzenie z praworządnością”.

Nie poświęcimy takich wartości jak wolności obywatelskie, praworządność i przyzwoitość w życiu publicznym dla bezpieczeństwa i porządku, bo nie ma takiej potrzeby. Bo one się nie wykluczają”.

„Wszystko, co napisałam, podtrzymuję. Nic nie cofam” – odpowiedziała Krystyna Pawłowicz, kandydatka do TK, na zarzuty o używanie mowy nienawiści. Drugi kandydat Stanisław Piotrowicz w ogóle nie musiał odpowiadać na pytania o karierę w PZPR i obronę księdza-pedofila z Tylawy, bo przewodniczący komisji przyspieszył głosowanie. Komisja poparła oboje kandydatów

W środę 20 listopada wieczorem sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zaopiniowała kandydatury na nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dwie, nie trzy, bo w ostatniej chwili posłowie PiS wycofali swoje poparcie dla Roberta Jastrzębskiego, którego niespodziewanie zgłosili w piątek.

„Procedura zgłoszenia kandydata na to stanowisko zostanie ponowiona, termin zgłoszeń najpewniej w tym tygodniu przedstawi marszałek Sejmu” – poinformował PAP dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Pod obrady komisji w środę trafili więc tylko Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz, oddani żołnierze rządu PiS.

„Będziemy opiniowali dwie czy trzy kandydatury? W stabilnych demokracjach nie wprowadza się zmian na ostatnią chwilę” – ubolewała na początku posiedzenia posłanka PO Kamila Gasiuk-Pihowicz, wiceprzewodnicząca Komisji.

Po dwóch i pół godzinie wojny na argumenty – formalne, merytoryczne i prawne – przewodniczący komisji Marek Ast z PiS postanowił skrócić obrady i przejść do głosowania. Jeszcze zanim Stanisław Piotrowicz zdołał odnieść się do któregokolwiek z pytań opozycji.

Komisja sprawiedliwości, w której przewagę mają posłowie Prawa i Sprawiedliwości, zgodnie z przewidywaniami poparła obie kandydatury. Opozycja głosowała przeciw, ale była w mniejszości.

Już w czwartek 21 listopada po południu Sejm będzie głosował nad ich przyjęciem. W Sejmie większość ma PiS, więc Pawłowicz i Piotrowicz są o włos od zajęcia zwalniających się w grudniu posad w TK.

Opozycja: „Pokażcie ekspertyzy!”

Zanim posiedzenie Komisji zaczęło się na dobre, posłowie opozycji zgłosili do przewodniczącego Asta szereg wniosków formalnych. Chcieli, by zarządził przerwę, bo nie zdążyli zapoznać się z treścią ekspertyz prawnych przygotowanych na wniosek wicemarszałków Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Piotra Zgorzelskiego.

Opinie te przygotowali uznani eksperci prawni – profesorowie Marek Chmaj i Marcin Matczak.

„Te opinie zostały przygotowane na koszt Kancelarii Sejmu. Nie możemy zadawać pytań kandydatom, jeżeli nie ustalimy, co zawierają”

– apelował poseł PO Michał Szczerba.

Ekspertyzy Matczaka i Chmaja dotyczyły spełniania przez kandydatów wymogów formalnych. Jak pisaliśmy w OKO.press, Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz przekroczyli 65. rok życia. W efekcie „reform” sądowniczych PiS mogą być… za starzy, by zasiadać w TK.

„Czy osoba, która skończyła 65 lat, wypełnia kryteria konieczne do pełnienia urzędu? Skoro w tym wieku nie można być czynnym sędzią SN?” – pytała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Posłowie PiS odrzucili jednak wnioski o przerwę i zgodnie twierdzili, że przy kandydowaniu do TK wiek Piotrowicza i Pawłowicz nie ma znaczenia.

„Głosy w doktrynie są podzielone” – stwierdził Marek Ast. „Nie ma tu żadnej kwestii związanej z cenzusem wieku” – komentował Piotr Sak. „Profesorowie, którzy sporządzili te analizy, nie są bezstronni, zwłaszcza prof. Matczak” – grzmiał Przemysław Sobolewski, wicedyrektor Biura Analiz Sejmowych.

Przypudrowane życiorysy

Wkrótce potem posłanka PiS i wiceprzewodnicząca komisji Anna Milczanowska przeszła do przedstawienia kandydatur Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. Usłyszeliśmy obszerne fragmenty życiorysów tej przebojowej dwójki. Jak zauważyli posłowie opozycji – mocno przypudrowane.

Jako pierwszy swoje wątpliwości przedstawił w pytaniach poseł PO Michał Szczerba. Odniósł się do opinii prawników i zwrócił uwagę na potencjalnie dyskwalifikujący wiek Piotrowicza i Pawłowicz. Ale nie tylko.

„Jest też kryterium nieskazitelnego charakteru. W ostatnich latach do Komisji Etyki Poselskiej wielokrotnie wpływały wnioski dotyczące wypowiedzi pani poseł Pawłowicz.

Czy pani podtrzymuje te wypowiedzi? Czy jest pani gotowa przeprosić posłankę Gasiuk za obrażanie jej? Za używanie języka poniżającego i nienawistnego, m.in. wobec Donalda Tuska? Czy z czystej krwi polityczki może pani stać się niezawisłym sędzią TK?”

– pytał Szczerba.

Poseł punktował też przemilczane fragmenty CV Stanisława Piotrowicza.

„Jakie ma pan odczucia wobec postawy, którą prezentował pan, gdy jako prokurator umorzył sprawę księdza z Tylawy? Czy nie wstydzi się pan, że publicznie oczyszczał go pan z zarzutów?” – pytał.

Przewodniczący Ast kilkakrotnie próbował odebrać głos Szczerbie. Ostatecznie, ku oburzeniu opozycji, posłowie PiS przegłosowali pomysł, by skrócić czas na zadawanie pytań do jednej minuty na każdego kandydata.

Ekspresowe pytania

Na szybko swoje pytania musieli zadać m.in. polityk Wiosny Krzysztof Śmiszek, Katarzyna Piekarska i Anna Maria Żukowska z SLD, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Krzystof Paszyk z PSL, Magdalena Filiks z KO i Barbara Dolniak z Nowoczesnej.

Mimo niesprzyjających warunków opozycja z ogromnym wysiłkiem przypominała wady obydwojga kandydatów.

„Czy podtrzymuje pani swoją opinię, że sędziowie po 65 roku życia nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji? Po co kandyduje pani do TK, skoro mówiła Pani, że Trybunał narusza zasadę demokratyzmu? Czy prawo unijne ma prymat nad prawem krajowym?” – wyliczał Śmiszek.

„Za co dostał pan brązowy krzyż zasługi w 1984 roku, bo chyba nie za działalność opozycyjną?” – pytała Piotrowicza Katarzyna Piekarska.

„Stanowiliście państwo prawo, teraz będziecie wyłączeni ze spraw, które dotyczą ustaw, przy których pracowaliście – czy ma to sens? Czy pan Piotrowicz może stać się apolityczny miesiąc po wyborach, w których kandydował? Czy jest dobrym kandydatem do TK, skoro nie dostał nawet wystarczająco głosów, by zostać posłem?” – argumentowała Magdalena Filiks.

„Czy to prawda, że razem z marszałkiem Kuchcińskim łamał pan instrukcję HEAD? Pani profesor Pawłowicz, czy podtrzymuje pani opinię w sprawie flagi UE? Nadal nazwałaby ją pani szmatą?” – dopytywał Krzysztof Paszyk.

„Czy będą państwo niezależni i niezawiśli? Nie było tego symptomów w ostatnich czterech latach. Oboje jesteście prawnikami, a mimo swojej wiedzy podejmowaliście decyzje, które są sprzeczne z konstytucją. Jak chcą nas państwo do siebie przekonać?” – mówiła Barbara Dolniak.

Laurkę dla Pawłowicz wygłosił poseł PiS Bartosz Kownacki.

„Znam panią profesor jako wykładowcę na UW. To były jedne z najlepszych zajęć. Te wcześniejsze wypowiedzi to ataki ludzi, którzy zostali beneficjentami złodziejstwa, które przeprowadzono po 89 roku” – stwierdził.

Pawłowicz: „Wszystko podtrzymuję”

Po skończonej rundzie pytań głos zabrała Krystyna Pawłowicz.

„To wasza zasługa, że tutaj siedzimy. PiS chciało ograniczyć wiek emerytalny sędziów TK, ale państwo protestowaliście. Dzięki państwu jesteśmy na tej sali jako kandydaci” – zaczęła posłanka.

„Komisja Etyki Poselskiej jest reliktem czasów PRL, kiedy była jedność moralno-polityczna wszystkich posłów.[…] Przewagę mają w niej zawsze posłowie opozycji i wykorzystują jako pałkę do cenzurowania wolnych wypowiedzi politycznych, do których posłowie są upoważnieni” – przekonywała.

„Zacytował pan moje wypowiedzi. Wszystko, co napisałam, podtrzymuję. Nic nie cofam, proszę pana” – odpowiedziała Pawłowicz Michałowi Szczerbie i Krzysztofowi Śmiszkowi.

„Morda to jest morda, to nie jest żadne słowo wulgarne” – stwierdziła.

„W razie konfliktu polskiego prawa z prawem UE, odsyłam do art. 8 i 91 konstytucji, które mówią, że prymat ma polska konstytucja. Jest najwyższym prawem RP” – podkreśliła Pawłowicz.

Posłanka przyznała, że zdarzyło jej się głosować za przepisami, które uznała za niekonstytucyjne, bo tak nakazywała jej partyjna dyscyplina.

„To była moja prywatna opinia, o konstytucyjności decyduje Trybunał Konstytucyjny. Poseł ma swoje obowiązki” – ucięła.

Na sali rozgorzała dyskusja. Wkrótce potem przewodniczący Ast postanowił zakończyć debatę i przejść do głosowania, zanim jeszcze na którekolwiek z pytań odpowiedział Stanisław Piotrowicz.

Gdy posłowie PiS poparli kandydaturę Krystyny Pawłowicz, część posłów opozycji zamierzała opuścić salę. Zostali jednak na głosowaniu nad kandydaturą Piotrowicza. Także i on otrzymał zielone światło dzięki głosom PiS.

„Posadzilibyście córki na kolanach księdza z Tylawy? Tak traktujecie TK?” – ubolewała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Jastrzębski w odstawkę

Posłowie i posłanki nie mieli okazji przepytać sędziego Roberta Jastrzębskiego, bo PiS tuż przed posiedzeniem komisji wycofało dla niego poparcie.

„To prawda, ale nie wiem, skąd taka decyzja” – mówił Onetowi w środę Marek Ast.

Posłowie PiS zgłosili Jastrzębskiego na ostatnią chwilę, w piątek 15 listopada, wycofując zarazem zaproponowaną wcześniej Elżbietę Chojnę-Duch.

Chojna-Duch miała dowiedzieć się o tym z publikacji Onetu. „Były wcześniej rozmowy, że rozważają taką możliwość. Ale odpowiedź mieli mi dać w poniedziałek. Czemu zmienili zdanie na temat mojej kandydatury? Nie mam pojęcia. Nie tłumaczyli tego” – komentowała prawniczka.

Jak pisaliśmy w OKO.press Jastrzębski jest jednym z „ośmiu wybitnych konstytucjonalistów” Zbigniewa Ziobry. Gdy Trybunał Konstytucyjny w marciu 2016 roku orzekł, że nowelizacja ustawy o TK przeprowadzona przez PiS była niekonstytucyjna, Ziobro powoływał się m.in. na ekspertyzę Jastrzębskiego, który „podzielał zdanie rządu”.

Media spekulują, że PiS musiało wycofać jednego z kandydatów ze względu na toczące się w obozie Zjednoczonej Prawicy rozmowy koalicyjne. Naciskać mieli koalicjanci partii Kaczyńskiego, którzy też chcą mieć w TK swoich przedstawicieli.

„Jedną z trzech osób zastąpi kandydat naszych koalicjantów. Swojego reprezentanta zgłoszą też w styczniu, gdy skończy się kadencja kolejnego sędziego TK” – powiedział „Gazecie Wyborczej” anonimowy rozmówca z kręgów władzy.

>>>

„Potrzebuję tego boksu, tego wysiłku, ciosów i bólu, żeby zejść na ziemię. Inaczej nie zachowam dystansu do samego siebie” – opowiadał w 2017 roku. „Od dłuższego czasu widać było, że ma większe ambicje niż samorząd. To nie jest zając ustawiony, by prawybory się odbyły. Czekał na właściwy moment” – mówi OKO.press polityczka KO

„Polska potrzebuje silnej prezydentury, która zatrzyma łamanie praworządności, wydobędzie kraj z chaosu partyjniactwa i przywróci wszystkim obywatelom prawdziwe poczucie wspólnoty. Podjąłem się tego wyzwania. Dlatego zgłosiłem swoją kandydaturę w prawyborach” – napisał na Twitterze w środę 20 listopada 2019, tuż przed godz. 18.

Człowiek w kopercie

We wtorek o północy minął termin zgłaszania kandydatów i kandydatek w prawyborach prezydenckich Koalicji Obywatelskiej, planowanych na 14 grudnia. Zanosiło się na to, że prawyborów nie będzie, bo zgłosiła się tylko Małgorzata Kidawa-Błońska, była marszałkini Sejmu, zgłoszona jako kandydatka KO na premiera w czasie kampanii przed wyborami 2019. Zebrała 150 głosów poparcia.

W środę w południe pojawiły się pogłoski, że jest jeszcze czyjeś zgłoszenie. O 17.30 Grzegorz Schetyna potwierdził (z Zagrzebia, gdzie pojechał na spotkanie EPL i wybory Tuska), że jest jeszcze jedno zgłoszenie, w zamkniętej kopercie.

Gdy nazwisko Jacka Jaśkowiaka (rocznik 1964) zaczęło się powtarzać, potwierdził na Twitterze.

W 2010 roku kandydował na prezydenta Poznania z listy ruchów miejskich Porozumienie My-Poznaniacy – i przegrał, zdobywając 7,16 proc. głosów. W 2013 wstąpił do Platformy Obywatelskiej i ponownie wystartował w wyborach – jako kandydat PO i sensacyjnie wygrał z Ryszardem Grobelnym, który rządził Poznaniem przez 16 lat. Jaśkowiak zdobył w drugiej turze 59,09 proc.

Był pierwszym polskim prezydentem miasta, który wziął udział w Marszu Równości – w 2015 roku. Robił to również w kolejnych latach, w końcu organizatorzy poprosili Jaśkowiaka o honorowy patronat nad Marszem – zgodził się. W 2018 roku Poznański Marsz Równości przeszedł pod patronatem Prezydenta Poznania.

Był biznesmenem. W latach 90. pracował w firmie Jana Kulczyka, potem założył własną, która zajmowała się doradztwem i obsługą księgową. Był też menedżerem barda opozycji Jacka Kaczmarskiego. Angażował się w organizację imprez sportowych – Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie.

„Od dłuższego czasu widać było że ma większe ambicje niż samorząd, więc moim zdaniem to nie jest zając ustawiony tylko by prawybory się odbyły.
Po prostu czekał na właściwy moment” – mówi OKO.press polityczka KO.

OKO.press przedstawia wybór wypowiedzi Jaśkowiaka, w większości z wywiadu-rzeki Violetty Szostak i Włodzimierza Nowaka. „Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem Prezydentem Poznania” wydanej w 2017 roku, Wydawnictwo Poznańskie.

O kandydowaniu na prezydenta (2017)

Violetta Szostak i Włodzimierz Nowak: Namawiają cię?

No tak… Idę na jakieś przyjęcie, podchodzi do mnie właściciel firmy wartej pięćset milionów i mówi: „Jestem zaszczycony, że mogę przywitać przyszłego prezydenta Polski”.

O! I co?

Nie mam takich ambicji (…)

Ciekawi jesteśmy spotkania z tobą za jakiś czas, gdy okaże się na przykład, że Jaśkowiak jednak kandyduje na prezydenta Polski.

Dajcie spokój! Dziesięć razy więcej mogę zrobić jako prezydent Poznania – mam dziesięć razy większy budżet. Prezydent Polski to funkcja czysto reprezentacyjna. Nie mówiąc już o tej patologii, jaką mamy teraz, gdy Duda pełni funkcję długopisu. Po co mi to? Mam swoje ego huśtać? Jaki to jestem wspaniały i tak dalej? (…) Pisałem się na Poznań. Co zacząłem, to skończę.

O kandydowaniu na prezydenta (2018)

Nie za bardzo wydaje mi się, żeby było to możliwe ze strony jakiegokolwiek samorządowca. Bo ta kampania wymaga dużego zaangażowania czasowego, a każdy z nas ma tutaj ciężką pracę do wykonania. Jestem przekonany, że opozycja będzie w stanie wystawić dobrego kandydata (Onet, 15 października 2018).

