Tag Archives: Stanisław Gomułka

Kaczyński i jego folwark

11 Kwi

Świat i Polska po koronawirusie będą zupełnie inne. Jakie? Można odpowiedzieć: na ile nam odbierze się praw, na tyle będzie mniej wolności.

Demokracja liberalna przyjmie postaci przepoczwarzające się z demokracji głosowania korespondencyjnego w podobny absurdalny przymiotnik dodany do demokracji, który będzie służył władzy, a nie społeczeństwu.

Już dzisiaj widzimy, w jakiej pogardzie panujący (może być to: demokracja panująca, albo demokracja z namaszczenia boskiego – taki kierunek ma PiS) mają prawo, które ma obowiązywać motłoch, ale nie ich> Bardzo dokładnie to widać było podczas obchodów 10. rocznicy smoleńskiej, czy też podczas pobytu Kaczyńskiego na Powązkach, wszak cmentarze są zamknięte dla wszystkich pozostałych.

Prawo dla równych i równiejszych opisał Orwell w „Folwarku zwierząt”.

O Kaczyńskim i jego folwarku >>>

PiS nie popuści w niczym, za koryto zapłaci każdą cenę, włącznie z wyrzuceniem Polski z Unii Europejskiej, bądź śmierci Polaków podczas tzw. wyborów.

Państwowa Komisja Wyborcza orzekła, iż wyborów nie będzie w maju.

I czego się spodziewacie? Kaczyński wymieni skład PKW, który orzeknie coś przeciwnego.

O przejęciu władzy w Polsce przez populistyczną prawicę przesądził powrót martyrologicznej tradycji, która przeciwstawiła piękno heroicznej śmierci polskich bohaterów godnemu pogardy zwykłemu życiu „lemingów Tuska” – pisze Cezary Michalski. Jak dekada po katastrofie smoleńskiej zmieniła Polskę?

Czytaj wybitny esej Cezarego Michalskiego >>>

Był materiał wybuchowy, była eksplozja w skrzydle, była eksplozja w centropłacie. Było zniszczenie samolotu na skutek wybuchu” – Antoni Macierewicz w dziesiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej zapowiada nowy raport. Podobno jest już gotowy, ale publikacja będzie „troszeczkę później” – bo Wielkanoc i COVID-19.

Zaskakuje za to odpowiedź Macierewicza na pytanie o, to kiedy ładunki zostały w samolocie zamieszczone:

Więcej o wybuchowym Macierewiczu >>>

 

Policja wlepia mandaty za bieganie i spacer, ale politycy PiS łamią własne rozporządzenie na obchodach rocznicy smoleńskiej. Przerażająca wiadomość dnia: do 30 proc. zakażeń dochodzi w szpitalu lub przychodni. Trzy kraje w Europie szczyt zachorowań mają już za sobą. Ale we Francji i Wlk. Brytanii,umarło po tysiąc osób, w USA – dwa, a zakażonych jest 500 tys.

W sumie od początku epidemii mamy w Polsce 5955 osób zakażonych, z tego:

  • 318 osób wyzdrowiało,
  • 181 umarło (3 proc. wykrytych zakażeń),
  • 5 456 choruje, z tego 160 jest w stanie ciężkim.

Z powodu koronawirusa:

  • 2 409 osób przebywa w szpitalu;
  • 158 663 jest objętych kwarantanną,
  • 33 879 jest objętych nadzorem epidemiologicznym.

Więcej o stanie koronawirusa na 10. kwietnia 2020 >>>

Na Węgrzech przyznano właśnie specjalne i w zasadzie bezterminowe nowe uprawnienia premierowi Orbánowi. Ma on właściwie możliwość pozbycia się opozycji w majestacie prawa, tak samo jak resztek niezależnej prasy. Czy u nas to pójdzie też w tę stronę? Trudno powiedzieć, ale myślenie o stanach nadzwyczajnych jak o wybawieniu jest dziś bardzo nieroztropne. Takie decyzję mają swoją wagę i swoją cenę. Jak mówiłem na początku, wybór jest tu bardzo trudny, niczym w antycznej tragedii – mówi prof. Mikołaj Cześnik, socjolog i politolog, dyrektor Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

