Tag Archives: Śląsk

Kaczyński o Krasnalowie

13 Maj

Rządy PiS-u. Rodacy, takiego burdelu w państwie, takiej groteski bez wszelkiego trybu, takiego cynicznego, wyzutego z przyzwoitości tałałajstwa u władzy, takich nieudaczników nie było chyba od rządów pułkowników. Domek z marny kart. Państwo Prezesa Ubu! Panie Kaczyński i jego pomocnicy, róbcie tak dalej, a prędzej czy później wzbierze gniew ludzi i wywloką was z gabinetów, siedzib i mieszkań. I będziecie mieli szczęście, jeśli was nie powieszą. Na Placu Konstytucji.

Bezprecedensowy chaos w tworzeniu prawa, jego nieustanne zmiany, pośpiech, ignorowanie Konstytucji, to nieuchronny skutek pojawienia się w systemie państwa jednostki stojącej ponad prawem i tworzącej je, z pomocą służalczej większości sejmowej, wedle swego widzimisię.

Unia Europejska. Polska w silnej Unii to nasza racja stanu porzucona przez obecną władzę. Rozpad Unii oznaczałby powrót Polski do niemiecko-rosyjskiego dziadka do orzechów. Do tragicznego dla nas od początku XVIII w. układu. Poza Unią bowiem żaden kraj nie byłby takim, jakim jest w niej. Putin widzi, że iście przestępcza wobec polskiej racji stanu polityka Kaczyńskiego odrywa nas od Unii i Zachodu, budzimy tam niechęć i Putin ją podsyca, tworząc klimat zgody na zostawienie mu nas, bo do Zachodu pasujemy, jak krowa do siodła”.

Okrągły stół PiS-opozycja. Jest tylko jedna sytuacja, w której można sobie wyobrazić okrągły stół z Kaczyńskim, a mianowicie przeddzień jego nieuchronnej, uświadomionej sobie przez niego, utraty władzy. Wtedy na to pójdzie, tylko że wtedy to nie będzie potrzebne. Jesteśmy daleko od takiej chwili.

Tarcze antykryzysowe. Przez trwającą 4 lata politykę ogromnego rozdawnictwa pieniędzy dla kupienia wyborców, rząd zderza się z kryzysem gospodarki mając w ręku właściwie tylko środki z Unii, realne, i dodruk pieniędzy, czyli inflacyjne finansowanie Tarcz. To dlatego one niby są, a jakby ich nie było.

Waldemar Kuczyński został zapytany przez internautkę skąd czerpie energię. – Chciałabym w Pana wieku mieć tak otwarty umysł, taki intelekt! Wielkie łałSzacun. Ps. Jak Pan to zrobił?

– Pani Aniu, nie palę, codziennie się gimnastykuję, staram się nie tyć, piję regularnie, ale niewiele, codziennie od 25 lat piszę ręcznie kronikę życia codziennego, a od 2005 zażywam witaminy życia pod nazwą w**rw na PiS i Prezesa – zdradza publicysta.

Od czterech dni mamy w Polsce najgłębszy kryzys konstytucyjny od 30 lat. I w tym trudnym czasie prezydent Andrzej Duda zabawia się na Tik-Toku, rapuje i mówi że cała ta sprawa go nie dotyczy. Ten człowiek to jakaś totalna katastrofa. Dosyć już tych kompromitacji!” – pisze Rosati na Twitterze.

Opozycja nie uznaje demokracji, nie cofnęła się przed zablokowaniem wyborów; większość rządowa uczyniła wszystko, aby dotrzymać terminów konstytucyjnych – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie opublikowanym przez „Gazetę Polską”.

Załgany Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” >>>

We wtorek w Polsce wykryto 595 nowych przypadków zakażenia koronawirusem – to najwięcej od początku epidemii i więcej niż np. w Hiszpanii, gdzie obserwowana jest tendencja spadkowa. Epicentrum epidemii jest obecnie w województwie śląskim – to tam stwierdzono ponad 80 proc. nowych przypadków zakażeń patogenem.

Więcej o koronawirusie w PL >>>

Dziś Śląsk najbardziej pokazuje skalę epidemii. Są testy jest #koronawirus. Nie ma testowania epidemia wygasa. #testytestytesty @SzumowskiLukasz  powtarzamy to od tygodni !!!

Okazało się, że dwóch partyjnych przywódców może swoją decyzją odwołać demokratyczne wybory, nie oglądając się na konstytucję i standardy demokratycznego państwa prawnego. To jest cena, jaką zapłaciliśmy za to, że te szalone wybory 10 maja się nie odbyły – mówi dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. – Kandydaci opozycyjni w sposób absolutnie skandaliczny uznali, że ten kryzys wyborczy, który zafundował nam Kaczyński, jest okazją do osłabienia najsilniejszej kandydatki opozycyjnej. Wciąż jednak największe szanse na pokonanie Dudy i PiS-u ma Koalicja Obywatelska. Niestety, na opozycji widać dziwaczny sojusz przeciwko KO wynikający z krótkoterminowej strategii, żeby odnieść relatywny sukces w pierwszej turze wyborów prezydenckich i w ten sposób budować tożsamość swoich formacji, nawet jeśli ma to oznaczać drugą kadencję Dudy – dodaje.

Wywiad z dr. Jackiem Kucharczykiem >>>

Nieuk Morawiecki, szczucie na opozycję, Banaś jako pisowski banan

29 Wrz

Premier wykazuje totalny brak wiedzy o Katowicach, a więc mieście, z którego startuje w najbliższych wyborach do Sejmu. PiS-owski polityk wymyślił teraz nazwę nowej dzielnicy.

Na sobotniej konwencji PiS w Opolu Morawiecki mówił o tym, że górników postrzelonych w kopalni Wujek, przewożono do szpitala w „Ligacicach”. Problemem jest to, że takiej dzielnicy nawet nie ma.

Wpadkę premiera zauważył poseł Borys Budka, który podzielił się informacją z internautami. „Panie Premierze, w #Katowice nie ma takiej dzielnicy jak „Ligacice”. Może chodziło o Ligotę? A może o Bogucice? PS Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc w naszym okręgu, proszę pisać 😉” – napisał na Twitterze działacz Koalicji Obywatelskiej.

Mateusz Morawiecki próbował również nieudolnie popisywać się śląską „gwarą”. „Godka to niy gwara” – napisała wtedy Monika Rosa z Nowoczesnej.

„Śląskość” Morawieckiego została także zmasakrowana przez Łukasza Kohuta, europarlamentarzystę Wiosny. „Jest zwykłym spadochroniarzem startującym z regionu, z którym nie ma nic wspólnego. Jestem przeciwny przerzucaniu kandydatów pomiędzy województwami. To instrumentalne traktowanie wyborców” – przyznał polityk.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Posłanka PO-KO, Ewa Lieder została na ulicy uderzona pięścią w twarz.

Szłam ulicą, to było ok. godz. 19, w okolicach dworca w Gdańsku i patrzyłam w telefon. Młoda kobieta, trochę wyższa ode mnie, wyciągnęła rękę i z całych sił uderzyła mnie pięścią w czoło. Pewnie celowała w nos” – opowiada polsatnews.pl Lieder.

Do incydentu doszło w czerwcu bieżącego roku. Posłanka uważa, że atak był związany z pełnioną przez nią funkcją, ale nie wyklucza również, że wpływ może mieć również jej uderzające podobieństwo do prezydent Gdańska, z którą bardzo często jest mylona.

To co najbardziej wstrząsnęło Ewą Lieder, to zupełny brak reakcji przechodniów na agresywne zachowanie młodej kobiety, która po zadanym ciosie spokojnie odeszła.

Do chwili obecnej posłanka nie zgłosiła zajścia na policję, jednak nie wyklucza, że to zrobi. „Nie zgłosiłam, bo nic poważnego mi się nie stało.ak powiedziałam o tym paru osobom, pani prezydent Dulkiewicz zaleciła mi, aby pomimo upływu czasu, jednak tę sprawę zgłosić. I zgłoszę, dla zasady.”

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Włodzimierz Czarzasty zakpił z Mariana Banasia na weekendowej konwencji Lewicy. Przywódca SLD w pewnym momencie wyciągnął telefon i odegrał prześmiewczą scenkę, w której odgrywał rolę alfonsa z agencji towarzyskiej.

„Marian. Paolo dzwoni. Jak to, skąd dzwonię? Z burdelu dzwonię!” – mówił na scenie socjaldemokratyczny polityk, wzbudzając tym rozweselenie uczestników spotkania. Czarzasty nawiązał w ten sposób do skandalu wokół prezesa NIK Mariana Banasia i jego kamienicy, gdzie – według reporterów Superwizjera – wynajmowano pokoje „na godziny”.

Lider centrolewicy odniósł się również do przeszłości Banasia. Polityk przypomniał o tym, że Banaś pracował wcześniej w NIK, Krajowej Służbie Skarbowej i Ministerstwie Finansów.

Czarzasty nie ograniczył się do sypania żartami; polityk porównał program Lewicy z programem… Prawa i Sprawiedliwości. „Nam chodzi o to, by seicento wygrało z kolumną rządową. Im nie chodzi o uczciwych sędziów, ale o naszych sędziów” – wyznał socjaldemokrata.

Konserwatywne państwo dobrobytu to PiS. Nowoczesne państwo dobrobytu do Lewica. Chleb dają w jednym i drugim, ale wolność jest tylko w jednym państwie” – Czarzasty kontynuował ten wątek w swoim wystąpieniu.

Internauci skomentowali żart Czarzastego w równie komiczny sposób.  „Po prostu żyjemy w banasiowej republice” – napisał jeden z nich. Inne komentarze były równie zabawne, ale jednocześnie na tyle ostre, że nie nadają się one do opublikowania na portalu informacyjnym.

Pedagog hejtujący 16-letnią dziewczynę – do niedawna nie mieściło się to w głowie. Ale nastąpiła dobra zmiana.

Małopolska kuratorka oświaty Barbara Nowak zaatakowała na Twitterze działaczkę ekologiczną ze Szwecji Gretę Thunberg. „Wymyśl sobie problem. Wyjdź na ulicę i zacznij protestować. Zafunduj sobie tournee po Europie i umów na wizytę z kanclerz Niemiec. Niech o tobie piszą wszystkie znane tytuły i portale. To takie proste. Prawda?” – napisała Nowak.

Pomińmy tu samą istotę problemu klimatycznego, który środowiska nacjonalistyczne, religijne i konserwatywne z niewiadomych powodów  uznają za element podziału na lewicę i prawicę. Martwisz się globalnym ociepleniem – to znaczy, że jesteś z lewicy; prawicowiec nie wierzy w takie rzeczy i nie przejmuje się nimi. To oczywiście jakiś rodzaj ideologicznego zajoba, ale na chwilę od niego abstrahujmy. Znacznie ciekawszy jest bowiem aspekt profesjonalny.

Otóż, pani Nowak jest kuratorem. Pedagogiem. Wychowawcą młodzieży. Ba, nadzorcą wychowawców, oberwychowawcą. Jej zadaniem i powołaniem jest dbanie o rozwój uczniów, stwarzanie warunków i bodźców stymulujących młodych ludzi do zdobywania wiedzy, rozwijania talentów i do socjalizacji polegającej m.in. na wszechstronnym zaangażowaniu w różne aktywności na forum publicznym.

Jeśli nawet z punktu widzenia starszej generacji, którą reprezentuje Nowak, przesiąknięta młodzieńczym idealizmem aktywność 16-letniej Grety Thunberg wydaje się nieco naiwna i egzaltowana, to przecież taka jest natura młodości. Czy ktoś może wskazać w historii jakikolwiek ruch skupiający młodzież, który byłby bardzo wyważony i dojrzały?

Zapalczywi i naiwni byli młodzi ludzie skaczący na ulicach przeciw projektowi ustawy ACTA, egzaltowani byli odziani w kolorowe kamizelki hipisi skandujący „Мake love, not war”, niewyważeni byli młodzi idealiści, którzy w 1830 r. wyszli ze Szkoły Podchorążych, by wzniecić powstanie listopadowe. Taka po prostu jest natura młodzieńczego idealizmu.

Dla wychowawcy ważna powinna być nie treść postulatów, lecz sam fakt zaangażowania w sprawy publiczne. Powinien się cieszyć, że jego wychowanek chce zmieniać świat, uczestniczyć w życiu społecznym, kształtować rzeczywistość. Każdy wychowawca wie, że musi swoich podopiecznych w tym kierunku popychać, zachęcając ich do angażowania się różne aktywności społeczne i stawiając im za wzór właśnie takie osoby jak Greta Thunberg. To elementarz warsztatu zawodowego.

Czy można sobie wyobrazić pedagoga, ba, oberpedagoga!, hejtującego 16-letnią dziewczynę angażującą się w sprawy publiczne, podcinającą skrzydła jej rówieśnikom, szydzącą z ich idealizmu? Do niedawna nie mieściło mi się to w głowie. Jednak w 2015 r. w Polsce nastąpiła „dobra zmiana”, która do różnych godności i stanowisk wyniosła takie postacie jak małopolska kuratorka Anna Nowak.

Problemem kadr PiS-u jest bowiem nie tylko polityczne i ideologiczne zacietrzewienie, lecz przede wszystkim brak kompetencji, skrajny nieprofesjonalizm, żenująca amatorszczyzna. Bo przecież nie o jedną Annę Nowak tu chodzi.

Oto fotel prezesa Trybunału Konstytucyjnego zajmuje magister Przyłębska, która w sądzie w Poznaniu została uznana za nienadającą się do orzekania. Zwierzchnikiem słynnej na cały świat stadniny zostaje człowiek, pod którego rządami konie padają, a uczestnicy aukcji uciekają, gdzie pieprz rośnie. Ministrem oświaty zostaje ignorantka, która demoluje szkolnictwo, a następnie ucieka do europarlamentu, pozostawiając po sobie dymiące zgliszcza. Szefem parlamentu przez kilka lat jest technik ogrodnictwa, który potrafi posługiwać się sekatorem, lecz nie laską marszałkowską. W armii przez długi czas panoszy się aptekarz, niejaki Bartłomiej Misiewicz, któremu mają oddawać honory generałowie.

Jakość kadr PiS-u celnie scharakteryzował szef państwowego funduszu nadzorującego Stocznię Szczecińską i Stocznię Remontową Gryfia, a zarazem szef Polskiej Żeglugi Morskiej Paweł Brzezicki, opisując w wewnętrznym biuletynie perypetie z budową promów: „Instytucje wybrane do realizowania tego projektu – choć mają wysokie mniemanie o sobie – tak naprawdę są zbyt słabe, by budować statki. Są słabe po wielokroć – mają zbyt mało pieniędzy, a pracujący tam trzydziestolatkowie mają zbyt mało wiedzy na temat budowy statków i generalnie shippingu”.

To najlepsza charakterystyka „dobrej zmiany”: zbyt mało wiedzy i wysokie mniemanie o sobie. Ignorancja i arogancja.

Syn Kuchcińskiego, Zero Morawiecki i łapy Kremla

7 Sier

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie zakończyła. Do nowych informacji w tej sprawie dotarli dziennikarze „Faktu” i RMF FM. W drogich wyprawach Kuchcińskiemu towarzyszyć mieli prominentni politycy partii rządzącej, w tym Stanisław Piotrowicz, Krystyna Wróblewska, Bogdan Rzońca i Zdzisław Krasnodębski. W podniebnych podróżach uczestniczyły również małżonki Krasnodębskiego i Piotrowicza.

Wspólne loty Kuchcińskiego i Wróblewskiej były już wcześniej opisywane w mediach. Wszystko za sprawą głównej zainteresowanej, która opublikowała w social mediach zdjęcia z pokładu samolotu. Na fotografiach widoczny był także poseł Piotrowicz.

Także te informacje nie przyniosły PiS-owi pochlebnych wypowiedzi. „Loty marszałka zamieniają się w loty rodzinne PiS. – Kuchciński z żoną – Piotrowicz z żoną – Krasnodębski z żoną Oraz Krystyna Wróblewska i Bogdan Rzońca. Zapamiętajcie te nazwiska. Codziennie pracujemy, płacimy podatki żeby oni mogli się bawić. Praca, pokora, umiar” – tymi słowami jedna z internautek skomentowała wyczyny polityków „dobrej zmiany”.

O lotach Kuchcińskiego – jak podaje Wirtualna Polska – wiedziano już dwa lata temu, kiedy o sprawie poinformowano kierownictwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formacja jednak zignorowała doniesienia i nie zajęła się sprawą.