O uchodźcach i PiS

Stanowisko Kościoła jest w sprawie uchodźców jednoznaczne: należy pomagać. A skoro PiS tak bardzo identyfikuje się z Kościołem, że aż rząd jedzie na mszę prymicyjną syna Beaty Szydło na Jasną Górę, to niech sięgną również do Pisma Świętego. Niech naprawdę posłuchają głosu tego Kościoła! Bo klęczą na procesjach, swoją wiarę manifestują politycznie, a potem robią coś zupełnie innego.

O konserwatyzmie

Czy Merkel z CDU jest konserwatywna? Jeżeli o takim konserwatyzmie mówimy, to ja się z nim absolutnie identyfikuję.

O Schetynie

Grzegorz wyraźnie dał do zrozumienia, kto jest dla niego partnerem.

Jaśkowiak?

Jaśkowiak. Jestem członkiem rady programowej, na konwencjach Grzegorz trzyma mnie blisko, gdy jest w Poznaniu, siadamy przy jednym stoliku. Pokazuje, na kogo liczy.

(…) Spotykam się ze Schetyną regularnie, wspieram go, jak umiem. Pamiętam, kiedy PO miała strasznie słabe sondaże, w mediach opinie, że Schetyna jest do niczego, a w partii panuje warcholstwo, bo każdy pieprzył, co mu ślina na język przyniesie. Przed jakąś konwencją powiedziałem Grzegorzowi: wypnij klatę, nie garb się, olej te komentarze, musisz iść z powerem. Potem mi dziękował, bo dałem mu zastrzyk energii. Podziwiam go, że to wszystko wytrzymał i wyprowadził Platformę z dołka.

O tym, jak wygrać z PiS? Razem

Dla mnie są w tej chwili ważne dwa elementy. Pierwszy: jak wygrać z PiS-em, jak wygrać Polskę dla wartości europejskich. Drugi: jak to potem poskładać – jeżeli teraz nie będziemy w stanie dogadać się jako demokratyczna opozycja, to jak chcemy się dogadać później, po obaleniu PiS?

(…) PiS-owi możemy wgrzać tylko wtedy, jak się zjednoczymy. Bo wyglądanie rycerza na białym koniu to dziecinada. To pokazuje, że – jako społeczeństwo – mamy jeszcze dużo do zrobienia, by dorosnąć.

O współpracy opozycji

Już teraz musimy pokazać, że potrafimy współpracować. Tak jak dziś w Poznaniu – prezydent jest z Platformy, jeden zastępca z ruchów miejskich, drugi z lewicy. Mamy porozumienie programowe Platformy i lewicy. To najlepszy model dla Polski.

O Poznaniu, który jest trendy

To, czego najbardziej brakowało poznaniakom, to poczucia dumy. Mam nadzieję, że im to dałem, że poczuli: nie jesteśmy obciachowi. W tej chwili Poznań jest trendy. Być symbolem anty-PiS-u, bastionem wolności – niezłe. Poznań wydawał się konserwatywny, ale wcale taki nie jest.

Byłem na wszystkich wyborach prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych, również w tych pierwszych częściowo wolnych. Nie opuściłem żadnych wyborów. Na jakie partie głosowałeś? Najpierw na Unię Wolności. Ale zagłosowałem też później na Kwaśniewskiego i SLD. Potem głosowałem na PO. A w wyborach samorządowych głosowałem na Grobelnego w pierwszych dwóch kadencjach. Mam szacunek do wszystkich dawnych opozycjonistów, którzy tyle zrobili dla Polski. Do Macierewicza też miałem. Ale teraz on zachowuje się jak radziecki dygnitarz czy PRL-u.

O tym, na kogo głosował od 1989 roku

Najpierw na Unię Wolności. Ale zagłosowałem też później na Kwaśniewskiego i SLD. Potem głosowałem na PO. A w wyborach samorządowych głosowałem na Grobelnego w pierwszych dwóch kadencjach.

O kobietach

Wolałbym oczywiście spędzić życie w zgodzie z jedną kobietą, być jej wiernym, mieć z nią więcej niż jedno dziecko, ale z Joanną nam się to nie udało. Nie uważam jednak, by mój stosunek do kobiet był niewłaściwy. Nie traktuję kobiet przedmiotowo. Przeżyłem z nimi i dzięki nim najważniejsze chwile w moim życiu.

O boksie

Chodzę na treningi z wyczynowymi bokserami! Z Saszą, który ma gabaryty prawie jak Kliczko: waga sto dwa kilogramy, sto dziewięćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu. Szybki jak cholera – pięć lat trenuje boks, a wcześniej trójbój siłowy. Ciężko się z nim ćwiczy w parze… Jest też Rusłan, z Ukrainy. Trenuje z nami chłopak, który właśnie wyszedł z poprawczaka. Był też student farmacji z Arabii Saudyjskiej. Dopytywał, kim jestem. Myślał, że ten siwy to pomocnik trenera. Jak mu powiedzieli, że to „mayor of the city”, nie uwierzył: „I on tak tu przychodzi? Bez ochrony?!”. No to ktoś mu powiedział: „Popatrz na niego, on nie potrzebuje ochrony” ( śmiech ). Wiecie, jaką mam frajdę z tych treningów? Jak to mnie teraz niesie?

Staram się tak z osiem godzin tygodniowo. I raz w tygodniu mam sparing z zawodowym bokserem. Czasami wstaję o piątej rano, by potrenować przed pracą.

Potrzebuję tego boksu, tych sparingów, tego wysiłku, ciosów i bólu, żeby zejść na ziemię. Muszę iść na ten ring i tę presję z siebie zrzucić. Inaczej nie zachowam dystansu do samego siebie.

O przegrywaniu

Przegrany polityk jest jak przegrany bokser – nikt go już nie potrzebuje. Polityk jest potrzebny wtedy, gdy ludzie go kochają, kochają media. Przegranego nikt nie kocha. I wtedy wrócę po prostu do tego, co robiłem wcześniej. To kusząca perspektywa, żeby razem z synami poprowadzić firmę Jaśkowiak. Sprawdzę, czy jeszcze umiem zarabiać pieniądze.

Już teraz wiem, co powiem, odchodząc z polityki. Mam nadzieję, że będę odchodził z podniesionym czołem. Że mnie nie zniosą z ringu, wmanewrują w jakieś aresztowanie

czy podobne rzeczy… ale przed tym też nie ma we mnie strachu. Co powiesz? Z „Boba Dylana” Kaczmarskiego:

Oddaj komuś rząd dusz
I na własny szlak rusz
Tam gdzie żadne nie zdarzą się porty
Mówić będą żeś zbiegł
Ale wyjdą na brzeg
I zdradzieckie ci lampy zapalą
Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą

O przypadku

Tak sobie dzisiaj myślę, że granica między byciem prezydentem a byciem takim człowiekiem w miejskim kontenerze jest bardzo cienka. Przecież ja też jako młody chłopak mogłem sięgnąć po alkohol, narkotyki. To akurat mnie nie kręciło, ale mam świadomość, że scenariusz mógł być inny.

O bogactwie

Długo oglądałem świat za szybą i chciałem się do niego przebić. Nawet ta fascynacja Joanną – córką dyrektora szpitala i nauczycielki, z willą, jak się wtedy mówiło – było aktem tego przebijania się. Jej życie było dla mnie egzotycznym światem. Nasz związek był przez jej otoczenie postrzegany jako mezalians – półsierota żeni się z księżniczką.

Myślę też o bogactwie – to znaczy o świecie biznesu i wielkich pieniędzy. Ten świat też był dla mnie za szybą, potem tam wszedłem, pomacałem to wszystko. Wystarczyło. Poczułem smak całkiem dużych pieniędzy i przywilejów, jakie dają. Fajnie smakują. Ale nie stałem się ich niewolnikiem.

 

O zabójstwie Adamowicza (i odpowiedzialności Jarosława Kaczyńskiego)

Paweł Adamowicz padł ofiarą goebbelsowskich metod propagandy. Uruchomiono pokłady nienawiści, zbudzono demony nacjonalizmu, straszono uchodźcami. To wszystko cynicznie wykorzystano do wygrania wyborów. Dano przyzwolenie na agresję i język nienawiści, a mediom publicznym – wręcz nakaz szkalowania politycznych oponentów. Paweł Adamowicz i Jacek Karnowski padli ofiarą goebbelsowskich wręcz metod propagandy. Kłamstwo smoleńskie, wykorzystanie służb i mediów do celów politycznych, demontowanie demokratycznego modelu państwa. Za to wszystko i za doprowadzenie do wczorajszej tragedii w mojej ocenie odpowiada Jarosław Kaczyński.

O nacjonalizmie

Nacjonalizm wzrasta nie tylko w Polsce, jest widoczny również np. we Włoszech. Warto sięgnąć do tego, co było fundamentem powstania Unii Europejskiej, czyli zbudowania wspólnoty, by uniknąć wojen w Europie. Musimy przestać przedstawiać wojnę jako coś honorowego i chwalebnego, a wrócić do działania, aby więcej do niej nie doszło.

PAP: Czy również w drugiej kadencji nie pominie pan żadnej okazji, żeby dopiec PiS?

Są pewne wartości i elementy dla mnie kluczowe, ważne w dyskursie politycznym, a jednocześnie istotne dla Poznania i Wielkopolski. Nie widzę powodów, by o tych kwestiach nie mówić wprost.

O Tusku

Żeby naprawić ten bałagan, który zafundował nam PiS na poziomie międzynarodowym, potrzebujemy kogoś z pierwszej ligi. Tusk jest jeszcze młody, zna ważne osobistości, nie tylko w Europie. Prezydent Stanów Zjednoczonych czy Chin będzie z nim rozmawiał zupełnie inaczej. Pytanie tylko, czy Tusk będzie chciał z pozycji jednego z najważniejszych polityków w Europie wracać na arenę krajową. Ja bardzo bym sobie życzył, by wrócił do Polski.

O supporcie Jażdżewskiego

Prezydent Poznania w TOK FM komentował między innymi wystąpienie Leszka Jażdżewskiego przed wykładem Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim. – Nie jestem zbulwersowany wypowiedzią Leszka Jażdżewskiego. Jednak patrzymy na kościół z perspektywy hierarchów. Jak patrzymy na abp Głódzia czy o. rydzyka, to trudno się dziwić słowom Leszka Jażdżewskiego. One są bardzo trafne – stwierdził Jacek Jaśkowiak. I dodał: – Dla osób takich jak Donald Tusk, które patrzą na Polskę z dystansu, takie wypowiedzi, jak Leszka Jażdżewskiego, mniej szokują (TOK FM, 5 września 2019)

O aktach zgonu

Paweł Jaśkowiak był jednym z 11 prezydentów polskich metropolii, którzy dostali od Młodzieży Wszechpolskiej „polityczne akty zgonu”; , po ich stanowisku w sprawie przyjmowania imigrantów (tu czytaj o spocie wyborczym PiS z atakiem na nich)

My już wcześniej  składaliśmy różnego rodzaju doniesienia, gdy grożono mnie i moim zastępcom. Utraciliśmy wiarę w działanie organów państwa. W przypadku mojego zastępcy prokurator uzasadnił umorzenie tym, że osoby grożącej nie stać na wynajęcie zabójców z Ukrainy. To ośmieszanie organów państwa. Nie wierzę, że organy państwa będą mnie chronić.

Z Pawłem [Adamowiczem – przyp. red.] rozmawialiśmy na ten temat i byliśmy zbulwersowani tym, że te organy zamiast chronić obywatela, to go nękają, nawet wtedy, gdy jest samorządowcem. To, co dzieje się w Polsce jest straszne (Fakty po faktach, 20 stycznia 2019)

O Dudzie i Kaczyńskim (Lechu)

Nie wyobrażam sobie, żeby prawica wystawiła tego ośmieszonego i skompromitowanego prezydenta Dudę. Kaczyński go wykorzystał tak, jak trzeba było. No ale on już się zużył i teraz trzeba wystawić kogoś, kto nie będzie ośmieszał nam kraju, tylko będzie go godnie reprezentował (15 października 2019, Onet)

PAP: Jak w tym kontekście należy rozumieć pańską decyzję o zaproszeniu byłych prezydentów Polski na obchody 11 listopada 2018 bez zaproszenia obecnej głowy państwa?

Zaprosiłem prezydentów Wałęsę i Komorowskiego, którzy – walcząc o naszą wolność i demokrację – mieli bardzo duży udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Zaproszenie wysłałem też do prezydenta Kwaśniewskiego, który przyczynił się do naszej obecności w NATO i Unii Europejskiej. Natomiast prezydent Duda, będąc strażnikiem konstytucji, wielokrotnie ją złamał. Tak naprawdę jest prezydentem nie tyle Polaków, co Prawa i Sprawiedliwości. Swoją postawą wielokrotnie dowiódł, że odbiega od standardów wyznaczonych przez poprzednich prezydentów, także Lecha Kaczyńskiego. Gdyby żył – jego też bym zaprosił.

Rządy PiS znalazły się w oblężeniu, w sytuacji, w której nie mogą liczyć nawet na siebie. To rodzi obawy nie tylko o skuteczność rządzenia, przede wszystkim powoduje chaos – zarówno w sferze publicznej, jak i gospodarczej.

Każdy dzień dla PiS wydaje się być krytyczny, permanentny stan załamania, dołowanie za dołowaniem. Publiczność jest zaskakiwana nowymi aktami korupcji, dewastacji demokracji, a następnego dnia nie ma szans na sensowne rozliczenie ostatniego kryzysu, bo zostały ujawnione nowe kompromitujące fakty.

Więcej >>>

Zachwyt, jakim darzymy każdego polityka, który normalnie się wypowiada i który potrafi sprawnie przemawiać pokazuje, gdzie jesteśmy jako społeczeństwo obywatelskie i demokracja – bardzo blisko standardów rosyjskich i białoruskich.

Z pewnym gorzkim rozbawieniem obserwuję zachwyt nad profesorem Grodzkim, a ostatnio Adrianem Zandbergiem. Pierwszy to marszałek Senatu, który zachowuje się jak marszałek Senatu i senator zachowywać się powinien, czyli normalnie i godnie. Dyskutuje argumentując, bez obrażania ludzi i wyzwisk. Do polityki nie przyszedł znikąd, jest lekarzem, chirurgiem, w dodatku cenionym i z dobrą opinią (pomijam paszkwile na jego temat w TVP, bo nie traktuję tej partyjnej stacji jako wiarygodnego źródła informacji). Prof. Grodzki (no właśnie, profesor!) jest zatem wykształconym, poukładanym zawodowo człowiekiem, który, jak twierdzi i na razie nie ma nic, co by temu przeczyło, jest w polityce nie, żeby się wzbogacić czy obłowić, ale żeby coś zrobić.

Potrafi w dodatku – i to już prawdziwa wisienka na torcie – wygłosić takie orędzie telewizyjne, które będzie mądre, złożone ze zdań mających podmiot, orzeczenie, dopełnienie i przydawkę, mające sensowny wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ciąg logiczny, pozbawione natomiast obelg i wykrzykników (sic!), nawet wobec ludzi, których poglądów prof. Grodzki nie podziela.

Adrian Zandberg natomiast potrafi – i to wiadomo nie od dziś – wejść na sejmową mównicę albo do studia telewizyjnego i zwyciężyć w debacie, przemawiając inteligentnie, rzeczowo, konkretnie, a przy tym z pewną dozą brytyjskiej ironii i sarkazmu i niepozbawionej uroku złośliwości. Potrafi dopiec premierowi Morawieckiemu po jego expose, ale go nie obrazić, wyzłośliwić się, ale nie poniżyć, wskazać błędy w rozumowaniu, ale posługując się danymi, a nie przymiotnikami. Jednym słowem – tak się wysłowić, że nawet jeśli się poglądów pana Zandberga nie podziela, słuchanie go sprawia przyjemność.

I wszystko super i bardzo mi się to podoba, ale – i tu nie zrozumcie mnie źle – niczego panom Grodzkiemu i Zandbergowi nie ujmując – takie cechy i zachowania powinny być i w wielu krajach są normą, a nie wyczynem, za który powinno się wręczać medale i opiewać w sonetach.

Niebywały zachwyt wielu obywateli i dziennikarzy tym kawałkiem upragnionej normalności, który odsłania się przed nami gdzieniegdzie i od czasu do czasu w sposobie bycia niektórych polityków, pokazuje, jak daleko od niej odeszliśmy. I to, że w ciągu zaledwie jednej kadencji rządów PIS, przez szereg putinowsko – białoruskich zachowań tej władzy, jak brak konsultacji społecznych, używanie siły bezpośredniej i instytucjonalnej wobec obywateli protestujących przeciw rządowi i posłom opozycji, upartyjnienie publicznych mediów, sianie topornej propagandy, przyzwyczailiśmy się do życia w nienormalności i przemocy.

