Tag Archives: służba zdrowia

Prawniczy ancymonek Ziobro pozwany

3 Paźdź

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem na reakcję Prokuratury i urzędów do tego powołanych. Wsłuchiwałem się w dalsze rozpowszechnianie kłamstw ze strony urzędników MS oraz kompletny brak wzięcia przez kogokolwiek odpowiedzialności za atak na mnie. Niestety, nie doczekałem się. Pozywam urząd Ministra Sprawiedliwości, zajmowany przez Zbigniewa Ziobrę, za kompletny brak nadzoru nad kierowanym przez niego urzędem” – powiedział prezes „Iustitii”.

Przypomnijmy, że w Ministerstwie Sprawiedliwości istniał ośrodek, który nadzorował i koordynował działania prześladowcze wobec sędziów, którzy sprzeciwiali się reformie sądownictwa.

Onet ujawnił, że na komunikatorze WhatsApp powstała zamknięta grupa o nazwie „Kasta”, i że tworzyli ją sędziowie, którzy w ostatnich latach skorzystali na rządowej reformie sądownictwa.

Akcja dyskredytowania prof. Krystiana Markiewicza, szefa „Iustitii” i krytyka PiS, polegała na anonimowym rozsyłaniu informacji o profesorze opartych na plotkach, pogłoskach i domysłach na temat jego życia prywatnego, w tym intymnych kontaktów z kobietami.

W wyniku ujawnionej przez Onet afery do dymisji podał się wiceminister Łukasz Piebiak, a jego bliski współpracownik – sędzia Jakub Iwaniec – został wyrzucony z resortu.

Krzysztof Brejza (KO) zapytał Ministerstwo Zdrowia o łóżka w szpitalach, które masowo znikają z oddziałów. Jak się okazuje, odpowiedź dostanie najprawdopodobniej, dopiero po najbliższych wyborach parlamentarnych.

Służba zdrowia jest jednym z najgorętszych tematów tegorocznej kampanii wyborczej. Politycy KO poświęcają temu zagadnieniu naprawdę dużo uwagi i przedstawiają wiele propozycji, które mają usprawnić poziom polskiej medycyny i lecznictwa. PiS – zdaniem opozycji – totalnie zlekceważył problemy pacjentów i pracowników służby zdrowia.

Opozycja zarzuca PiS-owi to, że zataja prawdziwą sytuację w służbie zdrowia. We wrześniu br. rząd odmówił opublikowania danych nt stanu zadłużenia szpitali. Rządzący chcą najprawdopodobniej przedłużyć termin ich przedstawienia na okres powyborczy. Spór pomiędzy PiS-em a opozycją odżył w chwili, gdy Krzysztof Brejza zapytał Ministerstwo Zdrowia o dane na temat „ogólnej liczby pacjentów i łóżek”.

Ujawniam, że w poszczególnych regionach znikają TYSIĄCE miejsc w szpitalach. Dostałem odpowiedź z Ministerstwa Zdrowia – odmawia udostępnienia liczb znikających łóżek w całej Polsce „ze względu na skalę zakresu danych”. Resort odpowie po wyborach do 15 października” – napisał na swoim Twitterze poseł, dołączając do niego zdjęcie skanu wiadomości, którą otrzymał od pracowników ministerstwa.

To nie był jedyny post zamieszczony przez polityka. „Min. Zdrowia zataja informacje o masowym likwidowaniu miejsc w szpitalach, a otrzymałem bez problemu odpowiedzi z poszczególnych województw” – napisał w kolejnym poseł Brejza. Przedstawiciel KO przedstawił ponadto statystyki, które otrzymał od poszczególnych wojewodów. Jak się okazuje, w samym tylko 2019 r. zlikwidowano 900 miejsc na Lubelszczyźnie, 653 na Opolszczyźnie i 1633 na Dolnym Śląsku.

Wiele wskazuje na to, że o służbie zdrowia będzie głośno przez jeszcze kilka najbliższych tygodni. Czy po wyborach rządzący powrócą do wcześniejszych praktyk i dalej będą lekceważyć potrzeby Polaków?

Prokurator Adam Cierpiatka z prokuratury w Stalowej Woli (który, tego jestem pewna, wkrótce awansuje) odmówił właśnie wszczęcia postępowania przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu za jego pełne nienawiści i pogardy słowa na temat homoseksualistów na pikniku rodzinnym w Stalowej Woli, argumentując, że podobają się one katolikom, zwłaszcza zaś „rodzinom z dziećmi”.

