Tag Archives: Timothy Garton Ash

Pustak Duda

26 Czer

Nie da się ukryć, iż Andrzej Duda to intelektualny i duchowy pustak. Jego kadencja to ośmieszanie Polski i dezaktywacja prezydenta RP

W niedzielę możemy wskazać, gdzie miejsce tego osobnika w historii, a za dwa tygodnie – bo druga tura będzie – ostatecznie odesłać go na śmietnik historii, bo na nim skończy.

Dudy nie uratuje nic, a Trybunał Stanu dopełni ten kompromitujący czas, gdy uchodził za długopis niekonstytucyjnych ustaw większości parlamentarnej. Oskarżycielem przed TS mógłby zostać jego promotor prof. Jan Zimmermann, byłaby to zgrabna formuła pustaka, jakiego oglądaliśmy przez 5 lat.

Zdaniem publicysty „The Guardian” na Zachodzie funkcjonują stereotypy Polaków jako narodu antysemickiego i o nacjonalistycznych poglądach. „Teraz TVP kompleksowo wzmacnia ten stereotyp. Jej zadaniem jest profesjonalna obrona dobrego imienia Polski, tymczasem TVP je obraża” – pisze prof. Timothy Garton Ash w komentarzu dla „The Guardian”.

Omówienie artykułu prof. Timothy Asha >>>

Artykuł prof. Asha w całości >>>

Kandydat na prezydenta Andrzej Duda pojechał do krainy czarów i tam „dobry” czarownik Donald Trump miał zrobić czary-mary, żeby kandydat Duda wygrał wybory. Taki był jedyny cel wizyty. A teraz mamy jak w sztuce „Wiele hałasu o nic”. Ta wizyta była nieprawdopodobnie pusta i z przykrością muszę stwierdzić, że nie przypuszczałem, że będzie aż tak pusta – mówi prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych. Rozmawiamy nie tylko o wizycie kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy w USA, ale też o wyborach w Stanach Zjednoczonych, które już jesienią. Pytamy też, czy polska dyplomacja jest gotowa na zmianę w białym domu na Joe Bidena. – Pytanie, czy jest jeszcze coś takiego jak polska dyplomacja. Dziś polska dyplomacja jest niczym stadnina koni w Janowie. Zresztą ta rzeź fachowców dokonała się bardzo szybko i to wyczyszczenie dyplomacji z ludzi doświadczonych i kompetentnych, ale także odważnych, którzy potrafią formułować sądy prawdziwe, odnoszące się do rzeczywistości, przynosi teraz rezultaty – mówi.

Rozmowa z prof. Romanem Kuźniarem >>>

Partia Jarosława Kaczyńskiego nie dość, że niszczy Polskę od wewnątrz, to rujnuje jej pozycję międzynarodową.

Mówiąc, że to za rządów PO Rosja napadła na Ukrainę i sugerując, że za agresję Rosji winę ponosi ugrupowanie Rafała Trzaskowskiego, Andrzej Duda dał nieprawdopodobny prezent Rosji. Gdyby Kreml chciał, mógłby właściwie wydać oświadczenie, że wojnie na Ukrainie winna jest Polska – i nie mielibyśmy, jak się bronić. Bo skoro polski prezydent właśnie ogłosił to światu, to przecież musi to być prawda. I dla wszystkich gremiów międzynarodowych prawdą by to było. Jeśli nie faktyczną, to strategiczną – bo PiS bardzo mocno uderzył tym oświadczeniem w Polskę i dał wszystkim jej nieprzyjaciołom do ręki broń.

Felieton Elizy Michalik >>>

Tyle starań i nic – pan prezydent nie zostanie w Waszyngtonie i nie poprosi tam o azyl.

Trzeba niestety popsuć robotę autorowi otwartego listu pożegnalnego do Andrzeja Dudy przed jego wizytą w USA – Romanowi Giertychowi. Tyle starań na nic. Bo pan prezydent nie zostanie w Waszyngtonie i nie poprosi tam o azyl.

Owszem, otrzymał instrukcję, jak to uczynić, by zostać dobrze zrozumianym (dla skuteczności petycji spisaną przez mecenasa Giertycha fonetycznie), ale nie uczyni. Nie, żeby nie chciał.

Po prostu Donald Trump, być może właśnie w oczekiwaniu na wizytę z Warszawy, wprowadził zakaz wydawania (i przedłużania) wiz pracowniczych. Pan prezydent Duda nie miałby też widoków na azyl lub zieloną kartę, bo procedowanie tychże również zostało czasowo wstrzymane.

Felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Po Kaczyńskim i koronawirusie

14 Maj

Czy świat się zmieni po koronawirusie? To pytanie zaprząta intelektualistów.

Postawmy to pytanie na polskim gruncie: Czy Polska zmieni się po zarazach pisowskiej i koronawirusie?

W tym drugim pytaniu będziemy mieli szybszą i bardziej dokładną odpowiedź. Zarówno dotycząca nas i świata.

Na pewno Kaczyńskiego i jego motłoch autorytarny trzeba wykopać od koryta. A po posadzeniu ich za kratami, bądź ich spieprzeniu z Polski, trzeba uruchomić takie narzędzia – nie tylko prawne – aby nie zagrażał nam wróg wewnątrz kraju, aby nie powstawała Targowica.

Czy to będzie zmiana?

