Tag Archives: Stanisław Gądecki

Dudawirus, zaraza PiS

15 Mar

Koronawirus na wiele tygodni przejmie władzę nad duszami ludzi. A może nawet na dłużej. Nie widać perspektywy realnego zwycięstwa nad zarazą.

Zarazę wykorzystuje inna zaraza, zaraza PiS. Andrzej Duda wykorzystuje koronawirusa, aby się lansować za pomocą swoich kumpli z PiS. Duda jest wirusem od 5 lat, infekuje polską politykę, spaczył ją, Polska jest z tego powodu chora, Polska stała się niekonstytucyjna.

Dudawirus – tak się nazywa szczep polityczny tego koronawirusa.

Wybory prezydenckie powinny być przesunięte na czas po zwycięskiej walce z koronawirusem.

Ale czy tak się stanie? Wszak zaraza PiS upatruje, iż Dudawirus może bez konkurencji – zgromadzenia powyżej 50 osób są zabronione – bez kampanii opozycyjnych kandydatów przedłużyć zarazę Dudawirus na kolejną kadencję.

To grozi – niemal jest pewne – Polexitem. Gadzinówka TVP pluje na Unię Europejską, ile wlezie. Fałszywie oskarżając, iż Bruksela nie pomaga w walce z koronawirusem, co jest ewidentnym kłamstwem, bo z UE dostaliśmy 7,4 mld euro, tj. ponad 30 mld złotych na ten cel.

Katolicka Agencja Informacyjna powtarza plotki o tym, że koronawirus uciekł z laboratorium w Wuhan. Dowiedziała się tego od włoskiej agencji misyjnej, a ta dowiedziała się od włoskiego misjonarza z Hong Kongu.

O fake newsach katolickich o koronawirusie tutaj >>>

Rozporządzenie w sprawie zagrożenie epidemicznego pozostawia dla Kościoła trudną do racjonalnego wyjaśnienia lukę. Choć zamknięte są bary i restauracje, od kościołów wymaga się jedynie przestrzegania limitów 50 osób podczas mszy. OKO.press stworzyło symulacje, z których wynika, że nawet przy takiej ilości osób trudno o zachowanie bezpiecznej odległości.

Więcej o zagrożeniu zarażeniem się koronawirusem w kościele tutaj >>>

Epidemia koronawirusa to dla „Wiadomości” TVP okazja do chwalenia rządzących i atakowania opozycji. Rząd: sprawny i przewidujący, świat Polakom zazdrości takiej władzy. Opozycja: leniwa i bezradna, tylko psuje. Dudę „Wiadomości” pokazały aż cztery razy. Analizujemy propagandę władzy.

O gadzinówce TVP w kwestii koronawirusa i dudawirusa >>>

Lekarka o przygotowaniach do epidemii koronawirusa i nastrojach wśród lekarzy. „Ratujemy się ironią i sarkazmem. Ilu medyków umrze? Nie wiem. Stajemy na głowie, żeby jak najmniej osób ucierpiało”.

O walce lekarzy z koronawirusem tutaj >>>

Wrocławskie laboratorium prof. Marcina Drąga rozpracowało kluczowe dla działania koronawirusa białko. Wyniki kilka dni temu badacze opublikowali za darmo. Bez występowania o patent. To szansa na to, że szybko powstaną tanie i skuteczne testy na obecność wirusa w organizmie, a firmy farmaceutyczne zyskują cenny trop w poszukiwaniu skutecznego leku.

O wybitnym lekarzu prof. Drągu tutaj >>>

Postępująca globalizacja epidemii sprawia, że słabnie pamięć o jej chińskim rodowodzie. Może się okazać, że razem z wirusem Pekin „sprzedał” Zachodowi zwątpienie w jego własne wartości.

Autorytaryzm wraca wraz koronawirusem? – tutaj >>>

Andrzej Duda płynie na fali koronawirusa, bo wie, że to dla niego ostatnia szansa. Konkurenci praktycznie przerwali kampanie, a wyborcy jeszcze nie do końca uświadamiają sobie, jak bolesne będą gospodarcze konsekwencje epidemii.

Kto jak kto, ale Andrzej Duda wie, jak lansować się na zarazie. Na przejściu granicznym w Kołbaskowie pojawił się w środę w bluzie mundurowej i pozował na wodza, robiąc srogie miny. Dla podkreślenia grozy sytuacji postraszył naród: „Będą zgony”. W piątek w banku żywności w Ciechanowie był już po cywilnemu, ale miny robił podobne, zapewniając naród, że jedzenia nie zabraknie.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

Morawiecki i koronawirus. Niczego PiS się nie nauczył

13 Mar

PiS niczego się nie nauczył. „Nauczył” mam na uwadze dla dobra Polaków i Polski. Morawiecki to mistrz rżnięcia, udawania, czysty mitoman.

Udaje, że coś robi. Szpitale są zamykane, środków do walki z koronawirusem mało, dobrze tylko się ma kibel publiczny – kiedyś telewizja publiczna TVP.

Grozi nam scenariusz włoski, zmarło tam już 1000 osób. U nas testów przeprowadza się niewiele, ukrywa prawdę o pandemii, epidemii.