A pamiętam, jak śmiałam się kiedyś w komentarzu publicystycznym ze słów Tadeusza Rydzyka, że katolików prawo nie obowiązuje. Jak się okazuje – niesłusznie, bo nie były one wyrazem buty i arogancji, a przeciwnie, opartą na rzetelnej znajomości realiów, przepowiednią dla Polski.

Co konkretnie o homoseksualistach powiedział Jarosław Kaczyński? – „Są tacy, którzy chcą się wedrzeć do naszych szkół, do naszego życia, którzy chcą odebrać nasze prawa, kulturę, którzy atakują Kościół, nasze świętości. To trzeba odeprzeć”. I jeszcze:  – „Ten wędrowny teatr, aby prowokować, a potem płakać. Ta metoda musi być zdemaskowana i odrzucona. (…) Trzeba twardo odpowiadać na prowokacje. Nie pozwolimy na to, by polska rodzina została rozbita, a polskie dzieci od przedszkola demoralizowane. To w Polsce się nie uda, obronimy Polskę”.

Kaczyński przywołał też w swojej przemowie jako autorytet w sprawach moralnych abp Jędraszewskiego, którego fundacja Nie Lękajcie Się umieściła na niechlubnej liście biskupów chroniących księży pedofilów i który zwolnił ostatnio z pracy, rażąco łamiąc przepisy prawa pracy, niezamężne kobiety (kuria potwierdziła to w oświadczeniu, które wycofała i złagodziła dopiero po kilku dniach, pod wpływem oburzenia opinii publicznej) i który nazywa osoby homoseksualne i poglądy, które głoszą, ofensywą tęczowej zarazy.

O tym, że Kaczyński mógł popełnić przestępstwo prokuraturę zawiadomił Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. W  odpowiedzi na to właśnie doniesienie prokurator Cierpiatka odmówił wszczęcia dochodzenia, informując tym samym obywateli, że w Polsce katolicyzm stoi ponad prawem.

Mało tego – nie tylko odmówił wszczęcia postępowania w tej sprawie, ale jeszcze, gdy Ośrodek złożył na tę decyzję zażalenie, odmówił przyjęcia go, tłumacząc, że OMZRiK nie jest organizacją społeczną, choć oczywiście jest!

W Polsce są trzy ustawy bezpośrednio lub pośrednio zakazujące mowy nienawiści wobec homoseksualistów: Konstytucja RP, ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów UE z zakresie równego traktowania i ustawa z 15 lipca 1987 roku o RPO. Obowiązuje nas – jako członka UE – także szereg europejskich aktów prawnych, jak zalecenie CM/Rec(2010)5 Komitetu Ministrów dla Państw Członkowskich w zakresie środków zwalczania dyskryminacji opartej na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej (przyjęte przez Komitet Ministrów dnia 31 marca 2010 roku na 1081 posiedzeniu zastępców ministrów), zasady Yogyakarty (Yogyacarta Principles) – deklaracja praw osób LGBT, czy Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 14 marca 2013 r. w sprawie zaostrzenia walki z rasizmem, ksenofobią i przestępstwami popełnianymi z nienawiści. Mimo to prokurator Cierpiatka nie zechciał, choć ma taki obowiązek, choćby przyjrzeć się sprawie.

Pisałam kiedyś o tym, że moim zdaniem ponowny wybór PiS skończy się zaprowadzeniem w Polsce katolicko-narodowej dyktatury i niezmiernie mi przykro, że ta prognoza zdaje się potwierdzać. Jest to jeden z tych niewielu przypadków, kiedy człowiek bardzo chciałby się pomylić.

Antysemityzm, upadek szkolnictwa i lecznictwa – PiS uruchamia wszelkie demony

4 Mar

Jak pisze Łukasz Wójcik: Powrót do „normy rozpoczął się, gdy Mike Pompeo, sekretarz stanu USA w trakcie niedawnej fatalnej zresztą konferencji warszawskiej dość niespodziewanie poruszył temat restytucji żydowskiego mienia. I już wtedy w Polsce zapaliły się pierwsze kontrolki ostrzegawcze.

Napięcie znów wzrosło, gdy niedługo potem doświadczona dziennikarka NBC News Andrea Mitchell poinformowała widzów, że powstanie w warszawskim getcie wybuchło przeciwko „polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. (Ł. Wójcik, „Choroba dwubiegunowa”, „Polityka”, nr 9, 5 03 2019r.). Potem premier Netanjahu powiedział izraelskim dziennikarzom, że Polacy pomagali Niemcom w zabijaniu Żydów, a nowy minister spraw zagranicznych Izraela Katz podsumował z właściwym niektórym politykom wdziękiem: Nie zapomnimy i nie przebaczymy. Byli Polacy, którzy kolaborowali i jeszcze raz zacytował „słynne” słowa Icchaka Szamira, że: Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki.

