Tag Archives: Zdzisław Sokal

Zajady Kaczyńskiego nie pozwolą na wystawienie przez Polskę komisarza KE

23 List

Prawo i Sprawiedliwość może utracić wpływ na strategiczną decyzję o obsadzeniu funkcji przysługującego Polsce komisarza w Komisji Europejskiej. Na Nowogrodzkiej zacierano już bowiem ręce na wyznaczenie następcy Elżbiety Bieńkowskiej, jednak rozgrywki polityczne w Brukseli mogą opóźnić rozpatrzenie kandydatury wysuniętej przez rząd do tego stopnia, że ta stanie się niebyła.

Kluczem do problemu PiS są przyszłoroczne wybory do europarlamentu i bardzo krótki czas dzielący je od krajowych wyborów parlamentarnych. Decyzje personalne w Brukseli będą mogły przeciągnąć się aż do czasu tych ostatnich, co sprawi, że jeśli PiS nie utrzyma większości, to opozycja będzie mogła wycofać i zastąpić kandydata obozu władzy. Po wiosennych wyborach szykuje się bowiem długi proces negocjacji wspólnego kandydata na stanowisko szefa Komisji Europejskiej, a dopiero po jego wyborze kraje członkowskie mogą zgłaszać propozycje komisarzy, których czeka następnie jeszcze przesłuchanie w Parlamencie Europejskim.

W efekcie opisanych warunków lekka gra na zwłokę Brukseli oznacza pokrzyżowanie planów PiS.

Jednak jakby tego było mało, na drodze Nowogrodzkiej stoi kolejna przeszkoda. Jak donosi “Rzeczpospolita”, PiS może mieć problem uzyskaniem aprobaty w Europarlamencie. Źródła gazety wskazują, że kandydatura kogokolwiek, kto choćby głosował za łamiącymi praworządność ustawami, nie będzie mile widziana. W efekcie w obsadzeniu polskiego komisarza może nastąpić polityczny impas. Wysunięcie zaś przez PiS kontrowersyjnej kandydatury może wywoływać kolejną awanturę. Wiele jednak wskazuje, że mimo to prezes może nie zawahać się tego zrobić.

Po raz kolejny okazuje się, że polityka europejska jest dużym politycznym wyzwaniem, gdzie standardowe zagrywki władzy okazują się całkowicie nieskuteczne. Opisana sytuacja pokazuje jednak, że referendum ws. Polexitu nie będą tylko eurowybory, ale także wybory parlamentarne. Nic tak nie zaszkodzi bowiem Polsce i integracji europejskiej jak antyunijny komisarz. Stosując standardy dyplomacji PiS, torpedowałby on prace komisji od środka i nieustannie narażał Polskę na śmieszność. Strategiczne dla naszego kraju jest zatem uniknięcie takiego czarnego scenariusza.

* * *

Zajady Kaczyńskiego pogarszają naszą sytuację w UE, nawet komisarza KE może Polska nie wystawić, bo nie chcą antyunijnego polityka, co jest zrozumiałe.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Wybitnym prawnikom Sądu Najwyższego przyznano nie tylko rację – odzyskali oni autorytet, który prezes Kaczyński starał się za wszelką cenę zdeprecjonować.

Co znaczy nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, która jest przyznaniem się do ogromnej porażki PiS w kwestii reformowania sądownictwa? Przede wszystkim PiS w walce ze wszystkimi znalazł się w narożniku ringu, z którego partia Kaczyńskiego sprowadziła na Polskę nieszczęścia, ale to nie koniec porażek. Nowela ustawy dotyczy wąskiego wycinka tzw. reformy sądownictwa, która w istocie jest deformą. Na pewno to sukces I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która zostaje na stanowisku, jak nakazuje Konstytucja – do końca kadencji. Także inni sędziowie nie będą wysłani na emeryturę, aby PiS mógł powsadzać na ich miejsce posłusznych sobie prawników.

PiS nie walczy o lepsze prawo, ale o dyktowanie swoich warunków. Ostatnie słowa przed głosowaniem pilotującego ustawę posła PiS Łukasza Schreibera: – „Ustawa o Sądzie Najwyższym była zgodna…

View original post 1 212 słów więcej

Schetyna: Nie wierzę w żadną dobrą intencję PiS-u i Kaczyńskiego ws. SN

23 List

Schetyna o rozprawie Wałęsa-Kaczyński: To było dla mnie bardzo trudne do zaakceptowania. Ta wymiana, te spojrzenia, te gesty. Sporo złych emocji, nienawiści

To było dla mnie bardzo trudne do zaakceptowania. Ta wymiana, te spojrzenia, te gesty. Sporo złych emocji, nienawiści pomiędzy [Kaczyńskim a Wałęsą]. Pamiętam rok ’88 i komitet Lecha Wałęsa i kiedy opozycja szukała propozycji antysystemowej, żeby wygrać wybory. Widzę, jak wielką drogę zrobiliśmy i jak wiele zrobiliśmy wszyscy, żeby tę dobrą historię zniszczyć. To widziałem wczoraj na tych zdjęciach i w tej relacji [z sądu]” – mówił w rozmowie z Jackiem Żakowskim w Poranku Radia TOK FM przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Schetyna: Nie wierzę w żadną dobrą intencję PiS-u i Kaczyńskiego ws. SN

Nie wierzę w żadną dobrą intencję PiS-u i Kaczyńskiego [ws. SN]. Robią to po to, żeby uspokoić, żeby podpisać jakiekolwiek porozumienie przed wyborami europejskimi. Chcą porozumienia z KE. Wierzą, że mogą zbudować takie porozumienie, które pozwoli im na to, że sprawa polskiej praworządności nie będzie pierwszorzędna dla KE” – mówił Schetyna.

Trzaskowski o uszczelnieniu VAT-u: Wszystko czym się dzisiaj chwali PiS, zostało wprowadzone przez PO

– W kolejnych latach były podejmowane przez rząd PO kolejne wysiłki zmierzające do zamknięcia luki VAT-owskiej. Wszystko czym się dzisiaj chwali PiS, zostało wprowadzone przez Platformę Obywatelską. Odwrócony VAT, kwestie dotyczące pakietu kontrolnego i wszystkie kwestie dotyczące ministra Szczurka zaczęły wdrażać plan uszczelnienia – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Beatą Lubecką w programie „Gość Radia ZET”.

Trzaskowski: Jednym z moich pierwszych zarządzeń będzie zarządzenie antykorupcyjne

 Jednym z moich pierwszych zarządzeń będzie zarządzenie antykorupcyjne, tak żeby wzmocnić kontrolę nad tym, co się dzieje w ratuszu. To jest jasne zarządzenie co do zasad postępowania, tak żeby wszyscy wiedzieli, że wszystkie procedury muszą być przejrzyste, żeby np. zadbać o to, że jeżeli przychodzą ludzie z zewnątrz, to żeby zawsze ktoś słuchał i protokołował – mówił Trzaskowski w programie „Gość Radia ZET”.

* * *

Rafał Trzaskowski w trakcie kampanii wyborczej złożył szereg obietnic m.in darmowe żłobki dla wszystkich warszawiaków, budowę szkół podstawowych oraz przedszkoli, dofinansowanie szkołom przez miasto wyjść do teatrów i kin, czy pakiet senioralny. W obszarach komunikacja, innowacje czy służba zdrowia również pojawiło się sporo zapewnień. Wczoraj nowy prezydent Warszawy został zaprzysiężony. W wieczornym programie “Fakty po faktach” w TVN24 mówił o swoich pierwszych decyzjach, jakie ma w planie podjąć.