Tak złej sytuacji małych szpitali jeszcze nie było. Koronawirus może nas dobić. Musimy stale prosić właścicieli lub organy założycielskie o pomoc finansową. Koszty stale rosną: ZUS, płaca minimalna, inflacja. A teraz jeszcze wirus. I bankruci w postaci szpitali powiatowych mają ratować Polaków przed zarazą – mówi dyrektor szpitala w Nowym Mieście Lubawskim.

O bankructwie szpitali tutaj >>>

O zarazie Karczewskim tutaj >>>

W najbliższych sondażach zaobserwujemy gromadzenie się ludzi wokół władzy, niczym oddanie się we władanie rządzących ze szczególnym uwzględnieniem Andrzeja Dudy. Tylko że w dłuższym terminie efekt będzie odwrotny. Skoro władza zamknęła państwo na klucz i zachęca, aby zostawać w domach, a mimo tego liczba zachorowań wzrasta i nie daj Bóg pojawią się pierwsze zgony, to będzie to dowód na to, że Andrzej Duda, obóz rządzący, premier Morawiecki przedsięwzięli działania, które nie zapobiegły epidemii – uważa prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Jeśli w kwietniu sondaże spadną, to sądzę, że władza może zagrać w odsunięcie wyborów, gdyby okazało się, że Andrzej Duda ma większe prawdopodobieństwo na przegraną. Nie mam wątpliwości, że nie zawahają się użyć wszelkich sposobów, aby nie przegrać wyborów – dodaje.

Wywiad z Migalskim tutaj >>>

Felieton Zegadły tutaj >>>

Historia daje liczne, poparte archiwaliami świadectwa, że – generalnie – nie warto być bardziej papieskim od papieża, nawet jeśli jest się akurat prawicowym redaktorem.

Po decyzji Watykanu o zamknięciu kościołów do kwietnia, w Polsce prawicowe media urządziły włoskim duchownym małe palenie czarownic. Było o porzuceniu wiernych w potrzebie, o sprzeniewierzeniu się misji i wreszcie o utracie wiary w moc sakramentów i modlitwy. I że nie tak to dawniej w czasach zarazy bywało.

Cały esej Bożeny Chlabicz-Polak tutaj >>>

Więcej >>>

Z powodu epidemii koronawirusa decyzją rządu zostały zamknięte wszystkie placówki kulturalne w Polsce: teatry, muzea i kina, koncerty są odwołane. „Artyści, którzy pracują tylko w teatrze, nie grają spektakli, nie będą mieli za co żyć” – napisała Barbara Kurdej-Szatan. Część środowiska zapowiada, że będzie występować o rekompensatę od ministra Glińskiego.

O sytuacji artystów w czasie zarazy tutaj >>>

W przypadku koronawirusa mamy do czynienia z „kontrolowaną pandemią” – ocenił szef Światowej Organizacji Zdrowia. Tedros Adhanom Ghebreyesus wyraził zaniepokojenie niewystarczającymi w jego ocenie działaniami niektórych państw w związku z wirusem. Zaapelował o przeprowadzanie testów na obecność SARS-CoV-2 we wszystkich podejrzanych przypadkach.

Więcej >>>

Sytuacja  u nas, w Europie i na świecie staje się dramatyczna. Możliwe, że pandemia koronawirusa spustoszy ludzkość, na pewno dojdzie do olbrzymiego kryzysu ekonomicznego.

Co się stanie? Trudno przewidzieć, bo za kryzysem ekonomicznym zawsze idzie jeszcze gorszy – kryzys społeczeństw, kryzys polityczny – w podobnej atmosferze narodził się nazizm.

Strach się bać.

Kronika epidemii. W Hiszpanii scenariusz włoski – dużo zarażeń i wysoka śmiertelność, w Niderlandach spokojnie, w Wielkiej Brytanii zarażona wiceminister zdrowia i szykowane środki nadzwyczajne, Słowacja, Czechy i Węgry wprowadzają stan wyjątkowy.

Niemcy: 2318 wykrytych przypadków, cztery osoby zmarły

Niemcy to jeden z tych krajów, gdzie mimo stosunkowo dużej liczby zarażonych śmiertelność jest bardzo niska. Kanclerz Angela Merkel przygotowuje jednak współobywateli na najgorsze – w środę 11 marca na konferencji prasowej ostrzegła, że wirusem SARS-CoV-2 może zostać zarażonych nawet 70 proc. mieszkańców Niemiec, czyli nawet 58 mln ludzi.

Jej deklaracja jest zgodna z przewidywaniami niektórych epidemiologów, jednak podkreślają oni, że do takiej sytuacji może dojść najwcześniej w ciągu kilku miesięcy i że środki podjęte w celu powstrzymania epidemii mogą zmienić obraz sytuacji.

Więcej o dramatycznej sytuacji dotyczącej koronawirusa w Europie tutaj >>>

 

Polski Kościół idzie w zaparte – choć lekarze apelują, by w dobie epidemii koronawirusa dla dobra wszystkich radykalnie ograniczyć kontakty z innymi, nabożeństwa nadal się odbywają. M.in. msza w Świątyni Opatrzności, podczas której nie przestrzegano podstawowych zasad unikania zakażenia.

„Z całą pewnością nie chcę obrażać niczyich uczuć religijnych, ale uważam, że w obecnej sytuacji należy zamknąć kościoły i ograniczyć do nich dostęp wiernych. Modlić można się wszędzie i na różne sposoby – nie tylko osobiście uczestnicząc w Mszy. Kościół pełen modlących się ludzi, narażonych na bardzo bliski i bezpośredni kontakt, z całą pewnością stanowi doskonałe miejsce do rozprzestrzeniania się wirusa”, mówi rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Mirosław Wielgoś.

