Tag Archives: Teresa Czerwińska

Morawiecki toczy zacięty bój o miano Pokraki nr 1

3 Kwi

Jak wynika z doniesień „Rzeczpospolitej”, minister Teresa Czerwińska odchodzi z rządu. Do zachowania stanowiska nie namówił jej ani premier Mateusz Morawiecki, ani prezes PiS Jarosław Kaczyński. „Chcieli, aby pozostała przynajmniej do majowych wyborów do PE” – mówi źródło gazety z PiS.

Super-minister, super-premier

W fotelu szefa resortu może zasiąść teraz premier Mateusz Morawiecki. Co ciekawe, odejście Czerwińskiej jest efektem braku jej zgody w kwestii obietnic socjalnych partii: „To nie będzie dymisja. Czerwińska żegna się z rządem na własną prośbę” – powiedział gazecie polityk partii rządzącej.

Nie do końca wiadomo tylko, kiedy oficjalnie pomachamy pani minister na pożegnanie. Tu informacje są sprzeczne. Niektórzy uważają, że ma to nastąpić już teraz, inni, że wytrwa jednak do wyborów do europarlamentu.

Plotki są przesadzone?

A jeszcze tydzień temu sama najbardziej zainteresowana mówiła:

Pogłoski o mojej dymisji są mocno przesadzone. Poza tym, wszystko co było do powiedzenia, jest powiedziane, pan premier zabrał głos, w związku z czym rozumiem temat jest zamknięty”.

Premier „zabrał głos” i Polacy będą mogli cieszyć się „Piątką Kaczyńskiego”, mimo tego że sam Morawiecki niedawno przyznał, że nowe programy socjalne partii napną budżet niemal do granic wytrzymałości. W całym trójkącie decydentów – Kaczyński-Morawiecki-Czerwińska – to pani minister okazuje się najbardziej odpowiedzialna. I widać, z tego powodu nie chce brać na barki nowych pomysłów prezesa.

Zmiany, zmiany, zmiany…

W PiS trwają teraz nerwowe przygotowania do rekonstrukcji rządu. Powodem jest wystawienie na listy kandydatów partii do Brukseli paru ministrów. Rzeczniczka PiS Beata Mazurek przyznała wczoraj otwarcie:

„ Nie jest mi znany termin [rekonstrukcji], więc nie odpowiem kiedy, ale mam informację, że [nastąpi to] jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego”.

Na listach ugrupowania w wyborach do Brukseli znalazło się m.in. kilkoro ministrów i wiceministrów, np. wicepremier Beata Szydło, szef MSWiA Joachim Brudziński, minister MRPiPS Elżbieta Rafalska czy minister edukacji Anna Zalewska.

Efekt socjalu

Skąd w ogóle to całe socjalne szaleństwo? PiS przygotował ponoć wewnętrzne sondaże, które nie ucieszyły partii. W odpowiedzi pojawiła się wspomniana „Piątka”, na którą jednak nie chce zgodzić się Czerwińska. Wobec swojej bezsilności sama postanowiła – jak widać – odejść. Odpowiedzialni urzędnicy odchodzą z rządu. Strach się bać, jaki sort ich zastąpi…

Jan Zarosa, wojskowy prokurator, który przesłuchiwał ofiarę molestowania w Żandarmerii Wojskowej, już tego robić nie będzie. Co prawda nie dopatrzono się uchybień w jego postępowaniu, ale… interweniował zwykły poseł Jarosław Kaczyński i to wystarczyło.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości po prostu „skrobnął” odpowiednie pisemko do Ziobry i zadziałało. Prokuratorowi nie pomogło nawet to, czym wcześniej zasłynął, czyli ośmiogodzinnym przesłuchaniem przewodniczącego Rady Europy Donalda Tuska.

Fakt ten nie umknął uwadze Romana Giertycha. Mecenas jest zdania, że sytuacja ta pokazuje czarno na białym stopień zależności prokuratury od partii rządzącej.

Pyta, czy wobec tego prezes PiS interweniował także w sprawie Srebrnej? „Bo jeszcze niedawno niektórzy politycy PiS twierdzili, że jest ona niezależna” – napisał Giertych na Twitterze.

Kluczem do przywrócenia normalnego państwa jest jasny przekaz i trzeźwe myślenie.

Moim zdaniem, tak w życiu prywatnym, jak i publicznym, kluczem do powodzenia i normalności jest nazywanie spraw po imieniu. Jeśli nie nazwiesz czegoś po imieniu, to tak jakby tego nie było. Opisał to znakomicie profesor Andrzej Leder w książce „Prześniona rewolucja”, w której wskazał, że w języku polskim brak jest wręcz niekiedy słów, nie ma słów, żeby nazwać niektóre rzeczy, zjawiska. Te słowa po prostu nie istnieją.

Oczywiście konsekwencją tego jest kompletna niewiedza i dezorientacja. Nie wiemy, co się z nami dzieje, wiemy, że coś czujemy, przeżywamy, ale nie potrafimy o tym opowiedzieć ani nawet sobie tego do końca uświadomić. Nie znamy własnych granic, nie rozumiemy, gdzie one przebiegają, co wolno, a czego nie, nie wiemy, czego właściwie chcemy, choć często narzekamy i bez problemu wskazujemy, co nam się nie podoba. O niczym nie można spokojnie, normalnie, merytorycznie porozmawiać. Wypisz, wymaluj Polska.

Nie przez przypadek w Polsce karierę robi słowo „kontrowersyjny”, o którym nikt nie wie i nie potrafi powiedzieć, co ono naprawdę znaczy. Kiedy jest się kontrowersyjnym, a kiedy wyraża własne zdanie? Kto właściwie decyduje o tym, co wypada, wolno w przestrzeni publicznej, a co nie? Kiedy jest „kontrowersyjnie”, a kiedy „dziwnie” lub z kolei „ekscentrycznie”? Drugie takie słowo – to słowo „obiektywny”. Obiektywizmu domagają się wszyscy od wszystkich, nie mając zielonego pojęcia, co to właściwie znaczy.

Ludzie, którzy nie znają znaczenia słów, których używają, posługują się nimi w znaczeniu o którym myślą, że jest prawidłowe, według prawidła „bo mi się wydaje”. Efekt? Nieustanne mylenie opinii z faktami, często przy nieświadomości mówiącego, że to, co mówi jest wyrażeniem własnego zdania, a nie prawdą obiektywną. Sformułowanie „własnego zdania” to fraza umowna, bo moim zdaniem wiele postaci życia nawet nie wie, jakie ma o czymś zdanie. Ich opinia jest wypadkową kwestii zasłyszanych w mediach, rozmów ze znajomymi i rodziną, opinii życiowego partnera, środowiska itp.

Konia z rzędem temu, nawet wśród tak ważnych liderów opinii, dziennikarzy, pisarzy, polityków, prawników, celebrytów, aktorów i ludzi innych zawodów, których się słucha, kto tak naprawdę wie i rozumie, o czym mówi, wie, kiedy to mówi i z jakiego powodu i dlaczego mówi to tak, a nie inaczej tej czy innej osobie.

Od jakiegoś czasu niemal nie oglądam już telewizji. Nie powiem, że w ogóle, bo to byłaby nieprawda. Informacje, niezbędne do tego, żeby mieć konieczną w moim zawodzie i z racji zainteresowań wiedzę o świecie, czerpię ze sprawdzonych portali i gazet, starając się o rzetelność faktów i różnorodność opinii tak, żeby nabrać dystansu i móc przemyśleć sprawę.

Skończyła się moja tolerancja na ubliżanie mojej inteligencji i dobremu smakowi zapraszaniem do studiów tv ludzi bez wiedzy na temat, o którym mówią, często także niekompetentnych i życiowo, i zawodowo, wyrachowanych, głupio cwanych i agresywnych, przy których człowiek nie może usłyszeć zdania, drących się wniebogłosy, żeby zatuszować fakt bycia kompletną intelektualną amebą.

I skończyła się moja tolerancja dla prowadzących, którzy na takie rzeczy pozwalają i takich ludzi, doskonale wiedząc o ich bezwartościowości, zapraszają. Stąd mój prywatny protest, o którym wiem, że może stać się publicznym, jeśli wszyscy postąpią tak samo – dlatego, nie tracę nadziei, że któregoś dnia wszyscy po prostu wyłączymy odbiorniki i kariery medialne takich osobników i osobniczek stracą rację bytu.

Jesteśmy teraz w Polsce w trudnym momencie gospodarczym, politycznym, historycznym, kulturowym, religijnym i mentalnym. Wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło. Rozpasany, zdemoralizowany, brunatny, mało wykształcony i kryjący przestępców–pedofilów Kościół katolicki wchodzi nam na głowę, nie kryjąc się już z tym, że własnym zdaniem powinien stać ponad prawem, bezceremonialnie wtrącając się do pisania i stanowienia ustaw.

