Tag Archives: Stefan W.

PiS wychował sobie Eligiusza Niewiadomskiego, Stefana W.

24 Sty

Tak wynika z pisma wysłanego do policji przez dyrekcję więzienia w Gdańsku dzień przed wyjściem zabójcy prezydenta Pawła Adamowicza na wolność. Do dokumentu dotarł Robert Zieliński z portalu tvn24.pl.

Wychowawca z zakładu karnego Gdańsk-Przeróbka rozmawiał ze Stefanem W. dwukrotnie. Podczas drugiej rozmowy – 5 dni przed wyjściem skazanego z więzienia – 27-latek mówił, że nie chce mieszkać w Gdańsku. – „Skazany wezwany na rozmowę stwierdził, że wyjeżdża z województwa pomorskiego, bo tutaj rządzi „Platforma”. Po opuszczeniu zakładu karnego zamierza udać się na lotnisko, a gdyby nie udało mu się kupić biletu na samolot, to uda się na dworzec PKP i wyjedzie do innego województwa, gdzie rządzi PiS, bo jest zwolennikiem PiS-u, cyt. słowa skazanego „chciałbym, by Jarosław Kaczyński został dyktatorem”. Zamierza być bezdomnym, mieszkać po ośrodkach dla bezdomnych i jeździć pociągami po kraju. Do województwa pomorskiego nie będzie przyjeżdżać, bo to „siedlisko Platformy” – napisano w notatce ujawnionej przez tvn24.pl.

Z pisma wynika także, że Stefan W. został poddany konsultacji psychologicznej. – „Przeprowadzono rozmowę psychokorekcyjną ukierunkowaną na wzbudzenie krytycyzmu odnośnie swojego zachowania jak i popełnionego przestępstwa” – zapisano w notatce, pod którą podpisał się dyrektor Zakładu Karnego Gdańsk-Przeróbka ppłk Wojciech Lenz.

Notatka została 7 grudnia wysłana do Wydziału Operacyjno-Rozpoznawczego III Komisariatu Policji w Gdańsku. Co z tą wiedzą zrobiła policja? Robert Zieliński z tvn24.pl twierdzi, że jak dotąd nie otrzymał żadnego stanowiska od przedstawicieli gdańskiej policji. – „Wszelkie pytania związane z tą sprawą proszę kierować do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Ze względu na toczące się śledztwo nie udzielamy dodatkowych informacji” – brzmi  oświadczenie podkomisarza Michała Sienkiewicza z Zespołu Prasowego KWP w Gdańsku. Według tvn24.pl, o sprawie nie poinformowano Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której zadaniem jest monitorowanie ekstremizmów.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

PiS złożył w Sejmie projekt zmian w kodeksie wyborczym. – „Posłowie PiS znów majstrują przy kodeksie wyborczym (…). Ale jeśli myślicie, że taką nowelizacją uda im się pozbawić stanowiska Hannę Zdanowską, to jesteście w błędzie” – skomentował na Twitterze Tomasz Żółciak z „Dziennika Gazety Prawnej”.

Chodzi o zmianę art. 11 Kodeksu Wyborczego, w którym jest mowa o tym, kto nie może kandydować w wyborach. PiS zamierza nadać mu brzmienie: – „Nie ma prawa wybieralności w wyborach osoba: skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe”.

Dotychczas zakaz obejmował tylko te osoby, które były skazane na karę pozbawienia wolności. Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska została ukarana grzywną. Gdyby więc przygotowywana teraz przez PiS nowelizacja weszła w życie wcześniej, Zdanowska nie mogłaby kandydować.

PiS wycofuje się też z własnego pomysłu – znowu przy wyborach prezydenckich, parlamentarnych i do PE będzie jedna obwodowa komisja wyborcza, a nie dwie. Wydłużony ma zostać czas na rozpatrzenie wniosku o dopisanie do rejestru wyborców z 3 do 5 dni.

 

Morawiecki z obłudą do opozycji. Lewizna intelektualna marionetki Kaczyńskiego

23 Sty

Wczoraj dziennikarze “Dziennika Gazety Prawnej” informowali o swoich ustaleniach dotyczących strategii politycznej na najbliższe przedwyborcze miesiące, jaka po dramatycznej śmierci Pawła Adamowicza musiała zostać mocno zmodyfikowana. Oprócz oczywistych elementów, takich jak kolejna chwytliwa “piątka Morawieckiego”, czy straszenia odwróceniem populistycznych reform przez przeciwników PiS, pojawił się kluczowy z punktu widzenia wizerunku partii postulat. Otóż partia Jarosława Kaczyńskiego musi odsunąć od siebie złe emocje i znów udawać “gołąbka pokoju”.