Trzaskowski już w kampanii wyborczej zapowiedział, że pierwsza decyzja będzie dotyczyła darmowych przedszkoli i nie rzucał słów na wiatr – “Darmowe żłobki, pakiet senioralny i pakiet dotyczący służby zdrowia i in vitro” – wymienił Trzaskowski jako swoje pierwsze trzy decyzje zastrzegając, że w poniedziałek przedstawi szerszy katalog. Zapewnił także, że przedstawi dokładny kalendarz czyli mapę drogową realizacji swoich wyborczych obietnic.

Mając w pamięci to, jak ministrowie rządu Prawa i Sprawiedliwości obiecywali pomoc w warszawskich dużych inwestycjach Patrykowi Jakiemu podkreśla – “Jeżeli rząd złożył tego typu zobowiązania, to ja rozumiem, że będzie je realizował, bo przecież coś obiecał nie Patrykowi Jakiemu tylko warszawiakom” – mówi wbijając szpilę obozowi rządzącemu. Trzaskowski uważa, że PiS wyciągnął lekcję z szantażowania i zrozumiał, że szantaż z Polakami nie działa – “(…) Jeżeli nie będzie chciał realizować inwestycji rząd, jeżeli nie będzie chciał współpracować z samorządami, tymi samorządami w których nie wygrał (…) wtedy PiS przegra wybory z kretesem – mówi.

W rozmowie padły też pytania o politykę energetyczną rządu i wiążące się z tym możliwe wysokie podwyżki cen energii – “Rząd doprowadził do zlikwidowania zielonej energii z wiatraków. (…) To co nam funduje nam rząd PiS-u w tej chwili, to jest niestety dla wszystkich olbrzymia podwyżka cen energii. I my będziemy musieli sobie z tym radzić” – przyznał gość “Faktów po Faktach”. Rafał Trzaskowski dodał, że liczy na rekompensaty dla samorządów w obszarze energii. Zapytany czy w związku z podwyżkami mogą wzrosnąć ceny biletów komunikacji miejskiej powiedział, że nie może tego wykluczyć, ale będzie robił wszystko, żeby tych podwyżek było jak najmniej.

W rozmowie pojawił się też temat marszu 11 listopada – “Nie mam nic przeciwko marszom, demonstracjom, pod warunkiem, że nie dzieją się rzeczy niedopuszczalne, jak faszyzm czy rasizm” – zapewnił. Prezydent Warszawy ocenił, że Hanna Gronkiewicz – Waltz nie popełniła błędu zakazując tego zgromadzenia – “Nie było pewne, że rząd weźmie odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Tu nie ma miejsca na odcienie szarości. Tu nie ma miejsca na faszyzm, my na to nie pozwolimy” – mówił.

Rafał Trzaskowski swoją prezydenturę zaczyna więc od mocnego uderzenia czyli realizacji swoich obietnic. To bardzo dobrze zwiastuje na przyszłość nie tylko dla mieszkańców Warszawy, ale także samej Koalicji Obywatelskiej. Budowanie wizerunku “realizatora obietnic wyborczych” prędzej czy później musi przynieść wymierny efekt. Warszawa w kampanii parlamentarnej może się stać punktem odniesienia dla całego programu szerokiej koalicji. Nic tak nie przyciąga wyborców jak hasło “obiecane – zrealizowane”. Stolica może sobie również pozwolić na zdublowanie podobnego przekazu Prawa i Sprawiedliwości. Nikt nie będzie mógł zarzucić opozycji, że nie ma programu lub go nie realizuje.

Trzaskowski o stanowisku szefa komisji rewizyjnej: Sugerowałbym rzeczywiście koleżankom i kolegom, żeby rozważyć oddanie takiego stanowiska opozycji

– Nie ja podejmuję decyzje w radzie miasta, natomiast sugerowałbym rzeczywiście koleżankom i kolegom, żeby rozważyć oddanie takiego stanowiska opozycji (przewodniczące komisji rewizyjnej –red.) – mówił Rafał Trzaskowski w rozmowie z Beatą Lubecką w programie „Gość Radia ZET”.

Trzaskowski: Rząd z premedytacją zamyka instalacje do utylizacji śmieci. Chce przyłożyć rękę do tego, żebyśmy mieli problemy

– Rząd zamyka  instalacje, uważam, że to jest działania absolutnie z premedytacją, żeby utrudnić. Instalacje te, do których można wywozić śmieci, żeby je utylizować. Kolejne decyzje, które tak naprawdę pozbawiają Warszawę możliwości utylizowania śmieci na Mazowszu. To było jasne, że tak będzie. Proszę popatrzeć jakie zapadają decyzje. Rząd chce przyłożyć rękę do tego, żebyśmy mieli problemy. To jest zachowanie całkowicie nieodpowiedzialne – mówił Rafał Trzaskowski.

>>>

Porażka PiS z TSUE, ale to dopiero początek, bo złodziej PiS skradł samochód i zegarek, na razie oddał zegarek

21 List

Lotem błyskawicy obiegła wszelkie środki przekazu złowieszcza wiadomość o 30 procentowej podwyżce cen prądu, a w ślad za nią podążyły natychmiast uspokajające zastrzeżenia „dobrego” PiS-owskiego rządu, który znalazł na to sposób.

Ustami swoich ministrów zapewnia, że przeciętny Kowalski nawet tego nie zauważy, bo otrzyma 100–procentową rekompensatę… Jakim cudem? To tylko wie rząd, bo dla reszty lansowana kalkulacja jest raczej księżycowa, żeby nie powiedzieć oszukańcza.

>>>

W każdym kto choć trochę rozumie funkcjonowanie rynku wzbiera wściekłość, bo czuje się robiony w „balona”. Swej złości najlepiej dał upust na Facebooku Jerzy Sempowicz, który nie przebierając w słowach obnaża hipokryzję PiS–owskiej władzy.

„Jakim trzeba być debilem skończonym, żeby takie coś wymyślić? Ja wiem, kolejne wybory za pasem i trzeba rozdać chleb i zrobić igrzyska” – pisze Sempowicz.

Dalej dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to precyzyjnie zaplanowana akcja. „Przy tym całym szumie o rozdawaniu kasy i niepodwyższaniu rachunków za prąd, ludzie będą cieszyć się jak debile, że ten dobry rząd tak dba o obywatela” – zauważa i pyta:

NAPRAWDĘ nikt nie widzi, ze jak podrożeje prąd dla przemysłu i paliwa, to podrożeje WSZYSTKO !!!!!!!!!!!! Co z tego, ze zapłacisz tyle samo za prąd co przed podwyżką, jak ZA WSZYSTKO ZAPŁĄCISZ 40% do 50% więcej??” uświadamia użytkowników Facebooka-  Sempowicz

K…a mać, bo już inaczej nie mogę. W jakim nienormalnym kraju ja żyję? – woła z uzasadnioną wściekłością.

Te 30 PLN z rachunku za prąd oddasz kilka razy w miesiącu na produktach ( i ZAWARTYCH W NICH PODATKACH (O WIELE WYŻSZYCH), które są Ci niezbędne do życia! Czy ekonomia pieniądza jest taka trudna, żeby to pojąć?

Naprawdę dalej cieszysz się, że minister energetyki dołoży Ci w przyszłym roku 30 PLN miesięcznie do prądu? Może wypadałoby sie obudzić?”, i tu podpiera się ociekającym obłudą oświadczeniem PiS–owskiego ministra:

„Krzysztof Tchórzewski wyjaśnił, że ceny prądu trzeba rekompensować, bo są… „niesłuszne”. „Są niepodyktowane żadnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi, a jedynie wzrostem kosztów emisji CO2”– mówił Krzysztof Tchórzewski. „Z szacunków które znam, ceny paliwa na 2019 r. w polskiej energetyce nie mają większego wpływu na wzrost cen energii” – zaznaczył.

