Tag Archives: wotum nieufności dla rządu Morawieckiego

Wotum nieufności dla Morawieckiego pokazało jak marną władzą jest PiS, realizują tylko Koryto+

15 Gru

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na temat podatków. Według szacunków sporządzonych przez pana własnych ekspertów z podwyżek podatków i nowych podatków, które wprowadziliście, wydrenujecie z kieszeni Polaków o ponad 20 mld więcej, niż oddacie im w obniżkach, którymi tak się chwalicie – wyliczał.

Schetyna wypomniał, że pod względem łatwości prowadzenia biznesu Polska zamiast piąć się w górę spadła z 24 na 33 miejsce, a zakres wolności gospodarczej spadł poniżej unijnej średniej. – Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił lider PO.

Mówił też o sądach. Przypomniał obietnice PiS-u jeszcze z kampanii. – W środę usłyszeliśmy nowe obietnice premiera, a jutro usłyszymy kolejne na konwencji PiS – mówił Grzegorz Schetyna.

PiS dąży do Polexitu

Zdaniem przewodniczego PO rząd dąży do Polexitu, a polska dyplomacja jest nieudolna. – Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest oficjalnym kwestionowaniem naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej – mówił Schetyna. – Oszukujecie nas, że chcecie Polski w UE, ale systematycznie realizujecie pełzający Polexit – dodał i wytknął wszczęcie wobec Polski procedury art. 7 przez KE. – Odebraliście Polakom szacunek, jakim cieszyli się za granicą – mówił.

Lider PO pytał też, dlaczego – skoro mamy taką doskonałą sytuację gospodarczą – rząd nie daje podwyżek w sektorze budżetowym. – Skoro jest tak dobrze w budżetówce, to czemu jej pracownicy nie otrzymują podwyżek? Dlaczego nie chcecie dać podwyżek nauczycielom, policjantom, pracownikom sądów? – mówił.

Układ PiS

Schetyna przypomniał też premierowi aferę KNF. – Próbowaliście wmówić Polakom, że wszyscy oprócz was są złodziejami, a okazuje się, że to wy jesteście patronami afer. Po to zawłaszczaliście służby i prokuraturę? By chronić układ? – pytał retorycznie przewodniczący PO i dodał: – Mijają 3 lata waszych rządów. Gdzie wasze śledztwo smoleńskie? Gdzie jest wrak? Nawet już sami o tym nie mówicie.

Konstruktywny plan opozycji

W drugiej części Grzegorz Schetyna przedstawił projekt PO, który zostanie wdrożony, gdy opozycja wygra wybory. -Po pierwsze, zatrzymamy pełzający Polexit, ale to za mało, wprowadzimy Polskę znowu do twardego jądra Europy, tam gdzie nasze miejsce – mówił.

Przypomniał, że za czasów rządów PO-PSL Polska była liderem w pozyskiwaniu funduszy unijnych. – Odzyskamy fundusze, a nawet pozyskamy ich więcej – zapewniał.

Po drugie, edukacja. – Posprzątamy PiS-owski bałagan, wprowadzimy elementarny ład. Przywrócimy prawdziwą historię i kanon lektur – mówił. Obiecał też podwyżki nauczycielom.

Jedyny resort, o którym wspomniał w swoim przemówieniu Schetyna, to Ministerstwo Obrony Narodowej. – Polska będzie miała prawdziwego ministra obrony, który nie będzie żartem, jak ten i poprzedni – przekonywał.

Akt Odnowy Rzeczypospolitej

Przewodniczący PO zapowiedział pakiet ustaw naprawczych, które przywrócą w Polsce praworządność. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – tłumaczył.

Schetyna podał też konkretne rozwiązania, które wprowadzi Platforma, gdy stworzy rząd. Będą to: wsparcie w wysokości 500 zł miesięcznie dla osób zarabiających najniższą krajową, do 30 proc. spaść mają wszelkie obciążenia podatkowe.

– Skarżył się pan, że opozycja nie przedstawia konstruktywnych propozycji. Skoro nie macie własnych pomysłów, wystarczy że zaczniecie przyjmować nasze projekty zamiast je hurtem odrzucać –  mówił Schetyna. I wyliczał dalej: – Stawkę VAT na żywność obniżymy do 5 proc., to złagodzi problem drogiej żywności. Złożyliśmy projekt obniżenia akcyzy na prąd. Nie chcecie ustąpić, nie macie własnych pomysłów, weźcie nasze, to pomoże Polakom.

Na koniec swojego wystąpienia przewodniczący Platformy obiecał. – Rozliczymy was. Rozliczymy z każdej złotówki, z każdego przestępstwa i niegodziwości. Nie upiecze się żadnemu z was. Ale na razie wnoszę o podanie się do dymisji premiera Morawieckiego. Gdyby miał cień honoru, zrobiłby to od razu – konkludował Grzegorz Schetyna.

PiS broni, Kukiz się wstrzymuje

Po wystąpieniu Grzegorza Schetyny przyszedł czas na 5-minutowe oświadczenia klubów.

Jako pierwszy na mównicę wyszedł Marcin Horała z PiS, który bronił rządu i atakował PO. – Czy chcemy, żeby miejsce osób, na których ciążą poważne zarzuty korupcyjne, było w areszcie, przed prokuratorem, czy we władzach partii, tak jak to jest w PO? – pytał i chwalił premiera za doskonałą politykę.

– Ten rząd to jedna wielka piramida finansowa. PiS z gromadą krewnych i pociotków wyciągnie z niej zyski i zostawi na lodzie – mówiła Ewa Kopacz.

Wyliczała błędy rządu: kolejki do szpitali, kłamstwa, podwyżki. – Niech pan zapyta Polaków, ile kosztowały ich święta. Ta fala podwyżek, która zalewa Polskę, już za chwilę uzmysłowi każdemu, kto wybierze się na zakupy, że wasza troska o ich los to tylko kampanijny slogan – mówi Ewa Kopacz.

– Z tego popiołu, który po sobie pozostawicie, jak Feniks z popiołów odrodzi się Polska, nowa, przyjazna, sprawiedliwa, prawdziwie zjednoczona. Nowa, lepsza Polska zwycięży! – konkludował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Głosowanie

Po zakończeniu wystąpień przedstawicieli klubów i kół poselskich głos zabrał premier, który podobnie jak w środowym wystąpieniu nad wotum zaufania, chwalił rząd i krytykował opozycję. – Wyższe wynagrodzenia, wyższe płace to jest program PiS i ten program zrealizujemy – grzmiał z mównicy.

Po wystąpieniu premiera marszałek Ryszard Terlecki ogłosił przerwę. O 22.45 na sali zjawił się Jarosław Kaczyński. Wtedy rząd w głosowaniu odrzucił wniosek o konstruktywne wotum nieufności złożony przez opozycje większością 233 głosów – za wnioskiem głosowało 163 posłów, wstrzymało się 20.

– Niespodzianek nie było. Głosowało 416 posłów. Za odwołaniem było 163, przeciw 233, wstrzymało się 20.

– W swym przemówieniu premier zapowiedział dalszą reformę wymiaru sprawiedliwości.

– Opozycja punktowała rzad za aferę KNF, chaos polityki zagranicznej, łamanie wyborczych obietnic.

– PiS i premier atakowali opozycję za to, że nie ma programu.

– Obie strony przypisywały konkurentom kłamstwa i inwektywy.

.– Znakiem Waszych rządów jest Kłamstwo manipulcja obłuda i nepotyzm

Co obiecał Schetyna?

Schetyna podczas wystąpienia zapewnił, że kiedy PO dojdzie do władzy to przebuduje system podatkowy tak, by podatki oraz składki na ZUS i NFZ nie przekroczyły łącznie 35 proc. zarobków Polaków. „Po drugie każdy, kto pracuje i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej, otrzyma dodatkowe wsparcie, w przypadku osób zarabiających minimalne wynagrodzenie ta pomoc wyniesie 500 złotych miesięcznie, do kieszeni ciężko pracujących obywateli trafi blisko 300 miliardów złotych, o 1/3 więcej, niż z programu 500 plus – mówił Schetyna.

Zdaniem lidera PO, jego ugrupowanie w każdym obszarze państwa, w każdym elemencie życia Polaków, ma plany naprawy i rozwoju. – Gotowi jesteśmy, aby z pokorą wziąć się do ciężkiej pracy dla Polski, bo wierzymy, że Polska ma przyszłość – podkreślił Schetyna.

– Oprócz tego wszystkiego co zrobimy dla Polski, dla Polek i Polaków rozliczymy was, rozliczymy PiS z każdej złotówki, z każdego przestępstwa, z każdej niegodziwości. Nie upiecze się każdemu z was, ale na razie wnoszę o dymisje prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, gdyby miał cień honoru podałby się do dymisji od razu – oświadczył lider PO.

Mateusz Morawiecki. Polityczny kameleon

PiS realizuje pełzający Polexit

We wcześniejszej częsci przemówienia lider PO twierdził, że rzad systematycznie realizuje pełzający Polexit. Przypomniał, że Polska jako pierwszy kraj w historii Unii Europejskiej objęta została procedurą z art. 7. Europejski Trybunał Sprawiedliwości musi dziś zajmować się naruszaniem przez was unijnym traktatów i to w sprawach o fundamentalnym znaczeniu. Najlepszym dowodem waszych prawdziwych intencji w tej kwestii jest zaskarżenie przez (ministra sprawiedliwości) Zbigniewa Ziobro unijnych traktów do Trybunału Konstytucyjnego” – dodał. „Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest kwestionowaniem naszego członkostwa w Unii Europejskiej – podkreślił z sejmowej trybuny.

Po czym ostro zaatakował dyplomatyczne działania PiS. – Trudno nawet powiedzieć, że wasza polityka zagraniczna jest nieudolna, chaotyczna czy szkodliwa, czy pozbawiona wizji, ponieważ trudno ocenić coś, czego po prostu nie ma. Polityka zagraniczna nie istnieje” – mówił. Dodał, że rząd PiS zastąpił politykę zagraniczną „knuciem”. MSZ sprowadziliście do roli partyjnej przybudówki – mówił.

Czego PiS nie zrealizował

Szef PO zarzucił rządowi, że nie potrafi realizować swoich sztandarowych projektów. W tym kontekście wymienił m.in. Mieszkanie Plus czy modernizację armii. „Zanim zaczniemy słuchać nowych fantazji, to chcielibyśmy przy okazji posłuchać, co ma pan do powiedzenia w sprawie polskich samochodów elektrycznych, jak wygląda ten pański program” – mówił Schetyna.

