Tag Archives: Stanisław Gądecki

Wartość kleru

26 Maj

Kuria w Poznaniu nie zgadza się na ujawnienie materiałów ws. byłego księdza oskarżonego o molestowanie seksualne. Duchowni powołują się na tajemnicę zawodową, z której zostali zwolnieni w ubiegłym roku.

W sprawie chodzi o byłego duchownego katolickiego z Chodzieży. Mężczyzna miał dopuścić się czynów pedofilskich względem ministranta. Media informowały o sytuacji już w 2017 roku.

Wikary z Chodzieży po ujawnieniu skandalu był przenoszony do kolejnych parafii. Po kolejnej przeprowadzce został w końcu przeniesiony do stanu świeckiego. Postępowanie w jego sprawie umorzono, gdyż śledczy nie znaleźli żadnych dowodów, które miałyby świadczyć o winie oskarżonego.

Obecnie wznowiono postępowanie. Mężczyzna, który miał paść ofiarą wikariusza, deklaruje, że ksiądz nie tylko go molestował, ale również wpędził w alkoholizm. Duchowny początkowo przyznał się do nadużyć względem mężczyzny, jednak później wszystkiemu zaprzeczył.

Postępowanie mogłoby ruszyć do przodu, gdyby nie to, że poznańska kuria konsekwentnie odmawia udostępnienia akt dotyczących wikarego z Chodzieży.  W grudniu 2018 roku prokuratura zwolniła arcybiskupa Stanisława Gądeckiego i podległych mu księży z obowiązku dochowania tajemnicy służbowej. Pomimo tego duchowni dalej odmawiają współpracy, a nawet zgłosili zażalenie na działania prokuratora.

Arcybiskup Gądecki deklarował, że po ujawnieniu nowych skandali, Kościół jeszcze surowiej zwalczać będzie panujące w nim zjawisko pedofilii. Cóż, między deklaracjami a czynami jest spora przepaść…

Nieistniejąca kronika nieistniejącego Kpinomira posłużyła abp Jędraszewskiemu do uzasadnienia tezy o jedności narodu, państwa i Kościoła.

To będzie opowieść o Marku Jędraszewskim, zastępcy przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupie metropolicie krakowskim, a uprzednio łódzkim, profesorze nauk teologicznych i profesorze nadzwyczajnym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Proszę jednak Szanownych Czytelników o chwilę cierpliwości i skupienia. Zanim do Jędraszewskiego dojdziemy, musimy trochę cofnąć się w czasie i kilka słów powiedzieć o człowieku, który Polskę ochrzcił w roku 966.

Co pisał Kpinomir

Mieszko I był wojem chwackim i jurnym. Jak podaje Gal Anonim, przed przyjęciem chrześcijaństwa i ślubem z Czeszką Dobrawą miał siedem żon, których imiona do niedawna były nieznane. Dopiero w 2016 r. zajmujący się Polską i żyjący tu amerykański historyk Philip Earl Steele ujawnił je w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej”. Na trop naprowadziło go odkrycie sensacyjnego dokumentu, o którym tak opowiada:

„Tytuł po łacinie brzmi: ‘Vita Mesconis’ – czyli ‘Żywot Mieszka’. Autorem tekstu jest ksiądz, który przybył w orszaku Dobrawy do Wielkopolski w roku 965, gdy Czeszka miała poślubić Mieszka I. Nazywał się on wtedy Kpinomir i służył Dobrawie w roli adiutor fidei, czyli był jej spowiednikiem. Ksiądz Kpinomir pozostał w Gnieźnie ok. 12 lat, do przedwczesnej śmierci Dobrawy w 977 r. – po czym wrócił do Pragi. Dzieło o Mieszku trafiło do Klasztoru na Břevnovie, pierwszego u Czechów. Biblioteka klasztorna była w zdolnych rękach przeora Rechotosława, który schował ‘Żywot’ w specjalnej skrzynce w murze. Dzięki niemu tekst zachował się do naszych czasów”.

Odkrycie tego dokumentu pozwoliło ustalić, jak nazywały się pogańskie żony założyciela państwa polskiego. Steele opowiada na łamach „Rzeczpospolitej”: „Były to najpiękniejsze białogłowy z najważniejszych grodów. Mieszko nie żądał córki pana grodu, ale raczej najpiękniejszej młodej damy w grodzie. ‘Uroda, nie urodzenie – podaje Kpinomir – była najważniejsza dla niego’. Otrzymał po jednej żonie z Poznania, Kalisza, Giecza, Grzybowa i Kruszwicy – nawet znamy ich imiona: Całusława, Biustyna, Błogomina, Udowita i Pieściwoja. Natomiast z Gniezna Mieszko dostał dwie bliźniaczki: Rębichę i Pępichę”.

Jak podaje za Kpinomirem Steele, „na początku Mieszko chciał uczynić Dobrawę pierwszą wśród sobie równych (prima inter pares), ale odrzuciła ona tę ofertę. Ostatecznie Mieszko się jej poddał. Kpinomir pisze, że Dobrawa była w jego oczach piękniejsza od innych żon; że Mieszko znalazł w niej mocniejsze oparcie i głębsze zrozumienie; i przede wszystkim, że Mieszko uwierzył w jej obietnice, iż Bóg chrześcijański go pobłogosławi i że światłość niebiańska nawiedzi królestwo polskie”.

Rewelacje zawarte w wywiadzie zatytułowanym „Zapiski Kpinomira. Życie erotyczne Mieszka I” mogą budzić pewne podejrzenia, jednak sprawę ostatecznie wyjaśnia podpis pod tekstem: „Rozmawiał 1 kwietnia 2016 r. Philip Earl Steele”. Amerykański historyk rozmawiał sam ze sobą, a tekst rzekomego wywiadu ukazał się 1 kwietnia 2016 r. W prima aprilis.

Abp prof. Jędraszewski: Taka właśnie jest Polska

Publikacja przeszłaby pewnie bez większego echa, gdyby nie prof. abp Jędraszewski. W roku 2017 ukazał się kolejny numer niezwykle poważnego naukowego kwartalnika pt. „Łódzkie Studia Teologiczne” wydawanego przez Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi. Dla podkreślenia rangi publikacja nosi też angielski tytuł „Łódź Theological Studies Quarterly”, a wszystkie polskojęzyczne artykuły opatrzone są streszczeniami po angielsku.

Numer 2 kwartalnika z 2017 r. otwiera artykuł abp. Marka Jędraszewskiego zatytułowany „Chrzest Polski” („The Baptism of Poland”). Przy nazwisku autora podano nazwę jego macierzystego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, a przypis informuje, że tekst jest opracowaniem wykładu, jaki abp prof. Jędraszewski wygłosił 18 października 2016 r. w siedzibie Biblioteki Polskiej w Paryżu.

