Tag Archives: Tadeusz Cymański

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Nasza lepsza twarz

28 Wrz

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24 proc. badanych. Z kolei aż 28 proc. osób właściwie nie wie, kto miałby być premierem kolejnego gabinetu.

Sam Schetyna twierdzi, że Kidawa-Błońska jest lepszą kandydatką na premiera. – “Zapewne przyjdzie nam zawiązać koalicję z innymi partiami. Małgorzata jest najlepszym politykiem do prowadzenia takich rozmów. Lepszym ode mnie” – powiedział Schetyna i te słowa przytacza teraz “SE”.

Z kolei politolog prof. Rafała Chwedoruka dodał, że “elektorat Platformy był zawsze na tle innych partii elektoratem sfeminizowanym, więc w naturalny sposób kobieta, na dodatek rozpoznawalna, budzi z góry zaufanie”. Dodatkowo według niego: “sama Kidawa-Błońska jest osobą rzadziej obecną w konfliktach politycznych niż Schetyna– dopowiada Chwedoruk.

Badania zrealizował Instytutu Badań Pollster w dniach 24-25 września na próbie 1101 dorosłych Polaków.

Czy opozycja wygra wybory?

Czy więc opozycja wygra wybory i Kidawa-Błońska stanie na czele nowego rządu? Sondaże sugerują sukces PiS. Szansą KO jest jednak wejście do Sejmu dostatecznej liczby nie tylko jej posłów, ale też tych z Lewicy czy PSL. Czy tak się stanie i PiS straci władzę? Do wyborów pozostały dwa tygodnie.

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

– „Chcę Polski uczciwej, czystej i dumnej, chcę Polski takiej jak Wawel, a nie jak kamienica prezesa NIK Mariana Banasia. My pragniemy Polski uczciwej, w której uczciwość i prawo są na pierwszym miejscu, tymczasem mamy podejrzany hotel na godziny, oszustwa podatkowe i bezczelne okradanie państwa” – powiedziała Małgorzata Kidawa-Błońska z PO. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera wzięła udział w konwencji w Krakowie.

Kidawa-Błońska mówiła, że właśnie w Krakowie – „w miejscu dawnej polskiej chwały najlepiej widać dzisiejszą zapaść”, do której doprowadziły rządy PiS. – „Zawsze na tle wielkości wyraźna jest małość, na tle honoru – bezwstydność, na tle prawdy – kłamstwo. Różnica pomiędzy Polską naszych marzeń a Polską obecnie rządzących jest taka sama, jak między siedzibą królów polskich a słynną już niestety kamienicą prezesa NIK” – powiedziała.

– „Widzimy obwieszonych złotem gangsterów, którzy są za pan brat z prezesem NIK, siedzą w domu schadzek, czują się bezkarni, a za chwilę ich kumpel będzie kontrolował Polaków i mówił czy działają zgodnie z prawem” – mówiła Kidawa- Błońska. Pytała, czy „człowiek ze złotym sygnetem na każdym palcu ma stać ponad prawem zwykłych ludzi”. – „Tacy ludzie mają nam mówić jak żyć, decydować co jest uczciwe i wyznaczać standardy? Ja się na taką Polskę nie godzę” – zaznaczyła kandydatka KO na premiera.

Podkreśliła, że w Polsce za rządów PiS „afer jest mnóstwo, że aż trudno je spamiętać, a bezczelność i arogancja wylewają się z ekranów każdego dnia”. – „Afera Srebrnej, hejterzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, szumidła w Komisji Nadzoru Bankowego, latający marszałek, SKOK-i, działki kościelne premiera – rośnie kasta nietykalnych, do której należą coraz bardziej podejrzane postacie, a publiczne pieniądze stają się niestety partyjne” – wyliczała Kidawa-Błońska.