Chcemy przekonać Polaków, że nasza wygrana to gwarancja pojednania w życiu publicznym” – miał powiedzieć “DGP” anonimowy polityk PiS w kontekście kampanii wyborczych. O tym, że plan ten został bardzo szybko wprowadzony w życie, świadczy dzisiejsza informacja z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, którą ogłosił jej szef Michał Dworczyk.

Mija dwa tygodnie od dramatycznych wydarzeń w Gdańsku, od tragicznej śmierci prezydenta Adamowicza. Ten czas, te dwa tygodnie, które upływają to był czas refleksji z jednej strony, ale z drugiej strony czas poświęcony na analizę, jakie należy podjąć działania, tak żeby nigdy taki dramat się nie powtórzył. I w ramach tych prac w Ministerstwie Zdrowia i Ministerstwie Sprawiedliwości zostały wypracowane pewne propozycje legislacyjne. Ale premier, zanim zostanie nadany oficjalny bieg ścieżce legislacyjnej, jeśli chodzi o te propozycje, zanim Rada Ministrów zacznie nad nimi pracować, chciałby porozmawiać z szefami klubów parlamentarnych i kół sejmowych na temat tych pomysłów, czy w niektórych przypadkach konkretnych już zapisów. Najlepiej by było przynajmniej, aby takie zachodziły w całkowitego konsensusu politycznego, stąd zaproszenie skierowane do wszystkich formacji politycznych reprezentowanych w polskim parlamencie. Wierzę, że to kolejny krok w kierunku budowania trochę lepszej jakości życia politycznego w naszym kraju – stwierdził Michał Dworczyk na briefingu w Sejmie. Do spotkania ma dojść w najbliższy piątek o godz. 15:30.

Warto jednak zauważyć, że choć spotkanie ma wyglądać na “wyciągnięcie ręki do zgody” w kierunku opozycji, premier nie przedstawił żadnych szczegółów tych projektów, ani nie wskazał, w jaki sposób jakieś tam hipotetyczne zapisy miałyby przyczynić się do obniżenia temperatury sporu i przeciwdziałania mowie nienawiści w polskiej polityce.Wręcz przeciwnie, ze strony polityków PiS padają dziś kolejne zapewnienia, że “TVP zachowała się jak trzeba”, “Kurski dobrze wykonuje swoją robotę”, czy “To PO odpowiada za agresję słowną w polskiej polityce”. Jak widać strategia, którą próbuje realizować premier Morawiecki, nie znajduje poparcia nawet wśród jego kolegów z partii. Szef rządu, który będzie odpowiedzialny za wyniki wyborcze Zjednoczonej Prawicy, ma wobec powyższego niewielkie pole manewru, poza rozpaczliwymi działaniami pijarowymi.

I właśnie jako takie działanie zostało odebrane wspomniane powyżej zaproszenie. Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej ma poważne wątpliwości, czy za gestem premiera idzie rzeczywista zmiana, czy to jedynie ocieplanie wizerunku Morawieckiego. Dlatego szef klubu Nowoczesnej w Sejmie, poseł Paweł Pudłowski wystąpił z pismem do premiera o przesłanie projektów ustaw i założeń do nich, a więc sprecyzowanie celu spotkania.  Z kolei Ryszard Petru z “Teraz!”  stwierdził: “Nie rozumiem, czego ma dotyczyć to spotkanie. Pan premier Morawiecki był prezesem banku, wie dobrze, że na takie spotkania wysyła się albo projekty ustaw, albo założenia, a nie ogólne hasło, że będzie dyskusja o wnioskach z tego, co się wydarzyło w Gdańsku”.

Co ciekawe, głos w sprawie tego spotkania zabrał też sejmowy bulterier PiS, wicemarszałek Stanisław Terlecki, który w kategorycznym tonie na Twitterze stwierdził, że klub PiS oczekuje od opozycji podjęcia merytorycznych rozmów nad konkretnymi projektami ustaw.

Buta i arogancja płynąca z tego wpisu nie nastraja zbyt pozytywnie.

Tekst dostępny tutaj. Warto, warto przeczytać >>>

Prawo i Sprawiedliwość swoją nieasertywną postawą wobec Amerykanów doprowadziło do kolejnej międzynarodowej awantury, stawiając Polskę pośrodku ostrego konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Organizacja konferencji poświęconej próbie wywierania nacisków na ten ostatni doprowadziła do eskalacji napięcia i mocnych oskarżeń wobec Warszawy z Teheranu. W internecie wybuchła wojna informacyjna między USA a Iranem, Teheran zaprzestał wydawać wizy Polakom, a MSZ Polski w odpowiedzi na ataki wykluczyło Republikę Islamską z udziału w konferencji. To ostatnie zaś sprawiło, że od udziału w wydarzeniu mogła swobodnie umyć ręce Rosja. Kraje Zachodu Europy były zaś niechętne zerwaniu porozumienia nuklearnego z Iranem od początku i wcale nie paliły się do realizowania narzuconego przez Waszyngton scenariusza. Z tych powodów w obliczu awantury Polsce nie udało się zaprosić żadnego ważnego polityka do Warszawy, ponieważ delegacje w większości wypadków jeśli będą, to reprezentowane na niskim szczeblu. The Wall Street Journal posunął się nawet dalej, sugerując, że amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo może w ostatniej chwili całą konferencję odwołać, właśnie z powodu braku polityków wysokiego szczebla. Tym samym naszej dyplomacji grozi podwójna katastrofa. Sama organizacja wydarzenia nie przyniosła nam korzyści, jedynie naraziła na ataki, a teraz jej odwołanie to jawne świadectwo politycznej słabości i izolacji na arenie międzynarodowej.