Na giełdach towarowych ceny prądu skoczyły o niemal 50 proc. w stosunku do zeszłego roku. Drożeje też węgiel, a nasz system energetyczny jest w 72 proc. oparty właśnie na nim. Tymczasem do Urzędu Regulacji Energetyki wpływają wnioski o zgody na nowe cenniki na przyszły rok. Państwowe spółki chciałyby podnieść ceny dla odbiorców indywidualnych nawet o 30 proc.” – zwraca uwagę Jerzy Sempowicz na Facebooku.

Inny kamyczek, jeżeli nie syzyfowy kamień dla wielu, wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej.

Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS w rozumie, tzn. w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni.

Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały w społeczeństwie ruchawki na ulicach m.in w grudniu 1970 roku, zmiotły jedną komuszą władzę zastepując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

>>>

Zmiany w ustawie o SN mogą wydawać się kapitulacją – zwłaszcza dla elektoratu PiS-u – czy powtórką z ustawy o IPN, ale w gruncie rzeczy to pozory. Bo choć Małgorzata Gersdorf pozostanie I prezesem SN, a czystka zostanie odwrócona (zwłaszcza w porównaniu z pierwotną wersją projektu), to obóz rządzący ws. zmian w sądownictwie i tak osiąga przynajmniej część zamierzonych celów. W sporze o polskie sądownictwo w dalszym ciągu pojawia się jednak kilka pytań – przede wszystkim czy propozycje polskiej strony usatysfakcjonują UE.

Nowelizacja o ustroju sądów powszechnych (według Małgorzaty Gersdorf najgorsza ustawa), Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym oraz skarga nadzwyczajna, nowa KRS powołana przez Sejm czy wcześniej TK – wszystkie te zmiany, przynajmniej na chwilę obecną, zostaną utrzymane i trudno spodziewać się, by PiS był zdolny do kolejnych ustępstw. Tzw. reforma sądownictwa w przynajmniej jakiejś części i tak zostanie zrealizowana po myśli PiS-u. Małgorzata Gersdorf swoją kadencję dokończy, ale ta kończy się za półtora roku.

Zrobienie kroku wstecz, choć faktycznie może wyglądać na prestiżową porażkę – wszak politycy partii rządzącej od miesięcy mówią o byłej I prezes SN – jest przejawem politycznego pragmatyzmu. – Nie ginąłbym za odwołanie prezes Gersdorf – powiedział ostatnio Jarosław Gowin. To zdanie dobrze oddaje taktykę obozu rządzącego – stanowisko I prezesa SN nie jest bowiem aż tak kluczowe, by ryzykować pogorszenie się stosunków z UE, co mogłoby mieć wpływ na nadchodzącą kampanię do PE. Zresztą – nawet jeżeli PiS miało dalsze plany zmian w sądownictwie, to ich wdrożenie przed wyborami do PE i tak nie byłoby możliwe.

W najbliższym czasie, w nadchodzących godzinach i dniach kluczowa będzie reakcja KE – czy zaproponowane zmiany będą do zaakceptowania i czy ten front zostanie zamknięty. „Przywróceni” sędziowie SN nie będą musieli przechodzić żadnej procedury, a nawet mogą złożyć oświadczenie o woli przejścia w stan spoczynku z zachowaniem pełnego uposażenia. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na progu wyborczego maratonu i kampanii do PE wygaszenie akurat tego sporu z KE jest w interesie rządzących, bo ogranicza zarzuty o zamiar wyprowadzenia Polski z UE. Poza tym po ewentualnym niekorzystnym dla KE werdykcie TSUE i tak pewnie wszystko zostałoby odkręcone.

Inna sprawa to pozostałe zmiany w sądownictwie zaproponowane przez PiS. Trochę zapomnianą sprawą jest to, że wysłane przez SN pytania prejudycjalne dotyczą nie tylko tego sądu, ale także KRS. – Sąd Najwyższy zastanawia się, czy sposób powoływania sędziów do KRS jest zgodny z polską konstytucją i standardami europejskimi. Problem polega m.in. na tym, że TK dwukrotnie wypowiadając się w tej sprawie, raz orzekł, że sędziów-członków KRS wybierać powinni sędziowie, za drugim razem TK uznał, że tryb przewidziany obecnie w ustawie – czyli, że sędziów KRS wskazuje parlament – jest zgodny z konstytucją – mówił Michał Laskowski na briefingu we wrześniu.

– Kiedy TSUE orzeknie, że nie jest to zgodne ze standardem, bo wtedy powstaje pytanie jaki jest status sędziów wskazanych przez nową KRS wyłonioną w taki, a nie w inny sposób. To jest pytanie, czy są to sędziowie prawidłowo powołani na swoje stanowiska – podkreślił rzecznik SN. Jak dodał, “jeśli dojdzie do uznania przez TSUE, że KRS jest powołana w sposób nieprawidłowy, to będzie trzeba się zastanawiać nad szerszymi konsekwencjami”.

Jeżeli KE nie będzie usatysfakcjonowana realnymi ustępstwami ws. SN poczynionymi przez rząd i uzna, że Polskę należy dalej grillować, sytuacja może stać się dla PiS-u bardzo kłopotliwa. Zwłaszcza, że Frans Timmermans zdaje się kwestionować KRS w obecnym kształcie, a także Izbę Dyscyplinarną. Chyba, że uzna wspomniane ustępstwa za wystarczające.

>>>

— IDEAŁ DOBREJ ZMIANY SIĘGA BRUKU – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Dobra zmiana” niosła ze sobą obietnicę nie tylko naprawy państwa, ale też podniesienia standardów. Rozwój afery KNF pokazuje, że ideał coraz częściej sięga bruku. I to jest największe polityczne ryzyko dla wizerunku PiS. Grając na przeczekanie, partia rządząca traci szansę na to, by przedstawić własną wiarygodną narrację dotyczącą tych wydarzeń. A jej sympatycy będą musieli podczas obiadu przy niedzielnym stole albo w windzie zmierzyć się z pytaniami o 40 mln zł dla prawnika – znajomego szefa KNF, czy pół miliona dla syna ministra”.
rp.pl

— SAMOBÓJCZA TAKTYKA PIS – DOMINIKA WIELOWIEYSKA – w GW: “Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Glapiński – w sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem sposób – broni swego wychowanka Marka Chrzanowskiego. Racjonalna odpowiedź jest taka, że został wysłany mocny sygnał do byłego szefa Komisji: nie martw się, nic nie mów, nic nie zeznawaj, będziemy cię bronić jak niepodległości. Kaczyński na to przyzwala, bo zrozumiał, że znalazł się w pułapce – każdy ruch jest ryzykowny. Wybrał więc wersję, że „afery nie ma”, a priorytetem jest spokój na rynku bankowym”.

— BANKRUCTWO BANKÓW CZARNECKIEGO TO BYŁABY KATASTROFA – DALEJ WIELOWIEYSKA: “Ta katastrofa poszłaby na konto PiS, a Polacy drogo by za to zapłacili. Z tego powodu w niedzielę późnym wieczorem zebrał się Komitet Stabilności Finansowej i wydał komunikat, że z polskim systemem finansowym jest wszystko w porządku. Sam Glapiński sto razy wypowiedział zdanie, że sytuacja jest stabilna”.
wyborcza.pl

— NOMINACJA SOKALA BEZ PODPISU SZEFA RZĄDU – jedynka RZ: “Tę opinię łagodzi nieco prof. Ryszard Piotrowski z UW. – Niestety, praktyka konstytucyjna, mająca pewne cechy zwyczaju, dopuszcza wydawanie przez prezydenta aktów indywidualnych dotyczących powoływania jego przedstawicieli w różnego rodzaju organach bez kontrasygnaty premiera – twierdzi, dodając, że byłby w tej sprawie bardzo ostrożny”.
rp.pl

>>>

Dość symboliczny obrazek udało się uchwycić…

PiS zapowiada, że weźmie się za nas

21 List

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie pojechał do Brukseli, by bronić swojego rządu przed oskarżeniami o łamanie w Polsce praworządności i fundamentalnej w demokracji zasady niezależności sądownictwa. Na publicznym wysłuchaniu przed komisją Parlamentu Europejskiego rządu RP nie reprezentował w efekcie nikt.