W artykule tym abp Jędraszewski głosi pochwałę symbiozy Kościoła, państwa i społeczeństwa, stwierdzając w końcowym akapicie: „Raz jeszcze wracamy do tej szczególnej jedności dziejów Kościoła, narodu i państwa w Polsce. Kiedy w tym roku uroczyście przeżywamy 1050. rocznicę Chrztu naszej Ojczyzny, pragniemy z dumą powiedzieć: taka właśnie jest Polska i jako taka w imię europejskiej tolerancji pragnie być rozumiana i uszanowana”.

W artykule czytamy: „Właśnie poprzez rodzinę zaczyna się prawdziwa rewolucja obyczajowa, znajdująca swój fundament w chrześcijaństwie. Była to rewolucja, której na sobie doświadczył także sam Mieszko I. Przed przyjęciem chrztu był bowiem zmuszony oddalić siedem żon, które dotychczas posiadał. Według Kpinomira, spowiednika Dobrawy, który w kronice zatytułowanej Vita Mesconis – Żywot Mieszka – przekazał nam nawet ich imiona, Mieszko I podjął decyzję o ich oddaleniu na skutek zabiegów swojej nowej czeskiej małżonki”.

Arcybiskup niechcący zdemaskował źródła ideologii katolicko-narodowej

Czytelnik przeciera oczy ze zdumienia. Primaaprilisowy żart amerykańskiego historyka posłużył abp Jędraszewskiemu (profesorowi!) jako uzasadnienie rzekomo naukowych tez. Nieistniejąca kronika nieistniejącego Kpinomira ma być argumentem w artykule publikowanym w ponoć poważnym kwartalniku akademickim, w którego stopce aż roi się od utytułowanych księży profesorów, z ks. prof. dr hab. Pawłem Bortkiewiczem (nadwornym autorytetem Radia Maryja) na czele. Ci wszyscy profesorowie nie byli w stanie poznać się na żarcie, który bez trudu wyłapałby w miarę bystry licealista. To oczywiście rzuca światło na ich kwalifikacje i jaskrawo ukazuje, ile naprawdę warte są w ich przypadku tytuły naukowe.

A może to nie tylko kwestia kompetencji, ale także obyczajów panujących w hierarchicznej społeczności kościelnej? Tu nikt nie ma śmiałości krytycznym okiem spojrzeć na tekst człowieka wyższego rangą. No bo skoro sam arcybiskup tak napisał, to mamy do czynienia z prawdą objawioną i niepodważalną.

Co gorsza, sprawa demaskuje też poziom etyczny i rzetelność abp Jędraszewskiego jako naukowca – w bibliografii zamieszczonej pod artykułem nie ma żadnej wzmianki o primaaprilisowym artykule z „Rzeczpospolitej”, wymieniony jest tylko tytuł książki amerykańskiego historyka Philipa Steele’a „Nawrócenie i chrzest Mieszka I”. Jednak w tej książce Steele o żadnym „Kpinomirze” nie pisze.

Na koniec warto też jednak wyrazić radość – w sumie bardzo dobrze się stało. Wpadka abp Jędraszewskiego naocznie ukazuje, jakie są faktyczne i naukowe podstawy tez formułowanych przez ideologów głoszących hasło „Bóg, honor, ojczyzna” i zmierzających do podporządkowania obywateli państwu, a państwa Kościołowi.

Reklamy

Krzysztof Brejza pyta Morawieckiego o jego majątek zdobyty krętactwami i oszustwami. Taki to ancymonek z premiera

20 Maj

Krzysztof Brejza o zakupie przez Matusza Morawieckiego i jego żonę działki od Kościoła we Wrocławiu.

>>>

Proboszcz, który okazyjnie sprzedał Morawieckiemu działki, warte dziś 100 razy więcej, po objęciu funkcji premiera przez obrotnego działkowca awansował na stopień generał. Mimo, że od lat był już przeniesiony do rezerwy. No, grubo… #AferaMorawieckiego

Mateusz Morawiecki ustami swoich współpracowników zareagował na poniedziałkowe doniesienia Gazety Wyborczej na swój temat.

Według Gazety Wyborczej Mateusz Morawiecki wraz z żoną kupił od Kościoła działkę na wrocławskim Oporowie. Zapłacił za nią 700 tys. zł, kiedy była ona warta 4 mln zł. 17 lat od transakcji, ze względu na planowane inwestycje, grunty te są warte sto razy więcej, nawet 70 milionów złotych.

Reakcja Morawieckiego 

Tekst „Gazety Wyborczej” narusza dobra osobiste premiera Mateusza Morawieckiego i jego żony. Podjęli oni decyzję o skierowaniu sprawy na drogę sądową z żądaniem sprostowania zawartych w nim kłamstw i manipulacji – oświadczyło Centrum Informacji Rządu. 

Jarosław Kurski (wicenaczelny Gazety Wyborczej): W 2002 r. PMM kupił grunty od Kościoła. Za działki warte 4 mln zł zapłacił 700 tys. Dziś warte są sto razy więcej, ok. 70 mln. Nie ma po nich śladu w oświadczeniu majątkowym szefa rządu. Gdy pytamy o to premiera, przyłapujemy Morawieckich na kłamstwie.Działka dostępna była dla wąskiej elity ówczesnej lokalnej władzy, ludzi poinformowanych i zaprzyjaźnionych z wrocławską kurią. Zarabiał i Kościół, i Morawieccy. Tracił skarb. PMM to modelowy przykład uwłaszczonej na majątku państwa nomenklatury III RP. Premier Morawiecki grozi nam Gazecie Wyborczej pozwem. Ufamy, że dotrzyma słowa. Wprost nie możemy doczekać się procesu. Powołamy świadków, zażądamy dokumentów, zadamy PMM pytania, na które nie chciał nam odpowiedzieć. Panie Premierze, czekamy!

Mateusz Morawiecki w poniedziałek rano odgrażał się Gazecie Wyborczej, że pozwie ją za tekst dotyczący zakupu przez niego i jego żonę działki we Wrocławiu. Kilka godzin później żona Morawieckiego żapowiedziała, że działka zostanie sprzedana.

>>>

Stanisław Tym skomentował w najnowszym wydaniu tygodnika „Polityka” reakcję Kościoła i obozu władzy na sprawę pedofilii w Kościele Katolicki po filmie „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.

Więcej Cezarego Michalskiego >>>

Klechy wychowują polski Ciemnogród, łożymy na to ogromny szmal. Jesteśmy g… warci, fundnęliśmy sobie piekiełko

22 Kwi

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Na słowa premiera Matusza Morawieckiego zareagowała Joanna Senyszyn (SLD).

Pedofilia kleru, Macierewicz i Przyłębska

14 Mar

Góra zrodziła mysz. Raport opracowany przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego jest małym krokiem w pożądanym kierunku. Dobrze, że w ogóle powstał, bo zmobilizował biurokrację kościelną do jakiegoś wysiłku, ale sam ojciec Adam Żak przyznał na konferencji prasowej dotyczącej raportu, że „mało wiemy”.