Zastanawia, czy rząd badał nastroje w innych stolicach przed przyjęciem na siebie obowiązku gospodarza. Wszystko wskazuje na to, że takiej komunikacji nie było, co grozi dziś całkowitą kompromitacją. Co ciekawe, konferencja choć odbywa się z inicjatywy Amerykanów, to jednak właśnie na polskiej dyplomacji spoczął ciężar zapraszania gości. Sprawia to, że klęska konferencji nie jest w oczach obserwatorów niepowodzeniem o tyle USA, co Polski.

Jest to niestety kolejny przykład wychodzenia Polski przed szereg. Rząd nie nauczył się niczego po awanturze wokół IPN i uznał, że bezrefleksyjne wykonywanie każdego polecenia sojusznika jest w naszym interesie, co jest oczywistą fikcją. Dyplomacja jest delikatną grą, gdzie zamiast odważnych ruchów znacznie ważniejsze bywa unikanie błędów, te ostatnie mogą bowiem bardzo dużo kosztować.

Zabijanie prawdy. Zamach na Adamowicza 17

20 Sty

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło, które w Polsce się dzieje, jeśli wszyscy do tego podejdziemy z pełnym przekonaniem – powiedział Donald Tusk, prosząc o pomoc w tworzeniu przez tę rocznicę „dziedzictwa o Pawle”.

„Wielkie dzieło przed nami”

Jednocześnie Donald Tusk zaapelował, aby wspólnie odbudowywać ducha Gdańska, który tak ucierpiał po śmierci prezydenta. – Z polityką wielu ludzi sobie jakoś radzi, ale żeby zbudować na nowo wspaniałe miasto i ducha tego miasta, to jest rzecz bardzo wyjątkowa i dlatego, jak będziemy się z wami dzielić tym, co Paweł chciał, żebyśmy zrobili, a zaczniemy to robić w ciągu najbliższych dni, to bardzo was proszę: potraktujcie to poważnie, jak potraficie – powiedział i dodał: – On na pewno będzie was oglądał i będzie jak zawsze bardzo szczerze mówił, czy jest zadowolony z tego, co robicie.

– Naprawdę, wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – zakończył przyjaciel prezydenta Gdańska.

>>>

Kiedy zastanawiam się nad słowem, które najlepiej oddaje to, co się wydarzyło dziś wczesnym popołudniem w Gdańsku, to najlepszym określeniem jest słowo „podniosły”.

Nie piszę o smutku, czy powadze, bo to atrybuty każdej uroczystości pogrzebowej. Ale pożegnanie prezydenta Pawła Adamowicza w gdańskiej Bazylice Mariackiej miało dodatkowy ładunek ciężaru metafizycznego. Czegoś wyjątkowego, czego doświadczyliśmy jako Polacy tylko w wyjątkowych chwilach. Takich choćby jak msze w ojczyźnie św. Jana Pawła II. Niosły ze sobą nie tylko poczucie, że jest się żywym świadkiem historii, ale również wyjątkowo mocne doznanie wspólnotowości, polskości per se.

Dokładnie to samo poczułem w nawach gdańskiej Bazyliki Mariackiej, które znalazły miejsce dla codziennych polemistów i antagonistów – Wałęsy i Kwaśniewskiego, Komorowskiego i Dudy, Morawieckiego i Niesiołowskiego. Wszyscy uczestniczyli w tym misterium miłosierdzia i pojednania, narodowej mszy ku pokojowi i przebaczeniu.

Ile z tego wyniosą i jak bardzo wszystkim tym się przejmą? Zobaczymy. Zawsze jednak będzie można im to wypomnieć. Słyszeliście, podawaliście sobie dłonie. Dlaczego nie wyciągniecie wniosków?

Brakowało jednak w Bazylice Mariackiej jednej osoby. Może najważniejszego polityka w kraju. Jego nieobecność aż krzyczała. Dlaczego zignorował ten pogrzeb? Czyżby wciąż uważał, że ból po śmierci brata jest więcej wart, niż inne tragedie Polaków? Albo – jak twierdzi Piotr Zaremba w ostatnim „Plusie Minusie” – wykopana wokół własnego obozu politycznego fosa, do której wlał benzynę, wciąż płonie? A może kieruje nim już wyłącznie, podobnie jak w czasie zignorowanej przez niego minuty ciszy, poświęconej Adamowiczowi w Sejmie, strach przed wrogami politycznymi?

