Oligarcha Kaczyńskiego, Wojciech Jasiński. Jak robi się majątki na państwowych posadach

31 Mar

Wojciech Jasiński, od lat wierny towarzysz Jarosława Kaczyńskiego, za rządów „dobrej zmiany”, jako prezes Orlenu i członek rady nadzorczej PKO BP zarobił w sumie ponad 5,34 mln zł. W Orlenie, licząc wszystkie dodatki, otrzymywał miesięcznie średnio ponad 191 tys. zł, w PKO BP -przeciętnie 10 tys. zł

„Jakbym chciał doposażyć rodzinę, to bym nie był parlamentarzystą, tylko bym trafił do zarządu jakiejś dużej spółki Skarbu Państwa” – zdradził niedawno z rozbrajającą szczerością wiceprezes PiS, Joachim Brudziński.

Tę drogę wybrał Wojciech Jasiński – minister skarbu za poprzednich rządów PiS (2006-07) i poseł tej partii w latach 2001-15.

W połowie grudnia 2015 roku Jasiński zrezygnował z mandatu posła i objął fotel prezesa największego polskiego koncernu – PKN Orlen. Wkrótce potem – 25 lutego 2016 roku – został także członkiem rady nadzorczej PKO BP. Obie spółki są notowane na giełdzie, ale ich głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

Orlenem Jasiński kierował do 5 lutego 2018 roku. Spółka wypłaciła mu:

  • 2015 roku, za dwa tygodnie pracy – 69 tys. zł,
  • 2016 roku 1 mln 715 tys. zł pensji,
  • 2017 roku 1 mln 226 tys. zł pensji i 1 mln 560 tys. zł premii za wcześniejszy rok
  • w 2018 roku – 83 tys. zł wynagrodzenia za pracę do 5 lutego oraz 320 tys. zł z tytułu odprawy i zakazu konkurencji.

[Kliknij na poszczególne daty, aby przejść do sprawozdań finansowych spółki za poszczególne lata.]

W sumie, pracując w Orlenie, Jasiński „doposażył swoją rodzinę” kwotą 4 mln 973 tys. zł. Przyjmując, że pracował w spółce okrągłych 26 miesięcy, średnio – łącznie z dodatkami – zarabiał ponad 191 tys. zł miesięcznie.

Za zasiadanie w radzie nadzorczej PKO BP otrzymał do dziś łącznie ponad 370 tys. zł wynagrodzenia, z tego:

  • 2016 roku (za 10 miesięcy) – 103 tys. zł,
  • w 2017 – 118 tys. zł,
  • w 2018 – 119 tys. zł
  • i za 3 pierwsze miesiące 2019 roku ponad 30 tys. zł.

Jeśli Jasiński pozostanie członkiem rady nadzorczej do końca 2019 roku, zarobi w sumie 122 tys. zł.

Łącznie w obu spółkach Jasiński zarobił więc ponad 5 mln 343 tys. zł. To, jak na polskie warunki, ogromna kwota. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że Jasiński nie był menadżerem, o którego biły się koncerny.

Przed powołaniem do władz Orlenu i PKO BP miał minimalne doświadczenie biznesowe: w latach 1997- 2000 zarządzał spółką Srebrna (sławną ostatnio za sprawą nagrań Geralda Birgfellnera), a w latach 1998-2000 był członkiem rady nadzorczej Banku Ochrony Środowiska (dzięki poparciu Kazimierza Kujdy, byłego prezesa Srebrnej, wówczas wiceszefa NFOŚiGW, który jest głównym udziałowcem BOŚ).

Wierny towarzysz Kaczyńskiego

1 kwietnia 2019 Jasiński ukończy 71 lat. Jest kolegą Jarosława Kaczyńskiego jeszcze z czasów studiów prawniczych, ale po studiach ich drogi na jakiś czas się rozeszły.

Jak ujawnili niegdyś w „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz i Piotr Śmiłowicz, w drugiej połowie lat 70. Jasiński zapisał się do PZPR i został szefem Wydziału Spraw Wewnętrznych w płockim magistracie.

Jak wynikało z dokumentów, do których dotarli dziennikarze, był wówczas w stałym kontakcie z Wydziałem Paszportów i Dowodów Osobistych Komendy Wojewódzkiej MO w Płocku, nadzorowanym przez Służbę Bezpieczeństwa.

W ostatnich trzech dekadach, losy Jasińskiego splatały się niemal bez przerwy z życiorysami braci Kaczyńskich. Na początku lat 90. pomagał im zakładać ich pierwszą partię – Porozumienie Centrum.