Polska dalej gra z TSUE na zwłokę

Albo stchórzył, albo idzie w zaparte

Przyczyny nieobecności ministra mogą być dwie. Albo Zbigniew Ziobro nie ma argumentów na swą obronę (bo to przecież on forsuje plan osłabienia pozycji sądów i sędziów w Polsce) i w obawie przed kompromitacją zwyczajnie stchórzył. Albo minister sprawiedliwości rządu PiS ma Parlament Europejski, by tak rzec, gdzieś. I ekipa PiS próbuje w tej kwestii nadal iść w zaparte.

Nie bez powodu wypowiadający się eurodeputowani z PiS próbowali zwekslować przesłuchanie na kwestię… dopuszczalności aborcji (Marek Jurek) lub dumy narodowej i win poprzednich ekip rządzących w kwestiach emerytalnych (Jadwiga Wiśniewska).

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo

Wykład Timmermansa

Znamienny – i symboliczny – był miniwykład, jakiego kolejny raz udzielił rządowi w Warszawie wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Przypomniał rzecz podstawową – o której, zdawałoby się, wstyd nie wiedzieć. Otóż Unia – jak żadna inna organizacja międzynarodowa – zabezpieczyła obywateli krajów członkowskich przed uzurpatorskimi zakusami władz tych państw. W tym celu wprowadziła zasadę jednolitości stosowania prawa europejskiego, a na jej straży postawiła m.in. Trybunał Sprawiedliwości UE oraz inne procedury przed organami Unii. I właśnie ten mechanizm zadziałał wobec Warszawy, gdy pojawiły się obawy o zamiar zdominowania sądownictwa w Polsce przez ekipę PiS. Równocześnie, co też charakterystyczne, nie próbowała ona skorzystać z funkcjonujących z powodzeniem w Unii rozmaitych procedur koncyliacyjnych.

Wymowna była wreszcie skierowana do europarlamentarzystów z PiS sugestia (a może ostrzeżenie i przytyk), by zwrócili uwagę, że nadzwyczaj ochoczo wspierają ich teraz akurat ci deputowani z innych krajów, którzy znani są jako sympatycy Władimira Putina.

Czy Polska podda się orzeczeniu unijnego Trybunału

Czas na ostrzejszą reakcję?

Szczęśliwie nie zabrakło merytorycznego głosu niezależnej polskiej instytucji – a mianowicie rzecznika praw obywatelskich. Adam Bodnar punkt po punkcie opisał zagrożenia dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów. I zwrócił uwagę, jakie mogą one mieć skutki dla przestrzegania praw i wolności każdego obywatela.

Trudno się dziwić, że ciała monitujące rozwój wypadków – tak krajowe (Helsińska Fundacja Praw Człowieka), jak międzynarodowe (m.in. Komisja Wenecka i Europejska Sieć Rad Sądownictwa) – przekonują mniej lub bardziej wprost: sytuacja jest kryzysowa. A skoro Warszawa nie zamierza poważnie rozmawiać o rozwiązaniu tego kryzysu, to czas na ostrzejszą reakcję Unii.

Przypominamy władzy na czym polega członkostwo w Unii

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o przejmowaniu banków przez PiS.

„Weźmiemy się za was” – to jedyny sposób tej władzy, która rozmawiać nie lubi i nie chce oponentów.

Afera KNF dopiero nabiera rumieńców, ale określenie „plan Zdzisława” już weszło do kanonu powiedzonek Polaków, na równi z innymi tekstami, na przykład z „Psów”. Znam ludzi, którzy nawet w obliczu tej niebywałej sprawy mówią: „mnie to nie dotyczy”, „Co mnie obchodzi jakaś KNF”, ale moim zdaniem sądzą tak, bo jeszcze do nich nie dotarło, że plan Zdzisława nie był pułapką zastawioną na prywatnego przedsiębiorcę Leszka Czarneckiego. Bynajmniej! Plan Zdzisława to pułapka zastawiona na nas wszystkich.

Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, powiedział, że dokładnie przyjrzał się zmianom w prawie bankowym autorstwa PiS pod kątem korupcji. Okazało się, że w pierwszym czytaniu była wersja ustawy bez ani jednego słowa o przejmowaniu banków za złotówkę. Za to kolejna wersja ustawy o wzmocnieniu nadzoru i ochrony inwestorów na rynku finansowym zawierała już poprawkę złożoną nagle przez posła PiS, umożliwiającą przejmowanie prywatnych banków przez państwo właściwie pod byle pretekstem.

I myślę, że niezależnie od tego, jak by się to nazywało w języku prawnym i jak bardzo nie zostałoby zalegalizowane przez głosowanie większości PiS w Sejmie – to i tak nadal byłaby to próba okradania prywatnych przedsiębiorców przez polityków, uwłaszczających się na majątku innych.

Tak to sobie ponoć, zgodnie z rozmową nagraną przez Leszka Czarneckiego, wymyślił pan Zdzisław Sokal, szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, w tym wypadku – dla banków. Ale zapewniam was, że po bankach przyjdzie kolej na inne branże, inne firmy, innych właścicieli i przedsiębiorców, innych obywateli. Zapewniam was, że jeśli zgodzimy się na takie posunięcia w stosunku do bankiera, posunięcia zresztą, zdaniem prawników, niezgodne z Konstytucją (ale czy to powstrzyma posłów PiS?), to nikt już nigdy w Polsce nie będzie mógł czuć się bezpieczny.

Oczywiście, skutkiem ubocznych zmian w prawie zapewniających rządowi całkowitą władzę nad przedsiębiorcami i możliwość niszczenia ludzi i firm z powodu „widzimisię” będzie ucieczka rodzimych przedsiębiorców z kraju i odpływa zagranicznego kapitału. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje przecież, że z byle powodu jakiś polityk uweźmie się na jego firmę i zrujnuje mu życie.

Takie „plany Zdzisława” funkcjonują już w rozmaitych branżach – najbliższą, zagrożoną podobnym losem co bank Czarneckiego, są prywatne media krytyczne wobec rządu (co w normalnym kraju jest podstawową rolą wszystkich normalnie funkcjonujących mediów). Posłanka Krystyna Pawłowicz używana w PiS do mówienia tego, czego nikomu innemu mówić nie wypada, kilka razy groziła już dziennikarzom „weźmiemy się za was”. Nie wiem, jak państwo, ale ja Pani posłance wierzę.

„Weźmiemy się za was” to w ogóle jedyny sposób tej władzy, która rozmawiać nie lubi i nie chce na oponentów. Nie będę powtarzać banałów, że afera KNF jest testem sprawności państwa, bo jakież to niby miałoby być państwo? Katowicka prokuratura obsadzona ludźmi Zbigniewa Ziobry? CBA, które powinno było aferę wykryć i ogłosić, a dowiedziało się z niej z mediów, a później pozwoliło prezesowi KNF, co do którego istniały podejrzenia o korupcję buszować w gabinecie i (ewentualnie) zacierać ślady? Mariusz Kamiński, minister koordynator ds. służb, który powinien się już podać do dymisji? Premier, który milczy? Prezydent, który milczy? Szef PiS, który także milczy? Adam Glapiński, szef NBP, który mówi, że nadal bardzo szanuje Marka Chrzanowskiego i uważa go za moralnego człowieka i dobrego patriotę?