Nieważne. Nieobecność znaczy tylko nieobecność. Fakty są widoczne gołym okiem. A swoją drogą ciekawe, kiedy bohater mojego komentarza zrozumie, że ta nieobecność to alienacja od narodu. Ucieczka od jego ważnych spraw. I jeśli chce się być liderem, tak się nie da.

Po zabójstwie Pawła Adamowicza partia władzy będzie chciała przekonać obywateli, że nie ponosi odpowiedzialności za erupcję nienawistnych emocji.

Okres, jaki pozostał do jesiennych wyborów parlamentarnych, upłynie w atmosferze względnego spokoju. Tak jak cztery lata temu PiS będzie teraz wychodzić ze skóry, by wmówić obywatelom, że jest partią demokratyczną, umiarkowaną i rozsądną, na którą spokojnie można oddać głos, nie obawiając się, że w ten sposób dopuszcza się do władzy ekstremistów, fanatyków i szaleńców. Przed wyborami 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość schowało w skrzyni na pościel pana prezesa i zarzekało się, że Antoni Macierewicz na pewno nie będzie ministrem obrony. Dziś pana prezesa też jest wyraźnie mniej, a Krystyna Pawłowicz dostała polecenie, że ma się nie wypowiadać na Twitterze.

Ta pisowska mimikra będzie szczególnie potrzebna po zabójstwie Pawła Adamowicza, które wstrząsnęło całym społeczeństwem, a zarazem przeraziło rządzących. PiS doskonale wie, że choćby wyłaził ze skóry, odium i tak spadnie na niego. Wszak zginął człowiek szczególnie intensywnie zwalczany przez prokuratorskie i propagandowe służby „dobrej zmiany”, a sam zamach miał miejsce w trakcie finału znienawidzonej WOŚP.

To prawdziwy paradoks – z politycznego punktu widzenia zabójstwo Adamowicza jest dla rządzących prawdziwym nieszczęściem, bo może przyczynić się do ich klęski w wyborach. Zarazem jednak niewątpliwie jest ono skutkiem ich własnej polityki. To ich kampania oszczerstw i nienawiści oraz ich flirt ze środowiskami nacjonalistycznej prawicy stworzyły w kraju atmosferę sprzyjającą przemocy.

Dziś oficjalna propaganda dokłada starań, by przekonać obywateli, że zamach był dziełem szaleńca i nie należy do niego przykładać politycznej miarki. Dyskretnie jednak pomija milczeniem pytanie: a kto wskazał temu szaleńcowi cel? Kto dniem i nocą pluł na Adamowicza jadem, oskarżał go o rzekome przestępstwa, wzywał na przesłuchania przed komisją śledczą, produkował o nim oszczercze materiały propagandowe, nasyłał medialnych bojówkarzy z TVP, zarzucał mu narodowe zaprzaństwo itd.?

PiS nie ma teraz wyboru – musi przywdziać owczą skórę, by zmylić wyborców. I musi unikać niepopularnych posunięć i decyzji. Chwilowo możemy więc odetchnąć – zapewne do jesieni 2019 r. nie wróci na tapetę kwestia średniowiecznej ustawy antyaborcyjnej. Nie będzie zamachu na prywatne media. Pewnie zelżeją też szykany i represje wobec demonstrantów oraz działaczy tzw. opozycji ulicznej. Osłabnie atmosfera konfrontacji z Brukselą. Kto wie, może nawet, jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE na rozprawie wyznaczonej na 19 marca uzna, że zmiany dokonane w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa są sprzeczne ze standardami państwa prawa, PiS zamiast wytoczyć działa będzie szukał sposobu, by znaleźć jakiś kompromis, nie tracąc przy tym prestiżu w oczach swych zwolenników?

Nie będzie to łatwe. Władza, chcąc pozyskać głosy umiarkowanych obywateli musi się narazić środowiskom radykalnym. Biskupi i katoliccy talibowie naciskają na wprowadzenie zakazu przerywania ciąży. Hunwejbini w rodzaju braci Karnowskich przebierają nogami, by dorwać się do niezależnych prywatnych mediów. „Solidarność” burzy się, że zakaz handlu w niedzielę wbrew planom nie jest zaostrzany i rozciągany na sobotni wieczór i poniedziałkowy poranek. Kto wie, może nawet władzy chodzi po głowie wycofanie się z niego, tak jak to zrobił Orbán w obliczu niezadowolenia większości obywateli? Dlatego na wszelki wypadek, by usztywnić rządzących, „Solidarność” – dotychczas stojąca murem za władzą – zaczęła wydawać groźne pomruki i mówić, że została oszukana.