Tego samego dnia – w czwartek 12 marca 2020 – minister zdrowia Łukasz Szumowski wprowadził w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. A Kościół? Idzie w zaparte.

O ciemnocie Kościoła kat. w kwestii wiedzy o koronawirusie tutaj >>>

 

– Zmierzamy w kierunku modelu włoskiego – stwierdził na antenie TVN24 prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Lekarz dodał też, że w jego klinice „sprzętu starczy na trzy dni”, a „dyrekcja szpitala i wojewoda są bezsilni”.

O tym jak rząd PiS jest nieprzygotowany do walki z pandemią koronawirusa tutaj >>>

– Jeśli władza zracjonalizuje oczekiwania wyborców, to później ma większe szanse, żeby zostać przez nich pozytywnie ocenioną – o tym, jak epidemia koronawirusa może wpłynąć na sytuację rządzących rozmawiamy z politologiem dr. hab. Sławomirem Sowińskim z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW.

Więcej >>>

Adwokatka, Ewa Stępniak z Lublina jest jedną z osób, która miała kontakt z pracownicą Sądu Rejonowego w Janowie Lubelskim. Pracownicą, u której w środę potwierdzono obecność koronawirusa i która leży w szpitalu zakaźnym w Lublinie. Kwarantanną objęto pracowników sądu, choć nie tylko.

O kwarantannie tutaj >>>

Zarażeni 2 – mitomaństwo PiS i kleru

12 Mar

PiS to partia mitomanów. Nie tylko Mateusz Morawiecki jest mitomanem, ale też inni, bo takich mitomanów przyjmuje w partyjne grono prezes mitoman Kaczyński.

Oto Jadwiga Emilewicz (minister rozwoju) – która najpierw ogłosiła, że polska gospodarka może skorzystać na koronawirusie – dzisiaj twierdzi, że „wyprzedzamy inne państwa europejskie o ok. dwa tygodnie”.

Otóż – nie Jesteśmy w tyle, nie badamy tylu ludzi, jak w Europie, bo nie ma w kraju testów, personel jest nieprzygotowany i jest go za mało, brak maseczek, respiratorów i innych podstawowych urządzeń potrzebnych do walki z koronawirusem.

Pierwszy przypadek koronawirusa został wykryty tak późno, bo nie przeprowadzano testów. W tej chwili liczbę wykrytych zakażeń wirusem można spokojnie pomnożyć przez 100.

Polska pod wadzą PiS jest krajem do dupy, ten dupizm wprowadziło pokraczność PiS.

„Zwiększenie liczby mszy jest zasadne i sensowne, chodzi o zwiększenie odległości do 1 metra miedzy wiernymi. Im mniej osób naraz w jednym miejscu, tym lepiej” – powiedział dziś minister zdrowia Łukasz Szumowski. To zła wiadomość, bo niemądry i nieodpowiedzialny minister zdrowia, w dodatku niedoinformowany – bo już wiadomo, że bezpieczna odległość pozwalająca (być może) uniknąć zarażenia, to co najmniej 4,5 metra – jest teraz nam wszystkim najmniej potrzebny.

Cały felieton Elizy Michalik tutaj >>>

.

Uścisk dłoni staje się ryzykiem, więc kampania wyborcza przenosi się do mediów. Paradoksalnie więc uzależnienie Andrzeja Dudy od Jacka Kurskiego, który rządzi TVP z tylnego siedzenia, jeszcze wzrośnie. W czasach zarazy ludzie skupiają się wokół władzy, która ma oręż do walki z nią, co jest z kolei szansą przede wszystkim dla Andrzeja Dudy, bo jego kampania zaczęła się sypać.

Więcej >>>

47 przypadków to wciąż mało, ale zaczyna się faza szybkiego wzrostu epidemii. Nie zatrzymamy koronawirusa, ale musimy go spowolnić. Inaczej czeka nas zapaść ochrony zdrowia, a lekarze będą decydować, kto dostanie respirator. Każdy dzień zwłoki może oznaczać tysiące zachorowań więcej. WHO ogłosiło pandemię.

Przeczytaj, jak „rozwija się” koronawirus w Polsce >>>

W dniu gdy rząd zamknął przedszkola, szkoły, teatry i muzea hierarchowie przekonują, że msze muszą się odbywać. A w Warszawie szykuje się duże nabożeństwo.