Jest faktem, że na obszarze okupowanej przez hitlerowskie Niemcy Polski represje za ukrywanie i chronienie Żydów były najokrutniejsze w Europie, z reguły Niemcy mordowali całe rodziny w jakikolwiek sposób związane z ratowaniem Żydów i Jest też faktem, że w przeciwieństwie do wszystkich chyba okupowanych przez Niemcy państw i narodów w Polsce nie powstał żaden kolaborujący z Hitlerem reżim i nie było żadnych jednostek zbrojnych czy paramilitarnych walczących po stronie Niemiec.

Nie było też tak charakterystycznych formacji Waffen SS kolaborujących z hitlerowcami i mordujących Żydów od Skandynawii po Francję i Bałkany.

Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Obok bohaterów narażających życie dla ratowania swoich żydowskich sąsiadów i szerzej współobywateli było bardzo wielu tzw. szmalcowników wydających ukrywających się Żydów, w ręce gestapo, bezlitosnych i okrutnych szantażystów, ludzi ukrywających Żydów tylko po to, aby ich obrabować i zamordować. Wielu Polaków przyłączało się do organizowanych przez nazistów zbrodniczych działań, mordowania, palenia, rabowania. Jedwabne jest tutaj najbardziej symbolicznym i znanym, ale nie jedynym przykładem.

Istnieje bardzo bogata literatura zarówno polska, jak i żydowska opisująca makabryczny los żydowskich uciekinierów z getta, w Warszawie, a jeszcze bardziej w małych miastach Żyd, który opuścił getto miał bardzo małe szanse na przeżycie. Pisanie takiej historii, gdzie Polacy są wyłącznie bohaterami jest jej fałszowaniem i nic nie pomogą zaklęcia w postaci absurdalnych ustaw jak niesławnej pamięci ustawa o IPN, według której historia niemieckiej okupacji była czarno biała, a winni byli zawsze inni.

Antysemityzm był obecny w Polsce od setek lat, był istotną częścią naszej rzeczywistości przed II wojną, podczas niej i po niej, gdy niestety dochodziło do zbrodni popełnianych na ocalałych Żydach z motywów rabunkowych, ale także politycznych (walka z żydokomuną itp.). Był od dawna paliwem politycznym dla całych organizacji i ruchów politycznych, istotnym motywem i znakiem rozpoznawczym całych środowisk nazywających się patriotycznymi i narodowymi.

Ile ignorancji i głupoty potrzeba, aby pod białoczerwonymi sztandarami i naszymi patriotycznymi symbolami i znakami obchodzić rocznicę urodzin jednego z największych wrogów Polski – Hitlera?

Środowiska tzw. narodowe chętnie sięgają po symbolikę nazistowską rasistowską i antysemityzm, te zbrodnicze nurty są ze sobą połączone, a ich wyznawcy występują bardzo często wspólnie i to przy co najmniej tolerancji lub życzliwości Kościoła. Dokładnie tak samo było przed wojną.

Kościół mimo wysiłków kilku ostatnich Papieży i wielu wybitnych księży oraz całych środowisk związanych z Kościołem, nie uwolnił się do końca z antysemickiego balastu, a obecny rząd toleruje i w wielu wypadkach wspiera nacjonalistów, rasistów, politycznych chuliganów, także antysemitów przynajmniej poprzez zdumiewającą powolność i opieszałość w ściganiu łamiących prawo nacjonalistycznych bojówkarzy i używających nazistowskich pozdrowień uczestników prorządowych manifestacji jak np. ostatnio w Hajnówce, gdzie hitlerowskim gestem pozdrawiali się uczestnicy prowokacyjnego i absurdalnego w demokratycznym państwie marszu tzw. żołnierzy wyklętych także ku czci ludzi wsławionych morderstwami i okrucieństwem.

Antysemickie stereotypy są powielane np. poprzez przypisywanie ubekom i aparatczykom komunistycznym, różnego rodzaju oprawcom, mordowania polskich patriotów z powodu swojego żydowskiego pochodzenia. To kłamstwo powielane przez antysemitów od końca wojny. Żydzi popierali powojenny stalinowski reżim nie dlatego, że byli Żydami, ale dlatego że byli komunistami i z różnych powodów popierali komunizm. Ubek żydowskiego pochodzenia torturował gen. Fieldorfa i skazał go na śmierć, ale rdzenny Polak Bolesław Bierut mógł go ułaskawić, czego jak wiadomo nie zrobił.