PiS jest między młotem a kowadłem. Zadowalając biskupów, „Solidarność” i swój betonowy elektorat, naraża się większości umiarkowanych obywateli. Udając zaś partię umiarkowaną i cywilizowaną, naraża się betonowi. Tak to już jest – stojąc między dwoma przeciwstawnymi grupami, gdy kłaniasz się jednym, wobec drugich wykonujesz całkiem odmienny gest.

Dlatego, poza wszystkim, w najbliższych miesiącach czeka nas pasjonujące widowisko. Warto się przyglądać, jakież to wygibasy będzie robić PiS.

Waldemar Mystkowski pisze o tym, jak chce się zniwel;ować polityczność zabójstwa.

Niewiadomski PiS to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019

Dla zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza naprędce tworzona jest legenda. Stefan W. krwawo obnażył tę władzę i jego udany zamach jest poddawany umniejszeniu. Powoduje jednak historyczne skojarzenia z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego.

Pisowski Niewiadomski siedział w więzieniu, w którym karmiony był papką propagandową wprost z TVP Jacka Kurskiego. Jak każdy więzień czuł się niewinny, bo wszem i wobec wiadomo, że w kiciu siedzą sami niewinni, na wolności zaś łażą przestępcy.

Myślenie więźnia w zakładzie penitencjarnym jest podobne myśleniu tzw. dziennikarzy w pisowskiej telewizji penitencjarnej, w tym w Wiadomościach TVP, dla których to „penitencjarnych” dziennikarzy winni są opozycja, Tusk i społeczeństwo obywatelskie paradujące w t-shirtach z napisem Konstytucja.

Stefan W. ma charakter spaczony, bo tylko tacy sięgają po nóż i polują. Czy Stefan W. ma zaburzoną psychikę? Oczywiście, że tak. W tym kontekście inne tego rodzaju pytanie jest ważniejsze: Czy zaburzoną psychikę mają dziennikarze mediów pisowskich? Ciągle i wciąż kłamać, manipulować normalny żurnalista raczej nie potrafi.

Zabójstwo Adamowicza jest czysto polityczne. I odpowiada za nie partia rządząca. Wojciech Maziarski pisze w „Wyborczej”, że sztacheta nie jest winna – a tą sztachetą jest Stefan W. – ale ten, kto nią wymachuje. Ile inwektyw słyszeliśmy z ust Jarosława Kaczyńskiego pod naszym adresem? Nie zliczy tego nikt. Słyszeliśmy o gestapo, najgorszym sorcie, kanaliach. Dawno straciłem, rachubę i nie prowadzą słownika z retoryki inwektyw prezesa. Taki mógłby być zresztą fakultet na politologii.

Stefan W. z tak uzbrojoną duszą ruszył do dosłownego pisowskiego boju. Wystarczył tylko „drobiazg” – nóż (sztacheta).

Partia rządzą jak zwykła to robić od 3 lata zwala wszystko na opozycję i Tuska. Taki był pierwszy przekaz w Wiadomściach TVP. Lecz Stefan W. jest złapany i nie wiadomo, co będzie mówił i jakie ślady przy okazji stworzył, które wykryje dziennikarstwo śledcze.

Więc biorą się pisowskie media do tworzenia legendy symetryzmu dla zabójcy. Jest chory psychicznie. Wszak to żadne odkrycie, wszyscy zabójcy są zaburzeni, ale zaburzeni nie zabijają, bo każdy – mój czarny humor – z nas łaziłby zabity, gdyż niejednokrotnie spotkał kogoś z zaburzeniami.

Najnowsze „odkrycie” to wtargnięcie Stefana W. do kancelarii Andrzeja Dudy. Fajnie, tylko monitoring go nie wykrył. A może jak w serialu rodzimej produkcji „Nielegalni” monitoring został przez kolesi Stefana W. zakłócony.

Ciekawe, co będzie następną próbą legendy symetryzmu dla zabójcy? Dlaczego pisowskie media nie zaczęły strzelać z grubej Berty i nie „wysłały” Stefana W. na Nowogrodzką, aby zamachnął się na samego prezesa?

Niewiadomski PiS Stefan W. to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019. Może on wróżyć przegraną. Nie chcę prorokować najgorszego dla Stefana W., dlatego nawet nie napiszę o czarnej wizji, ale znając partię rządzącą można z góry założyć, że sięgną po najgorsze środki dla kontynuowania władzy.

Pągowski się zaktualizował ❤️

Ziobro zabrał się za śledztwo. Zamach na Adamowicza 12

19 Sty

Kondukt z trumną prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wyruszył sprzed Europejskiego Centrum Solidarności. Towarzyszyły mu tłumy, wiele osób przyniosło flagi Gdańska i Polski. Mieszkańcy miasta wzdłuż trasy konduktu utworzyli gęsty szpaler, w wielu oknach wielu mieszkań po drodze zapłonęły znicze.