Idzie spowolnienie gospodarcze, w którym maniakalnie zadłużający nas (nas! – bo nie siebie) nieodpowiedzialny, populistyczny rząd nie będzie umiał się odnaleźć, ponieważ myśli tylko o tym, żeby napożyczać, ile się da i kupić głosy w najbliższych wyborach. A później choćby potop.

Służby specjalne, policja i wojsko są w opłakanym stanie, wbrew napuszonym propagandowym deklaracjom. Poodchodzili stamtąd wartościowi ludzie, na kierownicze stanowiska zostało przyjętych wielu ludzi, mających chronić  partię, nie obywateli.

Władza stawia się ponad prawem i patrząc na czyny – już zaczęła wyprowadzać nas z Unii Europejskiej. Mój Boże, jak strasznie, jak niebywale, nawet jak na brudne i niskie polityczne standardy, ta władza kradnie i kłamie. Ile rzeczy, jak stadninę koni w Janowie, zniszczyła, ilu osobom naubliżała, ile poniżyła.

Nic nas nie uratuje od katastrofy, poza jasnością myśli i przekazu i szkoleniu się w nazywaniu rzeczy po imieniu. Nie wystarczy mieć rację, trzeba przekonać do niej innych. Ale żeby przekonać, trzeba samemu rozumieć, co się dzieje i dokąd to wszystko zmierza. Trzeba umieć tłumaczyć i powtarzać milion razy, krótko i prosto.

Czy są ludzie, którzy to potrafią w polityce i dziennikarstwie? Czy są tacy przywódcy?
Nie odpowiem, zostawię was z tym, ale moim zdaniem, jasna mowa i klarowne, trzeźwe myślenie to jest klucz do przywrócenia normalnego państwa.

Waldemar Mystkowski pisze o rekonstrukcji rządu.

Rząd Mateusza Morawieckiego ma być zrekonstruowany. Powiadomiła o tym rzeczniczka PiS Beata Mazurek, a nie rzeczniczka rządu – Joanna Kopcińska. Czy to coś znaczy? Tak! W PiS obowiązują zasady jak reżimach, klaszczą tak długo, aż satrapa powstrzyma aplauz na cześć swojej osoby podniesieniem ręki. Dlaczego o rekonstrukcji nie powiadomił ktoś bliski ucha Morawieckiego, jak choćby Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera, który wędruje po mediach każdego dnia?

Obawiam się, że o rekonstrukcji rządu Morawieckiego mógł wcześniej nie wiedzieć… sam Morawiecki. Świadczą o tym słowa Mazurek: – „Mam informację, że rekonstrukcja rządu nastąpi jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego”. Od kogo ma informacje? Niewygodnie wszak informować, że prezes decyduje, kogo Morawiecki ma wymienić.

W PiS afera goni aferę, jedna przykrywa drugą, korupcję Kaczyńskiego przykrywa seksafera Kuchcińskiego, a tę z kolei protest nauczycieli. Nim zorientujemy się, o co chodzi w najnowszej aferze, zbliża się inna, jeszcze bardziej demolująca życie polityczne.

Wiadomym wszak jest, iż muszą być wymienieni ministrowie, którzy kandydują do Parlamentu Europejskiego i prawdopodobnie gros z nich do Brukseli się dostanie. Powinni być „zrekonstruowani”: wicepremier Beata Szydło, szef MSWiA Joachim Brudziński, szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska czy minister edukacji Anna Zalewska.

Ucieczka Brudzińskiego do PE może świadczyć, iż Kaczyński widzi delfina w Morawieckim, lecz niekoniecznie, bo prezes szykuje się do demolki w Brukseli – jak w kraju – tym razem wraz z nacjonalistami z Włoch, Hiszpanii i innych krajów, z którymi niedawno się spotkał. A Brudziński to jego herold zniszczenia. Zalewska z kolei musi brać nogi za pas, bo szkolnictwo w kraju w upadku, a nauczyciele zamiast w budynkach szkół domagają się normalności na ulicy.

Nie ekscytujmy się więc rekonstrukcją, bo na miejsce ustępujących przyjdą podobni im niewydarzeńcy. Władza PiS gromadzi tylko takich, którzy potrafią wszystko zepsuć, czego się dotkną. Dżuma zostanie wymieniona na cholerę, co kiedyś zdefiniował sam Morawiecki przy innej okazji.

Bardziej interesująca niż rekonstrukcja rządu będzie jesienna wymiana rządzących, gdy PiS zostanie wymieniony na Koalicję Obywatelską.

Kochan o Emeryturze plus: Panie premierze, jak można odebrać jednorazowe świadczenie?

– Po wysłuchaniu wystąpienia premiera, przypomina mi się tylko jeden cytat z profesora Bartoszewskiego. Warto być przyzwoitym, choć to się nie opłaca. Opłaca się być nieprzyzwoitym, ale nie warto. Panie premierze, jak można odebrać jednorazowe świadczenie? Proszę mi to wytłumaczyć. Jak pan może zapowiadać z tej mównicy, że Koalicja Obywatelska cokolwiek zabierze, a już na pewno zabierze to świadczenie, które jest wypłacane jednorazowo. Jak pan może to mówić? Po prostu panu nie wstyd? – stwierdziła Magdalena Kochan w Sejmie, w trakcie I czytania tzw. programu Emerytura plus. Posłanka PO zapowiedziała, że jej klub poprze rządową propozycję.

>>>

Naziści na Jasnej Górze. Kłopoty Morawieckiego i Kaczyńskiego z rozumem

31 Mar

„Składam najserdeczniejsze podziękowania wam, bracia i siostry ze środowiska narodowego, za to wszystko, co dobrego uczyniliście” – powiedział ks. Henryk Grządko z Gorzowa Wielkopolskiego, główny celebrans uroczystej mszy do przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego i Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych przybyłych tłumnie z kolejną pielgrzymką na Jasną Górę.

Sztandary z nacjonalistycznymi symbolami Szczerbca i falangi powiewały w sobotnie popołudnie nad ich głowami.

„Jesteście środowiskiem bardzo cennym. I dlatego tak atakowanym” – powiedział Grządko i wyliczył zadania jakie teraz stoją przed narodowcami.

Precyzyjnie diagnozując sytuację w dzisiejszej Polsce oznajmił: „Jest napaść cywilizacyjna na Polskę. Ona dzisiaj polega na tym, że pod znakiem tęczowej flagi próbuje się okraść nas z wartości wewnętrznych, takich jak prawda, miłość, życie ludzkie, rodzina oparta na małżeństwie, moralność oparta na Ewangelii i Dekalogu. W zamian proponuje się nie wiadomo co, nie wiadomo w imię czego”.

Po Apelu Jasnogórskim narodowcy zeszli na jasnogórskie błonia, gdzie odpalili race i sztuczne ognie oraz wykrzykiwali hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna, „Prymas, prymas Wyszyński” (na melodię kibolską), „Wielka Polska katolicka, wielka Polska narodowa”, „Młodość, wiara, nacjonalizm”.

„Szambo na Brunatnej Górze znowu wybiło. Bo to z pewnością nie jest już Jasna Góra, a sanktuarium czystego zła” – komentują tymczasem internauci szóstą już z rzędu pielgrzymkę narodowców do Częstochowy.

Według ustaleń dziennikarzy „Newsweeka” odejście minister finansów Teresy Czerwińskiej z rządu zostało już przesądzone. Pani minister choć „wydawała się lojalną, spokojną kobietą”, to jednak ośmieliła się wyrazić wątpliwość czy budżet wytrzyma wszystkie przedwyborcze obietnice PiS, zwane w skrócie „piątką Kaczyńskiego”.

Spór o sfinansowanie obietnic, które pochłoną ok. 40 miliardów złotych nie jest na rękę politykom PiS. Z tego powodu, jeśli Czerwińska „będzie dalej hamletyzować” to najpewniej obejmie ją najbliższa rekonstrukcja rządu. Jak twierdzą dziennikarze „Newsweeka” ma to być „aksamitny rozwód, żeby nie wyglądało to jak rozdzieranie szat przeciw piątce Kaczyńskiego.”

Na panią minister finansów ma czekać stanowisko w jednej z międzynarodowych instytucji. Według informacji resort finansów ma objąć podsekretarz stanu, związany z Instytutem Sobieskiego – Leszek Skiba.

Najprawdopodobniej będzie bardziej spolegliwy niż Czerwińska, która jasno twierdzi, że „prowadzenie odpowiedzialnej polityki budżetowej wymaga przyjęcia perspektywy planowania daleko wykraczającej poza jeden rok budżetowy”.

To wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest dodatkową kpiną – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z UW. Pytamy też o sondaże i kampanię wyborczą, a także spór rządu z nauczycielami i rolę związków zawodowych. – Zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropka kończącą piękna historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie

JUSTYNA KOĆ: Już nie „piątka Kaczyńskiego”, tylko „piątka plus” – prezes PiS-u dołożył do finansowych bonusów „wolność”. Żart czy dobre posunięcie?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: To na pewno taktycznie dobre posunięcie, dlatego że do twardych materialnych obietnic dochodzi – szkoda, że nie jako pierwsza i podstawowa – wolność, czyli wartość. To z politycznego punktu widzenia. Z praktycznego to wygląda na żart, bo wiele można o PiS-ie powiedzieć, ale nie to, że jest gwarantem wolności. Mówienie tego w Gdańsku, dzień po tym, jak wojewoda de facto zabronił organizowania obchodów 4 czerwca, bo wpisał na ten dzień cykliczną imprezę, jest kpiną. Mówienie tego w Gdańsku, mieście wolności, jest dodatkowo próbą zawłaszczenia tego w sposób przemyślany. Czy to jest potrzebne elektoratowi i czy elektorat PiS-u to kupi, mam wątpliwości.

