Tag Archives: Szary Człowiek

Duda na cmentarzu promuje żonę kolesia

1 List

Andrzej Duda uprawia politykę na cmentarzach. Jakże to pisowskie – partia funeralna, która wyżarła się na Lechu Kaczyńskim.

Mocno kłóci się powtarzane wielokrotnie przez obóz władzy hasło, że taka rocznica, jak stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości jest jedyna w swoim rodzaju, z wyraźnie lekceważącym podejściem do przeprowadzenia tej rocznicy obchodów. Złośliwi wypominają już rządzącym, że zamiast przywódców z całego świata w Warszawie owszem pojawi się międzynarodowa reprezentacja, tylko środowisk neofaszystowskich i neonazistowskich. Jak to świadczy o władzy, odpowiedzmy sobie sami.

Wielu komentatorów stawia również głośno pytanie, co się stało z blisko 240 milionami, których wydanie zaplanowano właśnie na podkreślenie doniosłości tej okrągłej rocznicy wydarzeń z 1918 roku. Wczoraj portal Gazeta.pl postanowił sprawę przybliżyć, pokazując co władza zrobiła, by obchody były huczne i uroczyste. Aby ułatwić organizację stulecia niepodległości, powołano dwóch pełnomocników ds. organizacji obchodów. Po stronie Andrzeja Dudy został nim prezydencki minister Wojciech Kolarski, z kolei po stronie rządowej – wiceminister kultury Jarosław Sellin. Do dyspozycji w związku obchodami przeznaczono prawie 240 milionów złotych, z czego 1/3, ponad 80 mln zł, na 2018 rok – dokładnie 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Wszystko w ramach programu “Niepodległa”, powołanego do życia w 2017 roku, rozplanowanego na lata 2017-2021.

Efektów tej pracy niestety nie widać, a wydarzenia, jeśli już się odbędą, to niczym nie będą się różnić od standardowych wydarzeń z lat poprzednich, ani w kwestii rozmachu, ani dbałości o szczegóły. Nie będzie 100 kolumn na 100-lecie niepodległości, nie będzie 100 ławek, ani 100 strzelnic. Rejs Wolności z udziałem Mateusza Kusznierewicza nie wypalił, wielki marsz czy defilada również. Póki co najbliżej jest realizacji nieformalnego programu 100 prezesów spółek Skarbu Państwa albo 100 kłamstw premiera Morawieckiego w ciągu jednej kampanii wyborczej. Nadchodzące obchody będą wizerunkową porażką obozu władzy, tym bardziej że to właśnie z ust liderów Zjednoczonej Prawicy tak często słyszymy o dumie z bycia Polakiem. Nic więc dziwnego, że rozpoczęło się poszukiwanie winnych i to najlepiej z zewnątrz tak, by ewentualne rozczarowanie wyborców przy okazji dobrze spożytkować. Nie zawiódł marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który winnych widzi, a jakże, w opozycji.

Grzegorz Schetyna był w komitecie. (…) Ja mam zdjęcie z jego pustym krzesłem. Nie przychodził, bojkotował. Opozycja od początku bojkotuje obchody 11 listopada. (…) PO i PSL powinni przyjść, zgłosić jakiś pomysł – ocenił Karczewski prace nad programem obchodów 100-lecia niepodległości w internetowej telewizji braci Karnowskich wPolsce.

Niby takie odwracanie kota ogonem i obwinianie za własną nieudolność wszystkich, tylko nie siebie, nie jest niczym nowym, jednak tupet marszałka Senatu zaskakuje. To, że Polacy, którzy nie interesują się polityką i chcieliby po prostu pojechać 11 listopada 2018 roku do Warszawy i wspólnie z innymi rodakami obchodzić tę uroczystą rocznicę, dostaną jedynie możliwość maszerowania ze zwolennikami dominacji “białej rasy” jest wyłączną winą Zjednoczonej Prawicy. Warto się zastanowić, by plany zmienić i pojechać do Łodzi lub Poznania, gdzie lokalne władze organizują własne obchody, z dużym rozmachem i znamienitymi gośćmi. Tam będzie można dumnie zakrzyknąć: “Tu jest Polska”.