Według kandydatki KO na premiera, nasze państwo coraz bardziej przypomina kraje Ameryki Łacińskiej, a nie demokrację europejską. – „Czasami mam wrażenie, jakby ekipa oszustów napadła na bank i tylko co jakiś czas wysypywała trochę pieniędzy przez okno, by odwrócić uwagę i zyskać trochę na czasie. Na dłuższą metę żadne państwo tego nie wytrzyma; to prędzej czy później musi skończyć się katastrofą, nie wolno nam się do tego przyzwyczajać, nie wolno nam porzucić marzeń o pięknej, silnej i uczciwej Polsce ” – mówiła Kidawa-Błońska.

Więcej >>>

Jak to w polityce bywa kandydaci różnych partii, nie rzadko startują z regionów, w których postrzegani są jak spadochroniarze. Tak jest w przypadku kandydatów PiS w Puławach. Panowie Jan Kanthak i Tadeusz Cymański, obaj z Pomorza, zorganizowali przed bramą Zakładów Azotowych w Puławach konferencję prasową.

To spotkanie zakłóciła zbulwersowana kandydatka Koalicji Obywatelskiej do Sejmu Marta Wcisło. – „Przyjeżdżacie do Puław z Pomorza. Obiecujecie mieszkańcom różne rzeczy, a za ich plecami wysyłane są pieniądze z Zakładów Azotowych, mieszkańców, którzy tu pracują, do Tarnowa i Polic. Za rządów PiS doszło do tego, że pozycja tych zakładów została tak zdyskredytowana, że nie mają przedstawiciela w zarządzie i radzie nadzorczej. A Puławy stały się dojną krową” – podkreśliła Marta Wcisło.

Kandydatka KO do Sejmu zarzuciła Kanthakowi i Cymańskiemu, że przyjechali tu uprawiać politykę. Na koniec wręczyła im po bilecie PKP do Tarnowa oraz życzyła powodzenia. Apelowała również do wszystkich kandydatów i posłów, by Puławy odzyskały swoją wiodącą rolę.

Martę Wcisło poparł prezydent Lublina. – „Trudno się nie zgodzić z Martą Wcisło, bo w ostatnich czterech latach sytuacja ZA Puławy z pewnością się nie poprawiła, a troska o gospodarkę Lubelszczyzny powinna być troską wszystkich. Tymczasem partia rządząca zachęca do głosowania na kandydatów, którzy nie mają nic wspólnego z naszym regionem – napisał na Facebooku Krzysztof Żuk.

Kandydat PiS Jan Kanthak jednak obiecuje, że zrobi wszystko, by sytuacja puławskich zakładów nie uległa pogorszeniu. – „Najważniejsze jest to, aby ten zakład się dalej rozwijał z troską o swoich pracowników i aby dywidendy i całe zyski tu wypracowywane trafiały na rzecz Lubelszczyzny. To ważne, by księgowość i audyt istniejący w Puławach, nie został przeniesiony poza województwo lubelskie” – mówił Jan Kanthak.

– „W związku z kampanią kłamstw pisowskiej TV występuję z pozwem wobec C. Gmyza. W ubiegłym tygodniu skierowałem pozew do sądu wobec S.Pereiry. Dość tego festiwalu pomówień. Będę żądał zadośćuczynienia na WOŚP. Niech przynajmniej potrzebujący coś z tego mają” – poinformował na Twitterze Krzysztof Brejza. – „Obu panów informuję, iż dostają ode mnie bana. Bana za kłamstwa i pomówienia. Za hejt i brak kultury” – dodał poseł PO.

Cezary Gmyz jest korespondentem TVP w Berlinie. Samuel Pereira kieruje portalem TVP Info, a wcześniej był w tym kanale wiceszefem publicystyki.

Krzysztof Brejza i jego najbliższa rodzina od lat są atakowani przez TVP kierowaną przez Jacka Kurskiego. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, choćby w artykule „Aferę Piebiaka trzeba przykryć czymś na Brejzę; robi się pokazówkę”.

– „Brawo! Nie możecie pozwolić sobie na ten spektakl kłamstw i pomówień!”; – „Słowa uznania. Jedynie dobry kierunek do walki z oszustami”; – „Popieram i powodzenia życzę. Musi tylko Pan uważać, aby szybciej na Caritas nie wpłacili i zamietli pod dywan, jak to mają w zwyczaju” – komentowali internauci.