Przy okazji Jarosław Kaczyński zaatakował Platformę i PE, oskarżając ich o zabieranie wolności poprzez wprowadzanie tzw. ACTA 2.
Nie sądzę, aby to wywołało zamierzony skutek, bo po pierwsze, to zbyt skomplikowana materia i ona nie wywoływała już takich protestów, jak ACTA2, bo i nie mogła. Poza tym

czy ktokolwiek wierzy PiS-owi, że cokolwiek uda mu się osiągnąć w PE po przegraniu 27:1?

Grzegorz Schetyna na konwencji PO we Wrocławiu zapowiedział złożenie wotum nieufności wobec minister edukacji Anny Zalewskiej. Rozumiem, że PO zależy na debacie nad wnioskiem, bo wiadomo, że Zalewska zostanie.
Niestarty tak. Jedna z nielicznych pozostałych funkcji kontrolnych parlamentu odbywa się właśnie przez wotum nieufności. Jeżeli ma odbyć się dyskusja o szkole, nauczycielach, o tym, co nas za chwile czeka, to jest to jedyna ścieżka. Skutek będzie wiadomy, ale z drugiej strony opozycja nie ma innej możliwości doprowadzenia do debaty.

Prawie co tydzień publikowane są nowe sondaże, w których raz prowadzi Koalicja Europejska, a raz Zjednoczona Prawica. Jak to tłumaczyć?
Po pierwsze, można porównywać sondaże tylko z jednej pracowni i w dłuższym cyklu, bo jak wiemy, pracownie stosują różne metodologie, niektóre, mówiąc delikatnie, pozostawiają wiele do życzenia. Po drugie, dziś analizowałabym tylko te sondaże, które badają Zjednoczoną Prawicę, która występuje pod szyldem PiS, oraz Koalicję Europejską. Badanie Zjednoczonej Prawicy i rozproszonych partii po drugiej stronie nie jest dziś badaniem uzasadnionym. Dopiero przy tych dwóch założeniach możemy zastanowić się, co pokazują nam sondaże. To z pewnością mocna polaryzacja, aczkolwiek miesiąc temu można było się zastanawiać, czy języczkiem u wagi nie będzie Biedroń. W zależności od tego, jak intensywnie jedna ze stron prowadzi kampanię, to odbija się to w sondażach. Powiedziałabym, że

ba bloki idą dość wyrównanym krokiem, nie bardzo widać też efekt „piątki Kaczyńskiego”, a kampania tak naprawdę zaczęła się połowicznie.

Rozpoczął ją PiS, ale nie widać tu jakiegoś zdecydowanego wzrostu poparcia, zasoby wydają się już dość wyczerpane, więc dla nich większą wartością jest utrzymanie tego, co mają. Myślę jednak, że „piątka Kaczyńskiego” miała nie tylko utwardzić własnych wyborców, ale trochę też ten elektorat poszerzyć.

Ta tzw. piątka Kaczyńskiego była skierowana do własnego elektoratu?
Ta teza jest prawdziwa w przypadku wyborów do PE, bo w innych wyborach ten elektorat jest zdyscyplinowany. Wynik wyborów europejskich pokaże, kto ma większe szanse na zwycięstwo. To bardziej skomplikowane, bo oczywiście w trudniejszej sytuacji z wynikami wyborczymi jest KE, która liczy na efekt kuli śnieżnej. Tak to zwykle bywa, że jedna wygrana przybliża nas do kolejnej.

Tak było w 2015 roku.
Tak, ale nie tylko. Potwierdzają to badania oraz przykłady z innych krajów. W tym przypadku mamy jednak wiele zmiennych. Co z partiami trzecimi, czy zostaną zmarginalizowane? Czy wejdą na scenę? Jeżeli tak, to czy się utrzymają i z jakim poparciem? Jeżeli mówimy o wyborach jesiennych, to kto je wygra i czy będzie miał możliwość tworzenia koalicji? Z kim tę koalicję stworzy? Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że KE wygrywa wybory w maju, tylko pytanie, czy współkoalicjanci będą na tyle zadowoleni z wyniku, że w koalicji pozostaną. Racjonalnie powinni pozostać, ale ambicje wielu są nieposkromione, stąd pytanie, czy koalicja przetrwa i jakie zasoby ma jeszcze partia rządząca i co jeszcze rzuci na stół.

W ogóle

powinniśmy pamiętać, że te wybory europejskie są ważne nie tylko ze względu na nasze wewnętrzne podwórko jesienią, ale one też są ważne dla przyszłości UE. I to nie są puste słowa.

Przejdźmy do kampanii europejskiej, która na razie wygląda dość niemrawo, ale wyraźnie widać, że po stronie obozu rządzącego wrócono do atakowania Donalda Tuska, który jest oskarżany nawet o brexit. PiS wraca na stare tory?
PiS prowadzi już kampanię, co widać po cotygodniowych konwencjach i objeździe po Polsce. Brexit jest paliwem dla PiS-u i oczywiście wraca tu stwierdzenie „wina Tuska”, bo jakżeby inaczej. Nie wydaje mi się jednak, żeby to była dobra droga. Pewnie w wewnętrznych badaniach potwierdziło im się, że to wrogiem numer jeden jest Donald Tusk, ale na tym koniec. Widać też, że już nie LGBT, ale uchodźcy wrócili w wypowiedziach PiS-u, ale jeżeli w kontrze do tego pani premier Szydło mówi, że głosowanie 27:1 to nie była porażka, tylko sukces, to daje jednocześnie paliwo drugiej stronie. Nie wydaje mi się, żeby długofalowo ataki na Donalda Tuska i brexit były dobrą bronią, bo to ostatecznie zostanie wykorzystywane przeciwko nim. Po drugie, nie jestem przekonana, czy brexit jest zrozumiały dla wyborców PiS-u. Brexit miał być czymś pięknym, wstawaniem z kolan, dumą, a jest inaczej.

Czyli brexit powinna wykorzystywać Koalicja Europejska pokazując, do czego może doprowadzić nieodpowiedzialna polityka?
Tak i KE to mówi. Proszę pamiętać, że zarzucano Platformie, że nie ma pomysłu na inną kampanię, niż mówienie o polexicie w wykonaniu PiS-u. Natomiast KE dopiero zapowiada odpalenie kampanii, Biedroń dopiero powoli zaczyna rozkręcać kampanię. Myślę, że

z czasem zobaczymy tu polaryzację na prodemokratyczną Polskę w Unii Europejskiej versus wstawanie z kolan w wersji PiS, mówiąc w skrócie.

Ani CBA, ani prokuratura nie zamierza podejmować żadnych działań w sprawie tzw. taśm Kaczyńskiego, a sama pani prokurator przesłuchująca Geralda Birgfellnera dostała awans. Czy to są sprawy, które dla wyborcy są w ogóle istotne?
W moim przekonaniu są istotne, oczywiście nie mówimy o wyborcy PiS-u, bo on jest przekonany, że Kaczyński jest niewinny i nie ma o czym mówić. W całej sytuacji najbardziej zaskakujący i niebezpieczny jest jednak ostatni element, o którym pani powiedziała, czyli awans pani prokurator. Oczywiście nie to, że awansuje, ale w jakich okolicznościach i jakiej sytuacji.  Tym bardziej, że wiemy, jaką miała wcześniej ścieżkę kariery. Tu widać jak na dłoni mechanizm upartyjnienia i zależności od ministra Ziobry. To jest bardzo niebezpieczne. Nad pewnymi kwestiami prawnymi można by się zastanawiać, każda ze stron znalazłaby swoje argumenty. Wiemy też, że gdyby sprawa dotyczyła kogo innego, to wyglądałoby to zupełnie

Jak to możliwe, że wyborcy PiS-owskiemu to się składa w całość? Ta partia robi dokładnie to, co zarzucała swoim przeciwnikom jako głęboko niemoralne.
To prawda, ale po pierwsze, ważne jaki przekaz trafia do wyborców PiS-u, a po drugie, ten wyborca też nie jest jednolity. Widać pęknięcia w tym elektoracie. Ponadto warto się zastanowić, ile jest w tym gry samego ministra Ziobry, a ile innych graczy. Wcale bym nie była zaskoczona, gdyby to były jego inicjatywy, nie tylko w obronie prezesa, ale też pokazania swojej siły.

To, co robi minister Ziobro, nie zawsze służy całej partii.

