Tag Archives: Zygmunt Solorz

PiS powtarza PRL w kwestii cen żywności

6 Czer

Media informują o wzroście cen produktów w sklepach, które są coraz bardziej odczuwalne dla portfeli Polaków.

Wojciech Mann może mieć problemy w pracy po tym, jak subtelnie skrytykował na antenie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Złożymy pozew o ochronę dóbr osobistych wraz z zapłatą zadośćuczynienia na rzecz organizacji dobroczynnej, np. WOŚP” – zapowiedział Jarosław Marciniak, sekretarz zarządu KOD. To reakcja na wypowiedź Marka Suskiego, szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego.

Suski w TVP Info komentował przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku podczas obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca. – Mówił do ludzi pod sztandarami KOD-u, że to wy jesteście ci dobrzy, uwierzcie w to. A tam wielu ludzi w KOD-zie to są osoby, które służyły obcemu mocarstwu i jeszcze mają przeszłość różnych służb PRL-owskich. Do takich ludzi, którzy tworzyli ścieżki zdrowia, bili robotników i byli po tamtej stronie okrągłego stołu, mówi, że to wy jesteście ci dobrzy i obalcie władzę, sugerując, że jest to władza dyktatorska” – stwierdził polityk PiS.

Jarosław Marciniak z KOD w rozmowie z wp.pl określił słowa Suskiego jako „oburzające i bulwersujące”. – „Na święcie wolności i solidarności spotkało się wielu zasłużonych działaczy pierwszej Solidarności oraz osób zaangażowanych w budowę demokratycznej Polski. Niegodziwością jest zarzucać im udział w organizacji ścieżek zdrowia czy budowy systemu komunistycznego w Polsce. Jest to tym bardziej oburzające, że członkami partii pana Suskiego są m.in. panowie Piotrowicz, Kryże, którzy pracowali dla komunistów. (…) Ta obłuda jest znakiem firmowym formacji rządzącej” – powiedział Marciniak.

Przypomnijmy, że całkiem niedawno Suski „zasłynął” wpisem na Twitterze, o czym pisaliśmy w artykule „Homofobia króluje w gabinecie szefa PiSowskiego rządu”. Suski „tłumaczył”, że to jeden z jego asystentów rzekomo przez pomyłkę umieścił kompromitujący wpis.

30 lat po 4 czerwca 1989 roku tamtejsze wydarzenia dzielą, a nie jednoczą Polaków. Czy to Pana nie boli?

Dziś mamy nową epokę. Tamte boje i zwycięstwa to rozdział zakończony. Mamy epokę słowa i dobrze, że w tej epoce są skrajności. Dobrze, że istnieje Jarosław Kaczyński. I dobrze, że istnieje Donald Trump. Tacy jak oni zmuszają nas do poszukiwań. Skoro oni postępują źle, to my musimy postępować dobrze. A jak znajdziemy lepsze rozwiązania, to jeszcze im pomniki będziemy stawiać za to, że nas zmusili.

A czy wiadomo, dokąd zmierza dziś Jarosław Kaczyński?

Kaczyński to klasyczny dyktator. Jak tylko mu coś nie wychodzi, to od razu zabiera, rozwiązuje, likwiduje. Ja to rozumiem, też mi różne rzeczy przeszkadzały, gdy byłem prezydentem. Ale to nie znaczy, że trzeba od razu likwidować. Trump postępuje tak samo.

Z dyktatorami jest tak, że oni najpierw chcą dobrze, ale z czasem sami wciągani są przez machinę, w której funkcjonują. Dziś są inne czasy i może dyktator w stylu Kaczyńskiego nie zajdzie zbyt daleko, choć z drugiej strony przykład Węgier pokazuje jednak coś innego. Jeśli Polska podążać będzie tym tropem, to wraz z Węgrami rozsadzą Europę.

I co wtedy będzie z Europą?

Wtedy wielkie zadanie stanie przed Niemcami. My nie mamy takiej siły, ale Niemcy są tym krajem, który pełni przywódczą rolę w Europie. Niemcy muszą mieć plan. Kiedyś zniszczyli Europę, to teraz mogą budować. Są najlepiej zorganizowani i mają środki. Niech zorganizują Europę tak dobrze, jak to zrobili w swoim kraju.

Jeśli Polacy i Węgry rozwalą Unię Europejską, to od razu trzeba będzie trzeba stworzyć jakąś nową UE i zaprosić do niej wszystkie kraje. Każdy, kto będzie chciał przystąpić, powinien dostać listę piętnastu praw i piętnastu obowiązków, których bezwzględnie trzeba będzie przestrzegać.

Czym dla Pana jest dzisiejsza Solidarność i jak odbiera Pan fakt, że stoi po stronie rządu?

Zarzucano mi kiedyś, że postanowiłem zwinąć sztandary Solidarności. Okrzyknięto mnie zdrajcą. Ale co ja miałem robić? Miałem zostać związkowcem, nie iść do władzy? Mówiłem wtedy: zwińmy sztandary, bo kiedyś będziemy ich potrzebować. Ja miałem wtedy 10 milionów ludzi, dzisiejsza Solidarność ma 500 tysięcy, a zawłaszczyła sobie nasze sztandary i nasze zwycięstwo. Z naszą dawną Solidarnością czegoś byśmy dziś dokonali, gdyby tylko ta druga nam nie przeszkadzała.

Jak przyjął Pan zwycięstwo PiS w wyborach europejskich?

Na razie PiS wygrywa, bo oddaliśmy mu pole. Ich nacjonalizm i populizm to demony ze starej epoki. Dlatego powtarzam: organizujcie społeczeństwo. Ja jestem fanatykiem przekroju społecznego. Jaki przekrój, taka powinna być reprezentacja polityczna. Dotyczy to także mniejszych grup jak na przykład LGBT. Poza tym potrzeba w polityce uczciwej gry. A gdzie dziś u nas uczciwość? Jest pomieszanie pojęć. Prawica jest dziś bardziej lewicowa niż lewica i odwrotnie.

Liczy Pan na powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?

Tusk to wybitna indywidualność i świetny teoretyk. Z praktyką u niego już jest nieco gorzej. Parę dobrych lat nie ma go w Polsce, pytanie, jak poradziłby sobie w tych wewnętrznych walkach polskich, czy nie straci na popularności. W każdym razie, jeśli wróci, to ja na niego zagłosuję.

Jakie są dziś największe wyzwania dla Europy i dla Polski?

Dziś sytuacja wygląda tak, jakby z ulic pousuwano wszystkie znaki ruchu drogowego. Trzeba z powrotem poustawiać znaki, ale nie tak, by to było odczuwane jako odbieranie wolności. Niedługo trzeba będzie koniecznie uporządkować na przykład wolność słowa. Dajemy wolność, ale dajemy też odpowiedzialność. Ludzie tego nie rozumieją.

To tak jak z przykręcaniem i odkręcaniem śrubek. Gdy pracowałem jako robotnik, to podczas przykręcania zepsułem może dwie, trzy śrubki. Ale przy odkręcaniu to były już setki. Dziś świat wymaga świadomego porządkowania.

Trzeba też korzystać z istniejących już dobrych rozwiązań. W Polsce mamy na przykład problemy ze strajkiem nauczycieli. Tymczasem wystarczy zajrzeć, jak funkcjonują systemy edukacji w innych krajach i skopiować dobre wzory do Polski. Ile jeszcze guzów sobie musimy nabić, by pójść do przodu?