Rzeczywiście, mało jak na oczekiwania opinii publicznej. Zasadnicze liczby podane w raporcie to 382 zgłoszone przypadki przestępstw seksualnych popełnionych na nieletnich i 625 ich ofiar, w większości chłopców, w tym 345 poniżej 15. roku życia i 280 w grupie 15–18 lat.

Mapa pedofilii w polskim Kościele

„Przepraszam” ze strony Kościoła nie padło

Żaden nie powinien mieć miejsca, żaden nie powinien być zamiatany pod dywan, sprawcy powinni ponieść odpowiedzialność, pokrzywdzonym i ich rodzinom należą się współczucie, wsparcie i odszkodowania. Ta konkluzja nie wybrzmiała podczas konferencji prasowej tak mocno, jakby można było tego oczekiwać. Jedynym hierarchą, który powiedział o bólu i wstydzie, jaki Kościół odczuwa w związku z ustaleniami, był prymas Polski abp Wojciech Polak. Ale nawet on nie dodał: „przepraszam”.

Na dodatek inni biskupi wdawali się chwilami w mętne rozważania, rozmywające problem, który był głównym tematem, czyli przestępstwami seksualnymi w Kościele w Polsce. Abp Jędraszewski zestawił określenie „zero tolerancji” z językiem nazistów i bolszewików. Abp Gądecki ubolewał nad „lustracją” Kościoła pod kątem pedofilii przez tych, którzy nie chcieli lustracji w mediach i innych środowiskach.

Takie uwagi tworzyły zły klimat do rozmowy na poważny temat. Szkoda, bo inni reprezentanci Kościoła obecni na konferencji wydawali się do niej gotowi i przygotowani. Z medialnego punktu widzenia prezentacja była zmarnowaną okazją i porażką pod względem tonu, języka i komunikacji z opinią publiczną.

Kościół nie chce wziąć odpowiedzialności za pedofilię

Pedofilia. Liczby, których nie można zweryfikować

Rozważania, czy podane liczby są wielkie czy niewielkie w relacji do ogólnej liczby księży, seminarzystów czy ministrantów, są uprawnione, ale mniej istotne od pytania o ich wiarygodność. Jak można te liczby niezależnie zweryfikować? Nie można. Prymas Polak powiedział na konferencji, że gwarancją wiarygodności podanych statystyk jest pełna zgoda całego episkopatu na zbieranie danych dotyczących pedofilii w Kościele.

To jednak za mało, bo z raportu na ten sam temat przedstawionego w lutym papieżowi Franciszkowi przez delegację fundacji „Nie lękajcie się”, wspierającej pokrzywdzonych, wynika, że w wielu przypadkach diecezjalni biskupi milczeli, kluczyli lub wręcz chronili księży krzywdzicieli.

Mamy sytuację, w której pełny obraz skali i mechanizmów pedofilii w Kościele w Polsce raczej nie powstanie, póki sprawą nie zajmie się grupa badawcza niezależna od władz kościelnych i politycznych, a mająca mandat społeczny, tak jak działo się w Irlandii.

– Sąd kategorycznie stwierdził, że degradacja była nieważna, czym potwierdził wyrok z pierwszej instancji. Sprawiedliwości stało się zadość, nieudolne próby zdegradowania Duszy spełzły na niczym – mówi obrońca oficera mec. Antoni Kania-Sieniawski.

Sprawa bez precedensu, czyli jak działają ludzie Macierewicza

Sprawa była równie głośna, co bezprecedensowa. Latem 2016 r. ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek, czyli podwładny Antoniego Macierewicza i jeden z jego najbliższych współpracowników, zdegradował płk. Krzysztofa Duszę za to, że rzekomo przekroczył uprawnienia, udzielając wypowiedzi mediom, choć nikt nie podważył ich prawdziwości. Poza tym Dusza robił to jako szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, czyli niezależnej instytucji międzynarodowej.

Sprawa miała również inny kontekst, związany właśnie z CEK NATO, a precyzyjniej z jego wrogim przejęciem przez ludzi Macierewicza, którzy w grudniu 2015 r. pod osłoną nocy wdarli się do CEK, wyłamując zamki i prując kasy pancerne. Sprawę do dziś bada prokuratura pod kątem m.in. nielegalnego wejścia do tej instytucji.

Antoni Macierewicz mści się na oficerach wywiadu

To była pierwsza taka degradacja

Represje spadły na płk. Duszę niedługo po tym, gdy zaprotestował przeciwko wtargnięciu do CEK i próbom przejęcia Centrum bez zgody innych krajów, które je współtworzyły, głównie Słowacji. O sytuacji informował prezydenta Andrzeja Dudę.

Doszło do tego, że choć decyzja Bączka nie była prawomocna, SKW próbowało wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko Antoniemu Kani-Sieniawskiemu. Powodem miało być to, że rzekomo wprowadzał sąd w błąd, tytułując Duszę pułkownikiem na sali rozpraw.

Degradacja Duszy była pierwszą tak drastyczną sankcją, która spotkała oficera o tak wysokiej szarży od czasów stalinowskich, i kolejną decyzją Antoniego Macierewicza i jego ludzi, za którą zapłacą podatnicy. Mimo że decyzja Bączka o degradacji nie była prawomocna, wojsko wypłacało Duszy świadczenia od stopnia szeregowego, nie pułkownika. Teraz będzie musiało wyrównać mu różnicę, czyli wraz z odsetkami kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w związku z publikacją w 2007 r. słynnego raportu z likwidacji WSI. Osoby, które zostały w nim wymienione w kontekście prowadzenia nielegalnej działalności agenturalnej, wytoczyły skarbowi państwa procesy o odszkodowania. MON wypłacił około miliona złotych.

MON przyznaje, że Macierewicz ujawnił wojskowe tajemnice

W czwartek Trybunał Konstytucyjny miał ogłosić wyrok w sprawie połączonych wniosków Krajowej Rady Sądownictwa i grupy senatorów, w których kwestionują prawomocność powołania sędziów do KRS i prawo odwoływania się od wyników prowadzonych przez KRS konkursów na sędziów. Ale – po raz drugi – sprawę odroczono. Przewodnicząca składu Julia Przyłębska powiedziała, że rano odbyło się posiedzenie niejawne w sprawie tych wniosków i że wydano postanowienie o odroczeniu tego posiedzenia (na nim miał być wydany wyrok) i ogłoszenia wyroku do 25 marca. Powodu nie podała. Za to wyraźnie zdenerwowana oświadczyła, że jeden z sędziów zwrócił się do składu sądzącego z wnioskiem „poza jakimikolwiek procedurami”, „zmierzającym do tego, aby skład orzekający podjął określone czynności w ramach orzekania”.

Dodała, że informuje o tym, bo „dla składu orzekającego była to sytuacja zupełnie zaskakująca i właściwie ja mogę powiedzieć, że dla sędziego orzekającego w sądach powszechnych jest to sytuacja niebywała”.