I jeszcze jedno – zagrażają nam dwa autorytaryzmy, dwie zarazy – prawicowa i lewicowa. Idee, która ciągle się kompromitują i ciągle się odradzają: idee z wieloma paszczami smoka.

Jarosław Kaczyński mówi: nie wprowadziliśmy stanu klęski żywiołowej, bo to koszt dla państwa przez odszkodowania. To stara śpiewka obozu władzy. Prezes PiS dodał do niej teorię spiskową: opozycja chciała dać zarobić prawnikom.

Wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej” jest pełny typowych dla tego polityka oskarżeń bez dowodów w złym, starym stylu: „wiem, ale nie powiem”.

Więcej o nowym wrogu Kaczyńskiego >>>

Walka z nierównościami, nowy model życia gospodarczego i społecznego, czy popadanie w autorytaryzm i czerpanie wzorców z Chin – o dwóch radykalnie odmiennych możliwych scenariuszach zmian w Europie pisze brytyjski (i europejski!) historyk Timothy Garton Ash.

Kapitalny esej Asha >>>

 

Rządzi nami mały, oszalały z nienawiści Wielki Kurdupel. Ma jeden cel. Zemścić się na trudnej do zdefiniowania grupie, która ponoć zamordowała mu brata. A potem wziąć nieograniczoną władzę. Nie bądźcie debilami. Ten mały człowieczek prowadzi nas do pełnej dyktatury. A my, jak te konie na rzeź, jedziemy w wozach, udając spokój. Na ulice!

Kamil Durczok w całości >>>

To, co widzimy, to powstanie specjalnej kasty, która stawia się ponad prawem. Widzieliśmy to podczas obchodów rocznicy smoleńskiej czy podczas wizyty pana Kaczyńskiego na Cmentarzu Powązkowskim. On mógł odwiedzić grób matki w święta wielkanocne, normalny obywatel musiał siedzieć zamknięty w domu. To jasny sygnał, że mamy dwie kategorie ludzi: wobec jednych prawo się stosuje, a wobec drugich nie – mówi mecenas Jacek Dubois. Rozmawiamy o wyborach i o tym, co dzieje się w Sądzie Najwyższym. Pytamy też o rzeczywistość prawną i jej konsekwencje. – Teraz należy, tak jak Archiwum Osiatyńskiego, archiwizować pewne zdarzenia i w momencie, kiedy organa państwowe, w tym prokuratura, odzyskają niezależność i powagę, to wtedy te sprawy będą badane. Teraz trzeba te zdarzenia przechowywać we własnych głowach, umysłach, w pamięci – podkreśla.

Wywiad z mecenasem Jackiem Dubois >>>

Rząd zamiast pandemią, zajmuje się kwestią: jak skutecznie i szybko wprowadzić w Polsce dyktaturę

Śląsk nie jest żadną „drugą Lombardią” – po prostu zaczęto tam robić testy na obecność koronawirusa. I jestem pewna, że gdyby takie testy na masową skalę powtórzyć w dowolnym regionie Polski, wynik byłby ten sam. Czy to oznacza, że trzeba znów zamknąć kraj na trzy spusty, jeszcze bardziej niż dotychczas? Nie, na to już za późno. Ale z pewnością trzeba zacząć działać – to znaczy działać naprawdę, a nie tylko, jak to się dzieje teraz, robić konferencje prasowe i zarządzać informacją (czyli często po prostu kłamać).

Cały felieton Elizy Michalik >>>

Polski oksymoron: kompromis

21 Czer

Timothy Garton Ash, wybitny historyk brytyjski, a zarazem bliski Polsce intelektualista, dla którego okres “Solidarności” 1980-89 był “najważniejszym i najpiękniejszym doświadczeniem jego życia”, wygłosił porywający wykład o wyjątkowej rewolucji roku 1989. Poruszony jego treścią i przesłaniem podejmuję próbę nie tyle polemiki z profesorem, na taką bym sobie nie pozwolił, ile niejako uzupełnienia jego myśli o swoje przemyślenia związane z polskim Czerwcem 1989 roku

Polska, a raczej Polacy, nie potrafili do tej pory stworzyć wielkiego mitu założycielskiego polskiego państwa po czerwcu 1989 roku. Prawdopodobnie każdy inny naród potrafiłby taki mit stworzyć, ale nie my. Dlaczego? Przecież bezkrwawe obalenie komunizmu idealnie się do tego nadaje.

Fundamentem Czerwca 1989 był kompromis Okrągłego Stołu, a my nie lubimy kompromisów. Nie lubimy układania się z drugą stroną, bo to dla nas zawsze ma jakiś podtekst. Zawsze szukamy w kompromisie jakiegoś fałszu i nieczystych intencji. Dlaczego ktoś chce się z nami układać? Przecież to takie nienormalne.

Bo w naszej mentalności kompromis to oszustwo. Jako naród mamy we krwi mesjanizm i “chrystusizm” narodów. I wieczną walkę, najlepiej przegraną. Powstanie Wielkopolskie, jedyne w pełni zwycięskie powstanie w historii Polski, w zasadzie celebrowane jest wyłącznie przez Wielkopolan, a ściślej – przez poznaniaków. Bo jego główną siłą było gruntowne przygotowanie, poprzedzone czymś, co Jerzy Sztwiertnia nazwał “Najdłuższą wojną nowoczesnej Europy”. Powstanie Wielkopolskie dlatego się udało, bo oparte było na organicznej pracy u podstaw. Nie na mesjanizmie i “chrystusizmie” narodów.