Stare instytucje trzeba zmieniać. Na przykład NATO powstało jako odpowiedź na Układ Warszawski. Układu dawno nie ma, a NATO czuje się dobrze. Nie należy niszczyć, ale zmieniać trzeba.

Ma Pan na sobie koszulkę z napisem „konstytucja”. Dlaczego?

Nie protestuję tylko w Polsce, ale sygnalizuję także światu: nie lekceważcie demokracji, bo w Polsce to zrobiliśmy i do władzy doszli populiści i demagodzy. Łamana jest konstytucja i trójpodział władzy. Do wyborów już teraz chodzi w Polsce poniżej 50 procent wyborców, a może być jeszcze mniej i wtedy już nie będzie mowy o demokracji. Demokracja jest wtedy, gdy po którejś stronie jest większość. Nie zdejmę tej koszulki, dopóki w Polsce i na świecie nie zmieni się istniejący układ. Prawdopodobnie pochowacie mnie w tej koszulce.

Tzw. rekonstrukcja rządu służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności 4 czerwca 1989 roku.

Więcej >>>

Reklamy

Drożyzna, do takiej sytuacji doprowadził rząd PiS. Platforma proponuje rozwiązania, które polepszą sytuację Polaków

15 Gru

Obniżenie obecnych stawek PIT z 18 i 32 proc. do 10 i 24 proc. – to jeden z głównych punktów  programu PO.  – „Program „Wyższe płace” składa się z dwóch filarów, które pozwolą podwyższyć wynagrodzenia wszystkich Polaków. Pierwszy filar to obniżka opłat i podatków, żeby nie było tak jak dzisiaj – 50% obciążeń, z których cieszy się premier Morawiecki – my chcemy, żeby to obniżyć z 50% do 35%. Drugi filar to wsparcie dla osób pracujących, bo to praca popłaca. To ma być program, który tym wszystkim, którzy pracują, daje większe dochody niż korzystanie z systemu pomocy społecznej. Ma aktywizować ludzi na rynku pracy” – powiedział przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann.

Platforma proponuje także comiesięczne 500-złotowe wsparcie dla osób otrzymujących płacę minimalną. – „Chcemy zwiększyć wynagrodzenia Polaków i ograniczyć skutki drożyzny, która szaleje w Polsce w związku z działaniami tego rządu. Premier Morawiecki wielokrotnie mówił o wyrwaniu Polaków z pułapki średniego wzrostu, tak naprawdę efektów nie widać. Program „Wyższe płace” ma przebić szklany sufit niskich zarobków w Polsce” – dodał szef klubu PO.

Neumann przypomniał, że PO złożyła w Sejmie projekty, dotyczące m.in. 5-proc. VAT na całą żywność oraz obniżki akcyzy na energię elektryczną.

— DOMINIKA WIELOWIEYSKA PYTA CZY SOLORZA ŁĄCZY Z WŁADZĄ MISTERNA SIEĆ ZALEŻNOŚCI – jak pisze w GW: “Próbujemy wyjaśnić, czy Zygmunta Solorza, jednego z najbogatszych przedsiębiorców, który dostarcza Polakom rozrywkę, telewizję, usługi telekomunikacyjne, zapewnia internet i prąd, łączy z władzą misterna sieć zależności”.

— W POLSACIE NIE MA TOTALNEJ PROPAGANDY, ALE POLITYCY PIS TRAKTOWANI SĄ ŁAGODNIE – TWIERDZI WIELOWIEYSKA: “Dziś w serwisach informacyjnych i publicystyce Polsat News nie ma topornej propagandy w stylu TVP, ale czołowi politycy obozu władzy pojawiają się na antenie częściej, są przepytywani łagodnie, a dziennikarze krytycznie wypowiadający się o PiS w mediach społecznościowych albo tacy, których na Nowogrodzkiej się nie lubi, powoli schodzą z wizji albo znikają z firmy. Strategia PiS jest przemyślana: z jednej strony telewizja rządowa wali opozycję pałką po głowie i uprawia propagandę sukcesu, zaspokajając emocje twardego elektoratu PiS. Z drugiej strony ofertę dla umiarkowanych, nieprzekonanych i obojętnych ma przyjazny władzy, ale stonowany Polsat”.

— WIELOWIEYSKA O RÓŻNYCH OPINIACH O MODELU SOLORZA: “Od ludzi z kręgów biznesowych słyszę różne opinie. Jedni mówią: nie ma nic złego w tym, że państwo pójdzie Solorzowi na rękę, choćby w opłacie za częstotliwość. Musimy wspierać rodzimych przedsiębiorców, wszystkie kraje to robią. Solorz buduje swój biznes tu, w Polsce, i to długofalowo. To nie jest ten typ biznesmena, który tanio kupuje od rządu, a drogo sprzedaje zagranicznym inwestorom. Jeśli coś kupuje, to żeby w tę firmę inwestować. A poza tym miliarder gra tak, jak przeciwnik pozwala. Inni kontrują: za chwilę stworzymy w Polsce system oligarchiczny na wzór węgierski. Współpraca państwa z wielkim biznesem jest korzystna i potrzebna, ale jeśli przekroczy pewną granicę i splecie się z władzą, przerodzi się w patologię. Wtedy Polska zamieni się w kraj bez równych szans w biznesie, w którym do przodu idą tylko, ci, którzy wykonują polecania władzy. A jeśli robią interesy w mediach, finansach, telekomunikacji – to zniszczą nie tylko gospodarkę wolnorynkową, ale również demokrację”.

— WIELOWIEYSKA PRZYTACZA ANEGDOTĘ O PRZEDSIĘBIORCZEJ NATURZE SOLORZA: „Dobre kilka lat temu ówcześni właściciele TVN Mariusz Walter i Jan Wejchert postanowili odwiedzić swojego kolegę z branży w jego willi w południowej Francji. Solorz przyjął gości w chińskich klapkach i w stroju niezobowiązującym, który można nabyć na bazarze Różyckiego. Na stole postawił trzy białe plastikowe kubki i polał tanie wino z kartonu. Anegdota pokazuje charakter Solorza. Tak, prestiż musi być, więc wartą fortunę willę we Francji trzeba mieć. Każdy szanujący się polski miliarder ma. Ale Solorz nie jest nadętym snobem, on tworzy i inwestuje, a nie trwoni grosz na konsumpcyjne luksusy”.
wyborcza.pl

— PAWEŁ WROŃSKI O DELFINIE MORAWIECKIM – pisze w GW: “Premier Mateusz Morawiecki właśnie przejmuje przywództwo w PiS i zapewne poprowadzi obóz władzy do wyborczego maratonu w 2019 r. Sobotnia konwencja partii może odpowiedzieć na pytanie, na jakich zasadach ta generacyjna zmiana będzie zachodzić”.

— WROŃSKI O MORAWIECKIM JAKO LIBERALE NARODOWYM: “W istocie Morawiecki usiłuje przekonać, że on, liberał narodowy, nie jest „moralnie lepszym”, ale znacznie skuteczniejszym  gospodarzem niż liberał europejski, czyli Tusk. I dyscyplinuje partię, rozsiewając pogłoski o przyspieszonych wyborach, np. poprzez rozwiązanie Sejmu, jeśli nie uchwali budżetu na czas”.