RPO interweniuje, Muszyński przesądza

W przyszły wtorek sprawą legalności powołania KRS i działania obsadzonej przez nią Izby Dyscyplinarnej SN ma się zająć Trybunał Sprawiedliwości UE. Nie wyda jeszcze wyroku – będzie dopiero rozprawa. Spekulowano zatem, że polski TK zechce uprzedzić TSUE i wyda wyrok, że KRS została powołana w zgodzie z konstytucją. W ten sposób da rządowi pretekst do ewentualnego niepodporządkowania się wyrokowi TSUE, gdyby był inny niż wyrok TK.

Sprawujący funkcję wiceprezesa TK dubler sędziego Mariusz Muszyński opublikował kilka dni wcześniej w „Rzeczpospolitej” artykuł dowodzący, że jeśli unijne prawo (a o nim orzeka TSUE) jest sprzeczne z konstytucją krajową, kraj ma prawo odmówić stosowania tego unijnego prawa. To wyglądało na przygotowanie artyleryjskie do nieuznania wyroku TSUE w sprawie KRS.

Z kolei we wtorek RPO Adam Bodnar wystosował do TK pismo, w którym zauważył, że ogłoszenie wyroku wyznaczono przed upłynięciem 30-dniowego terminu, jaki ma on, i inne strony postępowania, na zajęcie stanowiska. A RPO ma prawo przystąpić do postępowania. Ta sytuacja „skutkować będzie nieważnością postępowania” – napisał rzecznik.

Julia Przyłębska Człowiekiem Wolności tygodnika „Sieci”

Jeden z sędziów musiał zaprotestować

Być może strach przed zarzutem nieważności jest przyczyną odroczenia posiedzenia i wyroku do 25 marca, bo 23 marca mija dla RPO termin na decyzję, czy przystąpi do postępowania, i na przesłanie swojego stanowiska.

Może właśnie o to chodziło z owym sędzią, który zażądał od składu orzekającego „podjęcia określonych czynności w ramach orzekania”? Mogło być tak, że któryś z sędziów ze składu się zbiesił i zażądał odroczenia do czasu upływu terminu dla RPO. I zapowiedział, że w przeciwnym razie złoży zdanie odrębne do wyroku, w którym napisze, że jest on nieważny?

Niewykluczone, że nowi sędziowie w TK liczą się ze zmianą władzy i wolą się zabezpieczyć przed zarzutem, że brali udział procedurze sprzecznej z prawem.

Tyle że sam TK zadbał, by wyrok mógł być podważany, dokooptowując do składu dublera Justyna Piskorskiego i w dodatku czyniąc go sprawozdawcą. W poprzednim składzie wyznaczonym do tej sprawy dublera nie było.

Tajne zgromadzenie Sędziów TK

Maszynka „dobrej zmiany” się zacięła

Ale znowu inny krok TK świadczy o tym, że chce oddalić zarzuty nieważności wyroku. Otóż pierwotnie wniosek kwestionujący prawomocność KRS wniosła sama KRS. To, że kwestionuje własną legalność, było dość kuriozalne, ale też wzbudziło wątpliwości prawników, czy wyrok wydany w sprawie takiego wniosku będzie ważny. Bo skoro organ kwestionuje własną legalność, to czy wniosek złożony do TK przez taki organ jest ważny? Wydaje się, że to mogło być powodem, dla którego miesiąc temu grupa senatorów PiS skierowała do TK niemal identyczny wniosek. A TK połączył go z wnioskiem KRS i rozpatruje łącznie.

Z tych wszystkich dziwacznych okoliczności widać, że maszynka do orzekania w TK „dobrej zmiany” się zacięła. Ponieważ dotąd TK w sprawach będących w zainteresowaniu politycznym władzy działał ściśle według interesu PiS, można postawić tezę, że PiS sam nie wie, jaki ma w tej sprawie interes – stąd chaos w działaniu.

Z jednej strony podporządkowanie się wyrokowi TSUE oznacza de facto klęskę wymiany kadrowej w sądach i zakwestionowanie prawomocności działania obu nowych izb w Sądzie Najwyższym: Kontroli Nadzwyczajnej (m.in. legalizuje wybory) i Dyscyplinarnej. Z drugiej strony niepodporządkowanie się wyrokowi TSUE oznacza frontalny konflikt z Komisją Europejską i oskarżenia o chęć polexitu, których przed wyborami PiS boi się jak ognia.

Władza nie daje jasnego sygnału, co robić, więc TK się miota i nie robi nic.

Zamach na Adamowicza 5

15 Sty

„Wiadomości” TVP informując o śmierci Pawła Adamowicza,  przekroczyły kolejne już granice. Wczorajsze wydanie prowadził z Gdańska Krzysztof Ziemiec. W jednym z materiałów zarzucono Jurkowi Owsiakowi, że po ataku na prezydenta Adamowiczanie przerwał licytacji w głównym studiu WOŚP w Warszawie. Można było też usłyszeć, że ”to policja miała rację, mówiąc, że organizowany przez Owsiaka festiwal Pol’and’Rock to impreza podwyższonego ryzyka”. Autorem materiału był Maksymilian Maszenda.

W innym materiale Maciej Sawicki mówił o mowie nienawiści. Pokazał, jak Jerzy Owsiak, wychodząc z sali po ogłoszeniu swojej rezygnacji z szefowania WOŚP, mówił: – „Szanowni państwo, dziki kraj, dziki kraj”. Sawicki przypomniał zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka przez byłego członka PO Ryszarda Cybę. Autor materiału przypomniał przykłady wypowiedzi polityków PO Nie ma nadziei dla programu o 19:30. Jedyne pokazane przykłady mowy nienawiści to politycy PO i przyjaciele. Jedyne. Pozostali politycy to najwyraźniej aniołki. Brak słów. Brawo szanowni państwo” – skomentował na Twitterze Krzysztof Berenda z RMF FM. – „Na takie coś mam nieelegancki termin „dziennikur…two”. #KurskiMusiOdejść” – napisała prawicowa blogerka Kataryna.

Większość dziennikarzy też dawała wyraz swojemu oburzeniu. – Głosem władzy i PiS-u są „Wiadomości”. Zero refleksji, zero pokory, zero powściągliwości. Hejt w służbie partii i władzy. Tacy są, takich ich stworzyła ich partia. Będzie tylko gorzej” – napisał Tomasz Lis z „Newsweeka”.

Nawet w dniu śmierci Pawła Adamowicza, w głównym wydaniu „Wiadomości” z mottem „Nie wykorzystywać tragedii politycznie”, funkcjonariusze Jarosława Olechowskiego nie zrezygnowali z narracji, że „PO wyhodowała Cybę”. Nie ma granic. Nie ma dna” – to wpis Krzysztofa Leskiego.