Musi pan zamilknąć i odejść

Do ostrej krytyki rządu przyłaczył się też lider PSL. Przez ostatni rok potykał się pan o prawdę, szedł dalej jakby nic się nie stało i cały czas kłamał; dzisiaj Polacy nie oczekują od pana mówienia prawdy, tylko milczenia. Musi pan zamilknąć i odejść – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz zwracając się do premiera Morawieckiego.

Według niego gorsze od kłamstw premiera są dla Polaków niespełnione obietnice. Mówiąc o służbie zdrowia Kosiniak-Kamysz podkreślił, że są olbrzymie kolejki do specjalistów. – Do endokrynologa 23 miesiące, do ortodonty 11, do immunologa 9 miesięcy. Co z dentobusami? Gdzie jeżdżą po Polsce? Ze świecą szukać – wyliczał lider PSL.

Mówiąc o rolnictwie Kosiniak-Kamysz podkreślił, że 1/4 gospodarstw jest zlikwidowana. – Ponad 200 ognisk ASF u świń, ponad 3 tys. u dzików. Co z podwojonymi dopłatami? Gdzie są sprawy związane z odszkodowaniami za szkody łowieckie, co z wypłatami za suszę, co z narodowym holdingiem? Nie ma, jest narodowy holding, ale dla Chińczyków, a nie dla Polaków – punktował lider PSL.

PiS o trabancie i ferrari

W imieniu klubu parlamentarnego PiS premiera bronił poseł Marcin Horała. Obrona polegała głownie na atakowaniu PO, sugerując kryminalne powiązania jej polityków. ( I nic to, że postawione prez kontrolowanych przez Zbigniewa Ziobrę śledczych, i takie którymi nie zajmowały się sądy). – Spójrzmy na gabinet cieni, przyszły gabinet niedoszłego premiera Schetyny. Tam jest pan Stanisław Gawłowski jako szef Komitetu Stałego (Rady Ministrów); tam jest pan Sławomir Neumann; to osoby, na których ciążą poważne zarzuty prokuratorskie. Przecież gdyby ten rząd powstał, to jego posiedzenia musiałyby odbywać się w izbie wizyt zakładu karnego – ironizował Horała.

Polityk PiS mówił też, że o polityce PO świadczą podwyżki różnych opłat, do jakich dochodzi w miastach rządzonych przez polityków PO. Przekonywał, że np. w Łodzi rosną opłaty za śmieci, za bilety i parkowanie. – To jest jedyny prawdziwy program PO, który realizuje zawsze i wszędzie, kiedy dorwie się do władzy: podwyższać ludziom podatki, podwyższać opłaty, zabierać ulgi i świadczenia. Jakoś trzeba zebrać miliardy, by je potem wypłacać mafiom reprywatyzacyjnej czy VAT-owskiej. PiS zabiera mafiom i wypłaca ludziom, a PO odwrotnie: zabiera Polakom, by wypłacać mafiom – reprywatyzacyjnej i VAT-owskiej – mówił Horała.

Morawiecki: Będziemy dalej reformować wymiar sprawiedliwości

Premier jako ostatni zabrał głos podczas debaty sejmowej nad wotum nieufności wobec jego gabinetu. Opozycji zarzucił, ze potrafi jedynie rzucać inwektywami i kłamstwami. Dodał, że opozycja jest niewiarygodna. Morawiecki podziękował też za wotum zaufania, którego Sejm udzielił jego rządowi w środę. – Jest to dla mnie bardzo ważny, budujący mandat na to, żeby dalej reformować Polskę (…). To jest też rękojmia tego, że nasze reformy, nasze zmiany będą kontynuowane- powiedział premier. Dodał, ze wśród owych reform są dalsze zmiany w systemie sprawiedliwości. – Jestem dumny z tego, że potrafiliśmy odbudować elementarną sprawczość, sprawność instytucji państwa, które wcześniej, w waszych czasach, nie działały – powiedział do posłów opozycji Morawiecki. – Wspólnym mianownikiem naszych wszystkich działań jest wiarygodność; obiecaliśmy niższy wiek emerytalny i program 500 plus – dotrzymaliśmy słowa; podobnie dotrzymujemy słowa w naszych innych działaniach – dodał.

Skąd to wotum nieufności

PO złożyła swój wniosek w Sejmie pod koniec listopada, Wówczas był on m.in. reakcją na przegrany przez premiera Morawieckiego proces w trybie wyborczym, który wytoczyła mu PO (chodziło o inwestycje infrastrukturalne w czasach rządów PO-PSL). Jednak w ostatnich dniach w jego uzasadnieniu nawiązano też do „afery KNF”. „To jest największa afera ostatnich lat, to afera PiS-u; afera, która pokazywała w jaki sposób można doprowadzać do upadku bank” – podkreślał Schetyna.

Zgodnie z konstytucją Sejm wyraża Radzie Ministrów wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów (co najmniej 231) na wniosek zgłoszony przez co najmniej 46 posłów i wskazujący imiennie kandydata na premiera. PiS ma w sejmie ponad 237 posłów. Kilka dni temu ich głosy sprawiłym, że Sejm udzielił premierowi wotum zafania.

Wystąpienie Kaczyńskiego sugeruje, że w PiS jest naprawdę źle

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach – pisze wicenaczelna OKO.press Bianka Mikołajewska

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością. 

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację w Kasach i faktycznie uchronili setki tysięcy ludzi przed stratą oszczędności.

Więcej na ten temat >>>

„Starzy” sędziowie Trybunału Konstytucyjnego – Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka, Stanisław Rymar, Piotr Tuleja, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i Marek Zubik, a także wybrany przez PiS Piotr Pszczółkowski – upublicznili swoje uwagi na temat manipulowania składami sądzącymi w TK. Uwagi te złożyli na ręce pełniącej funkcję prezesa Julii Przyłębskiej, by dołączyła je do rocznego sprawozdania z działalności tej instytucji. Przyłębska odmówiła. Mimo że manipulowanie składami to fakt, a jako pierwszy ujawnił go w maju tego roku p.o. wiceprezesa dubler sędziego Mariusz Muszyński. Zrobił to z własnej woli, niepytany, w zdaniu odrębnym do postanowienia TK – co samo w sobie było kuriozum. W czerwcu „starzy” sędziowie TK i Piotr Pszczółkowski też napisali w sprawie manipulowania składami do Julii Przyłębskiej i upublicznili ten list.

Julia Przyłębska: wszystko zgodnie z przepisami

W dniu gdy media podały informację o drugim liście, Julia Przyłębska wystąpiła jako gość wieczornych „Wiadomości” TVP. Zapewniła, że „wszystko dzieje się zgodnie z obowiązującymi przepisami”, bo ona – jako prezes – ma prawo wyznaczać składy i może się przy tym kierować nie tylko kolejnością alfabetyczną, ale też innymi względami. Zaatakowała byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, że zamiast pełnych składów wyznaczał składy pięcioosobowe. Nie dodała, że robił tak, gdy chodziło o osądzenie kolejnych pisowskich ustaw o TK, i że brakowało sędziów do pełnego składu, bo dublerzy nie byli dopuszczeni do orzekania, a niektóre ustawy dotyczyły nowych sędziów od PiS. To, że w tej wyjątkowej sytuacji prezes TK miał prawo tak zrobić, potwierdziła w kwietniu 2016 r. w swoim raporcie Komisja Wenecka.

Zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji

Z kolei Mariusz Muszyński tłumaczył w maju, że składy są zmieniane, by sprawy toczyły się sprawniej. I że robi się to wtedy, gdy sędziowie nie mogą się porozumieć co do wyroku. Tymczasem zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji. Art. 45. gwarantuje prawo do rozpatrzenia sprawy przez „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Sytuacje, w których skład można zmienić, muszą być ściśle opisane. W ustawie o trybie działania TK w art. 38 jest zaś napisane: „Sędziów Trybunału do składu orzekającego, w tym przewodniczącego składu i sędziego sprawozdawcę, wyznacza Prezes Trybunału według kolejności alfabetycznej, uwzględniając przy tym rodzaje, liczbę oraz kolejność wpływu spraw do Trybunału. Prezes Trybunału w uzasadnionych przypadkach, zwłaszcza ze względu na przedmiot rozpoznawanej sprawy, może wyznaczyć sędziego sprawozdawcę, odstępując od kryteriów wymienionych [wyżej]”.

Orzekanie „sprawniejsze”, czyli zgodne z wolą prezesa

A więc nie ma mowy o zmianie składów dla sprawności orzekania. Sam pomysł, że aby orzekać sprawniej, należy dobrać skład, który się ze sobą zgodzi, jest sprzeczny nie tylko z zasadą „właściwego”, ale też bezstronnego i niezależnego sądu. I sędziowskiej niezawisłości. By go zrealizować, prezes musiałby zapytać sędziów, jakie mają zdanie, i dobrać tych, którzy mają podobne.

Przez poprzednie 30 lat działania Trybunału Konstytucyjnego, gdy sędziowie nie mogli się porozumieć co do wyroku, sprawę – na wniosek składu sądzącego – prezes kierował na poszerzony skład i wyznaczał drugiego sprawozdawcę, tak aby oba stanowiska były reprezentowane. Sprawę osądzano, a o wyroku decydowało głosowanie. Teraz, jak pośrednio przyznał Mariusz Muszyński, o wyroku decyduje wola prezesa, który dobiera sędziów o odpowiednich poglądach.

Jaka jest skala „dobierania” składów?

Jaka jest skala manipulacji – nie wiadomo, bo Trybunał odmawia podania danych o tym, ile razy składy zmieniano. Na moje pytanie w tej sprawie zadane w maju Biuro Prasowe TK stwierdziło, że żądam „informacji przetworzonej”, a to znaczy, że muszę udowodnić, że udzielenie mi odpowiedzi jest „szczególnie istotne dla interesu publicznego”. Odpowiedziałam: „Kwestia poszerzającej interpretacji prawa tam, gdzie chodzi o konstytucyjne prawo do bezstronnego sądu, jest »szczególnie istotna dla interesu publicznego«. Taka poszerzająca interpretacja narusza gwarancję bezstronnego sądu. Dlatego w interesie publicznym jest poznanie skali tego zjawiska i publiczna dyskusja nad nim”. Biuro odpisało, że go nie przekonałam.