Prawie 80 proc. szkół przystąpi do strajku. W co gra tu rząd w roku wyborczym, na 2 miesiące przed wyborami do PE?
Dziś pojawiła się teza, że partyjne badania wewnętrzne muszą pokazywać, że nauczyciele nie są wielkim zagrożeniem dla elektoratu PiS-u, że jednak obawa rodziców będzie silniejsza, niż inne mechanizmy. Pytanie, czy dla rządu nie jest wręcz korzyścią to całe zamieszanie w szkołach, bo zrzucą winę na nauczycieli za bałagan związany z reformą. Wystawienie Anny Zalewskiej na pierwszym miejscu na listach wyborczych, czyli w nagrodę, aby pomóc jej w tym wyjeździe, jest absolutną kpiną. Mówienie o dbaniu o uczniów i apel do nauczycieli, aby nie zostawiali uczniów podczas egzaminów, jest wręcz abstrakcją.

Wiemy też, co mówiła minister finansów – że budżet nie jest z gumy, wiadomo też, że pewne wydatki zostały źle oszacowane i rosną w zatrważającym tempie. Kolejną sprawą jest kwestia podziału środowiska nauczycielskiego.

Wypowiedzi „Solidarności” centralnej wskazują na ostry konflikt wewnętrzny.

Pytanie, jak z tego konfliktu wyjdzie sama „Solidarność”, bo szeregowi członkowie prowadzą głodówkę w kuratorium, pan Duda, czyli główny przewodniczący, stoi murem za rządem, pan Proksa, czyli szef „Solidarności” oświatowej jest trochę za, a trochę przeciw, jednocześnie sam jest radnym PiS-u. Pojawiają się głosy, że „Solidarność” może na tym sporo stracić.
Też bym tak to oceniała. ZNP i „Solidarność” to dwie najsilniejsze centrale związkowe i zastanawiam się, czy 2019 nie będzie taką kropką kończącą tę piękną historię „Solidarności”, tym bardziej, że ten koniec już dawno się rozpoczął, a pan Duda nie jest pierwszym, który flirtuje z władzą. Pamiętajmy, gdzie jest dziś pan Śniadek – w PiS-ie.

Czeka nas zmiana na stanowisku przewodniczącego PKW. Następcę sędziego Hermelińskiego wybierze mgr Przyłębska, pełniąca obowiązki prezesa TK. To może budzić obawy?
Mam mieszane uczucia. Do jesiennych wyborów ostrożnie powiem, że nie, po wyborach to PKW wygasa i zostanie powołana nowa. To pokazuje, po co PiS-owi były sądy, Trybunał Konstytucyjny

Izba SN stwierdzająca legalność wyborców jest już całkowicie obsadzona nominatami PiS-u. To rodzi niebezpieczeństwa, ale mam nadzieję, że to jeszcze nie będzie koniec wolnych wyborów.

Trudno sobie wyobrazić, że w XXI wieku w kraju UE ktoś może myśleć o sfałszowaniu wyborów.
A Węgry? Tam mają to przećwiczone. Poza tym nie trzeba fałszować wyborów, bo można tak uchwalić przepisy, a wiemy, że PiS jest to w stanie zrobić, że prawnymi środkami wybory wygrają. W tej sprawie również Węgry stanowią świetny przykład.

Duda: Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent, tylko d..a

28 Mar

Jak informuje RMF FM gorąco było w środę podczas posiedzenia rządu.  W budżecie nie ma wolnych pieniędzy, więc premier zapowiedział radykalnie zwiększenie dziury budżetowej.

To jest trudne do zaakceptowania dla szefowej resortu finansów Teresy Czerwińskiej, która odwołuje się do analiz ostrzegających przed nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. To oznacza, że spłacanie zaciąganych teraz długów może być bardzo trudne.

W tej sytuacji Czerwińska stanowczo wezwała swoich kolegów z Rady Ministrów do wielomiliardowego zaciskania pasa – ustalili reporterzy RMF FM.

Podkreśliła, że trzeba bardzo roztropnie rozplanować finansowanie obietnic takich jak 500 plus na pierwsze dziecko i 890 złotych jednorazowego dodatku dla emerytów.

Oświadczyła, że chce, by każdy resort znalazł oszczędności. „Każdy minister w swoim resorcie musi być takim „miniministrem” finansów, który znajdzie tę elastyczność podatkową” – tłumaczyła Czerwińska, co wywołało ostre spięcie z szefami resortów.

Każdy z nich boryka się ze swoimi problemami, a niektóre są w dramatycznej sytuacji, jak choćby MEN i nadchodzący strajk nauczycieli.

Nie lepiej jest w ministerstwie zdrowia MON czy MSWiA. Oszczędności oznaczają dla ministrów kłopoty – z podległymi służbami i opinią publiczną.

Trwa rozgrzewka przed najważniejszym meczem w eliminacjach. Na płytę stadionu, którego murawa przypomina kartoflisko, w świetnych nastrojach wybiegają kolejni zawodnicy. Selekcjoner zalecił każdemu z nich pięć skłonów, przysiadów i fikołków, po pięć podbić piłki głową, stojąc na jednej nodze, a na koniec zarządził sprint na pięciometrowym odcinku. Ze względu na kontuzję indywidualnie trenuje reprezentacyjna bramkarka, która pomimo bólu nogi, ręki i głowy w ostatniej fazie rozruchu musi obronić pięć karnych. Tak mniej więcej wygląda obraz przygotowań do zaordynowanego przez prezesa Kaczyńskiego meczu z drużyną, której wartość w kolejnym sezonie wyniesie rekordowe 40 mld zł.

Dziennik Gazeta Prawna pisze dzisiaj, że do ćwiczeń rozciągających doszły szpagaty – “W najbliższych dniach do resortów może trafić pismo nakazujące ministrom szukać rezerw i zastanowić się nad możliwymi cięciami w wydatkach na przyszły rok. Wbrew pozorom możliwości jest sporo” – pisze dziennik. Gazeta zapytała poszczególne ministerstwa, czy coś im wiadomo na ten temat, ale wydźwięk odpowiedzi był negatywny, oprócz MSWiA – “Informacje o które pan pyta, są zawarte w uzasadnieniu do projektu ustawy o jednorazowym świadczeniu pieniężnym dla emerytów i rencistów w 2019 r.” – odpisało biuro prasowe. Emerytura+ dla służb mundurowych ma być sfinansowana z oszczędności MON, MSWiA oraz Ministerstwa Sprawiedliwości.

DGP zawraca uwagę, że wydatki budżetowe urosły od 2015 roku z 331 mld zł do 416 mld zł – “W wielu przypadkach rosły automatycznie, odłożyło się trochę tłuszczu i jest z czego ciąć” – mówi anonimowo osoba z rządu. Gazeta przeprowadziła prosty rachunek – “Gdyby więc ściąć wszystkie wydatki o 1 proc., to oszczędności wyniosłyby 4 mld zł przy 5-proc. cięciu jest już około 20 mld zł. A więc ponad połowę sumy potrzebnej na piątkę” – czytamy. Bogatym łowiskiem, na które prawdopodobnie wybierze się Morawiecki, jest MON i resort pracy, gdzie można wprowadzić korekty w wydatkach na zwalczanie bezrobocia.

Niezawodny Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej ujawnił w drugiej połowie ubiegłego roku, że w szczytowym momencie rządy Szydło i Morawieckiego liczyły ponad 120 ministrów i wiceministrów, co było rekordem na tle poprzednich rządów. Jeżeli tego rodzaju tłuszcz miała na myśli osoba z rządu, to można przyklasnąć, ale są duże obawy, że to marzenie ściętej głowy. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ściąga swoimi pomysłami same kłopoty na głowy rozpasanych ministrów. Najpierw przyznali sobie gigantyczne nagrody, a pożar, jaki wybuchł, trzeba było gasić pijarowym oddaniem pieniędzy oraz obniżką uposażeń poselskich. Oczywiście do dzisiaj nikt nie wie, czy otrzymane gratyfikacje zostały przekazane na szczytne cele.

Teraz na tapetę do resortów wjechała na sygnale “piątka Kaczyńskiego”, która jak już wiemy, nie została wcześniej policzona i oszacowana, bo dopiero po fakcie zaczęto szukać form sfinansowania wielkiego planu. Naturalnie można bić brawo, jeżeli dojdzie do redukcji wiceministrów, ale są w ministerstwach pola, na których uszczuplenie wydatków może po prostu wywołać jeszcze większy syndrom “dziadostwa państwa”. “Piątka Kaczyńskiego” może stać się niebezpieczna dla sprawnego funkcjonowania państwa, jeżeli dochody budżetowe zaczną spadać. Ale w tym wszystkim może być inny haczyk, którym jest zmiękczenie postawy nauczycieli domagających się podwyżek. Wysłanie sygnału o powszechnej finansowej mobilizacji w ministerstwach jest wyraźną zapowiedzią o dojściu do ekonomicznej ściany.

Przed szczecińskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces Pawła Jackowskiego. Prokuratura oskarżyła go o to, że 29 lipca 2018 r. publicznie znieważył Andrzeja Dudę poprzez „wystawienie na ogólny widok wulgarnego słowa”.

Chodzi o wierszyk ułożony przez Jackowskiego: – „Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent, tylko d..a”. W oryginale słowo było napisane w pełnym brzmieniu. Tekst widniał na niedużej tablicy, z którą Jackowski stanął na trasie przejazdu prezydenckiej kolumny. Duda jechał do obozu harcerskiego koło Nowego Warpna nieopodal Szczecina. Policjanci spisali Jackowskiego, a prokuratura postawiła mu zarzut znieważenia prezydenta.

„Zgadzam się, że jest tam dosadne określenie, ale jest to de facto satyryczna rymowanka. Moim zamiarem nie było znieważenie, chciałem jedynie wyrazić swój krytyczny stosunek do sprawowania urzędu przez prezydenta RP, ponieważ uważam, że urąga on stanowisku prezydenta. Sankcjonuje łamanie prawa, niszczy demokrację, łamie Konstytucję” – mówił przed sądem Jackowski. Tłumaczył też, dlaczego użył takiego dosadnego określenia. – „W moim rozumieniu słowo d..a odnosi się do sytuacji beznadziejnej, bez wyjścia, natomiast jeżeli chodzi o osobę, to dotyczy ona kogoś niezaradnego, niepotrafiącego się odnaleźć, osoby bezwolnej, podatnej na wpływ innych, sterowalnej, słuchającej poleceń innych” – stwierdził. Jackowski uważa, że w przyszłości po osądzeniu przez Trybunał Stanu Andrzej Duda powinien znaleźć się w więzieniu.

Dodał, że nie rozumie, dlaczego jego słowa są traktowane jako znieważenie, skoro w przestrzeni publicznej pojawią się bardziej obraźliwe określenia. Jackowski przytaczał słowa Jarosław Kaczyńskiego, który mówił, że „oni stoją tam, gdzie stało ZOMO” czy Joachima Brudzińskiego o „komunistach i złodziejach”. – „Byłem nazywany drugim sortem, elementem animalnym” – podkreślał Jackowski. Sąd odroczył rozprawę do 17 maja, kiedy to zostaną przesłuchani świadkowie.

Waldemar Mystkowski pisze o Donaldzie Tusku w kontekście Brexitu.

Jarosław Gowin zaznał goryczy dotkliwej porażki z Donaldem Tuskiem, gdy zamarzył sobie wystartować na szefa Platformy Obywatelskiej. Nie był to kompromitujący wynik 1:27, jaki na zawsze opisze kompetencje Beaty Szydło i Jacka Saryusza-Wolskiego, niemniej daje pojęcie o walorach profetycznych i intelektualnych obecnego wicepremiera rządu PiS.

Gowin tym razem nie stawia swojej osoby w szranki z obecnym szefem Rady Europejskiej, lecz chętnie postawiłby jakieś pieniądze u bukmachera, aby choć symbolicznie zmierzyć się z Tuskiem. Tym razem Gowin zajmuje się przewidywaniami co do wyborów prezydenckich, twierdząc, że Tusk „wystartuje w wyborach prezydenckich” i właśnie w związku z tym „postawiłby pieniądze” u buka.

Tusk w tej chwili rozgrywa swoją polityczną partię życia, a stawka jej jest zdecydowanie wyższa niż prezydent RP. Były premier jest głównym negocjatorem ws. Brexitu. Tusk prezentuje stanowisko zatrzymania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej i ma poparcie większości Brytyjczyków, w tym 6 milionów, którzy podpisali się pod petycją dotyczącą pozostania ich ojczyzny w UE.

Niezależnie od tego, jak skończy się Brexit, Tusk jest oceniany jako jeden z najważniejszych polityków europejskich, z którym liczą się wielcy tego świata. Do tego Tusk ma świadomość, że Brexit może w czasie wyprzedzać Polexit, wyjście Polski z Unii Europejskiej.

Bardzo wiele wskazuje, że Polexit jest głównym celem polityki PiS, choć Jarosław Kaczyński i jego akolici nie przyznają się do tego, bowiem Polacy są euroentuzjastami. Pisowcy nazywają to inaczej, jak choćby Witold Waszczykowski, który mówi o „drastycznym obniżeniu poziomu zaufania do Unii Europejskiej”.

Jednym z etapów drastycznego obniżenia poziomu zaufania do Unii jest niedawny wyrok pseudo Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyboru sędziów KRS przez polityków. Ten wyrok zderzy się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE w tej samej sprawie, acz definiującym inaczej, czy taki KRS jest zgodny z prawem unijnym. Oczywiście, że nie. Będą z tego takie konsekwencje, że Polska rządzona przez PiS poniesie konsekwencje nie tylko polityczne, ale i sankcje finansowe, które nałoży Bruksela.

Tak będzie wyglądało „drastyczne obniżenie poziomu zaufania”. PiS w tej kwestii ma przećwiczoną śpiewkę: „nam się należy”, mimo że ich władza nie trzyma standardów demokracji zachodniej.

A Tusk w sprawie Brexitu ćwiczy możliwość pre-Polexit, który szykuje nam PiS. Oby i w tej kwestii Gowin, a za nim pozostałe marionetki Kaczyńskiego – Szydło, Mateusz Morawiecki et consortes – zaznały goryczy porażki.

Rozpad rządu Morawieckiego

27 Mar

Tak wygląda jakby pani minister finansów jednak nie wytrzymała PiS-owskiego populizmu i w końcu „pękła”. Według rozmówców „Wyborczej” szefowa resortu Teresa Czerwińska uważa, że w przyszłym roku nie da się sfinansować obietnic socjalnych zwanych „piątką Kaczyńskiego”.

„Czerwińska wie, że ma jedno nazwisko, jest ekspertką, nie uprawia polityki. To ekonomistka z krwi i kości, tym się różni od premiera Morawieckiego, który de facto jest historykiem” – powiedział dziennikowi jeden z pracowników ministerstwa.

Według „Rzeczpospolitej” odejście Teresy Czerwińskiej ma być już przesądzone, choć ostatnie słowo należy do Jarosława Kaczyńskiego. Na razie pojawiły się dwa scenariusze rekonstrukcji rządu, o czym na łamach dziennika informuje Michał Kolanko.

Jeden z nich ma zakładać, że wszyscy startujący w wyborach do PE ministrowie zrezygnują na raz. W tym wariancie z rządu mogłaby odejść również minister finansów Teresa Czerwińska.

Ale – jak podaje dziennik – jest jeszcze wariant mówiący o wprowadzaniu zmian stopniowo. Wiele jednak ma zależeć od bieżących wydarzeń, takich jak choćby strajk nauczycieli.

Wtedy pierwszą osobą, która straciłaby stanowisko mogłaby okazać się minister edukacji Anna Zalewska – sugeruje „Rzeczpospolita”. Rozmówcy z PiS, na których powołuje się dziennik wątpią, by do zmian doszło przed 23 maja. Decyzje mają zapaść w ciągu kilku najbliższych dni.

PiS: banda ordynarnych i patologicznych kłamców, że aż mdli

23 Mar

„Piszę w pilnej sprawie do ważnej minister. Odpisuje mi, że odpisze, jak usmaży naleśniki i na potwierdzenie wysyła zdjęcie. Na tym polega piękno Polski. Naleśniki (rodzina, macierzyństwo, ojcostwo…) są najważniejsze. Wpis jak najbardziej serio, choć wielu go nie zrozumie” – poinformował na Twitterze Jarosław Gowin. Tylko dla porządku przypominamy, że to wicepremier oraz minister nauki i w rządzie PiS, no, ale grunt to mieć „właściwe” priorytety.

Większość internautów krytykowała wpis Gowina: – „Ku**rwa! Ale żeby i z naleśników zrobić Naleśniki Narodowe?”; – „Ja nigdy nie zakumam jak działa ich ta logika. Nawet żarcie ma orientację”;

„Naleśniki, rodzina, macierzyństwo, ojcostwo? Serio? Naleśniki, Honor, Ojczyzna! Co wy ćpacie?”; – „Nie zrozumiałem od razu się przyznaje. Naleśniki jako przejaw przywiązania do polskości i rodziny??? A dlaczego nie placki ziemniaczane?”.

Zwracali też uwagę na jeszcze jeden aspekt: – „Ależ rozumiemy. Gdyby nawet wybuchła wojna albo gdyby kraj stał się bankrutem, na pierwszym miejscu będą naleśniki jako uosobienie ojcostwa, a potem bieżące wydarzenia”; – „Rodzinie nic nie będzie, jak naleśniki zostaną usmażone 5 minut później. Zresztą smażenie może dokończyć mąż. Jeśli dla minister ważniejsze są jakieś naleśniki, to niech się poda do dymisji – będzie mogła smażyć od rana do wieczora”;

„Przez wasz stosunek do polityki nabrałem cynizmu, więc ja tę sytuacje interpretuje tak: W ważnej sprawie pisze Pan do ważnej osoby, a ona ma w D sprawy PL woli sobie usmażyć naleśnika. Proszę sobie wyobrazić, jakby coś takiego ta kobieta zrobiła w prywatnej firmie… wyleciałaby na zbity pysk, a przecież my tę kobietę zatrudniamy. Zresztą Pana również, więc proszę nie błaznować takimi wpisami”.