Być może właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość osiąga w Poznaniu od lat najgorsze w kraju wyniki – w ostatnich wyborach było to mizerne 26 proc. Także dlatego, że wielkopolska walka z germanizacją w zaborze pruskim polegała głównie na rywalizacji gospodarczej. I to zarówno na wsi, jak i w miastach. Wielkopolanie uznali bowiem, że pokonać zaborców można rywalizując z nimi pragmatyką, a nie romantyzmem.

Pragmatyka ta nakazywała budować w Wielkopolsce silne związki gospodarcze, kasy pożyczkowe i wielkie przedsiębiorstwa, czego symbolem byli i są Hipolit Cegielski, Dezydery Chłapowski, Edward Raczyński, Karol Marcinkowski, Emilia Sczaniecka czy księża Piotr Wawrzyniak i Augustyn Szamarzewski. Ale gdy pragmatyka ta nakazała chwycić za broń, nie było i z tym problemu. Nie było go także w Czerwcu 1956 roku, bo to w Poznaniu pierwszy raz powstano przeciwko komunizmowi. Być może dlatego Czerwiec 1989 ma tu swoje właściwe, historyczne miejsce.

Tajemnicą sukcesu Prawa i Sprawiedliwości jest także (oprócz niebotycznych transferów społecznych) coś, co Kaczyński fałszywie i na wyrost nazwał “polityką historyczną”. W gruncie rzeczy jest to nic innego, jak zakłamywanie historii. Dla Kaczyńskiego i wyborców PiS kompromis jest passe. Zarówno ten okrągłostołowy, jak i ten unijny. To dlatego prawie wszyscy najważniejsi politycy PiS pozwalają sobie na deprecjonowanie Czerwca 1989 roku.

Przykłady podał profesor Ash w swoim wykładzie. PiS umiejętnie gra nutą “utraconego romantyzmu”. Trafia tym na bardzo podatny grunt, bo w zasadzie każde pokolenie od 1918 roku miało swoją rewolucję. Od odrodzenia państwa polskiego, poprzez Wrzesień 39, Kolumbów rocznik 20-ty, Czerwiec 56, Marzec 68, Grudzień 70, Sierpień 80, Grudzień 81, po Czerwiec 89. Od trzydziestu lat nic się w Polsce nie dzieje, oczywiście w sensie przesileń.

Ciepła woda w kranie, czyli logiczny i pragmatyczny ciąg zdarzeń związany z pokonywaniem najgłębszego od dziesięcioleci kryzysu finansowego na świecie (kto to dzisiaj pamięta?), okazał się dla głodnych rewolucji Polaków zamachem na odwieczny “chrystusizm” narodów. Dlatego właśnie poparcie dla PiS nie słabnie.

Kompromis Okrągłego Stołu nie pasuje do tak Polakom potrzebnego pragmatyzmu. Polskie gorące głowy i serca nie chcą dogadywania się z komuchami. Pal licho, że znaczna ich część znalazła ciepłe miejsca u boku Kaczyńskiego. I taki “paradoks” historii można wyborcom wyjaśnić. Bardzo przydaje się tu mickiewiczowski Konrad Wallenrod. W Prawie i Sprawiedliwości wszystko można zmanipulować pod wygodną dla siebie narrację.

Zatem pytanie: “czy umiemy żyć tylko w klęsce” jest pytaniem głęboko polskim.

4 czerwca 1989 roku naprawdę skończył się w Polsce komunizm.

Ale czy nie pora najwyższa z tym tak bardzo “polskim” myśleniem skończyć? Niezależnie od PiS-owskiej narracji Polacy w czerwcu 1989 roku naprawdę napisali historię Europy. I obalili komunizm, co słusznie oznajmiła w Dzienniku Telewizyjnym Joanna Szczepkowska.

Można oczywiście na siłę szukać niedostatków, opowiadać o dzieleniu się władzą agentów z agentami i budować tę fałszywą opowieść o Lechu Kaczyńskim, który co prawda brał udział w magdalenkowych konszachtach i co prawda pił nawet tam wódkę, ale się nie fraternizował, lecz nie wytrze się gumką – myszką faktu, że Okrągły Stół i te “niedemokratyczne” wybory 1989 roku były początkiem zmian, o których wówczas żyjący (także do dziś) Polacy, nie śnili nawet w najśmielszych snach. Niezależnie od tego steku bzdur serwowanego nam niemal każdego dnia przez obóz władzy, nie da się wytrzeć gumką faktu, że w Polsce nie było Bukaresztu i nie było też Bałkanów.

Nawet z uporem maniaka powtarzana teza, że jedynymi beneficjentami polskich przemian po roku 1989 byli członkowie PZPR oraz oficerowie SB jest wymyślonym na potrzeby określonej polityki konkretnego człowieka humbugiem. Każdy, kto tylko chciał, miał siłę i wiarę w siebie, mógł skorzystać z szerokich możliwości, jakie stworzył rząd premiera Mazowieckiego.

To, że nie każdemu się udało, to już inna sprawa. I owszem, własne klęski można zawsze tłumaczyć magdalenkową agenturą, ale czy nie popada się wtedy w śmieszność? Być może właśnie dlatego głęboko niesprawiedliwe słowa Andrzeja Gwiazdy mają wśród wyborców PiS takie uznanie.

