Tag Archives: Stefan Niesiołowski

Pokonać PiS

30 Maj

Historyk idei, prof. Marcin Król podczas rozmowy w „Faktach po Faktach” w TVN ocenił, że dziś – nie tylko w Polsce – „mamy do czynienia ze schyłkiem” pewnej epoki – tzw. demokracji proceduralnej. „To był najwspanialszy okres w ludzkich dziejach, nie było nigdy lepiej ludziom”. Jednak „w pewnym momencie wszystko się kończy” – stwierdził. „To, czego zawzięcie broni Koalicja Europejska, czyli to co ja nazywam demokracją proceduralną, to przez pewien długi czas wspaniale działało w Europie”. Oznaczało bowiem „więcej pieniędzy, swobodniej, więcej opieki, mniej głodu”. Jak zauważył, „to było zrozumiałe przez traumę powojenną. Wszyscy chcieli bezpieczeństwa, spokoju, opieki, braku głodu, braku bezrobocia” – ocenił. Jednak teraz „to się kończy. Oczywiście, jak szybko będzie się kończyć, to tylko wróżka może powiedzieć, ale będzie się kończyć” – uważa prof. Król.

Pytany, dlaczego więcej osób zaufało ludziom Jarosława Kaczyńskiego, prof. Król odparł: – „Ja bym to w jednym zdaniu powiedział: jak się chce uwieść, to trzeba mieć albo seksapil, albo pieniądze. PiS miało pieniądze, Koalicja Europejska nie miała seksapilu. Więc czym miała uwieść? Brak propozycji programowych jest naprawdę dojmujący”. Jak dodał, „do tego doszedł element nudy”. – „Jak słucham polityków, to przestaję natychmiast. Po pierwsze, polszczyzna doprowadza mnie do straszliwej irytacji, a po drugie, nuda. Bo oni mówią w kółko to samo. Nuda to jest zabójcza rzecz. Igrzyska są niezbędne” – przyznał. Powiązał to z faktem, że Koalicja Europejska świadomie nie obiecywała szczególnie wiele swoim wyborcom. Tymczasem „w czasach upadku polityki racjonalnej” było to nie najlepsze rozwiązanie. Polska nie jest jednak odosobniona z tym problemem.  „Myślę, że cała Europa na to zachorowała. Nudne stały się Niemcy, straszna nuda panuje w Austrii, ale nawet we Francji – ocenił prof. Król. – Mamy do czynienia z czymś, co jest zjawiskiem po prostu schyłkowym”.

Jak zaznaczył rozmówca TVN, „70 lat trwała wspaniała demokracja proceduralna, u nas o wiele krócej”. Zdaniem profesora, „za późno (dla Polski – red.) przyszedł 4 czerwca i wygranie rozmów przy Okrągłym Stole”. Gdyby to było 20 lat wcześniej, trafilibyśmy na wspaniałą europejską koniunkturę, a trafiliśmy na początek zmierzchu, który „nastąpił wyraźnie w 2008 roku i to nie z powodów gospodarczych, tylko wszystko razem zaczęło się przechyla. Dzisiaj jest tak, że w żadnych kraju nie ma już stabilnej sytuacji politycznej. Nie można ludziom cały czas dawać chłodu, ludzie coraz bardziej w Europie pragną uczuć gorących w polityce. Polityka ma być czymś, co nas pociąga, a nie czymś, co nami z cicha steruje” – mówił. Prof. Król wysoko ocenił natomiast wspólnotowe doświadczenie Polski z czasów Solidarności („Jeżeli chcemy budować wspólnotę, to fenomenalnym tego przykładem była Solidarność”), a które „zostało pominięte” i niestety niedocenione.

Profesor Król odniósł się również do obecnej sytuacji w Kościele. Zapytany, czy zgadza sie z tezami z wystąpienia redaktora naczelnego „Liberté” Leszka Jażdżewskiego, który 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim przed szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, mówił między innymi, że „Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi wciąż skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu”.Profesor przyznał, że „znacznej mierze, niestety” zgadza się z Jażdżewskim. – „Tylko bardzo wyraźnie chciałbym rozdzielić dwie rzeczy: Kościół i religię – zaznaczył. – Porażka Kościoła jest w tej chwili niesłychanie trudna do odrobienia, nie wiem jak to się uda Kościołowi, nie będę doradzał. Trzeba odnowy totalnej” – powiedział. Jednak, jak dodał, „to nie oznacza, że zmniejsza się rola potrzeby religii”. – Religia jest niezbędna w naszym życiu. (…) Dlatego, że wszyscy mamy jakąś potrzebę elementarnego kodeksu moralnego, tylko bardzo nieliczni z nas potrafią ten kodeks znaleźć w sobie”– podkreślił rozmówca TVN. Według profesora, „niemal każdy z nas ma poczucie sił metafizycznej istniejącej”. – Organizacja tego świata przez religię będzie postępować. O ile jestem pewien zmierzchu Kościoła w tej chwili, to jestem też przekonany o wzroście roli religii. To są dwie niezależne siły” – ocenił.

Prof. Król ubolewa nad zjawiskiem zaniku klasy średniej, jako tej która decydowała o konsumpcji, o wartościach – wymieniał. – To powoduje, że istotne kiedyś dla klasy średniej sposoby życia, ideały, wzory, zostały zarzucone. Przychodzą ludzi zupełnie nowi – powiedział. Zdaniem profesora, właśnie dlatego „świat w tej chwili przestaje się przejmować biednymi”. Jego zdaniem obecnie „polskiego inteligenta czeka 20 ciężkich lat”. – „Ale nie dlatego ciężkich, że będzie rządził PiS, tylko dlatego, że będzie chaos – podkreślił. – „Anglia pokazuje co się staje, kiedy kraj się rozpada. Polska się też tak rozpadnie. Czeka nas straszliwy chaos, a na ogół ludzie nie lubią chaosu. To będzie miało polityczne konsekwencje, ponieważ zaniknie poczucie bezpieczeństwa. Zanik poczucia bezpieczeństwa, który nastąpi bardzo niedługo, będzie przekładał się na radykalne nastroje także po lewej i po prawej stronie” – podsumował gość „Faktów po Faktach”.

Co dalej?
Jest to pytanie, które stawiają sobie ludzie zatroskani tym co się stało, bo te wybory przegrała przede wszystkim Polska. Coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz miękkiej uprawomocnionej wyborczym mandatem dyktatury. Nasz kraj może dołączyć do takich państw jak Węgry, Białoruś, a nawet Turcja czy Rosja. Różnice będą ilościowe. Tam też wyborów się nie fałszuje, ale reżimu przy pomocy kartki wyborczej zmienić się nie da chyba, że w nadzwyczajnych okolicznościach, których nikomu nie życzę.
Oznacza to pod wieloma względami sytuację podobną jak w PRL. Jako wieloletni emigrant wewnętrzny i więzień polityczny dobrze wiem co to oznacza. Ten koszmar jak każdy system autorytarny kiedyś się kończy, ale koszty z reguły są bardzo wysokie. Dlatego najważniejszym pytaniem dla demokratycznej opozycji jest – co dalej?