Rozmowa z prof. Mikołajem Cześnikiem >>>

Premier zapowiedział brak biurokracji plus możliwość otrzymania znacznego wsparcia. To dobrze, tylko że premier jest znany z tego, że czasem mówi rzeczy, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Premier zapewnił też, że uruchomienie linii pomocy zajmie 2-3 tygodnie. My w BCC przygotowaliśmy opinię, gdzie zwracamy uwagę, że ta pomoc jest spóźniona i nawet gdyby była rzeczywiście sprawnie zrealizowana za 2-3 tygodnie, jest spóźniona około miesiąca. W międzyczasie setki tysięcy przedsiębiorstw zbankrutuje i będziemy mieli duże spadki zatrudnienia i aktywności. To pierwszy i duży grzech tego rządu – mówi główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów prof. Stanisław Gomułka. – Premier nie wspomniał o innych środkach finansowania, niż poprzez obligacje gwarantowane przez skarb państwa. Wiadomo, że w budżecie na rok bieżący mamy wiele nadzwyczajnych dochodów, których nie będzie w 2021 roku. W marcu została wypłacona 13. emerytura kosztem 11 mld zł, zapowiedziana jest 14. emerytura. Rząd powinien się z tego wycofać, tak samo jak natychmiast powinien się wycofać z oferty gwałtownego wzrostu płacy minimalnej. Rząd i premier mówi językiem polityki, czyli dwa plus dwa równa się dowolna liczba. To zupełnie inny język, niż język ekspertów i ekonomistów – dodaje

Rozmowa z prof. Stanisławem Gomułką >>>

PiS wykorzystuje pandemię koronawirusa, by wzmocnić własną władzę i załatwić nas Polaków na lata.

Partia rządząca nigdy chyba nie przestanie mnie zadziwiać w swym konsekwentnym dążeniu do celu, którym jest władza, jedyna i niepodzielna, na lata. Każda okazja dobra, byle tylko realizować krok po kroku i pchać się do przodu, do Polski pisowskich pragnień, realizacji pragnień wciąż głodnego piedestału wodza, prezesa.

Cały felieton Tamary Olszewskiej >>>

Czas zarazy

16 Mar

Wkraczamy w czas zarazy. Ile on potrwa?

Niemniej to nie czas dla liberalizmu, ani lewicy. W takich czasach zawsze dochodzą do władzy antydemokraci, nacjonalizm prawicowy, który szafuje zagrożeniem generując największe zagrożenie z swojej strony.

PiS jest nieszczęściem dla Polski, jak koronawirus, nie poradzą sobie z niebezpieczeństwem, bo nie mają żadnych sił.

Ale społeczeństwo będzie działać i tylko na nie można liczyć. Świat wchodzi w okres chaosu, który może porwać długo. Czy zmieni się postać świata?

Raczej nie, acz będą utrzymywać, że tak. Świat w swej istocie jest liberalny i dobry – to dwie cechy, które zwyciężają zło i sztywne ideologie.

Ale dzisiaj nakłada się na to niewyobrażalny postęp technologiczny i to on może by narzędziem, za pomocą którego dominacja totalitarna zechce uzyskać władzę.

Korei Południowej pomimo początkowej wysokiej fali zachorowań na COVID-19 udało się odwrócić krzywą i wciąż ma bardzo niewiele zgonów. Tajwan, Singapur, Hong Kong znacznie spowolniły rozwój epidemii.

Podczas gdy Europa gra na czas z wirusem SARS-CoV-2 i kolejne państwa zamykają granice, albo sklepy, restauracje i bary, w Azji są miejsca, z których słychać już delikatne westchnienie ulgi.

Każde tych państw i terytoriów przyjęło nieco inną strategię. Niektóre z nich są niewielkie, inne, jak Korea, duże, jednak kilka rzeczy je łączy – doświadczenie epidemii SARS z 2003 roku i MERS z 2015 roku, subordynowane społeczeństwa, które wierzą w dobro wspólne i dobrze zorganizowane służby publiczne.