Cieszy mnie, że to się zaczyna powolutku zmieniać, ale zawsze miejmy świadomość – że to, co prezentują posłowie i senatorowie, których podziwiamy za „ogromną kulturę”, to nie jest nic ekstra, tylko coś, co nam się po prostu należy i czego musimy nauczyć się wymagać na co dzień.

Marian Banaś, pisowski wzorzec

24 Wrz

>>>

Powołany przez posłów PiS prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś jutro wystąpi z wnioskiem do marszałek Sejmu o bezpłatny urlop do czasu dogłębnego wyjaśnienia sprawy przez CBA. O tej decyzji poinformował w TVP Info.

Sprawa ma związek z wyemitowanym w TVN 24 reportażem, z którego wynika, że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś pominął w oświadczeniu majątkowym istotne informacje. A w kamienicy, której do niedawna był właścicielem, wynajmowano pokoje na godziny.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że od kwietnia kontroluje oświadczenia majątkowe obecnego prezesa NIK Mariana Banasia. Dziwnym trafem ta kontrola ma się zakończyć w drugiej połowie października, czyli już po wyborach.

W Internecie pojawiły się pierwsze komentarze, dotyczące decyzji szefa NIK. – „Pan Banaś mówi, że jutro wystąpi do Pani marszałek o urlop bezpłatny, dopóki CBA nie zakończy kontroli, bo takie są standardy w PiS. Pan Banaś mówi, że ta kontrola CBA to potrwa jeszcze pare tygodni i wszystko będzie dobrze. I pan Banaś nie pozwoli, żeby szargać jego dobre imię”; – „Poszedł chyba sygnał z Nowogrodzkiej”; – „Czyli jak będzie niewygodny to na dodatkowym posiedzeniu Sejmu już po wyborach klepną nowego prezesa NIK”.

– „Trzydzieści lat temu poznałem pana z AK, z Kedywu, z którym się zaprzyjaźniłem jeszcze w latach Solidarności, w latach ’80. Ten pan był samotny, zaprzyjaźniliśmy się i w 2007 roku, prawie po 30 latach, w umowie dożywocia przekazał mi starą kamienicę, którą ja wyremontowałem” – tak w TVP Info Marian Banaś opowiadał o tym, jak stał się posiadaczem domu w Krakowie. Według „Superwizjera” TVN, w tejże kamienicy wynajmowane były pokoje na godziny.

Dziennikarze TVN sugerowali, że Banaś wynajął dom osobie, mającej powiązania ze światem przestępczym. – „Widywałem go jedynie jak sprawdzałem stan mojej nieruchomości” – mówił Banaś. Dodał, że miesiąc temu „udało mu się wreszcie sprzedać kamienicę”.

– „Drugi Rydzyk. A żołnierz AK to długo żył po przekazaniu kamienicy czy przekazał wziął i umarł?” – skomentował jeden z internautów. To oczywiście aluzja do opowieści najbardziej znanego polskiego redemptorysty, który miał dostać dwa samochody od bezdomnego pana Stanisława z Warszawy, który krótko potem zmarł („Rydzyk chwali się autami od bezdomnego”).

Większość internautów też miała wątpliwości co do tłumaczeń Banasia: – „Ma 2 domy (200 i 50 m kw.), 3 mieszkania (76, 71 i 40 m kw.), 7 000 m kw. gruntów rolnych. To wszystko też od żołnierzy AK?”;

– „Ja w latach 90 zaś poznałem krakowskiego kataryniarza. Powiedział mi, że jego pradziadem był Krak i że Wawel jest jego. Przekazał mi zamek na łożu śmierci w 2009 r. Także ten… zamykam niedługo muzeum w zamku i się wprowadzam”; – „Panu Banasiowi daty sprawiają jak widać problemy. Nie w 2007, a w 2001 roku spisano umowę dożywocia. I jak tu wierzyć w całą resztę. Jak żyć?”.

Nie milkną echa bulwersującej sprawy: „To funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej groził śmiercią Lubnauer”. Głos w sprawie postanowił – niestety – zabrać Marek Kuchciński. – „Chodzą słuchy, że jako marszałek Sejmu zatrudniłem strażnika… 19 lat temu” – napisał na Twitterze.

Przypomnijmy więc, że to na mocy zarządzenia Marka Kuchcińskiego z 22 maja 2018 roku „w sprawie norm oraz warunków dostępu do wyposażenia i uzbrojenia przysługującego funkcjonariuszom Straży Marszałkowskiej” dostali oni prawo „do noszenia broni palnej z wprowadzonym nabojem do komory nabojowej”. Innymi słowy – gotowej do oddania strzału.

– „Strażnik groził śmiercią tej, którą powinien chronić. Naprawdę wspaniały powód do żartów”; – „A pan dał mu pan broń do ręki! Jakim trzeba być prymitywem umysłowym, by w tej sprawie nie widzieć hejtu, groźby karalnej, zagrożenia dla zdrowia i życia posłanki ze strony pracownika Straży Marszałkowskiej(!), kt. (powtórzę) pan uzbroił, a tylko to, kiedy ów był zatrudniony?”; – „Słynął pan z milczenia w stosunku do dziennikarzy spoza mediów PiS-u. Warto, aby również w tej sprawie pan zamilknął” – komentowali internauci.

 „Idealny temat na heheszki – dozbrojony przez exmarszałka globtrotera strażnik wyzywa posłankę i grozi jej śmiercią. Exmarszałek uważa to za zabawne? Odleciał…” – podsumowała Barbara Nowacka.

Dodajmy jeszcze, że zmieniona nawet została treść przysięgi funkcjonariuszy tej służby: „Doczekaliśmy się prywatnej armii. Straż Marszałkowska przysięga wierność PiS”.

 

Cztery tysiące i ani grosza mniej – postanowione. W końcu pan prezes zapowiedział przecież wyraźnie, że już za chwilę Polska będzie krajem dobrobytu.

Już kiedyś zresztą była i to całkiem niedawno, ale potem przyszła „złodziejska transformacja” i owszem – ten i ów doszedł do pieniędzy, uwłaszczając się na przykład na wydawnictwie prasowym wyposażonym z działkę, na której wkrótce powstaną Dwie Wieże. Ale większość dostała po „kuroniówce” i świadectwie udziałowym.

Kiedyś to co innego. Ojczyzna rosła w siłę, awansując na szóstą (czy tam siódmą) potęgę gospodarczą na świecie. Reporterzy nie nadążali za potokami surówki i strumieniami małych Fiatów, zjeżdżających z taśm montażowych wprost pod nowe mieszkania Kowalskich w blokowiskach z wielkiej płyty. No i – zupełnie inaczej niż teraz – wszyscy Polacy zarabiali miliony. Więc teraz rząd, choć może niewiele, bo podnoszenie Polski z ruiny swoje kosztuje, nie będzie przecież skąpił rodakom marnych czterech tysięcy.

Podwyżka ma dotyczyć wyłącznie sektora przedsiębiorstw (pomijając oświatę, służbę zdrowia czy administrację publiczną), co nie kosztuje państwa ani złotówki. Pan prezes rozdaje hojnie kasę wyjętą cichcem z kieszeni przedsiębiorców. Oczywiście – bez pytania ich o zdanie. Po co zresztą miałby pytać skoro – jak sam kiedyś powiedział – jeśli przedsiębiorca nie jest w stanie dostosować się do warunków gospodarczych, to widać nie nadaje się do biznesu. Więc podwyżka płacy minimalnej to przy okazji – zdaje się – nowa wersja zapowiadanego od jakiegoś czasu „testu przedsiębiorcy”.

No, ale nie ma się co rozczulać nad kapitalistą krwiopijcą, skoro o dobro zwykłego człowieka tu chodzi. O ludzi ciężkiej pracy, za niechlubnych rządów liberałów i lewaków sponiewieranych wynagrodzeniem poniżej połowy średniej krajowej tylko dlatego, że nie mają talentu do biznesu ani mgr przed nazwiskiem, nie pobrali kredytów, nie pozakładali start-upów ani nie pokończyli uniwersytetów. A ponieważ za pensję minimalną haruje niemal 20 procent wszystkich pracujących, pochylenie się nad ciężkim losem robotników niewykwalifikowanych i dołożenie im po dwa tysiące daje też nadzieję na szybkie i niebagatelne poszerzenie elektoratu.

Ten patent już świetnie sprawdził się na Śląsku, gdzie pensje górnicze, trzynastki, czternastki i deputaty mają się nieźle, pomimo trwałego deficytu kopalń, bo też nie o jakiś tam węgiel tu chodzi, ale o poszanowanie dla tradycji i szacunek dla człowieka ciężkiej pracy. Natomiast co do węgla, to już od dawna sprowadzamy go w dużych ilościach z całego świata. Ostatnio nawet z Mozambiku. Oczywiście, można by już dawno temu zamknąć nierentowne kopalnie i zainwestować w energię odnawialną, ale co (i zwłaszcza – za ile) robiliby wtedy górnicy? I na kogo – w tej sytuacji – by głosowali?

Nie da się ukryć, że ludzi ciężkiej, znojnej roboty jest w Polsce najwięcej. I że każdy z nich dysponuje kartką wyborczą. W tej sytuacji rachunek jest prosty – w dziedzinie struktury zatrudnienia należy kultywować solidne peerelowskie tradycje. Im więcej machających łopatą za cztery tysiące na miesiąc, tym bliższa wizja kolejnych kadencji partii aktualnie rządzącej!

I niech tak zwana inteligencja, pracująca za nędzne grosze, pomstuje. Niech jęczy mieszczaństwo i płaczą przedsiębiorcy. Niech wreszcie mają za złe robotnicy wykwalifikowani, których pensje nie urosną szybciej niż cała gospodarka. Teraz będą zarabiali niewiele (o ile w ogóle) więcej, niż operatorzy miotły czy łopaty, jak za „dyktatury proletariatu”, którą niektórzy z nas pamiętają zresztą doskonale.

Okazuje się, że uprzywilejowanie „szkół branżowych” w reformie oświaty to nie był przypadek, ale starannie przemyślana strategia. To po prostu fabryki nowego elektoratu pracujące na kolejne kadencje partii aktualnie rządzącej.

Tylko więc patrzeć, a wrócą czasy jak ze starego dowcipu, z jeszcze peerelowskim rodowodem:

Przychodzi baba do lekarza, umyć okno w gabinecie.

Lekarz: – Ile się należy?

Baba: – Trzysta złotych.

Lekarz: – Ile? Ja za wizytę domową z dojazdem do pacjenta biorę 150!

A Baba mu na to: – Też tyle brałam, jak jeszcze byłam lekarzem.

Zgnilizna PiS wzięła się od zgniłka Kaczyńskiego

9 Sier

W 2015 roku PiS szło do wyborów z transparentnością, uczciwością, sprawiedliwością i pokorą na sztandarach. W ciągu pierwszych kilku miesiącach władzy wyraźnie jednak pokazało, co dla niego znaczą te hasła. I właśnie dzisiaj, gdy wybuchła bomba z lotami marszałka Kuchcińskiego, warto przypomnieć wydarzenie sprzed trzech lat.

W czerwcu 2016 roku Jarosław Kaczyński obchodził urodziny. Tego dnia wpadł do Świnoujścia, gdzie nadał gazoportowi imię Lecha Kaczyńskiego, a stamtąd ruszył do Krakowa, by pomodlić się na Wawelu na grobie swego brata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że środkiem lokomocji, którym przemieszczał się prezes PiS, był… policyjny helikopter. Sam Joachim Brudziński, ówczesny wicemarszałek Sejmu pochwalił się na Twitterze fotką, na której tak pięknie prezentuje się maszyna z policyjnym oznaczeniem na burcie.

Jarosław Kaczyński, zwykły poseł, nie pełniący żadnej oficjalnej funkcji w państwie, a przemieszcza się policyjnym śmigłowcem? Czy to zgodne z obowiązującymi zasadami i kto za to miał zapłacić? Zapewne płatnikiem był MSWiA i stąd też udział ministra Błaszczaka, co miało usprawiedliwić wykorzystanie tego samolotu do przewiezienia prezesa.

Mówienie więc dzisiaj o uczciwości partyjnej, o zaskoczeniu Kaczyńskiego, robienie wielkich oczu, udawanie, że partia liczy się z opinią publiczną to jeden wielki fałsz.

Jak widać, praktyki wykorzystywania samolotów policyjnych, wojskowych i rządowych do przelotu przez polityków PiS były na porządku dziennym. Gdyby tak podliczyć koszty tych nieuzasadnionych lotów to byłyby to grube miliony. Miliony wydane na zachcianki polityków, które popłynęły z naszych, podatników, kieszeni.

Analogie niekoniecznie muszą być trafne. Afera samolotowa Marka Kuchcińskiego może być najważniejsza częścią kampanii wyborczej do parlamentu. Jarosław Kaczyński dymisjonując marszałka Sejmu przyznał się do porażki, choć w swoim stylu szukał usprawiedliwień, że inni też nadużywali władzy – w PRL-u było: „W Ameryce Murzynów biją”, w PRL bis: „wina Tuska”

Dymisjonując Kuchcińskiego, prezes PiS bez przekonania zwalił winę na Tuska, widać, że nie jest w formie fizycznej, ledwie opuścił scenę i udał się za kulisy, a przecież lubi gaworzyć do mikrofonów. Powód dymisji  Kuchcińskiego był tylko jeden – bożek sondażów. Spada PiS-owi poparcie, publika domaga się prawdy o lataniu Kuchcińskiego, jego rodziny i wszelkich pociotków pisowskich, bo istnieje obawa, że na niebie zamiast gwiazd będziemy mieli latających pisowców.

SLD w początkach afery Rywina miało podobne poparcie, jak dzisiaj PiS. Wówczas zaczął się spadek, który doprowadził postkomunistyczną partię do ostatecznego uwiądu. Czy PiS-owi to samo grozi? Po ich porażce wyborczej dzisiejsza opozycja musi dobrać się do kryminalnej przeszłości Srebrnej poprzez uchylone drzwi, jakimi jest sprawa Austriaka Geralda Birgfellnera.

Kaczyńskiego domek z kart Srebrnej („House of Cards”) musi upaść, tym bardziej, że właściciel jego jest na finiszu. Przekazanie Srebrnej w powiernictwo PiS-owi nie wchodzi w rachubę, bo tacy Suski i Sasin przeputaliby każdy majątek w trymiga, zaś Mateusz Morawiecki nie jest godny zaufania – znamienny znak w postaci dwóch godzin antyszambrowania na parkingu w oczekiwaniu na audiencję – bo ogoliłby prezesa, jak kardynała Richelieu, pardon: Gulbinowicza.

Lecz PiS znajduje się w o wiele lepszej sytuacji niż SLD Leszka Millera i Marka Belki. Ma mniej czasu na rozjechanie przez walec opozycji i zdecydowanie większe środki skutecznego przeciwstawienia się. Kaczyński i jego żołnierze mają do dyspozycji nieograniczony dostęp do budżetu państwa, z którego będą czerpać dowolne środki na kampanię wyborczą i przekupienie elektoratu czymś w rodzaju kolejnych 500+. Propaganda mediów publicznych TVP i stacji radiowych jest porównywalna w oszczerstwie do gadzinówek nazistowskich.

Za PiS-em stoją hierarchowie Kościoła katolickiego, powielają te same hasła, ostatnio wszelakie obrzydliwości o LGBT. Dyscyplina pisowców jest też zdecydowanie większa niż opozycji, są trzymani na krótkim łańcuchu korzyści z koryta wszelkich spółek skarbu państwa.

A cóż ma opozycja? Moralną rację i otwartych na świat ciekawych polityków – szczególnie średniego pokolenia. To niewiele, ale także bardzo dużo. PiS ma wszystko do stracenia (niektórzy z nich nawet wolność), a my do odzyskania Polskę. Air Kuchciński (#KuchcinskiTravel) to równia pochyła Rywingate SLD, opozycja musi pomóc zjechać szczęśliwie PiS na sam dół, niech tam wylądują razem z Kuchcińskim.

Kopnięty Kuchciński przez Kaczyńskiego złożył dymisję

8 Sier

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod uwagę kwestie ściśle medyczne – istnieją leki, głównie z zakresu czynników krzepnięcia krwi stosowane w hemofilii, które wymagają rozpuszczenia przed podaniem w przypadku krwotoku.

Powiem szczerze, że taki argument jako uzasadnienie podróży rządowym samolotem, jest według mnie niejasny, bo takie leki można przewieźć pociągiem, albo samochodem. Wszystkie preparaty termowrażliwe transportowane są w specjalistycznych opakowaniach termoizolacyjnych i czas transportu nie jest liczony w minutach” – kontynuował lekarz.