O głupawce biskupów czytaj tutaj >>>

– 68 artykuł polskiej Konstytucji mówi, że wszyscy mamy prawo do równej opieki medycznej. Polacy bardzo są zaniepokojeni sytuacją w naszym kraju. WHO ogłasza że koronawirus jest już pandemią. Sytuacja jest niebezpieczna, bo Polacy ciągle czują, że nie mają wystarczającej informacji na temat tego, jak mają działać, jak mają się zachowywać. Rozmawiałam z moimi ekspertami wczoraj, z samorządowcami i wyłania się z tego jeden obraz. Polacy chcą wiedzieć, chcą mieć pewność że mogą się przebadać i sprawdzić, czy nie stanowią zagrożenia dla swoich najbliższych, kolegów czy koleżanek z pracy. Chcą wiedzieć czy mogą spokojnie i normalnie funkcjonować w naszym społeczeństwie. Dlatego konieczne jest, żeby każdy, kto ma wątpliwości, kto czuje że mógł kontaktować się z osobami, które są zarażone tym wirusem, żeby mógł się przebadać. Ludzie nie mogą żyć w niepewności. Tylko duża ilość testów pozwoli zahamować tę chorobę. Pokazuje to przykład Niemiec. W Niemczech, gdzie wykonano dużo testów, bardzo szybko udało się oddzielić osoby zakażone od zdrowych i te osoby zdrowe mogą normalnie funkcjonować, pracować. To niezbędne i konieczne, dlatego apeluję do rządu o umożliwienie osobom sprawdzania na testach swojego stanu zdrowia. Ludzie muszą mieć pewność, że są bezpieczni, zdrowi i nie zakażają innych. To apel do rządu, żeby umożliwił zakup większej ilości testów, żeby osoby mogły się poddać takiemu badaniu. To zapewni Polakom poczucie bezpieczeństwa i zgodnie z tym, co mówią eksperci, patrząc także na wzorce niemieckie, pozwoli nam zahamować rozwój tej choroby – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska na briefingu prasowym.

Wartość kleru

26 Maj

Kuria w Poznaniu nie zgadza się na ujawnienie materiałów ws. byłego księdza oskarżonego o molestowanie seksualne. Duchowni powołują się na tajemnicę zawodową, z której zostali zwolnieni w ubiegłym roku.

W sprawie chodzi o byłego duchownego katolickiego z Chodzieży. Mężczyzna miał dopuścić się czynów pedofilskich względem ministranta. Media informowały o sytuacji już w 2017 roku.

Wikary z Chodzieży po ujawnieniu skandalu był przenoszony do kolejnych parafii. Po kolejnej przeprowadzce został w końcu przeniesiony do stanu świeckiego. Postępowanie w jego sprawie umorzono, gdyż śledczy nie znaleźli żadnych dowodów, które miałyby świadczyć o winie oskarżonego.

Obecnie wznowiono postępowanie. Mężczyzna, który miał paść ofiarą wikariusza, deklaruje, że ksiądz nie tylko go molestował, ale również wpędził w alkoholizm. Duchowny początkowo przyznał się do nadużyć względem mężczyzny, jednak później wszystkiemu zaprzeczył.

Postępowanie mogłoby ruszyć do przodu, gdyby nie to, że poznańska kuria konsekwentnie odmawia udostępnienia akt dotyczących wikarego z Chodzieży.  W grudniu 2018 roku prokuratura zwolniła arcybiskupa Stanisława Gądeckiego i podległych mu księży z obowiązku dochowania tajemnicy służbowej. Pomimo tego duchowni dalej odmawiają współpracy, a nawet zgłosili zażalenie na działania prokuratora.

Arcybiskup Gądecki deklarował, że po ujawnieniu nowych skandali, Kościół jeszcze surowiej zwalczać będzie panujące w nim zjawisko pedofilii. Cóż, między deklaracjami a czynami jest spora przepaść…

Nieistniejąca kronika nieistniejącego Kpinomira posłużyła abp Jędraszewskiemu do uzasadnienia tezy o jedności narodu, państwa i Kościoła.

To będzie opowieść o Marku Jędraszewskim, zastępcy przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupie metropolicie krakowskim, a uprzednio łódzkim, profesorze nauk teologicznych i profesorze nadzwyczajnym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Proszę jednak Szanownych Czytelników o chwilę cierpliwości i skupienia. Zanim do Jędraszewskiego dojdziemy, musimy trochę cofnąć się w czasie i kilka słów powiedzieć o człowieku, który Polskę ochrzcił w roku 966.

Co pisał Kpinomir

Mieszko I był wojem chwackim i jurnym. Jak podaje Gal Anonim, przed przyjęciem chrześcijaństwa i ślubem z Czeszką Dobrawą miał siedem żon, których imiona do niedawna były nieznane. Dopiero w 2016 r. zajmujący się Polską i żyjący tu amerykański historyk Philip Earl Steele ujawnił je w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej”. Na trop naprowadziło go odkrycie sensacyjnego dokumentu, o którym tak opowiada:

„Tytuł po łacinie brzmi: ‘Vita Mesconis’ – czyli ‘Żywot Mieszka’. Autorem tekstu jest ksiądz, który przybył w orszaku Dobrawy do Wielkopolski w roku 965, gdy Czeszka miała poślubić Mieszka I. Nazywał się on wtedy Kpinomir i służył Dobrawie w roli adiutor fidei, czyli był jej spowiednikiem. Ksiądz Kpinomir pozostał w Gnieźnie ok. 12 lat, do przedwczesnej śmierci Dobrawy w 977 r. – po czym wrócił do Pragi. Dzieło o Mieszku trafiło do Klasztoru na Břevnovie, pierwszego u Czechów. Biblioteka klasztorna była w zdolnych rękach przeora Rechotosława, który schował ‘Żywot’ w specjalnej skrzynce w murze. Dzięki niemu tekst zachował się do naszych czasów”.

