Tag Archives: strefa euro

Donald Tusk orze Kaczyńskiego

18 Kwi

„Żeby wejść do strefy euro, trzeba prowadzić odpowiedzialną politykę finansową, więc – póki co – nie ma tematu” – napisał na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Były polski premier tak skomentował najnowszy pomysł prezesa PiS, dotyczący podpisywania deklaracji w sprawie przyjęcia w Polsce euro (o tym w artykule „10 dzień strajku nauczycieli, a Kaczyński znowu robi „wrzutkę” o euro”).

Pod wpisem Tuska pojawiło się mnóstwo komentarzy. – „Jedno zdanie i taka orka :-)”; – „No wie Pan co… Kaczyński tak się napocił nad tą deklaracją, a Pan go tak raz dwa postawił do pionu”;

„Jeden wpis, a dwa prztyczki w dwa nosy dwóch Pinokiów, pierwszego straszącego euro i drugiego opowiadającego bajki o drugiej Dolinie Krzemowej w Polsce”; – „Jednym zdaniem pozamiatał Pan pisowskie brednie”; – „Amatorzy z PiS myślą, że to tak właśnie wygląda odpowiedzialna polityka finansowa. Rozdajemy kasę i wmawiamy ludziom, że to nie ma nic wspólnego z przekupstwem wyborczym. Szkoda tylko, że to mój syn będzie ponosił koszty tego rozdawnictwa” – pisali internauci.

A o tym, co o deklaracji prezesa PiS sądzi opozycja w artykule „Eurowrzutka Kaczyńskiego nie chwyciła”.

Jak uczy statystyka, na „Piątkę”, swoją i tę dla krezusów, zrzucą się głównie ci słabiej uposażeni, z tego prostego powodu, że jest ich najwięcej.

Wielkanoc idzie, więc – zgodnie z tradycją, na którą wciąż powołuje się partia aktualnie nam rządząca – najpierw będzie pięknie zastawiony stół, a zaraz potem… zimny prysznic. Wprawdzie kolejki do konfesjonałów mamy coraz krótsze, ale że tuż przed Wielkanocą nie wypada jednak dawać fałszywego świadectwa, toteż dowiedzieliśmy się właśnie, jakim to cudem rządzący sfinansują „jarkowe” oraz pozostałą „Czwórkę” z wyborczej „Piątki” PiS-u. Otóż podzielą się z nami naszymi pieniędzmi! Bowiem – jak to zwięźle ujął poseł Cymański, zaczepiony na sejmowym korytarzu przed dziennikarza TVN-u – „Partia postawiła na solidarność”. Więc się podzielą solidarnie!

Z tym, że będzie to „solidarność” jedyna w swoim rodzaju, podobnie, jak jedyna taka w cywilizowanym świecie jest nasza suwerenna „praworządność” i nasza unikatowa „wolność”. Ta z deklaracji pana prezesa, że „PiS jest partią wolności”.

Tak więc – na „Piątkę” zrzucimy się wszyscy, w imię solidarności wyjątkowego rodzaju. Rząd zabierze bowiem wszystkim, w tym także biednym, żeby rozdać – też wszystkim. Ale najwięcej bogatym!

Pięćset Plus będzie bowiem na każde dziecko – także to urodzone w willi w Konstancinie. Podobnie „trzynasta emerytura”, na którą tak spektakularnie ucieszył się na przykład Jerzy Urban. Na swoim kawałku „Piątki” najwięcej zyskają też dobrze „ustawieni” i majętni młodzi, bo teraz głównie tacy pracują na etatach. A ci na „śmieciówkach” tradycyjnie będą dalej tyrać za grosze. Co zresztą słuszne jest i sprawiedliwe, albowiem, jak stanowi Pismo: „Kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie, kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma”! (Mt.13/12, jakby ktoś na rekolekcjach nie uważał).

Kasa na „Piątkę” zostanie zabrana z OFE, czyli wszystkich emerytom. Owszem, z pozoru „drobna opłata manipulacyjna” w wysokości 15 procent kapitału będzie dotyczyć tylko tych, którzy zechcą umieścić swoje środki na prywatnych kontach IKE. Ale tak naprawdę za „oddanie oszczędności Polakom” zapłacą także ci, co zostaną w ZUS. Ponieważ ich pieniądze przejdą nie na subkonta indywidualne, jak za PO, tylko zasilą Pierwszy Filar, nie będą więc już dłużej podlegały dziedziczeniu. I pięknie. Też chętnie przyjmę sto tysięcy. A potem oddam Polakom, w zamian za drobne 15 procent za fatygę.

Na bogatych rodziców i emerytów zrzucą się też – po raz kolejny – uzależnieni. Zapłacą więcej, niezależnie od dochodów, za alkohol, papierosy i – pewnie – benzynę. No, ale ta podwyżka da im wszystkim okazję żeby poćwiczyć charakter. Zawsze można rzucić picie i palenie oraz przesiąść się na te autobusy, co w ramach „Piątki” będą regularnie kursować w każdej gminie. Albo chodzić piechotą. Niemniej – w ramach solidarności i w trosce o finanse państwa – powinni jednak pić, palić i jeździć jeszcze więcej, co też zapewne uczynią, zwłaszcza nudząc się w święta i niehandlowe niedziele, w tym roku już niemal wszystkie.

Jednak, jak uczy statystyka, na „Piątkę”, swoją i tę dla krezusów, zrzucą się głównie ci słabiej uposażeni, z tego prostego powodu, że jest ich najwięcej. Tak, jak nauczyciele już teraz „zrzucają się” na bankowe pensje niektórych swoich koleżanek rusycystek.

No, ale tak nakazuje wiara (kto ma…) oraz tradycja, która stanowi, że po zimnych nóżkach i innych frykasach na wielkanocnym stole, zawsze przychodzi pora na zimny Lany Poniedziałek.

Reklamy

Donald Tusk, strefa euro i my

1 Sty

Więcej >>>

W 20. rocznicę wprowadzenia euro szef KE i przewodniczący Rady Europejskiej podkreślili znaczenie wspólnej waluty.

– Euro stało się symbolem jedności, suwerenności i stabilności – oświadczył w Brukseli przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Podpis pod traktatem z Maastricht, wprowadzającym Unię Gospodarczą i Walutową, „był najważniejszym podpisem w moim życiu”, powiedział długoletni premier Luksemburga, który od 2014 roku kieruje KE.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk podkreślił ze swej strony, że „utworzenie euro przed 20 laty, podobnie jak wyzwolenie państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz ponowne zjednoczenie Niemiec było przełomowym momentem w historii Europy”. Dziś euro jest „świadectwem siły politycznej i gospodarczej” Unii Europejskiej – dodał.

Juncker i Tusk nie ograniczyli się do podkreślenia znaczenia wspólnej waluty europejskiej w ciągu minionego dwudziestolecia. Kierując wzrok ku przyszłości, przewodniczący Komisji Europejskiej powiedział, że „będziemy w dalszym ciągu pracować nad ukończeniem unii gospodarczej i walutowej, jak również nad dalszym umocnieniem międzynarodowej roli euro”. Donald Tusk podkreślił z kolei, że w obliczu zachodzących zmian unia gospodarczą i walutowa będzie rozbudowywana i umacniana.