Antysemityzm ma się doskonale ostatnio w budowaniu antyunijnej i antydemokratycznej koalicji co najmniej otaczanej życzliwością i tolerancją ze strony władz. To oczywiście musi wywołać i wywoła co najmniej nieufność ze strony Izraela, jego sojuszników i środowisk żydowskich.

„Poniedziałek 8 kwietnia 2019 r. jest datą rozpoczęcia strajku w szkołach, przedszkolach i innych placówkach opiekuńczo – wychowawczych. To będzie strajk do odwołania. Decyzję o terminie zakończenia strajku podejmie prezydium zarządu głównego ZNP” – powiedział prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Domagają się 1000 zł brutto podwyżki z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r. dla nauczycieli i pracowników oświaty.

Strajk poprzedzi referendum strajkowe, które zostanie przeprowadzone od 5 marca do 25 marca. Treść pytania, które zostanie w nim zadane, jest następująca: „Czy wobec niespełnienia żądania dotyczącego podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych i pracowników niebędących nauczycielami o 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r., jesteś za przeprowadzeniem w szkole strajku począwszy od 8 kwietnia br.?”.Broniarz poinformował, że „z dotychczasowego przebiegu sporu zbiorowego wynika, iż do chwili obecnej 78 proc. szkół i placówek oświatowych weszło w spór zbiorowy”.

„Chcemy lepszego systemu oświaty, chcemy lepszej szkoły, chcemy szkoły bardziej autonomicznej, z większymi kompetencjami dyrektora, z większymi możliwościami edukacyjnymi, adresowanymi do dzieci. Nie można tego zrobić w oparciu o dotychczasowy system finansowania, który w gruncie rzeczy – patrząc na retorykę uprawianą przez minister edukacji Annę Zalewską – bazuje na budżetach jednostek samorządu terytorialnego” – powiedział Broniarz. Termin strajku zbiega się z egzaminami gimnazjalnymi i dla ósmoklasistów. – „Chcemy uspokoić rodziców – dołożymy wszelkich starań, by czas strajku nikomu niczym złym nie zagrażał. Jakkolwiek by to nie brzmiało i jakkolwiek ci, którzy chcą nam przypiąć łatkę, dorobić gombrowiczowską gębę, by tego nie wykorzystywali, to rzeczywiście jest w interesie dziecka, ucznia, bo on wspólnie z nauczycielem są solą edukacji” – stwierdził prezes ZNP.

Polscy pacjenci są coraz bardziej pozbawiani opieki w europejskim standardzie. Takie wnioski płyną z raportu Euro Health Consumer Index (EHCI) za rok 2018 autorstwa Health Consumer Powerhouse. Zgodnie z nim okazuje się, że polska opieka zdrowotna należy do najgorszych w Europie. Sytuacja była zła od wielu lat, jednak ostatnio nasza pozycja zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do niechlubnego ostatniego miejsca na kontynencie. W tegorocznej edycji raportu odnotowaliśmy bowiem spadek z miejsca 7 od końca na 4 (w stosunku do 2017 r.).Wyprzedziły nas: Cypr, Bułgaria i Litwa i Grecja. W gronie 35 ocenianych państw od Polski wypadła gorzej jedynie Albania, Rumunia i Węgry. Okazuje się tym samym, że mimo deklaracji o wzroście nakładów finansowych i głośnych reform w postaci choćby sieci szpitali, jakość opieki zamiast doganiać najlepszych, to dalej przegrywa wyścig o zdrowie pacjentów.

W tegorocznym raporcie najlepiej wypadli Szwajcarzy (893 pkt. na 1000 pkt.). Nasz kraj zdobył w tym samym czasie 585 pkt. Autorzy raportu nie zostawiają przy tym suchej nitki na obecnej polityce rządu. Dostrzegają oni, że mamy dobrą jakość wykształcenia kadr oraz nasz system ma długą tradycję, ale wskazują równocześnie, że za spadek pozycji Polski odpowiada zły dobór priorytetów sprawujących władzę:

“Pomimo dobrego wykształcenia medycznego oraz długowiecznego systemu ochrony zdrowia finansowego z środków publicznych Polska w ciągu ostatnich lat nie wypada korzystnie w rankingu EHCI (…) W ostatnich latach rządy (Węgier i Polski -przyp.red.) zdają się koncentrować na rzeczach innych niż optymalne prowadzenie kraju – tj. ograniczanie wolności prasy, upolitycznianie systemu sądownictwa czy nietolerancyjna polityka imigracyjna lub podnoszenie kwestii zakazu aborcji. (…) Społeczeństwo i pracownicy medyczni zasługują na więcej.”
Wchodząc w szczegóły okazuje się, że polska jest 9 od końca jeśli chodzi o dostępność lekarzy pierwszego kontaktu, gdzie wielu pacjentów nie ma możliwości dostać się do gabinetu tego samego dnia. 12-ści od końca jesteśmy jeśli chodzi o czas oczekiwania na zabieg chirurgiczny (zdecydowana większość pacjentów musi czekać ponad 3 miesiące). Tylko w siedmiu krajach jest gorzej jeśli chodzi o dostęp do leczenia onkologicznego – chemioterapii od momentu zlecenia terapii. Powyższe choć nie wyglądają dobrze, to jednak daleko im do wskazanej na początku artykułu 4 pozycji od końca. Wpływ na taki wynik ma jednak tragiczny wynik Polski w strategicznym dla całego systemu wskaźniku – przeżywalności pacjentów onkologicznych. Gorszy procent przeżywalności pacjentów z rakiem od Polski ma jedynie Rumunia z wynikiem w granicach 45%.  Kiedy jednak Polska wciąż ma sporo pracy, aby przebić próg 50% przeżywalności pacjentów, to w tym samym czasie Szwecja osiąga wyniki na poziomie 71%, a wiele krajów zachodniej Europy ma rezultaty niewiele od wspomnianego odbiegające.
Nasz kraj w dół ciągnie jednak także pokłosie bierności rządu wobec postulatów osób niepełnosprawnych. W zakresie świadczeń opiekuńczo-pielęgnacyjnych Polska wypada tragicznie zarówno w zakresie wsparcia niepełnosprawnych jak i seniorów. Popularne na zachodzie domowe świadczenia opiekuńcze gwarantowane są w naszym kraju dla niespełna 1% osób w wieku powyżej 65 lat.
Opisany raport pokazuje, że reforma systemu ochrony zdrowia wciąż pozostaje tylko w sferze deklaracji. Codzienne podejście decydentów często sprawy nie ułatwia, tak jak wtedy, gdy podjęto decyzje, że finansowanie systemu wbrew obietnicom będzie wyliczane w stosunku do zeszłorocznego PKB, a nie bieżącego, przez co w NFZ w tym roku jest o 7 mld zł mniej. Widać wyraźnie, że aby w jakości opieki nad pacjentem coś realnie się zmieniło, to na ochronę zdrowia musi zostać postawiony znacznie większy priorytet.

Tchórze PiS barykadują instytucje demokratyczne, wypisują Polskę ze świata, czyniąc z kraju Zadupie

29 List

Patryk Wachowiec, analityk prawny FOR, złożył skargę na szefa Kancelarii Sejmu, ponieważ odmówiono mu wstępu na posiedzenie 9 maja, kiedy trwał protest rodziców osób niepełnosprawnych. W tym okresie służby parlamentu (Straż Marszałkowska) zabroniły wydawania jednorazowych przepustek i kart prasowych, mimo że swobodę wejścia na teren Sejmu miały m.in. zorganizowane wycieczki i niektóre z osób zaproszonych przez posłów. Wachowiec stwierdził, że odmowa wstępu była naruszeniem Konstytucji, konkretnie art. 61 ust. 2, w myśl którego obywatele mają prawo „wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu”.

Dziś przed Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie rozpoczął się proces w tej sprawie. Patryk Wachowiec zaznaczył, że sprawa jest precedensowa, a „orzeczenie sądu wyznaczy linię orzeczniczą na przyszłość”. Podkreślił, że jawność życia publicznego jest jednym z elementów demokratycznego państwa prawnego. Jego zdaniem, regulamin Sejmu, na który powołano się przy odmowie wstępu, dał marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu zbyt dużą władzę do określenia trybu dostępu i przesłanek ograniczających zasady wstępu.

 

Sędzia Alina Balicka odroczyła orzeczenie do 13 grudnia. – „Sąd uznał, że sprawa jest na tyle precedensowa, że potrzebuje jeszcze czasu na rozważenie argumentów” – napisał Wachowiec na Twitterze. Zwrócił też uwagę na symboliczną datę wydania wyroku.