Dodajmy, że pozew złożyła także matka Krzysztofa Brejzy. „Nie damy się tej haniebnej nagonce” – Brejzowie pozywają pracowników TVP”.

Gdzieś giną głosy tych duchownych, którzy uważają, że instytucja kościelna nie powinna angażować się w politykę

Miłość PiS i Polskiej Instytucji Kościelnej ma się świetnie. Jak to śpiewano w Kabarecie Starszych Panów, „jeśli kochać, to nie indywidualnie”, tak i tutaj kochają się zbiorowo, na dobre i na złe, czyniąc z tegoż kochania narzędzie walki politycznej, wzajemnych korzyści i zysków. Wydaje się, że jedno bez drugiego nie przeżyje, więc właśnie „wespół w zespół” dbają o swój interes, co wyraźnie zahacza już o jakąś formę sekty narodowej i fanatyzmu.

Polskim duchownym już zupełnie pomieszało się w głowach. Bez zastanowienia brną w realizację marzenia o Polsce wyznaniowej, Polsce będącą wyspą chrześcijaństwa. A PiS? PiS na wszystko się zgodzi i to nie z miłości do Boga, ale z miłości do władzy. W końcu, kto załatwi prezesowi takie wsparcie, tyle głosów,  jak nie kumple w sutannach?

Trwa kampania wyborcza i rozejrzyjmy się wokół siebie. Na kościelnych ogrodzeniach wiszą plakaty kandydatów PiS do Sejmu i Senatu. Nawet płotek okalający kapliczkę św. Anny przy ul. św. Rocha na Grabówce dumnie prezentuje pana Giżyńskiego. W Rzeszowie parafia pw. Matki Boskiej Saletyńskiej jest tak obklejona przyjaciółmi z PiS, że już prawie samego kościoła nie widać, a kolejne banery zdobią parafie praktycznie w całej Polsce.

W Jedlińsku nieopodal Radomia ksiądz podczas mszy przekazał mikrofon Markowi Suskiemu, który odczytał list Morawieckiego do narodu. Ryszard Czarnecki produkował się w kościele na Dolnym Śląsku, Bartosz Kownacki w oratorium przy kościele Jezuitów w Bydgoszczy, a wraz z nim „gwiazda” PiS-u czyli Krystyna Pawłowicz. W Łodzi było bardziej przyzwoicie, bo w katedrze nie oddano głosu kandydatowi partii rządzącej, ale za to zasypano ławy kościoła jego ulotkami. Księża dbają też o odpowiednią frekwencję, gdy kandydaci ich ukochanej partii mają ochotę się wypromować i pod szyldem „SOS dla polskiej rodziny” anektują salki katechetyczne na swoją kampanię. O tych spotkaniach informuje regularnie strona internetowa Radia Maryja.

Niektórzy księża są wręcz nadgorliwi i uważają, że same banery czy też spotkanie z ukochanym kandydatem PiS-u to jednak trochę za mało. Trzeba bardziej wzmocnić wiarę w partię swoich owieczek, lekko je nastraszyć, wyłożyć bez ogródek, co i jak, by im się potem przy urnach nic nie pomieszało. Stąd oświadczenie, że głos oddany na PO jest grzechem, które wygłosił ksiądz kościoła w Radawie. Ostrą agitację prowadzi też od lat proboszcz rzeszowskiego kościoła pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Nie odpuszcza też Radio Maryja i Telewizja TRWAM. 8 września zainicjowały one ogólnopolską akcję „Modlitwa i post”, która potrwa do dnia wyborów. Już ponad 10 tysięcy Polek i Polaków modli się i pości w intencji wygranej prezesa i jego partii. Ojczulek Rydzyk zachęcał do udziału w niej, przypominając, że to „jest modlitwa o dobre wybory, żeby wybrać ludzi wierzących, którzy będą dbali (o Polskę) po katolicku, po chrześcijańsku. Wybierajcie takich ludzi. Modlimy się o takich ludzi i zwycięstwo dobra w naszej ojczyźnie. Można się jeszcze zapisywać. Post o chlebie i wodzie”.