Nie, to będzie test takiego państwa. To będzie test państwa niezależnych mediów i dziennikarzy, którzy – mimo że często za marne pieniądze i bez wsparcia swoich redakcji – robią swoje. Badają, nagłaśniają sprawę, nie kupują rządowej propagandy i pozwalają ludziom poznać prawdę.

I test dla wyborców – na ile obchodzi ich bezpieczeństwo gospodarcze własnego kraju, na ile obchodzi ich, gdzie właściwie żyją i za chwilę mogą żyć.

Waldemar Mystkowski pisze nie tylko o cenach prądu.

Władza PiS nie tylko wywołuje perturbacje polityczne zarówno w kraju, jak i na świecie, ale przede wszystkim konflikty na poziomie podstawowym: prawnym, logicznym i międzyludzkim. Syzyfowy kamień wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej. Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS – w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni. Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały zamieszki, m.in w grudniu 1970 roku. Zmiotły jedną komuszą władzę, zastępując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

Kolejnym przejawem kluczenia PiS jest sprawa jednego z „bohaterów” afery Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Zdzisława Sokala, który w jej skład został powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę. To była jedna z pierwszych nominacji Dudy, który ma prerogatywę powołania swojego przedstawiciela. Już 24 września 2015 roku wręczył Sokalowi nominację.

Sokal to ten, od którego wzięła się nazwa przejmowania banków – „plan Sokala”, o którym jest mowa w słynnej zanotowanej na taśmie rozmowie między byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim a właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim. Chrzanowski straszy owym Sokalem, a konkretnie jego planem i mówi do Czarneckiego, że musi zrobić audyt, „bo inaczej to Sokal go zje”.

Otóż ten „ludojad” Sokal został powołany do KNF nieprawnie, gdyż nominacja Dudy winna otrzymać kontrasygnatę (drugi podpis) premiera rządu. Duda ma w Konstytucji – którą tak lubi łamać – zapis mówiący (art. 144, ust. 2 i ust. 3), na które to stanowiska może powoływać swoich ludzi i nie potrzebuje podpisu premiera. Nie ma wśród nich wymienionego przedstawiciele prezydenta w KNF. Każdy konstytucjonalista – nawet Julia Przyłębska – stwierdzi niekonstytucyjność nominacji Sokala.

Dlaczego zatem Duda nie udał się do premiera, a wówczas tę funkcję sprawowała Ewa Kopacz, aby uzyskać podpis? Za to prezydent nie pójdzie pod Trybunał Stanu, ale to kamyczek do jego skopanego ogródka pod TS.

I teraz mamy kłopot prawny. Czy decyzje i dokumenty podpisane przez Sokala są obowiązujące, czy należy je wycofać? W sferze bankowości może to pociągać za sobą nieobliczalne perturbacje. Polska w tym bardzo ważnym segmencie – ważnym dla inwestorów zagranicznych i lokalnych – jawi się jako państwo operetkowe.

Duda mógłby zaśpiewać strawestowaną arię Jontka (z „Halki”):

Szumią jodły na gór szczycie,

a umysł Dudy jest w niebycie”.

Koleś Dudy bezprawnie powołany do KNF

20 List

„Nie ma dnia czy nawet godziny, żeby ci dyletanci się nie skompromitowali” – tak podsumował jeden z internautów doniesienia rp.pl. o powołaniu przez Andrzeja Dudę Zdzisława Sokala do KNF bez wymaganej Konstytucją zgody premiera. Prawnicy, z którymi rozmawiali dziennikarze rp.pl, twierdzą, że w związku z tym, akt powołujący Sokala do KNF jest nieważny. Sokal podejrzewany jest o lobbowanie w KNF za doprowadzeniem do upadłości Getin Noble Banku i przejęcie go za „złotówkę”.

Sokal został przedstawicielem prezydenta w Komisji Nadzoru Finansowego we wrześniu 2015 r. – niedługo po zaprzysiężeniu Dudy. Na akcie jego powołania brakuje wymaganej przez Konstytucję kontrasygnaty premiera, a wtedy była nim jeszcze Ewa Kopacz. Art. 144 ust. 2 Konstytucji stanowi bowiem: „Akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem”.

Prawnicy, na których powołuje się rp.pl, uważają więc, że powołanie Sokala można uznać za nieważne. Zaznaczają, że Komisja Nadzoru Finansowego podlega premierowi, więc podpis premiera „ma tu fundamentalne znaczenie nawet w przypadku przedstawiciela głowy państwa”.

Co na to Kancelaria Prezydenta? – „Takie działanie nie jest konieczne ani praktykowane, gdyż odbierałoby to prezydentowi jego niezależność” – brzmiała odpowiedź dla „Rzeczpospolitej”.

>>>

Czy rząd PiS to rząd mafii?

14 List

„Gazeta Wyborcza” ujawniła nagranie z rozmowy szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim, w której padła – tak przynajmniej to na pierwszy rzut oka wygląda – propozycja złożenia okupu przez biznesmena w zamian za to, że Komisja nie będzie utrudniać procesu restrukturyzacji jego grupy bankowej: „Więc ja uważam, że jesteśmy w stanie ten bank wyprowadzić na prostą i pomóc po prostu zrealizować ten transfer panu” – mówi szef KNF.

Okup czy – jak kto woli – propozycja korupcyjna miałaby zostać złożona w formie zatrudnienia, za równowartość jednego procenta wartości banku (ok. 40 mln zł), wskazanego przez Chrzanowskiego człowieka. Skojarzenie z korupcyjną misją Lwa Rywina wobec koncernu Agora w zamian za uchwalenie korzystnej dla Agory ustawy narzuca się nieodparcie.

Nagranie trafiło właśnie do prokuratury. Z doniesieniem o podejrzeniu korupcji polegającej na „uzależnieniu wykonania czynności służbowej, tj. wsparcia i zatwierdzenia procesu restrukturyzacji Banku, w tym zapewnianie opieki ze strony KNF nad przebiegiem restrukturyzacji, od otrzymania przez radcę prawnego Grzegorza Kowalczyka wskazanej powyżej korzyści”.

W praworządnym państwie sprawę można by uznać za załatwioną, bo od badania, czy miało miejsce przestępstwo, jest właśnie prokuratura. Tyle że polska prokuratura jest teraz organem politycznym, podległym rządzącej ekipie. A ta z kolei jest stroną w sprawie. Tak jak była stroną np. w śledztwie o głosowanie „kolumnowe” w Sejmie w grudniu 2016 r. czy o brak publikacji przez premier Beatę Szydło wyroków Trybunału Konstytucyjnego. A więc prokuratura powinna się wyłączyć od tej sprawy – co, oczywiście, ani teoretycznie, ani praktycznie nie jest możliwe. To może być jedynie postulat na przyszłość – czyli, jak mówią prawnicy, de lege ferenda – żeby przywrócić niezależność polityczną prokuratury.

Oczywiście w interesie obecnej władzy może być, by prokuratura dopatrzyła się przestępstwa po stronie szefa KNF, by w ten sposób zamknąć temat i pokazać, że karzące ramię sięga także „swoich”.

