PiS dupą do Unii Europejskiej. Takich skunksów wysłano do Brukseli. Z życia pasqud 8

3 Lip

„Hymn Unii na pierwszym posiedzeniu PE. Partia Brexit tyłem. Waszczykowski i Zalewska nawet nie wstali” – napisał na Twitterze Bartosz Wieliński z „GW”. Byli ministrowie w rządzie PiS, a obecnie europosłowie tak się zachowali podczas inauguracji obrad Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Podczas odgrywania „Ody do radości” była minister edukacji Anna Zalewska i były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nawet nie podnieśli się z foteli. Ociągając się, wstali Anna Fotyga i Patryk Jaki. Natomiast Jacek Saryusz-Wolski robił sobie podczas hymnu UE selfie.

Internauci z oburzeniem komentowali zachowanie europosłów PiS: – „Zalewska i Waszczykowski siedzą podczas hymnu UE. Partia Brexit UK stoi tyłem. Co towarzystwo miernot. Idziemy w bardzo złym kierunku. Hasło Polska sercem Europy to pic na wodę i kłamstwo. PiS właśnie pokazał to „tętniące” serce z kampanii. PiS to Polexit!”;

Robić cyrk i strzelać focha potrafią, ale euro im nie śmierdzi. Jak im tak bardzo UE nie pasuje, to powinni być konsekwentni i kasy nie pobierać. Żenada”; – „Absurd goni absurd. Wydaje im się, że buraczanym zachowaniem zrobią wrażenie tam wrażenie? Co najwyżej uśmiech politowania. Ale takie zachowanie może być groźne”;

„Czy się stoi, czy się leży. Z UE Kasa nam się należy!”; – „Kasę biorą. Szacunek dla Europejczyków na najwyższym poziomie… Powinny być kary za takie zachowania”.

Julia Przyłębska – towarzyskie odkrycie Jarosława Kaczyńskiego – podczas studiów była działaczką Socjalistycznego Związku Studentów Polskich – wynika z akt IPN, do których dotarł onet.pl. Istniejąca w PRL organizacja była w pełni kontrolowana przez władze. Obecna prezes TK zapisała się do SZSP na pierwszym roku studiów i działała w niej przez kilka lat. Dzisiaj w jej oficjalnym życiorysie próżno szukać tej informacji. Przyłębska twierdzi natomiast, że była w opozycyjnym Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.

Z kolei jej mąż Andrzej Przyłębski, dziś ambasador Polski w Niemczech, podczas studiów działał w innej komunistycznej młodzieżówce —Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Z dokumentów IPN wynika, że deklarował się jako ateista i zwolennik marksizmu. Został zarejestrowany w SB jako tajny współpracownik o pseudonimie „Wolfgang” (tak na marginesie – takie imię nosił jego teść, a ojciec Przyłębskiej).

„Sędzia Przyłębska była w komunistycznej młodzieżówce. Kolejny dowód, że tzw. reforma sądownictwa działa odwrotnie, niż głosi PiS. Zamiast naprawiać, psuje, a zamiast usuwać sędziów wychowanych w duchu komunizmu, wprowadza ich na najwyższe stanowiska sądowe” – podsumował na Twitterze prof. Marcin Matczak. A Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” pytał: – „Czy w tzw. reformie sądownictwa nie chodziło o zakończenie kariery sędziów z komunistycznym rodowodem?

Sprawę komentowali też inni internauci: – „Piotrowicz, Kujda, jej mąż, a teraz ona sama, towarzyskie odkrycie Wielkiego Dewelopera”; – „Odznaczony przez władze PRL krzyżem zasługi Stanisław Piotrowicz, zaorał polskie sądownictwo. Żona TW, Julia Przyłębska, działająca w młodzieżówce komunistów, orzeka, co jest konstytucyjne. Do tego duetu brakuje sędziego Kryże jako I prezesa SN. Fajny ten PiS, taki prawy”;

„Czego nie rozumiecie lewaki? To nasza komunistka. Swoja, posłuszna, bierna, na naszej krwi wyhodowana. Nie to co Wy! Ubeckie wdowy, gorszy sorcie, kanalie, cykliści, złodzieje i wegetarianie”;– „A co my tu mamy? Towarzyszka Wolfgangowa, żona TW Wolfganga, kucharka jaśnie pana Jarka, aktualnie prezes TK, odebrała staranne komunistyczne wykształcenie, w młodości. Jak tam humor, prawaczki? Raz sierpem, raz młotem? Tak to leciało?”.