Nie minęło dużo czasu od skandalu z nagrodami dla ministrów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, a poseł Krzysztof Brejza wywęszył kolejną aferę. Pokłosiem interpelacji poselskiej złożonej przez posła PO są informacje ujawniające gwałtowny wzrost importu rosyjskiego węgla z Federacji Rosyjskiej.

Zestawiając te dane z faktem uzależnienia energetycznego od węgla, kosztami związanymi z subsydiami dla wydobycia węgla, niepoliczalnymi sumami kosztów zdrowotnych, czy z przywilejami emerytalnymi dla górników wynika postępujące marnotrawienie publicznych pieniędzy na produkcję szkodliwej energii. Być może taka polityka miałaby jakiś sens, gdyby pieniądze trafiały na zasilanie polskiej gospodarki, jednak okazuje się, że wraz z przejęciem władzy przez PiS udział rosyjskiego węgla w produkcji energii w Polsce pikuje.

“Ten węgiel jest dużo tańszy, ale jest złej jakości. Ze sprzedaży rosyjskiego węgla Putin ma pieniądze, żeby napadać sąsiednie kraje. Odtwarza imperium postsowieckie” – tak jeszcze w 2014 roku grzmiał Mariusz Błaszczak, obecny szef MON, gdy wraz z partią domagał się wprowadzenia embarga na import rosyjskiego węgla. Ogłosił wtedy pracę nad odrzuconą później przez Sejm ustawą, która miała zobowiązywać instytucje państwowe do zakupu polskiego węgla. Dziś dzięki interpelacji posła Brejzy wiemy, że to od momentu rozpoczęcia rządów PiS import rosyjskiego węgla jeszcze przyspieszył. Od 2015 roku do Polski 25,2 mln ton czarnego złota zza wschodniej granicy, a z każdym rokiem jego ilość rośnie.

Ze słów ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego dla PAP wynika, że import węgla jest konieczny do czasu uruchomienia nowych ścian wydobywczych w polskich kopalniach, co ma zająć kilka lat. “Pewien poziom importu węgla jest wskazany dla ustabilizowania cen, nawet jeżeli w danym momencie musimy importować więcej […] Jednocześnie wzrost zużycia energii elektrycznej daje nam stabilizację rynku węgla w Polsce – powiedział.

Wyszło więc jak zwykle – rząd brnie po uszy w krótkowzrocznej polityce energetycznej opartej na węglu, uzależniając bezpieczeństwo energetyczne nie tylko od szkodliwego dla zdrowia surowca, ale i łaski rosyjskiego satrapy. Po raz kolejny też okazało się, że fasadowa niechęć polityków Prawa i Sprawiedliwości do Władimira Putina jest tylko pijarową narracją,  niemającej nic wspólnego z faktycznym zacieśnianiem współpracy z Rosją. Kwitnące interesy Polski z Rosją wydają się kolejnym elementem układanki polityki Prawa i Sprawiedliwości, w której to rząd walcząc z zachodnimi sojusznikami działa w interesie Niedźwiedzia ze Wschodu.

>>>

Nigdy nie jest słodko umierać za ojczyznę

1 List

Tylko oślepiający patos każe mówić, że słodko jest umierać za ojczyznę.

Nieczęsto zabieram głos na portalu koduj24, od wielkiego dzwonu, a raczej od wielkiej ciszy. Wygląda na to, że zbliżające się święto stulecia odzyskania niepodległości Polski nie będzie obchodzone w zgodzie i zadumie, nie ma co marzyć o ciszy. Inaczej zapewne będzie 1 listopada. W tym dniu, mimo że będziemy w tłumie odwiedzających cmentarze, będziemy próbować wkraczać w sferę ciszy i nadziei.