Profesor Ash kończy swój wielce refleksyjny wykład słowami:
Mit naszej chwalebnej, brytyjskiej rewolucji 1689 roku (która wcale chwalebną nie była, ale dała podwaliny pod liberalną demokrację) stworzył wybitny brytyjski historyk Thomas Babington Macaulay po 160 latach od tamtych wydarzeń. Taki mit mógł powstać dopiero w warunkach stabilnej, kwitnącej, liberalnej demokracji w Wielkiej Brytanii.

Płynie z tego prosta lekcja. Wystarczy, że wy, Polacy, zadbacie o to, by utrzymać liberalną demokrację w Polsce przez następne 130 lat. I w połowie XXII wieku będziecie mieli piękny mit założycielski. Mit 4 Czerwca 1989, mit chwalebnej rewolucji w Polsce. A może wcale nie potrzeba 130 lat? Może po prostu wystarczy uwierzyć w siłę demokracji?

Tekst Thimoty Gartona Asha >>>

 

Kaczyński przekroczył granicę nikczemności

17 Czer

>>>

 „To, co powiedział prezes Jarosław Kaczyński jest absurdalne. To klasyczny przykład fake newsa. Zdecydowanie się temu sprzeciwiam i będę żądał sprostowania, jak również przeprosin” – powiedział były premier Jan Krzysztof Bielecki w Polsat News. Chodzi o wypowiedź prezesa PiS, który stwierdził, że to właśnie Bielecki rzekomo miał proponować likwidację polskiej armii.

„Proponowano mi, a dokładnie to był premier Bielecki, likwidację Wojska Polskiego, Polska miała być krajem bez armii. Polska jako podmiot polityki zagranicznej miała zostać zlikwidowana” – stwierdził prezes PiS podczas sobotniego Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Spale. Więcej na ten temat w artykule „Kaczyński ogłosił publicznie kolejne zagrożenie, przed którym może obronić Polskę tylko PiS”.

„Nie jest problemem, że jest taki JK i czasami bredzi. Problemem jest to, że duża grupa ludzi uwierzy w te brednie, bo wypowiedział je sam JK” – skomentował jeden z internautów.

„JK: „Proponowano wtedy (w 91), a dokładnie premier Bielecki, likwidację Wojska Polskiego. Polska miała być krajem bez armii”. Panie Kaczyński: Pan wie, że to obrzydliwe kłamstwo. Do tej pory pozywał Pan polityków PO. Teraz czas na Pana. Z tą różnicą, że teraz jest za co” – podsumował Andrzej Halicki z PO.

„Myślę, że wywrzaskujący swe wystąpienia A. Duda, powinien się powstrzymać od nazywania swych oponentów „krzykaczami” – skomentował na Twitterze Tomasz Lis wypowiedź prezydenta. Podczas objazdu Stanów Zjednoczonych Andrzej Duda zareagował na wiele krytycznych głosów, że zakup myśliwców F-35 kosztuje Polskę zbyt dużo.

„Nie ma jeszcze cen, nie ma szczegółowych warunków. Nic nie zostało ustalone; to jest dopiero absolutny początek drogi. Bardzo proszę wszystkich krzykaczy o spokój” – stwierdził Duda. – „A krzykacze to kto? I kto to mówi?! Adrian zabiera się do połajanek? To mogłoby być śmieszne, a jest tragiczne”; – „Groteskowy wrzaskun o „krzykaczach”; – „Proszę krzykaczy o spokój, te samoloty to tylko wyborcza ściema!” – wtórowali Lisowi inni internauci.

Z kolei do pierwszej części wypowiedzi odniósł się na Twitterze prof. Wojciech Sadurski: – „Prezydent Duda o zakupie F-35: „Nie ma jeszcze ceny, nie ma warunków, nic nie zostało ustalone; to jest dopiero absolutny początek drogi”. To gdzie ten wielki sukces?”.

Internauci i ten wątek komentowali: – „Czyli wszystko Patrykiem na wodzie. PAD to potwierdził własnymi ustami. Gdzie sukces, no gdzie? A może na szczęście g… o załatwił?”; – „Już raz łódź podwodną tak w Australii kupował”; – „Przecież idą wybory… Musieli napompować ludzi czymś wielkim i wyjątkowym. No przecież 1000 żołnierzy nie robi wrażenia, bo żołnierze już są. A kto z wyborców PiS będzie dociekał prawdy. Partia myśli, oni nie muszą”.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

Największą krzywdą, jaką prezes uczynił Polakom, jest zrelatywizowanie kantu, oszustwa i kłamstwa

Kiedy partia Kaczyńskiego zawłaszczała telewizję publiczną, nawet rozsądni politycy wzruszali ramionami przywołując przykład komuny, gdzie w informacje Dziennika TV mało kto wierzył, a głoszone tam poglądy były przedmiotem kpin i setek żartów.  Spodziewano się, że rodacy i tym razem nie dadzą się nabierać, że masowo opuszczą widownię TV publicznej i powiększą grono widzów stacji niezależnych od rządzących. Istotnie, po 2015 roku wielu odeszło od telewizji zaanektowanej przez PiS, ale w ostatnich miesiącach widzowie coraz liczniej zaczęli wracać do państwowego nadawcy.  W ubiegłym roku na telewizyjnym rynku zwiększył się udział zarówno publicznej „jedynki”, jak i „dwójki”. Co więcej: TVP1 pokonała TVN, ustępując tylko Polsatowi.

