Tag Archives: Wojsko Polskie

Pisowskie wykształciuchy intelektualnie ledwie wiążą koniec z końcem

15 Lu

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniony przez dziennikarzy Radia Zet „raport” o stanie polskiej armii więcej nowego niż o niej mówi o stanie ministerstwa obrony. Osoba z kierownictwa resortu zdecydowała się w praktyce na oskarżenie polityki własnego obozu politycznego.

Nie twierdzę, że wojna się rozleje na Europę. Twierdzę, że zagrożenie bezpośrednie dla krajów sąsiadujących z Ukrainą, z Federacją Rosyjską, będzie nie tylko wyimaginowane, ale będzie wręcz realne – powiedział na antenie Polsat News gen. Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wojskowy w mocny sposób skomentował doniesienia Radia ZET o raporcie, według którego „armia nie jest zdolna do przeprowadzenia nawet niewielkiej operacji obronnej”.

Więcej o tym, jak Polska została bez obronności >>>

Zmarł Daniel Passent, wybitny felietonista, autor książek, publicysta związany zawodowo od lat 60. z tygodnikiem „Polityka”, ostatnio także z radiem TOK FM. W latach 90. był ambasadorem w Chile. Miał 83 lata.

Więcej o żegnaniu Daniela Passenta >>>

 

View original post

 

W jakiej Polsce chcę żyć?

28 Lip

Świetny jest ten projekt @TdKonstytucjaPL. Serce rośnie jak się to czyta fot. @oko_press

Kmicic z chesterfieldem

PiS uważa, że kapitał zagraniczny to zło. W takim razie ministrowie powinni się przesiąść na polskie samochody elektryczne. Nie mamy takich? To może na polonezy albo fiaty? Też nie? Ale furmanki to chyba mamy? Wiśta! Wio! Kierunek: Białoruś.

– Odmowa wykonania orzeczeń unijnego Trybunału stanowi naruszenie prawa unijnego i godzi w polski porządek konstytucyjny – napisali w oświadczeniu sędziowie SN. Do respektowania prawa unijnego wzywa rząd i SN już co trzeci polski sędzia.

O sędziach, którzy stoją na straży demokracji i niezależnego sądownictwa zgodnie z orzeczeniem TSUE >>>

Na naszych oczach rodzi się pewna polityczna praktyka – tworzenie alternatywnego modelu zakupów dla sił zbrojnych poza dotychczasowymi procedurami i z użyciem pieniędzy, które nie zostały zapisane w budżecie, poza kontrolą parlamentu. Taki system jest z punktu widzenia państwa dewastujący, tworzy nieprawdopodobne pole do nadużyć – mówi gen. Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Więcej o szwejach Kaczyńskim i Błaszczaku…

View original post 124 słowa więcej

 

Pisowcom się należy

9 Gru

>>>

PiS–owska „śmietanka” ruszyła do boju o kasę z szefem własnego rządu, a ten najwyraźniej nie zamierza się poddać i zrezygnować z dodatkowych miliardów, które wpłynęłyby z „oskładkowania” osób zarabiających ponad 10,5 tys. zł miesięcznie.

Jeszcze w ubiegłym roku PiS sam przeforsował ustawę zakładającą, że zarabiający powyżej 10,5 tys. zł brutto mają płacić składki emerytalne przez cały rok.

Na razie spada z nich ten obowiązek z chwilą, gdy przekroczą pułapu 120 tys. zł brutto, czyli 30-krotności średniej pensji, bo ich emerytura i tak będzie się liczyć od tej kwoty. Ustawa ma chronić system emerytalny przed wypłacaniem zbyt wysokich emerytur, na które państwa nie będzie w przyszłości stać, z drugiej jednak strony odbiera obecnie panującym składki od najbogatszych Polaków rzędu 7 mld zł.

Skutki w postaci kosztownych wysokich emerytur będą musieli się martwić inni za 10-20 lat.

Ewentualna zmiana, radośnie podjętej przez PiS ustawy, zagraża 350-tysięcznej   średniej kadrze zarządzającej, czyli całej rzeszy lokalnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości, którzy opanowali stanowiska kierownicze w różnego rodzaju urzędach centralnych i spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

To oni zwykle pobierają na wygodnych etatach wynagrodzenia powyżej 10,5 tys. złotych brutto i to oni zarabialiby mniej, gdyby przepisy ustawy forsowanej przez Mateusza Morawieckiego weszły w życie.

Na Nowogrodzkiej zrobiło się więc rojno – pisze Gazeta Wyborcza, a partyjni baronowie apelują do prezesa, by wyjednać zatrzymanie planów Morawieckiego.

Usiłują go przekonać, że nowe prawo „źle wpłynie na morale naszych ludzi”. Na razie kwestia jest otwarta. Dziennik podaje, że na decyzję Kaczyńskiego trzeba będzie poczekać.  Jeśli najbliższe wskaźniki gospodarcze się pogorszą to w pierwszej kolejności padną Misiewicze i z nich ściągana będzie większa kasa w postaci dodatkowych składek. Nic ich przed tym nie uchroni, mimo że może nawet pamiętają słynne zawołanie Szydło w Sejmie i mają głębokie przekonanie, że im się ta kasa zwyczajnie należy.

Były premier rządu SLD – Leszek Miller, odnosząc się w sobotnich „Faktach po Faktach” do wystąpienie lidera PiS w Jachrance powiedział o Kaczyńskim: „odniosłem wrażenie, że jest intelektualnie znużony i bardzo zdesperowany”. Ocenił, że choć Kaczyński nie powiedział tego wprost, ale do jego kolegów popłynął „czytelny komunikat, że PiS może przegrać wybory”. „Zaczyna oswajać z tym swoich towarzyszy”.

Miller zauważył wyraźną „utratę dynamiki”, prezentowanej dotąd przez Prawo i Sprawiedliwość. „Zresztą w samym tym wystąpieniu pana Kaczyńskiego było więcej defensywy niż ofensywy” – powiedział Miller.

>>>

Były premier podkreślił, że piętrzą się afery, które zdesperowani przedstawiciele PiS-u próbują zamiatać pod dywan. „Jest tam (w PiS) definitywna świadomość, że nie udała się misja premiera Mateusza Morawieckiego. Zamiana, która nastąpiła jakiś czas temu, kiedy zdymisjonowano panią Szydło, przecież polegała na tym, że Mateusz Morawiecki miał pozyskać elektorat centrowy, który był dość wystraszony – mówił Miller. Stwierdził, że w PiS spodziewano się, że ten, kto „jawi się jako wytworny dżentelmen, ekonomista, ten elektorat pozyska”.

 „Premier Morawiecki miał też pogodzić PiS z Unią Europejską. Nic takiego się nie stało, odwrotnie. Centrum jest jeszcze bardziej przestraszone, a Unia Europejska jest jeszcze bardziej nasrożona niż była” – powiedział Miller i podkreślił, że „bez centrum nie wygrywa się wyborów”.  Leszek Miller dodał ponadto, że „jeśli PiS chce wygrać wybory, i to w sposób przekonujący, to musi zmienić politykę i twarze. Ale przede wszystkim politykę. Musi się coś stać z programem działania tej partii, który szedłby bardziej w stronę uspokojenia niż jątrzenia” – ocenił były premier. „Odnoszę wrażenie, że PiS chyba o tym nie myśli – dodał.

>>>

Miller zwrócił uwagę, że „nikt nie wierzy” w piątkowe słowa Kaczyńskiego, który zapewniał, że PiS jest prounijny, prokonstytucyjny, prodemokratyczny, a afera KNF jest tak naprawdę aferą SKOK Wołomin.  „Jak obserwowałem twarze znanych polityków PiS, zgromadzonych w tej sali, oglądających to wystąpienie, tam nie było żadnego entuzjazmu, ożywienia, przejęcia tym, co słyszą. Sądzę, że słuchając swojego szefa, myśleli: a kto w to uwierzy, skoro nawet my w to nie wierzymy” – powiedział Miller.

Kaczyński, dubeltówka i makówka

4 Gru

Rządzący na Węgrzech Fidesz Viktora Orbana po przejęciu władzy w 2010 roku bardzo umiejętnie wykorzystywał rozbicie tamtejszej opozycji oraz jej słabość. Cztery lata później władzę umocnił zdobywając większość konstytucyjną, a praktycznie nieistniejący przeciwnicy polityczni w parlamencie mogli się jedynie biernie przyglądać, jak Orban zmienia ich ustrój w neoautorytarny. Prezes Prawa i Sprawiedliwości nigdy nie ukrywał, że scenariusz węgierski nad Wisłą mu się marzy, jednak okazuje się, że w jednej kwestii sytuacja w Polsce diametralnie różni się od tej nad Dunajem. Mimo trzech lat szykan, prób odgrzewania i rozliczania rzekomych afer poprzednich rządów, nie udało się partii Jarosława Kaczyńskiego doprowadzić do totalnego upadku popularności ani Platformy Obywatelskiej, ani Polskiego Stronnictwa Ludowego. To może się dziś na liderze PiS zemścić.

Jak donosi bowiem “Super Express”, w zleconym przez dziennik sondażu w Instytucie Pollster, PiS owszem otrzymuje bardzo podobny wynik do tego z 2015 roku tj. 38%, jednak zjednoczona opozycja (zakładająca wspólny start PO, N, PSL i SLD, Razem i Teraz!) może liczyć na magiczne 50% poparcia Polaków. I choć twór takowy wciąż nie istnieje nawet w teorii, to jednak zbadanie opinii publicznej w kwestii hipotetycznego poparcia dla jednego wspólnego ruchu anty-PiS prowadzi do oczywistych wniosków, także u liderów ugrupowań, które wciąż kręcą nosem na zawiązanie wyborczej współpracy. Pokazuje także bezradność kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, które może jedynie biernie się przyglądać tworzącemu się mozolnie obozowi zjednoczonej opozycji.

Wyniki sondażu dla “SE” skomentował poseł Marek Ast z Prawa i Sprawiedliwości, stwierdzając, że takie wyniki powinny zaalarmować obóz Zjednoczonej Prawicy.

– To jest sygnał dla nas, że musimy się mocno przed wyborami mobilizować i dobrze przepracować najbliższy rok, żeby to PiS i obóz zjednoczonej prawicy miał 50 proc., a zjednoczona opozycja 38 proc. – skomentował.

Z naszej strony pozostaje współczuć temu nieszczęśnikowi, który będzie zmuszony dziś koło południa, gdy prezes Kaczyński już na dobre się przebudzi, przekazać mu te hiobowe wieści.

Różański: Błaszczak nie jest tak kontrowersyjny w wypowiedziach jak poprzednik, ale jeżeli chodzi o sytuację w armii, nic się nie zmieniło

– Uważam, że [Mariusz Błaszczak w MON] to kontynuacja. Troszeczkę inną formę, minister Błaszczak nie jest tak ekspresyjny i tak może kontrowersyjny w wypowiedziach, jak jego poprzednik, natomiast jeżeli chodzi o sytuację w armii, uważam że nic się nie zmieniło. Jest niestety równia, ale uważam, że to równia pochyła – stwierdził gen. Mirosław Różański w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

Różański: Generałowie w polityce – nasze społeczeństwo chyba nie jest jeszcze na to gotowe. Natomiast powinniśmy z całą stanowczością artykułować to, co istotne dla państwa

– Myślę, że ci ludzie chcą być po prostu taktowani poważnie i chcą, żeby ich głos też był zauważony. Czy dzisiaj generałowie w polityce – chyba jeszcze nasze społeczeństwo nie jest na to gotowe, natomiast dalej będę stał na stanowisku, że powinniśmy mocno i z całą stanowczością artykułować to, co istotne dla państwa – stwierdził Mirosław Różański w TVN24.

Generał Waldemar Skrzypczak udzielił bardzo ostrzegawczego wywiadu tygodnikowi Wprost. Bije w nim na alarm mówiąc, że nie jesteśmy przygotowani do wojny, a system ostrzegania oraz ewakuacji jest jedną wielką wydmuszką. Jakakolwiek eskalacja ze strony Rosji działań zbrojnych na Ukrainie, to potężne zagrożenie dla wschodniej granicy. Nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie 5-10 mln przerażonych wojną Ukraińców.

Nie istnieje obrona cywilna. Politycy opierają się na tym, co mają w sztabach kryzysowych. Tylko że sztaby mają bardzo ograniczone możliwości (…)” – alarmuje Skrzypczak. Do ewakuacji jednego przedszkola w 100-tysięcznym mieście przygotowują się dwa tygodnie – “(…) Kiedy przyjdzie do ewakuacji nie jednego, ale 60 przedszkoli, ten system polegnie. Będziemy skazani na wielką katastrofę, straty ludzkie będą niewyobrażalne ​(…) – mówi w rozmowie z tygodnikiem. Generał pyta autorkę wywiadu, czy wie gdzie się udać jakby coś się działo, jakby był nalot na Warszawę? Oboje nie mają pojęcia – “(…) To będzie katastrofa, hekatomba. To są niewyobrażalne zaniedbania. Przed wojną ten system był przygotowany, ludzie wiedzieli wszystko (…)” – mówi.

Generał odnosi się także do ostatniej prowokacji z wysyłaniem fałszywych sms-ów z informacją, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wzywa do stawienia się w urzędzie gminy w związku z sytuacją na Ukrainie. Jego zdaniem był to element wojny hybrydowej i atak, który miał na celu wprowadzenie zamieszania – “(…) Wydaje mi się ewidentnie, że my nie jesteśmy w stanie takim atakom zapobiegać. Dlaczego nikt nie rozpoznał takiego zamiaru wcześniej i nikt go nie przyblokował? To zdarzenie było badaniem gruntu” -stwierdza Skrzypczak. W podobnym tonie o tym incydencie napisano na CrowdMedia.pl

Pytany o działania polskiego wywiadu i kontrwywiadu mówi, że nie mamy dość szczelnej bariery, która chroniłaby naszą administrację, przemysł i społeczeństwo przed penetracją przez wywiad rosyjski. Skrzypczak mówi o setkach wywiadowców, którzy działają na terenie Polski – “(…) A polskie służby nie wyłuskują tych, którzy chodzą po naszym państwie i inspirują niepokoje społeczne. (…) Skoro w Wielkiej Brytanii czy Norwegii ich łapią, to czy tutaj ich nie ma? -pyta retorycznie.

>>>

Marsz Dudy i Morawieckiego taki, jak Polska pisowska z chaosu, tektury, stępki i słupka

8 List

PiS doprowadził Polskę do tego, że nie działa policja i wojsko

7 List

>>>

Noblista z ekonomii Paul Krugman pisze o artykułach w „New York Times”:

Dwa wspaniałe fragmenty dotyczące polityki wschodniej Europy w dzisiejszym artykule. Po pierwsze, o osamotnionych mężczyznach z NRD i ich ciężkim skręcie w prawo 1 /

>>>

Krugman o Sierakowskim:

Następnie o Polsce, gdzie może powstać ludowe powstanie przeciwko „populistom” (straszliwy termin) w toku; daje nadzieję także Ameryce 2 /

>>>

>>>

>>>

>>>

>>>

Od kilku lat 11 listopada nie jest świętem niepodległości, lecz świętem faszyzmu. Mało który Polak kojarzy tę datę z konkretnym wydarzeniem historycznym, jakim była kapitulacja wojsk niemieckich na terenie Polski i rozpoczęcie przejmowania władzy przez polskie struktury wojskowe i polską administrację. Mało który kojarzy tę datę z powrotem Piłsudskiego z niemieckiego więzienia do Warszawy. Mało który… Może nie tak mało, lecz na pewno o wiele mniej jest takich, którzy mają jakieś pojęcie o tym, w jaki sposób powstała II RP u kresu Wielkiej Wojny, niż takich, którzy wiedzą o tzw. Marszach Niepodległości, podczas których masa opętanych szowinistyczną agresją młodych ludzi wykrzykuje nienawistne hasła, pali race i rozrabia na ulicach Warszawy, otoczona wielotysięcznym kordonem policji, starającej się upilnować tę hałastrę i zabezpieczyć miasto przed niszczeniem mienia.

Narodowcy, osłaniani przez katolicki i nacjonalistyczny rząd, czują się coraz bardziej bezkarni. Wiedzą, że nikt nie śmie ich powstrzymywać, a represji spodziewać się mogą wyłącznie ci obywatele, którzy przeciwko faszyzmowi na ulicach Warszawy protestują. Zanosi się na to, że za kilka dni, 11 listopada 2018 r., w setną rocznicę wyzwolenia Polski spod zaborów, władza znów abdykuje, a lokalne i niezauważalne dla świata (z racji dyplomatycznej klęski państwa polskiego i upadku jego wizerunku w świecie) obchody oficjalne zostaną całkowicie przesłonięte przez wydarzenia związane z ekscesami tzw. narodowców i bardzo prawdopodobnym rozwiązaniem ich pochodu przez władze stolicy.

Jeśli dojdzie do takich gorszących wydarzeń, świat znów – na małą chwilę – zainteresuje się Polską. Jednak zamiast pisać i mówić o kraju, który powstał z niewoli i stał się nowoczesnym europejskim państwem wolnych ludzi, będą pokazywać (na marginesie relacji z obchodów stulecia zakończenia II wojny światowej) migawki z burd na ulicach Warszawy, wzmiankując, że tak oto wygląda polska niepodległość i jej świętowanie. Na nic wielkie imprezy, koncerty, wystawy – wszystko pójdzie w jednej chwili z dymem faszystowskich rac.

Czy można tego uniknąć? Można – można faszystów ostro postraszyć, można zaangażować tyle policji, że spacyfikowanie faszystowskich rozrabiaków stanie się na tyle prawdopodobne, iż nie odważą się rwać bruku. Ale zdjęcia i tak będą i pójdą w świat. Ale wtedy przynajmniej zachodnie telewizje powiedzą, że polskie władze nareszcie zaczęły reagować na faszystowskie ekscesy. Mała to pociecha, choć zawsze coś.

Tak czy inaczej sytuacja polityczna sprawia, że żadnego święta de facto nie będzie. Będzie marsz faszystów (nie wiem, dlaczego zwanych „neo” – cóż w nich nowego?), będę oficjalne obchody we własnym gronie reżimu i jego nielicznych przyjaciół z kraju i bliskiej zagranicy, i będą obchody wolnych demokratów – w Poznaniu. Słowem, jakaś kakofonia polityczna, zupełnie pozbawiona powagi i atmosfery ogólnonarodowego święta. Marny to bilans po stu latach i niedobra wróżba na przyszłość. Niewiele było lat w stuletniej historii naszego kraju od roku 1918, za które można by rządy i państwo polskie chwalić. Zażyliśmy demokracji i jako takiej sprawiedliwości społecznej tyle, by zrobić sobie apetyt na więcej. Kilka lat po 1918 roku, ćwierć wieku po roku 1989. Mało.

Nie wiadomo jeszcze, co z tego będzie. Czy w ogóle ta polska wolność przetrwa, skoro system polityczny jest tak bardzo nieodporny na destrukcję, a społeczeństwo tak mało przywiązane do wolności w jej najważniejszych, konstytucyjnych wymiarach? Tam, gdzie brakuje poczucia narodowego, pewności siebie, opartej na wartościach demokratycznego państwa prawnego, tam próżnię moralną wypełniają mity, kompleksy, a następnie szowinizm i faszyzm. Patologia tzw. marszów niepodległości pokazuje jałowość, pustkę intelektualną i moralną polskiej idei narodowej. Nie ma w niej już nic poza czczą plemienną pychą, lękiem i pogardą dla obcych, zaściankowością i frustracją. Żadnej idei, żadnego przyjaznego przesłania, żadnej świadomości różnorodnego bogactwa polskości, żadnej ciekawości Polski i jej prawdziwej, wieloetnicznej historii, żadnej wrażliwości. Ot, czyste prostactwo, buta i ignorancja. Jeden ordynarny wrzask i zgiełk.

Daliśmy sobie polskość obrzydzić i zabrać. Pracowała na to endecja wielu pokoleń, pracowali faszyści przyklejeni do PZPR, do Kościoła, do różnych „środowisk prawicowych” po 1989 r. Zbieramy dziś, w stulecie niepodległości, bogate i gorzkie żniwo tego intelektualnego, moralnego i emocjonalnego wyjałowienia. To bardzo, bardzo smutne. Nie będziemy się cieszyć 11 listopada – będziemy się martwić i niepokoić, co się wydarzy w Warszawie i co będą o nas mówić na świecie. I sami sobie jesteśmy winni. Polska jest ciężko chora, a 11 listopada będziemy mieli gorączkę. Czy naród tak spętany i zastraszony przez nacjonalistów, naród, któremu jego własna narodowość kojarzy się coraz bardziej z mitologią, pustą dumą dla dumy oraz agresją faszystowskiej hałastry – przerażająco kosmopolitycznej w swym podobieństwie do hałastry ukraińskiej, litewskiej, rosyjskiej, niemieckiej… – w ogóle przetrwa?

Kogo za sto lat będzie nad Wisłą obchodzić polskość i polska państwowość, jeśli wszystko to wciąż, i to coraz bardziej, kojarzy się z miazmatami XIX w., złymi emocjami, nacjonalistycznym anachronizmem? Czy będą obchody dwóchsetlecia niepodległości Polski? Można w to wątpić, niestety.

Grzegorz Schetyna o wspólnym klubie PO i Nowoczesnej

6 List

Schetyna: Widziałem, że jest w bardzo dobrej formie, Przygotowany, skoncentrowany. Taki Tusk jak za starych, dobrych czasów

– Z dużym wrażeniem [patrzyłem na Donalda Tuska], że był bardzo dobrze przygotowany, w bardzo dobrej formie. Miałem też możliwość rozmawiania z nim. Nie w trakcie przesłuchania, ale przed i w czasie przerwy. Widziałem, że jest w bardzo dobrej formie. Bardzo dobrze przygotowany, skoncentrowany. Taki Tusk jak za starych, dobrych czasów – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24. Jak podkreślił, „rozmawialiśmy o przyszłości i polityce”.

– Po jego powrocie w grudniu 2019 roku myślę, że tak, to projekt, który w polskiej polityce może znaczyć. Nie rozmawialiśmy [wczoraj o tym]. Mówiliśmy tylko o aktualnej sytuacji i o analizie tego, co dzieje się na komisji – mówił dalej przewodniczący PO.

Schetyna: Warto zrobić wiele, żeby po wygranych wyborach parlamentarnych rozmawiać poważnie o wspólnym kandydacie na prezydenta Polski

– Warto zrobić wiele, żeby po wygranych wyborach parlamentarnych przez Koalicję Obywatelską, czy to, co się uda wokół niej zbudować, rozmawiać bardzo poważnie o wspólnym kandydacie na prezydenta [Polski] – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z Piaseckim.

Schetyna o Amber Gold: To prokuratura powinna reagować wcześniej. Ci wszyscy, którzy nie podejmowali decyzji, teraz mają świetną karierę

– Oczywiście nie było wszystko tak, jak miało być, ale na końcu to przesłuchanie Tuska jednak obnażyło brak argumentów ze strony śledczych, którzy chcieli go przesłuchać i dopaść. To nie służby, bo przecież te notatki, ostrzeżenia były. Bardziej patrzę na prokuraturę. Nie było mechanizmów w prokuraturze i państwowego nadzoru nad prokuraturą, żeby egzekwować informacje, które płynęły ze służb – stwierdził Grzegorz Schetyna w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

– Ta praca służb była rzetelna, natomiast nie było mechanizmu, który pokazywałby, ostrzegał i wprowadzał interwencję państwa wcześniej. To rzeczywiście jest prawda, ale uważam, że to prokuratura powinna reagować wcześniej. Ci wszyscy, którzy nie podejmowali decyzji, teraz mają świetną karierę i awansują za prokuratora generalnego – dodał szef PO.

Schetyna: 11 listopada rano będziemy z Tuskiem przed pomnikiem Piłsudskiego

– Pójdziemy w inne miejsce razem [z Donaldem Tuskiem] i złożymy kwiaty. To dla nas, historyków bardzo ważna data [11 listopada]. Wiele o niej mówiliśmy. Będziemy przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego, bo to symboliczne. Będziemy w godzinach porannych, w gronie z przyjaciółmi, z ludźmi, z którymi robimy i chcemy robić politykę i nie tylko. Chcemy oddać cześć ojcom niepodległej. Zrobimy to nie tylko w Warszawie. W związku z upadkiem całej koncepcji przygotowania tego święta, zrobimy to także w całym kraju. Wierzę, że będzie to powszechna akcja ludzi PO – stwierdził Schetyna.

Jak podkreślił przewodniczący PO, nie będzie go o 12:00 przed Grobem Nieznanego Żołnierza. – Będziemy 11 listopada na tych uroczystościach. Na uroczystościach organizowanych przez miasto, samorządowców Platformy w całym kraju – dodał.

„Biorę to poważnie pod uwagę”. Schetyna sugeruje możliwość integracji klubów PO i N

– Chciałbym zbudować taką koalicję, taki blok wyborczy, który wygra z 2019 roku – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24. Jak dodał:

„Stanęliśmy w szóstkę z SLD, Europejskimi Demokratami, PSL. Stanęliśmy obok siebie w piątek, przed wyborami. Tak, biorę to bardzo poważnie pod uwagę, jeżeli uda nam się prowadzić rozmowy w lepszym stylu niż przed wyborami samorządowymi, a wierzę, że tak, że to możliwe. Tego oczekują Polacy”

Pytany o silniejsze zintegrowanie Platformy z Nowoczesną, odpowiedział: – Myślę, że tak. To proces, który będzie postępował. Współpraca klubów parlamentarnych. Nie wiem czy kwestia federacji, bo to kwestia organizacji [ws. wspólnego klubu] i logistyki, funkcjonowania tak dużego klubu. To nie jest proste. Obecność w mediach. Biorę to bardzo poważnie pod uwagę. Rozmawiamy z przewodniczącą Lubnauer.

Dopytywany o wspólną partią, stwierdził: – To by było bardzo trudne. Kuszące to jest zwycięstwo w PiS. Żeby zatrzymać skutecznie PiS. Warto zrobić wiele, żeby to się stało, ale musi zacząć ten najsilniejszy, największy. Pokazać, że to nie tylko gest, ale prawdziwa nowa polityczna przestrzeń. Myślę, że to będziemy decydować [ws. szyldu] wszyscy ludzie Platformy, którzy ją zakładali i prowadzili. Chcę projektu, skuteczności. Uważam, że to najważniejsze. Platforma to szyld, znany, nie tylko w Polsce, w Europie, świecie. Zbudował KO i dał zwycięstwo, nadzieję Polakom, że można skutecznie pokonać PiS. Dlatego to jest ta wartość.

Gersdorf poinformowała KE o środkach podjętych w SN w celu zastosowania się do postanowienia TSUE

– W dniu 31 października 2018 r. Pani Prof. Małgorzata Gersdorf Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego przesłała do Komisji Europejskiej informację o środkach podjętych w Sądzie Najwyższym w celu pełnego zastosowania się do postanowienia TSUE z dnia 19 października 2018 r. w sprawie C-619/18 – poinformowało biuro prasowe SN.

Informacja została również przesłana do wiadomości Trybunału Sprawiedliwości UE.

W zawiadomieniu Prezes Gersdorf poinformowała, że w dniu 19 października br. wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego objęci zakresem działania środków tymczasowych zostali zawezwani do podjęcia obowiązków służbowych w Sądzie Najwyższym i do dnia 31 października 22 sędziów stawiło się w Sądzie Najwyższym, a części z nich już przydzielono sprawy do rozpoznania.

Pani Prezes poinformował również, że organy władzy ustawodawczej i wykonawczej prowadzą rozważania co do sposobu wykonania przedmiotowego postanowienia”

PiS doprowadził do sytuacji, że w manewrach „żołnierze” uczestniczą z atrapami broni

Jutro rozpoczynają się największe w tym roku manewry pod kryptonimem “Anakonda 18”. Ćwiczenia odbywają się cyklicznie co dwa lata. W tym roku wojsko będzie ćwiczyć między innymi na poligonie w Drawsku Pomorskim i Orzyszu oraz w przestrzeni powietrznej Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Niektóre z epizodów zostaną rozegrane poza poligonami. Celem manewrów jest sprawdzenie, jak w warunkach wojennych współdziałają ze sobą wojsko, administracja cywilna, a także struktury dowodzenia NATO. 

Scenariusze zostały ustalone tak, aby w miarę realnie odpowiadały tym, z którymi będzie musiało się zderzyć państwo w czasie wojny. Chociaż nikt tego głośno nie mówi, chodzi o odpowiedź na agresję Rosji na Polskę i kraje bałtyckie. Ćwiczenia będą też rozciągnięte w czasie i podzielone na dwa etapy: 7-16 listopada będą to manewry z wojskami, a od 26 listopada do 6 grudnia dowódczo-sztabowe wspomagane komputerowo. W manewrach wezmą udział żołnierze z dziecięciu krajów NATO – głównie Amerykanie, ale także m.in. żołnierze tureccy, niemieccy, rumuńscy i czescy. Na terenie Polski będzie ćwiczyć około 12 tysięcy żołnierzy, a blisko 5 tysięcy w krajach bałtyckich oraz na morzu.

Dzisiejsza Rzeczpospolita informuje, że pomimo wątpliwości Amerykanów w manewrach wezmą udział organizacje proobronne. Udział tych organizacji budzi kontrowersje US Army. Notatka, która 27 kwietnia 2016 roku trafiła do Centrum Operacyjnego MON, zawierała informacje, że dzień wcześniej w trakcie spotkania w Biurze do spraw proboronnych MON przedstawiciele amerykańskiej armii wyrazili niepokój w związku z udziałem cywilów z formacji paramilitarnych w ćwiczeniach. Wątpliwości Amerykanów dotyczyły tego, że w rejonie bezpośrednich wojsk USA nie mogą przebywać cywile. Oficerowie Wojska Polskiego poinformowali gazetę, że członkowie organizacji wyjdą na ćwiczenia z… atrapami broni.

Rzeczpospolita zapytała eksperta o wątpliwości, co do udziału w manewrach takich organizacji – “Nie wiadomo, w jaki sposób te organizacje miałby zostać włączone w system obrony państwa. Nie mają określonych zadań w czasie pokoju i wojny, np. wsparcia ludności cywilnej – w przeciwieństwie np. do Wojsk Obrony Terytorialnej” – tłumaczy. MON nie określił m.in. modelu funkcjonowania organizacji pozarządowych w w systemie obrony państwa, w tym korzystania z obiektów wojskowych czy wyposażenia Sił Zbrojnych. Co więcej, resort nie zdefiniował jednoznacznie, czym są organizacje proobronne. I chyba najważniejsza sprawa. Wątpliwa jest podstawa prawna włączenia ich do ćwiczeń wojskowych. 

Brakuje jeszcze kosynierów i husarii, bo jak już się bawić to na całego. Wątpliwa podstawa prawna i do tego system, który w swoich założeniach nie uwzględnia tego typu organizacji, to gotowy przepis na tragedię, w imię ambicji MON, które jak widać pozostały bez zmian po wymianie szefa MON. To tupolewizm w wydaniu mundurowym. 12 tysięcy żołnierzy, a wśród nich ludzie biegający z atrapami krzyczący “pif-paf” i bawiący się w wojnę. Dla wielu to jest czysty Bareja, ale to nie jest komedia ponieważ tu aż za bardzo unosi się zapach dramatu.

W PiS nie wiedzą, czy Małgorzata Wassermann wygrała wybory na prezydenta Krakowa, czy przegrała.