— WROŃSKI O ROLI KACZYŃSKIEGO: “Nadal jest jednak zagadką, jaką rolę dla siebie widzi Kaczyński. Czy w roku wyborczym pozostanie w cieniu, godząc się na bycie „ideowym patronem”? Jest pewne, że tym razem zmiana pokoleniowa odbywa się za jego zgodą i aprobatą. Granica tej zmiany jest jedna – skuteczność wyborcza”.
wyborcza.pl

>>>

Konwencja PiS >>>

>>>

Solorz robi z Polsatu gadzinówkę, bo chodzi na pisowskim pasku

15 Gru

„Dziwię się pozwowi Z. Solorza, właściciela Polsatu, przeciw GW w sprawie artykułu o jego spotkaniu z M. Morawieckim w Świątyni Opatrzności Bożej. Przecież każdy Polak rozumie, że spotkali się, by się wspólnie pomodlić!” – skomentował na Twitterze prof. Leszek Balcerowicz. Chodzi o artykuł „Solorz, Sferia i łaska państwa”, w którym Dominika Wielowieyska pisze m.in. o spotkaniu Solorza z premierem, do którego doszło w październiku, krótko przed wybuchem afery KNF. Rozmowy miały, według dziennika, dotyczyć rozłożenia na raty 1,7 mld zł – tyle za rezerwację częstotliwości ma zapłacić należąca do Cyfrowego Polsatu firma Sferia.

Autorka artykułu otrzymała wezwanie przedsądowe, w którym pełnomocnik Zygmunta Solorza chce, aby materiał został usunięty z internetu „z powodu „czytelnej sugestii”, ale nie kwestionuje żadnego podanego tam faktu” – napisała Dominika Wielowieyska na Twitterze. A podczas spotkania biznesmena z premierem, do którego doszło w Świątyni Opatrzności Bożej, rozmawiano – jak twierdziła rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska – o… obchodach 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

>>>

„Adam Glapiński chciał usunąć teksty Gazety Wyborczej o NBP, a teraz Zygmunt Solorz chce usunięcia tekstu o swoich związkach z władzą. Panowie zapomnieli, że nie mieszkają w Rosji czy innym Kazachstanie. Reakcja świadczy o tym, że Gazeta Wyborcza trafiła w sam środek tarczy”;

„Te wezwania przedsądowe to taka nowa forma życzeń świątecznych anno domini 2018?”; – „Działania Solorza podobne do Glapińskiego. Kto od kogo się uczył demokracji?” – komentowali internauci. O próbach zablokowania przez NBP materiałów dziennikarskich na temat afery KNF w artykule   „Wniosek do prokuratury w sprawie Glapińskiego – prezes NBP „tłumi krytykę prasową”?”.

Więcej o konwencji PiS >>>

Nowy biznesik Rydzyka – brunatny

14 Gru

Europoseł Mirosław Piotrowski, który dopiero co złożył wniosek o założenie nowej partii „Ruch Prawdziwa Europa” i wzywał narodowców do wspólnego startu w nadchodzących wyborach, ma już nowego sojusznika.

Plotka jakoby nowe ugrupowanie powstawało pod parasolem toruńskiego redemptorysty T.Rydzyka, zainteresowała Janusza Korwin-Mikkego, lidera „Wolności”.

W rozmowie z „Super Expressem” powiedział on dobitnie: „Traktujemy je jako sojusznika”. Dlaczego? Mikke jest przekonany, że nowe ugrupowanie będzie odbierało głosy głównie Prawu i Sprawiedliwości. „Część wyborców antyunijnych wie, że PiS antyunijne nie jest. To może nam napędzić trochę głosów, cholera wie…”– powiedział gazecie Korwin-Mikke, wojowniczo nastawiony do UE.

Lider „Wolności” jest przy tym głęboko przekonany, że nowa partia nie jest dla niego żadną konkurencją. „Nasza klientela to młodzi ludzie, którzy z Rydzykiem mają niewiele wspólnego. Wzmocni się antyunijny przekaz. Ja jestem zwolennikiem ruchów w obronie Europy. Obrony przed su…nami z Unii Europejskiej!” – powiedział otwarcie Janusz Korwin Mikke.

W tej sytuacji jest wielce prawdopodobne, że partia Korwin-Mikkego, narodowcy i partia Rydzyka w wyborach do europarlamentu stworzą nawet wspólną listę, a to obecnie rządzącym nie pomoże.

— SOLORZ, SFERIA I ŁASKA PAŃSTWA – Dominika Wielowieyska w GW: “Najpierw Plus Bank Zygmunta Solorza zatrudnia zagadkowego bohatera afery KNF. Potem spółka Solorza, Sferia, występuje do państwa o rozłożenie na raty 1,7 mld zł. Na koniec miliarder spotyka się z premierem Morawieckim w Świątyni Opatrzności. (…) W tym czasie Solorz toczył ważne rozmowy z państwem. Gra szła o to, by Cyfrowy Polsat zapewnił klientom transmisję danych w sieci komórkowej dzięki częstotliwości 800 MHz. Chce ją zarezerwować od 2019 do 2033 r. spółka Sferia należąca do grupy Cyfrowego Polsatu”.

— WIELOWIEYSKA ZAPOWIADA WEEKENDOWY TEKST O SOLORZU: “O karierze Zygmunta Solorza, jego relacjach z rządem i nowych wątkach w aferze KNF związanych z bankiem Solorza – w sobotę w „Magazynie Świątecznym”
wyborcza.pl

— PARTIA OJCA RYDZYKA WYDATNIE WZMACNIA POZYCJĘ ZIOBRY WOBEC KACZYŃSKIEGO – LUDWIK DORN w GW: “Rozwiązanie kryzysu wewnętrznego, czyli dymisja Ziobry, niesie ze sobą ryzyko wzmocnienia kryzysu dominacji, bo niewykluczone, że zdymisjonowany przepisałby się do partii Rydzyka. Z kolei nic nierobienie także będzie wzmacniać oba kryzysy, bo w PiS i ośrodku toruńskim pojawi się przeświadczenie, że naczelnik z Nowogrodzkiej „nie ogarnia”, czyli hulaj dusza, piekła nie ma. Teoretycznie jest możliwe pójście drogą leninowską z 1920 r., kiedy wódz rewolucji opublikował sławetne dzieło „O dziecięcej chorobie „lewicowości” w komunizmie”, w której chłostał ultraradykałów za to, że nie chcą uwzględniać mądrości etapu i zawierać taktycznych kompromisów w celu utrzymania lub zdobycia władzy. Ale wtedy Lenin miał w ręku wszystkie środki oddziaływania propagandowego na społeczeństwo, a co ważniejsze – na swoją partię, a Radio Maryja ma w ręku ojciec dyrektor i przesłaniu „O dziecięcej chorobie „prawicowości” w obozie „dobrej zmiany” może dać odpór. Tak źle, tak fatalnie, a tak niedobrze. Nie wiadomo, co robić, a to widać, słychać i czuć”.
wyborcza.pl

— MONIKA OLEJNIK W GW O PREZENTACH ZIOBRY DLA OPOZYCJI: “Przygotował fatalną ustawę o IPN, wzbudził u Polaków strach przed polexitem, a teraz przypomniał wyborcom związek polityków PiS z aferą SKOK-ów. Zbigniew Ziobro porusza się jak słoń w składzie porcelany”.
wyborcza.pl

— KRYSTYNA NASZKOWSKA O NOWYM LEPPERZE – w GW: “W ogóle Kołodziejczak jest niezwykle aktywny na portalach społecznościowych, wykorzystuje je do promowania związków rolniczych, które założył, i własnych poglądów. Na wiosnę tego roku wyraźnie doszedł do wniosku, że mandat radnego to za mało dla tak ambitnego młodego człowieka. O ponowny start nie zabiegał, za to ruszył z budową własnej organizacji, która może okazać się dla niego trampoliną polityczną. Być może wzorując się właśnie na Lepperze. Ruszył i idzie jak burza”.
wyborcza.pl