O walce z koronawirusem w Azji tutaj >>>

„Spróbujmy skorzystać z szansy, aby to niezwykle ciężkie doświadczenie umocniło naszą społeczną empatię i poczucie obywatelskości” – pisze Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Potrzebna jest nowa solidarność

Musimy również pamiętać, że zagrożenie epidemiologiczne wiąże się ze strachem. To uczucie towarzyszy obywatelom naszego państwa, także nam samym. Ale strach nie powinien kierować naszymi działaniami. Nie powinien stać się kolejną chorobą, która nam zagraża – na co zwraca uwagę włoski pisarz Gianfranco Carofiglio.

Wzywa, powołując się na Franklina D. Roosevelta, aby „pokonać go mając za broń naszą inteligencję, bo nieopanowany strach prowadzi do katastrofalnych skutków” (cytat za „Tygodnikiem Powszechnym” z 8 marca 2020 r.). Dlatego też naszą obroną może być racjonalne podejście, znajomość standardów prawnych oraz staranność w przestrzeganiu procedur.

Więcej pisania Adama Bodnara tutaj >>>

„Przebujaliśmy się przez te 30 lat. Kończy się okres łatwego pieniądza, łatwego bezpieczeństwa i łatwej niepodległości „.

Więcej rozmowy z Bartłomiejem Radziejewskim >>>

Podczas gdy Polska zmaga się z rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2, o prezesie PiS słychać niewiele. Gdzie się podział? Media donoszą, że w ostatnią niedzielę Jarosław Kaczyński nie skorzystał z dyspensy udzielonej przez biskupa i udał się na mszę świętą.

Więcej o Kaczyńskim >>>

Polak przebywający w tej chwili za granicą ma wrażenie, że żyje w dwóch różnych rzeczywistościach. Jedna z nich to rzeczywistość, w której władza jest silna, druga to rzeczywistość prawdziwa, w której żyją miliony ludzi będących ofiarami i królikami doświadczalnymi „silnej” i „sprawczej” populistycznej władzy. Jako Polak próbujący wrócić do kraju (dzieci, koty, praca… jest parę powodów) z akademicko-konferencyjno-zawodowego wyjazdu do USA znalazłem się w tej drugiej rzeczywistości – pisze Cezary Michalski.

Esej Cezarego Michalskiego >>>

Gdyby nie było tych większych wydatków w ostatnich kilku latach, to można by teraz finansować działania antykryzysowe poprzez zmniejszenie nadwyżki budżetowej, a nie poprzez wzrost długu publicznego. Wiele krajów w ostatnich latach miało nadwyżkę, ale nie Polska. Mieliśmy deficyt, szczególnie w obszarze sektora finansowego, pomimo bardzo dobrej koniunktury.Teraz ta  zbyt rozrzutna polityka państwa podyktowana względami politycznymi odbije się na finansach publicznych i wiarygodności Polski – mówi prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista BCC. Pytamy o koszty kryzysu wywołanego koronawirusem, globalne spowolnienie ekonomiczne i możliwe scenariusze, niestety nie najlepsze. – Nie bez powodu mamy silne osłabienie złotego względem innych walut albo ucieczkę kapitału zagranicznego. Jeżeli dojdą do tego nowe informacje dotyczące finansów publicznych, to będziemy mieć potwierdzenie dla inwestorów krajowych i zagranicznych, że temu rządowi nie można ufać – mówi.