Przedstawiciele rządu od wielu dni zajmują się dementowaniem informacji o tym, że minister finansów Teresa Czerwińska podała się do dymisji w związku z tzw. piątką PiS. Premier i rzeczniczka rządu utrzymują, że to fake news. Więcej w artykule „Czerwińska podała się do dymisji. Szef rządu jej nie przyjął”.

Teresa Czerwińska od trzech tygodni nie pojawia się na posiedzeniach rządu. Minister w Kancelarii Premiera Jacek Sasin w Polsat News „tłumaczył”, co się z nią dzieje. – „Jakieś kilka dni temu miałem ostatni raz kontakt z minister finansów. Rozmawiałem telefonicznie. Pani minister, nawet jak jest na L4, to odbiera telefony” – powiedział Suski.

A wcześniej przekonywał, że Czerwińska „ma też różnego rodzaju inne zadania, nie tylko w Polsce, ale i za granicą”. Sama minister finansów nie odniosła się do informacji na swój temat.

Według informatorów „Gazety Wyborczej”, Czerwińska odejdzie z rządu za kilka tygodni, by „zminimalizować niekorzystny dla PiS efekt wizerunkowy”. – „Piątka Kaczyńskiego” nie przyniosła w sondażach oszałamiającego efektu, nie ma huraoptymizmu, a odejście szefowej finansów w proteście przeciwko naszym sztandarowym postulatom byłoby katastrofą” – powiedział jeden z polityków PiS w rozmowie z „GW”.

A pracownik resortu finansów dodał: – „Czerwińska wie, że ma jedno nazwisko, jest ekspertką, nie uprawia polityki. To ekonomistka z krwi i kości, tym się różni od premiera Morawieckiego, który de facto jest historykiem”.

Im bliżej wyborów, tym bardziej PiS chce przekonać Polaków, że wróg nie śpi, wróg czuwa i tylko Zjednoczona Prawica jest w stanie zapewnić narodowi bezpieczeństwo.

Od nadmiaru wrogów już mi się miesza w głowie i popadam w paranoję. Nawet, gdy idę wyrzucić śmieci, patrzę podejrzliwie na mijających mnie ludzi, bo może któryś z nich to właśnie ten wróg, przed którymi ostrzega prezes Kaczyński? I jak tu żyć, gdy w każdej chwili może dopaść mnie ktoś, komu nie podoba się moja polskość i mój mesjanizm narodowy?

Wrogiem jest cała opozycja i ci, którzy nie zasługują na miano prawdziwego Polaka. Od ponad trzech lat, intrygują, spiskują, nastawiają świat przeciwko polskiej demokracji, o którą tak przecież dba partia rządząca. Partie opozycyjne są antypolskie, reprezentują tylko interesy byłych „komuchów”, chcą zniszczyć polski Kościół, polską tożsamość, polską państwowość. Wpędzili kraj w ruinę, nakradli, ile się tylko dało, a teraz tylko czekają, by wrócić do władzy i dokończyć dzieła zniszczenia.

Mają wsparcie opozycji ulicznej, która nie wie, co to prawdziwy patriotyzm. Pęta się ona po ulicach miast i miasteczek, atakuje Kościół za wydumany problem pedofilii, a w głowie ma tylko interes jakiejś „żydokomuny”, „lewactwa” i kasę, od której tak praworządna i sprawiedliwa partia ją odcięła. Miesza w głowach, przeszkadza w utrwalaniu dobrej władzy i „dobrej zmiany”, ale spokojnie. Narodzie – nie bój się, bo dopóki prezes rządzi to taka opozycja nic nie zdziała.

Wrogiem są nauczyciele, którzy planują wielki strajk. No jak tak można? Biedne dzieciaczki, złożone na ołtarzu ofiarnym w imię wygórowanych żądań niedouków, którym się w głowach poprzewracało. A niech się wezmą za reprodukcję, to im kasy przybędzie. A niech sobie wskoczą na zerowy podatek, a nie godziwa pensja im się marzy. Rząd ma ważniejsze wydatki, więc niech nauczyciele nie podskakują. Zawsze można zastąpić ich wierną gwardią, która uważa, że do dobrego nauczania wystarczy wiedza na poziomie podstawowym i internet, a nauczyciel to jakiś, nikomu już niepotrzebny, archaizm.

Do worka z wrogami wrzucone są też osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie. No, tym to się dopiero w głowach pomieszało. Państwo tak o nich dba, trzyma ich w domach, by żadna krzywda ich nie spotkała, nie daje na leki, bo po co mają coś przedawkować i gorzej się poczuć, a oni i tak niezadowoleni. W końcu rodzina to priorytet, więc po co jakiś dodatkowy opiekun, by mamusia mogła od czasu do czasu urwać się z domu, po co dodatkowa kasa na jakieś kino czy teatr, po co nauczanie integracyjne w szkole. Osoba niepełnosprawna ma siedzieć w czterech ścianach, jej opiekunowie mają jej towarzyszyć, bo miłość rodzicielska wymaga poświęcenia, bo o taką miłość walczy PiS i nie odpuści. Godność i prawo do normalnego życia? No bez przesady, tak jak jest, jest dobrze. W pierwszej kolejności PiS musi przecież zadbać o zarodki, o zabezpieczenie bytu rodzinom wielodzietnym, bo tego wymaga od nich przyzwoitość, Kościół i wiara, że partia wie najlepiej, ile i komu dać.

Również co niektórzy rolnicy załapują się na miano wroga. Porozrzucali jabłka w stolicy, popalili opony, zablokowali drogi, ależ to paskudy. I o co im chodzi? Wymyślają jakieś problemy, bo jak nazwać ich pretensje, że rynek rolny jest zagrożony ekspansją towarów z zagranicy, że nie mogą już liczyć na godziwe stawki za swoje produkty, coraz mniej jest dopłat, spadają stawki odszkodowań za straty w uprawach, a do tego ten nieszczęsny wirus afrykańskiego pomoru świń i brak wsparcia ze strony rządu na przykład w kwestii bioasekuracji. Dla PiS-u to wszystko jeden wielki pic, bo tak naprawdę chodzi o zamach na władzę, na Polskę. Ci rolnicy to spady poprzedniej epoki, która już powinna być zapomniana, a pisowska kraina nie może sobie pozwolić, by tacy szkodnicy wciąż funkcjonowali, żerując na zdrowym organizmie prezesa i spółki.

Wrogami są lekarze, którzy buntują się coraz bardziej i nie chcą pracować w takich warunkach, jakie im stworzył PiS ani za takie pieniądze. Wrogiem są pielęgniarki, te bezduszne istoty, odchodzące od łóżek i pozostawiające chorych własnemu losowi. Wrogami są samorządowcy, ludzie kultury i sztuki, profesorowie, których prezes Kaczyński nazywa wykształciuchami, bo nie zasługują na miano elity intelektualnej dzisiejszej Polski. Wrogami są osoby o innej orientacji seksualnej, bo to przecież zboczeńcy i pedofile, czyhające na dzieciaczki już od momentu ich poczęcia. To imigranci, odbierający pracę prawdziwym Polakom i tylko marzący o jakimś zamachu terrorystycznym. To ja, bo nie pieję z zachwytu, nie daję się zaszufladkować i przynoszę wstyd swojej uczelni (jak mi powiedział jeden z kolegów, co to odnalazł się w PiS-ie). To również Ty, bo wciąż opierasz się pisowskiej propagandzie chwały i sukcesu.

Wrogowie czają się też poza naszymi granicami. Wredna Rosja, która tylko marzy, by zrobić z nas kolejny już raz, swoją republikę. Ukraina, pozwalająca czcić Banderę i ma swoich narodowców, którzy naszym do pięt nie dorastają i są po prostu źli. Francja, bo śmie nas krytykować, choć to od nas nauczyła się posługiwać nożem i widelcem, Niemcy, bo wiszą nam mnóstwo kasy, Izrael, wciąż wmawiający nam jakieś winy za Holokaust. Litwa, bo nie lubi naszej Polonii, no i Unia Europejska, która nie chce tańczyć tak jak PiS jej zagra. Białoruś, wiadomo, przedłużenie Putina, Czechy nas nie wspierają, Słowacja idzie swoją drogą, Węgry też nie do końca są lojalni. Za chwilę do listy wrogów dołączą Stany Zjednoczone. My tak USA i Trumpa kochamy, a on zapiera się i nie chce nam odpuścić tych nieszczęsnych wiz, każe sobie słono płacić za wojska amerykańskie, stacjonujące w Polsce i zapomina o stworzeniu stałej bazy.

Obłęd narasta. Już sama nie wiem, kto wróg, a kto przyjaciel. Do kogo mogę się uśmiechnąć, a kogo walnąć w łeb. Nawet na swojego kota, który właśnie leży mi na kolanach i mruczy, patrzę lekko wykrzywionym przez to pisowskie gadanie, okiem i zastanawiam się, czy i on znajdzie się na liście wrogów… Ratunku!!!!