Po kilkudniowym maratonie przywódcy europejscy ustalili, że nową przewodniczącą Komisji Europejskiej będzie Ursula von der Leyen. To szefowa niemieckiego ministerstwa obrony. Jej nominację musi jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski. Frans Timmermans będzie jej zastępcą.

Przypomnijmy, że PiS mocno krytykował Ursulę von der Leyen po jej wypowiedzi, dotyczącej protestów w obronie polskich sądów w 2017 r.   – „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce” – mówiła szefowa niemieckiego MON. Ówczesny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski twierdził, że „to próba ingerencji w wewnętrzne sprawy naszego kraju”. 

Na Twitterze pojawiły się pierwsze komentarze, dotyczące wyboru Ursuli von der Leyen. – „Czyli skutkiem wielkiej ofensywy dyplomatycznej PIS-u ma być wybór na szefa Komisji Europejskiej Niemki, która poparła protesty polskiej opozycji w obronie praworządności. To są naprawdę mistrzowie. PiS stanął na głowie, żeby szefem Komisji Europejskiej została Niemka. Trzeba w tym momencie zapytać czy – parafrazując Karnowskich – prawdziwym celem PiS – u nie jest przyłączenie Polski do Niemiec” – Tomasz Lis z „Newsweeka”.

„Takie pytanie: Czy jakikolwiek polityk z Grupy Wyszehradzkiej otrzymał dziś jakieś ważne stanowisko w Unii Europejskiej? Dla kolegi pytam, bo mówił coś o sukcesie PiS na forum UE” – Przemysław Henzel z onet.pl.

„Polscy dyplomaci skutecznie walczyli jak lwy blokując fotel szefa KE dla Timmermansa. Byli tak skuteczni, że Timmermans będzie wiceszefem KE i z pewnością nie będzie się już zajmował praworządnością…” – Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”.

Europejskie rozgrywki

O kompromis nie było łatwo. Jeszcze w poniedziałek po 19 godzinach negocjacji sytuacja wydawała się patowa. Prawie pewny kandydat, Frans Timmermans, spotkał się jednak ze sprzeciwem Grupy Wyszehradzkiej z Polską na czele. Niechętni kandydaturze Holendra byli także Włosi.

Teraz kandydatka na przewodniczącą KE będzie musiała uzyskać poparcie eurodeputowanych w Parlamencie Europejskim.

Wybór w Radzie Europejskiej, czyli wśród przywódców państw członkowskich, zapadł jednogłośnie, przy jednym głosie wstrzymującym ze strony kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Oprócz Ursuli von der Leyen Rada Europejska nominowała też Charlesa Michela na przewodniczącego Rady Europejskiej, Josepa Borella na szefa dyplomacji UE i Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego.

Kim jest Ursula von der Leyen?

To niemiecka minister obrony, wywodzi się z CDU. Jest polityczną protegowaną Angeli Merkel – to kanclerz wprowadziła ją w świat wielkiej polityki w 2005 roku. Swego czasu była typowana na następczynię Merkel.

Ursula von der Leyen mówi płynnie po angielsku i francusku i porusza się pewnie na międzynarodowej scenie politycznej.

Jeżeli zostanie szefową KE, będzie pierwszą Niemką od 50 lat na tym stanowisku i pierwszą kobietą.

Sukces polskiego rządu?

Jeszcze wczoraj podczas negocjacji kandydaturze Fransa Timmermansa sprzeciwiali się Włosi i V4. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył, że Holender “nie rozumie państw wychodzących z postkomunizmu”, a także, że jest nieprzyjazny Polsce i państwom Europy Środkowej.

We wtorek na konferencji podsumowującej szczyt mówił: – Cele, które zakładaliśmy, jadąc na szczyt, zostały zrealizowane. Pokazaliśmy, że potrzebujemy kandydatów, którzy mają potencjał łączenia, a nie antagonizowania Europy; którzy rozumieją kraje członkowskie. Dlatego sprzeciwialiśmy się kandydaturze Fransa Timmermansa.

Zdaniem Morawieckiego Timmermans “był kandydaturą radykalnej lewicy”.