To, że składy są dobierane, widać gołym okiem. Na przykład za trzy tygodnie wniosek nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która zakwestionowała konstytucyjność trybu jej powołania, rozpatrzy skład pięcioosobowy, gdzie większość stanowią sędziowie, którzy już w zeszłym roku orzekli, że sędziów do KRS mogą wybierać posłowie.

Ważne dla PiS sprawy sądzą sędziowie z partyjnym namaszczeniem

Wszystkie ważne dla PiS sprawy sądzą składy z przewagą lub złożone wyłącznie z sędziów wybranych przez PiS. Do przykładów należą: zeszłoroczny wyrok w sprawie KRS, sprawa dotycząca granic prezydenckiej łaski (w tle ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym skazaniem), sprawa trybu wyboru pierwszego prezesa SN, która otworzyła drogę do usunięcia z urzędu Małgorzaty Gersdorf (PiS koniec końców się na to nie zdecydował, bo musiałby uznać też nielegalność powołania poprzednich pierwszych prezesów), czy konstytucyjności „zgromadzeń cyklicznych” uchwalonych dla uniemożliwienia protestów przeciw miesięcznicom smoleńskim. Zmiany dokonywane są też w sprawach niepolitycznych: czterokrotnie zmieniano skład sądzący w sprawie pytania prawnego o tzw. służebność gruntową, pięciokrotnie w sprawie odszkodowania za szkody łowieckie.

Wiadomo też – nieoficjalnie – że każdy wyznaczony alfabetycznie skład trafia na biurko Julii Przyłębskiej, która go zmienia lub nie. Jeśli zmieni – ta zmiana w ogóle nie jest odnotowywana, bo zmieniony skład liczy się jako pierwotny.

Sędziowie odsuwani od orzekania

W liście z 5 grudnia siódemka sędziów wymienia 19 sygnatur spraw, w których usunięto ich ze składu. Piszą o zjawisku odsuwania ich od orzekania: „O tym, że naruszona została zasada alfabetycznego przydziału spraw, świadczy rażąca dysproporcja, jeśli chodzi o ilość rozpatrywanych spraw przez poszczególnych sędziów”. Wykazują, że sędziowie Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka i Piotr Tuleja orzekali tylko raz, sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz dwa razy, a sędziowie Piotr Pszczółkowski, Stanisław Rymar i Marek Zubik nie dostali ani jednej sprawy. Natomiast sędziowie mianowani przez PiS są w składach po sześć do 12 razy.

Sędziowie pokazują, że dysproporcje są szczególnie rażące w sprawach z sygnaturą „K”, czyli wniosków grupy posłów, prokuratora generalnego, KRS, RPO czy innych uprawnionych instytucji, czyli spraw najsilniej politycznie naznaczonych. Sędziowie wyliczają: „Sędziowie Piotr Tuleja i Marek Zubik byli wyznaczani do składów orzekających w sprawach »K« z 2017 i 2018 r. zaledwie pięć razy, Piotr Pszczółkowski sześć. Natomiast sędzia Andrzej Zielonacki orzekał aż 17 razy, Jędrzejewski – 16 razy, Jędrejek – 14″.

Poza tym sędziowie przypominają m.in., że wciąż nie jest rozpatrzona wniesiona na początku 2017 r. skarga prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry na tryb wyboru w 2010 r. trzech sędziów, co daje pretekst do ich wyłączania od sądzenia. A także że praktycznie wyeliminowano ich od uchwalenia regulaminu TK, uniemożliwiając zgłaszanie uwag.

Te wszystkie uwagi nie znajdą się w dorocznym sprawozdaniu z działalności Trybunału Konstytucyjnego. Ale dzięki upublicznieniu listu sędziów wiedza o działalności Trybunału Julii Przyłębskiej i Mariusza Muszyńskiego będzie pełniejsza. Ma to znaczenie nie tylko historyczne, ale też praktyczne: może w przyszłości pozwolić na formalne zakwestionowanie orzeczeń, w których skład był ustawiony.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kicie PiS.

Za nami trzy lata obietnic PiS, które padły w zderzeniu z realiami.

Sama nie wiem, czy to tylko moje pobożne życzenie czy też rzeczywiście ostatnio PiS straciło jakoś rozpęd i zapał. Tak jakby wiatr boży przestał wiać w pisowskie żagle, partia wpłynęła na mieliznę i utknęła, bo sztil ich dopadł. Hm…

Można powiedzieć, że „Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: Tłusta oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha”, ale już żar z jej rozgrzanego brzucha nie bucha, no i palacz sił nie ma, by węgiel w nią sypać. Wyraźnie pokazuje to ostatnie przemówienie prezesa Kaczyńskiego.

Przemówienie mdłe, bezbarwne, nie mówiące niczego, czym Polacy nie byliby karmieni od trzech lat. Zdrada Tuska, afery PO, opozycja łamiąca Konstytucję i na tym tle PiS jako strażnik ustawy zasadniczej, obietnice rozliczenia, nazwanie deform reformami, dbałość o biednego obywatela, miłość do Unii Europejskiej itp. itd. Sam Kaczyński nie wyglądał na człowieka, który wierzyłby we własne słowa. Bez ikry, bez energii, ot, mocno już starszy pan, który w znacznym stopniu stracił panowanie nad swoimi pisowskimi młodymi wilczkami.

Mówi się, że kłamstwa wciąż powtarzane stają się prawdą. Warto też zauważyć, że kit wciskany na okrągło traci na swej atrakcyjności i przestaje być skuteczną bronią w walce o wyborcę. I tak było w tym przypadku. Prezes gadał sobie i gadał, ale przekaz pozbawiony był już tej mocy rażenia, którą znaliśmy z wcześniejszych wystąpień szarej eminencji. Był nudny, mocno przewidywalny i nawet zakamuflowane w przemówieniu groźby nie robiły większego wrażenia.  Miało być mocno, dobitnie, aktywizująco swoich, a wyszło po prostu słabo.

Lud czeka na więcej. Czeka na płomienne deklaracje. Wyciąga rękę po nowe obietnice, a tu…klapa. Wydaje się, że PiS już nie ma pomysłu, co dalej zaproponować, by kupić kolejne dusze. Tym bardziej, że ich sztandarowe obietnice nie do końca okazały się sukcesem.

Hitem miał być program 500 Plus, a jednak 46,2% dzieci, czyli 3,2 mln nie jest nim objętych. Wynika to m.in. z wyznaczenia sztywnej granicy kryterium dochodowego czy też obowiązku ustalonych sądownie świadczeń alimentacyjnych. Program ten nie zachęcił specjalnie kobiet do rodzenia dzieci. Jak podaje GUS, od stycznia do września w Polsce urodziło się o ok. 10 tysięcy dzieci mniej niż w analogicznym okresie 2017 roku. Tak więc kryzys demograficzny rozwija się w najlepsze, a do tego pojawił się nowy problem, czyli większa bierność zawodowa. Oj, będzie płacz mamusiek za kilka lat, gdy dzieciaczki będą już podchowane i kasa przestanie spływać. Wprawdzie rząd chce matkom, które urodzą więcej niż czwórkę dzieci i z tego powodu nigdy nie podjęły pracy zawodowej, przyznać z marszu emeryturę, która dzisiaj wynosi 878,12 zł na rękę miesięcznie, ale za to nie będzie im wolno podjąć legalnie żadnej pracy, by mogły sobie dorobić. Tak więc przed paniami roztacza się wizja niezłej biedy.

Hitem miał być program Mieszkanie Plus, który też okazał się klapą. Do tej pory postawiono ok. 480 mieszkań, których stan często woła o pomstę do nieba. Fatalne położenie, prowizorka budowlana i wysokie czynsze. Morawiecki jest przekonany, że to nie wina genialnego projektu, ale najzwyklejszy sabotaż.

Hitami miały być pomoc dla frankowiczów, darmowe leki dla seniorów, wsparcie dla rolników, reforma służby zdrowia, dobra zmiana w edukacji, uproszczenie podatków, pomoc dla rozwoju małych przedsiębiorstw, podniesienie kwoty wolnej od podatków czy inwestowanie w wojsko. Miało tak być, a jak wygląda rzeczywistość? Szkoda słów.

Wydaje się, że teraz PiS już samo nie wie, co jeszcze obiecać Polakom, by przekonać ich do głosowania na siebie. Chwilowo jedyne, na co wpadli politycy tej partii to ulgi dla kolejnych grup społecznych, oczywiście tych najbiedniejszych. Coś tam przebąkiwał o tym premier Morawiecki podczas wystąpienia w Sejmie w sprawie wniosku o wotum zaufania, ale nie padły żadne konkrety. Brakuje już pomysłów? Partia się wypaliła? A lud czeka…

Na pewno nie pomaga prezesowi i jego partyjnej ekipie stosowany powszechnie mechanizm wyparcia, czyli jak coś jest nie tak, to nie oni są winni, to nie ich dotyczy, to próba zmasowanego ataku na praworządność i sprawiedliwość. Już nie da się słuchać, że Tusk to czy tamto, że PO zapłaci za wszystko, że prawdziwa Polska rozpoczęła się dopiero po wygranych przez PiS wyborach w 2015 roku. Słowa, słowa, słowa, tylko że nic za nimi nie idzie.

Ileż można odwracać kota ogonem? Próbują przekonać naród, że  to tylko jakiś przypadkowy Chrzanowski narozrabiał, a wszyscy pozostali są święci. Mało tego Ziobro ściga byłych urzędników KNF, którzy za poprzedniego rządu zajmowali się sprawą SKOK-u Wołomin, a jeden z nich został nawet za to skatowany i postawił im zarzut jakiegoś niedopatrzenia czy opóźnienia. Broniąc „swoich”, trzeba było czymś przykryć pisowską aferę KNF.

To stała taktyka PiS-u – afera KNF nie ich, afera wiatrakowa nie ich, afera z ogromną kasą na nagrody i premie to pikuś i czysta powinność w nagrodzeniu ciężko pracujących, swoich urzędników i kolesi. Afera nawałnicowa to nie ich wina, tylko regulacji określonych przez to wredne PO. Misiewicze to tylko wypadek przy pracy. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to była kwestia zwykłej przyzwoitości. Opóźnienia w wypłatach dla rolników to tylko nic nie znaczący poślizg. Wycinka Puszczy Białowieskiej to wyraz miłości do przyrody. Jak podaje portal wiesci24.pl, tych aferek PiS zgromadziło przez minione trzy lata już 113.