Kurwizyjne kłamstwo ma jak zwykle krótkie, kacze nogi. Tyle że 2 mln cepów, które każdego dnia wyjaławia sobie mózgi propagandą TVPis, już ma zakodowane, że jest zajebiście, rząd płaci średnio pińć tysi, a nauczyciele to roszczeniowi wrogowie podłej zmiany i ludowej ojczyzny.

Morawiecki potraktowany przez Kaczyńskiego jak przydupas

22 Mar

Miało być tak pięknie. Uszczęśliwiony „piątką Jarosława Kaczyńskiego” naród dostał wyraźny przekaz, kto zapewni mu dobre życie i na kogo należy zagłosować w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Zjednoczona Prawica kupuje więc sobie głosy i rządzi kolejne cztery lata. Ech, jest wspaniale, a jednak okazało się, że nie wszystkich ten plan partii rządzącej zachwycił.

Minister finansów, Teresa Czerwińska już od pewnego czasu skarży się swoim współpracownikom, że nie ma żadnego wpływu na decyzje budżetowe, choć to ona ponosi za nie całkowitą odpowiedzialność, a teraz wyskoczyła ta nieszczęsna „piątka”, do której ma ona spore zastrzeżenia. Według niej, realizacja tego projektu to złamanie tzw. reguły wydatkowej, która zakłada, że wydatki publiczne mogą wzrosnąć w danym roku tylko o tryle, o ile wzrośnie gospodarka, a tu przecież mowa o 40 mld. zł. Pani minister nie chce firmować tego posunięcia swoją osobą, więc oddała się do dyspozycji premiera. Najprawdopodobniej Morawiecki nie przyjmie jej dymisji, bo to oznaczałoby to przyznanie, że na „piątkę” brakuje pieniędzy.

Członkowie rządu nie ukrywają, że stanowisko pani minister szkodzi partii, a ona sama jest bardzo oszczędna w komentowaniu sprawy. Mówi tylko, że „przedstawione plany (…) wymagają przeglądu zarówno strony dochodowej, jak i wydatkowej budżetu, sposobów racjonalizacji pozostałych wydatków”.

Czy rozmowa premiera z prezesem PiS cokolwiek zmieni? Czy uda się przekonać Teresę Czerwińską, by jednak przymknęła oczy i za tekę ministra, sprzedała swoje poczucie przyzwoitości i uczciwości? Czas pokaże…

Morawiecki, przydupas Kaczyńskiego. Rozdymane ego małych ludzi, którzy niszczą Polskę

21 Mar

„Zamiast lansować się w spocie na tle ćwiczących żołnierzy GROM premier Morawiecki powinien przeprosić żołnierzy tej wspaniałej jednostki za Macierewicza, który powołał skompromitowanego oficera na jej dowódcę. I niszczył pamięć o twórcy GROM gen. Petelickim. Wstydu nie macie!” – napisał były minister obrony Tomasz Siemoniak. To jego komentarz do nagrania, które pojawiło się na Twitterze Kancelarii Premiera.

W spocie premier przez półtorej minuty opowiada o żołnierzach tej elitarnej jednostki. Morawiecki – w stylizowanej na wojskową kurtce i koszulce w kolorze khaki – na potrzeby nagrania zdjął nawet okulary. Być może wzrok nas myli, ale odnosimy wrażenie, że twarz premiera jest lekko… przypudrowana. A całość opatrzona została podpisem: – „Premier o operatorach GROM: Czujni niczym orzeł, szybcy jak błyskawica, potrafią znaleźć się w dowolnym miejscu i są gotowi do prowadzenia działań w każdych warunkach”.

Niektórzy internauci kpili: – „Powszechnie wiadomo, że to Mateusz szkolił operatorów GROM”; – „Mati jak był mały to był w GROMie i z cepem latał za Brucem Lee”; – „Kolega pyta, jaki miał Pan stopień wojskowy, kiedy był pan komandosem w GROM?”.

Pozostali nie kryli oburzenia: – „Dlatego pisowski minister pozbawił GROM emerytur. Z tej waszej dumy: gen. Gromosław Czempiński i płk Andrzej Maronde, dwaj ostatni żyjący dowódcy słynnej operacji „Samum”, zostali objęci ustawą dezubekizacyjną”; – „A Macierewicz dostaje i marnuje olbrzymie pieniądze podatników na podkomisję smoleńską, która nic nie wyjaśniła. Kompromitacja, na co idą nasze pieniądze”.

„Jesteśmy zdeterminowani, żeby odbudować Pałac Saski i odbudujemy, albo przy zgodzie prezydenta Warszawy, albo bez zgody” – stwierdził marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Poinformował, że w jednej części odbudowanego Pałacu miałaby się znaleźć siedziba Senatu, a w drugiej – Muzeum Zniszczenia Warszawy.

Rafał Trzaskowski uważa, że bez zgody władz stolicy rząd PiS nie będzie mógł wybudować czegokolwiek na działce należącej do miasta. – „To są grunty, które są we władaniu m.st. Warszawy, chyba że rząd będzie chciał nacjonalizować grunty, które należą do samorządu” – powiedział prezydent Warszawy. Dodał, że ratusz nie będzie partycypował w kosztach odbudowy Pałacu Saskiego – „Warszawa ma naprawdę mnóstwo innych priorytetów” – podkreślił Trzaskowski.

A jak komentują pomysł Karczewskiego o umieszczeniu w odbudowanym Pałacu Saskim Muzeum Zniszczenia Warszawy? – „Zlikwidować jedyny widomy i wymowny dla każdego, nawet cudzoziemca, znak zniszczenia Warszawy, by włożyć tam Muzeum Zniszczenia Warszawy. Absurd na poziomie stoczni w Radomiu”; – „Muzeum zniszczenia, a nie muzeum odbudowy – to świadczy o charakterystycznym stylu myślenia marszałka”; – „Proponuję muzeum zniszczenia Polski przez PiS, a tam wielkie okolicznościowe ekspozycje: zniszczenia niezależnego sądownictwa, zniszczenia stadnin koni arabskich, zniszczenia Puszczy Białowieskiej, zniszczenia polskiej pozycji międzynarodowej”; – „Stawiam, że tam ma powstać muzeum Lecha Kaczyńskiego” – pisali na Twitterze.

Jarosław Kaczyński przyjął na Nowogrodzkiej lidera skrajnie prawicowej hiszpańskiej partii Vox Santiago Abascala. – „Dużo wspólnych celów i wyzwań w UE a przede wszystkim zgoda, że przyszłość UE to ścisła współpraca suwerennych państw a nie federacja” – podsumował to spotkanie szef sztabu wyborczego PiS Tomasz Poręba.

Vox to nacjonalistyczna partia, opowiadająca się za silnym, scentralizowanym państwem. Chce ograniczyć aborcję, anulować ustawę o przemocy domowej wobec kobiet, jest przeciwna uchodźcom i krytykuje UE.

Senator Bogdan Klich z PO powiedział, że to spotkanie jest naturalną konsekwencją wcześniejszych rozmów Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim oraz premierem Węgier Viktorem Orbanem. – „Na naszych oczach tworzy się sojusz, który zamierza wysadzić Unię Europejską od środka. To partie, które mają charakter populistyczny, które często mają charakter nacjonalistyczny. PiS nie afiszuje się współpracą z tymi partiami, ale uczestniczy w takim zawiązywaniu sojuszu” – stwierdził Klich.

Dodał, że prezes PiS liczy na to, „że poprzez współpracę z takim ugrupowaniem jak Vox, doprowadzi do tego, że główne zdobycze Unii Europejskiej – z których korzystają w tej chwili wszyscy Polacy – zostaną zepchnięte na boczny plan, a niektóre nawet zlikwidowane”.

„Jest to element budowania nowej międzynarodówki w Parlamencie Europejskim, opartej o jeden wspólny cel: rozmontowanie Unii Europejskiej” – powiedział poseł Andrzej Halicki z PO. Jego zdaniem, PiS szukając sprzymierzeńców takich jak Abascal czy Salvini, „działa na rzecz braku inwestycji ze środków europejskich lub ich ograniczenia oraz braku środków dla polskich samorządów”. – „To jest działanie wbrew interesowi Polski i wbrew polskiej racji stanu, bo tak naprawdę ogranicza to polskie bezpieczeństwo” – dodał Halicki.

Jak dowiadujemy się z portalu wPolityce, po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego tzw. „nowej piątki PiS”, minister finansów Teresa Czerwińska podała się do dymisji. Szef rządu jej jednak nie przyjął.

Powołując się na swoich informatorów portal podaje, że Czerwińska od trzech tygodni nie pojawia się na wtorkowych posiedzeniach rządu. Pytany o to w „Kwadransie Politycznym” w TVP1 szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin bagatelizuje jednak te doniesienia.