Odkrycie tego dokumentu pozwoliło ustalić, jak nazywały się pogańskie żony założyciela państwa polskiego. Steele opowiada na łamach „Rzeczpospolitej”: „Były to najpiękniejsze białogłowy z najważniejszych grodów. Mieszko nie żądał córki pana grodu, ale raczej najpiękniejszej młodej damy w grodzie. ‘Uroda, nie urodzenie – podaje Kpinomir – była najważniejsza dla niego’. Otrzymał po jednej żonie z Poznania, Kalisza, Giecza, Grzybowa i Kruszwicy – nawet znamy ich imiona: Całusława, Biustyna, Błogomina, Udowita i Pieściwoja. Natomiast z Gniezna Mieszko dostał dwie bliźniaczki: Rębichę i Pępichę”.

Jak podaje za Kpinomirem Steele, „na początku Mieszko chciał uczynić Dobrawę pierwszą wśród sobie równych (prima inter pares), ale odrzuciła ona tę ofertę. Ostatecznie Mieszko się jej poddał. Kpinomir pisze, że Dobrawa była w jego oczach piękniejsza od innych żon; że Mieszko znalazł w niej mocniejsze oparcie i głębsze zrozumienie; i przede wszystkim, że Mieszko uwierzył w jej obietnice, iż Bóg chrześcijański go pobłogosławi i że światłość niebiańska nawiedzi królestwo polskie”.

Rewelacje zawarte w wywiadzie zatytułowanym „Zapiski Kpinomira. Życie erotyczne Mieszka I” mogą budzić pewne podejrzenia, jednak sprawę ostatecznie wyjaśnia podpis pod tekstem: „Rozmawiał 1 kwietnia 2016 r. Philip Earl Steele”. Amerykański historyk rozmawiał sam ze sobą, a tekst rzekomego wywiadu ukazał się 1 kwietnia 2016 r. W prima aprilis.

Abp prof. Jędraszewski: Taka właśnie jest Polska

Publikacja przeszłaby pewnie bez większego echa, gdyby nie prof. abp Jędraszewski. W roku 2017 ukazał się kolejny numer niezwykle poważnego naukowego kwartalnika pt. „Łódzkie Studia Teologiczne” wydawanego przez Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi. Dla podkreślenia rangi publikacja nosi też angielski tytuł „Łódź Theological Studies Quarterly”, a wszystkie polskojęzyczne artykuły opatrzone są streszczeniami po angielsku.

Numer 2 kwartalnika z 2017 r. otwiera artykuł abp. Marka Jędraszewskiego zatytułowany „Chrzest Polski” („The Baptism of Poland”). Przy nazwisku autora podano nazwę jego macierzystego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, a przypis informuje, że tekst jest opracowaniem wykładu, jaki abp prof. Jędraszewski wygłosił 18 października 2016 r. w siedzibie Biblioteki Polskiej w Paryżu.

W artykule tym abp Jędraszewski głosi pochwałę symbiozy Kościoła, państwa i społeczeństwa, stwierdzając w końcowym akapicie: „Raz jeszcze wracamy do tej szczególnej jedności dziejów Kościoła, narodu i państwa w Polsce. Kiedy w tym roku uroczyście przeżywamy 1050. rocznicę Chrztu naszej Ojczyzny, pragniemy z dumą powiedzieć: taka właśnie jest Polska i jako taka w imię europejskiej tolerancji pragnie być rozumiana i uszanowana”.

W artykule czytamy: „Właśnie poprzez rodzinę zaczyna się prawdziwa rewolucja obyczajowa, znajdująca swój fundament w chrześcijaństwie. Była to rewolucja, której na sobie doświadczył także sam Mieszko I. Przed przyjęciem chrztu był bowiem zmuszony oddalić siedem żon, które dotychczas posiadał. Według Kpinomira, spowiednika Dobrawy, który w kronice zatytułowanej Vita Mesconis – Żywot Mieszka – przekazał nam nawet ich imiona, Mieszko I podjął decyzję o ich oddaleniu na skutek zabiegów swojej nowej czeskiej małżonki”.

Arcybiskup niechcący zdemaskował źródła ideologii katolicko-narodowej

Czytelnik przeciera oczy ze zdumienia. Primaaprilisowy żart amerykańskiego historyka posłużył abp Jędraszewskiemu (profesorowi!) jako uzasadnienie rzekomo naukowych tez. Nieistniejąca kronika nieistniejącego Kpinomira ma być argumentem w artykule publikowanym w ponoć poważnym kwartalniku akademickim, w którego stopce aż roi się od utytułowanych księży profesorów, z ks. prof. dr hab. Pawłem Bortkiewiczem (nadwornym autorytetem Radia Maryja) na czele. Ci wszyscy profesorowie nie byli w stanie poznać się na żarcie, który bez trudu wyłapałby w miarę bystry licealista. To oczywiście rzuca światło na ich kwalifikacje i jaskrawo ukazuje, ile naprawdę warte są w ich przypadku tytuły naukowe.

A może to nie tylko kwestia kompetencji, ale także obyczajów panujących w hierarchicznej społeczności kościelnej? Tu nikt nie ma śmiałości krytycznym okiem spojrzeć na tekst człowieka wyższego rangą. No bo skoro sam arcybiskup tak napisał, to mamy do czynienia z prawdą objawioną i niepodważalną.