Czy można więc dziwić się, że już im sił nie starcza, weny twórczej brakuje, że ledwo już dyszą? Trzy lata kotłowania się w obietnicach, które padły w zderzeniu z realiami, wmawiania ludziom jak jest cudownie, wymyślania, by te nieszczęsne gruszki spadły z wierzby, to naprawdę może wykończyć.

Ależ chciałabym być dobrym prorokiem i obwieścić, że PiS zjeżdża już popisowo po równi pochyłej. Chciałabym, ale… niedocenianie przeciwnika może okazać się jednak nieco na wyrost. Może uda im się zebrać w sobie i wykrzesać jeszcze trochę energii. Może jeszcze coś wymyślą, by powalczyć o koryto. Może… czego sobie i Polsce nie życzę.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o posle Kaczyńskim.

Zwierzęta swój teren oznaczają uryną. Ludzie różnie, choć patrioci najchętniej przelaną krwią. Elity wolą symbole. Przez 3 lata władzy politycy pisowscy wpadli w takie zasiedzenie, że teren Sejmu i Senatu uważają za swój. Czym oznaczają?

Marek Kuchciński znany jest z tego, że odzywa się tylko wtedy, gdy na kartce ma napisane, co ma powiedzieć. Ale wpadł na pomysł, aby każdy poseł na koniec kadencji dostał odznakę z napisem prawo (lex). Odznaka jest wzorowana na tej z Sejmu Ustawodawczego II Rzeczpospolitej z lat 1919-22. Opozycja mogłaby wyprodukować odznakę, która zdecydowanie więcej mówiłaby o Sejmie obecnej kadencji, mianowicie przedstawiać Salę Kolumnową z napisem: bezprawie.

Stanisław Karczewski przebił marszałka Sejmu. Umieścił w Senacie swój portret za pieniądze z kieszeni podatnika, lecz nie uzyskany aparatem fotograficznym, ale pędzlem zawodowego malarza. Karczewski myśli jednak kilka lat naprzód, mianowicie jego wizerunek może znaleźć się w Pałacu Saskim, który ma być odbudowany z przeznaczeniem na funkcjonowanie w nim Senatu. Karczewskiemu marzy się prowadzić obrady pod własnym portretem, jak na pisowskiego sarmatę przystało.

Wzmiankowani politycy  PiS są puści jak dzwony. Nie znam żadnych ich osiągnięć godnych zapamiętania, oprócz ich pomocniczości w demolowaniu instytucji demokratycznych i zaprowadzania państwa bezprawia.

W Sejmie doszło do spektakularnej sceny z udziałem szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, który wszedł na trybunę i zażądał wycofania nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Prace nad nią dobiegały końca, była już po poprawkach, miało dojść do ostatecznego głosowania. Prezes pstryknął i ten punkt obrad został wykreślony z porządku. Taka jest wola prezesa i ona jest prawem.

Mateusz Morawiecki miał okazję zobaczyć w Brukseli, jak Polska została zmarginalizowana w Unii Europejskiej za władzy PiS dwóch lat rządu Beaty Szydło i rok jego. Szczyt państw strefy euro podjął decyzję, iż strefa euro będzie miała swój budżet. A zatem Europa dwóch prędkości staje się ciałem, a Polska nawet nie zmieści się w tej drugiej prędkości, bo jest hamulcowym standardów, jakie obowiązują w UE.

Morawiecki ponadto ma kłopoty w kraju. Niedawne wotum zaufania to było teatrum dla twardego elektoratu PiS, aby pokazać, jak skonsolidowana jest władza zjednoczonej prawicy. Farbę jednak puścił tatuś premiera Kornel Morawiecki, który stwierdził w Radiu Plus, że kłody pod nogi jego syna Mateusza (Kornel nazywa go kuriozalnie nawet jak na sferę publiczną: panem) rzuca Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaostrza aferę KNF, aresztując byłych jej członków, w tym Wojciecha Kwaśniaka, a także sprzeciwia się wycofaniu PiS z ustaw sądowniczych, które zostały zaskarżone przez Komisję Europejską w Trybunale Sprawiedliwości UE.

>>>

Ziobro krętacz i lepsi od niego krętacze w PiS. Krętactwa kaczystowskie

24 List

>>>

Minister sprawiedliwości, który publicznie obiecał nadzorowanie śledztwa w aferze KNF, znalazł się – delikatnie pisząc – w dość niezręcznej sytuacji, gdy częstochowski prawnik Grzegorz Kowalczyk zaczął się powoływać na znajomość z ministrem.

Zbigniew Ziobro przy wielkim wsparciu małżonki (telefon do dziennikarza TVN24 w przerwie programu) zapewniał, że nie zna Kowalczyka, który jest zamieszany w próbę wymuszenia 40 milionów przez byłego już szefa KNF Marka Chrzanowskiego.

Próbę wyjaśnienia spornej znajomości podjęła posłanka PO Izabela Leszczyna. „W inwentarzu absolwentów Wydziału Prawa UJ z roku 1994 znajdują się Zbigniew Ziobro i Grzegorz Kowalczyk. Czy to znaczy, że prawnik Chrzanowskiego i Glapińskiego jest kolegą Ministra Ziobry z roku?” – zadaje pytanie na Twisterze posłanka.

>>>

Toaleta publiczna, tj. TVP została pozwana

Roman Giertych, pełnomocnik Leszka Czarneckiego, w którego imieniu złożył zawiadomienie na szefa KNF w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa korupcyjnego, zamierza pozywać dziennikarzy TVP. – „Trwa brutalny atak na mnie ze strony TVP. Miarka się przebrała. (…) W przyszłym tygodniu kieruję pierwsze wezwanie do zapłaty do pani Danuty Holeckiej, która w czasie, gdy pracowałem reprezentując Leszka Czarneckiego w prokuraturze (19.11) poświeciła mi pięć minut w „Wiadomościach”, które się sprowadzały do jednego, czarnego PR” – napisał Giertych na Facebooku.

>>>

Zamierza domagać się od Holeckiej przeprosin przez 7 dni bezpośrednio przed głównym wydaniem „Wiadomości” oraz wpłacenia 200 000 złotych na Caritas lub na WOŚP. – „Brak realizacji żądania spowoduje skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. W kolejnych dniach będę kierował kolejne wezwania i sprawy sądowe do innych osób z TVP odpowiedzialnych za ten materiał i do samej TVP S.A.” – zapowiedział adwokat.

„Będę konsekwentnie pozywał każdego dziennikarza i redaktora naczelnego każdego wydania za każdy materiał, który narusza moje dobra osobiste. Jednocześnie w przypadku, gdyby poszczególni dziennikarze mieli umowy gwarantujące im zwrot przez tę spółkę zapłaty za zasądzone zadośćuczynienia lub zwrot za koszty przeprosin będę domagał się sądowego stwierdzenia nieważności takich zobowiązań. W moim przekonaniu tego typu zobowiązania wystawione przez media publiczne, które w obecnym wydaniu mają za główne zadanie atakować wszelką niezależną od rządu działalność, stanowią obejście prawa i są nieważne” – czytamy we wpisie Giertycha. Zapowiedział, że podobnie będzie reagował na „kolejne ataki” w TVP.

Tomasz Lis radzi Kaczyńskiemu

PiS rozdaje nagrody, które się nie należą. Taka ich lewizna

‚Władza wzięła na przetrzymanie. Nie było żadnej afery KNF. Była prowokacja upadającego bankiera. Woda w usta, ‚wina Tuska’ , ‚Polacy nic się nie stało’ – komentuje aferę KNF Jarosław Kurski.

Jak w tym wszystkim znaleźć sens, gdy Markowi Chrzanowskiemu, złapanemu na gorącym uczynku i tak wszystko ujdzie na sucho. Powie się, że to patriota, że to profesor godny zaufania. A na koniec, szef NBP Adam Glapiński wystawi mu świadectwo najwyższej moralności. ‚Jak mawiał narodowy wieszcz: Sitwo, Ojczyzno moja! Chciałeś Jarku zostać emerytowanym zbawcą narodu, zostałeś ojcem chrzestnym, capo di tutti capi’ – kończy Jarosław Kurski.

Na usta ciśnie się pytanie – za co te nagrody? Wszyscy przecież pamiętamy serię kompromitujących Służbę Ochrony Państwa kolizji z udziałem najważniejszych osób w państwie.

A tymczasem w uzasadnieniu napisano, że premie przyznano za „realizacje zadań o szczególnej złożoności i zagrożeniu oraz osiągnięcia bardzo dobrych wyników w zawodach sportowych. Łączna kwota nagród uznaniowych przyznanych dotąd w SOP wyniosła 5 383 419 zł. Średnia nagroda uznaniowa wyniosła 2 860 zł” – podało biuro prasowe SOP, na które powołuje się se.pl.

Najwyższą nagrodę – w wysokości 14 tys. zł – otrzymał komendant SOP Tomasz Miłkowski. O nim w artykułach „Kuriozalne słowa szefa SOP o kolizji z udziałem Szydło: „Ruch drogowy czasami tak wygląda” i „Szef SOP nieszczególnie się „przemęcza” – pracuje od wtorku do czwartku?”. Jego zastępcy otrzymali 12 i 10 tys. zł premii.

O przyznaniu nagród zadecydował minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. – „Najbardziej uderzające są nagrody dla kierownictwa, które ponosi odpowiedzialność za wypadki. Jest to formacja skompromitowana i w porównaniu z problemami z wynagrodzeniami w policji, to jest niemoralne” – podsumował w rozmowie z se.pl poseł PO Krzysztof Brejza.

Choroba PiS zaczęła się od głowy Kaczyńskiego. Wścieklizna na Konstytucję

24 List

O co sądziłes się w Gdańsku?

Przecież wysłałeś brata na śmierć.

Dzięki niepotrzebnej śmierci niewinnych ludzi i powstaniu religii smoleńskiej uzyskałeś władzę.

Jak Kain.

Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu premiera Mateusza Morawieckiego. – Premier Morawiecki nie ma absolutnie moralnego prawa kierować rządem, nie tylko za to, że kłamstwo stało się symbolem tego rządu, ale dlatego, że korupcja stała się symbolem tego rządu – tłumaczył szef klubu PO Sławomir Neumann. – To konstruktywne wotum jest kontynuacją pozytywnego dla opozycji trendu – ocenia dr Marek Migalski, politolog. – Okazało się, że to wobec własnego obozu Jarosław Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje” – dodaje.