Strefa euro rozszerza się

Euro wprowadzono w życie 1 stycznia 1999 roku, najpierw jako jednostkę rozliczeniową w jedenastu państwach europejskich (Niemcy, Francja, Belgia, Holandia, Luksemburg, Austria, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Irlandia i Finlandia). Od tej pory w tych państwach można było posługiwać się euro w transakcjach bezgotówkowych. Trzy lata później, 1 stycznia 2002 roku, euro zaczęło obowiązywać także w ruchu gotówkowym.

Od chwili utworzenia euro stało się drugą po dolarze USA najważniejszą walutą na świecie. Obecnie korzysta z niej już około 340 mln obywateli 19 państw. Do strefy euro przystąpiły także: Grecja (2001), Słowenia (2007), Malta i Cypr (2008), Słowacja (2009), Estonia (2011), Łotwa (2014) i Litwa (2015).

Jeszcze niedawno w Jachrance kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości ustalało strategię medialną na przyszły rok. W jej myśl najbardziej kontrowersyjni parlamentarzyści tej partii, którzy de facto stanowią ideologiczne odzwierciedlenie zarówno PiS i poglądy jego najwierniejszych wyborców do jesieni mieli być wyciszeni, a ich aktywność na mediach społecznościowych miała być skrupulatnie monitorowana. Z tego też wynikła, jak przypuszczało wielu, zaskakująca deklaracja posłanki Krystyny Pawłowicz o wycofaniu się z polityki. Niestety, znów mamy powód żeby o niej pisać. Posłanka PiS nie wytrzymała nawet do końca roku i zerwała się Kaczyńskiemu ze smyczy.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w rozmowie z włoskim dziennikiem “La Repubblica” stwierdził: „Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej”. Istotnie, Pax Europaea nie byłoby bez integracji europejskiej.

Pawłowicz nie wytrzymała długo w pawlaczu i w swoim stylu zaatakowała polityka.

Tym samym strategia Prawa i Sprawiedliwości legła w gruzach. „Polska Sercem Europy” okazała się niewydolnym organem w stanie przedzawałowym.

Dziennikarz Gazety Wyborczej Bartosz Wieliński krótkim komentarzem do słów posłanki spowodował jej agresywną odpowiedź – publiczną pyskówkę na Twitterze.

W pełnej nieusprawiedliwionych inwektyw wymianie zdań dziennikarz odniósł się do terapii wyciszającej zaleconej posłance przez PiS w Jachrance. Pawłowicz w niewybrednych słowach zaprzeczała sugestiom Bartosza Wielińskiego, często nazywając go „mentalnym niemieckim niewolnikiem”. Jakby tylko głośne szczekanie coś zmieniało…

Partyjna dyscyplina nie wytrzymała próby czasu. Nie wiadomo jeszcze, czy uległa własnej hipokryzji, czy wynikła z powrotu do „ortodoksyjnego” wizerunku Prawa i Sprawiedliwości. Faktem jest, że utrzymując pozory polityki przyjaznej wobec Unii Europejskiej, partii trudniej rządzić w stylu, do którego się przyzwyczaiła. A Unia, jak na złość, nie dała się nabrać…

Rafał Wojaczek

Kolejny Grek Zorba z PiS – Karczewski

18 Gru

Jeśli kogokolwiek  gorszył wielotysięczny wydatek na konterfekt marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, to musi wiedzieć, że na tym rozpasanie w senackich ławach się wcale nie kończy.

Super Express odkrył oraz ujawnił inne jego kosztowne przejawy i pisze o  „usługach cateringowych na potrzeby komórek organizacyjnych” oraz zawartej pod koniec kwietnia rocznej umowie z grecką tawerną w Warszawie.

Ten kaprys Izby Wyższej pochłonął 307 tysięcy złotych. I jest czego pozazdrościć, bo w menu restauracji znajduje się m.in. koźlina w ziołach, a na dodatek pechowe  ośmiorniczki, symbol  wyborczej porażki Platformy Obywatelskiej  w 2015 roku.

Zawarte umowy pokazują także, że catering na pokładzie samolotu specjalnego, do podróży którym uprawniony jest m.in. marszałek Senatu, pochłonął 60 tys. zł., a firma, dostarczająca tam swoje pyszności szczyci się przygotowywaniem posiłków m. in. dla Ojca Świętego i Michaela Jacksona.

Żeby nie było niedomówień, gazeta przypomina jeszcze kosztowną kolację w Rezydencji Belweder za 16 tys. zł oraz artystyczny bal karnawałowy dla dzieci pracowników za 9,7 tys. zł.

PiS – partia od katastrof. Wszystko wychodzi im od czapy. Oby nie stało się tak, że te katastrofy dotkną trwale Polski.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Donald Tusk w Dortmundzie na tamtejszym Uniwersytecie Technicznym otrzymał tytuł doktora honoris causa. Dortmund jest bliski sercu polskiego kibica, bo miejscowy klub odnoszący największe sukcesy w europejskiej piłce był i jest przystanią dla najlepszych polskich piłkarzy. To jakby filia polskiej reprezentacji „haratającej w gałę”. Ostatnio trzech naszych wybitnych reprezentantów sięgało z dortmundzkim klubem po najwyższe trofea klubowe, a byli to Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski.

Dortmund zatem czuje sympatię do naszego narodu, nieprzypadkowo właśnie tamtejsza uczelnia przyznała honoris causa Tuskowi. Jeżeli jakaś niemiecka uczelnia miałaby nagradzać wybitnego polskiego polityka – i do tego marzyciela piłkarskiego – tym honorowym prestiżowym tytułem, to tylko z Dortmundu.

Tusk zarówno w rozmowie z dziennikarzami, jak i w wykładzie nie omieszkał podkreślić swoich związków z piłką, a nawet wyznał, że jego marzeniem było uprawiać zawodowo piłkę. Owe marzenia realizują się w młodości, a dojrzały człowiek może rekreacyjnie wybiec na…

View original post 1 077 słów więcej

PiS swoich specjalistów od szmat i matołków chowa głęboko, bo jeszcze raz chce orżnąć publikę

16 Gru

PiS chowa swoich matołków, bo idą wybory.

>>>

Kamil Durczok na silesion.pl odniósł się do ostatniego wystąpienia Mateusza Morawieckiego w Sejmie.

Leszczyna: Wszyscy, którzy pozostaną poza strefą euro, są skazani na porażkę i słabszy rozwój

– Takie hasło [dot. strefy euro] oczywiście zapowiedział Grzegorz Schetyna. Powiedział, że Polska zrobi wszystko, żeby jak najszybciej, w jak najbliższej perspektywie być gotowa do wejścia do strefy euro. Żeby chcieć wejść, trzeba być najpierw gotowym. Zobaczymy jaki będzie stan finansów po tym, jak PiS przegra jesienne wybory i zrobimy wszystko, żeby był w miarę szybko na tyle dobry, żebyśmy do strefy euro, bo wszyscy, którzy pozostaną poza nią, są skazani na porażkę i słabszy rozwój – stwierdziła Izabela Leszczyna w „Kawie na ławę” TVN24.

Kierwiński: SKOK-i zbyt dużo zainwestowały w szeroko rozumiane środowisko dziś związane z PiS-em, żeby nie czuć teraz ochrony

– Jeżeli chodzi o te słowa [o pobiciu Wojciecha Kwaśniaka], skandaliczne słowa, one pokazują tak naprawdę z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy staną po stronie bandytów tylko dlatego, aby bronić interesów własnego środowiska politycznego. Bo SKOK-i zbyt dużo zainwestowały w szeroko rozumiane środowisko dziś związane z PiS-em, żeby nie czuć teraz ochrony – stwierdził Marcin Kierwiński w „Śniadaniu w Polsat News” Dariusza Ociepy.