– Pokazaliśmy, że eskalowanie konfliktu z Polską i atakowanie jej jest drogą donikąd. Polska nie jest państwem, które daje się postawić w kącie. Jesteśmy poważnym partnerem. Daliśmy do zrozumienia, jakie są nasze priorytety – mówił Morawiecki.

Komentatorzy wyśmiali ten samozachwyt, a łyżkę dziegciu do tego garnca miodu zadowolonego premiera dołożył też Grzegorz Schetyna, zwracając uwagę, że w 2009 i 2014 r. rząd polski potrafił wynegocjować stanowiska dla Polaka.

– Moim zdaniem, gdyby to tylko zależało do Polski i Grupy Wyszehradzkiej, to wynik tej całej układanki nie skończyłby się w taki sposób – mówi Kamil Zajączkowski, europeista z UW i autor ostatniej publikacji “Misje cywilne i operacje wojskowe Unii Europejskiej w perspektywie wybranych teorii stosunków międzynarodowych i integracji europejskiej”.

JUSTYNA KOĆ: Polska nie jest państwem, które daje się postawić w kącie. Jesteśmy poważnym partnerem – skomentował premier Morawiecki szczyt RE. Nominacja Ursuli von der Leyen to sukces polskiego rządu?

DR KAMIL ZAJĄCZKOWSKI: Moim zdaniem, gdyby to tylko zależało do Polski i Grupy Wyszehradzkiej, to wynik tej całej układanki nie skończyłby się w taki sposób. W dużym stopniu o tym, że Timmermans nie został szefem KE, zadecydowały dwa czynniki, ale trzeba przyznać rację, że polska dyplomacja je wykorzystała. Po pierwsze, bunt centroprawicowej europejskiej chadecji, czyli EPP, i sprzeciw Włoch. Bunt chadeków wynikał z prostej kalkulacji; socjaliści i chadecy łącznie stracili ponad 100 mandatów w PE. Po drugie, o wyborze z Osaki zadecydowały 4 państwa: Niemcy, Francja, Holandia i Hiszpania, która powróciła do gry po kilkunastu latach.

JESZCZE KILKA LAT TEMU WSZYSCY PATRZYLI NA HISZPANIĘ JAKO PAŃSTWO, KTÓRE CHYLI SIĘ KU KATASTROFIE GOSPODARCZEJ, A TU HISZPANIA ZNOWU JEST PRZY STOLE, A NIE WŁOCHY, KTÓRE JAKO PAŃSTWO ZAŁOŻYCIELSKIE PRZY TYCH WSZYSTKICH ROZGRYWKACH BYŁO BRANE POD UWAGĘ.

Włochy sprzeciwiały się kandydaturze Timmermansa przede wszystkim z tego powodu, a nie z tych samych pobudek, co Polska i V4. To te czynniki głównie spowodowały, że ta kandydatura przepadła. Grupa Wyszehradzka nie jest jednolita, ale myślę, że w tym przypadku zadecydowały też czynniki ambicjonalne i niechęć osobista, która jest w polityce istotna. To wszystko spowodowało, że ta układanka z Timmermansem się nie powiodła.

Długo wydawało się, że jest jednak murowanym kandydatem. To w takim razie oczywisty błąd polityków europejskich?
Mam na ten temat pewną hipotezę, którą będzie można zweryfikować z czasem, gdy wyjdą na jaw szczegóły; na ile Timmermans był najmocniejszym kandydatem, na ile to spięcie niedzielno-poniedziałkowe było przypadkiem, a na ile to, co się stało, było oczekiwane przez największych graczy, aby oczyścić przedpole i położyć na stół nowe karty. Z tego, co już teraz wiemy, kandydatura Ursui von der Leyen została zaakceptowana w kilka chwil przez całą Grupę V4. Nie jestem pewny, czy w niedzielę, gdyby ta kandydatura została przedłożona od razu, to spotkałaby się z taką pozytywną reakcją. Nie wierzę w to, że tacy starzy wyjadacze polityczni, jak Merkel, Tusk, Macron, nie wiedzieli, co się kroi. Musieli przewidywać, że V4 będzie się sprzeciwiać, a na pewno musieli sobie zdawać sprawę, że EPP nie przyjmie z zachwytem rozwiązania z Timmermansem, tym bardziej, że od początku obstawiała przy swojej kandydaturze i dostała to, czego chciała.