Kłamstwo na kłamstwie

PO zapowiadała wniosek jeszcze w czasie kampanii wyborczej. – Wydawało nam się, że cała kampania wyborcza, ta polityka kłamstwa, dezinformacji, populizmu, wyborczych obietnic, że to wyczerpuje uzasadnienie takiego wniosku – mówił Grzegorz Schetyna, lider PO, na konferencji poprzedzającej złożenie wniosku – jednak życie zaczęło przynosić nowe informacje, dlatego to trwało, musieliśmy zmieniać uzasadnienie, życie pisało nowe akapity uzasadnienia tego wniosku.

Zły premier

Powodów do odwołania premiera Morawieckiego zdaniem opozycji jest kilka. Jednym z nich jest oczywiście afera KNF, którą posłowie nazywają skandaliczną. Ich zdaniem w rządzie Morawieckiego nie ma woli prawdziwego wyjaśnienia sprawy. – Ten brak reakcji służb widzieliśmy wszyscy. Powrót z Singapuru i dojazd do siedziby KNF zajmuje dłużej niż dojazd z siedziby CBA – wytykał Grzegorz Schetyna.

Drugą kwestią jest systemowa korupcja polityczna, do której, zdaniem lidera PO, doszło na Dolnym Śląsku, gdzie część podatku miedziowego od kopalin zagłębia miedziowego, która powinna znaleźć się w budżecie, jest przeprowadzona do budżetu jednego z miast na Dolnym Śląsku. – Dlatego że szef tego miasta jest szefem Bezpartyjnych Samorządowców i może dysponować 6 głosami w sejmiku, to jest korupcja polityczna – tłumaczył Grzegorz Schetyna.

Przypomniał też sprawę wybranego z list Koalicji Obywatelskiej samorządowca ze Śląska, który zmienił układ koalicyjny, zmieniając barwy polityczne. – Obie sprawy koordynował szef KPRM minister Dworczyk. To są powody, które w każdym cywilizowanym świecie uzasadniają wniosek o odwołanie rządu – mówił Schetyna.

– Naszym zdaniem premier Morawiecki nie ma moralnego prawa kierować rządem, nie tylko dlatego, że kłamstwo stało się symbolem tego rządu, ale także korupcja, zarówno ta polityczna, jak na Dolnym Śląsku, jak i korupcja twarda, jak w przy KNF – mówił Sławomir Neumann. – Mamy do czynienia z próbą zamiatania przez PiS afer pod dywan, a na czele tego rządu stoi premier Morawiecki – tłumaczył.

Sejmowa większość rządzących

Arytmetyka sejmowa jest nieubłagana. Partie opozycyjne nie mają głosów, aby przegłosować odwołanie Morawieckiego. Sławomir Neumann podkreślał, że ma świadomość, że głosy PO i opozycji nie wystarczą do odwołania premiera, niemniej uważają wniosek za zasadny: – Rok temu składaliśmy wniosek o odwołanie Beaty Szydło, wtedy głosów nam zabrakło, ale tego samego dnia została ona odwołana. Z tą samą nadzieją składamy wniosek o odwołanie premiera Morawieckiego – mówił Neumann.

PO liczy na debatę. – Gdzie, jak nie w Sejmie, dyskutować, spierać się na poglądy i debatować? – mówił Grzegorz Schetyna. Ze względu na ograniczanie wypowiedzi posłom opozycji i ograniczanie liczby posiedzeń debata nad konstruktywnym wotum, która musi się odbyć, będzie okazją do dyskusji nad kondycją rządu.

JUSTYNA KOĆ: Platforma składa wniosek o konstruktywne wotum nieufności, wiedząc z góry, że nie ma ono szans. To marnowanie czasu?

DR MAREK MIGALSKI, politolog: Zazwyczaj wnioski o konstruktywne wotum nieufności kończą się niepowodzeniem, ale przecież nie o to chodzi tym, którzy go składają. Grzegorz Schetyna potrafi doliczyć do 231 i wie, że nie jest w stanie obalić rządu Morawieckiego, natomiast tu chodzi o coś innego. O ciągnięcie tematów niewygodnych dla PiS-u, przedstawiających rząd i Morawieckiego w złym świetle.

Chodzi o debatę, aby w przestrzeni publicznej krążyły tematy niewygodne dla rządu i żeby w dalszym ciągu narzucać agendę polityczną, nie pozwolić przejść PiS-owi do kontrofensywy.

Rzeczywiście jest tak, że od kilku tygodni PiS nie mogło narzucić żadnego tematu debaty, jest tylko reaktywne i odpowiada tylko na kolejne wewnętrzne problemy swojego obozu. To konstruktywne wotum jest kontynuacją pozytywnego dla opozycji trendu.

Rząd jest w defensywie od czasu wyborów, ale sytuacja z KNF tę sytuację jeszcze zaostrzyła. O tym też mówił Grzegorz Schetyna, uzasadniając wniosek.
Nie ma takich takich spraw, które by raz na zawsze zepchnęły jakąś partię do defensywy, natomiast sprawa KNF jest rzeczywiście problemem dla PiS.

Ta partia zdobywała władzę pod hasłami sanacji obyczajów, obiecywała, że będzie postępować inaczej niż krytykowana PO. Okazało się, że to wobec własnego obozu Jarosław Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje”. To pokazuje, że PiS nie odzyskało od wyborów inicjatywy, nie jest w stanie narzucić agendy, czyli tego, co udawało się PiS-owi przez wiele lat.

Od 2015 roku, kiedy PiS przejął władzę?
Tak, w latach 2015-2018 polska polityka toczyła się wokoło tego, co zaproponował Jarosław Kaczyński bądź jego ludzie. Teraz to się ewidentnie skończyło, w PiS-ie widać napięcie i wewnętrzną wojnę, przy jednoczesnym pozbieraniu się opozycji. Ten problem PiS-u trwa od kilku tygodni i nic nie zapowiada, żeby miał się skończyć .

Sprawa zatrudnienia syna ministra Kamińskiego w Banku Światowym pogrąży PiS jeszcze bardziej?
Tego typu sytuacja jest podobnie druzgocąca jak nagranie Chrzanowskiego. Też

pokazuje PiS w „negliżu”, takim jakim on chciał, żeby wyborcy postrzegali jego przeciwników politycznych: jako partię kolesiostwa i nepotyzmu. To w połączeniu ze słynnymi ciągle premiami premier Szydło, z pozycją ministra Zielińskiego, z którym bez przerwy walczą policjanci, to buduje de facto tę druzgocącą, katastrofalną dla PiS-u narrację.

Uderza w to, co PiS, zdawało się, ma najsilniejsze: surowość obyczajów, patriotyzm, poświęcenie dla kraju. Nie wygląda to na specjalnie przemyślaną strategię opozycji, ale można doszukać się w tym elementów uderzania w najsilniejszy punkt przeciwnika. Jest taka koncepcja Karla Rove, amerykańskiego spin doktora, która mówi o ataku przeciwnika w najsilniejsze miejsca, bo po pierwsze się nie spodziewa, po drugie wprowadza to w konfuzję wyborców przeciwnika.

Tu chyba PiS sam się uderza.
Tak, ale opozycja jak na razie dobrze to wykorzystuje.

Przez pierwsze dwa lata PiS zajmował stanowiska, teraz już jest etap cieszenia się nimi i władzą. Działa tu też mechanizm, który często gubi partię rządzącą: skoro uszło nam już tyle na sucho, to dlaczego ma się nie udać i tym razem.

Długo, niezależnie od tego, co robił PiS, sondaże ani drgnęły, prasa i media, poza opozycyjnymi, wszystko wybaczały, wyborcy byli ciągle łaskawi, zatem „hulaj dusza, piekła nie ma”. To  takie degenerowanie się władzy, u PiS-u przyszło po 2-3 latach.

Jakie znaczenie w tym wszystkim ma wycofanie się PiS-u ze zmian w SN? 
W moim przekonaniu dotknęła pani kluczowej sprawy dla poparcia dla PiS-u.

Stawiam tezę, że PiS jest do pokonania wtedy, kiedy wszyscy widzą, że nie jest wszechmocny, omnipotentny; przykład to 27:1 podczas głosowania w Europie. Wtedy po raz pierwszy i na razie ostatni PO wyprzedziła PiS, właśnie dlatego, że wyborcy zobaczyli, że PiS jest ośmieszony, nieporadny.

Kaczyński świetnie o tym wiedział i próbował ratować sytuację, wręczając kwiaty na lotnisku i dziękując Beacie Szydło. Wiedział, że gdy Europa powiedziała sprawdzam, to okazało się, że PiS jest bezsilny. PiS zwyżkuje, kiedy wszyscy myślą, że jest nie do pokonania, także przeciwnicy, że Kaczyński jest genialnym strategiem, nawet jeśli potworem.

Kiedy to jest zdekodowane, obnażone jako nieprawdziwe, PiS przegrywa.

Dlaczego sprawa z SN jest moim zdaniem kluczowa? Jeśli opozycji uda się przekonać wyborców, że PiS rakiem, pospiesznie w trzy godziny i 27 minut wycofuje się z tego, czego broniło przez rok, i to pod wpływem tej „wyimaginowanej wspólnoty”, to będzie to dla PiS-u mordercze.

Tym bardziej, że Kaczyński zrejterował przed tymi, których wyśmiewał i upokarzał. Tymczasem okazało się, że kilku sędziów w Luksemburgu może rzucić Jarosława Kaczyńskiego na łopatki. Oczywiste jest, że PiS będzie robił wszystko, żeby ukryć ten stan rzeczy i pokazywać swoją wszechmoc.

Opozycja mówi o politycznej korupcji na Śląsku, sprawa jest tym bardziej pikantna, że wszystko organizował minister w KPRM Michał Dworczyk. Czy to spodoba się wyborcom PiS?
Moim zdaniem to przekabacenie posła Kałuży zaszkodzi PiS-owi, ponieważ znowu pokazuje tę partię tak, jak nie chce być widziana, jako kogoś, kto korumpuje, mafię, która przekupuje biednego radnego.