Kierwiński o decyzji Pawłowicz: To chyba kolejna odsłona tego powrotu miłości PiS-u do UE

– To chyba kolejna odsłona tego powrotu miłości PiS-u do Unii Europejskiej. Jeżeli wczoraj na konwencji PISu przez wszystkie przypadki odmieniano Europę, po tych trzech latach demontowania polskiej pozycji w Europie, po trzech latach wojny z Europą i jeszcze wieczorem dowiadujemy się, że osoba, która była zawsze krytyczna wobec UE, była takim najbardziej antyeuropejskim członkiem PISu, wycofuje się z polityki, to to jest zabieg – stwierdził Marcin Kierwiński w „Śniadaniu w Polsat News”.

Wotum nieufności dla Morawieckiego pokazało jak marną władzą jest PiS, realizują tylko Koryto+

15 Gru

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na temat podatków. Według szacunków sporządzonych przez pana własnych ekspertów z podwyżek podatków i nowych podatków, które wprowadziliście, wydrenujecie z kieszeni Polaków o ponad 20 mld więcej, niż oddacie im w obniżkach, którymi tak się chwalicie – wyliczał.

Schetyna wypomniał, że pod względem łatwości prowadzenia biznesu Polska zamiast piąć się w górę spadła z 24 na 33 miejsce, a zakres wolności gospodarczej spadł poniżej unijnej średniej. – Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił lider PO.

Mówił też o sądach. Przypomniał obietnice PiS-u jeszcze z kampanii. – W środę usłyszeliśmy nowe obietnice premiera, a jutro usłyszymy kolejne na konwencji PiS – mówił Grzegorz Schetyna.

PiS dąży do Polexitu

Zdaniem przewodniczego PO rząd dąży do Polexitu, a polska dyplomacja jest nieudolna. – Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest oficjalnym kwestionowaniem naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej – mówił Schetyna. – Oszukujecie nas, że chcecie Polski w UE, ale systematycznie realizujecie pełzający Polexit – dodał i wytknął wszczęcie wobec Polski procedury art. 7 przez KE. – Odebraliście Polakom szacunek, jakim cieszyli się za granicą – mówił.

Lider PO pytał też, dlaczego – skoro mamy taką doskonałą sytuację gospodarczą – rząd nie daje podwyżek w sektorze budżetowym. – Skoro jest tak dobrze w budżetówce, to czemu jej pracownicy nie otrzymują podwyżek? Dlaczego nie chcecie dać podwyżek nauczycielom, policjantom, pracownikom sądów? – mówił.

Układ PiS

Schetyna przypomniał też premierowi aferę KNF. – Próbowaliście wmówić Polakom, że wszyscy oprócz was są złodziejami, a okazuje się, że to wy jesteście patronami afer. Po to zawłaszczaliście służby i prokuraturę? By chronić układ? – pytał retorycznie przewodniczący PO i dodał: – Mijają 3 lata waszych rządów. Gdzie wasze śledztwo smoleńskie? Gdzie jest wrak? Nawet już sami o tym nie mówicie.

Konstruktywny plan opozycji

W drugiej części Grzegorz Schetyna przedstawił projekt PO, który zostanie wdrożony, gdy opozycja wygra wybory. -Po pierwsze, zatrzymamy pełzający Polexit, ale to za mało, wprowadzimy Polskę znowu do twardego jądra Europy, tam gdzie nasze miejsce – mówił.

Przypomniał, że za czasów rządów PO-PSL Polska była liderem w pozyskiwaniu funduszy unijnych. – Odzyskamy fundusze, a nawet pozyskamy ich więcej – zapewniał.

Po drugie, edukacja. – Posprzątamy PiS-owski bałagan, wprowadzimy elementarny ład. Przywrócimy prawdziwą historię i kanon lektur – mówił. Obiecał też podwyżki nauczycielom.

Jedyny resort, o którym wspomniał w swoim przemówieniu Schetyna, to Ministerstwo Obrony Narodowej. – Polska będzie miała prawdziwego ministra obrony, który nie będzie żartem, jak ten i poprzedni – przekonywał.

Akt Odnowy Rzeczypospolitej

Przewodniczący PO zapowiedział pakiet ustaw naprawczych, które przywrócą w Polsce praworządność. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – tłumaczył.

Schetyna podał też konkretne rozwiązania, które wprowadzi Platforma, gdy stworzy rząd. Będą to: wsparcie w wysokości 500 zł miesięcznie dla osób zarabiających najniższą krajową, do 30 proc. spaść mają wszelkie obciążenia podatkowe.

– Skarżył się pan, że opozycja nie przedstawia konstruktywnych propozycji. Skoro nie macie własnych pomysłów, wystarczy że zaczniecie przyjmować nasze projekty zamiast je hurtem odrzucać –  mówił Schetyna. I wyliczał dalej: – Stawkę VAT na żywność obniżymy do 5 proc., to złagodzi problem drogiej żywności. Złożyliśmy projekt obniżenia akcyzy na prąd. Nie chcecie ustąpić, nie macie własnych pomysłów, weźcie nasze, to pomoże Polakom.

Na koniec swojego wystąpienia przewodniczący Platformy obiecał. – Rozliczymy was. Rozliczymy z każdej złotówki, z każdego przestępstwa i niegodziwości. Nie upiecze się żadnemu z was. Ale na razie wnoszę o podanie się do dymisji premiera Morawieckiego. Gdyby miał cień honoru, zrobiłby to od razu – konkludował Grzegorz Schetyna.

PiS broni, Kukiz się wstrzymuje

Po wystąpieniu Grzegorza Schetyny przyszedł czas na 5-minutowe oświadczenia klubów.

Jako pierwszy na mównicę wyszedł Marcin Horała z PiS, który bronił rządu i atakował PO. – Czy chcemy, żeby miejsce osób, na których ciążą poważne zarzuty korupcyjne, było w areszcie, przed prokuratorem, czy we władzach partii, tak jak to jest w PO? – pytał i chwalił premiera za doskonałą politykę.

– Ten rząd to jedna wielka piramida finansowa. PiS z gromadą krewnych i pociotków wyciągnie z niej zyski i zostawi na lodzie – mówiła Ewa Kopacz.

Wyliczała błędy rządu: kolejki do szpitali, kłamstwa, podwyżki. – Niech pan zapyta Polaków, ile kosztowały ich święta. Ta fala podwyżek, która zalewa Polskę, już za chwilę uzmysłowi każdemu, kto wybierze się na zakupy, że wasza troska o ich los to tylko kampanijny slogan – mówi Ewa Kopacz.

– Z tego popiołu, który po sobie pozostawicie, jak Feniks z popiołów odrodzi się Polska, nowa, przyjazna, sprawiedliwa, prawdziwie zjednoczona. Nowa, lepsza Polska zwycięży! – konkludował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Głosowanie

Po zakończeniu wystąpień przedstawicieli klubów i kół poselskich głos zabrał premier, który podobnie jak w środowym wystąpieniu nad wotum zaufania, chwalił rząd i krytykował opozycję. – Wyższe wynagrodzenia, wyższe płace to jest program PiS i ten program zrealizujemy – grzmiał z mównicy.