— JAKUB MAJMUREK PISZE, ŻE WOTUM ZAUFANIA TO ZA MAŁO, ŻEBY ODZYSKAĆ WIARYGODNOŚĆ: “Koszty obecności Ziobry w rządzie robią się naprawdę wysokie. Cała akcja z aresztowaniem Wojciecha Kwaśniaka i słowami Ziobry, że były szef KNF został pobity, bo kontrolowana przez niego instytucja „rozzuchwaliła przestępców” wygląda jak powtórka sprawy doktora G. Po jego zatrzymaniu Ziobro powiedział publicznie „ten pan nikogo nie zabije” – za co później kazał mu przepraszać sąd. Sprawa ta stała się symbolem „policyjnego państwa PiS” i jednym z powodów klęski PiS w roku 2007. Także w 2018 kierownictwu partii powinny zapalać się lampki ostrzegawcze – schemat działania ministra sprawiedliwości jest bardzo podobny. Tak długo, jak długo Ziobro będzie funkcjonował w rządzie na podobnych zasadach, Morawiecki będzie musiał poświęcać większość energii na łagodzenie wywołanych przez niego kryzysów”.
newsweek.pl

— EWA SIEDLECKA PISZE O MANIPULOWANIU SKŁADAMI ORZEKAJĄCYMI W TK I ODMOWIE UDZIELENIA ODPOWIEDZI NA TEN TEMAT PRZEZ BIURO TRYBUNAŁU: “Jaka jest skala manipulacji – nie wiadomo, bo Trybunał odmawia podania danych o tym, ile razy składy zmieniano. Na moje pytanie w tej sprawie zadane w maju Biuro Prasowe TK stwierdziło, że żądam „informacji przetworzonej”, a to znaczy, że muszę udowodnić, że udzielenie mi odpowiedzi jest „szczególnie istotne dla interesu publicznego”. Odpowiedziałam: „Kwestia poszerzającej interpretacji prawa tam, gdzie chodzi o konstytucyjne prawo do bezstronnego sądu, jest »szczególnie istotna dla interesu publicznego«. Taka poszerzająca interpretacja narusza gwarancję bezstronnego sądu. Dlatego w interesie publicznym jest poznanie skali tego zjawiska i publiczna dyskusja nad nim”. Biuro odpisało, że go nie przekonałam”.
polityka.pl

— ADAM LESZCZYŃSKI W OKU O EKSPERTYZIE PROF. OSĘKI NA KTÓRĄ POWOŁAŁ SIĘ NSA WS DEKOMUNIZACJI ULIC W WARSZAWIE: “Naczelny Sąd Administracyjny, który ostatecznie unieważnił zmiany nazw ulic w Warszawie narzucone przez wojewodę, korzystał z ekspertyzy historyka prof. Piotra Osęki. Według niego „za patronów symbolizujących komunizm można uznać wyłącznie osoby zaangażowane w budowę powojennego państwa totalitarnego na kierowniczych stanowiskach” [publikujemy ten dokument]”.
oko.press

>>>

Ofiary pedofila Jankowskiego zdają się nie mieć końca

14 Gru

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje, obaj należeli do parafii świętej Brygidy w Gdańsku, gdzie posługę pełnił Henryk Jankowski.

– Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – precyzuje Lisiński.

Sprawa ks. Henryka Jankowskiego

Przypomnijmy, że 6 grudnia w „Dużym Formacie” ukazał się reportaż opisujący relacje ofiar wykorzystywanych seksualnie przez księdza Henryka Jankowskiego.

– Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć – relacjonowała wydarzenia sprzed lat jedna z bohaterek reportażu.

Również „Fakty” TVN dotarły do kobiety, która twierdzi, że była molestowana przez duchownego. – Każde z dzieci podchodziło i ksiądz Jankowski niektórych sadzał sobie na kolano, głaskał. (…) Pamiętam tylko, że mi wtedy włożył rękę, bo miałam taką krótką sukieneczkę. Włożył mi wtedy rękę pod tę sukieneczkę i ściskał, dotykał moje pośladki – wspominała.

Ks. Henryk Jankowski zmarł w 2010 r. W latach 1970-2004 był proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku, znany był przede wszystkim jako kapelan „Solidarności”. W związku z reportażem „Dużego Formatu” część mieszkańców Gdańska domaga się usunięcia pomnika prałata.

Jerzy Hausner był gościem Jarosława Kuźniara w „Onet Rano.”. Były minister gospodarki wyraził zaniepokojenie „upartyjnieniem prokuratury”. – Psucie naszego państwa postępowało za czasów różnych rządów. Bardziej lub mniej, ale to działanie to już niszczenie państwa, jego podstaw. Jestem tym przygnębiony – mówił Hausner. – Sytuacja jest naprawdę niebezpieczna. „Dobra zmiana” zafundowała nam daleko idące zmiany instytucjonalne, które prowadzą nas w kierunku antydemokratycznym i niepraworządnym – dodał.

Po tym wywiadzie powinno rozpaść się państwo. Bo to nie był tylko wywiad z urzędnikiem skazanym na skatowanie za uczciwość. To było powiedzenie wprost gdzie żyjemy.

W kraju rządzonym przez polityczne mafie z Wołomina, Pruszkowa, Wiejskiej. SKOK założył senator PiS-u , zarządzał Wołominem facet z WSI, korzystali z kasy politycy różnych partii. W pomniejszeniu struktura Polski. Rządzą nami mafiozi i pedofile stawiający sobie pomniki albo kościoły.

Gdybyśmy nie byli w UE musielibyśmy prosić pisowskich bezpiekoli o wydanie paszportu. Demokrację łatwo rozwalić w kraju, gdzie jej prawie nigdy nie było. Stąd 40 % poparcia dla głupoty i bezprawia. Starczy go na 200 lat jak i węgla.

Ziobro bez obciachu oskarża ofiarę – rozjuszyła morderców tropiąc ich przestępstwa. Zabijając uczciwego, wymierzyliby słuszną karę, jak obłąkany prokurator.

Smog to opary trucizny politycznej i moralnej produkowanej przez rządy wolnej Polski, to nasze pierdy z zaczadzonych głów. Więc czapki z głów panowie, a panie się nie liczą.

Ciekawie w świetle ujawnionych taśm Leszka Czarneckiego, na których wyraźnie słychać propozycję szefa KNF, obiecującego w zamian za zatrudnienie jego człowieka pomoc w rozwiązaniu problemu banku, wygląda dzisiaj relacja pana Solarza z przedstawicielami władzy.

Zacznijmy najpierw od pana Kowalczyka, człowieka, którego chciał wcisnąć do banku Czarneckiego –  Marek Chrzanowski i to z pensją, która miała zamknąć się ostatecznie w kwocie ok. 40 mln. zł. Okazało się, że od pewnego już czasu pan Kowalczyk jest zatrudniony w radzie nadzorczej Plus Banku, należącego do Zygmunta Solorza. Kowalczyk początkowo zapierał się jakichkolwiek kontaktów z Chrzanowskim, w końcu jednak przyznał, że nową posadę otrzymał dzięki jego właśnie rekomendacji.

W tym samym czasie Solorz prowadzi rozmowy z państwem w sprawie transmisji danych w sieci komórkowej o częstotliwości 800 MHz. Spółka Sferia, należąca do Cyfrowego Polsatu nie tylko chce ją zarezerwować na okres 2019 – 2033, ale również złożyła wniosek o rozłożenie opłaty za tę rezerwację na 15 rat czyli po 115 mln rocznie.