Odbiorcami „dobrej nowiny”, a tak naprawdę świadomej i bezczelnej indoktrynacji stały się również dzieci. To właśnie ich usiłował przerobić biskup Antoni Długosz w programie „Kropelka radości”, zachwalając rządy PiS-u, miłość władzy do rodziny i dzieciaczków. Aż ma się ochotę walnąć pięścią w stół i wrzasnąć, „kończ waść, wstydu oszczędź”, ale wiadomo, że to nic nie pomoże.

Gdzieś giną głosy tych duchownych, którzy uważają, że instytucja kościelna nie powinna angażować się w politykę. Hierarchowie zapomnieli też, że artykuł 1 Konkordatu wyraźnie mówi, iż „Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”. To nic nieznaczące drobiazgi, niewarte uwagi. Liczy się przecież tylko jedno. Kasa, wyraz szczęśliwości na okrągłych z dobrobytu buźkach duchownych, wpędzanie Polski w wyznaniowy kanał. Liczą się te wypasione samochody, kapiące bogactwem rezydencje i spełnione sny o potędze.

Nie ma co ukrywać, Polska Instytucja Kościelna sprzedała się za dobra doczesne, tracąc całkowicie swoje duchowe powołanie. Ośmieszyła się, zdradziła wszystkie wartości, tak cenne i pozwalające na rzetelne prowadzenie swoich owieczek. Polska Instytucja Kościelna to dzisiaj żałosna marionetka w rękach mamony. A Polacy jej wierni? Cóż, tutaj powstrzymam się od oceny, bo nie chcę nikogo obrażać.

Panie Banaś, czas zmniejszyć lukę VAT – owską. PiS na pewno w tym pomoże.

O zgniliźnie Kaczyńskiego piszą Jankesi

24 Gru

Los Lecha Kaczyńskiego.

„Washington Post” krytykuje w redakcyjnym komentarzu rządy Prawa i Sprawiedliwości. Dziennik pisze m.in. o upolitycznieniu służb czy zamianie państwowych mediów w „organy propagandowe”. Artykuł kończy się apelem do Donalda Trumpa.

W pierwszym akapicie komentarza redakcji „Washington Post” wymienione zostają trzy kraje – Polska, Węgry i Rumunia – jako przykłady państw, które zmierzają w stronę autorytaryzmu. Cały artykuł dotyczy jednak przede wszystkim Polski pod rządami PiS. Redakcja amerykańskiego dziennika przypomina o podpisaniu przez Andrzeja Dudę nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. „Prezydent, który zaledwie trzy miesiące temu kpił z Unii Europejskiej jako z ‚wyimaginowanej wspólnoty’ w poniedziałek podpisał prawo przywracające sędziów, których zmuszono do opuszczenia swojej pracy” – czytamy.

Andrzej Duda krytykuje orzeczenie TSUE w sprawie SN: Trybunał posuwa się za daleko. To niebezpieczne

„Washington Post” uderza w PiS i apeluje do Trumpa

„Washington Post” stwierdza, że próba „czystki w Sądzie Najwyższym” to jeden z całej serii kroków, podjętych przez Prawo i Sprawiedliwość w celu przejęcia władzy nad sądownictwem w Polsce.

Zarzutów gazeta ma więcej. Czytamy o „upolitycznieniu służb”, zmianie mediów publicznych w „organy propagandy” czy „presji wywieranej na niezależnych dziennikarzy”. W sprawie reformy sądownictwa Komisja Europejska, jak czytamy w komentarzu, pokazała, że może „walczyć z autokratycznym kierunkiem”, a dzieje się tak dlatego, że większość Polaków chce, by Polska należała do UE.

Redakcja na końcu zwraca się do prezydenta USA Donalda Trumpa, który „powinien przemyśleć poparcie dla polskich nacjonalistów”.

Gość programu „Kawa na ławę” w TVN24, poseł Tadeusz Cymański odkrył przed widzami antidotum na toczący się w Polsce konflikt.