Po wystąpieniu premiera marszałek Ryszard Terlecki ogłosił przerwę. O 22.45 na sali zjawił się Jarosław Kaczyński. Wtedy rząd w głosowaniu odrzucił wniosek o konstruktywne wotum nieufności złożony przez opozycje większością 233 głosów – za wnioskiem głosowało 163 posłów, wstrzymało się 20.

– Niespodzianek nie było. Głosowało 416 posłów. Za odwołaniem było 163, przeciw 233, wstrzymało się 20.

– W swym przemówieniu premier zapowiedział dalszą reformę wymiaru sprawiedliwości.

– Opozycja punktowała rzad za aferę KNF, chaos polityki zagranicznej, łamanie wyborczych obietnic.

– PiS i premier atakowali opozycję za to, że nie ma programu.

– Obie strony przypisywały konkurentom kłamstwa i inwektywy.

.– Znakiem Waszych rządów jest Kłamstwo manipulcja obłuda i nepotyzm

Co obiecał Schetyna?

Schetyna podczas wystąpienia zapewnił, że kiedy PO dojdzie do władzy to przebuduje system podatkowy tak, by podatki oraz składki na ZUS i NFZ nie przekroczyły łącznie 35 proc. zarobków Polaków. „Po drugie każdy, kto pracuje i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej, otrzyma dodatkowe wsparcie, w przypadku osób zarabiających minimalne wynagrodzenie ta pomoc wyniesie 500 złotych miesięcznie, do kieszeni ciężko pracujących obywateli trafi blisko 300 miliardów złotych, o 1/3 więcej, niż z programu 500 plus – mówił Schetyna.

Zdaniem lidera PO, jego ugrupowanie w każdym obszarze państwa, w każdym elemencie życia Polaków, ma plany naprawy i rozwoju. – Gotowi jesteśmy, aby z pokorą wziąć się do ciężkiej pracy dla Polski, bo wierzymy, że Polska ma przyszłość – podkreślił Schetyna.

– Oprócz tego wszystkiego co zrobimy dla Polski, dla Polek i Polaków rozliczymy was, rozliczymy PiS z każdej złotówki, z każdego przestępstwa, z każdej niegodziwości. Nie upiecze się każdemu z was, ale na razie wnoszę o dymisje prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, gdyby miał cień honoru podałby się do dymisji od razu – oświadczył lider PO.

Mateusz Morawiecki. Polityczny kameleon

PiS realizuje pełzający Polexit

We wcześniejszej częsci przemówienia lider PO twierdził, że rzad systematycznie realizuje pełzający Polexit. Przypomniał, że Polska jako pierwszy kraj w historii Unii Europejskiej objęta została procedurą z art. 7. Europejski Trybunał Sprawiedliwości musi dziś zajmować się naruszaniem przez was unijnym traktatów i to w sprawach o fundamentalnym znaczeniu. Najlepszym dowodem waszych prawdziwych intencji w tej kwestii jest zaskarżenie przez (ministra sprawiedliwości) Zbigniewa Ziobro unijnych traktów do Trybunału Konstytucyjnego” – dodał. „Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest kwestionowaniem naszego członkostwa w Unii Europejskiej – podkreślił z sejmowej trybuny.

Po czym ostro zaatakował dyplomatyczne działania PiS. – Trudno nawet powiedzieć, że wasza polityka zagraniczna jest nieudolna, chaotyczna czy szkodliwa, czy pozbawiona wizji, ponieważ trudno ocenić coś, czego po prostu nie ma. Polityka zagraniczna nie istnieje” – mówił. Dodał, że rząd PiS zastąpił politykę zagraniczną „knuciem”. MSZ sprowadziliście do roli partyjnej przybudówki – mówił.

Czego PiS nie zrealizował

Szef PO zarzucił rządowi, że nie potrafi realizować swoich sztandarowych projektów. W tym kontekście wymienił m.in. Mieszkanie Plus czy modernizację armii. „Zanim zaczniemy słuchać nowych fantazji, to chcielibyśmy przy okazji posłuchać, co ma pan do powiedzenia w sprawie polskich samochodów elektrycznych, jak wygląda ten pański program” – mówił Schetyna.

Musi pan zamilknąć i odejść

Do ostrej krytyki rządu przyłaczył się też lider PSL. Przez ostatni rok potykał się pan o prawdę, szedł dalej jakby nic się nie stało i cały czas kłamał; dzisiaj Polacy nie oczekują od pana mówienia prawdy, tylko milczenia. Musi pan zamilknąć i odejść – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz zwracając się do premiera Morawieckiego.

Według niego gorsze od kłamstw premiera są dla Polaków niespełnione obietnice. Mówiąc o służbie zdrowia Kosiniak-Kamysz podkreślił, że są olbrzymie kolejki do specjalistów. – Do endokrynologa 23 miesiące, do ortodonty 11, do immunologa 9 miesięcy. Co z dentobusami? Gdzie jeżdżą po Polsce? Ze świecą szukać – wyliczał lider PSL.

Mówiąc o rolnictwie Kosiniak-Kamysz podkreślił, że 1/4 gospodarstw jest zlikwidowana. – Ponad 200 ognisk ASF u świń, ponad 3 tys. u dzików. Co z podwojonymi dopłatami? Gdzie są sprawy związane z odszkodowaniami za szkody łowieckie, co z wypłatami za suszę, co z narodowym holdingiem? Nie ma, jest narodowy holding, ale dla Chińczyków, a nie dla Polaków – punktował lider PSL.

PiS o trabancie i ferrari

W imieniu klubu parlamentarnego PiS premiera bronił poseł Marcin Horała. Obrona polegała głownie na atakowaniu PO, sugerując kryminalne powiązania jej polityków. ( I nic to, że postawione prez kontrolowanych przez Zbigniewa Ziobrę śledczych, i takie którymi nie zajmowały się sądy). – Spójrzmy na gabinet cieni, przyszły gabinet niedoszłego premiera Schetyny. Tam jest pan Stanisław Gawłowski jako szef Komitetu Stałego (Rady Ministrów); tam jest pan Sławomir Neumann; to osoby, na których ciążą poważne zarzuty prokuratorskie. Przecież gdyby ten rząd powstał, to jego posiedzenia musiałyby odbywać się w izbie wizyt zakładu karnego – ironizował Horała.

Polityk PiS mówił też, że o polityce PO świadczą podwyżki różnych opłat, do jakich dochodzi w miastach rządzonych przez polityków PO. Przekonywał, że np. w Łodzi rosną opłaty za śmieci, za bilety i parkowanie. – To jest jedyny prawdziwy program PO, który realizuje zawsze i wszędzie, kiedy dorwie się do władzy: podwyższać ludziom podatki, podwyższać opłaty, zabierać ulgi i świadczenia. Jakoś trzeba zebrać miliardy, by je potem wypłacać mafiom reprywatyzacyjnej czy VAT-owskiej. PiS zabiera mafiom i wypłaca ludziom, a PO odwrotnie: zabiera Polakom, by wypłacać mafiom – reprywatyzacyjnej i VAT-owskiej – mówił Horała.