W starciu argumentów Piotrowicz kontra Grzesiowski, lekarz specjalista wypada znacznie poważniej i to jemu wiarę dają internauci. „Ktoś wywozi za granicę leki z Polski, dlatego brakuje ich w aptekach. Samolotami wywożą?” – skomentował ironicznie jeden ze stałych użytkowników serwisu Gazeta.pl.

Sekwencje zwalania winy na innych przez Kuchcińskiego, Kaczyńskiego i rzecznika PiS. Konferencja prasowa do trzewi krętacza. Kaczyńskiego boli dupa, Kuchciński to wrzód na niej, ale kopiąc Kuchcińskiego, kopnął w siebie w zadek.

To bodaj punkt zwrotny kampanii wyborczej PiS. Dołowanie. Coś jak kiedyś afera Rywina dla SLD.

Sekwencje konferencji prasowej:

Prezes PiS: My uregulujemy tę sprawę, bo do tej pory zasad kto z kim mógł latać nie było.

Skoro opinia publiczna domaga się tutaj rygorów, to te rygory obowiązywać będą – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Po raz kolejny podkreślono, że media i opinia publiczna powinny przyjrzeć się lotom, które zostały wykonane w trakcie rządzenia poprzedniej ekipy. Zapowiedziano, że zostanie przekazany wykaz lotów poprzedniego rządu. Rzecznik rządu Piotr Muller wyciągnął i pokazał plik dokumentów, które mają zawierać te informacje i dodał, że zostaną one rozdane wszystkim obecnym podczas konferencji dziennikarzom.

Co ciekawe, Marek Kuchciński obchodzi 9 sierpnia 64. urodziny. Oznacza to, że w dniu urodzin złoży dymisje.

Oburzenie u wielu osób budzi nawiązanie do poprzedniej ekipy rządzącej. – Podsumowanie konferencji Kaczyńskiego: „Wina Tuska!” – napisał Przemysław Pospieszyński, rzecznik prasowy opolskiego PO.

Wątpliwości budzi fakt, że PiS z łatwością ustalił, jakie loty odbyli Donald Tusk i Ewa Kopacz, a mieli ogromne trudności w sprecyzowaniu wykazu lotów Marka Kuchcińskiego i Stanisława Karczewskiego.

Opozycja domaga się dymisji urzędników, którzy przekazywali nieprawdziwe informacje opinii publicznej w sprawie lotów Marka Kuchcińskiego. – Czas na dymisje szefowej Kancelarii Sejmu i szefa Centrum Informacyjnego Sejmu – napisał Sławomir Neumann.

Według Arkadiusz Myrchy konferencja „była idealnym podsumowaniem 4 lat Marszałka Kuchcińskiego”.

– Zasłanianie się Tuskiem przez Kaczyńskiego jest żałosne. Brak odpowiedzi na pytania dziennikarzy to tchórzostwo – pisze Joanna Scheuring-Wielgus.

Do ciekawych informacji dotarł Onet.pl. Według portalu, Marek Kuchciński nie zamierzał podawać się do dymisji. Zdecydować miał o tym Jarosław Kaczyński, który uznał, że kilka dni temu w rozmowie marszałek Sejmu okłamał go co do liczby lotów, również tych z rodziną.

Podczas konferencji kilkakrotnie zaznaczono, że Marek Kuchciński nie złamał prawa, a mimo to w piątek złoży rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu. – (…) czyli dymisja jest podyktowana nie złamaniem standardów i procedur tylko sondażami (opinią publiczną, jak mówią panowie Kuchciński i Kaczyński) – snuje wnioski Renata Grochal.

 Marszałek, o którym właśnie słuchaliśmy, jaki jest wspaniały, jednak wylatuje. Czyli kryzys został uznany za poważny – napisał Łukasz Warzecha.

Ciekawa uwaga dziennikarza radia TOK FM. Jakub Medek pisze: „Skoro w przypadku marszałka Kuchcińskiego wszystko odbyło się zgodnie z „prawem i obyczajem”, to o co chodzi z tym Tuskiem?”.

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli

Tak, jak nie można być trochę w ciąży, tak nie można też trochę przestrzegać prawa. Jeśli ktoś złamał prawo, powinien ponieść tego konsekwencje, niezależnie od aktualnie piastowanej funkcji… wróć – właściwie zależnie: we wszystkich normalnych demokracjach im wyżej jesteś, im ważniejsze stanowisko piastujesz, konsekwencje są większe i bardziej dolegliwe. Bo komu więcej dano, od tego – i słusznie – więcej się wymaga.

Marszałka Marka Kuchcińskiego, drugą osobę w państwie, człowieka, który rządziłby krajem, gdyby coś się stało prezydentowi, ta zasada obowiązuje z pewnością. I pan marszałek wydaje się być jedyną osobą, która tego nie dostrzega, co nie wystawia najlepszego świadectwa jego kwalifikacjom do tej zaszczytnej funkcji.

Loty o statusie HEAD mają swoją wyjątkową procedurę i wyjątkowe koszty, ponieważ zgodnie z instrukcją HEAD, dokumentem określającym zasady organizacji i zabezpieczenia lotów z najważniejszymi osobami w państwie, realizowanych przy użyciu statków powietrznych lotnictwa Sił Zbrojnych RP, loty te dotyczą – no właśnie – najważniejszych osób w państwie.

Tych osób jest zaledwie kilka: oprócz marszałka sejmu są to: prezydent i premier RP i marszałek senatu. Czasem z lotem samolotem wojskowym mogą polecieć także dyplomaci wskazani przez najważniejsze osoby w państwie, niezbędne do zrealizowania konkretnej misji, ale powinny to być przypadki sporadyczne i precyzyjnie opisane w odpowiednich dokumentach.

Loty o statusie HEAD mają też swoją instrukcję bezpieczeństwa, jak wymóg zgłaszania zapotrzebowania na lot HEAD nie później niż 48 godzin przed lotem, co umożliwia odpowiednim służbom bezpiecznie i zgodnie z zasadami sztuki przygotować taką podróż. Jak opisał portal Onet, ważne jest, z oczywistych względów, żeby samoloty były stuprocentowo sprawne, a piloci odpowiednio przeszkoleni i najlepsi z najlepszych.

Marszałek Kuchciński i kancelaria sejmu złamali wszystkie te zasady. Wiemy już, dzięki dziennikarskiej pracy telewizji TVN i portalu Onet, że loty zgłaszane były nie tylko z dnia na dzień, ale czasem z godziny na godzinę, a na pokładzie przebywały osoby zupełnie do tego nieuprawnione, jak krewni marszałka, jego partyjni koledzy, jak minister Ziobro, poseł Piotrowicz czy prof. Krasnodębski i ich żony.

Marszałek złamał prawo. Nie „trochę”. Po prostu złamał i powinien zostać zdymisjonowany (gdyby wcześniej sam nie podał się do dymisji co zrobiłaby w tej sytuacji większość urzędników państwowych w cywilizowanych krajach).

Wpłaty na Caritas to kpina z obywateli. Dlaczego przypadkowo wybrane kwoty wpłacane na wybrany przez winowajcę cel, zamiast zwrotu kosztów do budżetu państwa?

Czy marszałek łamał prawo na koszt Caritasu czy obywateli?

Ponadto nie tylko marszałek, ale i oficjele, którzy uczestniczyli w łamaniu prawa, jak minister Ziobro i reszta powinni ponieść służbowe konsekwencje – także w postaci zwolnienia ze stanowiska.

Skutki powinny być zresztą nie tylko zawodowe, ale i prawne, bo w taki sposób przeprowadzane loty narażały zdrowie i życie ludzie, wprost, jak słusznie napisała prasa, narażając ich na powtórkę ze Smoleńska.

Marszałek Sejmu nie jest jedyną osobą w obozie rządzącym, która nadużywała przywilejów władzy. Kaczyński, broniąc kolegi, zaprzecza partyjnym wartościom.

– Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem – mówił w 2006 r. urzędujący premier Węgier Ferenc Gyurcsány, przyznając się, że jego rząd kłamał tylko po to, aby wygrać wybory i zdobyć władzę w kraju. Podobnie, po obnażeniu kolejnych kłamstw drugiej osoby w państwie, wygląda dzisiaj sytuacja w Polsce. Jarosław Kaczyński chciał mieć w Polsce Budapeszt, to ma. Tylko nie o taki Budapeszt chodziło prezesowi.

Kampania PiS z lotami marszałka Kuchcińskiego

Kampania wyborcza PiS miała wyglądać inaczej. Narzucanie tematów, partyjne pikniki, spotkania parlamentarzystów z wyborcami, spijanie śmietanki z programów socjalnych, z 500+ na czele. Dzisiaj politycy PiS chowają się przed mediami, a wśród Polaków też jest ich mniej. I bynajmniej problemem nie są wakacje. Afera marszałka Kuchcińskiego zatacza coraz szerszy krąg. Drugiej osobie w państwie nie mogą już nawet wierzyć partyjni koledzy. Codziennie opinia publiczna zaskakiwana jest obnażaniem kłamstw marszałka Sejmu. Marszałek Kuchciński oszczędne gospodarowanie prawdą podniósł do rangi sztuki. Rzecznik Centrum Informacyjnego Sejmu i sam marszałek zachowują się, jakby byli w sztabie opozycji. PiS, broniąc w Sejmie notorycznego kłamcy, osłabi się wyborczo. Obrazki z Kuchcińskim będą wracać we wrześniu i październiku.

Kuchcińskich w PiS jest wielu. Marszałek Senatu zaprzeczył, że zabierał w delegacje swoją rodzinę. Zmianę zdania ogłosił kilka godzin później podczas konferencji. Czy ministrowie rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego traktowali rządowe samoloty jak taksówki? Czy rządowe samoloty były używane do kampanii samorządowej, europejskiej i parlamentarnej PiS? Wkrótce się dowiemy, tak jak wiemy już, że premier Szydło wojskową Casą latała do domu. Bulwersowały już loty szefa Kancelarii Premiera, który w listopadzie poleciał do stolicy Dolnego Śląska, by namawiać Bezpartyjnych Samorządowców do podpisania umowy koalicyjnej z PiS. Kiedy media pytały o cel i koszt lotu, a także prosiły o wykaz służbowych lotów ministrów, odpowiedzi nie otrzymały. Dopiero kiedy do Kancelarii z interpelacją wystąpili posłowie opozycji, KPRM udzielił odpowiedzi w sprawie lotu ministra.

Dzisiaj problemem PiS nie są już nawet same loty marszałka, ale notoryczne okłamywanie opinii publicznej. Kto ma wierzyć marszałkowi Sejmu, Kancelarii Sejmu i politykom PiS, którzy jeszcze tydzień temu zapewniali o krystalicznej uczciwości Kuchcińskiego, który ma być „jedynką” PiS w Krośnie?

Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się teraz na pozbawienie Kuchcińskiego funkcji marszałka Sejmu ze względów lojalnościowych. Kuchciński był wierny Kaczyńskiemu jak mało kto, kiedy prezes był na politycznym marginesie. Kaczyński poświeci druha, gdy temat będzie żył medialnie przez kolejne tygodnie. Jeśli Polacy wrócą z wakacji, a afera marszałka wciąż będzie rozpalać opinię publiczną, wewnętrzne sondaże partii pokażą, że Kuchciński ciągnie partię w dół, wtedy prezes zetnie marszałka. I tu pojawi się kolejny problem. Takich Kuchcińskich, nadużywających władzy, jest w PiS więcej. Kaczyński grzebiąc zaufanego druha, musiałby pogrzebać wielu z PiS, a to zdziesiątkowałoby listy wyborcze partii. PiS ma większy problem niż się wydaje, tym bardziej że temat jest rozwojowy. Kolejne przypadki będą wypływać również jesienią.

W środę odbyły się dwie narady w siedzibie PiS z udziałem najważniejszych osób w partii. Jedną z obecnych osób był premier Mateusz Morawiecki. Jak podaje „Fakt”, polityk miał czekać dwie godziny na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Pierwsze spotkanie kierownictwa PiS rozpoczęło się o godzinie 14.00 w środę. Jak powiedziała potem rzeczniczka partii Anita Czerwińska, nie miało ono charakteru nadzwyczajnego i dotyczyła tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, że druga narada – wieczorna – dotyczyła lotów rządowymi samolotami, które wykonał Marek Kuchciński. Udział w niej wzięli najważniejsi członkowie PiS, m.in. Beata Szydło, Stanisław Karczewski, Mariusz Błaszczak czy Mateusz Morawiecki. Jak donosi „Fakt”, ten ostatni miał spędzić dwie godziny pod siedzibą PiS, czekając na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Zaprzecza temu rzecznik prasowy rządu Piotr Müller. „Informacja „Faktu” dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten fakenews” – napisał.

Kaczyński zapowiada czwartkowe oświadczenie

Po zakończeniu wieczornej narady Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w czwartek o 12.30 wygłosi oświadczenie. Oficjalnie jego temat nie jest znany, wiele jednak wskazuje na to, że będzie dotyczył kwestii poruszonej podczas spotkania przy ul. Nowogrodzkiej.

Kuchciński latał rządowymi samolotami

W środę dziennikarze TVN 24 ujawnili listę osób, z której wynika, że wśród pasażerów rządowych lotów o statusie HEAD latających z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim byli: Zbigniew Ziobro, Stanisław Piotrowicz i jego żona Maria, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Zdzisław Krasnodębski z małżonką oraz Karol Karski i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Marek Kuchciński w poniedziałek przeprosił wszystkich, „którzy poczuli się urażeni” doniesieniami o jego lotach, jednak zaznaczył, że działał zgodnie z prawem.

Przyznał również, że zdarzyło się, że samolotem leciała również jego żona – lot nie miał statusu HEAD i miał nie być specjalnie zamówiony. Marszałek Sejmu postanowił w związku z tym wpłacić kwotę pokrywającą pełen koszt lotu, a wyliczoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, tj. 28 tysięcy złotych na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Jak jednak ujawnił TVN 24, dzień przed jego wykonaniem zostało złożone zamówienie na lot dla Doroty Kuchcińskiej.

W ramach zadośćuczynienia Marek Kuchciński w ubiegłym tygodniu przekazał również 15 tysięcy złotych rekompensaty na cele charytatywne – Caritas i fundację „Budzik” Ewy Błaszczyk.

Fakt opisał wczorajszą naradę polityków PiS w siedzibie partii rządzącej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które…

View original post 448 słów więcej

 

Syn Kuchcińskiego, Zero Morawiecki i łapy Kremla

7 Sier

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie zakończyła. Do nowych informacji w tej sprawie dotarli dziennikarze „Faktu” i RMF FM. W drogich wyprawach Kuchcińskiemu towarzyszyć mieli prominentni politycy partii rządzącej, w tym Stanisław Piotrowicz, Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca i Zdzisław Krasnodębski. W podniebnych podróżach uczestniczyły również małżonki Krasnodębskiego i Piotrowicza.

Wspólne loty Kuchcińskiego i Wróblewskiej były już wcześniej opisywane w mediach. Wszystko za sprawą głównej zainteresowanej, która opublikowała w social mediach zdjęcia z pokładu samolotu. Na fotografiach widoczny był także poseł Piotrowicz.

Także te informacje nie przyniosły PiS-owi pochlebnych wypowiedzi. „Loty marszałka zamieniają się w loty rodzinne PiS. – Kuchciński z żoną – Piotrowicz z żoną – Krasnodębski z żoną Oraz Krystyna Wróblewska i Bogdan Rzońca. Zapamiętajcie te nazwiska. Codziennie pracujemy, płacimy podatki żeby oni mogli się bawić. Praca, pokora, umiar” – tymi słowami jedna z internautek skomentowała wyczyny polityków „dobrej zmiany”.

O lotach Kuchcińskiego – jak podaje Wirtualna Polska – wiedziano już dwa lata temu, kiedy o sprawie poinformowano kierownictwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formacja jednak zignorowała doniesienia i nie zajęła się sprawą.

Od czasu, gdy premier Morawiecki został jedynką na liście kandydatów do Sejmu w Katowicach, częściej można go spotkać na Śląsku niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy zajrzeć w jego grafik, a widać wzmożoną aktywność Morawieckiego właśnie w jego okręgu wyborczym. Stadion Górnika Zabrze, wizyta w Tychach, Jasna Góra, spotkanie z policjantami w Katowicach i harcerzami w Mysłowicach. Truskolasy, gdzie obiecał zbudować boisko, Gliwice i obietnica budowy czołgów, otwarcie autostrady A1, centrum medyczne w Zabrzu, rodzinny piknik w Bojszowach, Tour de Pologne w Katowicach.