Mam nadzieję, że wykładowcy omawiają teraz ze studentami to, co się dzieje w TVP. Że wskazują przykłady materiałów łamiących wszelkie zasady tego zawodu i uczą, że dziennikarstwo to przekazywanie rzetelnych, zweryfikowanych informacji, bez emocji, apolitycznie, odpowiedzialnie, a kiedy trzeba przekazać tę najgorszą z wiadomości – zawsze z poszanowaniem rodziny pokrzywdzonych lub osób, które odeszły” – podsumowała Marta Bellon z „Business Insider Polska”.

„JUREK, nie możesz rezygnować z zarządzania swoim Dziełem. Naszym, wspólnym Polaków, Dziełem. Tragedia śmierci Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie ma nic wspólnego z finałem, świętem dobra. Jurek, jesteś nam potrzebny!!!” – napisała na Twitterze szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska.

Owsiak złożył rezygnację. Zachował się jak polityk, który poczuwa się do odpowiedz. za swój resort, choć sam nie zawinił. Gdy minister tak uczyni (jakże rzadko!) – premier, jego szef, może dymisji nie przyjąć. Szefem Owsiaka jesteśmy my, obywatele. Ja tej dymisji nie przyjmuję! A wy?” – to wpis senatora Marka Borowskiego.

Niejako w odpowiedzi w sieci utworzono specjalny hasztag #MuremZaOwsiakiem. Internauci przekonują twórcę WOŚP, że „mieliśmy grać do końca świata i o jeden dzień dłużej”. – „Proszę rozważyć prośby o pozostanie na czele WOŚP!!! Niech Pan nie pozbawia nas tego, co Pan zbudował – z czym jest Pan utożsamiany!”; – „Wg mnie, WOŚP, który czyni dobro nie może przegrać ze złem, które czynią źli ludzie. Mam nadzieję, że Jurek cofnie swoją decyzję. Nie dziś, nie jutro… Ale do kolejnego finału jest rok, dużo czasu na przemyślenia. To nie WOŚP winna jest śmierci P. Adamowicza, prezydenta Gdańska”; – „Jurek Owsiak jest teraz bardziej potrzebny niż nam wszystkim się wydaje. Orkiestra Świątecznej Pomocy jest tym z czego wszyscy jesteśmy dumni od lat. Ze względu na pamięć dla Pawła Adamowicza i wszystkich, którzy tworzą naszą orkiestrę Owsiak powinien zostać” – pisali internauci.

Głos w sprawie zabrał również metropolita poznański Stanisław Gądecki. – „Działalność Owsiaka przyniosła dobro. Rezygnacja w czynieniu dobra pod wpływem impulsu to nieroztropność” – powiedział abp Gądecki.

Przez lata finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był narodowym świętem dobra.
Jeden taki dzień oczyszczał nas z nalotu nienawiści.
Telewizja, wtedy publiczna, transmitowała przebieg wieczoru aż do nocy.
Ludzie byli razem, czuli się dobrze pomagając najsłabszym.

Pieniądze zawsze były uczciwie rozliczane.
Setki tysięcy dzieci i dorosłych korzystało ze sprzętu z serduszkiem.
Owsiak był uważany za super lidera Orkiestry.
Gdy PiS objął rządy wszystko się zmieniło. Po katastrofie smoleńskiej podzielili nas “bez żadnego trybu”.
Partia nie mogła wytrzymać, że tego dnia jesteśmy razem. Czujemy wspólnotę, choć przez jeden dzień w roku.
Zaczęła się plugawa kampania anyowsiakowa, antyorkiestrowa.

Przez ostatnie trzy lata wynajęci spece od pisowskiej propagandy robili wszystko by zohydzić WOŚP.
Zakazali pokazywania koncertów, przekazywania wspaniałej atmosfery.
Publikowano kłamliwe wypowiedzi posłów PiSu oraz posłanki Pawłowicz.
W zeszłym roku przekaz telewizyjny na temat WOŚP trwał 14 sekund.
W tym roku pojawiła się odrażająca dobranocka, rodem z lat trzydziestych w Niemczech, w której Owsiak i Gronkiewicz Walz, z nosami (wiadomo) pochylają się nad górą pieniędzy. Banknoty mają gwiazdę Dawida.

Zrobił się hałas, więc “zawieszono” wydawcę, jednak przekaz poszedł w lud, w tę jego najbardziej nienawistną część.
PiS mrugnął do swojego suwerena, tego przekonanego o światowym spisku. Wicie – rozumicie!
Rzeczniczka rządu po skopaniu kodowca przez narodowców, mówi: to nie powinno się wydarzyć, ale poniekąd ich rozumiem.
Na swoje szczęście kopanemu udało się uciec, uratował życie.
Teraz posłanka Pawłowicz obwinia Owsiaka o tragedię.
Rządzącym do głowy uderzyła mieszaniny władzy z wodą sodową.
Zakazali udziału w imprezach WOŚP wojska, służb, straży pożarnej… Zupełnie jakby to był ich folwark, a pracujący w służbach byli chłopami pańszczyźnianymi. Może do tragedii by nie doszło, gdyby te służby były obecne?

Szczuli na Orkiestrę, szczują na sędziów.
Genetyczny patriota, jak mówi sam o sobie, Suski, bredzi coś o złocie zakopanym w ogródkach sędziów.
Może znajdzie się kolejny bandzior, który napadnie na któregoś znienawidzonego przez PiS sędziego, tak jak wcześniej na Kwaśniaka?
Minister Spraw Wewnętrznych, Joachim Brudziński mówiąc o dramacie Pawła Adamowicza, wydawał się autentycznie przejęty. W tamtej chwili. Na gorąco. Czy to się zmieni, czy też wejdą kalkulacje, co się opłaca, a co nie?

Na razie nie ma wypowiedzi najważniejszego prezesa wszystkich prezesów Jarosława Kaczyńskiego. Podobno jest niedysponowany.
Ciekawe jakie przyjdą rozkazy z Nowogrodzkiej.
Czy pisowscy oficjele mogą współczuć, wyrażać oburzenie z powodu tej zbrodni, jak normalni ludzie?
Czy mają mówić, że to nie powinno się wydarzyć, ale “poniekąd rozumieją”?
Następne godziny i dni pokażą do czego zostanie wykorzystana tragedia…

Uniwersalnie pisze Waldemar Mystkowski o konwencji partyjki Jarosława Gowina (fragment).

Czy wicepremier Jarosław Gowin będąc członkiem PO i rządu PO-PSL donosił Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak robił to Mateusz Morawiecki? Jeszcze nie pochwalił się delatorstwem, może ten atut trzymać na czarną godzinę.

Gowin znany jest z jednego pomysłu politycznego – deregulacji. Kiedyś chciał deregulować profesje i zawody, aby do ich wykonywania był łatwiejszy dostęp, szczególnie profesji prawniczych. Jak to w Polsce, skończyło się na szczytnych chęciach, czyli chciejstwie.