12 października prezes UKE przyznał Sferii ową częstotliwość jednocześnie nakazując dokonanie całej opłaty w wysokości 1,7 mld zł do ok. połowy listopada. W dwa dni później Solorz spotyka się z premierem Morawieckim w Świątyni Opatrzności Bożej. Spotkanie to utrzymane było w tajemnicy, ale pod naciskiem dziennikarzy, rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska przyznała, że rzeczywiście do niego doszło, jednak jej zdaniem, tematem rozmowy były tylko obchody stulecia niepodległości.

15 listopada spółka Sferia złożyła ponownie wniosek o rozłożenia płatności za otrzymaną częstotliwość na raty, co automatycznie wstrzymało bieg terminu wpłaty owych 1,7 mld zł. Według Matwiejczuka z Polsatu, nie ma co szukać drugiego dna w tej sprawie, bowiem „płatności ratalne są czymś standardowym zarówno w sferze gospodarczej, jak i w życiu przeciętnego Polaka”.

Na pytanie, czy „spłata ratalna jest w UKE standardem” rzecznik UKE, Martin Stysiak, przyznał, że do tej pory rozkładanie płatności za częstotliwość na raty, nie było praktykowane. Tak na marginesie warto przypomnieć, że szefem UKE jest od września 2016 Marcin Cichy. Wcześniej kierował on biurem analiz Ministerstwa Cyfryzacji, gdzie zajmował Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju w dziedzinie cyfryzacji. Na stanowisko prezesa UKE powołała go Beata Szydło.

Czy to wszystko jest tylko zbiegiem okoliczności, czy pan Solorz „sprzedał się” obecnej władzy? Czy zastosowano wobec niego takie same procedury jak wobec Leszka Czarneckiego? Pojawia się sporo pytań. Obserwując zmianę postawy dziennikarzy Polsatu, ich linii politycznej, coraz lepsze relacje z przedstawicielami rządzącej partii, narasta przekonanie, że coś tu jest na rzeczy. Może więc rzeczywiście przypadek Czarneckiego nie był odosobniony?

Waldemar Mystkowski pisze o wyczynach Morawieckiego i pisowców.

Czy Jarosław Kaczyński, przewidując kolejne afery, zdecyduje się na przyspieszone wybory?

Mateusz Morawiecki nikomu nie wywrócił stolika, jak chcą niektórzy publicyści, odnosząc się do sejmowej bufonady premiera z wotum zaufania. Niezależnie od tego, jak wypadnie piątkowe wotum nieufności wobec niego, które zgłosiła Platforma Obywatelska, afera KNF nie zostanie zamieciona pod dywan. Walczący z mafijnymi układami w SKOK-ach Wojciech Kwaśniak niemal zapłacił życiem, dzisiaj jasno artykułuje, z jakimi osobnikami się mierzył. Zaś stając przeciw niemu Grzegorz Bierecki i Zbigniew Ziobro – bez umawiania się – mówią językiem przestępców z Wołomina.

Morawiecki swoją bufonadę przeniósł do Brukseli, gdzie o sporze z Komisją Europejską ws. Sądu Najwyższego i w ogóle sądownictwa w Polsce stosuje sztuczkę z wyciągniętą ręką. Premier uważa, że jedną nowelą PiS cofnął demolkę sądownictwa i oczekuje od Komisji Europejskiej, a w szczególności od wiceszefa KE Fransa Timmermansa wycofania skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki jednak mówi to do naszej publiki, bo na unijnych salonach podkula ogon, tam takie prostackie manipulacje nie działają.

PiS ma kłopot z podwyżką cen prądu, różne płyną na ten temat komunikaty, zarówno od ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, jak i spółek energetycznych. Podwyżki będą i to bardzo duże, zarówno dla przedsiębiorców, którzy już podpisują umowy na dostarczenie energii z nowymi cenami, jak i dla gospodarstw indywidualnych. W tej chwili mamy chaos informacyjny, ale to jest jedna z metod pisowskich.

Głowę może dać Tchórzewski i być zdymisjonowany, na kogoś trzeba zwalić winę. Może być jednak i tak, że PiS, przewidując kolejne afery, zdecyduje się na przyspieszone wybory i zechce z podwyżkami cen prądu przeczekać do okresu powyborczego. Tak pomyślana była sztuczka z wotum zaufania. Po nich choćby potop.

Jarosław Kaczyński nie może jednak spać spokojnie. Tadeusz Rydzyk całkiem poważnie myśli o starcie swojej partii w wyborach. Ruch Prawdziwa Europa kuma się z Ruchem Narodowym, z tego może powstać koalicja przypominająca neofaszystowski podmiot polityczny księdza Jozefa Tiso. Gdyby tak miało się stać, to Mateusz Morawiecki na 28. urodzinach Radia Maryja skakałby hopsasa w hołdzie ojcu dyrektorowi.

Nawet jeżeli ceny prądu nie zabiją PiS, to na pewno ich nie wzmocnią, bo elektrowstrząsy społeczne będą miały miejsce, gdyż Polacy obawiają się – i słusznie – że podwyżki cen prądu są nośnikami podwyżek cen w ogóle.

Подчинённый перед лицом начальствующим должен иметь вид лихой и придурковатый, дабы разумением своим не смущать начальство.

Piotr I Wielki

Walka w PiS. Ziobro z Morawieckim walczą o stołek prezesa. Opozycja musi myśleć, jaka Polska po PiS

10 Gru

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki i Kornel Morawiecki usłyszą zarzuty i sprawiedliwości stanie się zadość” – czytamy w oświadczeniu ks. Jegierskiego.

A na razie były współpracownik ojca premiera Marek P. usłyszał zarzut z artykułu 286 par. 1 Kodeksu karnego: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” – informuje onet.pl.

W niedzielnym programie „Kawa na ławę” w TVN24 było, jak zwykle, bardzo gorąco. Najwięcej emocji wzbudził temat zatrzymania przez CBA byłego szefa KNF i jego współpracowników. Zarzucono im, że mimo posiadanej wiedzy, zbyt długo zwlekali z ustanowieniem zarządu komisarycznego dla SKOK-u Wołomin.

Patryk jaki, który był gościem programu, broniąc stanowiska śledczych w tej sprawie zdradził, że prokuratura „dopiero teraz porządnie się wzięła za sprawę, zabezpieczyła dowody, m.in. na komputerach ludzi z KNF-u, którzy otrzymali zarzuty. Co było na tych komputerach? Informacja o tym, że panowie wiedzieli i to twardo wiedzieli już w 2013 r., że jest tam gigantyczne złodziejstwo”, co wzbudziło pewne zdziwienie Konrada Piaseckiego, który kilkakrotnie upewniał się, czy ta informacja nie powinna być objęta tajemnicą śledztwa.

Jaki stwierdził, że miał prawo ujawnić te informacje i dodał jeszcze, że „był wniosek o to, aby wprowadzić zarząd komisaryczny, wniosek przygotowany w Komisji Nadzoru Finansowego, właśnie do SKOK-u Wołomin, żeby przestali kraść. Ten wniosek był przygotowany już w 2013 r. Mimo to ci panowie, z których robi się bohaterów, czekali ponad rok czasu, aż zostaną wyprowadzone wszystkie pieniądze”.