Dla mnie to jest pyrrusowe zwycięstwo. Minister Dworczyk i PiS ogłosili zwycięstwo i oczywiście ono tym jest, bo zyskali władzę nad drugim co do wielkości województwem, tylko jeżeli opozycja to wykorzysta, to możemy mieć do czynienia z reinkarnacją Misiewicza,

a sam pan Kałuża stanie się symbolem, słusznie czy nie, przekupstwa.

Szybka rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Dymisja Adama Glapińskiego? Sporo się o takich scenariuszach w związku ze skandalem w KNF mówi i pisze, bo skoro afera duża, to i następstwa powinny być stosownie imponujące. Ale właśnie dlatego są stosunkowo mało prawdopodobne.

Rekonstrukcja rządu i tak musi się odbyć

No to po kolei. Rekonstrukcja rządu odbędzie się na pewno. Nie jest to żaden news. Afera w KNF ma z tym niewiele wspólnego; obóz władzy musi przejść facelifting przed wyborami do europarlamentu i było to jasne długo przed wybuchem skandalu. Nieznany był zaś termin i skala zabiegu. Afera być może odroczyła operację, rekonstrukcja w trakcie największego zainteresowania KNF mogłaby zostać odczytana jako objaw ataku paniki na Nowogrodzkiej. Z okolic PiS usłyszałem dziś, że dobrym terminem na zmiany byłby początek roku, ale mówi się też o grudniu. Zagadką pozostaje liczba ministrów do zmiany, ale na rozwiązanie przyjdzie nam poczekać. To naprawdę bywają decyzje podejmowane w ostatniej chwili. Pewien polityk, już w obecnej kadencji, opowiadał mi, że w dniu rekonstrukcji odbierał w Pałacu Prezydenckim gratulacje z okazji objęcia teki ministra, której ostatecznie nie objął, bo wziął stanowisko w innym resorcie. A więc wszelkie spekulacje – np. o dymisji Zbigniewa Ziobry – pozostają spekulacjami.

Jakie są szanse na przyspieszone wybory

Przyspieszone wybory? Ta teoria (pierwsza pisała o niej Dominika Wielowieyska, jeszcze przed wybuchem afery) brzmi bardzo atrakcyjnie. Wybory samorządowe, jakkolwiek dla PiS zwycięskie, marnie wróżą tej partii na kampanię europejską, która przyciąga raczej wyborców z metropolii niż prowincji. A przegrana w wyborach, nawet drugorzędnych, na parę miesięcy przed główną bitwą, miałaby duże znaczenie psychologiczne. A skoro kalendarz nie sprzyja PiS, to czemu nie zmienić kalendarza? Zwłaszcza że opozycja jest w rozsypce: Koalicja Obywatelska nie ma programu, PSL przegrał kampanię samorządową, Donald Tusk jeszcze nie wrócił, a Robert Biedroń jeszcze nie powstał.

Bieda w tym, że skrócenie kadencji Sejmu nie jest wcale łatwe. Potrzeba 307 głosów, sztuczki z obniżeniem kworum nie działają. Bez zgody PO i Nowoczesnej przyspieszonych wyborów nie będzie, a przynajmniej nie w drodze uchwały Sejmu o skróceniu kadencji. Druga ścieżka wiedzie przez Pałac Prezydencki – Andrzej Duda będzie mógł skrócić kadencję Sejmu, jeśli parlament nie wyrobi się z wysłaniem mu do podpisu ustawy budżetowej. Ten deadlineupływa pod koniec stycznia 2019 r. i w razie jego niedotrzymania prezydent miałby 14 dni na decyzję o przyspieszonych wyborach. W tej sytuacji odbyłyby się one pod koniec marca. Całkiem tego scenariusza bym nie wykluczał, ale oceniam go jako skrajnie mało prawdopodobny. Gra budżetem, żeby sprowokować wybory, nie będzie się dobrze sprzedawała w krótkiej kampanii.

Sprzątanie po aferze. KNF ma nowego szefa

Dymisja szefa NBP? Nie tak prędko

Dymisji Glapińskiego pragnie w PiS wielu. Publiczne przepychanki z premierem się nie spodobały, rola prezesa NBP w aferze KNF (choćby powiązanie szefa Komisji z Glapińskim) – też nie. Ale usunięcie szefa centralnego banku nie jest łatwe. PiS nie tknął Marka Belki aż do końca kadencji; działają tu, jak się wydaje, pewne hamulce.

Pęknięcia w obozie władzy

Czy to wszystko oznacza, że afera KNF się już wypaliła? Trochę tak, a trochę nie. Tak, bo trudno podtrzymać zainteresowanie opinii publicznej tematem, w którym nie ma ośmiorniczek i przekleństw, a są niejasne rozmowy anonimowych w gruncie rzeczy osób; ofiara zaś tej afery z najwyższym trudem może się kwalifikować na ludowego bohatera.

Jeśli jednak przeciwnicy PiS mają mieć jakąś nadzieją w związku z aferą, to taką, że skandal odsłonił na moment prawdziwą atmosferę w obozie władzy. Błysnęły sztylety i huknęło parę strzałów; na murze są pęknięcia. Przecieki do mediów (ciekawe, kto poinformował „Gazetę Wyborczą” i TVN o pracy w Banku Światowym syna szefa służb Mariusza Kamińskiego – pracy, którą zawdzięcza zapewne nie ojcu zresztą, lecz zatrudnionej w NBP matce), personalne wycieczki, różnice poglądów. I coraz wyraźniejszy konflikt Ziobry z Mateuszem Morawieckim. Z tej mąki może być bochenek (albo i dwa) dla opozycji.

>>>

Głosowanie odbędzie się na kolejnym posiedzeniu Sejmu (5–7 grudnia), kandydatem na premiera jest Grzegorz Schetyna. Szef PO walczył już o stanowisko szefa rządu w podobny sposób w kwietniu 2017 r., gdy starano się odwołać Beatę Szydło. Wniosek przepadł, tak samo będzie tym razem.

Dwie wizerunkowe porażki Platformy

Wniosek o nieufności został złożony w niefortunnym dla Platformy momencie. Główna partia opozycji, która wyszła z wyborów samorządowych wzmocniona dobrym wynikiem w miastach, poniosła w ostatnich dniach dwie duże porażki. Przedwczoraj okazało się, że utraci władzę w jednym z najważniejszych regionów, na Śląsku, a kilka dni wcześniej straciła Dolny Śląsk, jeden z dotychczasowych bastionów.

Sławomir Neumann i Grzegorz Schetyna konieczność wymiany premiera i jego gabinetu tłumaczą głównie ujawnioną niedawno aferą KNF, która nie uderzyła wprawdzie bezpośrednio w premiera, ale wizerunkowo osłabiła cały obóz polityczny PiS. Platforma zresztą stara się wykazać powiązania Mateusza Morawieckiego z aferą. Tomasz Siemoniak pisał niedawno na Twitterze, że Morawiecki jako wicepremier powołał do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych prawnika, którego Leszkowi Czarneckiemu rekomendował Marek Chrzanowski.

Sprzątanie po aferze. KNF ma nowego szefa

Według Neumanna służby specjalne, zamiast pomóc wyjaśnić sprawę, działają tak, by „wszyscy zainteresowani mogli spokojnie zacierać ślady”. Liderzy PO mówili też o „korupcji politycznej, której PiS dopuścił się na Dolnym Śląsku i Śląsku, oraz o „kłamstwach i populizmie w kampanii wyborczej”.

PiS osłabiony, ale opozycja też

Nie ulega wątpliwości, że PiS jest teraz osłabiony. Nie tylko aferą KNF, ale też wewnętrznymi napięciami przez nią wywołanymi, klęską w wyborach w miastach oraz szybkim i niewyjaśnionym wyborcom wycofaniem się ze zmian w sądownictwie.

Niemniej wniosek PO i debata o przyszłym premierze Grzegorzu Schetynie wyglądałyby bardziej wiarygodnie jeszcze kilka dni temu, zanim PiS odebrał Koalicji Obywatelskiej władzę na Śląsku, przejmując radnego Nowoczesnej Wojciecha Kałużę.

Sytuacja na Śląsku jest dla PO podwójnie kłopotliwa. Po pierwsze pokazała, że ostatecznie PiS w wyborach samorządowych poradził sobie nie tak źle, skoro jest w stanie rządzić aż w ośmiu z 16 województw. Platformie utrudni to narrację o tym, że jest ona realnym zagrożeniem dla partii Kaczyńskiego, skoro jako partia od lat silna w samorządach obroniła tylko połowę regionów.

Po drugie – i jest to kłopot ważniejszy – Platforma, czy też szerzej: Koalicja Obywatelska będzie musiała przekonać wyborców, że ma kontrolę nad swoimi ludźmi. I że głos oddany na KO nie wprowadzi do Sejmu w 2019 r. następców Wojciechów Kałuży, którzy po objęciu mandatów przejdą na stronę PiS. Swoim koalicjantom PO niechętnie będzie przydzielać biorące miejsca na listach, bojąc się sytuacji podobnej jak na Śląsku. To wywoła napięcia w negocjacjach.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o aferach PiS.

KNF, nepotyzm, SKOK-i, GetBack, premie Beaty Szydło i ministrów jej rządu – można by jeszcze długo wymieniać afery związane z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Ech, ależ się dzieje. Chwilami aż człowiek zastanawia się, czy to wciąż rzeczywistość, czy już kolejna odsłona cyrku, w którym więcej błaznów niż mistrzów cyrkowej sztuki. Tu afera, tam jakaś wpadka…  Trzeba partii rządzącej przyznać jedno. Jak na trzy lata sprawowania władzy PiS ma się czym „chwalić”, bo wywija równo, w tempie błyskawicznym i wydaje się, że wciąż mu mało, mało, mało…

Zacznijmy od afery KNF – dla każdego normalnie myślącego to wpadka wielkiego kalibru, która podważa podstawy bezpieczeństwa finansowego państwa, a o wiarygodności to już nawet nie wspomnę. I co się dzieje? Chrzanowski najpierw się zapierał, że nie w głowie mu dymisja, potem jednak ją złożył, a w międzyczasie dostał kilka godzin luzu, by pozostawić po sobie porządek w gabinecie. Służby pod czujnym okiem Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry wzięły się ostro do pracy i próbują nas przekonać, że śledztwo będzie obiektywne, wolne od polityki, a winni znalezieni i ostro ukarani. Ktoś w to wierzy?