Co gorsza, sprawa demaskuje też poziom etyczny i rzetelność abp Jędraszewskiego jako naukowca – w bibliografii zamieszczonej pod artykułem nie ma żadnej wzmianki o primaaprilisowym artykule z „Rzeczpospolitej”, wymieniony jest tylko tytuł książki amerykańskiego historyka Philipa Steele’a „Nawrócenie i chrzest Mieszka I”. Jednak w tej książce Steele o żadnym „Kpinomirze” nie pisze.

Na koniec warto też jednak wyrazić radość – w sumie bardzo dobrze się stało. Wpadka abp Jędraszewskiego naocznie ukazuje, jakie są faktyczne i naukowe podstawy tez formułowanych przez ideologów głoszących hasło „Bóg, honor, ojczyzna” i zmierzających do podporządkowania obywateli państwu, a państwa Kościołowi.

Krzysztof Brejza pyta Morawieckiego o jego majątek zdobyty krętactwami i oszustwami. Taki to ancymonek z premiera

20 Maj

Krzysztof Brejza o zakupie przez Matusza Morawieckiego i jego żonę działki od Kościoła we Wrocławiu.

>>>

Proboszcz, który okazyjnie sprzedał Morawieckiemu działki, warte dziś 100 razy więcej, po objęciu funkcji premiera przez obrotnego działkowca awansował na stopień generał. Mimo, że od lat był już przeniesiony do rezerwy. No, grubo… #AferaMorawieckiego

Mateusz Morawiecki ustami swoich współpracowników zareagował na poniedziałkowe doniesienia Gazety Wyborczej na swój temat.

Według Gazety Wyborczej Mateusz Morawiecki wraz z żoną kupił od Kościoła działkę na wrocławskim Oporowie. Zapłacił za nią 700 tys. zł, kiedy była ona warta 4 mln zł. 17 lat od transakcji, ze względu na planowane inwestycje, grunty te są warte sto razy więcej, nawet 70 milionów złotych.

Reakcja Morawieckiego 

Tekst „Gazety Wyborczej” narusza dobra osobiste premiera Mateusza Morawieckiego i jego żony. Podjęli oni decyzję o skierowaniu sprawy na drogę sądową z żądaniem sprostowania zawartych w nim kłamstw i manipulacji – oświadczyło Centrum Informacji Rządu. 

Jarosław Kurski (wicenaczelny Gazety Wyborczej): W 2002 r. PMM kupił grunty od Kościoła. Za działki warte 4 mln zł zapłacił 700 tys. Dziś warte są sto razy więcej, ok. 70 mln. Nie ma po nich śladu w oświadczeniu majątkowym szefa rządu. Gdy pytamy o to premiera, przyłapujemy Morawieckich na kłamstwie.Działka dostępna była dla wąskiej elity ówczesnej lokalnej władzy, ludzi poinformowanych i zaprzyjaźnionych z wrocławską kurią. Zarabiał i Kościół, i Morawieccy. Tracił skarb. PMM to modelowy przykład uwłaszczonej na majątku państwa nomenklatury III RP. Premier Morawiecki grozi nam Gazecie Wyborczej pozwem. Ufamy, że dotrzyma słowa. Wprost nie możemy doczekać się procesu. Powołamy świadków, zażądamy dokumentów, zadamy PMM pytania, na które nie chciał nam odpowiedzieć. Panie Premierze, czekamy!

Mateusz Morawiecki w poniedziałek rano odgrażał się Gazecie Wyborczej, że pozwie ją za tekst dotyczący zakupu przez niego i jego żonę działki we Wrocławiu. Kilka godzin później żona Morawieckiego żapowiedziała, że działka zostanie sprzedana.

>>>

Stanisław Tym skomentował w najnowszym wydaniu tygodnika „Polityka” reakcję Kościoła i obozu władzy na sprawę pedofilii w Kościele Katolicki po filmie „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.

Więcej Cezarego Michalskiego >>>

Klechy wychowują polski Ciemnogród, łożymy na to ogromny szmal. Jesteśmy g… warci, fundnęliśmy sobie piekiełko

22 Kwi

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów terrorystycznych na Sri Lance. Na słowa premiera Matusza Morawieckiego zareagowała Joanna Senyszyn (SLD).

Pedofilia kleru, Macierewicz i Przyłębska

14 Mar

Góra zrodziła mysz. Raport opracowany przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego jest małym krokiem w pożądanym kierunku. Dobrze, że w ogóle powstał, bo zmobilizował biurokrację kościelną do jakiegoś wysiłku, ale sam ojciec Adam Żak przyznał na konferencji prasowej dotyczącej raportu, że „mało wiemy”.

Rzeczywiście, mało jak na oczekiwania opinii publicznej. Zasadnicze liczby podane w raporcie to 382 zgłoszone przypadki przestępstw seksualnych popełnionych na nieletnich i 625 ich ofiar, w większości chłopców, w tym 345 poniżej 15. roku życia i 280 w grupie 15–18 lat.

Mapa pedofilii w polskim Kościele

„Przepraszam” ze strony Kościoła nie padło

Żaden nie powinien mieć miejsca, żaden nie powinien być zamiatany pod dywan, sprawcy powinni ponieść odpowiedzialność, pokrzywdzonym i ich rodzinom należą się współczucie, wsparcie i odszkodowania. Ta konkluzja nie wybrzmiała podczas konferencji prasowej tak mocno, jakby można było tego oczekiwać. Jedynym hierarchą, który powiedział o bólu i wstydzie, jaki Kościół odczuwa w związku z ustaleniami, był prymas Polski abp Wojciech Polak. Ale nawet on nie dodał: „przepraszam”.