Podczas przemarszu biły dzwony kościoła św. Katarzyny, a także dzwony w innych świątyniach, które mijał kondukt.

Za trumną Pawła Adamowicza szła najbliższa rodzina prezydenta – żona Magdalena oraz córki Antonina i Teresa, brat Piotr, a także m.in. szef Rady Europejskiej Donald Tusk oraz b. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

Kondukt przeszedł obok I Liceum Ogólnokształcącego i niedaleko Szkoły Podstawowej nr 50, które ukończył Paweł Adamowicz. Minął też ulicę Mniszki, przy której stoi rodzinny dom prezydenta i gdzie nadal mieszkają jego rodzice.

Na jego trasie znajdowała się też bazylika św. Mikołaja, w której Adamowicz został ochrzczony.

Do Bazyliki Mariackiej trumnę z ciałem prezydenta Pawła Adamowicza wnieśli prezydenci 6 polskich miast: Warszawy Rafał Trzaskowski, Sopotu Jacek Karnowski, były prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, Gliwic Zygmunt Frankiewicz (jest on też prezesem zarządu Związku Miast Polskich), Lublina Krzysztof Żuk oraz Poznania Jacek Jaśkowiak. Pogrzeb Pawła Adamowicza odbędzie się jutro o 12.00.

„Jaki śledczy, taki dowód” – skomentowała te „rewelacje” na Twitterze prawicowa blogerka kataryna, a w kolejnym wpisie dodała: – „Jak Ziobro się osobiście bierze do komentowania w mediach kontrolowanego przecieku, to mam jak najgorsze przeczucia co do tego śledztwa”.

Minister sprawiedliwości – prokurator generalny Zbigniew Ziobro mówił bowiem w TVP Info, że zabójca prezydenta Pawła Adamowicza miał planować spektakularny napad w Warszawie.

„To przestępstwo, które planował, miało być głośne, spowodować i ustalenia pozwalają nam stwierdzić już dzisiaj ponad wszelką wątpliwość, że był w Warszawie, mamy m.in. bilet lotniczy, który potwierdza jego przybycie do Warszawy. Sam w swojej relacji wskazywał, że będąc w Warszawie, udał się m.in. pod Pałac Prezydencki i że rozważał wkroczenie na teren Pałacu Prezydenckiego” – powiedział Ziobro.

Nieistotna dla ministra sprawiedliwości zdaje się być wypowiedź rzecznika prasowego Służby Ochrony Państwa ppłk Bogusława Piórkowskiego, który stwierdził, że nie odnotowano nawet próby wtargnięcia do Pałacu Prezydenckiego.

„Przesłanki są poważne, bo Ziobro bilet do Warszawy znalazł u podejrzanego, a jak wiadomo wszyscy z biletami to potencjalni zamachowcy”; – „Narracja będzie taka – chciał napaść na PAD albo JK, ale dzięki doskonałej ochronie zrezygnował i wybrał inny „przypadkowy” cel”; – „Mamy bilet lotniczy, który potwierdza jego przybycie do Warszawy”. Bilet, to co najwyżej może potwierdzić, że ktoś go kupił na zadeklarowane nazwisko. Pan chciał raczej powiedzieć, że macie nagranie z lotniska w Gdańsku i w Warszawie i że nam je rano pokażecie, prawda?” – komentowali internauci.

Polskie demony na chwilę podkuliły ogony… Gdy tylko opadną emocje, znowu zaczną hulać.

Jest w Europie taki kraj. Dziki kraj. Kiedyś – wydaje się, że wczoraj – obywatele tego kraju swoją determinacją, umiłowaniem Ojczyzny i wiarą odzyskali wolność. Dzisiaj w tym kraju, po ulicach miast i wsi, po polach i łąkach, hulają demony. Nienawiści, agresji, chamstwa, zła.

Wypuścili je niektórzy z tych, którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za swój naród. Którzy słowami „Ślubuję uroczyście jako poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. Tak mi dopomóż Bóg”, obiecali zadbać o sprawiedliwość, praworządność, bezpieczeństwo każdego ze swoich obywateli. KAŻDEGO!

W tym kraju prześladuje się szesnastoletniego chłopaka za protest przeciwko pedofilii w Kościele. Karze za Konstytucję w ręku. Bez skrępowania policzkuje przeciwniczkę obecnej władzy. Przymyka oczy na akty agresji i pobicia członków opozycji ulicznej. Pali się kukłę Żyda, stawia szubienice europosłom z PO, wystawia akty zgonu niepokornym prezydentom miast, nawołuje do nienawiści wobec każdego, kto nie jest zwolennikiem obecnej władzy. Świętuje rocznicę urodzin Hitlera, symbole nierozerwalnie związane z faszyzmem i nazizmem nazywa się tylko przywiązaniem do słowiańskich znaków. Próbuje skazać żonę prezydenta Poznania za emocjonalną, podpartą jednym wulgaryzmem, ocenę tego, co się w Polsce dzieje. Wielbi się tych duchownych, którzy z ambon oddają hołd językowi nienawiści. Dzieli się naród na patriotów i zdrajców, drugi sort i ten lepszy.

W tym kraju przymyka się oczy na agresję narodowców. Policja umarza kolejne dochodzenia, byle tylko nie urazić ulubieńców obecnej władzy, pod pretekstem niemożności wykrycia sprawców. Prokuratura umarza śledztwa przeciwko nim, usprawiedliwiając swoją decyzję niską szkodliwością czynu. Wielu sędziów nie widzi nic złego w ataku prawdziwych Polaków na obcokrajowców, a sprawy w sądzie ślimaczą się miesiącami. Pozwala się hejterom na szkalowanie każdego jak leci, nie reaguje na groźby przeciwko niewygodnym politykom. Znieczulica, bezkarność, odgórne przyzwolenie na zło, udawanie, że nie ma problemu.

Jeszcze nie tak dawno wielu z nas pytało, co musi się stać, by powstrzymać te demony i może się wydawać, że dzisiaj już to wiemy. Podczas finału WOŚP zamordowany został Paweł Adamowicz, ukochany przez gdańszczan ich prezydent. Wydaje się, że to właśnie ten moment, który jest kropką nad „i”, który powinien stać się punktem zwrotnym i być wielkim krzykiem przeciwko nienawiści, przemocy i agresji. No właśnie…wydaje się…

Teraz Andrzej Duda staje przed kamerą z miną pełną niedowierzania i bólu. Joachim Brudziński reaguje błyskawicznie i nie ukrywa potępienia. Teraz nagle rozpatrywanie spraw przeciwko aktom nienawiści i agresji ostro przyspieszyło. Wreszcie dowiadujemy się, że bliski jest moment wydania wyroków na wielbicieli Hitlera, którzy świętowali już dość dawno urodziny swego bożyszcza. W ciągu trzech dni policja zatrzymała 15 osób, które w internecie nawoływały do kontynuacji „dzieła” szaleńca z Gdańska.

Przykro mi, ale dla mnie to gra pozorów, dostosowana do potrzeby chwili. Może i uwierzyłabym w wielką odmianę, gdyby politycy, którzy dzisiaj bratają się z narodem w smutku i bólu, powiedzieli zwykle „przepraszam”. Gdyby Jarosław Kaczyński, patrząc nam w twarz, przyznał, że jego słowa o zdrajcach, gorszym sorcie, Polakach nie zasługujących na polskość, że jego przemówienia skierowane przeciwko części polskich obywateli, to już przeszłość. Gdyby przyznał, że sam idealnie wpisał się w ten język nienawiści, dokarmiał demony… a tu cisza.

Może uwierzyłabym, że teraz będzie inaczej, gdyby pan Brudziński odniósł się do swoich okrzyków bojowych typu „komuniści i złodzieje”. Pawłowicz nie wyszła z szafy, pisząc ohydztwa o „winie” Jurka Owsiaka. Gdyby nie sytuacja w Sejmie, gdy prezes PiS wraz z panią Mazurek i panem Terleckim „spóźnili się” na uczczenie minutą ciszy zamordowanego prezydenta i podobnie zachowali się radni z tej partii na sesji rady miasta w Łodzi.

Gdyby nie przekaz w telewizji publicznej, która starała się za wszelką cenę zminimalizować tragizm tej zbrodni, a najważniejszym wydarzeniem w środę była transmisja mszy w rocznicę śmierci matki wodza narodu. Paskudne słowa księdza Jacka Dunin-Borkowskiego, który stwierdził, że on nie pomodli się za Pawła Adamowicza i porównywał prezydenta Gdańska do Heroda. Wstrętny komentarz Cejrowskiego. Próba przekonania nas, obywateli, że nie było to morderstwo na tle politycznym, bo to tylko jakiś szaleniec i nic więcej. Reakcja Macierewicza. Wieści, jakoby politycy PiS dostali szlaban na komentowanie tej zbrodni.

Nie wierzę w jakąkolwiek zmianę na lepsze. Choć pełni bólu i rozpaczy, a jednak wielu z nas wpisuje się w tę negatywną retorykę, tym samym współtworząc rzeczywistość, pełną nienawiści, agresji i chamstwa. Wina niewspółmierna, ale zawsze pozostaje winą i to właśnie takiej retoryce powinniśmy ostro się przeciwstawiać. Piętnować za nią polityków, ale i nie pobłażać swoim znajomym, ludziom, którzy wraz z nami chcą normalnej Polski, choć sami nie widzą nic złego w stosowaniu zasady „oko za oko” i rzucaniu ostrych epitetów. Walkę z tym wirusem nienawiści trzeba zacząć od siebie albo pogodzić się, że będzie ona bezskuteczna.

Nie wierzę, że tak straszna dla wszystkich śmierć czegoś Polaków nauczy, bo zgadzam się całkowicie z księdzem Łukaszem Kachnowiczem, który powiedział, że „jedna strona już zaczęła krzyczeć, że to wina Owsiaka, druga, że to wina Kaczyńskiego. Ten kraj stał się psychiatrykiem. Nawet tragedia, w której człowiek został dźgnięty nożem, jest okazją do tego, żeby wykorzystać to przeciwko drugiemu, do swojej walki. Jesteśmy w jakimś totalnym obłędzie. Ten kraj upadnie, jeśli tego nie przerwiemy”.

Niestety, demony w dzikim kraju mają się świetnie. Teraz tylko na chwilę podkuliły ogony, ukryły się gdzieś, w cieniu, ale czekają. Gdy tylko opadną emocje, znowu zaczną hulać. Ależ chciałabym się mylić…

Niewiadomski PiS to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019

Dla zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza naprędce tworzona jest legenda. Stefan W. krwawo obnażył tę władzę i jego udany zamach jest poddawany umniejszeniu. Powoduje jednak historyczne skojarzenia z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego.

Pisowski Niewiadomski siedział w więzieniu, w którym karmiony był papką propagandową wprost z TVP Jacka Kurskiego. Jak każdy więzień czuł się niewinny, bo wszem i wobec wiadomo, że w kiciu siedzą sami niewinni, na wolności zaś łażą przestępcy.

Myślenie więźnia w zakładzie penitencjarnym jest podobne myśleniu tzw. dziennikarzy w pisowskiej telewizji penitencjarnej, w tym w Wiadomościach TVP, dla których to „penitencjarnych” dziennikarzy winni są opozycja, Tusk i społeczeństwo obywatelskie paradujące w t-shirtach z napisem Konstytucja.

Stefan W. ma charakter spaczony, bo tylko tacy sięgają po nóż i polują. Czy Stefan W. ma zaburzoną psychikę? Oczywiście, że tak. W tym kontekście inne tego rodzaju pytanie jest ważniejsze: Czy zaburzoną psychikę mają dziennikarze mediów pisowskich? Ciągle i wciąż kłamać, manipulować normalny żurnalista raczej nie potrafi.

Zabójstwo Adamowicza jest czysto polityczne. I odpowiada za nie partia rządząca. Wojciech Maziarski pisze w „Wyborczej”, że sztacheta nie jest winna – a tą sztachetą jest Stefan W. – ale ten, kto nią wymachuje. Ile inwektyw słyszeliśmy z ust Jarosława Kaczyńskiego pod naszym adresem? Nie zliczy tego nikt. Słyszeliśmy o gestapo, najgorszym sorcie, kanaliach. Dawno straciłem, rachubę i nie prowadzą słownika z retoryki inwektyw prezesa. Taki mógłby być zresztą fakultet na politologii.

Stefan W. z tak uzbrojoną duszą ruszył do dosłownego pisowskiego boju. Wystarczył tylko „drobiazg” – nóż (sztacheta).

Partia rządzą jak zwykła to robić od 3 lata zwala wszystko na opozycję i Tuska. Taki był pierwszy przekaz w Wiadomściach TVP. Lecz Stefan W. jest złapany i nie wiadomo, co będzie mówił i jakie ślady przy okazji stworzył, które wykryje dziennikarstwo śledcze.

Więc biorą się pisowskie media do tworzenia legendy symetryzmu dla zabójcy. Jest chory psychicznie. Wszak to żadne odkrycie, wszyscy zabójcy są zaburzeni, ale zaburzeni nie zabijają, bo każdy – mój czarny humor – z nas łaziłby zabity, gdyż niejednokrotnie spotkał kogoś z zaburzeniami.

Najnowsze „odkrycie” to wtargnięcie Stefana W. do kancelarii Andrzeja Dudy. Fajnie, tylko monitoring go nie wykrył. A może jak w serialu rodzimej produkcji „Nielegalni” monitoring został przez kolesi Stefana W. zakłócony.

Ciekawe, co będzie następną próbą legendy symetryzmu dla zabójcy? Dlaczego pisowskie media nie zaczęły strzelać z grubej Berty i nie „wysłały” Stefana W. na Nowogrodzką, aby zamachnął się na samego prezesa?

Niewiadomski PiS Stefan W. to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019. Może on wróżyć przegraną. Nie chcę prorokować najgorszego dla Stefana W., dlatego nawet nie napiszę o czarnej wizji, ale znając partię rządzącą można z góry założyć, że sięgną po najgorsze środki dla kontynuowania władzy.

Ballada o trzęsących się portkach

GDY WIEJE WIATR HISTORII,

LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM

ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST

TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.

1953