Morawiecki: Będziemy dalej reformować wymiar sprawiedliwości

Premier jako ostatni zabrał głos podczas debaty sejmowej nad wotum nieufności wobec jego gabinetu. Opozycji zarzucił, ze potrafi jedynie rzucać inwektywami i kłamstwami. Dodał, że opozycja jest niewiarygodna. Morawiecki podziękował też za wotum zaufania, którego Sejm udzielił jego rządowi w środę. – Jest to dla mnie bardzo ważny, budujący mandat na to, żeby dalej reformować Polskę (…). To jest też rękojmia tego, że nasze reformy, nasze zmiany będą kontynuowane- powiedział premier. Dodał, ze wśród owych reform są dalsze zmiany w systemie sprawiedliwości. – Jestem dumny z tego, że potrafiliśmy odbudować elementarną sprawczość, sprawność instytucji państwa, które wcześniej, w waszych czasach, nie działały – powiedział do posłów opozycji Morawiecki. – Wspólnym mianownikiem naszych wszystkich działań jest wiarygodność; obiecaliśmy niższy wiek emerytalny i program 500 plus – dotrzymaliśmy słowa; podobnie dotrzymujemy słowa w naszych innych działaniach – dodał.

Skąd to wotum nieufności

PO złożyła swój wniosek w Sejmie pod koniec listopada, Wówczas był on m.in. reakcją na przegrany przez premiera Morawieckiego proces w trybie wyborczym, który wytoczyła mu PO (chodziło o inwestycje infrastrukturalne w czasach rządów PO-PSL). Jednak w ostatnich dniach w jego uzasadnieniu nawiązano też do „afery KNF”. „To jest największa afera ostatnich lat, to afera PiS-u; afera, która pokazywała w jaki sposób można doprowadzać do upadku bank” – podkreślał Schetyna.

Zgodnie z konstytucją Sejm wyraża Radzie Ministrów wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów (co najmniej 231) na wniosek zgłoszony przez co najmniej 46 posłów i wskazujący imiennie kandydata na premiera. PiS ma w sejmie ponad 237 posłów. Kilka dni temu ich głosy sprawiłym, że Sejm udzielił premierowi wotum zafania.

Wystąpienie Kaczyńskiego sugeruje, że w PiS jest naprawdę źle

Rzeczywiście nadzór nad SKOK-ami był spóźniony. Ale winę za to ponoszą Grzegorz Bierecki, Lech Kaczyński, Andrzej Duda i PiS, a nie pobity przez ludzi Wołomina Wojciech Kwaśniak i inni urzędnicy KNF. Nie damy PiS, Zbigniewowi Ziobrze, prokuraturze i senatorowi Grzegorzowi Biereckiemu zakłamać prawdy o Kasach – pisze wicenaczelna OKO.press Bianka Mikołajewska

Prokuratura zarzuca byłym urzędnikom KNF spóźnione działania nadzorcze wobec SKOK Wołomin. A minister Ziobro twierdzi, że były wiceszef KNF został pobity przez ludzi z „Wołomina”, bo Komisja rozzuchwaliła bandytów swoją bezczynnością. 

To, co dzieje się w sprawie byłych urzędników KNF i SKOK Wołomin, to próba przerzucenia odpowiedzialności za katastrofalną sytuację finansową większości spółdzielczych kas oszczędnościowo kredytowych

  • z tych, którzy do niej doprowadzili i którzy pomagali ją SKOK-om ukrywać, podpowiadając księgowe sztuczki
  • oraz tych, którzy przez lata bronili SKOK-ów przed państwowym nadzorem,
  • na tych, którzy przez 3 lata „wyczyścili” sytuację w Kasach i faktycznie uchronili setki tysięcy ludzi przed stratą oszczędności.

Więcej na ten temat >>>

„Starzy” sędziowie Trybunału Konstytucyjnego – Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka, Stanisław Rymar, Piotr Tuleja, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i Marek Zubik, a także wybrany przez PiS Piotr Pszczółkowski – upublicznili swoje uwagi na temat manipulowania składami sądzącymi w TK. Uwagi te złożyli na ręce pełniącej funkcję prezesa Julii Przyłębskiej, by dołączyła je do rocznego sprawozdania z działalności tej instytucji. Przyłębska odmówiła. Mimo że manipulowanie składami to fakt, a jako pierwszy ujawnił go w maju tego roku p.o. wiceprezesa dubler sędziego Mariusz Muszyński. Zrobił to z własnej woli, niepytany, w zdaniu odrębnym do postanowienia TK – co samo w sobie było kuriozum. W czerwcu „starzy” sędziowie TK i Piotr Pszczółkowski też napisali w sprawie manipulowania składami do Julii Przyłębskiej i upublicznili ten list.

Julia Przyłębska: wszystko zgodnie z przepisami

W dniu gdy media podały informację o drugim liście, Julia Przyłębska wystąpiła jako gość wieczornych „Wiadomości” TVP. Zapewniła, że „wszystko dzieje się zgodnie z obowiązującymi przepisami”, bo ona – jako prezes – ma prawo wyznaczać składy i może się przy tym kierować nie tylko kolejnością alfabetyczną, ale też innymi względami. Zaatakowała byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, że zamiast pełnych składów wyznaczał składy pięcioosobowe. Nie dodała, że robił tak, gdy chodziło o osądzenie kolejnych pisowskich ustaw o TK, i że brakowało sędziów do pełnego składu, bo dublerzy nie byli dopuszczeni do orzekania, a niektóre ustawy dotyczyły nowych sędziów od PiS. To, że w tej wyjątkowej sytuacji prezes TK miał prawo tak zrobić, potwierdziła w kwietniu 2016 r. w swoim raporcie Komisja Wenecka.

Zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji

Z kolei Mariusz Muszyński tłumaczył w maju, że składy są zmieniane, by sprawy toczyły się sprawniej. I że robi się to wtedy, gdy sędziowie nie mogą się porozumieć co do wyroku. Tymczasem zakaz manipulacji składami sądu wynika z konstytucji. Art. 45. gwarantuje prawo do rozpatrzenia sprawy przez „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Sytuacje, w których skład można zmienić, muszą być ściśle opisane. W ustawie o trybie działania TK w art. 38 jest zaś napisane: „Sędziów Trybunału do składu orzekającego, w tym przewodniczącego składu i sędziego sprawozdawcę, wyznacza Prezes Trybunału według kolejności alfabetycznej, uwzględniając przy tym rodzaje, liczbę oraz kolejność wpływu spraw do Trybunału. Prezes Trybunału w uzasadnionych przypadkach, zwłaszcza ze względu na przedmiot rozpoznawanej sprawy, może wyznaczyć sędziego sprawozdawcę, odstępując od kryteriów wymienionych [wyżej]”.

Orzekanie „sprawniejsze”, czyli zgodne z wolą prezesa

A więc nie ma mowy o zmianie składów dla sprawności orzekania. Sam pomysł, że aby orzekać sprawniej, należy dobrać skład, który się ze sobą zgodzi, jest sprzeczny nie tylko z zasadą „właściwego”, ale też bezstronnego i niezależnego sądu. I sędziowskiej niezawisłości. By go zrealizować, prezes musiałby zapytać sędziów, jakie mają zdanie, i dobrać tych, którzy mają podobne.

Przez poprzednie 30 lat działania Trybunału Konstytucyjnego, gdy sędziowie nie mogli się porozumieć co do wyroku, sprawę – na wniosek składu sądzącego – prezes kierował na poszerzony skład i wyznaczał drugiego sprawozdawcę, tak aby oba stanowiska były reprezentowane. Sprawę osądzano, a o wyroku decydowało głosowanie. Teraz, jak pośrednio przyznał Mariusz Muszyński, o wyroku decyduje wola prezesa, który dobiera sędziów o odpowiednich poglądach.