Na dodatek inni biskupi wdawali się chwilami w mętne rozważania, rozmywające problem, który był głównym tematem, czyli przestępstwami seksualnymi w Kościele w Polsce. Abp Jędraszewski zestawił określenie „zero tolerancji” z językiem nazistów i bolszewików. Abp Gądecki ubolewał nad „lustracją” Kościoła pod kątem pedofilii przez tych, którzy nie chcieli lustracji w mediach i innych środowiskach.

Takie uwagi tworzyły zły klimat do rozmowy na poważny temat. Szkoda, bo inni reprezentanci Kościoła obecni na konferencji wydawali się do niej gotowi i przygotowani. Z medialnego punktu widzenia prezentacja była zmarnowaną okazją i porażką pod względem tonu, języka i komunikacji z opinią publiczną.

Kościół nie chce wziąć odpowiedzialności za pedofilię

Pedofilia. Liczby, których nie można zweryfikować

Rozważania, czy podane liczby są wielkie czy niewielkie w relacji do ogólnej liczby księży, seminarzystów czy ministrantów, są uprawnione, ale mniej istotne od pytania o ich wiarygodność. Jak można te liczby niezależnie zweryfikować? Nie można. Prymas Polak powiedział na konferencji, że gwarancją wiarygodności podanych statystyk jest pełna zgoda całego episkopatu na zbieranie danych dotyczących pedofilii w Kościele.

To jednak za mało, bo z raportu na ten sam temat przedstawionego w lutym papieżowi Franciszkowi przez delegację fundacji „Nie lękajcie się”, wspierającej pokrzywdzonych, wynika, że w wielu przypadkach diecezjalni biskupi milczeli, kluczyli lub wręcz chronili księży krzywdzicieli.

Mamy sytuację, w której pełny obraz skali i mechanizmów pedofilii w Kościele w Polsce raczej nie powstanie, póki sprawą nie zajmie się grupa badawcza niezależna od władz kościelnych i politycznych, a mająca mandat społeczny, tak jak działo się w Irlandii.

– Sąd kategorycznie stwierdził, że degradacja była nieważna, czym potwierdził wyrok z pierwszej instancji. Sprawiedliwości stało się zadość, nieudolne próby zdegradowania Duszy spełzły na niczym – mówi obrońca oficera mec. Antoni Kania-Sieniawski.

Sprawa bez precedensu, czyli jak działają ludzie Macierewicza

Sprawa była równie głośna, co bezprecedensowa. Latem 2016 r. ówczesny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek, czyli podwładny Antoniego Macierewicza i jeden z jego najbliższych współpracowników, zdegradował płk. Krzysztofa Duszę za to, że rzekomo przekroczył uprawnienia, udzielając wypowiedzi mediom, choć nikt nie podważył ich prawdziwości. Poza tym Dusza robił to jako szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, czyli niezależnej instytucji międzynarodowej.

Sprawa miała również inny kontekst, związany właśnie z CEK NATO, a precyzyjniej z jego wrogim przejęciem przez ludzi Macierewicza, którzy w grudniu 2015 r. pod osłoną nocy wdarli się do CEK, wyłamując zamki i prując kasy pancerne. Sprawę do dziś bada prokuratura pod kątem m.in. nielegalnego wejścia do tej instytucji.

Antoni Macierewicz mści się na oficerach wywiadu

To była pierwsza taka degradacja

Represje spadły na płk. Duszę niedługo po tym, gdy zaprotestował przeciwko wtargnięciu do CEK i próbom przejęcia Centrum bez zgody innych krajów, które je współtworzyły, głównie Słowacji. O sytuacji informował prezydenta Andrzeja Dudę.

Doszło do tego, że choć decyzja Bączka nie była prawomocna, SKW próbowało wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko Antoniemu Kani-Sieniawskiemu. Powodem miało być to, że rzekomo wprowadzał sąd w błąd, tytułując Duszę pułkownikiem na sali rozpraw.

Degradacja Duszy była pierwszą tak drastyczną sankcją, która spotkała oficera o tak wysokiej szarży od czasów stalinowskich, i kolejną decyzją Antoniego Macierewicza i jego ludzi, za którą zapłacą podatnicy. Mimo że decyzja Bączka o degradacji nie była prawomocna, wojsko wypłacało Duszy świadczenia od stopnia szeregowego, nie pułkownika. Teraz będzie musiało wyrównać mu różnicę, czyli wraz z odsetkami kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w związku z publikacją w 2007 r. słynnego raportu z likwidacji WSI. Osoby, które zostały w nim wymienione w kontekście prowadzenia nielegalnej działalności agenturalnej, wytoczyły skarbowi państwa procesy o odszkodowania. MON wypłacił około miliona złotych.