Tyle że to nie załatwia sprawy. Jak w sprawie Rywina pozostaje kwestia, czy działał w imieniu „grupy trzymającej władzę”. Bo historia z bankiem Czarneckiego dzieje się w atmosferze głoszenia przez partię rządzącą postulatów „repolonizacji” banków, która de facto polega na przejmowaniu ich przez banki, nad którymi kontrolę ma skarb państwa. Zarysowany przy okazji Getin Noble Banku scenariusz wygląda tak, że z pomocą KNF zablokuje się decyzje restrukturyzacyjne i inne naprawcze, doprowadzając bank na skraj bankructwa – i wykupi za symboliczną kwotę.

Nawet gdyby rzecz nie wypełniała znamion przestępstwa nadużycia władzy, to i tak należy wyjaśnić, czy tak właśnie – przez ekonomiczne niszczenie prywatnych podmiotów – władza polityczna realizuje swoje pomysły gospodarcze.

Dlatego należy żądać powołania sejmowej komisji śledczej. Nie ma wielkiej nadziei, że przyjęłaby ona raport stwierdzający nadużycia władzy, gdyby takie w toku jej prac się ujawniły. Chodzi o samo ujawnienie okoliczności. Śledztwo okrywa tajemnica śledztwa, a funkcjonariusz rządu, jakim jest prokurator generalny, może informacje z niego ujawniać opinii publicznej, dowolnie je selekcjonując. I w ten sposób kształtować wiedzę opinii publicznej. Komisja śledcza może działać jawnie, a to, co się w trakcie jej prac okaże, każdy będzie mógł ocenić sam. Komisja to w dzisiejszej Polsce – obok dziennikarstwa śledczego, prywatnych pozwów oraz aktów oskarżenia do sądu rozpatrywanych na jawnych rozprawach – jedyny sposób społecznej kontroli nad działaniami władzy tam, gdzie w grę wchodzi podejrzenie łamania przez tę władzę prawa.

Jeśli wniosek o komisją śledczą się pojawi i zostanie przez PiS w głosowaniu odrzucony, będzie to oczywisty przed wyborami parlamentarnymi sygnał, że partia kontroli społecznej się boi. I że ma po temu powody.

Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, złożył dymisję z zajmowanej funkcji. To pokłosie publikacji wtorkowej „Gazety Wyborczej”. Leszek Czarnecki, właściciel Getin Banku i Idea Banku, twierdzi, że Chrzanowski podczas marcowego spotkania zaoferował mu przychylność „i życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji tych banków”. W zamian Czarnecki miałby zatrudnić w Getin Noble Banku wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika z pensją uzależnioną od wyników. Według gazety „Gazety Wyborczej”, która opisała sprawę, chodzi o ok. 40 mln zł. Komisja Nadzoru Finansowego odrzuciła te oskarżenia. W rozmowie nagranej przez Czarneckiego padają jednak ważne nazwiska. Kim są ci ludzie?

Czy zniknie ostatni prywatny polski bank?

Leszek Czarnecki

Rocznik 1962. Jeden z najbogatszych Polaków, jego majątek wyceniany jest dziś na 2,2 mld zł. Ma większościowe udziały w Getin Noble Bank, Geting Holding, MW Trade, Open Finance oraz Idea Bank. Jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej (Wydział Inżynierii Sanitarnej), ma doktorat obroniony na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, ukończył także Harvard Business School.

Karierę biznesową zaczynał w latach 80., zakładając firmę zajmującą się pracami podwodnymi (sam jest pasjonatem nurkowania, rekordzistą Polski i świata w tej dziedzinie). W 1991 r. założył Europejski Fundusz Leasingowy, pierwszą największą firmę tego typu w Polsce (sprzedał ją 10 lat później za 900 mln zł bankowi Crédit Agricole, po czym zaczęto porównywać go do mitycznego Midasa, który zamieniał w złoto wszystko, czego się dotknął). Działa w sektorze bankowym, ubezpieczeń, w biznesie leasingowym, pośrednictwie, nieruchomościach. Jest autorem kilku książek na temat biznesu.

W 2008 r. w obliczu kryzysu finansowego hiszpańska grupa La Caixia wycofała się z transakcji jego Getin Banku, która miała opiewać na 2 mld zł. „Nad imperium Czarneckiego słońce zaczęło zachodzić – pisała niedawno Joanna Solska. – Niedawny pupil rynków, zarażający inwestorów swoim entuzjazmem, bo wszystko, czego się dotknął, zamieniał w złoto, obecnie spotyka się raczej z nieufnością. Ci, którzy dzięki niemu dorobili się fortun, już go opuścili. Teraz przybywa przekonanych, że przez niego stracili. Klienci grożą pozwami zbiorowymi. Ogromne zaufanie, którym się cieszył, topnieje. A w świecie finansów jeśli zaczyna brakować zaufania, pieniądze również szybko się kończą”. Prywatnie jego żoną jest dziennikarka TVN Jolanta Pieńkowska. Na co dzień małżeństwo mieszka we Francji i na Florydzie.

Co dalej z Getinem?

Marek Chrzanowski

„Nie rozważam rezygnacji” – napisał w esemesie do dziennikarza RMF FM szef KNF. Szef Komisji Nadzoru Finansowego wraca natychmiast z Singapuru do Polski, by złożyć premierowi wyjaśnienia po wtorkowej publikacji „Gazety Wyborczej”. Chrzanowski ma 37 lat i pochodzi z Mielca. Jest specjalistą od polityki podatkowej i pieniężnej. Doktorat obronił w 2006 r. w Szkole Głównej Handlowej, a w 2017 r. habilitował się na tej samej uczelni.

Chrzanowski od ponad dwóch lat jest szefem KNF. Został powołany na to stanowisko – na pięcioletnią kadencję – przez premier Beatę Szydło 13 października 2016 r. Wcześniej przez kilka miesięcy (od stycznia do października 2016 r.) był członkiem Rady Polityki Pieniężnej, do której został powołany jako kandydat PiS.

Już dwa lata temu o Chrzanowskim zrobiło się głośno w związku z odwołaniem go z Rady Polityki Pieniężnej, czemu towarzyszyły dość nietypowe okoliczności. Najpierw, na początku września 2016 r., sam złożył rezygnację z zasiadania w Radzie, co tłumaczył względami osobistymi. Gdy senacka komisja miała się zająć jego wnioskiem o odwołanie, niespodziewanie wycofał swój wniosek. Stwierdził, że „przyczyny osobiste ustały”. Po paru dniach ponownie złożył rezygnację. Wcześniej tylko raz zdarzyło się, by ktoś dobrowolnie zrezygnował z zasiadania w Radzie (uczyniła to Zyta Gilowska, ale zmusiła ją do tego choroba).

W październiku 2015 r. Chrzanowski został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jest koordynatorem sekcji „Gospodarka, praca, przedsiębiorczość”. Od 2009 r. przez siedem lat kierował pracami Instytutu Gospodarki Narodowej. To stowarzyszenie zajmujące się prowadzeniem badań oraz propagowaniem strategii w życiu gospodarczym. Był też przewodniczącym Sekcji Biznesu Międzynarodowego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Wypowiadając się publicznie, deklarował się jako zwolennik planu Mateusza Morawieckiego, który opisywał jako „kompetentny, spójny i przejrzysty”. „Wydaje mi się – połączenie dialogu, zaufania z twardymi instrumentami, przedstawionymi przez pana premiera Morawieckiego – szansą na to, byśmy w przyszłości go wspominali jako osobę, która zmieniła polską politykę gospodarczą, tak jak Władysław Grabski” – mówił dwa lata temu podczas posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju. Podkreślał także, że dla działalności firm kluczowa jest stabilność otoczenia prawnego, a panująca wśród przedsiębiorców niepewność odnośnie do przyszłych warunków prowadzenia działalności gospodarczej przekłada się na ich decyzje inwestycyjne. Jednak raczej nie o taką stabilność prawną, którą proponował Leszkowi Czarneckiemu, powinno mu chodzić.