Bojkot politycznych instytucji pisowskiego państwa to minimum, które może zrobić każdy. Bronić tych obszarów, które jeszcze są niezależne, głównie samorządowych. I opozycja jeśli chce marzyć o zwycięstwie musi pozbyć się Schetyny, którego wyrzucenie, a w każdym razie pozbawienie decydującego wpływu na kampanię wyborczą oznacza minimum szans na zwycięstwo. Schetyna – powtarzam uparcie i od dawna – jest gwarantem pisowskich rządów, nie wiem świadomie czy nie, ale działa tak aby PiS nie utraciło władzy. Razem z otaczającą go kliką lizusów i nieudaczników Schetyna robi wszystko, aby pozostać liderem opozycji. Bredzi o poszerzaniu koalicji i „szukaniu rozwiązań” (miał na to cztery lata), naprawdę chodzi o przeczekanie fali krytyki. Z nim klęska jesienią jest pewna, bez niego prawdopodobna. Oznacza ona wyeliminowanie p. Schetyny z polskiej polityki to zawsze coś, ale dla Polski stanowczo cena zbyt wysoka.

Moim zdaniem liderem opozycji powinien zostać najpopularniejszy obecnie (sondaże) polityk opozycji Władysław Kosiniak-Kamysz i warto poszerzyć koalicję o polityków o chadeckich rodowodach i poglądach, fachowców, społeczników, zasłużonych w walce o demokrację, samorządowców. Nie warto angażować się w rozliczanie kampanii, to do niczego nie prowadzi i kto ma rozstrzygać? Porażka wyborcza jest faktem, jeśli Schetyna nie odejdzie należy budować koalicję bez niego. I należy zostawić w spokoju Biedronia. To nie przez niego PiS wygrało wybory. Gdyby nie Wiosna nie wiadomo czy wynik generalny w PE byłby tak dobry. Polska wprowadziła 25 zwolenników Unii do 26 lub 27 przeciwników. To nie jest katastrofa dla Unii, która te wybory wygrała, przegrała głównie Polska i tradycyjnie już Węgry. Ale przecież nie takie katastrofy przeżył nasz kraj. Czasami najciemniej jest przed świtem.

Od ogłoszenia wyników wyborów do PE aż do teraz nie byłem w stanie siąść i wyrazić swoje emocje. Zaraz po ogłoszeniu wyników kupiłem sobie butelkę czystej i wypiłem w ciągu następnej doby, tak, że żona musiała mnie rozbierać do snu. Teraz dopiero dotarło do mnie wszystko – wyniki, implikacje, napłynęły możliwe konsekwencje na jesień, która zapowiada się zbyt gorąco, by myśleć o tym na wiosnę. 6 punktów procentowych, które otrzymałem, nie wystarczy nawet, żeby porządnie się upić – ale jak się nie ma, co się lubi…

Teraz PiS nabrał nowego wiatru w żagle; wie, że na jesieni rozstrzygnie się jego być, albo nie być; że jeżeli przewali te wybory, to nigdy już tak ulubionej władzy niemal absolutnej nie odzyska, więc tylko rażący błąd będzie w stanie odwrócić tendencje.

Film Sekielskich był przereklamowany – nie liczy się, ile ma wyświetleń, tylko kto go wyświetla. Jeśli wśród tych 20 milionów widzów są influencerzy, to znaczy, że byli zbyt cicho. W mediach są rozsiane jednostki i ludzie – węzły, którzy mają gęstą sieć społeczną i wpływ realny na to, co myślą ich obserwujący. Oczywiście, że wśród tak licznej publiczności musieli być owi ludzie – słupy, ale nie spełnili swej roli. W wielu kościołach nie odczytano listu biskupów, którzy odnieśli się, za późno jak zwykle, tak do filmu, jak przede wszystkim problemu pedofilii.

Jeśli Koalicja Europejska się rozpadnie, to bardzo trudno będzie zmontować na jesień nową. Jeżeli partie centrolewicowe pójdą osobno, na pewno przewalą te wybory, tu nie mam złudzeń. Straszenie PiS-em nie działa – gwoli prawdy, daleko im do faszyzmu i jest to raczej tylko faszyzm w koncepcji gospodarczej, podobnej nieco do narodowego socjalizmu, a nie w nadbudowie ideologicznej. Oczywiście, przymykają oczy na wybryki skrajnej prawicy, ale po klęsce tej ostatniej, nie mają już młodzieżowego zaplecza – pielgrzymki faszystów na Jasną Górę się skończą. PiS wie, że suweren nie lubi skrajności, tak jak nie lubi jej statystyka – wygrywają najczęściej partie oscylujące wokół centrum z odchyleniem w prawo bądź w lewo, ale nie skrajne.

Porażka Ruchu Palikota powinna była dać do myślenia Biedroniowi, ale nie dała – społeczeństwo w kryzysie będzie się trzymać blisko KK, bo to jedyna instytucja, która się nie zmienia i daje w ten sposób złudzenie stabilności, solidności i nawet skandale pedofilskie tego nie zmienią. Daleko nam do Irlandii, gdzie KK niemal upadł, czy do Hiszpanii, niegdyś bastionu katolicyzmu, teraz niemal z pustymi kościołami. Polska miała papieża i nawet jeśli to nie jego robota, to w każdym razie KK ma mocną pozycję mimo wszystko. A mówiąc serio – granie na nucie antyklerykalnej niewiele daje. Ostrzegałem, że problem KK to nie tylko jego skandale w przestrzeni publicznej, ale pokryte rdzą dogmaty, których nie ruszymy bez porządnej wiedzy i oczytania w różnych mądrych pracach.

Oby teraz nie zaczęło się szukanie winnych porażki KO, bo to najgorsze, co koalicja mogłaby zrobić; oczywiście, należy usiąść i zastanowić się, co poszło nie tak, ale bez oskarżania kogokolwiek – zawinili wszyscy, także ja, nie starając się wyraźnie artykułować swojego stanowiska. A co poszło nie tak? Otóż problemem poprzednich rządów było niedostrzeganie socjalnych kłopotów Polaków – większość z biednych, z małych ośrodków, ze wsi, z Polski południowo-wschodniej głosowała nie przeciw KO, ale za świadczeniami, które im dała – było, nie było – partia Kaczyńskiego. Oni zagospodarowali sferę pozostawioną przez liberałów “niewidzialnej ręce rynku”, a to w świetle historii ekonomii nie działa. Ani całkowity interwencjonizm państwa, ani całkowity liberalizm wolnorynkowy nie sprawdzają się. Co się sprawdza? Cóż, swobody gospodarcze nie mogą promować tylko bardziej zaradnych, bo o tym, kto jest zaradny decyduje tyle zmiennych, że nie sposób zliczyć. I ludzie podświadomie czują, że nie jest sprawiedliwy nierówny start w życiu, jaki jest faktem. Nikt nie jest winny, że rodzi się w biednej rodzinie i niczyją zasługą nie jest, że rodzi się superinteligentnym, przystojnym macho albo kobietą sukcesu. Ludzie nieświadomie chcą, aby w razie czego ktoś im pomógł – na wolnym rynku, jeszcze ledwo wschodzącym, każdy dba o własne interesy, więc ludzie chcą, aby był dobry wujek w postaci państwa, które pomoże, a jeśli nie pomoże ofiarowanie wędki, to nie zawaha się nawet dać po prostu rybę. Nie każdy, kto otrzyma wędkę, zaraz coś złowi – jeszcze trzeba ludziom pokazać, jak łowić, gdzie i kiedy. Pewna nuta pogardy dla tych, którym gorzej w życiu poszło, istnieje i jest wyczuwalna wśród tych, którzy jeszcze wierzą w wolny rynek i jego niewidoczną rękę.

PiS postawiło na mocny program socjalny, co się bardzo ludziom biednym i średnio sytuowanym podoba. A w sferze ideologii gra na najczulszej nucie Polaków, czyli nucie kościelnej.