Eliza Michalik, dziennikarka zastanawia się, czy rzeczywiście Jaki mógł podzielić się z posiadanymi informacjami w tej sprawie. Zadaje przy tym pytania, czy nie został złamany art. 241 kk („kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia”) i czy istnieje jakaś podstawa prawna, która pozwala wiceministrowi na posiadanie takiej wiedzy?

Z kolei dziennikarka „Polityki” Ewa Siedlecka uważa, że „PiS-owska ustawa o prokuraturze pozwala przekazywać mediom takie informacje, ale może to robić prokurator generalny albo szef danej prokuratury”, a Jaki jest tylko wiceministrem, więc nie miał prawa upubliczniać informacji z tego etapu śledztwa.

Ewa Stępniak, adwokat i działaczka Obywateli RP już wie, jak Jaki będzie bronił się przed zarzutem ujawnienia informacji. Ustawa o prokuraturze mówi wyraźnie, że „Prokurator Generalny, Prokurator Krajowy lub inni upoważnieni przez nich prokuratorzy mogą przedstawić organom władzy publicznej, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach TAKŻE INNYM OSOBOM, informacje dotyczące działalności prokuratury, w tym także informacje dotyczące konkretnych spraw” i na nią powoła się pan wiceminister, broniąc własnej skóry.

To nie jedyna „wpadka” Jakiego w „Kawie na ławę”. Tak bardzo chciał przekonać uczestników spotkania i telewidzów, iż PiS i jego ludzie mają czyste ręce w tej sprawie, że posunął się do kłamstwa. Stwierdził, że problemy SKOK-u zaczęły się dopiero w 2012 roku, czyli w okresie, gdy był on już pod nadzorem KNF. Wcześniej, gdy zarządzał nimi Grzegorz Bierecki, od 2011 senator z listy PiS, żadnych kłopotów ze SKOK-ami nie było.

Bardzo szybko tę informację skorygowała Izabela Leszczyna, była wiceszefowa Ministerstwa Finansów w rządzie PO/PSL, przypominając, że to właśnie za rządów Biereckiego wyprowadzono ze SKOK-ów pieniądze deponentów.

Niesamowite, skąd to przekonanie w politykach partii rządzącej, że „lud głupi, wszystko kupi”? Ta wiara, że można patrząc ludziom w oczy kłamać i manipulować faktami, jest zadziwiająca. Czy to tylko kwestia buty i arogancji czy jednak całkowite oderwanie od rzeczywistości?

Gdyby ktoś oczekiwał politycznych fajerwerków po weekendowym posiedzeniu klubu PiS w Jachrancepod Warszawą, to mógłby poczuć zawód. Żadnych rewelacji w rodzaju zapowiedzi rekonstrukcji rządu nie było, a większość tematów wałkowały już wcześniej media. Obieg informacji w PiS to zresztą sprawa na osobny tekst; nie od dziś szeregowi posłowie dowiadują się o wszystkim na końcu.

Jachranka na poprawę morale

Partie są trochę jak sportowcy, forma raz jest, a raz jej nie ma. PiS zalicza jej spadek. Na pytanie, dlaczego partia rządząca nie prezentuje się jak dumny zwycięzca wyborów samorządowych, moi rozmówcy odpowiadali ostatnio rozmaicie: „wrażenie zepsuła druga tura w miastach”, „afera KNF”, „problemy z komunikacją” itp. Ale żaden nie zaprzeczył. Spotkanie w Jachrance miało poprawić te nastroje. Strapionych pocieszyć, leniwych zdyscyplinować, wątpiących umocnić w wierze. Niech się posłowie wygadają, niech spotkają się z prezesem, premierem, ministrami, niech pobiesiadują przedświątecznie.

Prezes PiS zapowiada złagodzenie kursu

Jarosław Kaczyński miał dwa wystąpienia – najpierw publiczne, potem skierowane do posłów. W tym drugim zapowiedział złagodzenie kursu partii. Polacy mają się cieszyć wzrostem gospodarczym, mają go poczuć osobiście w swoich portfelach i domach, a nie niepokoić się jakimiś politycznymi awanturami. Dlatego Kaczyński mocno zadeklarował, że nie ma mowy o zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej, o co zabiegało ostatnio kilkudziesięciu posłów PiS.

Prezes uczulił też posłów, że mają unikać knajackiego języka, zwłaszcza w mediach społecznościowych, bo obciąża to konto całego ugrupowania.

Rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Skutki afery KNF

Jarosław Kaczyński defensywnie

W wystąpieniu publicznym Kaczyński wszedł zaś w nietypową dla siebie rolę pierwszego obrońcy praworządności. „To nie my strzelaliśmy do górników” – to chyba najgłośniejszy cytat z mowy oskarżycielskiej pod adresem Platformy. Prezes PiS podkreślił, że to PO odpowiada za kryzys w Trybunale Konstytucyjnym, że to PO tolerowała aferzystów w swoich szeregach, że PiS zdecydowanie reaguje na swoje „czarne owce”. Brzmiało to raczej defensywnie niż ofensywnie; trudno w ten sposób, mówiąc „to oni zaczęli, to oni są gorsi”, przejść do ataku i narzucić temat debaty publicznej. Jak tłumaczy uczestnik spotkania, ten fragment wystąpienia Kaczyńskiego miał jednak inny cel – uspokoić żelazny (i jastrzębi) elektorat PiS, który może się zaniepokoić złagodzeniem linii partyjnej.

Za zamkniętymi drzwiami w Jachrance

W części zamkniętej dla mediów posłowie mieli ok. dwóch godzin na pytania – do prezesa i ministrów. Były głosy narzekające na jakość komunikacji, na politykę medialną partii. Nikt nie wymienił wprost nazwiska rzeczniczki PiS Beaty Mazurek, ale – jak twierdzi jeden z posłów – wszyscy i tak wiedzieli, że to o nią chodzi.

Później, do północy albo i dłużej, trwała kolacja. Tu główną rolę odgrywał Mateusz Morawiecki, krążący od stołu do stołu i cierpliwie rozmawiający z szeregowymi posłami.

Modernizacyjny pic Morawieckiego

Konflikty wewnętrzne trwają, rekonstrukcja rządu – „na kiedyś”

Nic wielkiego się zatem w samej Jachrance nie wydarzyło. Rekonstrukcja rządu została przełożona na bliżej nieokreślone „kiedyś”, prawdopodobnym terminem będzie czerwiec, po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Coraz bardziej widoczne problemy wewnątrz obozu władzy pozostały nierozwiązane. Konflikt Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim się nie skończył, nie zelżało też napięcie między częścią ministrów (np. Jadwigi Emilewicz spór z Krzysztofem Tchórzewskim o program rekompensat za podwyżki cen energii). Złagodzenie kursu pozostaje na razie w warstwie deklaracji; to tuż przed Jachranką nastąpiło zatrzymanie poprzedniej ekipy KNF z czasów rządów PO.

PiS wciąż nie ma klucza do wyborców w miastach, którzy w wyborach europejskich i parlamentarnych odegrają większą rolę niż w kampanii samorządowej, bo frekwencja w miastach będzie wyższa niż na wsi.

To tylko zadyszka

Nie znaczy to bynajmniej, że lada dzień Platforma prześcignie PiS w sondażach; bałagan po stronie opozycji jest nie mniejszy niż w partii rządzącej. Zadyszka PiS – o czym piszą także bliscy mu komentatorzy – jest jednak faktem i Jachranka tego nie zmieniła.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl  pisze co po zwycięstwie opozycji.

Wyborca musi wiedzieć, czy po zwycięstwie koalicji Polska wróci do stanu przed PiS, czy zostanie naprawiona, a jeśli naprawiona – to jak?