Przyglądając się licznym podróżom premiera, zastanawiam się nad źródłem ich finansowania. Trudno nie zadać sobie pytanie, czy te wizyty są związane z obowiązkami premiera czy też to już jego kampania wyborcza.

A jeśli kampania to kto za to płaci? Borys Budka jest przekonany, że „ta niebywała aktywność na Śląsku premiera Morawieckiego to de facto kampania wyborcza i to robiona za środki publiczne”, a jeśli tak, to jest to chyba dość nieuczciwe, bo w tym przypadku całość kosztów powinna pokrywać partia, z której listy premier startuje do Sejmu. Niestety, nie można uzyskać odpowiedzi na te pytanie, bo Morawiecki nie odpowiada na pytania dziennikarzy i, jak to zwykle bywa w czasach rządów PiS, po prostu milczy.

A ja zastanawiam się jeszcze nad jednym. Jak udaje mu się połączyć obowiązki szefa rządu z aktywnością kandydata do Sejmu.  Czy to kandydowanie nie odbywa się kosztem pracy wynikającej z pełnionej funkcji?

Przyznam się, że podobne wątpliwości miałam i w odniesieniu do pani Ewy Kopacz, gdy była premierem i jednocześnie kandydatem do Sejmu, więc to nie jest tak, że się czepiam.

Po prostu chciałbym wiedzieć, kto płaci za podróże Morawieckiego i jak one się mają do jego pracy jako premiera.

Niecodziennym zainteresowaniem cieszy się jedna z najnowszych depesz Associated Press sugerująca, że w obaleniu rządu PO-PSL w 2015 roku „maczali” palce Rosjanie. Informację opublikowały już czołowe amerykańskie dzienniki: „The New York Times” i Washington Post„, odwołując się do książki dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego.

Autor opisał jak dalece w aferę podsłuchową w latach 2014-2015 zamieszane były polskie służby. Nagrania miały według tych informacji zostać wykorzystane do zdobycia władzy przez PiS.

To zbiegało się z planami Rosji, dla której ówcześnie rządzący byli przeszkodą w sprawach eksportu surowców i realizacji polityki zagranicznej więc ochoczo wykorzystano okazję. Agencja dopuszcza, że mogło to być rosyjskim testem dla kampanii w 2016 roku, w wyniku której Donald Trump został prezydentem USA.

Na dowód, AP powołuje się na słowa Donalda Tuska z 2014 r. „Nie wiem, jakim alfabetem został napisany ten scenariusz, ale wiem dokładnie, kto mógłby być beneficjentem” – ocenił były polski premier w Sejmie tonem sugerującym rosyjski spisek.

W tym kontekście agencja napisała też o aresztowaniu Falenty i jego staraniach o ułaskawienie. W listach do Kaczyńskiego, Dudy i Morawieckiego, odgrażał się on, iż ujawni nazwiska członków rządu PiS, którzy stali za jego rekrutacją.
Aresztowany twierdził, że o podsłuchach w restauracjach wiedzieli politycy PiS, a grupa osób powiązana z prawicą zachęcała do ich kontynuowania, by doprowadzić do upadku rządu PO-PSL.

W listach do prezydenta, premiera i prezesa PiS biznesmen ujawnił szczegóły spotkań. Na razie bez oczekiwanego skutku.

Kończy się druga dekada XXI wieku, a my jesteśmy na etapie „państwa dziadowskiego”! Moralno – etyczna zgnilizna władzy zaczęła rozprzestrzeniać się również na obywateli, którzy zaczynają wsiąkać w bagno owego dziadostwa. Podajmy tu, jako dobry przykład, zdeptanie demokracji i państwa prawa, rozpadającą się armię, ale również niezdolność do przeprowadzenia reformy służby zdrowia, finansów, oświaty, szkolnictwa wyższego i deprecjację wszystkich niemalże uniwersalnych wartości. Podobne przykłady można byłoby mnożyć! Wszystko to nabrało tempa po wygranych przez PiS wyborach z 2015 r. Nie to jest jednak myślą przewodnią tych rozważań! Jest nią kwestia niszczenia morale oraz silnej do niedawna patriotycznej świadomości narodu polskiego. Postępując już od niemal czterech lat haniebnie, pisowska władza dała społeczeństwu przyzwolenie na to, by zatraciło wartości charakteryzujące wszystkie społeczeństwa cywilizowane! Zbrodni, przeciw narodowi, a tym jest to działanie, się nie wybacza! Co takiego się wydarzyło?!

Zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu, określoną w tytule tego tekstu jest to, że:

Jarosław Kaczyński i PiS uruchomili mechanizm pozwalający ludziom słabym zerwać z przyzwoitością! Ich sumienia są więc „czyste”, bo akceptacja i przykład dziadostwa idącego z samej góry usprawiedliwia każde, nawet najbardziej podłe, działanie! Brak przyzwoitości połączona ze spolegliwością pisowskiej władzy stał się dziś w kraju nad Wisłą atutem predestynującym do najwyższych nawet zaszczytów, a już na pewno do dostatniego, kosztem reszty społeczeństwa, życia! Za moralny upadek społeczeństwa polskiego odpowiada obecny, niezwykle szkodliwy dla Polski oraz jej bezpieczeństwa, układ rządzący. To hydra, której dotąd nie odcięto jeszcze nawet jednej głowy! Za to przestępstwo zniszczenia wartości narodowych wymienianych, jako niezwykle ważne w procesie tworzenia bezpieczeństwa państwa polskiego powinna spotkać winnych bardzo surowa kara! Tylko głupiec nie rozumie jak ważne są takie kwestie dla więzi i spoistości narodu, jako całości!

Kaczyński lekceważy wszystkich i wszystko; sugeruje publicznie samej prokuraturze czy ta ma go przesłuchać, czy nie! Oczywiste niby przestępstwo, które polegało na wzięciu od austriackiego dewelopera nie ma tu najmniejszych podstaw, aby to poddawać w wątpliwość) koperty z 50 „tysiącami” złotych w ramach łapówki. Druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, traktując Polskę jak zwykły folwark „fruwa sobie” luksusowym samolotem za aż 2 miliardy złotych „na rosół” z Warszawy do Rzeszowa, zaś jego żona już sama wraca do stolicy tym samym środkiem lokomocji. Mało tego, ten facet nie ma sobie nic do zarzucenia! Za czasów MON Antoniego Macierewicza, pomocnik aptekarski zwalniał z pracy generałów! Istnieje niemal pewność co do tego, że PiS (nie mówię, że sam o to prosił, ale miał wiedzę o podsłuchach bardzo wysokich przedstawicieli poprzedniej władzy) wygrał wybory parlamentarne przy poparciu służb specjalnych Federacji Rosyjskiej i „mafii sołncewskiej”! Pisze o tym bardzo szczegółowo Tomasz Piątek w swoich dwóch książkach!

Prokuratorzy: generalny Ziobro i krajowy, Święczkowski systemowo oraz permanentnie niszczą organa ścigania i wymiar sprawiedliwości. Stworzyli (według słów prokuratora Krzysztofa Parchimowicza „układ od Tatr do morza”! Najnowszy Raport Prokuratorów Lex Super Omnia udowadnia to i prezentuje w sposób merytoryczny oraz nie budzący najmniejszych wątpliwości. Pytanie nasuwa się samo: gdzie my żyjemy? Czy to jeszcze Polska, czy matrix, w którym za chwilę obudzić się możemy w gułagach i obozach pracy?

Aby naród przetrwał i mógł się pokojowo rozwijać, we współpracy z demokratycznymi państwami Europy i świata, musi mieć podstawy moralno – etyczne na wymaganym w tych czasach poziomie! Poziom obozu rządzącego, tzw. zjednoczonej prawicy – dobrej zmiany – jest prawdopodobnie poziomem najniższym w Unii Europejskiej. Przykłady, niemal codzienne, łamania konstytucji i prawa pochodnego, prześladowanie środowisk prawniczych, w tym zwłaszcza przyzwoitych sędziów i prokuratorów są dowodem na kolejne zbrodnie popełniane na Polakach. Tak popularna już i powszechna polityczna korupcja uwolniła u wielu ludzi najniższe instynkty, na czele z nienawiścią do innych. Zwłaszcza do tych, którzy są inni lub nie godzą się na łamanie przez władzę (przy ścisłej współpracy z hierarchią Kościoła Katolickiego), ogólnie przyjętych i głoszonych przez prawdziwych katolików (choćby Papieża) zasad; wynikających zarówno z przepisów, norm i zwyczajów prawnych, jak też z Dekalogu! Za to grozi odpowiedzialność karna, bo wobec prawdziwego (a nie pisowskiego) prawa, my wszyscy jesteśmy równi! Warto o tym pamiętać panowie Kaczyński, Ziobro, Kuchciński, Święczkowski etc!

Chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju – mówi ekspert od wizerunku i marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś. Rozmawiamy nie tylko o losach marszałka Kuchcińskiego, ale też zastanawiamy się, co powinna zrobić opozycja. – Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak jego politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji. Duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął – twierdzi rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Jak ocenia pan z punktu widzenia marketingu politycznego “przepraszam tych, którzy czują się urażeni” marszałka Kuchcińskiego?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Przyznam, że jestem zaskoczony nie tylko bezradnością marszałka, bo on rzeczywiście sobie nie radzi w wystąpieniach publicznych i tu mieliśmy tego świetny przykład. Marszałek przeczytał coś z kartki, ale jego mowa ciała pokazywała, że robi to pod przymusem. Pewnie kierownictwo PiS-u przystawiło mu pistolet do głowy, może nawet sam Jarosława Kaczyński, i

MARSZAŁEK MUSIAŁ PRZEPROSIĆ, CHOCIAŻ NIE BARDZO SAM CHCIAŁ.

Po drugie, chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek. Można oczywiście zastanowić się, do kogo było adresowane oświadczenie marszałka, bo to też jest ważne, ale bez przesady. W sytuacji kryzysowej jest kilka punktów, nad którymi warto się zastanowić: co się dzieje, dlaczego i co z tego wynika? Nie widzę refleksji nad żadnym z nich, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju.

JEŻELI NAZYWAMY RZECZY PO IMIENIU, A PIS MIAŁ GĘBĘ PEŁNĄ FRAZESÓW W STYLU “WYSTARCZY NIE KRAŚĆ”, “TANIE PAŃSTWO” ITP., TO PAN GRZEGRZÓŁKA PUBLICZNIE KŁAMIE, BO TEGO JUŻ NIE MOŻNA NAZWAĆ MIJANIEM SIĘ Z PRAWDĄ, TYLKO KŁAMSTWEM,

a pani szefowa Kancelarii Sejmu tłumaczy, że “mieliśmy taką wiedzę na stan obecny”, to są to ludzie, którzy nadają się do wymiany.

Usuwanie informacji ze strony to strzał w stopę?
Przyznam, że gdy przeczytałem, że loty nie zgadzają się z wykazem i dokumenty są zdejmowane ze strony Sejmu, to mi ręce opadły. To znaczy, że druga osoba w państwie ma, mówiąc delikatnie, słabe kwalifikacje mentalne i intelektualne do sprawowania tej funkcji. Teraz rozumiemy, dlaczego marszałek się odgrodził w Sejmie: kotary, chodzenie w ochronie, nawet dziennikarze nie mogą podejść do marszałka z pytaniem i już wiemy, dlaczego. Każde pytanie dziennikarskie kładzie pana marszałka na łopatki.

Tu sytuacja jest dużo gorsza dla partii rządzącej, bo niedługo są wybory. Być może tak jak ośmiorniczki były niszczące dla rządu PO-PSL, tak Kuchciński będzie dla PiS-u. Nic tak nie wkurza elektoratu jak nadużywanie władzy, a tu mamy do czynienia z paroma rzeczami na raz. Przede wszystkim

PRZEZ 4 LATA PIS NIE MIAŁ POWAŻNEJ SYTUACJI KRYZYSOWEJ, JEŻELI JUŻ SIĘ COŚ SZYKOWAŁO, TO W ZARODKU BYŁO WYCINANE.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to “dwie wieże” Kaczyńskiego, ale ponieważ prezes uznał, że nie widzi sensu, aby go przesłuchiwać, sprawa została zamieciona pod dywan. Przypuszczam, że ludzie z PiS-u uwierzyli, że są nieśmiertelni, zresztą każda władza w pewnym momencie tak sądzi i PiS nie jest tu wyjątkiem. Teraz może się okazać, że o jeden raz za dużo, bo samoloty zostały kupione bez przetargu, za co PiS, będąc w opozycji, krytykował bardzo mocno. Pomijam już, że wycięto przy okazji Caracale i nikt już nawet nie jest w stanie zliczyć wszystkich dat, które Antoni Macierewicz podawał jako datę zakupy nowych maszyn.

Teraz kupiono Boeinga i Gulfstreamy bez przetargu i PiS-owi znowu się upiekło, nikt tego nie wałkował. A przypominam, że do tej pory po 1989 roku jak chciano kupić samoloty dla VIP-ów, to natychmiast tabloidy rozpisywały się, ile inkubatorów można za to kupić. Ponadto

MAMY W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ KŁAMSTWO.

W PR zawsze powtarzamy, że możesz nie powiedzieć całej prawdy, ale nie kłam, bo kłamstwo prędzej czy później zawsze wypłynie. Do tego wszystkiego bezradność pana marszałka, która zaczyna być porażająca.

Sytuacja rozwija się w taki sposób, że marszałek zaczyna nie dawać wyboru prezesowi Kaczyńskiemu, bo teraz zaczyna to przypominać wielką skórkę od banana, na której PiS może się poślizgnąć. Doradzanie, żeby zdejmować dokumenty ze stron Sejmu, jest absurdem, bo dziś nic w sieci nie ginie.

To nie pierwsza wpadka kancelarii, która wcześniej okłamywała opinię publiczną.
Marszałek Kuchciński wpisuje się tu w szerszy kontekst, i to jest ta druga sprawa, na którą warto zwrócić uwagę. Moim zdaniem ludzie zaczną się przyglądać pozostałym wysoko postawionym ludziom władzy, którzy chyba zapomnieli przestawić wajchę i nie pamiętają, że już nie są w opozycji.

CIĄGLE MÓWIĄ, ŻE “CI RZĄDZĄCY ZA PO TO BYLI STRASZNI”, ALE TO BYŁO 4 LATA TEMU. TERAZ CI RZĄDZĄCY TO ONI.

Proszę zwrócić uwagę, jak wygląda w tym kontekście zaginięcie dokumentów z wypadku pani Szydło, gdzie zaatakował ją seicento. To wszystko zaczyna być groteskowe, a mówimy o 36-milionowym kraju w środku Europy, będącym w NATO itd. To nie jest podwórko z czasów hipisowskich panów marszałków, że szef komuny powie, dokąd idziemy. To jest zarządzanie państwem i jako mieszkaniec tego kraju boję się, że wszyscy ulegli takiemu ubezwłasnowolnieniu Jarosława Kaczyńskiego, który za nich wszystko robi.

Za nich myśli?
Przede wszystkim. I przez to nikt nie musi się zastanawiać, co zrobić, bo i tak zrobi tak, jak uważa prezes. Najpierw mamy 23 loty, marszałek wpłaca 15 tys. na Caritas, teraz okazuje się, że leciała sama żona, to wpłaca 28 tys. I najważniejsza sprawa;

CZĘŚĆ LOTÓW MIAŁA ODBYWAĆ SIĘ ZE STATUSEM HEAD. TO OZNACZA, ŻE NIE WYCIĄGNĘLI ŻADNYCH WNIOSKÓW Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. TO, CO SIĘ DZIEJE, TO LEKCEWAŻENIE INSTRUKCJI.

Zresztą minister Błaszczak najpierw napisał jedną instrukcję HEAD, teraz zapowiedział, że w obliczu kontrowersji lotów marszałka napisze drugą. Naprawdę gratuluję pomysłu. Szczególnie pomysłu, że rodziny mogą latać, jak zapłacą stawkę za bilet tanich linii lotniczych. Powiem szczerze, że jak się na to patrzy, to bardzo wiele pan marszałek i jego otoczenie zrobili, aby sami się kopać po łydkach. I to prezent dla opozycji, która musi tylko to pokazać. Zresztą strategia obrony, że marszałek Borusewicz i Donald Tusk też latali, jest kuriozalna, bo o tym już dziś nikt nie pamięta, a poza tym za tej władzy miało być inaczej.

A może Kuchcińskiemu i PiS-owi to ujdzie na sucho, jak wiele innych afer, bo PiS kupił społeczną moralność transferami socjalnymi?
Oczywiście, że możemy tu spekulować, ale do tej pory wszystko, co wypływało na światło dzienne, co kompromitowało władzę, nie było tak namacalne.

TU POJAWIA SIĘ EWIDENTNE NADUŻYCIE WŁADZY. DODATKOWO LOTY ŻONY BEZ MARSZAŁKA TO ZŁAMANIE PRAWA. PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ, CO WIDZI PRZECIĘTNY POLAK – MARSZAŁEK KRĘCI.

Skoro nie złamał prawa, jak twierdzi, to po co te wpłaty na Caritas i na fundusz modernizacji sił zbrojnych. Według logiki PiS-u z czasów opozycji, gdy czegoś nie ma, to znaczy że “skradziono” albo “dowody zniszczono”. To wizerunkowa bomba i może się okazać, że to będzie miało znaczenie. Być może marszałek będzie zmuszony do podania się do dymisji.

Wielu spodziewało się, że w poniedziałek poda się do dymisji. To byłoby rozbrojenie tej bomby?
Ja nie spodziewałem się dymisji, bo rzeczywiście wiele rzeczy uchodziło PiS-owi na sucho i uważam, że woda sodowa uderzyła jednak PiS-owi do głowy.

Co się takiego z nami stało, że kiedyś minister Nowak za sprawę zegarka wyleciał z polityki, a marszałek Kuchciński za airtaxi nawet nie podaje się do dymisji?
To jest pytanie bardziej do socjologa, niż specjalisty od wizerunku, ale konstatacja jest smutna, dlatego że przesunęliśmy “granice bólu”.

TO ŚWIADCZY NIESTETY FATALNIE O NAS WSZYSTKICH I WYGLĄDA NA TO, ŻE RACJĘ MIAŁ MATEUSZ MORAWIECKI, ŻE WYSTARCZY DOSTAĆ MISKĘ RYŻU I ŚWIĘTY SPOKÓJ. JAK WŁADZA SIĘ TROCHĘ Z NAMI PODZIELI, TO WSZYSTKO MOŻNA WYBACZYĆ.

To rzeczywiście wygląda na pewne przesilenie i chyba Kaczyński znalazł na to klucz i kupił Polaków ich własnymi pieniędzmi, bo przecież nie swoimi i nie partii. Ogólnie jakość życia publicznego skarlała, co widać chociażby po przeklinaniu w miejscach publicznych. Proszę też pamiętać, do kogo skierowany jest ten przekaz marszałka, np. do chuliganów, których nazywa się dziś patriotami.

Drugą sprawą jest edukacja. Żyjemy w czasach fake newsów i nikt nie uczy nas, jak odróżnić źródła wiarygodne od tych niewiarygodnych. Każdy żyje w swojej bańce informacyjnej, jedni czytają wyłącznie “Gazetę Polską”, inni “Wyborczą”.

Co powinna robić opozycji?
Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak ich politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji, a duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął.

Zbuki Kuchcińskiego

6 Sier

Podczas wczorajszej komedii, szeroko nazywanej oświadczeniem marszałka Marka Kuchcińskiego, zapowiedziano publikację wykazu lotów. Późnym wieczorem na stronach Sejmu dumnie umieszczono listę 85 połączeń z datami, przebytą trasą, celem podróży i liczbą pasażerów. Wykaz zawiera informacje o podróżach marszałka od marca 2016 r. do lipca 2019 r. Farsa jaka się odbyła na naszych oczach miała prawdopodobnie w zamyśle zamknąć sprawę, bo Kuchciński zadeklarował nawet wpłatę 28 tys. na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych, która ma pokryć jeden z jego lotów. Zapewnienia o ciężkiej pracy i urwaniu głowy jakie ma marszałek z konsultowaniem w terenie przyjmowanych ustaw, miały dopełnić obrazu praktycznie nieskazitelnego polityka.

Miało być pięknie i cudownie, wszyscy rozeszli się do domów, a Marek Kuchciński udał się do prorządowej TVP, gdzie zapewniał o swojej boskości. Komentatorzy w studiu pletli o ataku na marszałka kochanego i opozycji, która nie ma nic ciekawszego do roboty tylko patrzy władzy na ręce. Sęk w tym, że dziennikarze zaczęli się przyglądać sejmowej publikacji i cała idylla oraz przeświadczenie o załatwieniu sprawy za kilka godzin pryśnie i pojawi się jeszcze więcej pytań.

W nocy na stronach Rzeczpospolitej ukazał się szczątkowy i pobieżny opis tego co opublikowano. Zapewne głębsza analiza znajdzie swoje ujście w ciągu dnia, jednak nawet powierzchowne porównanie publikacji z tym co otrzymali posłowie Platformy Obywatelskiej, sprawia po prostu wrażenie jednego wielkiego kantowania opinii publicznej. Nie powinno to generalnie dziwić ponieważ Centrum Informacyjne Sejmu już kilka razu dało próbkę swoich możliwości, ogłaszając wszem i wobec, że np. nie było żadnych lotów. Było ich 6, następnie 23, media i opozycja ujawniły ponad sto i tak to się kręci od ponad ponad tygodnia wokół kłamstw i kłamstewek.

Nałożenie na siebie dokumentacji z bazy Lotnictwa Transportowego pozyskanej przez posłów PO, z zamieszczonym na stronach Sejmu wykazem lotów okazuje się w wielu miejscach nieprawdziwe. Rzeczpospolita podaje kilka przykładów rozbieżności, a to jeden z nich – “31 maja ub.r. Kuchciński przyleciał z Warszawy do Rzeszowa – w sumie aż w cztery osoby. Jak uzasadniono cel? Czytamy, że 29 maja odbyła się oficjalna wizyta Marszałka Sejmu w Szwecji, potem spotkania w Sejmie i rozmowy międzynarodowe m.in. z Przewodniczącym Parlamentu Republiki Czeskiej. Nie ma ani słowa o tym, że spotkania te miały miejsce na Podkarpaciu do którego przyleciał marszałek” – czytamy. To się chyba samo komentuje.

Albo w dokumentach jest olbrzymi bałagan, albo były sztukowane na ostatnią chwilę, byleby cokolwiek pokazać po wczorajszych doniesieniach o niszczeniu dokumentacji.Nieubłaganie kończy się skala kompromitacji marszałka i Centrum Informacyjnego Sejmu, ale w innych sprawach jest widoczny postęp. Na konferencji marszałka nie było straszenia pozwami, więc demokracja kwitnie, a Polska jest nadal wyspą wolności.

Zamiast obiecanych dokumentów o lotach – opracowanie. Naciągane, w wielu miejscach nieprawdziwe.

Szczegółowy wykaz lotów za cztery lata jaki w poniedziałek wieczorem opublikowały służby marszałka zawiera zaledwie 85 służbowych lotów, choć posłowie PO wykazali, że w ciągu zaledwie ostatnich 16 miesięcy było ich ponad sto i to tylko na trasie do Rzeszowa lub Huwnik, gdzie Kuchciński ma ziemię. Część wylotów w ogóle  nie pokrywa się z listą jaką z Bazie Lotnictwa Transportowego pozyskali posłowie PO.

70 lotów między Rzeszowem a stolicą. Sejm opublikował wykaz lotów marszałka

Centrum Informacyjne Sejmu wieczorem, zgodnie z obietnicą opublikowało „Wykaz krajowych podróży służbowych drogą powietrzną Marszałka Sejmu w czasie VIII kadencji”. Andrzej Grzegrzółka, szef Centrum Informacyjnego Sejmu przed poniedziałkowym wystąpieniem marszałka Kuchcińskiego zapewnił, że na stronie internetowej zostaną opublikowane „kompletne szczegółowe informacje” o wszystkich lotach od 12 listopada 2015 r. Co zobaczyliśmy?

Zamiast twardych dowodów poznaliśmy opracowany przez służby marszałka wykaz oficjalnych imprez, w których… daty nie zgadzają się z terminami jego wylotów a wiele imprez jest naciąganych. Poza tym brakuje w nich imiennych list pasażerów – dowiadujemy się jedynie ile osób leciało z marszałkiem na pokładzie. Kto? Kancelaria Sejmu już nie ujawnia.

Seria półprawd o lotach marszałka Kuchcińskiego

Tabelka z wymienionymi oficjalnymi spotkaniami marszałka ma potwierdzać, że 85 lotów na Podkarpacie to „misje oficjalne”, które uzasadniają przelot wojskowymi samolotami. W wielu z nich nie tylko nie zgadza się data imprezy z datą wylotu. Część po prostu w ogóle nie wiąże się z miejscem do którego leciał marszałek z rzekomo oficjalną wizytą.

Np. 31 maja ub.r. Kuchciński przyleciał z Warszawy do Rzeszowa – w sumie aż cztery osoby. Jak uzasadniono cel? Czytamy, że 29 maja odbyła się oficjalna wizyta Marszałka Sejmu w Szwecji, potem spotkania w Sejmie i rozmowy międzynarodowe m.in. z Przewodniczącym Parlamentu Republiki Czeskiej. Nie ma ani słowa o tym, że spotkania te miały miejsce na Podkarpaciu do którego przyleciał marszałek.

Komentarz Tomasza Krzyżaka: Jak kłamstwo łasi się do prawdy

W punkcie 14 na liście, z datą 14 lipca 2018 r. przy locie z Warszawy do Rzeszowa są wpisane aż 3 imprezy… przed tą datą: 12 lipca III Szczyt Przewodniczących Parlamentów Państw Europy Środkowej i Wschodniej i 13 lipca Zgromadzenie Narodowe z okazji 550-lecia Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej na Zamku Królewskim w Warszawie. Po co więc marszałek leciał do Rzeszowa? 14 lipca na Podkarpaciu wpisano spotkanie w samorządowcami – „narada robocza na temat możliwości dofinansowania remontu kolei krzesełkowej przy stoku narciarskim”. Takich spotkań z anonimowymi samorządowcami z Podkarpacia jest wiele na tej liście.

Zabawnie brzmią zapewnienia o celach służbowych podróżach (głównie śmigłowcem) do Huwnik na Podkarpaciu, gdzie Kuchciński ma ziemię. Np. 13 sierpnia 2018 r. celem marszałka miał być „Wielki Odpust w Kalwarii Pacławskiej z udziałem Przewodniczącego KEP Abp. Stanisława Gądeckiego, spotkania w sprawie poparcia wniosków o uzyskanie środków na renowację kompleksu w Kalwarii”.

Co Kaczyński mówił o lotach Tuska do Sopotu w 2011 roku?

Podobnie wątpliwie brzmi wylot 15 czerwca 2018 r. – marszałek wziął wtedy udział w rodzinnym ślubie na Podkarpaciu. Zamiast tego wpisano „spotkanie z prezydentem Przemyśla oraz narada robocza z samorządowcami na temat rozpoczęcia starań o ustanowienie Przemyśla oraz Twierdzy Przemyśl pomnikami historii, rozmowy o podjęciu starań o włączenie szefów parlamentów Europy Środkowej do tej inicjatywy oraz objęcie przedsięwzięcia patronatem, propozycja utworzenia trasy turystycznej fortami I wojny światowej”. Jeszcze zabawniej brzmi informacja, że 15 czerwca doszło do „spotkania w Przemyślu” i „rozmów o trudnej sytuacji Szpitala Wojewódzkiego”. Kto z kim, a może przy weselnym stoliku? Nie wiadomo.

2 listopada marszałek, w trybie pilnym zleca przelot HEAD z Warszawy do Rzeszowa z trzema osobami na pokładzie – w wykazie Kancelarii Sejmu takich osób jest już cztery. Oficjalny cel? „Spotkania środowiskowe w powiecie przemyskim” – podaje CIS.

Kuchciński: Dymisja? Nie widzę podstaw. Wola Sejmu jest wolą narodu

Są i wpadki poważniejsze. Np. w wykazie dokumentów jakie z Bazy Lotnictwa Transportowego pozyskali posłowie PO-KO 22 grudnia był lot marszałka z Warszawy do Rzeszowa odrzutowcem G550 z trzema osobami na pokładzie. Ale na liście ujawnionej przez CIS nie ma w ogóle takiego kursu.

To jest właśnie kwintesencja nadużywania władzy, miało być skromne państwo, a jest jaśniepaństwo, i to dla pewnej części wyborców PiS-u, jak i tej potencjalnej, może być nie do zaakceptowania. Dlatego moim zdaniem ta decyzja jest błędna z punktu widzenia partii – mówi prof. Marek Migalski, politolog. I dodaje: – To nie oznacza, że jest to game changer, czyli coś, co wywali dynamikę kampanii wyborczej, ale można powiedzieć, że dzisiaj opozycja ma dobry dzień i jeżeli ktoś napije się zimnego szampana, to raczej będą to gabinety opozycji, niż gabinet marszałka i pokój prezesa na Nowogrodzkiej

JUSTYNA KOĆ: Niekiedy słowo “przepraszam” brzmi jak “s…” – skomentował pan ostro na Twitterze oświadczenie marszałka Kuchcińskiego. Rozumiem, że nie czuje się pan przeproszony.

MAREK MIGALSKI: Nie, chociaż i tak słowa nie były skierowane do mnie, ani do pani, one były wypowiedziane do wyborców PiS-u. Czy oni poczują się tak samo jak ja się poczułem, czyli raczej urażeni czy ośmieszeni, czy nie, dowiemy się wkrótce. Wiadomo, że cokolwiek marszałek by zrobił, to wyborcy PO czy Lewicy do siebie nie przekona, nawet gdyby popełnił seppuku przy stole konferencyjnym. Pytanie, ilu potencjalnych wyborców PiS-u te przeprosiny usatysfakcjonują, podobnie jak już obecnych wyborców tej partii.

TE PRZEPROSINY POKAZUJĄ, ŻE MARSZAŁEK NIC NIE ZROZUMIAŁ I NIE CHCE PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI, ŻE JEGO ZACHOWANIE JEST BULWERSUJĄCE.

Jak rozumiem, Kuchciński zrobił to za pozwoleniem Jarosława Kaczyńskiego, zatem prezes też uznał, że koszty odwołania marszałka i zastąpienia go kimś innym byłyby wyższe, niż kilkanaście następnych dni, gdy sprawa będzie żyła w mediach. Moim zdaniem ta kalkulacja jest błędna, ale może prezes wie coś więcej o swoim elektoracie, niż ja. Rzeczywiście zakładać można, że ci wyborcy wybaczyli już tyle, że wybaczą i to, tyle tylko, że na 70 dni przed wyborami najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu było pozbycie się marszałka i zastąpienie go kimś innym, równie wiernym, ale niewzbudzającym takich emocji.

Wielu komentatorów, nawet przychylnych PiS-owi uznało, że dzisiejsze zachowanie marszałka było bezczelne.
Liczba lotów, sposób i obraz marszałka wysyłającego w podróż swoją żonę – dobrze, że nie wysłał owcy albo kozy albo worka ziemniaków (bo skoro ten samolot i tak wraca, to dlaczego nie miałby przewieźć marszałkowi swojskich ziemniaków z rodzinnych stron do piwnicy w Warszawie) – jest druzgocący.

SZCZEGÓLNIE DLA EKIPY, KTÓRA GŁOSIŁA SANACJĘ OBYCZAJÓW PUBLICZNYCH, KTÓRA OSKARŻAŁA PO O JEDZENIE OŚMIORNICZEK I NADUŻYWANIE WŁADZY.

To jest właśnie kwintesencja nadużywania władzy, miało być skromne państwo, a jest jaśniepaństwo, i to dla pewnej części wyborców PiS-u, jak i tej potencjalnej, może być nie do zaakceptowania. Dlatego moim zdaniem ta decyzja jest błędna z punktu widzenia partii.

Gdy ogłoszono, że o 13.00 będzie oświadczenie marszałka, spekulowano o jego dymisji, tym bardziej, że w tej sprawie kancelaria także w oficjalnych pismach nie mówiła prawdy. Co się więc stało?
Taką sytuację nazywa się rozwojową, bo z każdym niemalże dniem mieliśmy nowe kompromitujące marszałka informacje. Dziś także dowiedzieliśmy się, że wysłał w drogę powrotną swoją żonę. Jeszcze wczoraj nikt o tym nie wiedział. Za chwilę możemy się dowiedzieć, że wysyłał psa czy owcę, a proszę pamiętać, że mamy środek sezonu ogórkowego. To pokazuje, że

TA SPRAWA MOŻE BYĆ ISTOTNIEJSZA, NIŻ WSZYSCY MYŚLĄ.

Moja koleżanka wracała wczoraj znad morza 12 godzin, bo korki, bramki itd. Jeżeli w takiej sytuacji w aucie przeczyta się informację, że pan marszałek lata co tydzień prawie prywatną taksówką – samolotem, a miał do dyspozycji codziennie kilka rejsowych lotów – i to ze swoją żoną, dziećmi i ze świtą, to mówiąc delikatnie, można się zirytować. Dlatego tym bardziej dziwię się PiS-owi, że tego nie rozumie.

Może to pycha krocząca przed upadkiem?
Byłby to klasyczny przykład przekonania o własnej “teflonowości”, która sprawdzała się przez 3 lata i 9 miesięcy, ale może się okazać, że nagle trzy miesiące przed wyborami ten słuch społeczny zawodzi, teflon zostaje starty i słychać skrobanie noża po patelni. Być może właśnie z czymś takim mamy dziś do czynienia. Prawdą jest, że do tej pory marszałkowi Kuchcińskiemu uchodziły na sucho gorsze rzeczy: przemoc wobec protestujących rodziców osób niepełnosprawnych, organizowanie alternatywnych obrad w Sali Kolumnowej, odbieranie głosu opozycji, katastrofalna dla ustroju państwowego praktyka nocnych głosowań, albo w porze popołudniowej, żeby naczelnik państwa mógł się wyspać.

To wszystko, okiem politologa, jest dużo bardziej druzgocące dla państwa, niż nadużycie władzy w postaci polatania niczym Himilsbach z Maklakiewiczem w słynnym filmie „Wniebowzięci”. Tylko jeżeli tamte rzeczy uchodziły na sucho, to może powstać w głowie decydentów takie poczucie, że wszystko im wolno.

TYMCZASEM MOŻE OKAZAĆ SIĘ, ŻE WŁAŚNIE TAKA „PIERDOŁA” PRZEŁOŻY SIĘ NA EMOCJE WYBORCÓW.

I o ile zmuszanie ludzi do głosowania w Sali Kolumnowej czy fałszerstw w trakcie tego głosowania, niedopuszczanie do niej opozycji, w jakimś sensie nie dotyka wyborców, to świadomość, że oni muszą się cisnąć w tanich liniach lotniczych, latając na zagraniczne delegacje, czy stoją w korkach na Mazury, nad morze czy w góry, w porównaniu z tym, co wyprawiał marszałek Kuchciński, może być czymś detonującym. To nie oznacza, że jest to game changer, czyli coś, co wywali dynamikę kampanii wyborczej, ale można powiedzieć, że dzisiaj opozycja ma dobry dzień i jeżeli ktoś napije się zimnego szampana, to raczej będą to gabinety opozycji, niż gabinet marszałka i pokój prezesa na Nowogrodzkiej.

Marszałek tłumaczył, że “ogromna aktywność legislacyjna Sejmu wymaga uczestnictwa obywateli w procesie tworzenia prawa”. Posłowie opozycji przekonują, że marszałek latał do domu, bo do innych okręgów tak często nie latał konsultować się z obywatelami. To dobra strategia?
Opozycja ma absolutną rację eksploatując ten wątek.

DLA WYBORCÓW MILIARDY NA BUDOWĘ CENTRALNEGO PORTU LOTNICZEGO NIE DZIAŁAJĄ TAK DOBRZE JAK LOTY MARSZAŁKA.

Wyborcy potrafią to zobaczyć, zrozumieć i się wkurzyć. Słowa marszałka, że latał, aby się konsultować z ludem, pokazują, że opinie o tym, iż marszałek Kuchciński ma poczucie humoru, są prawdziwe. Liderzy opozycji mają rację dociskając, bo poczuli krew. Te interpelacje, które składają, wizyty w poszczególnych instytucjach pokazują, że to może być kłopotliwe dla obozu władzy.

Paradoksem jest, że nieopublikowanie przez marszałka list poparcia do neo-KRS, mimo wyroku sądu, mniej szkodzi marszałkowi niż loty?
Zdecydowanie! To jak 1 do 100; gdyby przejść dziś po plaży we Władysławowie i zapytać się o to, czy ktoś słyszał o tym, że marszałek nie opublikował list z kandydatami do KRS i co o tym sądzi, to oburzyłby się tym jeden na stu. Gdyby zapytać o marszałka, który latał sobie do domu ze statusem HEAD, czyli z gotowością śmigłowców do wzniesienia się w każdym momencie, gdyby była zagrożona druga osoba w państwie, a on sobie latał tam i z powrotem, to myślę, że

POŁOWA PLAŻOWICZÓW POWIEDZIAŁABY COŚ NIECENZURALNEGO NA TEN TEMAT O PANU MARSZAŁKU.

Losy marszałka są przesądzone, nawet jeśli doczeka do końca kadencji, potem Kaczyński go gdzieś na jakiś czas ukryje?
Ależ skąd, doczeka do końca kadencji, a potem będzie stał przy prezesie, tak jak stał przez ostatnie 30 lat. To jest jeden z najbardziej zaufanych i ulubionych przez prezesa polityków. Bądźmy pewni, że

JEŻELI PIS WYGRA JESIENIĄ, TO BĘDZIE ON NA RÓWNI EKSPONOWANYM STANOWISKU.

Jeżeli PiS wygra wybory, to będzie to oznaczać, że loty marszałka nie zaszkodziły tej partii, zatem marszałek Kuchciński może nas dalej cieszyć swoją obecnością w życiu publicznym.

A możliwe jest, że tak bardzo zmienią się nastroje społeczne, że za tydzień wyjdzie prezes i Kuchcińskiego odwoła?
Raczej już nie. Oczywiście takie prawdopodobieństwo istnieje, ale jest niewielkie. Jeśli się rozwiązuje kryzys, to trzeba to zrobić od razu i to dzisiaj był ten moment. Jeśli dymisja nastąpiłaby za tydzień, to by oznaczało zwycięstwo opozycji. Nie dałoby się ukryć, że jest ona wymuszona przez opinię publiczną, media i opozycję. Tego Kaczyński nie znosi.

JEŻELI PODJĘLI DECYZJĘ, ŻE “IDĄ NA TWARDO”, TO ŻADNE NOWE REWELACJE TEGO NIE ZMIENIĄ, CHYBA ŻE WYJDĄ JAKIEŚ NOWE SPRAWY POZA KWESTIAMI LOTÓW.

To bardzo ryzykownie zagrał PiS…
To prawda, i każdy racjonalny doradca podpowiedziałby, żeby to dzisiaj zakończyć. Być może naprawdę jest tak, że Kaczyński wie coś o swoim elektoracie, czego my nie wiemy, skoro podjął taką decyzję.

Zdążył zrobić badania?
Nie sądzę, żeby to chodziło o badania, bo takowe niewiele by pokazały. Sądzę, że raczej coś czuje, to jakaś, mówiąc żartem, “tajemna metafizyczna więź” prezesa ze swoim elektoratem.

Zaczynamy się znajdować w sytuacji, kiedy Polska zaczyna wypowiadać konwencję praw człowieka. O wielu sprawach zaczyna decydować nie sąd, a prokurator. To oznacza, że mamy do czynienia z sytuacją, kiedy odchodzimy od największego osiągnięcia współczesnej cywilizacji, czyli praw człowieka i praw wolności. To jest zagrożenie naszego istnienia cywilizacyjnego – mówi mecenas Jacek Dubois. Rozmawiamy o działaniach prokuratury w sprawie Marka Falenty i Geralda Birgfellnera, pytamy też o zmiany w Kodeksie karnym, które wprowadził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, i o nowe prawo wyborcze. – My zajmujemy się śpiewaniem piosenek harcerskich, budowaniem totemów i odszukiwaniem demonów przeszłości, a intelektualny pociąg, w którym Europa zajmuje się innymi problemami, odjeżdża – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Listy poparcia neo-KRS ciągle nie zostały ujawnione mimo wyroku  Naczelnego Sądu Administracyjnego. To kolejny niebezpieczny precedens?

JACEK DUBOIS: Sami sędziowie muszą być chyba zawstydzeni, skoro nie chcą pokazać twarzy. Zachowanie rządu i przede wszystkim marszałka podchodzi pod kategorię odpowiedzialności karnej. Upublicznienie jest obowiązkiem nałożonym przez NSA.

Co grozi za niewykonanie wyroku?
Mamy tu dwa elementy: kwestie odpowiedzialności konstytucyjnej i karnej, ponieważ niedopełnienie obowiązku przez urzędnika państwowego wypełnia znamiona art. 231 KK, zatem ta sprawa powinna być zbadana z punktu widzenia odpowiedzialności karnej.

Na ile to jest niebezpieczne z punktu widzenia istnienia państwa?
Proszę pamiętać, że

WŁADZA PRZESTAŁA WYKONYWAĆ SWOJE OBOWIĄZKI OD 2016 ROKU, KIEDY PREMIER BEATA SZYDŁO NIE OPUBLIKOWAŁA WYROKU TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO. PRECEDENS POWSTAŁ JUŻ WTEDY.

Jednocześnie powstała sytuacja, kiedy prokuratura przestała wykonywać swoje obowiązki, czyli pociągać do odpowiedzialności urzędników związanych z klasą rządzącą, którzy naruszają prawo. To, co dzieje się teraz w związku z listami poparcia do KRS, to tylko potwierdzenie, że powstała grupa osób, której prawo nie dotyczy. Po drugie, że pewne przepisy stają się martwe, bo interes klasy rządzącej jest ponad obowiązującymi przepisami, a prawo zaczyna być stosowane tylko, gdy dla rządzących jest to wygodne. Oceniam to jako powrót do czasów mojej młodości, bo widzę tę samą metodologię działania, która była w czasach komunistycznych.

Co jest w tych listach, że władza tak bardzo broni się przed ich opublikowaniem?
Możemy zakładać, że z listami jest coś nie w porządku. Być może osoby, które podjęły decyzję, aby złożyć swój podpis, teraz się tego wstydzą. Wiemy już, że niektórzy kandydaci popierali sami siebie, i to już stawia te wybory bardziej w kategorii komedii, niż rzeczywistej rekrutacji do jednego z najważniejszych organów wymiaru sprawiedliwości.

JEŻELI KANDYDACI SAMI SOBIE UDZIELAJĄ POPARCIA, TO MAMY TU SURREALIZM, KTÓRY RACZEJ POWINIEN MALOWAĆ DALI LUB OPISYWAĆ KTÓRYŚ Z SURREALISTÓW FRANCUSKICH.

Obecna władza nie potrafi przestrzegać nawet stworzonych pod siebie przepisów. To himalaje absurdu?
Kwestię legalności neo-KRS rozsądzi TSUE i jestem głęboko przekonany, że te wszystkie kwestie, które były podnoszone przez prawników przez ostatnie lata znajdą odzwierciedlenie w orzeczeniu, które wykaże nielegalność tego organu.

Prokuratura uznała, że nie będzie przesłuchiwać Marka Falenty w sprawie listu do prezydenta, w których szantażuje głowę państwa. Co gorsza, wydaje się, że już na nikim to nawet nie robi wrażenia, a prokuratura robi, co chce.
Na pewno nie można się przyzwyczajać do zła, tylko trzeba za każdym razem wykazywać, gdzie naruszono prawo i władza funkcjonuje w sposób nieprawidłowy.

Pan Marek Falenta został skazany w jednej z największych afer uderzających w demokratyczny rząd, która doprowadziła poniekąd do obalenia demokratycznego rządu. Marek Falenta w trakcie procesu wykazywał lojalność wobec swoich mocodawców, to spowodowało, że postępowanie w dalszym zakresie zostało umorzone, ponieważ brak było jakichkolwiek dowodów wskazujących na udział innych osób. W tej chwili pan Falenta zdecydował się mówić, co oznacza, że pojawiły się nowe informacje, nowe dowody. To, czy pan Falenta jest wiarygodny, powinno się ustalić po przesłuchaniu jego i osób przez niego wskazanych. Sytuacja która nastąpiła – ten dowód został zlekceważony – jest tylko potwierdzeniem, że

POWSTAŁ KLOSZ, POD KTÓRYM PROKURATURA CHRONI OSOBY Z KLASY RZĄDZĄCEJ I NIEZALEŻNIE OD FAKTÓW, DOWODÓW I TEGO, CO SIĘ DZIEJE, PRAWO PRZESTAŁO OBOWIĄZYWAĆ RZĄDZĄCYCH.

Marka Falenty prokuratura nie chce przesłuchać, Jarosława Kaczyńskiego też nie chce, a Geralda Birgfellnera przesłuchiwała wielokrotnie. Co się dzieje w sprawie “dwóch wież”?
Pani prokurator prowadząca sprawę awansowała, co oznacza, że niewywiązywanie się ze swoich obowiązków w tej sprawie wiąże się z korzyściami osobistymi. Po drugie, prokuratura przegrała wszystkie potyczki sądowe z pełnomocnikami Birgfellnera. Wszystkie postanowienia ukarania grzywną pana Birgfellnera, które nakładała prokuratura, były uchylane przez sąd. To oznacza, że wykazaliśmy, że prokuratura działa w tej sprawie w sposób bezprawny. Natomiast nie jesteśmy w stanie zmusić prokuratury środkami prawnymi do działania. Moim zdaniem oznacza to, że prawo jest w tym zakresie skonstruowane w sposób wadliwy. Sądzę również, że będzie to przesłanka do ustawodawcy w przyszłości, aby w większym stopniu działania prokuratury, która nie wykonuje swoich obowiązków, były poddane kontroli sądowej.

WARTO SIĘ ZASTANOWIĆ, CZY NIE POWINNY POWSTAĆ MECHANIZMY, KTÓRE POZWOLIŁYBY ZMUSIĆ PROKURATORÓW DO WYKONYWANIA SWOICH OBOWIĄZKÓW.

Obecnie pan Birgfellner będzie przesłuchiwany w Wiedniu, w drodze prawnej, po raz siódmy. Jestem bardzo ciekaw pytań pani prokurator, które padną, bo do tej pory niczym w kołowrotku powtarzane były te same. Działanie prokuratury jest tu dla mnie jasne; ma doprowadzić do tego, aby przed wyborami nic się nie stało w tej sprawie, żeby w jakiś sposób skompromitować pana Birgfellnera, i podejrzewam, że w przypadku wygrania wyborów przez PiS prokuratura już jasno odmówi wszczęcia postępowania.

Co wtedy?
Na każdą decyzję prokuratury przysługuje zażalenie do sądu i oczywiście jeżeli tak się stanie, to będziemy to skarżyć.

JEŻELI PROKURATURA W OBECNYM KSZTAŁCIE NIE ZACZNIE PRACOWAĆ, TO PODEJRZEWAM, ŻE KIEDYŚ W PRZYSZŁOŚCI, KIEDY ZASADY DEMOKRATYCZNE ZNÓW ZACZNĄ OBOWIĄZYWAĆ, TA SPRAWA WRÓCI.

Sejm zmienił zasady wyborcze. Teraz o legalności wyborów będzie orzekać niekonstytucyjna, wybrana przez obecną władzę Izba Dyscyplinarna. Trochę straszno?
Bardziej śmieszno, bo Izba Dyscyplinarna jest kolejnym tworem, którego legalność jest kwestionowana przez instytucje unijne. W momencie, gdy ID będzie stwierdzać legalność wyborów, a okaże się, że sama jest tworem nielegalnym, to znajdziemy się w kolejnym „pasztecie prawnym”. Ja traktuję to już jednak bardziej w kategoriach humorystycznych. Dla mnie większym problemem jest kwestia nowych kodyfikacji prawa karnego, które zostały rozszerzone. Moim zdaniem zaczynamy się znajdować w sytuacji, kiedy Polska zaczyna wypowiadać konwencję praw człowieka. O wielu sprawach zaczyna decydować nie sąd, a prokurator. To oznacza, że mamy do czynienia z sytuacją, kiedy odchodzimy od największego osiągnięcia współczesnej cywilizacji, czyli praw człowieka i praw wolności. To jest zagrożenie naszego istnienia cywilizacyjnego.

Smutna puenta.
Bo myślę, że

DOCHODZIMY DO SYTUACJI, KIEDY PRZESTANIEMY BYĆ AKCEPTOWANI.

Każdy kraj może wprowadzać pewien indywidualizm, ale jeśli zaprzecza się całemu dorobkowi myśli intelektualnej Europy, to przestaje się być w tym środowisku akceptowanym. W pewnym momencie zostaniemy, jako wyborcy, postawieni pod ścianą, czy chcemy tworzyć plemię, które będzie odosobnione, które kieruje się własnymi prawami, daleko od osiągnięć współczesności, czy chcemy być Europejczykami. Jeżeli chcemy, to nie jesteśmy w stanie połączyć tego z władzą, która staje się władzą plemienną, bojącą się zetknięcia z problemami. Nasza władza to kult harcerski, który uprawia zadowolony z siebie prezydent i premier, która jednocześnie odchodzi od większych pytań współczesności; o klimat, ekonomię, przyszłość, o zagrożenia, pytania z zakresu sztucznej inteligencji. My zajmujemy się śpiewaniem piosenek harcerskich, budowaniem totemów i odszukiwaniem demonów przeszłości, a intelektualny pociąg, w którym Europa zajmuje się innymi problemami, odjeżdża.