Nadzieja mierzy się ze śmiercią. To śmierć relatywizuje znaczenie zarówno rzeczy błahych, jak i wzniosłych. Tylko oślepiający patos każe mówić, że słodko jest umierać za ojczyznę. Żadna śmierć nie jest słodka, jest ona kresem indywidualnego istnienia, a przynajmniej zniszczeniem znanej nam jego formy. Nie godzimy się z umieraniem, buntujemy się przeciwko śmierci, dręczy nas śmierć własna, boli śmierć bliskich.

Ale czy pragnienie nieśmiertelności jest uzasadnione? Ireneusz Ziemiński uważa, że wyraża się w nim roszczenie przekraczające ludzką kondycję. Już sam dar skończonego istnienia, skoro jest darem, powinien wystarczać. Podoba mi się ta pokora i czystość myślenia, ale nadzieja nieśmiertelności jest czymś innym niż domaganie się jej. Rozwija się ona w żywiole łaski. Zgodnie z chrześcijańską wiarą to Bóg chce życia wiecznego dla człowieka. Jego wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie otwierają horyzont nadziei. Jest to nadzieja zbawienia, które nie mieści się w granicach ludzkich sił.

Nie wiem, czy wszyscy ludzie zostaną zbawieni. Nadzieja to coś więcej niż wiedza. Gdyby nadzieja nie obejmowała pragnienia powszechnego zbawienia, byłaby ułomna. Ks. Wacław Hryniewicz z głęboką teologiczną mądrością przekonuje, że nie możemy naszego ludzkiego punktu widzenia, z właściwymi mu ograniczeniami, narzucać Bogu. Nikt z ludzi nie jest w stanie patrzeć tak jak Bóg. Natomiast wznoszenie umysłu do Boga wraz z prośbą o zbawienie wszystkich ludzi ocala samą nadzieję.

>>>

Tylko oślepiający patos każe mówić, że słodko jest umierać za ojczyznę.

Raskolnikow

Trzy ostatnie teksty Waldemara Mystkowskiego.

Niczego nowego nie proponuje PiS w sprawie Sądu Najwyższego. Kwestia oparła się o najwyższy czynnik prawny w Unii Europejskiej, o Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

A więc premier i podlegli mu ministrowie rozgrywają, jak potrafią – czyli kłamiąc i matacząc, patentowany kłamca (otrzymał ten patent już dwukrotnie w czasie tej kampanii samorządowej) Mateusz Morawiecki swego czasu pochwalił się, że negocjacje z instytucjami unijnymi ma opanowane w małym paluszku.

Najpierw gruchnęła wieść, iż szef dyplomacji Jacek Czaputowicz – mało kto wie, że ktoś taki nim jest – przesłał do Trybunału Konstytucyjnego elaborat kwestionujący zasadność zapytania Zbigniewa Ziobry, czy Sąd Najwyższy może zwracać się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE, bo TK nie ma takich kompetencji, aby badać prawo unijne, które Polska przyjęła „jako dorobek wspólnotowy” wchodząc do UE.

Po ujawnieniu interwencji Czaputowicza w atrapie Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się spekulacje, czy to Ziobro został kozłem ofiarnym 32-procentowego poparcia PiS…

View original post 1 048 słów więcej

Pożar w burdelu PiS właśnie się zaczął. Nie wzywajcie żadnych strażaków, niech we własnym piekle usmażą się

1 List

Oczywista oczywistość…?

Premier Morawiecki ma taką przypadłość, że nie do końca, mówiąc delikatnie, waży słowa i nie chodzi mi tylko o ewidentne kłamstwa, ale też o takie plecenie trzy po trzy, a to o mostach, a to o drogach, wszędzie ma jakąś przypowiastkę jako pszczelarz, rolnik itd. Z takiego plecenia wychodzą również kłamstwa wyborcze. Oczywiście, że po porażce w prowadzeniu kampanii i po tych kłamstwach powinien się podać do dymisji, ale wiemy, że to nie nastąpi i że będzie broniony. Wręcz może to umocnić jego pozycję – mówi dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiamy też o rozgrywkach wewnętrznych w PiS, kompromitacji władzy przy organizacji obchodów 100-lecia niepodległości, kampanii wyborczej do europarlamentu.

JUSTYNA KOĆ: O co chodzi w przepychance między ministrem Jackiem Czaputowiczem a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą? Rzeczniczka PiS przekonuje, że stanowisko Ziobry to stanowisko partii, premier zapewnia, że nie ma rozbieżności miedzy ministrami, a wieczorem minister Czaputowicz wycofuje się z wcześniejszego stanowiska i oświadcza, że w pełni popiera wniosek ministra sprawiedliwości. Co to za gra?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: To dobre pytanie, co to za gra, bo oczywiście minister Czaputowicz miał rację, wczorajsze stanowisko było bardzo merytoryczne, ale mało polityczne, wynika z tego, co dziś obserwujemy. Minister nawet wytłumaczył, że to było eksperckie stanowisko, a nie MSZ. Myślę, że gra jest tu podwójna. Po pierwsze, spór jest wewnątrz rządu. Głos Czaputowicza był też głosem łagodzącym w stosunku do UE i  przed kampanią do PE. Mówił zresztą o tym Paweł Kowal, że takie stanowisko może być zaprezentowane, właśnie aby złagodzić stanowisko przed kampanią do europarlamentu. Potwierdzałyby to też słowa Kaczyńskiego, który podkreśla, że Polexit to bzdura.

Myślę, że jest tu też personalna gra na osłabienie Ziobry. Premier stanął pomiędzy nimi, bo musiał, aby wyciszyć spory, ale to też może być sygnał o frakcjach wewnątrz rządu i poparciu dla premiera.

Wygląda na to, że to Ziobro jednak wygrał to starcie, bo minister Czaputowicz się wycofał.
Dzisiaj nie ma już  gry o duże miasta przed drugą turą, bo w zasadzie największą niewiadomą jest Radom. Gdańsk i Kraków wyglądają na przegrane przez PiS, w związku z tym partia Kaczyńskiego umacnia swój elektorat niż go rozmiękcza. To, że dziś Ziobro wyszedł zwycięski, nie oznacza, że jutro również wyjdzie zwycięsko ze starcia. Poza tym to „stanowisko eksperckie” już poszło, więc to również będzie jakaś wskazówka dla Trybunału. Po drugie,

z Macierewiczem było podobnie; długo był broniony, ale do czasu. Potem został schowany, wycofany, ostatnio pojawiły się informacje, że nawet NIK-u nie dostanie. O sporze między Morawieckim a Ziobrą mówi się od dawna.

Ten spór mógł narosnąć jeszcze po wyborach samorządowych?
Oczywiście i myślę, że teraz przybiera ostrzejszą postać.

Zbigniew Ziobro jest oskarżany, że to przez jego ruch PiS przegrał duże miasta, bo ten ruch ze skierowaniem sprawy traktatu UE do Trybunału Konstytucyjnego zmobilizował liberalny, wielkomiejski elektorat, który dostrzegł w nim początek Polexitu.
Każda partia boi się efektu kuli śnieżnej. Myślę, że Ziobro trochę uruchomił tę lawinę, ale nie był jej jedyną przyczyną. Do tej mobilizacji miast przyczyniły się różne ruchy i działania, m.in. słowa pana prezydenta o iluzorycznej wspólnocie, spot o uchodźcach, działania Ziobry. Trudno tu wskazać jedną osobę i czynnik. Aczkolwie

trzeba przyznać, że największe kontrowersje są wywoływane przez Zbigniewa Ziobrę, bo to on stoi za sprawą Sądu Najwyższego, za tym, jak są powoływani i odwoływani sędziowie czy za pytaniami do TK. Zdecydowanie on jest tu rozgrywającym.

Jakie znaczenie ma fakt, że Ziobro jest z innej partii? Często mówimy PiS, a to Zjednoczona Prawica, która składa się z 3 ugrupowań. Jednym z nich jest Solidarna Polska Ziobry.
Raczej bym jednak rozpatrywała to w ramach Zjednoczonej Prawicy, ale w sensie przywództwa. Jego partia jest znacząca, jeśli chodzi o większość rządową w Sejmie, ale nie ma większego poparcia, chociaż przyznać mu trzeba, że ma na pewno większe poparcie niż Gowin.

Czy na Nowogrodzkiej trwa analiza zysków i strat z tej koalicji po wyborach? Mam wrażenie, że zarówno ugrupowanie Ziobry, jak i Gowina relatywnie mało wnosi do stanowisk, które mają.
Nie do końca, bo PiS dostaje tu to, co jest mu potrzebne, czyli większość. Prawica się już nauczyła, że tylko zjednoczona może ją uzyskać, bo D’Hondt jest nieubłagany. Z drugiej strony, czy PiS tak dużo oddaje… Oni dobrze podpisali umowę koalicyjną, gdyby mniejsze partie teraz wyszły, to tracą wszystko.

Działa tu też zasada, że im więcej się da, tym trudniej działaczom wyjść z koalicji. Dlatego ten spór między Morawieckim i Ziobrą był już za premierostwa Beaty Szydło, wtedy już Ziobro był rozdającym stołki w spółkach.

Czy sprawa z ministrem Czaputowiczem nie pokazuje, że w rządzie jest po prostu bajzel?
Tak bym nie powiedziała, natomiast po wyborach ujawniło się wyraźnie to, o czym media już pisały, poważne wrzenie. Zresztą MSZ zawsze był trochę na boku. Czaputowicz był i jest osobą z zewnątrz, która wszystko zawdzięcza powołaniu. Jednak nazwałabym to grami frakcyjnymi, bajzel to za mocne słowo.

PiS będzie teraz próbował pokazać się jako partia proeuropejska?
Tak, bo nie może pozwolić sobie na przegranie w wyborach do europarlamentu.

A „ciemny lud to kupi”?
Elektorat PiS-u na pewno tak. Tylko

PiS potrzebuje więcej, bo twardym elektoratem nie wygra. Dlatego będzie próbować przesunąć się do centrum, chociaż miasta pokazały, że zajęcie centrum przez Morawieckiego się nie udało i nie pozyskali tu nowych wyborców.

To nie wróży najlepiej przy takich nastojach na najbliższą kampanię, zwłaszcza że dziś pojawiła się jeszcze informacja, że TSUE przyśpiesza prace w sprawie Sądu Najwyższego.

Prawdopodobnie jeszcze w kwietniu wyda orzeczenie w tej sprawie, czyli przed samymi wyborami do PE. To zły kalendarz dla PiS-u?
Bardzo zły, ale na decyzje TSUE wpływ mają także ruchy w Europie i to, że nie wiadomo, jak będzie wyglądał PE w przyszłości.

Dzisiaj nie sprzyja też PiS sytuacja z zapowiadanymi obchodami 100-lecia niepodległości. Ta

intensyfikacja wyjazdów prezesa Kaczyńskiego w Polskę zarówno przed pierwszą turą, jak i teraz, potwierdza to, że w obozie rządzącym zaczyna się pożar.

Skoro jesteśmy przy obchodach, to kiedy prezydent posłuchał doradców od PR? Jak zapraszał na marsz narodowców, czy jak zapowiedział, że sam nie weźmie w nim udziału?
Tego nie wiem, natomiast widać wyraźnie, że chaos wokół prezydenta i taka nieumiejętność radzenia sobie pogłębiają się. Powiem szczerze, że cieszę się, że prezydent wycofał się z tego pomysłu, bo nie wyobrażałam sobie marszu pod auspicjami Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR, który firmuje prezydent mojego kraju. Wiara w to, że zrezygnowaliby ze swoich haseł czy banerów była naiwnością. Ten kuriozalny pomysł był pewnie nie do końca przemyślany i skonsultowany. Z drugiej strony proszę zwrócić uwagę, że PiS na początku też w to wszedł, dopiero potem się wycofał. Tu mamy cały szereg wydarzeń: kpiny z marszów organizowanych przez Bronisława Komorowskiego z jednej strony, więc trudno byłoby dzisiaj wrócić do tego pomysłu, zwłaszcza że dzisiaj wiadomo, że marsz prezydenta mógł okazać się porażką frekwencyjną. Po drugie, jak się uchwala ustawę o zgromadzeniach cyklicznych, to też są tego później takie konsekwencje. Po trzecie,

mam nadzieję, że to, że nie będzie nikogo znaczącego z Europy na naszym 100-leciu, to jest wynik nieudolności dyplomatycznych, a nie pokazanie przez Zachód, że się „w pewnych miejscach nie bywa”.

W efekcie nic wyjątkowego nie wydarzy się 11 listopada. Uroczysta zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza, złożenie kwiatów i tyle…
Dobrym pomysłem jest śpiewanie hymnu w południe 11 listopada wszędzie tam, gdzie może być zaśpiewany, ale powiedzmy sobie szczerze, że to jest zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że te obchody były oczekiwane, zapowiadane, był uchwalony wielki budżet, wielkie przygotowania, a mamy wielki niewypał. Nie zaproponowano nic, co byłoby ponad podziałami, co by łączyło.

Zrzucanie teraz na opozycję, że nie chce przyjść na marsz narodowców, jest śmieszne. Dobrze, że będą jakieś wydarzenia w ponad 3000 miejsc, ale brak centralnego, głównego jest rozczarowujący. Ani prezydent, ani władza nie sprostali oczekiwaniom, nie wykorzystali chwili, nie stanęli na wysokości zadania.

Premier Morawiecki drugi raz został przyłapany na kłamstwie. Powinien podać się do dymisji?
Premier Morawiecki ma taką przypadłość, że nie do końca, mówiąc delikatnie, waży słowa i nie chodzi mi tylko o ewidentne kłamstwa, ale też o takie plecenie trzy po trzy, a to o mostach, a to o drogach, wszędzie ma jakąś przypowiastkę jako pszczelarz, rolnik itd. Z takiego plecenia wychodzą również kłamstwa wyborcze. Oczywiście, że po porażce w prowadzeniu kampanii i po tych kłamstwach powinien się podać do dymisji, ale wiemy, że to nie nastąpi i że będzie broniony. Wręcz może to umocnić jego pozycję.

Wstyd na świecie, że sąd łapie po raz drugi premiera na kłamstwie?
Nie przesadzałabym. Świat się tym nie interesuje. Nie jest to też wydarzenie na arenie międzynarodowej.

>>>

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

1 List

Piotr Szczęsny – bez wolności nie umiał i nie chciał żyć

Ten szczególny listopadowy czas chcemy poświęcić na wspomnienie jednej osoby. Siebie samego określił mianem Szary Człowiek. Bez wolności nie chciał i nie umiał żyć. 19 października 2017 r. na pl. Defilad podpalił się w akcie protestu przeciw zabieraniu jemu i nam wszystkim tego, co uznawał za najcenniejsze. Być może ostatnimi dźwiękami, które Piotr Szczęsny słyszał, były słowa odtwarzanego przez niego utworu „Wolność kocham i rozumiem”. Kilka dni potem zmarł nie odzyskawszy przytomności…

Piotr Szczęsny zostawił nam manifest. – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi” – napisał. Czy po ponad roku obudziliśmy się?