(…)

Czy Gowin chce też deregulować Unię Europejską? Freud pewnie tak by orzekł, albowiem Gowin był użyć zwrotu: „Polska  weźmie na siebie rolę strażnika wolności gospodarczej w Zjednoczonej Europie”. Kto zatem należałby do tej Zjednoczonej Europy? Używamy dalej Freuda – Gowin był powiedzieć: „Skoro Brytyjczycy za chwilę opuszczą UE…”. Po Brexicie i Polexicie utworzona zostanie ta prawicowa Zjednoczona Europa? Można też się uśmiać z tej wolności gospodarczej, bo PiS póki co nacjonalizuje, a to jest odwrotnością wolności.

Przemawiała też Beata Szydło. Nie wiadomo, co chciała przekazać, gdyż była premier ma zderegulowaną retorykę, nazywa się ona po prostu logoreą, słowotokiem. Ponoć deżurnalizacja reportera „Wyborczej” nastąpiła, gdy chciał zrobić fotkę byłej premier znanej z „sukcesu” 1:27.

Wiceminister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz ogłosiła program Energia Plus. Kilka dni temu ją już poznaliśmy poprzez używanie limuzyny rządowej do wożenia męża i dzieci. Energia z plusem jest sama w sobie pokracznością, bo w energii występuje plus i minus, a jak dodamy jeszcze jeden plus, to w ogóle nie popłynie prąd, bo nastąpi spięcie. Z Emilewicz wyszedł Freud, mianowicie zapewniała: „programy z plusem po prostu się udają”. Otóż nie udał się program Mieszkanie Plus.

Obawiam się, że Porozumieniu i koalicji pisowskiej wyjdzie na końcu ostateczna deregulacja – degeneracja.

. w Poranku TOK FM u Jana Wróbla

. w Poranku TOK FM u Jana Wróbla: Prawo jest od tego, aby hamować zjawiska ludzkich emocji, które przekształcają się w czyny

Daliśmy PiS-owi radę. W 2019 roku wykopiemy ich

27 Gru

Zjednoczona Prawica nie przeczuwała, że przejęcie sądów będzie tak trudne. Myślała, że jeśli obrzydzi sędziów społeczeństwu, jeśli pokaże jako „nadzwyczajną kastę”, zepsutą elitę, która wykorzystuje immunitet, by bezkarnie kraść w sklepach kiełbasę, to wówczas nikt nie stanie ani w ich obronie, ani w obronie sądów. A jeśli jeszcze przy tym spowoduje się zamęt w sądownictwie, postrąca prezesów, zrobi przeciąg w KRS i czystkę w SN, a więc puści się w ruch karuzelę atrakcyjnych stanowisk, to i sami sędziowie zaczną podstawiać sobie nogi, żeby tylko zająć miejsce na karuzeli. Plan wydawał się dobrze ułożony, tyle że się posypał. Ani ludzie nie dali się nakarmić propagandową papą i nie poparli tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. Ani sędziowie nie okazali się tak pazerni, by walcząc o awans masowo tratować jeden drugiego oraz prawo, w tym to najwyższe: Konstytucję.

Oczywiście byli tacy, którzy skorzystali z okazji i przyjęli tak chętnie przez PiS rozdawane stanowiska. Były niezwykłe transfery: z niższej instancji do wyższej, albo z sądu do ministerstwa, ewentualnie z sędziowskich nizin od razu do Krajowej Rady Sądownictwa czy Sądu Najwyższego. Jednak zdecydowana większość nie dała się złapać na lep szybkiego awansu. A tych, którzy ulegli, spotkał ostracyzm środowiska i wykluczenie ze stowarzyszeń sędziowskich. Gdy jesienią wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak pojawił się w Sądzie Rejonowym w Gdyni, aby przedstawić nową prezes, sędziowie przyszli na spotkanie ubrani na czarno, część w koszulkach z napisem „KonTYtucJA”. Spotkanie skończyło się po kilku minutach, bo choć wiceminister bardzo chciał z nimi porozmawiać, to oni z nim nie chcieli. Milczeli wymownie. Taki sam milczący protest był w Słupsku. I choć – jak zauważa Ewa Siedlecka, autorka książki „Sędziowie mówią. Zamach PiS na wymiar sprawiedliwości” – aktywistów sędziowskich jest może ze 150 w całym kraju, to jednak ich głos jest mocny, to oni nadają ton środowisku. Oni inicjują uchwały zgromadzeń poszczególnych sądów, okręgów i apelacji w obronie Konstytucji i niezawisłego sądownictwa. Oni wyznaczają standardy. Ogromnie przy tym ryzykują, bowiem wobec tych, którzy są aktywni, wszczyna się postępowania dyscyplinarne, wzywa na przesłuchania (sędzia Igor Tuleya ma już ich tak dużo, że zaczął się gubić, w jakich sprawach jest wzywany). Poza tym nie tylko „dyscyplinarką” można wykończyć takiego niepokornego sędziego. Można go przenieść do innego sądu, najlepiej gdzieś daleko od domu. Można przerzucić z wydziału do wydziału. Można zawalić sprawami, pozbawić asystenta, żeby przestał się wyrabiać. Zarządzić kontrolę spraw, które prowadził przed laty, żeby się trochę podenerwował. A nóż coś się na niego znajdzie? Może uda się wykazać, że w jakiejś dawno zamkniętej sprawie był zbyt opieszały? Zdarza się – jak w przypadku sędziego Waldemara Żurka, byłego rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa – że do tego jeszcze dochodzi wnikliwe prześwietlenie majątku. Nagle do niepokornego sędziego zaczynają się dobijać różne kontrolne instytucje, włącznie z CBA. Można naprawdę niepokornemu dopiec na wiele sposobów.

Kłopoty można mieć już za samo stawanie w obronie Konstytucji. Za noszenie koszulki z napisem KONnsTYtucJA. Ale przede wszystkim kłopoty można mieć a wydanie orzeczenia, które nie jest po myśli rządzących.

 To, że naciski się nasilają zauważa Amnesty International. W tegorocznym raporcie opisuje przypadki postępowań dyscyplinarnych wobec tych, którzy nie poddali się politycznej presji.

 Sędzia Dominik Czeszkiewicz z Suwałk, który uniewinnił działaczy KOD od zarzutu zakłócania porządku publicznego (chodziło o spotkanie ze startującą tam wówczas w wyborach Anną Marią Anders), krótko po tym miał postępowanie dyscyplinarne. Mówił Amnesty International, że trudno pracować w takich warunkach. W zasadzie nigdy nie wiadomo, kiedy, gdzie i skąd nadejdzie cios.

Sędzia Tuleya, który – poza sprawami politycznymi – sądzi w sprawach karnych i często trafiają do niego ciężkie, kryminalne przypadki, mówił w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem, że prędzej spodziewałby się pogróżek ze strony przestępców, niż partii rządzącej.

A jednak…

Pocieszające, że choć rządzący gotowi są użyć wszystkich sił i wielu środków, by połamać sędziom kręgosłupy, to większość wciąż trzyma się mocno.

Ewa Siedlecka zaczęła spisywać czyny odważnych sędziów, i bardzo dobrze. Powstała lista z nazwiskami tych, którzy wydali wyrok nie po myśli władzy, tych, którzy już odczuli represje i tych, którzy są najbardziej aktywni w środowisku. Pisząc książkę o zamachu PiS na wymiar sprawiedliwości, Ewa Siedlecka rozmawiała między innymi z sędzią Bartłomiejem Przymusińskim, członkiem Zarządu Stowarzyszenia Iustitia. Powiedział jej: „Strachu nie odczuwam, bo nie wyobrażam sobie, że mógłbym się zachowywać inaczej. W czasie wojny mówiono, że najlepszym żołnierzem jest ten, który nie liczy na to, że wróci do domu”. Założył więc, że przyjdzie mu za to, co robi, zapłacić nawet najwyższą zawodową cenę. Będzie walczył, jak ten żołnierz, bez nadziei, że ujdzie cało. Sędzia Tuleya – jeśli chodzi o własny los – też bierze pod uwagę najgorsze, czyli to, że go wyrzucą z sądownictwa. Ale uważa, że lepiej tak, niż zapomnieć o zasadach i prawie czyli ulec, ułożyć się, cofnąć. – Jeżeli się cofniemy – twierdzi – to już zawsze będziemy się cofali. Jakiekolwiek ustępstwa spowodują, że ten świat będzie już po prostu inny.

Nareszcie decyzja prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego (gratuluję zwycięstwa w wyborach), którą rozumiem i popieram w całej rozciągłości.

Kamil Dąbrowa – znany dziennikarz radiowy i były dyrektor kilku stacji, w tym Programu I Polskiego Radia (skąd go wymiotła „dobra zmiana” PiS) – został kierownikiem biura prasowego warszawskiego Urzędu Miasta, czyli rzecznikiem prezydenta stolicy. To naprawdę dobra zmiana. Nie chodzi o to, że lepsza od poprzedniej (poprzedniego rzecznika nie kojarzę), ale to dobra zmiana w sztafecie. (Dąbrowa wie, co to znaczy, w końcu to kibic i maratończyk). Gdyby Platforma miała więcej takich twarzy, byłaby spokojniejsza o wynik wyborów.

Twarzami ratusza stają się panowie po czterdziestce (przydałaby się i Syrenka w tym gronie), jeszcze młodzi, mogliby być moimi synami, dobrze wykształceni (Rafał z doktoratem, Kamil po filozofii), a już z dużym, różnorodnym i kompatybilnym doświadczeniem – Rafał w dziedzinie spraw międzynarodowych, dobrze zorientowany za granicą, Kamil bardziej miejscowy, dobrze czuje miasto i nastroje, czego dowody daje m.in. w programie TVN „Szkło kontaktowe”. Obu trudno nazwać „aparatczykami”, którzy dostali swoje za „wysługę lat”.

Obaj dają nadzieję, że wbrew zapowiedziom prezesa nie będzie „Budapesztu w Warszawie”. (Nie mam nic przeciwko Budapesztowi poza jego polityką). Rafała i Kamila czeka trudny rok, a jeśli źle pójdzie – to dłużej. „Partia i rząd” nie ukrywają, że będą rzucać kłody pod nogi „wrogim” samorządom. Prezes ma świetną pamięć, a klęska Patryka Jakiego wymaga pomszczenia, wszak zemsta jest ucztą bogów. Chcieliście rządzić – to my wam pokażemy.

W wyborach samorządowych wyraźnie zapowiadali, że więcej pieniędzy dostaną samorządy, które „dobrze współpracują” z rządem. Nie wątpię, że tym razem partia i rząd dotrzymają słowa, zrobią, co w ich mocy, by prezydentom Warszawy i innych miast (tych nie z talii PiS) utrudnić wykonanie zobowiązań i obietnic wyborczych. By oskubać „niesłuszne” samorządy i nagrodzić swoich, żeby mieli się czym pochwalić przed następnymi wyborami. Żłobki, przedszkola, szpitale, metro, mieszkania, prywatyzacja, nazwy ulic, teatry, wywóz śmieci, polityka historyczna, deglomeracja, pomniki, łuki triumfalne – wszystko jest areną w tym najbardziej z upolitycznionym z miast polskich.

Tandem Rafał i Kamil daje nadzieję. Piszę o nich po imieniu, choć prezydenta miasta nie mam nawet zaszczytu znać, ale to dlatego, że mógłbym być ich ojcem i będę ich rozliczał z polityki… senioralnej! Dostajecie stolicę piękniejszą niż kiedykolwiek (choć miejscami zepsutą) – postarajcie się jej nie spaprać. Liczę na Was!

Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się, aby wyniki kontroli prowadzonych przez Kancelarię Premiera w ostatnich czterech latach zostały ujawnione. „Wyrok ma kolosalne znaczenie dla przejrzystości działania całej administracji publicznej” – pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”

Generalny Inspektor Danych Osobowych przegrał z Kancelarią Premiera sprawę o ochronę danych osób publicznych – dowiedziała się gazeta, która wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego nazywa „bezprecedensowym”.

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił kasację GIODO, uznając, że prywatność osób publicznych jest ograniczona. Chodzi o ujawnienie wyników kontroli w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w 2013 r., wyrok sądu ma kolosalne znaczenie dla przejrzystości działania całej administracji publicznej” – czytamy.

Spór trwał cztery lata. „Spowodował, że rząd (najpierw Ewy Kopacz, a potem Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego) zaprzestał publikować wyniki wszystkich przeprowadzonych kontroli w ministerstwach, agencjach i instytucjach, tłumacząc, że czeka na wytyczne sądu, jak i co może ujawniać publicznie” – pisze „Rzeczpospolita”, dodając że podobnych kontroli przeprowadza się kilkadziesiąt rocznie.

Gazeta przypomina, że przyczyną powstania sporu był opublikowany w 2013 roku artykuł w „Rzeczpospolitej”, dotyczący „nepotyzmu i kumoterstwa w agencji rolniczej”. Jak pisze autor artykułu, „raport miał nie ujrzeć światła dziennego, jednak pod naciskiem opinii publicznej, opozycji (PiS), ale też osób, których raport dotyczył, zdecydował się go opublikować szef kancelarii premier Ewy Kopacz, Jacek Cichocki” – przypomina gazeta. Raport zniknął z biuletynu informacji publicznych w związku ze skargą związków zawodowych z Agencji, które „doniosły GIODO, że KPRM złamał prawo, ujawniając dane osób członków ich rodzin, które nie piastują funkcji publicznych”.