Nie jest zaskoczeniem, że PiS odniósł w wyborach największy sukces tam, gdzie telewizja publiczna cieszy się największą popularnością. Obie mapy notowań nakładają się na siebie z sakramencką precyzją.  A równocześnie w rejonach z przewagą wyborców PiS znacznie więcej jest „ofiar jednostronnej indoktrynacji”, a mniej telewidzów śledzących jeszcze jakąś inną stację informacyjną. Zdawałoby się, że naród z doświadczeniami okupacji i komuny na dziesięciolecia pozostanie sceptyczny wobec rządzących, że nie uwierzy żadnemu despocie i nie pozwoli się otumanić. A jednak przybywa Polaków, którzy dają się nabierać zdemoralizowanemu autokracie. Dlaczego?

Część odpowiedzi znaleźć można w wywiadach i postach telewidzów na stronie tvpinfo: Bo dają pełny obraz każdej sprawy i kiedy prezentują jakiś temat, to na końcu nie ma już o co pytać. Bo mówią prostym językiem i nie trzeba się wysilać, żeby zrozumieć, o co chodzi. Bo obraz świata w TVP Info jest klarowny, kontrastowy i wyraźny. Bo w rządowych mediach politycy rzadko się kłócą i nie przerywają sobie. Bo TVPInfo jest dostępna dla każdego Polaka, a jak chce się mieć na przykład TVN24, to trzeba osobno płacić za kablówkę albo satelitę. Bo zawsze prezentują polski interes, a my przecież jesteśmy Polakami… Uderzające, że w deklaracjach przywiązania do telewizji publicznej rzadko przywoływany jest argument, który decyduje o oglądalności w cywilizowanych społeczeństwach. Jakby kryterium prawdy przestało mieć znaczenie. Jakby wiarygodni i niewiarygodni różnili się od siebie tylko liczbą zapewnień o własnej uczciwości oraz wagą oskarżeń, pomówień i epitetów, którymi obrzucany jest przeciwnik.

Szkoda miejsca na wyliczankę dowodów rozwalania budowanego przez lata etosu mediów publicznych i demolowania etyki zawodowej przez pracowników Jacka Kurskiego, uważających się za dziennikarzy.  Rada Języka Polskiego opublikowała raport, który jest dla TVP miażdżący. Spośród 306 ocenianych pasków informacyjnych, które ukazały się w głównych wydaniach „Wiadomości”, ogromna większość „powstała z myślą o wpływaniu na opinię odbiorcy komunikatu, a nie o dostarczeniu mu obiektywnego powiadomienia o danym zdarzeniu” . Oceniono, że TVP nie wypełnia nałożonego na nią ustawowo obowiązku rzetelnej, obiektywnej i niezależnej informacji. I co? I nic. Krajowa Rada Radiofonii nie zajmie się niekorzystną dla TVP analizą , bo ma ona jakieś „mankamenty w zakresie metodologii„.  Informacja o tych badaniach i bezczelnej reakcji organu powołanego do ochrony wiarygodności mediów elektronicznych dotarła do opinii publicznej i bynajmniej nie odstręczyła widzów od TVP. Przeciwnie. Dla coraz większej liczby odbiorców wiarygodność przestaje się liczyć.

Owszem, są wyznawcy PiS, którzy uwierzą w każdą narrację wymyśloną przez inżynierów dusz z partyjnej komórki propagandy i agitacji. Są też ludzie, którzy żyją w telewizyjnej bańce informacyjnej i nie weryfikują pozyskanych informacji, bo nie mają czasu, bo nie interesują się polityką, albo: bo nie i już. Tak bywa w każdym kraju. Polska specyfika polega jednak na tym, że przybywa odbiorców, dla których łgarstwa PiS są oczywiste mimo wysiłków funkcjonariuszy władzy idących w zaparte, czyli rośnie liczba Polaków, którzy ignorują kłamstwo. Przywykli? A może zaakceptowali fałsz jako oczywistą i naturalną formę uprawiania polityki? Może doszli do wniosku, że wszyscy politycy kłamią i kradną, ale jeśli jedni z nich dzielą się ukradzionym dobrem, to mniejsza o ich kłamstwa? Może uznali, że z dwojga złego cel – korzyść własna i sukces własnej formacji – uświęca stosowany środek, usprawiedliwia posługiwanie się nieuczciwymi metodami? A może doszli do wniosku, że telewizja zawsze kłamała i kłamać będzie, więc nie należy nadawać jakiekolwiek znaczenia jej wiarygodności?

Wielkim sukcesem Jarosława Kaczyńskiego jest zniszczenie zapisanych w prawie mechanizmów zabezpieczających wolność słowa i chroniących media publiczne przed zagarnięciem przez polityków jednej partii. A największą krzywdą, jaką prezes uczynił Polakom, jest zrelatywizowanie kantu, oszustwa i kłamstwa oraz oswojenie chamstwa, pazerności i przekrętów, które dla wielu, tak jak kiedyś w PRL, stały się znowu objawami życiowej zaradności.

Wykład Asha tutaj >>>

Kaczyzm, który orbanizacją się staje

3 Czer

Poseł Krzysztof Brejza systematycznie i niezwykle skutecznie obnaża kulisy rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Dzięki dociekliwości polityka PO mamy okazję dowiedzieć się, jak w ciągu zaledwie czterech lat zwiększyła się liczba stanowisk biurowych w Ministerstwie Zdrowia.

Otóż za rządów PiS wspomniane ministerstwo stworzyło 53 dodatkowe stanowiska. Jak komentuje to na swoim Twitterze Brejza jest to przykład rozdmuchanej biurokracji i nazywa proceder „#stołkiplus”.

Niewątpliwie pieniądze, które zostały wydane na utworzenie tylu stanowisk, mogłyby być wykorzystane w bardziej racjonalny sposób.

Więcej >>>

Przed „orbanizacją a la polonaise” przestrzegał podczas debaty, zorganizowanej przez TVN 24 z okazji 30-lecia wyborów z 4 czerwca, prof. Timothy Garton Ash – brytyjski historyk zajmujący się dziejami Europy po 1945 roku.  – „Gdybyśmy byli na Węgrzech Viktora Orbana, myślę, że byłaby to zupełnie inna rozmowa, podobna do rozmowy w Polsce 30 lat temu. Wątpię, czy Węgry w tej chwili to wolny kraj. Na pewno nie jest to liberalna demokracja. W Polsce idzie się tym śladem, ale na szczęście jest tu o wiele większy opór społeczny” – stwierdził prof. Garton Ash.

Dla brytyjskiego historyka wybory sprzed 30 lat były jednym z ważniejszych wydarzeń po II wojnie światowej. – „Walka o wolność, która zaczęła się w sierpniu skończyła się rzeczywiście zwycięstwem 4 czerwca 1989 roku. Ta walka była dla mnie najważniejszym i najpiękniejszym wydarzeniem politycznym w życiu. Polska napisała wtedy historię nie tylko europejską, ale i światową. Trzeba to celebrować, to było wielkie zwycięstwo” – powiedział.

Prof. Timothy Garton Ash zauważył, że Polska przeżywa obecnie najdłuższy okres wolności od XVIII wieku. Dodał jednak, że „aby wolność była wolnością, potrzebna jest solidarność. W tym głębszym sensie nadal jest prawdą, że nie ma wolności bez solidarności”.

W sobotę politycy PSL zdecydowali, że partia opuszcza szeregi Koalicji Europejskiej. Swoją decyzję uzasadniają tym, że projekt wspólnego startu w wyborach do PE został zakończony. Rodzi się więc pytanie: co dalej?, a w samych szeregach PSL nie brakuje spekulacji na temat jesiennych wyborów parlamentarnych.

Najrozsądniejsza wydaje się opcja stworzenia ponownie szerokiej koalicji z PO i Nowoczesną, ale nie brakuje też głosów sugerujących samodzielny start partii w nadchodzących wyborach.

W związku z tym rozwiązaniem zaczynają pojawiać się plotki na temat rozłamu w PSL. Według niektórych członków partii poważne zakusy na głównego rozgrywającego ma mieć Waldemar Pawlak.

Nie ma on realnych szans na przejęcie władzy w samym PSL, bo pozycja obecnego lidera, Władysława Kosiniaka-Kamysza jest bardzo mocna, to jednak Pawlak może doprowadzić do rozłamu PSL, wyprowadzając z jej szeregów część polityków i wchodząc w koalicję z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego.

Wszystko pozostaje w sferze coraz częściej pojawiających się spekulacji, których na razie sam Waldemar Pawlak nie komentuje.

Media podają, że Zofia Klepacka ma zostać członkiem honorowym Związku Żołnierzy AK… W głowie mi się to nie mieści! Mój dziadek, porucznik Stefan Czyżewski, ochotnik Legionów Piłsudskiego (zaciągnął się do nich mając zaledwie 16 lat!), odznaczony przez Marszałka za zasługi (zdjęcie), był oficerem AK. W czasie Powstania Warszawskiego dowodził zgrupowaniem Albatros. Zginął w obronie Pasty, osłaniając własnym ciałem 18-letniego żołnierza. Poniósł bohaterską śmierć w walce z ludźmi, którzy eksterminowali Żydów, przeprowadzali eksperymenty na homoseksualistach w obozach koncentracyjnych, niszczyli tych, którzy wg nich z urodzenia byli gorsi lub po prostu inni.
⠀⠀
Wskazywanie całych grup ludzi jako gorszych i niegodnych to fundament ideologii faszystowskiej. Odbieranie całym grupom ludzi godności to wstęp do totalitarnych praktyk.
⠀⠀
Można nie zgadzać się na liberalne pomysły polityczne czy edukacyjne. Ale nie można odbierać innym pełnego człowieczeństwa (jak Klepacka mówić, że są „wynaturzeni”). Tak jak nie można mówić, że mający inne poglądy nie są Polakami, a „gorszym sortem”. Że np. cała grupa zawodowa to złodzieje. To nie tylko bzdury, to po prostu jest złe, prowadzi do nienawiści i tragedii.
⠀⠀
Ludzie o różnych orientacjach czy poglądach są jednocześnie naszymi żołnierzami, strażakami, sportowcami, naukowcami, górnikami, piosenkarzami, weterynarzami, lekarzami, pilotami, piłkarzami. I są jednocześnie z Podkarpacia czy Mazur. Są Góralami, Ślązakami, Kaszubami, z Wielkopolski czy Mazowsza. Każdy, jest inny, z różnych miejsc, a jednocześnie wszyscy Nasi! Nasi Rodacy, obywatele Rzeczypospolitej, umiłowani przez Boga tak samo.
⠀⠀
My, Polacy wszyscy kochamy nasz kraj, naszą flagę, bliźniego swego. Jesteśmy potężnym wielomilionowym narodem, dumnym z tego, że szanuje wszystkich swoich obywateli, wszystkie grupy społeczne, wszystkie mniejszości.
⠀⠀
Więc nie bójcie się, nie dajcie się zakrzyczeć. Podnieście głowy, protestujcie, kiedy dzieje się zło, mówcie: SKANDAL, mówcie: WSTYD! Jeśli ktoś powie: „Żydzi do gazu”, „homoseksualiści są wynaturzeni”, „myślą inaczej więc są zdrajcami narodu”, powiedzcie głośno STOP, bo nie chcemy skończyć w faszystowskiej Polsce.

Są tylko dwie różnice między pierwszymi prawie wolnymi wyborami u schyłku PRL, a prawie demokratyczną kampanią w Rzeczpospolitej Kaczyńskiej: Kościół stał wtedy po naszej stronie, a KOMPROMIS nie był jeszcze brzydkim słowem

W mediach i w Internecie trwają intensywne poszukiwania przyczyn wyborczej porażki koalicji sił demokratycznych.  Odnalezione dotychczas powody opisać można w konwencji modnej ostatnio „piątki plus”, jako 5 x K. Czyli: Kasa, Kościół, Katastrofa, Kłamstwa oraz sama europejska Koalicja. Z myślą o kolejnych wyborach warto przyjrzeć się tym czynnikom z bliska.

Nie ulega wątpliwości, że wynik każdych wyborów w większym czy mniejszym stopniu zależy od KASY, czyli puli pieniędzy przeznaczonych i wydanych na kampanię wyborczą. Z wielu doniesień wynika, że PiS potraktował budżet państwa jak partyjny, finansując podróże prominentów na spotkania wyborcze, opłacając koszty organizacji i promocji, ochrony, oprawy oraz uposażenie kandydatów, z których niewielu tylko wzięło urlop na czas walki wyborczej.  Nikt rozsądny nie ma też wątpliwości, że ostatnie prezenty dla wielodzietnych rodzin czy emerytów nie wynikają z przypadkowego odkrycia, tuż przed wyborami, że w napiętym budżecie państwa pojawiły się jakieś nowe, nieprzewidziane środki.  Słuszna zatem wydaje się diagnoza, że na wyborczy wynik znaczący wpływ miała KASA, a właściwie KORUPCJA w wykonaniu rządzących, którzy kupowali sobie głosy za pieniądze wyborców z budżetu potraktowanego jak fundusz wyborczy PiS.

Nietrudno będzie też dowieść, że spory wpływ na sukces PiS miał KOŚCIÓŁ. Nie cały oczywiście i niekoniecznie ten hierarchiczny, zajęty ratowaniem autorytetu i wpływów po przejściu pedofilskiego tsunami. Tym razem po stronie rządzących stanęli murem liczni reprezentanci KK średniego i niższego szczebla, ogłaszając się atakowanymi, oblężonymi i zagrożonymi. Niezwłocznie wsparł ich prezes Kaczyński ogłaszając, w stylu wczesnego PRL, że ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę. W rewanżu w wielu parafiach księża wprost namawiali do głosowania na swego jedynego obrońcę, a w wielu miejscowościach nawet nie przeczytano listu biskupów z przeprosinami i ekspiacją za krycie pedofilów.

Na pozór Kościół sprawia wrażenie organizacji niemal zmilitaryzowanej. W rzeczywistości na obrzeżach wielkiej polityki, w cieniu znaczących wydarzeń i skandali z udziałem ważnych hierarchów, toczy się zwyczajne życie polskoreligijne, kontrolowane przez proboszczów, szarych zakonników i katechetów, którzy przekazują wiernym jedynie słuszne prawdy i wiadomości zaczerpnięte z religijnych i narodowych źródeł. W tych rejonach kraju naturalne jest formułowanie przez proboszczów życzeń i wytycznych dla władz gminnych. Nie dziwi agitacja wyborcza w kościołach, bo tak było zawsze. Na prowincji nie bulwersują obowiązkowe dla wszystkich uczniów dni papieskie w szkołach ani zawieszanie lekcji z powodu grupowych wymarszów do kościoła. Ale co tam prowincjonalne obyczaje, skoro i w metropoliach wielu światłych ludzi oduczyło się dziwić.  Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza ochrzczono nowy gatunek tulipana, przy czym chrzest był prawdziwy, z księdzem i wodą święconą, w asyście ojców chrzestnych – rektorów miejscowych uczelni, a rzeczony tulipan będzie od teraz dwojga imion: Uniwersytet, Poznański.

Niespełna cztery lata rządów PiS wystarczyły, by „życzliwy rozdział” Kościoła od państwa zmienił się w taką symbiozę, że ani tron ani ołtarz nie są już w stanie funkcjonować oddzielnie. I nawet najbardziej odjechane przejawy tej symbiozy przestają śmieszyć. W programie „Niepodległa” państwowe dotacje przyznano tylko prorządowym organizacjom z bogoojczyźnianymi projektami, w tym Centrum Myśli Jana Pawła II, które otrzymane 84 tys. zł przeznaczy m.in. na opłacenie… mimów (!), którzy „będą nawiązywać do wybranego przez nas fragmentu nauczania Jana Pawła II na temat niepodległości”…

Trzecia z przyczyn porażki proeuropejskiego ugrupowania to KATASTROFA, która niechybnie czeka zarówno Europę – gdyby Koalicja Europejska znacząco zasiliła szeregi unijnych lewaków – jak i Polskę, gdyby opozycja doszła do władzy w najbliższych wyborach. Kraj ponownie popadnie w ruinę. Zabiorą ludziom wszystkie piątki i wszelkie plusy. W szkołach będą uczyć dzieci masturbacji. Zamiast nauki religii wprowadzą lekcje gender. W narodowe święta obok polskich zawisną tęczowe flagi. Zboczone pary zostaną pełnoprawnymi małżeństwami, a parom gejów i lesbijek przydzielane będą dzieci. Rozdadzą polski majątek Żydom, a co zostanie, to rozkradną.  Tylko PiS może temu zapobiec.

KŁAMSTWO już dawno legło u podstaw PiS-owskiej propagandy. Z czasem przestało razić i coraz więcej Polaków uważa, że to jedna z naturalnych form uprawiania polityki. Ze zwyczajnej, niepozornej nieprawdy PiS uczynił potężną broń masowego rażenia. Serie szybkostrzelnych kłamstw szybko zmieniają naszą rzeczywistość. Coraz częściej bez odpowiedzi pozostają brednie o niebywałych sukcesach międzynarodowych rządu PiS. Niemal oczywistością stają się opinie o obecnym największym w Europie wzroście gospodarczym i o katastrofalnych rządach poprzedników, nieczułych na potrzeby społeczne, którym do głowy nie wpadło, by wspomóc wielodzietne rodziny. Umknęły w niepamięć liczne projekty socjalne PO, a przede wszystkim fakt, że poprzedni rząd walczył ze skutkami światowego kryzysu i był w tym boju europejskim pionierem, a PiS rządzi w okresie prosperity i zamiast odłożyć coś na kolejną czarną godzinę, rozdaje już nawet te pieniądze, których w budżecie nie ma. PiS stał się mistrzem świata w odwracaniu kota ogonem i bez cienia żenady zarzuca opozycji własne przekręty.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego PiS uzyskał dowód, że kłamstwo się opłaca, prostacka propaganda się podoba, a oszustwo procentuje sukcesem. Można mieć pewność, że po tych wyborach ludzie PiS staną się jeszcze bardziej bezczelni i butni. Również dlatego, że piąty element porażki – KOALICJA Europejska – nie potrafiła im się przeciwstawić. KOALICJA nie przebiła się z własnymi projektami europejskimi i zlekceważyła przeciwnika, powierzając przeprowadzenie kampanii tym samym ludziom, którzy spartaczyli kampanię Bronisława Komorowskiego. Wielu komentatorów twierdzi co prawda, że powodem klęski demokratycznej opozycji było zastąpienie wizji Polski przyszłości – antypisowską narracją, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Po pierwsze, w tej kampanii Kaczyńskiemu udało się tak rozchwiać emocje, że niemożliwa stała się merytoryczna dysputa o przyszłości Polski w europejskiej wspólnocie. Po drugie, w starciach bezpośrednich „antypisizm” koalicji był cherlawy i rachityczny, z niezłym co prawda atakiem, ale żałośnie słabą obroną. Nawet najlepsi fighterzy okazywali się niemrawi w konfrontacji z prorządową szczujnią, jakby uznali, że nie opłaca się gonić króliczka obwieszonego dynamitem.  Z przykrością patrzyłem na dawnego spin doktora Michała Kamińskiego, który nie okazał się nawet spin magistrem, gdy w TVN24 zbywał kłamliwe zarzuty funkcjonariusza PiS komentarzem, że ot, taka już jest retoryka PiS.

Platforma żyje w przekonaniu, że jej niewątpliwe atuty i dokonania są wieczne i bronią się same, a krętactwa PiS mają krótkie nogi. Tymczasem podstawową przyczyną tej, i zapewne kolejnej przegranej, jest i będzie machanie ręką na oszczerstwa, krętactwa i brednie PiS i podjęcie wyzwania, na warunkach Kaczyńskiego, do sformułowania kolorowej wizji Polski, konkurencyjnej wobec czarno- białego obrazu groźnego świata, który uratować i obronić może tylko ekipa prezesa. Dopóki opozycja nie oskrobie się z oszczerstw i nie dowiedzie swej wiarygodności, to nawet najlepsze jej projekty nie znajdą uznania większości wyborców. A tej wiarygodności PO nie odzyska, nie podejmując twardej i zwycięskiej walki z czarną propagandą PiS.

***

Dokładnie 30 lat temu także mieliśmy przeciw sobie partię oszustów odsądzających przyzwoitych ludzi od czci i wiary, głównie katolickiej. W wyborach do parlamentu stanęliśmy jak dzisiaj – naprzeciw ludzi butnych i pewnych zwycięstwa. Oni też mieli w ręku kasę, media publiczne i organy ścigania. W kampanii prostować trzeba było setki kłamstw i oszczerstw. Przed wyborami rządzący również kupowali wyborców, w sklepach wyraźnie poprawiło się zaopatrzenie. A w rządowej telewizji zatroskani funkcjonariusze tak jak dziś straszyli zagranicą i nawoływali do jedności i wsparcia dobrej władzy.

Są tylko dwie różnice między pierwszymi prawie wolnymi wyborami u schyłku PRL, a prawie demokratyczną kampanią w Rzeczpospolitej Kaczyńskiej: Kościół stał wtedy po naszej stronie, a KOMPROMIS nie był jeszcze brzydkim słowem.