W latach 1992 – 97 pracował w Najwyższej Izbie Kontroli, której od 1992 roku szefował Lech Kaczyński. Później,

od 1997 do 2000 roku, był członkiem zarządu a następnie prezesem Srebrnej – najważniejszej spółki w „mini- holdingu” stworzonym przez Jarosława Kaczyńskiego i jego najwierniejszych współpracowników.

W 2000 roku, gdy Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, Jasiński został na krótko wiceministrem w tym resorcie.

W 2001 roku współtworzył z Kaczyńskimi PiS i wszedł z listy tej partii do Sejmu. Był posłem wszystkich późniejszych kadencji. Za poprzednich rządów PiS, gdy premierami byli Kazimierz Marcinkiewicz i Jarosław Kaczyński – dwukrotnie otrzymał tekę ministra skarbu.

Jako minister umorzył długi Porozumienia Centrum.

W 2009 i 2014 roku kandydował z listy PiS do Parlamentu Europejskiego. Ale bez powodzenia. Jak się okazuje, bardziej opłaciło mu się zostać w kraju: jako europoseł zarabiałby miesięcznie „tylko” kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

>>>

Posłowie Platformy Obywatelskiej domagają się informacji od premiera nt. finansowania kampanii wyborczej, ściślej – finansowania promocji „nowej piątki Kaczyńskiego” z rządowych pieniędzy. – Okazuje się, że samochody, które powinny być w dyspozycji służb państwowych, które powinny służyć do realizacji ich zadań, jak chociażby samochody Inspekcji Transportu Drogowego, wykorzystywane są do promocji partyjnego programu PiS – mówił na konferencji przed PKW Arkadiusz Myrcha.

Posłowie opozycji wezwali premiera Mateusza Morawieckiego, aby ten udzielił informacji, ile ze środków, którymi dysponuje jego kancelaria, zostało wykorzystanych na promocję tzw. nowej piątki PiS.

– Piątka Kaczyńskiego jest fundamentem kampanii tej partii. Okazuje się, że samochody, które powinny być w dyspozycji służb państwowych, które powinny służyć do realizacji ich zadań, jak chociażby samochody Inspekcji Transportu Drogowego, wykorzystywane są do promocji partyjnego programu Prawa i Sprawiedliwości. Są na to dziesiątki dowodów – mówił przed Państwową Komisja Wyborczą Arkadiusz Myrcha.

Zdaniem posłów opozycji ta sytuacja budzi poważne zastrzeżenia, jeśli chodzi o finansowanie kampanii partyjnej ze środków publicznych, co jest niedozwolone.

O tym, że samochody ITD w Gdańsku są używane do promocji programu partyjnego, informował tydzień temu Onet. Wojewoda pomorski Dariusz Drelich wycofał samochody z akcji i w wydanym specjalnie oświadczeniu przeprosił wszystkich, którzy mogli się „poczuć urażeni”.

Billboardy za 800 milionów

Okazuje się, że państwowe samochody to nie jedyny sposób na darmową partyjną promocję. Posłowie Platformy twierdzą, że zamieszczone 22 marca w biuletynie KPRM ogłoszenie na zakup powierzchni reklamowej w dwóch dziennikach ogólnopolskich w celu promocji nowego programu rządu ma być także promocją partyjnego programu PiS.

– Jak spojrzymy w prace legislacyjne samej Rady Ministrów, w przyjmowane tam projekty ustaw, nie ma wśród tych dokumentów programu, który odpowiadałby treści zamówienia. Powstaje bardzo poważna wątpliwość, czy to ogłoszenie, które miałoby być umieszczone w ogólnokrajowych dziennikach za blisko 800 tys. zł, nie będzie służyło programowi partyjnemu, a nie będzie związane z działaniami Rady Ministrów – twierdzi Myrcha.

Poseł wzywał premiera Morawieckiego do udzielenia pełnej informacji, jakie dotychczas środki w dyspozycji KPRM i szeroko pojętych pieniędzy rządowych zostały wykorzystane na promocję tzw. piątki Kaczyńskiego.

Drogie państwo PiS

Ustawa o partiach politycznych, jak i Kodeks wyborczy nie dopuszczają możliwości, by za pieniądze rządowe finansować promocję programu politycznego w okresie kampanii wyborczej. Kampania może być finansowana ze środków partyjnych.

– PiS za pieniądze podatników finansuje przedsięwzięcia, które mają obecnie status wyłącznie elementu programu partii w ramach kampanii wyborczej – ocenił Jan Grabiec z PO. – PiS nie potrafi znaleźć środków na podwyżki dla nauczycieli, ale potrafi znaleźć na promocję programu partyjnego z pieniędzy państwa – mówił.

Posłowie złożyli do Państwowej Komisji Wyborczej wniosek o zbadanie sprawy finansowania kampanii wyborczej z publicznych pieniędzy.

>>>

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: