Tag Archives: Wielkanoc 2019

Morawieckiego postawić przed sądem za oszczerstwa

23 Kwi

„Składam doniesienie o niszczeniu dobrego imienia Polski” – napisał na Twitterze Wojciech Sadurski.„Ob. M Morawiecki wczoraj w Nowym Jorku publicznie ogłosił, że w Polsce nadal orzekają sędziowie stalinowscy, a także winni skazywania dziecięcia Morawieckiego w stanie wojennym i głęboko skorumpowani. Co na to Prokuratura?” – zapytał profesor, po skandalicznej wypowiedzi szefa PiSowiskiego rządu na Uniwersytecie w Nowym Jorku.

Środowisko sędziowskie jest oburzone słowami Morawieckiego, a internauci okrzyknęli go certyfikowanym kłamcą roku.

„Panie premierze Morawiecki jak Pan śmie opowiadać takie banialuki, wysuwać takie oszczerstwa pod adresem polskich sędziów?” – napisał wzburzony adwokat Michał Wawrykiewicz, członek Inicjatywy „Wolne sądy”.

Premier udał się do Nowego Jorku, by promować Polskę i uczynił to w najgorszy ze sposobów. Uniwersytecka debata dotyczyła zmian dokonywanych przez rządzących w sądownictwie. „Dla mnie to jest sytuacja, którą możemy porównać z Francją, z okresem post-Vichy, kiedy Michel Debré w 1958 roku i Charles de Gaulle kompletnie przebudowali system” – oznajmił Mateusz Morawiecki. Nie uwzględnił faktu, że Francja Vichy po klęsce armii francuskiej w 1940 roku, była państwem kolaborującym z hitlerowskimi Niemcami. Przypomnijmy, że premier jest historykiem z wykształcenia. Działa więc z pełną premedytacją.

Porównanie do państwa Vichy, po oskarżaniu sędziów o korupcję przelało czarę goryczy. „Jesteśmy porównywani do nazistowskich kolaborantów odpowiedzialnych za śmierć, za deportację siedemdziesięciu tysięcy Żydów” – ocenia Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.

„Proszę sobie wyobrazić tych wszystkich ciężko pracujących ludzi, którzy od ponad trzech lat słyszą bez przerwy tego typu zarzuty” – zwraca uwagę zniesmaczony rzecznik SN, sędzia Michał Laskowski.  „To jest naprawdę bardzo bolesne, niesprawiedliwe po prostu” – dodaje. „Te oskarżenia wracają za każdym razem, gdy PiS zmienia prawo. Teraz PiS pracuje już nad ósmą nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym, która przewiduje między innymi możliwość, że prezesa Sądu Najwyższego będzie wybierał prezydent, co zdaniem opozycji i prawników łamie polską konstytucję” – podkreślił sędzia Laskowski.

Nie milkną komentarze, po spaleniu kuły Żyda przez mieszkańców Pruchnika. Do wydarzeń odniósł się m.in. słynny brytyjski naukowiec Richard Dawkins.

Obłudne kupowanie opłacalnej wyborczo większości przy kompletnym braku wrażliwości na sprawy mniejszości to – oględnie rzecz ujmując – nie jest chyba to, o co chodziło Chrystusowi.

Jestem chrześcijaninem. Pomimo tego, iż Kościół powszechny, a szczególnie ten polski zrobił już bardzo wiele, by od wiary mnie odwieść, ja wciąż uporczywie jestem chrześcijaninem. Nie dla Kościoła jednak ani nie przez Kościół nim jestem. Jestem chrześcijaninem przez, dzięki i dla Chrystusa.

Z drugiej strony mam pewną przypadłość, która od ślepej i bezrefleksyjnej wiary mnie strzeże. Przez całe intelektualnie aktywne życie zastanawiam się, zadaję pytania, podaję w wątpliwość to, co jeszcze przed chwilą uważałem za pewnik, weryfikuję, sprawdzam, upewniam się. Kiedy zbliża się Wielkanoc, czyli najważniejsze święto mojej religii, a On szykuje się do przejścia w krainę, z której nie powrócił żaden podróżnik, oprócz Niego, zastanawiam się jeszcze bardziej. Myślę, że chyba po prostu szukam Prawdy, której do końca znaleźć oczywiście nie sposób.

Bardzo chciałbym wiedzieć, po której stronie coraz wyraźniej i bardziej jednoznacznie spolaryzowanego świata byłby dziś ten najlepszy z ludzi, którzy żyli na ziemi, jedyny z nas, który narodził się bez grzechu pierworodnego i który zmarł nie zgrzeszywszy ni razu.

Swoją drogą zastanawiam się, czy On się zastanawiał, czy miewał wątpliwości, czy choć raz nie był do końca pewien, po której stronie jest racja, czy podał kiedyś w wątpliwość swoje wcześniejsze mniemanie? W gaju oliwnym tamtej nocy, gdy od końca dzieliło go zaledwie kilka godzin, a może po tym, gdy wściekł się na kupczących w świątyni i zniszczył im stragany? Na krzyżu, gdy był najbardziej człowiekiem i gdy był i jest mi najbliższy? Eli, Eli Lamma Sabachthani.

Po której stronie byłby dziś oprócz tego oczywiście, że na pewno nigdy nie obrałby jednoznacznie żadnej strony, bo interesuje Go człowiek jako taki, a nie strony, frakcje, partie, opcje, koterie i grupy światopoglądowe.

Zostawmy Chrystusa. Nie wypada mieszać Boga w lokalne i chwilowe spory toczące się w małej Polsce, a choćby i w wielkim świecie. Nie wypada szczególnie teraz, gdy znów po raz bodaj tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty szósty, w święto Paschy próbujemy wraz z nim przejść od życia do śmierci i z powrotem, od zła do dobra, od mroku do światła. Zostawmy Chrystusa, ale nie zostawiajmy tego, o czym do nas mówi wciąż od nowa, wciąż z miłością.

Dla największego z ludzi najważniejsi zawsze byli ci najmniejsi, najbardziej bezbronni, najubożsi, ci, którzy nie radzą sobie często z najprostszymi rzeczami, ci, dla których życie nie jest zabawą lekką i przyjemną, a raczej drogą prowadzącą pod górę, kamienistą, wśród cierni wiodącą.

Tak zwana dobra zmiana (swoją drogą jest coś lekko niepokojącego w tym, iż jej ojcowie sami nazywają ją dobrą) na swoich sztandarach od początku miała pomoc dla takiego właśnie człowieka. Flagowy projekt PiS, czyli 500+ miał być skierowany do ludzi, którzy w życiu mają pod górę i to nieważne z własnej czy z czyjejś winy. Inna sprawa, że w świecie tzw. dobrej zmiany nic nigdy nie jest z własnej winy. Podobnie miało być z projektami już nie wprost ekonomicznymi, a bardziej dotyczącymi dziedziny sprawiedliwości społecznej, czyli z tak zwanym wstawaniem z kolan. W Polsce owo wstawanie miało polegać na rozliczeniu tych, którzy dorobili się na schedzie po komunie i podzielenie odzyskanych dóbr i odzyskanej godności między do tej pory wykorzystywanych i niszczonych. Na arenie międzynarodowej wstawanie z kolan miało być przemianą z petenta w pełnoprawnego obywatela świata żądającego zasłużonego uznania i szacunku.

Takie były sztandarowe hasła prawych i sprawiedliwych na moment przejścia od III RP, będącej wedle ich wykładni ustawką postkomunistycznych elit ze źle życzącymi Polsce podobnymi, choć chyba niepostkomunistycznymi elitami świata zachodniego, do IV RP, która miała być krainą wiecznej szczęśliwości dla wcześniej haniebnie wykorzystywanych. Celowo piszę o sztandarowych hasłach, a nie o zamiarach albo nawet o programie. Tak naprawdę, co jawi mi się na każdym kroku i co za każdym razem w końcu rozwiewa moje wątpliwości – wszystko to od początku podszyte było bowiem cynicznym kłamstwem i czysto politycznym wyrachowaniem, zimną kalkulacją ludzi, dla których najważniejszą i w gruncie rzeczy jedyną wartością jest utrzymanie się przy władzy.

Młodzi lekarze na dorobku, niepełnosprawne dzieci i ich umęczeni rodzice i w końcu dziś, gdy piszę te słowa, nauczyciele to tylko kilka z wielu grup, które mają pod górę, ale którym tzw. dobra zmiana postanowiła nie pomagać. Dlaczego? Dlatego, że to grupy – jakkolwiek o ogromnym znaczeniu dla funkcjonowania, moralności i przyszłości całego narodu – to jednak mniejszościowe i przez to nieposiadające żadnego literalnie znaczenia dla arytmetyki politycznej rządzących. Do tego w przeciwieństwie do rolników czy górników nie są to grupy, które mogą zagrozić ładowi społecznemu, bo przecież żadna z nich nie przyjedzie przed Sejm z oskardami i łomami, żadna nie będzie palić opon, żadna nie obali siłą ustroju.

Tzw. dobrej zmianie jak kani dżdżu potrzeba do istnienia antagonizmów i tak zwanych wrogów ludu, dlatego źle traktowane mniejszości są tak ważne. A to, że społeczeństwo będzie chorowite, jak niepełnosprawne dzieci i niewyedukowane, jak obywatele trzeciego świata, to po pierwsze nie ma znaczenia ani dziś, ani jutro, kiedy odbędą się wybory, a po drugie akurat niewyedukowane społeczeństwo jest jak najbardziej rządzącym na rękę, bo ludzi nietrzeźwych i niewyedukowanych łatwiej omotać. Wiedzieli to nasi zaborcy i później okupanci, wiedzą to mało sprzyjający przyszłości Polski włodarze dzisiejszej Rosji, którzy nota bene wspierają teraz za pośrednictwem opłaconych przez siebie internetowych trolli kampanię wymierzoną propagandowo w nauczycieli. Na marginesie owa nie pierwsza już zbieżność interesów polskiej tak zwanej dobrej zmiany ze złą zmianą w Rosji jest dość symptomatyczna, szczególnie w kontekście drugiego z kluczowych projektów obecnie rządzących, czyli wstawania Polski z kolan na arenie międzynarodowej. Oto bowiem wypięliśmy na salonach dumnie nasze piersi zdobne w martyrologię i odwieczną walkę narodu polskiego o dobro dla całego świata, ale niestety wygląda na to, że wszyscy wyszli, a ostali się jedynie zawsze czujni przedstawiciele rosyjskiej czerezwyczajki. Na arenie międzynarodowej stoimy zatem tyleż wyprostowani, co kompletnie osamotnieni, a wyjątkowo źle życzący nam duży sąsiad przygląda się temu z chłodnym uśmiechem.

Wygląda na to, że z dobrozmianowych obietnic dla narodu udało się bezwzględnie zrealizować jedną. Ci, którzy wcześniej czuli się mniejsi i gorsi od wyimaginowanych często elit, teraz czują czystą i coraz bardziej nieokiełznaną nienawiść. Pytanie tylko, czy to aby na pewno posunęło nas na chrześcijańskiej drodze ku światłu i przemianie zła w dobro.

Reasumując rozważania na Wielką Noc, oczywiście nie śmiem rościć sobie prawa do wiedzy na temat tego, co na to wszystko powiedziałby Ten, który jest najważniejszą postacią dramatu rozgrywającego się pomiędzy Wielkim Piątkiem a Rezurekcją. Nie śmiałbym, ale z mojego rozumienia przekazu, który nam pozostawił, sianie nienawiści między ludźmi, obłudne kupowanie silnej w swej masie i opłacalnej wyborczo większości przy kompletnym braku wrażliwości na sprawy mniejszości, wmawianie ludziom, że działa się w interesie ich domu, czyli kraju, podczas gdy tak naprawdę niszczy się jego przyszłość w świecie, to oględnie rzecz ujmując nie jest chyba to, o co chodziło Chrystusowi. Nie jest bez względu na to, jak szczere miałbym chęci wobec tak zwanej dobrej zmiany i jak wiele razy nie obróciłbym wszystkiego w swojej głowie w tę i z powrotem, żeby sprawdzić, zweryfikować, podać w wątpliwość, zrozumieć i dojść albo chociaż zbliżyć się do Prawdy.

Wszystko to zaś nie miałoby aż takiego znaczenia i prawdopodobnie w ogóle nie prowadziłbym tego typu rozważań, gdyby nie fakt, iż tzw. dobra zmiana w swej oficjalnej nazwie jawi się jako prawa i sprawiedliwa, a na swych sztandarach nosi krzyż, z którego właśnie w tych dniach po raz kolejny zdejmiemy umęczone ciało Chrystusa. Obłuda to cecha, która w połączeniu z cynizmem daje mieszankę bodaj najgorszą z możliwych. Znów na chwilę sięgam pamięcią do opowieści o zdarzeniach z dni poprzedzających ukrzyżowanie. Tam najbardziej obłudni byli bodaj faryzeusze. Czy dobrze pamiętam, że de facto to oni w końcu z pomocą populistycznej manipulacji zawiedli najświętszego z ludzi na krzyż? Sanhedryn prawych i sprawiedliwych z krzyżem na sztandarach? Dziwnie zestawienie.

Zastanawiam się, dlaczego mam uwierzyć w szczerość intencji rządzących, skoro cały ich obraz kraju, świata i ludzi jest z gruntu fałszywy, nielogiczny i zwyczajnie głupi.

Kancelaria Premiera opublikowała minutowy filmik, w którym Mateusz Morawiecki w krawacie dosiada się do stołu ludzi normalnie ubranych i ku ich zdumieniu przez 50 sekund reklamuje „piątkę Kaczyńskiego”, a przez pozostałe 10 sekund próbuje złożyć nam wielkanocne życzenia. W tym czasie wicepremier Szydło, w tradycyjnej scenerii mieszkania z kominkiem i rodzinnymi fotografiami na ścianach, informuje nas o konieczności przeżywania radości, miłości i nadziei. Natomiast prezes Kaczyński, któremu nie sprawdziło się ani jedno z trzech bożonarodzeniowych życzeń „Polski silnej, sprawiedliwej i dostatniej”, zwraca się tym razem tylko do mniej pamiętliwych mieszkańców Mazowsza za pośrednictwem Facebooka – nie swojego oczywiście, a sekretarza propagandy KC PiS Adama Bielana, który w ten sposób stara się zwiększyć swoje szanse ewakuacji do parlamentu europejskiego.

Na rozmaitych forach wielu innych dostojników posłużyło się tradycją i starannie wybranymi kanonami wiary katolickiej, usiłując przekonać Polaków o doniosłości swej posługi dla kraju i osobistej kolosalnej życzliwości dla rodaków. Ich twarze wygładzały się w ciepłym uśmiechu, a z ust płynęły słowa serdeczne i przyjazne. Nad wielkanocnym przekazem dnia, przygotowanym przez partyjnych propagandystów PiS, unosił się duch Boży, zachęcający do narodowego pojednania i wspólnych pląsów rządzonych z rządzącymi.

Chwilo – trwaj! – chciałoby się powiedzieć, gdyby nie pewność, że natychmiast po świętach znowu się okaże, kto formułuje warunki powszechnej zgody i na czym ma ona polegać. Wyjdzie na jaw, że narodowe porozumienie ma twarz szefa kancelarii premiera, który nie przepuści żadnej okazji, by przydeptać rozmówcę gigantycznym formatem własnego intelektu i przygniatającą wyższością racji partii, z której się wywodzi. Jego występ w „kropce nad i”, gdzie zachowywał się jak właściciel TVN, oszołomił samą Monikę Olejnik. Michał Dworczyk przerywał jej, pokrzykiwał na nią i odpowiadał głównie na niezadane pytania, a swoje tezy, których związek z rzeczywistością był odległy i przypadkowy, uwiarygodnił złowróżbnym pytaniem: – Zarzuca mi pani kłamstwo?!

Wiele lat temu dokładnie taki sam zajadły wyraz twarzy miał sekretarz propagandy, besztający młodego reportera działu miejskiego lokalnej gazety, który próbował pisać nie tylko o leniwych dozorcach i bezczelnych kelnerach. Pochylił się do mnie i wycedził z nieskrywaną groźbą w głosie: – Chcecie powiedzieć, że nasza partia popełnia jakieś błędy?!

Pojednanie oferowane przez PiS ma czasem wykrzywioną w amoku twarz Jarosława Kaczyńskiego, wykrzykującego obelgi pod adresem ludzi opozycji, a czasem, gdy prezes potrafi się opanować, ujawnia oblicze cynicznego manipulanta, który żąda, by wszyscy podpisywali zobowiązanie, że nie zechcą waluty euro póki nie będziemy tak bogaci jak najbogatsi w Europie, czyli może nigdy. Nie zauważył, że wśród 10 krajów, które razem z nami wchodziły do Unii, siedem zdecydowało się na euro i wszystkie już przeskoczyły Polskę pod względem wartości PKB na 1 mieszkańca.

Zgoda narodowa ma dzisiaj strapione oblicze pani Szydło, która rozdzierającym głosem biada nad koszmarną krzywdą polskich dzieci, opuszczonych przez bezdusznych nauczycieli, którzy nie chcą dopisać się do ugody dogadanej z zaprzyjaźnioną „Solidarnością”.  Porozumienie polskie ma równocześnie promienną twarz uśmiechającej się do siebie minister edukacji, o kwalifikacjach gwarantujących sukces wyłącznie w sztuce układania wróżb do ciasteczek. Pojednanie przybiera też sprężystą postać Zbigniewa Ziobry, który – niezrażony siedmioma klęskami projektu ustawy o Sądzie Najwyższym – po raz ósmy próbuje usadowić swoich podwładnych na czele władzy sądowniczej, by w przyszłości ochronić siebie i partyjnych kolesiów przed odpowiedzialnością karną za notoryczne łamanie konstytucji i kodeksowych przepisów.

Liczne niepowodzenia rządzących i niepewność utrzymania stołków spowodowały, że partia władzy przekroczyła kolejny Rubikon. W machinie propagandowej wymontowano hamulce, eliminując wyrzuty sumienia, żenadę i poczucie wstydu. Dolano wysokooktanowego paliwa, bo nowa instrukcja obsługi nakazuje jazdę z cegłą na pedale gazu. Przed kamerami ludzie PiS nie pozwalają teraz wypowiedzieć się przeciwnikom, przerywają rozmówcom, zagadują niewygodne pytania plotąc nie na temat, obwiniają poprzednie rządy o każdą zmianę pogody i bez mrugnięcia okiem kłamią, starając się łgać seriami, bo nawet jak jedno sprostują, to inne zapadną w pamięć. Prominenci PiS konkurują ze sobą na jadowite frazy, mściwe oblicza i przeciwczołgowe miny. Podstawą strategii obronnej jest dzisiaj atak. Dawna opinia Jacka Kurskiego, że Polacy łykną każdą ściemę propagandową, byle atrakcyjnie podaną – teza, która wzbudziła niegdyś wielkie oburzenie – dziś już nie razi. Mało kto reaguje na coraz bardziej bzdurne rewelacje serwowane telewidzom i słuchaczom przez narodową fabrykę kłamstw Jacka Kurskiego.

Upoważnionym do występów przed kamerami rozdano zdjęcia prezesa ZNP w towarzystwie polityków opozycji, które mają dowodzić, że pan Broniarz jest agentem pana Schetyny i robi, co mu każą. Impet, z jakim funkcjonariusze PiS wymachują tymi fotkami oraz słowotok spiskowych podejrzeń skutecznie jak na razie chroni ich przed pytaniem, czy analogicznie liczne zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego z politykami opozycji a wręcz obok Donalda Tuska, to dowód, że prezes PiS wykonuje tajną misję PO?

Prominenci PiS sprawiają wrażenie, jakby miesiącami trenowali gesty, miny i zachowania właściwe dla określonych sytuacji. Kiedy w telewizyjnych debatach ktoś ośmiela się zwątpić w sensowność wyborczych prezentów PiS, przedstawiciele tego ugrupowania reagują identycznie: nakładają sobie groźną maskę, pochylają się w stronę rozmówcy, celują w niego palcem i oskarżycielskim tonem cedzą: – To znaczy, że jesteście przeciwko i chcecie ludziom zabrać 500 plus! Ta mimika i ton głosu wystarczają, by rozmówców opuściły refleks i odwaga. Dlatego nie odpowiadają: – Tak, jestem przeciw wypłacaniu 500+ pani Martynie zarabiającej ponad 40 czy 50 tys. miesięcznie za pracę świadczoną prezesowi NBP. Jestem przeciw, bo z raportu Centrum Analiz Ekonomicznych wynika, że z ponad 18 mld zł, które idą na ten cel, blisko 6 mld wędruje do 20 proc. gospodarstw domowych z najwyższymi dochodami! I jestem też przeciw 13 emeryturze dla pobierających z ZUS ponad 20 tys. miesięcznie (są tacy).

Świąteczne życzenia składane Polakom przez rządzących obfitują w zwroty: „serdecznie”, „szczerze”, „prawdziwie” i „z całego serca”.  Zastanawiam się, dlaczego mam uwierzyć w szczerość intencji rządzących , skoro cały ich obraz kraju, świata i ludzi jest z gruntu fałszywy, nielogiczny i zwyczajnie głupi. Polska opływa w dostatki, stać nas na zwiększenie dotacji na kolejny projekt o. Rydzyka (z 70 do 117 mln zł), ale nie ma ani grosza więcej dla nauczycieli, chociaż rząd potwierdza, ze zarabiają skandalicznie mało. W budżecie są „w pełni zabezpieczone” środki na piątkę Kaczyńskiego , ale trzeba podnieść akcyzę, wprowadzić opłatę recyklingową i podatek cyfrowy, oraz skasować do końca OFE wprowadzając drakońską opłatę za samo potwierdzenie, że nasze własne oszczędności są nasze własne.  Jak to było? „Niech nie mówią, że nie ma pieniędzy, bo jeśli się dobrze gospodaruje, to…” Wystarczy ukraść.

Wszystkiego normalnego, kochani!

Karol Nawrocki raduje się, że Chrystus zmartwychwstał w rocznicę wybuchu wojny, a kobiety uwięzione przez hitlerowców w Ravensbrück dla uczczenia tego namalowały pisanki. Alleluja!

Z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej życzymy Państwu Wesołych Świąt Wielkanocnych – tak należy odczytać treść kartki świątecznej rozsyłanej przez dyrektora tej placówki Karola Nawrockiego. Dobra zmiana przejęła Muzeum dwa lata temu, zaledwie dwa tygodnie po otwarciu, usunęła jego twórcę i pierwszego dyrektora Pawła Machcewicza, zastępując go właśnie Nawrockim.

Dziś Nawrocki rozsyła kartki świąteczne opatrzone logotypem obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Dwie stylizowane bombki lotnicze wspaniale korespondują z malowanymi talerzykami i pisankami. Właściwie jeszcze ładniej byłoby pokazać, jak te pisanki zrzuca bombowiec średni PZL.37 Łoś, chluba polskiego lotnictwa w 1939 r. W kampanii wrześniowej Łosie zrzuciły w sumie 119 ton bomb, więc gdyby dołożyć do tego kilka pisanek, to i tak nikt by się nie zorientował.

Ja tego niestety nie mogę zrobić, bo nie mam prawa posługiwać się logotypem obchodów 80. rocznicy II światowej. Na stronie muzeum wyraźnie napisano: „Złóż wniosek o zgodę na posługiwanie się identyfikacją wizualną obchodów”. Nie złożyłem takiej prośby, więc mi nie wolno. Mogę jedynie prywatnie i bez logotypu radować się ze zmartwychwstania Pańskiego w 80. rocznicę wybuchu. Ale sam dyrektor Nawrocki to co innego. On w sposób zinstytucjonalizowany i jak najbardziej oficjalny cieszy się, że Zbawiciel powstał z grobu i rozpętał II wojnę światową. Nawiasem mówiąc, czy nie o tym właśnie mówił film Tadeusza Chmielewskiego?

A myślicie, że te pisanki to takie tam zwykłe pokolorowane jajka? Broń Boże. „Ręcznie malowane papierowe pisanki i talerzyki wykonane techniką akwareli w okresie świąt Wielkanocnych przez więźniarki niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück wiosną 1945 r. Na odwrocie pisanek znajdują się autografy więźniarek” – radośnie informuje kartka od dyr. Nawrockiego.

Ta informacja też świetnie koresponduje z życzeniami: „Niech radość płynąca ze Zmartwychwstania Chrystusa nieustannie nam towarzyszy i umacnia nas w wierze, nadziei i miłości. Zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych życzy dr Karol Nawrocki”.

Z niecierpliwością czekam na Boże Narodzenie, przed którym pan dyrektor będzie rozsyłać sianko wyciągnięte z sienników więźniarek.

Klechy wychowują polski Ciemnogród, łożymy na to ogromny szmal. Jesteśmy g… warci, fundnęliśmy sobie piekiełko

22 Kwi

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Na słowa premiera Matusza Morawieckiego zareagowała Joanna Senyszyn (SLD).

Jak PiS uśmierca Polaków

20 Kwi

W tym samym czasie, w którym większość obserwująca trendy sondażowe przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skupia swoją uwagę na pierwszych dwóch miejscach, bardzo ciekawe rzeczy dzieją się w okolicach progu wyborczego. Tam niespodziewanie urósł Prawie i Sprawiedliwości poważny konkurent, który skutecznie odbiera partii Jarosława Kaczyńskiego coraz większą ilość głosów. W ostatnim sondażu “Kantar Polska” dla “Polityki”, Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy mogłaby liczyć aż na 5 procent poparcia, co dałoby jej kilka mandatów w Brukseli. Niespodziewanie dobre wyniki prawicowych radykałów najwyraźniej ich rozzuchwaliły, bowiem w ostatnich dniach postanowili oni uderzyć w najczulszy punkt narodowej prawicy, czyli kwestię ochrony polskich interesów przez rząd w kontekście żądań USA i Izraela o zwrot mienia zagrabionego w czasie Holokaustu.

Według notatki, do której dotarł prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz, kwestia restytucji mienia żydowskiego wróci po wyborach parlamentarnych w Polsce. Do tej pory strona amerykańska liczy na porozumienie z Żydami na stopie nieformalnej. Notatka pochodzi z 25 października ubiegłego roku. Dotyczy rozmowy, która odbyła się w MSZ z udziałem ambasadora Jacka Chodorowicza, pełniącego również funkcję pełnomocnika ministra spraw zagranicznych ds. kontaktów z diasporą żydowską z Thomasem Yazdgerdim – jego amerykańskim odpowiednikiem. Jak tłumaczył Michalkiewicz, dokument zawiera swego rodzaju harmonogram działań polskiej i amerykańskiej dyplomacji ws. restytucji mienia.

– Strona amerykańska nie spodziewa się działań legislacyjnych w określonym wyżej horyzoncie czasowym (przed wyborami – red.), natomiast uważa za możliwe konkretne rozmowy i działania nie mające wymiaru publicznego i formalnego – alarmował publicysta.

Przedstawiciele środowisk narodowych, skupieni w Konfederacji biją na alarm, że władza zamierza przehandlować polski interes za dobre stosunki z USA. Warto przypomnieć w tym momencie wypowiedź ambasador USA Georgette Mosbacher o tym, że kwestia wiz do Stanów Zjednoczonych może zostać załatwiona jeszcze w tym roku, dając jednocześnie do zrozumienia, że nie za darmo. Wypełnienie postanowień “Ustawy 447” może być elementem cichego “dealu” polskiego rządu z administracją Donalda Trumpa. Obejmuje on jednak materię, w której środowiska narodowe z pewnością będą chciały zabrać głos w alarmistycznym tonie. Jeśli będą na fali rosnącej i zaczną częściej pojawiać się w mediach, mogą stać się olbrzymim problemem dla Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza w kontekście walki o elektorat kultywujący narodowe tradycje polonocentryzmu podszytego antysemityzmem. 

O tym, że w PiS na poważnie obawiają się wzrostu znaczenia Konfederacji, uderzającej w tony tak niewygodne dla obozu władzy może świadczyć ostatnia wypowiedź Antoniego Macierewicza, będącego przecież głównym przedstawicielem frakcji radiomaryjnej, reprezentujących właśnie taki elektorat. Wystąpił on w rozgłośni ojca Rydzyka z apelem do Michalkiewicza i Grzegorza Brauna i jednoczesnym oskarżeniem o mimowolnym wspieraniem antypolskich sił.

– Jeżeli osłabimy PiS, to damy drogę takim siłom jak Platforma Obywatelska i tzw. Koalicja Europejska. A to są siły, które wielokrotnie przystawały na grabież Polski i to z różnych środowisk, zarówno mafijnych jak i politycznych zagranicznych – stwierdził Macierewicz. – Apeluję do takich ludzi, których uważam za uczciwych, jak pan Michalkiewicz czy pan Braun: panowie, osłabiając Prawo i Sprawiedliwość, osłabiacie Polskę – dodał polityk.

Zabawne, że to dokładnie taka sama retoryka i niemal te same słowa, które kilka miesięcy temu rzeczniczka PiS Beata Mazurek kierowała do europosła PiS Mirosława Piotrowskiego, gdy ten rejestrował Ruch Prawdziwa Europa, nazywany przez niektórych “partią Rydzyka”. Dziś już wiemy, że RPE w wyborach nie wystartuje, a niebezpieczeństwo podgryzania PiS z prawej strony przez to ugrupowanie tak naprawdę przestało istnieć. Problem jednak w tym, że otwarcie anten toruńskich mediów dla przedstawicieli Konfederacji, która na miesiąc przed wyborami może już liczyć na 5% głosów wyborców oznacza, że Rydzyk wcale z walki o swoją pozycję polityczną nie zrezygnował.

Trwający dziś protest nauczycieli zaczyna przypominać reakcjami rządu zeszłoroczny protest lekarzy-rezydentów, gdzie hasła zmian w systemie skomentowano słonymi słowami “niech jadą”. Tak jak jednak dziś rząd nie przejmuje się tym, że z polskiej szkoły odchodzą najlepsi i najzdolniejsi, tak i w przeszłości polityków mało obchodziła przyszłość funkcjonowania państwa. Widać to najlepiej właśnie w ochronie zdrowia, gdzie zduszenie protestu medyków i następnie niedotrzymanie danego lekarzom słowa doprowadziły do dramatycznych konsekwencji. W szpitalu powiatowym w Złotoryi oddziały pediatryczny, neonatologiczny i położniczy musiały zostać bowiem właśnie zamknięte. Wszystko z powodu odejścia z pracy zaledwie jednego lekarza. W efekcie od 12 kwietnia omawiane jednostki przestały przyjmować pacjentów, kierując ich do innych placówek. Sytuacja ta jednak nie jest niefortunnym zbiegiem okoliczności, ale efektem konkretnych działań polityków, które widzieliśmy w ostatnich latach.

Polska od lat plasuje się w ogonie Europy jeśli chodzi o liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców. Według raportu “Health at a Glance 2018” byliśmy pod tym kątem ostatnim krajem w Unii Europejskiej z wynikiem 2,4 medyków na 1000 mieszkańców. Tymczasem za zachodnią granicą są to już 4,2 osoby. Jakby tego było mało 30% z praktykujących lekarzy przekroczyło już wiek emerytalny. Powyższa wiedza jest powszechnie znana, ale nikt nie chciał się nad nią do tej pory pochylić, co doprowadziło w zeszłym roku do akcji wypowiadania klauz o nienormowanym czasie pracy opt-out, które pozwala lekarzom pracować bez ograniczeń czasowych. Ta forma protestu przez realizowanie swoich praw ustawowych miała na celu przekonać rząd do zwiększenia finansowania systemu ochrony zdrowia i przeprowadzania reform, które podwyższą jakość opieki nad pacjentem. Do tego ostatniego potrzeba zaś większej indywidualnej uwagi dla każdego chorego, a obecnie jest to coraz trudniejsze z każdym rokiem.

Rząd poza falą hejtu nie zareagował jednak na protest medyków, nie spełniając najważniejszego z postulatów, 6,8% PKB nakładów finansowych na zdrowie, redukując je do 6%. Jakby jednak tego było mało, po zawarciu porozumienia z protestującymi, rząd szybko zaczął wycofywać się zarówno ze słowa danego lekarzom, jeśli chodzi o poprawę warunków pracy, jak i finansowa systemu, gdzie sztuczką księgową zabrano pacjentom 7 mld zł. W tym roku nakłady na zdrowie miały wynieść bowiem 4,86 proc. PKB, podczas gdy próg ten da się spełnić tylko pod warunkiem… że odniesiemy go do PKB za rok 2017. Powstała 7,2 miliardowa dziura jest zaś warta więcej, niż wydajemy na całą pozaszpitalną opiekę specjalistyczną (4,66 mld zł).

W efekcie wspomnianych decyzji rządu w systemie desperacko brakuje pieniędzy na często choćby podstawowe potrzeby. Brak często elementarnego i wydawałoby się niedrogiego sprzętu jest bolączka większości oddziałów w Polsce, a warunki pracy zniechęcają absolwentów uczelni medycznych do pozostania w kraju. Tymczasem zwłaszcza na szczeblu powiatowym lekarzy brakuje najbardziej i oddziały funkcjonujące już dziś na krawędzi, tak jak do tej pory w szpitalu w Złotoryi, można liczyć w dziesiątkach, jeśli nie w setkach. Są one tykającą bombą, która w każdej chwili może w kolejnym miejscu wybuchnąć, z czasem pogrążając polski system ochrony zdrowia. Pytaniem otwartym pozostaje, czy zaczniemy działać, czy wolimy czekać aż koszty naprawy sytuacji osiągną olbrzymie i to nie zawsze odwracalne rozmiary?

Niewierzącym życzę wspaniałego odpoczynku, wątpiącym znalezienia własnej drogi, a nam wszystkim – normalności, której tak bardzo Polska potrzebuje.

Jeszcze kilka lat temu Wielkanoc była dla mnie ważnym dniem. Dzisiaj jednak nie potrafię jej oddzielić od tego, jaka stała się Polska pod rządami PiS-u. Jacy staliśmy się my. Nie odczuwam potrzeby, by wspólnie dzielić się klimatem tych Świąt, by razem obchodzić dni pokoju, miłosierdzie, dobra, bo gdzieś te wartości się zapodziały. Zaprzedane polityce straciły na ważności, stały się pustym słowem. Tegoroczna Wielkanoc będzie zapewne kolejnym teatrzykiem hipokryzji, ślepoty i głuchoty. Zamknięcia na prawdziwy przekaz…

Największą rolę w tych wielkanocnych dniach odegra Kościół. Będą uroczyste msze, orędzia, przesłania. Kolejny to już raz dowiemy się, że „rozpoczynamy to Zmartwychwstanie od naszego wyzwolenia się z grzechów, z naszych przywar, z naszych nałogów, po prostu chcemy odrodzić się, to znaczy stawać się lepszy”, przypomni się nam, że Wielkanoc to „zwycięstwo Boga nad mrocznymi siłami grzechu i zła”, a z perspektywy „zmartwychwstania widać, że ostatni głos w historii człowieka i świata należy do dobra – nie do zła; należy do tych, którzy znoszą prześladowanie – nie do prześladowców; do synów pokoju – nie do synów wojny; do ludzi łagodnego serca – a nie gwałtu i gniewu”.

Ten znak pokoju, piękne słowa o miłosierdziu, zwycięstwie dobra nad złem, otwartości na innych, padną z ust tych, którzy potrafią o nauczycielach powiedzieć, że to „swołocz”, tak chętnie zamykają drzwi swoich kościołów przed politykami z partii innych niż PiS, z radością goszczą w progach swoich świątyń prawdziwych patriotów, hajlujących na okrągło, obnoszących się ze swastyką, o której mówią, że to tylko znak celtycki, uprawiający z ambon agitację na rzecz PiS-u, nazywający pedofilów w sutannach ofiarami nienawiści, odcinający się od przesłań, płynących z Watykanu. Ależ hipokryzja…

A co z nami? Stół wielkanocny będzie uginał się od przysmaków. Barwny i kolorowy, z dumnymi babami, rozkosznymi barankami z masła, pisankami i wesołymi zajączkami. W wielu domach zasiądą przy nim skłócone rodziny. Jakiś czas może wytrzymają, niosąc się na fali neutralnych rozmów o wszystkim i o niczym. Jednak wcześniej czy później, ktoś się zapomni, wejdzie na politykę i zacznie się jazda. Przesłanie wielkanocne utopi się w mowie nienawiści, kłótni. Zwolennicy jednej czy drugiej partii zaczną przerzucać się argumentami, nie słuchając się wzajemnie i temperatura wrzenia wzrośnie niebotycznie. Jeśli nie znajdzie się nikt, kto zapanuje nad sytuacją, wspólne biesiadowanie skończy się trzaskaniem drzwiami, obrazą na śmierć i życie, a słowa, które padną, poranią ostro.