Przy okazji wyskoczyła kolejna afera, tym razem związana z miłością do rodzin i znajomych. Syn Mariusza Kamińskiego, 29-latek, który ukończył prawo, ale jakoś nie znalazł czasu na dokształcanie się, został uznany za speca numer jeden i znalazł zatrudnienie w Banku Światowym. Cóż za zdolny chłopak, geniusz po prostu. Kolejny z dzieci dzisiejszych prominentów, który robi karierę za wspaniałą kasę, podobnie jak członkowie rodzin innych polityków PiS. Córka Piotrowicza, syn Przyłębskiej, syn Czarneckiego, córka Szyszki, brat Waszczykowskiego, córka Czaputowicza, córka Lipińskiego, syn Tchórzewskiego – mogłabym tak wyliczać bez końca. Wychodzi na to, że dzieci PiS-u są nad wyraz inteligentne, pojętne, znacznie wyrastając intelektualnie ponad inne polskie dzieci, więc im się należy i tyle w temacie.

Nepotyzm PiS-u to nie tylko dbałość o rodzinkę. To też oddanie i pomoc bliskim oraz dalszym znajomym, to odwdzięczenie się za wcześniejsze usługi. ,,Puls Biznesu” już w styczniu 2017 roku opublikował listę powiązanych z PiS-em osób zatrudnionych w spółkach i firmach. Uwaga! Jest na niej z tysiąc nazwisk. Podejdę do sprawy uczciwie. Niektórzy z nowo powołanych rzeczywiście mają pełne kwalifikacje, jednak znacznie większa jest grupa tych, którzy awans zawodowy zawdzięczają tylko odpowiednim koneksjom. Ech, jakież to praworządne i sprawiedliwe…

Nie można też zapomnieć o SKOK-ach. SKOK-i powstawały w zakładowych komórkach NSZZ „S” i parafiach. Wyjątkiem był SKOK Wołomin, założony w spółdzielni mieszkaniowej. Z czasem stały się zapleczem Solidarności i PiS, a dowodził nimi przez lata Grzegorz Bierecki, obecnie senator PiS-u. To on i jego współpracownicy stworzyli sieć spółek, które nieźle funkcjonowały finansowo. W pewnym momencie Bierecki założył w Luksemburgu SKOK Holding, na którą przeniesiono własność spółek, świadczących usługi na rzecz krajowych SKOK-ów. Holding miał wielomilionowe zyski, a kasy w Polsce ledwo dychały. Dzisiaj z 52 kas, w 40 działa program naprawczy, a w dwóch zarządy komisaryczne. Do ratowania SKOK-ów wydano do tej pory 3,2 mld zł, czyli 5 razy więcej niż straty klientów Amber Gold. Afera jest jak się patrzy, tylko co z tego? Dzisiaj nikt jej nie wyjaśni, nikt nie rozliczy winnych, bo to przecież pupilek partii rządzącej, która udaje ślepą i głuchą. Pisząc o SKOK-ach, pamiętajmy i o GetBack. O tej aferze mówią, że to Amber Gold 2, ale ciiii… to temat tabu.

Bohaterem kolejnej afery jest Mateusz Morawiecki, który miał to szczęście i też został nagrany w restauracji pana Sowy. Trzeba przyznać, że wreszcie pokazał, iż soczysty język jest mu świetnie znany, a aureolka świętości została nieźle naruszona. Było o inwestycjach, OFE, polityce zagranicznej. Było sporo wulgaryzmów i wypowiedzi jasno pokazujących, że nie odbiega pan premier od poziomu pozostałych bohaterów taśm podsłuchowych. Jednak jemu to ujdzie płazem, bo jak powiedział sam pan prezes Kaczyński, były to tylko luźne i niegroźne pogawędki.

Portal wieści24.pl wymienia 112 afer PiS-u, Solidarnej Polski Ziobry i Polski Razem Gowina. Niesamowite, bo gdzie się człowiek nie obejrzy, tam afera ściga się z aferą. A to utrudnienie zakupu ziemi polskim rolnikom, a to milionowe nagrody dla pracowników ministerstw i Kancelarii Sejmu, Misiewicze, Pisiewicze, wycinka drzew, dobicie sektora energii odnawialnej, zamach na Konstytucję, porażka 27:1, finansowanie kongresu partii Ziobry z pieniędzy unijnych, Polska Fundacja Narodowa, budowanie kanału przez Mierzeję Wiślaną za miliardy, które nigdy się nie zwrócą, finansowanie kampanii minister Anny Zalewskiej oraz innych polityków PiS z pieniędzy PCK, miliony na prywatne wiece partyjne Jarosława Kaczyńskiego… jest tego od groma i trochę.

112 afer w ciągu trzech lat sprawowania władzy… szok po prostu. Niektórzy podniosą teraz wrzask, bo za PO działo się to, tamto i owamto. No wybaczcie proszę, PiS-u już nikt nie jest w stanie przeskoczyć. W rankingu afer partia Kaczyńskiego już zajmuje mało chwalebne, pierwsze miejsce. A przecież ma jeszcze rok, by podciągnąć swoje aferalne wskaźniki w górę. Oby tylko rok…

Waldemar Mystkowski pisze o chorobie Kaczyńskiego.

Podczas rozprawy Jarosław Kaczyński versus Lech Wałęsa nieprzypadkowo została zdiagnozowana nie tylko polityczna choroba, ale i zwykła z ogromnymi powikłaniami, która należy do grupy chorób zakaźnych. Otóż pierwszym objawem wścieklizny nie są wcale zajady ani piana na ustach, ale wodowstręt „polegający na bolesnych skurczach krtani podczas picia wody, a nawet na jej widok”. Jest to skądinąd definicja encyklopedyczna.

Telewizje zanotowały charakterystyczny obrazek – reakcję prezesa PiS Kaczyńskiego na t-shirt, w który był ubrany legendarny przywódca klasycznej „Solidarności” Wałęsa. Czyż to nie były „skurcze krtani”, a nawet więcej całego oblicza Kaczyńskiego? A nie był to objaw normalności.

Podczas rozmowy Wałęsy z prezesem PiS padły słowa, która przejdą do historii utarczek politycznych. Wałęsa: „Po co ja pana ministrem zrobiłem”. Kaczyński: „A po co ja pana prezydentem?”. Cóż, Wałęsa zrobił kawał polskiej historii, a Kaczyński zarówno Wałęsę zrobił w bambuko, jak i wyborców. Do niektórych ta oczywista oczywistość jeszcze nie dotarła, ale gdy już dotrze dla prezesa może być za późno.

Sprawę Kaczyńskiego przeciw Wałęsie prowadzi sędzia Weronika Klawonn. I to w reakcji na jej osobę publicyści prawicowi oraz ów drobiazg wyborców i internautów widać, jak groźna jest choroba, która dotknęła Kaczyńskiego, a z niego przeniosła się drogą zakaźną na elektorat PiS. Mianowicie odkryli owi pisowcy, iż sędzia Klawonn na zdjęciach z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości jest ubrana też w t-shirt „Konstytucja”. Zaś w internecie wylała się fala hejtu na Klawonn, co nazwać można wścieklizną na Konstytucję. A że nie mamy w tym wypadku do czynienia z klasycznym wodowstrętem, więc tę wściekliznę należy nazwać „konstytucjowstrętem” – nową odmianą zakaźnej choroby.

I niech mi nikt nie mówi, że Wałęsa nie jest geniuszem. Czego się dotknie, to strzał w „10”. Poprowadził „Solidarność” – upadła komuna. Jeszcze na sali rozpraw pod adresem prezesa Kaczyńskiego rzucił uwagę: „Poproszę lekarzy, żeby zmierzono, kto tu jest świrem”. Świr – kolokwialne nazwanie wścieklizny, w tym wypadku – podkreślam to – „konstytucjowstrętu”. Nie ma na nią szczepionek, choć niektórzy twierdzą, że można uzyskać względne efekty resocjalizacji pacjenta poprzez długoletnią terapię.

Pajęczyna PiS. Jak wysysana jest Polska przez partię Kaczyńskiego

23 List

„Premier Mateusz Morawiecki nie ma absolutnie moralnego prawa kierować rządem, nie tylko za to, że kłamstwo – w kampanii wyborczej, ale też w polityce stało się symbolem i naturalnym argumentem tego rządu, ale też za to, że korupcja stała się symbolem tego rządu” – powiedział szef klubu PO Sławomir Neumann. Platforma złożyła w Sejmie wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Mateusza Morawieckiego. Kandydatem na nowego premiera jest przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

W uzasadnieniu wniosku skupiono się przede wszystkim na aferze KNF. – „To jest największa afera ostatnich lat, to afera PiS-u; afera, która pokazywała, w jaki sposób można doprowadzać do upadku bank. Widzieliśmy, że z Singapuru szybciej można dolecieć i dojechać do budynku KNF-u niż z siedziby CBA” – stwierdził Schetyna. – „Nie może być szefem rządu ktoś, kto mówi Polakom, że tę aferę chce wyjaśnić, robi spotkanie i narady z szefami służb, a te służby tak działają, że wszyscy zainteresowani mogą zacierać spokojnie ślady, bo przecież służby po kilku dniach dopiero się meldują w ich domach i gabinetach. Mamy do czynienia z próbą zamiatania pod dywan PiS-owskich afer” – dodał Neumann.

Politycy Platformy w uzasadnieniu wniosku piszą także o korupcji politycznej, do której doszło na Dolnym Śląsku. Wybrany z list KO radny Wojciech Kałuża przeszedł do PiS-u. Pisaliśmy o sprawie m.in. w artykule „Kałuża sprzedał sejmik śląski za skromne 12 tysięcy złotych”.

Schetyna podkreślił, że z Kałużą „negocjował” szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. – „prawa ręka Mateusza Morawieckiego”. – „To są powody, które w każdym cywilizowanym świecie uzasadniają wniosek o odwołanie rządu” – podsumował lider PO.

Gersdorf: Nie przyzwyczaiłam się do tego, że nie jestem I prezesem SN. Wręcz odwrotnie

– Nie przyzwyczaiłam się do tego, że nie jestem [I prezesem SN], a wręcz odwrotnie. Czyli odebrałem to normalnie. Jestem, byłam i już – stwierdziła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z dziennikarzami w Senacie. – Zawsze byłam I prezesem [SN], zawsze to mówiłam i do 2020 roku będę tym I prezesem SN, bo tak stanowi Konstytucja – dodała.