Huknęło i zadymiło się z obu stron monstrualnej barykady im. Jarosława Kaczyńskiego, głównego twórcy tej fortyfikacji. W szeregach obrońców zauważono nerwowe ruchy, nazwane przez jednych „łączeniem przez podział”, a przez innych „rozłamem w koalicji”. Od strony najeźdźców natomiast już od dłuższego czasu dobiegały pomruki zaniepokojonych przegranymi potyczkami, błędami dowództwa i niedoborem amunicji, zastępowanej coraz częściej kapiszonami. A kiedy eksplodowała bomba, którą prezes Komisji Nadzoru Finansowego osobiście podłożył we własnym gabinecie, niepokój przerodził się w panikę. Bo tylko bezrozumnym popłochem wytłumaczyć można atak harcowników Ziobry na poprzedników prezesa KNF, których jedyną winą było ściganie przekrętów w PiS-owskim parabanku.

Nie podejmuję się komentowania sytuacji w szeregach opozycji i objaśniania posunięć, których nie rozumiem i obawiam się ich konsekwencji. Zresztą i beze mnie w przestrzeni publicznej roi się od najrozmaitszych opinii w tej sprawie. Jedni radują się z pęknięcia w Koalicji Obywatelskiej wieszcząc jej rychły koniec. Inni cieszą się z łączenia opozycji w monopartię. Jeszcze inni biadają nad mentalnością rodaków, którzy nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia demokracji nie potrafią powściągnąć ambicji. A są i tacy, którzy już tworzą listę odpowiedzialnych za przedłużenie rządów PiS o kolejną kadencję i wygrażają tym politykom, którzy chwilowe korzyści własne lub swojego ugrupowania przedkładają nad interes kraju.

Pewnym pocieszeniem jest rozgardiasz w obozie prawicy. Pan prezydent w duecie z premierem miotają się między krańcowymi uczuciami do Unii Europejskiej, która raz jest wielką szansą i wsparciem, a innym razem IV Rzeszą i siedliskiem „obcych niepolskich interesów”. Nie wiadomo co robić z ujawnionymi przykładami pazerności i nepotyzmu. Partyjne przekazy dnia próbują przykryć niebezpiecznie bulgoczącą aferę KNF, ale proponowane pokrywki okazują się tandetne i dziurawe. W szeregi PiS wdarło się zwątpienie, tu i ówdzie zaświtały nawet refleksje – a co, jeśli prezes nie ma racji? I co ze mną będzie, kiedy jednak przegramy wybory?

Sytuację musiał ratować Jarosław Kaczyński. Na posiedzeniu klubu w Jachrance nie był już sympatycznym softpolitykiem starszego pokolenia w wersji wyborczej, z obiema rękami wyciągniętymi do zgody. Był sobą: nadętym bufonem, fałszywą wyrocznią, a przede wszystkim mistrzem świata w odwracaniu kota ogonem. PO zostawiła kraj w ruinie, a PiS prowadzi kraj do dobrobytu. Afera KNF nie jest żadną aferą, ponieważ prawdziwą aferą jest afera tych, którzy walczyli z aferą w wołomińskim SKOK-u, natomiast za rządów PiS nie zanotowano żadnej afery, a co najwyżej drobne incydenty, natychmiast likwidowane przez nasze sprawne i rzetelne służby, tymczasem prawdziwym siedliskiem afer było środowisko PO, na czele z głównym macherem Donaldem Tuskiem! Więc niech on sobie wybije z głowy mrzonki o powrocie do polityki, bo jak tylko skończy kadencję w Unii, to od razu stanie przed prokuratorem. Kłamliwy jest zarzut, jakoby PiS naruszał prawa obywatelskie, bo to właśnie Tusk i Platforma łamali prawa człowieka – w szczególności kibiców.  Ciemne sprawki PO-PSL nie docierają do społeczeństwa, ponieważ opozycja ma poparcie mediów, które stanęły po stronie kłamców. Dziś oczerniają PiS, że łamie konstytucję, a przecież czyniła to tylko poprzednia władza. PiS w pełni przestrzega prawa, w odróżnieniu od PO troszczy się o ustawę zasadniczą i dlatego Beata Szydło nie publikowała nielegalnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego, bo gdyby opublikowała, to mogłaby trafić do więzienia…

Słowotok Jarosława Kaczyńskiego wydał mi się jękiem rozpaczy zawodowego kuglarza, który nagle stracił czucie w dłoniach. Wielkiego stratega logika opuściła na dłużej. No bo jeśli premier Beata Szydło obroniła się przed więzieniem, nie dopuszczając do publikacji wyroków TK, to znaczy, że premier Morawiecki publikując te wyroki złamał Konstytucję i powinien siedzieć.  Jeżeli za czasów PO-PSL afery mnożyły się jak króliki, a służby PiS były „nareszcie rzetelne i sprawne”, to gdzie są ci aferzyści? W ciągu trzech lat rządów PiS więzienia powinny być pełne, a tymczasem dopiero teraz, w chwili zagrożenia, rozpoczęły się aresztowania i to na ślepo, na podstawie odgrzewanych zarzutów dawno sprawdzonych i odrzuconych lub umorzonych przez sądy.  A jeśli potraktować serio lament prezesa, że PiS nie ma możliwości dotrzeć do narodu z braku przychylnych mu mediów, to Jacek Kurski już dawno powinien zaprezentować się w TVPInfo w koszulce z napisem KONSTYTUCJA.

Przykro było patrzeć na starszego człowieka, który stał przed kamerami i bezładnie międlił słowa zmyślonych opowieści. Kiedyś lepiej kłamał. Teraz plótł bez sensu, przywoływał zjełczałe kalumnie i dawno zużyte łgarstwa, obficie skrapiając je jadem nienawiści.  Smutne.

Mimowolne wsparcie opozycji przez prezesa Kaczyńskiego nie może być dla koalicji powodem do radości. Do kolejnych wyborów daleko i Kaczyński potrafi jeszcze przeobrazić się w dziarskiego staruszka z gwarantowaną receptą na wszystkie kłopoty Polaków. Nie wolno wpadać w euforię, gdy sondaż daje zjednoczonej opozycji walne 50-procentowe zwycięstwo. Po pierwsze to tylko sondaż. Po drugie prognoza dotyczy opozycji ZJEDNOCZONEJ. Po trzecie w tych 50 procentach jest bonus za tzw. efekt politycznej nowości. A przede wszystkim: ile procent poparcia miałaby opozycja, gdyby w sondażu nie było premii za dążenie do zgody i wolę porozumienia?

Nie ma gwarancji odsunięcia PiS od władzy nawet wtedy, gdy przeciw okupantom staną wszystkie ugrupowania opozycyjne deklarując pełną zgodę. Potrzebny jest czytelny projekt takiej koalicji. Taki, który wyjaśni, dlaczego wyborca, głosując na swoją partię, musi równocześnie głosować na ugrupowanie, którego organicznie nie znosi. Wyborcy trzeba jasno powiedzieć, za czym tak naprawdę i przeciw czemu głosuje, czego jego ulubione ugrupowanie na pewno nie zrobi „dla dobra koalicji” oraz kiedy „odzyska” swoją partię. Nie wystarczy oświadczyć: zebraliśmy się tylko po to, żeby przegonić PiS, a po wyborach się rozchodzimy. Wyborca musi wiedzieć, czy po zwycięstwie koalicji Polska wróci do stanu przed PiS, czy zostanie naprawiona, a jeśli naprawiona – to jak?