„Pani minister ma też różnego rodzaju inne zadania, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Uczestniczy w różnego rodzaju gremiach, które skupiają ministrów finansów” – mówi i uspokaja: „Mamy zabezpieczenie finansowe na te programy. Nie tylko na ten rok, ale również na przyszłe lata. (…) Jeśli będziemy rządzić w następnej kadencji, wszystkie te programy społeczne zostaną utrzymane i nie będzie to miało negatywnego wpływu na finanse publiczne, a wręcz przeciwnie”.

Dzień później dementując informacje Gazety Prawnej jakoby minister dystansowała się od nowych propozycji finansowych, szef KPRM Michał Dworczyk zapewniał, że Czerwińska brała udział w pracach wąskiej grupy osób, które opracowywały te propozycje programowe i od początku te wszystkie plany, które były przygotowywane, były analizowane pod kątem możliwości budżetu.

Portal zauważa jednak, że pani Czerwińska od kilku tygodni unika spotkań z dziennikarzami. Osobiście ani razu nie zabrała głosu w sprawie „nowej piątki PiS”.

Jeden z członków Rady Ministrów, potwierdził w rozmowie z portalem pogłoski o rezygnacji pani minister, choć dodał, że „w najbliższych tygodniach” nie należy spodziewać się ogłoszenia zmian na czele resortu finansów. Wskazał natomiast na możliwe konsekwencje wyborów do PE, przewidując głęboką rekonstrukcję rządu. A wtedy…?

„Złożyliśmy dziś zażalenie na bezczynność prokuratury w spr. zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa złożonego przez G. Birgfellnera. Przekroczone zostały terminy kodeksowe. Prokuratura mimo 6-krotnych przesłuchań pokrzywdzonego nie potrafi podjąć decyzji” – poinformował na Twitterze jeden z pełnomocników austriackiego biznesmena Roman Giertych.

O wielogodzinnych przesłuchaniach Gerarda Birgfellnera, który jest osobą poszkodowaną w tej sprawie m.in. w artykule „Prokuratura wciąż nie chce podjąć decyzji w sprawie taśm Kaczyńskiego”. Austriacki biznesmen na początku lutego złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia oszustwa przez Jarosława Kaczyńskiego.

„Czas na ocenę sądu. Podejrzewam, że będzie druzgocąca dla prokuratury. Liczę, że będzie szansa na publikację uzasadnienia”; – „Przesłuchują, następnie czyszczą ślady. Ponownie przesłuchanie i ponowne czyszczenie kolejnych wątków. PIS stworzył państwo, w którym prokuratura jest od ochrony polityków PIS, a docelowo mają być w układzie również sędziowie”; – „Super! Jedyna nadzieja to sąd austriacki, tu nie znajdzie pan sprawiedliwości, szkoda czasu”; – „Panie Romanie ci prokuratorzy boją się własnego cienia” – komentowali internauci.

W UE prawa osób homoseksualnych stały się częścią praw człowieka.

Atak PiS na środowiska LGBT, pokrzykiwania Jarosława Kaczyńskiego „wara od naszych dzieci”, wykorzystywanie decyzji Rafała Trzaskowskiego oraz wypowiedzi jego zastępcy w sprawie możliwej adopcji dzieci przez pary homoseksualne wyznaczyły jedną z najważniejszych linii podziału w obecnej kampanii. Czy tego chcemy, czy nie, ta tematyka będzie aż do 26 maja jednym z najistotniejszych pól sporu w polskiej debacie publicznej. Fakt ten spycha nas na obrzeża Unii Europejskiej oraz skłania do refleksji, że polska prawica wybrała drogę, którą wcześniej kroczył Władimir Putin.

W państwach unijnych prawa osób homoseksualnych stały się częścią praw człowieka. Zresztą nie tylko tam – także w Stanach Zjednoczonych są one oczywiste i powszechnie akceptowane. Nawet Donald Trump, któremu zdarzały się wypowiedzi prawie rasistowskie, a na pewno seksistowskie, nie pozwoliłby sobie na to, na co pozwalają sobie Kaczyński i jego partia. W Europie nawet ugrupowania prawicowe, konserwatywne i chadeckie są zwolennikami włączenia praw osób LGBT do rezerwuaru praw człowieka obok praw kobiet czy mniejszości narodowych lub religijnych. To sojusznicy PiS w Parlamencie Europejskim, brytyjscy torysi, wprowadzili instytucję małżeństw jednopłciowych na Wyspach, a wszystkie formacje zrzeszone w EPP, czyli frakcji chadeckiej, są zwolennikami uznania tego typu rozwiązań za oczywiste. W wielu prawicowych, a nawet nacjonalistycznych, partiach zachodnich ta tematyka została już włączona do programów, a część polityków otwarcie przyznaje się do homoseksualnych preferencji.

To się już stało, o tym się już na Zachodzie nie dyskutuje – tak jak i o tym, czy warto przywrócić niewolnictwo lub odebrać prawa wyborcze kobietom. Społeczeństwa katolickich krajów, takich jak Hiszpania, Portugalia, Włochy czy Irlandia, już te kwestie rozwiązały i zgodziły się z tym, że prawa osób LGBT są częścią praw obywatelskich. Z ich punktu widzenia to, co dzieje się obecnie w Polsce, jest aberracją i horrendum – widowiskiem z poprzedniej epoki. Muszą przyglądać się nam z mieszaniną zdumienia i obrzydzenia, a to jeszcze bardziej marginalizuje nas w Europie.

Antyhomoseksualna szarża PiS czyni tę partię w oczach Zachodu jeszcze dzikszą niż do tej pory. I nie mam tu na myśli widzów jedynie lewicowych czy liberalnych – obraz ugrupowania Kaczyńskiego staje się także dziwaczny i pokraczny w oczach wyborców i polityków prawicowych. Dla nich także to, co się obecnie dzieje w Polsce, jest gorszącym widowiskiem. Nie ma dziś w tzw. starej Unii ani jednej partii, która retorykę i język PiS w sprawie edukacji seksualnej czy LGBT uznawałaby za akceptowalną. Nawet dla Marine Le Pen czy Nigela Farage’a to, co pada z ust Kaczyńskiego, jest oburzające.

Jedynie na wschodzie Europy ten język może znaleźć zrozumienie, bo właśnie tam przećwiczono stygmatyzowanie homoseksualistów do atakowania opozycji i umacniania władzy. Pisze o tym dość szczegółowo w ostatniej książce „Droga do niewolności” Timothy Snyder: „Pod koniec 2011 roku, gdy Rosjanie protestowali przeciwko sfałszowanym wyborom, ich przywódcy powiązali demonstrantów z homoseksualizmem. W obliczu ukraińskiego Majdanu pod koniec 2013 roku Kreml zdecydował się na ten sam krok. Po dwóch latach antygejowskiej propagandy w Federacji Rosyjskiej tamtejsi ideolodzy i showmani zyskali pewność siebie. Punktem wyjścia było to, że UE jest homoseksualna, więc ukraiński ruch dążący do zbliżenia z Europą też musi mieć taki charakter. Klub Izborski dowodził, że UE ugina się pod ciężarem dominującego lobby LGBT”.

Uderzono młotkiem tego typu oskarżeń w głowy i tak rachitycznej moskiewskiej opozycji. Te ataki zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji okazały się po części skuteczne. Dlaczego tak się stało? Ponieważ tamtejsze społeczeństwa są w znacznej mierze homofobiczne. To jedna z cech odróżniających narody Europy Wschodniej od narodów Europy Zachodniej. Wśród tych pierwszych nadal powszechna jest postawa otwarcie wroga, podczas gdy wśród tych drugich ich prawa są czymś powszechnie zaakceptowanym. I dlatego polityka Putina może przynosić mu spodziewane korzyści oraz poparcie społeczne.

Trudno dziś przewidzieć, czy strategia PiS będzie owocna i zapewni partii dobry wynik 26 maja. Patrząc na postawy polskich wyborców, można zaryzykować twierdzenie, że może się ona zakończyć sukcesem. Antygejowski komunikat może zmobilizować uśpione masy wyborcze Zjednoczonej Prawicy.

Jeśli jednak będą przekonane, że muszą ratować „nasze dzieci” przed „homopropagandą”, to prawdopodobne staje się to, że jednak zdobędą się na wysiłek i wezmą udział w eurowyborach.

Ale może też się okazać, że strategia PiS ożywi elektorat mu przeciwny, który czuje się obrażany prostacką i brutalną kampanią wobec osób LGBT. A jeśli tak – wkurzony wyborca mógłby przesądzić o zwycięstwie opozycji.

Bez względu na to, jak zakończy się wprowadzenie do życia politycznego antyhomoseksulanych wątków, warto zauważyć, że przekroczona została kolejna granica i że fakt ten oddala nas od tego, co dziś charakteryzuje społeczeństwa zachodnie, natomiast upodabnia nasze życie publiczne do tego, które jest udziałem Rosjan czy Ukraińców. Kampania ożywiła zatem dalece nieeuropejskie demony i otworzyła nas na argumenty bliskie putinowskim polittechnologom.