Portal ciekaweliczby.pl zestawia budżetowe wydatki na Kancelarię Premiera rządu Platformy Obywatelskiej wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym z obecnym rządem Prawa i Sprawiedliwości.

Kuchciński na śmietniku, gadzinówka TVP i zakłamany Kościół kat.

5 Sier

O tym, jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który z przysługujących mu przywilejów postanowił wycisnąć najwięcej jak się tylko da, dowiemy się pewnie na początku nowego tygodnia. “Na mieście” mówi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to jego rezygnacja “ze względów osobistych”, bowiem każde inne rozwiązanie byłoby dla PiS fatalne w skutkach. Odwołać go nie mogą, bo przyznaliby opozycji rację, bronić z mównicy sejmowej w najbliższy piątek, gdy odbędzie się debata nad jego odwołaniem też nie, bo jego zachowania tłumaczyć po prostu nie sposób. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednak powoli przygotowywani na szok, jakim będzie odejście formalnie drugiej osoby w państwie i dziś w ten proces włączył się także premier Mateusz Morawiecki.

Podczas odbywającego się w Bojszowach na Śląsku pikniku PiS, szef rządu przekonywał swoich sympatyków że drobne błędy, jakie popełnia ekipa rządząca nie mogą przesłonić wielkich sukcesów, jakie odniosła.

“Chcę żeby Polska rozwijała się w najszybszym możliwym tempie, żeby polityka była dla ludzi, żeby ludzie to czuli, że jesteśmy razem z wami. Nawet, jak się potykamy, popełniamy błędy, chcemy się przyznawać do nich i żeby te drobne błędy, nie przesłaniały tych wielkich naszych osiągnięć, które się udały” – powiedział Morawiecki. Dodał przy tym, że rząd PiS chce kontynuować realizację programów socjalnych. – “500 plus, wyprawka, fundusze dróg samorządowych, emerytura plus. Chcemy te programy kontynuować, chcemy przeznaczać coraz więcej środków na te cele i w tym kierunku idziemy” – oświadczył premier.

Słowa szefa rządu wywołały gorącą reakcję internautów na Twitterze, którzy bezlitośnie wypomnieli mu, że PiS ma na sumieniu znacznie więcej, niż jedynie “drobne błędy”. Lista spraw, które obciążają rządzącą niepodzielnie partię Jarosława Kaczyńskiego jest gigantyczna i tylko dzięki temu, że Jacek Kurski i rządowa TVP dba o to, by wielu Polaków w ogóle się o nich nie dowiedziało, PiS może się wciąż cieszyć dużym społecznym poparciem.

Nieznana we współczesnej Polsce skala żerowania na publicznym majątku (gigantyczne premie dla ministrów, wiceministrów i działaczy w SSP), buta i arogancja władzy, upolitycznienie prokuratury i stworzenie w niej parasola ochronnego dla najważniejszych osób w państwie (sprawa Kaczyński kontra Birgfellner, SKOKi Biereckiego), służby antykorupcyjne ślepe na ukrywanie majątku przez polityków PiS (Morawiecki, Dworczyk) czy uwolnienie demonów nacjonalizmu i rasizmu to wszystko bezpośrednio obciąża ekipę władzy. Nie są to żadne “drobne błędy”, tylko działania które zasługują na Trybunał Stanu i rozliczenie przy urnie wyborczej. I tego będziemy się domagać od przyszłej władzy.

Znany z lat osiemdziesiątych utwór Kultu „Po co wam wolność” wybrzmiał na nowo podczas sobotniego koncertu zespołu na Pol’and’Rock Festivalu. Wszystko za sprawą obrazów, jakie pojawiły się na telebimach.

Kiedy Kazik śpiewał „Wolność. Po co wam wolność? Macie przecież telewizję”, uczestnicy koncertu zobaczyli fotomontaże przedstawiające Jacka Kurskiego, Danutę Holecką i Michała Adamczyka w mundurach.

 

Bardzo naturalnie wyglądali” – komentuje Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”. Transmisja koncertu prowadzona była na YouTubie, a w sieci krążą z niej screeny.

Internauci bardzo żywiołowo zareagowali na przekaz. „Kult skończył z polityczną poprawnością i wprost wali w PiS-owską władzę” – można m.in. przeczytać w mediach społecznościowych.

Do ilustracji utworu odniósł się także szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Jarosław Olechowski. „Kazik znów odleciał. Czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy…” – napisał na Twitterze

Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”

W Suchym Lesie pod Poznaniem doszło do włamania i zbezczeszczenia kościoła. Krzysztof Pilas z rady ekonomicznej parafii mówi, że znana w okolicy kobieta poprzewracała wszystko na ołtarzu, zniszczyła krzyż i paschał, zerwała z ołtarza sukno. Notariusz Kurii Metropolitalnej w Poznaniu ks. Łukasz Kędzierski podkreśla próbę rozbicia tabernakulum i rozerwanie ksiąg liturgicznych. W relacjach z tego wydarzenia czytamy o bezprecedensowym akcie profanacji. A prawda jest taka, że w sztok pijana kobieta wybiła szybę i nie bardzo wiedząc gdzie weszła, wykonała małą demolkę, po czym usiadła na schodach i aż do przyjazdu policji doprawiała się alkoholem bełkocząc i wykrzykując obelgi do przechodniów. Do profanacji nie doszło, ale msza pokutna z udziałem licznych parafian wstrząśniętych dramatyczną relacją z tego wydarzenia, okazała się niezbędna…

Na warszawskiej Pradze ktoś zniszczył figurkę Matki Boskiej Pogorzelskiej. Prawicowe media i portale wszczęły larum: oto jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na naszą katolicką wiarę, takie są skutki promowania lewackiej tolerancji światopoglądowej!  Policja zatrzymała sprawcę dewastacji religijnego symbolu. Jak poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest to narodowiec związany ze skrajną prawicą, który postanowił dokonać prowokacji sugerując, że symbole katolików atakuje się w Polsce i niszczy, a katolicy są prześladowani.  Policja nie potwierdza tej informacji, ale jej nie zaprzecza i nie oferuje żadnej konkurencyjnej, poza wiadomością, że sprawca nie przyznaje się do winy.

Diecezja Włocławska zawiadomiła, że na terenie parafii w Turku cztery osoby napadły na księdza wikariusza, który próbował wyjaśnić, że nie może przyjąć od nich aktu apostazji. Jeden z napastników „chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę”, używając wulgarnych epitetów pod adresem kapłana i Kościoła. Diecezja podkreśliła, że był to kolejny „atak na tle religijnym”, do jakiego doszło w diecezji włocławskiej, bo niedawno sprofanowano kościół świętego Maksymiliana w Koninie i zniszczono znajdujący się obok świątyni pomnik oraz namalowano bluźnierczy napis na murze kościoła w Brzeźnie koło Konina. Publiczne i prawicowe media w te pędy nagłośniły komunikat diecezji, dokładając do niego pikantne szczegóły dowodzące rozwydrzenia i demoralizacji sprawców. Ale policja nie potwierdziła tych bulwersujących doniesień.  Okazało się, że do plebanii przyszła zwyczajna rodzina z prośbą o wykreślenie ich z ksiąg parafialnych. Wobec sprzeciwu przybysz wziął do ręki krzyż i pokazał go księdzu, co miało przypomnieć o jego misji i obowiązkach. Policję wezwano, ponieważ rodzina nie chciała opuścić plebanii bez załatwienia swojej sprawy. Ksiądz nie zgłosił jednak napaści i nie złożył żadnego doniesienia, więc policja – w odróżnieniu od setek hejterów odsądzających niewierzących od czci i godności – uznała sprawę za wyjaśnioną i zamkniętą.

Trzej pijani mężczyźni umyślili sobie okraść szczecińską Bazylikę św. Jana Chrzciciela, atakując po drodze proboszcza oraz dwie inne osoby, które uniemożliwiały realizację planu.  Wielce nagannym, ale w gruncie rzeczy dość banalnym epizodem natychmiast zajęły się „publiczne” i współpracujące z władzą media, nadając sprawie rangę wstrząsającego wydarzenia. Po wprowadzeniu do fabuły kilku poprawek ogłoszono, że oto grupa moralnych degeneratów, pozostająca pod wpływem ideologii LGBT, postanowiła ukraść szaty liturgiczne, aby odprawić diabelskie nabożeństwo. Polska Agencja Prasowa zacytowała rzekomą wypowiedź zakrystianki, że napastnicy zamierzali udzielić sobie homo-ślubu.  Prawicowe media cytowały prałata bazyliki ks. Aleksandra Ziejewski ego: „Rzucił się na mnie, zaczął mnie atakować (…) Gdyby mnie trafił, to pewnie by zabił. Oni byli w jakiejś diabelskiej furii”. W odpowiedzi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki ogłosił list: „Moje najwyższe zaniepokojenie budzą coraz częstsze akty nienawiści wobec ludzi wierzących, ze smutkiem dostrzegam eskalację wrogich zachowań wobec ludzi wierzących, w tym stosowanie przemocy symbolicznej i fizycznej”. Głęboki smutek hierarchy nie uszedł uwadze ministra Ziobro, który ogłosił, że śledztwo w tej sprawie objęła nadzorem Prokuratura Krajowa. W ślad za swoim szefem wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik w rozmowie z Dorotą Kanią stwierdził, że w tej sprawie niesposób wykluczyć wątku ideologicznego i nie zaprzeczył tezie prowadzącej wywiad, że w „paradach równości środowisk LGBT uczestniczą dawni funkcjonariusze SB, co powoduje, że istnieje ryzyko prowokacji”.

Mimo „najlepszych chęci” przełożonych, prokurator prowadzący tę sprawę nie dopatrzył się w niej niczego poza trywialną kradzieżą rozbójniczą i naruszeniem nietykalności cielesnej, choć na wszelki wypadek ubrał te zarzuty w motywację „z powodu przynależności wyznaniowej pokrzywdzonych”.  

Ten domyślny motyw, rzucona na żer klakierom obecnej władzy, jest wątkiem wspólnym wymienionych wyżej i z braku miejsca niewymienionych incydentów, w których ludzie Kościoła czują się poszkodowani bądź kreowani są na ofiary. Kryminalne zajścia, kradzieże, włamania i napady nigdy nie omijały obiektów kultu religijnego ani księży, jednak ostatnio można odnieść wrażenie, że jest na te zdarzenia jakiś szczególny popyt.  Łączy je nie tylko szczególne zainteresowanie dyżurnej sfory pseudodziennikarzy rzucających się na każdy incydent który dałoby się nazwać atakiem na Kościół. Łączy je nie tylko charakterystyka sprawców, którzy niemal w każdym przypadku opisywani są jako aktywiści partii opozycyjnych, wyznawcy „ideologii LGBT”, a często wręcz zboczeńcy oszaleli z nienawiści do tronu i ołtarza.  Wspólnym mianownikiem jest również czas – kampania wyborcza, w której PiS walczy o ostateczne zawłaszczenie państwa i o bezkarność dla swego bezprawia.

Od dłuższego czasu widać wyraźnie, że PiS nie zamierza walczyć na programy, fakty i argumenty. Program ma niezbyt porywający, argumenty coraz bardziej niewiarygodne, a fakty głoszone przez prezesa, prezydenta, premiera i funkcjonariuszy partyjnych nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Nie bez racji Prezes RP uznał, że skuteczniejsze od bezpośredniej konfrontacji z opozycją będzie wykreowanie nowego wroga, którego da się przykleić do opozycji.  Tak urodził się kolejny „obcy”. Przez wiele tygodni PiS szczuł na ludzi odmiennej orientacji, straszył potworem Gender i groził zalewem „ideologii LGBT”.  Ale wygląda na to, że przekombinował. Coś nie zagrało. Miała być masowa akcja sprzeciwu samorządów wobec agresji wrogiej ideologii, której sprzyja PO, Nowoczesna i reszta lewactwa opozycyjnego. Okazało się jednak, że uchwały przeciw nieheteroseksualnej nawale i w obronie dzieci zagrożonych seksualizacją , nawet w rejonach zdominowanych przez PiS, podjęto tylko w niewielkiej części gmin i powiatów. Nie udało się też sprowokować do walki „zwyczajnych” obywateli. Na gejów i lesbijki oraz tych, którzy wspierają ich dążenie do równouprawnienia, rzucili się w Bydgoszczy i innych miastach tylko ci, co zawsze: wzmożeni pismacy, żule, damscy bokserzy, ukryci sadyści, bezmózgowcy na sterydach, nawiedzeni , psychicznie niepełnosprawni, niezrównoważeni i kibole – inna sprawa, ze z większą niż dotąd ochotą, bo w poczuciu bezkarności. A zdecydowana większość społeczeństwa na akty agresji zareagowała współczuciem wobec bitych, kopanych, opluwanych i dyskryminowanych.

Kaczyński nie lubi przegrywać. Szybko zrozumiał, że prześladowanym koniecznie trzeba odebrać życzliwość, a jednocześnie należy wzmocnić narrację sięgając po dodatkowe wsparcie. Jego Plan B nosi tytuł „Tylko PiS obroni Polski Kościół, atakowany przez lewaków i LGBT ze wsparciem PO”.  Projekt ten ma dodatkowy atut – obiema rękami i z większym niż dotąd zapałem będą wspierać PiS hierarchowie, którzy od czasu ujawnienia pedofilskich afer z udziałem księży i pomagających im biskupów, sami już zaczęli przebąkiwać o wojnie wypowiedzianej Kościołowi przez polskie i unijne lewactwo. Nadzieja, że w bitewnym dymie rozmyją się i unieważnią nieprawości ludzi Kościoła, spełnia się już dzisiaj. Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że narracja o wrogach Kościoła, ukrywających się w szeregach LGBT, opozycji i przedstawicieli Unii, będzie narastać w miarę zbliżania się daty wyborów.  Z pewnością będziemy świadkami niejednego jeszcze incydentu. Trzymam zakład, że wykonawcami rozmaitych akcji – szturchnięcia księdza, oplucia biskupa, czy publicznego spalenia ewangelii przez całkowicie nieznanych sprawców ogłaszani będą nieheteroseksualni lewacy. Obawiam się też, że dojdzie do działań odwetowych, być może nawet do kolejnych po Białymstoku zamieszek pachnących pogromem, bo trzecie prawo Newtona dotyczy także relacji między ludźmi. Mam wrażenie, że bardzo się o to starają rządzący, a i niektórzy purpuraci jakby oczekują nienawistnych reakcji nadpobudliwych wiernych.  Bo czemu innemu służyć miało szczucie metropolity krakowskiego, który w 75. rocznicę powstania warszawskiego straszył „tęczową zarazą” LGBT, która zastąpiła „czerwoną zarazę” bolszewizmu?

Obiema rękami powstrzymuję się tu przed konstruowaniem jakiejś spiskowej teorii, ale co poradzę, kiedy w trakcie pisania kołacze mi się z tyłu głowy historia człowieka, który podczas ciszy wyborczej sparaliżował Warszawę podkładając w uczęszczanych miejscach fachowo sporządzone atrapy bomb. Nazwano go Gejbomberem, bo do kilku redakcji przyszedł mail podpisany „GayPower” oraz „SilnyPedał”. List zatytułowany: „Kaczyński = Wojna. Podłożyliśmy 15 bomb w Warszawie” zawierał protest przeciw zablokowaniu Parady Równości. Prawicowej propagandzie udało się wcześniej okrzyknąć Lecha Kaczyńskiego człowiekiem silnej ręki, szeryfem i młotem na przestępców. Bombera w 2 osobach nigdy nie złapano, ale w atmosferze niepokoju i obaw właśnie Lech Kaczyński został prezydentem RP.

Przed kolejnymi wyborami trafił się Falenta z niesympatycznymi nagraniami polityków PO, które – jak twierdzi – zlecili mu politycy PiS. Również w tej sprawie nie dowiemy się chyba jak było naprawdę, bo prokuratura uznała, że wykonawca zlecenia jest niewiarygodny. A niewiarygodnym jest, ponieważ kiedyś, gdy był na wolności i uważał, że umowa ze zleceniodawcą zapewnia mu bezkarność, nie mówił tego, co mówi teraz, gdy uważa, że zleceniodawca go oszukał i nie dotrzymał umowy. Prokuratura zignorowała poważne oraz prawdopodobne doniesienie i zarządziła badania psychiatryczne autora zarzutów.

Są na świecie kraje, gdzie przeciwników politycznych lub osobistych wrogów rządzących pakuje się do psychuszki – na lata, a czasem i do końca życia. To te same państwa, gdzie zdarzają się prowokacje polegające na tym, że władza napada na samą siebie, by uzyskać pretekst do ograniczenia praw obywateli.  Polska PiS dopiero eksperymentuje. Wynik eksperymentu zobaczymy, a być może również doświadczymy, po wyborach. Ale może nie?