Jest jeszcze czas, by ambicje liderów ugrupowań opozycyjnych ulokować w tworzenie takiego porozumienia, które zapewni siłom demokratycznym zwycięstwo wyborcze, a potem być może stanie się projektem założycielskim lepszej Polski zabezpieczonej przed recydywą populizmu, Polski niedostępnej dla kolejnych Prezesów obiecujących wszystko wszystkim w zamian za nieograniczoną władzę.

Waldemar Mystkowski pisze o mózgu Morawieckiego.

Władza PiS powiela schematy zarządzania z bliskiej jej kulturowo i ideowo przestrzeni politycznej. Niestety, nie korzysta z metodologii poszerzania demokracji wykuwanej w think tankach na wzór zachodni, ale przenosi sztance dosłownie ze Wschodu. Widać to bardzo konkretnie na przykładzie jednego bardzo ważnego ośrodka zlokalizowanego przy Kancelarii Premiera, chodzi mianowicie o Centrum Analiz Strategicznych (CAS).

CAS, zwane też „mózgiem rządu”, to jeden ze sztandarowych projektów PiS, który został zapowiedziany przez Mateusza Morawieckiego w jego expose. Niby rząd powinien mieć strategię, która pozwala mu prowadzić sensowną politykę wewnętrzna i zewnętrzną, ale gdy przyjrzymy się bliżej temu tworowi, wygląda to na właściwą PiS-owi prowizorkę.

CAS można porównać do kremlowskich technologów władzy, którzy podrzucają Putinowi pomysły zarządzania państwem, a jak jest jakiś problem, piszą przystępne elaboraty, których wykładnia obowiązuje w rosyjskich mediach.

Od pewnego czasu w naszych mediach pojawia się postać prof. Waldemara Parucha, który ma ambicje, aby zostać politykiem, ale nawet z dobrych miejsc na listach wyborczych PiS nie dostaje się do żadnego ciała przedstawicielskiego. Dziwna to postać, by nie napisać dziwaczna, bowiem nie udało mu się dostać z pierwszego miejsca pisowskiej listy do PE, a startował z twierdzy PiS, z okręgu lubelskiego.

Jego stan intelektualny definiuje całkiem dobrze to, że był członkiem komitetu naukowego II i III Konferencji Smoleńskiej z lat 2013–2014. No i jest politologiem. Z dotychczasowej kariery medialnej Paruch przedstawia się bardziej, jako profesor propagandy, a nie politolog, czy też strateg, wszak nawet strategicznie nie potrafił się przeszwarcować do Brukseli na świetnie płatną synekurę.

Paruch ostatnio chodzi wokół pisowskiego gorącego kartofla, albo też zbuka (matafory do wyboru), jaką jest afera KNF, mająca przerzuty na coraz większą sferę świata finansów, ujawnił się przerzut na Narodowy Bank Polski, na SKOK-i, w tym odświeżony został spektakularny upadek SKOK Wołomin. Najnowszy przerzut dotyczy banku Zygmunta Solorza, z którym kilka dni przed ujawnieniem afery KNF spotkał się Morawiecki.

Otóż „technolog” prof. Paruch twierdzi, że Polacy aferą KNF się „nie przejęli, bo nic to w ich życiu nie zmieniło”. Co nie jest prawdą, bo badania dla „Faktu” i Onetu mówią coś innego. Zastanawia przy okazji coś innego, mianowicie władze PiS nie myślą, jak zażegnać zdegenerowanie niezależności takich instytucji, jak KNF i NBP, ale obchodzi ich jedynie to, jak pozamiatać afery pod dywan, jak wmówić społeczeństwu, że nic się nie stało.

Sama postać Parucha pokazuje, jakimi PiS dysponuje kadrami i jakie wzorce kulturowe partia Kaczyńskiego asymiluje na naszym gruncie. Nie powinno to dziwić, bo tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel odczuwa szczególną miętę do Kremla.

Od poniedziałku w mediach krążyć będzie kolejny zbuk wysiedziany przy okazji afery KNF. Roman Giertych zapowiedział złożenie wniosku o przesłuchanie premiera Morawieckiego w śledztwie dotyczącym KNF, w związku z jego spotkaniem z Solorzem, właścicielem Polsatu, którego telewizja to kolejna tuba PiS.

Spointuję: gnije nam Polska, wolny umysł źle się w niej czuje, bo jest zatruwany w przestrzeni publicznej przez zniewolone umysły Morawieckiego i jego „mózg” Parucha.

Dziś 37 miesięcznica nieodzyskania wraku, niepowołania komisji międzynarodowej i niepojmania zamachowców spod Smoleńska.

PiS przegra, gdy opozycja zewrze szyki

9 Gru

Andrzej Hennel, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, w swoim wpisie na blogu udowadnia, że tylko całkowite zjednoczenie opozycji może dać szansę na pokonanie PiS w nadchodzących wyborach w 2019 r.

Zdaniem Hennela gdyby opozycja zwarła szyki przed wyborami samorządowymi, miałaby szansę na wygraną w 13 sejmikach. Profesor powołuje się w swoim wywodzie na metodę D’Hondta, która stosowana jest do podziału mandatów w systemach wyborczych i oparta jest na proporcjonalnej reprezentacji z listami wyborczymi. Im większe rozdrobnienie, tym mniej partii ma szansę na uzyskanie wystarczającej liczby mandatów i jak udowadnia w swoich wyliczeniach prof. Hennel, taka sytuacja miała miejsce podczas ostatnich wyborów samorządowych.

Jako przykład podaje wyniki wyborów do sejmiku łódzkiego, gdzie “PIS zdobył tam ok. 35% głosów, Koalicja Obywatelska 28%, PSL 13%, SLD 6%, KUKIZ 6%. Chciałbym pokazać niezwykle prosty sposób– czytamy dalej na blogu – odwrócenia tego wyniku. Gdyby proeuropejskie partie KO, PSL i SLD zawarły przed wyborami koalicję „Europa”, to miałyby ponad pół miliona głosów (ok. 48%). Po przeliczeniu metodą D’Hondta, we wszystkich pięciu okręgach łódzkich, wyników dla tego wariantu – okazuje się, że Europa zdobyłaby 20 mandatów, a PIS tylko 13 (zamiast 17). KO zachowałaby 12 mandatów, PSL zwiększyłoby swój wynik do 5 mandatów i SLD zdobyłby 3 mandaty. Jeżeli podobną analizę przeprowadzić dla wszystkich sejmików, to okazuje się, że koalicja „Europa” mogła zdobyć władzę w 13 sejmikach! PIS miałby tylko 3 sejmiki – małopolski, podkarpacki i lubelski.” To rozdrobnienie partyjne opozycji jest jedną z głównych przyczyn zwycięstwa PiS.

W dalszej części wywodu prof. Hennel apeluje do opozycji o zwarcie szyków, gdyż metoda D’Hondta jest również stosowana podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. “Namawiam wszystkich dziennikarzy, ludzi na Facebooku i innych portalach społecznościowych, członków rodzin i przyjaciół polityków – tłumaczcie im, że metoda D’Hondta premiuje wszelkie koalicje i umożliwia zwiększenie liczby zdobytych mandatów. Głosowanie na małe partie, które zdobywają kilka do kilkunastu procent głosów będzie obarczone dużym ryzykiem zmarnowania głosów.”

Trzeba przypominać, że to ❗️ Kto za co odpowiada i dlaczego? Wszytsko znajdziecie na mapie powiązań👇

>>>