Jak podaje „Rzeczpospolita”, GIODO w październiku 2014 r. uznał, że publikacja narusza prawo do prywatności innych osób i nakazał usunięcie tych informacji. KPRM się odwołał, ale GIODO podtrzymał swoją decyzję. Rok później sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który wyrokiem z marca 2016 uchylił decyzje inspektora danych osobowych. GIODO i ARMiR złożyły od skargi kasacyjne. Sprawa w NSA czekała na rozpatrzenie dwa lata.

Waldemar Mystkowski pisze o zachowaniach kleru w święta (fragment).

A czym zasłaniają się książęta polskiego Kościoła? Abp Leszek Sławoj Głódź –  jeden z większych grzeszników na łonie Kościoła – stosuje starą psychologiczną sztuczkę: wyparcie. Świadome to kłamstwo, czy też nie, w każdym razie ten człowiek nie przyjmuje do wiadomości, że ks. Henryk Jankowski był wstrętnym pedofilem i uważa to za manipulację „środowisk wrogich Kościołowi”.

Więc Głódź nie może być zdziwiony, gdy na pasterce oglądał dużo mniejszy tłum wiernych niż kilka lat temu. Głódź nie dorównuje innemu arcybiskupowi, poznańskiemu metropolicie Stanisławowi Gądeckiemu. Ten nie dość, że uważa, aby ofiary pedofilii kleru przyjęły gwałty na sobie za część cierpienia za Kościół, to na pasterce wygłosił kolejne brednie, mianowicie uznał, że „szacunek dla tych, którzy nie są chrześcijanami” jest miękkim totalitaryzmem.

Gądecki ma za złe szkołom, że nie wystawiane są jasełek, a podczas spotkań świątecznych uczniowie i nauczyciele nie dzielą się opłatkiem. Pedofilia jest zbrodnią fizyczną na dzieciach, a indoktrynacja chrześcijańska jest zbrodnią na wnętrzu nieletnich. Muszą to w pierwszym rzędzie zrozumieć polscy politycy, którzy są współodpowiedzialni za to, że kler dopuszcza się zbrodni na młodych Polakach i za to nie odpowiada. Taki oto michałek z podręcznika do katechezy sugerujący uczniom następujący tok postępowania: “postaraj się zaoszczędzić pieniądze, nie kupując sobie ulubionych słodyczy. Złóż je w ofierze na tacę w czasie najbliższej mszy świętej“.

Kler katolicki i tak poniesie odpowiedzialność za swoje niecne czyny, to jeszcze przed nami, prędzej czy później dojdzie do powstania  komisji państwowej, jak w tylu krajach na świecie – i wówczas kościoły zupełnie opustoszeją. Na razie Głódź, Gądecki i ich pomagierzy Ziemcowie zasłaniają się religią, która powinna zapewniać człowiekowi potrzebę metafizyki, ale w Polsce służy materialności.

Każdy człowiek jest religijny, jak pisał najwybitniejszy znawca religii świata Mircea Eliade. Nie jest to jednak tożsame z potrzebą religii sensu instytucjonalnego. Potrzebę metafizyczną może wypełnić medytacja – coraz powszechniejsza – zastępująca intelektualnie przestarzałe i niestrawne instytucje religijne. A chrześcijaństwo – (cytat-Yuval Noah Harari), zdaniem jednego z najbardziej wpływowych intelektualistów – „było najbardziej nietolerancyjną i brutalną religią na świecie”. Islam w tym kontekście to betka.

Przed politykami polskimi dużo pracy, aby osądzić Kościół katolicki i odseparować go od polityki, bo grozi nam zapaść nie tylko moralna i aksjologiczna, z którą demokracje zachodnie jakoś sobie poradziły.

Piotrowi Szczęsnemu pomnik (2). Polscy biskupi – grzesznicy z piekła Dantego i tam szczezną

26 Gru

Więcej >>>

Prof. Monika Płatek przeciw instytucji, ktora toleruje gwałty na dzieciach.

Waldemar Mystkowski o biskupach w święta (fragment).

A czym zasłaniają się książęta polskiego Kościoła? Abp Leszek Sławoj Głódź –  jeden z większych grzeszników na łonie Kościoła – stosuje starą psychologiczną sztuczkę: wyparcie. Świadome to kłamstwo, czy też nie, w każdym razie ten człowiek nie przyjmuje do wiadomości, że ks. Henryk Jankowski był wstrętnym pedofilem i uważa to za manipulację „środowisk wrogich Kościołowi”.

Więc Głódź nie może być zdziwiony, gdy na pasterce oglądał dużo mniejszy tłum wiernych niż kilka lat temu. Głódź nie dorównuje innemu arcybiskupowi, poznańskiemu metropolicie Stanisławowi Gądeckiemu. Ten nie dość, że uważa, aby ofiary pedofilii kleru przyjęły gwałty na sobie za część cierpienia za Kościół, to na pasterce wygłosił kolejne brednie, mianowicie uznał, że „szacunek dla tych, którzy nie są chrześcijanami” jest miękkim totalitaryzmem.

Gądecki ma za złe szkołom, że nie wystawiane są jasełek, a podczas spotkań świątecznych uczniowie i nauczyciele nie dzielą się opłatkiem. Pedofilia jest zbrodnią fizyczną na dzieciach, a indoktrynacja chrześcijańska jest zbrodnią na wnętrzu nieletnich. Muszą to w pierwszym rzędzie zrozumieć polscy politycy, którzy są współodpowiedzialni za to, że kler dopuszcza się zbrodni na młodych Polakach i za to nie odpowiada. Taki oto michałek z podręcznika do katechezy sugerujący uczniom następujący tok postępowania: “postaraj się zaoszczędzić pieniądze, nie kupując sobie ulubionych słodyczy. Złóż je w ofierze na tacę w czasie najbliższej mszy świętej“.

Kler katolicki i tak poniesie odpowiedzialność za swoje niecne czyny, to jeszcze przed nami, prędzej czy później dojdzie do powstania  komisji państwowej, jak w tylu krajach na świecie – i wówczas kościoły zupełnie opustoszeją. Na razie Głódź, Gądecki i ich pomagierzy Ziemcowie zasłaniają się religią, która powinna zapewniać człowiekowi potrzebę metafizyki, ale w Polsce służy materialności.

Każdy człowiek jest religijny, jak pisał najwybitniejszy znawca religii świata Mircea Eliade. Nie jest to jednak tożsame z potrzebą religii sensu instytucjonalnego. Potrzebę metafizyczną może wypełnić medytacja – coraz powszechniejsza – zastępująca intelektualnie przestarzałe i niestrawne instytucje religijne. A chrześcijaństwo – (cytat-Yuval Noah Harari), zdaniem jednego z najbardziej wpływowych intelektualistów – „było najbardziej nietolerancyjną i brutalną religią na świecie”. Islam w tym kontekście to betka.

Przed politykami polskimi dużo pracy, aby osądzić Kościół katolicki i odseparować go od polityki, bo grozi nam zapaść nie tylko moralna i aksjologiczna, z którą demokracje zachodnie jakoś sobie poradziły.