Jakoś tak jest, że ilekroć ktoś próbuje zrobić porządek z religią, nigdy mu się to nie udaje. Sfera uczuć religijnych – co pokazały quasi-profanacje wizerunku częstochowskiego – nie podpada pod rozum, który nie potrafi ich okiełznać. Emocje religijne – co z kolei pokazywały miesięcznice pod pałacem – biorą zawsze w tłumie, w stadzie górę. Religii nie da się racjonalnie opisać, zbadać – można albo ją przyjąć w całości i tak robi większość, albo kryć się ze swymi poglądami, albo ignorować, czyli zająć się czymś innym.

Straszenie LGBT również pomogło, ale nie tak, jak ryba dla Kowalskiego i nie tak, jak granie na emocjach zbiorowych oraz zarządzanie strachem przed “nachodźcami”. Ale znowu: lustrzane demonizowanie przez opozycję wszystkich decyzji tej władzy nie spełnia warunku racjonalności. Nie jest bowiem możliwe, aby przez cztery lata PiS podejmował same złe decyzje. Inna sprawa, że jedna zła decyzja w kluczowej kwestii unieważnia dziesięć dobrych w mniej istotnych sprawach.

Jeśli na jesieni mamy zamiar wygrać te wybory, trzeba przestać uprawiać politykę negatywną i przejść do konstruowania realnej, mocnej alternatywy dla tej władzy. Nie wystarczy krytyka, zwłaszcza ad personam i wyłącznie destruktywna. Musimy mieć wizję. Całkiem nową, ale zarazem zakorzenioną w jeszcze głębszych warstwach świadomości społecznej wizję kraju. Podpowiadam: Polska “złotego wieku”, okres renesansu i odrodzenia, czasy jagiellońskie – tolerancja, wielokulturowość i świecka nauka, czasy, kiedy na Wawelu montowano “Zygmunta”. Oby wybił nam tym razem zwycięstwo.

Przegrana Koalicji Europejskiej nadal jest obiektem analiz i jak okazuje się, głównym problemem opozycji była… niska mobilizacji jej elektoratu.

„Gazeta Wyborcza” przypomniała dziś przedwyborczy sondaż Kantar. Wynikało z niego, że KE wygrałoby z PiS jednym punktem procentowym. Nawet zakładając, że wynik byłby  trochę inny, wątpliwe, by różnica wyniosła tyle, ile ostatecznie zobaczyliśmy w poniedziałek.

„Po zapoznaniu się z tabelami wyników “Wyborcza” zauważa, że 56 proc. uprawnionych do głosowania województw popierających Koalicję deklarowało udział w wyborach, podczas gdy w województwach popierających PiS udział zapowiadało 45 proc.” – czytamy na łamach Onetu.

I faktycznie – frekwencja w województwach “propisowskich” wyniosła 45 proc. Niestety zawiodły regiony “prokoalicyjne”, gdzie zamiast 56 proc.  do urn poszło tylko 44 proc.

Największy problem KE

Głównym problemem KE jest więc… jej elektorat, który chętnie deklaruje swój udział w wyborach, ale ostatecznie w dniu wyborów omija lokale wyborcze szerokim łukiem.

“Odwrotnie wyborcy PiS: zaniżony wynik Prawa i Sprawiedliwości w exit poll Ipsos (42,4 proc. przy rzeczywistym rezultacie 45,38 proc. – red.) tłumaczył tym, że wyborcy PiS ukrywali przed ankieterami fakt, że tak właśnie głosowali” – podaje “GW”.

Jak więc opozycja powinna zmobilizować swoich ludzi? Na to pytanie powinni odpowiedzieć specjaliści – zespół złożony z socjologów oraz ekspertów ds. PR i marketingu politycznego. Ponoć z ich pomocy korzysta od lat PiS. Zresztą – jak wczoraj pisała „GW” – w sztabie partii rządzącej dokładnie analizowano, w które powiaty politycy ugrupowania powinni się udać. Pytani o podobny schemat działania działacze KE, wzruszali ponoć ramionami.

Obecnie liderzy opozycji twierdzą, że przygotowują się do jesiennej kontrofensywy i analizują popełnione błędy. Wynik np. Bartosza Arułkowicza pokazał, że działacze KE mogli uzyskiwać lepsze notowania u wyborców.

Ostateczne starcie

Jaki wynik zobaczymy jesienią? Czy KE pokona ostatecznie PiS? Przed opozycją bardzo ciężkie chwile (zwłaszcza w kontekście niezadowolenia wynikiem PSL). Najtrudniejszym jej zadaniem będzie jednak pełna mobilizacji jej zwolenników. W tym tkwi klucz do sukcesu…

Reklamy

Antysemityzm, upadek szkolnictwa i lecznictwa – PiS uruchamia wszelkie demony

4 Mar

Jak pisze Łukasz Wójcik: Powrót do „normy rozpoczął się, gdy Mike Pompeo, sekretarz stanu USA w trakcie niedawnej fatalnej zresztą konferencji warszawskiej dość niespodziewanie poruszył temat restytucji żydowskiego mienia. I już wtedy w Polsce zapaliły się pierwsze kontrolki ostrzegawcze.

Napięcie znów wzrosło, gdy niedługo potem doświadczona dziennikarka NBC News Andrea Mitchell poinformowała widzów, że powstanie w warszawskim getcie wybuchło przeciwko „polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. (Ł. Wójcik, „Choroba dwubiegunowa”, „Polityka”, nr 9, 5 03 2019r.). Potem premier Netanjahu powiedział izraelskim dziennikarzom, że Polacy pomagali Niemcom w zabijaniu Żydów, a nowy minister spraw zagranicznych Izraela Katz podsumował z właściwym niektórym politykom wdziękiem: Nie zapomnimy i nie przebaczymy. Byli Polacy, którzy kolaborowali i jeszcze raz zacytował „słynne” słowa Icchaka Szamira, że: Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki.

Jest faktem, że na obszarze okupowanej przez hitlerowskie Niemcy Polski represje za ukrywanie i chronienie Żydów były najokrutniejsze w Europie, z reguły Niemcy mordowali całe rodziny w jakikolwiek sposób związane z ratowaniem Żydów i Jest też faktem, że w przeciwieństwie do wszystkich chyba okupowanych przez Niemcy państw i narodów w Polsce nie powstał żaden kolaborujący z Hitlerem reżim i nie było żadnych jednostek zbrojnych czy paramilitarnych walczących po stronie Niemiec.

Nie było też tak charakterystycznych formacji Waffen SS kolaborujących z hitlerowcami i mordujących Żydów od Skandynawii po Francję i Bałkany.

Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Obok bohaterów narażających życie dla ratowania swoich żydowskich sąsiadów i szerzej współobywateli było bardzo wielu tzw. szmalcowników wydających ukrywających się Żydów, w ręce gestapo, bezlitosnych i okrutnych szantażystów, ludzi ukrywających Żydów tylko po to, aby ich obrabować i zamordować. Wielu Polaków przyłączało się do organizowanych przez nazistów zbrodniczych działań, mordowania, palenia, rabowania. Jedwabne jest tutaj najbardziej symbolicznym i znanym, ale nie jedynym przykładem.

Istnieje bardzo bogata literatura zarówno polska, jak i żydowska opisująca makabryczny los żydowskich uciekinierów z getta, w Warszawie, a jeszcze bardziej w małych miastach Żyd, który opuścił getto miał bardzo małe szanse na przeżycie. Pisanie takiej historii, gdzie Polacy są wyłącznie bohaterami jest jej fałszowaniem i nic nie pomogą zaklęcia w postaci absurdalnych ustaw jak niesławnej pamięci ustawa o IPN, według której historia niemieckiej okupacji była czarno biała, a winni byli zawsze inni.

Antysemityzm był obecny w Polsce od setek lat, był istotną częścią naszej rzeczywistości przed II wojną, podczas niej i po niej, gdy niestety dochodziło do zbrodni popełnianych na ocalałych Żydach z motywów rabunkowych, ale także politycznych (walka z żydokomuną itp.). Był od dawna paliwem politycznym dla całych organizacji i ruchów politycznych, istotnym motywem i znakiem rozpoznawczym całych środowisk nazywających się patriotycznymi i narodowymi.

Ile ignorancji i głupoty potrzeba, aby pod białoczerwonymi sztandarami i naszymi patriotycznymi symbolami i znakami obchodzić rocznicę urodzin jednego z największych wrogów Polski – Hitlera?

Środowiska tzw. narodowe chętnie sięgają po symbolikę nazistowską rasistowską i antysemityzm, te zbrodnicze nurty są ze sobą połączone, a ich wyznawcy występują bardzo często wspólnie i to przy co najmniej tolerancji lub życzliwości Kościoła. Dokładnie tak samo było przed wojną.

Kościół mimo wysiłków kilku ostatnich Papieży i wielu wybitnych księży oraz całych środowisk związanych z Kościołem, nie uwolnił się do końca z antysemickiego balastu, a obecny rząd toleruje i w wielu wypadkach wspiera nacjonalistów, rasistów, politycznych chuliganów, także antysemitów przynajmniej poprzez zdumiewającą powolność i opieszałość w ściganiu łamiących prawo nacjonalistycznych bojówkarzy i używających nazistowskich pozdrowień uczestników prorządowych manifestacji jak np. ostatnio w Hajnówce, gdzie hitlerowskim gestem pozdrawiali się uczestnicy prowokacyjnego i absurdalnego w demokratycznym państwie marszu tzw. żołnierzy wyklętych także ku czci ludzi wsławionych morderstwami i okrucieństwem.

Antysemickie stereotypy są powielane np. poprzez przypisywanie ubekom i aparatczykom komunistycznym, różnego rodzaju oprawcom, mordowania polskich patriotów z powodu swojego żydowskiego pochodzenia. To kłamstwo powielane przez antysemitów od końca wojny. Żydzi popierali powojenny stalinowski reżim nie dlatego, że byli Żydami, ale dlatego że byli komunistami i z różnych powodów popierali komunizm. Ubek żydowskiego pochodzenia torturował gen. Fieldorfa i skazał go na śmierć, ale rdzenny Polak Bolesław Bierut mógł go ułaskawić, czego jak wiadomo nie zrobił.

Antysemityzm ma się doskonale ostatnio w budowaniu antyunijnej i antydemokratycznej koalicji co najmniej otaczanej życzliwością i tolerancją ze strony władz. To oczywiście musi wywołać i wywoła co najmniej nieufność ze strony Izraela, jego sojuszników i środowisk żydowskich.

„Poniedziałek 8 kwietnia 2019 r. jest datą rozpoczęcia strajku w szkołach, przedszkolach i innych placówkach opiekuńczo – wychowawczych. To będzie strajk do odwołania. Decyzję o terminie zakończenia strajku podejmie prezydium zarządu głównego ZNP” – powiedział prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Domagają się 1000 zł brutto podwyżki z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r. dla nauczycieli i pracowników oświaty.

Strajk poprzedzi referendum strajkowe, które zostanie przeprowadzone od 5 marca do 25 marca. Treść pytania, które zostanie w nim zadane, jest następująca: „Czy wobec niespełnienia żądania dotyczącego podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych i pracowników niebędących nauczycielami o 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r., jesteś za przeprowadzeniem w szkole strajku począwszy od 8 kwietnia br.?”.Broniarz poinformował, że „z dotychczasowego przebiegu sporu zbiorowego wynika, iż do chwili obecnej 78 proc. szkół i placówek oświatowych weszło w spór zbiorowy”.

„Chcemy lepszego systemu oświaty, chcemy lepszej szkoły, chcemy szkoły bardziej autonomicznej, z większymi kompetencjami dyrektora, z większymi możliwościami edukacyjnymi, adresowanymi do dzieci. Nie można tego zrobić w oparciu o dotychczasowy system finansowania, który w gruncie rzeczy – patrząc na retorykę uprawianą przez minister edukacji Annę Zalewską – bazuje na budżetach jednostek samorządu terytorialnego” – powiedział Broniarz. Termin strajku zbiega się z egzaminami gimnazjalnymi i dla ósmoklasistów. – „Chcemy uspokoić rodziców – dołożymy wszelkich starań, by czas strajku nikomu niczym złym nie zagrażał. Jakkolwiek by to nie brzmiało i jakkolwiek ci, którzy chcą nam przypiąć łatkę, dorobić gombrowiczowską gębę, by tego nie wykorzystywali, to rzeczywiście jest w interesie dziecka, ucznia, bo on wspólnie z nauczycielem są solą edukacji” – stwierdził prezes ZNP.

Polscy pacjenci są coraz bardziej pozbawiani opieki w europejskim standardzie. Takie wnioski płyną z raportu Euro Health Consumer Index (EHCI) za rok 2018 autorstwa Health Consumer Powerhouse. Zgodnie z nim okazuje się, że polska opieka zdrowotna należy do najgorszych w Europie. Sytuacja była zła od wielu lat, jednak ostatnio nasza pozycja zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do niechlubnego ostatniego miejsca na kontynencie. W tegorocznej edycji raportu odnotowaliśmy bowiem spadek z miejsca 7 od końca na 4 (w stosunku do 2017 r.).Wyprzedziły nas: Cypr, Bułgaria i Litwa i Grecja. W gronie 35 ocenianych państw od Polski wypadła gorzej jedynie Albania, Rumunia i Węgry. Okazuje się tym samym, że mimo deklaracji o wzroście nakładów finansowych i głośnych reform w postaci choćby sieci szpitali, jakość opieki zamiast doganiać najlepszych, to dalej przegrywa wyścig o zdrowie pacjentów.

W tegorocznym raporcie najlepiej wypadli Szwajcarzy (893 pkt. na 1000 pkt.). Nasz kraj zdobył w tym samym czasie 585 pkt. Autorzy raportu nie zostawiają przy tym suchej nitki na obecnej polityce rządu. Dostrzegają oni, że mamy dobrą jakość wykształcenia kadr oraz nasz system ma długą tradycję, ale wskazują równocześnie, że za spadek pozycji Polski odpowiada zły dobór priorytetów sprawujących władzę:

“Pomimo dobrego wykształcenia medycznego oraz długowiecznego systemu ochrony zdrowia finansowego z środków publicznych Polska w ciągu ostatnich lat nie wypada korzystnie w rankingu EHCI (…) W ostatnich latach rządy (Węgier i Polski -przyp.red.) zdają się koncentrować na rzeczach innych niż optymalne prowadzenie kraju – tj. ograniczanie wolności prasy, upolitycznianie systemu sądownictwa czy nietolerancyjna polityka imigracyjna lub podnoszenie kwestii zakazu aborcji. (…) Społeczeństwo i pracownicy medyczni zasługują na więcej.”
Wchodząc w szczegóły okazuje się, że polska jest 9 od końca jeśli chodzi o dostępność lekarzy pierwszego kontaktu, gdzie wielu pacjentów nie ma możliwości dostać się do gabinetu tego samego dnia. 12-ści od końca jesteśmy jeśli chodzi o czas oczekiwania na zabieg chirurgiczny (zdecydowana większość pacjentów musi czekać ponad 3 miesiące). Tylko w siedmiu krajach jest gorzej jeśli chodzi o dostęp do leczenia onkologicznego – chemioterapii od momentu zlecenia terapii. Powyższe choć nie wyglądają dobrze, to jednak daleko im do wskazanej na początku artykułu 4 pozycji od końca. Wpływ na taki wynik ma jednak tragiczny wynik Polski w strategicznym dla całego systemu wskaźniku – przeżywalności pacjentów onkologicznych. Gorszy procent przeżywalności pacjentów z rakiem od Polski ma jedynie Rumunia z wynikiem w granicach 45%.  Kiedy jednak Polska wciąż ma sporo pracy, aby przebić próg 50% przeżywalności pacjentów, to w tym samym czasie Szwecja osiąga wyniki na poziomie 71%, a wiele krajów zachodniej Europy ma rezultaty niewiele od wspomnianego odbiegające.
Nasz kraj w dół ciągnie jednak także pokłosie bierności rządu wobec postulatów osób niepełnosprawnych. W zakresie świadczeń opiekuńczo-pielęgnacyjnych Polska wypada tragicznie zarówno w zakresie wsparcia niepełnosprawnych jak i seniorów. Popularne na zachodzie domowe świadczenia opiekuńcze gwarantowane są w naszym kraju dla niespełna 1% osób w wieku powyżej 65 lat.
Opisany raport pokazuje, że reforma systemu ochrony zdrowia wciąż pozostaje tylko w sferze deklaracji. Codzienne podejście decydentów często sprawy nie ułatwia, tak jak wtedy, gdy podjęto decyzje, że finansowanie systemu wbrew obietnicom będzie wyliczane w stosunku do zeszłorocznego PKB, a nie bieżącego, przez co w NFZ w tym roku jest o 7 mld zł mniej. Widać wyraźnie, że aby w jakości opieki nad pacjentem coś realnie się zmieniło, to na ochronę zdrowia musi zostać postawiony znacznie większy priorytet.

Niesiołowski o głupcach i szkodnikach

31 Gru

Po trzech koszmarnych latach pisowskiego reżimu najważniejszym pytaniem jest oczywiście – czy nowy nadchodzący rok będzie tego reżimu rokiem ostatnim?

Wiele na to wskazuje, ale niestety nic nie jest przesądzone. Tym razem sytuacja jest całkowicie inna niż we wszystkich wyborach po 1989 roku.

Oczywiście Polska przetrwała rozbiory, zabory i okupacje i przetrwa z pewnością jeszcze kolejne cztery lata makabrycznych rządów ograniczonych nacjonalistów, przy których Gomułka, Gierek czy Kania byli tuzami intelektu, uczciwości, patriotyzmu i tego co nazywa się klasą. Tylko jak w znanej piosence obrońców Lwowa – tylko mi Polski żal.

Do władzy dorwali się niewyobrażalni prostacy, których jedynym celem jest wzbogacenie się, nagromadzenie jak największych łupów dla siebie i swoich rodzin. Kolejny etap tej dyktatury to będzie jak trafnie przepowiedział Donald Tusk – już tylko kradzież i próba uniknięcia odpowiedzialności. Cała odrażająca nacjonalistyczna ideologia przykryta religijnym płaszczem dewocji i obłudy ma służyć bogaceniu się.

Znane słowa dobrotliwego króla mieszczan Ludwika Filipa wypowiedziane do Francuzów, którzy mieli szczęcie przeżyć szaleństwa terroru jakobinów i mordercze wojny napoleońskie bogaćcie się – devenir riche!, nie pasują do aferzystów z KNF, SKOK-ów, obsiadujących spółki skarbu państwa nieuków i karierowiczów, różnego rodzaju asystentów, lub asystentek o kwalifikacjach między innymi reklamowania rajstop i wstrzykiwania botoksu, doradców, różnego autoramentu dygnitarzy itp. Ludwik Filip miał klasę – jaką klasę ma poseł Sasin?

Tu już nie chodzi nawet o łupienie kraju i przepompowywania gigantycznych pieniędzy do osobników w rodzaju Rydzyka na jego „dzieła”, na katopisowskie fundacje mające propagować idee niepodległej Polski, a propagujące nacjonalizm, krypto rasizm i pogardę dla inaczej myślących i inaczej wyglądających. Polska przetrwała nie takie łupiestwo. Tu chodzi o skrajną niemoralność tego reżimu. O pogardę dla przyzwoitości i generalnie dla ludzi walczących w przeszłości o Polskę, o pogardę dla honoru, godności, teorii ewolucji, której efektem jest Homo sapiens.

Skoro Szydło może być premierem, Kaczyński wygłasza frazesy o jedności, patriotyzmie, ojczyźnie, Morawiecki ma czelność objawiać się jako przywódca narodu, a nadaje się mniej więcej na kasjera to dla mnie walka w nadchodzącym roku to nie tylko walka o władzę o obalenie reżimu i ukaranie winnych zniszczenia demokracji, ale walka o obecność moralności w polityce, o godność narodu.

Każdy dzień, w którym panowie (pierwsi z brzegu: Horała, Buda, Dworczyk, Mucha, Kaczyński, Godzilla, Gowin, Jackowski, Kukiz, Gliński itp. ) reprezentują mój kraj jest dniem hańby i poniżenia Polski. I o to, aby zajęli wreszcie miejsce, w którym od dawna powinni się znajdować będzie toczyła się walka w nadchodzącym Nowym Roku.

Dlatego w najmniejszym stopniu nie można dać się nabrać na brednie i kłamstwa o wspólnej Polsce, o jedności, zakończeniu waśni. To warte tyle samo ile prośby Bieruta aby wracali żołnierze Andersa, albo wychodzili z lasów uczestnicy WiN-u, a nawet mniej. Bo Bierut czasami dotrzymywał słowa, Kaczyński nigdy. Oni rozumieją tylko siłę.

Bardzo proszę nie słuchać przemądrzałych symetrystów, którzy z grubsza mówią, że zawsze będzie tak jak jest i że PiS jest niezwyciężony. To głupcy i szkodnicy. Dziś na ulice wychodzą Węgrzy i krzyczą – Orban idź do diabła. Być może to koniec ich okupantów? Ale cokolwiek się wydarzy nie wolno dać się nabrać na nowy język, na oszustwa o tanim prądzie, brak polexitu i flagi unijne w pisowskich gabinetach. Nie wolno się nabrać na pustą nie wyrażającą nic po za troską o łaskę Kaczyńskiego twarz Morawieckiego i na jego orędzia, których będzie w miarę słabnięcia dobrej zmiany coraz więcej i będą coraz bardziej „otwarte”, „braterskie i patriotyczne”.

I jeszcze jedno. My zwolennicy Polski demokratycznej nie mamy sił porównywalnych do ich pieniędzy, policji, hełmów i tarcz, nawet operetkowego leśnego wojska WOT, ale możemy stosować broń dla dyktatur groźną i często skuteczną – bojkot. Bojkotować należy wszystko. Nie rozumiem po co łazić do ich telewizji i załganych radiostacji. Po co siedzieć w ławach poselskich podczas kłamstw Morawieckiego i niegramatycznych fraz broszki? To, że telewizje bardzo opozycyjne zapraszają np. posła Gryglasa, lub Kukiza, których poziom intelektu i oczytania równa się moim zdaniem oczytaniu wypławka białego, a nawet traszki zwyczajnej (to w piątek wieczorem), to ich sprawa, ale niech oni chodzą na wszystkie swoje zakłamane rocznice i niech księża zapisujący haniebny rozdział Kościoła popierającego dyktaturę jak kiedyś Targowicę doprowadzą do pustych kościołów i seminariów.

Będzie nad czym pracować. To nie może być dla pisowców spokojny rok oni muszą zobaczyć, że dyktatury nie mają w Polsce łatwo.

Fake polityk Morawiecki i jego fake prawdy

24 Gru

Dwugłos w sprawie podwyżek opłat za energię elektryczną nie milknie. Premier Morawiecki uspokaja, że żadnej podwyżki nie będzie, a Energa już rozsyła nowe taryfy. Sprawę ujawniła „Gazeta Wyborcza”, przedstawiając korespondencję jednego z przedsiębiorców z Gdańska, który powołując się właśnie na obietnicę Morawieckiego, zaoponował wobec ponad 43-procentowej podwyżce za prąd.

Już w niedzielę, Energa wydała komunikat prasowy, w którym odnosi się do zaistniałej sytuacji i mówi, że „z dużym zaskoczeniem i niedowierzaniem przyjęliśmy w dniu dzisiejszym informacje zawarte w artykule opublikowanym na portalu money.pl. Chcielibyśmy jasno podkreślić, że ocena dokonana przez jednego z pracowników spółki Energa Obrót, w ramach korespondencji prowadzonej z przedsiębiorcą odnośnie cen energii elektrycznej, jest jego prywatnym poglądem, który nigdy w takiej korespondencji nie powinien zaistnieć i nie jest tożsamy ze stanowiskiem Grupy Energa. Również cytowana wypowiedź Dyrektora Biura Prasowego z listopada br. stanowiła zbyt daleko idącą ocenę sytuacji i nie odzwierciedla ona stanowiska Grupy Energa”.

Wydawać by się mogło, że to tylko kwestia samowolki kilku urzędników, stąd do dymisji poddał się  prezes zarządu Energa Obrót SA Dariusz Falkiewicz, zarząd Energa SA odwołał ze stanowiska dyrektora Biura Prasowego Andrzeja Dunajskiego, a wobec pozostałych osób, zamieszanych w tę sprawę zapowiadane są ostre konsekwencje.

Wielu uważa, że to rząd tak błyskawicznie zareagował, by w ten sposób uniknąć odpowiedzialności za podwyżki wprowadzane już przez obecny zarząd spółki. Portal „Gazety Wyborczej” przeprowadził nawet  sondaż, pytając czy „Twoim zdaniem dymisje w Enerdze to efekt interwencji przedstawicieli rządu PiS?”. Do godziny 9.38 aż 94% uznało, że zdecydowanie TAK, 4% jest na NIE, a 2% nie ma zdanie w tej sprawie.

Jedno jest pewne, raczej nie unikniemy podwyżek opłat za prąd. Premier Morawiecki zapewne próbuje teraz czarować rzeczywistość, bo wybory za pasem, a taka podwyżka mogłaby partii rządzącej ostro zaszkodzić. Ceny energii rosną na giełdzie i na wolnym rynku poza naszymi granicami, płacimy coraz większe pieniądze za niewłaściwą politykę energetyczną, sprzyjającą zanieczyszczeniu środowiska, praktycznie zniszczyliśmy energię wiatrakową, a to wszystko kosztuje. Teraz rząd mami nas, uspokaja, ale jestem pewna, że po wyborach, podwyżka i tak nas dopadnie. Ciekawe jak wtedy będzie to Morawiecki tłumaczył?

Dorwać się do władzy to z grubsza zasada działania każdej dyktatury i pod tym względem odrażający infantylny reżim pisowskich nieuków niczym nie różni się od innych dyktatur. Najokrutniejsze totalitarne dyktatury używały przemocy, nie cofały się przed mordowaniem na masową skalę. Niektóre jak np. reżim Pol Pota czy Mao Tse-tunga mordowały miliony ludzi, byle tylko utrzymać się przy władzy.

Takim reżimem jest nadal mający się znakomicie, a ostatnio wyprowadził w pole naiwnego megalomana Trumpa, reżim Kim Dzong–una i wiele innych. Reżim Kaczyńskiego z powodów przede wszystkim zewnętrznych, ale także wewnętrznych w najmniejszym stopniu nie może, najpewniej też nie chce sięgnąć po tego typu metody, będzie trzymał się władzy, kleił do dygnitarskich foteli i bredził o swoich sukcesach, ale nie sięgnie po brutalną przemoc. Przynajmniej wszystko na to wskazuje. Dlatego nadchodzący rok wyborczy będzie być może rokiem decydującym dla walki o demokrację w Polsce i być może będzie też rokiem odzyskania wolności. Będzie to święto porównywane do 1989 roku i oczywiście proponuję nareszcie wprowadzić święto wolności czyli dzień obalenia pisowskiej władzy – może niekoniecznie zaraz wolne od pracy.

Reżim wydaje się być coraz bardziej osłabiony, afery KNF i wyczynów p. Biereckiego oraz innych rycerzy dobrej zmiany nie udaje się zamieść pod dywan i chociaż posłowie opozycji są znacznie mniej bojowi niż posłowie PiS-u, to jednak pisowskie wrzaski i wycia towarzyszące uchwaleniu co bardziej wszawych ustaw są w miarę skutecznie przykrywane okrzykami KNF!, który to okrzyk myślę, że już na zawsze będzie towarzyszył pisowskim triumfom podobnie jak okrzyk – złodzieje i Beata!

To drugie ma przypomnieć postać siermiężnego geniusza z broszką polskiej polityki i jest policzkiem dla Morawieckiego, który miał być światowcem odtrutką na damę z Brzeszcz, a stał się symbolem kłamstwa swoistego prostactwa, nieuctwa obrzydliwości i generalnie pośmiewiskiem. Panuje coraz szersze przekonanie, że PiS słabnie, nie jest już siłą sprawczą polskiej polityki, raczej reaguje na wydarzenia, a nie je tworzy, broni się a nie atakuje, jest coraz bardziej pasywny i podąża za wydarzeniami, które nie są pomyślne dla reżimu.

Genialny strateg staje się postacią coraz bardziej groteskową i śmieszną, a nie groźną, do złudzenia przypominającą późnego Gomułkę. Niektóre przemówienia Kaczyńskiego robią wrażenia żywcem skopiowanych z tyrad tow. Wiesława. Z tym, że tow. Wiesław był sympatyczniejszy i estetyczniejszy pod każdym względem.

Słabnący PiS pogrąża się w konfliktach, z których przynajmniej dwa mają już charakter zewnętrzny. Jeden to spór o aborcję, absurdalne i nikczemne żądanie, aby kobiety musiały rodzić niepełnosprawne, ciężko upośledzone i skazane na bolesną szybką śmierć dzieci, a nawet wówczas, gdy urodzenie dziecka wiąże się z zagrożeniem życia matki, sformułowane przez popierane i hodowane przez PiS środowiska nacjonalistów, religijnych fanatyków, nieuków o mentalności średniowiecznych pokutników, dziś żądają od PiS-u uchwalenia w/w ustawy. Oznaczałoby to falę protestów i wyborczą klęskę. Tego typu aborcyjny fanatyzm wyznaje ok. 5% elektoratu.

Drugi to nowa partia powołana do życia prze Rydzyka, który już kilkakrotnie powoływał i niszczył partie polityczne oraz ruchy wewnątrz partii; kilka przykładów – LPR, Ruch Katolicko-Narodowy, jakieś partyjki Wrzodaka, Boby, Łopuszańskiego itp.

Obecnie Rydzyk generował partię p. Piotrowskiego o dziwacznej nazwie Prawdziwa Europa czy coś w tym rodzaju, co akurat dla przeciwników Unii Europejskiej i zwolenników powrotu do Europy wojujących nacjonalizmów nie wróży sukcesu, ale może trochę namieszać w samym PiS-e. Być może chodzi o dobre miejsca na listach dla takich tuzów intelektu i myśli politycznej jak: Macierewicz, Sobecka, Szyszko, Krynicka, Ziobro, Masłowska itd. Kaczyński, który osobiście Rydzyka nienawidzi (chodzi chyba o ambicje osobiste) raczej nie lubi tego rodzaju nacisków, ale skończyć się może na kolejnych milionach dla toruńskiego biznesmena i nowa partia zdechnie. Albo i nie. Cameron też chciał tylko postraszyć brexitem i wyszło jak wyszło.

Na polskie piekiełko nakłada się sytuacja na Węgrzech. Najwyraźniej Węgrzy mają już dość dyktatury Orbana i być może poderwą się do walki o wolność jak w 1956 roku. Tym razem żadna armia zewnętrzna reżimu nie uratuje i być może skończy w najlepszym wypadku jak Mátyás Rákosi. Upadek dyktatury na Węgrzech moim zdaniem nieuchronnie oznaczać będzie upadek reżimu Kaczyńskiego.

Niech żyją wolne Węgry.

Brudziński i afery PiS

21 Gru

Podczas wczorajszej rozmowy ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego w Polsat News dało się gołym okiem zauważyć, jak duże znaczenie dla nieskazitelności przekazu serwowanego przez polityków obozu władzy ma dobór prowadzącego rozmowę. Nie ma żadnego przypadku w tym, że najważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości zaczęli pojawiać się w telewizji Zygmunta Solorza dopiero wtedy, gdy antenę przejęli sympatyzujący z tą partią dziennikarze. Jako ewidentny przykład takiej manipulacji można wskazać wczorajsze pytanie Bogdana Rymanowskiego o “wyczyny” wiceministra Zielińskiego na jego lokalnym podwórku. Uwagę na ordynarne zakłamywanie rzeczywistości zwrócił Jacek Nizinkiewicz z “Rzeczpospolitej” na Twitterze.

Brudziński zaprzeczył, bowiem pytanie redaktora Rymanowskiego miało dotyczyć policjantów przebranych za funkcjonariuszy BOR/SOP, choć akurat tak sformułowane zarzuty nigdy się przecież w przestrzeni publicznej nie pojawiły.

Kolejne pytania prowadzącego “Wydarzenia i Opinie” również nastawione były przede wszystkim na wykreowanie pozytywnego przekazu, zgodnego z linią partii rządzącej. Rozmowa dotyczyła pogłosek, że Prawo i Sprawiedliwość może zdecydować się na przyspieszone wybory parlamentarne z obawy przed rosnącymi notowaniami opozycji. Wówczas Joachim Brudziński stwierdził:

– Obawiam się tylko i wyłącznie jednego: żeby, nie daj Boże, nasza arogancja, czy oderwanie się od rzeczywistości, czy od spraw zwykłych Polaków, wpędziły nas w takie przekonanie, że już wszystko mamy załatwione, posprzątane. Na pewno nie obawiamy się ani Grzegorza Schetyny, ani Katarzyny Lubnauer, ani Fransa Timmermansa. Obawiamy się tylko i wyłącznie Polaków, bo wobec nich zaciągnęliśmy zobowiązania i tylko oni mogą nas przy urnie wyborczej rozliczyć – powiedział szef MSWiA.

Takie buńczuczne zapowiedzi miały z pewnością pokazać siłę obozu rządzącego, jednak zostało w bardzo precyzyjny sposób skontrowane przez byłego wicepremiera i ministra obrony narodowej, a obecnie posła Platformy Obywatelskiej Tomasza Siemoniaka. W kwestii obaw polityków PiS przed Polakami przyznał mu rację, zauważając, że w najnowszej historii Polski nie było jeszcze władzy, która do tego stopnia odgrodziłaby się od obywateli.

Gdy do tego dodamy nieustanne przedstawianie otaczającej nas rzeczywistości, tak jakby wierzyli w propagandę sukcesu uprawianą przez Jacka Kurskiego i jego TVP, to powinno dziwić, że to właśnie Polaków politycy PiS obawiają się najbardziej. Czas pokaże, czy mają ku temu powody.

Artykuł p. Wielowieyskiej „To może Kaczyńskiemu się udać” („Gazeta Wyborcza” z dn. 17. 12. 2018 r.) powinien ukazać się w jednej z licznych gazet reżimowych, do których „GW” na szczęście nie należy. Jego teza, że genialny Kaczyński po raz kolejny przy pomocy tych samych oszukańczych zabiegów, schowania największych czubów, odwołania się do Europy i pokazywania „łagodnego oblicza” oszuka wyborców i wygra wybory, świadczy o przekonaniu autorki, że mamy naród idiotów i to dementywnych.

Plucie w twarz obelgi (złodzieje, mordercy, targowica, zdradzieckie mordy), reżimowe załgane media, pieniądze dla swoich, występy Biereckiego, Glapińskiego (plus jego gracje), Kaczyńskiego, Ziobry, parodia TK, korupcja polityczna KNF, stek nieustających kłamstw Morawieckiego mają zostać przekreślone, bo p. Szydło wystąpiła na tle unijnej flagi. To ma być zapomniane, bo rządy pisowskiej kliki są stabilne.

To prawda – każda dyktatura jest stabilna. P. Wielowieyska rozumuje tak: ludzie w Polsce wolą te wszystkie łajdactwa niż siłą rzeczy mniej stabilną od staczających Kaczyńskiego lizusów, demokratyczną ekipę; szerzej – lepsza dyktatura niż demokracja.

To w ogóle po co wychodziliśmy z PRLu? Po co była Solidarność, 4. Czerwca i odbudowanie demokracji skoro wystarczy prymitywne kłamstwo, aby dyktatura zwyciężyła.

Nie rozumiem, czego broni i co chce czołowa symetrystka, a raczej kryptopisówa.

Przez takie „analizy”, przez wyhodowanie Zandberga w 2015 r., przez zapraszanie do wolnych mediów „geniuszy” jak Gryglas, Jackowski, Kukiz. Przez brednie – nie wystarczy być antypisem – a wystarczyło być antynazistą lub antykomunistą w czasach dyktatur. Mamy teraz koszmarny reżim, z którym trzeba walczyć, a nie pisać brednie, jaki jest mądry, przebiegły i jak nieuchronnie wygra.

Mnożą się pytania dotyczące SKOK-ów i roli senatora PiS Grzegorza Biereckiego, a na światło dzienne wychodzą nowe niepokojące fakty dotyczące senatora. – Dziś dowiadujemy się z mediów, że fundacja powiązana z senatorem PiS, przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych Grzegorzem Biereckim, próbowała ulokować 70 mln zł w Getin Banku. Pieniądze niewiadomego pochodzenia, które nie zostały przyjęte, bo bank podejrzewał, że mogą pochodzić w przestępstwa, że to może być próba prania brudnych pieniędzy – mówi Marta Golbik z PO. Posłowie opozycji ponawiają wniosek o powołanie komisji śledczej.

Próba wyprania 70 mln?

Dwie fundacje powiązane z Grzegorzem Biereckim chciały założyć lokaty w Getin Banku Leszka Czarneckiego w czasie, gdy prokuratura zajmowała się sprawą wyprowadzenia pieniędzy z systemu SKOK – podała „Gazeta Wyborcza”, która dotarła m.in. do maili w tej sprawie. Do próby ulokowania w banku Leszka Czarneckiego 70 mln zł miało dojść w 2015 roku. Maile miała wysłać księgowa kasy SKOK. Fundacje, o których mowa, to „Kocham Podlasie” i „Fundacja Edukacji Spółdzielczej”.

– Pieniądze niewiadomego pochodzenia, które nie zostały przyjęte, bo bank podejrzewał, że mogą pochodzić w przestępstwa, że to może być próba prania brudnych pieniędzy – tłumaczyła w Sejmie Marta Golbik z PO.

Pytany o próbę ulokowania 70 mln zł w banku Leszka Czarneckiego senator Grzegorz Bierecki stwierdził, że nie miał wiedzy, że fundacje chcą otworzyć lokaty w Getin Noble Banku.

Jaka jest rola prokuratury?

Posłowie opozycji zadają pytania nie tylko o senatora Biereckiego, ale i o rolę ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, ponieważ śledztwo dotyczące wyprowadzana pieniędzy z systemu SKOK zostało umorzone, gdy prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro.

– To rodzi pytanie o wiarygodność PiS i senatora Biereckiego, o to, że sprawy są umarzane, a minister Ziobro nie chce tego badać. Czy wobec tego senator Bierecki może pełnić funkcję przewodniczącego komisji finansów? – pytała Marta Golbik. – Wnioskowaliśmy już o odwołanie senatora Biereckiego, bez rezultatu – dodała.

Gdzie jest premier?

Zdaniem posłów PO afera SKOK-ów to także pytanie o wiarygodność premiera Morawieckiego, bo to jego minister, według posłów opozycji, roztoczył parasol ochronny nad Grzegorzem Biereckim i SKOK-ami.

A zarzutów do ministra Ziobry i premiera Morawieckiego mają wiele:

  • Umorzono śledztwo w sprawie holdingu w Luksemburgu i wyprowadzonych tam aktywów.
  • Nie wdrożono żadnego śledztwa w sprawie takiej, że senator Bierecki razem z bratem byli wspólnikami w spółce Arenda, która wynajmowała lokale SKOK-om, które nadzorował Bierecki.
  • Nie wdrożono śledztwa w sprawie doniesienia jednego z oskarżonych SKOK Wołomin, że przekazywał pieniądze na kampanię wyborcza posłom PiS-u.
  • Postawiono zarzuty szefom KNF, którzy skierowali sprawę do prokuratury i wykryli sprawę SKOK Wołomin. To zemsta senatora Biereckiego rękami ministra Ziobry.

– To wszystko wskazuje na parasol ochronny rozpostarty przez Prokuratora Generalnego nad SKOK-ami i senatorem Biereckim – tłumaczył Marcin Święcicki, który wysłał pismo do premiera w tej sprawie.

Upolityczniona prokuratura

Posłowie opozycji podkreślają, że te argumenty są najlepszym dowodem na to, że połączenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości było błędem. – Prokuratura nie spełnia swojej roli, bo nie jest zdolna do wyjaśniania afer. Zatrzymując pana Jakubiaka czy Kwaśniaka, starają się maskować prawdę. Prokuratura sobie nie radzi – uważa Robert Kropiwnicki.

Posłowie Platformy po raz kolejny zaapelowali o powołanie komisji śledczej, która niezależnie od upolitycznionej prokuratury będzie zdolna wyjaśnić sprawę.

Do czasu przekazania nadzoru z Kasy Krajowej do KNF nad SKOK-ami wyprowadzono ze SKOK-u Wołomin ponad 1 mld zł. – Gang działał w najlepsze – podsumowuje Marcin Święcicki.

Podłość Międiara i jemu podobnych została wyhodowana przez PiS, to owoce tej zmiany

14 Gru

„Międlara politycznie wyhodowało PiS, które go tolerowało, które przymykało oko, które pozostawało całkowicie bierne na jego występy. Nazywanie Tadeusza Mazowieckiego „komunistycznym parchem” jest wyjątkowe plugawe. W tej sytuacji podjęliśmy działanie prawne. Innej możliwości nie mamy poza odwołaniem się do opinii publicznej o to, żeby tego rodzaju kreatury, tego rodzaju kundle polityczne, jak pan Międlar, żeby z naszej przestrzeni publicznej zniknęli raz na zawsze” – powiedział poseł Stefan Niesiołowski z PSL-UED. Trzeba przypomnieć, że po wprowadzeniu stanu wojennego Niesiołowski był internowany z Mazowieckim w obozie w Jaworzu i Darłówku.

Posłowie z PSL-UED zapowiedzieli złożenie do Prokuratury Rejonowej dla Starego Miasta we Wrocławiu zawiadomienia w sprawie byłego księdza Jacka Międlara. Chodzi o wczorajsze wydarzenia, o których pisaliśmy w artykule „Międlar spalił zdjęcie premiera Mazowieckiego, nazywając go „komunistycznym parchem”.

Przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów Elżbieta Bińczycka wyraziła „najwyższe oburzenie atakiem na pamięć premiera i to w dniu symbolicznym 13 grudnia”. – „Atakiem na wielki autorytet moralny, na człowieka, do którego odnosimy się z wielkim szacunkiem, człowieka, którego zaatakowano w sposób bestialski, nikczemny, okrutny. To jest nad wyraz podłe, obrzydliwe, ksenofobiczne” – powiedziała.

„To zadziwiające, jak ktoś, kto mieni się chrześcijaninem, mieni się Polakiem, bezcześci pamięć zmarłego człowieka. Pan Międlar nie ma nic wspólnego ani z chrześcijaństwem, ani z polskością, ani z polską tradycją. Jest kimś w rodzaju hieny politycznej – nawołuje do nienawiści na tle narodowościowym i rasowym, czego przykładem jest używanie sformułowania „komunistyczny parch” wobec wybitnych Polaków, którzy 13 grudnia byli przez władze komunistyczne internowani. Mam nadzieję, że prokuratura Zbigniewa Ziobro nie będzie zwlekać ani minuty i zawnioskuje o sprawiedliwy wyrok i wreszcie się tej osoby z życia publicznego pozbędziemy” – stwierdził poseł Jacek Protasiewicz.

>>>

Rząd Morawieckiego jest rządem afer schowanych pod dywan

12 Gru

Posłowie opozycji podczas dzisiejszej debaty nad wotum zaufania dla rządu pytali Mateusza Morawieckiego także o jego odpowiedzialność za aferę KNF. – „Dlaczego rząd PiS objął parasolem ochronnym uczestników sprawy KNF i nie chce wyjaśnienia tej afery” – pytała Marta Golbik z PO.

Golbik domagała się wyjaśnień, dotyczących związków premiera z byłym szefem KNF Markiem Chrzanowskim i Grzegorzem Kowalczykiem. To prawnik, którego zatrudnienie w Getin Noble Bank proponował Leszkowi Czarneckiemu Chrzanowski.

Pytała też Morawieckiego, czy wiedział o planie Zdzisława Sokala – przedstawiciela prezydenta w KNF i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. „Proszę, by pan odpowiedział dzisiaj na wszystkie te pytania, bo to, że politycy PiS wyrażą wotum zaufania dla pana nie oznacza, że Polacy panu ufają”– powiedziała Golbik.

Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej stwierdziła, że rząd Morawieckiego jest „rządem afer schowanych pod dywan”. Pytała premiera, kiedy dojdzie do przesłuchania senatora PiS Grzegorza Biereckiego i innych członków zarządu Kasy Krajowej SKOK w sprawie afery SKOK-u Wołomin. Dopytywała też, „kiedy dowiemy się, jaka była rola szefa NBP w aferze KNF”.

Ryszard Petru z Teraz! pytał premiera, „dlaczego umywa ręce od afery KNF”. – „Za tę instytucję pan osobiście był odpowiedzialny. Dlaczego nie wymusił pan dymisji na prezesie NBP Adamie Glapińskim, tak jak na Marku Chrzanowskim? Dlaczego nie zdymisjonował ministra Ziobro, który chciał aresztować urzędników, którzy wykryli aferę SKOK? Dlaczego nie ma reakcji z państwa strony? Wasze rządy to afera plus” – stwierdził Petru.

>>>

>>>