Cała rozmowa z prof. Gomułką >>>

Radykalne decyzje władzy testującej swoje nowe ustawowe uprawnienia, przysparzają Polakom małych kłopotów, dużych problemów życiowych, a często i dramatów. Po raz pierwszy od stanu wojennego w PRL tysiące rodzin nie spotka się w komplecie przy świątecznym stole. Setki tysięcy ludzi – właścicieli małych firm transportowych, usługowych, gastronomicznych, turystycznych, a także stoisk w zamykanych galeriach – poniosą dotkliwe straty, a niektórym zajrzy w oczy realna wizja bankructwa. Rzesze pracujących na umowy o dzieło czy na zlecenia, ludzie kultury i wolnych zawodów, pozostają bez środków do życia. Niezliczonym jeszcze chorym, którzy w najbliższych tygodniach mieli zaplanowane operacje, przyjdzie cierpieć do niewiadomokiedy…

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Lider opozycji Małgorzata Kidawa-Błońska

15 Paźdź

– Na pewno nie był to imponujący wynik – mówiła w TVN24 Małgorzata Kidawa-Błońska o liczbie głosów zebranych przez Grzegorza Schetynę. Polityk PO zapewniała przy tym, że lider jej partii zrobił wiele dobrego w trakcie kampanii. Nie chciała za to powiedzieć, czy będzie kandydować na fotel szefa PO.

Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna dostał co prawda mandat w okręgu nr 3 (Wrocław), ale jego wynik jako „jedynki” list Koalicji Obywatelskiej pozostawia wiele do życzenia. Mirosława Stachowiak-Różecka (kandydatka PiS w wyborach na prezydenta Wrocławia z 2018 roku) zdobyła ponad 91 tys. głosów, a Schetyna niecałe 67 tys.

„Kropce nad i” w TVN24 o ten wynik lidera PO pytana była Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO na premiera w tegorocznych wyborach. – Na pewno nie był to imponujący wynik – oceniła polityk Platformy Obywatelskiej. Sama Kidawa-Błońska ma powody do zadowolenia, bo w Warszawie zgarnęła ponad 416 tys. głosów, stając się „lokomotywą” listy KO w stolicy.

Można o Grzegorzu Schetynie wiele mówić, ale nie można mu odmówić woli walki i tego, że naprawdę chciał i robił wszystko, żeby powstała szeroka koalicja, żeby powstrzymać to, co robi PiS i robił wszystko, żeby uzyskać większość w Senacie. To nie Grzegorz Schetyna jest problemem w tych wyborach

– mówiła Kidawa-Błońska, dodając przy tym, co padało również z ust Schetyny, że rywal KO, czyli PiS „nie przestrzegało żadnych reguł”.

Wybory parlamentarne 2019. Kidawa-Błońska szefową PO?

Wicemarszałek Sejmu oceniła też, że na pewno potrzebne będzie „rozliczenie kampanii”, napomknęła również, że przecież w PO są pewne procedury, a od stycznia startuje wewnętrzna kampania. Natomiast w lutym możliwa jest zmiana szefa partii. Nie chciała jednak odpowiedzieć wprost na pytanie, czy będzie kandydować na szefową PO, mówiąc:

Pierwsze, co musimy zrobić, to podsumować tę kampanię i na zimno bez emocji ją ocenić. Drugi krok to stworzyć klub, a trzeci to wstąpić w proces wyborczy na szefa partii.

Dobrze jest czasem być strasznym pesymistą, bo potem cieszy byle co.

Ale tak: cieszy mnie silna opozycja w sejmie: sporo nowych twarzy, silnych głosów i mądrych poglądów (brawo dziewczyny z Kongresu Kobiet!!). Nie będzie to opozycja potulna i kunktatorska. Będzie to opozycja waleczna.

Poza tym cieszy mnie, że Prezes, który zmobilizował tyle środków na wybory: rozkręcił Kościół, oplótł Polskę różańcem, obwiesił bilbordami swoich wyznawców i rozkręcił medialną machinę kłamstw, otrzymał mniej niż zapłacił. Bo z pewnością liczył na więcej.

Za cztery lata to już zdrowie prezesa będzie nie to i mniej pieniędzy na jego polityczne ambicje (chyba że wycofa się z obietnic), więc nie da rady. Rzecz jasna może wprowadzić stan wojenny; będzie wtedy taniej i skuteczniej dla utrzymania władzy ale w demokracji już nie wygra.  A rolą opozycji jest przede wszystkim przywrócić funkcje parlamentu, żeby nie był kościołem jednego polityka.

Materiał filmowy >>>

Czyżby Prawo i Sprawiedliwość wycofywało się z przedwyborczych obietnic? Jeszcze niedawno Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński obiecywali „piątkę na 100 dni” (budowę 100 obwodnic, mały ZUS dla małych firm etc.), która miała być planem rządu na pierwsze 100 dni po wyborach. Okazuje się, że Zjednoczona Prawica zapomina o swoich wyborcach i nie jest zbyt skłonna do realizacji wcześniejszych zapowiedzi.

W ciągu pierwszych 100 dni zostaną uchwalone ustawy albo przygotowane programy rządowe dot. małego ZUS13. i 14. emerytury, pakietu kontrolnych badań profilaktycznych, budowy 100 obwodnic i planu dojścia do równych dopłat dla rolników” – obiecywał na początku października prezes Kaczyński, który wypowiedział te słowa na wspólnej konferencji z premierem Morawieckim.

Do tematu powrócił minister Michał Dworczyk z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. „My tego nie mówiliśmy, że (założenia „piątki na 100 dni”) zostaną w ciągu stu dni zrealizowane. Część ustaw pewnie uda się uchwalić, część trafi do Sejmu jako projekty rządowe. Proces legislacyjny ma też swoją dynamikę, więc może się nie udać wszystkich tych projektów uchwalić w ciągu pierwszych stu dni, czyli trzech miesięcy” – przyznał w rozmowie w Radiu ZET.

Możliwość realizacji „piątki na 100 dni” jest również krytykowana przez ekonomistów. Stanisław Gomułka uważa, że rząd jest w stanie wypłacić 13. emeryturę, jednak wypłata 14. jest zwyczajnie niemożliwa i doprowadziłaby do pojawienia się w budżecie dużego deficytu. „Po prostu pojawi się deficyt, którego w pierwszej wersji nie było. Nie sądzę bowiem, że PiS wycofa się ze wszystkich obietnic, raczej tylko z obietnicy wypłaty czternastej emerytury. Trzynastą wypłaci, bo inaczej wyborcy przeżyliby szok” – stwierdził Gomułka w powyborczej rozmowie z Bussines Insider Polska. Takie rozdawnictwo pieniędzy – zdaniem ekonomisty – doprowadzi do tego, że w latach 2020-2021 rząd „będzie musiał zacisnąć pasa”.

Równie krytyczny jest Witold Orłowski, który uważa, że dojdzie do wzrostu inflacji i spadku tempa gospodarczego wzrostu. Świadczenia obiecywane przez PiS – według Orłowskiego – będą miały wyłącznie jednorazowy charakter; bardziej przydatne miałoby być wprowadzenie nowych, innowacyjnych rozwiązań i zwiększenie konkurencyjności gospodarki.

Ponadto – jak podkreśla Orłowski – realizacja obietnic przyczyni się do najprawdopodobniej do nieuniknionego podwyższenia podatków. Już wcześniej liczni ekonomiści poddawali krytyce propozycje gospodarcze Prawa i Sprawiedliwości; skrytykowano m.in. pomysł podwyższenia płacy minimalnej do 4000 zł.

Komentarz Waldemara Mystkowskiego tuż po ogłoszeniu wyników wyborów (fragment):

PiS wygrało wybory, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie formowała rząd. Czy nadal premierem będzie Mateusz Morawiecki, czy jednak Jarosław Kaczyński zdecyduje się ziścić swoje marzenia i wziąć rząd w swoje ręce, z punktu opozycji nie jest ważne.

Mimo, że PiS osiągnął najlepszy wynik wyborczy po 1989 roku, nie jest on lepszy od całej opozycji – pomijając Konfederację Korwin-Mikkego. Koalicji Obywatelskiej, SLD-Lewicy i PSL-owi należy się solidna refleksja, gdyż osiągnęli razem (wg latte poll) poparcie 48,9 proc. wyborców wobec 43,6 PiS.

Trudno więc będzie propagandowo motywować bezprawie i łamanie Konstytucji przyzwoleniem mitycznego suwerena, bo akurat większy suweren jest po stronie opozycji.

Mniejszy suweren wysyła na Wiejską więcej przedstawicieli niż większy. I to jest ten paradoks przeliczenia głosów wg metody d’Hondta.

Więcej >>>

Interes PiS jest najważniejszy. Na marginesie afery KNF

20 List

Cel ideologiczny stał się ważniejszy niż finansowy interes państwa. A to niesie za sobą poważne niebezpieczeństwo, czyli utratę zaufania do systemu bankowego. Taki plan nie powinien powstać, a pan Zdzisław Sokal, jeśli istotnie jest autorem takiego planu, powinien jak najszybciej przestać pełnić jakiekolwiek funkcje w systemie finansowym kraju. Czy prezydent jeszcze mu ufa? – pyta prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista BCC. Jego zdaniem, afera KNF jest groźniejsza niż afera Rywina. – Tylko tam osoba prywatna przyszła do osoby prywatnej, a w tym wypadku osoba prywatna przychodzi do szefa ważnej instytucji państwowej i razem idą do szefa innej ważnej instytucji państwowej – mówi. – Jedno jest pewne: Adam Glapiński o wszystkim wiedział i miał świadomość zagrożeń – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Czy to, czego dowiadujemy się od prawie tygodnia w tzw. aferze KNF, może być początkiem największej afery finansowej w historii III RP?

PROF. STANISŁAW GOMUŁKA: Jest ryzyko, że to może się przekształcić w niezwykle dużą i kosztowną dla państwa aferę. Może, ale nie musi. To zależy od tego, jak będą się zachowywać decydenci i co stanie się z bankami biznesmena Leszka Czarneckiego.

To przede wszystkim afera korupcyjna, czy coś więcej?
Jest tam oczywiście aspekt korupcyjny, chodzi o propozycję pana Marka Chrzanowskiego skierowaną do biznesmena. Z punktu widzenia oceny całości ta propozycja to jednak stosunkowo mała, ale kompromitująca sprawa, zapewne, sądzę, o charakterze kryminalnym.

Problem polega jednak głównie na tym, że gdyby doszło do bankructwa Getin Noble Banku i Idea Banku, to ci, którzy trzymali tam depozyty o wartości poniżej 100 tys. euro, musieliby otrzymać pieniądze z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czyli ze składek banków, być może częściowo także ze Skarbu Państwa. A z tego, co mi wiadomo, były tam zgromadzone depozyty o wartości ok. 60 mld zł. To jest skala kosztów afery w najgorszym przypadku.

A gdyby zadziałał tzw. plan Zdzisława, czyli doprowadzenia do upadku banku, a potem przejęcia go przez jakiś bank za złotówkę?
To byłoby też bardzo ryzykowne działanie ze strony państwa, głównie dla podatnika. Chociaż w tym przypadku nie ma wypływu pieniędzy z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ale kupujący bank, nie wiedząc na przykład, jaka jest jakość kredytów udzielonych przez te dwa banki, musiałby zastrzec w umowie kupna otrzymanie gwarancji ze Skarbu Państwa, że pokryje koszty związane z błędną oceną wartości aktywów banków w postaci kredytów.

Nie można pomóc tym bankom?
Można, i to jest trzeci, najlepszy wariant. Tyle że propozycja korupcyjna uczyniła go trudniejszym do przeprowadzenia. NBP powinien był od razu doprowadzić do sytuacji, w której banki pana Czarneckiego odzyskałyby wiarygodność i nie doszłoby ani do bankructwa, ani do gwałtownej przeceny.

Pan Czarnecki, jak rozumiem, dokapitalizował oba banki własnymi środkami na znaczną kwotę, ale to widocznie było za mało. Niestety, niewykluczone, że po upublicznieniu rozmowy w „cztery oczy” ta „cena” odzyskania zaufania znacznie wzrosła.

Minister finansów, która w poniedziałek rano zabrała głos po raz pierwszy od wybuchu afery, zadeklarowała „natychmiastową gotowość do tego, aby w razie potrzeby wspierać stabilność systemu finansowego”. Co to oznacza?
Komitet Stabilności Finansowej doszedł do wniosku, że wariant „płynnościowy”, właśnie trzeci z punktu widzenia interesu państwa, jest najlepszy. Chodzi właśnie o to, aby nie dopuścić ani do bankructwa, ani dużego spadku wartości. Do tego potrzebna jest bezpośrednia współpraca NBP z bankami pana Czarneckiego. Celem powinna być obrona wiarygodności banków i na tym od początku powinno wszystkim zależeć.

Taka współpraca została podana w wątpliwość z chwilą złożenia korupcyjnej propozycji przez szefa KNF. To zakłóciło relacje między właścicielem banków i instytucjami państwowymi. W tej chwili chodzi także o odzyskanie wzajemnego zaufania. To nigdy nie powinno się wydarzyć.

Nie powinien powstać także „plan Zdzisława”? Leszek Czarnecki podczas nagranej rozmowy mówi o nim wprost „kradzież systemowa”.
To nie był dobry plan i w takiej postaci nigdy nie powinien powstać. Pan Czarnecki ma rację – to jest kradzież. On straciłby przecież wszystko, a te banki, pomimo problemów, są jednak coś warte. Poza tym w takim wypadku musiałby się pojawić bank, który nie tylko zapłaciłby złotówkę, ale także przejął obsługę depozytariuszy i opiekę nad udzielonymi kredytami, o których jakości wiedza jest jednak ograniczona. To bardzo ryzykowne działanie.

Z nagranej rozmowy wynika, że miałby to zrobić bank PKO BP.
To wtedy ten bank miałby kłopoty.

Dlaczego w takim razie w ogóle powstał plan przejęcia banku za złotówkę? Chodzi o szerszy plan nacjonalizacji prywatnych banków?
Wydaje mi się, że właśnie o to chodzi. Ważniejsza stała się ideologia niż argumenty ekonomiczne. Plan takiego „wrogiego przejęcia” został dopiero teraz przez Komitet Stabilności Finansowej odrzucony. Przewodnicząca Komitetu, czyli minister finansów, musi przecież zdawać sobie sprawę z konsekwencji dla stabilności systemu bankowego i budżetu państwa. Przed tą decyzją KSF

instytucje państwowe myślały o działaniu, które zmniejsza zaufanie do jednego albo dwóch ważnych banków, tylko po to, aby zrealizować cel ideologiczny, czyli upaństwowienie banku. Jednym słowem, cel ideologiczny stał się ważniejszy niż finansowy interes państwa. A to niesie za sobą poważne niebezpieczeństwo, czyli utratę zaufania do systemu bankowego.

Taki plan nie powinien powstać, a pan Zdzisław Sokal, jeśli istotnie jest autorem takiego planu, powinien jak najszybciej przestać pełnić jakiekolwiek funkcje w systemie finansowym kraju. Czy prezydent jeszcze mu ufa?

Dobre pytanie…
Wydaje mi się, że po decyzji Komitetu Stabilności Finansowej rządzący będą chcieli uznać, że sprawa jest zakończona. Będą tłumaczyli, że pan Marek Chrzanowski i być może także Zdzisław Sokal popełnili poważne błędy i narazili na szwank wizerunek instytucji państwowych.

Dla mnie najważniejsze jest to, aby jednak doszło do porozumienia między panem Leszkiem Czarneckim a stroną państwową. Tylko to może utrzymać stabilność systemu finansowego stosunkowo niewielkim kosztem.

Komitet Stabilności Finansowej zbiera się w tajemnicy w niedzielę w nocy. To wygląda bardziej na paniczne działanie…
To jest kryzysowa sytuacja. Komitet Stabilności Finansowej powinien się zebrać znacznie wcześniej. Przede wszystkim, gdyby instytucje działały normalnie, to prezes NBP powinien poinformować ministra finansów, jak tylko dowiedział się o tym, że powstał plan przejęcia banku. Nie wiem, czy były jakieś kontakty i rozmowy się odbyły, ale podejrzewam, że nie.

Jedno jest pewne – Adam Glapiński o wszystkim wiedział i miał świadomość zagrożeń.

To mógł być szerszy układ? Panowie mogli działać na polityczne zlecenie?
Nie znam tak dobrze prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że on nie interesuje się technicznymi sprawami, ale ma pełne zaufanie do pana Adama Glapińskiego.

Gdzie w tym wszystkim jest były bankier, obecny premier Mateusz Morawiecki?
Premier na co dzień nie może się interesować takimi rzeczami, od tego jest prezes NBP i minister finansów. Tak powinno być. Jak było, tego oczywiście nie wiem.

„Wszystko jest pod kontrolą, sytuacja jest stabilna” – zapewnia prezes NBP Adam Glapiński. Należy tym słowom wierzyć?
Wiarygodność pana prezesa została poważnie nadszarpnięta. W normalnej sytuacji takie słowa powinny wystarczyć.

To powinien być powód jego dymisji?
Prezes NBP jest stanowiskiem kadencyjnym. Nie można go tak po prostu usunąć, z wyjątkiem nadzwyczajnych sytuacji. Należałoby udowodnić, że działał niezgodnie z prawem. W tym przypadku to może okazać się niemożliwe.

Myślę, że on się do dymisji nie poda i do niej nie dojdzie. Problem polega na tym, że wielu z nominatów PiS-u to są ludzie, którzy kierują się względami ideologicznymi. Jarosław Kaczyński nie akceptuje ważnych nominacji spoza PiS-u. Dlatego odpowiedzialność za tę sytuację dotyka także kierownictwa partii rządzącej.

Politycznie to dla PiS-u będzie twardy orzech do zgryzienia?
To zależy od tego, jak afera zostanie przyjęta przez opinię publiczną. Dla „twardego elektoratu” PiS-u to jest zapewne mało znaczące wydarzenie. Wśród krytyków PiS-u potwierdzi przekonanie, że względy ideologiczne są szkodliwe, nie tylko w obszarze sądownictwa.

Ludzie zobaczą, że zasady moralne, o których często mówi Jarosław Kaczyński, PiS nie muszą obowiązywać, najważniejsza za to staje się ideologia. Podobnie zresztą myśli premier – podoba mu się kontrola przez władze państwowe gospodarki, a jego stosunek do prywatnej własności jest „zdystansowany”. Ideologia nie powinna mieć takiego dużego wpływu na decyzje polityczne w obszarze gospodarki .

Opozycja porównuje aferę KNF do afery Rywina. Słusznie?
Są oczywiście elementy podobne. Tylko tam osoba prywatna przyszła do osoby prywatnej, a w tym wypadku osoba prywatna przychodzi do szefa ważnej instytucji państwowej i razem idą do szefa innej ważnej instytucji państwowej.

Czyli z punktu widzenia państwa ta afera jest groźniejsza?
Tak. Istotna różnica jest też taka, że wtedy powstała komisja śledcza, a teraz

w kontrolowanym przez PiS Sejmie taka komisja nie powstanie. To ograniczy koszt polityczny. Jego ograniczeniem było też usunięcie szefa KNF-u.

Skoro ideologia zaczyna „grać pierwsze skrzypce”, to w Polsce własność prywatna jest zagrożona?
Takie zagrożenie jest widoczne także w ostatniej propozycji Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości przedstawił projekt ustawy, który pozwala na przejmowanie przez państwo prywatnych przedsiębiorstw, jeżeli jest podejrzenie niezgodnej z prawem działalności. Projekt został już zaakceptowany przez Komitet Stały Rady Ministrów, a niedługo zapewne zostanie przyjęty na posiedzeniu rządu. Ten projekt jest też wynikiem ideologii, o której mówimy.

PiS nie wycofał się także z poprawki nazwanej „bank za złotówkę”, która umożliwia przejęcia banków za zgodą KNF. To element ideologicznego planu?
Nie wiemy jeszcze, kto posłom „podrzucił” taką poprawkę. Szef KNF mógł działać na przykład w porozumieniu z szefem NBP. Ale ta poprawka świadczy o tym, że ideologia nacjonalizacji nadal funkcjonuje i ma zwolenników na szczytach władzy.