Zdzisław Sokal

Szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG). Z nagrania rozmowy Czarneckiego z Chrzanowskim wynika, że ten ostatni proponował temu pierwszemu m.in. usuniecie z KNF Zdzisława Sokala. Sokal jest przedstawicielem prezydenta w komisji. Jest też zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego przez państwo. „Między nami, to Zdzisław [Sokal] ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść, za złotówkę zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwot dwóch miliardów złotych. Czyli już ten bank, który to przejmie” – tłumaczył Chrzanowski Czarneckiemu. Obaj rozmówcy oceniają ten plan jako niezgodny z prawem. Sokal (rocznik 1958) jest absolwentem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Całe jego życie zawodowe związane jest z finansami: pracował w przedsiębiorstwie konsultingowym i w bankowości (m.in. w Kredyt Banku), kierował firmą brokerską.

W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński powołał go na stanowisko członka zarządu NBP. W 2015 r. został doradcą społecznym prezydenta Andrzeja Dudy i jego przedstawicielem w Komisji Nadzoru Finansowego. W lutym 2016 r. został członkiem zarządu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a kilka miesięcy później jego prezesem.

Grzegorz Kowalczyk

Marek Chrzanowski, przewodniczący KNF, w rozmowie z Leszkiem Czarneckim wskazał na Grzegorza Kowalczyka jako na osobę, którą szef Getin Noble Banku powinien zatrudnić przy obsłudze prawnej banku. „Starał się narzucić ustalenie dla Grzegorza Kowalczyka (…) prowizyjnego wynagradzania (…), a nawet wysokość jego wynagrodzenia, rażąco wygórowanej w odniesieniu do warunków rynkowych, gdyż 1 proc. skapitalizowanej wartości Getin Noble Bank SA to około 40 milionów złotych” – wynika z zawiadomienia do prokuratury, do którego dotarła „Gazeta Wyborcza”.

„On byłby na pewno wdzięczny. (…) Mógłby się zająć jedną sprawą od początku do końca, innych spraw – że tak powiem – nie brać w tym czasie (…). Wiem, że ten proces restrukturyzacji jest procesem, powiedzmy, skomplikowanym, tak? Nie wiadomo, jak za kilka lat będzie wyglądała sytuacja w banku, tak? No bo są pewnego rodzaju ryzyka, więc ja tak np. u siebie ludzi wynagradzałem w firmie, że też wynagradzałem ich zadaniowo” – tak mówił o Kowalczyku szef KNF.

Grzegorz Kowalczyk prowadzi kancelarię prawną w Częstochowie. W lutym 2017 r. – ku zdziwieniu środowiska biznesowego – został członkiem rady nadzorczej Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Rekomendował go państwowy bank PKO BP. Po czterech miesiącach jego kariera w WGPW się skończyła.

W latach 2008–12 zasiadał w radzie nadzorczej Zakładów Wyrobów Cukierniczych „Miś” w Obornikach Śląskich. Zakłady te do niedawna należały do Grupy Delic-Pol, należącej z kolei do częstochowskiej rodziny Czuprynów: Zbigniewa Czupryny, Andrzeja Czupryny, Marka Czupryny i Stanisława Czupryny. Kowalczyk się z nimi przyjaźnił, a ich córka Joanna jest żoną Chrzanowskiego. Kowalczyk i szef KNF mieli się poznać cztery–pięć lat temu.

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Grzegorz Kowalczyk zaprzeczył, że prosił Marka Chrzanowskiego o wstawiennictwo w załatwieniu jakiejkolwiek posady. Prezes KNF miał to zrobić za jego plecami.

Filip Świtała

Były wiceprzewodniczący KNF, który został powołany na to stanowisko w lutym 2017 r. Odpowiadał za nadzór nad pionem bankowym. W KNF pracował od 2011 r. w Departamencie Bankowości Komercyjnej i Specjalistycznej oraz Instytucji Płatniczych Komisji Nadzoru Finansowego. W materiale „Gazety Wyborczej” Świtała występuje jako osoba, którą w Idea Banku chciał zatrudnić Leszek Czarnecki.

Rzecznik KNF Jacek Barszczewski twierdzi, że podczas spotkań z Czarneckim Chrzanowski „został poinformowany o woli zatrudnienia w Idea Banku byłego zastępcy Przewodniczącego KNF p. Filipa Świtały w roli osoby odpowiedzialnej ze kwestie restrukturyzacji banku i funkcjonowania audytu”. Szef KNF miał kilka razy zanegować kandydaturę Świtały „z oczywistych powodów związanych z potencjalnym konfliktem interesów”.

Leszek Czarnecki potwierdził „GW”, że latem 2017 r. rozmawiał z szefem KNF o zatrudnieniu Świtały w Idea Banku na stanowisku szefa audytu, ale od lata 2017 r. „temat zatrudnienia Świtały nie wrócił i nie był poruszany w czasie rozmowy 28 marca br.”.

Rozmowa prezesa Getinu z szefem Komisji Nadzoru Finansowego może spowodować polityczne trzęsienie ziemi – przede wszystkim za sprawą polecenia przez Marka Chrzanowskiego usług adwokata Grzegorza Kowalczyka za cenę, bagatela, 40 mln zł. Ma to oczywiście związek z bardzo trudną sytuacją bankowej grupy Czarneckiego, która walczy dziś o przetrwanie. A skoro walczy, to potrzebuje sojuszników, w tym kogoś tak ważnego jak przewodniczący KNF. Tym bardziej że – jak dowiadujemy się z długiej rozmowy – są tacy, którzy mają zupełnie inny pomysł na przyszłość Getinu.

Czy zniknie ostatni prywatny polski bank?

Ten „dobry” i ten „zły”

Właśnie ten wątek powinien zostać szczególnie dokładnie zbadany, bo budzi poważne kontrowersje. A jego możliwe konsekwencje mogą być dla nas wszystkich daleko poważniejsze niż sama „rekomendacja usług prawniczych”, która jest oczywiście niebywałym skandalem i nigdy nie powinna paść z ust osoby pełniącej tak ważną funkcję. Marek Chrzanowski wielokrotnie wymienia w rozmowie Zdzisława Sokala, członka KNF reprezentującego prezydenta, a równocześnie człowieka będącego przewodniczącym Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. O ile Chrzanowski jest tym „dobrym”, który chce pomóc Czarneckiemu, to już Sokal ma być „złym”, bo podobno prze w kierunku upadłości Getinu, a następnie jego przejęcia przez państwo za złotówkę.

W tym scenariuszu Getin trafiłby zapewne do jednego z banków kontrolowanych przez PiS, np. do Pekao SA, który uzyskałby na tę transakcję wsparcie ze strony BFG, zarządzanego właśnie przez Zdzisława Sokala. Wiemy, że partia rządząca od dawna postuluje polonizację sektora bankowego, która w jej wykonaniu zamieniła się w nacjonalizację. Skarb państwa kontroluje dziś nie tylko PKO BP, ale też „odzyskany” od Włochów Pekao SA czy „uzyskany” (bo polski kapitałowo nigdy nie był) Alior Bank. Trudno jednak przejęcie Getinu nazywać polonizacją, skoro to akurat bank już teraz jak najbardziej polski – mający polskiego właściciela, zarządzany w Polsce i będący jedynym dużym, prywatnym, polskim kapitałowo podmiotem na naszym rynku finansowym. Do tego próbującym ekspansji zagranicznej, choć z dość marnymi skutkami.