Od czasu, gdy premier Morawiecki został jedynką na liście kandydatów do Sejmu w Katowicach, częściej można go spotkać na Śląsku niż gdziekolwiek indziej. Wystarczy zajrzeć w jego grafik, a widać wzmożoną aktywność Morawieckiego właśnie w jego okręgu wyborczym. Stadion Górnika Zabrze, wizyta w Tychach, Jasna Góra, spotkanie z policjantami w Katowicach i harcerzami w Mysłowicach. Truskolasy, gdzie obiecał zbudować boisko, Gliwice i obietnica budowy czołgów, otwarcie autostrady A1, centrum medyczne w Zabrzu, rodzinny piknik w Bojszowach, Tour de Pologne w Katowicach.

Przyglądając się licznym podróżom premiera, zastanawiam się nad źródłem ich finansowania. Trudno nie zadać sobie pytanie, czy te wizyty są związane z obowiązkami premiera czy też to już jego kampania wyborcza.

A jeśli kampania to kto za to płaci? Borys Budka jest przekonany, że „ta niebywała aktywność na Śląsku premiera Morawieckiego to de facto kampania wyborcza i to robiona za środki publiczne”, a jeśli tak, to jest to chyba dość nieuczciwe, bo w tym przypadku całość kosztów powinna pokrywać partia, z której listy premier startuje do Sejmu. Niestety, nie można uzyskać odpowiedzi na te pytanie, bo Morawiecki nie odpowiada na pytania dziennikarzy i, jak to zwykle bywa w czasach rządów PiS, po prostu milczy.

A ja zastanawiam się jeszcze nad jednym. Jak udaje mu się połączyć obowiązki szefa rządu z aktywnością kandydata do Sejmu.  Czy to kandydowanie nie odbywa się kosztem pracy wynikającej z pełnionej funkcji?

Przyznam się, że podobne wątpliwości miałam i w odniesieniu do pani Ewy Kopacz, gdy była premierem i jednocześnie kandydatem do Sejmu, więc to nie jest tak, że się czepiam.

Po prostu chciałbym wiedzieć, kto płaci za podróże Morawieckiego i jak one się mają do jego pracy jako premiera.

Niecodziennym zainteresowaniem cieszy się jedna z najnowszych depesz Associated Press sugerująca, że w obaleniu rządu PO-PSL w 2015 roku „maczali” palce Rosjanie. Informację opublikowały już czołowe amerykańskie dzienniki: „The New York Times” i Washington Post„, odwołując się do książki dziennikarza „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego.

Autor opisał jak dalece w aferę podsłuchową w latach 2014-2015 zamieszane były polskie służby. Nagrania miały według tych informacji zostać wykorzystane do zdobycia władzy przez PiS.

To zbiegało się z planami Rosji, dla której ówcześnie rządzący byli przeszkodą w sprawach eksportu surowców i realizacji polityki zagranicznej więc ochoczo wykorzystano okazję. Agencja dopuszcza, że mogło to być rosyjskim testem dla kampanii w 2016 roku, w wyniku której Donald Trump został prezydentem USA.

Na dowód, AP powołuje się na słowa Donalda Tuska z 2014 r. „Nie wiem, jakim alfabetem został napisany ten scenariusz, ale wiem dokładnie, kto mógłby być beneficjentem” – ocenił były polski premier w Sejmie tonem sugerującym rosyjski spisek.

W tym kontekście agencja napisała też o aresztowaniu Falenty i jego staraniach o ułaskawienie. W listach do Kaczyńskiego, Dudy i Morawieckiego, odgrażał się on, iż ujawni nazwiska członków rządu PiS, którzy stali za jego rekrutacją.
Aresztowany twierdził, że o podsłuchach w restauracjach wiedzieli politycy PiS, a grupa osób powiązana z prawicą zachęcała do ich kontynuowania, by doprowadzić do upadku rządu PO-PSL.

W listach do prezydenta, premiera i prezesa PiS biznesmen ujawnił szczegóły spotkań. Na razie bez oczekiwanego skutku.

Kończy się druga dekada XXI wieku, a my jesteśmy na etapie „państwa dziadowskiego”! Moralno – etyczna zgnilizna władzy zaczęła rozprzestrzeniać się również na obywateli, którzy zaczynają wsiąkać w bagno owego dziadostwa. Podajmy tu, jako dobry przykład, zdeptanie demokracji i państwa prawa, rozpadającą się armię, ale również niezdolność do przeprowadzenia reformy służby zdrowia, finansów, oświaty, szkolnictwa wyższego i deprecjację wszystkich niemalże uniwersalnych wartości. Podobne przykłady można byłoby mnożyć! Wszystko to nabrało tempa po wygranych przez PiS wyborach z 2015 r. Nie to jest jednak myślą przewodnią tych rozważań! Jest nią kwestia niszczenia morale oraz silnej do niedawna patriotycznej świadomości narodu polskiego. Postępując już od niemal czterech lat haniebnie, pisowska władza dała społeczeństwu przyzwolenie na to, by zatraciło wartości charakteryzujące wszystkie społeczeństwa cywilizowane! Zbrodni, przeciw narodowi, a tym jest to działanie, się nie wybacza! Co takiego się wydarzyło?!

Zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu, określoną w tytule tego tekstu jest to, że:

Jarosław Kaczyński i PiS uruchomili mechanizm pozwalający ludziom słabym zerwać z przyzwoitością! Ich sumienia są więc „czyste”, bo akceptacja i przykład dziadostwa idącego z samej góry usprawiedliwia każde, nawet najbardziej podłe, działanie! Brak przyzwoitości połączona ze spolegliwością pisowskiej władzy stał się dziś w kraju nad Wisłą atutem predestynującym do najwyższych nawet zaszczytów, a już na pewno do dostatniego, kosztem reszty społeczeństwa, życia! Za moralny upadek społeczeństwa polskiego odpowiada obecny, niezwykle szkodliwy dla Polski oraz jej bezpieczeństwa, układ rządzący. To hydra, której dotąd nie odcięto jeszcze nawet jednej głowy! Za to przestępstwo zniszczenia wartości narodowych wymienianych, jako niezwykle ważne w procesie tworzenia bezpieczeństwa państwa polskiego powinna spotkać winnych bardzo surowa kara! Tylko głupiec nie rozumie jak ważne są takie kwestie dla więzi i spoistości narodu, jako całości!

Kaczyński lekceważy wszystkich i wszystko; sugeruje publicznie samej prokuraturze czy ta ma go przesłuchać, czy nie! Oczywiste niby przestępstwo, które polegało na wzięciu od austriackiego dewelopera nie ma tu najmniejszych podstaw, aby to poddawać w wątpliwość) koperty z 50 „tysiącami” złotych w ramach łapówki. Druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, traktując Polskę jak zwykły folwark „fruwa sobie” luksusowym samolotem za aż 2 miliardy złotych „na rosół” z Warszawy do Rzeszowa, zaś jego żona już sama wraca do stolicy tym samym środkiem lokomocji. Mało tego, ten facet nie ma sobie nic do zarzucenia! Za czasów MON Antoniego Macierewicza, pomocnik aptekarski zwalniał z pracy generałów! Istnieje niemal pewność co do tego, że PiS (nie mówię, że sam o to prosił, ale miał wiedzę o podsłuchach bardzo wysokich przedstawicieli poprzedniej władzy) wygrał wybory parlamentarne przy poparciu służb specjalnych Federacji Rosyjskiej i „mafii sołncewskiej”! Pisze o tym bardzo szczegółowo Tomasz Piątek w swoich dwóch książkach!

Prokuratorzy: generalny Ziobro i krajowy, Święczkowski systemowo oraz permanentnie niszczą organa ścigania i wymiar sprawiedliwości. Stworzyli (według słów prokuratora Krzysztofa Parchimowicza „układ od Tatr do morza”! Najnowszy Raport Prokuratorów Lex Super Omnia udowadnia to i prezentuje w sposób merytoryczny oraz nie budzący najmniejszych wątpliwości. Pytanie nasuwa się samo: gdzie my żyjemy? Czy to jeszcze Polska, czy matrix, w którym za chwilę obudzić się możemy w gułagach i obozach pracy?

Aby naród przetrwał i mógł się pokojowo rozwijać, we współpracy z demokratycznymi państwami Europy i świata, musi mieć podstawy moralno – etyczne na wymaganym w tych czasach poziomie! Poziom obozu rządzącego, tzw. zjednoczonej prawicy – dobrej zmiany – jest prawdopodobnie poziomem najniższym w Unii Europejskiej. Przykłady, niemal codzienne, łamania konstytucji i prawa pochodnego, prześladowanie środowisk prawniczych, w tym zwłaszcza przyzwoitych sędziów i prokuratorów są dowodem na kolejne zbrodnie popełniane na Polakach. Tak popularna już i powszechna polityczna korupcja uwolniła u wielu ludzi najniższe instynkty, na czele z nienawiścią do innych. Zwłaszcza do tych, którzy są inni lub nie godzą się na łamanie przez władzę (przy ścisłej współpracy z hierarchią Kościoła Katolickiego), ogólnie przyjętych i głoszonych przez prawdziwych katolików (choćby Papieża) zasad; wynikających zarówno z przepisów, norm i zwyczajów prawnych, jak też z Dekalogu! Za to grozi odpowiedzialność karna, bo wobec prawdziwego (a nie pisowskiego) prawa, my wszyscy jesteśmy równi! Warto o tym pamiętać panowie Kaczyński, Ziobro, Kuchciński, Święczkowski etc!

Chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju – mówi ekspert od wizerunku i marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś. Rozmawiamy nie tylko o losach marszałka Kuchcińskiego, ale też zastanawiamy się, co powinna zrobić opozycja. – Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak jego politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji. Duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął – twierdzi rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Jak ocenia pan z punktu widzenia marketingu politycznego “przepraszam tych, którzy czują się urażeni” marszałka Kuchcińskiego?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Przyznam, że jestem zaskoczony nie tylko bezradnością marszałka, bo on rzeczywiście sobie nie radzi w wystąpieniach publicznych i tu mieliśmy tego świetny przykład. Marszałek przeczytał coś z kartki, ale jego mowa ciała pokazywała, że robi to pod przymusem. Pewnie kierownictwo PiS-u przystawiło mu pistolet do głowy, może nawet sam Jarosława Kaczyński, i

MARSZAŁEK MUSIAŁ PRZEPROSIĆ, CHOCIAŻ NIE BARDZO SAM CHCIAŁ.

Po drugie, chyba wszyscy eksperci od PR są na wakacjach, a tekst napisał marszałkowi praktykant, ponieważ oświadczenie było raczej z gatunku beznadziejnych. W sytuacji kryzysowej nie postępuje się tak, jak to zrobił marszałek. Można oczywiście zastanowić się, do kogo było adresowane oświadczenie marszałka, bo to też jest ważne, ale bez przesady. W sytuacji kryzysowej jest kilka punktów, nad którymi warto się zastanowić: co się dzieje, dlaczego i co z tego wynika? Nie widzę refleksji nad żadnym z nich, a dziś słyszymy jeszcze, że zdejmowane są materiały odnośnie do lotów ze strony sejmowej. To zaczyna wyglądać jak taniec paralityków, którzy próbują wyjść z ciemnego pokoju.

JEŻELI NAZYWAMY RZECZY PO IMIENIU, A PIS MIAŁ GĘBĘ PEŁNĄ FRAZESÓW W STYLU “WYSTARCZY NIE KRAŚĆ”, “TANIE PAŃSTWO” ITP., TO PAN GRZEGRZÓŁKA PUBLICZNIE KŁAMIE, BO TEGO JUŻ NIE MOŻNA NAZWAĆ MIJANIEM SIĘ Z PRAWDĄ, TYLKO KŁAMSTWEM,

a pani szefowa Kancelarii Sejmu tłumaczy, że “mieliśmy taką wiedzę na stan obecny”, to są to ludzie, którzy nadają się do wymiany.

Usuwanie informacji ze strony to strzał w stopę?
Przyznam, że gdy przeczytałem, że loty nie zgadzają się z wykazem i dokumenty są zdejmowane ze strony Sejmu, to mi ręce opadły. To znaczy, że druga osoba w państwie ma, mówiąc delikatnie, słabe kwalifikacje mentalne i intelektualne do sprawowania tej funkcji. Teraz rozumiemy, dlaczego marszałek się odgrodził w Sejmie: kotary, chodzenie w ochronie, nawet dziennikarze nie mogą podejść do marszałka z pytaniem i już wiemy, dlaczego. Każde pytanie dziennikarskie kładzie pana marszałka na łopatki.

Tu sytuacja jest dużo gorsza dla partii rządzącej, bo niedługo są wybory. Być może tak jak ośmiorniczki były niszczące dla rządu PO-PSL, tak Kuchciński będzie dla PiS-u. Nic tak nie wkurza elektoratu jak nadużywanie władzy, a tu mamy do czynienia z paroma rzeczami na raz. Przede wszystkim

PRZEZ 4 LATA PIS NIE MIAŁ POWAŻNEJ SYTUACJI KRYZYSOWEJ, JEŻELI JUŻ SIĘ COŚ SZYKOWAŁO, TO W ZARODKU BYŁO WYCINANE.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to “dwie wieże” Kaczyńskiego, ale ponieważ prezes uznał, że nie widzi sensu, aby go przesłuchiwać, sprawa została zamieciona pod dywan. Przypuszczam, że ludzie z PiS-u uwierzyli, że są nieśmiertelni, zresztą każda władza w pewnym momencie tak sądzi i PiS nie jest tu wyjątkiem. Teraz może się okazać, że o jeden raz za dużo, bo samoloty zostały kupione bez przetargu, za co PiS, będąc w opozycji, krytykował bardzo mocno. Pomijam już, że wycięto przy okazji Caracale i nikt już nawet nie jest w stanie zliczyć wszystkich dat, które Antoni Macierewicz podawał jako datę zakupy nowych maszyn.

Teraz kupiono Boeinga i Gulfstreamy bez przetargu i PiS-owi znowu się upiekło, nikt tego nie wałkował. A przypominam, że do tej pory po 1989 roku jak chciano kupić samoloty dla VIP-ów, to natychmiast tabloidy rozpisywały się, ile inkubatorów można za to kupić. Ponadto

MAMY W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ KŁAMSTWO.

W PR zawsze powtarzamy, że możesz nie powiedzieć całej prawdy, ale nie kłam, bo kłamstwo prędzej czy później zawsze wypłynie. Do tego wszystkiego bezradność pana marszałka, która zaczyna być porażająca.

Sytuacja rozwija się w taki sposób, że marszałek zaczyna nie dawać wyboru prezesowi Kaczyńskiemu, bo teraz zaczyna to przypominać wielką skórkę od banana, na której PiS może się poślizgnąć. Doradzanie, żeby zdejmować dokumenty ze stron Sejmu, jest absurdem, bo dziś nic w sieci nie ginie.

To nie pierwsza wpadka kancelarii, która wcześniej okłamywała opinię publiczną.
Marszałek Kuchciński wpisuje się tu w szerszy kontekst, i to jest ta druga sprawa, na którą warto zwrócić uwagę. Moim zdaniem ludzie zaczną się przyglądać pozostałym wysoko postawionym ludziom władzy, którzy chyba zapomnieli przestawić wajchę i nie pamiętają, że już nie są w opozycji.

CIĄGLE MÓWIĄ, ŻE “CI RZĄDZĄCY ZA PO TO BYLI STRASZNI”, ALE TO BYŁO 4 LATA TEMU. TERAZ CI RZĄDZĄCY TO ONI.

Proszę zwrócić uwagę, jak wygląda w tym kontekście zaginięcie dokumentów z wypadku pani Szydło, gdzie zaatakował ją seicento. To wszystko zaczyna być groteskowe, a mówimy o 36-milionowym kraju w środku Europy, będącym w NATO itd. To nie jest podwórko z czasów hipisowskich panów marszałków, że szef komuny powie, dokąd idziemy. To jest zarządzanie państwem i jako mieszkaniec tego kraju boję się, że wszyscy ulegli takiemu ubezwłasnowolnieniu Jarosława Kaczyńskiego, który za nich wszystko robi.

Za nich myśli?
Przede wszystkim. I przez to nikt nie musi się zastanawiać, co zrobić, bo i tak zrobi tak, jak uważa prezes. Najpierw mamy 23 loty, marszałek wpłaca 15 tys. na Caritas, teraz okazuje się, że leciała sama żona, to wpłaca 28 tys. I najważniejsza sprawa;

CZĘŚĆ LOTÓW MIAŁA ODBYWAĆ SIĘ ZE STATUSEM HEAD. TO OZNACZA, ŻE NIE WYCIĄGNĘLI ŻADNYCH WNIOSKÓW Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ. TO, CO SIĘ DZIEJE, TO LEKCEWAŻENIE INSTRUKCJI.

Zresztą minister Błaszczak najpierw napisał jedną instrukcję HEAD, teraz zapowiedział, że w obliczu kontrowersji lotów marszałka napisze drugą. Naprawdę gratuluję pomysłu. Szczególnie pomysłu, że rodziny mogą latać, jak zapłacą stawkę za bilet tanich linii lotniczych. Powiem szczerze, że jak się na to patrzy, to bardzo wiele pan marszałek i jego otoczenie zrobili, aby sami się kopać po łydkach. I to prezent dla opozycji, która musi tylko to pokazać. Zresztą strategia obrony, że marszałek Borusewicz i Donald Tusk też latali, jest kuriozalna, bo o tym już dziś nikt nie pamięta, a poza tym za tej władzy miało być inaczej.

A może Kuchcińskiemu i PiS-owi to ujdzie na sucho, jak wiele innych afer, bo PiS kupił społeczną moralność transferami socjalnymi?
Oczywiście, że możemy tu spekulować, ale do tej pory wszystko, co wypływało na światło dzienne, co kompromitowało władzę, nie było tak namacalne.

TU POJAWIA SIĘ EWIDENTNE NADUŻYCIE WŁADZY. DODATKOWO LOTY ŻONY BEZ MARSZAŁKA TO ZŁAMANIE PRAWA. PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ, CO WIDZI PRZECIĘTNY POLAK – MARSZAŁEK KRĘCI.

Skoro nie złamał prawa, jak twierdzi, to po co te wpłaty na Caritas i na fundusz modernizacji sił zbrojnych. Według logiki PiS-u z czasów opozycji, gdy czegoś nie ma, to znaczy że “skradziono” albo “dowody zniszczono”. To wizerunkowa bomba i może się okazać, że to będzie miało znaczenie. Być może marszałek będzie zmuszony do podania się do dymisji.

Wielu spodziewało się, że w poniedziałek poda się do dymisji. To byłoby rozbrojenie tej bomby?
Ja nie spodziewałem się dymisji, bo rzeczywiście wiele rzeczy uchodziło PiS-owi na sucho i uważam, że woda sodowa uderzyła jednak PiS-owi do głowy.

Co się takiego z nami stało, że kiedyś minister Nowak za sprawę zegarka wyleciał z polityki, a marszałek Kuchciński za airtaxi nawet nie podaje się do dymisji?
To jest pytanie bardziej do socjologa, niż specjalisty od wizerunku, ale konstatacja jest smutna, dlatego że przesunęliśmy “granice bólu”.

TO ŚWIADCZY NIESTETY FATALNIE O NAS WSZYSTKICH I WYGLĄDA NA TO, ŻE RACJĘ MIAŁ MATEUSZ MORAWIECKI, ŻE WYSTARCZY DOSTAĆ MISKĘ RYŻU I ŚWIĘTY SPOKÓJ. JAK WŁADZA SIĘ TROCHĘ Z NAMI PODZIELI, TO WSZYSTKO MOŻNA WYBACZYĆ.

To rzeczywiście wygląda na pewne przesilenie i chyba Kaczyński znalazł na to klucz i kupił Polaków ich własnymi pieniędzmi, bo przecież nie swoimi i nie partii. Ogólnie jakość życia publicznego skarlała, co widać chociażby po przeklinaniu w miejscach publicznych. Proszę też pamiętać, do kogo skierowany jest ten przekaz marszałka, np. do chuliganów, których nazywa się dziś patriotami.

Drugą sprawą jest edukacja. Żyjemy w czasach fake newsów i nikt nie uczy nas, jak odróżnić źródła wiarygodne od tych niewiarygodnych. Każdy żyje w swojej bańce informacyjnej, jedni czytają wyłącznie “Gazetę Polską”, inni “Wyborczą”.

Co powinna robić opozycji?
Wystarczy, żeby sięgnęła 4-5 lat wstecz i zobaczyła, co robiło PiS, jak ich politycy wypowiadali się w mediach. Myślę, że wystarczy to skopiować, rozedrzeć szaty i pokazywać, co się dzieje. Ośmiorniczki, które kosztowały 35 zł, są śmieszne, a stanęły w gardle ówczesnej koalicji, a duży rządowy samolot na razie w gardle jeszcze nie stanął.

Krętactwa Kaczyńskiego i Morawieckiego nie mają sobie równych. Z życia pasqud 33

28 Lip

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna sytuacja miała miejsce podczas kampanii w 2015 roku. Tak też ma być teraz.

Chodzi oczywiście o nawiązanie do wypowiedzi Kaczyńskiego, który z ogromnym spokojem zaapelował niedawno do opozycji, żeby zakończyć wojnę polsko-polską.

Jaka jest prawda? Tego się pewnie nie dowiemy, ale warto monitorować całą sytuację…

W gwarach lokalnych jest ukryta miłość do tradycji, do kultury i bardzo to szanuję. W gwarze śląskiej ukryta jest piękna staropolska mowa, piękna polszczyzna. Niektórzy powiedzą, że to relikt. Ja bym powiedział, że to jest polski skarb” – tak w wywiadzie dla Radia Katowice mówił dziś Mateusz Morawiecki. Zdaje się, że został zaproszony do rozmowy jako premier, ale przecież wiadomo, że jest jedynką PiS na Śląsku w nadchodzących wyborach.

Skoro taki za Śląskiem, to czemu posłowie nie uznali języka śląskiego za regionalny?” – słusznie zauważył jeden z internautów. To właśnie głosami posłów PiS „Ustawa o uznaniu języka śląskiego za regionalny, do kosza”.

Ten to ma giętki język, wszystko powie. Mówię wam, na dwa tygodnie przed wyborami zacznie wychwalać RAŚ”, o którym prezes PiS Jarosław Kaczyński kilka lat temu mówił tak: – „Opcja Ruchu Autonomii Śląska, która się od polskości odcina, jest być może ukrytą opcją niemiecką”. – „To już nie zakamuflowana opcja niemiecka? Wybory idą, trzeba baranom kit puszczać” – skomentował internauta. Niedawno pisaliśmy o kolejnym marszu zorganizowanym przez Ruch: „Śląsk jest lekceważony [przez rządzących] w sposób, który musi wywoływać nasz sprzeciw”.

Trzeba uczciwie przyznać, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zaiste wprowadził szereg rozwiązań, które można nazwać “nową jakością”. Problem w tym, że to jakość ze zdecydowanie dużym minusem, która jeszcze kilka lat temu doprowadziłaby do tąpnięcia w notowaniach każdej partii, której by dotyczyła. Przykłady można mnożyć bez liku, także z ostatnich dni – protegowana premiera, bez wyższego wykształcenia zostaje wiceministrem, minister zdrowia mówi wbrew faktom, że problemów z dostępem do leków nie ma, a  wiceminister Szefernaker przekonuje, że zwrot pieniędzy za przeloty rodziny marszałka Kuchcińskiego samolotami dla VIP-ów po tym, jak sprawa wyszła na jaw, to “nową jakość”. Zwłaszcza ta ostatnia sprawa bulwersować powinna szczególnie, bowiem dziś już wiemy, że Centrum Informacyjne Sejmu jest gotowe na oficjalnym piśmie kłamać, byle tylko chronić swojego szefa. Jak teraz wierzyć w kolejne komunikaty CIS?

Prawdopodobnie Andrzej Grzegrzółka postanowił naśladować premiera, który również lubi publicznie kłamać, a w polityce informacyjnej bardzo oszczędnie gospodaruje prawdą. Najnowszym tego przykładem jest kolejny prezent dla ojca Tadeusza Rydzyka, którego obóz władzy musi udobruchać i dać zadatek na poczet pomocy w kampanii wyborczej.Aby jednak ta “ofiara” zbyt szybko nie została ujawniona, służby premiera ukryły te informacje przed opinią publiczną i nie opublikowały w Monitorze Polskim konkretnych zarządzeń szefa rządu. Dotarł do nich dociekliwy internauta.

Jak donosi Radio Zet, Morawiecki już w październiku 2018 roku (a więc w gorącym okresie kampanii wyborczej) wydał zarządzenie w sprawie pierwszego datku (5 mln), jednak opinia publiczna w ogóle nie została o nim poinformowana. Chodzi o dokument “zarządzenie nr 176 Prezesa Rady Ministrów z dnia 12 października 2018 r. w sprawie przyznania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, z ogólnej rezerwy budżetowej, środków finansowych, z przeznaczeniem dla Fundacji Lux Veritatis na dofinansowanie realizacji zadania publicznego pn. “Park Pamięci Narodowej”. Sprawę opisał wówczas portal Onet.pl, co zachęciło Jerzego Rudzkiego do przejrzenia także innych dokumentów rządowych.

Okazało się, że w kolejnej kampanii wyborczej (tym razem do europarlamentu) do Torunia znów popłynęły pieniądze w kwocie 3 mln zł. 13 mają wydano zarządzenie nr 53, tym razem na II etap realizacji wspomnianego Parku Pamięci.

Kancelaria Premiera milczy w tej sprawie, nie chcąc wyjaśnić, dlaczego te informacje są ukrywane przed opinią publiczną. Może urzędnicy KPRM postanowili odpowiedzieć zbiorczo na wszystkie trzy przypadki takiego dofinansowania już w przyszłej kadencji Sejmu. W końcu mamy kolejną kampanię wyborczą, więc kolejny “datek” jest tylko kwestią czasu.

Szanowna Policjo, zamiast łapać pojedynczych bandziorów, którzy napadli na Marsz Równości, lepiej zamknąć człowieka, który to sprowokował.

Wielce Szanowna Policjo, chcę wyrazić uznanie, że tak sprawnie Policja wyłapuje bandziorów, którzy w Białymstoku napadli na Marsz Równości. Telewizor mi mówił, że już około setki siedzi w kiciu, ale od wczoraj straciłem rachubę, pewnie teraz jest już więcej. Podobno Szanowna Policja zapowiada też, że złapie oprychów, którzy we Wrocławiu pobili Przemysława Witkowskiego. Całkiem możliwe, że będą siedzieć, zanim ten list, co go zaraz chcę wysłać, dotrze do Szanownej Policji.

Naprawdę jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Doceniam i wcale nie ironizuję. Tyle tylko, że to będzie syzyfowa praca – Szanowna Policja będzie tak łapać i łapać, a zaraz pojawią się następni, którzy kogoś pobiją albo napadną na marsz. Wtedy Szanowna Policja ich wsadzi – i znowu przyjdą nowi. Tak w koło Macieju, aż zabraknie miejsc w więzieniach.

Bo ci, których Szanowna Policja łapie, to tylko pionki. Mięso armatnie. Owszem, niektórzy to faszyści, bandyci i chuligani stadionowi, ale niektórzy to nawet normalni ludzie, tylko ze strachu i indoktrynacji w głowach im się dokumentnie pomieszało.

Była taka książka, wydana jeszcze w latach 80. w podziemiu, o polskich zesłańcach na Sybirze w czasie II wojny światowej: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy”. Róża Holzman ją napisała pod pseudonimem „Róża Czerwińska”. Czytała Szanowna Policja? Tam autorka opowiadała o ludziach sowieckich, wśród których musiała żyć i tak ich scharakteryzowała: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy, nieszczęście uczyniło ich złymi”. To ja sobie tak myślę, że niektórzy z tych, co ich teraz Szanowna Policja wsadza, też byliby dobrzy, ale coś uczyniło ich złymi. Najlepiej więc byłoby wsadzić to coś – wtedy byłby spokój.

Uprzejmie więc informuję Szanowną Policję, że to coś – a właściwie ktoś – nazywa się Kaczyński Jarosław, syn Rajmunda, pseudonim „Prezes”, urodzony 18 czerwca 1949 r., kawaler, bezdzietny, zamieszkały przy ulicy Mickiewicza na Żoliborzu w Warszawie (dokładny adres na pewno łatwo Szanowna Policja ustali).

Tenże osobnik, stojący na czele zorganizowanej grupy trzymającej władzę, od lat już straszy ludzi i szczuje ich na różne grupy społeczne i etniczne. Pamięta Szanowna Policja, jak kłamał o strefach szariatu, gdzie nie obowiązuje europejskie prawo i o zarazkach egzotycznych chorób, które roznoszą uchodźcy? I jakiś czas potem mieliśmy napady na cudzoziemców, choć wcześniej Polacy byli społeczeństwem raczej otwartym i gościnnym.

Teraz poszczuł na homoseksualistów, którzy jego zdaniem „seksualizują dzieci”. „Ręce precz od naszych dzieci!” – krzyczał ten osobnik, tak jakby był głową rodziny wielodzietnej. No i mamy falę agresji wobec homoseksualistów. Szczuł też na Niemców i profesor Jerzy Kochanowski z Uniwersytetu Warszawskiego dostał w tramwaju łomot, bo gadał ze znajomym po niemiecku.

Taką już metodę ma ten osobnik – od lat szczuje i straszy, wskazując różnych rzekomych wrogów: dawną nomenklaturę, niezlustrowanych agentów bezpieki, agentów WSI, Niemców, uchodźców, działaczy NGO-sów, stypendystów Sorosa, homoseksualistów itd. Myślę więc, że najlepiej będzie, zamiast uganiać się za pojedynczymi bandziorami, żulami i pobudzonymi frustratami, złapać i posadzić tego osobnika, żeby pozbyć się kłopotu za jednym zamachem.

Tylko to nie będzie łatwe, bo on może się zasłaniać immunitetem poselskim. Ale gdyby Szanowna Policja wystąpiła o uchylenie mu immunitetu, bo chce go zatrzymać albo chociaż przesłuchać, to może już samo to by coś pomogło. Może by się przestraszył i zaczął się nieco miarkować.

Choć oczywiście może być ciężko go posadzić za szczucie i podburzanie, bo facet jest ostrożny. Nigdy nie powiedział wprost: „Idźcie i spuśćcie łomot cudzoziemcom” ani „Przywalcie tym pedałom”. Prokurator może więc mieć problem z udowodnieniem bezpośredniego związku między jego słowami a aktami przemocy.

Ale nie szkodzi. Na szczęście mamy też zeznania austriackiego dewelopera, który mówi, że ten osobnik nakłonił go do dania 50 tys. złotych łapówki członkowi rady fundacji Srebrna. Będzie więc można spróbować go posadzić za korupcję. Lepsze to niż nic. Zresztą Al Capone też siedział za podatki, a nie za swoje prawdziwe dokonania.

Trzymam więc kciuki i życzę Szanownej Policji sukcesów.

Porażka PiS z TSUE, ale to dopiero początek, bo złodziej PiS skradł samochód i zegarek, na razie oddał zegarek

21 List

Lotem błyskawicy obiegła wszelkie środki przekazu złowieszcza wiadomość o 30 procentowej podwyżce cen prądu, a w ślad za nią podążyły natychmiast uspokajające zastrzeżenia „dobrego” PiS-owskiego rządu, który znalazł na to sposób.

Ustami swoich ministrów zapewnia, że przeciętny Kowalski nawet tego nie zauważy, bo otrzyma 100–procentową rekompensatę… Jakim cudem? To tylko wie rząd, bo dla reszty lansowana kalkulacja jest raczej księżycowa, żeby nie powiedzieć oszukańcza.

>>>

W każdym kto choć trochę rozumie funkcjonowanie rynku wzbiera wściekłość, bo czuje się robiony w „balona”. Swej złości najlepiej dał upust na Facebooku Jerzy Sempowicz, który nie przebierając w słowach obnaża hipokryzję PiS–owskiej władzy.

„Jakim trzeba być debilem skończonym, żeby takie coś wymyślić? Ja wiem, kolejne wybory za pasem i trzeba rozdać chleb i zrobić igrzyska” – pisze Sempowicz.

Dalej dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to precyzyjnie zaplanowana akcja. „Przy tym całym szumie o rozdawaniu kasy i niepodwyższaniu rachunków za prąd, ludzie będą cieszyć się jak debile, że ten dobry rząd tak dba o obywatela” – zauważa i pyta:

NAPRAWDĘ nikt nie widzi, ze jak podrożeje prąd dla przemysłu i paliwa, to podrożeje WSZYSTKO !!!!!!!!!!!! Co z tego, ze zapłacisz tyle samo za prąd co przed podwyżką, jak ZA WSZYSTKO ZAPŁĄCISZ 40% do 50% więcej??” uświadamia użytkowników Facebooka-  Sempowicz

K…a mać, bo już inaczej nie mogę. W jakim nienormalnym kraju ja żyję? – woła z uzasadnioną wściekłością.

Te 30 PLN z rachunku za prąd oddasz kilka razy w miesiącu na produktach ( i ZAWARTYCH W NICH PODATKACH (O WIELE WYŻSZYCH), które są Ci niezbędne do życia! Czy ekonomia pieniądza jest taka trudna, żeby to pojąć?

Naprawdę dalej cieszysz się, że minister energetyki dołoży Ci w przyszłym roku 30 PLN miesięcznie do prądu? Może wypadałoby sie obudzić?”, i tu podpiera się ociekającym obłudą oświadczeniem PiS–owskiego ministra:

„Krzysztof Tchórzewski wyjaśnił, że ceny prądu trzeba rekompensować, bo są… „niesłuszne”. „Są niepodyktowane żadnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi, a jedynie wzrostem kosztów emisji CO2”– mówił Krzysztof Tchórzewski. „Z szacunków które znam, ceny paliwa na 2019 r. w polskiej energetyce nie mają większego wpływu na wzrost cen energii” – zaznaczył.

Na giełdach towarowych ceny prądu skoczyły o niemal 50 proc. w stosunku do zeszłego roku. Drożeje też węgiel, a nasz system energetyczny jest w 72 proc. oparty właśnie na nim. Tymczasem do Urzędu Regulacji Energetyki wpływają wnioski o zgody na nowe cenniki na przyszły rok. Państwowe spółki chciałyby podnieść ceny dla odbiorców indywidualnych nawet o 30 proc.” – zwraca uwagę Jerzy Sempowicz na Facebooku.

Inny kamyczek, jeżeli nie syzyfowy kamień dla wielu, wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej.

Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS w rozumie, tzn. w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni.

Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały w społeczeństwie ruchawki na ulicach m.in w grudniu 1970 roku, zmiotły jedną komuszą władzę zastepując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

>>>

Zmiany w ustawie o SN mogą wydawać się kapitulacją – zwłaszcza dla elektoratu PiS-u – czy powtórką z ustawy o IPN, ale w gruncie rzeczy to pozory. Bo choć Małgorzata Gersdorf pozostanie I prezesem SN, a czystka zostanie odwrócona (zwłaszcza w porównaniu z pierwotną wersją projektu), to obóz rządzący ws. zmian w sądownictwie i tak osiąga przynajmniej część zamierzonych celów. W sporze o polskie sądownictwo w dalszym ciągu pojawia się jednak kilka pytań – przede wszystkim czy propozycje polskiej strony usatysfakcjonują UE.

Nowelizacja o ustroju sądów powszechnych (według Małgorzaty Gersdorf najgorsza ustawa), Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym oraz skarga nadzwyczajna, nowa KRS powołana przez Sejm czy wcześniej TK – wszystkie te zmiany, przynajmniej na chwilę obecną, zostaną utrzymane i trudno spodziewać się, by PiS był zdolny do kolejnych ustępstw. Tzw. reforma sądownictwa w przynajmniej jakiejś części i tak zostanie zrealizowana po myśli PiS-u. Małgorzata Gersdorf swoją kadencję dokończy, ale ta kończy się za półtora roku.

Zrobienie kroku wstecz, choć faktycznie może wyglądać na prestiżową porażkę – wszak politycy partii rządzącej od miesięcy mówią o byłej I prezes SN – jest przejawem politycznego pragmatyzmu. – Nie ginąłbym za odwołanie prezes Gersdorf – powiedział ostatnio Jarosław Gowin. To zdanie dobrze oddaje taktykę obozu rządzącego – stanowisko I prezesa SN nie jest bowiem aż tak kluczowe, by ryzykować pogorszenie się stosunków z UE, co mogłoby mieć wpływ na nadchodzącą kampanię do PE. Zresztą – nawet jeżeli PiS miało dalsze plany zmian w sądownictwie, to ich wdrożenie przed wyborami do PE i tak nie byłoby możliwe.

W najbliższym czasie, w nadchodzących godzinach i dniach kluczowa będzie reakcja KE – czy zaproponowane zmiany będą do zaakceptowania i czy ten front zostanie zamknięty. „Przywróceni” sędziowie SN nie będą musieli przechodzić żadnej procedury, a nawet mogą złożyć oświadczenie o woli przejścia w stan spoczynku z zachowaniem pełnego uposażenia. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że na progu wyborczego maratonu i kampanii do PE wygaszenie akurat tego sporu z KE jest w interesie rządzących, bo ogranicza zarzuty o zamiar wyprowadzenia Polski z UE. Poza tym po ewentualnym niekorzystnym dla KE werdykcie TSUE i tak pewnie wszystko zostałoby odkręcone.

Inna sprawa to pozostałe zmiany w sądownictwie zaproponowane przez PiS. Trochę zapomnianą sprawą jest to, że wysłane przez SN pytania prejudycjalne dotyczą nie tylko tego sądu, ale także KRS. – Sąd Najwyższy zastanawia się, czy sposób powoływania sędziów do KRS jest zgodny z polską konstytucją i standardami europejskimi. Problem polega m.in. na tym, że TK dwukrotnie wypowiadając się w tej sprawie, raz orzekł, że sędziów-członków KRS wybierać powinni sędziowie, za drugim razem TK uznał, że tryb przewidziany obecnie w ustawie – czyli, że sędziów KRS wskazuje parlament – jest zgodny z konstytucją – mówił Michał Laskowski na briefingu we wrześniu.

– Kiedy TSUE orzeknie, że nie jest to zgodne ze standardem, bo wtedy powstaje pytanie jaki jest status sędziów wskazanych przez nową KRS wyłonioną w taki, a nie w inny sposób. To jest pytanie, czy są to sędziowie prawidłowo powołani na swoje stanowiska – podkreślił rzecznik SN. Jak dodał, “jeśli dojdzie do uznania przez TSUE, że KRS jest powołana w sposób nieprawidłowy, to będzie trzeba się zastanawiać nad szerszymi konsekwencjami”.

Jeżeli KE nie będzie usatysfakcjonowana realnymi ustępstwami ws. SN poczynionymi przez rząd i uzna, że Polskę należy dalej grillować, sytuacja może stać się dla PiS-u bardzo kłopotliwa. Zwłaszcza, że Frans Timmermans zdaje się kwestionować KRS w obecnym kształcie, a także Izbę Dyscyplinarną. Chyba, że uzna wspomniane ustępstwa za wystarczające.

>>>

— IDEAŁ DOBREJ ZMIANY SIĘGA BRUKU – MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI W RZ: “Dobra zmiana” niosła ze sobą obietnicę nie tylko naprawy państwa, ale też podniesienia standardów. Rozwój afery KNF pokazuje, że ideał coraz częściej sięga bruku. I to jest największe polityczne ryzyko dla wizerunku PiS. Grając na przeczekanie, partia rządząca traci szansę na to, by przedstawić własną wiarygodną narrację dotyczącą tych wydarzeń. A jej sympatycy będą musieli podczas obiadu przy niedzielnym stole albo w windzie zmierzyć się z pytaniami o 40 mln zł dla prawnika – znajomego szefa KNF, czy pół miliona dla syna ministra”.
rp.pl

— SAMOBÓJCZA TAKTYKA PIS – DOMINIKA WIELOWIEYSKA – w GW: “Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Glapiński – w sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem sposób – broni swego wychowanka Marka Chrzanowskiego. Racjonalna odpowiedź jest taka, że został wysłany mocny sygnał do byłego szefa Komisji: nie martw się, nic nie mów, nic nie zeznawaj, będziemy cię bronić jak niepodległości. Kaczyński na to przyzwala, bo zrozumiał, że znalazł się w pułapce – każdy ruch jest ryzykowny. Wybrał więc wersję, że „afery nie ma”, a priorytetem jest spokój na rynku bankowym”.

— BANKRUCTWO BANKÓW CZARNECKIEGO TO BYŁABY KATASTROFA – DALEJ WIELOWIEYSKA: “Ta katastrofa poszłaby na konto PiS, a Polacy drogo by za to zapłacili. Z tego powodu w niedzielę późnym wieczorem zebrał się Komitet Stabilności Finansowej i wydał komunikat, że z polskim systemem finansowym jest wszystko w porządku. Sam Glapiński sto razy wypowiedział zdanie, że sytuacja jest stabilna”.
wyborcza.pl

— NOMINACJA SOKALA BEZ PODPISU SZEFA RZĄDU – jedynka RZ: “Tę opinię łagodzi nieco prof. Ryszard Piotrowski z UW. – Niestety, praktyka konstytucyjna, mająca pewne cechy zwyczaju, dopuszcza wydawanie przez prezydenta aktów indywidualnych dotyczących powoływania jego przedstawicieli w różnego rodzaju organach bez kontrasygnaty premiera – twierdzi, dodając, że byłby w tej sprawie bardzo ostrożny”.
rp.pl

>>>

Dość symboliczny obrazek udało się uchwycić…

Duda depcze po grobach w pogoni za głosami wyborczymi. Funeralna polityka PiS

2 List

>>>

Rodzina Mularczyków nawet je widzi 😎⛔️

Gdy stawką jest przyszłość Polski, priorytetem powinno być odsunięcie od władzy ludzi, którzy ją niszczą. O wszystko inne opozycja może wykłócać się później. 

Bez względu na to, co mówią niektórzy politycy i komentatorzy, nie ma w tej chwili skuteczniejszego narzędzia politycznego niż zjednoczenie opozycji.

Bo tylko zjednoczenie może powstrzymać partię, która otwarcie łamie prawo i przywrócić Polsce porządek konstytucyjny, a szczerze mówiąc, także ład społeczny. Jednym słowem: najpierw opozycja musi wygrać z PiS. Gdy stawką jest przyszłość Polski priorytetem powinno być odsunięcie od władzy ludzi, którzy ją niszczą. O wszystko inne można wykłócać się później.

Dziś, na rok przed decydującymi dla dalszych losów Polski wyborami parlamentarnymi trzeba sobie jasno powiedzieć, że alternatywą dla zjednoczenia opozycji jest zwycięstwo PiS. Oznaczające, co znamy z ostatnich trzech lat, dalsze życie w konflikcie, wyniszczającym ludzi, gospodarkę, zdolności obronne i pozycję międzynarodową Polski (chyba, że ktoś wierzy  w świeżo objawioną – kolejny już raz  – łagodną twarz PiS, która, jak wiemy z przeszłości, zniknie zaraz po wyborach).

Jeśli opozycja pójdzie do wyborów rozproszona i skłócona oznacza to także zgodę na wyjście (najpierw faktyczne, a później formalne) z Unii Europejskiej i zapewne, w dalszej perspektywie, z NATO i na coraz bardziej arogancką wobec  przeciwników politycznych politykę rządu, wspomaganą przekraczającymi granice wulgarności i pomówień wypowiedziami przedstawicieli władzy. O łamaniu praw obywatelskich i politycznych, naruszaniu praw człowieka, zamykaniu parlamentu przed obywatelami, ordynarnej propagandzie TVP i prorządowych mediów oraz codziennej porcji coraz bardziej bezczelnych kłamstw czołowych polityków PiS nawet nie wspominam, bo to oczywistość.

Wreszcie, co także dla każdego, kto ma oczy do patrzenia i uszy do słuchania powinno być jasne – nie ma skuteczniejszego niż zjednoczenie opozycji politycznego narzędzia, pozwalającego przywrócić Polskę europejskiemu kręgowi cywilizacyjnemu – bo – i to jest fakt – w tej chwili pod zbyt wieloma względami skręciliśmy ostro na wschód, w stronę Putinowskiej Rosji.

Osobiście sądzę, że mówienie o tym, jak ważna jest podmiotowość i tożsamość każdej partii i używanie tego jako argumentu przeciw zjednoczeniu, wynika nie tylko ze złej woli i błędnych kalkulacji politycznych, ale przede wszystkim fałszywego, ale dobrze w Polsce zakorzenionego przekonania, że współpraca oznacza utratę samodzielności i „wchłonięcie” przez większego.

Nic bardziej błędnego.

Oczywiście, jeśli ktoś jest skrajnie słaby, nieskuteczny i pozbawiony prawdziwej podmiotowości, być może straci ją, przez sam fakt rozmów z kimś, kto nieco inaczej myśli. Ale takich ludzi i partii i tak chyba nie chcemy?

Jednak normalnym, normalnie myślącym ludziom, o przeciętnym, zdrowym poczuciu własnej wartości to raczej nie grozi.

Żyjemy w czasie, gdy słowa i pojęcia uległy takim wypaczeniom, że dla porządku, co zresztą ostatnio niepokojąco często czynię, podam Państwu słownikową (słownik PWN) definicję współpracy.

Otóż współpraca to: po pierwsze – „działalność prowadzona wspólnie przez jakieś osoby, instytucje lub państwa”, a po drugie – wspólne funkcjonowanie, na przykład w ramach jakiejś instytucji”.

I tyle.

Wspólnie wykonywana praca na rzecz osiągnięcia jakiegoś celu. Widzicie tu Państwo miejsce na utratę podmiotowości czy tożsamości? Ja nie.

Jest za to możliwość dogadania się ze sobą niezależnie myślących, dorosłych, stabilnych emocjonalnie i dojrzałych ludzi, chcących działać mądrze i skutecznie. I rozumiejących, że wspólnymi siłami najpewniej wygrają, podczas gdy oddzielnie czeka ich porażka.

Jest więc dokładnie odwrotnie, niż twierdzą niektórzy politycy, których nazwisk nie wymieniam, bo nie o krytykę personalną tu idzie: zjednoczenie opozycji nie jest żadnym zagrożeniem dla nikogo, poza bojaźliwymi, niepewnymi swojej wartości głupcami, a przeciwnie, jest szansą na zwycięstwo. I testem siły, tożsamości, politycznej dojrzałości i poważnego traktowania wyborców przez wszystkie opozycyjne partie.

Rzeczywistość polityczna jest dziś dziecinnie prosta: oddzielny start partii opozycyjnych w wyborach, ich podzielenie, wzmacnia PiS. Każdy, kto odmawia zjednoczenia, wzmacnia PiS. Każda partia opozycyjna, która pójdzie do wyborów osobno, po prostu zmarnuje głosy. I wzmocni PiS.

Tyle fakty. Reszta to konwersacja.

A konwersować rzecz jasna można długo namiętnie, tylko że, tak się składa – i o tym zwłaszcza wyborcy powinni pamiętać, w polityce liczy się wyłącznie skuteczność.

I jeśli opozycja nie będzie skuteczna w imię obrony wartości, prawa i zasad, to PiS – i o tym zapewniam z całego serca – będzie niezwykle, niesamowicie wręcz skuteczny w doprowadzeniu do końca dzieła zmiany ustroju Polski z demokracji na dyktaturę.

Strojącym polityczne fochy szefom pomniejszych partyjek przypominam, że  taka jest teraz stawka i o to toczy się gra.

Premier Mateusz Morawiecki musi tęsknić z rozrzewnieniem za lasami na zachodzie, tymi gdzie można „pooddychać pięknym powietrzem”, bo po raz kolejny w drugiej części kampanii do wyborów samorządowych chwyta się tematu zanieczyszczeń powietrza w polskich miastach. 

Wczoraj podczas wizyty w Dąbrowie Górniczej odniósł się do jakości powietrza w mieście. Wspomniał, że Dąbrowa Górnicza jest na liście Światowej Organizacji Zdrowia wśród 33 miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. Co znamienne, w tym wypadku powołał się na słuszność wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i powiedział: „[…] Platforma Obywatelska i PSL, zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z lutego tego roku, nie zrobiły nic albo prawie nic dla poprawy jakości powietrza”.

Niestety, premier, znany szerzej jako Kłamczuszek, tym stwierdzeniem naraził się na kolejny pozew w trybie wyborczym i zarazem trzecią przegraną w sądzie w sprawie o niezgodne z prawdą słowa wypowiedziane w trakcie kampanii wyborczej.

Obowiązująca od września zeszłego roku uchwała wprowadza obostrzenia wobec stosowanych paliw oraz konkretne wymogi co do konstrukcji urządzeń grzewczych. 

Prawo i Sprawiedliwość korzysta na specyfice polskich wyborów samorządowych, organizowanych w całym kraju jednocześnie. Pozwala ona na prowadzenie kampanii wyborczej w oderwaniu od regionalnych tematów, dając pole na populistyczne ruchy ze strony władz centralnych. Niestety, w temacie zanieczyszczeń powietrza Mateusz Morawiecki nie może zrzucić odpowiedzialności na samorządy. Rząd, w imię walki z PSL w regionach oraz na wskutek krótkowzroczności, czy politycznego zbliżenia z Rosją sam jest winny zaniedbań na tym polu. Faktem jest, że przerzucanie się odpowiedzialnością nie pomoże w rozwiązaniu problemu powodującego tysiące zgonów rocznie i realne straty dla gospodarki. 

Tu współpraca jest szczególnie ważna. Co do kwestii zaś kolejnego kłamstwa Mateusza Morawieckiego – ile jeszcze spraw sądowych musi przegrać premier, by z honorem oddać swoje stanowisko w inne ręce? Czy Prawo i Sprawiedliwość obowiązują inne standardy?