Kim jest Ursula von der Leyen i czego możemy się po niej spodziewać?
Oczywiście już się mówi, że to nie jest kandydatura idealna, że nie ma doświadczenia, część osób mówi, że Timmermans był najlepszym kandydatem, ale

NA TYM POLEGA KOMPROMIS, TAKŻE W POLITYCE, ŻE ZAZWYCZAJ WYGRYWA OSOBA, KTÓRA NIE JEST WYRAZISTA, NIE BUDZI EMOCJI, NIE JEST SILNĄ OSOBOWOŚCIĄ.

Tak było w przypadku poprzedniego szefa KE José Manuela Barroso?
To prawda. W 2004 roku było dwóch bardzo silnych kandydatów, a wygrał ten trzeci, podobnie gdy cofniemy się jeszcze bardziej. Po prostu tak wygląda kompromis. Dodałbym tu jeszcze jedno ważne spostrzeżenie; okazało się, że duopol niemiecko-francuski nie pracuje tak sprawnie, jak do tej pory. Te kilka ostatnich tygodni to pokazało, bo wszystko zaczęło się od tego, że to Macron zablokował Webera, czyli zaczęło się od kłótni francusko-niemieckiej. W efekcie poobijana mocno Merkel, która ma dużo słabszą pozycję, nie potrafiła domknąć tej kandydatury. Z drugiej strony Niemcy mają przewodniczącego KE, a Francuzi mają to, czego bardzo chcieli, czyli kontrolę nad strefą euro i gwarancję, że przyszła szefowa EBC będzie kontynuowała linię odchodzącego prezesa.

Wśród nominacji nie ma żadnego Polaka i nikogo z V4. Porażka?
Mimo zachowania jedności V4 nie ma tu żadnego stanowiska nawet dla przedstawicieli Europy Środkowej, i to jest znamienne.

PO TYM SZCZYCIE WIDAĆ TEŻ WYRAŹNIE PRZESUNIĘCIE WŁADZY W RĘCE SZEFÓW RZĄDÓW, STĄD TEŻ TAKA KANDYDATURA NA SZEFA KE.

Komisja za nowej przewodniczącej odpuści walkę o praworządność?
Ursula von der Leyen będzie przewodniczącą, ale wiceprzewodniczącym ma być Timmermans. Chodzą pogłoski, że zachowa on w swej działalności prawa człowieka, praworządności, czyli będzie zajmował się tym, czym do tej pory. To ewenement, bo do tej pory po zakończeniu kadencji zazwyczaj politycy dostawali nowe teki, tu wiele wskazuje, że Holender ma dostać działkę właśnie dotyczącą praworządności.

NIE SPODZIEWAŁBYM SIĘ WIĘC, ŻEBY LINIA KE SIĘ ZMIENIŁA I ZNOWU BĘDZIEMY MIELI “DOBREGO” PRZEWODNICZĄCEGO I “ZŁEGO” ZASTĘPCĘ. DOBRĄ BĘDZIE URSULA VON DER LEYEN, A TYM ZŁYM TIMMERMANS.

Jeżeli polski rząd myśli, że te kwestie zostaną schowane i rozmyte, to nie spodziewałbym się tego. Konsekwentnie KE będzie egzekwowała wszystkie kwestie związane z praworządnością.

Walczyliśmy już ze sobą w Polsce o Smoleńsk, walczymy o pamięć i historię, o prawa kobiet, teraz w powietrzu wisi wojna fanatyków religijnych z normalną większością, która chce żyć w państwie prawa.

Sprawa pracownika zwolnionego z Ikei pokazuje po raz kolejny i mam wrażenie, że to już jest naprawdę ostatni dzwonek, jak groźne jest prezentowane od lat przez władze państwowe pobłażanie wobec buty, pogardy, chciwości i bezprawia Kościoła katolickiego. Gdyby nie opieszałość policji, prokuratury i sądów wobec księży pedofilów i chroniących ich biskupów, gdyby nie ich demoralizująca bezczynność wobec odmowy wydawania akt spraw dotyczących pedofilii, gdyby nie jawnie okazywana tolerancja dla łamania przepisów i ostentacyjne stawianie ludzi w sutannach ponad prawem, nie doszłoby zapewne do sytuacji, w której ktokolwiek uważa, że słowa „jestem katolikiem” są magiczną formułką chroniącą od odpowiedzialności. A tak się właśnie stało.