Zdaniem posła „gdybyśmy wszyscy byli wierzący, to nie byłoby wojny polsko-polskiej”. Recepta Cymańskiego wydaje się banalnie prosta. Można nawet pokusić się o dalej idące fantazje: wszyscy jednakowo się ubieramy, dokładnie tyle samo zarabiamy, mamy takie same mieszkania, samochody….

Na szczęście, to wszystko mrzonki i zwykłe naiwne banialuki. „Diagnoza” posła Cymańskiego spotkała się oczywiście z natychmiastową odpowiedzią internautów.

„Hitler, Stalin byli wierzącymi chrześcijanami” – napisał jeden z nich.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o pisowskim świątecznym nastroju.

Władze nie ustają w wysiłkach, by rozbawić unijnych partnerów.

Katolicki kraj, polecony opiece Matki Bożej i zawierzony Chrystusowi na wyłączność, obchodzi właśnie Boże Narodzenie – święta radosne, emanujące duchem wzajemnego pojednania, serdecznej życzliwości, przebaczenia win i wsparcia potrzebujących. Nasze bożonarodzeniowe obyczaje przeciwstawiane są zachodnim rytuałom, obmierzłym i skomercjalizowanym pod hasłem „Merry Christmas Everyone”. Przywiązany nierozerwalnie do religii premier Morawiecki, wraz z trwale uduchowionym prezydentem Dudą, niechybnie poniosą w świat nasze świąteczne klimaty, ale i bez nich Europa z zainteresowaniem obserwuje nasze przejawy praktycznej realizacji podstawowego nakazu wiary – miłości bliźniego. Jakie świąteczne wieści z Polski niosą swym odbiorcom zagraniczne media?

Przed Bożym Narodzeniem mieszkańcy Europy, straszeni widmem rechrystianizacji, zapewne ze zdwojoną uwagą wsłuchują się w głos polskiego Kościoła. I oto w atmosferze powszechnej życzliwości arcybiskup Stanisław Gądecki ogłosił najpierw, że film „Kler”, którego nie widział, przypomina mu propagandowe filmy Goebbelsa o Żydach – a potem, zapytany co powie wybranej (przez siebie) ofierze księżej pedofilii, z którą powinien się spotkać na wezwanie Watykanu, odpowiedział, że przekaże jej sugestię, iż „świat nie kończy się na grzechu”, natomiast „Kościół potrzebuje też cierpienia za swoją egzystencję”.  Europejczyków zainteresuje też zapewne fakt, że hierarcha znacznie ważniejszy od byle przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, a mianowicie Świątobliwy Dyrektor Tadeusz Rydzyk, pokłócił się z Wodzem Narodu Jarosławem Kaczyńskim! Ostatni raz spotkał się z nim po wyborach samorządowych, ale obaj dostojnicy nie doszli do porozumienia. Ponieważ nie wiadomo o co chodziło, to wiadomo, że o. Rydzykowi chodziło o to, co zawsze, a zbawiciel Jarosław zapewne mu się postawił.  Potem Kaczyński nie przyszedł na okrągłe 27 urodziny radia Maryja, gdzie cały rząd pląsał w obrzędowym tańcu przed rozanielonym totemem – i tego już było za wiele.  Parlamentarzyści związani z o. dyrektorem wystąpili o rejestrację nowej partii, konkurencyjnej wobec PiS, które ich zdaniem nie potrafi walczyć z ateizmem i skutecznie promować katolicyzmu.  Nowalijka Rydzyka nazywa się „Ruch Prawdziwa Europa”, co sugeruje, że ta Europa, w której się znajdujemy, to jakaś fałszywa podróbka i jeśli taką pozostanie, to trzeba ją będzie opuścić.

Światowe media odnotowały również, że w ramach bożonarodzeniowego pojednania polskie Ministerstwo Obrony Narodowej obraziło się na Turcję, wypominając jej najazd na Europę sprzed 335 lat. MON nawtykał sojusznikowi z NATO w specjalnej książeczce, skierowanej do wszystkich żołnierzy wojsk sojuszniczych, których ponoć nie obchodzi Polska współczesna, natomiast aż przebierają nogami, żeby dowiedzieć się czegoś o historycznych przewagach i wiekopomnych sukcesach polskiego oręża. W tej konkretnej sprawie sojusznicy dowiedzieli się, że turecki najazd miał na celu wykorzenienie chrześcijaństwa, a Polska – bastion i przedmurze naszej wiary – obroniła ją pod Wiedniem, czyniąc odtąd katolicyzm bezpiecznym po wsze czasy.  Kara Mustafa zdziwiłby się ciężko na wieść o religijnych motywach swojej, zwyczajnej w owych czasach, łupieżczej wyprawy. Póki co zdziwili się ogromnie współcześni Turcy, nieśmiało przypominając, że byli jedynym narodem, który nie uznał rozbiorów Polski (w obronie naszej niepodległości rozpoczęli nawet wojnę z Rosją), że w Turcji chronili się polscy działacze niepodległościowi z Adamem Mickiewiczem na czele, a podczas ostatniej wojny Turcja odmówiła hitlerowcom wydania zdeponowanego tam polskiego majątku.

W świątecznych doniesieniach z Polski poczesne miejsce zajmuje wiadomość, że pan prezydent obraził się na sędziów Sądu Najwyższego i wyzwał ich od anarchistów, ponieważ wrócili do pracy bez jego zezwolenia. Andrzej Duda uznał , że lepiej zna prawo niż koryfeusze wszystkich polskich i zagranicznych gremiów prawniczych i lepiej niż unijny trybunał wie, jak prawo stosować. Jego zdaniem decyzji TSUE nie wdraża się bezpośrednio w przypadku wycinki sędziów, choć w identycznej sytuacji wycinki Puszczy Białowieskiej nie miał żadnych wątpliwości. Różnica jest taka, że w tym drugim przypadku prezydent musiał zjeść osobiście wyhodowaną żabę, podpisując ustawę, która ukatrupiła własny, prezydencki akt prawny – jego zdaniem dzieło przepysznej urody. Przy okazji besztania krajowych sędziów prezydent nie omieszkał zwymyślać także sędziów europejskich, zarzucając unijnemu Trybunałowi Sprawiedliwości w pełnym składzie, że pod żałosnym pretekstem łamania przez Polskę unijnego prawa, miesza się w nasze wewnętrzne sprawy, zagrażając suwerenności.  Jak można tak traktować bijące serce Europy?…

W serdecznej atmosferze pojednania i wzajemnego wybaczania nasiliła się nagonka na Donalda Tuska. Spore zainteresowanie europejskich dyplomatów wzbudził pomysł przesłuchania naszej długoletniej rządowej tłumaczki na okoliczność treści rozmowy Tuska z Putinem. Media rozważają, czy jest to jednorazowa pomroczność Kaczyńskiego, czy też obyczaj ten trwale zagości w polskiej polityce krajowej, a także czy kolejny rząd skorzysta z okazji i przesłucha tłumaczy rozmów Macierewicza z jego wschodnimi przyjaciółmi, Kaczyńskiego z Orbanem, marszałka Senatu z prezydentem Białorusi, nie wspominając o rozmowach handlowych negocjatorów z PiS, kończonych słabo korzystnymi dla nas kontraktami. Powszechnie stawiane jest pytanie, czy ktokolwiek zechce rozmawiać z Polską, jeśli szczegóły negocjacji, jeśli każda opinia i każda poufna informacja może zostać upubliczniona i wykorzystana przez przeciwników politycznych lub biznesowych?

TVP Info przyciągała dotąd uwagę głównie zachodnich mediów o profilu satyrycznym. Tym razem stacja ta, znana ze szczególnie silnych koneksji z Panem Bogiem, w imię prawdy i pojednania zaskoczyła świat informacją, że za tragedię w czeskiej kopalni, gdzie zginęło 12 Polaków, odpowiedzialna jest Platforma Obywatelska. Chodzi o to, że premierzy Tusk i Kopacz złośliwie pozamykali bezpieczne polskie kopalnie, a kiedy górnicy protestowali, to kazali do nich strzelać.  Platforma z PSL swoją nieodpowiedzialną polityką energetyczną zmusiła górników do tułaczki za chlebem, do pracy w kopalniach niebezpiecznych – i oto mamy efekt.  Wiadomość przekazana światu przez polską telewizję publiczną istotnie wstrząsnęła opinią, choć raczej niezgodnie z oczekiwaniami propagandystów Kurskiego.  Informację tę oceniono jako kolejną odsłonę koszmarnego tańca politycznych wykolejeńców na polskich grobach.

Wśród świątecznych doniesień z Polski uwagę Europy zwraca też szczególna epidemia grypy, a dokładnie nowa jej mutacja, atakująca zajadle ludzi o najniższej odporności na coraz trudniejsze warunki życia – najpierw policjantów, potem pracowników inspekcji weterynaryjnych, prokuratur, sądów i szkół.  Odnotowano też fakt, że po przegranych wyborach samorządowych wicepremier Jarosław Gowin obraził się na Warszawę, ogłaszając na konwencji Zjednoczonej Prawicy swój najnowszy plan – deglomerację. – Ważny jest rozwój innych miast – wyjaśniał pan Gowin. – Pokażę w styczniu, które instytucje z powodzeniem można przenieść do Chełma, Jeleniej Góry, czy Kielc – zagroził mieszkańcom tych miast. Wyprowadzka centralnych instytucji  ze stolicy początkowo przeraziła przedsiębiorców, ale okazało się, że ma się odbyć w roku 2020, czyli po wyborach, czyli nigdy -, miejmy nadzieję.  W mediach zajmujących się kulturą odnotowano natomiast, że drugi wicepremier, Piotr Gliński, obraził się na autorów jednego z najważniejszych polskich magazynów kulturalnych pozbawiając „Dwutygodnik” dotacji. Podobno tacy autorzy jak Masłowska, Tokarska, Stasiuk, Sieńczyk czy Rottenberg nie są ministrowi znani, a w każdym razie nie są mu bliscy – w odróżnieniu od niejakiego J.M. Ruszara, szefa nowego, dotowanego przez ministra, pisma literackiego „Napis”. Pan Ruszar cieszy się szacunkiem ministra Gowina, bo po pierwsze pracował dotąd w państwowym banku, a po drugie bardzo interesuje się kulturą, ma w domu liczne książki, a jedną to nawet osobiście napisał. IPN wydał mianowicie jego wspomnienia ze służby wojskowej.

***

Polskie władze nie ustają w wysiłkach, by rozbawić unijnych partnerów. – Zobacz Europo jak można pięknie żyć! – wołała uduchowiona Beata Szydło na konwencji PiS. – Europa mogłaby czerpać od nas dobre wzorce – przekonywał Jarosław Kaczyński.  – Polska wyznacza standardy w Europie! – informował zdumionych Europejczyków premier Morawiecki.  Wiele jeszcze podobnych bzdur autorstwa funkcjonariuszy PiS dociera do naszych zachodnich przyjaciół.  Kiedy słyszę te zaklinania rzeczywistości zastanawiam się, co powinni dzisiaj przekazać zachodnim przyjaciołom zwyczajni Polacy drugiego sortu? Może to:

Wesołych Świąt, Europo!  Życzymy ci jeszcze odrobiny cierpliwości i wyrozumiałości.  Mimo obelg, przeplatanych fałszywymi deklaracjami poparcia, prosimy cię o życzliwość dla kraju opanowanego przez pazerną grupę oburącz trzymającą władzę, która uparła się sprowadzić Polskę do kategorii „wyimaginowanej wspólnoty” i wyprowadzić nas na odległe rubieże cywilizacji, gdzie przestają obowiązywać reguły prawa, rozsądku i przyzwoitości.  Merry Christmas, nasza Europo! Do zobaczenia po najbliższych wyborach!

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie i Kosciele katolickim (fragment).

I oto mamy prawdę nie tyle o Dudzie, co o prezesie, a Duda wypowiedział, że Trybunał Sprawiedliwości UE orzekając w sprawie Sądu Najwyższego „posuwa się za daleko i zbyt dalece ingeruje w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich’. A zatem usta Kaczyńskiego uznały prawo europejskie jako wrogie i sprzeczne z jego osobą, bo nie z Konstytucją RP, wszak TSUE zachowało staranność orzeczenia o niezależności Sądu Najwyższego, który to standard demokratyczny jest zapisany w naszej Konstytucji.

Wypowiedź Dudy świadczy o czymś zgoła niebezpiecznym dla Polski, mianowicie wypowiedzenie się przeciw orzeczeniu TSUE spowoduje w przyszłości, że nie podporządkuje się jego decyzjom, a w konsekwencji doprowadzi do wyjścia Polski z UE – do Polexitu. Duda wypowie wszystko, co pomyśli głowa prezesa (że strawestuję Juliana Słowackiego).

Wypowiedź Dudy jest tak samo absurdalna, jak hierarchów Kościoła katolickiego. Oto abp Stanisław Gądecki wypowiedział się na temat ofiar pedofilii kleru, którym powie (bo tak nakazał papież Franciszek): „… jest coś ważniejszego, aniżeli grzech, że istnieje i odkupienie, i przebaczenie, i możliwość tego, co nazywamy cierpieniem za kogoś innego”.

Ale jeszcze fajniejsze jest stwierdzenie hierarchy poznańskiego, iż „Kościół potrzebuje cierpienia za swoją egzystencję”. Przepraszam, da się to przełożyć na alegoryczny obrazek z udziałem Gądeckiego, który – cofając się dwa tysiące lat – znajduje się na Golgocie, właśnie krzyżują Joszuę z Nazaretu, a on wchodzi na drabinkę i zamiast ulżyć cierpieniem Jezusa, wbija mu jeszcze jeden gwóźdź ze słowami, że to „cierpienia za egzystencję”.

Krzyk o krzyż

3 Gru

Na relacjach PIS – toruński redemptorysta rysuje się kolejne pęknięcie. Tym razem chodzi o zmianę w polskim godle – pomysł wspierany przez toruńskie media, a któremu zdecydowane sprzeciwia się Prawo i Sprawiedliwość. Materiały „Naszego Dziennika”, Telewizji Trwam i Radia Maryja pękają w szwach od tego tematu.

Twarzą akcji „Przywracamy krzyż w godle Polski” jest były poseł PiS Andrzej Jaworski. Spotkanie inaugurujące – na które przybyło kilkadziesiąt osób odbyło w należącej do „Solidarności” sali BHP w Gdańsku.

Przed spotkaniem działacze oraz sympatycy Prawa i Sprawiedliwości dostali esemesy z przestrogą od Natalii Nitek-Płażyńskiej, żony Kacpra Płażyńskiego, radnego PiS w Gdańsku. Płażyńska – przypominając, iż Jaworski został zawieszony w członkostwie w PiS i obecnie toczy się wobec niego postępowanie, co grozi wykluczeniem z partii – przestrzegła przed udziałem w tej akcji. Zaznaczyła, że PIS nie ma z nią nic wspólnego.

Sam Jaworski na przekór wszystkiemu oznajmia, że jego inicjatywa, to ruch społeczny.  „Ma za zadanie przedstawienie Polakom historii naszego godła. Niewiele osób wie, że w XIX wieku orzeł w godle Polski miał koronę króla Łokietka. Do zmiany doszło w 1927 r. Niewiele osób wie również, że ministerstwo kultury rozpoczęło prace nad zmianą godła. My chcemy powrotu do dawnego wzoru lub unowocześnienia go” – upiera się Jaworski.

W sprzeciwie kolegów partyjnych dopatruje się chęci rezygnacji z działań dotyczących sfery światopoglądowej.

Tymczasem pomorski poseł PiS Tadeusz Cymański, pytany przez Onet o tę sprawę, oświadczył, że pomysłu nie popiera. „Wiarą się nie należy obnosić, tylko dawać jej świadectwo, a to jest trudniejsze. Jeszcze w takich czasach, w takiej sytuacji.” – ocenił.