MON przyznaje, że Macierewicz ujawnił wojskowe tajemnice

W czwartek Trybunał Konstytucyjny miał ogłosić wyrok w sprawie połączonych wniosków Krajowej Rady Sądownictwa i grupy senatorów, w których kwestionują prawomocność powołania sędziów do KRS i prawo odwoływania się od wyników prowadzonych przez KRS konkursów na sędziów. Ale – po raz drugi – sprawę odroczono. Przewodnicząca składu Julia Przyłębska powiedziała, że rano odbyło się posiedzenie niejawne w sprawie tych wniosków i że wydano postanowienie o odroczeniu tego posiedzenia (na nim miał być wydany wyrok) i ogłoszenia wyroku do 25 marca. Powodu nie podała. Za to wyraźnie zdenerwowana oświadczyła, że jeden z sędziów zwrócił się do składu sądzącego z wnioskiem „poza jakimikolwiek procedurami”, „zmierzającym do tego, aby skład orzekający podjął określone czynności w ramach orzekania”.

Dodała, że informuje o tym, bo „dla składu orzekającego była to sytuacja zupełnie zaskakująca i właściwie ja mogę powiedzieć, że dla sędziego orzekającego w sądach powszechnych jest to sytuacja niebywała”.

RPO interweniuje, Muszyński przesądza

W przyszły wtorek sprawą legalności powołania KRS i działania obsadzonej przez nią Izby Dyscyplinarnej SN ma się zająć Trybunał Sprawiedliwości UE. Nie wyda jeszcze wyroku – będzie dopiero rozprawa. Spekulowano zatem, że polski TK zechce uprzedzić TSUE i wyda wyrok, że KRS została powołana w zgodzie z konstytucją. W ten sposób da rządowi pretekst do ewentualnego niepodporządkowania się wyrokowi TSUE, gdyby był inny niż wyrok TK.

Sprawujący funkcję wiceprezesa TK dubler sędziego Mariusz Muszyński opublikował kilka dni wcześniej w „Rzeczpospolitej” artykuł dowodzący, że jeśli unijne prawo (a o nim orzeka TSUE) jest sprzeczne z konstytucją krajową, kraj ma prawo odmówić stosowania tego unijnego prawa. To wyglądało na przygotowanie artyleryjskie do nieuznania wyroku TSUE w sprawie KRS.

Z kolei we wtorek RPO Adam Bodnar wystosował do TK pismo, w którym zauważył, że ogłoszenie wyroku wyznaczono przed upłynięciem 30-dniowego terminu, jaki ma on, i inne strony postępowania, na zajęcie stanowiska. A RPO ma prawo przystąpić do postępowania. Ta sytuacja „skutkować będzie nieważnością postępowania” – napisał rzecznik.

Julia Przyłębska Człowiekiem Wolności tygodnika „Sieci”

Jeden z sędziów musiał zaprotestować

Być może strach przed zarzutem nieważności jest przyczyną odroczenia posiedzenia i wyroku do 25 marca, bo 23 marca mija dla RPO termin na decyzję, czy przystąpi do postępowania, i na przesłanie swojego stanowiska.

Może właśnie o to chodziło z owym sędzią, który zażądał od składu orzekającego „podjęcia określonych czynności w ramach orzekania”? Mogło być tak, że któryś z sędziów ze składu się zbiesił i zażądał odroczenia do czasu upływu terminu dla RPO. I zapowiedział, że w przeciwnym razie złoży zdanie odrębne do wyroku, w którym napisze, że jest on nieważny?

Niewykluczone, że nowi sędziowie w TK liczą się ze zmianą władzy i wolą się zabezpieczyć przed zarzutem, że brali udział procedurze sprzecznej z prawem.

Tyle że sam TK zadbał, by wyrok mógł być podważany, dokooptowując do składu dublera Justyna Piskorskiego i w dodatku czyniąc go sprawozdawcą. W poprzednim składzie wyznaczonym do tej sprawy dublera nie było.

Tajne zgromadzenie Sędziów TK

Maszynka „dobrej zmiany” się zacięła

Ale znowu inny krok TK świadczy o tym, że chce oddalić zarzuty nieważności wyroku. Otóż pierwotnie wniosek kwestionujący prawomocność KRS wniosła sama KRS. To, że kwestionuje własną legalność, było dość kuriozalne, ale też wzbudziło wątpliwości prawników, czy wyrok wydany w sprawie takiego wniosku będzie ważny. Bo skoro organ kwestionuje własną legalność, to czy wniosek złożony do TK przez taki organ jest ważny? Wydaje się, że to mogło być powodem, dla którego miesiąc temu grupa senatorów PiS skierowała do TK niemal identyczny wniosek. A TK połączył go z wnioskiem KRS i rozpatruje łącznie.

Z tych wszystkich dziwacznych okoliczności widać, że maszynka do orzekania w TK „dobrej zmiany” się zacięła. Ponieważ dotąd TK w sprawach będących w zainteresowaniu politycznym władzy działał ściśle według interesu PiS, można postawić tezę, że PiS sam nie wie, jaki ma w tej sprawie interes – stąd chaos w działaniu.

Z jednej strony podporządkowanie się wyrokowi TSUE oznacza de facto klęskę wymiany kadrowej w sądach i zakwestionowanie prawomocności działania obu nowych izb w Sądzie Najwyższym: Kontroli Nadzwyczajnej (m.in. legalizuje wybory) i Dyscyplinarnej. Z drugiej strony niepodporządkowanie się wyrokowi TSUE oznacza frontalny konflikt z Komisją Europejską i oskarżenia o chęć polexitu, których przed wyborami PiS boi się jak ognia.

Władza nie daje jasnego sygnału, co robić, więc TK się miota i nie robi nic.