Polska jest dziś krajem, w którym coraz więcej osób żyje w przekonaniu, że można złamać prawo, powiedzieć lub zrobić niemal wszystko, dopuścić się aktów nienawiści, poniżania, pogardy i przemocy bez żadnych konsekwencji pod warunkiem, że po wszystkim wygłosi się magiczną formułkę „jestem katolikiem”, „zrobiłem to jako katolik” lub „tak jest napisane w Biblii”.

Fakty są takie, że Polska jest państwem, którego Konstytucja zobowiązuje władze państwowe do neutralności światopoglądowej i równego traktowania wszystkich obywateli, zarówno wierzących w Boga, jak i wywodzących swoje wartości z innych źródeł. Wiara, praktykowana w ramach tej czy innej religii, jest zbiorem zasad postępowania tylko dla dobrowolnych wyznawców. Zmuszanie ludzi siłą, żeby wyznawali katolickie poglądy, praktykowali katolickie obrzędy, lżenie ich pod pretekstem własnych przekonań to przemoc, która zgodnie z polskim prawem jest ścigana przez prawo.

Dlatego kiedy Tomasz K. napisał na wewnętrznym forum swojej firmy (w odpowiedzi na okolicznościowy tekst nawołujący do tolerancji wobec osób o homoseksualnej orientacji), że homoseksualizm to zboczenie i dewiacja, złamał artykuł 18 kodeksu pracy, zakazujący bezpośredniej i pośredniej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i zakazujący zachowań sprawiających, że ktokolwiek może z jej powodu zostać poniżony i pozbawiony godności.

Homoseksualizm nie znajduje się na liście chorób, karanych zboczeń czy dewiacji. Przeciwnie, tak przez polskie, jak i międzynarodowe prawo jest uznawany za normalne, zdrowe zachowanie seksualne. Dlatego nazywanie go publicznie zboczeniem i dewiacją nie jest „opinią”, tylko poniżeniem i naruszeniem godności gejów i lesbijek, jest publiczną obelgą, na którą są paragrafy w kodeksie karnym.

To, że należy człowieka zabić za jego homoseksualną orientację, to nie jest „pogląd”, tylko jawna dyskryminacja i podpieranie się cytatem z Biblii (a tak właśnie robi Tomasz K.) niczego tu nie zmienia. Bo nie Biblia jest w Polsce obowiązującym prawem, tylko Konstytucja, Kodeks Pracy, Kodeks Karny i Kodeks Cywilny. Na marginesie: Biblii nie czyta się dosłownie, jej teksty podlegają interpretacjom i jest to wiedza powszechnie znana, choć bez znaczenia w tej akurat sprawie.

Wyskok, taki jak pracownika Ikei, może się zdarzyć zawsze, ale to, co niepokoi naprawdę to reakcja władz państwowych, ministra i wiceministra sprawiedliwości, którzy nie czekając na wyrok sądu, już wypowiedzieli się w tej sprawie, atakując prywatną firmę i orzekając, że Tomasz K. jest niewinny, stając jednoznacznie po stronie sprawcy, a nie ofiary. Moim zdaniem pokazuje to, jak daleko zaszliśmy już na drodze do państwa wyznaniowego, jak blisko nam do wywołania w Polsce kolejnej wojny, tym razem religijnej.

Niepokojące jest to, że władze zamiast respektować prawo, nie rozstrzygać o sprawach spornych, jeszcze przed ich pojawieniem się na wokandzie, łagodzić rozbuchane społeczne emocje – podsycają je, podjudzając do otwarcia kolejnego frontu bratobójczej, krwawej walki. Walczyliśmy już ze sobą w Polsce o Smoleńsk, walczymy o pamięć i historię, o prawa kobiet, teraz w powietrzu wisi wojna fanatyków religijnych z normalną większością, która chce żyć w państwie prawa.

Nie posłuży to nikomu, oprócz PiS. Nie skorzystają na tym prawdziwi katolicy ani ateiści, nie skorzystają obywatele, niezależnie od światopoglądu i wyznania, skorzysta tylko jedna partia, która nie patrząc na społeczne, nieodwracalne koszty tej wojny, chce, choćby po trupach, wygrać najbliższe wybory.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: