Tag Archives: Stanisław Koziej

Zamordyzm

19 Kwi

Autorytaryzm PiS na naszych oczach ulega przeistoczeniu. Tradycyjny Kaczyńskiego zamordyzm odchodzi do historii, zresztą prezes jest traktowany, jak pies gończy, którym się szczuje i za nim biegają tabuny dziennikarzy.

Zaś Morawiecki, Duda, Szumowski, Gowin i inni w tym czasie szlifują nowoczesny zamordyzm, który nakłada kagańce społeczeństwu na mordy, aby się cieszyli, gdy im się poluzuje, przede wszystkim mają się zachowywać, jak władza chce.

Koronawirus jest dobrodziejstwem, który zdarzył się politykom PiS. Pod jego maską wprowadzają tak absurdalne zakazy, jak wstępy do lasu i parku, aby je odwołać w chwale dobrodziejów.

Nie inaczej jest z maseczkami, które bodaj jako jedyny kraj w Europie obowiązkowo nosimy. Przecież w Niemczech ich nie noszą, choć oficjalnie zakażonych jest wielokroć więcej.

Maseczki to dosłowny, a nawet alegoryczny zamordyzm. Maseczki na mordach Polaków.

Nie można się gromadzić, czyli protestować. Rozwiązana została Państwowa Komisja Wyborcza, PiS powoła swoją pisowską komisję.

Scenariusz dla autokratów PiS jest jasny: zamordyzm. A dla nas?

Otóż władzę PiS można odebrać tylko w jeden sposób, poprzez ulicę. I do tego dojdzie. Politycy PiS mogą zapłacić najwyższą cenę, nie dojdzie tym razem do żadnej grubej kreski.

Myślę, że to perspektywa 2 lat. Potem nie będziemy oglądali zombie Kaczyńskiego i „nowoczesnych” autokratów, wampirów Morawieckiego, Dudę, Szumowskiego , Gowina i Sasina. Zostaną wypędzeni z Polski, jak kiedyś okładano karą banicji.

I tyle w temacie Morawieckiego – niby żart, a jednak prawda…

Sejm odrzucił poprawkę Senatu, by raz na tydzień testować na SARS-CoV-2 cały personel opieki zdrowotnej. Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiamy, pomysł był nierealny, ale tłumaczenie Ministerstwa Zdrowia, że w ten sposób zabrałoby się testy innym potrzebującym jest demagogiczne. Zadaniem resortu jest sprawić, by służby medyczne przestały się zarażać.

Więcej krętactwie pisowskim w walce z koronawirusem >>>

„Nowoczesny” model autorytaryzmu realizowany przez Morawieckiego, Dudę, Szumowskiego, Gowina może się okazać jeszcze obrzydliwszy, a przede wszystkim jeszcze niebezpieczniejszy dla wolności społeczeństw i jednostek, niż anachroniczna tyrania Kaczyńskiego – pisze Cezary Michalski.

Znakomity esej Cezarego Michalskiego >>>

Więcej o faktycznej likwidacji Państwowej Komisji Wyborczej >>>

Zamach stanu odbył się już wtedy, kiedy prezydent odmówił przyjęcia ślubowania od wybranych legalnie sędziów. Może powiem tak: to kontynuacja łamania konstytucji; złamano ją przy wyborze sędziów do TK, potem przy powołaniu KRS, potem ze złamaniem konstytucji próbowano dokonać czystki w SN, łącznie z usunięciem I Prezes, demolowano wymiar sprawiedliwości i sądy. To wszystko jest ciągnącym się, tlącym zamachem stanu. Te wybory to będzie tylko kolejna tego faza – komentuje były przewodniczący PKW, były sędzia TK Wojciech Hermeliński. – Nie chciałbym, aby moje słowa były traktowane jako nawoływanie do bojkotu, ale nie mogę wziąć w tym udziału. Zawsze brałem udział w wyborach i również w tych bym zagłosował, gdyby były przeprowadzone zgodnie z prawem – dodaje.

Rozmowa z Wojciechem Hermelińskim >>>

– Zamiast zakazów wchodzenia do parku, do lasów, oczekiwałbym, by na czas, na początku marca, organy państwa wydały takie zakazy, zalecenia, by ludzi z DPS-ów ostrzec, by przekazać samorządom wiedzę – mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Jak dodał, w Domach Pomocy Społecznej „rozgrywają się abstrakcyjne dramaty”.

Więcej o Jacku Jaśkowiaku, prezydencie Poznania >>>

Populiści świetnie sobie radzą zwłaszcza w czasach kryzysu, bo trzeba szukać wroga – winnego. Krótkofalowo mogą na tym wygrać, oczywiście powiększając szkodę społeczną, którą jest już sama pandemia. Ale to zależy także od tego, jak z kryzysem będą sobie radzić partie czy siły polityczne głównego nurtu. Proszę spojrzeć, Marine Le Pen i jej Front przestali w tej chwili istnieć – mówi prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Rządzący mają instrumenty działania oraz możliwość narzucania własnej narracji w tej sprawie – zobaczcie, jak sobie świetnie radzimy, gdyby nie my, to byłaby totalna klęska. Zresztą dokładnie to samo widzimy w Polsce. Choć rządzący, z ministrem zdrowia na czele, najpierw totalnie pokpili sprawę, teraz uchodzą za zbawców albo przynajmniej tak się przedstawiają – dodaje.

Rozmowa z prof. Romanem Kuźniarem >>>

Znaczna część opinii publicznej, jak gotowana pomalutku żaba, oswoiła się z realiami państwa mafijnego i już nawet nie próbuje wyskoczyć z wrzątku.

Napaść medialnych opryszków z TVP na dziennikarzy TVN, którzy ośmielili się skrytykować ojca chrzestnego, pokazuje, czego możemy się spodziewać w drugiej kadencji prezydenckiej Dudy. Jeśli państwo mafijne miało jeszcze dotąd jakieś zahamowania i chwilami próbowało pozować na praworządną demokrację, to właśnie widzimy, że teatr ten dobiega końca: nominaci władzy kontrolują wszystkie kluczowe elementy systemu (za chwilę przejmą także Sąd Najwyższy), więc niczego nie trzeba już udawać. Hulaj dusza.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego >>>

Bydlaki z PiS

10 List

Znalezione w sieci……!!!!

Upadek Ursusa Bus może spowodować konieczność szukania od początku wykonawcy zapowiadanego przez premiera Morawieckiego tysiąca bezemisyjnych autobusów dla polskich miast.

Więcej >>>

„To się musi skończyć dramatem” – w ten sposób Donald Tusk opisuje rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad szefa Rady Europejskiej dla francuskiego dziennika „Le Soir” opublikowała sobotnia „Gazeta Wyborcza”.

Według Tuska pilniejszym pytaniem od tego, jaką postawę powinien przyjąć nowy prezydent, jest kwestia jaki powinien być kandydat, żeby wygrać. „Kryzys wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności” – powiedział Tusk w wywiadzie.

Kandydatem – uważa Tusk – „powinien więc być ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem będzie budował poparcie ponad połowy Polaków”. „Ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy. Ale one nie są poglądami większościowymi w Polsce” – podkreślił b. polski premier.

Więcej >>>

Więcej >>>

Noworodek z zębami. Dobrze, że białych myszek nie ma. Może już i zarost ma. Krystyna musi pić coś naprawdę dobrego.

Prymas Polski abp. Wojciech Polak skomentował sprawę abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing przez 16 księży, którzy byli jego podwładnymi. Duchowny stwiedził, że choć „porusza go świadectwo tych księży”, decyzja w sprawie abp. Głódzia należy do papieża.

– Porusza mnie świadectwo tych księży, natomiast nie znam ich nazwisk. Zna je nuncjusz apostolski, ojciec święty. Jeżeli to są sprawy wiarygodne, to zostaną one kompetentnie zbadane i papież podejmie kompetentne decyzje – mówił abp Polak w rozmowie z Onetem. – Ja znam te świadectwa nie z podpisów, które widziałem, bo ich nie widziałem. Widziałem zakryte twarze, zmienione głosy, które mówiły – dodał.

Oskarżenia o mobbing pod adresem abp. Głódzia

Przypomnijmy: 16 kapłanów posądziło abp. Głódzia o mobbing. Potwierdzili tym samym doniesienia dziennikarzy TVN24. W programie stacji „Czarno na białym”, przedstawiono świadectwa anonimowych księży, którzy opowiadali, że doświadczyli poniżania i przemocy psychicznej ze strony metropolity gdańskiego. – Ksiądz arcybiskup któregoś dnia przyniósł wagę, „(…) po czym powiedział: ‚Jak przytyjesz kilogram, wypi…lę cię po roku’” – mówił jeden z poszkodowanych księży.

W przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu szesnastu kapłanów z archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że informacje o tym, jak Głódź traktuje podwładnych, są prawdziwe. Zadeklarowali, że są gotowi do powtórzenia zarzutów wobec Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce (od trzech lat jest nim abp Salvatore Pennacchio).

Cisza wyborcza. Kościół i kronika

12 Paźdź

Więcej o Jędraszewskim >>>

Panu prezesowi Kaczyńskiemu gratulujemy zwycięstwa w debacie z Danutą Holecką. Przeciwnik leżał na łopatkach!

Prezes PiS Jarosław Kaczyński oskarżył polskie elity o pracę dla wrogów. Ci, którzy pracują są napiętnowani i będą piętnowani dalej – zapewnił. Zapowiedział kontynuację zmian w sądownictwie, bo sądy to, jego zdaniem, ostatnia barykada.
To ostatnia cotygodniowa Kronika Jana Skórzyńskiego, zapis działań i słów rządzącego przez cztery lata obozu PiS

Uzyskaną w drugim podejściu akceptację Parlamentu Europejskiego dla kandydatury Janusza Wojciechowskiego na komisarza rolnictwa „Wiadomości” skomentowały, że to pierwsze w historii takie stanowisko dla Polaka. Nigdy nikogo tak wpływowego nie mieliśmy w Unii Europejskiej – stwierdził prezes PiS.

W trzech różnych sprawach sądowych posłanki PiS Krystyny Pawłowicz orzekał ten sam sędzia, którego awans Pawłowicz popierała jako członek KRS. Według resortu sprawiedliwości to wynik losowania.

Komisja Europejska zaskarżyła Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE z powodu systemu dyscyplinarnego sędziów wprowadzonego przez PiS. KE uznała, że podważa on zasadę niezawisłości sędziów.

Próbowałem, ale nigdy nie dokończyłem – odpowiedział minister kultury Piotr Gliński zapytany czy czytał książki Olgi Tokarczuk. Dwa dni później Tokarczuk dostała Nagrodę Nobla.


To już ostatnia Kronika prof. Jana Skórzyńskiego. Była publikowana w każdą sobotę w OKO.press, dokumentowała działania i słowa rządzącego przez cztery lata obozu PiS.

Wszystkie kroniki wstecz znajdziecie w dziale Kronika Jana Skórzyńskiego.

Niedziela 6 października. Żłóbki i przedszkola – spuścizną po komunizmie

Kandydat PiS do Sejmu i były minister rolnictwa Jan Szyszko podczas debaty wyborczej w Pruszkowie powiedział, że rodzina wielodzietna może się utrzymać dzięki „odpowiedniej pensji” ojca. „Jest to podstawowa rzecz, która powinna być zapewniana. A nie w sposób sztuczny, w jakiś sposób pomagać w budowie żłobków przedszkoli. To są sprawy chwilowe, które załatwiamy jako spuścizna po poprzednim systemie, komunistycznym, a również i Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego”.

Niedziela 6 października. Wyrzucony ze studia TVP

Kandydat na posła z listy Koalicji Obywatelskiej Rafał Lipski w programie TVP Info stwierdził, że PiS wywołuje temat osób LGBT, „żeby szczuć. Bo tylko to potraficie – szczuć na ludzi”. Zarzucił to także oraz stronniczość prowadzącym program Jackowi Łęskiemu i Magdalenie Ogórek. Za te słowa został wyrzucony z programu.

Niedziela 6 października. Wiceprezes IPN: żydokomuna to fakt

Zastępca prezesa IPN Krzysztof Szwagrzyk udzielił wywiadu działaczowi skrajnej prawicy i antysemicie Jackowi Międlarowi. Rozmowa wideo została opublikowana na portalu wPrawo.pl pod tytułem „Żydokomuna to fakt historyczny!”.

„Określenie «żydokomuna» funkcjonuje w przestrzeni publicznej od dłuższego czasu i możemy powiedzieć, że mamy dwa obozy ludzi, którzy uznają, że nie ma w tym ziarna prawdy i tacy, którzy uważają, że ten negatywny termin jednak ma pewne podstawy. Ja chciałbym odnieść się do wyników badań naukowych tych, które mówią o tym jak wyglądał aparat komunistycznej bezpieki, aparat represji, szerzej rozumiany. W okresie stalinizmu, w latach 40. i 50., a więc w czasie, kiedy mamy do czynienia z tysiącami ofiar tego systemu i niezliczoną liczbą tych, których represjonowano, zarówno w Urzędzie Bezpieczeństwa jak i w strukturach informacji wojskowej, strukturach Milicji Obywatelskiej, także wymiaru sprawiedliwości tego powszechnego, a szczególnie wojskowego, odsetek osób narodowości żydowskiej, które zajmowały tam określone, często nawet kierownicze stanowiska był duży. Jest to fakt historyczny” –powiedział wiceprezes IPN.

Szwagrzyk mówił też, że „udział społeczności żydowskiej w rożnych komunistycznych strukturach przed wojną (…) to fakt historyczny, jest na to wiele źródeł i negowanie tego nie powinno mieć miejsca. (…) Nie demonizujmy, to nie jest tak, że komunizm stworzyli Żydzi i ludzie tego pochodzenia. To nieprawda, ale nie można też mówić, że tak nie było, że Żydzi nie popierali komunizmu”.

Gdy Międlar zapytał, „Skąd bierze się próba zablokowania odkłamywania historii”,  wiceprezes IPN odpowiedział: „Jeżeli ktokolwiek sądził w 1989 roku, że komunizm się skończył i skutków jego nie będziemy już odczuwali, to się grubo mylił. Cień komunizmu jest bardzo długi i ludzie, którzy funkcjonowali w systemie komunistycznym, są ciągle obecni. I to są nie tylko ci, którzy brali w nim osobisty aktywny udział, ale to są całe środowiska, to są pewne układy i więzy rodzinne. Naiwnością było sądzić, że nagle po 1989 roku zmienią poglądy”.

Poniedziałek 7 października. Ostatnia barykada

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w Polsat News powiedział: „Jeżeli chodzi o sądy, to były trudności z przeprowadzeniem reformy, mimo jej pełnej zgodności z polską konstytucją. (…). My, jeżeli tylko społeczeństwo nam zaufa, do tego wrócimy. Mamy mocną podstawę. Artykuł 180, punkt 5, ustęp 5 Konstytucji, daje pełne prawo do przeprowadzenia takiej reformy. I my do tego artykułu będziemy nawiązywać, będziemy to prowadzić. Bez głębokiej reformy sądów, w ogóle naprawienie państwa jest bardzo trudne, bo to jest taka jakby ostatnia barykada, ostatni szczebel decyzyjny w bardzo wielu sprawach, i to nie tylko takich, które odnoszą się do spraw cywilnych czy karnych, ale także administracyjnych”.

Poniedziałek 7 października. Tokarczuk zasłużona w antypolonizmie

„Czy (…) Olga Tokarczuk nie powinna być – przez niezawisłe organy wymiaru sprawiedliwości III RP – ścigana” – pytał Tadeusz Płużański w „Gazecie Polskiej”. Publicysta oskarżył pisarkę o „bluzgi na Polaków”, o „mowę nienawiści wobec Polski i Polaków”, o „odpychającą i naganną postawę antypolonizmu”, która „wyklucza ze wspólnoty, odbiera prawo do reprezentowania tej wspólnoty, (…) stawia jej wyrazicieli po stronie zaborców i okupantów Polski”.

Jego zdaniem, Tokarczuk powinna dostać medal „Zasłużona w antypolonizmie” zamiast odznaki „Zasłużony dla Powiatu Kłodzkiego”, jaką uhonorowała ją Rada Powiatu.

Wtorek 8 października. Gliński: nie poddawać się narracjom innych grup interesu

Minister kultury Piotr Gliński w programie 1 Polskiego Radia powiedział: „Budowanie polityki historycznej, instytucji, które bronią polskiej racji stanu w obszarze narracji historycznej, to nie jest taka prosta rzecz, to musi trwać. My mamy olbrzymie zaniedbania. PRL o to nie dbał, zupełnie inaczej to wyglądało. Później niestety po 89 roku przyjęto jakąś taką pedagogikę wstydu, mieliśmy poddawać się narracjom innych grup interesu, mówiąc delikatnie. A na świecie jest olbrzymia rywalizacja dotycząca także wizerunków narracji historycznej, bo to w dużej mierze określa szanse rozwojowe i szanse w rywalizacji międzynarodowej różnych państw i narodów. I my musimy taką politykę budować, odbudowywać”.

Wtorek 8 października. Próbowałem i nie dokończyłem

Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński zapytany w TVN24 czy trzyma kciuki, aby Olga Tokarczuk otrzymała literacką Nagrodę Nobla, odparł: „Zawsze, jeżeli polski pisarz by dostał Nobla to ważne, chociaż, no niestety, mamy kłopot z tą nagrodą nie od dzisiaj”. Pytany, którą książkę Tokarczuk przeczytał, powiedział: „Próbowałem, nigdy nie dokończyłem”. W czwartek, 10 października, Olga Tokarczuk otrzymała literacką Nagrodę Nobla.

Środa 9 października. Absolutnie najwybitniejszy polityk ostatnich 30 lat

Premier Mateusz Morawiecki w programie 1 Polskiego Radia powiedział: „Można podzielić (…) polską transformację na trzy etapy od 89 [roku] do końca lat 90. Państwo, które było bardzo agresywne w wymuszaniu pewnego typu zachowań, to terapia szokowa Leszka Balcerowicza, (…) Balcerowicz wyrzucający do śmieci pismo z Fabryki Samochodów Osobowych. Potem [od] 99 [roku] do 2015, państwo taki nocny stróż drzemiący podczas rządów naszych poprzedników, ogromna luka VAT. I od 2015 roku państwo przyjazne, państwo, które stara się skompensować krzywdy społeczne, a jednocześnie postawić na rozwój, na dogonienie państw zachodnich, na ten polski model państwa dobrobytu”.

Szef rządu przekonywał, że „zmieniając tę przysłowiową marynarkę podczas jazdy rowerem, dokonujemy głębokiej transformacji”. Mówił: „(…) Ja mam to szczęście, że trafiłem na współpracę z, nie całkiem przypadkiem, sam chciałem, oczywiście, pracować w ekipie Prawa i Sprawiedliwości, ale trafiłem na współpracę z absolutnie najwybitniejszym politykiem ostatnich 30 lat i nie tylko, bardzo dużo się uczę, rozmowy strategiczne, rozmowy o polityce, ale również o gospodarce z panem prezesem Kaczyńskim są niezwykle ciekawe i na pewno dla mnie bardzo ważne. Więc ja się z tej współpracy bardzo cieszę. I jeżeli kierownictwo polityczne podejmie takie decyzje, to będę się czuł zaszczycony, oczywiście, móc kontynuować tę misję”.

Środa 9 października. To nie był przypadek

Zmarł były minister rolnictwa i kandydat PiS do Sejmu Jan Szyszko. Jarosław Kaczyński stwierdził: „Odszedł w szczególnych okolicznościach. Majestat śmierci nie pozwala mi dzisiaj o tym mówić, ale trzeba będzie o tym powiedzieć, bo to nie był przypadek, że akurat dzisiaj, że akurat teraz”.

Wtorek 8 października. Elity, które pracowały dla wrogów

Szef partii rządzącej Jarosław Kaczyński na spotkaniu wyborczym w Sosnowcu powiedział, że PiS zmienił „sytuację w tym sensie, że ta nowa polska elita władzy i, mam nadzieję, coraz większa część elity kulturalnej i innych elit, już nie pracuje dla naszych wrogów. Ci, którzy pracują są napiętnowani. I będą, proszę państwa, piętnowani dalej”.

Środa 9 października. Los szczęścia

W trzech sprawach sądowych z udziałem posłanki PiS Krystyny Pawłowicz w latach 2017-2018 rozstrzygał sędzia Krzysztof Świderski. Ministerstwo sprawiedliwości twierdzi, że zadecydowało o tym losowanie, w którym trzykrotnie został wybrany ten sam sędzia.

Pawłowicz jako członkini Krajowej Rady Sądownictwa poparła awans sędziego Świderskiego do Sądu Okręgowego w Warszawie. W dwóch sprawach z powództwa Pawłowicz przeciwko prezesowi Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzemu Owsiakowi wyrok był korzystny dla posłanki partii rządzącej. Proces, który wytoczył posłance PiS poseł PO Sławomir Nitras jeszcze się nie zakończył.

Czwartek 10 października. Władza w „Sygnałach Dnia”

W ciągu ostatnich pięciu dni kampanii wyborczej w „Sygnałach dnia” w programie 1 Polskiego Radia wystąpili: wicepremier Piotr Gliński, posłanka PiS Małgorzata Wassermann, premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Łukasz Szumowski, wiceprezes PiS Ryszard Terlecki, minister spraw wewnętrznych i koordynator służb specjalnych Marian Kamiński, wicepremier Jacek Sasin, premier Mateusz Morawiecki, szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych Waldemar Paruch, przewodniczący Rady Mediów Narodowych i poseł PiS Krzysztof Czabański i prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Czwartek 10 października. Wyboista droga

Ruch egzekucyjny z XVI wieku to „ówczesne Prawo i Sprawiedliwość” – stwierdził premier Mateusz Morawiecki na spotkaniu wyborczym w Bochni. Jego zdaniem „cechą charakterystyczną 25 lat III rzeczpospolitej” była „pedagogika wstydu, tolerowanie kłamstwa, tolerowanie oczerniania naszych bohaterów. My na to nie pozwalamy i ta prawda historyczna, duma narodowa, duma z naszej historii, z tych naszych dawnych osiągnięć, ale też z tych współczesnych jest jednym z filarów naszej współczesności (…)”.

Droga, którą chcemy iść – mówił premier – jest „wyboista. Bo naruszyliśmy mnóstwo interesów wewnątrz kraju. Bo postawiliśmy się silnym partnerom na Wschodzie i na Zachodzie. A szczególnie na Zachodzie, bo tam nasze interesy są realizowane w dużym stopniu (…). Idziemy tą wyboistą drogą, drogą pod górę. Oślepiają nas różne przeciwności losu, ale jeżeli nam wyborcy zaufają to z tej drogi nie zejdziemy (…)”.

Czwartek 10 października. KE oskarżyła Polskę o podważanie niezawisłości sędziów

Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę przeciwko Polsce w sprawie systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Komisja oświadczyła, że podjęła decyzję o skierowaniu skargi do TSUE, „aby chronić sędziów przed kontrolą polityczną”. Jej zdaniem polskim „sędziom nie zapewnia się (…) ochrony przed kontrolą polityczną, co podważa zasadę niezawisłości”.

Rzecznik prasowy resortu sprawiedliwości i kandydat PiS do Sejmu Jan Kanthak powiedział PAP, że „jest to próba politycznej ingerencji w polskie demokratyczne wybory”. Jego zdaniem „tu nie chodzi o fakty, ale o politykę”.

„Frans Timmermans, lewak z Holandii, który popierał Roberta Biedronia w wyborach do Parlamentu Europejskiego, po raz kolejny potwierdził swoje polityczne zacietrzewienie”.

Czwartek 10 października. Pierwsze w historii

„Wiadomości” TVP określiły akceptację Janusza Wojciechowskiego na komisarza ds. rolnictwa jako „wybór Polaka na jedno z najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej”. „To pierwsze w historii takie stanowisko dla Polaka” – przekonywano w telewizji publicznej.

Piątek 11 października. Gość honorowy „Wiadomości”

Główne wydanie „Wiadomości” TVP w ostatnim dniu kampanii rozpoczęło się od wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o wyborze między Polską plus, którą reprezentuje jego partia, a Polską minus uosabianą, jego zdaniem, przez opozycję.

Następnie pokazano materiał pt. „Kaczyński: zbudujemy państwo dobrobytu”.  Po nim wyniki sondażu przedwyborczego zatytułowane „Polacy stawiają na Prawo i Sprawiedliwość”. W kolejnym materiale pytano: „Polska dobrobytu czy chaosu”. Rozpoczęły go i zakończyły wypowiedzi Kaczyńskiego.

Z materiału wynikało, że dobrobyt, o czym zresztą widzowie „Wiadomości” już się dowiedzieli wcześniej, gwarantuje PiS, chaos – opozycja. „To wybór: Polska podzielona na A i B, Polska taniej siły roboczej i eksperymentów obyczajowych czy też Polska solidarna ze słabszymi, Polska dobrobytu, Polska integralnego rozwoju i dumna z tożsamości. To o tym są te wybory” – stwierdził autor, pracownik TVP.

Do konkurentów partii rządzącej powrócono w materiale pt. „Strategia pustych obietnic opozycji”. Zacytowano w nim wypowiedź Kaczyńskiego, iż „jeżeli PiS nie utrzyma władzy” to będzie „parodia demokracji”.

W materiale oceniono, że opozycję wspierają „pseudoelity”. Po pozytywnie przedstawiającym rządy PiS podsumowaniu pt. „4 lata dobrej zmiany” Danuta Holecka przeprowadziła rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim. Przez 11 minut w głównym wydaniu programu informacyjnego TVP 1, a potem jeszcze przez kilkanaście minut jako „Gość Wiadomości” w TVP Info lider obozu rządzącego chwalił politykę swojej partii i krytykował opozycję.

M.in. przekonywał, że „odnieśliśmy ogromny sukces, bo mamy jednego z najważniejszych, czy nawet najważniejszego komisarza w Unii (…). Nigdy nikogo tak wpływowego [jak komisarz KE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski] nie mieliśmy w Unii Europejskiej (…)”.

Od autora: To ostatni numer „Kroniki Skórzyńskiego”. Wraz z wyborami kończy się moja misja zapisywania działań i słów rządzącego przez cztery lata obozu PiS. Dziękuję redakcji OKO.press za gościnę, a czytelnikom za zainteresowanie.

Na koniec niech mi będzie wolno powtórzyć za Olgą Tokarczuk: „głosujmy na rzecz demokracji”.

Więcej o PRL-u >>>

Kaczyńskiemu należy się Nagroda Stalinowska, albo Leninowska. Oto laur dla zbawcy narodu

6 Paźdź

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować się moją osobą, to znaczy, że to jest ważna osoba dla niego. Czuję się więc dowartościowana” – ironizuje artystka.

Przy okazji wytyka Kaczyńskiemu kłamstwo dotyczące rzekomego listu od reżyserów: „Nie pisaliśmy listu do pana Kaczyńskiego. Nie ma powodu, żeby on był adresatem. Jest zwykłym posłem. Dlaczego miałabym więc do niego pisać? Jeśli zostanie premierem, to wtedy stanie się adresatem różnych listów otwartych od obywateli” – mówi w rozmowie z dziennikarzami WP Holland.

Za tydzień wybory. W najnowszym Newsweeku o wyborze, który stoi przed Polakami.

Do #13października zostało 7 dni a więc #SkasujPiS

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

To pytanie zadał publicznie Włodzimierz Czarzasty podczas konwencji Lewicy w Katowicach. Przypomnijmy więc tę kuriozalną propozycję redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”: „Kolejna granica absurdu przekroczona – Sakiewicz chce Nobla dla… Kaczyńskiego”.

– „Dobre! Myślę panie Sakiewicz, że ta nagroda, którą już dawno dostał (nagroda „JOBLA”) to szczyt jego możliwości!”; – „…10+ środek tarczy… a tak na poważnie do tej nagrody w parze wystawiłbym.. KACZYŃSKI… TRUMP, że też pisiory na to nie wpadły..”; – „Myślę, że najbardziej uwiera go ta Wałęsy” – komentowali internauci.

Przypomnijmy, że 5 października 1983 roku Komitet Noblowski przekazał swoją decyzję. Pokojowa Nagroda Nobla po raz pierwszy powędrowała w ręce Polaka – Lecha Wałęsy, ówczesnego przewodniczącego Solidarności.

Zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, Czarzasty powiedział: – „Polska, panie prezesie, nie powstała 4 lata temu. Nie zmieni pan historii. Nie zakłamie pan historii. Nie umniejszy pan roli polskiej lewicy. Nie da pan rady. Jeżeli pan patrzy w przeszłość, tę przeszłość powojenną, to niech pan PRL-u nie naśladuje tylko w jednej rzeczy. Mianowicie w upartyjnianiu państwa, bo to nie jest dobry pomysł”.

Czarzasty zapowiedział m.in. utworzenie po wyborach Ministerstwa Polityki Senioralnej. – „Będzie ono koordynowało pracę na rzecz starszego pokolenia” – powiedział szef SLD.  Gościem konwencji był Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent mówił o znaczeniu przestrzegania Konstytucji i umacnianiu obecności Polski w Unii Europejskiej.

Niedługo cisza wyborcza, ale nie nad trumnami. Znowu je wyciągną, smoleńskie, starsze, nowsze. Każdy argument jest dobry dla TVP. Od tygodnia wycierają sobie mną tam gębę. W doborowym towarzystwie: Jandy, Stuhrów, jestem zaplutym karłem „elit, które utraciły władzę”. Nie narzekam na swoje władze umysłowe, innych nie mam. W przeciwieństwie do rządzących.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą, nie to z Czajki, tylko z zapóźnień cywilizacyjnych. Więc bryzga po wschodniej ścianie Polski.

Izaak Babel poznając na początku XX wieku nasze zacofane Podkarpacie zastanawiał się, czy Słowianie są nawozem historii. Gdy to pisał, nawóz był naturalny, gówniany. Oczywiście, Babel to Żydokomuna i nie nadawałby się na wystawkę w Polinie, które jak obcojęzyczna nazwa wskazuje jest jeszcze niespolonizowanym muzeum o Polsce. Dlatego zarządzać nim powinni heteroseksualnie kochający Polskę Wszechpolacy.

Przypomina się mi dialog z „Zimnej wojny”, pisany pewnie przez Głowackiego. Mało kto miał takie ucho na prlowski bełkot.
 Nie kocha pan Polski – mówi ubek do artysty.
 Kocham – szczerze odpowiada artysta.
 Nie kocha pan.
 Kocham.
– Nie kocha…

Te rozmowy powtórzą się, jeśli PiS wygra. W programie mają pomysł na państwowy statut artysty. Skoro państwowy, to pewnie i narodowo socjalistycznie katolicki. Cóż, ruska komuna, dlatego że obca, była łatwiejsza do zniesienia, od polskiego faszyzmu.

Paranoicy mają dar urealniania swojego zajoba szczegółami. Utopista socjalistyczny Fourier zalecał nowemu społeczeństwu jedzenie arbuzów. Nie pytajcie dlaczego. Zapytajcie Prezesa albo „Call Saul”.

Program PiS-u przewiduje w składzie komisji przyznającej statut artysty 20% ludzi sztuki. Skąd 1/5, a nie liczba Pi? Reszta to chyba biskup, a na pewno urzędnicy. Znając ich kadry – hejterzy, gangusy, burdelarze. Statut na trzy lata, niby renta. Najwidoczniej dla pisowców artysta jest intelektualnie czy jakoś, niesprawny ideologicznie i trzeba go weryfikować. W normalnym świecie artyści należą gdzie chcą; do własnych stowarzyszeń, związków zawodowych, kółek adoracji, albo nigdzie.

W komunizmie skazywano na roboty, „za nie bycie poetą”, na przykład noblistę Brodskiego. U nas minister kultury, oczywiście tradycyjnie pisowski buc, przyzna Jandzie dużą kasę, w supermarkecie. Stuhrów wyślą do kopalni węgla czy soli, bo to blisko Krakowa i żeby nie było gadania o mściwym państwie.

W normalnym świecie nie ma obowiązku hołubić artystów. Ale nie trzeba ich niszczyć. Tylko tępota tępi kulturę.

Na trumnie Polski zamiast sarmackiej gęby zwanej portretem, wystarczy napis: „Idioci idiotom zgotowali ten los„. Na najbliższe lata, wieki, a wieko trumny zamknąć dla dobra klimatu.

Polacy mentalnie przenieśli się do Europy, bo korzyści z życia w Unii Europejskiej sprawiły, że podróż za chlebem do USA straciła sens.

Na półtora tygodnia przed polskimi wyborami parlamentarnymi Donald Trump ogłasza, że Polacy będą mogli latać do USA bez wiz. Niewątpliwie możemy to uznać za życzliwy gest amerykańskiego prezydenta dla ekipy rządzącej w naszym kraju. Ot, taki mały prezencik przedwyborczy. Przecież Trump nie musiał zapowiadać tego właśnie teraz. Gdyby nie chciał się wpisywać w polską kampanię, mógł z tym poczekać parę dni. Nie poczekał.

Jednak zarazem jest to dla Kaczyńskiego nagroda pocieszenia po odwołaniu udziału amerykańskiego prezydenta w uroczystościach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przed 1 września „dobra zmiana” nadmuchiwała balon oczekiwań, szykując się do propagandowego zdyskontowania przyjazdu Trumpa do Polski – a tu nici. Przywódca USA wytłumaczył, że nie może przylecieć, bo musi się spotkać z huraganem Dorian na południu Stanów Zjednoczonych. Po czym grał w golfa.

Jeśli dodamy do tego fakt, że wcześniej wpływowe ośrodki i liczący się publicyści apelowali do Trumpa, by nie przylatywał do Polski i nie legitymizował swą obecnością w Warszawie polityki PiS, stanie się oczywiste, że odwołanie wrześniowej wizyty było jak cios kijem. Obecna zapowiedź zniesienia wiz to marcheweczka zaserwowana na osłodę i dla ukojenia bólu.

Propagandyści „dobrej zmiany” próbują ją teraz wykorzystać w agitacji przedwyborczej. „Nie dajmy sobie wmówić, że zniesienie wiz do Ameryki było wyłącznie kwestią techniczną” – apeluje Konrad Kołodziejski na portalu wPolityce.pl. „Zniesienie wiz nie jest tylko skutkiem bezosobowych procedur – pisze. – To również rezultat wielu działań politycznych podejmowanych przez władze polskie i środowiska polonijne w Ameryce. Obecna ekipa może z czystym sumieniem przypisywać sobie dużą część zasług i będzie to w pełni uprawnione”.

Oczywiście Kołodziejski fałszuje obraz rzeczywistości, bo za gest polityczny ze strony Trumpa możemy uznać tylko wybór terminu, w którym ogłosił decyzję. Samo zniesienie wiz nie było zasługą władz – ani polskich, ani amerykańskich – a jedynie konsekwencją spadku odsetka odmów udzielanych polskim wnioskodawcom do poziomu poniżej 3 proc. w skali roku. Większość Polski już dawno temu zeszła poniżej tego progu, jednak statystyki pogarszało Podkarpacie, które tradycyjnie jest zagłębiem emigracji do USA. Dopiero teraz cały kraj zszedł poniżej linii krytycznej.

No więc dobrze, w takim razie spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: skoro nie polskim i nie amerykańskim władzom zawdzięczamy zniesienie wiz, lecz samym sobie, to co sprawiło, że gorzej sytuowani obywatele przestali masowo ubiegać się o wizy USA, by pracować za oceanem na czarno?

By mieć całkowitą pewność, trzeba by przeprowadzić badania i ankiety socjologiczne, ale intuicja podpowiada odpowiedź dość prostą, wręcz narzucającą się: to Unia Europejska. Możliwość legalnej pracy w zamożniejszej części Europy sprawiła, że nielegalna praca w USA przestała być atrakcyjna. Po co wyprawiać się za ocean, ukrywać się przed tamtejszymi służbami imigracyjnymi, pracować w warunkach niemal konspiracyjnych bez opieki medycznej i zabezpieczeń socjalnych, narażać się na ryzyko deportacji i zakaz wjazdu, skoro całkiem legalna praca czeka na nas dosłownie za płotem?

We wsi w południowej Polsce na Żywiecczyźnie, w której mam chałupę, liczni moi sąsiedzi nie tylko zatrudnili się w Niemczech, ale wręcz zarejestrowali tam działalność gospodarczą. Remontują mieszkania, układają glazurę, budują domy. Płacą podatki, nikt ich nie ściga, żyją jedną nogą w Polsce, a jedną w Niemczech, bo przyjazd do kraju choćby na weekend nie jest problemem. Wszyscy się już dawno podorabiali samochodów, a podróż autostradą A4 trwa tylko kilka godzin.

W ten oto sposób Europa zajmuje w życiu Polaków miejsce dawniej zarezerwowane dla Ameryki. Realne korzyści płynące z Unii Europejskiej wypierają ze świadomości obywateli mit Stanów Zjednoczonych. I właśnie z tego powodu zniesienie wiz zapewne nie okaże się w kampanii wyborczej PiS wielkim atutem – wielu Polaków amerykańska wiza po prostu przestała obchodzić.

Pojawił się natomiast nowy problem, którego wielu obywateli do końca sobie jeszcze nie uświadamia: w czasie gdy Polacy mentalnie i praktycznie przenieśli się z USA do Unii Europejskiej, rząd odbył podróż w przeciwnym kierunku. Dzisiejsze władze weszły w role bezkrytycznego i służalczego wasala administracji Donalda Trumpa, a jednocześnie skłócają Polskę z Europą i pogarszają jej pozycję w UE. Kwestią czasu – i to niestety raczej niezbyt długiego – jest to, kiedy negatywne konsekwencje tej polityki odczują przeciętni obywatele.

Więcej Klaudii Jachiry – tutaj >>>

PiS: banda ordynarnych i patologicznych kłamców, że aż mdli

23 Mar

„Piszę w pilnej sprawie do ważnej minister. Odpisuje mi, że odpisze, jak usmaży naleśniki i na potwierdzenie wysyła zdjęcie. Na tym polega piękno Polski. Naleśniki (rodzina, macierzyństwo, ojcostwo…) są najważniejsze. Wpis jak najbardziej serio, choć wielu go nie zrozumie” – poinformował na Twitterze Jarosław Gowin. Tylko dla porządku przypominamy, że to wicepremier oraz minister nauki i w rządzie PiS, no, ale grunt to mieć „właściwe” priorytety.

Większość internautów krytykowała wpis Gowina: – „Ku**rwa! Ale żeby i z naleśników zrobić Naleśniki Narodowe?”; – „Ja nigdy nie zakumam jak działa ich ta logika. Nawet żarcie ma orientację”;

„Naleśniki, rodzina, macierzyństwo, ojcostwo? Serio? Naleśniki, Honor, Ojczyzna! Co wy ćpacie?”; – „Nie zrozumiałem od razu się przyznaje. Naleśniki jako przejaw przywiązania do polskości i rodziny??? A dlaczego nie placki ziemniaczane?”.

Zwracali też uwagę na jeszcze jeden aspekt: – „Ależ rozumiemy. Gdyby nawet wybuchła wojna albo gdyby kraj stał się bankrutem, na pierwszym miejscu będą naleśniki jako uosobienie ojcostwa, a potem bieżące wydarzenia”; – „Rodzinie nic nie będzie, jak naleśniki zostaną usmażone 5 minut później. Zresztą smażenie może dokończyć mąż. Jeśli dla minister ważniejsze są jakieś naleśniki, to niech się poda do dymisji – będzie mogła smażyć od rana do wieczora”;

„Przez wasz stosunek do polityki nabrałem cynizmu, więc ja tę sytuacje interpretuje tak: W ważnej sprawie pisze Pan do ważnej osoby, a ona ma w D sprawy PL woli sobie usmażyć naleśnika. Proszę sobie wyobrazić, jakby coś takiego ta kobieta zrobiła w prywatnej firmie… wyleciałaby na zbity pysk, a przecież my tę kobietę zatrudniamy. Zresztą Pana również, więc proszę nie błaznować takimi wpisami”.

Przedstawiciele rządu od wielu dni zajmują się dementowaniem informacji o tym, że minister finansów Teresa Czerwińska podała się do dymisji w związku z tzw. piątką PiS. Premier i rzeczniczka rządu utrzymują, że to fake news. Więcej w artykule „Czerwińska podała się do dymisji. Szef rządu jej nie przyjął”.

Teresa Czerwińska od trzech tygodni nie pojawia się na posiedzeniach rządu. Minister w Kancelarii Premiera Jacek Sasin w Polsat News „tłumaczył”, co się z nią dzieje. – „Jakieś kilka dni temu miałem ostatni raz kontakt z minister finansów. Rozmawiałem telefonicznie. Pani minister, nawet jak jest na L4, to odbiera telefony” – powiedział Suski.

A wcześniej przekonywał, że Czerwińska „ma też różnego rodzaju inne zadania, nie tylko w Polsce, ale i za granicą”. Sama minister finansów nie odniosła się do informacji na swój temat.

Według informatorów „Gazety Wyborczej”, Czerwińska odejdzie z rządu za kilka tygodni, by „zminimalizować niekorzystny dla PiS efekt wizerunkowy”. – „Piątka Kaczyńskiego” nie przyniosła w sondażach oszałamiającego efektu, nie ma huraoptymizmu, a odejście szefowej finansów w proteście przeciwko naszym sztandarowym postulatom byłoby katastrofą” – powiedział jeden z polityków PiS w rozmowie z „GW”.

A pracownik resortu finansów dodał: – „Czerwińska wie, że ma jedno nazwisko, jest ekspertką, nie uprawia polityki. To ekonomistka z krwi i kości, tym się różni od premiera Morawieckiego, który de facto jest historykiem”.

Im bliżej wyborów, tym bardziej PiS chce przekonać Polaków, że wróg nie śpi, wróg czuwa i tylko Zjednoczona Prawica jest w stanie zapewnić narodowi bezpieczeństwo.

Od nadmiaru wrogów już mi się miesza w głowie i popadam w paranoję. Nawet, gdy idę wyrzucić śmieci, patrzę podejrzliwie na mijających mnie ludzi, bo może któryś z nich to właśnie ten wróg, przed którymi ostrzega prezes Kaczyński? I jak tu żyć, gdy w każdej chwili może dopaść mnie ktoś, komu nie podoba się moja polskość i mój mesjanizm narodowy?

Wrogiem jest cała opozycja i ci, którzy nie zasługują na miano prawdziwego Polaka. Od ponad trzech lat, intrygują, spiskują, nastawiają świat przeciwko polskiej demokracji, o którą tak przecież dba partia rządząca. Partie opozycyjne są antypolskie, reprezentują tylko interesy byłych „komuchów”, chcą zniszczyć polski Kościół, polską tożsamość, polską państwowość. Wpędzili kraj w ruinę, nakradli, ile się tylko dało, a teraz tylko czekają, by wrócić do władzy i dokończyć dzieła zniszczenia.

Mają wsparcie opozycji ulicznej, która nie wie, co to prawdziwy patriotyzm. Pęta się ona po ulicach miast i miasteczek, atakuje Kościół za wydumany problem pedofilii, a w głowie ma tylko interes jakiejś „żydokomuny”, „lewactwa” i kasę, od której tak praworządna i sprawiedliwa partia ją odcięła. Miesza w głowach, przeszkadza w utrwalaniu dobrej władzy i „dobrej zmiany”, ale spokojnie. Narodzie – nie bój się, bo dopóki prezes rządzi to taka opozycja nic nie zdziała.

Wrogiem są nauczyciele, którzy planują wielki strajk. No jak tak można? Biedne dzieciaczki, złożone na ołtarzu ofiarnym w imię wygórowanych żądań niedouków, którym się w głowach poprzewracało. A niech się wezmą za reprodukcję, to im kasy przybędzie. A niech sobie wskoczą na zerowy podatek, a nie godziwa pensja im się marzy. Rząd ma ważniejsze wydatki, więc niech nauczyciele nie podskakują. Zawsze można zastąpić ich wierną gwardią, która uważa, że do dobrego nauczania wystarczy wiedza na poziomie podstawowym i internet, a nauczyciel to jakiś, nikomu już niepotrzebny, archaizm.

Do worka z wrogami wrzucone są też osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie. No, tym to się dopiero w głowach pomieszało. Państwo tak o nich dba, trzyma ich w domach, by żadna krzywda ich nie spotkała, nie daje na leki, bo po co mają coś przedawkować i gorzej się poczuć, a oni i tak niezadowoleni. W końcu rodzina to priorytet, więc po co jakiś dodatkowy opiekun, by mamusia mogła od czasu do czasu urwać się z domu, po co dodatkowa kasa na jakieś kino czy teatr, po co nauczanie integracyjne w szkole. Osoba niepełnosprawna ma siedzieć w czterech ścianach, jej opiekunowie mają jej towarzyszyć, bo miłość rodzicielska wymaga poświęcenia, bo o taką miłość walczy PiS i nie odpuści. Godność i prawo do normalnego życia? No bez przesady, tak jak jest, jest dobrze. W pierwszej kolejności PiS musi przecież zadbać o zarodki, o zabezpieczenie bytu rodzinom wielodzietnym, bo tego wymaga od nich przyzwoitość, Kościół i wiara, że partia wie najlepiej, ile i komu dać.

Również co niektórzy rolnicy załapują się na miano wroga. Porozrzucali jabłka w stolicy, popalili opony, zablokowali drogi, ależ to paskudy. I o co im chodzi? Wymyślają jakieś problemy, bo jak nazwać ich pretensje, że rynek rolny jest zagrożony ekspansją towarów z zagranicy, że nie mogą już liczyć na godziwe stawki za swoje produkty, coraz mniej jest dopłat, spadają stawki odszkodowań za straty w uprawach, a do tego ten nieszczęsny wirus afrykańskiego pomoru świń i brak wsparcia ze strony rządu na przykład w kwestii bioasekuracji. Dla PiS-u to wszystko jeden wielki pic, bo tak naprawdę chodzi o zamach na władzę, na Polskę. Ci rolnicy to spady poprzedniej epoki, która już powinna być zapomniana, a pisowska kraina nie może sobie pozwolić, by tacy szkodnicy wciąż funkcjonowali, żerując na zdrowym organizmie prezesa i spółki.

Wrogami są lekarze, którzy buntują się coraz bardziej i nie chcą pracować w takich warunkach, jakie im stworzył PiS ani za takie pieniądze. Wrogiem są pielęgniarki, te bezduszne istoty, odchodzące od łóżek i pozostawiające chorych własnemu losowi. Wrogami są samorządowcy, ludzie kultury i sztuki, profesorowie, których prezes Kaczyński nazywa wykształciuchami, bo nie zasługują na miano elity intelektualnej dzisiejszej Polski. Wrogami są osoby o innej orientacji seksualnej, bo to przecież zboczeńcy i pedofile, czyhające na dzieciaczki już od momentu ich poczęcia. To imigranci, odbierający pracę prawdziwym Polakom i tylko marzący o jakimś zamachu terrorystycznym. To ja, bo nie pieję z zachwytu, nie daję się zaszufladkować i przynoszę wstyd swojej uczelni (jak mi powiedział jeden z kolegów, co to odnalazł się w PiS-ie). To również Ty, bo wciąż opierasz się pisowskiej propagandzie chwały i sukcesu.

Wrogowie czają się też poza naszymi granicami. Wredna Rosja, która tylko marzy, by zrobić z nas kolejny już raz, swoją republikę. Ukraina, pozwalająca czcić Banderę i ma swoich narodowców, którzy naszym do pięt nie dorastają i są po prostu źli. Francja, bo śmie nas krytykować, choć to od nas nauczyła się posługiwać nożem i widelcem, Niemcy, bo wiszą nam mnóstwo kasy, Izrael, wciąż wmawiający nam jakieś winy za Holokaust. Litwa, bo nie lubi naszej Polonii, no i Unia Europejska, która nie chce tańczyć tak jak PiS jej zagra. Białoruś, wiadomo, przedłużenie Putina, Czechy nas nie wspierają, Słowacja idzie swoją drogą, Węgry też nie do końca są lojalni. Za chwilę do listy wrogów dołączą Stany Zjednoczone. My tak USA i Trumpa kochamy, a on zapiera się i nie chce nam odpuścić tych nieszczęsnych wiz, każe sobie słono płacić za wojska amerykańskie, stacjonujące w Polsce i zapomina o stworzeniu stałej bazy.

Obłęd narasta. Już sama nie wiem, kto wróg, a kto przyjaciel. Do kogo mogę się uśmiechnąć, a kogo walnąć w łeb. Nawet na swojego kota, który właśnie leży mi na kolanach i mruczy, patrzę lekko wykrzywionym przez to pisowskie gadanie, okiem i zastanawiam się, czy i on znajdzie się na liście wrogów… Ratunku!!!!

Kurwizyjne kłamstwo ma jak zwykle krótkie, kacze nogi. Tyle że 2 mln cepów, które każdego dnia wyjaławia sobie mózgi propagandą TVPis, już ma zakodowane, że jest zajebiście, rząd płaci średnio pińć tysi, a nauczyciele to roszczeniowi wrogowie podłej zmiany i ludowej ojczyzny.

Morawiecki jako Grek Zorba i jego pan Kaczyński, autentyczny tchórz. Żałosna pisowska Polska

27 Lu

Prof. Leszek Balcerowicz bardzo krytycznie ocenił najnowsze pisowskie obietnice wyborcze. – „Zostały złożone wedle zasady: po nas choćby potop. Z tym, że potopu nie będzie w tym roku i wielu ludziom będzie się wydawać, że oni tak świetnie rządzą. On się zacznie stopniowo po wyborach. Im dalej będziemy szli, tym bardziej będą się ujawniać szkody naniesione przez politykę PiS-u” – powiedział były wicepremier w TVN24. Wyliczył rzeczone szkody – „upartyjnianie gospodarki, czyli zagarnianie przedsiębiorstw dla celów partyjnych, rosnące ryzyko dla działalności gospodarczej, zarówno przez chaos prawny w parlamencie, jak i przez agresywne działania prokuratorów Ziobry”.

Szef Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że obecna polityka rządzących może doprowadzić do takiego kryzysu, do którego doszło kilka lat temu w Grecji. Porównał też działania PiS do czasów PRL-u pod rządami I sekretarza PZPR Edwarda Gierka: – „Pierwsze lata Gierka były wspaniałe, banany się pojawiły, wszystko było na kredyt. A potem to runęło”.

Prof. Balcerowicz przestrzegł, że „ta pisowska bonanza zaczyna się kończyć. To nie jest tak, że jeżeli człowiek w danym roku wygra los na loterii, to z tego powodu będzie twierdzić, że każdego roku wygrywa. To jest mniej więcej propaganda Mateusza Morawieckiego i PiS-u”. Powołał się na analityków FOR, którzy uważają, że za 2-3 lata będziemy mieli potężniejącą, ogromną dziurę budżetową. I co wtedy będą robić ci, co będą rządzić? Gdyby były rządy PiS, to mielibyśmy kontynuację rosnących podatków. I prawdopodobne rosnące używanie sił represji w stosunku do ludzi, którzy zaczną okazywać bardziej swoje niezadowolenie” – powiedział prof. Balcerowicz.

Odniósł się też do faktu, że nowe obietnice wyborcze PiS składał nie premier, a Jarosław Kaczyński. – „To nie jest specjalnie odkrywcze, żeby podkreślić, że ostateczna władza spoczywa w rękach tego szeregowego posła. Zapewne chodziło o to, by pokazać, zgodnie zresztą z prawdą, że Morawiecki jest wykonawcą, a także, by spróbować, jak to się mówi fachowo, „przykryć” niebywałą aferę, która ujawniona została w taśmach Kaczyńskiego” – stwierdził były wicepremier.

We wtorek prezydent Duda powołał Joannę Lemańską na stanowisko prezesa Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Tomasza Przesławskiego na stanowisko prezesa Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Akty powołania zostały wręczone podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim.

Prezydent pełen troski i współczucia pochylił się nad losem nowo wybranych, bo jako uważny obserwator  i uczestnik życia publicznego wie, że „w Sądzie Najwyższym dzisiaj zdarza się bardzo wiele sytuacji, które można określić jako przykre dla państwa jako doświadczonych prawników, jako ludzi rzetelnych, uczciwych”. Zwrócił się więc z prośbą do nowych prezesów, by wytrzymali, bo ci sędziowie, którzy ich szykanują, dają świadectwo sami o sobie i przypomniał, że „sędzia nie może poniżać drugiego człowieka, kimkolwiek by on nie był, nawet jeżeli jest wielokrotnym przestępcą, mordercą”.

Dalej padły już znacznie bardziej ostre słowa. O braku szacunku nie tylko do swoich kolegów, sędziów, poniżaniu drugiego człowieka, braku kwalifikacji moralnych, by być sędzią, łamaniu podstawowych zasad istoty wymiaru sprawiedliwości, co świadczy o tym, że ci ludzie „ nigdy nie powinni zostać nominowani do tej wysoce specyficznej służbyZwraca się więc z prośbą do wybranych sędziów, by właśnie tak spojrzeli na sprawę i pamiętali, iż „nie ma innej drogi. Trzeba spokojnie zaczekać, aż odejdą”.

Słów pana prezydenta nie potrafi wyjaśnić jego rzecznik Błażej Spychalski. Również, pytany przez dziennikarza RMF FM rzecznik SN Michał Laskowski, stwierdził, że „nie wie o co chodzi panu prezydentowi” choć przyznał, że rzeczywiście jest „pewna rezerwa w stosunku do tych nowych sędziów, temu nie sposób zaprzeczyć”, jednak nie można mówić o poniżaniu. Trudno jednak nie zauważyć, że nie układa się najlepiej między „nowymi” i „starymi” sędziami. Nie podają sobie ręki, nie witają się i widać tę wzajemną niechęć. No cóż, obecna władza zrobiła wszystko, by podzielić środowisko sędziowskie, więc trudno się dziwić, że jest jak jest.

Pewne jest jednak jedno. Andrzej Duda mocno przeszarżował w swoim przemówieniu i kolejny raz pokazał, że jest prezydentem tylko PiS-u i środowisk, z tą partią związanych.

Pokazał, że cała reszta narodu to tylko zło konieczne, które trzeba po prostu przetrzymać, ale, jak to napisał jeden z internautów, „no cóż, lepiej być obecnie poniżany niż w przyszłości jak Andrzej D. Skazany przez TS”. I tego się trzymam.

Pedofile sami się nie ukarzą i nie napiętnują – my musimy to zrobić.

Obalenie pomnika księdza Henryka Jankowskiego to był symboliczny akt powiedzenia głośno i wyraźnie: koniec przyzwolenia na pedofilię w Kościele. Koniec przyzwolenia na wykorzystywanie dzieci i krycie sprawców. Koniec bezkarności księży pedofilów i traktowania zbrodni na dzieciach inaczej, tylko dlatego, że zbrodniarz nosi sutannę.
Przywrócenie tego pomnika, zresztą bezprawne, jest próbą obrony nie tyle Jankowskiego, co symbolu pewnej hierarchii społecznej, pewnego nierównego i niesprawiedliwego podziału ludzi na lepszych i gorszych, tych, którym wolno więcej, którzy stoją pond prawem i przyzwoitością i tych, którymi się pomiata, którzy są od służenia i spełniania zachcianek, którym nie przysługują żadne prawa.

Ten świat, uosabiany przez kler katolicki stojący ponad prawem, przez księży pedofilów i biskupów zapewniających im bezkarność odejdzie w nicość, ale to co się dzieje, to właśnie próba, by do tego nie dopuścić, by obronić status quo.

Mężczyźni ze społecznego komitetu budowy pomnika księdza Jankowskiego, oddający hołd pomnikowi pedofila, to karykaturalny symbol tego porządku. W latach 80. w USA mówiono, że biały mężczyzna z klasy średniej to kwintesencja patriarchatu. W Polsce dziś kwintesencją największego zła, jakie człowiek może wyrządzić człowiekowi, największej nieprawości, są właśnie ci mężczyźni i wszyscy, którzy bronią Jankowskiego w przestrzeni publicznej.

Zawsze uważałam, że znęcanie się nad mniejszym, słabszym i bezbronnym to przejaw największego tchórzostwa i niegodziwości. Nawet w świecie przestępczym nie istnieje nic gorszego niż krzywdzenie tych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić, jak dzieci, niepełnosprawni i czy starsi ludzie. Pedofilia jest najniższym i najgorszym z tych przestępstw.

Ale tak samo winni jak pedofile, są ich obrońcy. Sprawa pomnika Jankowskiego pokazała, jak wielu ich mamy. Ci ludzie budzą moją ogromną odrazę. Są tak samo winni jak pedofile, ponieważ nikt nie skrzywdzi dziecka, jeśli nie będzie miał takiej możliwości i jeśli nie stworzy mu się po temu warunków – a oni właśnie je tworzą.

Relatywizując i rozmywając winę pedofilów, bagatelizując ją (to było tylko obmacywanie, nie seks, a nawet jeśli seks, to cóż to takiego…, „nie skazujmy człowieka bez dowodów” – choć dowody są przytłaczające, „miał takie zasługi”, „nie można wymazać jego chlubnej karty”, „tak, ale…”, „nie, bo…”), aktywnie tworzy się środowisko, w którym wykorzystanie dziecka przestaje być czymś niewyobrażalnym i potwornym, tworzy się w piekło, w którym mieszkają ofiary księży pedofilów. I popełnia się na tych ofiarach zbrodnię, bo broniąc pedofila, stając za nim murem, pozbawia się je resztek odwagi, godności, człowieczeństwa, chęci walki o siebie, wiary w ludzi i najważniejszego nadziei, przekonania, że warto coś robić, warto krzyczeć o niesprawiedliwości.

W filmie „Spotlight” pada pytanie: co z nich za ludzie, skoro pozwalają tak traktować swoje dzieci? I ja pytam: co z nas za ludzie, skoro pozwalamy na bezkarność księży – pedofilów, wiedząc (bo przecież wszyscy o tym wiemy), że przenoszeni są z parafii do parafii i pozostają całkowicie bezkarni? Co z nas za ludzie, że nie bronimy dzieci, nie buntujemy się i nie krzyczymy głośno o tym, że Kościół katolicki jako instytucja dopuszcza się zbrodni na dzieciach? Co z nas za ludzie, że pozwalamy pouczać się o moralności moralnym kreaturom?

Co z nas za ludzie, że dyskutujemy z przestępcami i oczekujemy, że sami się rozliczą?

Sprawa pomnika Jankowskiego ujawniła, jak wielu obrońców mają pedofile w polskim społeczeństwie, wśród elit. Dla ilu polityków, związkowców, dziennikarzy, ludzi publicznie znanych, pedofilia to nie jest żadna straszna zbrodnia. I wiecie co? Ci ludzie nigdy nie przestaną. Zawsze będą postępować tak samo. Nigdy nie zobaczą w pedofili niczego złego, tak jak pedofile nie widzą niczego złego w swoich zbrodniach. To my musimy ich powstrzymać i pokazać, jak kochamy nasze dzieci, musimy bezwzględnie ich zwalczać. Bezwzględnością w ściganiu przestępców, dobrym i egzekwowanym prawem, patrzeniem na ręce politykom, biskupom i celebrytom – i wrzucaniem każdego, kto broni pedofilów do symbolicznego kosza na śmieci. Musimy piętnować publicznych obrońców pedofilów tak samo, jak piętnujemy pedofilów, inaczej nasze społeczeństwo nigdy nie będzie bezpieczne.

Dość lakoniczny był komunikat po poniedziałkowym spotkaniu szefa „Solidarności” Piotra Dudy z szefem państwa Jarosławem Kaczyńskim. „Tak umówiliśmy się ze stroną rządową, że dziś nie będziemy mówić, jakie postulaty, które przedstawiliśmy, będą zrealizowane w 50, 90 czy 100 proc.” – powiedział Duda, a niezrównana rzeczniczka PiS Beata Mazurek dodała, że „powstanie zespół rządowo-związkowy, który będzie pracował nad rozwiązaniem problemów istotnych dla obu stron”.

Tajemnicze spotkanie ze związkowcami

Jakie to problemy, nie wiadomo, choć kontekst spotkania jest oczywisty – w roku wyborczym związkowcy chcą pieniędzy, a rząd nie chce protestów. PiS obawiał się, że „S” wymknie się spod kontroli i przyłączy do strajków innych związków, a to byłby już pewien kłopot polityczny i wizerunkowy. Zakładam, że strony się jakoś dogadają, bo nie jest przypadkiem przecież, że poprzedni szef związku zasiada obecnie w ławach poselskich partii rządzącej.

Temu tajemniczemu spotkaniu warto się jednak przyjrzeć bliżej, bo ono w skali mikro znakomicie pokazuje, jaki model państwa zbudował PiS.

W teorii forum rozmowy związkowców z rządem stanowi Rada Dialogu Społecznego, ciało umocowane ustawowo, którego członków – spośród ministrów, związkowców i pracodawców – powołuje prezydent. Posiedzenia Rady są jawne, a uczestniczą w nich także związki nie tak przyjazne rządowi jak „S”. Krótko mówiąc – beznadziejne warunki do negocjacji.

„N” nie taki niezależny

Duda z Kaczyńskim zmienili zatem warunki. Prezes PiS był nawet tak łaskaw, że zaoferował jako miejsce spotkania własne biuro i zaprosił na rozmowy swych partyjnych podwładnych – premiera Mateusza Morawieckiego i pewną liczbę ministrów, od Joachima Brudzińskiego przez Elżbietę Rafalską i Grzegorza Tobiszowskiego po Annę Zalewską (ironia losu – wszyscy poza Morawieckim kandydują do europarlamentu).

Jakieś postulaty zostały omówione, coś zostało ustalone, ale co, to tajemnica. „Solidarność” pokazała, że litera „N” jak „Niezależny” z „NSZZ” jest mocno na wyrost, PiS utwierdził się pewnie w przekonaniu, że ma związkową przybudówkę, porządek w państwowej hierarchii został potwierdzony. Niby jest jakaś Rada Dialogu Społecznego, niby jest jakiś rząd i jakiś premier, ale jak przychodzi co do czego, to liczy się tylko jeden gabinet w skromnym biurowcu na ul. Nowogrodzkiej.

Nasz drogi prezes. Ile kosztuje Jarosław Kaczyński?

Kaczyński ograny przez Orbana, a Macierewicz podejrzany jako szpion

19 Lu

„Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – napisał prezes PiS Jarosław Kaczyński w doniesieniu do prokuratury. Szef partii rządzącej chce ukarania z art. 212 Kodeksu karnego za ujawnienie „taśm Kaczyńskiego” i sprawy budowy wieżowca przez spółkę Srebrna

„Działając jako pokrzywdzony, zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przestępstw zniesławienia. Wnoszę o objęcie ścigania z oskarżenia publicznego ze względu na występujący w sprawie interes publiczny” – tak Kaczyński napisał w zawiadomieniu, które skierował do warszawskiej Prokuratury Okręgowej. Zawiadomienie prezes PiS skierował w zeszłym tygodniu. We wtorek do treści dokumentu dotarł PAP.

Roman Giertych – jeden z adwokatów austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera – w kpiarskim tonie skomentował wypowiedź Adama Bielana na temat nieomylności Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszoną w trakcie porannej rozmowy Konrada Piaseckiego.

Wicemarszałek Senatu podważył wiarygodność Austriaka mówiącego, że kopertę z 50 tys. zł dla księdza Sawicza „miał w ręku” Jarosław Kaczyński. Oznajmił, że w tej sprawie bardziej wierzy Jarosławowi Kaczyńskiemu niż austriackiemu biznesmenowi i Romanowi Giertychowi.

Zapytany przez Paseckiego skąd wie, że Birgfellner kłamie odparł bez wahania:

„Rozmawiałem z Jarosławem Kaczyńskim. Jeżeli mam do wyboru Kaczyńskiego albo Romana Giertycha, znając ich obu, zdecydowanie wybieram Jarosława Kaczyńskiego”.

To właśnie tę wypowiedź w swoim stylu skomentował Roman Giertych. „Panie Marszałku! Problem polega na tym, że ja siebie „do wyboru” nigdy Panu nie dawałem. Prawda jest taka, że jeszcze trzy miesiące musi się Pan trzymać kurczowo JK, aby zdobyć upragniony mandat do PE” – odpalił pełnomocnik Geralda Birgfellnera.

Miały być tylko rozmowy dwustronne, a sam szczyt Grupy Wyszehradzkiej z Izraelem odwołany. Sądząc po umieszczonej przez Patryka Słowika z RMF FM fotografii, trudno w to uwierzyć. – „Na zdjęciu trzy spotkania dwustronne premiera Izraela z przedstawicielami państw Grupy Wyszehradzkiej. Z uwagi na napięty grafik wszystkie trzy spotkania dwustronne odbywają się w tym samym czasie” – kpił na Twitterze reporter. Na dodatek premier Węgier Victor Orban pouczał Polskę. – „Byłoby lepiej, gdyby do Izraela przyjechali przedstawiciele wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej” – stwierdził podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Izraela.

A jeszcze wczoraj rzeczniczka PiS Beata Mazurek obwieszczała na Twitterze: – „Odwołanie spotkania V4 + Izrael to wyraz solidarności państw Gr.Wyszehradzkiej! Po interwencji PMM pozostali premierzy podjęli dec. o odroczeniu szczytu z Izraelem. Mimo, że byli na miejscu,albo w drodze do Izraela, zgodzili się z argumentacją polskiego premiera i podjęli tę decyzję w geście solidarności całej Grupy.

Opozycja, która rządząc niezbyt lojalnie podchodziła do współpracy w ramach V4, może tego gestu i tych decyzji z katalogu:jeden za wszystkich, wszyscy za jednego nie rozumieć. Sukces siły i argumentów polskiego PMM i polskiej dyplomacji”.

– „ale w ramach solidarności z Polską odmówili dokładki deseru…” – kpił Marek Tejchman z „DGP”. – „Kolejny sukces Pana premiera. Jeszcze jeden i skończy się jak u pięściarza Gołoty – trzeci nokaut i koniec” – to wpis Łukasza Maziewskiego z „Faktu”. – „Nawet Orban nas poucza. Nasza pozycja w świecie jest istotnie mocna” – napisał Wojciech Szacki z „Polityki”.

„Orban jak zwykle wystawił PiS, a oni jak pelikany łykają te jego teksty o wsparciu dla stanowiska Polski we wszystkich sprawach. Naiwność to jeden z najcięższych grzechów w dyplomacji. No ale dyplomacja PiS praktycznie nie istnieje” – podsumował Sławomir Neumann z PO.

Antoni Macierewicz jako minister obrony ujawnił w Sejmie informacje o stanie polskiej armii, które miały status niejawnych – tak wynika z odpowiedzi MON na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy. Przyznaje, że jest wstrząśnięty i kieruje sprawę do prokuratury. – Minister Macierewicz uderzył w fundament bezpieczeństwa Polski i Polaków. Doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi poseł PO. – Takie informacje to czysty zysk dla naszych wrogów – komentuje gen. Stanisław Koziej, były szef BBN.

Brejza: Miał świadomość, co czyni

Sprawa dotyczy tajemnic najwyższej wagi, związanych z zapasami wojennymi polskiej armii i jej zdolnościami obronnymi. Chodzi o wystąpienie szefa MON w maju 2016 roku, podczas którego podsumowywał rządy koalicji PO-PSL. To wtedy stwierdził, że zapasy wojenne kierowanych pocisków rakietowych wynoszą tylko 17 procent stanu oraz że nasze urządzenia radiolokacyjne nie są w stanie wykrywać dronów, które wlatują w naszą przestrzeń powietrzną na niskiej wysokości.

– Jestem wstrząśnięty. Najbardziej wrażliwe informacje, będące splotem słonecznym państwa, które absolutnie nie powinny być ujawniane i w żadnym państwie NATO nie są ujawniane, zostały przez Antoniego Macierewicza podane na talerzu. Komu? Przecież nie Polakom. Jest dojrzałym politykiem i doskonale zdaje sobie sprawę, że te informacje zaserwował naszym wschodnim sąsiadom – mówi wiadomo.co poseł PO Krzysztof Brejza.

Na początku lutego polityk zapytał MON w oficjalnym piśmie, jaki charakter mają ujawnione informacje. Co ważne, nie informując, że chodzi o wypowiedź byłego ministra obrony narodowej.

– Te informacje najprawdopodobniej pochodzą z tajnego raportu Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Zaserwowanie ich stronie wschodniej jest uderzeniem w filar bezpieczeństwa Polski. Z pewnością miał świadomość, co czyni – dodaje Brejza.

Poseł PO składa w tej sprawie wniosek do prokuratury. – Oczekuję natychmiastowego śledztwa. Sprawą powinny zająć się także służby i sejmowa komisja – mówi wiadomo.co Krzysztof Brejza.   Według niego mamy do czynienia z przekroczeniem uprawnień i działaniem na szkodę interesu publicznego, a także złamaniem przepisów o ochronie informacji niejawnych. – Funkcjonariusz publiczny ujawniający tak wrażliwe informacje musi się liczyć z odpowiedzialnością – przyznaje.

Gen. Koziej: To bardzo niebezpieczne

– Mieliśmy nieodpowiedzialnego ministra obrony narodowej, działającego w sposób woluntarystyczny. Wszystko, co on uważał za dobre, takie właśnie było. To bardzo niebezpieczne podejście – przyznaje w rozmowie z wiadomo.co gen. Stanisław Koziej.

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były wiceminister obrony narodowej przyznaje, że takie informacje nigdy nie powinny zostać ujawnione. – Obcy wywiad, aby zdobyć takie informacje, musi się poważnie natrudzić. Jeżeli otrzymuje to z pierwszej ręki, bez żadnego wysiłku, to czysty zysk dla naszych wrogów. To są informacje krytyczne, które świadczą o możliwościach prowadzenia operacji wojennych – tłumaczy gen. Koziej.

To według niego tylko kolejny dowód na to, że Antoni Macierewicz nigdy nie powinien zajmować tego stanowiska: – Minister, który odpowiada za siłę obronną kraju i ma pod swoim władaniem dwie ważne służby specjalne, musi być człowiekiem wyważonym, spokojnym i postępującym wedle obowiązujących zasad.

Gen. Stanisław Koziej oczekuje także wyjaśnień od obecnego ministra obrony narodowej. – Jeżeli sam MON uznaje, że zostały ujawnione tajne informacje, to sprawą powinien się zająć także minister Mariusz Błaszczak. Powinien powiadomić opinię publiczną, jakie wyciąga z tego wnioski i jakie działania podejmuje – mówi wiadomo.co.

Macierewicz odpowiada na Twitterze

Afera NBP – przekręty Glapińskiego dla szparek sekretarek

9 Sty

Trzeba współczuć przedstawicielkom NBP, które musiały „świecić oczami” podczas konferencji prasowej zorganizowanej  „w związku z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji”. Adam Glapiński, prezes NBP, nie pojawił się, co czytelnik portalu gazeta.pl, pod relacją z konferencji  skwitował westchnieniem ulgi: „Po raz pierwszy jakiś Pisior nie ma odwagi łgać w żywe oczy i rejteruje”.

Bank reprezentowały Ewa Raczko – zastępca dyrektora Departamentu Kadr i Dorota Szymanek, dyrektor Departamentu Prawnego.

Zgodnie z odczytanym na wstępie oficjalnym oświadczeniem „Żaden z dyrektorów NBP nie otrzymuje wynagrodzenia w wysokości 65 tys. zł. Informacje, że tak wysokich zarobków w NBP nie ma przekazaliśmy 12 grudnia. Miesięczne wynagrodzenie w  kwocie 65 tys. zdarzyło się u jednego z dyrektorów. Dyrektorzy w latach 2015-2018 zarabiali na porównywalnym poziomie” – stwierdziła Raczko.

Wyjaśniła też, że według danych GUS wzrost wynagrodzenia w sektorze bankowym wyniósł ok. 6 proc. Tymczasem pensje w NBP urosły o ok. 3 proc.

Pytana o zarobki pani Wojciechowskiej oświadczyła:

„Miesięcznego wynagrodzenia z PIT-u z pani Wojciechowskiej nie podam, bo jest nieprzygotowane w oświadczeniu. Mogę powiedzieć, że nie zarabia rewelacyjnych 65 tys. zł miesięcznie” – wyjaśniła.

Ujawniając przy okazji uśrednione pensje na stanowiskach dyrektorskich w NBP poinformowała, że: wynagrodzenie brutto na stanowisku dyrektora wyniosło w 2014 r. 38098 zł, w 2015 r. 37110zł, w 2016 r. 37381 zł, w 2017 37069 zł, w 2018 r. 36308 zł..

Wyjaśniła też, że sposób planowania i poziom wynagrodzeń, wielkość środków na wynagrodzenia planowana jest corocznie w ramach odpowiedniej ustawy, podkreślając, że zasady wynagradzania ustalił zarząd w 2010 roku.

Z całą mocą podkreśliła ponadto, że pieniądze na wynagrodzenia nie pochodzą z budżetu, ale są wypracowane przez NBP np. z różnic kursowych. Raczko przypomniała, że to NBP zasila budżet państwa każdego roku.

Do konferencji doprowadziła publikacja „Gazety Wyborczej”, która napisała, że Martyna Wojciechowska, dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji NBP, może zarabiać nawet 65 tys. zł miesięcznie (z bonusami i premiami). OKO.press twierdzi natomiast, że uposażenie Wojciechowskiej może być nawet o 11-12 tys. zł wyższe. Zainteresowanie budzą też zarobki Kamili Sukiennik, dyrektorki gabinetu prezesa NBP, które mogą być zbliżone do tych Wojciechowskiej.

Wobec tej sytuacji Platforma Obywatelska przedstawiła projekt ustawy, na mocy której jawne byłyby oświadczenia majątkowe członków zarządu Narodowego Banku Polskiego oraz osoby zajmujące w NBP kierownicze stanowiska.

Wyjaśnień żąda wicepremier Jarosław Gowin, a Jan Maria Jackowski, senator PiS chce potwierdzenia pensji i zakresu obowiązków współpracowniczek prezesa Adama Glapińskiego. I tylko prezydent  po prostu zazdrości, co szczerze wyznał podczas spotkania z mediami

Z kolei poseł PiS Bartosz Kownacki zauważył: „Te siatki płacowe były dużo wcześniej przyjęte i nikt nigdy ich nie kwestionował” – powiedział, lekceważąc doniesienia medialne jakoby  zarobki podczas kadencji Marka Belki były 2-3 razy niższe niż obecnie.

Polowanie na Tuska (2)

20 Gru

Wygląda na to, że w rok wyborczy obóz Prawa i Sprawiedliwości chce wejść z dużym przytupem, rozpoczynając decydujący etap operacji pt. “Dopaść Tuska”. Dotychczasowe środki podjęte przeciwko byłemu premierowi RP okazały się jedną wielką klęską, a same przesłuchania, mające w założeniu być publicznym linczowaniem znienawidzonego w PiS polityka, obnażały bezradność oddelegowanych na ten odcinek polityków partii Jarosława Kaczyńskiego. Nawet dziś, dziennik “Rzeczpospolita” donosił o gigantycznym wyhamowaniu prac komisji śledczej ds. afery Amber Gold, która miała być przecież jednym wielkim aktem oskarżenia pod adresem przewodniczącego Rady Unii Europejskiej. Założonej z góry tezy nie udało się udowodnić, więc Małgorzata Wassermann ma spory problem.

Rządząca ekipa jednak się nie poddaje i podejmuje kolejne próby. Jak poinformował dziś jako pierwszy portal 300polityka.pl, na 3 stycznia 2019 roku w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym rzekomej “zdrady dyplomatycznej” została wezwana tłumaczka premiera Tuska z 2010 roku, Magda Fitas-Dukaczewska. Jak podkreślali rozmówcy portalu, sprawa jest precedensowa, bo nawet Hillary Clinton w podobnej kwestii opowiedziała się przeciwko przesłuchiwaniu tłumaczy Donalda Trumpa– Władza chce na nowy sezon polityczny zafundować „jazdę na Donalda” – argumentują rozmówcy portalu.

Sprawa to pokłosie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, jakie na początku 2017 roku złożył Antoni Macierewicz. Jego zdaniem, Tusk będąc premierem „nie dopełnił ciążących na nim obowiązków”, na co wskazał konkretne przykłady m.in. zgodę na zastosowanie do badania katastrofy smoleńskiej załącznika nr 13 konwencji chicagowskiej, co uniemożliwiło pełny udział strony polskiej w badaniu przyczyn. Poza tym Tusk „zaniechał poczynienia w umowie uzgodnień ze stroną rosyjską co do zagwarantowania udziału przedstawicieli RP we wszystkich czynnościach badawczych prowadzonych na miejscu badania, w konsekwencji czego prowadzenie tych czynności strona rosyjska rozpoczęła bez udziału przedstawicieli RP, a następnie prowadziła je ograniczając bądź uniemożliwiając udział w nich przedstawicieli RP”. W wywiadzie w „Gazecie Polskiej Codziennie” Macierewicz mówił: – Premier Donald Tusk zawarł z Władimirem Putinem nielegalną umowę na szkodę Polski i za to powinien odpowiadać karnie.

W rozmowie z “Gazetą Wyborczą” Fitas-Dukaczewska mówi wprost, że ujawnianie treści rozmów, których tłumaczeniem się zajmowała, jest niezgodne z jej etyką zawodową. Zwraca również uwagę, że sprawa jest bezprecedensowa i nie potrafi dzisiaj powiedzieć, czy nawet jeśli premier Morawiecki zwolni ją z ciążącej na niej tajemnicy, zdecyduje się zeznawać.

– Jestem przed konsultacją z prawnikiem, ale już wiem że muszę zażądać, by premier Morawiecki zwolnił mnie z tajemnicy. Ale nawet, gdy tak się stanie mam ogromne wątpliwości, czy powinnam zeznawać. Prokuratura stawia mnie w sytuacji niemożliwej, nie było precedensu, by przesłuchiwano tłumacza rozmów na tym szczeblu. Istotą naszego zawodu jest zachowywanie wszystkiego w tajemnicy. Mam certyfikat odstępu do informacji z klauzulą „ściśle tajne”, ale w trakcie rozmów, które tłumaczę, nie wiem, która cześć jest bardziej tajna, która mniej a która w ogóle. Generalnie klient opiera się o na przeświadczeniu, że ode mnie nic nie może wyjść – powiedziała Wyborczej.

– Przez ostatnich 18 lat byłam obecna przy spotkaniach na najwyższym szczeblu wszystkich polskich premierów i prezydentów, łącznie z Lechem Kaczyńskim. Zawsze wychodziłam z założenia, że działają oni w interesie naszego państwa. Jeżeli miałabym mówić, co się tam wtedy działo, byłoby to bez precedensu. Dlatego biorę pod uwagę, że nawet zwolniona z tajemnicy, będę musiała odmówić. Lepiej ponieść konsekwencje niż złamać etykę naszego zawodu – podkreśla tłumaczka. – Mam nadzieje, że premier Morawiecki to zrozumie i nie postawi mnie w takiej sytuacji – kończy Fitas-Dukaczewska.

Tłumaczka zapowiedziała również zwrócenie się o wsparcie do Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara oraz do polskiego i międzynarodowego zrzeszenia tłumaczy konferencyjnych.

Więcej >>>

Kaczyński i jego Piszczyki

31 Paźdź

Schetyna o obchodach setnej rocznicy odzyskania niepodległości: Dwa lata przygotowań i jest wielkie zero

Nie będziemy robić nic nowego, własnego, bo uważamy, że tutaj trzeba z godnością uczcić tę rocznicę, natomiast jest wielkim rozczarowaniem to, czego nie zrobił PiS i prezydent. Blisko dwa lata przygotowań, my też uczestniczyliśmy w pracach tego komitetu. Jest wielkie zero” – mówił w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Schetyna: Wierzę, że prezydent miał na początku dobrą wolę, mówiąc o intencji wspólnego świętowania. Fatalnie się stało, że jeszcze się nie zaczęły obchody tego święta, a już się kończą

Wierzę, że prezydent miał na początku dobrą wolę, mówiąc o intencji wspólnego świętowania. Mówiliśmy, że muszą być rozliczone ekscesy z ostatniego 11 listopada i wtedy jest możliwość rozmowy. Ta możliwość się zakończyła. Jeszcze dochodzi do takiej sytuacji, że prezydent zaprasza na udział w marszu, z którego ucieka” – mówił w RMF FM szef PO, Grzegorz Schetyna.

Smutna historia. Fatalnie się stało, że jeszcze się nie zaczęły obchody tego święta, a już się kończą” – dodawał.

To wystarczyło, by zaniepokoić oportunistów, którzy uwierzyli już w wieczność rządów PiS-u nad Polską. Nawet Kazimierz Kik, ulubiony ekspert TVP Info (który nie może się nachwalić Andrzeja Dudy, że „odblokował jego profesurę”), czy Jarosław Gowin (który otrzymał od Kaczyńskiego o wiele więcej władzy, niż by to wynikało z jego faktycznej politycznej siły) przez chwilę się zawahali. Kik skrytykował „nachalną propagandę państwowych mediów”, a Gowin stwierdził, że „wstydzi się za spot o uchodźcach”. To wszystko trwało tylko przez moment, dopóki Kaczyński nie narzucił narracji o „totalnym tryumfie w sejmikach”. Jednak prawicowe media zdążyły wyczuć u Gowina i Kika „mdły zapaszek zdrady”.

Władzę w Polsce daje obywatel Piszczyk

Szczególnie komentarz Kazimierza Kika wzbudził rozgoryczenie prawicy. W końcu od trzech lat jest on ulubionym komentatorem TVP Info. Kik zresztą z każdą władzą ma dobre stosunki, a każdą opozycję chętnie i gromko potępia. W czasach rządów PO był nie tylko członkiem honorowego komitetu wyborczego Platformy, ale mówił w mediach, że „Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz powinni siedzieć za antypaństwową działalność”. Dopiero po zwycięstwie PiS-u uznał rządy PO za „antynarodowe”. Złożył też samokrytykę mówiąc: „przez wiele lat wspierałem siły, które niszczyły kraj”. To wystarczyło, aby stał się gwiazdą TVP Info dostarczając cytatów, które trafiają nawet na „paski grozy”.

Ziobro powodem porażki w wyborach samorządowych?

Jeszcze wcześniej Kik był członkiem PZPR, podobnie jak Stanisław Piotrowicz „do wyprowadzenia sztandaru”. Zapisał się do partii między Marcem ’68 i Grudniem ’70, w jednym z najobrzydliwszych okresów PRL, kiedy władza najbardziej potrzebowała oportunistów. Po roku 1989 Kik PZPR gromko potępił. Jednak do SLD znów się zapisał – w 2001 roku, kiedy Leszek Miller został premierem. W ostatni wieczór wyborczy, gdy Warszawiacy ogromną większością wygłosowali kandydata PiS-u w pierwszej turze, Kazimierz Kik też próbował się przyłączyć do trendu. Wypowiedział słowa, które musiały PiS-owców obrazić: „Warszawa to przekorne miasto, specyficzne, z natury zbuntowane. Można je wziąć na rozum, a nie siłą. Tak zrobił Trzaskowski”.

Podobną wpadkę zaliczył Jarosław Gowin mówiąc pod wpływem chwili, że „jest mu wstyd za antyuchodźczy spot PiS”. Przez trzy lata rządów PiS nie Gowin nie wstydził się absolutnie niczego. Chwalił język Kaczyńskiego, Dudy i Szydło w sprawie uchodźców, kupował sobie sympatię Tadeusza Rydzyka za pieniądze z budżetu ministerstwa szkolnictwa wyższego, wreszcie przygotował dla Kaczyńskiego ustawę, która pomoże PiS-owi przejąć kontrolę nad polskimi uniwersytetami. Od kilku lat każda najskrajniejsza wypowiedź fundamentalisty czy narodowca nie tylko była przez Gowina broniona, ale przejmował ją i powtarzał jako swoją własną. Jego słynne słowa, że w polityce zobowiązuje go „krzyk rozpaczy dziesiątków tysięcy zamrożonych embrionów” były pasożytowaniem na języku Marka Jurka. Jurek jest fanatykiem, ale nie jest oportunistą, nie potrafi skorzystać nawet na zwycięstwie sprawy, której zawsze służył. Dlatego Kaczyński woli Gowina od Jurka.

Jarosław Kaczyński zawsze uważał, że Polską będzie trwale rządził tylko ten, kto przekona do siebie obywatela Piszczyka, wzorcowego oportunistę, bohatera genialnego filmu Andrzeja Munka „Zezowate szczęście”. Prawicowi czy lewicowi radykałowie, nawet poczciwi liberalni inteligenci – wszyscy oni nadają się do ulicznych zadym, do „kampanii oburzenia”, do budowania „twardego elektoratu”. Ale rządzić się nimi nie da. Zbyt chimeryczni, zbyt patrzą na ręce, jest ich za mało i za bardzo denerwują masy zwykłych oportunistów.

Władza uśmiecha się do chłopa, czyli jak żyje polska wieś po wyborach

Dlatego Kaczyńskiemu tak bardzo zależało na tym, żeby mieć po swojej stronie Piotrowicza, Kika, Kryżego, Gowina. Problem w tym, że Piszczyki są płochliwe jak łanie. Wciąż niepewni, kto będzie rządził jutro, gdzie rodzi się najbardziej aktualny trend, na co się orientować. Czy być jeszcze zwolennikiem Sanacji, czy już endekiem? Czy już można zapisać się do „Solidarności”, czy lepiej potrzymać jeszcze w kieszeni legitymację PZPR. Czy PiS rzeczywiście będzie rządziło na wieki, czy także mieć parę furtek uchylonych w stronę na PO.

Piszczyk w polityce, biznesie i mediach

Chwilowe załamania Gowina czy Kika nie były żadnym wyjątkiem. Podobne sygnały pojawiły się pierwszego dnia po wyborach w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w policji i wojsku, w wielu państwowych urzędach. Właśnie dlatego Kaczyński nie może rozliczyć sprawców słabego wyniku PiS w wyborach samorządowych (Morawieckiego i Ziobrę). Musiał ogłosić totalne zwycięstwo, bo sama substancja jego partii zaczęłaby się rozłazić. W sukurs przyszła mu rzeź PSL-u w sejmikach.

Ale wielu ludzi w MSZ czy w urzędach miast zapamięta te pierwsze kilka godzin, kiedy rozdzwoniły się telefony od „starych przyjaciół”. Obiecujących bardziej cywilizowane traktowanie ostatnich zawodowych dyplomatów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Czy lepszą współpracę lokalnej policji z samorządowcami Koalicji Obywatelskiej.

Piszczyka znajdziemy nie tylko w polityce, ale także w biznesie i mediach. Wiemy już, że w wyborach samorządowych przytłaczająca większość polskich przedsiębiorców zagłosowała przeciwko PiS-owi. Oni wiedzą najlepiej, że pieniądze na polityczną korupcję i do własnych kieszenie władza wzięła nie z „mafii watowskich”, ale dociskając podatkowo zwykłe polskie firmy. Stąd zapaść i stagnacja w polskich inwestycjach prywatnych. Ale ten opór wobec PiS-u dotyczy tylko drobnego i średniego biznesu. Wielki biznes jest zawsze i wszędzie zależny od władzy – od zamówień publicznych, od decyzji i regulacji państwa.

Największy polski biznesmen, Zygmunt Solorz, wybrał ostrożny kurs wobec władzy, której nie kocha, ale potrzebuje jej przychylności do prowadzenia własnych interesów. Po zdobyciu władzy przez PiS zaczęło się od konfliktu. Kaczyński zablokował budowę nowej kopalni węgla brunatnego, od której zależy produkcja energii w jednym z największych polskich zespołów elektrowni (Pątnów-Adamów-Konin), którego właścicielem jest Solorz. Zygmunt Solorz chciał się wówczas nawet wycofać z produkcji energii, jego pośrednicy w kontaktach z PiS-em zaoferowali sprzedaż elektrowni państwu przypominając jednocześnie, że PAK produkuje 8,5 procent całej energii elektrycznej w Polsce. Władza się przestraszyła, bo z inwestycjami PiS-owi raczej nie idzie. A czym innym jest niezdolność przekopania Mierzei Wiślanej (czego naprawdę nikt nie zauważy), a czym innym doprowadzenie do „zaciemnienia” w jednej trzeciej Polski. Solorzowi pozostawiono zatem elektrownie i pozwolono budować kopalnię. Niestety, jako twardą walutę w tym dealu została wykorzystana dziennikarska niezależność Polsatu. W największej polskiej telewizji prywatnej, która jest dziełem i własnością Zygmunta Solorza, nastał czas Doroty Gawryluk. Została nową szefową informacji i publicystyki. Ta dziennikarka nigdy nie ukrywała swojej prawicowości, ale dopóki rządziło PO, była to prawicowość „cywilizowana”, „konserwatywna”, którą zawsze można wykorzystać w kontaktach z prawym skrzydłem Platformy. Dziś Gawryluk przestawiła Polsat na język całkowicie spolegliwy wobec PiS-u i agresywny wobec opozycji. Miało to szczególne znaczenie w wyborach samorządowych, Nie zrobiło krzywdy Koalicji Obywatelskiej, ale prawie zabiło PSL. Jednak na wsi i w małych miasteczkach Polsat jest jedynym medium prywatnym poza telewizją Kurskiego i mediami Rydzyka. Zmiana politycznej linii Polsatu domknęła tam szczelny system PiS-owskiej propagandy. Sam Zygmunt Solorz traktuje Gawryluk instrumentalnie, jako „pisowskiego zająca”. Trzyma wiele podobnych stworzeń w swoich szafach. Poprzedni szef publicystyki i informacji Polsatu, Henryk Sobierajski, człowiek o poglądach lewicowo-liberalnych, nie został wyrzucony z pracy, ale na bardzo komfortowych warunkach został szefem agencji produkcyjnej, też należącej do Zygmunta Solorza, która zatrudni także innych bardziej liberalnych dziennikarzy Polsatu wycofanych z anteny. Solorz zastąpi nimi Dorotę Gawryluk i jej dziennikarzy, kiedy PiS straci władzę.

Klasycznym obywatelem Piszczykiem w polskich mediach jest Krzysztof Ziemiec. Do 2015 roku ulubieniec ludzi Bronisława Komorowskiego, którego był fanem. Katolicki i konserwatywny, ale do 2015 roku absolutnie na sposób „konserwatywnego skrzydła PO”. Od kiedy PiS przejęło telewizję publiczną Ziemiec czyta komunikaty rządu podpisane „paskami grozy”. W wywiadach i odpowiedziach na trudne przedstawia, podobnie jak profesor Kik, prezentuje najbardziej cyniczną apoteozę oportunizmu.

Męczeństwo Piszczyków

Obywatel Piszczyk w zakończeniu „Zezowatego szczęścia” prosi naczelnika więzienia, aby ten nie kazał mu wychodzić na wolność. Ma dosyć ciągłych zmian okupantów, rządzących, koloru sztandarów. Polityczna skuteczność Jarosława Kaczyńskiego polegała na tym, że wszystkim polskim Piszczykom obiecał powrót do wygodnego więzienia. Koniec męczenia się z obstawianiem wciąż nowych numerów i barw na politycznej czy ideologicznej ruletce. Ale do tego Kaczyński musiał polskiego Piszczyka przekonać, że PiS będzie w Polsce rządziło tak stabilnie i długo, jak kiedyś car i cesarze, a później liderzy sanacji czy sekretarze PZPR. Przez trzy lata mu się to udawało. Dopiero pierwsze potknięcie się PiS w dużych miastach wprowadziło całą formację polskich Piszczyków w zauważalną panikę.

Kaczyński zawsze uważał, że Polską będzie trwale rządził tylko ten, kto przekona do siebie obywatela Piszczyka, wzorcowego oportunistę, bohatera genialnego filmu Andrzeja Munka „Zezowate szczęście”.

Holtei

„Wierzę, że dzisiejsza Polska – kraj wolny i demokratyczny – to także Pana zasługa. Dlatego też byłoby wielkim zaszczytem dla mieszkańców i władz stolicy Wielkopolski, gdyby zechciał Pan przyjąć zaproszenie do Poznania – miejsca, gdzie 11 listopada stanowi fenomen radosnego, wspólnego świętowania” – napisał w zaproszeniach do byłych prezydentów Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania na Facebooku umieścił zdjęcia oficjalnych pism wystosowanych do Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego.

Jacek Jaśkowiak przypomniał, że w Poznaniu 11 listopada to także imieniny ulicy Święty Marcin. – „To kulturalny festyn, którego centralnym punktem jest barwny korowód z udziałem tysięcy poznaniaków. Świętujemy tu radośnie, chętnie dzieląc się z gośćmi naszą świętomarcińską tradycją”– napisał prezydent Poznania. Tego dnia mieszkańcy Poznania i turyści m.in. zajadają się słynnymi rogalami świętomarcińskimi.

W tym roku festyn organizowany jest w ramach programu „Pochwała Wolności”. – „Jego istotą jest refleksja nad ideą wolności oraz budowanie świadomej, aktywnej i odpowiedzialnej wspólnoty. Społeczności…

View original post 3 081 słów więcej