Banki w tarapatach

Prawdą jest, że Getin, a także drugi mniejszy bank należący do Leszka Czarneckiego, Idea, znajdują się w poważnych tarapatach. Sam Getin miał w ubiegłym roku stratę sięgającą prawie 600 mln zł, fatalne wyniki opublikowała również Idea. Oba banki realizują programy naprawcze, a niedawno Czarnecki ogłosił, że je ze sobą połączy. W ten sposób łatwiej ma im być przetrwać nawałnicę. Na warszawskiej giełdzie Getin Noble i Getin Holding należą do spółek groszowych, czyli takich, których akcja kosztuje mniej niż złotówkę. Jakby mało było problemów, Idea Bank ucierpiał mocno przy okazji ostatniej afery Get Backu, bo chętnie sprzedawał feralne obligacje.

Wsparcie Komisji Nadzoru Finansowego w takim trudnym momencie jest dla Czarneckiego bardzo ważne. Marek Chrzanowski powinien być jego sojusznikiem niezależnie od wszystkich okoliczności. A polskie państwo musi zrobić wszystko, aby pomóc polskiemu biznesmenowi, nawet jeśli rządzącym obecnie politykom nie po drodze z nim ideologicznie. Nie jest bowiem w interesie konsumentów, aby zniknęła kolejna ważna instytucja finansowa, połknięta przez jednego z gigantów. Upadłość tak dużego, znanego i ważnego banku, nawet kontrolowana, mogłaby spowodować zupełnie niekontrolowaną panikę, a na pewno naruszyłaby zaufanie wielu Polaków do banków. Poza tym co najmniej niebezpieczne dla stabilności sektora wydaje się dalsze wzmacnianie podmiotów kontrolowanych przez państwo. I to niezależnie od tego, kto jest w danym momencie u władzy.

„Wyborcza”: Leszek Czarnecki oskarża KNF o próbę korupcji

Zdzisław Sokal, doradca prezydenta Dudy i prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, miał „lobbować w Komisji Nadzoru Finansowego na rzecz doprowadzenia do upadłości Getin Noble Banku i odkupienia go za symboliczną kwotę”.

Tak wynika z kolejnego zawiadomienia do prokuratury, które złożył Roman Giertych, pełnomocnik właściciela tego banku Leszka Czarneckiego. Na nagranej przez Czarneckiego rozmowie pada zresztą z ust Chrzanowskiego, że Zdzisław Sokal „ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść”.

Roman Giertych, który był gościem TVN 24, publicznie zadał pytanie prezesowi NBP Adamowi Glapińskiemu: „Czy prawdą jest, że na spotkaniu z Leszkiem Czarneckim powiedział pan: sprawę pana Sokala rozwiążemy we własnym zakresie, albowiem jest to nasz wewnątrzpartyjny problem”. Glapiński to bardzo bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, razem z nim tworzył Porozumienie Centrum.

„Zabrzmiało to tak, jakby ów Sokal był gościem z partyjną misją doprowadzania prywatnych banków do upadku i ich renacjonalizacji za złotówkę. Jeśli tak by było, to nie mogłoby to być zdecydowane inaczej, jak osobistą decyzją JK” – skomentował na Twitterze Waldemar Kuczyński. A inny internauta skomentował: – „No i teraz pan prezes ma zagryzkę, czy Czarnecki ma to na taśmie czy można iść w zaparte ze ściemnianiem. Komuś dziś ciśnienie mocno skoczy”.

Jak się okazuje – miał rację.

Mateusz Morawiecki zwołał właśnie pilne spotkanie z prokuratorem generalnym Zbigniewiem Ziobrą, koordynatorem ds. służb specjalnych Mariuszem Kamińskim oraz szefami służb.

Prawnik Grzegorz Kowalczyk, który miał zostać zatrudniony w Getin Banku, twierdzi, że nie wiedział o rozmowach na jego temat prowadzonych przez szefa KNF Marka Chrzanowskiego z Leszkiem Czarneckim. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” przyznał, że od kilku lat utrzymuje z rodziną Chrzanowskich „stosunki osobiste”. – „Znam małżonkę pana Chrzanowskiego, to jest córka moich przyjaciół” – powiedział. Utrzymuje, że nie szukał zajęcia w Warszawie, bo prowadzi kancelarię w Częstochowie.

Przyznał, że nie zna się na restrukturyzacji banków, ale na samej bankowości chyba jednak tak, skoro – jak ustaliła „GW” Kowalczyk zasiada w radzie nadzorczej Plus Banku.

Należy on do Zygmunta Solorza-Żaka, właściciela m.in. Polsatu. Na pytanie Agnieszki Kublik: – „Dlaczego prawnicy Solorza zwrócili się akurat do pana? Kto pana im rekomendował?”, Kowalczyk odparł: – „Ja myślę, że na tym skończymy tę rozmowę”.

„To interesujące raczej, że prawnik, który miał znaleźć zatrudnienie w Getinie, dostał je w innym prywatnym banku, którego właściciel czeka na pozytywne rozstrzygnięcie różnych decyzji organów państwowych. Państwo mafijne PiS ;)”;

„Czyżby dlatego Polsat zrobił się ostatnio przybudówką TVPIS?”; – „Podsumujmy. Solorz dostaje zgodę na przejęcie Netii. Prawnik od szefa KNF pracuje w Banku Solorza. Morawiecki zapowiada zgodę na kopalnię odkrywkową Ościsłowo, którą Solorzowi rok temu zablokowali. Ale oczywiście to wszystko przypadki” – komentowali internauci na Twitterze.

Więcej o tej największej aferze korupcyjnej >>>

Waldemar Mystkowski pisze o przyspieszonych wyborach, które szykuje Jarosław Kaczyński (fragment).

PiS Polską raczej się nie martwi. Oni martwią się o władzę, o koryto, a scenariusz kampanijny nie jest dla nich korzystny. Mogą więc zechcieć zawrócić bieg wydarzeń. Najpierw jednak zmierzą się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE, który w najbliższy piątek wysłucha stron w sprawie decyzji dotyczącej zawieszenia stosowania przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym.

(…)

Na agendę wchodzi – na razie jako tajemnica poliszynela – temat przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które mają swoją kolej po wyborach do europarlamentu, ale przecież nie muszą. Mogą być już wiosną 2019 roku, gdy Komisja Europejska za sprawą wyroku TSUE jeszcze nie wdroży sankcji.

Już raz Kaczyński na przyspieszeniu wyborów przewiózł się w 2007 roku. Dzisiaj jednak jeszcze Tuska w Polsce nie ma, 2,5 letnia kadencja w Brukseli kończy mu się na jesieni 2019 roku.

Tusk ma świadomość, że Kaczyński coś szykuje, dlatego usłyszeliśmy w Łodzi podczas Igrzysk Wolności tak zdecydowane jego słowa o sytuacji w Polsce i demonstracyjną solidarność z Grzegorzem Schetyną w sprawie jednoczenia opozycji. Ciągle do odwrócenia jest fatalna sytuacja Polski na zewnątrz, której losy się ważą, czy pozostanie liczącym się graczem na Zachodzie, czy zostanie wepchnięta przez PiS w łapy Kremla.

Wzdęcie Ziobry ws. KNF

13 List

– Postępowanie, można powiedzieć, jest już prowadzone w Delegaturze Śląskiej Prokuratury Krajowej będzie prowadzone bardzo intensywnie, z determinacją. Nie będziemy patrzeć na legitymacje partyjne, na wpływy, pozycje bądź wielkie pieniądze osób, które są zainteresowane przedmiotem zainteresowań tych śledztw – mówił Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej.

– Wydałem polecenia prowadzenia bardzo intensywnego śledztwa i będę je osobiście nadzorował, domagając się by ono przyniosło odpowiedź na pytanie, co do popełnionych przestępstw – dodał Ziobro.

Więcej >>>