>>>

>>>

Prezydent Duda mógłby ją wezwać w 12 minut. (…) Tam należało włączyć kamerę, nakręcić spotkanie dyplomatyczne, zbesztać babsztyla za brzydkie zachowanie i zapytać, czy woli pani przepraszać Polskę i naszego premiera (…) czy wyjeżdża Pani jutro” – takie „rady” dawał Wojciech Cejrowski prezydentowi w sprawie ambasador USA w Polsce. Słowa te padły na antenie prawicowego radia Wnet.

Chodzi oczywiście o list Georgette Mosbacher do Mateusza Morawieckiego, wysłany też do wiadomości Andrzeja. O sprawie m.in. w artykule List ambasador USA do Mateusza Morawieckiego dot. wolności mediów w Polsce wywołał burzę na prawicy”.

A jeszcze niedawno Cejrowski wychwalał jej kandydaturę na ambasadora USA w Polsce.

W lutym na swoim profilu na Facebooku tak pisał o Georgette Mosbacher: – „Trump wysyła swoją znajomą z Florydy, babeczkę, którą zna z dawnych czasów z biznesów (…) bardzo dobry strzał (…)”.Cóż, nie tylko kobieta zmienną jest w swoich opiniach.

Polska zajęła niechlubne ostatnie miejsce w Europie pod względem liczby lekarzy na 1000 mieszkańców. Nad Wisłą życie tak wielu obywateli spoczywa bowiem średnio w ręku zaledwie 2,4 medyków. Tymczasem średnia europejska to 3,8, Niemcy przebijają liczbę 4, a Austriacy 5. Rekordziści – Grecy, mają 6,6 lekarzy na 1000 mieszkańców. Takie ponure wnioski płyną z raportu „Health at a Glance 2018”, przygotowanego na zlecenie OECD.

Powyższe dane wróżą nieuchronne załamanie systemu ochrony zdrowia w Polsce. Tymczasem, choć zagrożenie nie jest nowe, to rok temu protestujący lekarze rezydenci usłyszeli od polityków obozu władzy “niech jadą”, prorządowe media stworzyły historię o “kanapkach z kawiorem”, a spór ze środowiskiem zawodów medycznych zakończył się ostatecznie pyrrusowym dla tych ostatnich porozumieniem, które na dodatek nie zostało dotrzymane przez PiS na etapie wdrażania.

Rząd zadbał bowiem, aby w systemie pozostało po staremu. W budżecie potrzeba środków na obietnice wyborcze, a nie kadry szpitali i przychodni. W efekcie władze zaniechały urealnienia wynagrodzeń do poziomu, który powstrzymałby masową emigrację. Jakby tego było mało, warunki pracy pozostały takie same, a obserwując sytuację na oddziałach szpitalnych, można bez wątpienia powiedzieć, że los sytemu już dziś wisi na włosku. Niemożność racjonalnego wykorzystania przysługującego urlopu, wymuszane dyżury w niewystarczającej obsadzie do liczby pacjentów, spędzanie świąt, Sylwestra w pracy i do tego absurdalnie rozbudowana biurokracja sprawiają, że praca w Polsce jest zadaniem dla wytrwałych.

Rządowy plan, aby zastąpić polskich pracowników ukraińskimi, także się nie powiódł. Ci ostatni nie zdają bowiem bardzo często egzaminów nostryfikacyjnych, a do tego już wkrótce szeroko otworzą się przed nimi oferujące diametralnie lepsze warunki pracy niemieckie kliniki. Walka o pracownika ponownie stanie się nierówna, a rozstrzygnięcie – bardzo szybkie.

Niedobory osiągają już tak duże rozmiary, że wkrótce trudności w dostaniu się do lekarzy nie będą dotyczyć tylko specjalistów, ale także lekarzy rodzinnych. Ci ostatni są bowiem wciąż bardzo nieliczni, a resort ma w planach już za kilka lat wyeliminować z rynku podstawowej opieki zdrowotnej lekarzy innych specjalizacji niż z medycyny rodzinnej, co wyrzuci z przychodni większość obecnie przyjmujących lekarzy.

Polityka pogardy wobec środowiska pracowników ochrony zdrowia będzie miała bardzo bolesne konwencje. Nogami głosują bowiem nie tylko lekarze, ale także pielęgniarki i inne zawody medyczne. Dalsze ignorowanie problemu sprawi zaś, że naprawienie systemu z każdym rokiem będzie coraz trudniejszym zadaniem.

>>>