Jaka jest skala „dobierania” składów?

Jaka jest skala manipulacji – nie wiadomo, bo Trybunał odmawia podania danych o tym, ile razy składy zmieniano. Na moje pytanie w tej sprawie zadane w maju Biuro Prasowe TK stwierdziło, że żądam „informacji przetworzonej”, a to znaczy, że muszę udowodnić, że udzielenie mi odpowiedzi jest „szczególnie istotne dla interesu publicznego”. Odpowiedziałam: „Kwestia poszerzającej interpretacji prawa tam, gdzie chodzi o konstytucyjne prawo do bezstronnego sądu, jest »szczególnie istotna dla interesu publicznego«. Taka poszerzająca interpretacja narusza gwarancję bezstronnego sądu. Dlatego w interesie publicznym jest poznanie skali tego zjawiska i publiczna dyskusja nad nim”. Biuro odpisało, że go nie przekonałam.

To, że składy są dobierane, widać gołym okiem. Na przykład za trzy tygodnie wniosek nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która zakwestionowała konstytucyjność trybu jej powołania, rozpatrzy skład pięcioosobowy, gdzie większość stanowią sędziowie, którzy już w zeszłym roku orzekli, że sędziów do KRS mogą wybierać posłowie.

Ważne dla PiS sprawy sądzą sędziowie z partyjnym namaszczeniem

Wszystkie ważne dla PiS sprawy sądzą składy z przewagą lub złożone wyłącznie z sędziów wybranych przez PiS. Do przykładów należą: zeszłoroczny wyrok w sprawie KRS, sprawa dotycząca granic prezydenckiej łaski (w tle ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym skazaniem), sprawa trybu wyboru pierwszego prezesa SN, która otworzyła drogę do usunięcia z urzędu Małgorzaty Gersdorf (PiS koniec końców się na to nie zdecydował, bo musiałby uznać też nielegalność powołania poprzednich pierwszych prezesów), czy konstytucyjności „zgromadzeń cyklicznych” uchwalonych dla uniemożliwienia protestów przeciw miesięcznicom smoleńskim. Zmiany dokonywane są też w sprawach niepolitycznych: czterokrotnie zmieniano skład sądzący w sprawie pytania prawnego o tzw. służebność gruntową, pięciokrotnie w sprawie odszkodowania za szkody łowieckie.

Wiadomo też – nieoficjalnie – że każdy wyznaczony alfabetycznie skład trafia na biurko Julii Przyłębskiej, która go zmienia lub nie. Jeśli zmieni – ta zmiana w ogóle nie jest odnotowywana, bo zmieniony skład liczy się jako pierwotny.

Sędziowie odsuwani od orzekania

W liście z 5 grudnia siódemka sędziów wymienia 19 sygnatur spraw, w których usunięto ich ze składu. Piszą o zjawisku odsuwania ich od orzekania: „O tym, że naruszona została zasada alfabetycznego przydziału spraw, świadczy rażąca dysproporcja, jeśli chodzi o ilość rozpatrywanych spraw przez poszczególnych sędziów”. Wykazują, że sędziowie Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka i Piotr Tuleja orzekali tylko raz, sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz dwa razy, a sędziowie Piotr Pszczółkowski, Stanisław Rymar i Marek Zubik nie dostali ani jednej sprawy. Natomiast sędziowie mianowani przez PiS są w składach po sześć do 12 razy.

Sędziowie pokazują, że dysproporcje są szczególnie rażące w sprawach z sygnaturą „K”, czyli wniosków grupy posłów, prokuratora generalnego, KRS, RPO czy innych uprawnionych instytucji, czyli spraw najsilniej politycznie naznaczonych. Sędziowie wyliczają: „Sędziowie Piotr Tuleja i Marek Zubik byli wyznaczani do składów orzekających w sprawach »K« z 2017 i 2018 r. zaledwie pięć razy, Piotr Pszczółkowski sześć. Natomiast sędzia Andrzej Zielonacki orzekał aż 17 razy, Jędrzejewski – 16 razy, Jędrejek – 14″.

Poza tym sędziowie przypominają m.in., że wciąż nie jest rozpatrzona wniesiona na początku 2017 r. skarga prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry na tryb wyboru w 2010 r. trzech sędziów, co daje pretekst do ich wyłączania od sądzenia. A także że praktycznie wyeliminowano ich od uchwalenia regulaminu TK, uniemożliwiając zgłaszanie uwag.

Te wszystkie uwagi nie znajdą się w dorocznym sprawozdaniu z działalności Trybunału Konstytucyjnego. Ale dzięki upublicznieniu listu sędziów wiedza o działalności Trybunału Julii Przyłębskiej i Mariusza Muszyńskiego będzie pełniejsza. Ma to znaczenie nie tylko historyczne, ale też praktyczne: może w przyszłości pozwolić na formalne zakwestionowanie orzeczeń, w których skład był ustawiony.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kicie PiS.

Za nami trzy lata obietnic PiS, które padły w zderzeniu z realiami.

Sama nie wiem, czy to tylko moje pobożne życzenie czy też rzeczywiście ostatnio PiS straciło jakoś rozpęd i zapał. Tak jakby wiatr boży przestał wiać w pisowskie żagle, partia wpłynęła na mieliznę i utknęła, bo sztil ich dopadł. Hm…

Można powiedzieć, że „Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: Tłusta oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha”, ale już żar z jej rozgrzanego brzucha nie bucha, no i palacz sił nie ma, by węgiel w nią sypać. Wyraźnie pokazuje to ostatnie przemówienie prezesa Kaczyńskiego.

Przemówienie mdłe, bezbarwne, nie mówiące niczego, czym Polacy nie byliby karmieni od trzech lat. Zdrada Tuska, afery PO, opozycja łamiąca Konstytucję i na tym tle PiS jako strażnik ustawy zasadniczej, obietnice rozliczenia, nazwanie deform reformami, dbałość o biednego obywatela, miłość do Unii Europejskiej itp. itd. Sam Kaczyński nie wyglądał na człowieka, który wierzyłby we własne słowa. Bez ikry, bez energii, ot, mocno już starszy pan, który w znacznym stopniu stracił panowanie nad swoimi pisowskimi młodymi wilczkami.

Mówi się, że kłamstwa wciąż powtarzane stają się prawdą. Warto też zauważyć, że kit wciskany na okrągło traci na swej atrakcyjności i przestaje być skuteczną bronią w walce o wyborcę. I tak było w tym przypadku. Prezes gadał sobie i gadał, ale przekaz pozbawiony był już tej mocy rażenia, którą znaliśmy z wcześniejszych wystąpień szarej eminencji. Był nudny, mocno przewidywalny i nawet zakamuflowane w przemówieniu groźby nie robiły większego wrażenia.  Miało być mocno, dobitnie, aktywizująco swoich, a wyszło po prostu słabo.

Lud czeka na więcej. Czeka na płomienne deklaracje. Wyciąga rękę po nowe obietnice, a tu…klapa. Wydaje się, że PiS już nie ma pomysłu, co dalej zaproponować, by kupić kolejne dusze. Tym bardziej, że ich sztandarowe obietnice nie do końca okazały się sukcesem.