Niepokojąco aktualne po ponad roku są słowa Piotra Szczęsnego zarówno z manifestu, jak i z jego listu skierowanego do mediów. W tym ostatnim pisał, że wstydzi się, że „mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie Konstytucję”. Andrzej Duda przez ostatni rok przysporzył jeszcze wiele powodów do wstydu.

Piotr Szczęsny wstydził się za premiera, którym wtedy była Beata Szydło. – „Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia” – pisał. Jednak jego słowa równie dobrze można odnieść do obecnego prezesa Rady Ministrów, czyli Mateusza Morawieckiego. Chyba jednak Szaremu Człowiekowi nie przyszłoby to głowy, że premier polskiego rządu może posunąć się do kłamstw, za które – na mocy wyroku sądowego – musiał przepraszać.

Pisał też, że wstyd mu, kiedy „znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd”. Nie do zniesienia dla niego byłoby pewnie to, że z powodu pisowskich działań Komisja Europejska i unijny Trybunał Sprawiedliwości muszą zajmować się ratowaniem naszej praworządności i niezależności polskich sędziów.

Szary Człowiek nie mógł też znieść, że „opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”. Miał na myśli Lecha Wałęsę i sędziów ówczesnego Trybunału Konstytucyjnego. Po roku to grono – niestety – znacznie się powiększyło. Bezpardonowe ataki pisowskich funkcjonariuszy na sędziów Sądu Najwyższego i sądów powszechnych (łącznie z grożącymi im dyscyplinarkami) jeszcze rok temu nikomu nie przychodziły do głowy.

Przede wszystkim jednak nie straciło na aktualności jego wezwanie: Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”. Chciałoby się wierzyć, że m.in. dlatego tak gremialnie poszliśmy głosować w ostatnich wyborach? Pamiętajmy o ofierze Szarego Człowieka, kiedy w 2020 r. w maju wybierać będziemy europosłów, a jesienią odbędą się wybory do Sejmu.

Poświęćmy jeszcze chwilę na przeczytanie całego manifestu Piotra Szczęsnego – niech to będzie symboliczne zapalenie znicza na jego grobie.

  1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
    2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  2. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakikolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
    4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
    5. Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  3. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  4. Protestuję przeciwko dzieleniu umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, przeciwko językowi ksenofobii i nienawiści wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
  5. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
    9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  6. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  7. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych LGBT, muzułmanów i innych.
  8. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  9. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
    14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  10. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych, którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią! Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Holtei

Dzień doberek.

Proboszcz parafii w Brzeźnie Lęborskim zaprosił do odprawiania rekolekcji księdza Wincentego Pawłowicza, skazanego za molestowanie ministrantów. Zawiadamiamy o tym prokuraturę. I apelujemy do Episkopatu: nie pozwólcie, by to się powtórzyło!

Jak wykazało śledztwo OKO.press, ksiądz Wincenty Pawłowicz, skazany w 2003 r. za molestowanie chłopców we wsi pod Łowiczem, po wyjściu z więzienia, w 2006 r. został proboszczem w Krasosiłce pod Odessą na Ukrainie. Odprawiał tam msze w kilku parafiach, miał ministrantów, a z jednym z nich wyjechał nawet na wycieczkę do Włoch.

Według informacji, które uzyskaliśmy od mieszkańców Krasnosiłki, ks. Pawłowicz w 2017 r. wrócił do Polski. Nie wiemy, gdzie teraz przebywa. Zapytaliśmy o to kurię łowicką i odesko-symferopolską, ale od ponad tygodnia nie udzieliły nam żadnej odpowiedzi.

Wiemy jednak, że ks. Pawłowicz od 7 do 10 grudnia 2017 r. prowadził rekolekcje adwentowe w parafii Świętych Apostołów Piotra…

View original post 5 411 słów więcej