Wielu w ogóle zrezygnuje ze wspólnego świętowania. Przecież nie zasiądą do stołu z wujkiem, który pieni się na choćby wzmiankę o PO, z bratem, oddanym sercem i duszą PiS-owi, kuzynem, obwieszonym symbolami Polski Walczącej, z różańcem na szyi i tłukącym na okrągło pseudonaukowe racje historyczne. Doświadczenie ostatnich lat nauczyło ich, że lepiej tego dnia gdzieś sobie wyjechać lub spędzić czas spokojnie, nie narażając się na ostrą jatkę między sałatką jarzynową a jajkiem faszerowanym szynką.

Zapewne otrzymamy życzenia świąteczne od dzisiejszych przywódców polskiego narodu. Premier Morawiecki powtórzy słowa sprzed roku, zwracając nam uwagę, że „to, co nas łączy i to, co wspólne, jest najważniejsze. Chcemy być lepsi, chcemy, by dobro zwyciężyło zło. Tego właśnie uczy nas zmartwychwstały Chrystus. Z tej nauki płynie uniwersalne przesłanie: musimy łączyć, nie dzielić, budować wspólnotę. Tego wszyscy chcemy, być razem i czuć się bezpiecznie”. Nawet się nie zarumieni ze wstydu, święcie przekonany, że mówi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

Prezydent Duda wrzuci swoje trzy grosze, typu „W niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego skupia się sens wiary chrześcijańskiej. Symbolika Świąt Wielkanocnych odnosi się do losu każdego człowieka pragnącego, aby dobro zwyciężało nad złem, a życie nad śmiercią. Wszyscy potrzebujemy i szukamy umocnienia. Bądźmy w tych dążeniach razem, uważni na innych i wspierający się na innych” i dzielnie wesprze go szanowna małżonka, życząc nam z szerokim uśmiechem na ustach, by „tajemnica nocy zmartwychwstania i radość wielkanocnego poranka przyniosła duchowe pokrzepienie i obudziła w nas nadzieję (…) Życzymy, aby w polskich domach i społecznościach było jak najwięcej bliskości i szacunku”.

Może nawet spotka nas ten zaszczyt, że głos z siebie wyda również prezes Kaczyński. Co znajdzie się w jego życzeniach? Zapewne długa droga do prawdy, wiara, że wreszcie zwycięży, bez wnikania głębiej, kto i nad czym. Padną słowa o ciężkiej pracy nad oświeceniem tej części społeczeństwa, które zapiera się rękami i nogami, wciąż odrzucając jedyną szansę dla prawdziwej polskości, czyli PiS. Przy okazji znajdzie się i tutaj miejsce na delikatnie zarysowaną propagandę sukcesu oraz kolejny raz wbicie narodowi do łbów, że bez PiS-u Polska padnie, przestanie dychać i to będzie wielki koniec snów o potędze, więc do dzieła Rodacy, urny wyborcze czekają.

Ciekawa jestem, jakie życzenia i komu złoży posłanka Pawłowicz? Jaki znak pokoju przekaże strajkującym nauczycielom Zalewska? Z czym wyskoczy pani Szydło i reszta „gwiazd” partii rządzącej?

Czy to rzeczywiście będzie ta Wielkanoc, o którą chodzi w wierze? Mam co do tego sporo wątpliwości i dlatego, drugi już rok z rzędu, spędzę te dni w spokoju. Z dala od tych, którzy swoją postawą zadają kłam temu świętu. Podważają jego przesłanie. To będą dni na moje przemyślenia, moje świętowanie, mój czas, na refleksję.

Wszystkim szczerze wierzącym i żyjącym zgodnie z Dekalogiem, życzę słowami kardynała Dziwisza, by ten czas przełomowy i ponadczasowy, był „(…) źródłem inspiracji i odwagi do angażowania się w sprawy naszego świata, by stawał się on coraz bardziej ludzki, a więc coraz bardziej boży”.

Tym, którzy bardziej wierzą w Polską Instytucję Kościelną i tak łatwo dają się wkręcać w propagandę PiS, życzę, by oświeciło ich na tyle mocno, aby potrafili pochylić się z pokorą nad tym, co czynią, nazywając nienawiść miłością, agresję pokojem, oddanie wiarą.

Tym, którzy podobnie jak i ja, nie chcą wpisywać się w wielkanocny obraz zakłamania, hipokryzji i fałszu, życzę pięknych, spokojnych, wypełnionych dobrymi myślami Świąt.

Niewierzącym życzę wspaniałego odpoczynku, wątpiącym znalezienia własnej drogi do samego siebie, a nam wszystkim, normalności, której tak bardzo Polska potrzebuje, by mogła iść w przyszłość z podniesioną głową i demokracją w sercu.