Hitem miał być program 500 Plus, a jednak 46,2% dzieci, czyli 3,2 mln nie jest nim objętych. Wynika to m.in. z wyznaczenia sztywnej granicy kryterium dochodowego czy też obowiązku ustalonych sądownie świadczeń alimentacyjnych. Program ten nie zachęcił specjalnie kobiet do rodzenia dzieci. Jak podaje GUS, od stycznia do września w Polsce urodziło się o ok. 10 tysięcy dzieci mniej niż w analogicznym okresie 2017 roku. Tak więc kryzys demograficzny rozwija się w najlepsze, a do tego pojawił się nowy problem, czyli większa bierność zawodowa. Oj, będzie płacz mamusiek za kilka lat, gdy dzieciaczki będą już podchowane i kasa przestanie spływać. Wprawdzie rząd chce matkom, które urodzą więcej niż czwórkę dzieci i z tego powodu nigdy nie podjęły pracy zawodowej, przyznać z marszu emeryturę, która dzisiaj wynosi 878,12 zł na rękę miesięcznie, ale za to nie będzie im wolno podjąć legalnie żadnej pracy, by mogły sobie dorobić. Tak więc przed paniami roztacza się wizja niezłej biedy.

Hitem miał być program Mieszkanie Plus, który też okazał się klapą. Do tej pory postawiono ok. 480 mieszkań, których stan często woła o pomstę do nieba. Fatalne położenie, prowizorka budowlana i wysokie czynsze. Morawiecki jest przekonany, że to nie wina genialnego projektu, ale najzwyklejszy sabotaż.

Hitami miały być pomoc dla frankowiczów, darmowe leki dla seniorów, wsparcie dla rolników, reforma służby zdrowia, dobra zmiana w edukacji, uproszczenie podatków, pomoc dla rozwoju małych przedsiębiorstw, podniesienie kwoty wolnej od podatków czy inwestowanie w wojsko. Miało tak być, a jak wygląda rzeczywistość? Szkoda słów.

Wydaje się, że teraz PiS już samo nie wie, co jeszcze obiecać Polakom, by przekonać ich do głosowania na siebie. Chwilowo jedyne, na co wpadli politycy tej partii to ulgi dla kolejnych grup społecznych, oczywiście tych najbiedniejszych. Coś tam przebąkiwał o tym premier Morawiecki podczas wystąpienia w Sejmie w sprawie wniosku o wotum zaufania, ale nie padły żadne konkrety. Brakuje już pomysłów? Partia się wypaliła? A lud czeka…

Na pewno nie pomaga prezesowi i jego partyjnej ekipie stosowany powszechnie mechanizm wyparcia, czyli jak coś jest nie tak, to nie oni są winni, to nie ich dotyczy, to próba zmasowanego ataku na praworządność i sprawiedliwość. Już nie da się słuchać, że Tusk to czy tamto, że PO zapłaci za wszystko, że prawdziwa Polska rozpoczęła się dopiero po wygranych przez PiS wyborach w 2015 roku. Słowa, słowa, słowa, tylko że nic za nimi nie idzie.

Ileż można odwracać kota ogonem? Próbują przekonać naród, że  to tylko jakiś przypadkowy Chrzanowski narozrabiał, a wszyscy pozostali są święci. Mało tego Ziobro ściga byłych urzędników KNF, którzy za poprzedniego rządu zajmowali się sprawą SKOK-u Wołomin, a jeden z nich został nawet za to skatowany i postawił im zarzut jakiegoś niedopatrzenia czy opóźnienia. Broniąc „swoich”, trzeba było czymś przykryć pisowską aferę KNF.

To stała taktyka PiS-u – afera KNF nie ich, afera wiatrakowa nie ich, afera z ogromną kasą na nagrody i premie to pikuś i czysta powinność w nagrodzeniu ciężko pracujących, swoich urzędników i kolesi. Afera nawałnicowa to nie ich wina, tylko regulacji określonych przez to wredne PO. Misiewicze to tylko wypadek przy pracy. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to była kwestia zwykłej przyzwoitości. Opóźnienia w wypłatach dla rolników to tylko nic nie znaczący poślizg. Wycinka Puszczy Białowieskiej to wyraz miłości do przyrody. Jak podaje portal wiesci24.pl, tych aferek PiS zgromadziło przez minione trzy lata już 113.

Czy można więc dziwić się, że już im sił nie starcza, weny twórczej brakuje, że ledwo już dyszą? Trzy lata kotłowania się w obietnicach, które padły w zderzeniu z realiami, wmawiania ludziom jak jest cudownie, wymyślania, by te nieszczęsne gruszki spadły z wierzby, to naprawdę może wykończyć.

Ależ chciałabym być dobrym prorokiem i obwieścić, że PiS zjeżdża już popisowo po równi pochyłej. Chciałabym, ale… niedocenianie przeciwnika może okazać się jednak nieco na wyrost. Może uda im się zebrać w sobie i wykrzesać jeszcze trochę energii. Może jeszcze coś wymyślą, by powalczyć o koryto. Może… czego sobie i Polsce nie życzę.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o posle Kaczyńskim.

Zwierzęta swój teren oznaczają uryną. Ludzie różnie, choć patrioci najchętniej przelaną krwią. Elity wolą symbole. Przez 3 lata władzy politycy pisowscy wpadli w takie zasiedzenie, że teren Sejmu i Senatu uważają za swój. Czym oznaczają?

Marek Kuchciński znany jest z tego, że odzywa się tylko wtedy, gdy na kartce ma napisane, co ma powiedzieć. Ale wpadł na pomysł, aby każdy poseł na koniec kadencji dostał odznakę z napisem prawo (lex). Odznaka jest wzorowana na tej z Sejmu Ustawodawczego II Rzeczpospolitej z lat 1919-22. Opozycja mogłaby wyprodukować odznakę, która zdecydowanie więcej mówiłaby o Sejmie obecnej kadencji, mianowicie przedstawiać Salę Kolumnową z napisem: bezprawie.

Stanisław Karczewski przebił marszałka Sejmu. Umieścił w Senacie swój portret za pieniądze z kieszeni podatnika, lecz nie uzyskany aparatem fotograficznym, ale pędzlem zawodowego malarza. Karczewski myśli jednak kilka lat naprzód, mianowicie jego wizerunek może znaleźć się w Pałacu Saskim, który ma być odbudowany z przeznaczeniem na funkcjonowanie w nim Senatu. Karczewskiemu marzy się prowadzić obrady pod własnym portretem, jak na pisowskiego sarmatę przystało.

Wzmiankowani politycy  PiS są puści jak dzwony. Nie znam żadnych ich osiągnięć godnych zapamiętania, oprócz ich pomocniczości w demolowaniu instytucji demokratycznych i zaprowadzania państwa bezprawia.

W Sejmie doszło do spektakularnej sceny z udziałem szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, który wszedł na trybunę i zażądał wycofania nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Prace nad nią dobiegały końca, była już po poprawkach, miało dojść do ostatecznego głosowania. Prezes pstryknął i ten punkt obrad został wykreślony z porządku. Taka jest wola prezesa i ona jest prawem.

Mateusz Morawiecki miał okazję zobaczyć w Brukseli, jak Polska została zmarginalizowana w Unii Europejskiej za władzy PiS dwóch lat rządu Beaty Szydło i rok jego. Szczyt państw strefy euro podjął decyzję, iż strefa euro będzie miała swój budżet. A zatem Europa dwóch prędkości staje się ciałem, a Polska nawet nie zmieści się w tej drugiej prędkości, bo jest hamulcowym standardów, jakie obowiązują w UE.