Kaznowska odpowiedzialna za edukację, Rabiej za reprywatyzację, Olszewski za fundusze, Glusman za zróżnicowany rozwój i miejską zieleń. Trzaskowski przedstawił swoich współpracowników w stołecznym ratuszu

Przyszedł ten czas, żeby zaprezentować moją drużynę, współpracowników i współpracowniczki, z którym będę realizował swój program i program Koalicji Obywatelskiej, ludzi, którzy będą odpowiedzialni za to, żeby nasza stolica stała się jeszcze bardziej przyjaznym miejscem do życia. Od samego początku mówiłem, że moja prezydentura będzie czasem mądrej kontynuacji, dlatego że chcemy kontynuować te rzeczy, które były robione dobrze, ale również zmian. Zmiany, która ma polegać na skupieniu się na jakości życia. Zmiany będą dokonywane systematycznie” – mówił na konferencji prasowej prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski.

Chciałbym zaproponować współpracę dwóm paniom, które będą koordynatorkami bardzo ważnych dla mnie obszarów. W ten sposób otwieramy się na nowe środowiska. Z jednej strony mamy doświadczenie, z drugiej nową energię. W poniedziałek zaprezentuję bardzo konkretne priorytety, które chcę realizować w pierwszej kolejności, również z harmonogramem ich realizacji” – dodawał.

Wiceprezydenci:

Paweł Rabiej – reprywatyzacja, polityka społeczna, polityka zdrowotna, dialog z organizacjami pozarządowymi

Renata Kaznowska – polityka edukacyjna, polityka mieszkaniowa

Michał Olszewski – fundusze europejskie, polityka rozwoju

Robert Soszyński – inwestycje, transport publiczny, remonty dróg

Koordynatorzy:

Justyna Glusman – zróżnicowany rozwój, zieleń miejska, środowiska, smog

Aldona Machnowska-Góra – kultura i komunikacja społeczna

>>>

Partia Kaczyńskiego przerżnie wybory bez zdejmowania majtek

23 List

W związku z ujawnioną aferą KNF, wycofaniem się ze zmian w Sądzie Najwyższym i innymi licznymi wpadkami PiS–owskiego rządu publicyści i komentatorzy wydarzeń na scenie politycznej coraz częściej dopuszczają myśl o wcześniejszych wyborach parlamentarnych.

Publicysta Piotr Zaremba z „Polska The Times” sugeruje np., że jedną z szans PiS na przejęcie inicjatywy jest teraz „ucieczka do przodu” i przyspieszone wybory parlamentarne. I wcale nie jest w tym przekonaniu odosobniony.

Prowadzący audycję w TOK FM Jacek Żakowski uważa np., że mogłyby się one odbyć razem z elekcją do Parlamentu Europejskiego, czyli w maju 2019 roku. „Nawet wcześniej, mówi się o pierwszej lub drugiej niedzieli marca – odpowiedział Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweeka”, a Wiesław Władyka z „Polityki” dodawał: Taki scenariusz jest rozważany.

Naczelny Newsweeka zwrócił uwagę na fakt, że w liderze PiS „siedzą dwie traumy dotyczącego takiego rozwiązania”; „Pierwsza dotyczy roku 2006, gdy była okazja do przyspieszonych wyborów i do tego nie doszło. Uważam, że wtedy zrobiono błąd’ – ocenił Lis. Wtedy właśnie doszło do wielu perturbacji, m.in. zmienił się premier – stanowisko stracił Kazimierz Marcinkiewicz, a szefem rządu został Jarosław Kaczyński. Wtedy też podpisana została koalicja PiS z LPR i Samoobroną.

Natomiast druga trauma dotyczy przyspieszonych wyborów, które odbyły się rok później. „I wtedy przegrali, a Jarosław Kaczyński na pewno świetnie to pamięta” – dodał uczestniczący w programie TOKFM publicysta Tomasz Wołek.

Jest tylko pytanie o ostateczny wynik takiego manewru. „Na pewno przegrałby PiS” – stwierdził kategorycznie Wołek. Nie jest tego taki pewny Tomasz Lis: „Wystarczy jeden epizod, kolejna afera podobna tej z KNF, który może przekręcić wyniki wyborów” –  podsumował dyskusję naczelny Newsweeka.

wieniawa.wordpress.com >>>

PO składa wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu. Wśród zarzutów: afera KNF i brak działań służb, korupcja polityczna na Górnym i Dolnym Śląsku

Zapowiadaliśmy kilka tygodni temu wniosek o odwołanie rządu, konstruktywne wotum nieufności. Mówiliśmy o tym w kontekście kampanii wyborczej, kłamstw, procesów sądowych, które przegrywał premier Morawiecki. Wydawało nam się, że cała kampania, polityka kłamstwa, dezinformacji, populizmu, wyborczych obietnic wyczerpuje uzasadnienie takiego wniosku, ale życie zaczęło przynosić nowe informacje, dlatego to trwało, musieliśmy zmieniać uzasadnienie. Życie pisało nowe akapity uzasadnienia tego wniosku” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Afera KNF, największa afera ostatnich lat, afera PiS-u, która pokazywała w jaki sposób można doprowadzać do upadku banku, jak można wpływać administracyjnym metodami, żeby banki przejmować, żeby tworzyć pokusę ratowania publicznymi pieniędzmi prywatnych podmiotów po to, żeby w konsekwencji móc je przejmować. Znamy przykłady z innych krajów. Wiemy, że takie rzeczy są robione gdzieś indziej, ale zobaczyliśmy to z bliska. Tak kontrowersyjna, skandaliczna sprawa jak afera KNF, reakcja służb na te kwestie, a właściwie brak reakcji na te wszystkie kwestie. Okazało się, że z Singapuru szybciej można dolecieć do budynku KNF-u niż z siedziby CBA” – dodawał.

Bardzo twardo powiedzieliśmy: komisja śledcza, żeby nie prokurator z PiS-owskiego nadania, nie prominentny polityk koalicji rządzącej, Zbigniew Ziobro, prowadził to postępowanie. Szczególnie, że przez pierwszy tydzień niczego nie zrobił, chociaż miał informację o popełnionym przestępstwie. Nie było odzewu” – mówił Schetyna.

Korupcja polityczna – systemowa, instytucjonalna – do której doszło na Dolnym Śląsku, kiedy część podatku miedziowego jest wprowadzona do budżetu jednego miasta, dlatego że szef tego miasta jest szefem Bezpartyjnych Samorządowców i może dysponować 6 głosami w sejmiku dolnośląskim. To jest polityczna korupcja. Kilka dni temu to zdarzyło się na Śląsku, kiedy wybrany z listy KO członek Nowoczesnej zostaje skorumpowany politycznie, przewerbowany. Zmienia werdykt milionów wyborców na Górnym Śląsku. To są powody, które w każdym cywilizowanym świecie uzasadniają wniosek o odwołanie rządu” – uzasadniał wniosek.

Schetyna zapowiada wotum nieufności dla rządu Morawieckiego

22 List

Schetyna: Jutro wniosek o odwołanie rządu. Afera KNF pokazuje patologię państwa PiS

Jutro, jeszcze w czasie tego posiedzenia [złożymy wniosek o konstruktywne wotum nieufności]. Wiele rzeczy, szczególnie te ostatnie sprawy, to co dzieje się w KNF-ie i wokół niego, cała ta afera, która dzisiaj się odsłania, pokazuje patologię państwa PiS, brak reakcji ze strony służb, korupcję na najwyższym [poziomie]. Brak reakcji pokazuje, że państwo nie funkcjonuje. Mówimy o interwencji służb, zabezpieczenie budynku KNF-u, mieszkania prezesa Chrzanowskiego. Najpierw złożyliśmy wniosek o powołanie komisji śledczej. Jutro złożymy wniosek o odwołanie rządu” – mówił w radiowej Trójce przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Schetyna o noweli ustawy o SN: To jest próba politycznej rozgrywki. Jeśli chcemy mówić o powrocie do normalności, to trzeba powrócić do stanu sprzed kiedy wydali wojnę polskiej praworządności

Nie biję brawa, bo to jest wymuszone, nieprawdziwe. To jest próba politycznej rozgrywki. Chciałbym, żeby przestali demolować pozycję, niezawisłość sędziowską, niezależność sądów, żeby zostawili Sąd Najwyższy, żeby odwołali dublerów i przyjęli przysięgę od prawidłowo wybranych sędziów [TK]. Jeśli chcemy mówić o powrocie do normalności, to trzeba powrócić do stanu sprzed kiedy wydali wojnę polskiej praworządności” – w radiowej Trójce Schetyna.

Schetyna: W przyszłym tygodniu wniosek do prokuratury ws. korupcji politycznej na Śląsku

Nie można donosić do prokuratury czy wszczynać postępowanie, dlatego że ktoś osiągnął większość. Rozumiem dystans do tej kwestii. Korupcja polityczna jest czynem, który jest przestępstwem i ma swój zapis w Kodeksie karnym. Jest jeden z najwyższych urzędników państwa, przedstawiciel premiera, szefa Kancelarii Premiera. Jest miejscowy poseł PiS-u. Jest ofiara, czyli radny Nowoczesnej wybrany z list KO, któremu przedstawiana jest korupcja polityczna. Oni w pierwszym dniu, przed rozpoczęciem funkcjonowania, początkiem kadencji korumpują przedstawiciela drugiej strony i składają mu korupcyjną ofertę, żeby zmienić werdykt wyborczy. To się im udało i dlatego będziemy zawiadamiać prokuraturę. Myślę, że w przyszłym tygodniu” – mówił w radiowej Trójce Grzegorz Schetyna.

— PIS SIĘ COFNĄŁ SPRYTNIE – EWA SIEDLECKA: “PiS się cofnął. Ale sprytnie. Nie „odbije” Sądu Najwyższego, ale stworzył tam dwie izby, dzięki którym może i tak osiągać cele, które sobie zamierzył: kontrolować orzecznictwo w sprawach wyborczych i innych publicznych, eliminować z zawodu, zastraszać nieposłusznych sędziów. Eliminacja „starych” sędziów SN czy NSA wcale nie była konieczna. To był raczej, charakterystyczny dla PiS, element zemsty i wygrywane propagandowo hasło „oczyszczania” z rzekomych „sędziów stanu wojennego”. Działanie głównie symboliczne. To, co PiS niewątpliwie jednak w tym boli, to fakt, że nie odbił stanowiska pierwszego prezesa SN”.
polityka.pl

>>>