Morawiecki ponadto ma kłopoty w kraju. Niedawne wotum zaufania to było teatrum dla twardego elektoratu PiS, aby pokazać, jak skonsolidowana jest władza zjednoczonej prawicy. Farbę jednak puścił tatuś premiera Kornel Morawiecki, który stwierdził w Radiu Plus, że kłody pod nogi jego syna Mateusza (Kornel nazywa go kuriozalnie nawet jak na sferę publiczną: panem) rzuca Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaostrza aferę KNF, aresztując byłych jej członków, w tym Wojciecha Kwaśniaka, a także sprzeciwia się wycofaniu PiS z ustaw sądowniczych, które zostały zaskarżone przez Komisję Europejską w Trybunale Sprawiedliwości UE.

>>>

Podłość Międiara i jemu podobnych została wyhodowana przez PiS, to owoce tej zmiany

14 Gru

„Międlara politycznie wyhodowało PiS, które go tolerowało, które przymykało oko, które pozostawało całkowicie bierne na jego występy. Nazywanie Tadeusza Mazowieckiego „komunistycznym parchem” jest wyjątkowe plugawe. W tej sytuacji podjęliśmy działanie prawne. Innej możliwości nie mamy poza odwołaniem się do opinii publicznej o to, żeby tego rodzaju kreatury, tego rodzaju kundle polityczne, jak pan Międlar, żeby z naszej przestrzeni publicznej zniknęli raz na zawsze” – powiedział poseł Stefan Niesiołowski z PSL-UED. Trzeba przypomnieć, że po wprowadzeniu stanu wojennego Niesiołowski był internowany z Mazowieckim w obozie w Jaworzu i Darłówku.

Posłowie z PSL-UED zapowiedzieli złożenie do Prokuratury Rejonowej dla Starego Miasta we Wrocławiu zawiadomienia w sprawie byłego księdza Jacka Międlara. Chodzi o wczorajsze wydarzenia, o których pisaliśmy w artykule „Międlar spalił zdjęcie premiera Mazowieckiego, nazywając go „komunistycznym parchem”.

Przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów Elżbieta Bińczycka wyraziła „najwyższe oburzenie atakiem na pamięć premiera i to w dniu symbolicznym 13 grudnia”. – „Atakiem na wielki autorytet moralny, na człowieka, do którego odnosimy się z wielkim szacunkiem, człowieka, którego zaatakowano w sposób bestialski, nikczemny, okrutny. To jest nad wyraz podłe, obrzydliwe, ksenofobiczne” – powiedziała.

„To zadziwiające, jak ktoś, kto mieni się chrześcijaninem, mieni się Polakiem, bezcześci pamięć zmarłego człowieka. Pan Międlar nie ma nic wspólnego ani z chrześcijaństwem, ani z polskością, ani z polską tradycją. Jest kimś w rodzaju hieny politycznej – nawołuje do nienawiści na tle narodowościowym i rasowym, czego przykładem jest używanie sformułowania „komunistyczny parch” wobec wybitnych Polaków, którzy 13 grudnia byli przez władze komunistyczne internowani. Mam nadzieję, że prokuratura Zbigniewa Ziobro nie będzie zwlekać ani minuty i zawnioskuje o sprawiedliwy wyrok i wreszcie się tej osoby z życia publicznego pozbędziemy” – stwierdził poseł Jacek Protasiewicz.

>>>

Karczewski chciałby zasiąść w Pałacu Saskim pod własnym portretem

14 Gru

Jak podaje „Super Express”, Kancelaria Senatu wzbogaciła się o nowy nabytek czyli portret marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Jest to już pewną tradycją, że podobizna każdego z byłych marszałków zostaje umieszczona w galerii portretów. Nikt tego nie neguje, jednak zastanawia cena tego „dzieła”. Kwota 7.700 wydaje się być mocno zawyżona. Piotr Apel z Kukiz’15 nie ukrywa, iż „ponad 7 tys. za portret to jednak dużo. Pytanie, po co on, skoro PiS liczy, że przyszłej kadencji też będzie mieć marszałka. A jeżeli pan marszałek tak bardzo chciał mieć portret, może powinien zapłacić z własnej kieszeni”.

Internauci są bezlitośni. „I pomyśleć, że ta ekipa miała czelność mówić o bizancjum i wypominać ośmiorniczki. Banda megalomanów i pazernych łotrów. Łatwo się wydaje cudze pieniądze na własne zachcianki panie Karczewski? Następny obrazek do kolekcji powinien nosić tytuł „Karczewski w Poroninie” (Artur Kurkiewicz).

Po tych trzech latach sprawowania władzy śmiało można powiedzieć, że PiS niczego sobie nie żałuje. Czerpie z kasy państwa, ile tylko się da, na nagrody dla siebie, premie, ochronę ważniejszych i mniej ważnych swoich polityków, spełnianie mniejszych i większych kaprysów. Ciekawe, jak długo jeszcze państwo wytrzyma to szastanie naszymi pieniędzmi. Ciekawe, jak mocno dokręcą nam śrubę, by móc zachować „odpowiedni poziom finansowy” swoich rządów i odpowiednio nakarmić swoją megalomanię?

Mucha: Nie zgadzamy się na to w jaki sposób został potraktowany Kwaśniak. Jako ósemka posłów jesteśmy gotowi wystawić poręczenie osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane

– Dzisiaj mamy do czynienia z taką sytuacją, kiedy w iście putinowskim stylu rząd Prawa i Sprawiedliwości próbuje zamienić hasło afery KNF, hasłem powracającym do sprawy SKOK-ów i hasłem powracającym do sprawy działania pana Jakubiaka i pana Kwaśniaka i współpracowników, którzy zostali zatrzymani 6 grudnia. W związku z tym zdecydowaliśmy się wydać wspólne oświadczenie. Mówimy w tym oświadczeniu o tym, że nie zgadzamy się na to i jesteśmy w najwyższym stopniu oburzeni tym, w jaki sposób został potraktowany pan Kwaśniak – mówiła Joanna Mucha w Sejmie.

– Jako ósemka posłów podpisujemy się pod oświadczeniem, że jeśli będzie potrzebne osobiste poręczenie z naszej strony, to jesteśmy gotowi takie poręczenie wystawić tym osobom, które 6 grudnia zostały zatrzymane. Poza mną pod tym oświadczeniem podpisali się Janusz Cichoń, Izabela Leszczyna, Jarosław Urbaniak, Marcin Święcicki, Marta Golbik, Krzysztof Brejza i Zofia Czernow – dodała Mucha.

K.Morawiecki: Boję się, że w rządzenie nie wszyscy grają do jednej bramki. Pewien konflikt z Ziobrą jest

Boję się, że nie [wszyscy grają w rządzie do jednej bramki], że tam jest jednak duża rozbieżność. To jest też słabość pana premiera i rządu. Myślę, że te konflikty widać trochę społecznie. Nie jestem wewnątrz i tych konfliktów wewnętrznych nie widzę, ale cały ten okres rocznego rządu pana premiera był usiany rafami, nawet ta sprawa aresztowania byłych szefów KNF. To jest trochę nieodpowiedzialne działanie. Pewien konflikt [ze Zbigniewem Ziobrą] jest co do sposobu procedowania reformy sądownictwa” – mówił w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w Radiu Plus Kornel Morawiecki.